Dodaj do ulubionych

Co mnie dziwi w "Chłopach"

03.12.08, 22:45
Co mnie zdziwiło w Chłopach? Nie chodzi mi tu o wpadki autora, a o
prawdopodobieństwo niektórych wydarzeń i portrety psychologiczne
bohaterów.

1) Jagustynka-przedstawiona jest ona w książce jako bardzo sprytna,
cyniczna, złośliwa, obrotna kobieta. Dziwiło mnie, że okazała się
taka naiwna z tym wycugiem i dała się dzieciom oszukać. Nie pasowało
mi to do niej. Rozumiem ,że taki Bylica, (pokorny, naiwny,
dobroduszny,) został w końcu wygnany przez córkę na żebry. Ale żeby
Jagustynka?
2)
To że Antek i Jagna spotykając się ukradkiem korzystali z usług
Jagustynki. Przecież znali jej charakter, złośliwość, skłonność do
intryg. A tak całkiem jej zawierzyli w tak poufnej i delikatnej
sprawie.
3) To że organistowie i wójtowa, którzy sami byli nielubiani w
Lipcach, potrafili nastawić cała wieś przeciwko Jagusi.Ludzie
gardzili organistą za zdzierstwo, wójtowa była nielubiana za pychę i
rozrzutność( pół garnczka cukru kładła do kawy!), a tak łatwo dali
im posłuch!

A wy jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • groha Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 04.12.08, 00:44
      Chwilowo nie pamiętam, co mnie dziwi, ale pozwolisz, Jadwigo, że troszkę
      pobronię Jagustynki? Bo choć wredna i straszny pleciuch, to wcale niegłupia i
      charakterna kobieta była, prawda? Lubię takie :)
      Cóż, jak każda matka, pewnie nie spodziewała się aż takiej podłości po swoich
      dzieciach, stąd potem to straszne poczucie krzywdy i jej zapiekła złość do
      całego świata, wiadomo. Ale jednak nie taka całkiem do końca, bo kiedy dzieci
      bieda przycisnęła, to potrafiła do nich latać, a nawet przed Rochem się ukorzyć
      i prosić, żeby poratował je chociaż dobrym słowem. Wydaje się, że ta Jagustynka
      wcale nie była taka twarda i zła, jak chciała, żeby ją widziano, oj, nie była.
      Ale Jagnie i Antkowi raczej nie pomagała z wielkiej przychylności, to fakt. Za
      to oni byli na tyle zdesperowani, że chętnie jej pomoc przyjęli, a ona miała z
      tego wiele uciechy, bo wiedziała, że nic dobrego z tego nie będzie, i tylko
      czekała aż wszyscy wezmą się za łby. Cóż, skoro na szacunek ludzki, biedota
      nieszczęsna, liczyć nie mogła, to choć tyle miała z tego życia, że wszyscy we
      wsi się jej bali. Nawet dobrodziej jakoś jej nie tykał, za to ona jego czasem,
      że ho ho!
      A sympatie we wsi szły chyba jedną drogą, natomiast interes całkiem inną. Cóż,
      że na wójtową i organiścinę psy się wieszało, kiedy na przednówku trzeba było
      ich klamki całować i często-gęsto o zmiłowanie prosić? Bogate mogą więcej i do
      dzisiaj, nie? A do wygnania Jagusi chyba każdy pretekst był dobry, bo przecież
      ostrzyły sobie na nią pazury już od dawna. Od znalezienia jej zapaski w spalonym
      brogu, co najmniej. Dlatego mnie to nawet nie dziwi, za to zła jestem na te baby
      okrutnie. Szczególnie na organiścinę, małpę jedną, za przeproszeniem. Sama
      święta i niewinna, jak ta biała lelija, myślałby kto.
      --
      Forum z kurcgalopkiem
    • mmk9 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 04.12.08, 10:01
      Zastanawia mnie sprawa pana Jacka. Kiedys myślalam, ze , oczywista
      sprawa, ranny w powstaniu trafil na Syberię i po odbyciu wyroku albo
      amnestii 1883 wraca, po ciężkich doświadczeniach przemieniony
      moralnie i "głupawy". A teza Kuby, że pojechał "do cieplych krajów"
      jest wypowiedziana z ironią. No dobrze, ale Kuba mówi też,
      ze "wyplynęły mu wątpia". Czy z wyplyniętymi wątpiami można
      przetrwac podróż "etapem na kibitce z kacapem" /Janusz
      Ostrzeński/ ? Może więc rannego przygarnął ktoś i wylekowal, a
      potem wysłał cichaczem rzeczywiście do "ciepłych krajow", skąd mógł
      wrocic dopiero po tejże amnestii 1883 ? A przemiana moralna wzięła
      sie nie z serdecznych więzi z np Jakutami ale z wpływu lewicowych i
      demokratycznych idei Zachodu ? Jak myślicie ?
      • matylda1001 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 04.12.08, 20:01
        Pan Jacek nie mógł skorzystac z dobrodziejstwa amnestii, która była
        w 1883 roku, bo akcja książki toczy się odrobinę wcześniej.
        Rozmawiałyśmy o tym z Dominikową jeszcze na FH. Przeczytaj ten post
        i sąsiednie.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=87124558&a=87352152
        Myślę, że pan Jacek nie był na Syberii, ale rzeczywiście na
        emigracji, skąd powrócił jako emisariusz, podobnie jak Rocho.
        Kuba mówi, ze wyniósł rannego pana Jacka z pola bitwy. Potem został
        wysłany przez niego z wiadomością do rodziców. Co zastał po
        powrocie -wiadomo. Pan Jacek zapewne dochodził do zdrowia w jakimś
        majątku szlacheckim, a gdy nabrał sił, jako "spalony" wyjechał za
        granicę. Emigrantów życie nie pieściło, poza tym napewno zetknął się
        z nowymi ideami, mówiącymi o równości wszystkich ludzi, o potrzebie
        wychowania chłopów na świadomych Polaków. Skoro miał pracować nad
        chłopami, to najlepiej było stać sie jednym z nich. Ta
        jego "głupawość" to przezież alibi na użytek wroga.

        ----------------------------------------------------------
        Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
        • mmk9 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 05.12.08, 10:31
          Aleście utalentowane, gospodynie. Tak pociągnąć w tamtym wątku...Nie
          mnie dyskutować na temat dat, bo i książkę znam nie tak i z historii
          tuman, ale mi te kilkanaście lat za malo jest. Czy Pietrek nie mógl
          pójść do wojska dopiero 1878 + 5+1 i już mamy 1884, troche lepiej
          dla mnie brzmi. Poza tym , nie było w latach 80-tych i później
          jakichś walk na Kaukazie ? Dla Pietrka każdy taki czarniawy mogł być
          Turkiem, nie ?
          • matylda1001 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 05.12.08, 13:56
            >ale mi te kilkanaście lat za malo jest.<

            Mnie też za mało, i Dominikowej, chyba wszystkim. Myślę, że na taki
            odbiór pośrednio wpłynęła sugestia, iz Kuba to stary człowiek (może
            za sprawą Fijewskiego?). Tymczasem, jak sie tak dobrze wczytać, to
            nigdzie nie jest powiedziane, że był stary. Myśle, że Boryna nie
            wziąłby sobie wiekowego parobka, w końcu chodziło o ciężką pracę.
            Boryna miał 58 lat, wieś uważała go za starego, on sam też o sobie
            tak myślał. Kuba musiał być młodszy, tyle, że kaleka, spracowany, po
            przejściach, bez przyszłości, mógł sprawiać wrażenie starszego niż
            był.
            Pietrek nie mógł pójść do wojska wtedy, gdy skończyła się wojna,
            wszak brał w niej udział. Wojna mogła wybuchnąć w czasie jego
            służby. Ostatecznie mógł zostac powołany z okazji jej wybuchu,
            powiedzmy nawet, że w czasie jej trwania. Nie zmienia to faktu, że z
            wojska wyszedł najpóźniej na jesieni w 1882. To już ostateczność.
            Pan Jacek pojawia sie we wsi równo z nim. Chłopi w młynie rozmawiają
            o jego powrocie ("ze dwie niedziele temu, jak przyjechał") Hanka
            przyniosła Antkowi śniadanie, gdy pracował w tartaku. Musiało to być
            na początku grudnia. Czyli Pietrek wrócił z wojska we wrześniu (w
            kopania), a pan Jacek najpóżniej w listopadzie. Wychodzi na to, że
            amnestia była najwcześniej za rok. Jestem pewna, że Pietrek nie
            mylił się co do charakteru konfliktu zbrojnego, w jakim brał udział.
            To napewno była ostatnia wojna rosyjsko - turecka.
            ----------------------------------------------------------
            Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi
            • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 07.12.08, 21:03
              >Jestem pewna, że Pietrek nie
              > mylił się co do charakteru konfliktu zbrojnego, w jakim brał
              udział.
              > To napewno była ostatnia wojna rosyjsko - turecka

              Więc to ta sama wojna na której Wokulski dorobił się majatku w
              Bułgarii.
              Jeśli chodzi o czas w którym toczy sie akcja Chłopów to koniec XIX,
              początek XXw. nie pasował mi też ze względu na modę. Józka opowiada,
              że panienki noszą kupry na zadach jak indyczki.Suknie z tiurniurami
              i trenami modne były w 70 latach XIX stulecia. Przełom wieków to już
              suknie obcisłe, dopasowane do ciała.
              Więc akcja Chłopów toczyłaby się gdzieś pod koniec 70 lat. Żywe
              powino być wspomnienie pańszczyzny, powstania styczniowego,
              uwłaszczenia. A to wszystko jawi się w książce jako coś bardzo
              dawnego,pojawia się tylko w opowieściach starych ludzi. A przecież
              taki Antek, będący po trzydziestce, powinien czasy pańszczyzny i
              powstania pamiętać.
              • matylda1001 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 00:58
                >Więc to ta sama wojna na której Wokulski dorobił się majatku w
                Bułgarii.<

                Tak, ta sama... Poza tym Wokulski był w Lipcach, prawde mówiąc tylko
                przejazdem, w drodze do Paryża, ale był :)

                >Więc akcja Chłopów toczyłaby się gdzieś pod koniec 70 lat<

                Ja stawiam na przełom 1881 i 1882 roku. Lalka to 1878/1879, czyli
                odrobine wcześniej. Z modą masz rację, to jeszcze jedno
                potwierdzenie. Panienki z wiejskich dworków były zawsze o krok za
                moda, więc mogły nosić tiurniury 2-3 lata dłużej, niż elegantki z
                Warszawy :) Jeśli chodzi o powstanie i pańszczyznę to myslę, że
                Reymont nie bardzo mógł sobie pozwolić na pisanie o tych sprawach ze
                względu na cenzurę. I tak przemycił dużo więcej od Prusa
                piszącego "Lalkę" w 1890r (gdzie większość informacji na temat P.S.
                jest przecież zakamuflowana). W 1909 widocznie cenzura już tak nie
                szalała.
                ---------------------------------------------------------------
                "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
                • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 11:27
                  Moda na tiurniury przeszła ponoć na chwilę ok 1880, ale wróciła w
                  latach osiemdziesiątych i to na większe jeszcze. Więc to na pewno
                  jednoznaczną wskazówką nie jest. Byłabym za zebraniem rozważań na
                  temat daty w osobnym wątku, bo to ciekawe, a plącze się tu i tam.
                  Ostatnio w zagadkach. Mnie się jednak ten 1880 wydaje tak nie
                  pasujący do zbyt wielu rzeczy w powieści, że chętnie bym owo
                  wspomnienie o wojnie polsko-tureckiej za wpadkę uznała. Czy coś po
                  za nią wskazuje na okolice roku 1880?
                  • matylda1001 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 15:35
                    >Czy coś po za nią wskazuje na okolice roku 1880?<

                    No własnie nic, ale nie ma też niczego, co wskazywałoby na inną
                    mozliwość. Na wpadkę wydaje mi sie to za poważną sprawą. Reymont
                    mógl mylić imiona bohaterów, ale chyba nie wojny? Piszesz, że nie
                    pasuje Ci to do zbyt wielu rzeczy w powieści... do czego na
                    przykład? Moze zwróciłas uwagę na jakąś istotną sprawę, którą
                    przeoczyłam? Pisz, bo bardzo jestem ciekawa, może razem coś
                    wymyślimy?
                    ----------------------------------------------------------
                    Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
                    • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 09.12.08, 08:57
                      No właśnie, mam kłopot ze wskazaniem jednoznacznych konkretów - może
                      za bardzo przywiązałam się do swego "odczucia"? Przez to forum
                      zapadam ponownie, w bardzo tym razem uważną lekturę "Chłopów". Bo w
                      zasadzie wszystko, co nie pasuje zostało napisane: że powstanie
                      wydaje się mglistą i odległą przeszłością, że ciężko wyobrazić
                      sobie, jak to nasz pragmatyczny Boryna, mając na karku czterdziestkę
                      i żonę z trójką małych dzieci, wyrusza do powstania (patrz post
                      Jadwigi1350) i dlaczego Antek tego nie pamięta, wszak w roli
                      gospodarza by został (pomijając wszystko inne), nawet Rocho kojarzy
                      mi się z późniejszym nieco wysypem ludowych oświatowców.

                      A może mam tak jak z Józką? Ponoć dziesięciu lat nie skończyła. Już
                      ja wierzę, że Boryna rachować potrafił i stosowny fragment tekstu na
                      własne oczy widziałam. Ale, kumy kochane, choćbyśta mnie z tego
                      forum kijami wyświeciły alibo jak Lipczaki Jagusie na gnojnym wozie
                      wywiozły, to ja tych dziewięciu z ogonem lat Józki do wiadomości nie
                      przyjmuję. I mi tam nie gadać, że wcześniej dzieci dojrzewały.
                      Jasne, że wcześniej, ale bez przesady. Spójrzcie, jak Witek jest
                      opisywany - dzieciak jeszcze, krowich ogonów pilnuje. A Józia -
                      gospodyni pełną gębą - ogień rozpali, krowy wydoi, ojcu śniadanie
                      poda, jeszcze mu i napyskować nieco potrafi jak trzeba i obiad dla
                      całej rodziny zgotuje i jako gospodyni podaje, chodziaż bratowa w
                      domu jest. Mięso sama sprzeda, wynajętych robotników przypilnuje i
                      do miasta na zakupy w bryce rozparta jako te gospodynie pojedzie. A
                      jak rówieśnie się zejdą, to takie z Nastką Gołębianką na czele. No
                      ja w niej czternastolatkę widzę, nic na to nie poradzę. :(
                      • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 09.12.08, 09:00
                        Byłabymże zabyła. W lekturze uważnej zatonęłam i jak na jakoweś
                        corpus delicti trafię, co do tej chronologii, to dam znać. Ino
                        wnoszę ponownie, by w wątku oddzielnym o tym pisać, bo wiele już
                        ważnych spostrzeżeń padło, a każde niemal gdzie indziej. A sprawa
                        ciekawa jest.
                      • mmk9 Pragmatyzm Boryny a powstanie 09.12.08, 09:20
                        Fakt, Maciej zgłosił sie sam i gnatow nie żałował, ale i
                        wyrachowanie swoje mogl mieć. Toć władze powstańcze zapowiedzialy
                        uwlaszczenie, może stary dziedzic obiecal jakie morgi, albo i zapis
                        zrobił ?
                        • stara_dominikowa Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 09.12.08, 10:34
                          czytam chronologiczne dociekania z uwagą, ale! wydaje mi się, że Reymont celowo
                          miesza przeróżne poszlaki aby wyłonił się obraz wsi bez konkretnego
                          historycznego umiejscowienia akcji. punkt ciężkości jest w kołowrocie pracy i
                          świąt, bohaterem jest społeczność Lipiec, zamknięta enklawa rządząca się
                          własnymi prawami, określona jako "naród", któren mocen nagradzać i karać.
                          szerszy kontekst narodowy to tło i chyba nie tylko z powodu cenzury. skłonna
                          jestem przypuszczać, że nie da się dokładnie określić czasu powieści przez takie
                          mylne poszlaki jak wojna rosyjsko-turecka, rzekome dawne dzieje powstańcze,
                          moda, czy ludowi oświeciciele. ale bardzo chętnie czytam efekty waszego
                          śledztwa:) zobaczcie, ile mniej przyjemności byłoby gdyby książka zaczynała się
                          od słów: "jesień roku 18XX była pogodna i ciepła" :D
                          --
                          Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
                          • meduza7 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 09.12.08, 13:44
                            Z tego, co pamiętam z omawiania Chłopów w szkole, to nasza polonistka bardzo
                            mocno podkreślała "bezczasowość" Lipiec, wyrażającą się między innymi w tym, że
                            pośród opisywanych świąt nie ma w ogóle Nowego Roku, a przecież i on był ważny w
                            życiu chłopów, z nim również wiązały się różnego rodzaju obrzędy itp. To by
                            pasowało do tropu z "myleniem wątków". W ogóle wydaje mi się, że "świat
                            zewnętrzny" celowo jest zamazany i niewyraźny. W centrum uwagi jest chwila
                            bieżąca oraz ojcowizna, gront, którego należy się chycić pazurami i trzymać kwardo.
                            --
                            kura z biura
                            notatki na marginesie
                            Piękne Miśki
                            • cahir4 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 09.12.08, 15:13
                              Ja tego nie kwestionuję. Ale w pewnym sensie, jak Dominikowa pisała,
                              tym lepsza zabawa, gdy ciężko się do pewnych informacji dokopać. To,
                              że się musimy dokopywać, to tę twoją interpretację właśnie
                              potwierdza. No ale, co poradzę, że mnie właśnie te próby
                              umiejscowienia w czasie, na przekór wszystkiemu, interesują. Pyszny
                              ten utwór jest i cała rozkosz weń się wgryzać i wszystkie smaki,
                              niekoniecznie te najbardziej oczywiste, z niego wysysać.
                              • matylda1001 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 09.12.08, 21:43
                                Macie racje, kumo. Rzeczą ludzką jest dochodzic prawdy, i my tej
                                prawdy dojdziemy!... a co?!... :) Mnie tez bardzo ciekawi, kiedy to
                                wszystko sie działo. Mimo, że teza "bezczasowości" przemawia mi do
                                rozumu, to serce każe szukać. Jak osioł będę się upierać przy tej
                                rosyjsko-japońskiej wojnie. Na wojnach to już Reymont sie znał.
                                Gdyby to było bez znaczenia, to przeciez nie musial o ty psać.
                                ----------------------------------------------------------
                                Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
                                  • matylda1001 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 10.12.08, 13:03
                                    > o! czy przeoczyłam jakąś dyskusję? byliście Matyldo całem sercem za
                                    rosyjsko-turecką wojną - zmiana o ponad 20 lat??<

                                    Ha, ha, ha! Juści, że o rosyjsko-turecką mi szło, i przy tej będę
                                    się upierała jak osioł. Takeście mi w głowie namieszały, że już
                                    rozeznanie straciłam co to te Turki, a co te Japońce :) Przecie
                                    jedne i drugie pogany to za jedno mogą być. Bóg Wam zapłać za
                                    czujność!
                                    .................................................................
                                    1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
                                    2. Nie podajemy gościom kapci
                                • mmk9 wojna japońska 10.12.08, 10:20
                                  nie pasuje, bo druk w odcinkach zacząl się 1902. Poza tym Pietrek
                                  nie pomyliłby Turków z Japońcami. I najważniejsza rzecz : moda na
                                  wielkie kupry czyli tiurniury ostatecznie zanikła przed końcem XIX
                                  wieku.
                                  • matylda1001 Re: wojna japońska 10.12.08, 13:09
                                    Racja Wasza, kumo! To tylko mnie pomroka na ślepia padła, pewnie, że
                                    Pietrek nie pomyliłby Turków z Japońcami, sama wcześniej podałam to
                                    jako argument :)
                                    .................................................................
                                    1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
                                    2. Nie podajemy gościom kapci
                        • jadwiga1350 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 27.01.11, 19:35
                          > Fakt, Maciej zgłosił sie sam i gnatow nie żałował, ale i
                          > wyrachowanie swoje mogl mieć. Toć władze powstańcze zapowiedzialy
                          > uwlaszczenie, może stary dziedzic obiecal jakie morgi, albo i zapis
                          > zrobił ?

                          Maciej to nie pierwszy lepszy naiwniak, żeby wierzyć w obiecanki cacanki jakiegoś tam rządu, albo dziedzica. Jakby dziedzic chciał robić zapis dla każdego chłopa-powstańca, to sam musiałby w końcu iść z torbami. Boryna pewnie poszedł z czystej ciekawości, przekory, chęci wyrwania się spod władzy ojca, niespożytej energii.
                          --
                          I co, trzymał ją w piwnicy, jak to Austriacy mają w zwyczaju? Bunkier, to nie piwnica, przypominam...
                          • matylda1001 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 28.01.11, 23:21
                            jadwiga1350 napisała:

                            > Maciej to nie pierwszy lepszy naiwniak, żeby wierzyć w obiecanki cacanki jakiegoś tam rządu,<

                            Słusznie prawicie, Kumo. Tym bardziej, że akurat w przypadku Lipiec ten rząd już nie miał co obiecywać. Jak wybuchło powstanie to w Lipcach już dawno było po uwłaszczeniu.

                            > Boryna pewnie poszedł z czystej ciekawości, przekory, chęci wyrwania się spod władzy ojca, niespożytej energii.<

                            Chociaż w powieści nie ma nic takiego, co mogłoby świadczyć za rozbudowana swiadomością narodową u Boryny, to jednak stwierdzenie, że poszedł do powstania z czystej ciekawości uważam za krzywdzące. Przeciez dużo ryzykował oddając Rochowi izbe na urzadzenie polskiej szkoły, więc chyba czuł się zniewolonym Polakiem. Co do tej władzy rodzicielskiej... Nic Reymont nie pisze o tym, w jakim wieku był Boryna, gdy przejął ojcowiznę ale w chwili wybuchu powstania musiał miec około czterdziestu lat, żonę i dzieci. Nawet gdyby ojciec trzymał go równie "krótko" jak on Antka, to jednak trudno mi uwierzyć, że czterdziestoletni chłop bał sie tatusia. Argument, że facet obarczony rodziną i ziemią nie miał czasu na "powstaniowe rozrywki" z góry odrzucam. Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz jakoś znależli czas i możliwości, i do powstania poszli.
                            --
                            Oszołom-z-radia-maryja skłamał pisząc, że "Nasz(tfu!)Dziennik" nie prowadzi Forum.
                            forum.dlapolski.pl/
                            Niniejsza sygnaturka jest karą dla Oszołka, za zachowanie niegodne katolika!
                            • jadwiga1350 Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 29.01.11, 14:01
                              >Przeciez dużo ryzykował oddając Rochowi
                              > izbe na urzadzenie polskiej szkoły

                              To zależy kiedy to było. Na zebraniu w lipcu Antek wołał, że sam najjaśniejszy cesarz każe uczyć po polsku. Nie wiadomo tylko, czy wtedy gdy Maciej oddawał izbę na szkołę, cesarz już kazał uczyć po polsku, czy jeszcze nie.

                              >ale w chwili wybuchu powstania musiał miec oko
                              > ło czterdziestu lat, żonę i dzieci.

                              To byłaby poważna wpadka ze strony autora.

                              >Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz ja
                              > koś znależli czas i możliwości, i do powstania poszli.

                              A to co innego. Chłop to nie szlachcic. Powstanie było "pańska wojną". Panowie je wywołali, więc nic dziwnego, ze do niego szli. Maciej nie miałby w tym żadnego interesu.
                              --
                              I co, trzymał ją w piwnicy, jak to Austriacy mają w zwyczaju? Bunkier, to nie piwnica, przypominam...
                              • tt-tka Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 20.11.16, 23:53
                                jadwiga1350 napisała:

                                > >Przeciez dużo ryzykował oddając Rochowi
                                > > izbe na urzadzenie polskiej szkoły
                                >
                                > To zależy kiedy to było. Na zebraniu w lipcu Antek wołał, że sam najjaśniejszy
                                > cesarz każe uczyć po polsku. Nie wiadomo tylko, czy wtedy gdy Maciej oddawał iz
                                > bę na szkołę, cesarz już kazał uczyć po polsku, czy jeszcze nie.


                                Nie juz, tylko jeszcze. Dekret z 1864 nakazywal/zalecal/dopuszczal (zalezy od tlumaczenia) nauke w szkole ludowej w jezyku macierzystym wiekszosci uczniow, w przypadku Lipiec po polsku.
                                Od 1885 nauka rowniez w szkolach ludowych byla obowiazkowo po rosyjsku (patrz "syzyfowe prace").
                                Jezyk polski do szkolnictwa powrocil po strajkach szkolnych (i ogolnej zawierusze) w 1905 roku. Zreszta z oporami i nie wszedzie, Gojawiczynska w "Dziewczetach z Nowolipek" pisze o nauczycielce Bronki (wylanej zreszta ze szkoly w zwiazku ze sprawa jezyka, to wiem z publicystyki Gojawiczynskiej), ze tylko pod oslona meza Rosjanina mogla uczyc po polsku, a i tak zostala przeniesiona, nowa nauczycielka zostala Rosjanka i lekcje byly prowadzone po rosyjsku, a rzecz ma miejsce juz po strajkach.
                                >
                                > >ale w chwili wybuchu powstania musiał miec oko
                                > > ło czterdziestu lat, żonę i dzieci.
                                >
                                > To byłaby poważna wpadka ze strony autora.
                                >
                                > >Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz ja
                                > > koś znależli czas i możliwości, i do powstania poszli.
                                >
                                > A to co innego. Chłop to nie szlachcic. Powstanie było "pańska wojną". Panowie
                                > je wywołali, więc nic dziwnego, ze do niego szli. Maciej nie miałby w tym żadn
                                > ego interesu.
                                • tt-tka Re: Pragmatyzm Boryny a powstanie 20.11.16, 23:56



                                  ucieklo


                                  > > >Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz ja
                                  > > > koś znależli czas i możliwości, i do powstania poszli.
                                  > >
                                  > > A to co innego. Chłop to nie szlachcic. Powstanie było "pańska wojną". Pa
                                  > nowie
                                  > > je wywołali, więc nic dziwnego, ze do niego szli. Maciej nie miałby w ty
                                  > m żadn
                                  > > ego interesu.

                                  Akurat Ksiezacy w powstaniu brali udzial dosc licznie. I wcale nie smarkateria z mlekiem pod nosem, bez ziemi i obowiazkow, tylko wlasnie gospodarze.
                      • paszczakowna1 Józka 10.12.08, 11:10
                        > A może mam tak jak z Józką? Ponoć dziesięciu lat nie skończyła. Już
                        > ja wierzę, że Boryna rachować potrafił i stosowny fragment tekstu na
                        > własne oczy widziałam. Ale, kumy kochane, choćbyśta mnie z tego
                        > forum kijami wyświeciły alibo jak Lipczaki Jagusie na gnojnym wozie
                        > wywiozły, to ja tych dziewięciu z ogonem lat Józki do wiadomości nie
                        > przyjmuję. I mi tam nie gadać, że wcześniej dzieci dojrzewały.
                        > Jasne, że wcześniej, ale bez przesady. Spójrzcie, jak Witek jest
                        > opisywany - dzieciak jeszcze, krowich ogonów pilnuje. A Józia -
                        > gospodyni pełną gębą - ogień rozpali, krowy wydoi, ojcu śniadanie
                        > poda, jeszcze mu i napyskować nieco potrafi jak trzeba i obiad dla
                        > całej rodziny zgotuje i jako gospodyni podaje, chodziaż bratowa w
                        > domu jest. Mięso sama sprzeda, wynajętych robotników przypilnuje i
                        > do miasta na zakupy w bryce rozparta jako te gospodynie pojedzie. A
                        > jak rówieśnie się zejdą, to takie z Nastką Gołębianką na czele. No
                        > ja w niej czternastolatkę widzę, nic na to nie poradzę. :(

                        No mogłaby być nad wiek rozwinięta 12-latka (a może z biedą i 11-latka?). Dzieci
                        wtedy naprawdę wcześnie miały poważne obowiązki - przypomnij sobie L. M.
                        Montgomery, tam 11-latka nie umiejąca gotować była nieomal nienormalna, a bywały
                        i takie, co w tym wieku ojcu dom prowadziły. A osierocona Józka, jedyna
                        Borynówna w domu, zmuszona była bardzo szybko dorosnąć.
                        • cahir4 Re: Józka 10.12.08, 11:36
                          Osierocona to ona była raptem od czterech miesięcy, a kiedy Maryśka
                          Borynowa umarła, to już Hanka była w chałupie. No i zamożny taki
                          gospodarz jak Boryna mógł dziewkę jakąś w miejsce Jewki nająć, coby
                          dzieciaka nie zamęczać. To nie jest tak, że na trzech morgach piachu
                          z młodszymi jeszcze dzieckami został i najstarsza, chciał nie
                          chciał, dorastać musi. Bo strawę ojcu uważyć to nic, to mnie nie
                          dziwi, bardziej, że w obecności Hanki rolę gospodyni pełni. Ale i to
                          jeszcze dałoby się wytłumaczyć. Tylko że oni w nią orzą okropnie - i
                          ojciec, i Hanka. Toż już Witek, niby rówieśny, mniej ma chyba roboty
                          choć parobek i znajda.
                          I owe rówieśnice, w tym Nastusia. I ta scena, kiedy jej Jagustynka
                          przedkłada, że nie dla niej rózga zakwitła. Czternastolatce to by
                          przedkładać mogła, na dzisięciolatkę, co się upiera, to tylko
                          śmiechem parsknąć. I ten do miasta wyjazd, co już pisałam.
                          Mnie nie o to zresztą chodzi, że akurat dokładnie czternaście lat
                          mieć powinna, tylko, że jak dla mnie, to Reymont jednak zdrowo
                          przesadził.
                          No wpadka moim zdaniem. Jak ten bałykujący trzymiesięczniak i
                          Pietrek czteroletni, co nie potrafi powiedzieć "tata" (o bardziej
                          skomplikowanych tekstach nie wspominając), jeno gaworzy po swojemu.
                          • meduza7 Re: Józka 10.12.08, 12:42
                            To całkiem jak te trzynaście lat mickiewiczowskiej Zosi. W jednym miejscu
                            Wieszcz wyraźnie pisze "Dziś zaczynasz rok czternasty, czas rzucić indyki i
                            kurki", a w innym znowuż sugeruje, że urodziła się jakoś tak tuż po insurekcji
                            kościuszkowskiej, czyli miałaby lat 17. Może Reymontowi z jakichś wyliczeń przy
                            konstrukcji fabuły wyszło, że Józia powinna mieć około 10 lat, ale "oczami
                            duszy" widział ją jako podrastającą pannicę - i tak ją opisywał.
                            --
                            kura z biura
                            notatki na marginesie
                            Piękne Miśki
                            • jadwiga1350 Re: Józka 10.12.08, 20:27
                              Mnie się też wydaje że Józka musiała być starsza.Ona już i
                              zainteresowania miała inne niż dziesięcioletnie dziecko!


                              "Któregoś razu kazała mu bliżej przysiąść i szeptem rozpowiadała:
                              - Hanka mi wzbrania na wesele Nastusi, ale na złość pódę i przybierę
                              się w modry gorset i w tę kieckę, com to w niej była na odpuście.
                              Oczy za mną wypatrzą, zobaczysz! Witek, narwij mi jabłek, niech cię
                              ino Hanka nie przychwyci! Juści, że jeno z parobkami będę tańcowała!"
                  • weronika753 akcja umieszczona w okolicach 1905 19.12.08, 12:56
                    Tej daty jeszcze nie brałyśmy pod uwagę ;)

                    Wskazuje na to awantura wokół szkoły, jaką stawiać mają w Lipcach. Chłopi się
                    burzą, że ma być rosyjska i wtedy chyba Grzela zauważa, że jest ukaz carski
                    pozwalający uczyć po polsku, więc prawo jest po stronie chłopów!

                    Zgoda na edukację w języku polskim car wydał w 1905 roku.
                    Reymont ukończył powieść w 1909, więc w końcówce mógł już opisać nastroje z '05.
                    Moda dworska, że panienki kiej trzciny w pasie, to też przykład ówczesnej mody i
                    o ile link się zmieści, to podsyłam jedną z ówczesnych sukien:
                    http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://buwcd.buw.uw.edu.pl/wystawa/standa05/thumbnails/tn5_22.jpg&imgrefurl=http://buwcd.buw.uw.edu.pl/wystawa/standa05/index.htm&usg=__WQy82IndbvpKTOVxekbxR8Xwfis=&h=120&w=105&sz=8&hl=pl&start=17&tbnid=cIVdaBZBB9o9dM:&tbnh=88&tbnw=77&prev=/images%3Fq%3Dtiurniura%26gbv%3D2%26ndsp%3D20%26hl%3Dpl%26sa%3DN

                    oj, chyba się nie zmieściła :/

                    Teraz zobaczmy, czy pasuje:
                    Jambroży, "blisko stuletni" urodziłby się między 1810-1815, więc może nie brał
                    udziału w wojnach napoleońskich, ale w powstaniu listopadowym i Wiośnie Ludów z
                    pewnością.
                    Boryna, urodzony w 1846 miałby 18 lat w czasie powstania styczniowego
                    Dobry wiek na pójście z panami do boru. Lepszy, niż "po trzydziestce" gdy miał
                    już rodzinę, gospodarkę, dzieci.
                      • meduza7 Re: akcja umieszczona w okolicach 1905 19.12.08, 13:49
                        No i właśnie to się przestaje zgadzać z Jagustynką i jej "pańskimi czasami"
                        jeśli przyjmiemy, że w Lipcach pańszczyzny nie było od 1838. Żeby je dobrze
                        pamiętać, musiałaby urodzić się w latach 20-tych XIX wieku, byłaby więc prawie
                        równolatką Jambrożego, najstarszą z kobiet we wsi, jej niewdzięczne dzieci same
                        powinny już posmakować wycugu. Chyba w tym momencie musimy założyć pomyłkę
                        autora, który mechanicznie użył sformułowania "pańskie czasy", w odniesieniu do
                        okresu przed Powstaniem Styczniowym. Takie określenie mogło przecież
                        funkcjonować powszechnie, jak teraz "za komuny".
                        --
                        kura z biura
                        notatki na marginesie
                        Piękne Miśki
                      • mmk9 Re: akcja umieszczona w okolicach 1905 19.12.08, 14:56
                        Tak, ale właśnie tam jest napisane, ze kuprów na zadach Józia po
                        1890 nie powinna widzieć. A co dopiero w 1905. Starsze ukazy sa nam
                        potrzebne i w ogole jakas wiedza o rozwoju powszechnej edukacji na
                        wsiach zaboru rosyjskiego.
                    • kocur_zalogowany Re: akcja umieszczona w okolicach 1905 18.08.15, 00:31
                      ... i wtedy chyba Grzela zauważa, że jest ukaz carski pozwalający uczyć po polsku, więc prawo jest po stronie chłopów!

                      Zgoda na edukację w języku polskim car wydał w 1905 roku.


                      Po pierwsze Antek, a nie Grzela. Po drugie powoływał się na ukaz z 30 VIII / 11 IX 1864 roku o szkołach początkowych, który wyraźnie mówił, że nauczanie jest w języku większości uczniów szkoły, czyli w Lipcach byłoby po polsku.

                      Ukaz został wydany przez cara Aleksandra II, który zginął w zamachu w 1881 roku. I teraz pytanie, czy gdyby akcja toczyła się za czasów następcy, to ktoś by wspomniał, że to poprzedni car wydał ukaz? Czy może traktowali cara bezosobowo, jako najwyższą władzę, nie przejmując się kto akurat siedzi na tronie? Czy to jest jakaś przesłanka, żeby założyć, że akcja rozgrywa się przed 1881 rokiem?

                      Wprowadzenie języka rosyjskiego do szkół początkowych nastąpiło w 1885 roku, wcześniej mogły być jedynie nieformalne podchody. Czy scena w powieści to już efekt oficjalnego stanowiska władz, czy na razie nadgorliwość naczelnika?
    • cahir4 Re: Bezdzietność Jagny 04.12.08, 10:15
      Najbardziej mnie dziwi, że się Jagusia przy swoim, nazwijmy to,
      stylu życia, bękarta nie dorobiła. Inne co rusz to zlegają tu i
      ówdzie, a Jagna nic - ani od Antka, ani od starego, ani w
      panieńskich czasach od Mateusza (a taki on był sprawny, co i 3
      kwartałów nie trzeba było czekać). Jeszcze bodaj i Stacho Płoszka
      się jej po sumieniu plącze. A przecież dziewucha była jak rzepa, nic
      tylko jej dziatki rodzić.
      • mmk9 Re: Bezdzietność Jagny 04.12.08, 10:32
        Byłoby to dziwne, dopoki sie nie uświadomi sobie, kim była mamusia
        Jagny. A otoz zielarką, znachorką i miejscową akuszerką. Na bank
        znala sposoby "wywolywania kobiecej słabości". I moze dawno, dawno
        pomogła nimi niefrasobliwej Jagnie. Co moglo wywolac komplikacje
        płodnościowe, ot.
        • groha Re: Bezdzietność Jagny 04.12.08, 15:20
          Słusznie prawicie, Ememko, mogło tak być. Odjąć mleko od krowy przecież
          potrafiła, to i takie rzeczy też pewnikiem umiała załatwić.
          Właśnie mi się przypomniało, kto mnie zadziwia i to bardzo. Otóż stary Bylica to
          jest! Ta zabiedzona i zastrachana chudzina, co to zdawało się, że ani me, ani
          be, a pamiętacie, jak pięknie się postawił pisarzowi i strażnikom, kiedy
          przyszli do Borynów robić opis w sprawie podkopu do komory i od maci zaczęli mu
          wywodzić, że nie pilnował, jak należy? Och, jak cudnie się wtedy rozwścieczył i
          jak hardo przypomniał im, gdzie ich miejsce i kto komu służy oraz za czyje
          pieniądze, to aż dziw bierze. Tak ich wysmagał słowami, że niejeden sielny
          gospodarz by nie śmiał. Ha! Taka niby cichutka biedota bez sił i tyle warta na
          tym świecie, co ten śnieg zeszłoroczny, a godność swoją był posiadał i byle komu
          w kaszę nie dał se dmuchać. Nie tylko zadziwia mnie ten starowina, ale i wzrusza
          prawie do łez.
          --
          Forum z kurcgalopkiem
          • baba67 Re: Bezdzietność Jagny 04.12.08, 19:41
            Bylica mnie tak bardzo nie dziwi-pamietajmy kim byl przed wycugiem -mial 6
            morgowe gospodarstwo zone, i pracowite corki, ktore umialy i przasc i tkac i
            farbowac i niezly grosz z jarmarku potrafily przyniesc, zatem dochod z piachu
            nie byl jedyny. Czyli byl gospodarzem niebiednym choc i niebogatym, ktoremu glod
            w oczy nie zagladal. Tacy ludzie maja swoja godnosc, bo sa od nikogo niezalezni.
            Oczywiscie do wycugu.
            Zachowanie Bylicy dziwiloby mnie, gdyby byl komornikiem.
            --
            Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
            Paganini (zdaje się)
            • matylda1001 Re: Bezdzietność Jagny 04.12.08, 20:17
              Tak jest! Bylica to nie byle miescki łachmytek, ale gospodarski syn
              z dziada pradziada. Lata nędzy, jakie stały się jego udziałem, a
              także wiek sprawiły, że Bylica stał się potulnym i bezwolnym
              człowiekiem. Wystarczyła jednak chwila, żeby odezwała się w nim
              chłopska duma.
              .................................................................
              1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
              2. Nie podajemy gościom kapci
      • stara_dominikowa Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 08:50
        cahir4 napisała:
        > Najbardziej mnie dziwi, że się Jagusia przy swoim, nazwijmy to,
        > stylu życia, bękarta nie dorobiła.

        Mam wytłumaczenie bardziej związane z koncepcją postaci, nie zapominajmy, że to
        fikcja:) Moim zdaniem Jagusia nie mogła mieć potomstwa, bo nie przeszła żadnej
        ewolucji, nie dojrzała. Od początku do końca książki jest bezwolna, poddająca
        się emocjom, za tymi chmurami by poleciała. Żeby być matką, trzeba pazurami w
        ziemię się wczepić, jadło narządzać - a nie światy czynić, rękawy zakasać - nie
        szmaty świąteczne mierzyć. Jagna była też niedojrzała moralnie - nie zdawała
        sobie sprawy z tego, co robi źle, czuła się pokrzywdzona i nie rozumiała, że
        swoim postępowaniem nie zdobywa sympatii. Była dziecinna - nie mogła więc mięć
        dzieci.

        Jeśli jednak potrzebujecie konkretów: jej chwiejność emocjonalna mogła być
        wynikiem zaburzeń hormonalnych.
        --
        Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
        • cahir4 Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 09:53
          Ano potrzebujemy tych konkretów, potrzebujemy. Żeby być matką
          potrzeba "pazurami w ziemię się wczepić, jadło narządzać". No, żeby
          matką być, to faktycznie. Ale żeby dziecko urodzić, to
          niekoniecznie. I nie przytaczam tego, jako zasady uniwersalnej, ale
          jako zasadę obowiącującą właśnie w świecie fikcji, o której
          rozmawiamy. A nie jest w Reymontowych Lipcach dziecko czymś, co się
          pojawia jako ukoronowanie matczynej dojrzałości - wręcz przeciwnie.
          Bękartów ci tam dostatek, ani jednej czy to baby, czy to dziouchy
          bezpłodność nie dotyka, młynarzowe dziewki po półrocznej służbie już
          z brzuchami chodzą, o Ewce Boryny czy Magdzie organistów nie wspomnę.

          Stąd dziwi przedstawienie Jagusi, jako wybitnie biologicznie
          dojrzałej i dorodnej, a przy tym, jako ta Ewa w raju przed jabłka
          zjedzeniem, ni siebie, ni dobra, ni zła nieświadomej i prowadzącej
          bogate życie erotyczne, a jednocześnie:
          a) Jagna nie zachodzi w ciążę,
          b) matka nie niepokoi się, że Jagna zajdzie w ciążę,
          c) nikt w całej wsi, nawet najbardziej wredna baba, nie dziwi się,
          że Jagna nie dorobiła się bękarta,
          d) nikt nie niepokoi się (matka, Mateusz), że skoro nie dorobiła się
          bękarta, to może coś z płodnością nie teges.

          Twoje wyjaśnienie z zaburzeniami hormonalnymi mogłoby być ok., ale
          ja bym chciała jakiegoś wyjaśnienia na gruncie samej powieści. Albo
          choćby zauważenia przez kogoś w powieści (bohatera albo narratora),
          że to dziwne. Bardziej pasuje mi wersja z zapobiegliwą Dominikową,
          ale żeby to aż tak strasznie ukrywać - ani jednej uwagi, jak to
          Dominikowa musiała się wysilać, żeby konsekwencji nie było, czy coś
          w tym rodzaju. Nawet jak Dominikowa Jagnę beszta, to ludzką osławą
          ją straszy, a ciążą nie.

          Mnie to dziwi.
          • baba67 Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 10:24
            Mnie tez to pytanie od dawna nurtowalo. Jedna zznajoma biolozka powiedziala mi
            ze na sciezce trawa nie rosnie tj jesli sie ma wielu partnerow to ciej zajsc w
            ciaze. Nie rozumiem tego za bardzo, ale chyba wiedziala o czym mowila.
            --
            Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
            Paganini (zdaje się)
            • meduza7 Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 10:41
              A może to była faktycznie kwestia opinii, jaką wieś miała o Jagusi, a nie jej
              rzeczywistego prowadzenia? Jak już ktoś pisał, gdyby wyszła za mąż "popsowana",
              to Maciej jako stary praktyk, zaraz by się na tym poznał. O plotki nietrudno,
              jeśli pół wsi wodziło za dziewuchą ślepiami, a co w nich było prawdy, to już
              inna rzecz.
              Nawiasem mówiąc, Tereska żołnierka też się chyba bękarta nie dorobiła, a jej
              związek z Mateuszem trwał dość długo.
              --
              kura z biura
              notatki na marginesie
              Piękne Miśki
              • cahir4 Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 12:38
                No i ta Tereska mnie zastanawia, bo niby o Mateuszu mówili, jaki
                to "skuteczny". Ale żaden bękart nie jest mu przypisywany, więc jest
                w tym trochę niekosekwencji. Może to w tym przypadku przesada wsi
                się uwidacznia.

                Że Jagusia niewinna za Borynę szła, to się nie zgodzę. I to, jak
                matka jej różne rzeczy wypomina, i jej usprawiedliwienia "jak to
                mogła mu się oprzeć, smokowi takiemu, kiedy ją tak rozebrało"
                wskazują jako pewnych kochanków przedmałżeńskich Mateusza i Antka
                (Antek to prawie ojcu w twarz wykrzyczał). Podejrzany jest jeszcze
                Stach Płoszka, ale nie jest pewny. Bo te "insze" i "drugie", co to
                jej babskie języki pół tuzina a może i cały przypisywały, to
                faktycznie ploty mogły być. A po ślubie poza mężem jest Antek i
                wójt, z którym ją liczni świadkowie w jednoznacznej sytuacji
                widzieli.

                Swoją drogę, nie tak znów wielu tych kochanków, żeby "trawa nie
                rosła". No i góra dwóch w tym samym czasie.

                A żeby się Boryna nie poznał, o to już tam Dominikowa mogła zadbać.
                Nie pierwsza też Jagna we wsi była i nie ostatnia, co dziewictwo
                musiała udawać.
                • paszczakowna1 Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 15:59
                  > A żeby się Boryna nie poznał, o to już tam Dominikowa mogła zadbać.
                  > Nie pierwsza też Jagna we wsi była i nie ostatnia, co dziewictwo
                  > musiała udawać.

                  O ile mnie pamieć nie myli, wersja krążąca po wsi (dyskusyjnie prawdziwa, bo
                  ostatecznie nawet w Lipcach nikt nowożeńcom pod łóżkiem nie siadywał) była, że
                  Boryna owszem poznał, natomiast dał się przekonać, ze utrata dziewictwa była
                  wypadkiem (słynny ostry przełaz przez płot). Osobiście sądzę, że był zbyt
                  ambitny, by robić awantury, a poza tym był w fazie totalnego zauroczenia
                  Jagusią. I wreszcie, może ten wymóg dziewictwa był raczej teoretyczny w
                  wiejskiej społeczności, a Boryna wobec przedmałżeńskich romansów w sumie dość
                  tolerancyjny (że Jagna "z parobkami się znała", sam mówił)?
                  • matylda1001 Re: Bezdzietność Jagny 05.12.08, 16:58
                    O wierze Boryny w ostry przełaz mówi Mateusz. Jest zły na Jagusię bo
                    czuje się odtrącony. Tyle samo w tym prawdy, co w tej porceneli,
                    którą podobno kupił żonie Maciej. Wiadomo, Jaguś chadzała za
                    stodołę. Tak z zachowania Mateusza, jak i z jego wypowiedzi nie
                    wynika, żeby Jagusia była dla niego zbyt łaskawa. Może gdzieś tam
                    przyparł ją do chojaka, może były jakies miłosne całunki i wyznania,
                    ale chyba nic poza tym. Gdyby było inaczej, to Mateusz napewno by
                    się inaczej zachowywał. Boryna też nie był naiwny. Tego, co mówili o
                    Jagusi na poważnie nie brał. Gdyby po slubie okazało się, że była
                    napoczęta, to jego stosunek do żony by się zmienił, od początku by
                    ją bardziej pilnował. Jeśli chodzi o Antka, to chyba wtedy, w brogu
                    dopiero, uzyskał to, czego pragnął. Wcześniej podobali sie sobie,
                    ale ich znajomość była oficjalna. Pamiętacie jak Jagusia rozmawiala
                    z Antkiem, gdy spotkali sie na kapuścisku?, rozmawiali ze sobą
                    uzywając oficjalnej formy "wy". Tak nie rozmawiają ze soba ludzie,
                    którzy znają się z miłosnych spotkań. Wniskuję, że wszystko, co
                    mówili o Jagusi to plotki.
                    ----------------------------------------------------------
                    Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
                      • tt-tka Re: Bezdzietność Jagny 17.11.16, 22:25
                        enesaj napisał(a):

                        > Też zwróciłam uwagę na to, że na początku powieści Jagna z Antkiem jest na "wy"
                        > , a z Mateuszem na "ty".
                        >


                        Antek jest zonaty i dzieciaty, a Mateusz to kawaler, moze dlatego ?
                        Do wlasnego meza Jagna tez mowi per "wy"
                        • enesaj Re: Bezdzietność Jagny 17.11.16, 22:34
                          Na początku myślałam, że to kwestia wieku, ale Antek i Mateusz byli chyba rówieśnikami (mniej więcej)? Więc może rzeczywiście ten pierwszy z racji posiadania rodziny - bo samodzielnym gospodarzem żadnego z nich nie można było wtedy nazwać.

                          --
                          Moje blogi:
                          kirgiski.pl/
                          enesaj.pl/
                          • tt-tka Re: Bezdzietność Jagny 17.11.16, 22:44
                            Wiek zblizony, gospodarzem nie byl zaden z nich, a samodzielny na pewno byl Mateusz, wolny i niezle zarabiajacy ptak :)
                            Dlatego obstawiam stan cywilny/rodzinny. Kawalera mozna bylo tykac, zonatemu wypadalo dwoic.
                        • tt-tka Re: Bezdzietność Jagny 21.11.16, 01:04
                          tt-tka napisała:

                          > enesaj napisał(a):
                          >
                          > > Też zwróciłam uwagę na to, że na początku powieści Jagna z Antkiem jest n
                          > a "wy"
                          > > , a z Mateuszem na "ty".
                          > >
                          >
                          >
                          > Antek jest zonaty i dzieciaty, a Mateusz to kawaler, moze dlatego ?
                          > Do wlasnego meza Jagna tez mowi per "wy"

                          Trafilam akurat dluzsza rozmowe Hanki z Mateuszem, po tej bojce u Dominikowej. Hanka tez do Mateusza mowi "ty", on do niej zwraca sie bezosobowo, dopiero w ostatnim zdaniu mowi "obaczycie", ale nie jest jasne, czy zwraca te slowa bezposrednio do Hanki, czy w sensie "wszyscy we wsi obacza". W kazdym razie nie mowi jej "ty".
                          • jadwiga1350 Kowal 16.01.17, 19:13
                            ciekawe dlaczego nie ubiegł Hanki i pierwszy nie wprowadził się do domu teścia? Nie poszedł do lasu, był na miejscu(chyba nie wyjechał z Lipiec w ten dzień? A nawet jeśli, to na miejscu była Magda) Kowalowie mieli bliżej do Boryny niż Hanka, oboje zdrowi, jak nic powinni wyprzedzić kobietę w zaawansowanej ciąży, z dwójką małych dzieci przy boku.
        • baba67 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 05.12.08, 09:18
          Z moich obserwacji w realu wynika, ze ludzie starzy (a Bylica byl jednym z
          najstarszych we wsi) pozwbawieni majatku, chorzy i czesto na pozor zupelnie
          zdziecinniali, miewaja przeblyski dawnej osobowosci, cos sie w nich czasem
          odzywa w jakiejs sytuacji lub w towarzystwie pewnych ludzi. Niejedna osoba zna
          przymulona , wciaz stekajac babcie kompletnie nie dbajaca o siebie i ogladajaca
          w kolko seriale, ktora w obliczu spotkania znajomych z mlodosci, chocby na
          czyims pogrzebie nagle staje sie na krotki czas kims innym.
          --
          Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
          Paganini (zdaje się)
    • baba67 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 06.12.08, 19:54
      Jagustynka jest jedna z moich ulubionych postaci w Chlopach, nie dla tego zeby
      byla taka sympatyczna bo oczywiscie nie jest, tylko z powodu wielowarstwowosci,
      niejednoznacznosci tej kobiety.
      Polecam Ci lekture ksiazek Magdy Szabo, szczegolnie powiesci Zamkniete drzwi i
      Staroswiecka historia. Sa tam mistrzowsko sportretowane postaci kobiece, ktore
      na pierwszy rzut oka wydaja sie dziwaczkami, wrecz jedzami. Jrednak jest w nich
      sporo dobra, ktore jakims sposobem udalo im sie ocalic. Zwros uwage na jniektore
      odruch Jagustynki, probe zaradzenia nieszczesciu Tereski, jej wspolczucie.
      Pozniej rozmowa z Antkiem o dzieciach.
      Dla mnie ta postac jest wiarygodna.
      --
      Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
      Paganini (zdaje się)
      • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 06.12.08, 20:16
        Tak to prawda, Jagustynka nie jest postacią jednoznaczną.
        Rozumiem,że krzywdy jakie doznała od dzieci spowodowały, że stała
        sie zgorzkniała, i zaczeła się mścić na całym świecie. Tylko trudno
        mi zrozumieć, że taka sprytna, inteligentna,"charakterna" kobieta
        dała się oszukać z tym wycugiem. Przecież miała oczy i rozum i
        widziała jaki często gęsto bywa los ludzi którzy gospodarkę odpisali
        dzieciom. Maciej Boryna nawet nie chce słyszeć o możliwości wycugu.
        Mówi,że za życia nie odpisze ani piędzi ziemi. A Jagustynka nie
        wygląda mi na kogoś głupszego od Boryny.

        Jagustynka nie była lubiana we wsi. Mówiono o niej "diabelska kuma",
        a jednocześnie ludzie łatwo dawali się jej zmanipulować. Boryna
        wierzył we wszystko co opowiadała o Antku, wierzył, że syn chce go
        spalić. Jagna łatwo dawała się podburzać przeciwko mężowi. Antek jej
        ufał.
        To trochę dziwne, że ktoś nielubiany, zależny od innych miał taki
        przemożny wpływ na ludzi.
            • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 09:01
              Nie powiedziałabym, że "niefrasobliwie". Udzielił czegoś w rodzaju
              nieoficjalnej zgody: "róbcie co chcecie" - chyba tam pada - "ja o
              niczym nie wiem" (chociaż się właśnie dowiedział). Za to bardzo się
              frasował, żeby oficjalnie nie być w tę sprawę ani trochę
              zamieszanym - sam wyjeżdża na cały dzień i Jambrożemu nie pozwala
              nikogo na terem kościelny wpuścić.
              Moim zdaniem nie jest to szczególnie dziwne w kontekście całej
              historii (co nie oznacza, że godne pochwały). Choć jeśli widzisz
              Jagusię jako niewinną dzieweczkę, zaszczutą przez zawistną wieś li
              tylko z powodu urody, to oczywiście dziwić może bardziej.

              Ja niby rozumiem, dlaczego w ogóle doszło do tego tragicznego finału
              (co nie znaczy, że go popieram i pochwalam), ale przechodzi moją
              zdolność rozumienia i szlak mnie jasny trafia w momencie, kiedy
              przyszli "egzekutorzy" pytają o zdanie Antka. Ja rozumiem, że
              pierwszy we wsi, że się już poprawił, że chłopom wybaczano więcej,
              ale ludzie, w końcu to on z nią razem grzeszył i się prawie
              kazirodztwa dopuścił! Dość było mu to zapomieć, w całej sprawie
              pominąc po prostu, ale czynić sędzią!?
          • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 09:08
            Gdzie Jagustynka była, tego nie pomnę, sprawdzić trzeba. Mnie się za
            to naraziła w innym momencie. Już taka jest niby odmieniona, dla
            Hanki ma wiele wdzięczności i przed obmową broni, do Antka po jego
            powrocie mówi ze łzami w oczach, że gdyby nie Hanka, to już by z
            głodu pomarli (ona i jej rodzina), a w chwilę potem podpuszcza tegoż
            Antka na Jagusię znowu, choć wie, że dla Hanki to odnowienie
            romansu, to już najgorsze, co mogłoby być. To już naprawdę paskudne
            było - co, w krew jej weszło i odzwyczaić się nie mogła?
            • baba67 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 14:01
              Wlasnie tak to zrozumialam-ona te swoja wdziecznosc i pomaganie Antkowi
              traktowala nieco na innych obszarach. Tak jak mafioso-handlarz dragami bierze
              udzila w aukcji charytatywnej na dzieci chore na raka. Moze sie nawet wzruszyc i
              duzo dac.
              --
              Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
              Paganini (zdaje się)
            • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 14:06
              Jeśli chodzi o księdza to jego postawa dziwi mnie o tyle, ze przez
              parafian był on uważany za człowieka dobrego. Hanka mówi o nim, że
              nie znaleźć lepszego. Kuba twierdził, że tylko ksiądz potrafił go
              uszanować. Boryna i wójt jeździli prosić biskupa, aby nie przenosił
              proboszcza do innej parafii. Ksiądz był więc ogólnie uważany za
              dobrego i lubiany. Chyba tylko jedna Jagustynka coś tam na niego
              wygadywała. Więc dziwne,że taki dobry człowiek, mający autorytet nie
              usiłował bronić Jagny przed linczem.Myślę, że jego zdecydowana
              postawa mogła zdusić w zarodku plany wójtowej i organiściny. Gdyby
              zacytował te słowa z Ewangelii: "kto z was jest bez grzechu niech
              pierwszy rzuci kamieniem", to może byłoby to kubłem zimnej wody na
              wzburzone umysły Lipczan. I jego widoczna obojętność na los Jagny
              dziwi jeszcze jak się pomyśli ,że dobrze znał się z Dominikową i
              lubił ją. Przecież gdy chodził po kolędzie, to podpuszczony przez
              Paczesiową bronił Jagny przed jej mężem, a całą winę za incydent w
              karczmie przypisywał Antkowi!

              A to podpuszczanie Antka na Jagnę to ze stony Jagustynki nie tylko
              zwykła podłość, ale i głupota. W tym momencie mądra Jagustynka nie
              umiała patrzeć gdzie leży jej interes. Gdyby teraz odżył romans
              Antka i Jagny, to Hanka pogrążyłaby się w rozpaczy i żalu do całego
              świata.Zajęta własnym bólem, mało zważałaby na to czy jakaś tam
              komornica ma co jeść, czy też zdycha z rodziną z głodu. Te intrygi
              mogłyby się Jagustynce odbić dużą czkawką!
              • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 08.12.08, 14:25
                Co do czasu w, którym toczy się akcja Chłopów, to jeszcze jedna
                rzecz mnie zastanawia. Gdy umiera Boryna, to pan Jacek wspomina, że
                Maciej walczył w powstaniu, dobrowolnie przystał do partii. Więc
                kiedy toczyło się powstanie, Maciej musiał być bardzo młody i
                jeszcze idealistycznie nastawiony do świata. Znając jego pragmatyzm
                życiowy trudno sobie wyobrazić, że poszedłby do walki mając żonę,
                dzieci, gospodarkę na głowie. Przecież to, żeby w gospodarce
                wszystko szło jak trzeba dla Boryny było najważniejsze.
                Prawdopodobnie, gdy Maciej walczył w powstańczym oddziale
                gospodarzyli jeszcze jego rodzice.A to wszystko wskazywałoby na to,
                że od powstania musiało minąć więcej niż 30 lat!Znów coś się nie
                zgadza z wojną rosyjsko-turecką, z tiurniurami.
                • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 11:15
                  Dziwi mnie postać księdza proboszcza. Ksiądz ten wiedzie życie
                  bogatego chłopa. Zbiera jabłka w sutannę, łapie pszczoły, nocami
                  pasie konie na cudzej łące. Największą dumą dobrodzieja jest byczek
                  holender i jego rozpłodowe umiejętności. Ksiądz żyje blisko z
                  chłopami, ma podobne zmartwienia i radości.Więc nie mogę zrozumieć
                  skąd w nim tyle pogardy kiedy w rozmowie z Jasiem przestrzega go,
                  aby nie spoufalał się z chłopami, bo kto się zada z plewami tego
                  zjedzą świnie!!! Czy nie powinien raczej pouczyć młodego kleryka że
                  ksiądz ma być otwarty na wszystkich ludzi? Dziwne to słowa w ustach
                  lipeckiego proboszcza. Przecież wydaje się taki zżyty z tymi ludźmi.
                  Byłoby to zrozumiałe gdyby ksiądz prowadził życie ziemianina. Tak
                  jak proboszcz z Placówki, który spędzał czas na rautach i
                  polowaniach z okoliczną szlachtą. Wtedy ta pogarda dla chłopów
                  mogłaby mieć jakieś wytłumaczenie. Ale tak?
                  • meduza7 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 13:00
                    Moim zdaniem, jedno drugiemu nie przeszkadza. Prowadził życie bogatego chłopa,
                    ale czuł się lepszy od "ciemnego ludu", choćby z racji wykształcenia. Kto wie,
                    może i po cichu żarła go frustracja, że nie zrobił większej kariery, że jest
                    tylko wiejskim proboszczem, że właśnie nie zadaje się z "państwem"? Poza tym, to
                    nie były czasy, kiedy hierarchia kościelna uważała za konieczne jakieś "bratanie
                    się z ludem", otwartość, o której piszesz itp. Ksiądz miał być władzą i
                    autorytetem, jak trzeba, to zagrzmieć z góry z ambony i postraszyć piekłem,
                    przekazywać prawdy wiary jako jedynie słuszne i nie dopuszczające dyskusji. I
                    tak dalej. Spoufalanie się było źle widziane w świecie, w którym każdy powinien
                    znać swoje miejsce. Nawiasem mówiąc, lipeccy gospodarze też mają bardzo za złe
                    Kubie, że w kościele pcha się przed ołtarz, zamiast stać z innymi parobkami w
                    kruchcie. To tak a propos "swojego miejsca".
                    Zresztą ksiądz był w pewnym sensie postrzegany jako "swój chłop", w porównaniu
                    na przykład z proboszczem z sąsiedztwa, co to jak przyjechał pomóc przy
                    spowiedzi, to trzymał cały czas przy nosie perfumowaną chusteczkę, bo "naród mu
                    śmierdział". Takie zachowanie wzbudzało pogardę - ale wzbudzała ją też zbytnia
                    bliskość. Ot, pan Jacek też przecież uważany był za wariata głównie z racji
                    tego, że naruszał porządek społeczny, nie zachowywał się jak na dziedzicowego
                    brata przystało no i właśnie zbytnio się spoufalał.
                    --
                    kura z biura
                    notatki na marginesie
                    Piękne Miśki
                    • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 13:22
                      Słusznie prawicie, kumo, kużden swoje miejsce powinien znać. I na
                      tym właśnie urok księdza proboszcza polega, że ze swego
                      proboszczowego wyniesienia ku maluczkim zstępuje. Ale jakby
                      wyniesienie zniszczył, nie miałby skąd zstępować. To i żadna zasługa
                      by była i nie byłoby się czym cieszyć.
                      To jest bardzo zhierarchizowana społeczność: każdy ma swoje miejsce
                      i w kościele, i przy stole, i w karczmie. Już tam gospodarska córka
                      z najemnym parobkiem nie zatańczy. I niech Borynów Pietrek gęby nie
                      otwiera, gdy gospodarscy synowie dyskutują. Ksiądz ma swoje miejsce
                      i jest "dobry", ale tej hierarchii naruszać nie zamierza. Raczej na
                      straży porządku społecznego i moralnego stoi. Nie jest on idealistą
                      w lud idącym jak Rocho, czy pan Jacek, choć też nie jest im wrogi i
                      mam wrażenie, że się tam z Rochem w pewnych sprawach ugadują. I nie
                      o frustrację z kiepskiej kariery tu idzie moim zdaniem, bo mi się
                      widzi ten ksiądz jako chłopski syn właśnie, co może by i wolał, jak
                      Jaś organistów, ot, na gospodarce zostać. I tak miłośnie na te
                      zagony spoziera, i pszczółki okadza.
                      Ale teraz on ksiądz - lud mu nie śmierdzi, ale pospolitować się z
                      nim nie zamierza.
                      • meduza7 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 13:35
                        Ano kumo, ta frustracja, to ino taki mój miescki pomysł był. Myślę, że jednak
                        dobrze mu tam było.
                        Takie skojarzenie: prymas Wyszyński swego czasu uznał odebranie Kościołowi
                        majątku przez komunistów za błogosławieństwo, bo proboszczowie po wsiach
                        wreszcie przestali troszczyć się głównie o to, jak im latoś jęczmiona obrodziły,
                        a zaczęli o sprawy duchowe.
                        --
                        kura z biura
                        notatki na marginesie
                        Piękne Miśki
                        • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 19:52
                          Kumy moje rodzone, wszystko to rozumiem. Tylko ksiądz sam spoufalał
                          się z chłopami.Ta obecność przy zapładnianiu krowy przez byka, albo
                          osobiste pilnowanie ludzi pracujących w polu. Czy to nie jest
                          spoufalanie się?. Przecież jakby proboszcz uważał się za nie wiadomo
                          kogo nie pasałby koni po nocy. Gardziłby takim zajęciem, godnym
                          pastucha, a nie kapłana! Tym dziwniej brzmią dla mnie te jego słowa:
                          nie spoufalaj się z chłopami, bo kto się zada z plewami tego zjedzą
                          świnie.Nie pasuje mi to jakoś. Wcześniej, gdy ksiądz rozmawiał z
                          Hanką, czy Antkiem nie widać ,żeby gardził chłopami, czy uważał ich
                          za gorszych od siebie.
                          • meduza7 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 21:09
                            Bo ja wiem? On się zachowywał jak gospodarz właśnie, bogaty gospodarz, który
                            pilnuje swego dobytku. Chytry przy tym nieco, bo przecież te konie w szkodę
                            wpędzał. To by potwierdzało tezę, że sam jest chłopskim synem, z takiej właśnie
                            godnej, bogatej rodziny, jak Borynowie. On wcale nie musi nimi gardzić, nie, on
                            po prostu też zna swoje miejsce - a to miejsce jest przy gromadzie, ale nieco
                            wyżej, z pewnym dystansem. Rozmawiać będzie uprzejmie nawet z komornicami i
                            starą żebraczką Agatą, ale to będzie uprzejmość, nie bliskość czy serdeczność.
                            Tak samo zresztą Boryna może uprzejmie pozdrawiać komornice pracujące na jego
                            polu, traktować je z szacunkiem, ale nie uważać za równe sobie! I jak sądzę, to
                            miał na myśli mówiąc do Jasia o spoufalaniu. Nie traktuj ich jak równych sobie,
                            bo takimi nie są.
                            W ogóle zauważcie, że we wsi każdy mógł zasłużyć na szacunek - pod warunkiem
                            właśnie pozostawania na swoim miejscu, niewpychania się tam, gdzie go nie chcą.
                            Przecież i Kubę szanują jako dobrego, pracowitego parobka, człowieka z
                            doświadczeniem itd - ale tylko wtedy, gdy pokornie zostaje na swoim szczebelku
                            drabiny społecznej. Gdyby próbował wkręcić się między gospodarzy, zachowywać,
                            jak oni, wzbudziłby tylko śmiech i pogardę. Zresztą próbkę tego mamy w kościele,
                            gdy pchając się przed ołtarz, zbiera nieżyczliwe komentarze.
                            Tak więc szacunek i "niespoufalanie" mogą spokojnie chodzić w parze i nawzajem
                            sobie nie przeszkadzać. Owszem, nie jest to podejście ewangeliczne i to by można
                            było księdzu zarzucić - ale taka była specyfika czasów.
                            --
                            kura z biura
                            notatki na marginesie
                            Piękne Miśki
              • paszczakowna1 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 22:30
                Odnośnie proboszcza, on chyba przede wszystkim nie chciał sobie rozbić kłopotów.
                Obrona Jagny skonfliktowałaby go z większością wsi. To jednak nie było tak, że
                księdza ślepo słuchano - jego autorytet miał granice.

                A przy tym bardzo możliwe, że w głębi duszy uważał, że gromada ma do tego prawo
                (zgadzam się z tymi, którzy uważają go za chłopskiego syna). Jako że gryzło mu
                się to z nakazami Ewangelii, być może sam nie bardzo wiedział, co tu jest
                słuszne, i wolał od wszystkiego umyć ręce.

                Trzeba przyznać, że Jambroży się tu wykazał nie tylko większą odwagą moralną,
                ale i większą troską o dobro Kościoła.
                • cahir4 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 10.12.08, 22:41
                  A ja myślę, że Jambroży mógł to zrobić z polecenia księdza. Sprawa była tak czy
                  inaczej śliska i mogło chodzić o to, żeby Kościół (a zatem ani ksiądz, ani
                  kościół - budynek) nie mógł być z nią wiązany. Samej Jagusi Jambroży nie broni.
          • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 15.06.09, 21:44
            meduza7 napisała:

            > Ona po prostu mówiła to, co chcieli słyszeć, dlatego jej wierzyli.
            Gdzieś tam
            > była wzmianka, że zawsze zgadzała się z tym, z kim ugwarzała, ale
            to nie tylko
            > to. Myślę, że doskonale wyczuwała nastroje, sympatie, antypatie i
            obawy, i
            > jątrzyła bazując na tym właśnie. Wzmacniała przekonania, które jej
            rozmówcy i
            > tak już mieli przedtem.

            Wątpię,żeby Boryna chciał usłyszeć, że syn zamierza go podpalić!
            --
            "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
            • mmk9 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 16.06.09, 09:10
              jadwiga1350 napisała:


              >
              > Wątpię,żeby Boryna chciał usłyszeć, że syn zamierza go podpalić!

              Dlaczego ? Między Boryną i Antkiem była rywalizacja o rządy w
              gospodarstwie i o Jagnę, wzajemne "szczerzenie zębów". Gdyby ojciec
              mial jeszcze jakieś wątpliwości, czy jego zlosć i nieufnośc są
              usprawiedliwione, to pogloska o chęci podpalenia usprawiedliwiala
              wszelkie zle uczucia. W tym sensie raczej wlaśnie "chciał" ją
              uslyszeć, tzn gotow był uwierzyć we wszystko, co potwierdzało, ze
              Antek jest wrogiem i zlym czlowiekiem .
    • matylda1001 Re: Pańszczyzna, uwłaszczenie. 11.12.08, 20:20
      Kiedys dziwiliśmy sie, że chociaż od Powstania Styczniowego minęło
      tak niewiele lat, to chłopi nie wspominają o pańszczyżnie. Okazuje
      sie, że tylko najstarsi mieszkańcy mogli pamiętać te czasy, i to z
      wczesnej młodości! Przecież Lipce leżały na terenach Księstwa
      Łowickiego,

      www.ksiestwolowickie.za.pl/mapa.htm

      a tam pańszczyznę zlikwidowano juz dawno, bo w 1838r, czyli
      jakies 40 lat wcześniej niż toczy sie akcja "Chłopów".

      "W r. 1838 zniesioną została pańszczyzna włościan w Ks. Łowickiem o
      całe pokolenie wcześniej, aniżeli gdzie indziej. Udziały w ziemi,
      jaką wówczas wydzielano Księżakom, wynosiły od 30 do 50 morgów, a
      prócz tych nadziałów ornych otrzymali oddzielne pastwiska i łąki,
      wspólne dla całych gromad wiejskich. Warunki te sprzyjały rozwojowi
      gospodarstw włościańskich, co przy dużej pracowitości i
      zabiegliwości gospodarzy przyczyniło się znacznie do podniesienia
      zamożności włościan łowickich. Księżacy obowiązani byli wnosić do
      kasy Administracji Księstwa w gotowiźnie raz na rok złotych 94, w
      naturze zaś dwa korce żyta i 1 3/4 k. owsa, nadto dawać stójki i
      zaprzęgowe do Administracji i do kancelarji wójta gminy"

      www.ksiestwolowickie.za.pl/chmiel3.htm
      Poza tym, jak można wnioskować z powyższego, nawet za pańszczyzny,
      rządy arcybiskupów nie były dla kmieci tak uciążliwe, jak na innych
      terenach. W tej sytuacji uwłaszczenie, które przyszło w 1864r.
      niewiele zmieniło w codziennym życiu chłopów. Zmieniło sie tylko to,
      że ziemia stała się ich własnością i mogli nią dowolnie dysponować.
      Zwróćmy uwagę na to, ile ziemi dostawali kmiecie, 30-50 morgów na
      gospodarstwo to sporo. Te małe, lipeckie gospodarstwa sa wynikiem
      działów. Bylica pamięta jeszcze jak w Lipcach było piętnastu
      gospodarzy, dla nich ziemi wystarczyło.
      ----------------------------------------------------------
      Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
        • matylda1001 Re: Pańszczyzna, uwłaszczenie. 12.12.08, 12:26
          Uświadomiwszy sobie powyższe troche inaczej widzi się różne sprawy.
          Na przykad relacje chłopi - dziedzic. Chłopi widzą w nim po prostu
          sąsiada. Może innego, dziwnego, bogatego, ale tylko sąsiada.
          Pokolenie, które było zależne od dworu, było na wymarciu, dziedzic
          też pańszczyzny raczej nie pamiętał. Inaczej teraz postrzegam rolę
          chłopów (Księżaków) w Powstaniu Styczniowym. Kiedyś myślałam, że
          znależli sie tam na rozkaz dziedzica, teraz wiem,że poszli
          dobrowolnie, jako wolni ludzie.
          .................................................................
          1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
          2. Nie podajemy gościom kapci
            • jadwiga1350 Bartek Kozioł 14.12.08, 13:51
              "Kozioł miał łeb rozwalony do kości, jaże mu krew zalewała całą
              twarz, szyję i piersi, widne spod porozrywanej koszuli. Niewiela go
              już bolało, ale co trocha za boki się chwytał i przeraźliwie
              wrzeszczał:

              - Laboga, nie zdzierżę! Wszystkie ziobra mi przetrącił! Ratujta,
              ludzie, ratujta, bo pomrę!..."

              Dziwne, że kogoś, kto ma łeb rozwalony do kości, niewiele boli!
              • matylda1001 Re: Bartek Kozioł 14.12.08, 13:58
                Może to był łuk brwiowy, baaardzo unerwiony i baaardzo obficie
                krwawiący? Umiejscowienie wtedy akurat takie, że krew zalewa oblicze
                i przednie części ciała, a rana nawet nie musi być duża i boląca. Za
                to wrażenie robi wstrząsające!
                ---------------------------------------------------------------
                "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
                • jadwiga1350 Cybuch 15.12.08, 19:32
                  W jaki sposób można kogoś bić cybuchem? Tak jak proboszcz bił Jasia.
                  Przeciez cybuch to raczej mała rzecz, zakładając, że to był cybuch
                  od fajki.
                  • sofijufka Re: Cybuch 15.12.08, 19:42
                    "Długość cybuchów bywa bardzo różna w rozmaitych modelach fajek.
                    Najdłuższe cybuchy miały XIX-wieczne fajki użuywane głównie przez
                    studentów, artystów i pisarzy – miewały często do 1 m.długości.
                    Przeciętna długość cybucha we współczesnej fajce wrzoścowej wynosi
                    od kilku do kilkunastu centymetrów.

                    Długie cybuchy korzystnie wpływają na komfort palenia, obniżając
                    temperaturę dymu i pozwalając skroplić się części wilgoci w nim
                    zawartej. Wewnątrz długiego cybucha osadza się także więcej
                    szkodliwych dla zdrowia smolistych produktów spalania tytoniu.
                    "
                    • jadwiga1350 Re: Cybuch 15.12.08, 19:53
                      Ksiądz proboszcz nie był ani studentem, ani artystą. Nic nie ma
                      wspomniane w książce o jego fajce z monstrualnie długim cybuchem.
                      1 metr- w pomieszczeniu raczej trudno palić taka fajeczkę.
                        • jadwiga1350 Re: Cybuch 15.12.08, 20:37
                          A ktoby w tym czasie pieścił byczka, czystego holendra? A ktoby
                          konie w cudzą koniczynę puszczał ukradkiem?A ktoby za pszczołami
                          ganiał? Jegomość nie miał czasu na pykanie.
                        • matylda1001 Re: Cybuch 15.12.08, 20:38
                          Nie tylko Jasia spotkała taka kara. Jambroży też kiedyś oberwał od
                          dobrodzieja cybuchem. Myśle, że to było takie symboliczne bicie,
                          może ksiądz tak tym cybuchem postukał po głowach?
                          ---------------------------------------------------------------
                          "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
            • jadwiga1350 Zapis 25.12.08, 13:54
              Dziwne trochę,że Maciej nie odebrał Jagusi zapisu.
              Może w głębi serca, wierzył wbrew wszystkiemu, że między nimi
              jeszcze się ułoży?
              • cahir4 Re: Zapis 25.12.08, 23:54
                Problem polega na tym, ze Reymont właściwie pozostawił nas w niewiedzy, czym
                właściwie był ów "zapis". Kowal tłumaczy Antkowi, że póki żyje "mocen odebrać",
                ale czy ma rację? Tak byłoby w przypadku testamentu. Ale na przykład we
                wcześniejszych redakcjach tekstu Reymont napisał wprost, że Boryna sporządził
                akt sprzedaży Jagusi tejże ziemi. A w takim wypadku, to mógł się... no, niewiele
                mógł. Podobnie chyba, jeśli to była darowizna.

                Mnie intryguje, bo jest to taka strzelba, która nie wystrzeliła, po co Boryna
                jeździł do miasta, już po pokłóceniu się z Jagną. We wsi spekulowano, ze właśnie
                "zapis" odebrać. Ale gdyby tak było, Hanka, która o sprawie była poinformowana,
                nie dręczyłaby się dłużej tym zapisem, a wiemy, że gryzł on ją do końca. A może
                Boryna wtedy właśnie próbował, ale przekonał się, że nie jest mocen go odebrać?
                • jadwiga1350 Re: Zapis 26.12.08, 13:46
                  To na pewno była darowizna. Boryna był przecież przekonany że
                  jeszcze 20 roków pociągnie przy boku Jagny. Nie myślał w ogóle o
                  śmierci. We wspólczesnym polskim prawie jest przepis który mówi, że
                  jeśli obdarowany dopuści sie rażącej niewdzięczności w stosunku do
                  darczyńcy, to darczyńca darowiznę może cofnąć.Nie wiem czy taka
                  zasada istniała w XIXw w prawie rosyjskim. A jeśli istniała, no cóz,
                  przyprawienie mężowi rogów to chyba rażąca niewdzięczność.

                  Kowal był bardzo inteligentnym i sprytnym człowiekiem. Znał plotki o
                  Jagnie i Antku i mógł liczyć, że małżeństwo teścia szybko sie
                  rozklei. Wiedział że złoscią nic ze starym Boryną nie wygra. Ale jak
                  cierpliwie poczeka to może, może.
                  • cahir4 Re: Zapis 26.12.08, 20:54
                    jadwiga1350 napisała:

                    > To na pewno była darowizna.

                    No, tego nie wiemy. Jak pisałam, w pierwszej redakcji powieści, to była
                    sprzedaż. A gdyby to nawet była darowizna i gdyby nawet w ówczesnym prawie
                    istniała możliwość cofnięcia darowizny przy rażącej niewdzięczności (podwójne
                    gdyby!) to wyobrażasz sobie, że Boryna, przy swojej dumie, wytacza proces i
                    płaci miejskim łachmytkom od pisania pozwów i występowania w sądzie, żeby
                    publicznie wykazali, że go żona zdradziła?

                    Dla mnie to wielce tajemnicza sprawa z tym "zapisem", bo na zdrowy rozum
                    wychodzi na to, że sprawa nie była do cofnięcia, a jednocześnie wszyscy są
                    przekonani, że jest to tylko kwestia woli Boryny. Nawet kowal, nie w ciemię
                    przecież bity. To czym był ten "zapis" według nich? Trzeba by faktycznie
                    pogrzebać w ówczesnym prawie.

                    Co to znaczy, że wiedział, że małżeństwo się rozklei? Mogli się żreć, mogli się
                    tłuc, mogli skandale na całą wieś wyczyniać, ale sklaistrowani byli na amen.
                    • jadwiga1350 Re: Zapis 27.12.08, 14:21
                      Sklajstrowani byli na amen, tak. Ale istniała możliwość wypędzenia
                      żony z domu.Jagustynka gdy radzi Teresce aby odpędziła Mateusza
                      mówi:gdzie to pójdziesz jak cię twój z chałupy wygna?
                      Boryna też po tym pożarze wypedził Jagnę z domu. Dopiero za jakiś
                      czas, po mediacji wójta i sołtysa pogodził się z żoną. Więc te
                      wypędzenia jednak się zdarzały. Kowal nie był głupi. Musiał
                      wiedzieć,że te 6 morgów nie przepadły ostatecznie, skoro tak lekko
                      do tego podchodził.
                      • cahir4 Re: Zapis 27.12.08, 15:03
                        Obawiam się, że jednak przepadły. Wrócę jednak do sprawy, jak przestudiuję
                        stosowną księgę, o której wspomniałam w wątku o działach. Trochę nam się
                        zmniejszy wtedy ilość "gdyby".

                        Żonę mógł wypędzić i na ziemię "zapisaną" nie chcieć wpuścić, ale nie zwróciłoby
                        mu to prawa własności. To zupełnie inna kwestia. Jak obiecałam, jeszcze do niej
                        wrócę.
                        • paszczakowna1 Re: Zapis 27.12.08, 15:18
                          Wróć, wróć, bo coraz bardziej i mnie to intryguje. Czy to była darowizna, czy
                          jakaś forma wiana (nie mylić z posagiem) w umowie przedmałżeńskiej/intercyzie, i
                          czy faktycznie Boryna mógł to odebrać? Coraz bardziej wydaje mi się, że nie. Ale
                          może faktycznie w formule darowizny była klauzura o 'rażącej niewdzięczności', i
                          vox populi interpretował to sobie, że jakby chciał to by mógł.
                          • matylda1001 Re: Zapis 27.12.08, 21:43
                            Wianem to chyba nie było, Jagusia musiałaby wnieść posag w
                            gotowiżnie, a o niczym takim Reymont nie wspomina. Chyba sześć
                            morgów gruntu nie mogło być zabezpieczeniem dla tej krówki z
                            cielęciem, świni i gąsków. To był posag Jagusi i odebrała go
                            przeciez po śmierci męża. Maciej zapisali Jagnie 6 morgów aktem
                            darowizny. Zdaje sie, że darowiznę można było odebrać z powodu
                            rażącej niedzięczności, właśnie, ale to zawsze było bardzo trudne do
                            przeprowdzenia. Trzeba wykazać tę rażącą niewdzięczność, sądzić się
                            i wywlekać na światło dzienne najintymniejsze sprawy. Dlatego kowal
                            wspomniał, że za życia Boryna ma możliwość zapis odebrać, ale Boryna
                            zmarł. Napewno nic nie zdążył zrobić w tej sprawie, bo po jego
                            śmierci Dominikowa dopomina sie wydania tego pola.
                            ---------------------------------------------------------------
                            "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
                            • baba67 Re: Zapis 28.12.08, 11:52
                              A Antek obiecuje, ze ja splaci, czyli byla taka mozliwosc.
                              --
                              Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
                              Paganini (zdaje się)
                              • cahir4 Re: Zapis 28.12.08, 20:47
                                Tę "spłatę" rozumiałabym równie mało dosłownie, co "odebrać zapis" albo "odpisać
                                się" u rejenta (dokładniej: notariusza). Jeśli to jest cokolwiek innego, niż
                                zapis testamentowy, to Antek musi tę ziemię po prostu odkupić. Tyle że Antek
                                zapowiada tu moim zdaniem, że dobrowolnie ziemi nie wyda, tylko odda za nią
                                pieniądze (czyli odkupi właśnie), jeśliby się Dominikowa nie godziła, to będzie
                                musiała wytoczyć sprawę ("kłótnica chce się jej procesów").

                                Ale cierpliwości krztynę kumy, właśnie przegryzam się przez ówczesne prawo
                                cywilne (arcyciekawe) i mam w przygotowaniu dla was stosowny referacik...

                                A swoją drogą ciekawe, na jakiej podstawie Dominkowa dysponowała całym
                                majątkiem, skoro Szymek wspomina, że jest jego - "po ojcu". Na ogół mówi
                                niejasno "po ojcach", co jednak może z pewnym naciąganiem oznaczać też przodków
                                po matce, ale raz mówi wyraźnie (przynajmniej w moim wydaniu) - po ojcu.

                                A przy okazji. Boryna machnął się pół roku po śmierci poprzedniej żony(i nie był
                                rekordzistą). Czy wiecie, że Jagusia z następnym małżeństwem musiałaby odczekać
                                10 miesięcy po śmierci męża? Kto zgadnie, dlaczego?
                                • soova Re: Zapis 28.12.08, 21:03
                                  cahir4 napisała:

                                  > Czy wiecie, że Jagusia z następnym małżeństwem musiałaby odczekać
                                  > 10 miesięcy po śmierci męża? Kto zgadnie, dlaczego?

                                  Nie mam już swoich podręczników z pierwszego roku studiów, więc nie mam jak sprawdzić, ale zgaduję, że sprawa może mieć jakiś związek z ewentualnym domniemaniem ojcostwa, gdyby wdowa urodziła tzw. pogrobowca.
                                  --
                                  Hajo Hajo Ipsenajo!
                                  • jadwiga1350 wypędzenie Jagny 02.06.09, 09:26
                                    Nie rozumiem dlaczego Jagna czekała w domu, zamknięta w komorze,
                                    broniona przez braci i Mateusza. Przecież musieli sobie zdawać
                                    sprawę że we trzech nie dadzą rady przeciwko całej wsi. A
                                    Dominikowa, oślepła, cóż mogła im pomóc? Akcja organistów i wójtowej
                                    nie była dla Paczesiów tajemnicą. Jagna mogła się schronić w
                                    sąsiędniej wsi u jakiejś dalszej rodziny. A jeśli takiej możliwości
                                    nie było, no to cóż, lipiec był wtedy, ciepło, te parę dni to
                                    mogłaby spędzić w lesie, albo na polach,gdzieś w zbożu. A przez ten
                                    czas negatywne emocje by opadły we wsi.
                                    Zamiast czekać na ranek i gniew ludu, Jagna mogłaby narządzić sobie
                                    jakiś węzełek z jedzeniem, Jędrzych mógł siostrę wsadzić na konia i
                                    wywieźć gdzieś do lasu. I wszystko byłoby okej. A tak wyszło jak
                                    wyszło.
                                    --
                                    Klęcząc na gotyckim klęczniku zwracała do Boga te same słowa pełne
                                    słodyczy,które szeptała niegdyś kochankowi w upojeniach cudzołożnej
                                    miłości.
                                    • stara_dominikowa Re: wypędzenie Jagny 02.06.09, 17:10
                                      Chyba nie spodziewali się, że wypędzenie będzie aż tak brutalnym wybuchem
                                      wściekłości całej wsi. Wiele razy byli świadkami i uczestnikami bójek. Jednak to
                                      co mieszkańcy Lipiec zrobili z Jagną było zbiorowym, wstydliwym rzutem
                                      nienawiści. Równie dobrze atak mógł zostać stłumiony, mieszkańcy mogli nie
                                      przybyć licznie, ktoś mógł krzyknąć, że Jagna nie zasługuje na taki los i
                                      pociągnąć za sobą innych itd., itp. Tak naprawdę sytuacja rozwijała się
                                      spontanicznie. Tam gdzie w grę wchodzi zbiór wielu organizmów czujących i
                                      myślących wynik przedsięwzięcia jest trudny do przewidzenia. Na to chyba liczyli
                                      Paczesiowie plus Mateusz:) Niestety, sprawdził się najczarniejszy scenariusz.

                                      --
                                      Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
                                      • benetowna1 Re: wypędzenie Jagny 08.06.10, 19:42
                                        To prosta psychologia- często ludzie pyskują, ale potem rozchodzi
                                        sie to po kościach. Myslę, że nie wierzyli, iż dojdzie do czegoś
                                        takiego i na pewno nie znali wszystkich szczegółów- np. że ksiądz
                                        prewencyjnie osbie wyjedzie na ten dzien do sąsiedniej wsi. I
                                        zapomnieli o jeszccze jedym - wszyscy dobrzy , uczciwi ludzie,
                                        którzy mogli- poszli na pielgrzuymkę do Częstochowy. Gdyby było we
                                        wsi pare takich osób jak np. Hanka, nogdy by do tego linczu nie
                                        doszło.
                                        --
                                        www.kobietazasciankowa.bloog.pl
                              • tt-tka Re: Zapis 03.12.15, 21:41
                                Zapis Boryny - wymiennie okreslany jako "odpisanie ziemi" - jak najbardziej mogl byc wianem, czyli zabezpieczeniem posagu Jagny. Na Jagne przypada, ilez to ? "Maja 15 morgow, to niby na Jagne piec i splata za chalupe i lewentarz". A gdzie indziej Dominikowa omawiajac sprawe tego zapisu mowi, ze Jagna dostanie piec morgow gruntu i morge lasu, wiec niech i Maciej dadza szesc, a ten zapis "to ino przezpiecznosc la dziewczyny". Poki Boryna zyje, to nikt mu tego nie odbierze, a on jagusine posazne morgi juz na wiosne moze obsiewac, omentre sie sprowadzi zaraz po weselu...
            • tt-tka Re: Pańszczyzna, uwłaszczenie. 21.11.16, 00:10
              meduza7 napisała:

              > Hmmmm... właśnie znalazłam fragment, w którym Jagustynka wspomina, że "przed
              > wojną za pańskich czasów" we wsi był szpital dla biedoty. Którą wojnę może mieć
              > na myśli i jakie pańskie czasy? Powstanie 1830?

              Powstanie styczniowe. Okreslenie "za panskich czasow" odnosi sie chyba do okresu przed uwlaszczeniem w calym kraju, nie konkretnie w Ksiestwie. W kazdym razie szpitak, ktorego w Lipcach zreszta nie bylo, ale byl w sasiedztwie (chyba w Slupii), zostal zlikwidowany jakos przed 67 rokiem, za to ustanowiono szpital powiatowy w Skierniewicach.
      • jadwiga1350 Re: Pańszczyzna, uwłaszczenie. 30.07.11, 21:21
        matylda1001 napisała:

        > Kiedys dziwiliśmy sie, że chociaż od Powstania Styczniowego minęło
        > tak niewiele lat, to chłopi nie wspominają o pańszczyżnie. Okazuje
        > sie, że tylko najstarsi mieszkańcy mogli pamiętać te czasy, i to z
        > wczesnej młodości! Przecież Lipce leżały na terenach Księstwa
        > Łowickiego,
        > a tam pańszczyznę zlikwidowano juz dawno, bo w 1838r, czyli
        > jakies 40 lat wcześniej niż toczy sie akcja "Chłopów".


        Z rozdziału poświęconego głosowaniu nad szkołą wynika coś innego.

        Przycichło nagle, a stary wystąpił i jął prawie gniewnie:

        "- Świętą prawdę powiedział, swojego dobra patrzmy! Cichojta, hale, powiedziałeś swoje, to daj i drugiemu rzec swoje! Wydzierają się i myślą, co największe głowacze! Juści, żeby jeno w krzyku był rozum, to bele pyskacz miałby go więcej niźli sam proboszcz! Prześmiewajta się, juchy, a ja wam rzeknę, jak bywało pod te roki, kiej się to panowie buntowały; dobrze baczę, jak nas tumaniły a przysięgały, że jak Polska będzie, to i wolę nam dadzą, i gronta z lasami, i wszystko! Obiecywały, mówiły, a kto drugi dał, co tera mamy, i jeszczek musiał ich pokarać, co nie chciały w niczym ulżyć narodowi! Słuchajta panów, kiedyśta głupie, ale mnie na plewy nie weźmie, wiem ja, co znaczy ta ich Polska: że to jeno bat na nasze plecy, pańszczyzna i uciemiężenie! Jeszcze me..."

        Wynika że uwłaszczenie i zniesienie pańszczyzny nastąpiło po czasach "kiej panowie się buntowali" czyli na pewno po 63r, nie 38.
        I jeszcze to: "a kto drugi dał" więc na pewno chodzi o cara.
        • matylda1001 Re: Pańszczyzna, uwłaszczenie. 31.07.11, 02:14
          jadwiga1350 napisała:

          > Wynika że uwłaszczenie i zniesienie pańszczyzny nastąpiło po czasach "kiej panwie się buntowali" czyli na pewno po 63r, nie 38.
          I jeszcze to: "a kto drugi dał" więc na pewno chodzi o cara.<

          Kiedyś tez zastanawiałam sie nad tym fragmentem, ale cóż, uwłaszczenie chłopów w Księstwie Łowickim, w 1838 roku, to fakt historyczny, i nie ma go co podważać.

          • kocur_zalogowany Re: Pańszczyzna, uwłaszczenie. 24.08.15, 00:12
            Ja myślę, że to znowu wpadka Reymonta. Władze powstania wydały dekret o uwłaszczeniu, ale nie zdążyły go wprowadzić w życie i dopiero carski ukaz dał chłopom ziemię w Królestwie Polskim. A że na tym niewielkim kawałku (w Księstwie Łowickim) chłopi dostali ją wcześniej? Każdemu może się zapomnieć. A może tak jak Remont nie chciał osadzać powieści w konkretnym czasie (chociaż na pozór bardzo precyzyjnie prowadzi akcję dzień po dniu, tydzień po tygodniu), tak samo nie umieścił akcji w konkretnym miejscu. Nazwa sugeruje istniejącą wieś, ale wiadomo, że bardzo wiele szczegółów nie pasuje i tak naprawdę akcja może się rozgrywać wszędzie, I dlatego mogło się Reymontowi pomylić.
    • cahir4 Niewiedza księdza 09.11.09, 20:51
      To takie mało istotne zdziwienie, ale jednak zdziwienie, choć dopadło mnie dopiero przy kolejnej lekturze. Wiadomo, że proboszcz lipecki to gospodarz pełną gębą i z zamiłowaniem ku ziemi wielkim, że nie tylko o swoje dba, ale i o rolniczy (a nie tylko duchowy) rozwój parafii. A to byka świetnego na rozpłodowca sprowadzi, a to nową odmianę kapusty. A tym czasem w jednej z pierwszych scen, tej na kartoflisku, NIE WIE, NA CZYIM ZNAJDUJE SIĘ POLU. Pyta komornic, u kogo pracują, bo jak gospodarza nie widzi, to nie wie, czyje. Nie możliwe. Świadomość, gdzie czyj zagon to elementarna wiedza każdego mieszkańca Lipiec. A ksiądz nie jest tu nowy, to raz. A duszę gospodarza ma, to dwa.
        • matylda1001 Re: Niewiedza księdza 10.11.09, 22:02
          Ja mysle, że to raczej Reymont chciał nam w ten sposób przedstawić
          rodzinę Macieja;) Poza tym w Lipcach siedziało ze czterdziestu
          gospodarzy. To daje jakies 200 osób (gospodarze z rodzicami i
          dorosłymi dziećmi, bez maluchów). Ludzi to ksiądz chyba znał,
          spotykał sie z nimi na codzien, możliwe, że potrafił nawet
          posegregowac na rodziny, ale gospodarki były rozdrobnione (w wyniku
          działow, posagów, dzierżawy). Mógł nie wiedzieć, że ten akurat
          zagonek to własnośc Boryny. A jeśli nawet, to może w tym roku
          Kozłowa posadziła sobie na nim kartofle w zamian za odrobek?
          --
          www.youtube.com/watch?v=bCmYjL6dP9Y&feature=related
    • czepialska Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 20.11.09, 15:13
      Stosunek Hanki do ojca - czym stary Bylica "zasłużył" sobie na takie
      traktowanie. A może czegoś nie doczytałam? Coś pominęłam???

      --
      ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
      przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
      Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
      wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
      płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
      "Podróże z legendą"
      • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 20.11.09, 19:01
        czepialska napisała:

        > Stosunek Hanki do ojca - czym stary Bylica "zasłużył" sobie na
        takie
        > traktowanie

        Prawdopodobnie wynikało to z faktu, że w pewnym momencie życia Hanki
        ojcem dla Bylicówny "stał się" jej teść, Maciej Boryna. To o Borynie
        Hanka myślała jako o ojcu("ojciec nie wieczny", itp.)morgi i dom
        teścia zaczeła uważać za swój("w mojej chałupie"). Zupełnie jakby
        była córką Macieja, a nie synową.
        Automatycznie Bylica spadł na poziom "gorszego ojca". Nie trzeba się
        z nim liczyć, ani zbytnio szanować. "Prawdziwy" ojciec to Boryna, a
        o Bylicy można zapomnieć.
        Widać to wyraźnie w momencie wygnania Antków przez Borynę. Hanka
        mdleje i zawodzi tak ,że cała wieś się zlatuje. A co się właściwie
        stało? Nic.Hanka wraca do ojca, do domu w którym się urodziła i
        spędziła kilkanaście lat swego życia, do rodzinnego gniazda.
        Ale Hanka rozumuje inaczej, "ojciec" Boryna ją wygnał i ona musi
        teraz iść do "obcego" człowieka, do Bylicy.
        • matylda1001 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 20.11.09, 22:06
          Oj, Kumo Jadwigo, cos Wy tej Hanki nie lubicie:) Najpierw wrabiacie
          ją w przedmałżeński seks, teraz ganicie za zły stosunek do ojca.
          Przecież nie była taka zła. Powiem więcej, na tle dzieci takiej na
          przykład Jagustynki, Hanka może robic za Matkę Teresę z Kalkuty.
          Sumiennie płaci ojcu sumę przyznaną mu przes Sąd na wycug. Że ojciec
          oddaje te pieniądze Weronce to inna sprawa, ale Hanka płaci. Nie ma
          chyba w powieści wzmianki o tym, żeby Bylica wyszedł kiedyś od Hanki
          głodny. Zawsze coś tam mu dała za plecami teścia, macochy, Józki.
          Nawet chciała go zabrać na stałe do tego borynowego pałacu. Nigdzie
          nie ma też o tym, że Hanuś zwraca się do Bylicy bez szacunku, że sie
          go wstydzi... No, może tylko ten jeden raz, gdy spotkała go
          żebrzącego, ale to można zrozumieć. To, że Hanuś rozpaczała wracając
          do rodzinnego domu też można zrozumiec. Nie chodziło chyba o to, że
          będzie mieszkała z Bylica, ale, że w takich złych warunkach.
          Jadwigo, postaraj sie spojrzec na Hanusię ze zrozumieniem.
          --
          www.youtube.com/watch?v=bCmYjL6dP9Y&feature=related
          • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 21.11.09, 00:22
            Staram się, Matyldo.
            Nie twierdzę,że Hanka była zła czy okrutna w stosunku do swego ojca.
            Owszem,karmiła go.Ale,odnoszę takie wrażenie, traktowała go z góry,
            z pobłażaniem, jak dziecko, albo kogoś niezbyt zdrowego na umyśle
            ("jedliście to śniadanie, co"?, "gęsi popasiecie, dzieci
            przypilnujecie", "przemyjcie sobie ciemie święconą wodą to wama dur
            odejdzie", "za chłopa zjeść zjecie,ale i za dziecko nie zrobicie")
            Właśnie takim dużym dzieckiem, z którym nie trzeba się liczyć, był
            Bylica dla Haneczki.
            Po trosze i tak go ukazuje narrator:zdziecinniały starzec, który
            zabawia się z dziećmi, mówi do drewna, zy stęka na piecu.
            Choć oczywiście ma też przebłyski geniuszu, jak wtedy gdy radzi
            córce, żeby czym prędzej objeła we władanie borynowe gospodarstwo.

            Stosunek Hanki do teścia był zupełnie inny. Hanka traktowała Borynę
            z nabożnym szacunkiem, lękała się jego wybuchów gniewu, z pokorą
            tłumaczyła, że nie mogła pilnować krowy bo zbierała ziemniaki.Wręcz
            stawała przed teściem na baczność.
            W myślach, czy w rozmowach z Antkiem, synowa pomstowała na Macieja,
            że nie chce iść na wycug, że śle Grzeli pieniądze do wojska, że dusi
            w skrzyni szmaty po matce,etc. Bylicówna żywiła głębokie
            przekonanie,że jej się to wszystko należy.Czuła, że ma do tego
            prawo, choć przecież nie była córką Boryny,tylko synową(a więc
            jednostką ekonomicznie obcą w rodzinie).
            No i cały czas w myślach nazywała Borynę ojcem.
            Dla Hanki dużo większe znaczenie miały objawy sympatii ze strony
            teścia niż ze strony ojca.
            Gdy Bylica mądrze radził córce, skakał koło niej, pokornie szeptał
            Hanuś, Hanuś, po Hance spływała to jak woda po gęsi.
            Ale gdy Boryna, po podwiezieniu Hanki, wypytywał synową o wnuki i
            troszczył się o jej zdrowie, ta była głęboka wzruszona i przejęta.

            Dla Hanki teść był dużo ważniejszy niż rodzony ojciec.
            Był tym "prawdziwym" ojcem z którym związana była siecią przeróznych
            uczuć:czciła go i szanowała w wielkiej pokorze, nienawidziła za to,
            że nie chce odpisać ani zagona, rozpaczała na wieść o planowanym
            ślubie teścia, tęskniła za dawnym życiem w borynowej chałupie,
            wzruszała ją troskliwość teścia o nią.
            A Bylica, to ojciec "drugiej kategorii", który najwyżej dzieci
            przypilnować może.



            • matylda1001 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 21.11.09, 01:25
              Jadwigo, moja kuzynka kilka lat temu przeprowadziła sie do nowego
              domu. W jej dotychczasowym, ładnym mieszkaniu w bloku została córka,
              świeża wtedy mężatka. Czy uwierzysz, że matka do tej pory nie
              przepisała mieszkania na córkę, mimo, że mieszkanie stanowi
              posag dziewczyny? Nie dawno, w jakiejś rozmowie zapytałam dlaczego
              tego nie zrobiła, i usłyszałam mniej więcej takie słowa: "Aśka i tak
              wie, że to jej mieszkanie, przeciez ja tego nie neguję. Teraz nie
              przepiszę, bo dzieci inaczej szanują rodziców wtedy, gdy jeszcze
              mogą od nich czegoś oczekiwać". Takie podejście wydało mi sie (i
              nadal wydaje) obrzydliwe, ale kto wie, czy moja kuzynka nie odkryła
              jakiejś ogólnej zasady?:) Przecież nawet Bylica i Boryna są tego
              przykładem.
              Że Hanka traktowała ojca jak dziecko? no tak, ale zdziecinniały to
              ten Bylica był. Ostatecznie po Jambrożym był najstarszym człowiekiem
              we wsi, a wiek robi swoje. Że wymagała od ojca pomocy przy
              dzieciach? a co robią obecnie polskie babcie i dziadkowie, do teatru
              chodzą, czy wnuki niańczą?:) Takie jest życie, a wtedy dodatkowo
              panowała ogólna zasada, kto nie pracuje, ten nie je. Jednak liczyła
              się ze zdaniem ojca, ceniła jego rady i stosowała je w życiu. Boryna
              to jeszcze facet "na chodzie", sporo młodszy od Bylicy, przewodnik
              rodzinnego "stada", no i Hanka go szanowała, bo, jak powiedziała
              moja kuzynka, dzieci inaczej szanują rodziców wtedy, gdy mogą
              jeszcze od nich czegoś oczekiwać :) Smutne... prawda?
              --
              www.youtube.com/watch?v=0yscU9JqpK8&feature=related
              • jadwiga1350 Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 25.11.09, 23:00
                "Aśka i tak
                > wie, że to jej mieszkanie, przeciez ja tego nie neguję. Teraz nie
                > przepiszę, bo dzieci inaczej szanują rodziców wtedy, gdy jeszcze
                > mogą od nich czegoś oczekiwać".

                Dużo zależy od tego jak ktoś sobie dzieci wychował. Jeśli dziecko
                kocha rodzica, będzie go szanowało, niezależnie od tego, czy czegoś
                może oczekiwać czy nie.
        • czepialska Re: Co mnie dziwi w "Chłopach" 22.11.09, 18:27
          No tak, nawet więzy krwi blakną w obliczu silniejszego, bogatszego
          czy bardziej wpływowego...

          --
          ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
          przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
          Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
          wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
          płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
          "Podróże z legendą"
          • ryza_malpa1 A mnie dziwi... 15.01.10, 11:26

            Dlaczego jagna tak bez protestów poszła za starego capa Borynę?
            Przeciez słali do niej wcześniej z wódka parobki i odmawiała....



            --
            "Nawet gdy sami Polacy twierdzili, że ich kraj jest do dupy, to
            tylko kiwałem głową - oj, nie widzieliście wy prawdziwej
            dupy." Jurij Andruchowycz
            • cahir4 Re: A mnie dziwi... 15.01.10, 12:23
              Wstążkę jej kupił na jarmarku, to był lepszy od innych.

              A odmawiała pewnikiem nie tyle Jagna, co Dominikowa, bo za biedni
              dla jej córeńki byli. Takie rzeczy rozbierać, jak to, za kogo pójść,
              to za dużo było na Jagusiną głowę.
            • jadwiga1350 Re: A mnie dziwi... 15.01.10, 14:36
              ryza_malpa1 napisała:

              >
              > Dlaczego jagna tak bez protestów poszła za starego capa Borynę?
              > Przeciez słali do niej wcześniej z wódka parobki i odmawiała....

              A co, źle jej z nim było? Przecież on koło niej na paluszkach
              chodził i jak to dzieciątko pieścił.
              Żadnego z parobków nie było stać na to, żeby z żoną obchodzić się
              jak z dzieciątkiem.

              --
              Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
              konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
              Zdzisław Lubomirski.
              • ryza_malpa1 Re: A mnie dziwi... 15.01.10, 20:42
                Ale Jaguś taka wyrachowana to chyba nie była.
                Oba bardziej w obłokach bujająca i mysląca wzdychaniem ...


                --
                "Nawet gdy sami Polacy twierdzili, że ich kraj jest do dupy, to
                tylko kiwałem głową - oj, nie widzieliście wy prawdziwej
                dupy." Jurij Andruchowycz
                • jadwiga1350 Ameryka 03.02.10, 21:25
                  Dlaczego Reymont każe Antkowi rozważać ucieczkę do Ameryki? Wszakże
                  to szmat drogi, koniec świata. I po co tak daleko, jak pod bokiem
                  jest Galicja do której też spokojnie można uciec?
                  Gdy komuś groziło więzienie w Kongresówce uciekał do Galicji.Choćby
                  Józef Piłsudski, a z postaci literackich książę Odrowąż z Wiernej
                  rzeki. Tylko Borynowie mają wlec się gdzieś daleko.
                  W zaborze austriackim żyliby między swoimi,takimi samymi chłopami
                  jak oni.Za sprzedaną ojcowiznę kupiliby morgi od jakiegoś
                  galicyjskiego dziedzica i żyli jak dotąd. Byłaby to mniej bolesna
                  forma emigracji niż wyjazd do Ameryki.A na stare lata, gdyby już
                  nikt nie pamiętał o zabójstwie borowego, Antek mógłby nawet powrócić
                  do Lipiec.
                  W Galicji na pewno żyłoby się Antkom biedniej niż w Lipcach, ale
                  taka byłaby cena antkowej wolności.
                  • kooreczka Re: Ameryka 08.02.10, 11:05
                    Wydaje mi się, ze pomysł Ameryki nie był rozważany na serio, ot, tak rzucony.

                    Poza tym chłopstwo uciekało z Galicji, nie przyjeżdżało tutaj (zresztą do dziś
                    jest to zagłębie emigracji). Co innego "polityczny", który miał w Krakowie
                    znajomych i kontakty, co innego chłop. "Galicyjska bieda" nie była wcale
                    przesadzona, z mojej okolicy znane są historie jak cała wieś składała się na
                    bilet do Ameryki, który taki imigrant musiał z nawiązką zwrócić.

                    Chłopi wyjeżdżali do Ameryki- Sienkiewicz zmienił nawet zakończenie "Za
                    Chlebem", bo zwrócono mu wagę na ten problem.
                    • jadwiga1350 Re: Ameryka 09.02.10, 15:19
                      Pewnie,że w Galicji nie żyliby na takim poziomie jak w Lipcach.Ale
                      dla kogoś,kogo po trzech miesiącach aresztu dur się chwytał,nawet
                      galicyjska nędza mogła mieć sporo uroku.
                      W Ameryce ktoś taki jak Antek przepadłby z kretesem.A wśród
                      galicyjskich chłopów mógłby egzystować całkiem znośnie.
                      • kooreczka Re: Ameryka 09.02.10, 19:08
                        Galicyjska nędza to nie przysłowie- to gospodarstwa rodzinne o wielkości pół
                        hektara i wieczne kombinowanie jak zarobić, skoro z ziemi utrzymać się nie dało.
                        Nie wyobrażam sobie kto miałby mu tu ziemię sprzedać i jak miałby się tu
                        urządzić. "Chłopi" to jednak inna mentalność, styl życia- Galicja wędrowni
                        maziarze, dziewczęta programowo idące "na służbę" do dworów, miejskich domów,
                        sobotnie roboty "u Żyda", przydomowe warsztaty, wyjazdy do pracy, sezonowa
                        robota na kolei, w lasach, czasem przyjmowanie letników, wreszcie stała
                        emigracja- w mojej okolicy żaden 'gospodarki syn" by się nie wstydził iść do
                        młynarza. Wbrew pozorom nie były to takie bliskie światy. Nie wyobrażam sobie,
                        żeby ktoś z Lipiec posłał dziecko do wyższych szkół na zasadzie "udziału w
                        działach"- tutaj rzecz to powszechna była już w XIX wieku.
                      • paszczakowna1 Re: Ameryka 09.02.10, 19:42
                        > W Ameryce ktoś taki jak Antek przepadłby z kretesem.

                        Niby czemu? Zdrowy, bardzo silny fizycznie, młody i dość rozgarnięty (nawet
                        czytać i pisać umiał). Nauczyłby się tych 300-500 słów po angielsku i jako drwal
                        czy robotnik kolejowy mógłby nieźle prosperować. Jako osadnik też wcale nie
                        musiał marnie ginąć (patrz "Tworzywo" Wańkowicza). Zakładając oczywiście, że by
                        mu psychika nie siadła, bo to IMHO była antkowa najsłabsza strona.
                      • baba67 Re: Ameryka 08.06.10, 11:31
                        Ja mysle ze on by sobie w Ameryce swietnie poradzil.
                        --
                        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                        podejrzane i niebezpieczne.
                        Compendium Medicum Actum (1789)
                          • jadwiga1350 Co mnie dziwi 18.09.10, 11:23
                            Dlaczego spadkobiercy Macieja nie przeprowadzają postępowania spadkowego? Antek wrócił z więzienia więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się z tym szybko uwinąć. Zwłaszcza Antkom powinno na tym zależeć. A tu nikt ani się nie zająknie na ten temat.
                            W dniu wyświecania Jagny ze wsi , Antek wychodzi w pole kosić zboże. Czy będzie zbierał plony tylko z tych mórg co jemu (i Józce) przypadną po zmarłym ojcu, czy też z całości?

                            Dlaczego Dominikowa, taka dbała o dobro córki, nie namawia Jagny do wyrzucenia Hanki z domu?
                            Póki Boryna żyje, a Antek siedzi w areszcie, byłoby to możliwe do przeprowadzenia. Pietrek na rozkaz Jagny wyciepnąłby Antkową z dziećmi za bramę i Hanuś musiałaby wrócić do ojca. No bo kto ująłby się za nią? Stary Bylica?
                            --
                            Potomkowie srebrzystej mamci,
                            Świętojańscy fosforyzanci