Dodaj do ulubionych

Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se Kuba!

10.12.08, 21:50
Moiściewy, tak ten świat jest urządzony, że kużden powinien swe miejsce znać i
między drugie się nie pchać, nie tak, kumy?
A w temże wątku jest miejsce na społeczne ugwarzanie o społecznych rolach na
wsi. Co przystoi parobkowi, co gospodarzowi, a co księdzu.
--
kura z biura
notatki na marginesie
Piękne Miśki
Obserwuj wątek
    • cahir4 Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 10.12.08, 23:29
      Ano nie przystało na ten przykład kobietom romansować. Co innego kawalerom -
      proszę bardzo, jeszcze sława z tego szła i powód do dumy. Ale "żeby gospodarz,
      ojciec dzieciom"! A jeszcze przy tym w dodatku wójt!
      Wyszumieć się mógł za młodu. Ciekawe, że wśród czynników zmuszających do
      ustatkowania się są dzieci, ale nie wymienia się żony. Za to jest takim
      czynnikiem fakt posiadania własnego gruntu. Czyli, jak mniemam, jak osiadł na
      swoim, a kawaler jeszcze, to żony mu teraz szukać przystało i dzieci (legalne)
      płodzić, a nie za dziewkami się po przełazach uganiać?
      • minerwamcg Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 10.12.08, 23:49
        >Czyli, jak mniemam, jak osiadł na
        > swoim, a kawaler jeszcze, to żony mu teraz szukać przystało i
        > dzieci (legalne)
        > płodzić, a nie za dziewkami się po przełazach uganiać?

        Z jednej strony mało kto za kawalera osiadał na swoim. Swoje to
        dostawał jak się żenił - a póki się nie żenił, to u tatusia za
        parobka pracował i nie miał nic swojego, najwyżej mu tatko co
        obiecał albo i przeznaczył.
        Chyba, że się tatulowi zmarło. O, to co innego: wtedy albo zostawał
        gospodarzem na ojcowiźnie, i rzeczywiście za żoną się rozglądał (na
        romanse po krzakach czasu nie miał, bo harował na odziedziczonych
        morgach kiej ten wół), albo jak synowie Dominikowej, u matuli za
        parobka był i po pysku się prać dawał. Widzi mi się, co to jeno od
        temperamentu matuli zależało :)
        --
        Zabijają naszych! Nie wkurza Cię to?
        Wyślij protest do Ambasady Indii!
          • jadwiga1350 Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 11.12.08, 14:16
            Juści, co parobek, to nie gospodarz, juści!
            Do tej hierarchii jaka niewątpliwie panowała we wsi nie pasuje mi
            bardzo stosunek Lipczan do wójta i wójtowej. Ktoś taki jak wójt, z
            racji stanowiska i bogactwa,powinien cieszyć się jeśli nie
            prawdziwym, to udawanym szacunkiem. A Pietrowi właściwie wszyscy w
            oczy mówią że mają go za nic.Kozłowa, biedaczka nad biedaczkami
            woła: "gdziesik mam twój urząd". Dominikowa hardo odpowiada
            wójtowej:"jak twojego wsadzą do kreminału to sie dowiesz".Antek, czy
            Hanka też nie przebierają w słowach. Wójt tylko we własnym mniemaniu
            jest kimś ważnym, "urzędnikiem". Chłopi nawet nie udają, że się z
            nim liczą. Tacy Kozłowie którzy żyli tylko tym co ukradli, bądź
            wycyganili, powinni wójtów traktować z pokorą i czcią. Po rękach
            całować. A tu Kozłowa nie tylko wyzywa wójta i wójtową od
            najgorszych, ale jeszcze śmie podnieść na nich rękę.
            Prawda, że wójtowi do ideału było daleko, ale w hierarchicznych
            systemach traktowanie z szacunkiem kogoś kto stoi na wyższym
            szczeblu drabiny społecznej jest czymś naturalnym. Nawet jeśli jest
            to ostatni łajdak.

            W"Antku" Prusa wójt cieszył się ogromnym poważaniem. Gdy jego żona
            wchodziła do kościoła ludzie szeptali z szacunkiem "usuńcie się
            kumie, pani wójtowa idą"
            A lipeckiej wójtowej nawet ostatnia biedaczka, czy komornica mogła
            spuścić niezły łomot!
            • groha Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 11.12.08, 16:22
              A bo to wójt z innej gliny, niż oni? Taki sam chłop, ino na urzędzie. Sami go
              przecież wybrali, a że okazał się złodziej i łachudra, to i szacunku dla jego
              urzędu nie mieli za grosz. Zresztą, dziedzicowi potrafili się postawić, choć
              dużo większa figura, to co dopiero wójtowi, który kiedyś takie same wiechcie
              nosił w butach, jak reszta. Drabina drabiną, społeczna znaczy, ale Lipczaki
              jakoś przed żadną ludzką władzą specjalnie się nie płaszczyły, a i tych, co z
              nią trzymali też bardzo średnio poważały. Nauki Rocha też padały na dobry grunt,
              to pewne. I choć niejeden gnieździł się w byle chałupinie, głodem na przednówku
              przymierał, albo zasuwał na ojcowiźnie gorzej od parobka, to rachować swoje
              potrafił i czasem więcej szacunku miał dla tego dziada proszalnego, niż dla
              takiego, co niby z narodem trzyma, a tylko patrzy, jak obłupić go ze skóry...
              --
              Forum z kurcgalopkiem
              • jadwiga1350 Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 12.12.08, 10:27
                groha napisała:

                > Lipczaki
                > jakoś przed żadną ludzką władzą specjalnie się nie płaszczyły, a i
                tych, co z
                > nią trzymali też bardzo średnio poważały. Nauki Rocha też padały
                na dobry grunt
                > ,
                > to pewne. I choć niejeden gnieździł się w byle chałupinie, głodem
                na przednówku
                > przymierał, albo zasuwał na ojcowiźnie gorzej od parobka, to
                rachować swoje
                > potrafił i czasem więcej szacunku miał dla tego dziada
                proszalnego, niż dla
                > takiego, co niby z narodem trzyma, a tylko patrzy, jak obłupić go
                ze skóry...


                Z tym też różnie bywało. Przecież taka Hanka całowała organiścinę w
                rękę, młynarza obłapiała za nogi i z płaczem prosiła żeby przyjął
                Antka do roboty. Choć tak naprawdę, w głębi serca ,nie żywiła do
                tych ludzi szacunku. Tak samo ksiądz był obłapiany za nogi przy byle
                okazji i całowany po rękach. Antek z udawaną pokorą kłaniał się
                nisko strażnikom, Hanka narządzała im jedzenie.
                  • groha Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 12.12.08, 16:14
                    A szacunek i zwykła wdzięczność, to też dwie różne sprawy. Co innego było
                    ukorzyć się i całować po rękach bogatszych, gdy potrzeba mocno przycisnęła do
                    ziemi, a co innego szanować kogoś naprawdę. Bo wdzięczność wypływa ze
                    skołatanego serca i leci do każdej wyciągniętej ręki, jak to skowyczące
                    szczenię, ale prawdziwego szacunku, to ani bogactwem, ani władzą, ani innym bele
                    czym się nie kupi, trzeba mocno na niego zasłużyć. Tak było na tem świecie, tak
                    jest i tak będzie na wieki wieków, amen.
                    --
                    Forum z kurcgalopkiem
                • tt-tka Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 02.12.16, 18:16
                  jadwiga1350 napisała:

                  > groha napisała:
                  >
                  > > Lipczaki
                  > > jakoś przed żadną ludzką władzą specjalnie się nie płaszczyły, a i
                  > tych, co z
                  > > nią trzymali też bardzo średnio poważały.


                  >
                  > Z tym też różnie bywało. Przecież taka Hanka całowała organiścinę w
                  > rękę, młynarza obłapiała za nogi i z płaczem prosiła żeby przyjął
                  > Antka do roboty.


                  O rany. jak mozna do tego stopnia nie rozumiec, co sie czyta ?
                  Ani organista, ani mlynarz wladza nie byli. Byli pracodawcami, a co za tym idzie chlebodawcami.
                  Praca i chleb byly szanowane. W przeciwienstwie do detej figury nieudolnego urzednika.
                  • jadwiga1350 Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 13.06.17, 18:59
                    > Ani organista, ani mlynarz wladza nie byli. Byli pracodawcami, a co za tym idzi
                    > e chlebodawcami.

                    Pieniądz rządzi światem....
                    Kto ma pieniądze, ten ma władzę..

                    >W przeciwienstwie do detej figury nieudolnego urz
                    > ednika.

                    Może nieudolny, może udolny, cóż, jak trzeba było mu jajecznicy usmażyć i łapówkę za pazuchę wepchnąć.
            • paszczakowna1 Re: Co parobek, to nie gospodarz, zapamiętaj se K 12.12.08, 16:36
              > Do tej hierarchii jaka niewątpliwie panowała we wsi nie pasuje mi
              > bardzo stosunek Lipczan do wójta i wójtowej.
              [...]
              > Prawda, że wójtowi do ideału było daleko, ale w hierarchicznych
              > systemach traktowanie z szacunkiem kogoś kto stoi na wyższym
              > szczeblu drabiny społecznej jest czymś naturalnym. Nawet jeśli jest
              > to ostatni łajdak.

              Problem w tym chyba, że tego konkretnego wójta właśnie powszechnie uważano za
              łajdaka, a konkretnie za złodzieja (Boryna robi aluzje już w 3-cim rozdziale) -
              i jak się okazało, słusznie. A dla złodziejstwa (od swoich - gdyby naciągał
              dwór, raczej nie byłoby to specjalnie piętnowane) w środowisku chłopskim
              tolerancji nie było. To wyjaśnia też zachowanie Kozłowej - uważała, że wójtowa
              nie ma nad nią żadnej przewagi moralnej.

              --
              In Dr. Johnson's famous dictionary patriotism is defined as the last resort of
              the scoundrel. With all due respect to an enlightened but inferior
              lexicographer I beg to submit that it is the first. Ambrose Bierce, "The Devil's
              Dictionary"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka