Dodaj do ulubionych

Korespondencja z Australii

30.11.10, 08:45
forum.gazeta.pl/forum/w,25348,97718285,97718285,Korespondencja_z_Australii.html
Edytor zaawansowany
  • kan_z_oz 30.11.10, 09:27
    Prosze o wiecej...sama mam duzo podobnych 'korespodencji', ale spostrzezenia gosci sa zawsze ciekawsze, gdyz widza inaczej lub widza to czego Ja juz nie widze...

    Kan
  • starypierdola 30.11.10, 19:44
    ... i napisz o co chodzi.

    Zwykla kultura .....

    Kulturalny SP
  • gr.st.germaine 30.11.10, 22:56
    a czego ty nie rozumiesz ? facet znajacy dobrze Australie pisze notatki z podrozy,moim zdaniem bardzo interesujace i napisane dobra polszczyzna
  • amaroola 01.12.10, 13:05
    gr.st.germaine napisał:

    > a czego ty nie rozumiesz ? facet znajacy dobrze Australie pisze notatki z podr
    > ozy,moim zdaniem bardzo interesujace i napisane dobra polszczyzna

    nie wiem, co ty rozumiesz przez 'dobra polszczyzne'

    dla mnie jest to dosc grafomansli popis poprawnej gramatycznie i ortograficznie polszczyzny..... nie do przebrniecia przez normalnego czytelnika - polszczyzna ta nie jest "dobra" jest poprawna gramatycznie i prtograficznie

    pseudo intelektualne ]pseudo filozoficzne wstawni przyprawiaja czytajacego o bol glowy

    realizm typu (cytuje): "Szukamy
    zlota,ale nie jakichs tam malutenkich kawalkow.Jestesmy nastawieni
    na znalezienie kilogramowej "grudki".Inne,mniejsze znaleziny nas nie
    interesuja.No, moze te ladne,wpadajace od razu w oko, i blyszczace z
    daleka, nugget'y"

    przyprawia o drgawki smiechu... zeby uzyskac jedna uncje zlota (tzn ok 30 g) trzeba przewalic tony ziemi i chemicznie'wycisnac' z nich to zloto uzywajac najnowszych technologii,,, ... i to na terenach zlotonosnych, nie w jakims tam Chillagoe - kurde skad sie te pomysly biora, ze Australia (=miedzynarodowe koncerny zajmujace sie wydobyciem zlota na calym swiecie) nie potrafa dotrzec do tych tajemnych zakamarkow w okolicach Ravenshoe ( do chillagoe z ravenshoe to nie po drodze raczej, lepiej przez Mutchilbe ) z nugetami walajacymi sie po buszu... wiadomo 'polak potrafi' wink))


    jednym slowem: egzaltowana grafomanska bzdura dla maluczkich, ktorzy nigdy nie wystawia nosa poza europe i zywia sie wxiaz "Tomkiem w Krainie Kangurow"


    to tyle o "facecie znajacym dobrze Australie" --- no plakac, albo smiac sie chce ... a wlasciwie to "liscie z topol opadaja "...
    (niegdy nie sadzilam ze skomentuje cos w tak jawnie antypolski sposob)

  • amaroola 01.12.10, 13:16

    > dla mnie jest to dosc grafomansli popis poprawnej gramatycznie i ortograficznie
    > polszczyzny..... nie do przebrniecia przez normalnego czytelnika - polszczyzna
    > ta nie jest "dobra" jest poprawna gramatycznie i prtograficznie
    >


    Jak w tytule - po ciemku pisze, a kiepska ze mnie "maszynistka"
  • kan_z_oz 01.12.10, 14:14
    Mnie sie ogolnie spodobalo.
    Kawalek o szukaniu zlota w kawalkach kilogramowych? przyjelam jako zart i fantazje...
    Kazdemu wolno marzyc??? czyz nie z tego powodu ten kontynet mial tyle goraczek zlota??? goraczek na opale oraz inne metale/kamienie szlachetne...tez?

    Na Tasmanii spotkalam sie z gorczka na abalonii...na serio, juz sama sie zastanawialam nad mozliwoscia eksploatowania takowych, gdyby nie moj nagly kontakt z woda. Weszlam po kostki w lecie i slowo daje dalej sie nie dalo...pieprzone abalonii - nie dosc, ze zimno to jeszcze mieszka tuz przy pionowych skalach podwodnych i nawodnych o ktore morze tasmanskie rozbija glupoli roznych i oszczedza tylko niektorych. Spasowalam...haha

    Podoba mi sie, ze w normalnych 'city sleakers' zaczyna rozwijac sie marzenie, pociag - wlasnie zapoczatkowany przez "Tomka z krainy kangurow". Mnie osobiscie nie dane bylo wyzywic sie na ani jednym odcinku, ale chlop moj wessal cala serie gdzies po drodze. Przekazal mi tresc, ktora pamietam jako ble ble.

    Mnie sie wywody kojarza z rozwijaniem marzen, ktore mnie osobiscie wic sie zaczely bez ograniczen pod wplywem tworczosci Lysiaka - 'damn you people, who have no dreams' haha
    Wizja Jego kutra, ktory prawie kazdy chce wybudowac i na nim poplynac na wody niezne, ale tylko nieliczni to zrobia a wszyscy inni wzdychac beda...to mnie wygnalo z lozka w Polsce.

    Lubie, gdy ludzie tutaj wedruja i hamulce ograniczen im pekaja i sa, marza bez ograniczen...czyz nie dlatego okreslani jestesmy jako 'human beings', raczej niz 'human doings' or 'workings'...

    I bez wzgledu na gramatyke czy inne poprawnosci zawsze szukam wspolnego. Tutaj widze jeden wspolny mianownik - podziw dla piekna przyrody i respekt. Wlasne glebokie przemyslenia egzystencjonalne sa tylko 'maslem na bulke', to swiadczy o wrazliwosci piszacego, bez wzgledu na to czy naiwnej czy bardziej skomplikowanej i mnie to tylko przypomina, aby zdjac sobie samej moje wlasne bielmo moich ograniczen wyplywajace z faktu, ze tu mieszkam i zaczyanam juz rutynowo podchodzic do tego co tutaj istnieje...

    Lubie wiec takie swieze spojrzenia, dzieci naiwnych zauroczonych i omaminoych tym kontynetem, bo Ja tym dzieckiem bylam na poczatku i proboje dalej byc...hahaha

    Pozdrawiam
    Kan


  • starypierdola 01.12.10, 23:38
    .... stale sie znajduje nuggets; i wieksze i mniejsze.

    Ale... nie mozna po prostu isc i szukac. Duza wiekszosc terenu to wlasnosc prywatna (leases) i bez zgody i pozwolenia wlasciciela szukac nie wolno. A wlasciciel nie ma zadnego interesu w tym zeby pozwolic jakims tam jeleniom 'okradac' go z tego co jego i za co placi.

    Przed jakimis 10 laty ktos znalazl na 'cudzym' terenie nugget bodajze 600 uncjowy i sprawa stale jeszcze jest w sadzie.

    Sklad mineralogiczny nuggets rozni sie od miejsca do miejsca (nugget to nie czyste zloto; sa dwa rodzaje z ktorych jeden zawiera tylko metal - zloto z domieszka srebra, miedzi, itd. a drugi w dodatku zawiera skale/rock); lokalny urzad gorniczy ma informacje na ten temat i jest latwo ustalic skad dany nugget pochodzi. I to sie robi jak wyjdzie 'na wierzch' jakis wiekszy.

    To moze zainteresowac potencjalnych poszukiwaczy: Cena nugget'a jest wyzsza od ceny zawartego w nim zlota, czasem znacznie wieksza (ma wartosc jubilerska).

    Co do autorki watku: jak sie robi wpis to wypada podac o co chodzi i jakos sie do tego ustosunkowac. Podac po prostu link, tak jak zrobila, to nieuprzejmosc i lekcewazenie wspolforumowiczow (etykieta). I to jej wytknalem w imieniu odpowiezialnej za etykiete Sheili smile

    Prospector SP
  • kan_z_oz 02.12.10, 05:01
    SP,Trele morele...mozna poprostu zalapac sie na wycieczke 'fossicking', ktorego akurat w Qld jest sporo. Bedziesz dowieziony na miejsce i mozesz grzebac ile wlezie, i co wygrzebiesz jest Twoje - oczywiscie za oplata.
    Oplaty za licencje sa symboliczne a takowa wydawana jest na miejscu, jesli chcesz szukac sam...
    Znalesc chlopa, ktoremu chcialbys przeorac pastwisko lopata znalesc jest raczej trudno, ale takich, ktorzy wpuszczaja ochoczo turystow w ugory bez liku...tez oczywiscia za oplata.

    W NSW masz tereny panstwowe, ktore oficjalnie sa zarejestrowane jako 'fossicking', na ktore mozesz wlesc bez licencji czy zgody ani pytania o nic. Jedynie bez narzedzi...mozna
    Szczyt lenistwa to worki gruzu sprzedawane przez niektore Centra Informacyjne np; Inverell.

    Nie wiem jak tam w WA - sprawdz sobie moze???

    Kan
  • starypierdola 02.12.10, 12:40
    ... ja pierdziele smile

    Tereny dostene dla 'fossicking', przekopane i prze-metal-detektorowane jak dotad po sto szescdziesiat trzy razy przez chmary naiwniakow, z cala pewnoscia nie zawieraja zadnych kilogramowych nugetow.....

    No chyba ze kilka-nascie-dziesiat metrow pod ziemia.

    No wiec do lopatysmile

    Chyba ze kupisz traktor i bedziesz szukac opali? Proponuje Annamuka w SA; na NSW specjalnie nie licz. Te wiesci o znajdowanych tam czarnych opalach to mity: 'smart marketing'..

    Pozdr
    SP
  • mister1 09.01.11, 14:54
    meiske napisała:

    nowy odcinek
  • mister1 16.01.11, 11:38
    meiske napisała:

    > forum.gazeta.pl/forum/w,25348,97718285,97718285,Korespondencja_z_Australii.html
  • mister1 22.02.11, 12:10
    nowy c.d.
  • mister1 02.05.11, 14:28
    Kilka dni temu,po poludniu,nakrylem John'a,91 letniego rezydenta z mojej pracy,jak strzelal z procy,schowany za drzewem,do bialych papug,kakatu. Niedawno,te kawalarski papugi,potargaly kwiatki w Jego ogrodku i John,oprocz wygrazania im piescia,i ublizania,skonstruowal sobie proce,i czasami sie na nie zasadza.Proce,to moze za duzo powiedziane,poniewaz u Johna wszystko co jest przez Niego konstruowane,wyglada jak z bardzo odleglej epoki.Kawalki detki pociete w paski i przymocowane do czegos przypominajacego widelki,sluza John'owi do wojny z kakatu. Lubie Johna,gdyz opowiada niesamowite historie o swoich wyczynych podczas II Wojny Swiatowej,i w powojennej sluzbie w Quantas'ie.Z Jego opowiadan wynika,iz mogl nawet zrzucic bombe na Hiroszime,a Kokode Track,w Papui Nowej Gwineii,przeszedl w rekordowym czasie,pomimo dwukrotnych ran z wystrzalowek japonskich.Kokoda Track jest uwazany za "Australijskie Termopile"(Grecy dostali tam lanie od Persow w V wieku
    pne),gdyz Australijczycy tlukli sie w tej dzungli dosyc przyzwoicie z Japonczykami o jakis kawaleczek ladowiska samolotowego,ale zeby dotrzec do tego ladowiska,i sie ciutenke powybijac,musieli wedrowac przez dzungle okolo 100km w niesamowitych warunkach.Oprocz roznych,duzych sum wygrywanych przez John'a w roznego rodzaju loterie,ktore to sumy-jak twierdzi John-sa zwykle rozdawane Jego rodzinie,gdyz On nie moglby nie dzielic sie wygrana,John dosyc czesto podkrada mietowe pastylki z supersamow,i czasami daje mi te najlepsze,najmietowsze,ktore biore i oddaje swojej przyjaciolce,ktora z kolei oddaje je swojemu ojcu,ktory je bardzo lubi.Jestem,wobec tego,zamieszany w paserstwo bezgotowkowe,i przez sam ten fakt jestem wspolnikiem John'a,jak rowniez jest nim moja przyjaciolka i Jej ojciec,ktorzy sa nieswiadomi paserstwa lancuszkowego.Kilka razy zlapano juz John'a na tym podkaradaniu,ale nic nie moga Mu zrobic,gdyz jest wiekowy.Teraz stal sie ostrozny i
    jednorazowo kradnie tylko kilka pudeleczek.Raz chcial okrasc miejscowy klub RSL'u,ale robil to po kilku wodkach z piwem,ktore,w takiej mieszance,jakos Mu zaszkodzily,i zostal zlapany.Wywalono Go z klubu na zbity pysk,i teraz,jak jest lekko wstawiony,to troche zaluje tego swojego zlodziejstwa.Mowil mi ostatnio,ze podczas II Wojny Swiatowej mial zatrag ze Stalinem i o malo co Stalina nie sprzatnal ze swoimi kumplami z oddzialu,ale tamten,podobno, obstawil sie Kozakami,i tym sposobem udalo Mu sie przezyc jeszcze kika lat w Rosjii.Przypomnialem John'owi,ze sluzyl w Papui Nowej Gwineii i na Filipinach,gdzie zostal podobno ranny,kiedy upil sie z miejscowymi obywatelami i pokazywal im sztuczki pistoletowo-karabinowe dopoki nagle cos nie wypalilo,i nie ranilo Go-prawie smiertelnie-w szyje,wiec nie mialby mozliwosci zatargu ze Stalinem,ale opowiadal,ze za zaslugi i bojowosc,po wyleczeni rany postrzalowej,przerzucono Go do Palestyny i tam operowal w specjalnej
    brygadzie przez 1.5 roku,wiec mial duzo czasu,zeby uknuc plan pozbycia sie Stalina.Ostatni obejrzal jakis program w TV o polskich oddzialach stacjonujacych w Palestynie podczas II WS.Liczba polskiego wojska,stacjonujacego na tamtych terenach,troche Go zaskoczyla,ale mimo wszystko gratulowal mi-jakbym to ja tam stacjonowal- ich zolnierskiej walecznosci.Powiedzialem John'owi,ze mielismy tam,w Palestynie,najlepszych,wyborowych strzelcow ze wszystkich wojsk,jakie przeturlay sie przez Europe w tamtym czasie.Sam ma dobre oko,gdyz ksiazki dalej czyta bez okularow,wiec zapytal sie mnie dlaczego uwazam,ze byli najlepsi??? Opowiedzialem John'owi o wywieszaniu polskich,wojskowych kurtek z naszytymi na pagony,kapralskimi,dwoma lub trzema belkami,ktore byly "zdejmowane" z tych pagonow przez wyborowych strzelcow,z jakichs 70-80 metrow, bez najmnieszego uszkodzenia pagonu. To wprawilo Go w niezle zdumienie i podczas naszej wymiany opinii o wyborowych strzelcach
    przyznal mi racje,ze to kwalifikuje sie do czegos wiecej niz wyborowy
    strzelec.Zgodzilem sie z Jego opinia.Czasami John opowiada mi,ze mial,i dalej ma,tyle punktow z pracy w Quantas'ie,iz moglby obleciec swiat kilka razy naokolo,ale wykorzystuje je tylko do lotow krajowych.Juz pare razy zlapalem Go na tym,ze mowil iz leci do Melbourne,a siedzial zamkniety cichutenko w domu.Zdradzal Go szum wody w kibelku i kuchni.John duzo czyta wiec moze przyswaja sobie rozne,ksiazkowe historie i pozniej je nam opowiada,jako swoje wlasne przezycia.Ostatnio prosilismy John'a,zeby nie karmil ptakow Kit-katami,poniewaz to przyciaga roznego rodzaju
    gryzonie.John mowi,ze On nie wie dokladnie dlaczego,i jak to sie dzieje,ale kiedy On wychodzi z domu,to te Kit-katy jakos tak same wypadaja Mu z reki,a jak juz te Kit-katy upadna na ziemie,to te miejscowe,krukowe ptaszki juz tam sa,i zanim On sie schyli,zeby je podniesc,to prawie wszystkie Kit-katy sa juz zjedzone,wiec co On ma robic??? Bic sie z tymi ptakami,czy co??? Mowimy John'owi,zeby zmienil droge podrozowania z tymi slodyczami,ale to nie wchodzi w rachube,gdyz to jest tak,jakbysmy chcieli pozbawic Go wolnosci.Ostatnio John kupil sobie sweterek w kolory podobne do obic autobusowo/tramwajowych.Lubi chodzic do pub'u w tym sweterku podczas chlodniejszych dni,gdyz jak sie tam troszeczke zakrecic,i ktos pusci pawia na ten Jego kolorowy sweterek,to specjalnie nikt nie zauwazy zadnych sladow wymiotu,tak jak to mialo miejsce z innym sweterkiem.Do chwili kupna tego sweterka myslalem,ze to John troche "haftuje" na siebie,ale okazuje sie,ze to na Niego
    haftowano i stad ten pomysl
    z "grafitowym" sweterkiem.Lubie zamienic z Nim pare slow,gdyz jak nie doslyszy tego co mowie,to wymysla jakies odpowiedzi stosowne do tego co mysli,ze usluszal,i smiechu jest co niemiara.


    Buzia Zbyszek
    P.S.Pisze to wszystko w czasach wielkich manipulacji medialnych,wielkich slubow,krolowej okradajacych swoich poddanych w Anglii i innych krajach czlonkowskich,krajowej beatfikacji i 3 Majowego Swieta,bez ktorego,podobno,Polak nie moglby czuc sie Polakiem,gdyz bez Kosciuszki,krolow,legionikow Dabrowskiego,Pilsudskiego i Nowo-Swietego nie mamy nikogo z kim moglibysmy sie identyfikowac.Ja,majac dwa obywatelstwa,jestem PODDANYM krolowej angielskiej,ktora czesc z moich dochodow,bez mojej zgody,jakos sobie przywlaszcza,popijajac za nie,w wolnym czasie,soki z McDonaldsa.Place rowniez podateczki na politykow australiskiego rzadzenia,ktorzy tez tych podateczkow potrzebuja,gdyz inaczej nie mogliby zyc dostatnio,nie mowiac,oczywiscie,o ich podrozach zagranicznych lub innych,burdelowych wydatkach,ale ja,bedac rownoczesnie Polakiem,jestem pewiem,ze za te moja prace,i cichutenkosc myszkowego zachowania,pojde-z protekcja Nowo-Swietego-prosciutenko do nieba,gdyz nawet
    mi przez glowe nie przejdzie taka mysl,ze polski swiety moglby mnie,jak rowniez i innych Polonusow,tam nie zabrac
  • kan_z_oz 02.05.11, 16:32
    Ha aha - bawie sie niezle czytajac twoje sprawozdania. Sama obejrzalam slub do polowy. Wrocilam dopiero co z NZ i pierwszego dnia wylegujac wieczorem przez TV wessalo mnie. Na szczescie slub pary z komentarzami 7new project byl do strawienia. Ktos sie zastanawial dlaczego Willy nosi kostium w wykonaniu Michael Jacksona...
    Caly czas sie zastanawiano co robia goscie w Westminster Abbey, gdzie nie ma wc??? hahaha
    Wybiegaja pojedynczo za krzaczek?
    Dlaczego Kate i Willy musza podpisac rejestr za olatarzem? czyzby brakowalo swiadkow...ogladalo slub tylko jakies 2 miliardy ludzi na calym swiecie - kazdy moglby poswiadczyc.

    Obsmialam sie jak norka sluchjac tego typowo australijskiego sprawozdania w stylu oz. No i dlaczego niby nie miala lubic 'kanarka'? gdy zastanawiano sie dlaczego nie spiewa 'God save the queen'...ihhihi lub zasuszonego malzonka?

    Byl to mily przerywnik od footy.

    Kan
  • mister1 23.01.12, 17:05
    UUmykamy od tej mokrej pieknosci "deszczowego lasu",pieknosci jakzez bogatej we wszelka floro/faunowatosc,ktora w tym przebogatym swiecie atakuje wszystko,co mozna podjesc,lub przynajmniej sprobowac wrzucic na zab.Nie tak dawno duzo mowilo sie o wspolnej swiadomosci zywotnych gatunkow w przekazywaniu na odleglosc przezytych doswiadczen tej samej grupie swiadomosciowej,grupie nie dotknietej jeszcze w jakis sposob takimi doswiadczeniami ,a zyjacej w innych okolicach lecz bedacej o takiej samej,zyciowej gatunkowosci.Klasycznym przykladem tego jest tzw.The Hundred Monkey Syndrom,gdzie malpki z japonskiej wysepki Koshima,przekazaly swiadomosciowo innym malpkom-na tej samej wyspie,jak rowniez na innych wysepkach-sposob na jedzenie brudnych,slodkich ziemniakow,przez mycie ich w strumyczkowej wodzie.Gzy,komarki,pijawki i inne tropikalne podjadacze nie wyciagaly-lub moze bardziej poprawnie-nie przekazywaly chyba nic swoim bliskim i dalszym pobratymcom ze swoich potyczkowych doswiadczen z czlowiekiem,gdyz nie wiem ile bysmy ich nie uszkodzili-nie zabili,ale uszkodzili-to i tak ataki roznosci faunowej trwaly dalej,jakby "spizarnosc"czlowiecza miala dla tych atakujacych wieksze znaczenie od ich zaglady.Nogi,a szczegolnie ich dolne partie,mielismy swedzaco popodgryzane,ale,tak sobie myslelismy,ze moze to glod czyni ten caly tropikalny tlumek nieczuly na roznego rodzaju "kalectwa" zwiazane z chwilowym,bardzo ulotnym,glodowym zaspokojeniem.Jedziemy asfaltowka w strone Forty Mile Scrub National Park-jakies 270/280km od Cairns-gdzie "deszczowy las" otoczony jest eukaliptusami i innymi,lisciastymi drzewkami,a wszystko to ozywa blyskawicznie w porze mokrej.Park wita nas pieknym okazem "drzewka butelkowego", mloda,jasniutenka zielonoscia roslinnosci wchodzacej w nowosc zyciowa po niedawno spadlych deszczach, i krzykiem roznorodnosci ptasiej.Wypijamy po kubku kawki,zakaszajac ten wczesniej przygotowany plyn niemieckim pierniczkiem bozonarodzeniowej produkcji,i wyruszamy w dalsza droge do Cobbolt Gorge.Mijamy Mt Surprise,ktory odwiedzilismy w tamtym roku,i skrecamy na szutrowe drogi przeuroczego,mokro/porowo/buszowego rozkwitania.Mamy jakies 200 km do pokonania,ale ta droga jest tak niesamowicie/urozmaiceniowo piekna,ze czlowiek zapomina o wszystkim,radujac sie ta naturalna cudownoscia.Mijamy setki kangurow,ktore operuja wszedzie w tej wspanialej dziewiczosci i wyskakuja prosciutenko pod kola samochodu z buszu,zza skal i z przydroznych krzaczkow,a jeden z nich byl nawet schowany za pacholkiem drogowym,i nie uciekal nigdzie,starajac wcielic sie w te przydrozna pacholkowatosc.Na calej tej 200 kilometrowej drodze nie spotkalismy zadnego samochodu wiec cisza,kiedy wyskakiwalismy czasami do "buszowej toalety",byla tak niesamowita,iz te wszelkie miastowe,gurowatosci medytacyjne odnoszace sie do "wyciszenia",definitywnie odnosza sie do australijskiego buszu.Nigdzie, ale to nigdzie w miescie nie doswiadczy sie takiej ciszy,i takie miastowe wyciszenie sie-polecane przez guru tego lub tamtego-bez wczesniejszego,wyciszeniowego doswiadczenia,nie moze zaistniec w miastowosci pozbawionej takiego przezycia-tak przynajmniej sobie mysle-chyba,ze przeniesiemy sie mentalnie do matczynego lona,ale to wcale nie jest takie latwe.Gosh,jakimi my musimy byc szczesliwcami mogac doswiadczyc czegos takiego na taka duza skale dwustukilometrowego,jednosamochodowego podrozowania????Czasami mijamy wolno/wedrujace krowy,pasace sie w tym niezbadanym buszu,ktore patrza sie na nas tym wszystko/wiedzacym,lub majacym wszystko w dupie,wzrokiem.One nigdy nie wybiegaly pod auto wiec moze te samochodowo/poturbowane przekazaly tym jescze niepoturbowanym swoje doswiadczenia z takich kolizji,i te zdrowe cenily swoje zdrowie wiedzac dobrze o nietrafnosci takich spotkan.Ale taki czesty,podsamochodowy kangur,zabity lub poturbowany,powinien juz dawno wiedziec o tych zdrowotnych,samochodowo/kolizyjnych komplikacjach,i przekazac pobratymcom te swoje doswiadczenia o glupocie samobojczosci drogowej przeskakiwalnosci,unikajac-jak mysliwych-juz dziesiatki lat temu ,tych smierdzaco/ryczacych pojazdow,nieprawdaz? One jednak dalej ryzykuja wszystko,zeby przeskoczyc przed pedzacym z duza szybkoscia samochodem kawaleczek niewaznej odleglosci,przeskoczyc wlasnie w tym najmniej odpowiednim czasie przeskakiwania,to moze z ta kangurza swiadomoscia jeszcze nie jest wszystko tak w 100% ok???Chociaz-musze uczciwie przyznac-z przeczytanych przeze mnie informacji wynika,ze kangury,poproszone mentalnie o zjadanie tylko jakiegos procentu laki,laki stanowiacej rowniez pozywienie dla innych zwierzat,dostosowywuja sie do tej mentalnie proszonej procentowosci,zostawiajac reszte lakowosci dla innych. Im bardziej oddalamy sie od linii brzegowej morskiego falowania,tym mniej deszczu na nas spada,a w pewnym momencie uklad chmurnej szarosci zmienia sie nagle na pieknosc zachmurna slonecznego ujawnienia,i czujemy sie jak w Rajskiej Wspanialosci,w odleglej, przedadamowej erze.GPS,ktory Eryk uruchomil jeszcze w Cairns,informuje nas ,ze mamy skrecic tam,gdzie nie ma nawet najmniejszego sladu zwierzecej sciezynkii,ale Eryk upiera sie ,ze ten drogi GPS powinien jednak w tym buszu dzialac,gdyz,myslac logicznie,im drozszy jest taki sprzecik,tym lepiej powinien odbierac w innosciach drogowych podrozy.Nic z tego.Ten Jego jest tak bledny,jakby byl kompletnie z innej epoki,a przeciez ten GPS ma-podobno-Boze Wszechmogacy!!! mapki na caly swiat.Och! Ty Silo Wysokosciowa!!! uchron nas przed taka drogowskazywalnoscia.Czasami glos gi/pi/esowego goscia milknie,gdyz on sam-zakodowany kodowalnoscia satelitarnych obserwatorow -nie wie w ogole gdzie jest,wiec o czym niby mialby nas innformowac,kiedy sam nie jest o niczym poinformowany.Od czasu do czasu Eryk mowi cos do tego GPS'u z pretensja w glosie-mowi tak,jakby ten gi/pi/esik Go slyszal,ale efekt odpowiadalnosci jest zerowy.Sila rzeczy jedziemy tam,gdzie nas prowadzi ta droga,poniewaz innej drogi nie ma wiec tym samym i my innej mozliwosci jazdy tez nie mamy,ale chcielismy zobaczyc czy moglibysmy zgubic sie w buszu bez satelitarnej namierzalnosci.Moglibysmy,i to bez specjalnego problemu, bo i po coz komus sledzic satelitarnie troje Polakow w country,kiedy w miastach roi sie od tej lachudrowatosci szpiegowsko/dywersyjnej,nie mowiac oczywiscie o jakichs organizacjach o religijno/pedofilskich sklonnosciach,czyhajacych tylko na zagarniecie wladzy bankowo/swieckiej,i uwiezieniu nas wszystkich z chip'kiem pod ramienno/krokowa skora.Niesamowite piekno tej ogromnej Natury,odzywajacej we wczesnych opadach pory mokrej,czyni ten caly system swiatowego,ekonomiczo/politycznego balaganu, jakims zapomnianym bzdetem zupelnej niepotrzebnosci.Kto w buszu-lub w pieknie Natury-przejmuje sie jakims problemem bezmetrykowskiego Obamy (podobno metryczke ma sfalszowana),czy smiercia koreanskiego przywodcy???Tam nie sprejuje sie nikogo Chemtrails.Chemtrails sa dla gosci miastowych,gdyz sprejowaniem minimalnoscia buszowego zycia nikt nie jest -jeszcze-specjalnie zainteresowany.Takie rzeczy nie maja tam zupelnie miejsca,jak rowniez nie maja tam miejsca wszelkie wyszukane technologie wolnosciowej pozbawialnosci,gdyz jedyna rzecza do szczescia-jakiej w tamtych okolicach potrzeba-jest bycie tam,i przezywanie tego,czego Wszyscy Miastowcy calego swiata szukaja-lacznie z tymi wielopanstwowymi/manipulatorkami-a mianowicie czlowieczej odradzalnosci w ciszy Natury,i Jej energetycznej-pozbawionej osadzalnosci-neutralnosci oddzialywania na wszystko,neutralnosci,ktorej nikt nigdzie indziej nie doswiadczy w taki lub podobny sposob.Do Cobbolt Gorge docieramy o zmierzchu,i jestesmy kompletnie zdziwieni,ze tam nikogo nie ma."Witaja" nas tylko- zupelnie bezszczekowo-jakies bezmerdajaco/ogonowe, szwedajace sie dwa psy,kiedy przejezdzamy przez centrum cobbolt'owskiej osrodkowosci,a poza tym cisza.Jestesmy kompletnie zaskoczeni,poniewaz tam zawsze powinien ktos byc,ale w tej zanikajaco/ jasnej ciemnosci nie mamy czasu na glebokosc zastanowienia..
  • ratpole 23.01.12, 19:18
    na to twoj lekarz?
    No chyba, ze to forma terapii, to przepraszam hehehe
  • mister1 23.01.12, 19:53
    ratpole napisał:

    > na to twoj lekarz?
    > No chyba, ze to forma terapii, to przepraszam hehehe
    na to wyglada ze jestes przyglupem
  • ratpole 23.01.12, 20:07
    mister1 napisał:

    > ratpole napisał:
    >
    > > na to twoj lekarz?
    > > No chyba, ze to forma terapii, to przepraszam hehehe
    > na to wyglada ze jestes przyglupem

    Pewnie jestem, bo nie moge pojac jaka przyjemnosc masz w publikowaniu przez 2 i pol roku steku grafomanskich bzdur


    --
    www.lomianki.info/galeria_pictures.php?pid=199
  • mister1 24.01.12, 20:01
    ratpole napisał:

    zazdroscisz mu talentu
  • yvona73pol 26.01.12, 06:36
    No ale to jest poprawna polszczyzna?

    Stoje po kolana w cieplej,
    strumiennej
    wodzie,a male rybki probuja swoich depilacyjnych
    zdolnosci praktykujac na moich lydkach



    strumienna woda? Nie zebym sie czepiala, ale bez przesady....


    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • luiza-w-ogrodzie 26.01.12, 11:20
    Uwazam ze te australijskie korespondencje maja swoj urok. Troche zbyt kwieciscie opisane, ale podobnie kwiecisty jest hiszpanski. Co do slowa "strumienny" bylo uzywane w polszczyznie szesnastowiecznej na przyklad. :o)

    A w ogole, nie czepiajcie sie, kto nie lubi, niech nie czyta kolejnych odcinkow, nie ma przymusu.

    Pozdrawiam
    Luiza-w-Ogrodzie
    .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
    Jak gadać z królikami
  • yvona73pol 28.01.12, 02:07
    No wlasnie ja bym chetnie poczytala, ale mnie takie strumienie, ktore wija sie wijaco i inne kwiaty (tak stalo w ktoryms odcinku) skutecznie odstraszaja tongue_out

    Zeby nie bylo, przeczytalam chyba nawet ponad polowe wink


    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • kan_z_oz 30.01.12, 00:10
    yvona73pol napisała:

    > No wlasnie ja bym chetnie poczytala, ale mnie takie strumienie, ktore wija sie
    > wijaco i inne kwiaty (tak stalo w ktoryms odcinku) skutecznie odstraszaja tongue_out

    Podpisuje sie pod Iwona. Forum ma mala trzcione, akapit rozbijajacy tekst na pare kawalkow niezmiernie by poprawil czytanie. Ale jesli mialaby taka zmiana zabic autorowi natchnienie - niech pozostanie strumienne.

    Kan
  • mister1 29.01.12, 09:48
    NNoc spedzona w Cobbolt Gorge byla noca jakby przespana w kompletnie innej realnosci. Tam nie bylo zadnych innych dzwiekow,oprocz naturalnosci Natury,a ta potrafi sprawic paradksalna cisze dzwiekowa.Cos gdzies cyknie,cos gdzies przebiegnie i zaszelesci lub dopusci wiatr do wyrazenia wiatrowego szumiku,opartego na cichutenkim,podmuszkowym operowaniu.Blogosc byla tak piekna,iz nawet przestalismy sie zastanawiac dlaczego nikogo tam nie bylo.Tylko przez moment oddalismy sie znakom zapytania,ale nie dlatego,zebysmy tesknili za dzwiekiem wspolbiesiadownikow kempingowego zycia,lecz raczej ze wzgledu na nienaturalna opustoszalosc duzego,i zawsze tetniacego jakims zyciem,kempingu.Idylla takiej cichosci trwala do wczesnego switu,kiedy troche przed piata rano obudzil nas tak niesamowity ryko/krzyk,krzyk tak straszny,iz wszyscy wybieglismy ze swoich spaniowcow zobaczyc kto,i po co tak niesamowicie wrzeszczy.Wycie dochodzilo z drzew i bylo polaczeniem ryku diabla tasmanskiego,wyjca kapucynskiego i rodzinnej kukubary.Pierwszy raz w zyciu,a jestem tutaj juz 30 lat, uslyszalem krzyk blekitno/skrzydlatej kukubary w "walce glosowej" o uzytkowanie terenow lowieckich.Krzyk jej jest tak straszny,ze nie bardzo wiem,kto moglby z nia konkurowac w tej glosowo/terytorialnej "aneksji",ale moze dla ptakow takie ptasie "wycie"jest bardzo wazne,gdyz inaczej pewnie nie uzywalyby takiej glosowosci.W kazdym razie pogrozilismy jej piescia,co wcale jej nie speszylo,gdyz z innych punktow,godnych aneksyjnosci,darla sie dalej krzykiem mogacym wzbudzic zazdrosc w wariatkowskim domku szalenczych wypowiedzi.One konkurowaly pomiedzy soba w sposob podobny do slabeuszowskiego diabla tasmanskiego,nadrabiajacego strasznym darciem geby swoja lekko/kreposc cielesna,w walce o wczesnopadla padline.Moze one sa takim naturalnym, countr'owskim budzikiem,gdyz Natura,bedac zarazem bardzo poblazliwa,moze w country nie przepada jakos za zaspaniowcami???Moze.My juz specjalnie spac nie moglismy.Kolo siodmej zobaczylismy-z naszych pozycji-jakis ruch samochodowy kolo recepcji,ale auto pojechalo w innym kierunku.Wiemy wobec tego,ze ktos tam jest wiec proponuje,zebysmy wpadli do kogokolwiek-kto tam jest-zaplacili za nocleg i dowiedzieli sie co tu sie wlasciwie dzieje,gdyz do samej Cobbolt Gorge nie mozna dotrzec bez autobusowo/przewodnikowej rezerwacji,ale Eryk z Goska oponuja mowiac,ze jezeli Gorge jest zamknieta-a wyglada na to,ze jest-to umkniemy z kempingu nie placac,poniewaz Oni uwazaja,ze ci wlasciciele sa bogaci i uciekajac zrobimy im przysluge.Nie wiem czy wlasciciele tego osrodka sa bogaci czy nie,ale zapewnili nam-jakos w tym pustkowiu-toalety,wode, prysznice i cichutenkie miejsce do kempingu wiec nie bardzo widze Ich "sensownosc" w jakiejkolwiek ucieczce-a i wlasciwie przed czym??? Oplata moze wynosic jakies 5-10 dolarowa od glowy za takie krajowo/country'owskie cudo.Oponuje,gdyz gospodarzami osrodka moga byc podnajemcy,ktorzy tak samo pracuja za pensje i musza jakos ten osrodek utrzymac.Nie mowia nic,ale atmosfera jest dosyc dziwna,poniewaz ja obstaje przy tym,iz przed takimi minimalnymi oplatami definitywnie nie bede uciekal.A poza tym umknac niezauwazalnie z takiego osrodka,kiedy przejezdza sie przez jakas recepcyjnosc-nawet zamknieta-jest dosyc trudno-nie niemozliwie-ale na boga!!! po co??? Zwijamy sie kolo 10 i mkniemy w strone Centrum Turystycznego,gdzie ja wysiadam z smochodu i...osrodkowe drzwi sie otwieraja i wychodzi z nich para Australijczykow,opiekujacych sie tym osrodkiem.Rozmawiamy milo i dowiadujemy sie,ze wszystko w osrodku jest zamkniete juz od 15 grudnia ze wzgledu na pore mokra,wlaczajac w to rowniez cala te cobboltowska okolice. My jakos sie tutaj dostalismy-pomimo-niewidzianych przez nas-wielu znakow informacyjnych, a gospodarze Osrodka widzieli w nocy jakies swiatla w naszym kempingu,ale mysleli,iz sa to ich swiatelka oparte na sensorkach zmrokowych,wiec nie przywiazywali specjalnej uwagi do naszych lampeczek .Zapytani o cene za kemping machaja reka mowiac ,ze nic od nas nie pobiora ze wzgledu na osrodkowa zamknietosc,i zycza nam pieknego Nowego Roku zapraszajac nas do ponownych odwiedzin w kwietniu.Sama ucieczka przed taka serdecznoscia wygladalaby,jak jakis wariacki pomysl udarowego szalenca,ale ja czasami nie bardzo potrafie zrozumiec Ich sposob myslenia odnosnie takich ucieczek.Dziekuje tej przemilej Parze za serdecznosc ,pytajac sie o agatowe pola oddalone o jakies trzydziesci kilometrow od Ich Osrodka ,a polozone w kierunku naszej podrozy.Twierdza,ze powinnismy miec pozwolenie,zeby tam dotrzec,ale poniewaz nie ma zadnej mozliwosci otrzymania takiego permit'u, udajemy sie tam nielegalnie.Mijamy po drodze-w spokoju radosci wzrokowego odbioru-piekny,wielokilometrowy kawaleczek rozkwitajacego buszu i swiezutenkiej zieleni,zieleni oddajacej sie juz tej czteromiesiecznej,wodnej rozpuscie.Jest przecudnie spokojnie,spokojem nadchodzacego,i od wielu miesiecy oczekiwanego,deszczu.Docieramy do pol agatowych-w tej bezzezwoleniowej podrozy-ale nawet gdyby ktos nas zapytal o jakies pozwolenie,to bedac tam jedynymi podroznymi-niezbyt dobrze poinformowanymi o zamykalnosciach osrodkowych w porach mokrych-bylibysmy uwazani za jakas szalona nieastralijskosc,jezdzaca w deszczowce,ktora w przeciagu kilku minut moze z pustyni zrobic niezle jeziorko,polaczone z rwacymi rzeczkami.Pewnie tez machnieto by tam na nas reka,ale nikogo nie spotykamy .Jestesmy tam wobec tego nielegalnie,i te agaty,ktore zbieramy,zabierajac je ze soba,maja tez status nielegalnosci.Nie jestesmy pazerni wiec taka agatowa nielegalnosc nie parzy nas w kieszeniach,a sam zbierano/zabierany kamien jest raczej symbolem bycia w "agaciznie",niz symbolem jakiegos nielegalnego wzbogacania.Zreszta te poletka-do poszukiwania agatow-nie przedstawiaja zadnej wartosci dolarowo/agatowej,i dlatego sa udostepnione pamiatkarskiej publice.Zaspokojeni agatowoscia-i nielegalnoscia naszego zbioru-zawracamy,udajac sie w stukilkudzisieciokilometrowa droge od Undura Lava Tube. Mijamy kika malutenkich, gleboko country'owsko osiadlych miasteczek,a w Georgetown oddajemy sie kawowaniu i toaletowaniu.Pomimo bezludnosciowego miasteczka toaletki sa czyste,co jest zawsze dla mnie jakas ciekawostka,kto te toaletki -w takim bezludziu-czysci,zaopatruje w papierek i mydelko,i kto za to placi,jezeli tam jest tylko 45 domkow z 200 osbowa populacja ? Z Georgetown mamy juz prosta asfaltowke do Undary, i docieramy tam gdzies przed 14 wykupujac bileciki na dwugodzinna-nastepnodniowa-przewodnikowa ture po czesci Undary.

  • yvona73pol 30.01.12, 03:49
    To ja poprosze definicje naturalnosci Natury (i przeciwienstwo, bo to mnie intryguje, jak natura moze nie byc naturalna?) bo odpadam w przedbiegach. I dosc niebezpiecznie przypominaja mi sie wyklady z nowomowy w PRL-u, ktore kiedys mielismy na uczelni.
    (Przypominam, m.in. slynna "walka o pokoj" wink)


    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • kan_z_oz 30.01.12, 04:50
    yvona73pol napisała:

    > To ja poprosze definicje naturalnosci Natury (i przeciwienstwo, bo to mnie intr
    > yguje, jak natura moze nie byc naturalna?) bo odpadam w przedbiegach. I dosc ni
    > ebezpiecznie przypominaja mi sie wyklady z nowomowy w PRL-u, ktore kiedys mieli
    > smy na uczelni.
    > (Przypominam, m.in. slynna "walka o pokoj" wink)
    >
    To moze zamiast czytac idz ogladac zdjecia z Gor Blekitnych? moja mowa jest prosta jak drut telegraficzny wiec sie na zawijasy nie napatoczysz?

    Pa
    Kan
  • amaroola 30.01.12, 10:33
    yvona73pol napisała:

    > To ja poprosze definicje naturalnosci Natury (i przeciwienstwo, bo to mnie intr
    > yguje, jak natura moze nie byc naturalna?) bo odpadam w przedbiegach. I dosc ni
    > ebezpiecznie przypominaja mi sie wyklady z nowomowy w PRL-u, ktore kiedys mieli
    > smy na uczelni.
    > (Przypominam, m.in. slynna "walka o pokoj" wink)

    ja opuscilam PRL w 1989 , studiowalam do 78-go

    mielismy rozne wyklady, z ekonomii politycznej i inne ktorych nie pamietam, ale z 'nowomowy' to nie...

    pamietam 'walke o pokoj' - fajne wyrazenie z mediow i z orwella
    ale nie wyklady z nowomowy

    zdaje sie ze 'nowomowa' to bylo wyrazenie wyjatkowo niepoprawne politycznie za czasow PRL-u... Milosz tez nie mial najlepszych notowan...wiec zaciekawilo mnie, gzie takie wyklady sie odbywaly?

    czyzby jakis uniwersytet podziemny je organizowal??

    ot, tak sie przekomarzam ;P
  • yvona73pol 30.01.12, 13:11
    No wlasnie wyklady z nowomowy peerelowskiej zaczely sie juz w tzw. nowym ustroju wink
    Socjologia. Nie tylko o niej zreszta, mielismy osobny wyklad na temat jezyka Walesy, ktos nawet ksiazke napisal tongue_out

    Kan, ogladalam, podziwialam, zachwycalam sie smile

    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • kan_z_oz 30.01.12, 14:21
    Socjologie pamietam bo mnie tez ja zaaplikowano. Niestety nie mam zadnych rekolekcji o czym ten przedmiot byl. Musial byc albo bardzo trudny albo ja ma bardzo duza skleroze...haha

    Do gor mamy godzine z domu. Do dalszych miejsce 1,5. Z okazji braku lata w Sydnej az do dzisiaj, jezdzimy ile sie da i kiedy sie da.

    Przydalby sie moze jakis osobny watek gadulowo/dziendobry ???

    Czesc Amaroolo - dawno Cie tutaj nie bylo.

    Kan
  • yvona73pol 31.01.12, 12:22
    Kan, ale ja nie mowie o przedmiocie socjologia, tylko o calych studiach takich wink
    moze mieliscie nudnego wykladowce? Jaki uniwerek?
    I wiesz, wlasnie przed chwila, przegladajac forum pomyslalam, ze przydalby sie watek pogaduszkowy tongue_out

    Jak to szlo? Great minds..... big_grin


    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • bogo2 03.02.12, 18:10
    eliza, jest tylko jedna....smile

    yvona73pol napisała:
    >
    > Jak to szlo?(...)
  • mister1 07.02.12, 15:44
    DDojezdzamy w deszczu do Undara Lava Tube,ktora bedac o stokilkadziesiat kilometrow blizej linijeczki falujacej,pacyficznej wody,jest bardziej narazona na pore opadowej obfitosci.W recepcji kupujemy bilecik kempingowy za 30 backs'ow i placimy 38 zielonych od glow,za nastepnodniowa,dwugodzinna ture po jednej z tubek undarowskiego wylewu lawowego.Wulkan,ktory nie ma nic z bozkowatosci,wylal wszystko co mial do wylania,jakies 190 tysiecy lat temu,a poniewaz zbieral sie do tego wybuchowego wylewu przez dzisieciolecia,wiec lalo sie to wszystko ladnych kilka lat,rozciagajac sie pieknie na ponad 160 kilometrow z zawilosciach plynnosci skalnej.Wulkanik jakos sie pozniej lekko opamietal,wyluzowal,przestal lawowac i oddal sie czynnosci oziebieniowej,a kiedy sie to cale lawowanie dobrze ostudzilo i skurczylo,to powstaly tam tunele niektore do 40 metrow wysokosci i 80 metrow szerokosci.W 1991 roku Undare otworzyl oficjalnie niejaki Sir David Attenborough,znany z wielu filmowych seriali o Naturze,a ostatnio z serialu pt.Frozen Planet.Okazuje sie ,ze nawet gosc z taka reputacja-i jakas szlachcicka sir'owoscia-jak Attenborough, dopuszcza sie szwindli dokumentalnych swingujac w serialu "Frozen Planet" zdjecia spiacych,malutenkich niedzwiedzi polarnych,ktore filmowano w holenderskim ZOO,jak rowniez zamrozonej stonogi,znalezionej podobno pod arktycznym kamieniem,a sfotografowanej w pudelku.David bronil tego idiotycznego przekretu tlumaczac,ze wszelkie dokumentalne historyjki podlegaja jakiejs manipulacji,ale opinia publiczna ma troszeczke inne zdanie,i chcialaby wiedziec-w zapowiedzi komentatorskiej-ze takie niedzwiedzie jest niesamowicie ciezko sfotografowac w naturze,gdyz przy takim bliskim ujeciu zdjeciowym, albo zginie kamerzysta,albo matka niedzwiedzica wykonczy i male niedzwiadki i kamerzyste,wiec lepiej-do takiej krotkiej sekfencji filmowej-srotografowac je np w ZOO,a nie krecic i oszukiwac.No, ale z ta Stonoga to juz zdrowo przesadzili.Nie dosc,ze fotografowali ja w pudelku ,wyjetm z jakiegos zamrazalnika,to jeszcze kazali publice wierzyc,ze wywracajac kamien w arktycznej zamrazalnosci,trafili na stonoge,ktora-bedac ukryta gleboko pod tym kamieniem polarnym-zamarzla w tym wdzierajacym sie wszedzie mrozie.Publika nie jest jednak tak naiwno/glupia,wykryla te szwinelki dokumentalne i oczywiscie troche sie oburzyla,gdyz pare wyjasnieniowych zdan rozwiazaloby caly problem,szczegolnie,ze David jest darzony dosyc duzym autorytetem,jako wieloletni glosiciel ochrony tego piekna Ziemskiego i Jej niezliczonej roznorodnosci zyciowej.Ciekawe ile jeszcze takich dokumencikow swingowanych nakrecono? Chyba,po tym szwindlu ze ...stonoga,przestane ogladac jakiekolwiek dokumentalne historyjki.W Undarze postawiono Mu tablice pamiatkowa upamietniajaca takie oficjalne otwarcie,a poniewaz w tamtym okresie czasu David byl juz-w krolestwie angielsko/mowiacym- rycerzykiem pasowany przez angielska krolewne,wiec Sir-jako ten juz wypasowany-stoi przed jego imieniem.Nie bardzo wiemy w czym przyczynilo sie to do atrakcyjnosci tego obszaru,gdyz te okolice znane byly juz w XIX wieku,i spora czesc z nich zbadano.Teraz jest ta tablica upamietniajaca otwarcie przez Sir'a,Australia stala sie bogatsza,ale pieniedzy rzadowych na dalsze poszukiwania,i otwarcie nowych tubek, brak.Wyslac zolnierza do Afganistanu za 1.5 mil dolarow rocznie,zeby zabijal innych-nie ma problemu,ale dostac dotacje na zbadanie i otwarcie nastepnych czesci tego unikalnego systemu,to jakies marzenie rozbicia kasyna w Las Vegas. Obozowisko nasze rozbijamy w trzydziestodolarowym obozie,gdzie-obok samochodu- mamy wode z kranu,toalety,oddalone tylko o jakies 40 metrow od naszego obozowiska,ale nieczynne ze wzgledu na remont-tak glosil napis,ale zadnego remontujacego pracownika nie widzielismy-no i palenisko drzewne,gdybysmy znalezli jakis suchy opal,i chcieli sie troche podogniskowac.Nie znalezlismy.Obozowisko samo w sobie jest dosyc duze,i oprocz obszernego obszaru kempingowego,ma do wynajecia duze namioty z kuchenkami w srodku,pionierskie domki za jedyne 157 back'sow,pociagowe pokoje z cena od 50 do 125 dolarow za pokoje rodzinne,jak rowniez zaopatrzone w elektycznosc miejsca dla van'ow.My powinnismy byc w tej najtanszej,bezpradowej, dziesieciodolarowej oplacie od osoby,jednak rozbilismy sie w miejscu z gniazdkiem na prad ,ale nikt nas nie sprawdzal.Wprawdzie nie uzywamy tego gniazdka,ale ono tam jest i przez sam ten prosty fakt jestesmy w strefie pietnastodolarowej,gdyz gniazdo zauwazylismy pozniej,po calkowitym rozstawieniu wszelkiego sprzetu spiaco/odpoczynkowego.Kiepskie oznaczenia terenu zwalamy na deszcz.Do jedynej,okolicznej toalety musimy wedrowac jakies 150 metrow,ale taka wedrowka nie jest czyms strasznym,gdyz sa tam zaprzyjaznione kangury,ktore cos tam sobie skubia w kempingowych krzakach,jakby tych krzakow brakowalo w pobliskiej okolicy.Rozkladamy daszek,pod daszkiem mamy sucho i chlodne,erykowskie piwko pieni sie domowej roboty pianka bablujacego procentu.Obserwujemy kangura,a czasami dwa,i zastanawiamy sie nad rozmowa w recepcji przeprowadzona przed zakempingowaniem.Kobietka za kontuarem-z jakims gosciem tez zakontuarowcem-proponowala nam poranna wycieczke z szamapanem za jakies.... dwiesciekilkadziesiat zielonych.Myslelismy,ze sie pomylila,biorac nas za kogos innego,ale nie ,te 237 dolarow jest skierowane do nas.Przez moment spojrzelismy sie na siebie,jakbysmy sie rzeczywisie zastanawiali czy wydac 237 na osobe za jakas ture z szampanem przy porannym ognisku,a ja w koncu zapytalem sie jakie maje te szampany do tego porannego sniadania.Odpowiedzieli nam,ze australijskie,i chyba jakies jeszcze inne,ale-zapytani czy maja rosyjskie-stwierdzili ze nie maja,a ja do nich, ze innych nie pijemy,tylko rosyjskie.A Eryk do tego recepcjonist mowi,ze raz,jak ktos sprobuje napic sie szampana rosyjskiego,to w zyciu pozniej francuskiego,czy jakiegos innego,do ust nie wezmie,wiec jezeli oni nie maja rosyjskiego,to my nawet nie myslimy o jakiejs turze z szampanem nierosyjskim.Spojrzeli sie na nas lekko zdziwieni,ale poniewaz obaj z Erykiem pilismy szampana rosyjskiego,a Goska tez dobrze zna rozne szampanskie smaki,wiec stwierdzili-po naszych smakoszowatych,poprawnych minach-prawdziwosc opinii dobroci rosyjskiej trunku,i powiedzieli nam,ze beda musieli porozmawiac z bosem,zeby tego rosyjskiego szampana ,w tych porannych sniadaniach,tez im w przyszlosci nie brakowalo,a poki co,to sa sorry,ze ich nie maja.My tez bylismy sorry,i tak skonczyla sie nasza przygoda ze sniadaniowym szampanem.Moze dla miejscowych kempingowcow sniadaniowy szampan ma jakis specjalny smak porannej przygody,ale my za ponad $700 mozemy sobie kupic tyle szampana,ze tego szampanskiego buzowania wystarczyloby nam na kilka ladnych porankow.Ostatnio w TV reklamowano sporo porannego szampanika w gondoli balonikowej wyniesionej gdzies w przestrzeni pradowego ,country'owskiego podrozowania,ale kiedy jakas szostka szampanujacych porannistow spadla-po wypiciu wysokosciowego toastu z ladnie brzmiacego krysztalu- ze stumetrowej wysokosci,i zginela na miejscu,balonowanie-nawet z szampanem-przestalo byc atrakcyjne.Pod wieczor przestalo padac wiec udalem sie w ogledziny pobliskiego buszu,gdzie natknalem sie na miejscowe,szare pszczoly w czarne-jakby osowe-odwlokowe paseczki,ktore-po pracowitym, pszczelim dzionku-nocowaly na jakichs suchych, buszowych badylach ,przyczepiajac sie do nich-jak nasza,zmeczona pszczolka do kwiatka- i oddajac sie momentalnie sennosci pszczelego snienia.Wygladalo to przepieknie,gdyz tworzyl sie,tak jakby, "otwarty ul" w badylowo/pszczelej wykonalnosci,a takich badylkowatych ulikow bylo sporo ,ktore lekko poruszone przeze mnie,buczaly formujac nowooblepieniowosc badylkowej galazki.Obserwowalem je do zmroku,i jezeli nie widzialbym ich wczesniejszego,przyczepialnego lotu,to rownie dobrze moglbym je wziac za galazke buszowej roslinkowosci.Ciekawy kemping; bezbojazliwe kangury,pszczoly oddajace sie nocnej,galazkowej oblepialnosci,jedna toa
  • mister1 07.02.12, 15:45
    Ciekawy kemping; bezbojazliwe kangury,pszczoly oddajace sie nocnej,galazkowej oblepialnosci,jedna toaleta na takim olbrzymim obszarze,bar z jakas estrada zapewniajaca nawet recitale fortepianowe,a wszystko to oficjalnie otwarte 20 lat temu przez pasowanego rycerza z prawem uzywania szlacheckiego,przedimiennego Sir'a. Spalo mi sie tam przecudnie,gdyz caly czas snilem o szlachetnosci,nowouszlachetnionej szlachty angielskiej
  • mister1 07.02.12, 15:46
    CCiekawy kemping; bezbojazliwe kangury,pszczoly oddajace sie nocnej,galazkowej oblepialnosci,jedna toaleta na takim olbrzymim obszarze,bar z jakas estrada zapewniajaca nawet recitale fortepianowe,a wszystko to oficjalnie otwarte 20 lat temu przez pasowanego rycerza z prawem uzywania szlacheckiego,przedimiennego Sir'a. Spalo mi sie tam przecudnie,gdyz caly czas snilem o szlachetnosci,nowouszlachetnionej szlachty angielskiej
  • mister1 12.02.12, 09:30
    PPo przepieknej,cichutenkiej nocy,mkne raniutenko do jedynej toalety,zeby zakolejkowac sie do prysznica,gdyz sa tylko dwa na okolo 45/50 turystow.Eryk tez jest prawie gotowy do WC-owej podrozy,ale nie czekam na Niego.Mijam otwarty basen,do ktorego moglbym wskoczyc i oddac sie kempingowemu bombelkowaniu ,wylatujacym z dziureczkowego SPA,ale rezygnuje.O dziwo,w toalecie jest tylko jeden golacy sie gosc,strojacy przed lustrem poranne miny przy napinaniu goleniowej skory twarzowej.Najpierw sie prysznicuje,a pozniej golonko,sniadanko i-zanim pomkniemy na przewodnikowa ture-wedrujemy z Erykiem w ten przewspanialy busz,ktory,widziany z gorujacej gorki,rozciaga sie az po horyzont.Buszowa nieskonczalnosc jest zdominowana wspaniala cisza rzadzacej Natury.Najwiekszym,oficjalnym zwierzatkiem-w tym ogromie gorzysto/pieknej zieleni-jest kangur,ktorego meskie,rude osobniki osiagaja dobre 2 metry wzrostu.Taki kangur,podczas walk godowych-lub w zagrozeniu,ma kopniecie lepsze od wszelkich kung fu'gowcow.Obalic male drzewko czy huknac przeciwnika w klatke,pozbawiajac go oddechu-lub wysylajac w zaswiaty-to jakies naturalne,kangurze leberko.Ogonik,ktory,widziany z boku, czasami wyglada przekomicznie, utrzymuje go we wspanialym balansie walkowo/odwrotowym.Widzielismy je z Erykiem skaczace po skalach w takich niesamowitych ewolucjach,ze wygladaly tak jak naturalno/australijska,wojownicza wersja chinskiej produkcji martial art'u.Cudo,ale trzeba je tylko lekko przestraszyc naglym pojawieniem sie;chociaz,czasami wyglada na to,ze one jakby czekaly na to,zeby byc przestraszone.Skoki takiego kangura pod gore-w przenajdziwniejszych ufaldowaniach terenu-sa zawsze niesamowicie wdzieczna lekkoscia skokowa,ktorej nie da sie porownac do naszej lekkosci podgorskiej wspinaczki w zaden sposob,poniewaz pod gore nie skaczemy,a nawet jak biegniemy,to to nie jest juz taki naturalny bieg,jak po plaskim terenie.Nie jestesmy stworzeni do biegow-nie mowiac o skokach-pod gore.Jest przepieknie.Mamy kilka godzin na buszowanie,gdyz Goske zostawilismy w obozie: po pierwsze,iz stwierdzila porannym badaniem nadmiar cukru we krwi,a taki nadmierny wykaz cukrowy troche Ja "oslabia", i musi sie uspokoic wyrownujac poziomik winkowatoscia shirazowa-a po drugie,to z Erykiem wedrujemy w buszu o wiele szybciej niz z Nia,i mamy-moze-mozliwosc spotkania yowie'go,ktorego Goska spotkac nie chce.Jestesmy kilkaset kilometrow-w linii prostej-od pacyficznej brzegowosci ,i to oddalenie,polaczone z dzikoscia terenu,tworzy wpaniale warunki do takiego spotkania.Nie wiemy tylko czy yowie tez chcialby sie z nami spotkac,ale liczymy na Jego intuicyjnosc,czyli odczyt naszych dobrych,spotkaniowych intencji.Wedrowka w takim terenie jest czyms tak przecudnym,ze pofaldowanie terenowe,z gorkami i opadajacymi dolinkami jest wysilkowa przyjemnoscia,neutralizujaca jakiekolwiek zmeczenie wspaniala harmonijnoscia zyjacej Ziemi.Przeszlismy jakies 6/7 km i dotarlismy do ogromnego kamienia,zbalansowanego- na stalej skale-przez dwa malutenkie,skalne "wsporniczki".Taki bambul wazy kilkanascie ton,ale Natura jakos to wszystko sama potrafi tak pieknie ustawic,ze nie trzeba tutaj ani nic dodawac,ani nic poprawiac.Cala okolica emanuje jakas energia ciszy ziemskiej wiecznosci,iz siadamy sobie tak na moment,zeby poprzezywac kapeczke tej wiecznosci.Yowie ma chyba inne plany,jezeli oczywisci jeszcze jest w tej okolicy,gdyz nie zauwazylismy zadnych malych,lub wiekszych owlosionych,buszowych osobnikow.Szkoda,ale dzikosc,oddalenie i czesto niedostepny teren,kryja w tym wspanialym Kraju tyle nieodkrytych niespodzianek,ze nic dziwnego,iz ludzie spotykaja w tej przestrzeni jaszczurki gigantycznej wielkosci,dinozaury,pantery,jak rowniez male i wieksze osobnikowosci yowie'go.Wracamy,ale jest to taka sama wspaniala podroz,tylko w odwrotna strone.W oddali jest kopiec wygaslego wulkanu,ktorgo erupcja spowodowala najdluzsza na swiecie droge lawowej wedrowki.W kierunku polnocnym ciagnie sie to przez 90 km,a w polnocno/zachodnim przez 160 km,a poniewaz Undara Volcanic National Park jest ulokowany na wysokosci 762 metrow,wiec ta lawuniu miala troszeczke spadku,zeby sie roz....ciagnac.Specjalisci ocenili,ze wylalo sie tam okolo 23 kilometrow szesciennych lawy,co przy wysokosci 8.8km Mount Everest,czyniloby ten wylewik niesamowicie gigantyczna gora.W powrotnej podrozy towarzysza nam przepiekne papugi,a w pewnym momencie natknelismy sie na ponad setke,czerwono/ogoniastych,czarnych kakatu.Nigdy do tej pory nie widzialem ich w takiej ilosci,a i sam widok takiego licznego stada tych duzych ptakow jest niesamowita ciekawoscia.W Poludniowej Australii stada ciut mniejszych,czarnych kakatu,osiagaja liczbe 1000 papug,zywiacych sie przewaznie w pasach przenicy,ale te tutejsze zyja w zgodzie z natura,sa wieksze i-chyba-zdrowsze.Zreszta gatunkowosc,i kolorowosc tutejszych papug jest tak niesamowita,ze to co przylatuje do obozu,i przelatuje w buszu,trzeba sprawdzac w atlasiku ptasim,zeby miec jakies rozeznanie w nazewnictwie.Kolo 11.30 jestesmy z powrotem w kempingu,ktory likwidujemy blyskawicznie i jedziemy do recepcji na wykupiona ture.Undara,jako osrodek,jest nastawiona na ekologie.Wlasne zbiorniki wodne na ponad 300 tys litrow,odpowiednia spadzistosc dachow do kolekcjonowania wody,ekologiczne oczyszczanie wody i setki drzew zasadzonych wsrod kempingowych poletek,daja temu duzemu osrodkowi wyglad kompletnej naturalnosci. Na przewodnikowa ture jest nas jakies 12 osob plus 4 dzieci. Dwoje Amerykanow,z dwojka dzieci,fotografuje wszystko.Moje fotografie nie wychodza przy takiej minimalnej ilosci swiatala w tych roznych tubikach,ale moze oni maja jakis aparat nowszej generacji,ktory rozswietla te ciemnosci jasnoscia halogenowego wspomagania,dajac im mozliwosc ladnych,fotograficznych ujec???Idziemy sobie najpierw w jeden kawalek lawowej wedrowki,pozniej wracamy do punktu wyjscia,i udajemy sie w odwrotnym kierunku ,a w pewnym momencie musimy nawet zdejmowac buty i wedrowac po pomoscie trzymajac sie prawej strony,gdyz czesc pomostu jest juz zalana przez leciutenkie opady pory mokrej,a druga-lewa czesc jest okupana nietoperzowa guanoscia, i przewodnik nie zalecia spacerku po tym skupanym terenie, chociaz czysciutenka woda pozwalalaby nieostroznym pomostowiczom obmyc ufajdane stopy.Troche smierdzi,gdyz tych nietoperzy jest tam tysiace,ale sa tylko w tym jednym miejscu pomostowej nieczystosci.W tych tubach sa takze rozne pytonkowate weze podjadajace te nietoperzyki,jak rowniez ladne,brazowe weze drzewne,ktore tez sie zakradaja do tych nietoperzy w celach konsumpcyjnych.Moze taki nietoperzyk ,to jakis miejscowy przysmak,gdyz i miejscowi Aborygeni tez robia sobie wycieczki po troszeczke tego latajacego mieska?Cholera zreszta wie,gdyz z aborygenskim smakiem nie bardzo mozna konkurowac.Oni moga rozne,nawet miesne rzeczy,jesc "surowe",co nie jest jakas nasza,daniowa normalnoscia-z wyjatkiem moze tatara,a obecnie i sushi.W kazdym razie miejscowi Aborygeni maja "licencje" na odlowy nietoperzowe.Konczymy te dwugodzinna,dosyc ciekawa ture, i w recepcji sprzedajacej roznosci pamiatkarsko/jedzeniowo/alkoholowe,raczymy sie powojnym-nawet dobrym-lodem Magnum.Wracamy do Cairns, i jeszcze przez kilkadziesiat kilometrow mamy w miare ladna i ciepla pogode,ale pozniej wszystko sie zmienia i na Tableland ochladza sie tak niesamowicie,iz nakladamy kurtki,a i dlugie spodnie tez bylyby mile widziane.Chcemy dotrzec do Atherton,malutkiego miasteczka, w ktorym jest podobno sklep o zaopatrzeniu iscie wielkoswiatowym,a pozniej zamierzamy wyruszyc w droge do Cairns,droge z ponad 200 zakretami.Zobaczymy.

  • mister1 20.02.12, 11:05
    WWracamy do Cairns przez Atherton,a poniewaz zawsze jest cos ciekawego do obgadania w takiej koncowce wiec rozmawiamy troszeczke o gosciu z naszej ostatniej tury,ktory opowiadal nam o elektrycznych motorach produkowanych przez kilku mlodych gosci w Kwinslandii.Jezdzil tymi motorami gdzies po buszu,i mowil,ze sa fantastycznie cichutenkie i mozna nimi podrozowac w lesie az przez.... dwie godziny nie ploszac zwierzyny.Kiedy powiedzielismy Mu,iz juz na poczatku XX wieku Tesla jezdzil elektrycznymi samochodami po Nowym Yorku, a pozniej odkryl tzw "promienie kosmiczne" i jakos podlaczyl to kosmiczne,promienne cudo do auta i poruszal sie bezszmerowo,bezpaliwowo i bezsmrodowo,to nie chcial nam uwierzyc.Podobno Obama poprosil amerykanskich producentow motoryzacyjnych,zeby do roku 2015 bylo w Stanach milion pojazdow elektrycznych-juz w przeszlosci bylo ich kilkadziesiat tysiecy,ale wszystkie zostaly wycofane z rynku z... "braku czesci zamiennych"-wiec i Australia dolaczyla sie tez do tej prosby-bo jakzeby nie,kiedy my zawsze dolaczamy sie do wszystkich prosb amerykanskich-i teraz produkujemy cos elektrycznego na mala,buszowo/wycieczkowa skale.Okazuje sie,ze jezeli ktos zmieni fakty historyczne i przekona publike do "nowych" faktow zaistnialej historii,to nikt po latach takich faktowych machlojek nie bedzie miec zielonego pojecia o innosci tych historycznych przekazow.A przeciez taki gosc jak Tom Brown juz jakies 60 lat temu opatentowal kilka silnikow odrzutowych o napedzie jonowym,silnikow nie wymagajacych zadnego paliwa,robil doswiadczenia z bateriami skalnymi-Lintz Basalts-ktore krojone w plastry i umieszczane w odpowiednich pojemnikach produkowalyby niewyczerpalna energie.Robil tez doswiadczenia z wysokimi napieciami,w ktorych znikaly przedmioty fizyczne i wiel innych ciekawych rzeczy-lacznie z antygrawitacja i spodkowa ufo'woscia-o ktorych sie normalnie nie slyszy.A taki gosc jak George Pigott juz w 1920 roku budowal i eksperymentowal z maszynami o wysokim potencjale elektrostatycznym,w ktorych to energiach obserwowal elektrograwitacyjne efekty,albo taki Wegier,Stefan Pribil,ktory w 1936 roku demonstrowal swoj "niewidzialny system" operujacy na falach radiowych i powodujacy znikanie przedmiotow lub czynienie ich przezroczystymi.Nikt nie wie,co dokladnie stalo sie z ta technologia,jak rowniez nikt nie wie dokladnie,co sie stalo z "Tuba Rife'a" leczaca wszelkie rodzaje raka juz pod koniec 1939 roku,nie mowiac o Jego fantastycznym mikroskopie opartym na 22 szlifowanych krysztalach,a dajacym powiekszenie okolo 300.000 razy,i umozliwiajacym podgladanie najmniejszych wirusikow w ich zywej formie.T.Henry Moray tez eksperymentowal z mineralami-Adamsite- do baterii,jak rowniez Arthur L. Adams prowadzil wielce obiecujace doswiadczenia z odkrytym przez siebie srebrno/szarym,elektro/radialnym mineralem z Walii juz w latach 1950.Takich ciekawostek odkrywczo/naukowych-pod koniec XIX i na poczatku XX wieku-bylo dziesiatki,i wiekszosc z nich zostala przejeta przez system wojskowy,powodujac opoznienie w naszym rozwoju technologicznym o jakies 100 lat. Benzynke spalamy dalej jak szalency, a teraz jeszcze sprejuje sie spoleczenstwa na wszystkich kontynentach tzw. "chemtrails",i do tej pory nikt oficjalnie-z zadnej panstwowosci- nie zaprotestowal przeciwko temu kompletnemu idiotyzmowi,jakby tych wydajacych rozkazy takiego sprejowania,to sprejowanie w ogole nie dotykalo i nie dotyczylo,a przeciez w tamtym roku -na Ukrainie-ponad 1 milion osob mialo jakies zdrowotne powiklania po nieustajacych,samolotowych chemtrails.Oczywiscie wladze nic nie wiedza i nic nie widza, ale to przeciez jest normalne,gdyz takie widzenie/wiedzenie wymagaloby jakiejs akcji,a w przedsiewzieciu jakiejkolwiek akcji dochodzeniowej,wladza jest niechetna.Sydney -i wieksze miasta w Australii-tez sa dotkniete ta plaga "pokratkowanego" nieba i wolno/opadajacej bialej chmury jakiejs Mycoplasmy. Pathogenic Mycoplasma zostala opatentowana w American Registry of Pathology w 1994 roku,jako nanoczasteczka do "isolation & cloning" o zdolnosciach powodowania zapalenia pluc,wszelkiego rodzaju problemach oddechowych,symptomow AIDS'a,tocznia i wielu innych chorob,a 6 lat pozniej zostala wykryta we wszystkich szpitalach w USA-i teraz,podobno,leci to na nas z chemtrail,powodujac dziwnosci chorobowe raczej nieznane przedtem na taka skale.W Australii ten nowy rodzaj dolegliwosci nazwany jest "chroba drog oddechowych podobna do grypy".Gosh! alesmy gosciowi nagadali.Chyba nam nie uwierzyl,ale to Jego sprawa.W tamtym roku,w USA,rozbil sie taki sprejujacy samolocik,i dosyc ciekawe zdjecia byly zamieszczone w magazynie "Uncensored",jak rowniez i na YouTube.Dojezdzamy do Atherton w taka zimnice deszczowa,jakby to byl poczatek polskiej wiosny ,a nie tropikalne,kwinslandzkie lato.Sklep jest rzeczywiscie pieknie zaopatrzony i mozemy tu kupic rozne polskie kapustki kiszone,majonezik,chrzanik,ciasteczka i ogoreczki,a w sekcji zdrowotnej maja nawet daktylowy dzem,ktorego ja nie widzialem w Sydney od lat. Eryk oplacil miejscowego,marketowego gitarzyste,i ten gra troche glosniej rozne spiewne kawalki,i gra z dosyc dobra slyszalnosci w calym supersamie.Hmmm....sami dobrze widzimy widzimy ,co kilka dolarow robi z nagosnieniowka gitarowa.Wychodzac-z calego tego kompleksu sklepowego-dajemy Mu jeszcze paczke ciastek na te zimno/deszczowa oslode,co chyba nie zdarza sie tam zbyt czesto,poniewaz muzyk patrzy sie na nas troche zaskoczony ta pieniezno/ciastkowa oplata.Wracamy do Cairns przez Yungaburre i Gordon Vale i droga ma rzeczywiscie ponad 200 zakretow ktore zajmuja troche czasu,zeby je pokonac, przy takiej niesamowitej deszczowiznie.Na dole,w Gordon Vale, jest przecieplutenko,ale leje niesamowicie,i te kilkadziesiat kilometrow do Cairns jedziemy powolutenku.Pod domem jakos sie uspokoilo i mozemy rozpakowac sie na sucho.Jutro idziemy na przyjecie do Ryska,ktory podczas naszej nieobecnosci scial palme i wytrzezwial. Rikardo pracowal troche w dentystyce,jako technik dentystyczny,ale niskosc oplat za wykonane sprawy dentystyczne,duza korupcja-musial zaplacic 10 tys zlotych,zeby wejsc z powrotem do zawodu-i brak zawodowych perspektyw,zmusily Go do szukania innej pracy,co w sumie spowodowalo Jego przyjazd do Australii,gdyz bezrobocie-a obecnie emerytura,ktora dostaje-jest tutaj wieksza niz cale Jego apanaze w serwisie ochroniarza -i calej tej dentystyce polaczonej nawet z jakimis wykladami dla studentow we wroclawskiej szkole dla technikow dentystycznych.Nie wiem jak to jest z tym "szewcem bez butow",ale Rikardo nie ma wielu przednich zebow-zrobi je sobie tutaj-i wobec tego przez swoje mamrotanie dostaje ksywke "mamrot",gdyz rzeczywiscie troche mamrocze starajac sie przekazac nam jakies wiadomosci,a szczegolnie bedac po paru lekkich piwkach miejscowej produkcji. Zamierza sciagna tutaj zone,ktora musi wszelkie sprawy emigracyjne zalatwiac przez...Berlin,a ilosc folmularzy do wypelnienia zaokragla sie cyfra 35.Wpadniesz tutaj nielegalnie,na lodce lub samolocikiem,to masz natychmiast wszelkie sprawy zalatwione bezgotowkowo-no bo skad masz miec jakas kase,kiedy musiales wydac wszystko na lodke lub maly kuterek,ale kiedy masz obywatelstwo australijskie i chcesz sprowadzic legalnie legalna zone,to podobno zadaja od sprowadzajacego... 1536 euro do zaplacenia w... Berlinie.Nigdy nie przyszloby mi do glowy,ze sprowadzenie zony wiaze sie tutaj z takimi kosztami,ale tak podobno jest,a wszystko polega na tym,zeby utrudnic ci takie sprowadzenie,i przez takie utrudnienie tworzy sie zamierzona animozje do tych z latwiejszym dostepem do wszelkich spraw socjalnych.Oczywiscie,zeby nie bylo jakichs burd etnicznych,to ustanawia sie prawo antydyskryminacyjne,a jak wyrazisz swoje slowne niezadowolenie,to mozesz byc pociagniety do odpowiedzialnosci prawnej i pozbawialnosci gotowkowej.Ciekawe to wszystko,ale nie ma sie czym przejmowac,gdyz takiego metliku rodzinnego jest tu bez liku,wiec Rikardo nie jest jakims wyjatkiem.Chmielimy sie miejscowym piwkie
  • mister1 20.02.12, 11:06
    Chmielimy sie miejscowym piwkiem tasmanskiej,dobrej produkcji,zakaszjac to wszystko roznosciami noworocznej przygotowalnosci.Cieszymy sie momentem,gdyz jutro moga nas podtruc jakims nowym wynalazkiem Chemtrails o zakamuflowanej nazwie pogodowej/poprawialnosci.W powrotnej drodze nie moge wziac wiecej niz 7 kilo jakiegokolwiek bagazu,gdyz taki bilet zalatwil mi Eryk-tlumaczyl sie,ze innego nie bylo-a gdybym jednak chcial wziac jakis wiekszy bagazyk ze soba,to pobieraja $15 od kazdego ekstra kilograma.Czesc swojego bagazu wysylam-wobec tego-ekspresowa poczta,ktora jest kilka ladnych razy tansza niz te oplaty lotnicze,i tak lekko,siedmiokilowo,wchodze w ten ciekawy rok 2012,ktory moze przeniesc wieksza czesc z nas w inno/wymiarowosc nowej przezywalnosci

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka