• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Wyjazd do Australii Dodaj do ulubionych

  • 27.03.13, 02:55
    Witam serdecznie,

    jestem młodym (22 l), nie bojącym się wyzwań i otwartym na świat chłopakiem. Zawsze chciałem zamieszkać za granicą ale jakoś jeszcze nie odnalazłem swojego miejsca.

    Dotychczas pracowałem tylko wakacyjnie, min w Irlandii, w USA czy na Krecie. Obecnie mam stałą, stabilną prace w PL, ale czuje że to nie jest dla mnie - chce spróbować czegoś nowego, życia w całkowicie odmiennym miejscu. UK czy IRL to nie to czego pragnę. Zastanawiałem się już nad Kanadą i Stanami, ale od pewnego czasu rozmyślam o Australii.

    I tu właśnie jest moje pytanie - czy uważacie, że Australia jest dobrą destynacją dla młodego poszukiwacza przygód? Chciałbym pewnego dnia rzucić pracę, spakować się i z biletem w jedną stronę wyjechać do np Sydney. Język ang znam, doświadczenie w pracy za granicą jest. Interesowała by mnie praca w hotelu, w restauracji czy w klubie, bo to własnie w gastronomii pracowałem dotychczas. Jak sądzicie, udało by mi się to? I jak to wygląda w kwestii formalnej, co musiałbym zrobić abym mógł tam legalnie żyć i pracować?

    Czekam na opinie Pozdrawiam!
    Zaawansowany formularz
    • 27.03.13, 03:41
      mlody-utopista napisał(a):

      > Witam serdecznie,
      >
      > jestem młodym (22 l), nie bojącym się wyzwań i otwartym na świat chłopakiem.


      > Jak sądzicie, udało by mi się to? I jak to wygląda w kwestii formalnej, co musiałbym zr
      > obić abym mógł tam legalnie żyć i pracować?
      >
      > Czekam na opinie Pozdrawiam!

      Dla osob nie bojacych sie wyzwan to w kwesti formalnej jest to sprawa prosta:
      - zdobywasz kwalifikacje w zawodzie z listy "zawodow poszukiwanych"
      - zdobywasz kilka lat udokumentowanego doswiadczenia w tym zawodzie,
      - skladasz wniosek o wize, odczekujesz swoje
      - dostajesz wize i przyjezdzasz bez problemu.

      Inne metody sa duzo bardziej skomplikowane.
      • 27.03.13, 22:24
        szopen_cn, po Twojej odpowiedzi wydaje się to być najprostszą rzeczą na świecie tongue_out Zobaczymy jak wyjdzie w rzeczywistości.
      • 27.03.13, 22:34
        Tylko że jedyna pozycja która ma cokolwiek wspólnego z moją pracą to ,,Bed and Breakfast Operator" , nic innego niestety nie widzę...
        • 27.03.13, 23:59
          mlody-utopista napisał(a):

          > szopen_cn, po Twojej odpowiedzi wydaje się to być najprostszą rzeczą na świecie
          > Zobaczymy jak wyjdzie w rzeczywistości.

          O ile czlowiek posiada kwalifikacje i doswiadczenie w pewnej grupie zawodow sprawa legalnej emigracji do Australi jest w miare prosta, jesli tego nie ma to jest to sprawa bardzo skomplikowana.

          > Tylko że jedyna pozycja która ma cokolwiek wspólnego z moją pracą to ,,Bed and Breakfast > Operator" , nic innego niestety nie widzę...

          Szanse na wize masz w takiej sytuacji bliskie zera.
          Mozesz sie przekwalifikowac albo szukac na miejscu milosci.

          Jak ponizej kan napisala Sydney to zadna egzotyka, duze miasto w cieplym klimacie.
          Egzotyka w Australi zaczyna sie daleko od miasta.
          • 28.03.13, 13:06
            A te ,,bardziej skomplikowane metody" oprócz zmiany kwalifikacji i szukania miłości to jakie są?

            Duże, nowoczesne miasto w ciepłym klimacie, na drugim końcu świata - to jest właśnie to o co mi chodzi. Bo do USA z tego co wiem jeszcze trudniej legalnie wyemigrować.
            • 28.03.13, 14:45
              Mozesz pomieszkac pare lat w UK , az dostaniesz obywatelstwo , wtedy bedziesz mogl dostac
              "working holiday visa". Mozesz tez poczekac , az Polska podpisze taka umowe z Australia.
              No, a jezeli chcesz skoczyc na glowke do plytkiej wody, to mozesz tu przyjechac na wizie studenckiej.Oznacza to obowiazek nauki i placenia za nia.
              Utrzymanie na rok musisz liczyc 20tys. dolcow plus conajmniej 10tys.za nauke.
              Legalnie wolno ci pracowac 20 godzin na tydzien, ale mozesz ryzykowac i pracowac nawet 60.
              Do szkoly oczywiscie musisz chodzic i semestry zaliczac, inaczej cie z AU wypierdziela.
              Znam studentow, Hindusow, ktorzy tak robia.Mieszkaja po czterech w jednym pokoju, dziela koszty utrzymania i potrafia wyslac 500$ tygodniowo do domu.
              Na to, ze tobie tez tak sie uda, szansa jest mniejsza.Hindusow tu jest tysiace i sobie pomagaja,Polakow, w sytuacji jakiej bedziesz,zbyt wielu nie znajdziesz.No, ale nigdy nie wiadomo.
              Teraz jedziemy dalej z dobrymi radami.
              Jezeli wybierzesz szkole w kierunku zawodu z SOL list i uda ci sie dostac prace w tym zawodzie, jeszcze podczas nauki, i po ukonczeniu szkoly bedziesz mogl udowodnic 2 lata praktyki w tym zawodzie, to byc moze, powtarzam, byc moze, dostaniesz wize stalego pobytu.
              Jeszcze pare lat temu sporo ludzi w ten sposob zostawalo w Australii, ale przepisy ciagle sie zmieniaja na niekorzysc potencjalnych immigrantow, tak ze nie wiadomo, czy po skonczeniu szkoly twoj zawod caly czas bedzie na SOL list, albo czy nie bedzie wymagane 4 lata praktyki w zawodzie a nie 2 jak jest teraz. Mozesz miec szczescie a mozesz go nie miec. Najwyzej wrocisz do Europy bogatszy o doswiadczenie zyciowe.
              Dobrze ci zrobi nauczenie sie na pamiec wszystkiego na tym website:
              www.immi.gov.au/e_visa/students.htm
    • 27.03.13, 08:29
      mlody-utopista napisał(a):
      > I tu właśnie jest moje pytanie - czy uważacie, że Australia jest dobrą destynac
      > ją dla młodego poszukiwacza przygód? Chciałbym pewnego dnia rzucić pracę, spako
      > wać się i z biletem w jedną stronę wyjechać do np Sydney. Język ang znam, doświ
      > adczenie w pracy za granicą jest. Interesowała by mnie praca w hotelu, w restau
      > racji czy w klubie, bo to własnie w gastronomii pracowałem dotychczas. Jak sądz
      > icie, udało by mi się to? I jak to wygląda w kwestii formalnej, co musiałbym zr
      > obić abym mógł tam legalnie żyć i pracować?

      Opinie w tej kwesti sa podzielone na tym Forum. Czesc mieszkajacych tutaj nieco dluzej, pewnie odpowie Ci, za sami bedac zadowolonymi z wlasnych wyborow Tobie nie wiele moga doradzic...oraz czesc ktora zdecydowanie uwaza, ze AU nie jest krajem do wyjazdu, bo w EU blizej, lepiej itp.
      No i sama definicja przygody...jesli jest to zachwyt na budowla renesansu to w AU nie ma przygod. Sydney jest dosyc podobne do kazdego innego duzego miasta na swiecie - ladniej polozone geograficznie i klimatycznie - wciaz duze miasto. Jesli lubisz Londyn, minus pogoda, to nie wiem co moze byc plusem ogromnym by przyjechac akurat do Sydney? do pracy w hotelu?

      Kan

      • 27.03.13, 22:22
        Kan, dla mnie przygoda nie ma nic wspolnego z podziwianiem renesansowych budowli. Widać ze dzieli nas wiele wiele lat. Dla mnie przygoda to właśnie wyjazd w nieznane, na drugi koniec świata, gdzieś gdzie nic nie jest takie jak w EU, dotrzeć w samo serce egzotyki. Gdzieś gdzie żaden z moich znajomych jeszcze nigdy nie był, a tym bardziej nie pracował.

        Londyn... co to jest Londyn? Miejsce w ktorym pracuje co piąty znajomy, gdzie moge sobie kupic bilet za kilka stowek i spedzic najbliższy weekend. To nie o to chodzi.
        • 28.03.13, 02:33
          przestan sie pan wyglupiac, panie globtrotter, a jak ci kan mowi co i jak, to grzecznie podziekuj.
          • 28.03.13, 13:08
            W takim razie i tobie grzecznie dziekuje, panie alfa i omega, za niezmiernie istotny wpis.
            • 30.04.13, 15:38
              Chlopie, ja ci proponuje zebys zrobil tak: poszukaj porzadnie tanich lotow i przylec do Australii TURYSTYCZNIE. Wiza turystyczna z tego co wiem nic nie kosztuje, albo jakies tam grosze. Zakwateruj sie w Sydney w backpackersach, zwiedz porzadnie miasto w dzien i w nocy, zobacz plusy i minusy, porownaj z tym gdzie juz byles i mieszkales. Tylko nie przyjezdzaj na 3-4 dni bo nic z tego nie wyniesiesz, a narobisz sobie w glowie balaganu. zostana ci w pamieci tylko te dobre rzeczy i bedziesz chcial wracac do Sydney jak najpredzej sie da. Zostan tam ze 2-3 tygodnie, popodrozuj komunikacja w godzinach szczytu, popatrz na ludzi mijanych na ulicy, przygladaj im sie uwaznie jako ze jesli tam kiedys wrocisz zeby zamieszkac na stale to bedziesz sie z nimi uzeral do konca swojego zycia. Przeanalizuj wszystko, o niczym nie zapomnij. Doradza ci osoba, ktora tez ulegla urokowi Australii, ale niestety nie sprawdzilem wszystkiego jak nalezy. Teraz mi sie nie podoba ale w Polsce wszystko posprzedawane i nie ma do czego wracac. To nie jest zabawa, to zadna egzotyka, to normalne, a nawet ciezsze zycie niz w Polsce bo nikogo nie znasz, ludzie sa nieprzyjazni (wbrew obiegowym opiniom entuzjastow tego kraju, ktorym sie cwaniackim sposobem udalo zdobyc PR & citizenship i najczesciej nic tu nie robia), pogoda jest ciezka do zniesienia, wszystko jest piekielnie drogie, trzeba ciezko pracowac zeby sie utrzymac. OK, sa tez plusy ale czy sa warte bycia tutaj, na koncu swiata w odizolowaniu, bez prawdziwych znajomych, dobrego jedzenia itp.. Australijczycy nie maja poczucia humoru, wszystko biora do siebie i to bardzo, a potem wypominaja, ale jak tchorze, za kilka tygodni, miesiecy. Sydney nie wydaje sie dobrym miejscem dla poczatkujacego emigranta w obecnych czasach, uwazam ze jest stanowczo za drogie i zbyt duza walka o prace, a wynagrodzenie czasami naprawde marne. Nie wiem jednak ktore miasto moglbym ci osobiscie polecic, jako ze dla mnie zadne z nich nie jest dobre do zycia, tzn. kazde ma wiele minusow, trzeba patrzec chyba na inne aspekty przy wyborze tego jedynego dla siebie, jednak jest to ogromnie trudne (przenosiny) poniewaz sa to straszne odleglosci, a i pozniej juz np. w Wiktorii nie patrza na ciebie dobrze jak jestes z Western Australia, albo z Queensland. Niby jeden kraj, a jednak bardzo podzielony. To tez trzeba miec na uwadze. Pozdrawiam i powodzenia zycze, pamietaj-najpierw dobrze sprawdz zanim cos zdecydujesz! Heja!
              • 28.09.13, 04:01
                Takich polaczkow jak ty powinny selekcjonowac na granicy a nie zaśmiecac Australię gburami.
                Co do posta nikt za ciebie nie podejmie decyzji przyjdź i zobacz jak jest a nie pytaj sie ludzi czy jest ok. Co człowiek to inna opinia.
                Poczytaj o możliwościach wizowych tutaj:
                www.australiaonline.pl/
                www.immi.gov.au/
                Znajdziesz tam wszystko o wizach studenckich, emigracji itp.
                W hotelu nikt cię nie przyjmie bo rynek jest zawalony.. Musisz miec jakiś zawód w kieszeni jeśli chciał byś tu zostać.
                Ważne zeby nie trafił na tak poplątanych ludzi jak ten co pisze ze Australia jest beznadziejnym miejscem do życia.
                Powodzenia i trochę zapału globetrotter wink
        • 28.03.13, 13:15
          mlody-utopista napisał(a):

          > Kan, dla mnie przygoda nie ma nic wspolnego z podziwianiem renesansowych budowl
          > i. Widać ze dzieli nas wiele wiele lat. Dla mnie przygoda to właśnie wyjazd w n
          > ieznane, na drugi koniec świata, gdzieś gdzie nic nie jest takie jak w EU, dotr
          > zeć w samo serce egzotyki. Gdzieś gdzie żaden z moich znajomych jeszcze nigdy n
          > ie był, a tym bardziej nie pracował.

          W samo serce egzotyki? to chyba nalezy cofnac sie jakies 100-150 lat wstecz. Australia jest dosyc egzotyczna ale bez przesady. Zdziwisz sie gdy wpadniesz znienacka na Polaka gdzies na zadupiu zadupia. Swiat sie skurczyl najwyrazniej.
          Jedna z kolezanek dzieciakow pracuje plywa na turystycznych statkach pasazerskich jako obsluga - chyba hotelowa. 8 miesiecy kontrakt, trening w Londynie, rejsy z Dubaju na ktore lata z Sydney...
          Takze nie wiem jak z ta egzotyka do konca.

          No chyba, ze bedziesz kopal opale/zloto wydobywal - tutaj musisz z SP rozmawiac...hahaha

          Kan

          • 28.03.13, 14:29
            • 17.08.15, 16:56
              a w ktorej "kopalni" mieszkasz? Nie wiedzialem, ze Polonus sie tam zakopal wink
              --
              Cogito ergo zum [mysle, wiec jezdem]
        • 22.09.13, 23:57
          mlody-utopista napisał(a):

          > Dla mnie przygoda to właśnie wyjazd w nieznane, na drugi koniec świata, gdzieś gdzie nic
          > nie jest takie jak w EU, dotrzeć w samo serce egzotyki.

          I tym sercem egzotyki ma być bogaty, nowoczesny kraj, do którego walą tłumy imigrantów? Gdzie masz zamiar się załapać do pracy w gastronomii?

          Poszukiwanie przygód kojarzyłoby się raczej z rzuceniem się na głęboką wodę gdzieś w kraju pozbawionym udogodnień cywilizacyjnych...
      • 28.03.13, 05:10
        ... jest normalna.

        W koncu jezdzi sie po 'lewej' stronie, chodzi nogami do gory, .... , no i kazda Australijka ma mase rowna trzem Polkom (ciezar, obwod, etc).

        Jednym slowem prawdziwa przygodasmile

        Korektor SP
    • 27.03.13, 16:01
      przyszykuj sobie piec dolarow
    • 28.03.13, 19:45
      to jak ktos z nas go wezmie na garnuszek i poprowadzi za raczke. A skad to rodzinka mlodego ma taka gotowke zeby go (uwaga wiek) rzucalo po swiecie? Toz to wlasnie z powodu jego szemranej rodzinki wypierdzielono znakomita wiekszosc z nas na poszukiwanie przygody. Teraz, nastepna generacja tego desantu szuka sposobu na zycie i jak tu nie wierzyc w karme.
    • 30.04.13, 15:59
      co musisz zrobic, to zadzwonic, do ambasady australijskiej, po detale...!

      mlody-utopista napisał(a): (...)
      >. Język ang znam, doświadczenie w pracy za granicą jest. Interesowała by mnie praca
      > w hotelu, w restauracji czy w klubie, bo to własnie w gastronomii pracowałem dotychczas.
      > Jak sądzicie, udało by mi się to? I jak to wygląda w kwestii formalnej, co musiałbym zr
      > obić abym mógł tam legalnie żyć i pracować?
      >
    • 15.05.13, 10:38
      Witam, to wcale nie jest takie trudne jak wszyscy tu piszą, niech Cie nie straszą również ceny podane przez kogoś w skali rocznej, nie jest bardzo łatwo, ale jest do zrobienia szczególnie jeśli znasz język i masz doświadczenie w pracy za granicą. Pracę raczej bez problemu znajdziesz w ciągu tygodnia, a wyjechać na rok lub dwa wcale nie jest trudno, daj znać jak chcesz uzyskać konkretne informacje.
      • 15.05.13, 13:46
        Bardzo bym prosił smile
        • 15.05.13, 14:12
          poczytaj tutaj....
          www.immi.gov.au/immigration/
          mlody-utopista napisał(a):

          > Bardzo bym prosił smile
      • 15.05.13, 14:21
        uwazaj, na emigration agents.... to sepy, zerujace na niewiedzy...!!!

        8patrycja1985 napisał(a): (...), daj znać jak chcesz uzyskać konkretne inform
        > acje.
        • 16.05.13, 08:03
          Uważam, że nie ma co generalizować .. ja trafiłam do dobrego agenta.

          bogo200 napisał(a):

          > uwazaj, na emigration agents.... to sepy, zerujace na niewiedzy...!!!
          >
          > 8patrycja1985 napisał(a): (...), daj znać jak chcesz uzyskać konkretne inform
          > > acje.
      • 10.12.13, 15:34
        hej
        a czy moglabys podpowiedziec jak to zrobic, gdzie szukac pomocy przy wyjezdzie z rodzina , chcialabym na jakies 2 lata...
        • 11.12.13, 09:06
          nonalavie napisała:

          > hej
          > a czy moglabys podpowiedziec jak to zrobic, gdzie szukac pomocy przy wyjezdzie
          > z rodzina , chcialabym na jakies 2 lata...

          Po tak zadanym pytaniu odpowiedz jest jedna: don't even think about it!
      • 24.08.15, 15:15
        Witam. Ja chciałbym uzyskać konkretne informacje odnośnie wyjazdu do AU.

        Mam 33lata. Licencjat, spec. Logistyka., ang. na poziomie B1,
        Doświadczenie zawodowe: 6 lat w firmie produkującej pasze dla zwierząt jako operator maszyny pakującej, 1 rok jako magazynier, a później jako kierownik magazynu w firmie logistycznej, 1,5 roku jako magazynier, od 2 lat jako specjalista ds. zakupów w firmie z branży motoryzacyjnej - Tiptopol.
        Byłem w Melbourne w listopadzie 2014r na weselu u kuzyna.
        Mój wój mieszka tam od 35 lat i prowadzi firmę sprzątającą. W tym roku chciał iść na "emeryturę".
        Jego zięć ma firmę budowlaną i tam również byłaby możliwość pracy.
        Pytanie jak to załatwić, żeby dostać wizę.
        W budowlance nie pracowałem, ale umiejętności jak większość Polaków w tym fachu mam.
        Jeżeli trzeba byłoby załatwić jakieś dokumenty typu referencje z firmy budowlanej lub sprzątającej to też nie ma problemu. Sam równocześnie z pracą na etacie prowadzę firmę sprzątającą (niestety zarejestrowana jest na mojego ojca, ale ja jestem wpisany jako pełnomocnik).
        Prócz tego mam żonę i dwójkę dzieci: chłopaki 6 i 2 lata.
        Na początek mam oczywiście gdzie spać i paln jest taki, że jadę zam i później zobaczymy co dalej
        Proszę o konkretne informacje jak to zrobić od początku do końca żeby się tam dostać i zostać smile
        Pozdrawiam
        • 26.08.15, 18:24
          tam jest mnostwo konkretow ... jak sie z tym zapoznasz i bedziesz mial problemy, to zawsze jest ta strona....australia.pl/wsawpolski/home.html....
          to nie jest forum, zeby ci quuuurwa podac wszystko, na tacy....!


          beeniu napisał(a):
          > Proszę o konkretne informacje jak to zrobić od początku do końca żeby się tam d
          > ostać i zostać smile

    • 16.05.13, 11:34
      Jeśli chodzi o agentów, to można się martwić jak się załatwia stały pobyt, wtedy faktycznie trzeba się pomęczyć żeby znaleźć kogoś rzetelnego. U Ciebie jedyny pobyt jaki wchodzi w grę to wiza studencka. Jest to również najprostsza w uzyskaniu wiza, która pozwala Ci na pracę i dłuższy pobyt na miejscu. Ja wyjechałam w 2011 roku, ale z tego co się orientuję przepisy i ceny niewiele się zmieniły. Sprawę jak zwykle trzeba zacząć od uzbierania funduszy, mi potrzebne było 30 tysięcy złotych czyli ok 10 tysięcy dolarów. Jest to cała suma łącznie z kieszonkowym jaka była mi potrzebna. Musisz wybrać agencję. Nie polecam załatwiania niczego na własną rękę. Agencja pobiera 500 złotych i w bardzo krótkim czasie zajmuje się wszystkimi formalnościami od a do z. Ja korzystałam z usług bridge agency w Warszawie i bardzo sobie chwalę. Mają filie w różnych miastach. Swój wyjazd załatwiałam będąc w Irlandii także cały mój kontakt z agencją odbywał się drogą mejlową, nigdy nie czekałam dłużej niż kilka godzin na odpowiedź w razie jakichkolwiek zadawanych pytań, a było ich dużo. Agencja proponuje Ci college. Ja zdecydowałam się na business management w mercury college przede wszystkim dlatego, że był najtańszy. Nie nastawiaj się na super kurs w super szkole, bo są to typowe instytucje "dla wizy". |Papier z takiej uczelni w Australii jest niewiele wart ale nauka umożliwia Ci pobyt i pozwolenie na pracę. Najczęściej wybierane kierunki to nauka angielskiego i business, oba znajdziesz w mercury. Szkoła jest w samym centrum Sydney, 3 minuty od głównej stacji metra więc gdziekolwiek mieszkasz nie ma większego problemu z dojazdem. Musisz mieć potwierdzenie znajomości języka, ja nie miałam, ale z racji długiego pobytu w Irlandii szkoła poświadczyła za mój angielski, co również oszczędziło mi czasu i pieniędzy, które musiałabym poświęcić na zdawanie egzaminu typu IELTS. Podpisujesz umowę z agencją, czekasz na odpowiedź ze szkoły i zostają Ci tylko badania lekarskie, krew mocz i prześwietlenie płuc, kupujesz bilet i lecisz. Agencja pomaga również znaleźć bilet i zakwaterowanie. Ja miałam gdzie mieszkać także nie korzystałam z tej usługi. Bilet także znalazłam sobie sama w internecie. Do opłat wchodzą badania lekarskie, nie więcej niż 150 zlotych, koszt ubezpieczenia, jakieś 600 złotych na cały pobyt. Musisz mieć to ubezpieczenie, bo takie jest prawo, ale za to do lekarza w Sydney chodzisz za friko, a to duży plus. Największy koszt to szkoła, wpisowe i dwa semestry z góry, choć wiem, że niektórym udało się zapłacić z góry tylko za jeden semestr. Ja narzekałam na to, że aż za dwa ale w sumie na miesjcu przez 6 miesięcy nie musiałam się martwić jak opłacę szkołę. Dysponuję kosztorysem jaki dostałam od bridge'a przed moim wyjazdem, mogę udostępnić, aczkolwiek napewno te ceny w nieznacznym stopniu się zmieniły. W 2011 nie mieliśmy obowiązku udowodnienia ile mamy na koncie, ja miałam 2 tysiące dolarów tzw. kieszonkowego w gotówce przy sobie, ale teraz z tego co wiem musisz coś tam mieć, chociaż często wystarczy posiadanie karty kredytowej i o nic już nie pytają. Ja również tak jak Ty przed swoim wyjazdem czytałam te fora, ale polecam skontaktować się z agencją dowiedzieć się samemu z pierwszej ręki, bo jak widzisz uzyskać konkretne informacje jest trudno. Tak jakby to była jakaś wielka tajemnica uncertain Ogólnie jak masz już odłożoną kasę to w 5 tygodni możesz być na miejscu. Masz 22 lata i jak najbardziej się odnajdziesz w Sydney. Jest mnóstwo młodych ludzi. W szkole od razu nawiążesz jakieś znajomości, niewykluczone, że spotkasz Polaków, w mojej grupie były ze cztery osoby. Wizę miałam na 16 miesięcy, teraz już czekam na status rezydenta, ale to całkiem inna historia. Jak chcesz coś wiedzieć odnośnie warunków na miejscu i życia w Sydney to daj znać. Moim zdaniem warto, jest to wielka przygoda i nowe doświadczenia, nie daj się zniechęcić smile
      • 16.05.13, 11:59
        W końcu jakaś konkretna, pozytywna odpowiedź! Dziękuje Ci bardzo, naprawdę mi pomogłaś smile Zapaliło się światełko, zobaczymy co z tego wyniknie. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dzięki!
      • 16.05.13, 12:12
        A z perspektywy osoby, która mieszkała i w Polsce i w Irlandii a obecnie w AU, co możesz powiedzieć na temat warunków życia na antypodach? W odniesieniu i do PL i do IRl?
      • 16.05.13, 12:18
        Wszystko pieknie, ladnie, ale Utopek chce sie gdzies zalapac na stale. Probowal juz na forach kanadyjskich i amerykanskich i jezeli nie tutaj, to na tamtych forach dal wyraznie do zrozumienia, ze chodzi mu o permanent residency.
        Moglabys wytlumaczyc, tak krok po kroku, jak obecnie mozna zmienic swoj status z zagranicznego studenta na australijskiego obywatela.
        Takie dokladnie pytania sa zadawane na wszystkich australijskich forach i jak na razie nikt nie potrafi rozsadnie na nie odpowiedziec. Chodzi oczywiscie o sposoby nie stojace w sprzecznosci z prawem. No, bo, wzenic sie w obywatelstwo to zawsze mozna bylosmile
      • 07.06.13, 13:21
        czesc, ja w tym roku wybieram się do sydney i korzystam z bridge agency. korzystałaś na samym początku z ich mieszkań czy wybralas rodzine albo inna forme zakwaterowania?
        • 07.08.14, 14:57
          Czesc ja wlasnie tez korzystam z firmy bridge agency, jestem zadowolony lecz mam problem z bankiem bo zaden bank wbk w Malopolsce nie chce przyjac odemnie wplaty w AUD na konto walutowe firmy Bridge Agency a ja juz posiadam kupione dolary i jest duze zamieszanie. Warszawa sie zgodzila lecz mam do nich 400km wiec jechac tyle mi sie nie oplaca. Czy moglby mi ktos pomoc gdzie w Malopolsce wplacal AUD i mu przyjeli??
          • 07.08.14, 15:23
            Cześć. Miałam ten sam problem w Krakowie ale przyjmują na rynku! Jak przyjedziesz do Australii to rozczarujesz sie firma. Brak profesjonalizmu niestety. Jedna osoba z Warszawy nie jest w stanie poprawić wizerunku firmy. Ale z drugiej strony zależy w jakim celu przyjezdzasz. Ja sobie bardzo chwale pobyt i jest tutaj cudownie! Duzo sie dzieje, czasami jest busy ale naprawdę warto tu być. Pozdrawiam i przylatuj szybko do pięknej Australii! Powodzenia!
            • 07.08.14, 15:30
              Czyli na rynku w krakowie przyjmia mi AUD jak pojde napewno? Moja narzeczona idzie do szkoly a ja praca. Szkola Ability w Sydney. Z biura korzystamy tylko w celu uzyskania wizy w Austarlii nic od nich nie bedziemy chcieli chyba bo mamy duza rodzine tam. Tez korzystam z Warszawy I jestem zadowolony z jednej Pani odpiwiada na wszystkie pytania itd smile moze mowimy o tej samej?
              • 07.08.14, 15:41
                Przyjęli ale tez były problemy na początku. Może zadzwoń najpierw i uorzedz ich o wizycie smile Dla mnie Pani Beata jest bez wątpienia sterem morzem okrętem tej firmy! To fajnie ze masz rodzine, z pewnością bedzie wsparciem na początku ale pozniej będziecie sami śmigać!
                • 07.08.14, 15:47
                  Mozesz mi powiedziec kiedy wplacales te pieniadze tzn ilr miesiecy temu?
                  Jestes na stale czy na kursie?
                  • 07.08.14, 15:57
                    Rok temu. Jestem tu 10 miesięcy dopiero ale zostaje!
                    • 08.08.14, 22:16
                      Bardzo dziekuje za pomoc i odpowiedz smile byla bardzo przydatna smile
                      czy kupowales bilet przez biuro czy na wlasna reke?? smile
                    • 10.08.14, 23:50
                      hej mam jeszcze jedno pytanie, miales np zaswiadczenie z banku (lub jakie kolwiek inne) szedles do notariusza robil on ksero tego dokumentu (tak zwany odpis) i potwierdzal to swoja pieczatka piszac ze jest to zgodne z orginalem a nastepnie szedles to tlumacza przysieglego ktory tlumaczyl juz odpis wraz z pieczatka a nie oryginal tak??

                      prosze o odpowiedz bo troche sie gubie z tym zalatwianiem wink
                      • 11.08.14, 01:10
                        No worries smile Dokumenty mususz miec w języku angielskim. Ja wydrukowalam z bankowości elektronicznej bank statement bo w banku chcieli dodatkowa opłatę za dokument w języku angielskim. Popros o podpis i pieczątkę żeby wyglądało wiarygodnie. Natomiast pieczątka i podpis notariusza w języku polskim wystarczy. Nie musisz juz tłumaczyć na angielski.
                        Zapomniałam odpisać na pyt o bilet. Kupiłam sama ale poproś ich o wyszukanie. Ja kupiłam teb sam bilet o 300 zł taniej na stronie przewoźnika smile Ale mogą miec jakieś specjalne promocje. To zależy czego szukasz. Ja brałam pod uwagę linie lotnicze i długość przelotu. Pozdrawiam!
    • 16.05.13, 21:26
      Niestety nie jestem w stanie wytłumaczyć jak z jednej wizy przejść na drugą. Mój narzeczony był w Australii 1,5 roku zanim ja do niego dojechałam i to on załatwiał permanent residency. Ja zostałam dopisana do jego aplikacji jako jego partner. Po złożeniu papierów zrezygnowałam ze szkoły i musieliśmy opuścić kraj do czasu podjęcia decyzji przez urząd emigracyjny. Czekamy już 6 miesięcy i jeszcze nie mamy ostatecznej decyzji więc sami widzicie, że trzeba mieć dużo cierpliwości. Nie podaję szczegółów, bo nie chcę nikogo wprowadzać w błąd, ale przede wszystkim trzeba być już na miejscu żeby wogóle zacząć coś załatwiać. "Najłatwiejszym" sposobem jest znaleźć pracę i starać się, aby pracodawca zgodził się nas sponsorować. Czyli upraszczając pracodawca poświadcza, że jesteś mu niezbędnym pracownikiem i na tej podstawie możesz już zaczynać załatwiać status rezydenta. Trwa to około 2-3 lat. Oczywiście trzeba mieć zaświadczenie o niekaralności. Nie wiem jak to jest z wykształceniem, ale pewnie też ma jakieś znaczenie, oboje mamy wyższe, on jest technikiem architektury/ inżynierem. Wiem, że oboje musieliśmy dostarczyć zaświadczenie o ukończeniu studiów, choć wydaje mi się, że wykształcenie wyższe nie jest konieczne, jeśli masz już sponsora. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli starasz się o ten status to masz prawo starać się o tzw bridging visa, czyli wizę między jedną wizą, a drugą i chyba możesz wtedy zrezygnować już ze szkoły i pracować w pełnym wymiarze godzin. To w ogóle bardzo skomplikowane sprawy, ale jest czas żeby zależnie od swojej sytuacji dowiedzieć się już na miejscu. W Aus jest masa ludzi w podobnej sytuacji, którzy też próbują zostać na stałe i wielu rzeczy dowiecie się pocztą pantoflową. Myślę, że pierwsze pół roku trzeba sobie dać na luz, poznać ludzi, pozwiedzać, wczuć się w klimat. Dalej już zależnie od tego jak wam się podoba można podejmować dalsze decyzje. Pobyt stały w każdym razie kosztuje około 15 tysięcy dolarów w kwestiach opłacenia agenta i różnych formalności, a cały proces zajmuje około 3 do 4 lat, a w ostatecznym etapie czyli na czas podjęcia decyzji i tak trzeba wyjechać z kraju. Jeśli chodzi o życie to też jest mi trudno powiedzieć. Jako, że mój narzeczony już tam był i dostał dobrą pracę kierownika budowy, a poza tym jest tam jego rodzina to ja nie miałam typowo studenckiego życia. Przyjechałam na gotowe. Zależy ile masz szczęścia i charyzmy. Powiem wam, że nas stać było na wynajęcie domu z basenem i utrzymanie dwóch samochodów i moich studiów. Oboje pracowaliśmy na budowie. On na wyższym stanowisku, ja w bhp. Zaczynałam jako kelnerka w coffee shopie, ale zrobiłam odpowiednie kursy i ostro szukałam kogoś kto bez doświadczenia da mi szansę no i się udało. Tak jak mówię, trochę wiedzy i trochę sprytu i wszystko się da. Ty masz dopiero 22 lata więc podejrzewam, że nie potrzebujesz wielkich luksusów i zadowolisz sie pokojem w city, na co na pewno będzie Cię stać. W collegu jest masa ludzi, którzy szukają współlokatorow i ogłaszają się na tablicy informacyjnej, polecam również gumtree w szukaniu zakwaterowania i pracy. Strona internetowa gdzie jest wiele ofert pracy dla studentów. Niestety nie znałam wielu studentów, którzy zostaliby po studiach na innej wizie. Większość wracała do swoich krajów, ci ambitniejsi szukali sponsorów bądź zaczynali studia na uniwersytecie. Znałam nawet chłopaka, który otworzył własną firmę remontową i zatrudniał Australijczyków, choć sam nie miał stałego pobytu smile Sytuacje są bardzo różne, różni ludzie i różne potrzeby. Warunki życia lepsze na pewno w Australii. Dom z basenem albo apartamentowiec z basenem i siłownią to nic nadzwyczajnego w tamtym klimacie. Dużo zieleni, piękne plaże, niski procent bezrobocia i wysokie zarobki gwarantują w sumie o wiele wyższy komfort życia. Najtrudniej zostawić rodzinę i przyjaciół, ale to już każdego indywidualna sprawa. Poza aspektami emocjonalnymi w sensie tęsknoty za rodziną ja jak najbardziej polecam taki wyjazd. Jak coś wam jeszcze trzeba podpowiedzieć to piszcie.
      • 17.05.13, 02:57
        No, dobra, przynajmniej jestes szczera, az sie , musze przyznac, zdziebko zdziwilem.
        ....ale , oczywiscie niewatpliwie, zdajesz sobie sprawe z tego , ze sytuacja osoby, ktora przyjezdza do narzeczonego i to jeszcze takiego, ktory ma tu rodzine i kontakty jest zupelnie inna od kogos, kto przyjezdza do AU bez zadnych kontaktow i jest zdany tylko i wylacznie na siebie.
        Trzeba tez wspomniec o pewnych lukach w Twojej historii. Jezeli Twoj narzeczony mial pozwolenie na prace i mogl Cie dopisac do swojej aplikacji o pobyt staly, to musial miec zupelnie inny status niz ludzie na wizie studenckiej, czyli to jego kwalifikacje i jego status zadecydowaly o sytuacji, w ktorej Ty sie znalazlas. Nie bardzo wiec mozesz porownywac siebie z kims, kto znajdzie sie tutaj na wizie studenckiej, z pozwoleniem na prace max. 20 godzin na tydzien, placacego okolo $200 na tydzien za wynajecie pokoju, a Ty to robisz i jeszcze mowisz, ze nie jest zle, trzeba dac sobie na luz i zwiedzac i ogladac, hehehe....

      • 17.05.13, 15:54
        cyt. "cały proces zajmuje około 3 do 4 lat, a w ostatecznym etapie czyli na czas podjęcia decyzji i tak trzeba wyjechać z kraju. "

        Od 1 lipca 2012 zmieniono przepisy dot. wiekszosci wiz do Au i teraz z tego co wiem nie ma juz wiz "offshore" czyli takich, gdzie trzeba wyjezdzac z Australii na czas rozpatrywania aplikacji (badz na moment przyznawania wizy PR). Ja jeszcze niestety przechodzilem przez proces "offshore" i czekalem 12 mies(!) na decyzje ale caly ten czas przebywalem w Australii na wizie studenckiej tlukac jakies smieszne kursy na sile i czekajac na decyzje, ktorej nie bylo i nie bylo.. Dopiero na ten moment przyznawania wizy PR musialem wyjechac na kilkudniowy urlop poza Australie. Bedac juz offshore czyli poza Au informacja o przyznaniu wizy PR przyszla emailem, wtedy wrocilem, wiza sie uwaznila w momencie przekraczania granicy Au. To wszystko.
        Kosztowala mnie ta wiza w sumie ok 3 tys dolarow (aplikacja - fee, ielts, medicals, zasw.o niekaralnosci z PL i Au, tlumacz, certyfikacje dokumentow plus zwrot kasy dla pracodawcy za oplate certyfikacyjna jego firmy) - coby go nie obciazac absolutnie zadnymi kosztami bo i tak zrobil wielka przysluge ze zechcial sponsorowac. No niestety w wiekszosci przypadkow taka jest prawda. Robia wielka laske.

        Dzialalem bez agenta, nie polecam agentow, wezma kase i pozniej nie mozna sie doprosic o informacje co sie dzieje z aplikacja, ktora dla was zlozyli i o inne wazne info. Totalna zlewa, sa przemili tylko do momentu kiedy $$$ od was wplyna na ich konto, pozniej zostaje wam juz tylko walenie glowa w mur.

        Wiza studencka jako droga do PR to cholernie ciezki kawalek chleba, nikomu nie polecam tego wyjscia, to najciezsze z mozliwych. Liczac total spedzilem 4 lata na tej chyba najgorszej z australijskich wiz, bedac dojony z prawie calych pieniedzy, ktore zarabialem i nie dostajac w zamian NIC. Mowie NIC bo tej "nauki" w tych tutejszych "szkolach" i "college"-ach nie mozna nijak nazwac, poniewaz to wszystko jest nic nie warte. Ci co sa w temacie wiedza o czym mowa, nauczyciele z przypadku (nie znajacy slowek!! nie znajacy poprawnego spellingu!!), niewyrazne kserowki zamiast podrecznikow, gra na czas nauczycieli zeby tylko jak najmniej powiedziec i jak najszybciej skonczyc, po czym biec do domu! Nuda i zniechecenie. Ale jak zaplacone to trzeba swoje odsiedziec, nie ma wyjscia. Zmeczenie po pracy tez robi swoje, takze sumujac wszystko to tego "egzotycznego" kraju pelnego "niesamowitosci" odechciewa sie serdecznie tak mniej wiecej juz po 5-6miesiacach szkoly. Do tego dochodzi temat obecnosci bo jak jest ponizej 80procent to szkola moze doniesc do emigracyjnego i macie klopot. Takze chodzic trzeba! Zeby sprawdzic czy taka beznadzieja panuje tylko w jednej szkole zmienialem przez te kilka lat szkoly i chodzilem az do 5 roznych. Szlag by to! wszedzie bylo tak samo, im chodzi tylko o jedno-wyssac z nas jak najwiecej pieniedzy dajac w zamian tak malo jak tylko sie da. Typowe australijskie podejscie, jak to mowia: Australia-pay more, get less.

        Obalam teorie, ze z pracy part-time mozna sie tu utrzymac. Nie mozna. No chyba, ze masz cala szkole oplacona na rok lub dluzej z gory, z Polski, jednak nie kazdy ma w Polsce az tyle pieniedzy zeby w ciemno, z gory zaplacic kilkanscie tysiecy pln lub wiecej za cos czego sie jeszcze nie widzialo na oczy i nie sprawdzilo. Placi sie zazwyczaj za pierwsze 6mcy lub max.rok, a reszta? Zawsze sie mowi-"jakos to bedzie" no i jest - niezla jazda bez trzymanki bo jak przychodzi co 3-6 miesiecy przedluzac wize studencka i dokupowac kolejny okres szkoly (ponad 500 dolarow obowiazkowa oplata za wniosek + czesne za kolejne 3-6 miesiecy czyli od 3 do 6tys.dolarow, plus ubezpieczenie-kolejne kilka setek) to nie ma mowy zeby ci wystarczylo na to wszystko z pracy part-time.., a juz napewno nie z pracy w barze lub kawiarni! Doliczyc trzeba cotygodniowy rent za pokoj/mieszkanie (okolo 200 dol/tydz za singla, za pare moze byc okolo 300, a oddzielny unit to juz bedzie ok $400/tydz.), zycie-czyli jedzenie, paliwo oraz wszystkie inne koszty dodatkowe. Wychodzi calkiem niezly debet. Nie ma wyjscia, trzeba pozyczac od rodziny z Polski, albo grac w kasynie (o ile jeszcze mamy na to czas i sile zrypani po pracy i szkole)

        Poniewaz duzo sie pozmienialo i obecnie zadna szkola zawodowa w Au nie gwarantuje stalego pobytu, jedynym swiatelkiem w tunelu jest znalezienie sponsora. Zeby to sie udalo potrzebujemy znalezc pracodawce ktory nas zatrudni i pozniej zasponsoruje(extremalnie trudne-od razu mowie), zdany egzamin IELTS(czyli musimy miec bdb English), sterte dokumentow z Polski zaswiadczajacych o naszych niezmiernie wysokich kwalifikacjach((ktore moga byc nic nie warte w Au,ale spytac warto)),doswiadczeniu zawodowym w zawodzie na ktory szukamy sponsora, akt urodz., slubu,rozwodu, cos o dzieciach itp..itp.. Masa tego.

        Jak juz znajdziecie tego swojego sponsora, ktory zechce was laskawie (po dlugich przemysleniach) sponsorowac ale pod warunkiem, ze bedziecie tacy i sracy i sto innych warunkow wam postawi, to uwazajcie bo absurdalnie dlugi czas oczekiwania na rozpatrzenie waszej wizy PR dziala tylko na wasza niekorzysc bo rzeczony pracodawca moze sie w kazdej chwili rozmyslec/stracic swoja firme/zdrowie,a nawet zycie.. Tak tak, przez rok lub wiecej oczekiwania wiele moze sie wydarzyc, a wy nie macie na to zadnego wplywu. Skladajac o wize PR bedac w Au na zwyczajnej wizie studenckiej (czyli jakies tam kursiki zawodowe lub jezykowe) nie ma sie prawa do zadnej wizy pomostowej(bridging), tak wiec emigracyjnego nie obchodzi co sie z wami bedzie dzialo do momentu rozatrzenia waszej aplikacji PR i orzeczenia decyzji na tak lub nie. Dopowiem, bo moze byc niejasne, ze macie sponsora i zlozona aplikacje o wize PR ale wasz 2 lub 3 letni okres pracy z tym sponsorem nie moze sie zaczac dopoki emigracja nie przyzna wam wizy PR. A to trwa. Wy czekacie, pracodawca czeka. Extremalnie dlugo.

        I tak tez: jak macie duzo $$$ mozecie byc w tym czasie w Au na jakiejkolwiek wizie (Polacy nie maja zbyt szerokiego wyboru bo jesli chcecie tu pracowac to tylko studencka zostaje-"zalety" opisane powyzej), mozecie wyjechac do Polski i tam czekac na decyzje, mozecie byc w kosmosie, na ksiezycu, does not matter.. ich to nie obchodzi i nie wyciagna do was pomocnej dloni rowniez kiedy to z ich winy z obiecanych 5-6 miesiecy oczekiwania na decyzje nagle zrobi sie 10-12 mies.,a wy ciagle na studenckiej, nie macie juz pomyslu co studiowac, kasa sie kurczy, praca shit bo part-time, chcielibyscie juz zaczac ze sponsorem na full-time, miec ten kontrakt, zeby czas juz zaczal wam sie liczyc itp itp. Do Polski pojechac na te kilka (w sumie nigdy nie wiadomo ile) miesiecy jest bez sensu bo tu macie zobowiazania, rent, jakas robocine, moze auto.. Jak to wszystko zostawic? Jedna noga jestescie juz w Au, ale bez decyzji o PR stoicie na bardzo cieniutkim lodzie bo dopoki PR nie przyjdzie, nic tu nie mozecie zrobic, nic wam nie przysluguje, nie macie praw, etc..etc.. Jestescie tu nikim. Powtorze to ostatnie dla tych co tak bardzo napaleni sa na wyjazd do Au: dopoki nie otrzymacie Permanent Residency Visa jestescie NIKIM w Australii. Mam nadzieje, ze dotarlo.

        PS: do celow podatkowych (tax purposes) jednak jestescie traktowani jako rezydenci(wow!) - to jest tylko ten wyjatek kiedy mozecie sie poczuc rezydentami w Australii.
        Powodzenia! przyda wam sie!
        • 17.05.13, 16:22
          Pieprzysz Ziutek smile
          Przyjezdzasz do AU na studencka,dajesz dupy obywatelowi, ten zalatwia ci wize partnerska, potem bierzesz fikcyjny slub (tzn. dla ciebie fikcyjny, bo jelen mysli, ze to na serio) nastepnie dostajesz obywatelstwo i prawie jednoczesnie bierzesz rozwod, no a potem juz sobie ukladasz zycie, tak jak kazdy normalny Ozzie smile Jaki w tym wszystkim klopot. Trzeba dac sobie na luz,poznac ludzi, wczuc sie w klimat, wykazac troche charyzmy i miec troche szczescia big_grin
          • 17.05.13, 17:49
            Zapomniales dziadek dodac, ze cala ta procedura trwa doslownie "piec minut" i ze jest calkowicie fair w stosunku do innych, legalna, itp..




            Tylko idiota moglby sie stosowac do twoich rad.

            • 17.05.13, 18:43
              Czy Ty, smarkaczu,miewasz czasem jakies przeblyski poczucia humoru.
              Ja przeciez nie daje nikomu zadnych rad ,tylko tak sobie sarkastyczno-ironicznie teoretyzuje na temat mozliwych drog emigracji do AU.
              Jezeli nie nabierzesz wiekszego dystansu do siebie i nie zaczniesz traktowac tego co ludzie tu pisza z przymruzeniem oka, to wlasnie Ty mozesz dolaczyc do tych samobojcow, o ktorych wspominales na innym watku smile
              • 18.05.13, 02:24
                Cisnienie skoczylo dziadek? smile

                Nie martw sie o mnie, ja w przeciwienstwie do ciebie nigdy sobie nie pozwole na to zeby z moja glowa stalo sie to, co stalo sie z twoja podczas pobytu w osralii smileTo piekny kraj ale wykancza ludzi psychicznie czego zywym dowodem jestes ty. Calym twoim zyciem jest to forum, jest to bezsprzeczne i widac w kazdym poszczegolnym watku. Emocje z ciebie kipia wszystkimi otworami, dopieprzasz sie do kazdego slowa i starasz jak najbardziej dokopac kazdemu. Twoje rady sa z lamusa, a czesto zlosliwie przekrecone zeby wprowadzic w blad.
                Mysle teraz nad tym jak bardzo musialo ci tu nie pojsc w zyciu skoro stales sie tym czym jestes. A teraz napij sie wody i wylacz na chwile ten cholerny komputer! smile smile smile
        • 17.05.13, 21:21
          >do celow podatkowych (tax purposes) jednak jestescie traktowani jako rezydenci(wow!) - to jest tylko ten wyjatek kiedy mozecie sie poczuc rezydentami w Australii

          Tak, oczywiście traktowani jesteście jako: >resident for tax purposes (rezydent podatkowy). Nie rozumiem więc tego "wow". A jak mieli by byc traktowani?
          Osoba która przebywa (lub ma zamiar przebywać) w danym kraju powyżej pół roku (przez co najmniej 183 dni) w danym roku podatkowym jest traktowana jako rezydent podatkowy. Tak jest w każdym "normalnym kraju" na tej kuli ziemskiej.
          Co w tym dziwnego? To Ty jeszcze tego nie wiesz, że tak jest w większości krajów? Każdy kraj lubi ściągac podatki od ludzi tam zamieszkających. Mieszkasz łącznie co najmniej 183 dni w danym kraju w danym roku podatkowym - musisz złożyc w tym kraju zeznanie podatkowe ze wszystkich swoich dochodów, nawet jeżeli w tym kraju nie osiagnąłeś żadnych dochodów.
          Jak Ty mało wiesz jeszcze o życiu.

          A po za tym, to co opisałeś to prawda:
          >bedac dojony z prawie calych pieniedzy, ktore zarabialem
          >Placi sie zazwyczaj...
          >dokupowac kolejny okres szkoly...
          A co Ty myślałeś? Przecież zdaje się jest to trzeci co do wielkości dochód Australii. Na tym to właśnie polega, żeby na tym zarabiac dla dobra swoich mieszkańców, a nie tracic. Nie jest to żadna działalnośc charytatywna, i żeby obywatele tego kraju mieli jeszcze do tego dopłacac z własnej kieszeni. To Ty jeszcze o tym nie wiedziałeś, po co wydano Ciebie taką wizę, i nadal wydaje się Tobie podobnym takie wizy? Teraz już wiesz.

          >w tych tutejszych "szkolach" i "college"-ach nie mozna nijak nazwac, poniewaz to wszystko jest nic nie warte.
          A czego innego spodziewałeś się po takich "szkołach" za 500 dolarów? Dokładnie takie same "szkoły" znajdziesz w innych krajach, a nawet jeszcze gorzej, badź tego pewien. Ale nic nie stoi na przeszkodzie żebyś mógł uczyc się na uniwersytecie, tyle tylko, że za to, to trzeba zapłacic prawdziwe pieniądze, a nie jakieś śmieszne 500 dolarów.

          Dziwne, że pomimo tego co napisałeś, ludzie z całego świata walą drzwiami i oknami żeby dostac się do tego kraju. I że żyją tak latami w tym kraju i jest im super i są szczęśliwi. Dziwne, prawda?

          > cały proces zajmuje około 3 do 4 lat.
          Ha, ha, ha 4 lata to dużo? Ludzie mieszkają w innych krajach po 15 lat i więcej i nie mogą zalegalizowac swojego pobytu, a dla Ciebie 4 lata to dużo?
          Pokaż mi inny kraj, do którego przybywasz na wizie studenckiej i po 3-4 latach otrzymujesz pobyt stały i stajesz się permanent resident (stałym mieszkańcem) tego kraju, a po kolejnych 3 latach (kiedyś było po 2 latach) możesz otrzymac już obywatelstwo tego kraju. Gdzie tak jeszcze jest? W jakim innym kraju?
          Dlatego też, nie tylko drzwiami i oknami ludzie walą do tego kraju, ale i łódkami i czym tylko sie da, żeby tylko mieszkac w tym kraju. I nie chcą go opuścic. Czują się tam jak w raju. Ale nie ma żadnego przymusu, komu jest tam źle, zawsze może wrócic do swoich łomianek

          • 18.05.13, 03:10
            > Tak, oczywiście traktowani jesteście jako: >resident for tax purposes (rezy
            > dent podatkowy). Nie rozumiem więc tego "wow". A jak mieli by byc traktowani?


            Napisalem (wow!) poniewaz kazdy jeden traktowany tu jak smiec na wizie studenckiej jest nagle traktowany powaznie jak przychodzi zaplacic tax. Co jest smieszne, absurdalnie smieszne. Ale widac ze nie masz poczucia humoru i widac, ze nigdy nie znajdowales sie w takim polozeniu i nie trafia to do ciebie.

            > A czego innego spodziewałeś się po takich "szkołach" za 500 dolarów?

            Sorry, ale przecietna stawka za szkoly (rowniez te do ktorych jak chodzilem) to $250/tydzien.
            Uwazasz, ze to tanio?? Uwazasz, ze to jest kuzwa tanio??

            > Dziwne, że pomimo tego co napisałeś, ludzie z całego świata walą drzwiami i okn
            > ami żeby dostac się do tego kraju. I że żyją tak latami w tym kraju i jest im s
            > uper i są szczęśliwi. Dziwne, prawda?

            No kuzwa dziwne! Nie moge przestac o tym myslec, dlaczego ci ludzie z calego swiata tu wala drzwiami i oknami... ?

            > > cały proces zajmuje około 3 do 4 lat.
            > Ha, ha, ha 4 lata to dużo? Ludzie mieszkają w innych krajach po 15 lat i więcej
            > i nie mogą zalegalizowac swojego pobytu, a dla Ciebie 4 lata to dużo?

            Przeoczyles trzy literki "cyt" co oznaczalo, ze ten tekst nie byl moj. I wez przestan sie czepiac.

            Za dlugo siedzisz na forum, masz przemeczone oczysmile


            > Pokaż mi inny kraj, do którego przybywasz na wizie studenckiej i po 3-4 latach
            > otrzymujesz pobyt stały i stajesz się permanent resident (stałym mieszkańcem)

            Wiesz co? mam do w dvpie prawde mowiac smile Mam dosc emigracji i myslenia jeszcze o jakichs innych krajach.

            > Dlatego też, nie tylko drzwiami i oknami ludzie walą do tego kraju, ale i łódka
            > mi i czym tylko sie da, żeby tylko mieszkac w tym kraju. I nie chcą go opuścic.
            > Czują się tam jak w raju. Ale nie ma żadnego przymusu, komu jest tam źle, zaws
            > ze może wrócic do swoich łomianek

            I dlatego tez robi sie tu burdel nad ktorym niedlugo nie bedzie w ogole kontroli.
            A my bedziemy poslusznie placic coraz wyzsze podatki, zeby refugees mogli miec na papieroski.
            Czyz nie tak?

            A jak w raju to tutaj moga sie jedynie czuc obywatele krajow 3-go swiata, ktorzy u siebie w smierdzielowie na gowno mowili papu, a szalas z lisci lopanu byl ich rezydencja. Tu maja sie wspaniale mieszkajac pod twardym dachem bo dla nich to kosmiczna roznica. I nic wiecej nie wymagaja o warunkow mieszkaniowych bo u siebie mieli duzo gorzej. Dla nas, ludzi z krajow europejskich Australia nigdy nie bedzie rajem bo zebym w niewiem jak wspanialym domu tu mieszkal to nigdy nie bedzie on nawet w polowie tak dobry jak ten, w ktorym mieszkalem w Polsce. To samo dkoladnie dotyczy jedzenia, wszelkich uslug, sluzby zdrowia i kilku innych aspektow zycia. Owszem, tu sie zarabia lepsze pieniadze w przelozeniu na to co mozna za nie kupic (za wyjatkiem nieruchomosci), owszem jest lepsza niz w Polsce pogoda i czesciej niz z Polski mozna sobie pozwolic na wyjazd do Azji. I to wlasciwie wszystko z pozytywow!
            Sa to rzeczy, ktore nigdy przenigdy nie beda mialy najmniejszego nawet znaczenia dla tej choloty walacej tu, jak to mowisz drzwiami i oknami! Taka wlasnie to jest roznica pomiedzy ludzmi I kategorii i ludzmi ostatniej kategorii. Osobiscie uwazam, ze ten kraj jest wspaniala ostoja dla tych ostatnich i juz niedlugo bedzie pelen tego typu osobnikow. Czasy kiedy probowano tu sciagac tylko wartosciowe osoby juz sie skonczyly. Juz skills sie nie licza no bo jakie skills maja ludzie z lodek? Czy oni kiedykolwiek beda gdzies tu pracowac? Wiekszosc nie zna angielskiego, ma zasrana przeszlosc i liczy tylko na drapane! Po to oni tu przyjezdzaja, po nasze pieniadze !

            Na szczescie sa jeszcze Lomianki! smile
            • 18.05.13, 06:57
              Ha, ha, ha,
              nie wiem komu skoczyło to ciśnienie. Bo u mnie z ciśnieniem zawsze było w porządku.

              Nic nie przeoczyłem, wiem że ten tekst nie był Twój. Nie wszystko tam dotyczyło Ciebie i post ten nie był skierowany tylko do Ciebie. Podobnie i teraz nie odbieraj tego, że jest to skierowane tylko do Ciebie (skierowane jest to do tych, którzy są na wizie studenckiej i którzy chca zmienic swój status pobytu w AU). Nie odbieraj tego jako personalny atak na Ciebie. Pisząc Ty nie mam na myśli konkretnie Ciebie. Ok, spoko, wyluzuj się.
              Tyle, że masz naprawdę dziwne podejście do życia i rzeczywistości i z tego tytułu dziwne masz oczekiwania.

              Przyjezdżając do danego kraju na takiej i takiej wizie, dostajesz wizę w określonym celu. Sam sobie robisz drogę przez mękę chcąc zmienic swój status w trakcie trwania jej lub po jej zakończeniu.Oczywiście że władze danego kraju robią ci >łaskę, żeby dac Ci permanent resident. Przecież nie w takim celu przybyłeś do tego kraju na wizie studenckiej. Zgadza się?

              To tak jakbyś zaprosił kogoś do swojego domu, na trzy dni. A po trzech dniach, lub po dwóch, osoba ta mówi do Ciebie: wiesz co ale podoba mi się tu i nie mam zamiaru opóścic Twojego domu, zostaję tu na stałe. Jakbyś się poczuł wtenczas? Rozumiesz to już, czy jeszcze nie?

              >3 tys dolarow to duzo? Ha, ha, ha, ale kiedyś pewnie zmienisz zdanie i stwierdzisz, że te 4 lata i te 3 tysiące dolarów, to było szybko i bardzo mało, i najważniejsze, że była to w Twoim przypadku najbardziej pewna droga do zalegalizowania swojego pobytu w tym kraju. Jestem tego pewien.

              Pokaż mi inny kraj żeby to tak łatwo i szybko osiagnąc. W ciagu 3-4 lat. Ale przeciez nic nie staje na przeszkodzie, żeby od razu przed przybyciem do AU ubiegac się o wizę emigracyjna na pobyt stały. W czym problem? Czemu tego nie zrobiłeś od razu?

              To wszystko o czym piszesz ze szczegółami bez ogródek to prawda. Uzmysłowi sobie to co niektórym, że zycie to nie je bajka.

              Tyle, że niestety co dla niektórych/stety dla innych ale AU pomału staje się krajem azjatyckim (dla mnie np. to bez róznicy); przynajmniej ogólnie jest takie wrażenie. I jezeli tego nie zaakceptujesz to będziesz się w tym kraju źle czuł przez cały okres Twojego pobytu. I nie ten kraj wybrałeś sobie, żeby sobie w nim zamieszkac.

              Facet wyluzuj się i nie obrażaj innych, którzy mają inne zdanie. Żyj i pozwól życ innym.
              • 18.05.13, 16:11
                > Ha, ha, ha,
                > nie wiem komu skoczyło to ciśnienie. Bo u mnie z ciśnieniem zawsze było w porz
                > ądku.

                Janek z Sydney - dlaczego odpisujesz na posty, ktore nie sa napisane do ciebie, co? Dobrze sie czujesz, czy po prostu piszesz w furii co popadnie, bez wzgledu czy post byl do ciebie czy nie?
                Czy to dlatego ze chcesz sie zwyczajnie wyzyc?

                > Tyle, że masz naprawdę dziwne podejście do życia i rzeczywistości i z tego tytu
                > łu dziwne masz oczekiwania.

                Zareczam ci, mialbys dokladnie takie samo podejscie i takie same oczekiwania jakbys przeszedl przez to, przez co przeszly tu osoby takie jak ja. Pewne rzeczy uleglyby w tobie bezpowrotnej zmianie.


                >Oczywiście że władze danego kraju robią ci łaskę, żeby dac Ci permanent resident. Przecież nie w takim celu przybyłeś do tego kraju na wizie studenckiej. Zgadza się?

                I co z tego? Jaki ma zwiazek jednego z drugim do cholery? Mozesz sie najpierw uczyc ile lat chcesz, a potem zdecydowac na dluzszy pobyt, czyz nie? A moze wszyscy powinni robic tak, jak ty bys tego chcial? Na szczescie jest wolnosc, a ty nie ustalasz zasad.
                Czy ja dostalem do cholery ta wize stala za piekne oczy? Za darmo? za nic? Nie! To byl dlugi i zmudny proces gdzie trzeba bylo wykazac sie umiejetnosciami w zawodzie, zaliczyc mase egzaminow, zebrac kupe referencji od ozzich, znalezc sponsora i opanowac jezyk do dosc wysokiego poziomu. Wystarczy ci? czy cos jeszcze dodac? A czy wy wszyscy ze starej emigracji od razu doskonale znaliscie angielski jak tu przybyliscie i byliscie w 100% gotowi do pracy w anglojezycznym srodowisku? Nie. I niektorzy z was do dzisiaj nie znaja bo nie potrzebowali sie uczyc (choc szkoly ponoc placily wam za to zebyscie tylko przyszli)


                > To tak jakbyś zaprosił kogoś do swojego domu, na trzy dni. A po trzech dniach,
                > lub po dwóch, osoba ta mówi do Ciebie: wiesz co ale podoba mi się tu i nie mam
                > zamiaru opóścic Twojego domu, zostaję tu na stałe. Jakbyś się poczuł wtenczas?
                > Rozumiesz to już, czy jeszcze nie?

                To chyba ty czegos tu nie rozumiesz. Coz za beznadziejne porownanie.


                > >3 tys dolarow to duzo? Ha, ha, ha, ale kiedyś pewnie zmienisz zdanie i stw
                > ierdzisz, że te 4 lata i te 3 tysiące dolarów, to było szybko i bardzo mało

                A czy ja gdziekolwiek napisalem, ze 3 tys dolarow to bylo DUZO za zalatwienie tej wizy? Nie!
                Naprawde zrewiduj to co piszesz, albo czytaj uwazniej posty bo za szybki jestes w swoich pochopnych odpowiedziach.


                > Pokaż mi inny kraj żeby to tak łatwo i szybko osiagnąc. W ciagu 3-4 lat. Ale pr
                > zeciez nic nie staje na przeszkodzie, żeby od razu przed przybyciem do AU ubieg
                > ac się o wizę emigracyjna na pobyt stały. W czym problem? Czemu tego nie zrobił
                > eś od razu?

                Bo taki mialem kaprys, a tobie przeciez nic do tego.


                > To wszystko o czym piszesz ze szczegółami bez ogródek to prawda. Uzmysłowi sobi
                > e to co niektórym, że zycie to nie je bajka.

                Bo taki byl pierwotny tego cel, z tym ze przerodzilo sie to w pieprzenie o szopenie.

                > Facet wyluzuj się i nie obrażaj innych, którzy mają inne zdanie. Żyj i pozwól ż
                > yc innym.

                A tobie zycze dokladniejszego czytania postow i odpowiadania tylko na te, ktore byly skierowane do ciebie.
                No, chyba ze masz tu jeszcze kilka innych pseudonimow (wystepujacych czesto w watkach) i te wszystkie osoby toczace tu ta zazarta dyskusje to tak naprawde jedna osoba czyli ty..

                • 18.05.13, 17:37
                  >dlaczego odpisujesz na posty, ktore nie sa napisane do ciebie, co?
                  odp. dlatego, że miałem w ustawieniach: Sortuj: "od najnowszego", i wyglądało na to, że post ten skierowany był do mnie; po twojej uwadze, ustawilem na: "drzewko" i wszystko sie wyjaśniło.

                  Na moje usprawiedliwienie, powiem tylko to, że na komputerze uczyłem się w języku angielskim i nadal nie rozumiem tych określeń/poleceń/commands w języku polskim, takich jak: "drzewko", "drzewko odwrotne", "zapisz" itp; co mam zapisywac? "save" jest dla mnie zrozumiałe, ale nie zapisz. Uśmiac się nieraz można z tych polskich okresleń.
                  Tak więc, nie jest do końca prawdą, że >zaden z was nie przyzna sie nigdy do bledu i swoich pogladow
                  Ze mną jest inaczej, zdarza się, że popełniam błedy i przyznaję sie do nich, a co do wyrażania swoich pogladów, robię to i to aż za bardzo. Chyba to widac?
                  Cieszę się, że wreszcie piszesz do rzeczy i nikogo nie obrażasz.
                  PS. Sorry, ale dziadek mi się spodobało i to... bardzo
            • 18.05.13, 10:16
              Dopiero teraz to zauważyłem.
              Czas żeby ci stanowczo odpowiedziec na te twoje wpisy:

              >Dla nas, ludzi z krajow europejskich Australia nigdy nie bedzie rajem
              > A jak w raju to tutaj moga sie jedynie czuc obywatele krajow 3-go swiata, ktorzy u siebie w
              smierdzielowie na gowno mowili papu, a szalas z lisci lopanu byl ich rezydencja...
              >Sa to rzeczy, ktore nigdy przenigdy nie beda mialy najmniejszego nawet znaczenia dla tej choloty walacej tu...
              > Taka wlasnie to jest roznica pomiedzy ludzmi I kategorii i ludzmi ostatniej kategorii

              Wow, co za: >Europejczyk i co za wysoka Kultura Europejska?
              Czuc ją na odległośc, i to bardzo.

              Uważaj, bo wygłaszanie takich pogladów jest karalne.
              Widac, że było wielką pomyłką przyznanie ci permanent residency w tym kraju; pewnie przy jego ubieganiu zataiłeś i nie ujawniłeś swoich poglądów. Wszystko wskazuje na to, że wiza twoja powinna byc anulowana i powinieneś byc wysłany z powrotem tam skąd przybyłeś. Uważaj bo tak może się stac, gdyż są do tego wystarczające podstawy.

              >Czasy kiedy probowano tu sciagac tylko wartosciowe osoby juz sie skonczyly. Juz skills sie nie licza no bo jakie skills maja ludzie z lodek?
              Takich, których ty nie masz i nigdy miec nie będziesz. Są jeszcze inne wartości u ludzi, o których nie masz zielonego pojęcia.

              > Czy oni kiedykolwiek beda gdzies tu pracowac?
              Tak, jeżeli da im się tylko szansę, taką jaką dano tobie.

              > Po to oni tu przyjezdzaja, po nasze pieniadze !
              Wow, a dużo ich masz?

              A na koniec już zupełnie:
              > I dlatego tez robi sie tu burdel nad ktorym niedlugo nie bedzie w ogole kontroli.
              Nie zastanawiałeś się nigdy, że może dziac się tak właśnie dzięki tobie i tobie z takimi poglądami podobnymi?

              Ale,
              > Na szczescie sa jeszcze Lomianki!
              > dziadek
              • 18.05.13, 16:38
                Najsmieszniejsze jest to, ze nigdy zaden z was nie przyzna sie nigdy do bledu i swoich pogladow, ktore jak sie domyslam sa identyczne jak zdecydowanej wiekszosci obywateli tego kraju patrzacych na to co sie tu wyprawia z polityka wpuszczania nieproszonych gosci, co ma obecnie miejsce na dosc duza skale. Bo niby dlaczego mialyby byc inne??
                Pewnie czytacie artykuly na portalach Au i pod nimi komentarze citizenow tego kraju o tym co mysla o lodkach i tych sprawach. Nie czytacie? to czas zaczac czytac i szukac info zeby zmienic troche swoje podejscie do niektorych spraw. Wlos wam sie zjezy pod pachami od tego co tam wyczytacie.
                Nigdy, zaden z was sie nie przyzna co o tym mysli, w zamian za to swietnie i szybko rzuci kamieniem w kogos kto opinie wyrazi. Szczerosc ponad wszystko... brawo!
                • 20.09.13, 10:24
                  Wiecie co, czytając wasze posty w końcu rozumiem dlaczego w EU taki mamy... burdel wink ;D

                  Sytuacja w Polsce i innych krajach podobna, tyle że że my będziemy musieli tłumaczyć się kulturą znad Dunajca i Cro Magnon twoim nowym "ziomkom" (w końcu jest jeszzcze Peru i kryzys w Argentynie) albo Rosjanom tłumaczyć, że opłaty za fikcyjne śluby i emigracja ekonomiczna to ich własny kryzys moralny confused

                  Podobną sytuację mają też mieszkańcy wielkich aglomeracji, w Polsce to specyficzny rodzaj "emigracji", ludzie z "buraczanej wioski" nie mając (czyt. nie widząc) perspekkyw w rodzinnej miejscowości i okolicach pędzą "na łeb na szyję" do "lepszego świata" - Warszawy, Wrocławia, Poznania - poszukując szans życiowych i ... zabierając miejsca pracy wcześniejszym imigrantom czy autochtonom. Tyle że aglomeracja się poźniej rozrasta nie wiadomo dlaczego zabierając - nawet " na siłę" ziemię pood nowe osiedla. Feee...

                  Niedawno miałam takie "otwarcie " co do mieszkańców Ameryki - też kraju emigranckiego-ludzie tam nie rozumieją dlaczego w "Starej Europie" się po prostu nie uchodzą, dlaczego pewne wartości są "święte" a inne nie bardzo cieszą, i dlaczego jedni Słowianie nie chcą strzelać do innych Słowia. Jak to , przecież jeżeli żołnierz nie chce to można go zastąpić innym. Ciemniejszym na przykład. I to cała chryja dookoł wojny na Bliskim Wschodzie i wojen ostatnio w ogóle.
                  Dlaczego tak robią nie wiem, przecież sami niedawno wyjechali, jeszcze przed jednym - dwoma pokoleniami.

                  Tak że migracja "genetyczna" to wielki i wspaniały proces - wielka przygoda i chęć zostania wielkim podróżnikiem to też super sprawa.
                  Ale są dwa mechanizmy psychologiczne, które mówią przeciwko:
                  1. ekonomiczny -
                  nie muszę przedstawiać, każdy to zna
                  2. "cudza miska lepsza" -czyjś pomysł jest "fajniejszy, lepszy" bo ... wydaje się rozchwytywany. Typowy "słomiany ogień", dostępny rzeszy "ludzi pospolitych", typowy dla pospólstwa i małych środowisk,które wiele nie wie o świecie ale kieruje się opinią innych.
                  3. inne wynaturzenia - Niedawno był na sieci facet, który "tak sobie" rozpytywał o amiszów i możliwość "pomieszkania" tam przez jakiś czas. Po paru chwilach, w krzyaowym ogniu pytań okazało się, że jest facet z KUL-u... piszący pracę magisterską o sektach big_grin

                  Myślę że przeżycie wielkiej przygody jest fajnym pomysłem, tyle że moi znajomi - którym nie sprawia kłopotu ani dostanie wizy, ani bariera językowa, ani dostanie nawet stałego pobytu czy pracy w obcych krajach jakoś wracają z doświadczeniami i wiedzą do Polski i to i intelektualiści, i cierpiący bezrobocie czy "biurwojny"...
                  Kwestia kultury?
                  --
                  "Zabili go,i uciekł później w krzaki, a ona za nim. Pewnie go goniła..
            • 18.05.13, 14:19
              wa_wait_awhile napisał(a):

              > ....Dla nas, ludzi z krajow europejskich....

              A weśżesz juz koorva nie przesadzaj!
              Ja tez mam poczucie humoru, ale tu juz przegiales hehehehe

              > Na szczescie sa jeszcze Lomianki! smile

              A w nich Kolumbia Hajc!
              A w Lojkach jest Sanset Buleward. Jak to, panie, u nas w Europie! hehehe


              --
              "Gott, Ehre, Vaterland"
        • 18.05.13, 07:09
          Mysle, ze dokladne wyjasnienie wizy studenckiej oraz zycia na takowej bedace czestym pytaniem zadawanym na tym forum, jest bardzo potrzebne. Lepiej od kogos kto ostatnio przechodzil niz wiele lat temu, bo przepisy sie ciagle zmieniaja. Rozumiem teraz frustracjeTwoja'Perth', chociaz to chyba raczej stres walka na wizie studenckiej.

          Pa
          Kan
          • 18.05.13, 08:34
            >to chyba raczej stres walka na wizie studenckiej
            A kto tą walkę wypowiedział i wywołal? Władze imigracyjne AU, czy ten który zmienia warunki umowy na jakich dostał wjazd do tego kraju?

            Kto ma ponosic tego koszty:
            >ok 3 tys dolarow (aplikacja - fee, ielts, medicals, zasw.o niekaralnosci z PL i Au, tlumacz, certyfikacje dokumentow plus zwrot kasy dla pracodawcy za oplate certyfikacyjna jego firmy

            Obywatele tego kraju mają za to płacic ze swoich podatków ???
            >Tylko idiota moglby sie stosowac do twoich rad
            Bardzo trafna uwaga, jeżeli by to mieli robic, i ponosic jeszcze tego koszty.

            Ludzie naprawdę nigdy nie przestaną mnie zadziwiac swoją bezczelnością...
    • 17.05.13, 10:38
      Do kolegi Narfi. Od razu powiedziałam, że moja sytuacja na miejscu była trochę inna. Mój narzeczony ma podwójne obywatelstwo i mógł wyjechać na wize work & travel. Na miejscu również nie miał wielkiej familii, a kuzyna, u którego mógł się zatrzymać, co oczywiście również ułatwiło sprawę. Jeśli chodzi natomiast o mój wpis odnośnie uzyskania wizy studenckiej, to nikt mi nie pomagał i ten wpis jest jak najbardziej rzetelny. Taka osoba nie do końca jest sama, bo agent załatwia również zakwaterowanie jeśli tego wymagasz. W college'u były setki studentów, którzy przyjechali na własną rękę i nigdy nie słyszałam o sytuacji żeby ktoś musiał wracać, bo nie znalazł pracy lub mieszkania. Co do szukania pracy to również nikt mnie nie trzymał za rękę, wydrukowałam około 100 kopii cv i roznosiłam w mieście po kafejkach i restauracjach. Na drugi dzień dostałam kilka odpowiedzi i zaproszeń na tzw okres próbny, także nie jest to bardzo trudne. W gastronomii jest mnóstwo pracy. Za 20 godzin tygodniowo dasz radę się utrzymać, poza tym pamiętaj, że co 3 miesiące nauki masz miesiąc wakacji, a wtedy możesz p[racować ile chcesz. Pracodawcy często wtedy dają więcej godzin, szczególnie w restauracjach, hotelach czy na recepcji. Nie mówię o innych sektorach, bo nie wiem, ale pewnie jest tak samo. Moja szczerość jest podyktowana tym, że parę lat temu byłam w podobnej sytuacji i szukałam informacji od ludzi na forach, a nikt tych informacji nie chciał udzielić, więc próbuję pomóc. Jak coś jeszcze chcecie wiedzieć to zapraszam do pisania. Pozdrawiam
      • 17.05.13, 16:45
        panienka, z sufitu pisze...!!!

        8patrycja1985 napisał(a): . Za 20 godzin tygodniowo dasz radę się utrzymać, (...)
    • 17.05.13, 10:48
      aha! Istotna informacja jaką chcę wam przekazać, a czego sama nie wiedziałam przed wyjazdem! Jeżeli jesteście w związku i macie tą drugą połowkę, która też chce wyjechać, to jak najbardziej możecie wyjechać we dwoje, a wtedy wasza sytuacja jest łatwiejsza. Wystarczy, że jedna osoba chodzi do szkoły, a druga może już wtedy pracować bez ograniczeń. Poznałam wiele par, które były w takiej sytuacji. Wtedy wiadomo, że finansowo jest o wiele lżej. Także jak zwykle lepiej razem niż w pojedynkę. Pozdrawiam
      • 17.05.13, 13:16
        Kolezanko Patrycjo. Twoj przypadek podchodzi pod "wyjatek" a nie pod "regule".
        Dobrze by bylo, zebys sobie zdala z tego sprawe, zanim zaczniesz udzielac porad przecietnym kandydatom na "studenta" w AU.
        Przecietny zagraniczny student, legalnie, moze zarobic okolo $300 na tydzien, z czego musi zaplacic przynajmniej $150 za dach nad glowa.
        Reszte mozna sobie z latwoscia dospiewac.



        • 17.05.13, 16:36

          wlasnie wynajela pokoj , w 3-pokojowym domu... $180 za tydzien.. wspolna kuchnia i sanitariaty , w prahran, w melbourne...

          narfi napisał:
          >, z czego musi zaplacic przynajmniej $150 za dach nad glowa.
          > Reszte mozna sobie z latwoscia dospiewac.
          >
          >
          >
      • 17.05.13, 20:35
        Patrycjo widze ze starasz sie byc pomocna i nie pokazujesz wszystkiego w czarnych barwach.Mam do Ciebie male pytanie ale wolalabym napisac na priv-podasz do siebie maila?-prosze smile))
        • 17.05.13, 20:56
          genowefa85pigwa@gmail.com
    • 17.05.13, 20:44
      Do kolegi Narfi! Nigdy nie mówiłam, że moja sytuacja jest typowa, wytłumaczyłam tylko jak krok po kroku dostać wizę studencką i tylko o to mi chodziło. Natomiast widzę, że czytasz każdy wątek na każdym forum także gratuluję rozrywki, do tego jeszcze próbujesz każdego wkurzyć. Twoje rady odnośnie posiedzenia paru lat w uk i dostania obywatelstwa albo zdobycia zawodu z listy poszukiwanych w AU są kompletnie do d.... . Nie sądzę żebyś kiedykolwiek gdzieś był po Twoich wypowiedziach. Do kolegi we_wait_awhile: Bardzo mi się podoba Twój post, sama szukałam tego typu informacji, dlatego też trafiłam na to forum. Owszem wiza studencka do rezydentury jest drogą przez mękę, tu się zgadzam, choć sama miałam ułatwioną sytuację, to znam wiele osób, które były w podobnej do Ciebie sytuacji i mieli problem ze znalezieniem sponsora. Gratuluję zakończenia etapu starania się o pobyt stały. Ja nadal czekam na wiadomość z emigracyjnego, już ponad 6 miesięcy. Nasz agent również jak w przytoczonych przez Ciebie przykładach nie odbiera telefonu i ma nas gdzieś. Niestety jest to długi i żmudny proces. Mimo wszystko polecam młodym ludziom wizę studencką, lepsza taka niż żadna jeśli naprawdę zależy Ci, żeby pobyć w tym pięknym kraju. Na tym kończę, pozdrawiam wszystkich życzliwych, a reszty mi szkoda, bo ich jad zatruwa życie tylko i wyłącznie im smile Powodzenia dla wszystkich emigrantów!
    • 18.05.13, 10:14
      Witam! Ja nigdy nie napisałam, że 3-4 lata to dużo, podałam ten przedział czasowy w kwestii informacyjnej. Informacji na temat zdobycia wizy studenckiej, również jak to ktoś zasugerował, nie wzięłam sobie z sufitu. Kolega "we wait awhile" czekał 12 miesięcy na otrzymanie rezydentury ponieważ załatwiał sprawę na własną rękę, natomiast jeśli korzystasz z usług agenta powinno być o wiele szybciej, ponieważ agent ma tzw priority w urzędzie emigracyjnym, w odróżnieniu od osób prywatnych. Również co do "offshore", my składaliśmy naszą aplikację w listopadzie 2012 i owszem jesteśmy "offshore", dlatego też przebywamy w Polsce. Wiele innych ludzi, z którymi mamy kontakt mejlowy złożyło już w 2013 i również są "offshore" i czekają w innych krajach. Również nigdy nie napisałam, że za 300 dolarów tygodniowo można się utrzymać, a że za 20 godzin pracy można się utrzymać, a to różnica. Moja pierwsza praca w Sydney to restauracja w części The Rocks, najstarszej części w Sydney, blisko opery. 21 dolarów za godzinę, powtarzam restauracja, nie knajpka z nalewakiem do piwa. 21 razy 20 równa się 420 dolarów, do tego około 150 dolarów w napiwkach tygodniowo, w dobrych tygodniach nawet 200. Co łącznie daje kwotę 600 dolarów w przybliżeniu, a za to drodzy państwo student jest się w stanie utrzymać, a nawet trochę pożyć. Licząc nawet 500 dolarów tygodniowo, 200 na rent, 100 tygodniowo na szkołę i zostaje 200 tygodniowo na życie, nie płaczmy, że to tak mało dla młodego studenta. 100 tygodniowo na szkołę również nie wzięło się z sufitu. 1200 dolarów w mercury college za semestr czyli 3 miesiące, rozbijając: 400 miesięcznie czyli 100 tygodniowo. Są inne prace jak traffic controller czym również zajmuje się wielu studentów. Kurs to ok 200 dolarów, godzina pracy z reguły 22 dolce, półtorej stawki za soboty i podwójna za niedzielę, również podwójna za noc, czasem tylko półtorej, dodatek do dojazdu otrzymywany w każdy dzień pracy około 20 dolarów i 15 na posiłek. Licząc dalej 5 godzin w sobotę 33 za godzinę to 165 sobota, piętnaście na tygodniu 330, co łącznie znowu daje ponad 500 dolców, załóżmy 3 dni pracy czyli 60 na dojazd i 45 na żarcie, już mamy ponad 600. Za trzy dni pracy w dzień, policzcie sobie sami ile jeśli te 3 zmiany wykonacie w nocy! Żeby zarabiać 300 tygodniowo to trzeba mieć naprawdę pecha albo zero zaradności. Minimalna w Sydney to 16,50 za godzinę w sektorach gastronomicznych z reguły, a w takim oto fachu dostajesz jeszcze napiwki, dlatego Twoja podstawa jest tak mała. Ale drodzy państwo są ludzie, którzy z danym wykształceniem zarobią pół miliona rocznie, bo mają trochę ikry i tacy, którzy z tym samym wykształceniem nigdy nie podejmą pracy. Przypadki są różne. Byli tacy, którzy w latach 2004-2008, w czasie boomu gospodarczego na wyspach wyjeżdżali do pracy wakacyjnej, a po dwóch tygodniach wracali do domu, bo tej pracy nie znaleźli, choć było jej od cholery. Wiadomo, że jak ktoś wiecznie jest na "nie" to daleko nie zajdzie, bo jego negatywne podejście blokuje jego samego, a również sprawia, że ludzie nie będą chcieli takiego jegomościa zatrudniać, a już na pewno z nim pracować. Młodzi i energiczni ludzie, którzy chcą pracować i idą do pracy z uśmiechem na ustach zawsze znajdą pracę. |Poza tym o jakim zmęczeniu tu mówimy? 20 godzin pracy i 20 godzin "nauki" tygodniowo, z czego odbębnić musisz może 15 godzin, po 35 godzinach człowiek naprawdę pada z nóg? bez przesady, ciężka praca to praca w kopalni, a nie siedzenie na zajęciach i słuchanie jednym uchem, bo często nawet nie ma czego słuchać. Poziom szkół tzw dla wizy jest poza tym na tyle niski, że byle debil sobie poradzi z przysłowiowym palcem w nosie. No chyba, że ów student nie zna języka angielskiego, ale wtedy to nie poradzi sobie również z kupnem bułek w sklepie, nie dajmy się zwariować. dziesiątki tysięcy studentów rocznie jakoś daje sobie radę. Zmęczyć to się możesz jak na lewo robisz po 50-60 godzin i jeszcze chodzisz na zajęcia, a wierzcie mi są i tacy. Kolejna sprawa co do mieszkań, w city owszem drogo, to tak jakbyś jechał do nowego jorku i mieszkał na manhattanie, też będzie drogo. Apartament na przedmieściach 3 sypialnie w kompleksie z basenem, 5 minut piechotą od stacji Auburn 450 tygodniowo, na 3 osoby to po 150. Dom świeżo odremontowany z miejscem parkingowym, zbierasz 2 podobnych do siebie studentów i wynajmujesz, owszem dochodzi Ci bond, ale coś za coś proszę państwa, Nawet w bździej wólce wynajmując mieszkanie zapłacisz kaucję. Przestańcie zniechęcać ludzi. Dla nas wszystkich wystarczy tam pracy, na fotelu dyrektora czy przy łopacie. Pozdrawiam i miłego weekendu życzę.
      • 18.05.13, 11:05
        Pare lat temu pracujac w sydnejskim wyjamie domow, mialam 'tenata', ktory wypadl z gra na 'stock market'. Klient byl bystry jak cholera. Domyslam sie, ze na gieldzie tez. Ale wypadl. Wynajal dom w zachodnim Sydney w czterema pokojami. Postanowl wynajac trzy kupmolm z ktorymi pracowal jako 'labour' na jakis budowach - po 100AUD na tydzien bez dotatkowych oplat. Wtedy wychodzilo mu 50 AUD na plus...czyli mieszkanie bez kosztow.
        Z prostej roboty - wszystko na czarno - wyciagal 70 na rok, zero podatkow. Twierdzil, ze bylo to samo ale bez stresu i odpowiedzialnosci co z gieldy...

        Kan
        • 18.05.13, 13:31
          Jak się chce to wszystko można. A co do kolegi, który dzieli ludzi na kategorie, już mieliśmy takiego, który dzielił na ludzi i podludzi. Z historii wiemy jak to się skończyło.
          • 18.05.13, 14:34
            > Z historii wiemy jak to się skończyło.

            Skończyło się tak, że przyjechał do AU i męczy się tam z jej mieszkańcami niemiłosiernie.
            Ale czego to się nie robi dla tych kilku srebników?
            Mieszka się wspólnie z innymi w domu/mieszkaniu dzieląc z nimi kuchnię i łazienkę i coś jeszcze; w domu który >w polowie (nie jest) tak dobry jak ten, >w którym się mieszkało w Polsce
            ?
            Je się
            > papu,
            gdzie
            > obywatele krajow 3-go swiata, ktorzy u siebie na to mówią >g
            ?
            Nie jest tak przypadkiem?
            Widzisz jak to wszystko czego zarzucasz innym z > krajow 3-go swiata ciebie może dotyczyc.

            Poczekaj, niech zgadnę męczysz się tam tylko dlatego, że chcesz otrzymac jeszcze obywatelstwo tego kraju? Zgadłem? Tak też myślałem.
            Mam nadzieję, że podczas rozmowy kwlifikacyjnej ujawnisz swoje rasistowskie poglądy o tym kraju i jego mieszkańcach.
            Jeszcze jedno, mam dla ciebie jeszcze jeden bad news, mianowicie oprócz tych >3 tys dolarow, trzeba będzie bowiem wydac: Australian citizenship application fee: $260 oraz application fee for Australian passport: następne $238.
            Na który to paszport tak bardzo czekasz i o którym marzysz, i dlatego jeszcze tam tak się męczysz. Zgadłem?
            Chyba tego nie przeżyjesz, tych następnych $498 ? I nie będziesz ubiegał się o obywatelswo tego kraju, bo po prostu z twoimi poglądami ono się tobie nie należy.
            Czas więc wracac do łominek i się już nie męczyc dłużej.
            • 18.05.13, 16:42
              No piekna historia. Powienienes ksiazki pisac.
              • 18.05.13, 17:52
                >Powienienes ksiazki pisac
                he, he, he albo kazania wygłaszac w kościołach lub też innych synagogach.
                Zdaje się, że powinienem zostac pastorem, pewnie do tego bym się nadawał najbardziej.
                he, he, he co za pech, ale masz rację, na pisanie książki nigdy nie jest za późno, Kan już jedną napisała, może ci ją podrzucic
                ha, ha, ha, trafna uwaga i bardzo celna
                • 24.05.13, 19:19
                  ktos, kto wymyslil, ze pozory myla, bezimiennym noblista jest ....!!!

                  janek_z_sydney napisał:

                  > (...) he, he, he co za pech, ale masz rację, na pisanie książki nigdy nie jest za póź
                  > no, Kan już jedną napisała, może ci ją podrzucic, ha, ha, ha, trafna uwaga i bardzo celna
          • 24.05.13, 19:27
            8patrycja1985 napisał(a):

            > (...) A co do kolegi, który dzieli ludzi na kategorie,to już mieliśmy takiego, który dzielił na ludzi
            > i podludzi. Z historii wiemy jak to się skończyło.(...)
        • 19.07.15, 07:43
          Dopiero teraz to przeczytalem. Fajne. Kan_z_oz napisala:
          Pare lat temu pracujac w sydnejskim wyjamie domow, mialam 'tenata', ktory wypadl z gra na 'stock market'. Klient byl bystry jak cholera. Domyslam sie, ze na gieldzie tez. Ale wypadl. Wynajal dom w zachodnim Sydney w czterema pokojami. Postanowl wynajac trzy kupmolm z ktorymi pracowal jako 'labour' na jakis budowach - po 100AUD na tydzien bez dotatkowych oplat. Wtedy wychodzilo mu 50 AUD na plus...czyli mieszkanie bez kosztow.
          Z prostej roboty - wszystko na czarno - wyciagal 70 na rok, zero podatkow. Twierdzil, ze bylo to samo ale bez stresu i odpowiedzialnosci co z gieldy...

          Ja, kilkadziesiat lat temu mialem partnera w interesac. Wynajal dom w jednej z najdrozszych dzielnic Sydney. Dom ten mial trzy sypialnie. Dwie sypialnie podnajal dwom przyjezdnym Szkotkom. W sumie bral od nich o 30 dolarow wiecej niz to ile on placil za miezkanie. Szkotki byly bardzo ladne, jedna miala 19 lat a druga 23. Z ta starsza zaczal regularnie uprawiac seks. Mial mieszkanie nie tylko za darmo ale jeszcze zarabial na tym + seks. Uprawial karate, mial czarny pas. Za trenowanie innych i wlasny trening w tym samym czasie zarabial wystarczajaco aby swobodnie przezyc. Za ubezpieczenie samochodu nigdy nie placil. Zglaszal po prostu samochod do ubezpieczenia i otrzymywal propozycje polisy, wazna przez 1 miesiac. Po miesiacu robil to samo z inna firma. Twierdzil, ze dopiero jak bedzie mial wypadek to oplaci za ubezpieczenie. Zawsze wiec, jego samochod byl ubezpieczony. Wszystko zgodne z prawem. Pewnego razu zachcialo mu sie uprawiac seks z druga(ta mlodsza) dziewczyna. Ta starsza zlapala ich na tym i sie wyprowadzila. Moj business partner zawarl zwiazek z ta mlodsza i wyjechal na stale do Francji. Nie wiem tylko czy jego szwagierka byla na weselu.
      • 28.05.13, 02:32
        biznes.onet.pl/wybrano-najlepszy-kraj-do-zycia-i-pracy-jak-wypadl,0,5526919,1,news-detal
        • 03.08.13, 16:58
          Patrycja, partner na wizie dependent tez ma ograniczenia pracowe, chyba, ze student studiuje MBA - z tego co kiedys, nie sadze, zeby zmieniali "na gorsze". Tyle tylko, ze odpadaja oplaty za szkole, ale 20 godzin restrykcji obowiazuje.
          Co do twojej pracy, to mialas naprawde swietna stawke, serio pisze.
          Co do kolegi od firmy budowlanej, to chyba mamy wspolnego znajomego, no ale Sydney jest male wink

          Aha, nie skomentuje "ludzi 1 kategorii i "tych innych"" bo mi troche rece opadly.

          Dwa, skoro tak ktos pala niechecia do Au, to po co stara sie o pobyt? Za duzo kasy sie utopilo, czy jak?

          Znam agenta, ktory jest bardzo solidny, ale fakt, nietani. Dla porzadku dodaje.

          No i - strasznie zdziadzialo to forum jakos sad

          --
          obrazy, malunki i nie tylko
    • 17.09.13, 09:23
      mlody-utopista napisał(a):

      > Witam serdecznie,
      >
      > jestem młodym (22 l), nie bojącym się wyzwań i otwartym na świat chłopakiem. Za
      > wsze chciałem zamieszkać za granicą ale jakoś jeszcze nie odnalazłem swojego mi
      > ejsca.
      >
      > Dotychczas pracowałem tylko wakacyjnie, min w Irlandii, w USA czy na Krecie. Ob
      > ecnie mam stałą, stabilną prace w PL, ale czuje że to nie jest dla mnie - chce
      > spróbować czegoś nowego, życia w całkowicie odmiennym miejscu. UK czy IRL to ni
      > e to czego pragnę. Zastanawiałem się już nad Kanadą i Stanami, ale od pewnego c
      > zasu rozmyślam o Australii.
      >
      > I tu właśnie jest moje pytanie - czy uważacie, że Australia jest dobrą destynac
      > ją dla młodego poszukiwacza przygód? --
      Dopoki nie wynaleziono internetu, nie wiedzialem ze na swiecie jest tylu kretynow.
      • 18.09.13, 19:29
        Rozumiem, że piszesz o sobie, "pogromco kretynów", nieprawdaż? Jezeli nie rozumiesz znaczenia wyrazu, zajrzyj do słownika!

        Jakie to piękne, że sa jeszcze tacy ludzie na tym świecie, młody 22 lata , ale nie skażony materializmem! Oczywiście, jeżeli dobrze znosisz upały, jedź! Należy zwrócić się do Ambasady w Warszawie, tam otrzymasz wszystkie dokumenty do wypełnienia.
        Nie wątpię, ze Ci sie uda! Powodzenia!
        • 23.09.13, 10:48
          salamandra.69 napisał(a):

          > Rozumiem, że piszesz o sobie, "pogromco kretynów", nieprawdaż? Jezeli nie rozum
          > iesz znaczenia wyrazu, zajrzyj do słownika!

          Nie ma w jezyku polskim takiego slowa.

          >
          > Jakie to piękne, że sa jeszcze tacy ludzie na tym świecie, młody 22 lata , ale
          > nie skażony materializmem!

          Pyszne, akurat glowna motywacja tego, jak piszesz, mlodego, jest kasiora.



          --
          Dopoki nie wynaleziono internetu, nie wiedzialem ze na swiecie jest tylu kretynow.
          • 23.09.13, 11:10
            Jezyka Polskiego Wydawnictw Naukowych PWN S.A.
            I oto efekt:

            sjp.pwn.pl/szukaj/destynacja
            --
            Dopoki nie wynaleziono internetu, nie wiedzialem ze na swiecie jest tylu kretynow.
    • 17.09.13, 16:02
      tam sie chodzi do gory nogami wiec chyba tak, jedz
    • 20.09.13, 11:34
      Jedź do Kanady, programy imigracyjne, socjal, itp. ten kraj daje zielone światło dla ludzi ambitnych no i klimat mniej gorący. W necie mnóstwo info na ten temat...
      Powodzenia
      • 21.09.13, 19:11
        Kiedys do Australii przyjmowali tylko bialych. Teraz najechalo sie tam pelno shit z calego swiata. Za 50 lat Australia bedzie "chinska".....
        • 22.09.13, 02:44
          5magna napisał(a):

          > Kiedys do Australii przyjmowali tylko bialych. Teraz najechalo sie tam pelno sh
          > it z calego swiata. Za 50 lat Australia bedzie "chinska".....

          Poczytaj moze najpierw zanim wpiszesz te oczywiste oczywistosci. "Kiedys" bylo przez rokiem 1970, czyli wnioskuje w czasach gdy sam robiles jeszcze w pieluchy o ile juz na tym swiecie byles. Poza tym to historycznie Australia byla "chinska" od samego poczatku.

          museumvictoria.com.au/origins/history.aspx?pid=9
          Kan
          • 22.09.13, 10:19
            Coś podobnego! Doprawdy??? To Australia, nie nalezy do nas smile)))? Przecież wszędzie - przeszkadzają nam, "czarnuchy", "ciapate", Żydzi, Rosjanie, a nawet - Niemcy nas biją.... Jeśteśmy narodem wybranym, niech Chińczycy nam nie podskakują!
      • 22.09.13, 12:20
        "no i klimat mniej gorący."

        No, rzeczywiscie...
        www.weatherzone.com.au/act/act/canberra
    • 24.09.13, 21:39
      Mentalność dziecięca.
      --
      A poza tym uważam, że Jarosław Kaczyński powinien odejść, a jeśli sam z własnej woli nie odejdzie, to powienien zostać postawiony przed właściwym sądem za sponiewieranie godności Rzeczypospolitej, za insynuacje polityczne, za niszczenie autorytetu najwyższych instytucji państwa polskiego, za przyczynianie się do utraty wiarygodności Polski w Europie...
    • 29.09.13, 23:29
      Nie wiem jak twój angielski, ale polski do dupy.

      Jedź sobie gdzie chcesz, ale już się nie produkuj tutaj!
      --
      God = Gold, Oil, Drugs
    • 30.09.13, 16:02
      mlody-utopista napisał(a):

      > Witam serdecznie,
      > jestem młodym (22 l), nie bojącym się wyzwań ......


      Nigdzie nie wyjezdzaj. Nie nadajesz sie do emigracji. Mylisz emigracje z turystyka zawodowa. Rady internautow sa b.naiwne.
      Nie mialbys takiego problemu gdyby rodzice, w czasach gdy wielki Walesa budowal
      demokracje w Polsce , nie bali sie i wyjechali z polskiego grajdolu.
      W latach 1978 - 1990 wyjechalo prawie milion Polakow - pozostaly w Polsce ofermy ,oszusci.
      i przestraszeni idealisci.W statystykach GUS zawsze liczba mieszkancow rosla.
      Kanada, USA i Australia sa b.dobre dla osob z otwarta glowa.
      To tylko kwestia preferencji.Niektorzy wola BMW, inni Mercedesa a czesc Ferrari.

      Spector
    • 17.11.14, 11:16
      A czy trudno dostać wizę?

      --
      Ocieplenie domu krok po kroku
      • 18.11.14, 02:55
        kosmov napisał(a):

        > A czy trudno dostać wizę?

        Zalezy o jaka wize Tobie chodzi.
        www.immi.gov.au/Pages/Welcome.aspx
        www.australia.pl/wsawpolski/Visas_and_Migration.html

        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
        Jak gadać z królikami
      • 18.11.14, 16:12
        kosmov napisał(a):

        > A czy trudno dostać wizę?
        >
        • 23.07.15, 09:34
          Mnie wysyłają tam z pracy i dostałam bez problemów ale wiadomo, to była wiza pracownicza, więc pewnie łatwiej ją dostać zwłaszcza kiedy wysyła Cię tam firma.
          • 24.07.15, 11:32
            Nie ma tez zadnych problemow z turystyczna - dla turystow.

            Kan
    • 20.08.15, 06:03
      Ambitne plany. Wycieczki turystyczne Cie nie interesuja a pytasz jakie atrakcje mozemy polecic.
      Ile czasu tu bedziesz? No, bo, jezeli dwa tygodnie, to szkoda sobie tymi tematami glowe zawracac.
      Co rozumiesz pod pojeciem "kultura"? W szerokim pojeciu bedzie to kultura anglosaska, a emigranci staraja sie do niej dopasowac. Podobnie jest w Kanadzie czy N.Z. Natomiast USA jest juz zupelnie inne .
      Normalne codzienne zycie dostarcza informacji jak ludzie zyja, ale musisz znac dobrze jezyk i miec odpowiednie kontakty, inaczej tylko lizniesz tej kultury.
      Zreszta w krotkim czasie i tak nie masz szansy zobaczyc jak ludzie pracuja, na co im starcza,
      jak mieszkaja, jak spedzaja czas wolny,itd.itp.
      Tak, ze wiesz, zostaw te sprawy same sobie, a sam rob to co robia wszyscy turysci.
      Wynajmij samochod, pojezdzij pare tysiecy kilometrow po kraju, zobacz to, co Australia ma do zaoferowania turystom, a o ludziach i kulturze to najlepiej poczytac.
      Wez pod uwage uwarunkowania polityczno-gospodarcze, sklad etniczny, historie i nie spodziewaj sie cudow od mlodego kraju, ktory ma raptem 200 lat , a jest niepodleglym panstwem okolo 100. Docen ile Australia osiagnela w stosunkowo krotkim czasie i nie porownuj jej do Europy z jej kilku tysiacami lat rozwoju spolecznego i kulturalnego.
      Staraj sie spedzac czas tylko i wylacznie wsrod Australijczykow, a nie emigrantow z Polski czy w ogole emigrantow, no i jak juz wspomnialem, pare tygodni nie daje zadnych szans na poznanie kultury zadnego kraju, nawet jezeli znasz plynnie jezyk.
    • 20.08.15, 11:01
      gdziekolwiek, skonczy sie twoja podroz...!
      najblizszy pub, najlepszy drogowzkaz....!
      karon81 napisał(a):

      > Co warto zobaczyć, jakie atrakcje polecacie?(...)
      > Chcę poznać kulture, ludzi itp.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.