Dodaj do ulubionych

jak szukac pracodawcy wiza 457

13.12.14, 18:20
Zastanawiam się w jaki sposob zaczac szukac pracodawcy chcącego zasponsorowac wizę w sektorze metalowym a konkretnie cnc. Jakies fora branzowe, stowarzyszenia, prasa? No i przede wszystkim czy jest szansa. Tak sobie myślę, ze jakieś drogi muszą być skoro samych Azjatow tyle zjezdza do Au. A moze Polonia potrafila by pomoc?
Edytor zaawansowany
  • 14.12.14, 12:04
    Witaj, zanim tutejsi mędrcy tego świata zaczną cię pouczać i częstować suchymi linkami do stron rządowych etc.., ja napiszę coś od siebie jako osoba, która przeszła przez to o co pytasz czyli sponsoring w... Australii.

    Po pierwsze: nie licz na żadne fora branżowe w Australii, generalnie działalność blogowo/forumowa tutaj nie istnieje, a już napewno nie na takie tematy. Ogólnie, jak chcesz znaleźć poradę na jakikolwiek temat to zawsze szukasz na stronach z USA albo Polskich blogach/forach/yt itp. Tutejsi nie interesują się czymś takim i nie wymieniają między sobą użytecznymi informacjami jak to robią inne narody.
    Prasa, owszem istnieje ale to też będzie bezużyteczne. Każdy zawsze krzyczy weź gazętę jak chcesz znaleźć pracę-tam są ogłoszenia!(tyczy się to szczególnie ludzi starej daty, którzy ze 30 lat już nie szukali pracy).No i co z tego, że parę ogłoszeń jest jak to wszystko nie działa. Jeszcze nie poznałam nikogo tutaj kto by znalazł pracę szukając jej w gazecie.
    Możesz spróbować wyszukać strony www firm, które cię interesują i po prostu spróbować się z nimi skontaktować przez e-mail albo tam zadzwonić, jednak wątpię czy ktokolwiek będzie chciał poważnie z tobą rozmawiać na taką odległość i nie znając cię. To, że tobie bardzo zależy i w ogóle raczej nikogo nie będzie obchodziło, no chyba że jesteś specjalistą światowej rangi i akurat natrafisz na firmę, która takowego potrzebuje.. Szanse: jedna na ileś tam tysięcy..

    Jeśli chodzi o tą ogromną liczbę Azjatów zjeżdżających do Australii to sytuacja wygląda tak, że oni sobie nawzajem bardzo pomagają, wciągają się do pracy, przekazują informacje masowo innym Azjatom (i tu właśnie dużą robotę odwalają ich fora itd, itp) i to naprawdę działa w przeciwieństwie do tzw. Polonii i ich pomocy, którą ewentualnie można by było w Australii uzyskać. Polacy, jesli młodsi i przyjechali do Australii stosunkowo niedawno to może by i mogli w czymś dopomóc bo większość z nich borykała się z problemem wiz i PR, problem tylko jak ich znaleźć i czy który/którakolwiek z nich wie coś na temat sponsorowania w sektorze metalowym/cnc. Szanse są tak niskie jak mało co. To już z pewnością niejeden Azjata by coś na ten temat wiedział, zważywszy ilu ich tutaj w Australii jest, wiadomo liczba ogromna to i prawdopodobieństwo dużo większe. Zapewne zatrzymałby jednak cenne informacje dla swoich znajomych. Liczba Polaków w Au jest na tyle niska, że szukanie odpowiedniej wiedzącej coś na ten temat osoby mija się z celem. Stracisz cenny czas i nic się nie dowiesz.

    Na twój problem jest tylko jeden sposób, trzeba do Australii przybyć (na jakiejś wizie, która daje prawo do pracy chociaż na pół etatu) i znaleźć pracę w zawodzie w którym się chce sponsoringu albo jakąkolwiek pracę po czym szukać na własną rękę sponsora w interesujących nas firmach. Kontakt face to face z przyszłym sponsorem to niezbędna i najważniejsza rzecz bo musisz się jakoś zaprezentować, określić, pokazać co potrafisz i powolutku zawiązywać więź z upatrzonym sponsorem. Wiadomo, że nigdy nie ma gwarancji że to będzie właśnie to i może trzeba będzie zacząć szukać od nowa.. Znajomość biegła angielskiego to mus, inaczej nie licz na wielkie osiągnięcia w Australii, a zwłaszcza jesli chcesz aby ktoś cię zasponsorował. Mówiąc "biegła" musi być naprawdę biegła, a nie "dobra tam, dogadam się jakoś" Jeśli tak, to lepiej nie kupować wcale biletu lotniczego bo stracisz sporo pieniędzy. Angielski ma być bardzo dobrze opanowany, a do tego musisz mieć ogromną cierpliowść i żyłkę "detektywa", umieć rozszyfrowywać co kto powiedział bo angielski mówiony Australijczyków jest okropnie niezrozumiały dla nowicjuszy. Ostatnią rzeczą jaką byś chciała aby się wydarzyła jest niedopowiedzenie lub niezrozumienie jakiegoś ważnego szczegółu dot. powiedzmy warunków twojej umowy o pracę/sponsoringu, a nie wszystko tutaj dostaniesz na piśmie, często pracodawca może po prostu zadzwonić z warunkami umowy czy czymkolwiek do omówienia i bełkotać jak pijany wyrzucając z siebie 1200 słów na minutę z niezrozumiałym tobie akcentem. Gwarantuje ci, że po 10 sekundach się pogubisz, a oni nie lubią jak się ich nie rozumie (tak jak nie lubią się uczyć obcych języków) Myślę, że kwestię znajomości angielskiego przedstawiłam dość jasno. Oczywiście nigdzie się tak nie nauczysz rozumieć Australijczyków jak w Australii, żadne najbardziej zaawansowane lekcje i wykłady w Polsce tego nie nauczą, nie ma co się łudzić. Na to potrzeba też sporo czasu.

    No i na koniec, pamiętaj że Australia jest nie dla każdego. To nie jest wcale raj (jak opisują tu i tam), to cięzki solidny kop w cztery litery (dla przyjezdżających tutaj w ostatnich dekadach na rożnego rodzaju dzikich wizach z jeszcze dzikszymi planami w głowach). Australia to ciężka praca, często uciążliwa jak dla początkującego Polaka pogoda, izolacja od rodziny i samotność, poniżanie się by osiągnąć kolejny i kolejny cel i doświadczanie dyskryminacji na każdym prawie kroku (pomimo,że mamy taki sam kolor skóry jak niektórzy Aussies). Z czasem to wszystko się powoli układa i łagodnieje, a człowiek obojętnieje na różne rzeczy, ale początki są naprawdę hardcorowe. Powodzenia więc i spełnienia planów!
  • 15.12.14, 08:26
    a dałaś co na mszę?
  • 25.12.14, 22:56
    To prawda, a nawet wiecej. Zwroccie uwage ze Azjaci w Australii wogle nie umieraja, a jak juz ktory umrze to zwloki jakos po kryjomu utilizuja (wielu Azjatow to bardzo zdolni kucharze), a na ten paszport przylatuje nastepny Azjata. No a Polacy... szkoda gadac.
  • 14.06.15, 18:05
    Azjaci , to przede wszystkim preferują wizę "na miłość" , żenią się tam i od razu mają praktycznie obywatelstwo big_grin I wcale , powiem niegłupie wyjście :3
  • 14.12.14, 15:42
    i zapytaj, czy sa zaintersowani....?

    www.cncsheetmetal.com.au/
    www.dvrengineering.com.au/
    www.metaltexaustralia.com.au/
    www.yann.com.au/
    www.metalform.com.au/metal-form-cnc-machining
    www.wigleyengineering.com.au/laser_cutting.html
    i duzo wiecej...!

    0joasia1 napisał(a):

    > Zastanawiam się w jaki sposob zaczac szukac pracodawcy chcącego zasponsorowac
    > wizę w sektorze metalowym a konkretnie cnc. (....)
  • 15.12.14, 10:32
    A bardzo dziekuje za linki.
  • 15.12.14, 08:11
    robotnicy, pracownicy biurowej, superwajzorki czy też pani inżynier?
  • 15.12.14, 10:31
    Mój mąż jest technologiem i kiero
    wnikiem produkcji w zakladzie produkujacym elementy silownikow hydraulicznych oraz drobne elementy do czujników dymu na platformach oil. Programuje maszyjy cnc, obsluguje tez manualne bo ma 3 letnia szkole tokarz- slusarzpotem studia z zarządzania produkcją. Nie ma tytulu inż. Zna g kody, Fanuca, Sinumerika i rozne inne. Nie jest typem administracyjnym tylko pracuje z ludźmi przy maszynach koordynujac i wdrazajac projekty. 20 lat doswiadczenia w branży. Wiem, ze jest zapotrzebowanie na takich fachowców. Stąd szansa na pracę w zawodzie za granicą. Szukamy wiec roznych możliwości 457 rozpatrujemy jako jedna z nich.
  • 15.12.14, 11:05
    niestety, ale bez języka, chowając się za pazuchą żonki, nie będzie mógł nic wskórać
  • 15.12.14, 11:34
    Moj mily kolego, zonka tylko grzecznie pyta ale jak widac niepotrzebnie. Odmeldowuje sie
  • 16.12.14, 06:41
    Joasia, niech maz tez napisze tutaj www.anca.com.
    --
    If you don't design your own life plan, chances are you'll fall into someone else's plan. And guess what they have planned for you? Not much.
  • 16.12.14, 23:52
    Jesli maz ma 20 lat doswiadczenia w branzy to moze sie ubiegac do IEAust o uznanie kwalifikacji jako inzynier pomimo tego, ze nie ma papieru.
    Lub o uznanie kwalifikacji jako engineering technologist.
    Wymagana do tego bedzie dobra znajomosc jezyka, bez tego nie ma szans, o ile sie nie byle IELTS trzeba zdac na conajmniej 7 w kazdym module.

    Uznanie kwalifikacji moze otworzyc droge do normalnej aplikacji na wize stalego pobytu.
  • 17.12.14, 16:07
    bardzo fajnie, ze napisales szopen...!
    luiza, powinna zafudowac ci, lody w sydney, kawe w melbourne.....!
    szopen_cn napisał:

    > Jesli maz ma 20 lat doswiadczenia w branzy to moze sie ubiegac do IEAust o uzna
    > nie kwalifikacji jako inzynier pomimo tego, ze nie ma papieru.
    > Lub o uznanie kwalifikacji jako engineering technologist.
    > Wymagana do tego bedzie dobra znajomosc jezyka, bez tego nie ma szans, o ile si
    > e nie byle IELTS trzeba zdac na conajmniej 7 w kazdym module.
    >
    > Uznanie kwalifikacji moze otworzyc droge do normalnej aplikacji na wize stalego
    > pobytu.
  • 17.12.14, 21:44
    Dobrze wi3dziec szopen, dzieki za info
  • 19.12.14, 08:55
    Dobrze by było gdyby małżonek podkształcił się nie tylko w angielskim, ale i w Mandarin. Firmy australijskie, zwłaszcza te w przemyśle metalowym, przeniosły produkcje niemal całkowicie do Chin, t.zw. outsourcing. Potrzebni więc są, zwłaszcza na szczeblu menedżerskim, fachowcy znający angielski i mandaryński. Praca polega na tym że menedżment ma biuro w Australii i lata periodycznie do Chin. Tak więc menedżment jeszcze się trzyma, podczas gdy robotników zwolniono, bo chińscy są tańsi. Jest szansa że zaczną też szukać tańszego menedżmentu. Na wszelki wypadek dobrze jest znać dwa wyżej wymienione języki. Ja już temu nie podołam, ale mój syn uczy się w szkole chińskiego.
  • 25.12.14, 07:29
    W zakładzie gdzie pracuję, znam kilka przykładów osób, które przyjechały do Australi na wizie 457.
    Przypadek 1. Egipcjanin, z wykształcenia księgowy, przyjechał z rodzina- znajomość angielskiego na poziomie najwyżej 3 (a nie 7), obecnie pracuję jako konserwator (pracownik niekwalifikowany). Zapraszającym był jego szwagier pracujący u nas na stanowisku kierowniczym.
    Przypadek 2. Włoszka, pracowała jako barmanka. Jak się dostała to szczegółowo nie wiem, ale na stanowisku kierowniczym mieliśmy też Włocha z pochodzenia. Jej język był prawdopodobnie na poziomie 6.
    Przypadek 3. Podobny jak przypadek 2.

    Kwalifikacje? W Australii? To piękno w oczach patrzącego. Mój największy szef -nie ma żadnych kwalifikacji do tego co robi, poza dużą ilością pieniędzy. Dyrektor/ kierownik mojego zakładu- odpowiednik polskiego technikum. Szef mojego oddziału- zawodówka (nie posiada wykształcenia średniego). Inżynier w moim oddziale- robotnik niekwalifikowany. Posiadacz dwóch stopni naukowych- sprzątacz. Poza nielicznymi wyjątkami to jest w Australii normą.
  • 25.12.14, 20:20
    Dziękuję i za taki głos. Wprawdzie nie mam znajomych w Au ale Twoj opis dał mi światełko. Zatem warto próbować. Moze wśród Polonii?
  • 25.12.14, 22:31
    Wprawdzie nie mam znajomych w Au ale Twoj opis dał mi światełko. Zatem warto próbować.

    Jesli mierzysz nisko, to warto. Niestety brak znajomych, a tym bardziej rodziny, w Australii to powazny mankament w oczach urzednikow d/s imigracji.
  • 26.12.14, 00:59
    dicksmith napisał:

    > Jesli mierzysz nisko, to warto.

    Oto dwa edukacyjne przypadki z Australii. Obydwie opisane poniżej osoby znam bardzo dobrze.
    1. Przyjechała do Australii 33 lata temu, ukończyła przed przyjazdem Zasadniczą Szkole Gastronomiczna w zawodzie kucharz, posiadała 1 rok doświadczenia, otrzymała wizę z uwagi na kwalifikacje. W Australii dodatkowo ukończyła kurs kierowników zakładów gastronomicznych (6 miesięcy) i ciągle się uczy. Angielski w chwili rozpoczęcia pracy na poziomie 6. Potrafiła swobodnie rozmawiać, pisać i czytać na każdy temat, z okazyjnymi błędami gramatycznymi i polskim akcentem. W dziedzinie gastronomii jej angielski był na poziomie 9(perfekt). Nigdy nie mierzyła wysoko. Była pokorna i pracowitą. Obecnie ma 57 lat. Ostatnie 15 lat pracuję jako “Executive Chef/Szef Kuchni. Jest przełożonym pomiędzy 10-20 pracowników. Pracuje 38 godzin/tydzień. Jej wynagrodzenie to ponad 100 000 dolarów/rok, czyli ponad 280 000PLN/rok. Gdyby jutro straciła pracę to prawdopodobnie nie miałaby najmniejszego problemu znaleźć następna.
    2. Przyjechał do Australii 24 lata temu. Wykształcenie uniwersyteckie, Bachelor of Commerce z kilkuletnim doświadczeniem w hotelarstwie. Przyjechał do Australii z uwagi na swoje kwalifikacje. Przed przyjazdem pracował w hotelu będącym ogniwem australijskiego łańcucha. Po prostu przeniósł się. Jego znajomość angielskiego też na ok 6. Mówi językiem trochę trudniejszym do zrozumienia niż osoba 1, ale za to bardziej poprawnie gramatycznie. Ostatnie kilkanaście lat pracuje jako “Purchessing Manager”. Jest szefem 1 pracownika. Powinien pracować 38godz/tydzień, ale oczekiwane jest aby pracował ok 50 godz/tydzień. Jego wynagrodzenie to 53 000 dolarów na rok, czyli ok 150 00PLN.

  • 25.12.14, 23:21
    Tu masz liste
    en.wikipedia.org/wiki/Polish_Australian
    myslisz ze pomoga?

  • 26.12.14, 11:42
    pracodawsza...raczej, na to nie licz...!

    0joasia1 napisał(a):

    > Moze wśród Polonii?
  • 26.12.14, 11:31
    nie wiem, gdzie pracujesz, ale gdzie ja pracuje, kwalifikacje licza sie ogromnie....!
    przypadek .. men, 47,phd z chemii, angielski pisany,bardzo dobry, angielski mowiony, trudny w komunikacji,zaczyna jako pracownik fizyczny na linii pakowania,marzenie, to praca w labolatorium zakladowym, wysyla swoje cv, na wszystko, co sie pojawia....nagle, klik, dostaje zastepstwo macierzynskie w lab na 12 miesiecy.... potem znika na dwa lata, do konkurencji...
    potem pojawia sie z powrotem, jako kierownik kontroli jakosci.... na pierwszym miejscu wytluszczone, kwalifikacje i phd z indii...!

    twoje obserwacje,doswiadczenia, sa tylko twoje... nie sa zadna australijska norma....smile


    krakkrakusek1au napisał:
    > Inżynier w moim oddziale- robotnik niekwalifikowany. Posiadacz dwóch stopni naukowych-
    > sprzątacz. Poza nielicznymi wyjątkami to jest w Australii normą.
  • 26.12.14, 22:05
    Hindusi to inna para kaloszy, w przeciwienstwie do Polakow naleza do tej samej cywilizacji co Australczycy, krykietowej
  • 27.12.14, 14:30
    ale niekoniecznie...!
    dla mojej firmy nie ma znaczenia.. india, polska, licza sie kwalifikacje....smile!
    Blackstone Group


    dicksmith napisał:

    > Hindusi to inna para kaloszy, w przeciwienstwie do Polakow naleza do tej samej
    > cywilizacji co Australczycy, krykietowej
  • 27.12.14, 22:58
    amerykanski inwestor w nieruchomosci i centra handlowe. Nie bardzo rozumiem co na tym przykladzie chcesz udowodnic.
  • 28.12.14, 16:06
    tylko to, ze to wlasciciel firmy, w ktorej pracuje, gdzie kwalifikacje pracownikow, sa w cenie....!

    dicksmith napisał:

    > amerykanski inwestor w nieruchomosci i centra handlowe. Nie bardzo rozumiem co
    > na tym przykladzie chcesz udowodnic.
  • 29.12.14, 20:11
    jesli tak to w polowie wlasnosc Chin
  • 27.12.14, 04:56
    @gobo2
    Napisales:
    "twoje obserwacje,doswiadczenia, sa tylko twoje... nie sa zadna australijska norma.... ".
    Zgadzam sie calkowicie. To stwierdzenie odnosi sie takze do Ciebie.

    Znasz moze jakies badania statystyczne rynku pracy w Australii, ktore sugerowalyby zdecydowanie to co piszesz? Znasz moze jakis przepis prawny zmuszajacy pracodawce do zatrudniana zgodnie z kwaliifikacjami potwierdzonymi przez uczelnie? Czy wiesz, ze aby otrzymac np 'Full Builder License (unrestricted) potrzeba przede wszystkim odpowiednich pieniedzy?
    Nazwy takie jak: "Quality Manager", "Senior Marketing Director" itp, itd, to eufemizmy stworzone dla naiwnych pracownikow, zastepujace godziwe wynagrodzenie a uzywane w celu zmotywowania ich do niewolniczej pracy.

    W kapitalizmie, jedynym wskaznikiem waznosci stanowiska pracy jest wynagrodzenie w dolarach...
  • 27.12.14, 14:17
    wiec, po co,te kwiatki...?
    rozumiem, ze pokazujesz, co sie dzieje u ciebie, w pracy...!
    ale, to jeszcze nie powod, zeby bawic sie w takie opinie ...!

    krakkrakusek1au 25.12.14, 07:29 napisał:
    > Inżynier w moim oddziale- robotnik niekwalifikowany. Posiadacz dwóch stopni naukowych-
    > sprzątacz. Poza nielicznymi wyjątkami to jest w Australii normą.

    >gobo2
    > "twoje obserwacje,doswiadczenia, sa tylko twoje... nie sa zadna australijska norma.... ".

    krakkrakusek1au napisał:
    > Zgadzam sie calkowicie. (....)
  • 27.12.14, 16:48
    "Dobrze by było gdyby małżonek podkształcił się nie tylko w angielskim, ale i w Mandarin"
    Niech tez podszlifuje po troszku wszystkie 415 jezykow indyjskich plus somali, arabic, bemba, tonga, lozi, lunda, luvale, kaonde, nyanja i chewa bo napewno wkrotce mu sie przydadza w Australii.

    "Kwalifikacje? W Australii? To piękno w oczach patrzącego. Mój największy szef -nie ma żadnych kwalifikacji do tego co robi, poza dużą ilością pieniędzy. Dyrektor/ kierownik mojego zakładu- odpowiednik polskiego technikum. Szef mojego oddziału- zawodówka (nie posiada wykształcenia średniego). Inżynier w moim oddziale- robotnik niekwalifikowany. Posiadacz dwóch stopni naukowych- sprzątacz. Poza nielicznymi wyjątkami to jest w Australii normą"

    Norma to w Australii jest burdel panujacy na rynku tak zwanej "pracy" bo prawdziwa praca tego nazwac nie mozna. Burdel i bajzel, chaos i burdel. Czy wspomnialem juz o burdlu? Jakie kwalifikacje???? Jakie doswiadczenie???? Jacy do diabla specjalisci??? gdzie oni sa bo ich nie widac!! hahahaha... chyba sobie zartujecie. W Australii na rynku tak zwanej "pracy" licza sie tylko i wylacznie znajomosci i prosze sobie to zapamietac i nie pisac tutaj takich bzdur!


    "Jesli mierzysz nisko, to warto. Niestety brak znajomych, a tym bardziej rodziny, w Australii to powazny mankament w oczach urzednikow d/s imigracji"

    Ja bym powiedzial, ze jasny kolor skory jest tym powaznym mankamentem ale szanuje i twoje zdanie.

    Narazie!

  • 27.12.14, 21:57
    @kajetanseweryn0
    Zgadzam sie.

    Niedawno Australia rzadzila ALP. Na moim lokalnym zebraniu tej partii zaproponowalem nowe prawo. Sugerowalem aby wprowadzic prawo do pracy, obowiazek zatrudniania zgodnie z kwalifikacjami i mozliwosc weryfikacji tego prawa w sadzie. Sekretarz mojego POP /"Branch Secretary" zabral moja propozycje i stwierdzil, ze bedziemy nad nia glosowac za tydzien. Najprawdopodobniej skonsultowal ja z wyslannikami CIA, bo nigdy przedtem nie odwlekal glosowania. W drugim tygodniu, na zebraniu, zobaczylem kilku ludzi, ktorych nigdy wczesniej nie widzialem. Twierdzili, ze sa czlonkami ALP i przedstawicielami zwiazkow zawodowych. W czasie glosowania moja propozycja zostala oddalona wiekszoscia 2 glosow...
  • 28.12.14, 04:01
    "Niedawno Australia rzadzila ALP. Na moim lokalnym zebraniu tej partii zaproponowalem nowe prawo. Sugerowalem aby wprowadzic prawo do pracy, obowiazek zatrudniania zgodnie z kwalifikacjami i mozliwosc weryfikacji tego prawa w sadzie."

    Tak brakuje tutaj jeszcze tylko aby partia dyktowala jakie kwalifikacje powinni miec ludzie wykonujacy niespecyficzne zawody czy funkcje, aby ten 'balagan' zupelnie pograzyc a mniejsze firmy juz calkowicie udupic.
    Problem kwalifikacje-zawod nie wystepuje np; w nauczycielstwie w zawodach medycznych; lekarz, aptekarz, dentysta, pielegniarka. Nie spotkalam zawodu wykonujacego architekta bez kwitka. Nie orientuje sie zupelnie odnosnie rynku inzynierow - chyba zalezy inzyniera od czego? - jesli po znajomosci tylko i bez kwalifikacji? No ludzie - sorry - chyba nalezy troche odroznic, ze sie samemu swoje zale wylewa na kraj w ktorym sie nam nie powodzi najlepiej czy nie podoba argumentujac, ze tutaj same barany itp. Ok, jest ich sporo. Ok, jest to rynek specyficzny, ale chyba nikt nie kupuje historyjki, ze np; Firma Resi-Med czy Cochlear zatrudniala po kursie weekendowym niedouczonego szwarga Jozefa Smitha?

    Menadzer do usuwania smieci - waste control management - to poprawna nazwa polityczna nadana obslugujacemu smieciarke lub miotle. Zostala ona wlasnie w pocie czola wyprodukowana przez lokalne ALP. Nie rozumiem tez dlaczego wszyscy sie uparli na tym Forum na tego 'sprzatacza', jako przyklad tego ucisnionego phd z Indii, sami bezkrytycznie powielajac stereotyp kazdy mozliwy.

    Takim i podobnymi tytulami szczyca sie wiec pracownicy lokalnych urzedow gminnych, nienajgorzej w sumie oplacani.
    Podobnego zaszczytu tytulomanii doznaje spora grupa 'hospitality' - niestety nalezca do jednej z gorzej oplacanych tradycyjnie i od lat juz wielu.

    Wracajac do tematu (wydawalo mi, ze odpowiedz dosyc obszerna zostala udzielona juz w drugm wpisie plus Szopen) do tego dodajac to mozna chyba tylko jeszcze sprawdzic wsrod posrednikow zajmujacymi sie wlasnie zatrudnianiem na wizie 457. Mozna tez wygooglowac sobie male firmy, ktorych nie podejrzewam aby bylo zbyt wiele i probowac bezposrednio wyslac do pracodawcy.(na zasadzie, ze moze sie trafic jako slepiej kurze)

    Szukanie kanalem ogolnodostepnym(najwiekszym), czyli poprzez posrednikow zatrudniajacych tylko i wylacznie na wizie pobytu stalego, nic nie da. Nie widze zadnej mozliwosci aby takowi zadali sobie jakkikolwiek trud i wyszli poza waskie ramki w jakich operuja. Tutaj tez widze najwieksza trudnosc w znaleznieniu zatrudnienia, bo 'burdel' na rynku pracy obecnie panujacy w glowniej mierze przypisuje funkcjonowaniu takowych. Z posrednikow korzystaja tez wszystkie firmy miedzynarodowe oraz duze. Dostep w takim przypadku do pracodawcy jest wiec niemalze zero dla kazdego z zewnatrz. Stad wzial sie drugi system obiegu - znajomy-znajomemu daje znac o pracy. Ludzie ktorzy sa juz w branzy i szukaja zmiany sami tez korzystaja ze znajomosci i szukaja bezposrednio w firmach poprzez takowe. Wciaz, kazdy przechodzi przez caly proces. Nikt w duzych firmach nie ma nic zagwarantowanego. Zagwarantowane jest tylko, ze podanie zostanie rozpatrzone a nie od razu wsadzone do kosza.

    Male firmy operuja sobie wedle tego jak im sie podoba i nie widze mozliwosci aby wlasciciela takowej za zatrudnienie wlasnego niedorobionego szwagra w ramach aby siostra miala z czego zyc, nalezalo do pierdla wsadzic...uff

    Kan
  • 28.12.14, 09:28
    Male firmy operuja sobie wedle tego jak im sie podoba i nie widze mozliwosci aby wlasciciela takowej za zatrudnienie wlasnego niedorobionego szwagra w ramach aby siostra miala z czego zyc, nalezalo do pierdla wsadzic...uff

    Samo sedno czym jest rynek pracy w Australii. Niestety, Joasia chce ulokowac swojego meza w firmie z branzy CNC na pozycji specjalisty, ale jakie ma szanse skoro na pozycji specjalisty zasuwa niedorobiony szwagier wlasciciela firmy. Ech Kan, dawno cie tu nie bylo, moze bys sie najpierw usprawiedliwilawink
  • 28.12.14, 10:15
    "...moze bys sie najpierw usprawiedliwila"

    Prosze Cie uprzejmie; w listopadzie mielismy w gosciach rodzine z Polski, wiec Nas wiecej nie bylo w domu niz bylo. Pozniej przylecial syn z narzeczona - chyba narzeczona - albo w najgorszym ukladzie dziewczyna. Wieczorami wiec konsumowalismy piwo;"pijesz nie jedz samochodem i nie pisz na Forum".

    Nastepnie bylo juz prawie przed swietami. Zaczely sie wiec serie spotkan; musze byc, powinnam oraz chcialabym. Wszystkie zaliczylam bo na wsi sie nie przebiera, coby nastepnych wieczorow samotnie na przedzeniu kadzieli nie spedzic.

    Sprzatanie, gotowanie. Obecnie robienie zakupow; internetowych oczywiscie bo w tym kraju pomimo, ze czesc ma klopoty ze znalezieniem pracy, malo kto tez pracuje jak sie patrzy na tlumy w godzinach pracy na lokalnym shoppingu. Nie mam wiec nawet odwagi na takowym sie pojawic w tym miesiacu czy nastepnnym, coby mnie rozgoryczony emeryt ewentualnie jakas bitch o podniesionym poziomie testosteronu nie rozjechala.

    Oprocz tego; wacham kwiatki, karmie ptaszki, kapie sie juz w oceanie bo woda wreszcie osiagnela na mojej szerokosci geograficznej temperature wanny.

    A...haha...no tak oprocz tego pracujemy. No patrz, prawie zapomnialam, ze w raju $$ na drzewie nie wisza.

    A co u Ciebie? oprocz oczywistego wisielczego humoru czyli spojrzenia na swiat oczyma Kubusia Fatalisty?

    Pozdrawiam
    Kan
  • 28.12.14, 16:56
    mozna z tym dyskutowac, ale po co....?
    to widac, to czytac, to czuc...!

    kan_z_oz napisała:

    >crying...)w listopadzie mielismy w gosciach rodzine z Polski, wiec
    > Nas wiecej nie bylo w domu niz bylo. Pozniej przylecial syn z narzeczona - chyba narzeczona -> albo w najgorszym ukladzie dziewczyna.(....)
  • 28.12.14, 20:25
    A...haha...no tak oprocz tego pracujemy. No patrz, prawie zapomnialam, ze w raju $$ na drzewie nie wisza.

    A...haha... praca na samym koncu. Jak ja pracowalem, to na robienie zakupow nie mialem juz ani czasu ani energii. Pewnie dlatego zaliczylem w sumie w Australii juz 9 redundancies. Ostatnia praca, 3 lata na kontrakcie, a wiec na umowie smieciowej, wiec nawet wyprawki na sam koniec nie dali. Przyznaje, Kubus Puchatek ma duzo lzejsze zycie niz Kubus Fatalista wink
  • 27.12.14, 23:10
    Jacy do diabla specjalisci??? gdzie oni sa bo ich nie widac!!

    Niedawno mielismy boom gorniczy, ktory rozruszal nieco gospodarke. Pojawilo sie zapotrzebowanie na specjalistow inzynierow, okazalo sie ze ich brakuje, pomimo tego ze uniwersytety produkuja absolwentow z roku na rok coraz wiecej. Niestety boom sie skonczyl i specjalistow spowrotem wyrzucono na dole. Menedzerowie nie musza byc specjalistami, wiec nadal maja prace.
  • 28.12.14, 16:28
    doswiadczenia.... ale u mnie, jak sa klopoty, to najpierw na rzez idzie administracja, potem menadzeria obslugi danych, potem menadzeria wydzialowa, jak to nie pomaga, to menadzeria glowna...specialisci, produkcja, jest ostatnia , bo ktos , w koncu, musi cos produkowac i robic profit....!
    dicksmith napisał:

    >Menedzerowie nie musza byc specjalistami, wiec nadal maja prace.
  • 28.12.14, 20:07
    produkcja, jest ostatnia , bo ktos , w koncu, musi cos produkowac i robic profit....!

    Widze ze nie ogarniasz calosci organizacyjnej. Produkcja nie jest ostatnia do zwolnienia, bo ktos ja musi przeciez na samym koncu zwolnic, a to ktos to menedzmet. Dam ci przyklad. Dobrych kilka lat temu zwolniono mnie, a pare miesiecy pozniej robotnikow, bo jaki sens ciac blache laserami, formowac na prasach, spawac robotami, wszystko w Australii, jak mozna sprowadzic gotowe czesci z Chin. Chinczykow stac na te same, a nawet lepsze maszyny - oblicz sobie, co moga kupic, gdy sie milliard Chinczykow zrzuci po 10 centow. Produkcje wiec w Australii zatrzymano, ale Production Manager pracy nie stracil, teraz nazywa sie Supply Chain Manager.
  • 29.12.14, 11:04
    Jak ja pracowalem, to na robienie zakupow nie mialem juz ani czasu ani energii. Pewnie dlatego zaliczylem w sumie w Australii juz 9 redundancies.


    Ouch. Bez wzgledu ile by Ci nie zaplacili do przyjemnosci to nie nalezy. Nie spotkalam gieroja ktorego taka cyferka by nie ruszyla. Pracujesz obecnie?czy dales sobie spokoj? Jakos mi sie wydaje, ze blisko emerytury jestes?

    Kan
  • 29.12.14, 19:45
    Do 10x sztuka. Emerytura? a co to takiego? Widze ze wciaz masz europejskie nalecialosci.
  • 29.12.14, 12:36
    klopoty, to wlasciciele, wynajeli firme, do strzyzenia....
    i strzygli, wedlug rekomendacji, zadnego zwiazku i wkladu lokalnego menedzmentu nie bylo....
    specjalisci i produkcja jest ostatnia, bo moze ja zwolnic, tylko wlasciciel zamykajac kramik....!

    facet po prostu, jest dobry, w tym co robi.... tytuly sie zmieniaja, obowiazki takze...!

    dicksmith napisał:

    > Produkcja nie jest ostatnia do zwolnienia, bo ktos ja musi przeciez na samym koncu zwolnic,
    >a to ktos to menedzmet. (....)
    > Production Manager pracy nie stracil, teraz nazywa sie Supply Chain Manager.
  • 29.12.14, 20:06
    Bywa tak ze menedzmet jest wlascicielem, wtedy niewiele wiadomo o finansach firmy bo wlasciciel nie jest zobowiazany informowac o tym publicznie.
  • 29.12.14, 21:01
    Dziękuję, zaangażowanie w ten wątek jest ok. Poznałam wiele punktów widzenia. Każdy wart uwagi. Mimo wszystko wnioskuję, ze najlepiej wybrać kilka dróg i być zdeterminowanym. Najlepiej jak widać bylo startować "za komuny"-często socjal i zasiłki za free. Potem "na studenta" a nuż wyjdzie. Fachowiec ma najtrudniej, szczególnie jeśli "wiekowy" czyli po 40 stce. Au to nie kraj dla wszystkich, da Ci w doope a potem może porzucić albo przytulic. Do tego wszystkiego kopiesz się z biurokratycznym koniem, udowatniasz własną wartość i możesz startować od zera. Kupa kasy min. 30 000 aud to minimum przetrwania. Jeśli coś pominelam, proszę o uzupełnienie. W porownaniu do Pl, stwierdzam-wszystko warte wysiłku.
  • 30.12.14, 09:34

    W Australii ?fachowiec? to także osoba z wykształceniem zawodowym, bez matury, ale potrafiącą coś robić. Tutaj każdy kto ma zawód posiada ?tertiary?/wyższe wykształcenie.

    Najważniejszymi kwalifikacjami, przy szukaniu pracy, zwłaszcza na rynku prywatnym są: fachowość, pokora, grzeczność, dyspozycyjność i? niskie oczekiwania. Wprost trudno mi sobie wyobrazić znalezienie pracy bez osoby poręczającej, tkzw ?referee?.

    Za PRl, emigracja oparta była również na posiadaniu potrzebnych kwalifikacji. Wizy otrzymywali ci, którzy w opinii Rządu Australii posiadali te potrzebne tutaj.

    Trochę historii Australii. Profesor Zubrzycki przyjechał do AU zaraz po wojnie. Pierwszą pracą, jaką mu zaoferowano była pozycja robotnika niewykwalifikowanego. Dopiero strajk innych emigrantów z Polski wymusił zatrudnienie go w biurze.
    Karol Kruszelnicki, emigrant polski, urodzony w Szwecji, który przyjechał tu jako dziecko, Australijczyk Roku, profesor, doktor, magister (kilka razy), bakałarz (kilka razy), laureat nagrody Nobla (z Harvardu), fizyk, chemik, biolog, matematyk, inżynier, lekarz medycyny, chirurg- jeszcze po skończeniu drugiego stopnia naukowego pracował jako robotnik i kierowca taksówki. Pierwsza pracę ?umyslowa? uzyskał w? radiu- jako expert od wszystkiego/?Mr know how?.

    A tutaj moje doświadczenia. Ja, przed przyjazdem w PRL zarabiałem 5300zl pensji podstawowej+ 2000 dodatku funkcyjnego + 20% premii- co razem dawało 8360 i byłem traktowany jako fachowiec. Średnia w Polsce wtedy to ok 3500 złotych/miesiąc. W Australii zarabiam średnia- czyli $58 000/rok. Moją żona zarabiała w PRl 1500/miesiąc, była po zawodowce+ jeden rok doświadczenia. Po kilkunastu latach pracy w AU zarabia ponad$100 000/rok i traktowana jest jako wysokiej klasy specjalista.

    Wiza 457 upoważnia tylko do przyjazdu do AU i pracy na ściśle określony czas. Jeżeli otrzymasz ją jako wysokiej klasy specjalista to będziesz miała duże trudności z otrzymaniem stałego pobytu chyba, że otrzymasz przedłużenie kontraktu o pracę. Stała praca jest warunkiem stałego pobytu. Największe szanse na otrzymanie i przedłużenie kontraktu, dla osób z uniwersyteckim wykształceniem dają wyższe uczelnie.

    To by było tyle moich uwag. Aha, dodam jeszcze, że mieszkam tutaj kilkadziesiąt lat. Zbliżam się już do emerytury, albo poprawnie, po Australijsku, do wieku upoważniającego do ?age pension?.

    Powodzenia.
  • 30.12.14, 11:08
    Krakusek, bardzo mi sie podobaja Twoje wpisy. Jak bedziesz kiedys w okolicy to zapraszamy. My z mezem mieszkamy na Sunshine Coast, na Hinterland w miejscowosci o nazwie Montville. Jak sie zdecydujecie to mam pokoj goscinny oraz dom z wodokami na wybrze, za ktore musielibyscie wybulic setki $$. Bez zobowiazan.

    Kan
  • 31.12.14, 21:36
    Serdeczne dzieki Kan. Moze jak bede na God Coast to na krotko.
    Tak sie sklada, ze moja corka z rodzina mieszkala ostatnie kilka lat na Ocean Shore, ok 200m od oceanu. W ostatnich osmiu latach spedzalem tam duzo czasu. Ale jak by tego bylo malo, to jednym z moich "fringe benefits" z pracy jest mozliwosc taniego wynajecia 4 i 5 gwiazdkowych hoteli. Rowniez moj ziec pochodzi z Brisbane. Ja i pozostale dzieci z rodzinami mieszkamy w okolicach Sydney a ja pracuje niedaleko Harbour Bridge i Opera House.
    Jeszcze raz dziekuje.
  • 01.01.15, 10:37
    Znam Ocean Shores. Bylam tam co prawda pare lat temu ale bylam. Moj syn latal tam z kolega prawie co roku do Jego dziadkow.
    Na Hinterland SC z Gold Coast masz wciaz 3 godziny jazdy - nie zeby byl to jakis problem - tylko podaje info.
    'Fringe benefits' z pracy mojego meza pozwolily Nam spedzic ostanie 18 lat na wizytach wszystkich mozliwych hoteli. Wiec rozumiem.
    Jesli bedzie Ci pasowalo....

    Kan
  • 30.12.14, 15:13
    z tym , calkowita zgoda.... z reszta, niebardzo....smile!
    krakkrakusek1au napisał:

    > W Australii ?fachowiec? to także osoba z wykształceniem zawodowym, bez matury,
    > ale potrafiącą coś robić. (...)
    > Najważniejszymi kwalifikacjami, przy szukaniu pracy, zwłaszcza na rynku prywatn
    > ym są: fachowość, pokora, grzeczność, dyspozycyjność i niskie oczekiwania. (...)
    >Wprost trudno mi sobie wyobrazić znalezienie pracy bez osoby poręczającej, tkzw ?
    >referee?.(...)
    > Moją żona zarabiała w PRl 1500/miesiąc, była po zawodowce+ jeden rok doświadczenia.
    >Po kilkunastu latach pracy w AU zarabia ponad$100 000/rok i traktowana jest jako wysokiej >klasy specjalista.(....)
    > Wiza 457 upoważnia tylko do przyjazdu do AU i pracy na ściśle określony czas. Stała praca jest warunkiem stałego pobytu(...)
  • 30.12.14, 10:23
    Joasiu kochanie, moge tylko napisac poprzez pryzmat moich doswiadczen. Mysle, ze masz zarys dosyc prawidlowy. Ogolnie to ja nie lubie ludziom zarzynac marzen, ani im przewidywac co powinni zrobic lub czego nie winni sie tykac. Pozwol wiec , ze pozwole sobie to zebrac jakos majac nadzieje, ze Ci pomoze wyrobic sobie troche szerszy obrazek na temat Australii i tego co sie tutaj aktualnie dzieje.

    Tak wiec po pierwsze i w sumie najwazniejsze. Kwalifikacje do celow emigracji maja sie tylko bardzo luzno do tych w zatrudnieniu. Wiza stalego pobytu jest moim skromnym zdaniem nieslychanie wazna. Bez takowej w wieku 40 nie ma moim zdaniem tutaj po co przyjedzac. To co sugerowal Szopen jest na wage zlota. Oznacza to bowiem, ze mieszkajac w Polsce - o ile Was stac i macie takie checi - mozecie starac sie o wize pobytu stalego. Wiem, ze drogo, ze trzeba czekac, wiem, ze moga nie dac. Mysle, ze jest to najkrotszy i najprostszy sposob - o ile sie zdecydujecie - aby zoszczedzic sobie niepotrzebnych frustracji, czasu oraz $$ juz tutaj.
    To jest tez glowna przeszkoda przed przyjazdem tutaj.

    Wiza 457 zostala tak naprawde skonstruowana z mysla, aby firmy mogly sprowadzac z roznych krajow egzotycznych tania sile robocza. Jest to wymuszony na zwiazkach zawodowych kompromis, omijajacy szerokim lukiem zagwarantowane tutajszym robotnikom minimum socjalne. To min zreszta w wielu zawodach wcale sie na takim min nie opiera. Sa to poprostu bardzo lukratywne w wielu dziedzinach wynagrodzenia, ktore sa bronione piersia wlasna, aby nie znalesc sie w wolnorynkowej stawce plac, zrownanaj do tej min $5/godz na ten przyklad w US.
    Wiza ta tez jest czesto dla bardzo wyspecjalizowanej grupy, czesto CEO's w walizce, przyjezdzajacych tutaj ze starego kontynetu, na krotki kontrakt. Do tejze wizy masz wiec dolaczone obwarowania jesli chodzi o podatki, brak ubezpieczenia zdrowotnego, brak oplaty szkoly dla dzieci itp. Musiasz wiec naprawde sprawdzic, bo w przypadku normalnego zatrudnienia to skorka warta wyprawki. Wiesz, implant jednego tutaj zemba to koszt okolo 6 tysiecy AUD. Prywatna operacja polegajaca na oczyszeniu kolana w publicznym szpitalu prywatnie bedzie Cie kosztowala 7 AUD. Ubezpieczenie na rok moze siegac tez 7AUD na rok i wcale nie znaczy, zejak juz Ci sie szpital przydazy to nie bedzie dodatkowych kosztow.

    Po drugie. Produkcja w Australii jest w stanie niemalze nieistniejcym. Zalezenie od szefa malej firmy to loteria loto. Jest to wiec duze ryzyko.
    Wiesz ludzie wykazuja sie tutaj jakos nadzwyczajna przedsiebiorczoscia. Otwieraja w domu przeszkola, czy poprostu pilnuja dzieci, sprzataja, remontuja. Jak z tym u Was???Nie mowie, ze macie ale czesc Australi polega wlasnie na tym 'rosnacym' i zupelnie nieprofesjonalnym animuszu ludzi, ktorzy generalnie powinni skielznac.

    To trzecie - zdrowie - jesli szwankuje juz obecnie, odradzam. Potrzebujecie dobrych 10 lat aby sie tutaj wgrysc.

    Jest to dobry kraj do mieszkania - to na plus. Wszystko poza Sydney oraz Melbourne reprezentuje styl zycia oraz standart jakiego mozna doswiadczyc malo gdzie na swiecie.

    Na plus jest tez, ze mozecie sprawdzac UK. Kanada nie bedzie miala obwarowan wizowych Australii - co nie znaczy, ze bedzie latwo, ani cieplo...haha...ale maja produkcje oraz jedyne 800AUD za krotkie loty do Polski. Korzystne wiec. W Azji; Japonia jest fantastycznie zorganizowana i dobry kraj. Dalej musisz powiercic forumowiczow...bo Ci ostatni sie tutaj szwedali wszedzie. Malo tez z komuny. Nikogo tez nie znam aby pracy nie zmianial i korzystal z gazet.

    Kan
  • 30.12.14, 23:07
    Najważniejszymi kwalifikacjami, przy szukaniu pracy, zwłaszcza na rynku prywatnym są: fachowość, pokora, grzeczność, dyspozycyjność i? niskie oczekiwania. Wprost trudno mi sobie wyobrazić znalezienie pracy bez osoby poręczającej, tkzw ?referee?.

    W swojej marnej wieloletniej karierze u wielu pracodawcow zauwazylem tez ze ci co maja stala prace (20-30 lat w jednej firmie) perfekcyjnie opanowali wlazenie przelozonemu do d... Jesli tego nie potraficie z natury robic, to musicie sie czym predzej podszkolic, w przeciwnym razie czeka was ciekawe zycie.
    Co do znajomosci jezyka, to kazdy kandydat na prace zakwalifikowany do rozpatrzenia pod katem rozmowy kwalifikacyjnej (nie dotyczy pracownikow niewykwalifikowanych), jest wstepnie badany przy pomocy testow (psychometric, verbal reasoning, numerical, logical). Wszystkie testy, poza psychometrycznym, sa na czas; przykladowo trzeba odpowiedziec na 15 pytan z kazdego segmentu w ciagu 20 minut. Jesli twoj angielski nie jest co najmniej dobry to, poza testem logicznym (obrazki), nie poradzisz sobie z odpowiedziami i do rozmowy kwalifikacyjnej cie nie dopuszcza. Nie sadze zeby jakiemukolwiek pracodawcy chcialo sie robic taki egzamin dla kandydata na wize 457. Musicie sobie po prostu zalatwic fikcyjne zaproszenie.
  • 31.12.14, 09:14
    Osobiscie to moge tylko pomoc z odpowiedziami na te testy...hahaha Czyli jak powinno sie optymalnie odpowiedzic w zakresie poszukuwanej pracy, by nie zostac odwalonym w przedbiegach.
    Testow w duzych firmach ominac sie nie da, bo sie w tym lubuja. Sa tez zywcem sciagniete z US i proste w odpowiedziach.

    Kan
  • 01.01.15, 05:11
    kan_z_oz napisała:

    > Osobiscie to moge tylko pomoc z odpowiedziami na te testy...hahaha Czyli jak po
    > winno sie optymalnie odpowiedzic w zakresie poszukuwanej pracy, by nie zostac o
    > dwalonym w przedbiegach.
    > Testow w duzych firmach ominac sie nie da, bo sie w tym lubuja. Sa tez zywcem s
    > ciagniete z US i proste w odpowiedziach.
    >
    > Kan

    Hehehe
    www.youtube.com/watch?v=ZMqNbgZnNLo
    S nowym godom!



    --
    "Gott, Ehre, Vaterland"
  • 01.01.15, 05:54
    ratpole napisał:
    > Hehehe
    > www.youtube.com/watch?v=ZMqNbgZnNLo
    > S nowym godom!

    Dawno sie tak nie usmialam. Dzieki Ratpole za te dawke humoru na poczatek 2015!
    smile

    Luiza-w-Ogrodzie
    .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
    Jak gadać z królikami
  • 01.01.15, 14:42
    luiza-w-ogrodzie napisała:

    > Dawno sie tak nie usmialam. Dzieki Ratpole za te dawke humoru na poczatek 2015!
    > smile

    Aaaaaa, Panie sa milosniczkami humor noir?
    I like that! Great minds think alike smile

    Tu jest caly film na smieszny poczatek roku

    www.youtube.com/watch?v=D3i2SALC_NI
    wersja PL dla niekumatych (slabe tlumaczenie)
    www.youtube.com/watch?v=g76HeMY7rGQ
    --
    www.lomianki.info/galeria_pictures.php?pid=199
  • 02.01.15, 16:57
    tej sprawnosci , nigdy nie udalo mi sie zdobyc...!
    ale, caly szacunek, dla mistrza....!

    ratpole napisał:
    >
    > Aaaaaa, Panie sa milosniczkami humor noir?
    > I like that! Great minds think alike smile (....)
  • 01.01.15, 09:45
    Yep, dobre podsumowanie.

    Lubie tez Monty Python.
    www.youtube.com/watch?v=zP0sqRMzkwo
    Kan
  • 30.12.14, 15:03
    no comments...!
    dicksmith napisał:

    > Bywa tak, ze menedzmet jest wlascicielem,(...)
  • 30.12.14, 20:24
    100% wlascicielem duzego biznesu moze byc fundusz inwestycyjny, a nawet osoba prywatna jak w przypadku Visy Industries - wlasciciel Anthony Pratt, jego zmarly tatus urodzil sie w Gdansku jako Ryszard Przecicki. Polska ambasada w Australii chciala mu wreczyc polski paszport, ale odmowil.
  • 17.01.15, 02:31
    Due to quick development, we have painter position for 457 visa or RSMS sponsorship. Key Requirement: *Willing to Travel *must be able to work...
    Company: NSWJobs
    Location: Sydney - CBD, Inner West & Eastern Suburbs
    View more detail / apply
    Pochodzi z : jobsearch.gov.au/findajob/job.aspx?CurrId=2257726216
    Oto jacy fachowcy sa w Australii poszukiwani. Musi byc w stanie pracowac i byc gotowy do podrozowania..
  • 17.01.15, 16:09
    krakkrakusek1au napisał:
    > Oto jacy fachowcy sa w Australii poszukiwani. Musi byc w stanie pracowac i byc gotowy do
    > podrozowania..
  • 17.01.15, 21:14
    Na calym swiecie ciezko znalezc doswiadczonego pracownika do ciezkiej i niebezpiecznej pracy, w budownictwie czy gornictwie. Do niedawna przyjmowali gornikow z Polski na wizie 457, ale niewielu sie zalapalo, bo odpadali na jezyku angielskim.
  • 20.01.15, 07:37
    Najwieksze australijskie agencje posrednictwa pracy, takie jak SEEK czy HAYES, przez kilka miesiecy oglaszaly wolne etaty dla malarzy. Oferowano wynagrodzenie godzinowe, dla posiadacza swiadectwa zawodowego w wysokosci-$39.00/godzine, a dla osob z tylko doswiadczeniem- $34.00/godz. Gwarantowano: prace na conajmnie 9 miesiecy, dla chcacych nadliczbowe i soboty (z karami umownymi). Potencjalny zarobek miesieczny brutto to: A$13415, czyli po dzisiejszym kursie zlotowki ok 41009 zlotych polskich (wliczylem 5 dni w tygodniu po 10 godzin+ soboty 8 godzin, dodatek za godziny nadliczbowe i fundusz emerytalny II filara)? Nie bylo duzo chetnych. Ci co sie zglosili wytrzymywali do 1 tygodnia. Dlaczego? Praca byla przy naprawie taboru kolejowego. Temperatury do 36 stopni. Brak klimatyzacji. Wiekszosc pracy przy szlifowaniu farby szlifierka orbitalna. Duzo pylu. Malowanie farbami epoksydowymi? Przypuszczam, ze teraz zamierzaja zwerbowac fachowcow na wize 457?
  • 21.01.15, 11:52
    nadal oferuja, ale ani widu, ani slychu, o szczegolach, ktrore podajesz.. smile!

    www.hays.com.au/search?q=painter&location_set=&location_set_apac=&level=3&location_id=&contentType=Jobs&ne_longitude=&ne_latitude=&site=APAC_SANGAM_JOBS_COLL&proxyreload=1&filter=0&btnG=Search&client=sangam_frontend_au&proxystylesheet=sangam_frontend_au&getfields=*&entsp=hays_policy&oe=UTF-8&exclude_apps=1&ud=1&siteLocale=en-AUS&requiredfields=xlocale%3Aen-AUS&sort=date%3AD%3AL%3Ad1&contentType=Jobs&domainId=22
    www.seek.com.au/jobs/in-australia/#dateRange=999&workType=0&industry=&occupation=&graduateSearch=false&salaryFrom=0&salaryTo=999999&salaryType=annual&advertiserID=&advertiserGroup=&keywords=painter&page=1&displaySuburb=&seoSuburb=&isAreaUnspecified=false&location=&area=&nation=3000&sortMode=KeywordRelevance&searchFrom=quick&searchType=


    krakkrakusek1au napisał:

    > Najwieksze australijskie agencje posrednictwa pracy, takie jak SEEK czy HAYES,
    > przez kilka miesiecy oglaszaly wolne etaty dla malarzy. Oferowano wynagrodzenie
    > godzinowe, dla posiadacza swiadectwa zawodowego w wysokosci-$39.00/godzine, a
    > dla osob z tylko doswiadczeniem- $34.00/godz. Gwarantowano: prace na conajmnie
    > 9 miesiecy, dla chcacych nadliczbowe i soboty (z karami umownymi). Potencjalny
    > zarobek miesieczny brutto to: A$13415(...)
  • 21.01.15, 22:53
    gobo2 napisał(a):

    > nadal oferuja, ale ani widu, ani slychu, o szczegolach, ktrore podajesz.. smile!

    Szczegoly byly przedstawione w czasie "Interview" i przez zwiazki zawodowe. Kandydat, ktorego znam, rozpoczal tam prace i.. po 4 dniach powrocil do naszego zakladu gdzie nadal pracuje za jedyne A$25 na godzine.
  • 01.02.15, 07:18
    "dla chcacych nadliczbowe i soboty (z karami umownymi)."

    Slonko wszystkowiedzace, jak chcesz sie wymadrzac, to moze podszlifuj swoj angielski (i polski jednoczesnie).

    Jakie "kary umowne"?
    Penalty Rates, to nie sa zadne kary umowne, lecz stawki z dodatkiem za prace w weekendy, swieta, nocne i wczesnoporanne zmiany, etc.
    www.fairwork.gov.au/pay/penalty-rates-and-allowances
  • 02.02.15, 09:09
    Dziękuję za rady. Mój angielski podobnie jak i polski nie jest doskonaly. Nie przeszkadzalo mi to jednak w prowadzeniu produktywnego i aktywnego życia tak w Polsce jak i w Australii. Wszystkowiedzący nie jestem. Wypowiadam się tylko na tematy na które mam coś do powiedzenia.

    Uważam, że niepotrzebnie przyczepiasz się do drobnostek. Czyżby problemy z erekcją?
  • 03.02.15, 13:08
    ktore, dla tych co zyja, w australii, sa codziennoscia...!
    dla tych, co zyja tu tylko witrualnie,moga byc pelne niespodzianek....!
    takze powodem, do forumowego krakatoa erupiton...!

    osmanthus 01.02.15, 07:18

    Jakie "kary umowne"?
    Penalty Rates, to nie sa zadne kary umowne, lecz stawki z dodatkiem za prace w weekendy, swieta, nocne i wczesnoporanne zmiany, etc.
    www.fairwork.gov.au/pay/penalty-rates-and-allowances

    krakkrakusek1au napisał:
    >
    > Uważam, że niepotrzebnie przyczepiasz się do drobnostek. (...)
  • 04.02.15, 01:43
    Penalty Rates to określenie z żargonu biurokratów, są to kary dla tych co płacą, a nagrody dla tych co pracują. Faktem jest że owe kary, czyli nagrody, pozwalają większości Australczyków (tych na wages) związać koniec z końcem.
  • 04.02.15, 12:19
    to co wazne, to sa przepisy prawa pracy....!
    ktore, dla tych co zyja, w australii, sa codziennoscia...!
    dla tych, co zyja tu tylko witrualnie,moga byc pelne niespodzianek....!

    dicksmith napisał:

    > Penalty Rates to określenie z żargonu biurokratów, (....)
  • 04.02.15, 22:22
    Dla mnie codziennością nigdy nie był dokument Fair Work Act, ale konkretny tekst kontraktu jaki podpisywałem z pracodawcą, a podpisałem takich 9.
  • 05.02.15, 13:30
    panalty rates...?
    www.fairwork.gov.au/pay/penalty-rates-and-allowances
    dicksmith napisał:

    > Dla mnie codziennością nigdy nie był dokument Fair Work Act, ale konkretny teks
    > t kontraktu jaki podpisywałem z pracodawcą, a podpisałem takich 9.
  • 06.02.15, 00:39
    penalty rates stosują się tylko do klasy robotniczej
  • 06.02.15, 15:17
    skoro nie stosuje sie do ciebie....!

    dicksmith napisał:

    > penalty rates stosują się tylko do klasy robotniczej
  • 06.02.15, 22:53
    to nie jest wątek o penalty rates , tylko wizie 457
  • 07.02.15, 17:24
    ani slowa o wizie 457, za to duzo, o penalty rates...!

    dicksmith 04.02.15, 01:43
    (...) to określenie z żargonu biurokratów, są to kary dla tych co płacą, a nagrody dla tych co pracują. Faktem jest że owe kary, czyli nagrody, pozwalają większości Australczyków (tych na wages) związać koniec z końcem.

    dicksmith napisał:

    > to nie jest wątek o penalty rates , tylko wizie 457...
  • 04.02.15, 07:27
    @gobo2
    This is unnecessary nit picking. Do not upload your life frustrations on others. What does it fricken matter how do I call it? I wish you could relax for once. All the best.
    Krak.
  • 04.02.15, 12:24
    to nie sa drobnostki, tylko przepisy prawa pracy
    ktore, dla tych co zyja, w australii, sa codziennoscia...!
    dla tych, co zyja tu tylko witrualnie,moga byc pelne niespodzianek....!

    krakkrakusek1au napisał:

    > . Do not upload your life frustrations on others
    > . What does it fricken matter how do I call it? I wish you could relax for once(....)

  • 04.02.15, 01:47
    > Dziękuję za rady. Mój angielski podobnie jak i polski nie jest doskonaly.

    Wyemigrowałeś do właściwego kraju. Z mojego doświadczenia zawodowego wiem że najgorsi z ortografii są Anglosasi urodzeni w Australii bądź Anglii. Na ich szczęście oni żadnych języków obcych nie muszą się uczyć, bo wtedy dopiero byłyby jaja.
  • 04.02.15, 12:36
    sa najgorsi, nie tylko z ortografii... smile!
    ale to temat na inna bajke...smile!

    dicksmith napisał:

    > Wyemigrowałeś do właściwego kraju. Z mojego doświadczenia zawodowego wiem że na
    > jgorsi z ortografii są Anglosasi urodzeni w Australii bądź Anglii.(...)
  • 14.06.15, 17:54
    Też się nad tym zastanawiałam , czytałam i doszłam do wniosku , że przez internet jest to niemal niemozlwe , najlepszym wyjściem byłoby chyba znalezć sponsora na miejscu w Au np. na wizie turystycznej czy innej z tych łatwiejszych do zdobycia , jeżeli zależy Ci na tej konkretnej wizie... Szkoda bo na tę wizę czeka się ponoć długo , a jest naprawdę wygodna.
    Pozdrawiam i życzę powodzonka wink
  • 15.06.15, 03:11
    Ciągnie cię do wyścigu szczurów? Tylko popatrz na ceny.
  • 30.11.15, 10:40
    Nie zawsze warto iść za tym za czym podążają wszyscy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.