Dodaj do ulubionych

nasze polskie piekielko

16.10.06, 10:22
Poniewaz haslo padlo, zaryzykuje rozwiniecie tematu. Czy wszystkie nacje tak
maja czy to Polakow specyfika, ze jak tylko postawia noge na obcej ziemi
zaczynaja sobie nawzajem skakac do gardla? Skad to sie bierze i czy musi tak
byc? Mialam przyjemnosc poznac tu kilka osob starszych, dzieci z Pahiatua i
emigracji tuz-powojennej. Odnosze czasem wrazenie, ze oni sie nas mlodszych
najzwyczajniej w zyciu boja, nie sa w stanie zrozumiec dlaczego gdzie tylko
pojawi sie dwoch Polakow zaraz sa dwa wrogie obozy i rozpoczyna sie wojna.
Ta grupa byla dla siebie rodzina, jedynym wsparciem jakie mieli na obcej
ziemi, i takie reakcje sa dla nich chyba niepojete. Wiem, ze czasy sie
zmienily, ludzie sa bardziej niezalezni i taki model Polonii jest coraz mniej
potrzebny. Ale chyba jest cos posrodku, pomiedzy taka zwarta grupa a otwarta
wojna? Nowa Zelandia, czasem az do przesady, podpiera rozne grupy etniczne,
umozliwia im pielegnowanie tradycji, finasuje dzialalnosc stowarzyszen
narodowosciowych, a my zamiast z tego korzystac zwalczamy sie nawzajem. Caly
czas odkrywam nowe mozliwosci finansowania istnienia rzeczy takich jak
biblioteka, prenumerata czasopism, polskie przedszkole, lekcje polskiego dla
doroslych - jest jeden warunek: musimy istniec jako stowarzyszenie
(incorporated society). Ale na samo haslo wiekszosc "mlodych" ucieka
wolajac, ze oni "wola sie od Polonii trzymac z daleka". Jest na to jakis
ratunek?


--
Aotearoa
Edytor zaawansowany
  • beatrix10 16.10.06, 16:14
    A szkoda.Ale trzeba przyjzec sie sytuacji politycznej w Polsce i odpowiedz jest
    gotowa.Tak sobie mysle ze tu nigdy nie bylo ladu i dogadac sie bylo
    trudno.Chyba ze jakies niebezpieczenstwo nam grozilo to wtedy tak i owszem caly
    narod razem.Nie ma dobrych przywodcow nie ma autorytetow ( no Papiez chyba
    tylko)a moze my nie lubimy autorytetow?Zawsze staramy sie je
    gnebic.Na "emigracji " spotkalam tylko milych i przyjaznych polakow ( moze ze
    nie ma ich wielu w moim rejonie)Zawsze mam nastawienie pozytywne do rodakow i
    nie zazdroszcze niekomu niczego.Mlodzi uciekaja od organizacji polonijnych moze
    dlatego bo sa one glownie oparte na "starej emigracji" i "folklorze " z ktorym
    sie nie identyfikuja?Mamy malo pewnisci siebie i staramy sie to czesto
    zatuszowac arogancja i ignorancja w stosunku do innych kultur i ras.JAkie prawo
    ma Polak ktory zyje w NZ od kilku lat ,krytykowac ,nasmiewac sie i narzekac na
    innych?Mysle ze ciezko jest Polakom znalezc sie w wielokulturowym i kolorowym
    srodowisku,to wzbudza w nich agresje ,bo nie mogac sie odnalezc wine zwalaja na
    inne rasy.Pisze tu oczywiscie o pewnej tylko czesci Polakow."Dzieci z Pahiatua"
    to sa juz legendy ja sie nie moge nadziwic jak oni przetrwali w tej swojej
    wspanialej formie.Dla mnie sa oni kwintesencja polskosci.Pozdrowienia
  • kasia763 16.10.06, 18:36
    Nie wiem, czy bylyscie kiedys w UK, zwlaszcza w Londynie. Mysle, ze tu jest
    bardzo podobnie, chociaz tu to zjawisko wystepuje na pewno w duuuzo wiekszej
    skali niz w NZ, chocby z racji tego, ze jest nas pewnie okolo miliona.

    Kiedy przyjechalam prawie 4 lata temu - emigracja dzielila sie na te powojenna,
    te z lat 80 i tych nowych. Zadna z tych grup nie chciala miec z reszta nic
    wspolnego.

    Emigracja powojenna, zwana przez nas "zywe skamienialosci" zyla w jakims
    wlasnym, niemalze legendarnym swiecie, oderwanym od rzeczywistosci. Emigracja
    lat osiemdziesiatych skladala sie w duzej czesci z domoroslych biznesmenow-
    cwaniaczkow i chyba nikt nie chcial miec z nimi nic wspolnego. To oni wyrabiali
    nam jak najgorsza opinie.

    A ci najnowsi... moze mialam szczescie, ale naprawde spotykalam samych milych,
    pomocnych ludzi, ktorzy pomogli mi sie tu zadomowic. Mam spore grono znajomych
    i jeden w drugiego goscie, z ktorymi mozna konie krasc. Czyli nie jest z nami
    tak zle, zwlaszcza na tym podstawowym poziomie.

    Troche gorzej jest na poziomie ogolnym, bo nowi emigranci przywlekaja z Polski
    coraz wiecej swojej nienawisci i wszelakich podzialow. Zakladaja jakies
    organizacje i partie polityczne, zaczynaja sie ze soba zrec. Wypelniaja puste
    do tej pory katolickie koscioly, wymyslaja pielgrzymki i ogolnie zmieniaja to
    tolerancyjne do tej pory miejsce w cos, co mi sie coraz mniej podoba.
    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • poledownunder 16.10.06, 23:18
    >>Mlodzi uciekaja od organizacji polonijnych moze dlatego bo sa one glownie
    oparte na "starej emigracji" i "folklorze " z ktorym sie nie identyfikuja?<<

    Ja wlasnie z tym stereotypem sie najbardziej zmagam, bo organizacje polonijne
    sa takie jakie sobie stwarzamy. Problem nie w tym, ze starsi narzucaja swoj
    folklorystyczno-martyrologiczny wzor, tylko ze mlodsi z niczym innym nie
    wychodza. Do krytyki tego co jest to jeszcze sie znajda chetni, ale zeby cos
    swiezego zaproponowac albo jeszcze lepiej sie tym zajac, to juz nie. Widac nie
    ma takiej potrzeby.

    --
    Aotearoa
  • tiritiri 22.10.06, 11:30
    Pod tym kawałkem podpisuję się dwoma rękami:

    > Mamy malo pewnisci siebie i staramy sie to czesto
    > zatuszowac arogancja i ignorancja w stosunku do innych kultur i ras.JAkie prawo
    > ma Polak ktory zyje w NZ od kilku lat ,krytykowac ,nasmiewac sie i narzekac na
    > innych?Mysle ze ciezko jest Polakom znalezc sie w wielokulturowym i kolorowym
    > srodowisku,to wzbudza w nich agresje ,bo nie mogac sie odnalezc wine zwalaja
    na inne rasy.

    Z mojego skromnego doświadczenia dotyczy to także Rosjan. Ilość rasizmu właśnie
    wśród Polaków i Rosjan jest przerażająca. Wspólne dla Polaków, Rosjan i zdaję
    się też Serbów jest także to poczucie krzywdy doznanej od całego Świata.
    Przekonanie, że świat (zwykle z pomocą jakichś tajemniczych organizacji) uwziął
    się właśnie na nasz biedny naród, gnębi go na każdym kroku jako państwo i rzuca
    kłody pod nogi każdemu osobnikowi za granicą. Miałem nadzieję, że ta mieszanka
    manii wielkości i kompleksu niższości jest już w zaniku, ale z tego to czytam o
    tym co się dzieje w polskiej polityce to trzyma się toto całkiem dobrze.

    Wybierając się właśnie do NZ miałem nadzieję na to, że nasilenie polskiego
    piekiełka będzie tu mniejsze. Liczyłem też na to, że nie ma tu żadnych
    stereotypów Polaka. Z piekiełkiem się nie spotkałem. Pewnie dlatego, że
    organizacje polonijne omijam szerokim łukiem. Spotkani tu Polacy to zwykle
    bardzo fajni ludzie (chociaż pierwszy jakiego tu spotkałem próbował wrobić mnie
    w jakiś bardzo podejrzany interes). Cóż, chyba jednak odległość i trudności w
    szybkim dorobieniu się przedmiotów szpanu robią swoje. Co do stereotypów nie
    zawiodłem się. Polskość nie wywołuje zwykle żadnych skojarzeń. Jeśli już coś
    dzwoni to najczęściej chodzi właśnie o "Dzieci z Pahiatua", o których wszyscy
    mówią w samych superlatywach. Trochę szkoda, że nikogo z nich nie spotkałem...

    A co mogą robić organizacje polonijne aby przyciągnąć młodszych?

    - Książki? (biblioteka z w miarę nowymi pozycjami)
    - Filmy? (wypożyczalnia DVD jak wyżej)
    - Pośrednictwo we wzajemnym popilnowaniu dzieci?

    Pewnie już to robią, tylko zainteresowanie jest małe (mówię o swoim poziomie
    zainteresowania). Jeśli nie robią to co za problem zacząć? Macie jakieś fajne
    książki do pożyczenia?
  • kowalsia 22.10.06, 22:46
    ja mam troche, moge pozyczyc.
    z nowych pozycji mam:
    1. lema "rasa drapiezcow" - sa to zebrane ostatnie felietony lema. bardzo
    ciekawe ma spojrzenie na problemy - takie "makro". to taka ciezsza lektura.
    2. redlinskiego (tego od "konopielki") "telefrenia" - swietna ksiazka. troche
    lazejsza, ale tez daje do myslenia.
    mam tez kilka starszych ciekawych ksiazek.
  • tiritiri 24.10.06, 05:39
    Mam:

    Kapuściński - "Cesarz", "Szahinszah" (to akurat chyba jest gdzieś u znajomych)
    Sapkowski - cały cykl Wiedźmina plus dwie z nowego cyklu ("Narrenturm" i "Boży
    Wojownicy"). Czy wyszła w końcu trzecia część?
    Mam jeszcze "Sercem Byliśmy Wielcy" - nie pamiętam autorów - o rodzinie karłów,
    która przeżyła Oświęcim.

    Jak wrócę z pracy sprawdzę co jeszcze jest na półce.
  • poledownunder 24.10.06, 10:00
    Trzecia czesc wychodzi za dwa tygodnie z tytulem "Lez perpetua". Zaslyszane,
    bo osobiscie za fantastyka nie przepadam, wiec Sapkowskiego nie czytuje.
    --
    Forum Aotearoa
  • poledownunder 24.10.06, 10:15
    Lex perpetua mialo byc
    --
    Forum Aotearoa
  • poledownunder 23.10.06, 03:28
    Mysle, ze ten problem dotyczy wiekszosci imigrantow, nie tylko tych z Europy
    Wschodniej. Poszlam kiedys posluchac pana z Afganistanu, ktory mial przyblizac
    kulture swej ojczyzny, a przez solidna godzine uzalal sie ze w Afganistanie byl
    prawnikiem, kims z kim ludzie sie liczyli, a do Nowej Zelandii przyjechawszy
    prawnikiem byc nie moze, i Nowa Zelandia powinna szerzej i otwarciej przyjmowac
    zagraniczne kwalifikacje. Nie wiem, jaki system prawa obowiazuje w
    Afganistanie, z pewnoscia odmienny od tutejszego a mimo to pan nie widzial
    powodu, dlaczego on mialby sie przekwalifikowac.

    Co do ksiazek, nie wydaje mi sie zeby to co mamy az tak tracilo myszka,
    przynajmniej raz w roku zamawiamy kilkanascie nowych ksiazek. Autorzy polscy w
    ogromnej wiekszosci, to prawda, i moze to zniecheca. Podobnie jest z filmami.
    Masz na cos konkretnego ochote?

    --
    Forum Aotearoa
  • tiritiri 24.10.06, 05:30
    Przyjdzie się rozejrzeć i zapisać do jakiejś polskiej biblioteki. Główny problem
    polega na tym, że (jak wielu) do zorganizowanego "życia polonijnego" odnoszę się
    z wielką rezerwą. Problem na osobny post - sporo fajnych ludzi dookoła a gdy
    przyjdzie do organizowania czegoś "oficjalnego" każdy ma opory. Co bym poczytał?
    W sumie nic bardzo nowego.

    Kapuścińskiego "Imperium" i "Podróże z Herodotem". Przydałoby się też sprawdzić
    o co jest ten cały szum z Masłowską. Oczywiście, że chodzi o autorów polskich.
    Innych znajdę sobie w tutejszych bibliotekach.
    Co do pooglądania to musiałbym najpierw sprawdzić co nowego wyszło. Z rzeczy
    starszych nie oglądałem jeszcze "Dnia Świra". Nie mam pojęcia też czy wyszły już
    te 3 filmy, których Kieślowski nie zdążył nakręcić i ktoś dokańczał po jego śmierci.
  • poledownunder 24.10.06, 10:13
    No wlasnie, i pewno duzo jeszcze fajnych ludzi jest, ktorych sie nie zna i o
    ktorych sie nie wie, bo nie majac jakiegos centralnego punktu odniesienia latwo
    sie w tak duzym miescie jak Auckland rozminac.

    --
    Forum Aotearoa
  • iza42 25.10.06, 08:43
    tiritiri napisał: Nie mam pojęcia też czy wyszły ju
    > ż
    > te 3 filmy, których Kieślowski nie zdążył nakręcić i ktoś dokańczał po jego śmi
    > erci.
    wyszly dwa - Heaven , niestety nie widzialam i nie wiem , gdzie mozna to
    obejrzec i L'enfer obecnie na ekranach. Ostatni chyba wyjdzie w przyszlym roku
  • aikus 18.10.06, 01:10
    ja sie czuje jako mlody i troche wyjasnie czemu sie trzymam od poloni troche z
    dala. na poczatku pomogli mi ludzie z poloni i spoza niej. pozniej sie okazalo,
    ze po prostu pozbywali sie rzeczy lub robili to na pokaz [NIE WSZYSCY!]. jak
    sie chcialem udzielac [bo spolecznikiem jestem] to nie za bardzo zostalem
    dopuszczony. moj e-mail dostalas PoleDU 2 lub 3 razy, lecz ani razu nie
    napisalas. bylem na choince/mikolaju/wigilii polskiej [nie pamietam co bylo
    tytulem spotkania] i sie zawiodlem, poznalem pana Kubiaka, ktory od razu po
    przedstawieniu sie chcial mi plytke CD sprzedac jakiejs baby grajacej na
    pianinie. pamietam, ze kazdy powinien przyniesc ze soba jakas potrawe czy
    placek + podarek dla wlasnego dziecka. potraw nie bylo tyle co par, starsza
    polonia mowila tylko po angielsku, a atmosfera byla taka, ze podeszly do mnie
    osoby, ktore mnie znaly wczesniej, i tylko jedna mloda polka [niepamietam
    imienia], po 3 min bylo widac jak ludzie sa zgromadzeni w grupy, skoro do
    zadnej nie nalezalem to nie mialem miejsca. jak juz dzieci poczestowaly sie
    wigilnymi potrawami i plackami i przyszla kolej na doroslych -wybacz mi-
    zobaczylem stado bydla pedzacego do wodopoju, a ze ja sie nie chcialem "na
    dziendobry" lokciami rozpychac to poszedlem jak sie rzadziej zrobilio i ludzie
    2 raz podchodzili - ale juz nie bylo w czym wybierac. tak wiec z niesmakiem
    zakonczylo sie moje 1 spotkanie z POLONIA. potem jeszcze mialem raz stycznosc z
    polonia [mowie o zorganizowanej grupie] i kolejny raz dlugo nie nastapi. po tym
    slysze jak sie odbywaja zabawy polonijne, muzyka ta sama co spotkanie a w
    najlepszym momencie zapalanie swiatla i sprzatanie. byl nawet ktos w moim wieku
    na takiej zabawie, mial swoja muzyke i sie niestety nie przyjela.
    z polakami nadal utrzymuje kontakty - ale nie z polonia zorganizowana. jak
    pozyskac mlodych/nowych do polonii? wydaje mi sie, ze zawsze cos by sie
    znalazlo, zycze powodzenia.
  • poledownunder 18.10.06, 02:07
    Czesc Aikus! Przede wszystkim ciesze sie, ze Cie tu widze. Nie ukrywam ze
    intryguje mnie Twoja postac. Nie wiem skad masz pewnosc, ze dostalam Twoj
    adres email, kto mi go dal? Jezeli go mam, zameczam Cie gazetkami itp.
    Zameczam? Jezeli nie prosze o przeslanie mi emaila jeszcze raz bezposrednio na
    poczte gazetowa, a nie przez posrednika.
    Zgadzam sie z wiekszoscia Twoich obserwacji, mysle ze wiekszosc mlodych osob
    czuje sie podobnie, i to temu probuje cos zaradzic. Miesiac temu przyjechal
    chlopak, 29 lat, i zadzwonil szukajac kontaktu z kims w podobnym wieku, kto
    mialby czas wyskoczyc czasem na piwo. Niewiele mu moglam poradzic. Wiem, ze
    mlodzi ludzie tu sa, ale wiekszosci z nich nie znam bo albo w ogole sie nie
    pokazuja, albo sie pokazuja raz nie pozostawiajac za soba zadnego sladu, a jako
    ze sama naleze do star(sz)ych bab, pozapolonijnych kontaktow nie utrzymujemy.
    Niestety przelamanie pierwszych lodow nie wszystkim przychodzi latwo. Zgadzam
    sie, ze ludzie sa pogrupowani, glownie wiekowo, choc te podzialy nie sa nie do
    przebicia, jezeli sie chce. Zrozumiale, jezeli sie nie chce, bo o czym ze
    starymi babami gadac? Te najstarsze maja wiele fascynujacych historii do
    opowiedzenia, i niektore jeszcze mowia po polsku, co samo w sobie jest godne
    podziwu biorac pod uwage, ze przyjechaly tu 60 lat temu jako male dzieci.
    Zabawy sa takie jacy sa ludzie, ktorzy na nie w wiekszosci przychodza, po
    czterdziestce.
    Ale przeciez sa inne rzeczy, ktore mozna by zrobic bardziej pod
    katem "mlodszych" jakby bylo wiadomo, co oni by robic chcieli. Masz jakies
    sugestie? Jak wolisz twarza w twarz, Christchurch jest male, mozemy sie
    spotkac na kawe.

    --
    Aotearoa
  • aikus 18.10.06, 02:30
    e-mail dostalas od mojej zony smile
    Pawel sie juz sie skontaktowal - jak widzisz jestem jako tako zorientowany.
  • poledownunder 18.10.06, 03:04
    Lepiej niz ja, bo nadal nie kojarze, bez znaczenia zreszta. Co z sugestiami?

    --
    Aotearoa
  • i2i2i2 25.10.06, 09:48
    > Ale przeciez sa inne rzeczy, ktore mozna by zrobic bardziej pod
    > katem "mlodszych" jakby bylo wiadomo, co oni by robic chcieli. Masz jakies
    > sugestie? Jak wolisz twarza w twarz, Christchurch jest male, mozemy sie
    > spotkac na kawe.

    Hej! (o... forum bez cashooba?)
    Ja z tych, co się od Polonii zorganizowanej trzymają z daleka. Za to mam pewien
    wgląd w życie społeczności imigrantów "skośnookich", tzn. jakimś cudem znalazlam
    się na jakichś listach mailingowych itp. U nich jest maximum praktyki i minimum
    ideologii, czyli np.:
    - dla nowo przy byłych organizują warsztaty szukania pracy, na których
    wyjaśniają, czym lokalne obyczaje się różnią od tych znanych im w kraju
    - organizują spotkania, na których się wyjaśnia, jak działa tu prawo spadkowe,
    jak się zakłada firmę, jak się buduje dom itd., takie spotkania są też, jak
    przypuszczam, miejscem do networkingu biznesowego
    - organizują spotkania z ludźmi, którzy coś osiągnęli i tłumaczą, jak, np. jak
    zostać tu Chartered Accountant
    - organizują spotkania z Kiwi, którzy z kolei są zainteresowani ich kulturą,
    żeby sobie ludzie zrobili dyskusję o różnicach kulturowych i mogli się wzajemnie
    o wszystko swobodnie zapytać itd.
    Oczywiście fakt, że to wszystko działa, zawdzięczają liczebności swojej
    społeczności - gdyby się tak zabrać za niektóre wąskie tematy w polskim gronie,
    przypuszczam, że mógłby nie przyjść nikt lub dwie osoby. Ale mi brakowało (i
    momentami dalej brakuje) prostych informacji z życia codziennego. Nie miałam
    kogo zapytać np. "która tutejsza maść bez recepty jest odpowiednikiem polskiego
    Tormentiolu" i przeczytałam masę opakowań, zanim znalazłam. smile Znalezienie
    dobrej knajpy bez rugby i z kelnerami umiejącymi podawać wino tak, jak to się
    robi w Europie też zajęło kilka miesięcy.
    Jednym słowem, jak dla mnie organizacja imigrancka powinna się zajmować głównie
    szerzeniem i udostępnianiem przydatnej wiedzy i opieką nad "młodymi stażem" pod
    tym względem, żeby się odnaleźli jak najszybciej.
    Książki i płyty nie są dla mnie atrakcyjne, w Polsce są już księgarnie
    internetowe i można sobie zamówić, co się chce. Gdy "Wyborcza" i
    "Rzeczpospolita" publikują prawie całą treść każdego numeru na Sieci, a TV/radio
    też można obejrzeć/posłuchać przez Sieć, zachowanie informacyjnego i mentalnego
    kontaktu z krajem nie wymaga żadnego zewnętrznego wsparcia. A jak ktoś się
    zajmuje czymś religijno-patriotycznym, to mnie to odstrasza całkowicie.

    Spotkałam ostatnio znów przypadkowo Polaka, starszego, który spytał mnie, czy
    wiem, że jest w Auckland Dom Polski i że są tam msze po polsku. Jeśli główną
    ofertą życia polonijnego jest msza po polsku (w mieście, gdzie kościołów
    katolickich nie brakuje), to ja nie widzę innej sensownej reakcji dla siebie niż
    trzymanie się z daleka, bo celebrowanie własnej odmienności narodowej mnie nie
    kręci.
  • poledownunder 26.10.06, 05:33
    Moze dla tego akurat pana msza jest glowna oferta, nie oznacza to chyba ze jest
    oferta jedyna jaka dom polski przedstawia? Nie wiem, bo nie bylam. A Ty? W
    Christchurch nie ma nawet polskiego kosciola wiec nie mozna zarzucic ze zycie
    polonijne sie u wrot kosciola toczy, a mimo to wydaje mi sie, ze takie jest o
    nim przekonanie osob, ktore sie z nim nie zetknely w ramach "trzymania sie z
    daleka". Przyklady, ktore cytujesz z zycia imigrantow z Azji sa swietne,
    choc jak slusznie zauwazasz ze wzgledu na mala liczebnosc Polakow pewnie trudno
    by bylo cos podobnego wprowadzic w zycie na wieksza skale (mowie o spotkaniach,
    prelekcjach itp). Tym niemniej sa ludzie, ktorzy sie znaja na tym czy na
    tamtym i mozna do nich dotrzec, zapytac o rade czy zawodowa, czy z zycia
    codziennego, ale jezeli sie ich celowo unika wydaje mi sie ze nie mozna potem
    mowic "nie mialam kogo zapytac", bo zapytac kogo mialas, decyzja by do tych
    ludzi nie dotrzec i nie zapytac zostala podjeta przez Ciebie. Bron Boze nie
    krytykuje Twojego wyboru by kontaktow z Polonia unikac bo to Twoja osobista
    sprawa, bronie tylko tych ktorzy cos probuja w Polonii robic i spotykaja sie
    wylacznie z zarzutami, ze robia nie to i nie tak i ze powinni robic wiecej i
    inaczej dla tych, o ktorych istnieniu nawet nie wiedza.

    Moze to cos, co przychodzi z wiekiem, moze z dziecmi - moj poglad na
    zorganizowana Polonie zmienil sie bardzo z ich przyjsciem na swiat, bo chce
    zeby wyrastaly wsrod Polakow, chce by mialy znajome ciocie-babcie, skoro
    wlasnej babci tu miec nie moga, chce zeby mogly sie bawic po polsku z innymi
    dziecmi a pozniej moze liznac z nimi podstaw polskiej historii i literatury i
    zeby polskosc jakos istniala w ich zyciu, zeby jak wyrosna chcialy wiedziec
    wiecej. Moze i moglabym im to zapewnic sama (maz kiwi), ale tak jest latwiej,
    razniej i weselej. Ludzie, ktorych dzieki temu poznalam sa w wiekszosci ok,
    jedni fajniejsci inni mniej , jedni ciekawsi inni mniej ale nie zauwazam
    jakiejs prawidlowosci ze tylko ci, ktorzy od Polonii trzymaja sie z daleka sa
    warci poznania.

    Zauwazylam, ze na forum paihy wywiazala sie dyskusja na ten sam praktycznie
    temat, a ze nawiazuje do wypowiedzi stad, pozwalam sobie zalaczyc link. Dla
    kogos stojacego na uboczu to zapewne piekna ilustracja calego sedna sprawy,
    takie Polakow rozmawianie przez sciane.

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25053&w=50916580
    --
    Forum Aotearoa
  • i2i2i2 26.10.06, 06:23
    > prelekcjach itp). Tym niemniej sa ludzie, ktorzy sie znaja na tym czy na
    > tamtym i mozna do nich dotrzec, zapytac o rade czy zawodowa, czy z zycia
    > codziennego, ale jezeli sie ich celowo unika wydaje mi sie ze nie mozna potem
    > mowic "nie mialam kogo zapytac", bo zapytac kogo mialas, decyzja by do tych
    > ludzi nie dotrzec i nie zapytac zostala podjeta przez Ciebie. Bron Boze nie

    Wyjaśnijmy sobie jedno. Nie unikam Polaków jako Polaków. Co najmniej jedna osoba
    z forum z rodziną, z którymi utrzymujemy miły kontakt, może zaświadczyć,
    znaleźliby się też inni świadkowie nie udzielający się na Sieci, jak jeden z
    najlepszych graczy w go w NZ. Tyle, że ja nie idę do polskiej instytucji w celu
    spotkania Polaków, tylko wpadam na nich w różny sposób w życiu zawodowym i
    hobbistycznym. Jak spotkam fajnych ludzi, żadna narodowość mi nie przeszkadza, z
    polską włącznie. Wyjaśniam, bo to zabrzmiało jak zarzut uprzedzenia do Polaków.

    Natomiast instytucje to coś innego niż ludzie. Do instytucji podchodzę w sposób
    kliencki (z gotowością płacenia za usługi w formie składek lub innej), bo jestem
    niestety już z tego kapitalistycznego pokolenia smile. Jak idę na stronę www
    instytucji i widzę, że 70% treści i to najbardziej wyesponowanej zajmują
    historia, o nas i inne statyczne informacje, a do listy najbliższych spotkań,
    zabaw czy prelekcji nie mogę się dogrzebać, to rezygnuję.

    Jeśli chodzi o ten Tormentiol, o który mogłam przecież spytać (btw, ktoś mnie
    pomylił na tamtym drugim forum z chyba aikusem pisząc "ta sama osoba (od
    Tormentiolu), jak coś dostala, to była niezadowolona"), to wyjaśnię też coś:
    strasznie nie lubię narzucać się ludziom z pytaniami itp., o ile mnie wyraźnie
    do tego nie zapraszają (lub relacja między nami jest na tyle bliska, że wiem, że
    można). Nie lubię tego robić, bo nie lubię, jak ktoś tak wobec mnie postępuje.
    Gdyby na stronie którejś z organizacji polonijnych było coś takiego:
    "Jesteś tu nowy? Nie wiesz, jak coś załatwić, gdzie coś kupić itd.? Dyżur
    doświadczonego emigranta w każdy wtorek i piątek 18-20, telefon: ... Chętnie
    udzielimy informacji w nawet najdrobniejszych, przyziemnych sprawach"
    ... no to jasne, że bym zadzwoniła. Po poodpowiadaniu na pytania, dyżurny
    emigrant mógłby zachwyconą serwisem mnie namówić do opłacania składek na taką i
    inne pożyteczne działalności swojej organizacji. Pomysł z telefonem nie jest
    zresztą mój - też zgapiony od Azjatów. Jak za 10 lat jeszcze tu będę, to jak
    nikt inny do tego czasu nie zrobi, sama to zrobię używając prywatnego numeru (i
    rzucając słuchawką, jak ktoś zadzwoni poza godzinami dyżuru smile ) - ale teraz
    niestety nie mam do takiej działalności kwalifikacji smile

  • poledownunder 26.10.06, 08:43
    i2, jeden taki wpis jest wart wiecej niz wiele skladek. forse mozna dostac z
    urzedu miasta a ludzi z pomyslami nie. obie sugestie w ramach swoich bardzo
    ograniczonych mozliwosci technicznych uwzglednie w najblizszym czasie. dzieki.
    --
    Forum Aotearoa
  • tiritiri 31.10.06, 10:21
    > Gdyby na stronie którejś z organizacji polonijnych było coś takiego:
    > "Jesteś tu nowy? Nie wiesz, jak coś załatwić, gdzie coś kupić itd.? Dyżur
    > doświadczonego emigranta w każdy wtorek i piątek 18-20, telefon: ... Chętnie
    > udzielimy informacji w nawet najdrobniejszych, przyziemnych sprawach"

    Po co od razu telefon. Nie wystarczyłaby na prawdę dobra stronka na sieci z FAQ?
    Do tego forum (nawet takie jak obecne) z dyżurnym "ekspertem". Podejrzewam, że
    "ekspertów" znalazłoby się kilku gdyby wiedzieli, że nikt im telefonami głowy
    zawracać nie będzie.
  • szepa1 21.11.06, 23:25
    co do strony... pare osob o tym myslalo, sam chcialem sie takze w to wlaczyc...
    ale moja leniwa natura albo chroniczny brak czasu (zyciowe plany
    troche "koliduja")... wlasne plany odlzylem na czas nieokreslony. Ale jesli sa
    osoby, ktore by chcialy cos w tym temacie zrobic... mozemy sie zebrac do kupy i
    cos zrobic...
  • tiritiri 31.10.06, 10:33
    > Książki i płyty nie są dla mnie atrakcyjne, w Polsce są już księgarnie
    > internetowe i można sobie zamówić, co się chce. Gdy "Wyborcza" i
    > "Rzeczpospolita" publikują prawie całą treść każdego numeru na Sieci, a TV/radi
    > o
    > też można obejrzeć/posłuchać przez Sieć, zachowanie informacyjnego i mentalnego
    > kontaktu z krajem nie wymaga żadnego zewnętrznego wsparcia. A jak ktoś się
    > zajmuje czymś religijno-patriotycznym, to mnie to odstrasza całkowicie.

    Z tymi gazetami i mediami to masz rację. Nie ma najmniejszej potrzeby
    sprowadzania papieru z drugiego końca świata. Nawet "Polityka" po tym gdy
    przestała publikować całość artykułów na swojej stronie w końcu uruchomiła
    prenumeratę internetową. Dokładna kopia gazety w czymś w stylu PDF-a, tylko
    dlaczego dranie zablokowali drukowanie?
    Co do książek zorganizowanie się kilku rodaków ciągle ma sens. Przy większej
    paczce można zaoszczędzić na kosztach wysyłki a przy okazji otrzymane pozycje
    można sobie na wzajem popożyczać.
  • szepa1 21.11.06, 23:28
    tutaj takze chcialem dolozyc swoje 5 groszy... proponuje stworzyc strone, takze
    biblioteke/baze gdzie mozna wpisac co kto ma/moglby/chcialby wypozyczyc. Przez
    taka ...powiedzmy "eBlioteke" mozna by przesledzic co/gdzie/kiedy jest
    dostepne...
  • poledownunder 23.11.06, 20:37
    czy moglbys rozwinac mysl z ta biblioteka? Czy mialaby ona zasieg tylko na
    Auckland czy na cala Nowa Zelandie, a jezeli tak, to w jaki sposob dochodziloby
    do wymiany ksiazek? jestem bardzo zainteresowana tematem. biblioteka w
    christchurch funkcjonuje dosyc sprawnie, ale jezeli jest sposob na rozszerzenie
    dzialalnosci na cala nz, mysle ze warto sprobowac.

    --
    Forum Aotearoa
  • szepa1 25.11.06, 03:26
    Moja idea polega na tym ze kto chce sie zarejestrowac moze dopisac do bazy
    danych co do zaoferowania na wypozyczenie. Kazdy uzytkownik systemu moze
    przeszukac baze i wskazac co chcialby pozyczyc... cos tak jak na tradme tyle ze
    zamiast kupowac... wyporzyczasz. Jesli ksiazka jest juz w obiegu zainteresowany
    moze przesledzic gdzie ona jest (u kogo i jak dlugo)... i kiedy bylaby
    dostepna. Ksiazka zamiast wracac do wlasciciela moze zostac wyslana dalej do
    zainteresowanego lub spowrotem do wlasciciela jesli ten bedzie tego oczekiwal.
    Oczywiscie na koszt osoby przetrzymujacej ksiazke(ki). Ida jest dosc luzna i
    wymaga dopracowania... ale powinna dzialac w srodowisku zainteresowanych
    osob... tzw "klubowiczow"...
    Z uwagi na sposob dzialania to moze dzialac nie tylko w NZ ale takze na
    Australie...a moze nawet i dalej. Mozemy najpierw sprawdzic jak to bedzie
    dzialalo na naszym podworku...
    Przyznam ze nie jestem zaangazowany w jakiekolwiek organizacje (emigracyjne),
    nie sprawdzalem bibliotek... a moje obecne zainteresowanie sprawa to raz chec
    przeczytania ciekawych ksiazek, dwa i trzy: wiem jak i chcialbym to zrobic...
  • silverlode 18.10.06, 12:47
    w NZ nie mieszkam, ale w Polsce rowniez nie, wiec problem mi ten rowniez nie
    obcy. sama nie szukalam kontaktow z polonia (moze dlatego ze jednak Europa mala
    i ostatecznie nie jest tak daleko do Polski jak chce sie uciec na chwile i
    odwiedzic znajomych, rodzine itp). Polakow jednak generalnie coraz wiecej sie
    tu spotyka, mialam w pracy pare osob, ale tak sie zlozylo, ze prywatnie to nie
    byli ludzie w moim guscie (jak to mowie w Polsce nigdy by nie byli moimi
    znajomymi, bo nie mamy nic wspolnego). potem doszedl fakt ze moja polowka nie
    jest z Polski wiec na paru takich spedowych imprezkach domowych, nikomu nie
    chcialo sie slowa zamieniac z obcokrajowcem i bylo to ani mile dla niego ani
    dla mnie.
    mam teraz pare bliskich osob z Polski, z ktorymi utrzymuje kontakt. poza tym sa
    one tez w zwiazkach z obcokrajowcami wiec odpadaja problemy wspolnych wyjsc,
    imprez, obiadow itp. i tak lepiej dla wszystkich.
    ale wydaje mi sie ze im dalej od domu tym wieksza czulabym potrzebe kontaktu z
    jezykiem polskim i choc garstka rodakow. fakt ze jak sie wyjezdza jako mloda
    osoba (dwadziescia pare lat) to latwo sie kontakty z ludzmi nawiazuje, glownie
    z obckorajowcami, ktorzy sa w podobnej sytuacji. tak przynajmniej bylo ze mna.
    sadze ze z wiekiem zawezaja sie mozliwosci poznawania ludzi, no bo juz sie nie
    gania na studenckie imprezy, do pubu itp
    pozdrawiam,
    silverlode

    --
    "Every flyer who ventures across oceans to distant lands is a potential
    explorer; in his or her breast burns the same fire that urged adventurers of
    old to set forth in their sailing-ships for foreign lands."
    J.Batten 1979
  • u25 18.10.06, 14:08
    Wydaje mi sie, ze Ci najsensownijsi (z najsenswoniejszych smile emigrantow
    polskiego pochodzenia, ktorych mialam przyjemnosc poznac, s..rzaja od wszelkich
    polskich organizacji gdzie pieprz rosnie smile
    Osobiscie nie mam tu gdzie mieszkam zadnych znjamoych Polakow (poza jedna
    kolezanka), ale nie wynika to z faktu, ze unikam rodakow, tak sie poprostu
    zlozylo. Traktuje to jako dodatkowa motywacjae do osiagniecia bliskiego
    perfekcji angielskiego smile
  • u25 18.10.06, 14:19
    A tak blizej tematu, to jest zwykla rywalizacja (na poczatku z reguly jezyk
    jest kiepski, a tego, z ktorym sie scigasz dobrze jest rozumiec smile Wszystkie
    inne nacje robia mniej wiecej to samo na obczyznie, tylko w roznych stylach smile
    Ten nowozelandzki styl nazwalabym lepperowskim..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka