Przylecialem tu prawie 28 lat temu. Juz ze znajomoscia jezyka angielskiego, jak myslalem, bo od pierwszego dnia
po wyladowaniu, przez nastepnych kilka lat, moje zadufanie co do znajomosci jezyka angielskiego bylo poddawane
nieustannym weryfikacjom. Az wreszcie doszedlem do tego ze zaczalem bez wiekszego problemu rozumiec nawet
najbardziej wysublimowany Ocker w wykonaniu jadacego na opium etatowego pracownika sydnejskiego
prosektorium. Wtedy zrozumialem ze nalezy mi sie wreszcie jakas praca na poziomie inzyniera, z ktorym to
zawodem (acz z bardzo minimalnym t.zw. experience) tu przylecialem. Od tamtego momentu przepracowalem
ponad 20 lat na stanowiskach mniej lub bardziej inzynierskich, acz u wielu pracodawcow, gdzyz z natury nie lubie
lizac doopy menedzerom pci tej samej co ja. I tak to juz trwa do dzis. Sukcesu wiec jak widac nie osiagnalem,
pomimo ze Australia jest przeciez lucky country!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.