zmijka2009 napisała:
> Przykro mi z powodu Twojej straty, jak sobie pomysle ze mojej
Gwiazdce mogloby sie cos stac...chyba bym sie zaplakala.
> Jest moim oczkiem w glowie<tak naprawde jedna z "osob"do ktorej
moge sie odezwac

>
Wiekszosc normalnych ludzi przywiazuje sie do zwierzat trzymanych
dla przyjemnosci, nic dziwnego ze sie przejmuja ich strata. Ale np.
kur by mi nie bylo tak zal, nie maja indywidualnosci, nie maja nawet
imion, po prostu mieszkaja w ogrodzie i znosza jajka.
> Szoda ze wlasciciel zbiegl z "miejsca wypadku", gyby przynajmniej
przyszedl powiadomic Ciebie o zdarzeniu mialabys szanse uratowac
je<albo rozszarpac wlasciciela>
Raczej to drugie - mysle ze dlatego uciekl/a. Niestety, krolikow nie
mozna juz bylo uratowac, zostaly zmasakrowane szybko i sprawnie.
> A jak sie czuje "ocalaly"?
Wystraszony. Raz go zabralam do kroliczego ogrodu, znalazl sobie
miejsce w sloncu jak najdalej od klatki a jak tylko slonce sie
obnizylo, wlazl w najglebsza nore wykopana pod jacaranda i nie
wyszedl az do poludnia nastepnego dnia. Teraz trzymamy go w domu, w
miejscu jakie zna z czasu upalow - korytarzyku kolo kuchni. Niewiele
sie rusza i byle co go ploszy.
W lokalnej gazecie w przyszlym tygodniu ukaze sie artykul o tym
wypadku. Moze posluzy jako ostrzezenie dla wlascicieli malych
zwierzat - i psow.
Luiza-w-Ogrodzie
Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...