W sobote udaje sie do Bungendore gdzie
a/ rozstawiam namiot dla siebie i corki i zwalam do niego spalny
dobytek w duzych ilosciach
b/ w pocie czola powiekszam przydzielony "yard" dla kobyly dziecka
poprzez wbijanie star pickets, nakladanie na ostre konce
plastikowych ochraniaczy oraz rozciaganie lin.
c/ zwoze i rozsypuje w zagrodzie stosowna ilosc trocin
d/ pomagam przy rozstawianiu jumps (przeszkod) - jest tego troche,
niektore elementy sa cholerycznie ciezkie
W zaleznosci od okolicznosci, albo w sobote po poludniu albo w
niedziele rano przywozimy konie. Jezeli w sobote to oczywiscie spimy
w Bungendore.
W/w czynnosci sa przygotowaniem do dorocznego obozu Pony Clubs Zone
16, ktory zaczyna sie oficjalnie w niedziele wielkanocna.
Ponad 270 koni i tyluz jezdzcow + instruktorzy i towarzyszacy
niektorym uczestnikom rodzice.
W lany poniedzialek (i w kazdy nastepny dzien) pobudka bedzie o 6
rano - karmienie koni a po poludniu nasz klub zaczyna 24 godzinny
dyzur, glownie w kuchni, wiec juz mam wizje jajecznicy ze 150 jaj
tudziez niekonczcego sie zmywania gigantycznych saganow.
W sumie jednak zabawa jest niezla a jak juz bede miala dosc tumanow
kurzu to zawsze moge wpasc na chwile do domu, odmoczyc sie w wannie
a potem podlubac w ziemi albo posiedziec z ksiazka na werandzie
rozkoszujac sie wonia kwitnacego wlasnie osmanthusa.