Izo, rozumiem ze mozesz czuc sie urazona brakiem zaufania do lekarzy
ze wzgledu na Twoj zawod. Niemniej kazdy z nas ma swoje
doswiadczenia ze sluzba zdrowia i od nich zalezy ogolne nastawienie
do niej.
Nauczone wlasnym (i rodziny) doswiadczeniami Osmanthus i ja uwazamy
ze lepiej sie rodzi w Australii niz w Polsce. Statystyki WHO
popieraja stwierdzenie ze rodzi sie bezpieczniej. I tyle. Cala
reszta postow to wzajemne proby przekonania sie nawzajem kto ma
racje, czyli bicie piany.
Co do Polski, mysle ze nastawienie lekarzy do kobiet ciezarnych jest
takie jak nastawienie wiekszosci spoleczenstwa i to sie dlugo nie
zmieni (choc cos juz drgnelo i sa akcje takie jak rankingi porodowek
i ginekologow prowadzone przez niektore magazyny kobiece - swego
czasu robil to "Twoj Styl").
W Australii podobalo mi sie gdy bylam w ciazy ze nikt (oprocz
znajomych Polakow!) mi nie mowil, co moge/powinnam robic a czego nie
(poza oczywistymi ostrzezeniami przed jazda konna, bungee jumping i
tym podobnymi zajeciami), co wypada a co nie. Bylam traktowana
normalnie, nie jak osoba chora ani jak delikatna figurynka z
porcelany. No i robilam co chcialam: pracowalam jako instruktorka
aerobiku do konca 7 miesiaca, tanczylam, skakalam do wody i plywalam
kilka razy w tygodniu - do dnia porodu. Gdy juz trafilam do szpitala
(publicznego!) bylam traktowana uprzejmie, mialam wybor roznych
opcji i sluchano co mam do powiedzenia a gdy pytalam, dawano mi
obszerne wyjasnienia. Wypisalam sie ze szpitala na trzeci dzien a
dwa dni pozniej poszlam z dzieckiem w miasto na zakupy.
Takie mam doswiadczenie z AU sprzed kilkunastu lat, asystowalam tez
przy porodach dwoch moich przyjaciolek i bylo podobnie. Doswiadczen
z porodu w Polsce nie bede opisywac majac na wzgledzie mozliwosc
omdlenia co wrazliwszych czytelnikow :o/ zreszta bylo to ponad 20
lat temu, moze teraz jest inaczej...
Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie
Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...