Z zaciekawieniem przeczytałam ten wątek. Nie mam żadnych doświadczeń
z porodu w Australii, za to mieszkałam w Brisbane będąc w drugiej
ciąży. Pierwszą, ponad 4 lata temu, prowadziłam w Polsce.
Rzeczywiście - miałam dużo badań, ale też czułam, że jestem pod
dobrą opieką. Gdy ujawniło się zatrucie ciążowe, byłam pod jeszcze
baczniejszą kontrolą, ale traktowano mnie z szacunkiem i pozwalano
podejmować decyzje dotyczące ciąży do ostatniego dnia, gdy 6 tygodni
przed terminem pani doktor nalegała, bym została w szpitalu.
Urodziłam następnego dnia. Przez CC z powodu komplikacji
okołoporodowych. Byłam bardzo zadowolona zarówno z prowadzenia
ciąży, jak i porodu i opieki poporodowej. (Mieszkam w Gdańsku.) Aha -
ciąża była prowadzona państwowo, poród bez prywatnej położnej, ale
pod czujnym okiem lekarza.
Gdy byłam w drugiej ciąży, wyjechaliśmy do Australii. Planowałam
donosić ciążę i urodzić tam. Wykupiłam najlepsze ubezpieczenie, żeby
móc w Australii korzystać do woli z prywatnej służby zdrowia i
otrzymać zwrot kosztów w Pl, więc nie oszczędzałam na wizytach. Nie
wiem, może miałam pecha do GP, ale nie chciałabym znów przez to
przechodzić. GP nie chciał mnie skierować do ginekologa na badania,
mówiąc, że nie ma takiej potrzeby. Choć skarżyłam się na wymioty i
osłabienie (już po pierwszym trymestrze), GP upierał się, że to
normalny objaw w ciąży. Nie zostałam zbadana ani razu, już nie
wspominam o badaniu ginekologicznym, ale nie zmierzono mi nawet
ciśnienia, choć wspominałam o gestozie z pierwszej ciąży. Nie udało
mi się "namierzyć" placówki, która przyjęłaby mnie do ginekologa bez
skierowania od GP.
Wróciłam do Polski w szóstym miesiącu. Badania wykazały odwodnienie,
odwapnienie i szereg innych zaburzeń. Ciążę na szczęście donosiłam
spokojnie w Polsce, pod opieką (tym razem prywatną) lekarza, u
którego później w szpitalu rodziłam. Przy porodzie miałam tym razem
prywatną położną, ale i tak skończyło się cesarką, z powodów
identycznych jak poprzednio.
Mam przyjaciółkę, która mieszka w Australii (niestety dla mnie - w
Perth), urodziła tam dwoje dzieci i bardzo sobie chwali warunki i
opiekę.
Może, gdybym doczekała porodu w Australii, miałabym podobne zdanie.
Ale wciąż się zastanawiam, CZY bym doczekała.
Pozdrawiam z Polski, w której Służba Zdrowia wcale nie jest taka
zła...
Kasia