wypowiedzi Pana Fijor, na temat pozarow.
No coz kazdemu wolno miec wlasne zdanie.
Skomentuje tylko kawalek dotyczacy Sydney;
"Trzecią co do wielkości siłą polityczną Australii, po Partii Pracy
i Patii Konserwatywnej są Zieloni (Greens), którzy podobnie jak u
nas PSL stanowią oczko w głowie głównych sił politycznych, dla
których Zieloni są potencjalnymi koalicjantami. Zieloni, dla których
naturalnym elektoratem są bojownicy o ochronę środowiska oraz
aktywiści ruchów z nią związanych stają na głowie, aby w kwestii
środowiska nie dopuścić do jakiegokolwiek kompromisu. Nawet za cenę
życia ludzkiego. O tym, że tak jest przekonał się na własnej skórze
trzy lata temu nasz rodak, Lech N., który postanowił na swej własnej
posesji wyciąć 11 krzewów, ponieważ utrudniały wjazd i wyjazd, ich
system korzeni niszczył kanalizację, a także ze względu na
zagrożenie przeciwpożarowe."
ODP: Tak, tylko, ze lokalne urzedy, ktore wydaja te zezwolenia na
wycinanie krzakow sa niezaleznymi instytucjami od rzadu stanowego i
federalnego. Instytucje te same sobie ustalaja wlasne lokalne
przepisy.
Oznacza to, ze Berowra moze miec zakaz odnosnie wycinania wszystkich
krzakow, ale w polnocno-zachodniej czesci Sydney, lokalny urzad nie
ingeruje zbyt wiele juz w to co sie wycina. Mozna np; wycinac
wszystko, bez zezwolen co w srednicy nie przegracza gruboscia 20cm...
Gdyby tez przypadkowo chcialoby sie zwalic wine na Partie Zielonych,
od lat w koalicji z Paria Labor - to Berowra od lat i tradycyjnie
jest elektoratem Partii Liberalnej.
Tak wiec ekologicznym terorrystom musi byc sasiad Pana N, bo to on w
ramach elekcji wybiera zarzad danego urzedu lokalnego...
Sasiad tez, donosi, gdy krzaki sa wycinane...
Gdyby Pan N. nie wiedzial z jakiegos powodu, ze Berowra jest
zamieszkana glownie przez milosnikow 'bushu' australijskiego - to
prosze zwrocic uwage na polozenie geograficzne...twarza w kierunku
polnocnym po lewej stronie znajduje sie Galston wawoz, porosniety
dziewiczym bushem, nietknietym reka ludzka. Nad tym wawozem
milosnicy ogladania ptakow w naturze byduwali i buduja swoje domki -
a tu 'traaach' - sasiad chce rznac bush, hahaha
Z prawej strony - znowu pociety dolinami i wawozami znajduje sie
Narodowy Park Kurringai...Berowra wiec, to oprocz waskiego
przesmyku, na ktorym umieszczono autostrade, kolej oraz stara
highway - to 'bush'. Ten przesmyk, wokol koleji i drog jest
regularnie oczyszczany, gdyz jest to jedyny przesmyk z Sydney na
polnoc Australii (wzdluz oceanu).
Co tam robi ktos, kto 'bushu' nie lubi???Jest to dla mnie zagadka...
Aaa ceny - prawda. Nie 'guzik' prawda. Cena przecietna w Berowra
jest porywnywalna z wieloma dzielnicami np; poludniowo-zachodniego
czy polnocno-zachodniego Sydney, gdzie 'bushu' malo...
Postulaty o przecinkach...'przecinki' to mozna robic w terenie,
gdzie jest dostep samochodem. Tereny wokol Berowra sa dostepne z
samolotu glownie...na co wiec przecinka, gdy wszystkie te wawazy
schodza stromymi niedostepnymi dla pieszych urwiskami do wody???
I na koniec - nie slyszalam o ofiarach smiertelnych na skutek pozaru
bushu w Sydney, czy nawet w Berowrze. Nie jestem pewna - moze sie
zdarzylo...Jest tez nieslychanie malo strat, jesli chodzi o utrate
domow. Najczesciej plona ogrodzenia, szopy itp.
Zywoplot przy wjezdzie do domostwa nie jest tez wycinany w celu
przeciwpozarowym (nice try), tylko dlatego, ze ogolnie moze wkurzac
wlascicieli utrudniajac im widocznosc przy wjezdzie/wyjezdzie...lub
jak to napisano - zapychac rury kanalizacyjne (ouch, to kosztuje i
nie dziwie sie, ze Pan N chcial wyciac). Lokalne urzedy, daja w
wiekszosci zezwolenia bez problemow w takich przypadkach...
Pozdrawiam
Kan