Fijor ma oczywiście rację. Pożary są częścią tego kraju. Przyroda się do nich dostosowała, wiele roślin rozmnaża się tylko podczas pożaru. Ludzkie domy do tego obrazu nie pasują, bo nie odrastają jak banksia czy eukaliptus. Są więc 2 możliwości:
1. Będziemy stosowali środki zapobiegawcze w postaci przecinek leśnych i wypalań prewencyjnych. Obie metody są zaciekle zwalczane przez kretynów z Partii Zielonych, ale niekoniecznie przez Labour, którzy do kwestii ekologii podchodzą (dzięki Bogu) jak klasyczni hipokryci i robią to co im wygodne z punktu widzenia sondaży.
2. Co jakiś czas będzie się paliło wszystko łącznie z domami i ludźmi.
Zieloni są, jak pisałem, rąbnięci i wybierają wersję 2 bez dłuższego zastanowienia. Australijczycy mieszkają w większości w miastach, więc problem dla nich jest odległy i są podatni (z braku innych poważnych problemów) na hasła pseudoekologów. Po ostatnich pożarach w Wiktorii większość przeżyła wprawdzie pewien rodzaj "katharsis", ale nie jestem wcale pewien czy to jest objaw długotrwały.
--
Przemek
www.LiveDownUnder.info/blog