Dodaj do ulubionych

scent miłosne - ratunku:)

10.11.09, 13:21
Macie w swoich książkach, albo tłumaczeniach?

No bo ja teraz poszłam w romans.
I kurcze powinny być ze dwie.

Ale mi wychodzi jakiś uduchowiony harlequin z ochami i achami, albo jakieś
hard porno.

Kurcze, to chyba największe wyzwanie do tej pory.

Macie jakąś gotową na to recepte?

Nawet jestem skłonna wrzucić tu tę scenę, byście się popastwili nad nią, bo ja
sama wiem, że jest niewłąściwa, ale nie wiem na czym to polega i jak to poprawić.
--
Nocka i jej książeczka
Lilianna 12.04.2007
Mateusz 03.07.2009
Edytor zaawansowany
  • 10.11.09, 13:22
    Nie wiem jak do tego doszło, pewnie wszystkie kobiety, które puszczają swoich
    mężów kantem tak twierdzą…
    Po wszystkim myślałam, że… Że to był tylko seks. Nie czułam, jakbym robiła coś
    złego komukolwiek. Ja po prostu żyłam chwilą…
    Weszliśmy do jego gabinetu, Paweł zaproponował drinka. Przystałąm na propozycję
    z ochotą. Nie wiem dokładnie co on wyczarował w tej wysokiej szklance, pełnej
    lodu, ale świat wirował już bardzo szybko.
    - Kiedyś myślałem, że będziesz właśnie tak stała – podszedł bliżej - tak blisko
    mnie… I będziemy mieli chwilę dla siebie…
    - Stoję… I mamy… - odparłam patrząc prowokująco znad szklanki. Po chwili zdjęłam
    szpilki i stanęłam bosymi stopami na puszystej wykładzinie. Od razu było wygodniej.
    Podszedł do mnie jeszcze bliżej.
    - Nieduża jesteś. – stwierdził. – Na boso wyglądasz mało groźnie.
    - Nie jestem groźna… Tylko czasem gryzę…
    - Gryziesz?
    Przybliżył usta do moich ust i szepnął.
    - Pokaż mi jak.
    Pierwsza go pocałowałam. Najpierw delikatnie, jakbym chciała jedynie posmakować…
    Zakazany owoc smakuje najlepiej, nie trzeba było próbować… Sama rozpięłam guziki
    żakietu, by zrzucić go jak najszybciej, po chwili on już walczył z moją bluzką,
    której małe guziczki zbyt drobne wydawały się dla jego palców.
    Posadził mnie na biurku.
    Spojrzał w oczy, pocałunkami obsypał moją twarz, a zaraz potem całował moją
    szyję. To był jedyny chyba raz, kiedy pomyślałam o mężu. On nigdy nie całuje w
    szyję.
    Nie powiedziałam „nie”.
    Przesunął ręką po mojej twarzy, dekolcie, powoli zsunął mi ramiączka stanika.
    Marzyłam by jego usta znalazły się na moich piersiach. Nagle przerwał i szepnął.
    - Poczekaj chwilę. – Włączył muzykę.
    Czekałam niecierpliwie, siedząc prawie naga na jego pełnym papierów biurku.
    Stanik spadł, ukazując nagie piersi. Spojrzał na mnie.
    - Mówiłem ci już, że jesteś piękna?
    W rytm lekkiego jazzu całował mój dekolt, gładził moje włosy. Odepchnęłam go od
    siebie, zaczęłam rozpinać mu koszulę. Podwinął mi spódniczkę, ściągnął koronkowe
    majtki.
    Nie musiał pytać, czy może… On wiedział.
    Kochaliśmy się krótko, zbyt krótko i zbyt szybko. Ale to było nam potrzebne.
    Po wszystkim przytulił mnie, objęłam go mocno, zaniósł mnie na sofę, gdzie
    leżeliśmy jeszcze chwilę w objęciach, przykryci tylko jego marynarką.
    Przesunął palcem po jej piersi.
    - Powtórzymy to jeszcze? - zapytał
    - Nie wiem… - uśmiechnęłam się. – Może kiedyś?
    - Jak kobieta mówi „może”, to znaczy „tak”, prawda? – zaczął bawić się moim
    sutkiem, który zaraz stwardniał i domagał się więcej.
    - Tak, to znaczy tak… - westchnęłam.
    - Kiedy?
    - Choćby zaraz… - jęknęłam cicho.
    Nagle przestał mnie całować, powiedział, że następnym razem, a we mnie wszystko
    krzyczało, kiedy, do cholery ten następny raz?
    Pocałował mnie mocno w usta.
    - Przyjdziesz. Musisz.
    Fakt. Musiałam.

    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 10.11.09, 15:33
    "Najpierw delikatnie, jakbym chciała jedynie posmakować…
    Zakazany owoc smakuje najlepiej, nie trzeba było próbować… "
    (nie rozumiem, co chcesz przekazać. Czemu nie trzeba było próbować? Skoro
    smakuje najlepiej? Jakoś nie widzę związku)
    "Sama rozpięłam guziki żakietu, by zrzucić go jak najszybciej, po chwili on już
    walczył z moją bluzką, której małe guziczki zbyt drobne wydawały się dla jego
    palców"
    (taka składnia mnie zabija, zdanie trzeba kilka razy przeczytać, żeby się
    połapać, że chodzi o... zdejmowanie ciuchów)
    "pocałunkami obsypał moją twarz"
    (bardziej wyświechtanego określenia trzeba by ze świecą szukać)
    "Czekałam niecierpliwie, siedząc prawie naga na jego pełnym papierów biurku."
    (idiotyczna scena, w życiu bym nie chciała stać goła na biurku i czekać)
    "Stanik spadł, ukazując nagie piersi. Spojrzał na mnie."
    (stanik spojrzał?)
    "W rytm lekkiego jazzu całował mój dekolt, gładził moje włosy"
    (słuchałaś kiedyś jazzu? lekkiego jazzu? nie wyobrażam sobie, by w jego rytm
    można było całować dekokt i gładzić włosy. Abstrahując od jazzu - jak można
    gładzić włosy w rytmie czegokolwiek?)
    "Podwinął mi spódniczkę, ściągnął koronkowe majtki."
    (tu mamy do czynienia z tzw infantylizmem w sprawach seksu.I banałem.Jeśli ona
    jest w pracy, to czemu lata w spódniczce? Spódniczka kojarzy mi się z ośmiolatką
    i kładzie tę scenę. Wg mnie)
    "Kochaliśmy się krótko, zbyt krótko i zbyt szybko"
    (jak się kochali krótko to pewnie i szybko, chyba że im coś przeszkodziło, o
    czym nie ma nic w tekście, więc krótko - wystarczy. Jak się doda że za krótko -
    wyjdzie niedosyt, czyli coś, co jest ok, ale jak kobieta mówi, że kochali się za
    szybko, to podejrzewam, że nie zdążyła z finałem i taki seks to ja, osobiście
    chromolę)
    "Przesunął palcem po jej piersi"
    (chyba pokręcił ci się narrator)
    "zaczął bawić się moim sutkiem, który zaraz stwardniał i domagał się więcej."
    (to jest po prostu straszne. Zdanie po którym bym walnęła książkę w kąt i nigdy
    do niej nie wracała. Sutek stwardniał i domagał się więcej... masakra.
    Pomijając, że sutek stanowi całą pierś, a to, o czym mówisz nazywa się brodawka.
    Owszem potocznie to słowo jest synonimem brodawki, ale tak się babrać w tych
    anatomicznych szczegółach trzeba naprawdę umieć, żeby nikogo nie przyprawić o
    mdłości)

  • 10.11.09, 14:50
    Matko moja! Najpierw te czarownice, teraz to...
    Już wiem dlaczego nie mogę czytać (i nie czytam) tzw. "literatury
    kobiecej". To taki "literacki eklektyzm" czyli bez ładu, składu i
    wsadu...

    --
    ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
    przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
    Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
    wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
    płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
    "Podróże z legendą"
  • 10.11.09, 15:12
    czepialska...
    do czarownic sie, prosze nie czepiaj, poki nie wiesz do czego one są mi potrzebne.
    Skoro nie czytujesz literatury kobiecej, domniemuje, ze sie na niej nie znasz.
    Ja prosilam o pomoc. Ty bezkonstruktywnie skrytykowałaś.
    Ja pisze glownie dla kobiet, czytam literature kobieca i ja lubie.
    Nie czytam fantastyki i na jej temat sie nie wypowiadam.

    Jezeli masz uwagi co do fragmentu tekstu, bardzo poprosze, bo jest to dla mnie
    wazne, a wiem, ze nie wychodzi tak, jak powinno.

    Na razie widze, ze mam za duzo wielokropkow.

    no ale coz:) nick pewnie masz nie bez przyczyny:)
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 10.11.09, 15:48
    A dlaczego mam nie czepiać się czarownic? Przecież ten Twój post
    jest groteskowy - chcesz pisać o czymś o czym nie masz zielonego
    pojęcia, na dodatek na forum zadajesz trywialne, żenujące (dla mnie)
    pytania. Chociaż, przyznam, że dobrze oddają one "ducha" obecnych
    czasów. A po "czarownicach" pewnie uraczysz nas traktatem
    filozoficznym, potem przyjdzie pora na rozprawkę o rewolucji
    francuskiej, a później - z lekkością pióra, którego pozazdrościłby
    Ci sam Apollo - skreślisz historiozoficzny tryptyk opisujący
    plemiona Atlantydy - z własnymi rysunkami rzecz jasna...
    Miejże litość i szacunek do tego tego co robisz! Nawet jeśli robisz
    to w przerwach między innymi zajęciami...

    --
    ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
    przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
    Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
    wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
    płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
    "Podróże z legendą"
  • 10.11.09, 16:19
    o Boże, czepialska... Załąmałam się Twoim postem, więc zamilknę.
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 10.11.09, 18:03
    "z lekkością pióra, którego pozazdrościłby
    Ci sam Apollo - skreślisz historiozoficzny tryptyk opisujący
    plemiona Atlantydy "

    Plemiona Atlantydy?
    Przyznam, że mnie zaintrygowałaś :) Możesz to teraz napisać w wersji
    dla blondynki?
    (która pisze powieści dla nastolatek, więc z pewnością nie wie, kim
    jest Apollo?)
  • 11.11.09, 00:00
    - Hm? - Skaj podniósł prawą brew.
    - Hm? - Groźnie spojrzał w stronę monitora.
    - A niech mnie! - mruknął. - Czy ktoś tu aby nie przesadza?
    - Mala hora - westchnął. - Chyba trzeba wezwać Marqueza na pomoc. Stary jest,
    doświadczony, może sobie poradzi.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotekwydawniczy :)
  • 10.11.09, 16:14
    jakoś nieładnie te poprawki naniosłam, w jednym kawałku, czytać się nie da.
    Spróbuję jeszcze raz.

    > Nie wiem jak do tego doszło, pewnie wszystkie kobiety, które puszczają swoich
    > mężów kantem tak twierdzą…

    Czasownik "twierdzić" sugeruję stuprocentową pewność wygłaszanych "twierdzeń", a
    wyrażenie: "nie wiem jak do tego doszło" nijak nie pasuje do "wszystkie tak
    twierdzą"

    > Po wszystkim myślałam, że… Że to był tylko seks. Nie czułam, jakbym robił
    > a coś
    > złego komukolwiek. Ja po prostu żyłam chwilą…
    > Weszliśmy do jego gabinetu, Paweł zaproponował drinka. Przystałąm na propozycję
    > z ochotą. Nie wiem dokładnie co on wyczarował w tej wysokiej szklance, pełnej
    > lodu

    Co on wyczarował? Pełno lodu.

    > ale świat wirował już bardzo szybko.

    Po chwili. Daj jej się napić. A raczej najeść...

    > - Kiedyś myślałem, że będziesz właśnie tak stała – podszedł bliżej - tak
    > blisko
    > mnie… I będziemy mieli chwilę dla siebie…
    > - Stoję… I mamy… - odparłam patrząc prowokująco znad szklanki. Po c
    > hwili zdjęłam
    > szpilki i stanęłam bosymi stopami na puszystej wykładzinie. Od razu było wygodn
    > iej.
    > Podszedł do mnie jeszcze bliżej.
    > - Nieduża jesteś. – stwierdził. – Na boso wyglądasz mało groźnie.
    > - Nie jestem groźna… Tylko czasem gryzę…
    > - Gryziesz?
    > Przybliżył usta do moich ust i szepnął.
    > - Pokaż mi jak.
    > Pierwsza go pocałowałam. Najpierw delikatnie, jakbym chciała jedynie posmakować
    > …
    > Zakazany owoc smakuje najlepiej, nie trzeba było próbować…
    Sama rozpięłam
    > guziki
    > żakietu, by zrzucić go jak najszybciej, po chwili on już walczył z moją bluzką,
    > której małe guziczki zbyt drobne wydawały się dla jego palców.

    Składnia pokiełbaszona. Trudno się czyta, za bardzo pogmatwane, a chodzi tylko o
    rozbieranie się.

    > Posadził mnie na biurku.
    > Spojrzał w oczy,
    pocałunkami obsypał moją twarz,

    to określenie jest strasznie wyświechtane

    a zaraz potem całował moją
    > szyję. To był jedyny chyba raz, kiedy pomyślałam o mężu. On nigdy nie całuje w
    > szyję.

    Kogo? Może inne babki całuje? A tak wyszło ci, że facet jest zdeklarowanym
    przeciwnikiem całowania w szyję.

    > Nie powiedziałam „nie”.
    > Przesunął ręką po mojej twarzy, dekolcie, powoli zsunął mi ramiączka stanika.
    > Marzyłam by jego usta znalazły się na moich piersiach. Nagle przerwał i szepnął
    > .
    > - Poczekaj chwilę. – Włączył muzykę.

    Powinien jeszcze wstać, podejść do sprzętu, czy coś tam zrobić, w komputerze coś
    włączyć, kliknąć...

    > Czekałam niecierpliwie, siedząc prawie naga na jego pełnym papierów biurku.

    Coś okropnego, sytuacja żenująca - kto by chciał siedzieć nagi na biurku i czekać?

    > Stanik spadł, ukazując nagie piersi. Spojrzał na mnie.

    Stanik nie mógł na nikogo spojrzeć

    > - Mówiłem ci już, że jesteś piękna?
    > W rytm lekkiego jazzu całował mój dekolt, gładził moje włosy.

    W rytm jazzu gładzić cokolwiek? Nie da się. Albo się da, ale wygląda to śmiesznie.

    Odepchnęłam go od
    > siebie, zaczęłam rozpinać mu koszulę. Podwinął mi spódniczkę, ściągnął koronkow
    > e
    > majtki.

    Oczywiście z tą spódniczką można polemizować, ale ja unikam takich określeń, bo
    kojarzą się albo z dzieciakami, albo z niewyszukaną nomenklaturą typu: piczka,
    wacek, tyłeczek. Do mnie to nie trafia

    > Nie musiał pytać, czy może… On wiedział.
    > Kochaliśmy się krótko, zbyt krótko i zbyt szybko.

    Jak pisałam - kiedy kobieta okresla, że było za szybko, może to sugerować
    rozczarowanie...

    Ale to było nam potrzebne.
    > Po wszystkim przytulił mnie, objęłam go mocno, zaniósł mnie na sofę, gdzie
    > leżeliśmy jeszcze chwilę w objęciach, przykryci tylko jego marynarką.
    > Przesunął palcem po jej piersi.

    Narrator.

    > - Powtórzymy to jeszcze? - zapytał
    > - Nie wiem… - uśmiechnęłam się. – Może kiedyś?
    > - Jak kobieta mówi „może”, to znaczy „tak”, prawda? 
    > 211; zaczął bawić się moim
    > sutkiem, który zaraz stwardniał i domagał się więcej.

    Okropne zdanie, w którym sutek się czegoś domaga.

    > - Tak, to znaczy tak… - westchnęłam.
    > - Kiedy?
    > - Choćby zaraz… - jęknęłam cicho.
    > Nagle przestał mnie całować, powiedział, że następnym razem, a we mnie wszystko
    > krzyczało, kiedy, do cholery ten następny raz?
    > Pocałował mnie mocno w usta.
    > - Przyjdziesz. Musisz.
    > Fakt. Musiałam.
    >

    A poza tym jak w ogóle do tego doszło? Czemu już po jednym drinku?
    Jakieś emocje? Wcześniejsze fantazje, pragnienia?
  • 10.11.09, 16:35
    > > Nie wiem jak do tego doszło, pewnie wszystkie kobiety, które puszczają sw
    > oich
    > > mężów kantem tak twierdzą…
    >
    > Czasownik "twierdzić" sugeruję stuprocentową pewność wygłaszanych "twierdzeń",
    > a
    > wyrażenie: "nie wiem jak do tego doszło" nijak nie pasuje do "wszystkie tak
    > twierdzą"

    ok, masz racje.



    > > Po wszystkim myślałam, że… Że to był tylko seks. Nie czułam, jakbym
    > robił
    > > a coś
    > > złego komukolwiek. Ja po prostu żyłam chwilą…
    > > Weszliśmy do jego gabinetu, Paweł zaproponował drinka. Przystałąm na prop
    > ozycję
    > > z ochotą. Nie wiem dokładnie co on wyczarował w tej wysokiej szklance, pe
    > łnej
    > > lodu
    >
    > Co on wyczarował? Pełno lodu.

    tu sie nie zgadzam:) wydaje mi sie ze moze zostac, chyba ze dodac cos tam, jakis
    plyn, albo cos.:)

    >
    > > ale świat wirował już bardzo szybko.
    >
    > Po chwili. Daj jej się napić. A raczej najeść...

    racja.

    >
    > > - Kiedyś myślałem, że będziesz właśnie tak stała – podszedł bliżej
    > - tak
    > > blisko
    > > mnie… I będziemy mieli chwilę dla siebie…
    > > - Stoję… I mamy… - odparłam patrząc prowokująco znad szklanki
    > . Po c
    > > hwili zdjęłam
    > > szpilki i stanęłam bosymi stopami na puszystej wykładzinie. Od razu było
    > wygodn
    > > iej.
    > > Podszedł do mnie jeszcze bliżej.
    > > - Nieduża jesteś. – stwierdził. – Na boso wyglądasz mało groź
    > nie.
    > > - Nie jestem groźna… Tylko czasem gryzę…
    > > - Gryziesz?
    > > Przybliżył usta do moich ust i szepnął.
    > > - Pokaż mi jak.
    > > Pierwsza go pocałowałam. Najpierw delikatnie, jakbym chciała jedynie posm
    > akować
    > > …
    > > Zakazany owoc smakuje najlepiej, nie trzeba było próbować…
    > Sama rozpięłam
    > > guziki
    > > żakietu, by zrzucić go jak najszybciej, po chwili on już walczył z moją b
    > luzką,
    > > której małe guziczki zbyt drobne wydawały się dla jego palców.
    >
    > Składnia pokiełbaszona. Trudno się czyta, za bardzo pogmatwane, a chodzi tylko
    > o
    > rozbieranie się.


    wydaje mi się, że średniointeligentny czytelnik skuma.


    >
    > > Posadził mnie na biurku.
    > > Spojrzał w oczy,
    > pocałunkami obsypał moją twarz,
    >
    > to określenie jest strasznie wyświechtane

    racja, rodem z harlequina

    > a zaraz potem całował moją
    > > szyję. To był jedyny chyba raz, kiedy pomyślałam o mężu. On nigdy nie cał
    > uje w
    > > szyję.
    >
    > Kogo? Może inne babki całuje? A tak wyszło ci, że facet jest zdeklarowanym
    > przeciwnikiem całowania w szyję.

    to z tresci wstepnej wynika. jest ok.


    > > Nie powiedziałam „nie”.
    > > Przesunął ręką po mojej twarzy, dekolcie, powoli zsunął mi ramiączka stan
    > ika.
    > > Marzyłam by jego usta znalazły się na moich piersiach. Nagle przerwał i s
    > zepnął
    > > .
    > > - Poczekaj chwilę. – Włączył muzykę.
    >
    > Powinien jeszcze wstać, podejść do sprzętu, czy coś tam zrobić, w komputerze co
    > ś
    > włączyć, kliknąć...
    >
    > > Czekałam niecierpliwie, siedząc prawie naga na jego pełnym papierów biurk
    > u.
    >
    > Coś okropnego, sytuacja żenująca - kto by chciał siedzieć nagi na biurku i czek
    > ać?

    w takiej sytuacji bym mogla:) czemu nie, na zasadzie ekshibicjonizmu;)

    >
    > > Stanik spadł, ukazując nagie piersi. Spojrzał na mnie.
    >
    > Stanik nie mógł na nikogo spojrzeć

    racja


    >
    > > - Mówiłem ci już, że jesteś piękna?
    > > W rytm lekkiego jazzu całował mój dekolt, gładził moje włosy.
    >
    > W rytm jazzu gładzić cokolwiek? Nie da się. Albo się da, ale wygląda to śmieszn
    > ie.


    a smooth jazz?


    >
    > Odepchnęłam go od
    > > siebie, zaczęłam rozpinać mu koszulę. Podwinął mi spódniczkę, ściągnął ko
    > ronkow
    > > e
    > > majtki.
    >
    > Oczywiście z tą spódniczką można polemizować, ale ja unikam takich określeń, bo
    > kojarzą się albo z dzieciakami, albo z niewyszukaną nomenklaturą typu: piczka,
    > wacek, tyłeczek. Do mnie to nie trafia

    a do żakietu to tylko "spódnica"? nie zgadzam sie.

    >
    > > Nie musiał pytać, czy może… On wiedział.
    > > Kochaliśmy się krótko, zbyt krótko i zbyt szybko.
    >
    > Jak pisałam - kiedy kobieta okresla, że było za szybko, może to sugerować
    > rozczarowanie...

    nie, tu jest ok, ale ma pewien niedosyt, fakt. zamierzenie celowe.


    >
    > Ale to było nam potrzebne.
    > > Po wszystkim przytulił mnie, objęłam go mocno, zaniósł mnie na sofę, gdzi
    > e
    > > leżeliśmy jeszcze chwilę w objęciach, przykryci tylko jego marynarką.
    > > Przesunął palcem po jej piersi.
    >
    > Narrator.

    tez zauwazylam, poprawione

    >
    > > - Powtórzymy to jeszcze? - zapytał
    > > - Nie wiem… - uśmiechnęłam się. – Może kiedyś?
    > > - Jak kobieta mówi „może”, to znaczy „tak”, prawd
    > a? 
    > > 211; zaczął bawić się moim
    > > sutkiem, który zaraz stwardniał i domagał się więcej.
    >
    > Okropne zdanie, w którym sutek się czegoś domaga.

    e tam moze sie domagac. ale nie lezy mi w ogole ten "sutek"


    >
    > > - Tak, to znaczy tak… - westchnęłam.
    > > - Kiedy?
    > > - Choćby zaraz… - jęknęłam cicho.
    > > Nagle przestał mnie całować, powiedział, że następnym razem, a we mnie ws
    > zystko
    > > krzyczało, kiedy, do cholery ten następny raz?
    > > Pocałował mnie mocno w usta.
    > > - Przyjdziesz. Musisz.
    > > Fakt. Musiałam.
    > >
    >
    > A poza tym jak w ogóle do tego doszło? Czemu już po jednym drinku?
    > Jakieś emocje? Wcześniejsze fantazje, pragnienia?

    wiesz to jest fragment, ktory następuje po pierwszych 70 tys znakach książki.
    Wiec trzeba by całość czytać. No, ale może już niebawem:)

    >
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 10.11.09, 16:21
    Dzięki zooloza, mniej więcej o cos takiego chodzilo:)

    Z częścią się zgadzam, napiszę później, bo dzieci wyją:)
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 10.11.09, 16:35
    Uważam że temat jest ciekawy. Może inni dołączą się do przysyłania swoich
    tekstów ntt, bo to diabelnie trudne do napisania.
    Ja, owszem, też kiedyś z tym walczyłam:)
  • 10.11.09, 16:47
    Strasznie ciężko jest napisać, by nie było niesmaczne, z klasą, nie zalatywało
    harlequinem.

    a moze jakies wzorce???
    Gdzie było to dobrze napisane?
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 10.11.09, 16:53
    Spencer Scott, "Miłość bez granic".
    Podobało mi się.

    Korci mnie, żeby wrzucić swoje wypociny... hehe
  • 10.11.09, 20:13
    "Miłość bez granic" - tak :)
    Trudno, bardzo trudno napisać scenę erotyczną. Ja nie potrafię, więc tylko sugeruję.
    Moja uwaga do autorki wątku: nie używaj określenia "na boso". Grrr...
    "boso", albo "na bosaka". Inna forma to coś a la "ubrać sukienkę". Niepoprawne,
    wygląda i brzmi chropawo.
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • 11.11.09, 19:40
    Ja sobie nie poradziłam. A ponieważ książka była parodią, kpiarsko się wyłgałam :).

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    NFZ to przeżytek - czytaj izdrowiej
  • 12.11.09, 01:52
    Witam! Podczytuję czasami „Mamrotka”, a teraz postanowiłam na nim także wystąpić.

    Ja również uważam, że napisać scenę erotyczną jest bardzo trudno. Bo albo – jak zauważyliście i ja także się z tym zgadzam – będzie to ckliwe, albo ocierać się będzie o pornografię. Moim zdaniem, w takiej scenie lepiej ukazać emocje bohaterów niż... czynności. Nie opisywać co robili, ale - co przeżywali.

    Niech mi ciemnanocka wybaczy, ale nie mogłam oprzeć się pokusie i nie napisać tej sceny po swojemu. Broń Boże, nie jest to na zasadzie: patrz, jak to powinno wyglądać, bo ja wcale nie wiem jak to powinno wyglądać, a raczej wiem, ale TAK pisać nie potrafię. Jednym słowem ja tę scenę w gabinecie Pawła opisałabym trochę inaczej niż jej autorka. Starałam się przy tym trzymać przedstawionych realiów i dialogów.



    Nie wiem jak do tego doszło. Pewnie wszystkie kobiety, które zdradzają swoich mężów usprawiedliwiają się w ten sam sposób. Myślałam, że to tylko seks. Nie miałam wrażenia, że robię komukolwiek krzywdę. Po prostu żyłam chwilą.

    Weszliśmy do jego gabinetu, Paweł zaproponował drinka, a ja chętnie na to przystałam. Nie mam pojęcia co to był za alkohol, ale jeż po kilku łykach czułam, że świat zaczyna mi leciutko wirować. Paweł podszedł do mnie.
    - Marzyłem o tym, że kiedyś będziesz tak właśnie stała. Tak blisko mnie. I będziemy mieli tę chwilę tylko dla siebie.
    - Stoję. I mamy... - uśmiechnęłam się do niego znad szklanki.

    Gdzieś z boku sączyła się cicha muzyka. Zsunęłam szpilki i bosymi stopami stanęłam na miękkim, puszystym dywanie. Paweł podszedł bliżej.
    - Nieduża jesteś – powiedział jakby ze zdziwieniem. – Nie wyglądasz teraz tak groźnie.
    - Nie jestem groźna. Czasem tylko... gryzę.
    - Gryziesz? Pokaż mi jak – dotknął ustami moich ust.

    Pocałowałam go lekko. Chciałam tylko posmakować zakazanego owocu, ale ten jeden pocałunek wystarczył by objął mnie płomień. Pośpiesznie zrzuciłam żakiet, a on niecierpliwymi dłońmi zaczął rozpinać guziki mojej bluzki. Namiętnie całował oczy, usta, szyję... Mój mąż nigdy nie całował mnie w szyję.

    Nagle szybkim ruchem podniósł mnie i posadził na biurku. Nie tylko nie zaprotestowałam kiedy zsuwał mi ramiączka stanika, ale sama, drżącymi rękoma zaczęłam mocować się z guzikami jego koszuli.
    - Czy mówiłem ci już, że jesteś piękna? – szepnął.

    Pieścił i całował moje piersi, a ja pod dotykiem jego dłoni i ust traciłam zmysły.

    Nawet nie wiem jak to się stało, że nie miałam już na sobie niczego, nawet majtek. Cała byłam jego. Objęła mnie fala gorąca tak obezwładniającego, że zabrakło mi tchu... Zatraciliśmy się zupełnie. Świat zatrzymał się w biegu.

    Powoli wracaliśmy do rzeczywistości. Paweł czule tulił mnie do siebie i gładził po włosach.
    - Przyjdziesz jeszcze kiedyś do mnie, przyjdziesz...? - szeptał.
    - Nie wiem... nie mogę... nie powinnam...
    - Przyjdź, obiecaj, że przyjdziesz...
    - Tak - odszepnęłam. Wiedziałam, że przyjdę. Nie umiałabym już teraz bez niego żyć.



    Nie uważam, ciemnanocko, że Twój post jest groteskowy. Napisałaś scenę, wiesz, że coś w niej jest nie tak i prosisz o radę. A ja tylko zamiast rozbierać Twoją scenę na czynniki pierwsze, napisałam ją tak, jak... ja bym napisała. Co nie znaczy, że tak jest dobrze!

    Pozdrawiam :)
  • 12.11.09, 08:53
    No własnie, ja ją chyba wywalę z książki, bo mi psuje całość.

    Ja się boję takich "patetyzmów" - nie wiem czy jest takie okreslenie, ale boje
    się zwrotó troszkę mi zalatujących harlequinem.

    Twoj dialog moze lepszy, bardziej spójny ale nie pasuje do mojej ksiazki. Ona
    jest tak bardziej surowo napisana.

    więc chyba nie pasuje:

    Nie mam pojęcia co to był za alkohol - ten "alkohol" mi nie pasuje. nie wiem
    dlaczego, na moje odczucie.
    "by objął mnie płomień" "traciłam zmysły. "- tez mi nie pasuje, ja tez uzywam
    tam tego typu zwrotow, ale nie pasuje do MOJEJ książki:(



    ten dialog też pasuje do lżejszego romansu, mój nie jest taki zupełnie lekki.

    "> - Przyjdziesz jeszcze kiedyś do mnie, przyjdziesz...? - szeptał.
    > - Nie wiem... nie mogę... nie powinnam...
    > - Przyjdź, obiecaj, że przyjdziesz...
    > - Tak - odszepnęłam. Wiedziałam, że przyjdę. Nie umiałabym już teraz bez niego
    > żyć."


    ALe faktycznie poprawić trzeba, albo wywalić i napisać po prostu.

    "Kochaliśmy się na biurku pełnym jego papierów, trochę za szybko. Zbyt szybko."
    i finito.

    :)

    ALe dziękuje ci bardzo. Super by bylo, jakby jeszcze ktoś po swojemu to napisał.




    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 12.11.09, 11:12
    Dawno mnie nie tu było, ale ja raczej doskakująca jestem.

    Moim zdaniem tym, co kompletnie kładzie scenę miłosną w obu tych wersjach,
    pierwotnej i przerobionej, jest kompletna powaga, która chwilami zamienia się w
    niezamierzoną śmieszność. Ciemnanocka, mimo paru niezręczności językowych,
    chwilami z tej powagi umyka. Ale tylko chwilami.

    A drugą pułapką są niestety klisze, które pachną Mniszkówną.

    Mam wrażenie, że gdyby uniknąć obu tych pułapek, może by była szansa na
    napisanie dobrej sceny.

    Choć oczywiście zdrada męża na pracowym biurku też jest kliszą i każdy ma
    pojęcie, jak to na ogół wygląda, z doświadczenia lub milionów filmów i książek,
    więc może nie trzeba się aż tak w tę scenę zagłębiać? Tylko po prostu zaznaczyć,
    że taki fakt miał miejsce?

    Chyba że czytelnik spodziewa się banału, a tu nagle dzieje się coś
    nieoczekiwanego...

    Albo przenieść zdradę w inne okoliczności przyrody i pojechac na oryginalnie.
    Jak w scenie z Telimeną i mrówkami naszego wieszcza. Oj, ten to był filut!

    --
    - Ale na cóż zda się - pomyślała Alicja - udawanie dwóch osób na raz, kiedy
    ledwie wystarczy mnie na jedną, godną szacunku osobę.
  • 12.11.09, 11:25
    No i żeby było jasne: ja się nigdy nie odważyłam sceny miłosnej w swoich
    książkach zostawić. Pisałam, ale zawsze wywalałam. Z powodów wyżej wymienionych.


    - Ale na cóż zda się - pomyślała Alicja - udawanie dwóch osób na raz, kiedy
    ledwie wystarczy mnie na jedną, godną szacunku osobę.
  • 12.11.09, 12:19
    Ciężka sprawa z tymi scenami miłosnymi w książkach. Przyznam, że sama nie umiem ich pisać, więc staram się ich unikać. Jeśli już, to daję do zrozumienia, że coś takiego się wydarzyło, lub ma wydarzyć. Nie jestem pruderyjna, ale omijam też takie teksty w książkach, bo czuję się, jakbym kogoś podglądała :) O wiele lepsze, moim zdaniem, jest pozostawienie ich wyobraźni czytelnika, który sam sobie odtworzy tę scenę po swojemu, a więc tak, jak sam lubi się kochać. Wtedy taka scena jest o wiele bardziej smakowita, niż jak autor poda ją na talerzu, przyprawioną po swojemu.
    --
    A było w miejscu onym puzdro srebrne, sztuką otworzyć się dające, a w nim ryby przedziwne spoczywały, głów nie mające, chocia niedowiarkowie rzeką, iże rzecz ta być nie może...
  • 12.11.09, 15:26
    Podpisuję się w całości pod tym, co napisała powyżej Lucy. Też uważam, że w
    realu scen intymnych innych ludzi raczej nie mamy szansy oglądać, więc z jakiej
    racji mam niby podglądać moje postaci, one też mają prawo do odrobiny
    prywatności! :-) Tyle, że czasem (jako autorzy, bo na szczęście jako czytelnikom
    wolno nam wszystko) nie możemy tych scen do końca uniknąć, gdyż w imieniu rzeszy
    czytelników pozbawionych wyobraźni życzą sobie tego zamerykanizowani wydawcy ;-)
  • 12.11.09, 15:36
    no wlasnie. Ja uslyszalam - skoro romans, powinno coś być. I kurna chyba wywale
    jednak.
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 15.11.09, 22:48
    Cóż najważniejsze w romansach jest to żeby między bohaterami było
    napięcie to czy owo napięcie skonsumują na oczach czytelników zależy
    tylko od autora. Nie wycofywała bym się jednak od razu z pisania scen
    miłosnych. Przecież dobrze napisana scena może jednak nam coś o
    bohaterach i łączących ich uczuciu powiedzieć. Nie zapominajmy że
    przecież nie wszystko trzeba opowiedzieć dosłownie ale takie
    pruderyjne zaciemnienie też mnie jakoś nie pociąga
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • 16.11.09, 03:55
    E, tam... zaraz pruderyjne! Mnie tam akurat nie chodziło o żadną pruderię. Z
    konieczności napisałam już w życiu z kilkadziesiąt opowiadań erotycznych. Ale
    jako czytelnik nie lubię scenek miłosnych, zamieszczanych ni przypiął ni wypiął
    na przykład w powieściach kryminalnych, bo zawsze mam wrażenie, że są tam
    wklejone na siłę i służą głównie wypełnieniu objętości książki, bądź
    zamaskowaniu miałkości głównego wątku. Ściema i tyle. Jeśli sięgam po kryminał -
    to chcę kryminał. Nie znoszę amerykańskiej zasady - rodem z kursów kreatywnego
    pisania - że w powieści musi być miks, czyli wszystkiego po trochu - szczypta
    sensacji, domieszka melodramatu, kapka porno i odrobina makabry. Lubię konkretne
    i czyste gatunki literackie. Natomiast jako autor napisałam całkiem serio, że
    czuję się źle, podglądając moich bohaterów w sytuacjach intymnych, czyli w łóżku
    bądź w kiblu. Mój bohater może sobie iść do kibelka, ale... zamyka za sobą
    drzwi. I podobnie - w pewnym momencie - zamyka drzwi sypialni. Tam w końcu nie
    miejsce dla publiczności. Dlaczego niby mam ich odzierać z godności osobistej?
    Gdybym podejrzała w tychże sytuacjach moją nobliwą sąsiadkę, to pewnie śmiałabym
    się potem w duchu już na sam jej widok ;-) Nie chcę ośmieszać moich bohaterów,
    nie po to ich płodzę ;-)
  • 16.11.09, 11:33
    Dla mnie też to jest jednak podglądactwo. Poza tym, w naszym języku nie ma zbyt
    dużo ( w przeciwieństwie do francuskiego choćby ) określeń na sam akt miłosny,
    czy na intymne części ciała, więc albo posługujemy się fachowymi określeniami,
    co brzmi w takich sytuacjach niesmacznie, albo wulgaryzujemy, lub też, o zgrozo,
    używamy dziecięcych zdrobnień. To wszystko utrudnia jednak napisanie mocnej, ale
    nie pornograficznej sceny miłosnej. Poza tym, czy ja muszę wiedzieć dokładnie,
    co on jej zrobił, gdzie dotknął i co ona na to? Wolę sobie tę scenę wyobrazić,
    jeśli autor ładnie mnie na to naprowadzi. Dlatego sama też nie narzucam nikomu
    swojej wizji tych miłosnych zmagań. Zresztą, podobnie jak ojuciasan, miałabym
    wrażenie, że podglądam swoich bohaterów.
    --
    A było w miejscu onym puzdro srebrne, sztuką otworzyć się dające, a w nim ryby
    przedziwne spoczywały, głów nie mające, chocia niedowiarkowie rzeką, iże rzecz
    ta być nie może...
  • 17.11.09, 19:17
    Cóż ja wychodzę z założenia że w dobrej książce powinno być po troszę
    wszystkiego ale w odpowiedniej mierze i proporcji - czysty kryminał
    mnie nie interesuje podobnie jak rzadko interesuje mnie czysty
    romans.
    A co do podglądactwa - przecież cała literatura jest swego rodzaju
    podglądactwem więc nie ma co odwracać wzroku tylko dlatego że w
    naszym języku scenę taką napisać jest trudniej. Jest z resztą w
    literaturze dużo dobrych scen miłosnych więc jednak się da tylko
    trzeba się starać.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • 17.11.09, 20:34
    ratyzbona napisała:

    > Cóż ja wychodzę z założenia że w dobrej książce powinno być po troszę
    > wszystkiego ale w odpowiedniej mierze i proporcji - czysty kryminał
    > mnie nie interesuje podobnie jak rzadko interesuje mnie czysty
    > romans.

    Mnie bardzo interesuje czysty kryminał, natomiast czysty romans ani trochę, ale
    to już rzecz preferencji. Nie znoszę za to scen, które niczemu w danym utworze
    nie służą. W kryminale lubię właśnie intelektualną zagadkę, łamigłówkę, a opisy
    ekstaz fizycznych są mi tu potrzebne jak dziura w moście - chyba, że mają ścisły
    związek ze zbrodnią ;-)

    > A co do podglądactwa - przecież cała literatura jest swego rodzaju
    > podglądactwem więc nie ma co odwracać wzroku tylko dlatego że w
    > naszym języku scenę taką napisać jest trudniej. Jest z resztą w
    > literaturze dużo dobrych scen miłosnych więc jednak się da tylko
    > trzeba się starać.

    Pewnie, ale nie o to chodzi. Podglądasz tyle, ile możesz podejrzeć także i w
    życiu - inaczej jest to sztuczne, nie lubię, gdy autor stawia siebie w roli
    wszechwiedzącego i wszędobylskiego Boga. Co innego, gdy piszesz, powiedzmy, w
    pierwszej osobie, w formie zwierzeń, i rzecz dotyczy emocji, miłości czy seksu -
    tu naturalne są i takie opisy. Wszystko musi mieć swoje uzasadnienie i nie
    powinna być nim tylko czysta komercja czy dogadzanie gustom wszystkich.

    Ale
  • 17.11.09, 20:58
    No widzicie, a u mnie jest to romans, skaj nazwal to kiedys psychologiczną
    książką, co mnie uskrzydliło, ale generalnie chodzi o to, ze babka (pisana w 1
    osobie), zdradzila męża. No i tutaj by się prosiła jakaś scena. No może nie ta,
    ale jakaś LEPSZA:)
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 17.11.09, 23:21
    Cóż biorąc pod uwagę że porządanie prowadzi nie jeden raz do zbrodni
    - moim zdaniem sceny erotyczne w kryminałach mogą się znaleźć jak
    najbardziej. Z resztą nie ukrywajmy - czyż zbrodnia i seks nie są
    idealnym połączeniem?
    Co zaś się tyczy umieszczania scen miłosnych w ogóle to nie widzę tu
    nic z grania pod publikę - część gatunków tego wymaga ( jak np.
    romanse) zaś w innych książkach coż... przecież nie ukrywajmy jeśli
    literatura naśladuje rzeczywistość to porzucenie tak ważnejgo jej
    elementu wydaje się być zbyt dużym uproszczeniem.

    A co do nocki to moim zdaniem scena jest konieczna. Jak mogę sobie
    wyobrazić - jeśli zdradza się męża to konsumpcja zdrady jest
    konieczna. Z resztą gdybym czytała taką książkę chciałabym znać
    uczucia bohaterki które mogły by mi pomóc zrozumieć czy robi to dla
    rozkoszy czy z uczucia. No ale to twoja książka.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • 17.11.09, 23:31
    ratyzbona, Ty mnie rozumiesz!!!
    :)
    Ona to robi z bezsilnosci...
    robi to "bo tak"
    robi to - z zaskoczenia, ze tak wyszlo
    robi to - bo ktoś ją chciał
    robi to - po prostu...
    --
    Nocka i jej książeczka
    Lilianna 12.04.2007
    Mateusz 03.07.2009
  • 18.11.09, 03:09
    Do Ratyzbony:
    No więc ja chyba trochę inne kryminały miałam na myśli. Tam, gdzie zbrodnia
    wynika z pożądania, to moim zdaniem nie ma akurat... zagadki. Przynajmniej w tym
    sensie, o jaki mnie chodziło ;-)
    Do Nocki:
    Skoro tak, to dawaj tę scenę erotyczną! Rzeczywiście, przy takiej tematyce to
    rzeczywiście aż się prosi. Z tym, że nie musi ona być aż tak szczegółowa, skoro
    masz opory - zrób ją bardziej dwuznacznie, z przymrużeniem oka, puść raczej
    wabik, a resztę niech sobie sami dopowiedzą ;-)
  • 20.04.11, 02:36
    łoż dżizas :D Znaczy, piszę o tej scenie erotycznej z linka nominy :D

    A tak w ogóle, to trzymając się kulinarnych klimatów z powyższej (sceny, nie nominy...), wytłumaczę się z odgrzewania starych kotletów (znaczy wątków), a złaszcza tego :) Otóż moje powieścidło jest chyba głównie romansem obyczajowo-psychologicznym, a może raczej książką psychologiczną z romansem na pierwszym planie i obyczajami w tle, i z tej racji sceny romantyczno-erotyczne się w utworze pojawiają. Oczywiście miałam z nimi problem :) Znaczy, z pisaniem ich. Pierwsze wersje znacząco pocięłam, bo były zbyt sentymentalne. Jakie są teraz, okaże się dziś albo jutro, ponieważ czytam tę moją książkę po raz pierwszy od ok. 8 miesięcy, przed wyekspediowaniem jej do kolejnych wydawnictw. Dam Wam znać; seks to zawsze rozrywka ;)

    A tak bardziej na serio: myślę, że w dzisiejszych czasach pisać w scenach miłosnych o płomieniu i pożarze zmysłów wolno tylko humorystycznie. I jestem przekonana, że czasem bardziej można czytelnika poruszyć i wzruszyć skupiając się na humorystycznych konkretach, które kłócą się z oczekiwanym uniesieniem/uwzniośleniem, pokazując bohaterów nieudolność, ich nie przystające do rzeczywistości oczekiwania... Stają się wtedy bardziej ludzcy, a to co ich łączy wydaje się prawdziwsze.

    A propos banalności/niebanalności: ciekawa jestem, w którym miejscu pomiędzy tymi dwoma ekstremami umiejscowilibyście sceny erotyczne z mojej książki. Jedna rozgrywa się w celi (niegdyś więziennej, wcześniej klasztornej, obecnie będącej pokojem hotelowym - i te trzy użyteczności mają w powieści sens), w innej pewną rolę odgrywa talerz, i, hmm... więcej już w tej chwili nie pamiętam. :\ Aaaaa, jedna, bardzo młodzieńcza (w sensie wieku bohaterki i hmmm zaawansowania hmmm merytorycznego ;P) dzieje się o rzut kamieniem od mogiłki nieznanego żołnierza, pod osłoną roślinności leśnej... A chyba przedostatnia - chronologicznie - kręci się wokół gałęzi czarnego bzu. Przez ten cholerny czarny bez nie dochodzi do konsumpcji. Kurczę, sama jestem ciekawa, jak je teraz wszystkie odbiorę.

    Nawiasem mówiąc... z pisaniem (a raczej redagowaniem) scen erotycznych miałam problem, jednak przyznam, że tworzenie ich sprawiało mi też przyjemność :) Lubię czytać dobrze napisane "momenty" w książkach innych, i choć w pierwotnej wersji mojej powieści "momenty" były raczej sugerowane niż opisane, to potem doszłam do wniosku, że moim czytelniczkom (a może i czytelnikom) też się coś należy :)
  • 27.08.11, 20:00
    Ja znalazłam dużo dobrze napisanych scen erotycznych, których autorzy uniknęli patosu i śmieszności, a jednocześnie pokazali "co nieco", na portalu www.dobraerotyka.pl
    Ale poszukać nieco trzeba... są tam i teksty delikatne, świetnie napisane, z niebanalnymi metaforami, z ciekawą fabułą, są i ostrzejsze "rąbanki". Teksty podzielone są na 11 kategorii, więc mniej więcej wiadomo, czego spodziewać się po kategorii Klasyczne, a czego po Grupowe :D
    Jest nawet erotyka w starożytnej Grecji, niemal już powieść z 20 odcinków, są krótsze formy. Portal ma też dzieł "niskie loty", gdzie trafiają teksty z dużą ilością błędów ort., czasem też można poczytać i dowiedzieć się, jak NA PEWNO nie należy takich scen pisać...

    Konkretnych nicków nie polecę, każdy ma inny gust...



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.