Dodaj do ulubionych

Czy przedłużać czas do emerytury ? Do 67 lat ?

24.02.12, 22:19
www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/547576,Reforma-albo-katastrofa-Tusk-ostrzega

Oto jest pytanie.
Odpowiedź zależy od poziomu wiedzy, odpowiedzialności i punktu "siedzenia" dyskutantów.
Mało kto patrzy na problem od strony "konieczności" i skutków jakie niesie dla kolejnych
pokoleń utrzymywanie stanu obecnego.
Obserwuj wątek
      • marii51 Re: Czy przedłużać czas do emerytury ? Do 67 lat 25.02.12, 09:11
        ""Od 2013 r. co cztery miesiące wiek emerytalny ma rosnąć o kolejny miesiąc. ???
        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        --jak to obliczać?
        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        Dla mężczyzn proces zakończy się w 2020 r., a dla kobiet w 2040 r.

        Nie wszyscy będą musieli pracować do 67. roku życia. Plany na reformę emerytur mundurowych zakłada, że np. policjanci będą pobierać to świadczenie w wieku 55 lat lub po 25 latach służby.

        Dziś szeroko reklamowane są renty hipoteczne. Rząd ma w planach ucywilizowanie rynku podobnych produktów, wprowadzając odwróconą hipotekę (odwrócony kredyt hipoteczny). Z rynku nie znikną renty, ale mogą się za to upowszechnić gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny odwrócone kredyty hipoteczne. Te są bezpieczniejsze, bo klient ceduje prawo własności do mieszkania nie od razu, ale dopiero z chwilą śmierci.

        I ostatnia wprowadzona w życie zmiana: zasiłek pogrzebowy zmniejszono do 4 tys. zł (wcześniej 6,4 tys.).

        wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sto-dni-rzadu-donalda-tuska-podsumowanie-onetu,1,5037166,wiadomosc.html
        --

        a gdyby tak nieba przybliżyć
        • marii51 Re: Czy przedłużać czas do emerytury ? Do 67 lat 26.02.12, 21:46
          różne są rozumowania..np takie..
          "W sytuacji zostawienia decyzji emerytalnej w rękach obywateli, od państwa należałoby wymagać poprawy polityki informacyjnej. Kroki w celu lepszego uświadomienia społeczeństwa, jak działa system emerytalny, warto podjąć tak czy inaczej – niezależnie od tego, w jakim kierunku pójdą reformy. Na stronie internetowej ZUS powinna być możliwość łatwego sprawdzenia, ile wynoszą zgromadzone przez obywatela środki i ile wyniosłoby świadczenie w zależności od momentu przejścia na emeryturę. Ujawniony powinien też zostać prognozowany wskaźnik oprocentowania składek na kontach w ZUS. Znając ten parametr łatwo byłoby ustalić, ile trzeba jeszcze pracować, by zarobić na emeryturę na pożądanym poziomie. Dzisiejsza sytuacja, w której rząd traktuje niski wiek emerytalny jak przywilej, który należy ze względu na dobro przyszłych pokoleń odebrać, rodzi tylko więcej nieporozumień na temat emerytur. ""
          --

          a gdyby tak nieba przybliżyć
          • skuter44 Re: Czy przedłużać czas do emerytury ? Do 67 lat 27.02.12, 08:03
            Według mnie rząd traktuje emerytury jako kwotę którą corocznie musi wydać z budżetu państwa z przeznaczeniem na dofinansowanie bieżących wypłat emerytur. Zmiany demograficzne w latach powodują coroczny wzrost liczby emerytów , czytaj wydatków na emerytury. Do tego dochodzi niski wzrost PKB (czytaj podatków), otrzymująca się emigracja zarobkowa i na stałe (czytaj - wzrost obciążenia finansowego osób pracujących na rzecz budżetu , ścisłej wydatków na emerytury). Jeśli złagodzi się tej sytuacji musi dojść do pogorszenia funkcjonowania państwa, wywołać zastój i regres gospodarczy, powstanie zjawiska "uciekania z Polski" kolejnych pokoleń. Może to jest napisane ostro ale ja tak rozumiem obecna determinacje rządu by wydłużyć okres pracy do emerytury.

            Jeśli to nie zostanie zrobione praca ludzi w podeszłym wieku stanie się (w sposób naturalny) dłuższa. I to z konieczności. Nie będą szli na emeryturę ludzie starzy w sytuacji kiedy mieć będą przed sobą - pracować dalej lub skorzystać z głodowej emerytury (na poziomie 20-30 % dotychczasowego wynagrodzenia. Prace podejmować będą chętnie (nie tylko z tego względu) gdyż będą w wieku 60-70 lat w dobrej kondycji fizycznej a miejsc pracy będzie dużo.
            • skuter44 Przedłużenie czasu do emerytury samo nastąpi 27.02.12, 08:15


              Według mnie rząd traktuje emerytury jako kwotę którą corocznie musi wydać z budżetu państwa, z przeznaczeniem na dofinansowanie bieżących wypłat emerytur. Zmiany demograficzne obecne i w latach następnych są bardzo niekorzystne, bo to procesy starzenia się ludności Polski, spadek liczby ludności, zmniejszenie liczby urodzeń.
              Mamy więc coroczny wzrost liczby emerytów . Do tego dochodzi niski wzrost PKB (czytaj podatków), również otrzymująca się emigracja zarobkowa i na stałe (czytaj - wzrost obciążenia finansowego na rzecz budżetu dla każdej osoby pracującej,z przeznaczeniem na dopłatę do emerytur). Jeśli nie zmieni się tej sytuacji (wielokierunkowo działając) musi dojść do pogorszenia funkcjonowania państwa, wywołania zastoju i regresu gospodarczego, zaostrzenia zjawiska "uciekania z Polski" kolejnych pokoleń,........
              Może to jest napisane ostro ale ja tak rozumiem obecną determinację rządu by wydłużyć okres pracy do emerytury.

              Jeśli zmiana nie zostanie zrobiona praca ludzi w podeszłym wieku stanie się (w sposób naturalny) dłuższa. I to z konieczności. Nie będą szli na emeryturę ludzie starzy w sytuacji kiedy mieć będą przed sobą - pracować dalej lub skorzystać z głodowej emerytury,na poziomie 20-30 % dotychczasowego wynagrodzenia. Pracę kontynuować będą chętnie
              również dlatego, że będąc w wieku 60-70 lat znajdować się będą w dobrej kondycji fizycznej a jednocześnie będzie dużo wolnych miejsc pracy.
                  • czuk1 Nie dziwię się opozycji 12.03.12, 06:45

                    28.02.12, pisałem:
                    Nie ma co dziwić się Polakom, że są przeciw przedłużeniu wieku emerytalnego. Po prostu mało wiedzą o skutkach nie podjęcia takiej narodowej decyzji. Poza tym " nie wychodzą poza czubek swojego nosa". -

                    Teraz kiedy czytam argumenty opozycji rządowej przechodzę na jej stronę. Słusznie zauważam, że równie ważne są sprawy młodego pokolenia. I nie można podejmować reform
                    wycinkowych, nieprzygotowanych, nie biorących pod uwagę sytuacji młodego pokolenia.

                    www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120312&typ=my&id=my05.txt
                    • czuk1 errata 12.03.12, 07:00
                      28.02.12, pisałem:
                      Nie ma co dziwić się Polakom, że są przeciw przedłużeniu wieku emerytalnego. Po
                      prostu mało wiedzą o skutkach nie podjęcia takiej narodowej decyzji. Poza tym
                      " nie wychodzą poza czubek swojego nosa". -

                      Teraz kiedy czytam argumenty opozycji rządowej przechodzę na jej stronę. Pani prof. Stanisława Hrynkiewicz w dzisiejszym "Naszym Dzienniku" słusznie zauważa, że równie ważne są sprawy młodego pokolenia. I nie można podejmować reform społecznych wycinkowych, nieprzygotowanych, nie biorących pod uwagę sytuacji młodego pokolenia.

                      www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120312&typ=my&id=my05.txt
                      • super.222 Re: Reforma emerytalna ... polemiki 12.03.12, 07:41
                        "Być może w ogóle nie będzie życia na emeryturze,
                        bo większość z nas po prostu do emerytury nie dożyje.
                        Tak będzie najtaniej. I to jest sens reformy Tuska".


                        Nie trudno przyznać racji pani profesor Hrynkiewicz
                        (poseł/posłanka? na Sejm RP z listy PiS).
                        Ale co w zamian? Bo wiadomo, że obecny system emerytalny
                        rwie się, pęka, jęczy, nie wytrzymuje finansowo ...big_grin
                        • czuk1 Re: Reforma emerytalna ... polemiki 12.03.12, 09:18
                          Właśnie. Trzeba by rozwiązywać jednocześnie wszystkie problemy społeczne i gospodarcze. I te bieżące problemy finansowe związane z emeryturami (nie wiem jak ?) i te przyszłościowe (stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego z jednoczesnymi osłonami) ale głównie podejmować konkretne decyzje które wywołają ożywienie gospodarcze i spowodują zahamowanie niekorzystnych procesów demograficznych (spadek urodzeń i emigracja zarobkowa).
                          Niestety rząd Tuska tego nie robi.
                          Coraz bardziej jestem "zniesmaczony" tą nieporadnością i zaniechaniami .
                          Trwanie rządu w marazmie powoduje nawarstwianie nierozwiązanych problemów i grozi
                          naszemu państwu katastrofą.
                          • czuk1 PiS - myśli tylko o tym jak dowalić PO 27.03.12, 11:17
                            PiS to opozycja której nie warto popierać. Nie mają rozsądnego myślenia o sprawach Polaków,
                            nie myślą o następnych pokoleniach. Każdy ruch PO, każdy pomysł na lepsze życie w Polsce jest
                            odrzucany. Jak popierać taka opozycję ?
                            Można wybierać tylko zło mniejsze, bo żadna partia nie ma programu reform radykalnych których wprowadzenie przyspieszyło by rozwój społeczno-gospodarczy Polski i proces poprawiania warunków życia w Polsce.

                            www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11425864,Wielowieyska_kontra_Blaszczak__Skazujecie_emerytow.html
                            • pia.ed A niech wprowadzaja ... 27.03.12, 12:21

                              Przeciez nigdzie nie jest powiedziane, ze jednoczesnie zlikwiduje sie renty chorobowe
                              czy przyznawanie inwalidztwa. A Polacy choruja wiecej od innych narodow ...
                              chocby z powodu naduzywania alkoholu czy powszechnego palenia papierosow.
                              Jesli ktos wykonczy sobie watrobe alkoholem, czy pluca papierosami,
                              to wiadomo ze przejdzie a rente chorobowa, a emerytury juz nie doczeka.
                              W czym wiec problem?
                                • maria88 Re: A niech wprowadzaja ... 27.03.12, 21:57
                                  Od lat istnieje totalny bałagan w systemie emerytalnym. Pieniadze składkowe
                                  szły na inne potrzeby. Potem reorganizacje, likwidacje zakladow pracy i wysyłanie ludzi na
                                  przymusowe wczesniejsze emerytury. Teraz "opamiętanie" bo nie ma pieniędzy.
                                  Nikogo z rządzących w ostatnich 20 latach nie rozlicza sie. Każdy jak sie nie nadaje
                                  to bierze duze pieniązki, wysoka emeryturke i odchodzi.
                                  Ciekawe do kiedy ludzie wytrzymaja z tym totalnym bałaganem i nie udolnością
                                  rzadzących.
                                    • czuk1 Referendum ? TAK. Ale takie pytania: 28.03.12, 14:16
                                      Jestem za referendum którego wyniki pozwolą ustalić czy Polacy chcą dłużej pracować by uzyskać
                                      wyższą emeryturę , czy też chcą pracować tyle samo lub krócej i mieć mniejszą emeryturę ?

                                      Każde inne pytania spowodują fałszowanie rzeczywistych opinii i nie są potrzebne do uzyskania opinii społeczeństwa o przedłużaniu wieku emerytalnego. A już nagonka zz "S" i opozycji na rząd
                                      pod hasłem - " nie chcemy pracować do śmierci" i precyzowanie pytania w referendum:
                                      Czy chcesz przedłużenia okresu pracy do 67 roku życia ?" --- SĄ IDIOTYCZNE .

                                      Tylko takie fachowe, merytoryczne pytania mogą dać poprawną odpowiedź.
                                      Próbę takiego sondażu prowadzi teraz Gazeta Wyborcza. Oto jej wyniki (na 14-tą dnia 28.03.)

                                      SONDAŻ
                                      Co wolisz?
                                      71%
                                      Dłuższa praca, wyższa emerytura (1683)

                                      21%
                                      Krótsza praca, niska emerytura (490)

                                      8%
                                      Nie wiem (191)

                                      Liczba oddanych głosów: 2364
                                    • maria88 Re: Zyjemy coraz dluzej ... 28.03.12, 14:18
                                      Specjalnie tak piszą, aby wydłużyc czasokres pracy. Srednia, to nie znaczy, że w Polsce
                                      ludzie mają zdrowie i będa długowiecznymi. Brak mozliwości właściwej opieki zdrowotnej,
                                      wzrost zachorowań na nowotwory i ich nieudolne leczenie nie moze powodować
                                      wydłuzenia życia a wrecz przeciwnie.
                                        • mattos Re: Zyjemy coraz dluzej ... 28.03.12, 17:19
                                          A czy ta praca będzie zapewniona czy jej nie będzie nam brakować, jeśli będziemy dłużej pracować, bo w obecnej chwili to dla młodych brak jest pracy. Człowiek po 60 latach w większości to człowiek, który ma jakieś tam choroby i może przynosić tylko stratę dla zakładu pracy a i zakłady pracy takich ludzi nie będą chcieli przyjmować będą woleli młodszych.


                                          --
                                          big_grin big_grin big_grin
                                          http://mdsa.fm.interia.pl/a21.gif
                                          http://i41.tinypic.com/2exvxn6.gif
                                          • czuk1 Re: Zyjemy coraz dluzej ... 29.03.12, 11:57
                                            A czy ta praca będzie zapewniona czy jej nie będzie nam brakować, jeśli będziemy dłużej pracować, bo w obecnej chwili to dla młodych brak jest pracy. Człowiek po 60 latach w większości to człowiek, który ma jakieś tam choroby i może przynosić tylko stratę dla zakładu pracy a i zakłady pracy takich ludzi nie będą chcieli przyjmować będą woleli młodszych.
                                            - pisze mattos

                                            Prawdopodobnie będzie tak (za ok. 20 lat), że starzy ludzie zmuszeni będą pracować dłużej bo po długim okresie dużej emigracji zarobkowej młodych Polaków i spadku wielkości urodzeń struktura demograficzna w Polsce będzie bardzo niekorzystna . W populacji Polaków bardzo wysoki będzie udział (i liczba ) roczników w wieku powyżej 60 lat . A więc będą wolne miejsca pracy w handlu, usługach, administracji - bo tam muszą być obsadzone. Do tego niskie emerytury nie będą zachęcać do wcześniejszego kończenia pracy. W rezultacie chętnie Polacy będą pracować długo , do czasu kiedy stan zdrowia na to im pozwoli.

                                            Opowiadam Mattosowi wplatając w treść jego wpisu swoje poglądy (będą one wytłuszczone).

                                            A czy ta praca będzie zapewniona czy jej nie będzie nam brakować (nie powinno brakować bo wielu młodych na stałe wyprowadzi się za granicę) , jeśli będziemy dłużej pracować, bo w obecnej chwili to dla młodych brak jest pracy (to co jest teraz nie musi być za 20 lat). Człowiek po 60 latach w większości to człowiek, który ma jakieś tam choroby (zawsze tak było ale żyjemy coraz dłużej i coraz dłużej jesteśmy zdrowi - jako Polacy) i może przynosić tylko stratę dla zakładu pracy (jak to możliwe ? nie zgodzi się na takiego pracownika pracodawca a i sam chory idzie do lekarza i na zwolnienie learskie, przechodzi na utrzymanie ubezpieczyciela) a i zakłady pracy takich ludzi nie będą chcieli przyjmować będą woleli młodszych (a jak nie będą mieli młodych to zatrzymają w pracy starych).
                                            • czuk1 Przeprośmy się ze starszymi pracownikami 29.03.12, 15:10

                                              ROZMOWA INSTYTUTU: Przeprośmy się ze starszymi pracownikami


                                              Nie znam 70-latka, który by mówił o sobie, że jest stary, bo zwyczajnie się takim nie czuje - w rozmowie z Instytutem Obywatelskim twierdzi prof. Piotr Błędowski, gerontolog.
                                              Tomasz Mincer: Co pan profesor sądzi o rządowym pomyśle wydłużenia wieku emerytalnego?
                                              Prof. Piotr Błędowski: Jest konieczny. Przy czym nie przecieramy tutaj żadnych nowych szlaków, tylko podążamy za krajami, które dyskutowały o tym już kilkanaście lat temu i wprowadzają te rozwiązania konsekwentnie.
                                              Dlaczego Polkom i Polakom zbliżającym się do ustawowego wieku emerytalnego mogłoby zależeć na wydłużeniu wieku aktywności zawodowej?
                                              Nie ma się co łudzić: człowiek – jeśli może zminimalizować swoje wysiłki, to stara się to zrobić. Dlatego nie oczekuję, że osobom w wieku przedemerytalnym będzie na tych zmianach zależało. Oczekuję natomiast, że władze publiczne przedstawią spokojnie, rzeczowo wszystkie argumenty, które przemawiają za tym, żebyśmy, mając świadomość tego, że dłuższa praca nie jest czymś, co nas będzie uszczęśliwiać, zaakceptowali to jako pewną konieczność. Konieczność, wobec której nie ma alternatywy.
                                              Z czego ten brak alternatywy wynika?
                                              W sposób bardzo niekorzystny zmienia się struktura demograficzna i to wszystkich społeczeństw na świecie, a przede wszystkim w Europie. Zwiększa się udział osób starszych, czyli społeczeństwa się starzeją. Tym samym pogarsza się tzw. współczynnik obciążenia osób w wieku produkcyjnym przez osoby w wieku poprodukcyjnym. Ci, którzy pracują, opłacają większość podatków i składki, zwłaszcza w systemie repartycyjnym. Mamy do wyboru dwie drogi: albo zwiększać obciążenia, albo przesunąć moment wejścia w wiek emerytalny i w ten sposób zmienić te proporcje. Niezależnie od tego, jaki będziemy mieli system finansowania świadczeń emerytalnych w przyszłości, musimy się liczyć z tym, że spora część świadczeń będzie finansowana według zasady repartycyjnej. Bieżące składki wnoszone przez ludzi pracujących zasilą bieżące świadczenia emerytów.
                                              „Starzejące się społeczeństwo” – kogo dziś mamy na myśli, mówiąc „osoba starsza”?
                                              Granic starości jest wiele, wiek zaś jako kategoria wyznaczająca starość ma różne wymiary (wiek biologiczny, ekonomiczny, społeczny, funkcjonalny i kalendarzowy). Wiek kalendarzowy jako granica starości jest najprostszy do stosowania, rozmaitych porównań i wyliczeń. Za granicę starości przyjmuje się dziś najczęściej 65 lat. Obecnie pojawia się konieczność redefinicji starości, inaczej okaże się, że wszyscy 66-67-latkowie pracujący będą uznani jako osoby stare. Swoją drogą nie znam 70-latka, który by mówił o sobie, że jest stary, bo zwyczajnie się takim nie czuje. Pomijając aspekt demograficzny, na naszych oczach, z naszym udziałem i z przyzwoleniem generacji osób młodszych, następują procesy społeczne prowadzące do tego, że zmienia się rola starszej osoby. Taka osoba jest coraz dłużej aktywna, zwiększają się pola tej aktywności i w związku z tym nie ma żadnego powodu, dla którego osoba w wieku 65 lat miałaby być traktowana jako stara. Czyli w dotychczasowym rozumieniu miałaby być usuwana poza nawias aktywnej części społeczeństwa. Sądzę, że w przyszłości będzie się mówiło o progu starości w wieku 70-72 lat.
                                              Czy jednak wciąż sama emerytura, niezależnie od wieku kiedy się z niej korzysta, nie jest postrzegana jako pewna nagroda za lata ciężkiej pracy?
                                              To nie jest dobre postrzeganie, emerytura jako taka nie powinna być celem. Takim celem powinna być za to samorealizacja i satysfakcja z tego, co się robi na różnych etapach życia. Jeżeli okres emerytury jest traktowany jako ten, w którym mamy więcej czasu na inne zadania, to dobrze. Najczęściej jednak traktuje się emeryturę tylko i wyłącznie jako zwolnienie z obowiązku wykonywania pracy i rozpoczęcie okresu, gdy uzyskuje się dochody z innych źródeł – ze świadczeń społecznych. Problem polega na tym, że u nas fakt posiadania emerytury jest traktowany jako znacznie bardziej bezpieczny. Chodzi o względy społeczne i ekonomiczne.
                                              Dlaczego?
                                              Dochody emerytów jak dotąd są niezagrożone, natomiast praca, zwłaszcza w ostatnich dwudziestu latach, nie była taka pewna. Stąd ludzie dążyli do tego, by przejść na rentę czy emeryturę jak najwcześniej, by pozbyć się ryzyka utraty pracy. Teraz: jeżeli mówimy o nieuchronnej konieczności podniesienia granicy wieku emerytalnego, musimy także myśleć o tym, żeby tej zmianie towarzyszyły działania, które wzmocnią pozycję starszych pracowników na rynku pracy.
                                              Osoby, które przechodzą na emeryturę często nie przestają pracować, tylko dorabiają legalnie lub w szarej strefie, lub też pomagając swoim rodzinom: dzieciom, wnukom.
                                              Przede wszystkim nie jest taki wielki odsetek osób, które po osiągnięciu 65 roku życia nadal pracują. Przykładowo, badanie PolSenior, które właśnie dobiega końca, tego nie wykazało. W naszym społeczeństwie i wśród pracobiorców, jak i pracodawców brakuje świadomości, że starsi pracownicy dysponują nie tylko dużym doświadczeniem, kapitałem ludzkim i społecznym, ale są także pełnowartościowi, jeżeli odpowiednio się nimi zarządza. Jest to problem znacznie szerszy: w Polsce prawie nie istnieje coś takiego, co określa się mianem „zarządzania wiekiem”. W przeciwieństwie do wielu innych krajów, gdzie ten typ zarządzania występuje i jest powszechnie stosowany. W naszej debacie czasami wyciąga się argument, że 65-letniemu górnikowi nie będzie się kazało schodzić pod ziemię albo, że ktoś nie wyobraża sobie 65-letniego nauczyciela czy nauczycielki. Tego typu argumenty mają pewien odcień demagogii. Jeżeli bowiem odpowiednio będziemy zarządzać takimi osobami, firmą czy instytucją, w której te osoby pracują, będziemy też w stanie znaleźć inne miejsca pracy dla wspomnianych osób na lokalnych rynkach pracy, jeśli nie nawet w tej samej firmie bądź instytucji.
                                              W wielu branżach wciąż występuje tzw. kult młodości. Czy większa ilość osób starszych na rynku pracy odwróci tę modę i uzyskamy coś na kształt „kultu dojrzałości”?
                                              Nie wiem, czy od razu „kult”; na ile wreszcie sami pracodawcy będą skłonni to zaakceptować? Tymczasem prognozy dla rynku pracy pokazują, że w ciągu najbliższych kilkunastu – dwudziestu lat będziemy zmuszeni czerpać w większym stopniu z doświadczenia i potencjału osób starszych. Młodszych będzie na rynku pracy mniej. Z kolei tych drugich będzie mniej ze względu na procesy demograficzne i imigracyjne. Musimy więc przeprosić się ze starszymi pracownikami i zacząć postrzegać ich nie jako potencjalne obciążenie dla pracodawców (ze względu na zwolnienia lekarskie, za które trzeba płacić, bo ZUS nie płaci za pierwsze 30 dni itd.), tylko widzieć ich potencjał jako szansę dla przedsiębiorstwa. Inna sprawa, że w ramach zachęcania przedsiębiorstw do zatrudniania osób dojrzałych można by odejść na przykład od tej ZUS-owskiej zasady.
                                              Czy dopiero zmiany w podejściu do czasu pracy czy form zatrudnieni staną się kołem zamachowym w zatrudnianiu osób starszych?
                                              Więcej, to jest kwestia całej polityki społecznej. Decyzja o podniesieniu granicy wieku emerytalnego musi być podjęta świadomie, ze wszelkimi konsekwencjami, jakie dla społeczeństwa i państwa tego typu zmiana niesie. Nie tylko w Polsce, ale również w szerokim świecie zwykliśmy traktować politykę jako bieżące administrowanie, najczęściej w perspektywie jednej kadencji. Co jakiś czas zdarzają się jednak sytuacje, jak niegdyś z reformą emerytalną, tak teraz z wydłużeniem wieku aktywności zawodowej, gdy politycy muszą patrzeć nie na jedną, ale na cztery-pięć kadencji w przód. Skutki zmian zaczniemy odczuwać lada moment, ale w niewielkim stopniu, bo trzeba popracujemy trzy miesiące dłużej, natomiast korzyści pojawią się za lat dwadzieścia, gdy będziemy pracować od dwóch do pięciu lat więcej, ale będziemy mieć za to wyższe emerytury. Na tym jednak polega polityczna odpowiedzialność. Odpowiedzialność za los społeczeństwa dziś, ale również społ
                                              • czuk1 Polki polubiły dłuższą pracę - kobiecy głos 29.03.12, 15:12
                                                Polki polubiły dłuższą pracę - kobiecy głos w sprawie emerytur
                                                Rząd mógłby zostawić problem wieku emerytalnego swoim następcom. Ci jednak byliby zmuszeni wprowadzać reformy szybciej i w sposób mniej komfortowy dla nas wszystkich
                                                Autor: Joanna Kluzik-Rostkowska
                                                Tak naprawdę dyskusja na temat wydłużenia wieku emerytalnego toczy się w krajach Unii Europejskiej od kilkunastu lat, my też przed nią nie uciekniemy. Z bardzo prostego powodu: demografia jest nieubłagana. Jako społeczeństwo będziemy coraz starsi. W 2043 roku przeciętny Polak będzie miał więcej niż 50 lat!
                                                Kiedy w końcu XIX wieku Bismarck zdecydował się na budowę systemu emerytalnego, więcej osób wpłacało pieniądze do systemu niż było w stanie z niego korzystać. W XXI wieku żyjemy – szczęśliwie – dłużej i osób przechodzących na emeryturę jest więcej. Roczne wydatki ZUS-u wynoszą 165 mld złotych, co jest równe połowie wydatków z budżetu państwa. To oznacza, że nie możemy nagle od podstaw budować nowego systemu, możemy jedynie reformować ten, który mamy.
                                                Dzisiaj na jednego emeryta „zrzucają się” się cztery osoby odprowadzające składki emerytalne ze swojej pensji (50 lat temu było to ponad 7 osób). Wiadomo, że z czasem na jednego emeryta będą składały się tylko dwie pracujące osoby. Co to oznacza? Radykalne obniżenie emerytur lub równie radykalne podwyższenie podatków. Różne kraje Unii dochodziły do tego samego wniosku – racjonalniej będzie podnosić wiek emerytalny.
                                                Rynek pracy też się zmienia i coraz mniej jest zawodów obciążających fizycznie. Coraz częściej pracujemy w sferze usług, jakość pracy się podnosi, żyjemy dłużej. To wszystko ułatwia decyzję o wydłużeniu wieku emerytalnego.
                                                Jaki będzie rynek pracy w 2020 czy też w 2040 roku? Na pewno zupełnie inny niż dzisiaj. Z roku na rok będziemy mieć więcej osób odchodzących na emeryturę niż wchodzących na rynek pracy. Efekt – coraz częściej pracodawca będzie szukał pracownika, nie odwrotnie.
                                                Pojawiające się w debacie niepokoje – jak mam pracować dłużej skoro już dzisiaj nie mam pracy lub czy będę fizycznie w stanie pracować, odnoszą się do tego, co jest problemem dzisiaj. Szanuję te obawy, to wyzwanie dla ministra pracy na najbliższe lata, ale za kilkanaście lat będziemy mieć zupełnie inną rzeczywistość.
                                                Nie mam wątpliwości, że dyskusja o wydłużeniu aktywności zawodowej uruchomi olbrzymią debatę o kształcie polityki społecznej, rynku pracy, demografii, opieki nad osobami starszymi. Ta ostatnia zresztą to olbrzymi rynek usług, w Polsce kompletnie niezagospodarowany, który będziemy musieli dopiero stworzyć.
                                                Debata emerytalna będzie się toczyć głównie w oparciu o wydłużenie wieku aktywności zawodowej kobiet. Kobietom trudniej znaleźć pracę, przeciętnie zarabiają mniej niż mężczyźni. Teraz przechodzą na emeryturę szybciej niż mężczyźni, bo w wieku 60 lat. Efekt – emerytura kobiet jest nawet o kilkadziesiąt procent niższa.
                                                W przeszłości, gdy sytuacja na rynku pracy była bardzo trudna, tj. gdy bezrobocie sięgało poziomu 20 proc., kobietom było jeszcze trudniej niż mężczyznom. Dlaczego? Ponieważ przez pracodawców widziane są przez pryzmat macierzyństwa. To mężczyzna jest z założenia bardziej dyspozycyjny (i mężczyźni na tym często tracą w życiu rodzinnym), a kobiety już na wstępie godzą się na niższe pensje.
                                                Kilka lat temu przeprowadzano badania wśród Polek. Pytano o gotowość wydłużenia aktywności zawodowej. Pokazały one, że im młodsza kobieta, tym większe przyzwolenie na dłuższą pracę. Odpowiedzi, dlaczego tak jest, są dwie. Pierwsza: są młode i nie myślą o emeryturze. Druga: zauważalna jest zmiana struktury zawodów w ciągu ostatnich 20-30 lat. 20 lat temu było zdecydowanie więcej ciężkich prac wykonywanych przez kobiety. Za kolejne dwadzieścia lat będzie ich zdecydowanie mniej niż dzisiaj.
                                                Czy jeśli Polki będą aktywniejsze na rynku pracy, zdecydują się na dzieci? Okazało się, że istnieje prosta zależność. Im bardziej dostępny rynek pracy dla kobiet, tym łatwiej o decyzję o kolejnym dziecku.Dzisiaj, kiedy rodzice decydują się na dziecko, chcą mu zapewnić dobre warunki życia, edukacji, opieki zdrowotnej. Na to potrzebne są pieniądze, a zatem i praca.
                                                Oczywiście, gdy kobiety mówią, że decydują się na dziecko wtedy, gdy mają łatwiejszy dostęp do rynku pracy, nie znaczy to, że kobiety marzą, by piątego dnia po porodzie zostawić dziecko w żłobku i wrócić do pracy. Chodzi raczej o świadomość, że jeżeli ta kobieta uzna, że chce do pracy wrócić, choćby z powodów ekonomicznych, będzie miała taką możliwość.
                                                Z demograficznego punktu widzenia wiek urodzenia pierwszego dziecka nie jest obojętny. Im później się rodzi pierwsze dziecko, a z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia w całej Europie, tym mniejsza jest szansa, że urodzi się kolejne. Także w interesie wszystkich i państwa jest prowadzenie takiej polityki demograficznej, żeby kobiety nie odkładały decyzji o macierzyństwie w nieskończoność. Nie będą też odkładały decyzji o posiadaniu dziecka wtedy, kiedy partnerzy będą im w stanie pomóc w rodzicielstwie. Rynek pracy nie powinien wymagać od żadnego z rodziców 24-godzinnej dyspozycyjności.
                                                Dziś wielkim zadaniem, które stoi przed rządem, jest udzielenie czytelnej odpowiedzi na pytanie – dlaczego decyduje się na tę niełatwą zmianę. Oczywiście, można by zostawić ten problem następcom. Ale to oznaczałoby, że któryś z kolejnych rządów wprowadzałby reformy szybciej i w sposób mniej komfortowy dla nas wszystkich.
                                                Pamiętajmy, że w przypadku wydłużenia wieku u kobiet ten proces będzie trwał bardzo długo, bo aż 28 lat. W Polsce możemy i chcemy dać sobie czas, by nie robić tego skokowo.
                                                *Joanna Kluzik-Rostkowska – była minister pracy i polityki społecznej, członek KP Platformy Obywatelskiej
                                                • czuk1 Pracujmy tak długo, jak się da - opinia 29.03.12, 15:14
                                                  Pracujmy tak długo, jak się da

                                                  Pomysł PSL, by wiek emerytalny skracać w zależności od liczby rodzonych dzieci, nie dość że jest kontrproduktywny, to wydaje się nieskuteczny.
                                                  Autor: Tomasz Kasprowicz
                                                  Obserwuję po raz kolejny dyskusję na temat systemu emerytalnego. Możemy się ich spodziewać jeszcze wiele w nadchodzących latach, bo podniesienie wieku emerytalnego nie rozwiązuje całości problemu. Polityczny szum wokół powoduje jednak, że jak zwykle trudno połapać się, o co w całej sprawie chodzi. Zatem dla niezorientowanych, a chcących odrobiny faktów, krótki przewodnik po naszym emerytalnym karambolu.
                                                  Rzecz pierwsza. Nasz system emerytalny to bankrut. Emerytury do jakich jesteśmy przyzwyczajeni należą do przeszłości i każde, nawet najbogatsze państwo, musi z nich zrezygnować. Przyzwyczajać się musimy do zapomóg na stare lata. Co zaradniejsi będą mogli liczyć na pomoc rodziny czy własne oszczędności. Resztę czeka ubóstwo. Nie wynika to z czyjejkolwiek złośliwości, kradzieży czy defraudacji, tylko z nieubłaganej demografii: starych jest dużo a młodych mało (dziś na jednego emeryta pracują cztery osoby, za 15 lat na emeryta przypadnie tylko jedna pracująca osoba).
                                                  Te nagie fakty są jednak politycznie niepopularne, więc nikt ich nie rozpowszechnia. Podejścia są zatem dwa: mniej odpowiedzialne – czyli twierdzenie, że wszystko jest w porządku i niczego nie trzeba zmieniać, jednocześnie robiąc wszystko, by totalne załamanie systemu przesunąć jak najdalej w czasie – na kadencję następnych polityków.
                                                  Jest też podejście bardziej odpowiedzialne, które często kosztem pewnych wyrzeczeń dzisiaj doprowadzi do tego, że nieuchronny moment bankructwa systemu będzie mniej bolesny. Ze względu na niepopularność, takich zmian jest znacznie mniej i zaliczyć do nich można oryginalną reformę emerytalną, założenie funduszu rezerwy demograficznej (co oczywiście niewiele dało, bo został rozszabrowany na bieżące potrzeby) czy właśnie proponowane podniesienie wieku emerytalnego. Niestety psucie systemu jest dużo częstsze niż próby jego naprawiania, należy się zatem przygotować na twarde lądowanie.
                                                  Rzecz druga. Problemem jest demografia. Jednak pomysły typu wzrost dzietności mogą co najwyżej śmieszyć. Aby rozwiązać problem demograficzny musielibyśmy drastycznie zwiększyć dzietność 10-20 lat temu! Do czasu zakontraktowania do pomocy Doktora Who możemy te pomysły włożyć między bajki…
                                                  Zwiększenie dzietności dzisiajzwiększy, a nie zmniejszy liczbę naszych problemów. Szczyt deficytu w systemie emerytalnym będzie miał miejsce za około 15-20 lat. Wyż urodzeniowy doprowadzi do tego, że pracujący będą musieli utrzymać nie tylko kohorty staruszków na emeryturach, ale również całą masę dzieci. Te dzieci z kolei będą potrzebowały następnych kilku lat, by wejść na rynek pracy – ale wtedy będzie już po problemie. Powojenny wyż demograficzny zacznie gwałtownie tracić na liczebności, ze względu na naturalny proces wymierania. Kluczowe zatem jest przetrwanie najtrudniejszej dekady – masy studentów nam w tym nie pomogą.
                                                  Pomysł PSL, by wiek emerytalny skracać w zależności od liczby rodzonych dzieci, nie dość że jest kontrproduktywny, to wydaje się przy tym nieskuteczny.Na decyzję o posiadaniu dzieci dziś słabo wpływa perspektywa wcześniejszej emerytury za 40 lat. Dużo ważniejsze są tu chociażby: infrastruktura przedszkolno-żłobkowa, urlopy macierzyńskie, łatwość znalezienia pracy czy stabilizacja finansowa. Wcześniejsza emerytura to dzielenie skóry na niedźwiedziu, którego nawet nie widać.
                                                  Rzecz trzecia. Referenda są świetnym rozwiązaniem. Jednak należy odpowiednio wyedukować społeczeństwo, żeby znało konsekwencje własnych wyborów. Jeśli spytamy: „Czy chcecie pracować dłużej?” – odpowiedź jest znana: „nie”. Ale równie dobrze można zapytać: „czy chcecie otrzymywać emeryturę?” i pytanie będzie dotyczyło tych samych kwestii. Wielu bowiem się wydaje, że wysokość, czy wręcz sam fakt tego, że emeryturę się dostanie, są niezależne od tego, jak długo będziemy pracować jako naród. Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby naród reformę zaaprobował, ale to wymaga dokładnego wytłumaczenia, jaka jest alternatywa.
                                                  I na koniec. Emerytury są melodią przyszłości. Z drugiej strony możemy spodziewać się spadku bezrobocia i dużo wyższych wynagrodzeń, gdyż praca stanie się dużo cenniejsza niż kapitał. To wszystko kolejne złe wieści dla emerytów, którzy w dzisiejszych czasach są największymi kapitalistami. Wniosek jest jeden: pracujmy tak długo, jak się da. Praca to ważny element naszego życia i naszym zadaniem jest uczynić ją na tyle przyjemną, by emerytura przestała być synonimem upragnionych, niekończących się wakacji.
                                                  Tomasz Kasprowicz: ekonomista, absolwent National-Louis University, doktoryzował się na Southern Illinois University Carbondale, członek redakcji Res Publiki Nowej
                                                  • czuk1 Przeciąć błędne koło: rozsądnie o reformie emerytn 29.03.12, 15:17
                                                    [b]Przeciąć błędne koło: rozsądnie o reformie emerytalnej
                                                    Śmieszne są argumenty mówiące, że wydłużenie wieku emerytalnego przyniesie bezrobocie ludzi młodych. Za bezrobocie odpowiada zły system edukacyjny, zróżnicowanie regionalne rynku pracy i postawy społeczne, a nie system emerytalny!
                                                    Autor: Dr Maciej Duszczy
                                                    k
                                                    „The Economist” zadecydował, iż od końca stycznia 2012 roku wprowadza specjalny dział poświęcony Chinom. Tym samym rola tego kraju z perspektywy tygodnika została zrównana ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ tylko ten kraj oprócz Wielkiej Brytanii, gdzie znajduje się siedziba wydawcy, miał do tej pory specjalny dział.
                                                    W artykule wstępnym – tłumaczącym, dlaczego tak się dzieje – znalazł się bardzo ciekawy wątek. Otóż oceniono, że niezbędnym warunkiem utrzymania dalszego rozwoju ekonomicznego Chin jest uzyskanie spokoju społecznego poprzez zwiększenie wydatków konsumpcyjnych, rozbudowę systemu zabezpieczenia społecznego (uwzględniającego migracje pracowników w ramach Chin) pozwalającego na transfery w ramach chińskiego społeczeństwa oraz – co chyba najważniejsze – stworzenie systemu usług społecznych, szczególnie w sferze edukacji i ochronie zdrowia.
                                                    Oznacza to po prostu zbudowanie systemu polityki społecznej czerpiącego z dorobku innych państw. Takie podejście utwierdza mnie w przekonaniu, iż w najbliższej przyszłości wygranymi w globalnym wyścigu będą te państwa, które zbudują i będą potrafiły efektywnie zarządzać polityką społeczną, a więc w maksymalnym stopniu wydobywać i wykorzystywać potencjały swoich obywateli oraz czerpać, poprzez imigrację, z potencjałów innych państw. Dotyczy to nie tylko Chin, Indii, Brazylii czy nawet Rosji, ale również państw członkowskich Unii Europejskiej, w tym oczywiście Polski.
                                                    Obecna kadencja rządu jest kluczowa, aby stworzyć nowe podejście do polityki społecznej. Dotychczasowy model został ukształtowany na początku lat 90-tych XX wieku i miał na celu minimalizowanie negatywnych efektów transformacji. W żaden sposób nie przystaje on już do obecnych wyzwań społecznych, nie mówiąc już o przyszłości widzianej z perspektywy demograficznej czy zmian, jakie nas czekają na rynku pracy. Tu już nie pomogą nowelizacje poszczególnych ustaw czy tworzenie programów odpowiadających na jedno czy dwa problemy. Niestety, jeżeli chcemy za kilka lat utrzymać naszą konkurencyjność, musimy już teraz dokonać przewartościowania zasad na jakich opiera się polska polityka społeczna.
                                                    Spójrzmy na obecnie najszerzej dyskutowany problem, jakim jest zrównanie i wydłużenie wieku przechodzenia na emeryturę. Jest to cel niezmiernie ważny, który po prostu musi być zrealizowany. Niestety argumenty, jakie pojawiają się w dyskusji, są z gruntu fałszywe. Otóż główną przesłanką wydłużenia wieku emerytalnego mają być oszczędności w systemie finansów publicznych. Jeżeli jednak przyjmiemy, iż dłuższe płacenie składek będzie oznaczało wyższe emerytury, to teoretycznie żadnych oszczędności być nie powinno i pewnie w praktyce w samym systemie emerytalnym nie będzie lub będą bardzo ograniczone. Zysk z podnoszenia wieku emerytalnego jest zupełnie gdzie indziej, a mianowicie na rynku pracy oraz pomocy społecznej.
                                                    Już od roku 2020 różnica pomiędzy liczbą wchodzących i schodzących z rynku pracy będzie wynosić ponad 200-250 tys. Oznacza to, iż coraz częściej będą pojawiały się niedobory na rynku pracy, a pracodawcy będą w coraz większym zakresie rywalizować o pracowników. Zrównanie i wydłużenie wieku emerytalnego wymusi pozostanie w zatrudnieniu i zmniejszy niedobory na rynku pracy. W tym kontekście śmieszne są argumenty mówiące, że wydłużenie wieku emerytalnego będzie powodować bezrobocie ludzi młodych. Za bezrobocie odpowiada zły system edukacyjny, zróżnicowanie regionalne rynku pracy i postawy społeczne, a nie system emerytalny!
                                                    Zysk powstanie również w systemie pomocy społecznej. Po prostu większe emerytury pozwolą na zmniejszenie transferów do osób już nieaktywnych zawodowo, szczególnie w kontekście opieki nad osobami niesamodzielnymi z powodu wieku. Bez wydłużenia wieku emerytalnego i dłuższego pokrywania kosztów utrzymania z wynagrodzeń, co oznacza skrócenie czasu pobierania emerytur, ale i wzrost ich wartości, niemożliwym byłoby udźwignięcie kosztów opieki nad osobami niesamodzielnymi. W innym przypadku jakość ich życia byłaby na niezmiernie niskim poziomie, a opieka wymagałaby rezygnacji z pracy setek tysięcy dzieci takich osób, które musiałyby przejmować nad nimi opiekę. Jak widać wydłużenie wieku emerytalnego przecina błędne koło powiązań emerytury – opieka długoterminowa – rynek pracy.
                                                    Bezrobocie jest niewątpliwie jednym z głównych problemów społecznych i wymaga działań mających na celu wykorzystywanie potencjałów ludzi, którzy z różnych powodów nie są aktywni zawodowo. Oczywistym jest, że miejsca pracy są tworzone przez przedsiębiorstwa, ale również oczywistym jest, że są one tworzone tam i w tych sektorach, gdzie dostępni są kandydaci, którzy mogą je zająć. To jest alfabet polityki rynku pracy. Takie podejście wymaga jednak polityki interwencji na rynku pracy. Państwo nie stworzy nowych miejsc pracy, ale może i zdecydowanie powinno tak działać, aby zapewniać odpowiednią podaż pracowników o kwalifikacjach, na które istnieje realne zapotrzebowanie.
                                                    Nie będę w tym miejscu pisał o systemie edukacyjnym. Chciałbym za to poruszyć kwestie mobilności na rynku pracy. Należy założyć, iż nikt wchodzący na rynek pracy nie będzie miał zagwarantowanej pracy nie tylko do końca życia, ale również nawet na kilka czy kilkanaście lat. Permanentne zmiany profilu zatrudnienia, umów na podstawie jakiej wykonywana jest praca czy miejsce jej wykonywania stanowić będą podstawę relacji na rynku pracy. Im szybciej to dostrzeżemy i zaprojektujemy kompletnie nowy model zarządzania rynkiem pracy, tym mamy większe szanse, że uzyskamy w tym zakresie przewagę w porównaniu z innymi krajami.
                                                    Jednym z elementów takiego systemu musi być instrument wspierania osób, które z różnych powodów (niepełnosprawności, niewystarczających kwalifikacji, utraty kontaktu z powodu przebywania w zakładzie karnym) są poza rynkiem pracy. Wsparcie to powinno być realizowane w tzw. modelu dualnym – przez pewien czas poprzez urzędy pracy. Jeżeli jednak nie przynosiłoby to efektu, to takie osoby powinny być obowiązkowo „przekazywane” do innych wyspecjalizowanych podmiotów, które zajmowałyby się ich przywracaniem na rynek pracy. Koszt takiego systemu byłby wyższy, ale i efekty o wiele bardziej opłacalne.
                                                    Jeszcze całkiem niedawno wydawało się, iż Chiny mają na tyle duże zasoby taniej siły roboczej, że nie potrzebują polityki społecznej i inwestycji w kapitał ludzki. Tymczasem na naszych oczach dokonuje się w tym zakresie zmiana. Konieczna jest ona i u nas. Oczywiście zakres wymaganych dostosowań jest praktycznie nie do porównania w obu krajach. W Chinach dopiero wprowadzane są instrumenty polityki społecznej. My musimy dokonać ich gruntownej zmiany. Zestawiając te dwa różne przypadki wydaje się, że nasze zadanie jest jednak o wiele trudniejsze.
                                                    * Maciej Duszczyk – doktor nauk humanistycznych. Z-ca dyrektora Instytutu Polityki Społecznej UW. Do czerwca 2011 roku członek zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. Współautor raportu „Polska 2030-Wyzwania rozwojowe”. Autor licznych publikacji z zakresu europejskiej polityki społecznej, rynku pracy, migracji zarobkowych.
                                                    www.instytutobywatelski.pl/4895/komentarze/przeciac-bledne-kolo

                                                  • czuk1 jak przezentować ciekawostki 29.03.12, 15:28
                                                    Zgadzam się z opiniami nt. sposobu prezentowania ciekawostek.
                                                    I ja - normalnie - tak robię. (to co jest niżej to jest wyjątek od reguły. przepraszam)
                                                    A więc, kontynuował będę taki układ graficzny ciekawostek :

                                                    temat ciekawoski

                                                    link do niej

                                                    moja opinia na ten ten temat - w kilku zdaniach.
                                                  • czuk1 Subietywne opinie ekspertów 30.03.12, 12:53
                                                    www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120330&typ=po&id=po03.txt
                                                    Przesunięcie w górę poprzeczki wieku uprawniającego do pobierania emerytury zwiększy liczbę ubezpieczonych, którzy umrą, nie doczekawszy świadczenia. Ich konta emerytalne ulegną wygaszeniu. A to pozwoli rządowi szybciej zredukować deficyt finansów publicznych
                                                    Nie dożyjesz? Rząd zbierze profity..
                                                    -------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    Dziwię się takim ekspertom, że angażują się politycznie i swoje opinie opracowują tak by poprzeć określoną opcję polityczną. Są to ludzie nieuczciwi bo przemilczają argumenty niewygodne ich ulubionym politykom.


                                                  • pia.ed Fukcyjni rencisci ... 03.04.12, 10:36
                                                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11471148,Sposob_na_reforme_emerytalna___zostac_fikcyjnym_rencista.html

                                                    Nie tak dawno napisalam, ze gdy czlowiek nie da rady pracowac do 67-go roku zycia,
                                                    to dostanie rente, ale nigdy nie przyszlo mi do glowy ze ktos moze zalatwic sobie
                                                    rente "na lewo" ... jak widac Polak na wszystko znajdzie sposob,
                                                    nawet na ustawe emerytalna.
                                                    wink
                                                  • marii51 Re: Fikcyjni rencisci ... 03.04.12, 16:15
                                                    zdarzają się fikcyjni- zdarzają, a bywa i odwrotnie- chory po operacjach nawet na serce -komisja próbuje wmówić, ze jest zdrowy całkowicie-
                                                    zapewne zaczną na wszelki wypadek zaglądać częściej do lekarza ,żeby ewentualnie bliżej np 62 rż przejść na rentę udokumentowaną chorobą i o te 100 zł mieć więcej
                                                    zostawiam ...
                                                    lubczasopismo.salon24.pl/chlodnyzolw/post/392265,prawdziwy-cel-reformy-emerytalnej
                                                    --

                                                    a gdyby tak nieba przybliżyć
                                                  • pia.ed Lekarz - rekordzista, 92 lata ... pracuje 04.04.12, 10:26
                                                    Dzis przeszczepy serca robi sie juz u dzieci ... Czy oznacza to, ze to inwalidzi na cle zycie?
                                                    Robi sie tez przeszczepy wszystkich mozliwych organow, po ktorych to operacjach ludzie wracaja do pracy.

                                                    Moj znajomy po 50-ce mial trzy razy w tygodniu dialize nerek,
                                                    byl na 50% na zwolnieniu lekarskim aby mogl uczestniczyc z w tych zabiegach.
                                                    Po dwoch latach przeszczepiono mu nerke, wrocil do pracy na caly etat
                                                    i pracowal do 65 lat.

                                                    Inny znajomy w wieku 30 lat dostal cukrzyce 2. Musial zrezygnowac z zawodu
                                                    kierowcy TIR-a, jezdzil po calej Europie ... Zamiast tego zrobil roczny kurs
                                                    doradcy w sprawch podatkowych i swietnie mu sie wiedzie ...

                                                    trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,48625,11479094,Doktor_z_doswiadczeniem__92_lata_i_nadaj_dyzuruje.html
                                                  • czuk1 opinie nt. likwidacji przywilejów emerytalnych 12.04.12, 14:30
                                                    Cytuję dwie opinie na temat likwidacji przywilejów emerytalnych. Treść ich jest wartościowa i przekonywująca.

                                                    Jestem pewna,że nikt by nie pisnął słówkiem sprzeciwu na temat podnoszenia wieku, jeżeli rząd porządki chciałby rozpocząć od cięcia kosztów własnych ZUS.Armie urzędników, brak informatyzacji, pałace za 200ml itd.Wraz z wydłużeniem wieku oczywiście aparat urzędasów i budynków będzie musiał się powiększyć, bo kto obsłuży tą papierologię??Dlaczego w Norwegii odpowiednik naszego zus-u zajmuje 2(słownie dwa)pokoje w jednym budynku z urzedem pracy i urzedem podatkowym, a wszystkie sprawy tam załatwia się przez internet i telefon?(podczas gdy w Polsce na podobną liczbę ubezpieczonych tych pokoi jest 50).Ofe wygenerowało podobno połowę naszego długu publicznego.Dlaczego my mamy na to i za to wszystko płacić?Przecież ktoś jest odpowiedzialny za gospodarne zarządzanie tymi pieniędzmi???Gdyby pieniądze były wydawane jak należy, a do tego część pieniędzy z prywatyzacji trafiałaby do zus, podejrzewam,że minimalna emerytura mogłaby wynosić 2 tyś pln, a o podnoszeniu wieku nie byłoby mowy.Może czas zaorać to państwo
                                                    Dorota Małgorzata Zielińska  Najbardziej aktywny komentator


                                                    Oczywiście, że ludzi najbardziej irytuje to, że obecny system jest niesprawiedliwy a reforma w ogóle nie zajmuje się tym zasadniczym obszarem!
                                                    Samo podwyższenie wieku emerytalnego nic nie wnosi. Dlatego mnie tak wkurza, że robi się wiele hałasu, a zmiany nie będą zasadnicze tylko kosmetyczne. I w końcu ta opryszczka i tak wykwitnie. Dlaczego nie zastanowić się np. nad wcześniejszym rozpoczynaniem pracy? Fizjologicznie dłużej będziemy żyć, ale i dzieci jakoś coraz szybciej osiągają dojrzałość fizyczną. Może trzeba zmienić system kształcenia? Na pewno w zakresie szkolnictwa zawodowego przydałaby się polityka państwa z prawdziwego zdarzenia.
                                                    Ale po pierwsze i zasadnicze państwo powinno zaproponować oszczędności wynikające ze zwiększenia efektywności administracji. Jak chociażby proponowane przez Ruch Palikota połączenie ZUS i KRUS. Ale i zmiany ustrojowe z likwidacją senatu i powiatów jako szczebla samorządowego. Skoro mniej będzie pieniędzy w systemie to niech administracja podejmie wysiłek, aby dawać więcej za mniej. Bez tego nie będzie akceptacji społecznej dla reform. Mniejsze potrzeby budżetowe państwa, mniejsze koszty pracy, wyższe pensje - tak powinno brzmieć wyzwanie dla rządzących.
                                                    Dalej. Czy Polska ma jakąś politykę imigracyjną? Może zastanówmy się poważnie nad kazachskimi Polakami, którzy chcą wrócić do kraju. Uczelnie już podejmują walkę o studentów z zagranicy. Może państwo powinno wspierać takie działania - część z nich może zechce zostać i pracować na nasze emerytury.
                                                    Absolutnym skandalem jest przeprowadzanie reformy sytemu emerytalnego z wyłączeniem emerytur mundurowych i innych uprzywilejowanych grup /także prokuratorów/. Jedynym sprawiedliwym kryterium wcześniejszego prawa do emerytury powinna być udokumentowana praca ciężkiej pracy fizycznej /np. górnik, ale ten na przodku, a nie z sekretariatu/. Ergonomiści wiedzą, jak to liczyć.
                                                    Obecny system emerytalny nie tylko jest niewydolny i grozi mu bankructwo. Dla obywateli znacznie poważniejszy problem to to, że jest on głęboko niesprawiedliwy. Osoba rozpoczynająca działalność gosp., bez dochodów, ma takie samo roszczenie wobec systemu jak menedżer na kontrakcie z wynagrodzeniem 50 tys. plus. Przywileje rolników, innych grup społecznych. Pracownik, który prowadzi dodatkowo działalność musi zapłacić drugi raz składkę zdrowotną. Przykładów takiej niesprawiedliwości jest wiele.
                                                    Dlaczego rząd nie spyta Polaków, czy chcą obecnego systemu, czy też woleliby przejść na system kanadyjski: niska jednakowa dla wszystkich składka i niska jednakowa dla wszystkich emerytura. Oczywiście wymagałoby to przez rząd opracowania planu dojścia. Ale być może warto? Czasy są niepewne więc dywersyfikacja zabezpieczenia emerytalnego na kilka źródeł dochodów wydaje się być sensowna a i społeczeństwo nam się rozwija, więc można chyba liczyć, że coraz bardziej świadomi obywatele będą coraz chętniej zabezpieczać się na przyszłość. Zwłaszcza mając w perspektywie, powiedzmy 1000 zł "państwowej" emerytury.
                                                    Niestety, zamiast poważnej debaty ze społeczeństwem mamy bicie piany między politykami w ramach tzw. "konsultacji społecznych" a jedynym celem tej pseudo-reformy jest załatanie luki budżetowej a nie pokoleniowej
                                                  • czuk1 Re: Lekarz - rekordzista, 92 lata ... pracuje 12.04.12, 15:56
                                                    Aby pracować w jakimś gronie czy obsługiwać klientów (w wieku 67 lat) trzeba mieć sprawny umysł i ciało a także mieścić się w standardach pracownika młodego. Chodzi właśnie o wiedzę zawodową (odnawianą), umiejętności korzystania z stosowanych teraz narzędzi pracy, umieć
                                                    zachęcić klientów (uśmiechem, opiniami, poradami) do sprzedawanych towarów i usług.
                                                    I to jest możliwe. Wiem to po sobie.
                                                  • pia.ed Re: Lekarz - rekordzista, 92 lata ... pracuje 12.04.12, 16:46
                                                    Oczywiscie jest to mozliwe jesli caly czas sie pracowalo w tym zawodzie.
                                                    Nie wiem dlaczego niemal kazdy wpis na temat przedluzenia wieku emerytalnego
                                                    zaczyna sie od slow: "A kto da prace 50-letniej emerytce/emerytowi?"

                                                    W takim razie trzeba zmienic przepisy zatrudnienia na takie jakie sa w Szwecji,
                                                    gdzie przy ew.zwolnieniach daja wypowiedzenie temu, ktory pracowal najkrocej ...
                                                    a jest to najczesciej mloda osoba, ktorej latwiej przeszkolic sie czy zmienic zawod aby byc atrakcyjnym na rynku pracy.
                                                  • marii51 Re: Od ur w 1953 rozpoczyna się przedlużanie lat 12.04.12, 20:31
                                                    Moii synowie wraz z żonami wcale nie myślą o emeryturze , mówią ,że tak odległy czas- Że nie ma sensu nad takimi sprawami zastanawiać się.
                                                    Najważniejsze ,to obecnie nie czekać na gruszki z wierzby- pilnować swoich zorganizowanych miejsc pracy.
                                                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                                    koleżanka ur w 1958 roku- wydłuży jej się czas pracy rok i klika miesięcy, bo ona zostanie na prawie - odejścia z pracy po ukończenie 60 lat kobieta-
                                                    a 65 mężczyzna-ur od 1953 plus ten ww obliczony rok nikomu nikt nie zabroni jak będzie chciał dalej pracować-
                                                    tak więc też roczniki od 1953 -- będą na przywilejach jeszcze - ale ma być już całkowita zmiana od 2020 roku owszem spełniać trzeba pewne zasady -staż, szczególne trudnościowe warunki, jest tam coś coś..

                                                    jeśli mając ukończone kobieta 60 lat ma krótszy staż( lata składkowe), ma odpowiednio niższą emeryturę
                                                    przepraszam , może nie jest aż tak--ale tak z kilkoma osobami z dyskusjii nam wynika

                                                    -- natomiast 5 mln zł puścić jak w dym na spoty- to jest zwyczajne barbarzyństwo!- bezsensowne tracenie pieniędzy- ile osób dzięki spotom wyrazi zgodę? zauważcie- ze w spotach jest najwięcej o ludziach wcześniej urodzonych --bo niby ludziom starszym taki rząd spolegliwy....-- włos na dłoni ktoś widział? juz brakuje w CO NA LECZENIE raka...


                                                    a gdyby tak nieba przybliżyć
                                                  • czuk1 Ponadto jest problem świętych krów 13.04.12, 21:43

                                                    Mniej przywilejów - nowy rządowy spot w sprawie emerytur
                                                    W Polsce modne jest pomstowanie na polityków i urzędników. Gdy jakiś prezydent miasta czy minister przyzna nagrody swoim podwładnym, media elektroniczne czy tabloidy zawsze przedstawiają to jako skandal. Ale już innych beneficjentów publicznej kasy takich jak nauczyciele, lekarze, sędziowie, czepiamy się o wiele rzadziej. Widać reszta rodaków - poza politykami i urzędnikami - to anioły. To dominujący przekaz w mediach.
                                                    Owszem, trzeba władzy patrzeć na ręce i rozliczać z wyników pracy. Ale wymagajmy też od nauczycieli dobrego przygotowania do lekcji czy sprawdzania klasówek na czas. Tymczasem wyrzucenie kiepskiego nauczyciela ze szkoły publicznej graniczy z cudem. Debaty publiczne zazwyczaj są zdominowane przez taki oto schemat: zły MEN, zły rząd - dobrzy ciężko pracujący obywatele-nauczyciele.
                                                    Według badań OECD polscy nauczyciele spędzają - w porównaniu z krajami zachodnimi - najmniej godzin przy tablicy, bo anachroniczna Karta nauczyciela gwarantuje im 18-godzinne pensum. Na więcej nauczyciele nie chcą się zgodzić. Efekt tego jest prosty: jakość opieki i edukacji marna, bo dzieci nie mają szans na więcej dodatkowych zajęć wyrównawczych czy rozwijających ich zdolności. Ale związkowcy na te argumenty pozostają głusi.
                                                    Gdy narzekamy na wymiar sprawiedliwości, przewlekłe procesy sądowe, fatalnie działającą prokuraturę, to głównym adresatem pretensji jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Słusznie zresztą, ale w równym albo w jeszcze większym stopniu za taki stan rzeczy są odpowiedzialni sami sędziowie. Dostają pensje z naszych podatków, a mimo to bardzo rzadko można zaleźć w mediach opinię, że należałoby żądać od nich lepszej pracy.
                                                    A tymczasem w zeszłorocznym raporcie Komisji Europejskiej ''Wymiar sprawiedliwości w UE'' czytamy, że jesteśmy drugim za Niemcami krajem pod względem liczby sędziów i ich pomocników (asystenci, referendarze).
                                                    Aż 0,4 proc. PKB przeznaczamy na wymiar sprawiedliwości (w innych krajach na ten cel przeznacza się mniejszą część PKB), a mimo to sprawy w sądach są tak przewlekle załatwiane. Jakim cudem? Raport jest bolesny: nasi sędziowie, a w każdym razie spora ich część, są bardzo mało wydajni. Powodem jest też zła organizacja ich pracy, za którą odpowiadają prezesi sądów. Ale w Polsce nie wypada formułować tezy: kochany obywatelu, twój proces ciągnie się latami, bo sędziemu nie bardzo się chce wziąć do roboty.
                                                    Owszem, opóźnienia wynikają także ze specyfiki polskiego systemu prawnego. Chodzi o - jak mówił prof. Stanisław Waltoś - '' źle rozumianą zasadę legalizmu, zgodnie z którą podczas procesu wszystko trzeba wyjaśnić drobiazgowo i do końca'' (''Gazeta'' 20 marca 2009 r.) Ale sam profesor przyznaje, że wina także leży po stronie sędziów. Na pytanie Ewy Siedleckiej, czy sędziowie mogliby przyspieszać postępowania, odpowiada: ''Mogliby, ale zmusić się ich nie da. Do tego potrzeba głębokiej zmiany w mentalności oraz organizacji pracy sądów. Przekleństwem polskich sądów jest system prezesowski, przez który sędzia nie jest jedynym gospodarzem sprawy. To prezes rozdziela sale, decyduje przed rozprawą główną, które wnioski dowodowe dopuścić, kiedy zawiadomić strony. O tym wszystkim powinien decydować sędzia''. Ale niech tylko minister sprawiedliwości wspomni o jakiejś reorganizacji, o dłuższej pracy, to natychmiast słychać krzyki i protesty w obronie niezawisłości, narzekania o marnych zarobkach i przeciążeniu pracą.
                                                    Lekarze są następni w kolejce. Owszem, są krytykowani, ale bardziej w kontekście błędów lekarskich. To, że mają wpływ na wydatki publiczne związane z refundacją, a więc dysponują pieniędzmi publicznymi, nie jest raczej wiedzą powszechną. I do tej pory nikt nie wymagał od nich rzetelności w tej dziedzinie.
                                                    Lekarze protestowali w czasie wprowadzania ustawy refundacyjnej, bo nakładała na nich więcej obowiązków. Część ich zarzutów miała poważne podstawy, ale lekarskie związki zawodowe koncentrowały się przede wszystkim na branżowych interesach finansowych, czyli np. na tym, aby lekarze nie płacili kar za źle wypisane recepty. Protest części lekarzy polegał na tym, że wypisywali recepty na 100 proc. odpłatności, co uderzało w pacjentów. Ci niezamożni byli pozostawieni sami sobie bez niezbędnych leków.Także z tego powodu część lekarzy nie chciała przyłączać się do protestów związkowców.
                                                    Bezpieczeństwo pacjentów nie było więc dla protestujących priorytetem. Ale w odbiorze społecznym (szczególnie w tabloidach) obraz tego konfliktu był czarno-biały: zły rząd, który chce pognębić lekarzy, i kochani lekarze, którzy słusznie walczą o swoje.To obraz fałszywy, bo powinno być w nim o wiele więcej szarości.
                                                    Mundurowi: kolejni nieszczęśnicy, którzy koniecznie muszą mieć zagwarantowaną emeryturę w wysokości kilku tysięcy złotych już przed czterdziestką. Związkowcy wciąż nie godzą się na zmiany proponowane przez rząd, choć są one niemal kosmetyczne; powinny być o wiele bardziej radykalne.
                                                    Poza sferą budżetową też mamy samych męczenników, gnębionych przez państwo. Weźmy rolników: wiecznie poszkodowanych w przekazach polityków PSL. A przecież rolnicy nie płacą podatku dochodowego, przez dłuższy czas nie płacili składki zdrowotnej, płacą kilka razy mniejsze składki na ubezpieczenie społeczne niż inni obywatele. Na takie fory nie mogą liczyć inni drobni przedsiębiorcy.
                                                    Minister rolnictwa Marek Sawicki uwielbia powtarzać: jak ktoś myśli, że rolnikowi dobrze się żyje, to niech idzie pracować na roli. To szczyt demagogii. Jeśli ktoś się wyuczył zawodu budowlańca, to nie będzie pracować na roli, bo ma inne umiejętności. Natomiast budowlaniec ma prawo się domagać, by traktowano go sprawiedliwie, bo on też ciężko pracuje, i nie ma powodu, dla którego ma ponosić większe ciężary na rzecz państwa niż rolnik.
                                                    Kolejna branża. Rząd zdecydował się zabrać co zamożniejszym dziennikarzom, naukowcom i twórcom przywilej 50 proc. kosztów uzyskania przychodu, dzięki czemu płacą niższe podatki. Ta grupa wyższe podatki zapłaci od dochodów dopiero powyżej 85 tys. zł rocznie. I tu też odezwały się głosy, że to straszne.
                                                    Protestuje Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, ZAiKS, Związek Artystów Scen Polskich, a także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Panie i panowie, zastanówcie się.
                                                    A przecież przywileje są likwidowane dla osób naprawdę nieźle zarabiających. Czy twórca lub dziennikarz, którzy mają ponad 7 tys. zł miesięcznie, rzeczywiście muszą płacić mniejsze podatki niż nauczyciel czy sprzedawca?
                                                    Takie jest polskie piekiełko: chcemy innym zabrać przywileje emerytalne, podatkowe i socjalne, bo innym się nie należy. Ale kiedy rząd chce zabrać rozmaite bonusy mojej grupie zawodowej - o, co to, to nie! Już się rozpoczyna jeremiada, że to niesprawiedliwe, hańbiące, szkodliwe i na pewno pogorszy poziom usług.
                                                    Gdy rząd proponuje otwarcie dostępu do różnych zawodów, też następuje natychmiast reakcja obronna. Zazwyczaj podyktowana tylko i wyłącznie własnym interesem finansowym, bo większa konkurencja na rynku wymusza obniżkę cen i większą staranność.

                                                    To naturalne, że jakieś lobby broni sw
                                                  • czuk1 Poprawki mniejszości są odrzucane. 11.05.12, 09:57
                                                    W Sejmie trwa kolejna debata nad ustawą o przedłożeniu wieku emerytalnego.
                                                    Odrzucane są kolejne poprawki mniejszości do ustawy. Za poprawkami jest niewystarczająca liczba głosów ( ok. 180 głosów ), przeciw poprawkom ok. 260.
      • chris.w2 Re: Czy przedłużać czas do emerytury? Do 67 lat 11.05.12, 16:43
        z dzisiejszej prasy internetowej:

        "Oto jak PO dba, by starsi ludzie mieli w Polsce zatrudnienie!
        Bartosz Arłukowicz (41 l.) brutalnie wyrzucił z pracy 64-letnią sekretarkę Zofię Szczepańską.
        Wcześniej kancelaria Donalda Tuska (55 l.) wywaliła na bruk 60-letniego fotoreportera,
        który szefowi rządu służył wiernie ponad 4 lata.
        A dzisiaj posłowie PO będą w Sejmie z dumą głosowali za wydłużeniem wieku emerytalnego do 67 lat! (...)"
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka