• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Ulubione postaci w "Lalce"

  • 03.05.11, 21:27
    Jakie osoby najbardziej wam przypadły do gustu? Ja osobiście najbardziej lubię Ochockiego. Zawsze lubiłam indywidualistów. Zdecydowanie się wyróżnia spośród reszty arystokracji. Ma jakąś pasję w życiu, a nie tylko zajmuje się uciechami i bałamuceniem niewiast. Imponuje mi jego wiedza i chęć zmiany świata na lepsze.
    Lubię też studentów~~
    Zawsze miałam mnóstwo radochy czytając o nich.
    Edytor zaawansowany
    • 05.05.11, 16:32

      Wbrew pozorom to pytanie wcale nie jest łatwe.
      Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że o ile są w XIX-wiecznej literaturze postacie, które uwielbiam i gdyby żyły naprawdę, bardzo chciałabym zawrzeć z nimi znajomość (np. stary książę Mikołaj Bołkoński czy książę Aleksander Szczerbacki, Marta Korczyńska, Samentu, Pentuer, Menes), to w "Lalce" w zasadzie nie ma nikogo takiego. Rzecki denerwuje mnie swoją naiwnością, Wokulski - niekonsekwencją i jednak nieco cielęcym i ślepym zadurzeniem, Ochocki - idealizmem, pani Stawska - totalnie wypraną z egoizmu dobrocią dla całego świata, który kopie ją w (nieważne, w co, w końcu mówimy o damie, może nie z urodzenia, ale jednak ;)). Prezesowej mi żal, bo jest już stara, zaraz umrze, a nic nie wskazuje na to, żeby miała szczęśliwe życie. Właściwie jedyna osoba, która mi imponuje, to Marianna, ale tu znowu drażni mnie to, jak potraktował ją autor, każąc jej tak naprawdę odpokutować nieporozumieniami w małżeństwie za jej poprzednie życie, zupełnie jakby była to stuprocentowo jej wina. Oczywiście wszystkie te postaci są z krwi i kości prawdziwe, ale kto wie, czy właśnie nie to sprawia, że wobec tak realnego ich poprowadzenia tak naprawdę żadnej nie da się polubić tak jak w przypadku bohaterów z innych dzieł.
      --
      A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
      • 07.05.11, 16:57
        >stary książę Mikołaj Bołkoński

        Ale chyba jego córką , albo synową, nie chciałabyś być?

        pani S
        > tawska - totalnie wypraną z egoizmu dobrocią dla całego świata, który kopie ją
        > w (nieważne, w co, w końcu mówimy o damie, może nie z urodzenia, ale jednak )

        A to ona była kopana przez świat? Przecież żyło jej się całkiem nieźle. Po ucieczce męża, Helena mogłaby równie dobrze skończyć jak Marta Orzeszkowej. Tylko Krzeszowska próbowała uprzykrzać życie Stawskiej, ale to jeszcze zwiększało sympatię otoczenia dla Heli.
        --
        "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
        i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
        berta-live
        • 07.05.11, 17:49
          Lubię Rzeckiego, starego Szlangbauma, Stawską i (co może dziwne) barona i Ewelinę.
          Nie lubię młodego Szlangbauma, Izabeli i Starskiego.
          Natomiast mocno mnie irytują Wokulski i Wąsowska
          --
          "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
          i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
          berta-live
        • 10.05.11, 15:04

          Gdyby nie dyspozycyjna matka z wdowią emeryturą, Stawska miałaby właśnie spore szanse na taki sam smutny koniec jak Marta u Orzeszkowej. Przecież nawet kwalifikacje miały podobne: brzdąkanie na fortepianie (Stawska chyba jednak lepiej, skoro grała też i sama dla przyjemności), zapewne jakaś tam francuszczyzna bardziej do wtrącania zwrotów w rozmowie niż do płynnej konwersacji, robótki ręczne, i to chyba wszystko. Poza tym Stawska jest w sytuacji znacznie gorszej, bo przez nieustalony stan cywilny nie ma żadnych szans na jedyną w tych czasach drogę tzw. przyzwoitej kobiety do stabilizacji materialnej (bo w sumie zawsze można było pójść na ulicę, niczym Marianna czy Fantyna), czyli zamążpójście. Dokucza jej nie tylko Krzeszowska, ale także Milerowa, nie mówiąc już o sąsiadkach z kamienicy, kłaniających się uprzejmie, a raczących się pewnie za jej plecami opowieściami o jej romansie z Wokulskim. Nawet się nie dziwię, że po przyjęciu oświadczyn Mraczewskiego wyjechała z Warszawy, bo z pewnością liczyła się z morzem plotek, w jakim by ją utopiono na wieść o "zerwaniu" z jednym "kochankiem" po to, żeby się wydać za innego.

          A co do księcia Mikołaja, to oczywiście trudno nie odmówić mu naprawdę trudnego charakteru, jednak jest to chyba jedyna osoba w powieści, która w tamtych czasach daje córce swobodę podjęcia decyzji o zamążpójściu za człowieka zdecydowanie nieodpowiedniego. Pewnie, że jego córką czy synową umiarkowanie bym być chciała, :) ale poznać go po to, żeby wymienić z nim poglądy (jest to jeden z niewielu bohaterów - intelektualistów), już tak.
          --
          A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
          • 10.05.11, 18:38
            soova napisała:

            >
            > Gdyby nie dyspozycyjna matka z wdowią emeryturą, Stawska miałaby właśnie spore
            > szanse na taki sam smutny koniec jak Marta u Orzeszkowej. Przecież nawet kwalif
            > ikacje miały podobne: brzdąkanie na fortepianie (Stawska chyba jednak lepiej, s
            > koro grała też i sama dla przyjemności), zapewne jakaś tam francuszczyzna bardz
            > iej do wtrącania zwrotów w rozmowie niż do płynnej konwersacji, robótki ręczne,
            > i to chyba wszystko. Poza tym Stawska jest w sytuacji znacznie gorszej, bo prz
            > ez nieustalony stan cywilny nie ma żadnych szans na jedyną w tych czasach drogę
            > tzw. przyzwoitej kobiety do stabilizacji materialnej (bo w sumie zawsze można
            > było pójść na ulicę, niczym Marianna czy Fantyna), czyli zamążpójście. Dokucza
            > jej nie tylko Krzeszowska, ale także Milerowa, nie mówiąc już o sąsiadkach z ka
            > mienicy, kłaniających się uprzejmie, a raczących się pewnie za jej plecami opow
            > ieściami o jej romansie z Wokulskim. Nawet się nie dziwię, że po przyjęciu oświ
            > adczyn Mraczewskiego wyjechała z Warszawy, bo z pewnością liczyła się z morzem
            > plotek, w jakim by ją utopiono na wieść o "zerwaniu" z jednym "kochankiem" po t
            > o, żeby się wydać za innego.

            Z lektury Lalki wiemy, że pani Helena Stawska udzielała lekcji gry na fortepianie oraz korepetycji z języka angielskiego.

            Tak jak wg Prusa Wokulski wydał się za starą babę, wdowę po Jasiu Minclu - to związek starszej o kilka lat pani Stawskiej z Mraczewskim, nie jest już skomentowany takimi wypowiedziami, włożonymi przez autora w usta innych osób...
            • 11.05.11, 09:53
              "Z lektury Lalki wiemy, że pani Helena Stawska udzielała lekcji gry na fortepianie oraz korepetycji z języka angielskiego."

              Bez cytatu nie uwierzę. Angielski, owszem, był językiem modnym, ale wśród arystokracji. Mówią nim hrabina Karolowa, Izabela, Starski, zapewne i z oczywistych przyczyn hrabia - Anglik Lisicki, a w Rosji Anna Karenina i Betsy Twerska - i to chyba jedyne przykłady z literatury, jakie pamiętam. Raczej nieprawdopodobne, żeby znała go kobieta ze sfery mieszczańskiej czy zubożałej szlacheckiej (bo chyba naczelników powiatu z niej "rekrutowano"?) i to na tyle, żeby udzielać lekcji.
              --
              A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
              • 11.05.11, 10:24
                soova napisała:

                > "Z lektury Lalki wiemy, że pani Helena Stawska udzielała lekcji gry na fortepia
                > nie oraz korepetycji z języka angielskiego."
                >
                > Bez cytatu nie uwierzę. Angielski, owszem, był językiem modnym, ale wśród aryst
                > okracji. Mówią nim hrabina Karolowa, Izabela, Starski, zapewne i z oczywistych
                > przyczyn hrabia - Anglik Lisicki, a w Rosji Anna Karenina i Betsy Twerska - i t
                > o chyba jedyne przykłady z literatury, jakie pamiętam. Raczej nieprawdopodobne,
                > żeby znała go kobieta ze sfery mieszczańskiej czy zubożałej szlacheckiej (bo c
                > hyba naczelników powiatu z niej "rekrutowano"?) i to na tyle, żeby udzielać lek
                > cji.
                > --

                Droga "soovo", oto ten oczekiwany cytat:
                "Utrzymywać cały dom z haftu, z gry na fortepianie, z lekcyj angielskiego... pracować cały dzień jak wół i jeszcze nie mieć męża... Biedne te kobiety!..."

                Mężem pani Misiewiczowej ( czyli ojcem pani Stawskiej ) nie był naczelnik powiatu a starosta Klemens Misiewicz.
                • 11.05.11, 10:55
                  Cóż zrobić, cytat to cytat. :) Jedyne, w co można tu ewentualnie wątpić, to czy naprawdę Mraczewski (bo to on o angielskim mówi) miał aż tak dokładną wiedzę? Najlepiej poinformowane osoby, czyli pani Misiewiczowa i pani Stawska, żalą się na licho opłacane lekcje (ale nie wspominają, z jakiego języka? przedmiotu?) i na nagłą utratę (zapewne nie bez udziału baronowej) lepiej płatnych lekcji muzyki.
                  --
                  A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                  • 11.05.11, 12:24
                    W czasie gdy Mraczewski wypowiadał te słowa do Rzeckiego, miał już dokładną wiedzę o wielu osobistych sprawach pani Stawskiej, w tym o jej wyglądzie w kaftaniku i bez kaftanika... :)
                    A zatem znajomość ta była już na tyle bliska, że pozwoliła mu na konkretne wymienienie jej źródeł dochodu ( z podziałem na lekcje muzyki i naukę języka angielskiego ) i gdyby to nie było zgodne ze stanem faktycznym, to spotkałoby się z reakcją jakże częstego bywalca w mieszkaniu pani Stawskiej, czyli Rzeckiego.

                    Sam Mraczewski znał zaś język francuski, którym biegle posługiwał się w sklepie w rozmowach z bogatszą klientelą ze sfer szlacheckich ( był skoligacony z Krzeszowskimi ) a następnie załatwiał we Francji handlowe sprawy Suzina, u którego talent biznesowy nie szedł w parze z lingwistycznym...
                    • 11.05.11, 13:02
                      Przypuszczam, że akurat wiedzą o tym, jak pani Stawska wygląda w kaftaniku, pan Mraczewski albo się bezpodstawnie przechwalał (w końcu musiał jakoś utrzymywać wśród kolegów swoją reputację łamacza serc niewieścich) albo zobaczył Helenę w stroju niedbałem ;) przypadkiem. Po pierwsze, oboje mieszkali z matkami, więc nie bardzo mieliby okazję do takiego tete-a-tete, po drugie, Stawska w tym czasie jeszcze oczekiwała na męża, a cały dzień miała wypełniony pracą i to wykonywaną w domu. Nie uszłoby uwagi Misiewiczowej, gdyby córka znikła nagle sama z domu, żeby na przykład spotkać się z Mraczewskim w wynajętej garsonierze czy hotelu (skoro już dzięki zwiększonej pensji na posadzie w Moskwie mógł sobie na to pozwolić). Poza tym Stawska na tym etapie powieści jest zafascynowana Wokulskim - po jego przyjeździe z Bułgarii specjalnie przecież robi zakupy w jego sklepie, żeby mu się przypatrzeć. Nieprawdopodobne, żeby na początku lata 1878 roku jednocześnie zaczęła romans z Mraczewskim. Znajomość, owszem, tak, ale taką raczej luźniejszą, być może przez mieszkającego w jej kamienicy Klejna, ale nie aż taką.

                      Rzecki bywalcem w domu pań został później, dopiero w czasie nieobecności Wokulskiego w Warszawie. W chwili, gdy Marczewski mówi o tych lekcjach, nie ma go jak skorygować, bo wszak Helenę zna tylko z widzenia.
                      --
                      A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                      • 11.05.11, 13:42
                        Faktycznie, ta rozmowa Mraczewskiego z Rzeckim ma miejsce na kilka dni przed kupnem kamienicy Łęckich i Rzecki wtedy jeszcze nie był z wizytą w mieszkaniu pani Stawskiej.
                        Ale Mraczewski już tam u niej bywał i stąd ma wiedzę o stanie spraw, w zakresie dawanych przez nią lekcji.
                        • 11.05.11, 17:11

                          "Ale Mraczewski już tam u niej bywał i stąd ma wiedzę o stanie spraw, w zakresie dawanych przez nią lekcji."

                          Pozostanę jednak na stanowisku, że albo jest to wiedza niedokładna albo - kto wie? - nieścisłość czy błąd autora. Znajomość angielskiego w całej "Lalce" jest wyraźnie i konsekwentnie lokowana w kontekście rozrywki arystokracji, z różnych tam pozycji w literaturze pozytywistycznej kojarzę tylko "Humoreski z teki Worszyłły", gdzie występuje motyw uczenia się angielskiego przez panienkę z dworku zresztą - skąd by zatem znała go osoba ze środowiska mieszczańskiego?
                          --
                          A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                          • 11.05.11, 18:22
                            soova napisała:

                            > Pozostanę jednak na stanowisku, że albo jest to wiedza niedokładna albo - kto w
                            > ie? - nieścisłość czy błąd autora. Znajomość angielskiego w całej "Lalce" jest
                            > wyraźnie i konsekwentnie lokowana w kontekście rozrywki arystokracji, z różnych
                            > tam pozycji w literaturze pozytywistycznej kojarzę tylko "Humoreski z teki Wor
                            > szyłły", gdzie występuje motyw uczenia się angielskiego przez panienkę z dworku
                            > zresztą - skąd by zatem znała go osoba ze środowiska mieszczańskiego?
                            > --

                            A może panna Misiewiczówna ( późniejsza pani Stawka ) córka starosty Klemensa Misiewicza, miała - poza lekcjami muzyki - także i lekcje języków obcych ?
                            Bo zapewne z racji sprawowania urzędu przez jej ojca, stać go było na dbałość o wszechstronną edukację córki, skoro także była gotowa prowadzić rachunkowość w sklepie pani Milerowej.
                            Mogli zatrudnić guwernerów, bo z racji sprawowanego urzędu mieszkali zapewne poza Warszawą.

                            A co do nauczania angielskiego w tamtym czasie: panna Helena mogła też nauczyć się tego języka w pensji jakiegoś pierwowzoru pani Latter, gdzie tego języka uczyła panna Klara Howard - a co Bolesław Prus opisał w "Emancypantkach".
                            I zapewne nie była to jedyna taka pensja, gdzie uczono angielskiego dziewczęta, wcale nie tylko ze szlacheckich rodzin...
                          • 15.05.11, 18:24
                            Znajomość angielskiego w całej "Lalce" jest
                            > wyraźnie i konsekwentnie lokowana w kontekście rozrywki arystokracji

                            Ale ktoś musiał arystokratów uczyć tego języka. Izabela na pewno nie nauczyła się angielskiego sama, ani nie była uczona przez ciotkę, tylko miała nauczycielkę. Skoro wśród arystokracji istniał popyt na naukę angielskiego, musiała zaistnieć podaż wśród warstw, które żyły z korepetycji.
                            --
                            "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
                            i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
                            berta-live
                • 16.05.11, 10:50

                  > soova napisała:

                  > > --
                  >
                  > Droga "soovo", oto ten oczekiwany cytat:
                  > "Utrzymywać cały dom z haftu, z gry na fortepianie, z lekcyj angielskiego... pr
                  > acować cały dzień jak wół i jeszcze nie mieć męża... Biedne te kobiety!..."
                  >
                  > Mężem pani Misiewiczowej ( czyli ojcem pani Stawskiej ) nie był naczelnik powi
                  > atu a starosta Klemens Misiewicz.

                  A jednak miałaś rację "soovo", gdyż śp. Klemens Misiewicz był naczelnikiem powiatu a nie starostą, jak poprzednio Ci odpisałem, bazując na swej - zawodnej pamięci.
                  Zatem przepraszam!
          • 15.05.11, 18:40
            Poza tym Stawska jest w sytuacji znacznie gorszej, bo prz
            > ez nieustalony stan cywilny nie ma żadnych szans na jedyną w tych czasach drogę
            > tzw. przyzwoitej kobiety do stabilizacji materialnej

            Jak to w gorszej, skoro matka wspomaga ją swoją emeryturą, Rzecki obniża komorne i pożycza pieniądze na rozkręcenie interesu, Wokulski daje pracę? Mimo nieustalonego stanu cywilnego ,Heli nie jest źle.

            Dokucza
            > jej nie tylko Krzeszowska, ale także Milerowa

            Robią to z zazdrości, nikt nie wierzy w ich insynuacje.

            >Gdyby nie dyspozycyjna matka z wdowią emeryturą, Stawska miałaby właśnie spore
            > szanse na taki sam smutny koniec jak Marta u Orzeszkowej

            Stawską stać na:
            eleganckie stroje, służącą, zamieszczanie ogłoszeń w zagranicznych gazetach, dużą ofiarę pieniężną w kościele. Bez matki pewnie by z tych wszystkich rzeczy musiała zrezygnować, ale raczej nie poszłaby na dno.

            >Przecież nawet kwalif
            > ikacje miały podobne

            Stawska jednak żyje z udzielania korepetycji. Gdy Marta próbowała uczyć francuskiego, okazało się, że sama niewiele pamięta. Hela znała też buchalterię.

            --
            "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
            i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
            berta-live
            • 15.05.11, 19:36
              Do czasu pierwszej wizyty Rzeckiego w mieszkaniu pani Stawskiej, czynsz za ten lokal wynosił 300 rubli rocznie, czyli 25 rubli miesięcznie i był równy emeryturze pani Misiewiczowej.
              Taką informację przekazał Rzeckiemu rządca Wirski, mówiąc mu że emerytura matki pani Heleny ledwo starcza na czynsz.
              W tym lokalu ta rodzina mieszkała od 5 lat, w tym 4 lata zdana na siebie - po ucieczce Ludwika Stawskiego.Zatem ciężar utrzymania domu spadał na panią Helenę, która nie tylko dawala lekcje gry na fortepianie i udzielała korepetycji z języka angielskiego, ale też zajmowała się haftowaniem.
              O tym, że wiodło im się więc bardzo źle, zaświadcza choćby stan garderoby pani Misiewiczowej ( nosi stare pocerowane suknie ) oraz to, że pani Heleny nie stać na wymarzoną lalkę dla córki.
              Nie można robić tu Helenie zarzutów, za podejmowane próby odszukania męża drogą zamieszczania anonsów w zagranicznych gazetach - czy wysnuwania tu z tego błędnych wniosków, że jest to miara jej zamożności. To raczej miara jej bezradności, wobec sytuacji w jakiej się znalazła!

              Pisanie o tym , że skoro musiała wziąć pożyczkę ( nie mając żadnych wlasnych oszczędności i aby móc otworzyć sklep ) to żyło jej się dobrze - jest tu jakimś grubym nieporozumieniem...
              Bo ludzie, którym się dobrze żyje - nie muszą brać pożyczek.
              • 15.05.11, 19:52
                > O tym, że wiodło im się więc bardzo źle, zaświadcza choćby stan garderoby pani
                > Misiewiczowej ( nosi stare pocerowane suknie ) oraz to, że pani Heleny nie st
                > ać na wymarzoną lalkę dla córki

                Ale stać ją było na eleganckie stroje dla siebie i na trzymanie służącej. Przecież nie piszę, że mogła sobie pozwolić na wszystko o czym zamarzyła. Jednak nie zmienia to faktu, że jak na kobietę porzuconą przez męża, bez kapitału, żyła dobrze.

                > Nie można robić tu Helenie zarzutów, za podejmowane próby odszukania męża drog
                > ą zamieszczania anonsów w zagranicznych gazetach - czy wysnuwania tu z tego błę
                > dnych wniosków, że jest to miara jej zamożności.

                Jakiż to zarzut? Jednakże musiała mieć na te ogłoszenia pieniądze. Gdyby nie emerytura pani Misiewiczowej, to pieniądze zamiast na anons, poszłyby na czynsz.
                Ale nawet wtedy daleko byłoby Helenie do beznadziejnej sytuacji Marty.
                --
                "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
                i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
                berta-live
            • 16.05.11, 17:14
              "Jak to w gorszej, skoro matka wspomaga ją swoją emeryturą, Rzecki obniża komorne i pożycza pieniądze na rozkręcenie interesu, Wokulski daje pracę?"

              Dobrze, ale to wszystko (poza wspomagajacą matką oczywiście) ma miejsce dopiero po tym, gdy zjawia się w jej domu Rzecki, na którym robi ona tak piorunujące wrażenie, że używa wszystkich swoich wpływów, by ulżyć jej doli? Gdyby Rzecki nie zainteresował Wokulskiego piękną ni to wdową ni rozwódką i nie zapoznał go z nią, Helena mogłaby tylko marzyć o lepiej opłacanej pracy. I do chwili, w której w jej życiu zjawia się stary subiekt, życie to przebiega naprawdę nieciekawie.

              "Dokucza
              jej nie tylko Krzeszowska, ale także Milerowa"

              "Robią to z zazdrości, nikt nie wierzy w ich insynuacje."

              Oczywiście, że robią to z zazdrości, ale faktem jest, że nie byłoby to dla niej chyba zbyt przyjemne nawet gdyby były w tych aluzjach jakieś ziarna prawdy.


              "Stawską stać na:
              eleganckie stroje, służącą, zamieszczanie ogłoszeń w zagranicznych gazetach, dużą ofiarę pieniężną w kościele. Bez matki pewnie by z tych wszystkich rzeczy musiała zrezygnować, ale raczej nie poszłaby na dno."

              Jadwigo, czy Ty się aby nie zapatrzyłaś w serial? :) Bo tam pani Stawska (a raczej urodziwa Marta Lipińska) wygląda faktycznie elegancko. Po prostu dlatego, że XIX-wieczne stroje w ogóle wyglądają elegancko. Ale skoro miała szczupłe zasoby finansowe, to zapewne miało to znaczny wpływ na jej garderobę. Sukien z 15 łokci surowego jedwabiu po rublu raczej nie miała (co oczywiście nie przeszkadzalo jej się ubierać starannie, jak np. na kwestę, ale w dalszym ciągu bez szaleństw).

              Na ogłoszenia zagraniczne Stawska się rujnowała, i tak Bogiem a prawdą, nie miała innego wyjścia, bo niby co, miała się zgłosić do programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie"? :)

              Służącą w tych czasach miał każdy mieszczański dom, w którym nie było jakiejś nadzwyczajnej biedy, bo po prostu praca ludzka była bardzo tania. Takiej Mariannie zapewne płaciło się jakieś niewielkie pieniądze, a pracowała głównie za utrzymanie.

              To, że Helena miała przy sobie woreczek z pieniędzmi, nie świadczy ani o tym, że dała go na ofiarę w całości ani o tym, ile faktycznie w nim było. A biorąc pod uwagę te lekcje i hafty, było pewnie niewiele.


              "Stawska jednak żyje z udzielania korepetycji. Gdy Marta próbowała uczyć francuskiego, okazało się, że sama niewiele pamięta. Hela znała też buchalterię."

              Kwalifikacje podobne w tym znaczeniu, że obie chciały udzielać lekcji - faktycznie, nie pamiętałam, że wiedza Marty była tak szczupła. A co do buchalterii, to uważam, że to taki autorski "deus ex machina", bo trochę to dziwne, że znając się na księgowości Helena nie poszukała pracy w tym sektorze :) wcześniej, a zajęła się korepetycjami i haftem. Zupełnie tak, jakby Prus wpadł na pomysł, że Wokulski da Stawskiej pracę, i nie zwrocił uwagi, że ta znienacka zadeklarowana znajomość buchalterii trochę jednak dziwnie wygląda w kontekście kobiety utrzymującej dotychczas dom z czego innego.

              --
              A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
              • 16.05.11, 21:40
                Prus kilkukrotnie pisząc o Mariannie, przedstawia ją nie jako służącą a kucharkę u pani Stawskiej...
                • 17.05.11, 14:10
                  I słusznie, bo Marianna paniom gotowała i zajmowała się zaopatrzeniem domu. A już Łęccy, mimo kłopotów finansowych znacznie jednak od pp. Stawskiej i Misiewiczowej zamożniejsi, mają osobno kucharkę i osobno pannę służącą. Czyli widać, jak tania była wtedy ta praca.
                  --
                  A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
              • 17.05.11, 14:54
                Bo tam pani Stawska (a rac
                > zej urodziwa Marta Lipińska) wygląda faktycznie elegancko.

                W książce chyba też. Krzeszowska wykrzykiwała ze złością:z czego tak się stroi, skąd ma pieniądze? Dla niej wygląd sąsiadki, to dowód, że ta jest kochanką i utrzymanką barona.
                Oczywiście, że Hela musiała dbać o wygląd z racji wykonywanej przez siebie pracy. Elegancka nauczycielka wzbudzała zaufanie. Musiała jednak mieć na to środki.

                > Na ogłoszenia zagraniczne Stawska się rujnowała, i tak Bogiem a prawdą, nie mia
                > ła innego wyjścia, bo niby co, miała się zgłosić do programu "Ktokolwiek widzia
                > ł, ktokolwiek wie"? :)

                Musiała rozporządzać na ten cel wolnymi środkami. No "rujnowała się", ale chyba nie głodowała z tego powodu.Gdyby miała do wyboru zapłacenie czynszu, czy kupienie butów córce, a zamieszczenie ogłoszenia w zagranicznej gazecie, na pewno by z tego ostatniego zrezygnowała.
                Hela mogła cierpliwie czekać aż mąż się z nią skontaktuje. A z czasem(jeśli istniała taka możliwość) wystąpić do sądu o uznanie męża za zmarłego.

                A co do buchalterii, to
                > uważam, że to taki autorski "deus ex machina", bo trochę to dziwne, że znając
                > się na księgowości Helena nie poszukała pracy w tym sektorze

                Może szukała, tylko ten sektor preferował mężczyzn.Wokulski zatrudnia Helę po znajomości, bo tak ogólnie pracują u niego sami mężczyźni.Łatwiej było kobiecie znaleźć pracę jako nauczycielka, niż dostać się do sklepu. Marty(Orzeszkowej) też do sklepu nie chcieli przyjąć.
                Może Stawska nauczyła się buchalterii, bo ktoś obiecywał jej stanowisko, a potem z jakiś względów(intrygi Krzeszowskiej??) to nie wypaliło?
                Choć może rzeczywiście, ta buchalteria, to wpadka autora.

                --
                "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
                i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
                berta-live
                • 17.05.11, 21:28

                  "W książce chyba też. Krzeszowska wykrzykiwała ze złością:z czego tak się stroi, skąd ma pieniądze? Dla niej wygląd sąsiadki, to dowód, że ta jest kochanką i utrzymanką barona."

                  No właśnie, dla niej, ale już nie dla bezstronnego czytelnika, który wie, że zawistna baronowa rozgoryczona nieporozumieniami z mężem widzi, co chce widzieć, a już zwłaszcza Stawską, młodszą, ładniejszą i mającą córeczkę, utopiłaby w łyżce wody.

                  "Musiała rozporządzać na ten cel wolnymi środkami. No "rujnowała się", ale chyba nie głodowała z tego powodu."

                  Głodować nie głodowała, ale przypomnij sobie, jak to raz panie częstują Rzeckiego suchymi bułeczkami, bo wedle Marianny masła nie można było dostać. Brak masła w mieście nieoblężonym, nieotocznym kordonem, w którym działa kilka targowisk z produktami prosto ze wsi to coś niesamowitego.
                  --
                  A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
          • 04.09.11, 13:30

            > A co do księcia Mikołaja, to oczywiście trudno nie odmówić mu naprawdę trudnego
            > charakteru, jednak jest to chyba jedyna osoba w powieści, która w tamtych czas
            > ach daje córce swobodę podjęcia decyzji o zamążpójściu za człowieka zdecydowani
            > e nieodpowiedniego.


            To chyba wynikało z jego obojętności na los córki, nie z przekonania, że panna ma prawo wybrać sobie męża. Chciał czytać listy przychodzące do Marii, więc za taką niezależnością córki wcale nie był.
      • 10.08.11, 00:17
        Soovo, mam tak samo. W "Lalce" nie lubię właściwie nikogo - tylko prezesowa wystaje jakoś z tego tłumu pozytywnie, trochę przypomina mi ona panią de Rosemonde z "Niebezpiecznych związków". Poza nią chyba każda postać ma wady, które niemiłosiernie mnie wkurzają i właściwie wykluczają polubienie. Co więcej, mam dojmujące wrażenie, że autor swoich postaci nie lubił również.
        --
        [url=http://tupecik.blox.pl] Tupecik[/url]
    • 07.05.11, 22:07
      Ta dziwka co się nawróciła, nie pamiętam imienia...
      • 07.05.11, 22:14
        gazeta_mi_placi napisała:

        > Ta dziwka co się nawróciła, nie pamiętam imienia...

        > Ta dziwka co się nawróciła to gazeta_mi_placi jak Lalkę przeczyta to już będzie wiedziała...

        • 07.05.11, 22:48
          Przeczytałam, ale dziesięć lat temu.
          • 08.05.11, 06:51
            gazeta_mi_placi napisała:

            > Przeczytałam, ale dziesięć lat temu.

            Dziesięć lat temu, to ty się lalką Mimi jeszcze bawiłaś :)
    • 04.08.11, 19:18
      Mi najbardziej przypadł do gustu Wokulski niezwykła postać....
    • 05.08.11, 19:33
      Wokulski na pierwszym miejscu - tłumaczenie przecież niepotrzebne:)

      Ale na drugim - młody Szlangbaum.
      Nie lubiłam wariatuńcia Szumana.

      Zaś najciekawszą kobietą była pani Wąsowska. Miała charakter :)

      O! i trzej studenci :)
      • 05.08.11, 20:16
        Młody Szlangbaum? To na pewno nie pomyłka?
        Bo stary Szlangbaum, wielbiciel szarad, który mimo (chwilowego) odejścia młodego od religii i tradycji kocha swojego syna Henryczka, to postać bardzo ciepła i sympatyczna, mimo zajęcia, jakim się parał. Ale chciwy i w gruncie rzeczy taki trochę bezduszny młody?

        --
        A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
        • 10.08.11, 12:15
          soova napisała:

          Młody Szlangbaum? To na pewno nie pomyłka?
          Bo stary Szlangbaum, wielbiciel szarad, który mimo (chwilowego) odejścia młodeg
          o od religii i tradycji kocha swojego syna Henryczka, to postać bardzo ciepła i
          sympatyczna, mimo zajęcia, jakim się parał. Ale chciwy i w gruncie rzeczy taki
          trochę bezduszny młody?
          ---------------

          Nie! :)

          Być może w moich odczuciach zlewa się to trochę z fantastyczną grą Fronczewskiego :) Ale u mnie już tak będzie: serial obejrzałam jako pierwszy, zanim sięgnęłam po książkę :)

          Nieeee. Bezduszny? Chciwy? Nie. To młody Żyd, który chciał być Polakiem, który uwierzył w asymilację i hasła pozytywistów i który poznał smak rozczarowania.
          Nie dostrzegam w nim chciwości, ani pazerności. Natomiast widzę pragmatyzm w traktowaniu pieniądza i własnego majątku. Romantyzm w ekonomii nie popłaca :)

          • 10.08.11, 13:09
            "Natomiast widzę pragmatyzm w traktowaniu pieniądza i własnego majątku."

            Zgodzę się, że hipokryzja towarzyska (zawarcie stosunków z Krzeszowskimi dla reklamy) może być wyrazem takiego pragmatyzmu, ale czy na pewno pozytywna w tym pragmatycznym kontekście jest jawna pogarda dla pracowników i nieuzasadniony brak zaufania? Owszem, można i trzeba pilnować własnego majątku, ale w zakres tego nie wchodzi zwalnianie ludzi z pracy za urojony brak szacunku (a Szlangbaum wyrzucił za to szwajcara i inkasenta), czy też nieuzasadniona, a jawna i upokarzająca kontrola ich pracy (a Szlangbaum zaglądał przez ramię Rzeckiemu robiącemu rachunki, mimo że ten nie dał mu cienia powodu do podejrzeń, że coś jest nie tak, jak również traktował go niezasłużenie protekcjonalnie).

            Nie, mnie się tam postać młodego Szlangbauma zdecydowanie nie podoba. Stary Szlangbaum na przykład ma zaufanie do Wokulskiego i bez żadnych "ale" zgadza się podpisać fikcyjną umowę pożyczki na kamienicę, młody, być może dlatego, że jest młodym wilczkiem, gdy tylko odczuwa dopływ gotówki, postępuje wobec tych, którzy się go boją, jak cham (bo na przykład w stosunku do Wokulskiego jest bardzo milutki).

            --
            A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
            • 10.08.11, 13:38
              A co miało Szlangbauma nauczyć ufności do ludzi?
              Co miało go nauczyć życzliwości do Polaków?
              Dziwisz się? Bo ja nie.
              • 10.08.11, 15:11
                No a dlaczego tak, jak zachowuje się pod koniec powieści wobec słabszych od niego Polaków Szlangbaum, nie zachowuje się Szuman, też przecież Żyd? On jest krytyczny wobec polskiego społeczeństwa, ale tę krytykę umie uzasadnić, i nie traktuje nikogo z pogardą. A też przecież był na Syberii (jak Szlangbaum), też doświadczył później odrzucenia ze strony chrześcijan (jak Szlangbaum), więc właściwie Twoje pytanie o to, co miało nauczyć Szlangbauma życzliwości dla Polaków, stosuje się także i do Szumana. A tu mamy te same dane wyjściowe, a zupełnie inny wynik. I dlatego ja się dziwię, że Szlangbaum tak się zachowuje, jak widać. To znaczy może i dziwiłabym się, gdybym nie miała okazji oglądać w życiu współczesnym przykładów ludzi, którzy poznali siłę swoich pieniędzy. :) A Szlangbaum poznał i, jak widać, wyciągnął wniosek, że wszystko mu wolno.
                --
                A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                • 11.08.11, 22:21
                  O jej :)

                  Bo Szuman według Prusa miał zachowywać się tak, a młody Szlangbaum - tak :)
                  Szuman jest niejako idealistycznym realistą :) Może miał stanowić uzupełnienie dla rozchwiań Wokulskiego? Zresztą, Szuman też się zmienia. Z asymilatora przechodzi na pozycję Żyda.
                  Może w latach 80./90. XIX wieku, asymilacja Żydów kończyła się fiaskiem, a reakcją na to było zachowanie takie, jak u młodego Szlangbauma?
                  Jedno jest jasne: walczył, był na zsyłce, wyparł się swoich by dołączyć do Polaków (czyli cenił wyżej niż swoich) - a w zamian kopniak za kopniakiem. Normalne, psychologiczne zachowanie człowieka, który został odrzucony, a teraz MOŻE.
                  Ale generalnie jaka jest postawa Prusa wobec ludności żydowskiej, to nie wiem do końca. Jedni mają go za filosemitę, inni za umiarkowanego ("oświeconego") antysemitę.
                  I bądź tu człowieku mądrym...
    • 09.08.11, 12:25
      Bo ja wiem? Wszystkich ich po trosze lubię i nie lubię. Chyba podobne podejście ma do swoich postaci sam Prus (no dobrze, może panią Stawską trochę oszczędza, a Starskiego nie) dając im zarówno sympatyczne jak i wredne czy komiczne cechy charakteru. Nawet Maruszewicz nie jest stuprocentowym szwarccharakterem, taki hochsztapler z przeceny. Lubię starego pierdołę Rzeckiego, jego naiwność bardziej mnie rozczula niż wkurza, lubię Węgiełka-firmę spedycyjną, lubię studentów. Nie lubię Izabeli i jej papy, ale to już temat na inną rozmowę - tym razem o antypatiach.
      --
      - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
      • 09.08.11, 14:58
        "Nawet Maruszewicz nie jest stuprocentowym szwarccharakterem, taki hochsztapler z przeceny."

        Bardzo celne określenie. :D
        Maruszewicz, mimo że oszukuje, jednak wzbudza trochę współczucia. Nie ma żadnych kwalifikacji, żeby wziąć się do jakiejkolwiek uczciwej pracy, na utrzymanie jakiejś bogatej damy nie pójdzie, bo twarz ma zniszczoną, jedyne, co mu zostało, to wieszanie się klamek arystokratów, gra w karty dla zarobku, plus mniej czy bardziej drobne oszustwa, od nieopłaconego rachunku u krawca czy rubla wyciągniętego na opłacenie dorożki do sfałszowania podpisu barona pod pokwitowaniem. Paradoksalnie, kto wie, czy nie ma racji, mówiąc baronowi, że byłby inny, mając ze 3.000 rubli rocznie. Jeśli by ich nie przegrał w karty, może by przynajmniej tak nisko nie upadł, w końcu przy każdym nieciekawym uczynku przyznaje sobie przed sobą, że żyje nieuczciwie.
        --
        A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
    • 01.09.11, 14:46
      Bardzo lubię Rzeckiego. To najlepiej dopracowana postać w powieści, do tego antybohater, a ja nie lubię pomników.
      --
      Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
      • 01.09.11, 16:40
        Dlaczego antybohater? Że nieheroiczny, a autoironiczny (chwilami)?
        --
        A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
        • 01.09.11, 17:51
          soova napisała:
          > Dlaczego antybohater? Że nieheroiczny, a autoironiczny (chwilami)?

          Jak na postać kluczową - jest w końcu współnarratorem - jest mało barwny. Rzecki wzbudza pozytywne uczucia, ale bliższe rozczuleniu niż podziwowi. Wokulski pełni w powieści rolę koła zamachowego, jest człowiekiem czynu. Jeśli zarabia - to miliony, jeśli kocha - to na zabój. Rzecki żyje mrzonkami o napoleonidach, wybiera się w podróż, na którą nie potrafi się odważyć, jego miłości są wstydliwie tajone, ocena rzeczywistości często dalece różna od faktów. Wyobraź sobie, Soovo, Rzeckiego w pokoiku z zieloną firanką, brzdąkającego na gitarze i śpiewającego, snującego mrzonki o napoleońskich triumfach...
          --
          Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
          • 04.09.11, 13:36
            >>snującego mrzonki o napoleońskich triumfach...

            Prędzej Rzecki doczekałby się tych napoleońskich triumfów, niż Wokulski szczęścia w ramionach Izabeli.


  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.