Dodaj do ulubionych

Finanse w Lalce - kolejne źródło nieścisłości

16.05.11, 22:54
Świetnie we wszystkim poinformowany doktor Szuman, zwierza się w tajemnicy Rzeckiemu, że Wokulski zrobił na jego, starego subiekta rzecz, zapis w testamencie na kwotę 20 tysięcy rubli.
Lecz w momencie odczytania testamentu przez rejenta - ta kwota wynosi już 25 tysięcy rubli...

Po bezpodstawnym oskarżeniu pani Stawskiej o kradzież Lalki i wytoczeniu jej procesu - baronowa Krzeszowska musiała zapłacić jej 10 tysięcy rubli tytułem odszkodowania.
Na mocy testamentu, córka pani Stawskiej - Helusia otrzymała od Wokulskiego 20 tysięcy rubli.
Jednak Rzecki w swoim pamiętniku pisze:
'Wejdę - mówił - do spółki z panią Stawską i z Mraczewskim.
Oni mają dwadzieścia tysięcy rubli..."
a przecież powinni mieć 30 tysięcy rubli: 10 tysięcy z odszkodowania od Krzeszowskiej i 20 tysięcy od Wokulskiego...

I dlaczego pani Stawska pożyczyła od Rzeckiego, te jego z trudem zaoszczędzone 1200 rubli, gdy miała już wtedy 10 tysięcy z odszkodowania?

Rzecki pisze w pamiętniku także to, że Wokulski zabezpieczył mu dożywotnią emeryturę w wysokości 1500 rubli rocznie, czyli 125 rubli miesięcznie - ale w testamencie nie ma takiego zapisu o tej emeryturze, a jest tylko mowa o 25 tysiącach rubli w gotówce.
Gdyby to te pieniądze miały stanowić kapitał dla tej emerytury - to musiałyby zostać złożone w banku na 6% rocznie, bo 25000*6%=1500 ale Rzecki jednak nimi dysponuje, bo z tej kwoty 25 tysięcy, udziela pożyczki w wysokości 21 tysięcy Ochockiemu....
Edytor zaawansowany
  • soova 17.05.11, 13:14

    Doktor Szuman jest uroczym plotkarzem. Owszem, jako przyjaciel Wokulskiego pewnie zna jego zamiary (w tym chęć zabezpieczenia pracowników swojego sklepu po jego sprzedaży), ale w ogólnych zarysach. Przecież Wokulski nie spowiada mu się: "wiesz, Michale, dam Ignacemu 20 tys.", poza tym nawet jeśli, to zawsze ma prawo zmienić zdanie - i kto wie, czy właśnie tak nie było. Szuman po jakichś rozmowach z Wokulskim skojarzył fakty, policzył (a liczyć umiał ;)), wyszło mu 20 tys., zaraz wyklepał to Rzeckiemu. A tymczasem Stach zmienił zdanie i podwyższył "zapis" (nawiasem mówiąc, jak rejent mógł odczytać "formalny testament" Wokulskiego, nie mając aktu zgonu, nie rozumiem, ale kładę do kategorii "licentia poetica"), stąd nieścisłość.

    Poproszę o cytat o tych 10 tys. odszkodowania dla pani Stawskiej, bo nie uwierzę, jak nie przeczytam, :D tym bardziej, że to była wszak b. duża kwota. Proces wytoczony Helenie był procesem karnym o kradzież lalki i wyrokiem sądu Stawska została uniewinniona. Po ogłoszeniu wyroku sędzia informuje ją, że teraz może wnieść przeciwko baronowej skargę o potwarz (i dopiero ten proces cywilny mógłby zakończyć się jakimś odszkodowaniem od baronowej za naruszenie dobrego imienia). Nie wiemy, czy Stawska chciała z tej propozycji skorzystać, znając jej gołębie serce, zapewne nie.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • soova 17.05.11, 13:30

    Odnośnie do tej uwagi o "formalnym testamencie", to chcę ją jednak wycofać, bo z dalszej części tekstu wynika, że to była darowizna. Widocznie słowo "formalny" miało w tym kontekście oznaczać "normalny". A może to był jakiś chochlik drukarski, przez wieki niepoprawiony? :)
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 17.05.11, 15:16
    Oto droga "soovo" oczekiwany cytat:
    "Wytoczyła pani Stawskiej proces kryminalny o kradzież!... Jej, o kradzież... Naturalnie, że wyszliśmy z tego błota jak triumfatorowie. Ale co nas to kosztowało... Ja na przykład, dalibóg, nie mogłem sypiać po nocach blisko przez dwa miesiące. A jeżeli dzisiaj lubię wieczorem wstąpić na piwo, czego nigdy nie robiłem, i nawet siedzę w knajpie do pół nocy, to po prostu robię to ze zmartwienia. Jej, tej świętej kobiecie, wytoczyć proces o kradzież!... Na to, Bóg mi świadkiem, trzeba być taką półwariatką jak pani baronowa.
    Za to też nam zapłaciła dzika baba dziesięć tysięcy rubli... "
  • soova 17.05.11, 15:54

    Dobrze, ale jeśli to "nam" nie jest skrótem myślowym (baronowa zapłaciła nam, czyli tym, którzy są po jasnej stronie Mocy ;)), to jest... wpadką autora, bo wszak proces cywilny wytoczyć mogła tylko pani Helena i tylko jej płaciłaby baronowa w razie zasądzenia odszkodowania. Nawiasem mówiąc, straszliwie wygórowanego, wszak na 10 tys. rubli szacuje sam Rzecki koszty załatwienia rozwodu z nieobecnym, a zapewne i nieżyjącym Stawskim (tak w ogóle to jakiego rozwodu? Pobożna Helena z pewnością ślub miała kościelny, a w takim przypadku można było co najwyżej ubiegać się o kościelne unieważnienie sakramentu).
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 17.05.11, 16:16
    Oczywiście, że stronami w tym procesie o odszkodowanie za straty moralne mogły być jedynie pani Stawska i baronowa Krzeszowska, która uprzednio złożyła deklarację, iż ręczy całym swoim majątkiem co do faktu kradzieży lalki dokonanego przez Stawską.
    Rzecki pisząc o pani Stawskiej , używa liczby mnogiej w związku z jego afektem do niej i ma to charakter pełnego się z nią solidaryzowania i bycia po jej stronie.
    Tak generalnie to chodzi tu o tę stronę barykady, po której jest pani Stawska z córką i matką oraz Rzecki z Wokulskim - choć oczywiście samo już odszkodowanie, w wysokości zasądzonych 10 tysięcy rubli przypadło niesłusznie oskarżonej Stawskiej.
    ......

    A co do możności rozwodu Stawskiei z jej zaginionym w świecie mężem:
    przecież rozwodu chce także baron Krzeszowski, a baronowa nie chce się na to zgodzić...
    Zaś chyba co do tego, że Krzeszowscy mają ślub kościelny, wątpić chyba nie można.
  • weteran_pl 17.05.11, 17:18
    "soovo" >>> w czasach Lalki, to duchowni zarejestrowanych wyznań religijnych pełnili jednocześnie funkcję urzędników stanu cywilnego i po zawarciu ślubu religijnego, musieli od razu spisać także i cywilny akt ślubu.
    Do ich obowiązków należało także prowadzenie ksiąg narodzin i zgonów.
    Natomiast rozwodami zajmowali się wtedy prezydenci i burmistrzowie - zatem z rozwodem nie było tak trudno....
  • jadwiga1350 17.05.11, 19:40
    No cóż, może pobożna Helena jest protestantką, a rozwód w kościele protestanckim to nic wielkiego. No bo skąd właściwie wiemy, że Wokulski, Rzecki, Stawska, to katolicy? Prus nic o tym nie pisze. W książce występuje jedynie podział na starozakonnych i chrześcijan.

    Ten "rozwód" dużo kosztuje, więc pewnie chodzi o unieważnienie małżeństwa. Chyba wtedy to zawsze było tak drogie. Anka Niechcicówna opowiada pani Barbarze, że ojciec jej dziecka wyjechał zarobić na rozwód, bo rozwód tak dużo kosztuje.Nikodem Dyzma dużo płaci za unieważnienie małżeństwa Kunickich.Tylko zamożni mogli sobie pozwolić na takie fanaberie.

    Albo też Hela, zamiast tracić pieniądze za unieważnienie, przejdzie wraz z przyszłym małżonkiem na protestantyzm. I w tym wyznaniu weźmie ślub.
    --
    "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
    i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
    berta-live
  • weteran_pl 17.05.11, 20:29
    W przypadku rozwodu Kunickich, to obrano wg mnie błędną i dlatego tak drogą ścieżkę ( matrimonium non consumatum i lekarskie zaświadczenie o tym, że 26-letnia pani Nina w kilka lat po ślubie jest wciąż dziewicą ) a przecież logiczniejsze i tańsze byłoby unieważnienie tego małżeństwa, z powodu uchybień prawnych, w postaci przedstawienia w urzędach przez przyszłego małżonka Kunika fałszywych dokumentów...

    Ale to - choć ciekawe - rozważania, ale nadające się już do innego niż Lalka wątku.
  • soova 17.05.11, 20:48

    I pobożna protestantka chodzi w Wielki Piątek do kościoła seminaryjnego na grób Panajezusowy, (choć dwie przecznice dalej ma ogromny zbór ewangelicko - augsburski), a przed procesem o kradzież idzie do spowiedzi? Słuchać hadko. :)

    Czy na pewno duchowni różnych wyznań rejestrowali małżenstwa w księgach stanu cywilnego, a nie przypadkiem tylko w księgach parafialnych czy gminy (żydowskiej)? Obawiam się, że było właśnie tak, dlatego np. Piłsudski, żeby się rozwieść i poślubić matkę swoich dzieci, musiał przejść na protestantyzm, bo wyznanie protestanckie rozwód dopuszcza. A już np. bogata rodzina drugiej żony Sienkiewicza po wielkich bojach w Rzymie załatwiła unieważnienie małżeństwa zawartego w kościele katolickim, bo innego wyjścia nie było. O tym, co musieli przechodzić ludzie chcący się przed I czy II wojną rozwieść, opowiadają przecież "Dziewice konsystorskie" Boya, nie literatura piękna, a opis rzeczywistości. Gdyby rozwód był tak prosty i osiągalny, wielu by z tego przecież korzystało, a wszak tak nie było.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 17.05.11, 21:03
    >przed procesem o kradzież idzie do spowiedzi? Słuchać hadko. :)

    Cofam , cofam wszystko.

    do kościoła seminaryjnego na grób
    > Panajezusowy, (choć dwie przecznice dalej ma ogromny zbór ewangelicko - augsbu
    > rski)

    A co ja z Warsiawy, żeby takie rzeczy wiedzieć?


    Gdyby rozwód by
    > ł tak prosty i osiągalny, wielu by z tego przecież korzystało, a wszak tak nie
    > było.

    A nie było, nie było. Niby czemu mieliśmy tylu protestantów(na wysokich stanowiskach) przed wojną?
    --
    "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
    i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
    berta-live
  • weteran_pl 17.05.11, 21:08
    "Czy na pewno duchowni różnych wyznań rejestrowali małżenstwa w księgach stanu cywilnego"
    Tak, na pewno - bo mówiąc tu o zaborze rosyjskim, taki ciążył na nich obowiązek...Do roku chyba 1825 mieli nakaz wpisania ślubu w księgi cywilne PRZED udzieleniem ślubu religijnego , a po tej dacie zmieniono procedurę i najpierw był ślub w danym obrządku a następnie bezpośrednio po tym wpisanie tego do cywilnych ksiąg, które należały do administracji i nic nie miały wspólnego z raptularzami czy księgami kościelnymi.
    Zastosowanie takiego w/w rozwiązania dawało duże oszczędności na pensjach dla urzędników stanu cywilnego, bo za prowadzenie tych samych ksiąg ale przez osoby duchowne, już nie płacono...
  • soova 17.05.11, 21:17

    Ale obowiązek wpisu ślubu w księdze cywilnej to jeszcze nie prawo do jego rozwiązania przez rozwód. Takiego prawa duchowni katoliccy nie mieli (a i dziś nie mają).
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 17.05.11, 21:22
    soova napisała:

    >
    > Ale obowiązek wpisu ślubu w księdze cywilnej to jeszcze nie prawo do jego rozwi
    > ązania przez rozwód. Takiego prawa duchowni katoliccy nie mieli (a i dziś nie m
    > ają).
    > --
    > Ale ja już dziś o tym napisałem, że do udzielania rozwodów byli upoważnieni przedstawiciele administracji: prezydenci i burmistrzowie...
  • soova 17.05.11, 21:38

    Jeśli ktoś wziął ślub cywilny (obowiązujący w Warszawie wtedy kodeks Napoleona dawał taką możliwość), to tak. A nieprawdopodobne, żeby tak postąpiła religijna pani Stawska.

    To nie było tak jak w Polsce po 1945 roku, gdy ślub cywilny był obowiązkowy, a sam religijny nie dawał możliwości rejestracji w USC. Gdyby było tak, jak twierdzisz, to naprawdę wystarczyłoby, żeby pani Stawska stawiła się przed prezydentem Warszawy, oświadczyła, że mąż ją opuścił i nie daje znaku życia, i na tej podstawie zażądała rozwiązania swego małżeństwa przez rozwód. Po co byłoby wydatkować pieniądze, i to niemałe, na rzecz tak łatwą?
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 17.05.11, 22:00
    "soovo" >>> życzę Ci miłej lektury:
    usc.um.warszawa.pl/warto-wiedziec/troche-historii
  • soova 17.05.11, 22:12

    Dobrze, dziękuję, przeczytałam, ale co przepisy o rejestracji małżeństw mają i miały do rozwiązania zawartego wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi w kościele katolickim małżeństwa Heleny i Ludwika Stawskich?

    Odpowiedź zaś w tej sprawie przynoszą artykuły 1 i 4 Prawa o małżeństwie wspomnianego w zalinkowanym tekście, które wtedy w zaborze rosyjskim obowiązywało: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1381
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 17.05.11, 22:32
    Przecież sprawa tego rozwodu - bez materialnej dla sądu wiedzy o losach Stawskiego - i tak ciągnęłaby się noce i dnie, i choć po latach w końcu ten rozwód z powodu rozkładu pożycia sąd by przyznał, to nie dawało to Mraczewskiemu i rozwiedzionej pani Stawskiej prawa do ślubu kościelnego. Dlatego mowa tu jest ( w podtekście ) nie o ścieżce cywilnego procesu rozwodowego a o uzyskaniu rozwodu kościelnego, dającego wtedy pannie Helenie Misiewiczównej prawo zawarcia ślubu kościelnego z Mraczewskim.
    Wszędzie tam, gdzie w literaturze dotyczącej tego okresu napotykamy na problemy kosztów spraw rozwodowych, to właśnie dlatego, że chodzi o rozwody kościelne a nie cywilne, bo ludzie o nie się ubiegający mieli w planach zawieranie nowych związków - w zdecydowanej większości w kościele katolickim.
  • soova 18.05.11, 09:43

    Czyli, jak widać, w kontekście rozwiązania małżeństwa Stawskich wszyscy mówią o tym samym, jednakże z użyciem różnych terminów: ja o unieważnieniu małżeństwa zawartego w kościele katolickim (który oczywiście żadnych rozwodów nie uznaje ani nie udziela), Ty i autor o "rozwodzie", tak naprawdę mając na myśli unieważnienie. Oczywiście wszystko przy założeniu (bardzo prawdopodobnym), że był to ślub zawarty w kościele katolickim. W świetle przepisów tego Prawa o małżeństwach innej drogi niż kościelne unieważnienie (po długich i kosztownych procedurach) nie było.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 18.05.11, 10:24
    Obecność pani Stawskiej wraz z Helusią w kościele w Wielka Sobotę, potwierdza to że była katoliczką.

    Jednak nie mogę się z Tobą absolutnie zgodzić co do tego, że nie istniały w zaborze rosyjskim rozwody cywilne.
    Bo były i to właśnie one - a nie kościelne unieważnienia ślubów religijnych, otwierające drogę do ponownego religijnego ślubu - były podstawą do regulowania wszystkich kwestii administracyjnych i majątkowych rozwodzących się stron.
    I tak już to wczoraj napisałem, do ich udzielania byli upoważnieni przedstawiciele aparatu państwowego: prezydenci i burmistrzowie.

    Zatem w trosce o prawdę historyczną na gruncie prawa - nie wrzucajmy do wspólnego worka zupełnie oddzielnych kwestii, bo jednak istniały rozwody cywilne i ktoś, komu nie zależało na ponownym wstąpieniu w nowy związek małżeński w dotychczasowym obrządku ( odnoszę to oczywiście do katolicyzmu ) mógł stać się na gruncie prawa człowiekiem wolnym , w rozumieniu: rozwiedzionym....
  • soova 18.05.11, 10:47
    weteran_pl napisał:


    > Jednak nie mogę się z Tobą absolutnie zgodzić co do tego, że nie istniały w zab
    > orze rosyjskim rozwody cywilne.

    Boru szumiący, toż ja nie piszę, że nie istniały rozwody cywilne (zdaje się, że nawet napisałam coś odwrotnego, powołując się, chyba błędnie zresztą, na Kodeks Napoleona), tylko o tym, że Stawska, mając ślub kościelny, nie może uzyskać rozwodu cywilnego. Jedyne, co może, to starać się o KOŚCIELNE UNIEWAŻNIENIE MAŁŻEŃSTWA, a nie o rozwód. To, że w "Lalce" mowa o rozwodach, czy to jej ze Stawskim, czy baronostwa Dalskich czy Krzeszowskich, jest skrótem myślowym, błędem popełnianym często przez laików, którzy nie odróżniają jednego od drugiego. Prus ten skrót myślowy powtarza, bo bohaterami jego powieści są właśnie laicy, a nie specjaliści prawa rodzinnego, poza tym być może w jego środowisku tak to określano, a i on sam też tak mówił i różnicy nie widział.

    Gdyby Stawscy żyli po 1945 roku (tak umownie rzucam datę, bo nie pamiętam i nie chce mi się sprawdzać, kiedy weszły konkretnie w życie przepisy o ślubach cywilnych), musieliby oprócz małżeństwa kościelnego zawrzeć także związek w USC, bo prawo przestało w pewnym momencie uznawać małżeństwa wyznaniowe. I wtedy tak, rozwód byłby sprawą prostą, rozwiedliby się w sądzie, Stawska mogłaby wziąć ślub cywilny z Mraczewskim, choć z punktu widzenia prawa kościelnego nadal byłaby żoną Ludwika. Ale nie w roku 1879, kiedy miała TYLKO katolicki ślub kościelny i stosował się do niej art. 1 Prawa o małżeństwach, ten o nierozerwalności związku, i Art. 4, o możliwości jego unieważnienia.

    To wszystko prawda, co piszesz o administracyjnej drodze rozwiązywania małżeństw, tylko w sytuacji, w jakiej jest Stawska, nie da się jej zastosować.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 31.05.11, 10:54
    Po sprzedaży na licytacji domu Łęckiego, Wokulski uzgadnia z nim możliwość ulokowania 30 tysięcy rubli na wyjątkowo korzystnych warunkach, bo oferuje mu 10 tysięcy procentu na rok , czyli na 33.33% - co jest ekonomicznie niemożliwe, ale tu nie o to chodzi...
    Łęcki dodatkowo chce otrzymać połowę, czyli 5 tysięcy rubli z góry - a Wokulski także to akceptuje i wypłaca mu nazajutrz 5 tys. w gotówce, jako procenty do połowy stycznia ( więc ta sprzedaż domu ma miejsce w połowie lipca ) .

    W następnym roku, w okresie bezpośrednio przed zaręczynami Wokulskiego z Izabelą - ale jednak w fazie ostrego kryzysu tej znajomości, bo po koncercie Molinariego na raucie w domu państwa Rzeżuchowskich, gdzie Wokulski jest świadkiem zachowania się Izabelil i opuszcza przyjęcie popadając na wiele dni w swoją kolejną depresję, przychodzi do niego do domu Rzecki przypominając Stachowi, że dziś jest 1 kwietnia i przypada termin wypłaty 2500rubli z procentów dla Łęckiego.
    .................

    Po pierwsze: skoro umowa pożyczki 30 tysięcy rubli została zawarta w połowie lipca na rok i w pierwszej racie Łęcki otrzymał z góry 1/2 z tych 10 tysięcy rubli , bo 5 tysięcy jako należność do połowy stycznia, to wobec kwoty 2,5 tysiąca rubli o jakich mówi Rzecki, to jest to należność za 3 miesiące ( 30 tysięcy oprocentowane na 33.33% rocznie to miesięcznie 833 ruble, więc za 3 miesiące wychodzi te 2500 rubli ) .
    Od połowy stycznia zatem licząc, to 3 miesiące jako kolejna ( już kwartalna ) rata spłaty oprocentowania wypada dopiero w połowie kwietnia a nie 1 kwietnia...

    Po drugie: z przyczyn oczywistych Rzecki nie może wiedzieć o warunkach prywatnej umowy Wokulskiego z Łęckim, bo Rzecki jest prawą ręką pryncypała i przyjaciela - ale tylko w sprawach sklepu, zaś kwestia tej pożyczki i wypłacania oprocentowania nie mieści się wśród spraw firmy "J.Mincel i S.Wokulski".
    I w końcu: przecież najjaśniejszy szlag natychmiast trafiłby Rzeckiego i zakończył tym samym jego poczciwy żywot, gdyby ten rachunkowy człowiek dowiedział się o płaceniu Łęckiemu przez Wokulskiego 33.33% od 30 tysięcy!!!
    Reakcja Żyda Szpigelmna na uzyskaną od Izabeli informację o tym procencie jest tu wymowna: traktuje ją jako zwykłą bujdę , bo on długo robi pieniędzmi ale o takim procencie nigdy nie słyszał.
    Wokulski nie informował przecież Rzeckiego i nie zwierzał mu się ze swoich osobistych spraw i rozterek, więc skąd nagle ta wiedza Rzeckiego o finansach Stacha i to finansach nie powiązanych ze sklepem???
    Gdyby Rzecki dowiedział się o kulisach tego Stachowego "interesu" z Łęckim, to suchej nitki nie pozostawiłby na nim w swoim pamiętniku...

    To jest wg mnie kolejny ( i to nawet podwójny ) błąd Prusa...
  • jadwiga1350 31.05.11, 14:06

    > Wokulski nie informował przecież Rzeckiego i nie zwierzał mu się ze swoich osob
    > istych spraw i rozterek, więc skąd nagle ta wiedza Rzeckiego o finansach Stacha
    > i to finansach nie powiązanych ze sklepem???

    Raczej informował. Daje przecież Rzeckiemu do przeczytania list od panny Łęckiej, w którym są podziękowania za wieniec dla Rossiego. Wiadomo, że ten wieniec tani nie był, skoro tworzyły go szmaragdy i złote listki. Wokulski wcale nie ukrywa tego wydatku przed przyjacielem.
    Tak ja nie ukrywa przed Rzeckim znajomości z przyszłą żoną Węgiełka.
    Inne sprawy Stacha też są Ignacemu znane. Chyba tylko z próby samobójczej pryncypał mu się nie zwierzył.
  • soova 31.05.11, 14:15
    A ja się zgadzam z Weteranem. Wokulski mówił swoim przyjaciołom o sobie, ale tylko tyle, ile chciał. Stąd np. te błędne informacje Szumana o tym, ile pieniędzy ma dostać Rzecki jako darowiznę. A weźmy pojedynek: gdyby nie to, że Szuman domyślił się prawdziwego powodu sam, Wokulski nigdy by mu o tym nie powiedział, bo przecież tylko lakonicznie poinformował go, że ma pojedynek i potrzebuje lekarza. Ignacemu też zapewne nie powiedział całej prawdy, skoro ten w rozmowie z doktorem miesza do pojedynku politykę.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 31.05.11, 15:34
    Stach nie miał serca na języku, ale jakoś specjalnie nie ukrywał swoich spraw przed Rzeckim. Gdy Ignacy snuje polityczne fantasmagorie(nauka angielskiego, wyrzucenie Mraczewskiego), pryncypał tylko macha ręką i nie wykorzystuje naiwności starego subiekta do maskowania się. Gdy Rzecki pyta o coś Stacha(sprzedaż sklepu) ten szczerze odpowiada. Ignacy dobrze zna Wokulskiego i wiele spraw rozumie bez słów. Jak choćby stan przyjaciela przed balem u księcia.
    Nie wydaje się mi, żeby Wokulski ukrywał ile procent płaci Łęckiemu, skoro nie ukrywał upokarzającego faktu , jakim było robienie prezentów Rossiemu.
    To pierwsze można zrozumieć: Stach utrzymuje w ten sposób przyszłego teścia. Równie dobrze mógłby dawać mu gotówkę do ręki. Pieniądze niejako zostają w "rodzinie".
    Zaś uganianie się za Rossim, a potem za Molinarim, to poniżanie się przez Wokulskiego.
  • soova 31.05.11, 15:42
    Owszem, uganianie się za tymi artystami to dla Wokulskiego poniżenie, ale zauważ, że moje spostrzeżenie się sprawdza. Stach zdradza Rzeckiemu fakt, że interesuje go Rossi, bo potrzebuje jego pomocy przy wręczaniu album, ;) a już na przykład nie wtajemnicza go, że organizuje Rossiemu klakę. I o tym, że motorem tych poczynań przyjaciela jest Łęcka, Rzecki dopiero domyśla się sam na widok reakcji Izabeli w teatrze. Do hotelu, w którym mieszka Molinari, też idzie sam i nikomu (poza znajomym muzykiem, który mu ma załatwić "audiencję") się do tego przecież nie przyznaje.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 31.05.11, 16:25
    Stanowczo i kategorycznie podtrzymuję to co napisałem:
    Wokulski nie zwierza się Rzeckiemu ze swoich prywatnych spraw, bo nie traktuje go poważnie w zagadnieniach innych niż sklepowe i przez to Rzecki wielokrotnie wychodzi na głupka.
    Tzw. "cała Warszawa" wie, że Wokulski jest zakochany w Łęckiej i stara się o jej rękę - za wyjątkiem jego najbliższego przyjaciela!
    Tzw. "cała Warszawa" wie o sprzedaży sklepu Szlangbaumom - za wyjątkiem blisko 40-letniego pracownika firmy "Mioncel i Wokulski" , pleniponenta właściciela i najstarszego subiekta, który bardziej wierząc w szczerość wobec niego jego Stacha niż w plotki, gotów jest stanąć do pojedynku w imię obrony Wokuskiego przed wg niego obczernianiem go...

    Tak to wygląda prawda o relacjach Wokulski - Rzecki.

    I dlatego skoro sam nie informuje Rzeckiego ani o w/w sprawach ani także o planach kupna kamienicy Łęckiego, to i o kulisach układu finansowego z Łęckim także nie, bo wyplacanie 33.33% rocznie skompromitowałoby Wokulskiego jako handlowca w oczach starego subiekta.

    Owszem, Wokulski nie oszukuje Rzeckiego, bo już przezeń zapytany, mówi mu te bolesne dla starego subiekta prawdy, o których on - niczym zdradzany mąż - zawsze dowiaduje się ostatni...
    Ale Wokulski nie traktuje go jednak poważnie, skoro mamy w Lalce nagminne takie jego wobec Rzeckiego zachowanie.
  • jadwiga1350 31.05.11, 17:25
    > Tzw. "cała Warszawa" wie, że Wokulski jest zakochany w Łęckiej i stara się o je
    > j rękę - za wyjątkiem jego najbliższego przyjaciela!

    Chyba jeszcze raz trzeba przeczytać Lalkę.

    Rzecki o zauroczeniu Wokulskiego wie przynajmniej od sprawy z wieńcem dla Rossiego. Wtedy to mówi:Wierz mi Stachu, ja nie jestem tak naiwny jak myślą"...
    Przez większą część książki Ignacy stara się połączyć przyjaciela ze Stawską. Pragnie, żeby Wokulski zapomniał o Łęckiej
    Rzecki zna Wokulskiego lepiej niż Wokulski sam siebie. I w końcu i tak dowiaduje się o wszelkich "tajemnicach" pryncypała. Nawet o próbie samobójczej, choć to ostatnia rzecz, jaką Wokulski chciałby upublicznić.
  • weteran_pl 31.05.11, 18:04
    jadwiga1350 napisała:

    > Chyba jeszcze raz trzeba przeczytać Lalkę.
    >
    > Rzecki o zauroczeniu Wokulskiego wie przynajmniej od sprawy z wieńcem dla Rossi
    > ego. Wtedy to mówi:Wierz mi Stachu, ja nie jestem tak naiwny jak myślą"...
    > Przez większą część książki Ignacy stara się połączyć przyjaciela ze Stawską. P
    > ragnie, żeby Wokulski zapomniał o Łęckiej
    > Rzecki zna Wokulskiego lepiej niż Wokulski sam siebie. I w końcu i tak dowiaduj
    > e się o wszelkich "tajemnicach" pryncypała. Nawet o próbie samobójczej, choć to
    > ostatnia rzecz, jaką Wokulski chciałby upublicznić.

    "Chyba jeszcze raz trzeba przeczytać Lalkę."
    Masz rację w tej samokrytycznej uwadze i polecam Ci wydanie z wyraźnym drukiem :)


    Ktoś z nas naprawdę musi po raz pierwszy w życiu DOKŁADNIE przeczytać Lalkę - ale to nie jestem ja!
    Bo powtórzę: gdy już "cała Warszawa" wie o zafascynowaniu Wokulskiego Izabelą - to wciąż nie wie tego jeszcze tylko Rzecki.

    Dzień po występie Rossiego w Makbecie, gdy następuje licytacja domu Łęckiego, Rzecki pisze w swoim pamiętniku:
    "A więc dom kupił Szlangbaum, i to za dziewięćdziesiąt tysięcy, jak przepowiedział Klejn. No, ależ Szlangbaum to przecie nie Wokulski... Stach nie zrobiłby takiego głupstwa... Nie!... I z tą panną Izabelą farsa, plotki..."
    Więc dla myślących jasnym jest, że wobec powyższego wpisu nie dopuszcza do siebie prawdziwości krążących wokól wieści o tej fascynacji jego Stacha dla Łęckiej.

    Zaś bezpośrednio po wizycie w teatrze jest przekonany, że Stach użył tylko takiego podstępu z tym prezentem dla Rossiego, robiąc to dla niego:
    ""On wie, poczciwy Stach - myślał - że tylko przynaglony mogłem pójść na włoskich aktorów... No i dobrze się stało. Pysznie gra ten facet i muszę zobaczyć go drugi raz... Zresztą - dodał po chwili - kto ma tyle pieniędzy co Stach, może robić prezenta aktorom. Ja wprawdzie wolałbym jaką ładnie zbudowaną aktorkę, ale... Ja jestem człowiek innej epoki, nawet nazywają mnie bonapartystą i romantykiem..."

    Zatem Rzecki dopiero na samym końcu długiego pocztu innych postaci z Lalki, dowiaduje się o trwającej już tak długo tej obsesji Stacha względem Izabeli, którą to obsesję niejako sprokurował, wysyłając go do teatru w 1877 roku.
    I o tym napisałem.







  • weteran_pl 05.06.11, 19:04
    Tak sobie trochę jeszcze myślałem o poprzednio tu przeze mnie poruszonej, a następnie omawianej sprawie odszkodowania dla pani Stawskiej, które to odszkodowanie można odczytać w Pamiętniku starego subiekta:

    "Wytoczyła pani Stawskiej proces kryminalny o kradzież!... Jej, o kradzież... Naturalnie, że wyszliśmy z tego błota jak triumfatorowie. Ale co nas to kosztowało... Ja na przykład, dalibóg, nie mogłem sypiać po nocach blisko przez dwa miesiące. A jeżeli dzisiaj lubię wieczorem wstąpić na piwo, czego nigdy nie robiłem, i nawet siedzę w knajpie do pół nocy, to po prostu robię to ze zmartwienia. Jej, tej świętej kobiecie, wytoczyć proces o kradzież!... Na to, Bóg mi świadkiem, trzeba być taką półwariatką jak pani baronowa.
    Za to też nam zapłaciła dzika baba dziesięć tysięcy rubli... "

    Otóż chyba bliższa prawdy będzie jednak nieco inna interpretacja tego zapisu w pamiętniku...
    Bo czy aby Rzeckiemu nie chodzi jednak o te 10 tysięcy rubli, stanowiące różnicę pomiędzy kwotą zapłaconą przez Wokulskiego za kamienicę w połowie lipca 1878, a ceną za jaką kamienica została sprzedana baronowej Krzeszowskiej w grudniu?
    Bo Wokulski nabył dom za 90 tysięcy a sprzedał za 100 tysięcy rubli, więc to 10 tysięcy różnicy i Rzecki można traktować właśnie ten zarobek, jako karę wymierzoną baronowej za niesłuszne oskarżenie pani Stawskiej.
    Wtedy to "my", będzie bardziej zrozumiałe i wprost odnoszące się jedynie do Stacha i jego plenipotenta.
  • soova 06.06.11, 12:39
    "Otóż chyba bliższa prawdy będzie jednak nieco inna interpretacja tego zapisu w pamiętniku...
    Bo czy aby Rzeckiemu nie chodzi jednak o te 10 tysięcy rubli, stanowiące różnicę pomiędzy kwotą zapłaconą przez Wokulskiego za kamienicę w połowie lipca 1878, a ceną za jaką kamienica została sprzedana baronowej Krzeszowskiej w grudniu?"

    Wszystko pięknie, tylko sprzedaż kamienicy była w grudniu, a proces o lalkę po Nowym Roku. Sformułowanie, że te 10.000,- różnicy, jakie zapłaciła baronowa za kamienicę to "odszkodowanie" za pomówienie, którego w chwili sprzedaży przecież nie było i nikomu się nie śniło, że będzie miało miejsce, to trochę za duży skrót myślowy. Acz, przyznam, trop kuszący.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 06.06.11, 15:30
    Rzecki opisuje w swoim pamiętniku tę sytuację nie na bieżąco, a z dużej czasowej perspektywy, gdy już jest po procesie , zaś sprawa pomówienia wypłynęła około 2 miesiące wcześniej.
    I wcale nie napisałem, że to ten zysk 10 tysięcy rubli uzyskany na tej kamienicy miał w zamyśle Wokulskiego stanowić "odszkodowanie" dla Stawskiej - a jedynie, że to Ignacy Rzecki tak traktuje tę różnicę w cenie o 10 tysięcy rubli, jaką to kwotę zapłaciła Krzeszowska.

    Pani Helena Stawska jest pod przemożnym wpływem Wokulskiego i nie kryje tego nawet przed swoja matką, więc zapewne była jednak mu posłuszna w zakresie jaki zakreślił co do toku spraw związanych z procesem a następnie z ubieganiem się o zadośćuczynienie:

    "— Więc cóż mamy robić, szlachetny panie Wokulski, który nie wstydziłeś się... — zaczęła pani Misiewiczowa.

    — Trzeba czekać na proces — przerwał Wokulski — dowieść w sądzie pani baronowej, że kłamie, wytoczyć jej sprawę o oszczerstwo i jeżeli pójdzie za to do kozy, nie darować ani jednej godziny. Jakiś miesiąc przepędzony w celi zrobi jej bardzo dobrze. Zresztą mówiłem już z adwokatem, który jutro przyjdzie do pań."

    Tak więc sprawa tego ew. odszkodowania jest jakby nadal otwarta, choć z powieści wiemy jednak, że baronowa Krzeszowska po procesie przyszła do pani Stawskiej aby ją przeprosić, co może być równoważne i temu, że do procesu o odszkodowanie jednak już nie doszło...

    Tak bowiem rządca Wirski relacjonuje tę wizytę Rzeckiemu:

    "Wyobraź pan sobie, że baronowa, baronowa Krzeszowska, złożyła wczoraj wizytę pani Stawskiej...

    Oj! do licha... — szepnąłem. — To zły znak...

    — Wcale nie — rzekł Wirski. — Baronowa przyszła do pani Stawskiej, spłakała się, dostała spazmów i prosiła obie damy prawie na klęczkach, ażeby jej zapomniały ów proces o lalkę, bo inaczej nie będzie mieć spokoju do końca życia.

    — I one obiecały zapomnieć?

    — Nie tylko obiecały, ale jeszcze ucałowały ją i nawet przyrzekły wyjednać jej przebaczenie u Wokulskiego. o którym baronowa odzywa się z wielkimi pochwałami..."
  • soova 06.06.11, 19:16
    "Tzw. "cała Warszawa" wie, że Wokulski jest zakochany w Łęckiej i stara się o jej rękę - za wyjątkiem jego najbliższego przyjaciela!"

    O ile zgadzam się, że w sprawie sprzedaży sklepu Szlangbaumom Wokulski postąpił w stosunku do swego największego przyjaciela nielojalnie i nieładnie, o tyle mam wrażenie, że Rzecki nie tyle nie wie o uczuciu Wokulskiego do Łęckiej, ile nie chce o tym wiedzieć, czyli, jak byśmy to dziś modnie określili, wiedzę tę wypiera. Bo najpierw nie chce mu się w głowie pomieścić, żeby jego wspaniały Stach kochał pustą lalkę, która flirtuje z subiektami. Potem zaś na scenę wkracza pani Stawska, a że jest to wg niego kobieta ze wszech miar dla Wokulskiego najlepsza, Rzecki tak się przywiązuje do myśli zeswatania tej pary, że nawet na trzeźwe uwagi Szumana, że Wokulski zaangażowany jest uczuciowo gdzie indziej, reaguje zupełnie nieracjonalnym porównaniem do szuflady z portmonetkami i krawatami. :d A weźmy scenę z balem u księcia: to nie jest tak, że Rzecki myśli, że marzeniem Wokulskiego są tańce w gronie high - life, a żadna kobieta nie ma z tym nic wspólnego. Po rozmowach z Szumanem on już sobie dobrze zdaje sprawę, dlaczego to zaproszenie jest dla Stacha tak ważne (choć z drugiej strony znów grzeszy naiwną wiarą, że Stawska w roli klina to dobre rozwiązanie ;)).

    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 06.06.11, 21:35
    Rzecki już w dniu powrotu pryncypała, mógł odgadnąć co się dzieje w duszy Stacha. Wokulski wypytywał wtedy Rzeckiego, czy panna Izabela wyszła za mąż i czy nadal robi zakupy w ich sklepie. Oglądał portmonetki, które podobały się Łęckiej. O innych klientów już się tak nie martwił. Rzecki musiałby być ociężały umysłowo, gdyby nie spostrzegł, co się święci. A to pchanie Stacha w politykę, czy w ramiona Stawskiej, mogło rzeczywiście być samookłamywaniem się.
  • weteran_pl 15.06.11, 12:35
    To co napiszę, nie odnosi się do dostrzeżonych w Lalce "błędów i nieścisłości", lecz tylko do samej sytuacji finansowej pana Ignacego.

    Nauczony przez swojego pryncapała Jana Mincla oszczędności, doszedł w tym zakresie chyba nawet do skrajności...Bo był człowiekiem samotnym, nie wydawał zarobionych pieniędzy na jakieś ekstrawagancje - lecz materialny poziom jego życia, dość silnie odstawał nawet od tego, na jaki mogłby sobie pozwolić z pensji subiekta ( a w późniejszych latach także plenipotenta właściciela sklepu ) .
    Natomiast poznajemy go jako człowieka, który ma te same firanki od chwili zamieszkania w swoim pokoju przy sklepie po powrocie do Wwy w roku 1853, więc od 25 lat, jedynie najprostsze sprzęty i tylko 1 kieliszek, choć w sklepie hadluje się także tym towarem, i mógłby nabyć komplet kieliszków w cenie hurtowej, bez marży.
    Co do ubioru, to też przedstawia się on wręcz fatalnie, gdyż jego wierzchnia garderoba pamięta dawne czasy, nosi bowiem styl mody sprzed lat ponad 20-stu.
    Sedno jego życia stanowiła praca, wykonywana od świtu do nocy, bo do sklepu wchodził już o 6.30 a zostawał w nim także po zamknięciu o godzinie 20.00, gdyż wtedy robił plany na dzień następny.Ma co prawda na utrzymaniu starego psa-pudla, którego chyba Prus źłośliwie nazwał inicjałami pana Ignacego Rzeckiego, bo "Ir" ( chyba nie od Irkucka? ) ale to jego wykarmienie nie kosztuje wiele.

    Rzecki odziedziczył po swoim wuju Raczku ( mężu zmarłej ciotki ) kilkaset rubli, które otrzymał w roku 1853 po powrocie z więzienia w Zamościu, więc nie startuje od zera.Ma też od razu zapewnioną pracę w sklepie u Jana Mincla, więc jest w miarę dobrej sytuacji materialnej.

    Lecz w roku 1879, jest w stanie pożyczyć swojej cichej miłości ( bo do tego uczucia przyznaje się tylko w pamiętniku ) pani Stawskiej jedynie 1200 rubli - pomimo 25 lat oszczędzania i kilkuset rubli jakie otrzymał w spadku. To Stach Wokulski po tych kilku latach udzielania korepetycji w Irkucku, przywiózł do kraju odłożone 600 rubli, a przecież także sam musiał opłacać sobie mieszkanie i wyżywienie...

    Rzecki umiera bezpotomnie, nie ma żadnych znanych nam członków nawet dalszej rodziny, nic nie wiemy także o tym, aby pozostawił testament - zatem zarówno te pożyczone Stawskiej 1200 rubli, jak i te 21 tysięcy, które za namową Ochockiego daje mu w gotówce i sam wchodzi w jego miejsce w tej umowie z jego kolegą , co do procentów wypłacanych na święty Jan ( 21 tysięcy pochodzi z otrzymanych od Wokulskiego 25 tysięcy ) a które to 21 tysięcy są zabezpieczone na hipotece wiejskiego domu kolegi Ochockiego, oraz te pozostałe z zapisu Stacha 4 tysiące rubli, chyba po prostu stają się "darem z nieba" zarówno dla pani Stawskiej, jak i dla tego będącego w kłopotach finansowych kolegi Ochockiego...
    Zapis od Wokulskiego, miał stanowić dożywotnie zabezpieczenie Rzeckiego w formie renty, dającej mu 1500 rubli rocznie z 6% bankowego oprocentowania tego kapitału w kwocie 25 tysięcy, więc trudno przypuszczać, aby Rzecki zamieniając się miejcami w w/w umowie z Ochockim, czynił także jakieś dyspozycje co swojej ew. śmierci i na mocy prawa przejęcia w takiej sytuacji przez inne osoby ( Stawska? ) tych jego pieniędzy...


    Człowiek tak niezwykle skrupulatny w prowadzeniu sklepowych interesów i rachunków, w swoim prywatnym życiu jakoś nie zaprowadził porządku i ładu w sprawach finansowych, pozostawiając po sobie w tym obszarze wręcz bałagan...

    Oj panie Ignacy, panie Rzecki!
  • weteran_pl 30.05.12, 15:18
    Będąc przy finansach Rzeckiego warto przypomnieć, iż jako terminujący w sklepie starego Mincla w charakterze chłopca sklepowego, przez 6 lat (1840-1846 czyli do czasu zostania subiektem) otrzymywał 10 złotych miesięcznej pensji, czyli 1,5 rubla...
    I to z tej jakże "astronomicznej" kwoty 1,5 rubla/miesiąc rozliczał swoich uczniów Jan Mincel, w zakresie poczynionych przez nich oszczędności, ewentualny brak których bywał powodem natychmiastowego wyrzucenia nazbyt rozrzutnego delikwenta ze sklepu.
  • weteran_pl 12.06.12, 12:59
    O finansach w Lalce:
    literat.ug.edu.pl/pieniadz/0012.htm
  • kooreczka 12.06.12, 16:34
    Ciekawy artykuł.
    Myślę, że do powieści realistycznych powinna być dołączona tabelka z przykładowymi cenami podstawowych towarów i usług, inaczej współczesnemu czytelnikowi umyka wiele informacji oczywistych dla osób współczesnych autorowi.
  • weteran_pl 12.06.12, 18:54
    kooreczka napisał:

    > Ciekawy artykuł.
    > Myślę, że do powieści realistycznych powinna być dołączona tabelka z przykładow
    > ymi cenami podstawowych towarów i usług, inaczej współczesnemu czytelnikowi umy
    > ka wiele informacji oczywistych dla osób współczesnych autorowi.

    Profesor Józef Batórz jest także autorem bardzo ciekawej książki “Spotkania z Lalką.Mendel szkiców i studiów o powieści Bolesława Prusa”.
  • weteran_pl 12.06.12, 18:59
    weteran_pl napisał:

    > kooreczka napisał:
    >
    > > Ciekawy artykuł.

    > Profesor Józef Batórz jest także autorem bardzo ciekawej książki “Spotkania z Lalką.Mendel szkiców i studiów o powieści Bolesława Prusa”.

    I to z tej właśnie książki pochodzi ten artykuł, stanowiący jej 1/15, czyli tytułowy mendel...
  • kooreczka 12.06.12, 16:33
    Uczniowie mieli zapewnione wyżywienie i mieszkanie- a pamięta ktoś co z ubraniem? Czy te 1.5 rubla mogli wydać "na szpilki"?
  • weteran_pl 12.06.12, 17:19
    kooreczka napisał:

    > Uczniowie mieli zapewnione wyżywienie i mieszkanie- a pamięta ktoś co z ubranie
    > m? Czy te 1.5 rubla mogli wydać "na szpilki"?

    Zapewnienie ubrania leżało po stronie rodziny:
    "Ciotka rozpłakała się, a wtedy odezwał się pan Domański:

    - Po co robić duże ceregiele. Jejmość nie masz opieki, on nie ma gospodyni; pobierzcie się i przygarnijcie Ignasia, a będziecie nawet mieli dziecko. I jeszcze tanie dziecko, bo Mincel da mu wikt i kwaterę, a wy tylko odzież"
  • weteran_pl 24.06.12, 13:45
    Bolesław Prus studiował w Warszawie w Szkole Głównej na Wydziale Matematyczno-Fizycznym i elementarna przecież a nie wyższa matematyka nie mogła i nie powinna być mu obca.
    Ale niestety, w Lalce pełno jest przykładów takiego niefrasobliwego podchodzenia przez Prusa do wszelkich rachunkowych kwestii i stąd te błędy na tym gruncie, które już w ilości kilku poprzednio wychwyciłem i opisałem.Mam jednak kolejne...
    W Wielki Piątek 1878 roku Wokulski szykuje się do pójścia do kościoła, w którym kwestuje hrabina Karolowa wraz z panną Izabelą Łęcką i chce złożyć na ich ochronkę hojny dar w postaci złota.Ma jednak na tym tle rozterki co do wysokości tego datku, gdyż nie chce zbyt małą kwotą urazić panny Łęckiej - aż w końcu postanawia nie iść do kościoła i dopiero nazajutrz, w Wielką Sobotę wydobywa z kasy w sklepie ten poprzedniego dnia zrobiony rulon ze złotymi monetami i w kościele składa je na stoliku obu pań.

    Prześledźmy tę sytuację:
    "Trzeba tam pójść i coś dać - pomyślał i wyjął z kasy pięć złotych półimperiałów. - Chociaż - dodał po chwili - posłałem im już dywany, ptaszki śpiewające, pozytywkę, nawet fontannę!... To chyba wystarczy na zbawienie jednej duszy. Nie pójdę."

    Po południu jednak zrobił sobie uwagę, że może hrabina Karolowa liczy na niego. A w takim razie nie wypada cofać się lub złożyć tylko pięć półimperiałów. Wydobył więc z kasy jeszcze pięć i wszystkie zawinął w bibułkę.

    "Co prawda - mówił do siebie - będzie tam panna Izabela, a tej nie można ofiarowywać dziesięciu półimperiałów."

    Więc rozwinął swój rulon, znowu dołożył dziesięć sztuk złota i jeszcze namyślał się: " Iść czy nie iść?..."

    "Nie - powiedział - nie będę należał do tej jarmarcznej dobroczynności."

    Rzucił rulon do kasy i w piątek nie poszedł na groby.

    Ale w Wielką Sobotę sprawa przedstawiła mu się całkiem z nowego punktu.

    "Oszalałem! - mówił. - Więc jeżeli nie pójdę do kościoła, gdzież ją spotkam?... Jeżeli nie pieniędzmi, czym zwrócę na siebie jej uwagę?.. Tracę rozsądek..."

    Lecz jeszcze wahał się i dopiero około drugiej po południu, gdy Rzecki z powodu święta kazał już sklep zamykać, Wokulski wziął z kasy dwadzieścia pięć półimperiałów i poszedł w stronę kościoła.

    ...................

    Za krzesłem hrabiny stał służący w czarnej liberii.

    Wokulski poszedł ku nim potrącając klęczących i omijając inne stoły, przy których pukano na niego zawzięcie. Zbliżył się do tacy i ukłoniwszy się hrabinie, położył swój rulon imperiałów."

    .....................................................................................

    Po pierwsze: skoro najpierw chciał dać tylko 5 złotych półimperiałów a następnie dodał kolejne pięć, to miał w rulonie 10 i dodając po namyśle jeszcze 10, miał ich 20, bo 5+5+10=20.
    Zatem włożony w Wielki Piątek do kasy rulon zawierał ich 20, lecz gdy go wyjmował w Wielką Sobotę z kasy, to jakimś cudem zrobiło się w nim już 25 sztuk złotych półimperiałów...

    Ale to nie koniec: w kościele zachodzi kolejny cud i zrolowane monety półimperiałowe ( czyli o nominale 5 rubli w złocie ) zamieniają się w monety imperiałowe ( o nominale 10 rubli ) ...

    Cuda,cuda,cuda - na gruncie elementarnej matematyki, a ich autorem jest były student Wydziału Matematyczno-Fizycznego UW, pan Bolesław Prus!

  • zas_ale_pyra 24.06.12, 19:43
    Dopiero odkryłem to forum.
    Mam pytanie, może naiwne.
    Jak to w owych czasach było z walutą.
    Rubel - to ile złotych?
    Ile groszy na złotego? 100?
    Za 10 groszy chyba można było zjesć lody.. Chociaż "Szuman rzucił na stół srebrną czterdziestówkę..."
    10 rubli za pokój? Dużo? Jaka to była siła nabywcza rubla?
    Naiwne pytania, ale nigdzie nie znalazłem odpowiedzi na to.
    Z góry dzięki.
    --
    "Jod leberke, plyndze, szabel,szneki z glancem, wuchte babek..." (zas ale po naszymu, z Pyrlandii).
  • weteran_pl 24.06.12, 21:43
    zas_ale_pyra napisał:

    > Dopiero odkryłem to forum.
    > Mam pytanie, może naiwne.
    > Jak to w owych czasach było z walutą.
    > Rubel - to ile złotych?
    > Ile groszy na złotego? 100?
    > Za 10 groszy chyba można było zjesć lody.. Chociaż "Szuman rzucił na stół srebr
    > ną czterdziestówkę..."
    > 10 rubli za pokój? Dużo? Jaka to była siła nabywcza rubla?
    > Naiwne pytania, ale nigdzie nie znalazłem odpowiedzi na to.
    > Z góry dzięki.

    Witaj w gronie miłośników Lalki.
    Z powieści wiemy, że kalosze z monogramem w sklepie Wokulskiego kosztowały 2.5 rubla - choć gdzie indziej bez monogramu 10zł...A te 10 zł to było wtedy 1.5 rubla.
    Stąd przywieziony z wojny rosyjsko-tureckiej majątek Wokulskiego oceniany na 300 tysięcy rubli robił z niego milionera w zł, gdyż 1000000 zł to odpowiednik 300 ty.rubli.
    W czasach Lalki złotówka dzieliła się na 60 groszy.
    Zarobki były bardzo zróżnicowane, bo dziewczyna w szwalni mogła zarobić tylko 8 rubli na miesiąc (o czym Maria mówi Wokulskiemu w pokoiku Rzeckiego w Wielką Sobotę 1878 roku) a student dający codzienne korepetycje po 3 godziny dostawał za to 15 rubli.
    Zajmujący się transportem z wykorzystaniem własnego wozu z koniem Wysocki, ma zarabiać 3 ruble dziennie, czyli biorąc pod uwagę średnio 26 dni w miesiącu daje to 78 rubli i Wokulski uznaje te zarobki za dobre, bo pozwalające na szybkie spłacenie udzielonej mu pożyczki.
    W swoim pamiętniku Rzecki wspomina, że Stach po powracając jesienią 1870 roku z Irkucka przywiózł 600 rubli ale te pieniądze wystarczyły mu jedynie na 1/2 roku, gdyż po wynajęciu na Starówce pokoju, kupował mało jedzenia ale dużo wydawał za książki naukowe i aby nie umarł z głodu stary subiekt dawał mu 10 rubli na miesiąc, za które mógł się wyżywić jedząc jak nędzarz.
    Zatrudniony przez Wokulskiego w jego nowym sklepie jego stary przyjaciel Szlangbaum dostaje pensję w wysokości 125 rubli na miesiąc, gdyż te 1500 rubli/12=125.
    Z kolei czynsz za mieszkanie pani Stawskiej na Kruczej w kamienicy Łęckich wynosi 300 rubli na rok, więc 300/12=25 na miesiąc i stanowi to tyle, ile renty dostaje pani Misiewiczowa.

    .................

    O finansach w Lalce: literat.ug.edu.pl/pieniadz/0012.htm
  • weteran_pl 25.06.12, 10:46
    EDIT:
    Przywieziony z wojny rosyjsko-tureckiej majątek Wokulskiego oceniany na 300 tysięcy rubli robił z niego podwójnego milionera w zł, gdyż 2000000 zł to odpowiednik 300 tys.rubli.
  • weteran_pl 28.06.12, 10:34

    EDIT:

    W czasach Lalki złotówka dzieliła się na 30 groszy.

  • weteran_pl 26.06.12, 10:56
    Jakże zatem myli się tak wybitny znawca twórczości Prusa jak profesor Józef Bachórz, pisząc w
    "O pieniądzach i kwestiach ekonomicznych w Lalce Bolesława Prusa"
    literat.ug.edu.pl/pieniadz/0012.htm

    "Utwory Prusa, zwłaszcza zaś Lalka, to już nie tradycja. Tu nie tylko o grubszych pieniądzach mówi się zazwyczaj bez unikowego wyokrąglania sum, ale przede wszystkim stale pamięta się o sumach małych.
    ....
    Później świadkujemy medytacji Wokulskiego przy odliczaniu półimperiałów na wielkotygodniowy popis filantropijny w kościele (zaczęło się od 5 złotych monet, zakończyło się na 20) ".
  • weteran_pl 29.06.12, 15:27
    Siła nabywcza pieniądza:
    myvimu.com/exhibit/14444617-ceny-w-rublach-xix-pocz-xx-wieku-rosja
  • weteran_pl 02.07.12, 15:28
    Złote rosyjskie monety o nominałach 5 i 10 rubli, czyli półimperiały i imperiały:
    www.przewodnik.mennica.com.pl/slownik/i
  • weteran_pl 01.09.12, 06:29
    W innym wątku pisałem o tym błędzie Prusa, polegającym na włożeniu w usta Wokulskiego wypowiedzi odnośnie szlafmycy, jako dziennego stroju starego Jana Mincla, którego to 14-letni w chwili jego śmierci chłopak nie znał.

    Ale ta sama wypowiedź ma także inny błąd i dlatego piszę o nim w tym wątku, poświęconym finansom:

    " Na zdobycie tego, com ja zdobył pomiędzy kulą, nożem i tyfusem, tysiąc Minclów musiałoby się pocić w swoich sklepikach i szlafmycach."

    Wokulski był na wojnie przez 8 miesięcy i ( ale już po tej realizowanej operacji pozbycia się banknotów ) ma mieć 300 tysięcy rubli, a zatem zarobił tam 270 tysięcy rubli, bo jego kapitałem było 30 tysięcy rubli.
    Tak więc robiąc dzielenie 270000:8 dowiadujemy się, ile Wokulski średnio zarobił miesięcznie, a to daje nam 33750 rubli.
    Jeżeli teraz przyjmiemy, że stary Jan Mincel miał rocznego dochodu 2 tysiące rubli, czyli około 170 rubli miesięcznie ( 2000:12=166.66 ) to łatwo policzymy, ilu "takich Minclów musiałoby się pocić na to w swoich sklepikach i szlafmycach"...
    33750:166.66=202
    Tak więc to nie tysiąc a tego 1/5, czyli raptem dwustu Minclów!

    I teraz staje się chyba jasnym, dlaczego student Szkoły Głównej w Warszawie na Wydziale Matematyczno-Fizycznym, pan Aleksander Głowacki, został pisarzem...

    Bowiem opornie sobie radził nawet z tak prostymi rachunkami, czego liczne dowody po sobie był pozostawił, a co jako jego kolejny błąd w Lalce, miałem sposobność tu opisać.



  • czysty_jogurt 01.09.12, 20:57
    Drogi "Weteranie".
    Podziwiam tak wspaniałą znajomosć "Lalki". Mam wrażenie, że pewnie mieszkałes z Wokulskim drzwi w drzwi.
    Niestety, Twoje uwagi przypominają mi dowcip:
    - Czy się różni krytyk od impotenta?
    - Niczym. Obaj wiedzą jak, ale nie potrafią.
    Teraz więc czekamy na ciąg dalszy "Lalki" autorstwa "Weterana".
    Przepraszam za sarkazm, ale czy nie potrafimy po prostu czytać? Czy Wokulski mówiąc o "tysiącu Minclów" nie używa po prostu "licentia poetica"?

    --
    P. Czym się różni jogurt od NIEKTÓRYCH autorów postów?
    O. Jogurt ma kulturę.
  • weteran_pl 01.09.12, 22:08
    czysty_jogurt napisał:

    > Drogi "Weteranie".
    > Podziwiam tak wspaniałą znajomosć "Lalki". Mam wrażenie, że pewnie mieszkałes z
    > Wokulskim drzwi w drzwi.
    > Niestety, Twoje uwagi przypominają mi dowcip:
    > - Czy się różni krytyk od impotenta?
    > - Niczym. Obaj wiedzą jak, ale nie potrafią.
    > Teraz więc czekamy na ciąg dalszy "Lalki" autorstwa "Weterana".
    > Przepraszam za sarkazm, ale czy nie potrafimy po prostu czytać? Czy Wokulski mó
    > wiąc o "tysiącu Minclów" nie używa po prostu "licentia poetica"?>

    --
    P. Czym się różni jogurt od NIEKTÓRYCH autorów postów?
    O. Jogurt ma kulturę.

    ....

    Ale jogurt przeterminowany, jest tak samo trujący jak stary dowcip...

    .....
  • weteran_pl 01.09.12, 22:03
    Tytułem dopowiedzenia:
    Wokulski nie znał nie tylko starego Jana Mincla, ale także i Franza Mincla, gdyż ten zmarł w roku
    1856...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka