Dodaj do ulubionych

Wokulski - hipokryzja

23.05.11, 22:58
Skąd u takiej nieprzeciętnej postaci, jaką był Wokulski, tyle hipokryzji?

"Nie jestem kobietą i nigdy nie byłem proszony o spętanie mego życia na czyjąś korzyść, więc nie wiem, co bym zrobił — odparł wzburzony Wokulski. — To tylko wiem jako mężczyzna, że nie potrafiłbym żebrać nawet o miłość. I jeszcze pani powiem — dodał patrzącej na niego z odchylonymi ustami — nie tylko nie prosiłbym, ale wprost nie przyjąłbym wyżebranej ofiary z czyjegoś serca."

Skąd to święte oburzenie? Przecież i spętał swoje życie na korzyść Minclowej, i żebrał o miłość Izabeli.

Wokulski nie lubi u ludzi szczerości, odpycha go ona. Gdy baron, szczerze, choć naiwnie, zachwyca się Eweliną, Wokulskiego to śmieszy. Samokrytycyzm Kazi Wąsowskiej i Eweliny budzi w Stachu niesmak. Gdy pani Stawska opowiada jak jej córeczka lubi pana Wokulskiego, ten te szczere wyznania traktuje jak zwykłe pochlebstwo. Rzecki, szczery, pełen naiwnej wiary, także śmieszy swego pryncypała.
A jednocześnie Wokulski chciałby znaleźć prawdę i szczerość u takiej osoby jak Izabela. Skąd u niego takie rozdwojenie?
--
"Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
berta-live
Obserwuj wątek
    • weteran_pl Re: Wokulski - hipokryzja 23.05.11, 23:32
      Ale Izabela nie postrzega go przecież jako żebrzącego o jej miłość, ona się go wręcz obawia:
      "To już nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić, to…zdobywca."

      Z kolei Wokulski mówi:
      "Czym ja mogę zasłużyć na łaskę pani? - spytał biorąc ją za rękę. - Chyba litość... Nie, nie litość. Jest to uczucie równie przykre dla ofiarowującego, jak i dla przyjmującego. Litości nie chcę."

      Sumę działań Wokulskiego o Izabelę można oceniać różnorodnie, ale z pozycji żebrzącego to on tam nie występował...
      • jadwiga1350 Re: Wokulski - hipokryzja 24.05.11, 13:17

        > Z kolei Wokulski mówi:

        No to mówi, ale jego czyny wskazują na coś innego.

        > Ale Izabela nie postrzega go przecież jako żebrzącego o jej miłość, ona się go
        > wręcz obawia:

        Na samym początku, kiedy jeszcze go nie zna.

        "Moja droga, skądże znowu przychodzi ci do głowy ten... Wokulski?...

        — Nie mnie on przychodzi do głowy — odparła panna Florentyna skubiąc taśmę swego stanika — tylko przypominam sobie, coś mi mówiła jeszcze w kwietniu... że ten człowiek od roku ścigał cię spojrzeniami, że osacza cię ze wszystkich stron...
        (...)
        Ach, pamiętam!... Rzeczywiście, tak mi się wówczas zdawało... Dziś jednak, kiedym go poznała trochę lepiej, widzę, że nie należy do tej kategorii ludzi, których można się lękać. Uwielbia mię po cichu, to prawda! ależ tak samo będzie mnie uwielbiał nawet wówczas, gdybym wyszła za... za mąż... Wielbicielom tego, co Wokulski, gatunku wystarcza spojrzenie, uścisk ręki...

        — Czy jesteś tego pewna?

        — Najzupełniej. Zresztą przekonałam się, że to, co wydawało mi się sidłami z jego strony, jest tylko interesem. "

        "Ja i sceny!... Zazdrość i Wokulski... Cha! Cha! Cha!... Ależ nie ma na świecie człowieka, który ośmieliłby się zrobić mi scenę, a tym bardziej on... Nie masz pojęcia o jego uwielbieniu, poddaniu się... A jego bezgraniczna ufność, nawet zrzeczenie się wszelkiej osobistości do prawdy rozbrajają mnie... I kto wie, czy to jedno nie przywiąże mnie do niego."

        • a.nancy Re: Wokulski - hipokryzja 06.07.11, 12:43
          > "Ja i sceny!... Zazdrość i Wokulski... Cha! Cha! Cha!... Ależ nie ma na świecie
          > człowieka, który ośmieliłby się zrobić mi scenę, a tym bardziej on... Nie masz
          > pojęcia o jego uwielbieniu, poddaniu się... A jego bezgraniczna ufność, nawet
          > zrzeczenie się wszelkiej osobistości do prawdy rozbrajają mnie... I kto wie, cz
          > y to jedno nie przywiąże mnie do niego."

          Tak go postrzega Izabela. Ale czy nie wynika to z jej nadmiernej pewności siebie i przekonaniu o własnej wspaniałości połączonej z egzaltacją? Izabela ma tendencje do przesady, i chętnie widzi siebie w roli bogini - tym bardziej, że wyznawcą okazuje się ten, który niedawno budził lęk. A Wokulski, cóż - jest zakochany, i pewnie sam nie zdaje sobie sprawy, jak jest postrzegany - to nie hipokryzja, tylko brak dystansu do samego siebie, typowy dla stanu zauroczenia. Zakochani ludzie popełniają głupstwa, często wbrew własnym przekonaniom i deklaracjom. Jednak Iza się przeliczyła, bo cierpliwość Wokulskiego (późno, ale jednak) w końcu się wyczerpała.

          --
          "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
    • soova Re: Wokulski - hipokryzja 24.05.11, 13:45
      "Wokulski nie lubi u ludzi szczerości, odpycha go ona. (...) A jednocześnie Wokulski chciałby znaleźć prawdę i szczerość u takiej osoby jak Izabela. Skąd u niego takie rozdwojenie? "

      Może dlatego, że skoro większość życia musiał się zmagać z nieprzyjaznym mu światem, wszelkie odruchy dobrego serca (ze strony Stawskiej, Ignacego) traktuje raczej jako coś, co mu się nie należy, więc jest nieprawdziwe. Na tej zasadzie brzydkie kaczątko podpłynęło przecież do łabędzi, żeby je zadziobały, bo uważało, że jest tak brzydkie, że te piękne ptaki mogą czuć do niego tylko wrogość.

      A Izabelę kochał bezgranicznie, stąd przypisał jej cechy, których nie miała. Osobiście co prawda nie wiem, za co ją tak kochał, skoro jej cały charakter leżał na talerzu, ;) ale na tym się wszak trzyma cała powieść, więc przy próbie zrozumienia tego kapituluję.

      --
      A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
        • jadwiga1350 Re: Wokulski jak Scarlett 05.07.11, 14:43
          Raczej nie można porównywać uczuć Scarlett i Wokulskiego. Scarlett, choć dzierlatka, oczy miała szeroko otwarte i widziała, że jej najdroższy Ashley, coś nie teges. Miała szczery zamiar zacząć zmieniać ukochanego po ślubie. Gerard wprawdzie jej mówił, że żadna żona nie da rady zmienić męża, ale do Scarlett to raczej nie docierało. Nigdy jednak nie była bezkrytyczna wobec Ashley'a.
          A Wokulski nawet jak coś niepochlebnego pomyślał o Izie, to bił się potem w piersi i kajał. Nigdy też nie miał zamiaru jej zmieniać. I nigdy też nie myślał, jak to będzie, gdy będą już małżeństwem
          • soova Re: Wokulski jak Scarlett 05.07.11, 15:14
            Przyznam, że odświeżałam sobie "Przeminęło..." tej zimy i nie pamiętam, żeby Scarlett chciała zmieniać Ashleya po ślubie. Owszem, planowała, że wtedy będzie już taką damą jak Ellen, którą wszyscy wielbili i latali koło niej na paluszkach, ale nie myślała o żadnej tam zmianie charakteru ukochanego. Zresztą po co miała by to robić? Wszak jedną z rzeczy, jakie zarzucał jej w związku z uczuciem do niego Rett, było idealizowanie pana Wilkesa.

            A faktycznie, Wokulski był wobec panny Izabeli absolutnie bezkrytyczny (co go zresztą zgubiło). Nawet przecież po tym, co wyprawiała na przyjęciu z Molinarim, miał wielkie wyrzuty sumienia, że obraził ją samymi myślami.
            --
            A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
            • jadwiga1350 Re: Wokulski jak Scarlett 05.07.11, 15:45
              Początek powieści, rozmowa Scarlett z ojcem, po jego powrocie od Wilkesów. Scarlett mówi : "och tatusiu, gdybym za niego wyszła, wszystko bym to zmieniła", (w odpowiedzi na zarzuty ojca). Pewnie planowała, że po ślubie, Ashley stanie się pełnokrwistym, nieskomplikowanym, bezpośrednim mężczyzną jak Tarletonowie, czy jej własny ojciec

              Tak więc Scarlett nie była taka bezkrytyczna i ślepa. Kochała Ashleya( czy też wyobrażała sobie, że kocha), ale jego poglądy i zainteresowania były jej obce. Nudziły ją rozmowy o książkach i wierszach. Dość miała rozważań Wilkesa, co się stanie z całym Południem, gdy ona myślała tylko, co się stanie z jej rodziną.
              Potem irytowało ją, że Ashley jest zbyt uczciwy i nie zamęcza pracą więźniów w tartaku. Tartak przynosił za mały dochód.

              Rett nie zarzucał Scarlett idealizowania Wilkesa. Wszakże sam widział, że jego rywal to szlachetny i uczciwy człowiek.
              Butler zarzucał ukochanej, że nie widzi jak bardzo nie pasują do siebie z Ashleyem i że nigdy nie byliby dobrą parą. Mówił Scarlett, że jest jak dziecko, które płacze, bo chce mieć księżyc. I że Ashley gardziłby nią, gdyby ją tak naprawdę poznał.
              • soova Re: Wokulski jak Scarlett 05.07.11, 16:36
                Miałam na myśli zmianę cech charakteru, a nie poglądów. Cechą charakteru Ashleya był niewątpliwie intelekt, a Scarlett może i nie rozumiała tego za bardzo, ale w gruncie rzeczy Ashley jako taki, czyli subtelny intelektualista właśnie, jej się podobał (w przeciwieństwie do niesubtelnego i obcesowego Retta).

                Mam wrażenie, że Rett zarzucał natomiast Scarlett idealizowanie Ashleya nie na zasadzie krytykowania postępowania tego ostatniego (ha, ha, ha, głupi Ashley, co to nie chce wyciskać siódmych potów z więźniów w tartaku żeby więcej zarobić), bo zgadzam się, że część jego poglądów na sytuację podzielał, ale dlatego, że cokolwiek Ashley by nie zrobił, a nawet czegokolwiek by nie zrobił, Scarlett nie dałaby sobie nic powiedzieć contra. Bo tak zrobił Ashley, a on jest taki mądry, subtelny i szlachetny (w przeciwieństwie do niesubtelnego i interesownego Retta oczywiście :)).
                --
                A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                • jadwiga1350 Re: Wokulski jak Scarlett 05.07.11, 16:53
                  Ashley jako taki, czyli subtelny intelektualista właśnie, je
                  > j się podobał

                  Podobał, ale jednocześnie nudził, co Scarlett sama przed sobą przyznawała.Nie zawsze miała z nim o czym rozmawiać, a jak już rozmawiali szczerze, widać było jak bardzo się nie zgadzają( scena w Tarze przy rąbaniu drewna, rozmowa po pogrzebie Gerarda, rozmowa w tartaku)
                  A z Rettem zawsze miała temat do rozmowy i nigdy się nie nudziła.
    • rozdzial43 Re: Wokulski - hipokryzja 05.07.11, 22:06
      Czy ja wiem, czy hipokryzja...?
      Raczej chyba romantyzm jednak i marzycielstwo. I brak siły do przyjęcia rzeczywistości taką jaka jest, oswojenia jej i budowania dobrego w tej rzeczywistości swojego życia.

      A kiedy się okazało, jaka ona jest, ta rzeczywistość, to wpadł Stanisław w depresję, a potem się targnął w Zasławiu.

      Też mi powód do targnięcia się dojrzałego mężczyzny: że dwudziestoletnia panna jest niemądra, niedojrzała i troszkę zepsuta.
      • jadwiga1350 Re: Wokulski - hipokryzja 06.07.11, 19:17

        > Czy ja wiem, czy hipokryzja...?
        > Raczej chyba romantyzm jednak i marzycielstwo.

        Chodziło mi o hipokryzję Wokulskiego w stosunku do barona i jego narzeczonej. Oboje potępia za coś, co sam zrobił i dalej robi. No i ewidentnie kłamie, rozmawiając z Eweliną w parku.
        • maryboo Re: Wokulski - hipokryzja 06.07.11, 20:47
          jadwiga1350 napisała:

          > Chodziło mi o hipokryzję Wokulskiego w stosunku do barona i jego narzeczonej. O
          > boje potępia za coś, co sam zrobił i dalej robi.

          Ale trudno tu raczej mówić o hipokryzji. To słowo zakłada, że Wokulski świadomie postępuje w sposób przeciwstawny do tego, co głosi światu i pokazuje na zewnątrz. A Stanisław zastanawia się przecież, czy wszyscy zakochani są tak naiwni, ślepi i śmieszni jak baron - co ewidentnie świadczy o tym, że on NIE WIDZI swojej uległości i poddania wobec Izabeli i tego, jak wybranka nieustanni wodzi go za nos(czy bardziej akuratnie: bardzo stara się tego nie widzieć).


          --
          'We're having too good a time today. We ain't thinking about tomorrow."
          • soova Re: Wokulski - hipokryzja 07.07.11, 12:18
            Hipokryci owszem, postępują przeciwstawnie do tego, co myślą, ale wydaje mi się, że równie często wypierają ze świadomości to, co myślą, żeby racjonalne wydawało im się to, co robią. Weźmy baronową: niby wzorowa chrześcijanka - pobożna kobieta, oddana kultywowaniu pamięci córki i modlitwie. A jednak prześladuje Stawską. Może i myśli czasami, że robi źle, tego oczywiście nie wiemy, ale ogólnie uważa, że racja jest po jej stronie - Stawska jest młoda, ładna, interesują się nią mężczyźni i ma córkę, a ona jest opuszczoną przez męża kobietą w żałobie, której nic w życiu w zasadzie nie zostało, więc nadaje sobie sama prawo do takiego "wymiaru sprawiedliwości", choć oczywiście z miłością bliźniego nic to nie ma wspólnego.

            --
            A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
            • maryboo Re: Wokulski - hipokryzja 07.07.11, 14:29
              soova napisała:

              > Hipokryci owszem, postępują przeciwstawnie do tego, co myślą, ale wydaje mi się
              > , że równie często wypierają ze świadomości to, co myślą, żeby racjonalne wydaw
              > ało im się to, co robią.

              Zapewne. Ale przecież Wokulski niczego nie wypiera, nie usprawiedliwia się przed sobą. Nie jestem pewna, czy w przypadku tak wielkiego zaślepienia wciąż możemy mówić o hipokryzji, czy raczej tylko o zwykłej głupocie i braku trzeźwej oceny sytuacji. Zachowanie Krzeszowskiej to idealny przykład hipokryzji - ona wszak wie, albo przynajmniej przeczuwa, że to, co robi, jest niezgodne z zasadami moralnymi, ale przecież...MA usprawiedliwienie, czyż nie? (oczywiście, w jej własnej opinii ;)) Sama je zresztą pięknie przedstawiłaś.
              Znowu przypnę się do sytuacji z baronem - nie wiem, być może to tylko mój sposób rozumowania, ale dla mnie Wokulski okazałby się hipokrytą, gdyby patrząc na Dalskiego, myślał: "Jaki ten biedak naiwny! Wszak widać jak na dłoni, że ona nie chce za niego wyjść i że w ogóle do siebie nie pasują. Cóż, rozumiem go w pewnym sensie; ja także liczę bodaj na drobną oznakę łaskawości ze strony panny Izabeli i pewien jestem, że jest aniołem, który zstąpił na Ziemię...ale to nie to samo! Jestem młodszy od barona, nie tak śmieszny...i...i nasze małżeństwo byłoby z pewnością udane."
              Tymczasem przez całą podróż Wokulski nawet przez chwilę nie pomyśli, że zachwyty barona nad wybranką są niemal identyczne, jak jego własne - z tym, że Stach zatrzymuje swe myśli dla siebie. On moim zdaniem naprawdę nie dostrzega, że robi z siebie wycieraczkę - co zresztą kilkakrotnie komentują doktor z Rzeckim.
              --
              'We're having too good a time today. We ain't thinking about tomorrow."
              • soova Re: Wokulski - hipokryzja 07.07.11, 14:58
                Otóż to, otóż to. W "Lalce" prócz baronowej dałoby się jeszcze kilkoro hipokrytów znaleźć, ale przecież bez Wokulskiego, zdecydowanie.

                "Tymczasem przez całą podróż Wokulski nawet przez chwilę nie pomyśli, że zachwyty barona nad wybranką są niemal identyczne, jak jego własne - z tym, że Stach zatrzymuje swe myśli dla siebie. On moim zdaniem naprawdę nie dostrzega, że robi z siebie wycieraczkę - co zresztą kilkakrotnie komentują doktor z Rzeckim."

                Trochę dostrzega, weźmy choćby ten nieszczęsny bal u księcia, te "wizytę" w hotelu u Molinariego. Szkoda, że tylko troszkę i tak późno.

                Co do tej hipotetycznej reakcji na narzeczeństwo barona, to nie uważam zaś, że byłoby w tym coś z hipokryzji. Owszem, na pewno jest to wyparcie rzeczywistości, ale czy wyraz dwulicowości? Porównałabym to do takiej sytuacji, że często podjadamy słodycze, mimo że zasadniczo zbyt dobre dla zębów i wagi to nie jest. Wiemy o tym, ale podjadamy, bo nikt nie widzi, bo to tylko jedna jagodzianka, bo trzeba mieć jakieś przyjemności w życiu, bo tyją to może tacy, co jedzą 4 bułeczki dziennie zamiast obiadu, ale nie my. Czy to hipokryzja czy raczej przymykanie oczu na fakty?

                --
                A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
              • jadwiga1350 Re: Wokulski - hipokryzja 07.07.11, 16:06
                >ale dla mnie Wokulski okazałby się hipokrytą, gdyby patrząc na D
                > alskiego, myślał: "Jaki ten biedak naiwny! Wszak widać jak na dłoni, że ona nie
                > chce za niego wyjść i że w ogóle do siebie nie pasują. Cóż, rozumiem go w pewn
                > ym sensie; ja także liczę bodaj na drobną oznakę łaskawości ze strony panny Iza
                > beli i pewien jestem, że jest aniołem, który zstąpił na Ziemię...ale to nie to
                > samo! Jestem młodszy od barona, nie tak śmieszny...i...i nasze małżeństwo byłob
                > y z pewnością udane."

                Tylko, że Wokulski mniej więcej tak myśli.

                "Ubrał się! — myślał Wokulski. — Czy podobna, ażeby młoda panna mogła zakochać się w takiej mumii? Z pewnością jest o dziesięć lat starszy ode mnie, a jaki niedołężny, jaki przy tym naiwny!..."

                "A jeżeli młoda dziewczyna może pokochać takiego dziada, to dlaczegóż by mnie nie miała pokochać tamta?..."

                "Czy wszyscy zakochani są tak ślepi jak on? — myślał Wokulski. — Bo dla mnie, i chyba dla każdego tutaj, jest jasne, że ta panna wcale go nie kocha. Może nawet kocha Starskiego..."

                " Nie jestem kobietą i nigdy nie byłem proszony o spętanie mego życia na czyjąś korzyść, więc nie wiem, co bym zrobił — odparł wzburzony Wokulski. — To tylko wiem jako mężczyzna, że nie potrafiłbym żebrać nawet o miłość. I jeszcze pani powiem — dodał patrzącej na niego z odchylonymi ustami — nie tylko nie prosiłbym, ale wprost nie przyjąłbym wyżebranej ofiary z czyjegoś serca. Takie dary zwykle bywają tylko połowiczne... "


                "Cóż to za podła rola — szepnął Wokulski. — Wolałbym w łeb sobie strzelić aniżeli wyjść na podobnego błazna."

                Natomiast nie widzę hipokryzji u Krzeszowskiej. Nic nie ma w powieści, żeby potępiała innych ludzi , postępujących tak samo jak ona.
                Po za tym Krzeszowska jest pełna goryczy i żalu, więc więcej jej można wybaczyć. No i gdzie jej tam pod względem charakteru i intelektu do Stacha. Od Stacha można więcej wymagać.
                • maryboo Re: Wokulski - hipokryzja 07.07.11, 17:03

                  Żaden z cytatów nie oddaje tego, o czym pisałam wcześniej. Wokulski nie podstawia siebie i Izabeli do roli Dalskiego i Eweliny, nie widzi, że jego sytuacja jest niemal identyczna, a mnie właśnie o to chodziło.

                  "Ubrał się! — myślał Wokulski. — Czy podobna, ażeby młoda panna mogła zakochać się w takiej mumii? Z pewnością jest o dziesięć lat starszy ode mnie, a jaki niedołężny, jaki przy tym naiwny!..."

                  Tu Wokulski stwierdza tylko, co myśli o Dalskim.

                  "A jeżeli młoda dziewczyna może pokochać takiego dziada, to dlaczegóż by mnie nie miała pokochać tamta?..."

                  Tu byłby najbliższy przykład, ale dla mnie to wciąż nie jest dowód hipokryzji. Stach po prostu zauważa, że skoro baron, starszy od niego, ma szczęście w miłości, to i jemu mogłoby się udać.

                  "Czy wszyscy zakochani są tak ślepi jak on? — myślał Wokulski. — Bo dla mnie, i chyba dla każdego tutaj, jest jasne, że ta panna wcale go nie kocha. Może nawet kocha Starskiego..."

                  To tylko dowód na to, o czym pisałam wcześniej. Wokulski w ogóle nie widzi, że jest ślepy w takim samym stopniu jak Dalski. Hipokryzją byłoby, gdyby zdawał sobie sprawę z tego podobieństwa i usilnie starał się znaleźć jego usprawiedliwienie.

                  Kolejny cytat był tu już omawiany, z tego co pamiętam stanowi zresztą oś wątku.

                  "Cóż to za podła rola — szepnął Wokulski. — Wolałbym w łeb sobie strzelić aniżeli wyjść na podobnego błazna."

                  Jak wyżej. Stach wzdryga się na samą myśl, że mógłby być męską wycieraczką. Gdzie tu hipokryzja? Głupota i naiwność jak najbardziej, ale nie zakłamanie.





                  --
                  'We're having too good a time today. We ain't thinking about tomorrow."
                • soova Re: Wokulski - hipokryzja 07.07.11, 17:07
                  "Tylko, że Wokulski mniej więcej tak myśli."

                  Ale żadna to hipokryzja, a tylko zwykłe wypieranie rzeczywistości. Miłość do młodszej dziewczyny to coś takiego jak te słodycze z mojego przykładu: wiem, że może się dla niej nie nadaję, bo jestem z innego środowiska, starszy itp., ale będę się o nią starał, bo ją kocham. Tak jak inni, nie ja, opychają się słodyczami i tyją, tak śmiesznie wygląda leciwy baron zalecający się do młodszej o pokolenie narzeczonej, ale nie ja przecież, bo ja to co innego.

                  "Natomiast nie widzę hipokryzji u Krzeszowskiej. Nic nie ma w powieści, żeby potępiała innych ludzi , postępujących tak samo jak ona. Po za tym Krzeszowska jest pełna goryczy i żalu, więc więcej jej można wybaczyć."

                  Nawet tak obrzydliwe oszczerstwa na temat Stawskiej, jakie wygłasza pobożna niewiasta, która dopiero co kazała zamówić Maruszewiczowi nabożeństwa za duszę córeczki, gdy po raz pierwszy widzi się z Rzeckim? Nie wiem, czy goryczą i żalem można usprawiedliwić fałszywe oskarżenie o to, że Stawska utrzymuje się tak naprawdę ze sponsoringu, jak byśmy to dziś określili. Wytłumaczyć jeszcze tak, ale na pewno nie usprawiedliwić.
                  --
                  A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka