Dodaj do ulubionych

prezent zaręczynowy

13.08.12, 12:13
"- I ten medalion - drwił Starski - jest całym prezentem przedślubnym?... Niezbyt hojny narzeczony: kocha jak trubadur, ale...
- Zapewniam cię - przerwała panna Izabela - że oddałby mi cały majątek...
- Bierzże go, kuzynko, i mnie pożycz ze sto tysięcy... A cóż, znalazła się ta cudowna blaszka?...
- Właśnie że nie, i jestem bardzo zmartwiona. Boże, gdyby on się kiedy dowiedział..."

Krótka wzmianka, a powstają pytania. Jak mógł zginąć metal lżejszy od powietrza, skoro Izabela dostała go razem z medalionem, ten od razu powiesiła na szyi i chyba jednak nosiła, żeby zrobić przyjemność Wokulskiemu, bo jaki byłby powód nienoszenia?
--
A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
Edytor zaawansowany
  • weteran_pl 13.08.12, 12:53
    Choć w serialu Wokulski - gwałtownym ruchem - zrywa łańcuszek z medalionem i wręcza go pannie Łęckiej, to w powieści wygląda to tak:

    "Namiętnie ucałował jej rękę, której mu nie broniła, potem odszedł do okna i coś zdjął z szyi.

    - Niech pani przyjmie to ode mnie - rzekł i podał jej złoty medalion z łańcuszkiem.

    Panna Izabela ciekawie zaczęła się przyglądać.

    - Dziwny prezent, nieprawdaż - mówił Wokulski otwierając medalion. - Widzi pani tę blaszkę lekką jak pajęczyna?... A jednak jest to klejnot, jakiego nie posiada żaden skarbiec, nasienie wielkiego wynalazku, który może ludzkość przemienić. Kto wie, czy z tej blaszki nie urodzą się okręty napowietrzne. Ale mniejsza o nie... Oddając go pani, składam moją przyszłość...

    - Więc to jest talizman?

    - Prawie. Jest to rzecz, która mogła mnie wyciągnąć z kraju, a cały mój majątek i resztę życia utopić w nowej pracy. Może byłaby ona stratą czasu, maniactwem, ale w każdym razie myśl o niej była jedyną rywalką pani. Jedyną... - powtórzył z naciskiem.

    - Myślał pan opuścić nas?

    - Nawet nie dawniej jak dziś rano. Dlatego oddaję pani ten amulet. Odtąd, oprócz pani, już nie mam innego szczęścia na świecie; została mi pani albo śmierć.

    - Jeżeli tak, więc biorę pana do niewoli - rzekła panna Izabela i zawiesiła medalion na szyi. A kiedy przyszło wsunąć go za stanik, spuściła oczy i zarumieniła się."

    Łęcka mogła przy spotkaniu z kuzynem Starskim, chcieć zaprezentować mu ten jakże dziwny metal - ten zaś, jako lżejszy od powietrza więc wymykający się prawom grawitacji, mógł opuścić pomieszczenie przez otwarte okno...
  • soova 13.08.12, 13:09
    O nie, metal był lekki jak puch, ale samoczynnie nie fruwał (tylko w serialu latał, ale też dość powoli ;)). W Paryżu w każdym razie Wokulski nie miał żadnych problemów z kontrolą nad nim.

    A tak przy okazji: Wokulski obiecał Ochockiemu na wsi pokazać po wakacjach metal. Czy do tego doszło?
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 14.08.12, 15:34
    Ale ten metal nie był lżejszy od powietrza, po prostu był tylko niezwykle lekki. Pewnie Starski grzebał Izie za dekoltem, zawadził paznokciem o zamknięcie medalionu, blaszka wyleciała, wpadła między wysokie włosy dywanu, (może na trawę?) i po metalu. Tylko kiedy to się mogło stać? Między zaręczynami a podróżą do Krakowa mija niewiele czasu, a Starski dopiero co wraca z prowincji.
    Mnie zastanawia przemowa Starskiego pod nieco innym względem. Dlaczego oskarża Wokulskiego o chciwość i skąpstwo? Przecież dobrze wie(jako człowiek znający etykietę), że Iza nie może prosić, żądać, wymagać od narzeczonego pieniędzy. To po prostu nie wypada. A sam Starski był bardzo czuły na punkcie tego co wypada( "Z takim pośpiechem nie wychodzi się z wagonu przy damach"). Co innego, gdyby Belcia była już żoną Wokulskiego. Wtedy prowokowanie jej, że wyszła za dusigrosza i przymawianie się o pożyczkę miałoby sens.
  • weteran_pl 14.08.12, 16:48
    jadwiga1350 napisała:

    > Ale ten metal nie był lżejszy od powietrza, po prostu był tylko niezwykle lekki.>

    Faktycznie!
    Bo przecież Geist dopiero pracował nad takim metalem:
    " Albo metal o jakie dziesięć procent lżejszy od powietrza, co?...śmiał się Geist. - Ciężar gatunkowy obalony... prawa natury podkopane, co?"
    A jako prezent dał Wokulskiemu inny:
    "- Weź sobie to jako amulet przeciw powątpiewaniu o moim rozumie czy prawdomówności. Ten metal jest około pięciu razy lżejszy od wody, dobrze więc będzie ci przypominał naszą znajomość."
  • soova 14.08.12, 18:03
    To "kocha jak trubadur, ale..." jest nie tyle zarzutem skąpstwa pod adresem Wokulskiego całościowo, ile aluzją, że jego prezent zaręczynowy prezentuje się skromnie, w porównaniu choćby do tych baronowskich szafirów, które niewątpliwie Starski miał okazję oglądać z bliskiej odległości.

    Co do przypadkowego otwarcia medalionu, to wydaje mi się to technicznie jakoś mało prawdopodobne. Przy takich okazjach zwykle, owszem, rwą się łańcuszki, ale żeby nawet przypadkiem otworzyć malutki przecież medalion, trzeba mieć więcej, jakby to powiedziała hrabina Karolowa, nie powiem: śmiałości, ale - doświadczenia. Takowego oczywiście Starskiemu nie odmawiamy, ale nie w dziedzinie mechaniki precyzyjnej przecież. :)

    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • soova 14.08.12, 18:05
    (i tym sposobem post nr 1879 należy do mnie, a nr 1878 - do Weterana) ;)
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 14.08.12, 19:35
    > jest nie tyle zarzutem skąpstwa pod adresem Wok
    > ulskiego całościowo, ile aluzją, że jego prezent zaręczynowy prezentuje się skr
    > omnie

    Ale co by go to właściwie obchodziło? Starski to nie altruista, nie z dobrego serca użala się nad kuzynką, że ma takiego skąpego narzeczonego. On węszy w tym coś dla siebie. Ale jednocześnie jako człowiek obeznany z etykietą, powinien wiedzieć, że przynajmniej na razie jest to niemożliwe .

    > Co do przypadkowego otwarcia medalionu, to wydaje mi się to technicznie jakoś m
    > ało prawdopodobne.

    Wątpliwe, że Izabela celowo otworzyła medalion, by pokazać Starskiemu blaszkę. Wszak żadne z nich nie interesowało się takimi sprawami. Medalion musiał zostać otwarty przypadkowo, w trakcie szamotaniny. Medalion chyba nie był taki malutki. I mógł być tego typu, że otwierał się przy silnym nacisku.
  • weteran_pl 14.08.12, 19:57
    "- I ten medalion - drwił Starski - jest całym prezentem przedślubnym?... Niezbyt hojny narzeczony: kocha jak trubadur, ale...

    - Zapewniam cię - przerwała panna Izabela - że oddałby mi cały majątek...

    - Bierzże go, kuzynko, i mnie pożycz ze sto tysięcy... A cóż, znalazła się ta cudowna blaszka?...

    - Właśnie że nie, i jestem bardzo zmartwiona. Boże, gdyby on się kiedy dowiedział...

    - Czy o tym, że zgubiliśmy jego blaszkę, czy że szukaliśmy medalionu? - szepnął Starski przytulając się do jej ramienia."

    Skoro medalion miał już swoje miejsce między piersiami Łęckiej:
    "(...) biorę pana do niewoli - rzekła panna Izabela i zawiesiła medalion na szyi. A kiedy przyszło wsunąć go za stanik, spuściła oczy i zarumieniła się."
    to i tam "szukały" go dłonie Starskiego...
  • soova 15.08.12, 11:37
    Gdzie go państwo razem szukali (czy "Lalka" była tłumaczona na czeski? ;)), to wiemy, ale nie wiadomo, dlaczego zginął.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • weteran_pl 15.08.12, 15:26
    soova napisała:

    ...czy "Lalka" była tłumaczona na czeski?

    Tak, w 1903 opublikowano przekład powieści i na język czeski Lalkę przełożył František Vondráček, przedmowę napisał Piotr Chmielowski .
  • minerwamcg 15.02.18, 13:36
    Hi, hi. :)

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • soova 15.08.12, 11:36
    <On węszy w tym coś dla siebie. Ale jednocześnie jako człowiek obeznany z etykietą, powinien wiedzieć, że przynajmniej na razie jest to niemożliwe .>

    A owszem, owszem, węszy. I wcale mu ta znajomość etykiety nie przeszkadza przecież jednocześnie otwarcie poprosić kuzynkę, żeby, gdy już zostanie panią Wokulską z dostępem do pieniędzy pana Wokulskiego, pożyczyła mu ze sto tysięcy.

    Nawiasem mówiąc, robiąc uwagę na temat gwałtownego opuszczenia przez Wokulskiego wagonu w Skierniewicach, Starski z punktu widzenia savoir-vivre'u miał rację, bo wypadałoby choćby rzucić "przepraszam". :) Oczywiście w normalnych warunkach.

    <Medalion musiał zostać otwarty przypadkowo, w trakcie szamotaniny. Medalion chyba nie był taki malutki. I mógł być tego typu, że otwierał się przy silnym nacisku.>

    Kiedy ten rodzaj szamotaniny powoduje raczej zerwanie łańcuszka niż jakieś przypadkowe naciśnięcie tego ząbka w medalionie. A jeśli nawet, to przecież skoro medalion nie był mikroskopijny, to i blaszka, która spadła na dywan, musiała być widoczna i ktoś musiał ją zobaczyć - jeśli nie właścicielka, która nie spostrzegła, że coś zgubiła, to Flora, a jeśli nie Flora, to służba w czasie sprzątania. Metal był bardzo lekki, ale nie niewidzialny, w salonie Łęckich był dywan, ale przypuszczam, że skoro wyposażenie w domu przedstawicieli tak starego rodu było wyrobione nie wczoraj i mogące służyć kilku pokoleniom, nie miał gęstego i wysokiego włosia, żeby blaszka mogła bezpowrotnie w nie wpaść i zniknąć.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 15.08.12, 15:28
    >blaszka, która spadła na dywan, musiała być
    > widoczna i ktoś musiał ją zobaczyć -jeśli nie właścicielka

    Może na trawę(choć to mniej prawdopodobne), nie na dywan. Blaszka lekka, nie było słychać, że spada.

    >to Flora, a jeśli nie Flora, to służba w czasie sprzątani
    > a

    Dla służby był to po prostu śmieć, gdzieżby jakąś tam blaszką zawracali głowę jaśnie panience. A Flora? Ona chyba tylko wtedy zainteresowałaby się blaszką, gdyby wiedziała, że Anglicy cenią i noszą podobne.

    A według Ciebie, Soovo, jak było z szukaniem i gubieniem?

    >żeby, gdy już zostanie panią Wokuls
    > ką z dostępem do pieniędzy pana Wokulskiego, pożyczyła mu ze sto tysięcy.

    Tylko, że do tego długa droga. Przyszli państwo Wokulscy nie wyznaczyli daty ślubu. Może narzeczeństwo miało trwać rok, może dłużej, może krócej? Stach, choć zakochany do szaleństwa, jakoś nie nalegał na szybki ślub.
    Starski miał pełno długów. Zamiast pleść głupoty o Wokulskim, powinien zakręcić się koło kupczyka i pożyczyć od przyszłego krewniaka parę tysiączków. Stach, widząc radość i uznanie w oczach Belci, nie pożałowałby Starskiemu rubelków.
  • weteran_pl 15.08.12, 16:04
    jadwiga1350 napisała:

    > Starski miał pełno długów. Zamiast pleść głupoty o Wokulskim, powinien zakręcić
    > się koło kupczyka i pożyczyć od przyszłego krewniaka parę tysiączków. Stach, widząc radość i uznanie w oczach Belci, nie pożałowałby Starskiemu rubelków."

    Będąc przy długach krewnych panny Łęckiej, to zastanawia mnie ta gotowość Wokulskiego do spłacenia tych, które miał baron:

    "Trzeba nareszcie złożyć wizytę Krzeszowskiemu... Pójdę jutro...W całym znaczeniu przyzwoity człowiek... przeprosił pannę Izabelę. Jutro podziękuję mu i - niech mnie licho weźmie - jeżeli nie spróbuję dopomóc. Choć z takim próżniakiem i letkiewiczem ciężka sprawa...Ale mniejsza o to, spróbuję... On przeprosił pannę Izabelę, ja wydobędę go z długów."

    Czyżby Wokulski nie znał ich skali?

    "- Przepraszam!... Mam siedemnaście procesów o trzydzieści dziewięć tysięcy rubli długów!"

    Bo to kwota bardo poważna...
  • soova 16.08.12, 09:37
    Sądzę, że w chwili, gdy Wokulskiego nachodzi taka wspaniałomyślność, znał dość ogólnie (tzn. wiedział, że są spore, ale dokładnie nie wiedział przecież, na ile- nawet baronowa nie wie dokładnie, na ile też małżonek jest zadłużony, dowiaduje się o tym dopiero w miarę zgłaszania się wierzycieli). Poza tym nikt nie mówi, że to wydobycie barona z długów ma polegać na ich spłacie. Równie dobrze mógł pomyśleć o skupieniu weksli Krzeszowskiego od jego wierzycieli (tak samo, jak rok wcześniej skupił weksle Łęckiego), aby potem na przykład rozłożyć mu spłatę na dogodne raty i bez naliczania lichwiarskich odsetek (to był przecież główny problem dłużników w tamtych czasach - i jednocześnie główne źródło dochodu różnych kantorów wekslu i loterii).
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • soova 16.08.12, 09:31
    <A według Ciebie, Soovo, jak było z szukaniem i gubieniem?>

    Z szukaniem było tak, jak tu napisano: Starski z pewnością miał okazję obejrzeć (pusty) medalion tam, gdzie on wisiał, czyli na szyi i dekolcie właścicielki. Natomiast jak ze zgubieniem: nie wiem. Kobiety są ciekawskie, a prezent zaręczynowy był niestandardowy, tym bardziej, że Izabela, choć nie znała się na prawach fizyki (bo wszak wobec niej nie istniały), wiedziała, jakie znaczenie "blaszka" miała dla Wokulskiego. Może więc pewnego razu otworzyła medalion, zaczęła ją oglądać, medalion niedokładnie zamknęła, metal wysunął się i upadł - oczywiście nie w kanał, ale na przykład w fałdy sukni, a stamtąd w dywan (gdzie - racja, Jadwigo - służba nie zaprzątałaby sobie głowy zanoszeniem znaleziska Florentynie, a po prostu wyrzuciła) lub między szpary desek w podłodze. I może nawet przetrwał do dzisiejszych czasów zagrzebany gdzieś w ziemi w Alejach Ujazdowskich, bo skoro był tak niewrażliwy na czynniki zewnętrzne, to Powstanie Warszawskie mu nie zaszkodziło?...
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • jadwiga1350 16.08.12, 12:44
    "Czy o tym, że zgubiliśmy jego blaszkę, czy że szukaliśmy medalionu? - szepnął Starski przytulając się do jej ramienia."

    Zgubiliśmy! My. Szukanie i gubienie-jedność miejsca, czasu, bohaterów.

    Iza już widziała blaszkę(w chwili wręczania prezentu), po co miała jeszcze raz ją wyciągać i oglądać. Blaszka nie była prezentem od Rossiego, żeby ją podziwiać i piać nad nią z zachwytu.
  • weteran_pl 16.08.12, 14:17
    jadwiga1350 napisała:

    > "Czy o tym, że zgubiliśmy jego blaszkę, czy że szukaliśmy medalionu? - szepnął
    > Starski przytulając się do jej ramienia."
    >
    > Zgubiliśmy! My. Szukanie i gubienie-jedność miejsca, czasu, bohaterów.>

    Aby zaszła konieczność owego "szukania medalionu" - musiało najpierw nastąpić jego zagubienie, te zaś musiało mieć miejsce gdy został zdjęty.
    Wg mnie Prus jasno daje tu do zrozumienia, że nastąpiło to podczas - szeroko rozumianej - bliskości fizycznej pary Łęcka/Starski, która to bliskość nie musiała być stosunkiem, lecz np. neckingiem lub nawet pettingiem...
  • izabella1991 27.05.13, 13:51
    Jak pisze Jadwiga1350, Panna Łęcka z panem Starskim musieli długo i namiętnie ,,gubić" tenże medalion,aby potem martwić się jego utratą...
    Prus na kartach powieści nie pisze,czy cudem jakowymś tenże medalion znalazł się,ale ..Izie i tak nic z tego by nie przyszło,bo Wokulski na oczy przejrzawszy,urwał się z łańcucha...Tak czy owak dziwnym to jest ,że by w XIX wieku majętny konkurent nie dał pannie pierścienia czy garnituru diamentowego-stać go było na to...Tu Wokulski nieładnie postąpić i kpiny Starskiego uważam za słuszne..
  • soova 27.05.13, 20:05
    Ale medalion, a właściwie jego "wkład", był niesamowicie cenną rzeczą, nie tylko o wartości emocjonalnej, materialnej także. Jaki milioner - kolekcjoner mógł się w 1879 roku pochwalić, że ma w swoich zbiorach metal lżejszy od powietrza? Nie dziwne, że Wokulski dał go Izabeli przy zaręczynach, sam wszak podkreślił, że na rzecz życia z nią rezygnuje ze swoich marzeń naukowych. Nie dziwne nawet, że nie dał jej żadnej biżuterii, tak jak Dalski sprezentował szafiry Ewelinie: raz, że metal w jego oczach był wart o wiele więcej niż banalna biżuteria, dwa, że znów szatan założył mu różowe okulary, przez które Wokulski nie widział, że Izabela prezentu nie doceni, a będzie chciała złota i klejnotów. :)

    A metal się nie znalazł - przyznaje to i Izabela w wagonie i potem Wokulski w rozmowie z Ochockim.
  • izabella1991 28.05.13, 14:01
    Tak soova-masz rację-metal był arcycenną rzeczą i bardzo wartościowym przedmiotem-ale dla Wokulskiego,Ochockiego! Nie dla Izy-ona byla na to za pusta,za głupia!
    Do takiej pasuje,jak ulał rosyjskie określenie,,Umnaja Dura"!
  • jadwiga1350 30.05.13, 16:51
    >Tak czy owak dziwnym to jest ,że by w XIX wieku majętn
    > y konkurent nie dał pannie pierścienia czy garnituru diamentowego-stać go było
    > na to...Tu Wokulski nieładnie postąpić i kpiny Starskiego uważam za słuszne..

    Bo to całe narzeczeństwo Wokulskiego ma w sobie coś onirycznego, jakby istniało tylko w jego wyobraźni, było snem. Stach, oprócz wręczenia pierścionka zaręczynowego, powinien uczynić zadość i innym konwenansom. Powinien poprosić o rękę Izy pana Tomasza i omówić z nim warunki intercyzy. Stary Łęcki powinien wydać bal, a przynajmniej uroczysty obiad, i oficjalnie ogłosić zaręczyny jedynaczki( w Wielkim Poście nie wypadało, ale po Wielkanocy, czemu nie?). Powinna zostać wyznaczona data ślubu, omówiona ewentualna podróż poślubna, Belcia powinna zacząć kompletować wyprawę, etc.
    A Prus nam tego wszystkiego odmawia. Zamiast tego mamy fantasmagorie Wokulskiego, te jego loty "na mleczne drogi i w blaski jutrzenki i w ognie ofiary" itp.
    Te jego marzenia wcale nie przyjmują konkretnych kształtów, bo ani nie kupuje majątku i nie zaczyna budowy willi Izabelin, ani nie funduje nagrody dla przyszłego odkrywcy nowej gwiazdy. Ciągle tylko o tym śni na jawie i tyle.
    To już znacznie konkretniej uczcił Łęcką Wysocki, chrzcząc córkę jej imieniem.
  • izabella1991 01.06.13, 12:23
    No właśnie-bardzo słuszna uwaga!
    Takie te niby zaręczyny-ni przypiął ni wypiął! Nie zdziwiłabym się,gdyby to okazało się snem,mrzonką Wokulskiego-a tak-ani uczty zaręczynowej,ani pierścionka,ani oświadczyn u pana Tomasza....Co tu się dziwić,że Izunia brzydko powiedziawszy-zrobiła pana Stacha w trąbę!
    Straciła na tym dużo,bardzo dużo-fakt!
    Ani on nie był dla niej ,ani ona dla niego! Co innego Pani Wąsowska albo Stawska!
  • soova 03.06.13, 11:12
    "Nie zdziwiłabym się,gdyby to okazało się snem,mrzonką Wokulskiego"

    Ale to jest niemożliwe. Wszak baron Krzeszowski już nazywa Wokulskiego kuzynem, czego by nie robił, gdyby zaręczyn nie ogłoszono, a gdy pani Wąsowska zaprasza go do siebie już po tej nieszczęsnej podróży pociągiem, zaczyna od robienia wyrzutów, że naraził osobę z towarzystwa na plotki (czyli brutalnie zerwał zaręczyny bez podania powodu).
  • soova 03.06.13, 11:08
    "Stach, oprócz wręczenia pierścionka zaręczynowego, powinien uczynić zadość i innym konwenansom. Powinien poprosić o rękę Izy pana Tomasza i omówić z nim warunki intercyzy. Stary Łęcki powinien wydać bal, a przynajmniej uroczysty obiad, i oficjalnie ogłosić zaręczyny jedynaczki( w Wielkim Poście nie wypadało, ale po Wielkanocy, czemu nie?). Powinna zostać wyznaczona data ślubu, omówiona ewentualna podróż poślubna, Belcia powinna zacząć kompletować wyprawę, etc.
    A Prus nam tego wszystkiego odmawia."

    Bo Prus napisał powieść o cierpieniach duszy, a nie kronikę towarzyską czy jakąś "Sagę rodu Palliserów", gdzie opisano dokładnie, która dama przyszła do teatru w jakiej sukni. Owszem, można było o tym wszystkim napisać czy bodaj napomknąć, ale po co? Podejrzewam, że byłoby to równie nudne co wojenne wędrówki Rzeckiego po Węgrzech, które do akcji niczego nie wnoszą.

    A Łęcki nie bardzo miał za co wyprawić bal, zaś wobec sprzedaży serwisu zapewne nie bardzo mógł przyjąć wszystkich pożądanych (i zapewne licznych) gości na uroczystym obiedzie.
  • izabella1991 03.06.13, 15:22
    Tak-masz rację-Soova! Zaręczyny żadną mrzonką nie były-były faktem,tyle że takim bezpłciowym ni to świętem,ni to tajemnicą Poliszynela! Tak-baron Krzeszowski nazywał Wokulskiego ,,kuzynem" co niezależnie od stopnia pokrewieństwa czyniła cała arystokracja względem siebie samych....
    No ale żeby tak kogoś spoza sfery ,,tytułować"-nooooo....to już był potrzebny albo odpowiedni mariaż,albo odpowiedni majątek!
    Pamiętam ,kiedy to w powieści Dołegi-Mostowicza pt.,,Wysokie Progi" arystokracja mocno kręci nosem i wydziwia nad Magdą Nieczajówną,córką rzeźnika i ex-aktorką w dodatku,co absolutnie nie przeszkadza jej w tytułowaniu krewnego rodziny męża ,,kuzynem".Cóż-do małżeństwa doszło -owszem,ale i tak i tak mężulek arystokrata mocno niepięknie żonę potraktował (zdradził ją w jej własnej sypialni)...
    A wracając do rodziny Łęckich-to gdyby się panu Tomaszowi chciało ucztę zaręczynową wyprawić,to i tak by ją wyprawił (za pożyczkę od Żydów chociażby,którą by Stach zresztą spłacił bez gadania)...
  • matylda1001 04.06.13, 01:22
    soova napisała:

    > A Łęcki nie bardzo miał za co wyprawić bal, zaś wobec sprzedaży serwisu zapewne
    nie bardzo mógł przyjąć wszystkich pożądanych (i zapewne licznych) gości na uroczystym obiedzie. <

    Przypominam, że to Wokulski kupił serwis i srebra. Na pewno się ich nie pozbył i chętnie by ofiarował narzeczonej w przedślubnym prezencie. Co do zaręczyn, to skromny obiad na jakieś 30-50 osób Łęcki zorganizowałby bez problemu. Izabella ma racje, pisząc, ze za żydowskie pieniądze. Przyszłemu teściowi Wokulskiego, Żydzi kredytów by nie odmówili.
  • soova 04.06.13, 09:43
    <Na pewno się ich nie pozbył i chętnie by ofiarował narzeczonej w przedślubnym prezencie.>

    Ale jednak:

    "- Wszakże to pan kupił nasz serwis i srebra? - mówiła zdławionym głosem.
    - Ja, pani.
    Teraz panna Izabela zawahała się. Po chwili jednak słaby rumieniec wrócił jej na twarz. Ciągnęła dalej:
    - Zapewne pan sprzeda te przedmioty?
    - W tym celu je kupiłem.
    Rumieniec panny Izabeli wzmocnił się.
    - Przyszły nabywca w Warszawie mieszka? - pytała dalej.
    - Rzeczy tych nie sprzedam tutaj, lecz za granicą. Tam... dadzą mi wyższą cenę - dodał spostrzegłszy w jej oczach zapytanie."

    Nie wiemy oczywiście, czy ostatecznie Wokulski serwisu (i sreber! goście Łęckich nie mieliby przecież nie tylko na czym, ale i czym jeść! :)) się pozbył (przypuszczalnie tak, bo po co miałby blokować kilka tysięcy rubli w niepotrzebnym mu zbytkownym sprzęcie?). W każdym razie "prezent" w postaci serwisu i sreber uprzednio kupionych od tych samych właścicieli za okazyjną cenę byłby nawet nie "zasiłkiem na prowadzenie domu", jak te przegrane w pikietę do Łęckiego w Resursie, ale po prostu grubym nietaktem.

    <Przyszłemu teściowi Wokulskiego, Żydzi kredytów by nie odmówili.>

    Z pewnością, tylko że wszystkimi sprawami finansowymi Łęckiego od zakupu kamienicy zarządzał Wokulski: to on spłacał Żydów w swoim kantorze i to on "trzymał kasę", faktycznie wydzielając panu Tomaszowi kwoty. O tym jest przecież ta rozmowa przed sprzedażą kamienicy:

    "- Cokolwiek jednakże dostanę, tobie oddam, panie Stanisławie.
    (...)
    - Tobie oddam, panie Stanisławie - mówił pan Łęcki. - I właśnie chciałem zapytać się, czy przyjmiesz?...
    - Ależ rozumie się...
    - I jaki mi dasz procent?
    - Gwarantuję dwudziesty, a jeżeli interesa pójdą lepiej, to i wyższy - odparł Wokulski dodając w duchu, że więcej nad piętnaście procent nie mógłby dać komu innemu.
    "Filut!... - pomyślał pan Tomasz. - Sam ma ze sto procentów, a mnie daje dwadzieścia..."
    Głośno jednak rzekł:
    - Dobrze, kochany panie Stanisławie. Przyjmuję dwadzieścia procent, bylebyś mi mógł wypłacić z góry.
    - Będę płacił z góry... co pół roku - odpowiedział Wokulski lękając się, ażeby pan Tomasz nie wydał pieniędzy zbyt prędko.
    - I na to zgoda - rzekł pan Tomasz tonem wielkiej serdeczności. - Wszystkie zaś zyski - dodał z lekkim akcentem - wszystkie zyski wyższe nad dwadzieścia procent, proszę cię, ażebyś nie dawał mi ich do ręki, choćbym... błagał, rozumiesz?... ale żebyś dołączał do kapitału. Niech rośnie, prawda?..."



  • matylda1001 04.06.13, 11:09
    Na bank nie sprzedał, myślę, że nawet przez chwilę nie miał takiego zamiaru, ale przed Izabelą musiał się w tamtym czasie jakoś zgrabnie wytłumaczyć. Kilka zablokowanych (czy nawet rzuconych w błoto) tysięcy dla Wokulskiego nie stanowiło problemu, a serwis i srebra to było coś, co dotykały rączki ukochanej. Dla Stacha świętość. W końcu tkwiło w nim więcej romantyka niż kupca, a taki prezent mógł łatwo uzasadnić tym, że chciał te rodowe pamiątki ocalić dla ukochanej i przyszłych, wspólnych dzieci. Poza tym prezent o wartości sentymentalnej (na to postawiłby nacisk) wręczony narzeczonej to co innego niż przegrane do pana Łęckiego. Wtedy byli dla siebie ludźmi kompletnie obcymi, narzeczonemu wolno więcej.
    Co do kredytu, to nie sądzę, żeby Żydzi, którzy przecież żyli z ich udzielania odmówili ich człowiekowi, o którym wiadomo, że po wydaniu córki za Wokulskiego będzie wypłacalny jak bank szwajcarski.
  • soova 04.06.13, 11:22
    Toteż o wiele lepszym prezentem byłoby zrobienie Izabeli właśnie takiej niespodzianki w przyszłości - wtedy Wokulski już jako mąż Izabeli mógłby ujawnić, że serwis trzymał w piwnicy właśnie po to, żeby rodowa pamiątka została w rodzinie. Natomiast idea serwisu i sreber jako prezentu zaręczynowego czy prezentu dla narzeczonej wygląda odrażająco. Wyobraź sobie, że jesteś przyciśnięta do muru finansowo, sprzedajesz coś cennego, ktoś to kupuje w tajemnicy (i jednocześnie za wiele nie przepłacając - przecież Wokulski przepłacił dopiero za kamienicę), dowiadujesz się jednak tego, po jakimś czasie ta osoba mówi: wiesz, to ja ci może zrobię prezent, weź sobie to z powrotem, bo mnie niepotrzebne. Nawet gdy darczyńca nie jest Twoim narzeczonym, wygląda to jak jałmużna (a skoro Wokulski już narzeczonym był, wyglądałoby tym bardziej).

    Żydzi pewnie chętnie pożyczyliby Łęckiemu, ale nic nie mogli zrobić, skoro Wokulski jako pełnomocnik Łęckiego prowadził wszystkie jego finansowe sprawy. Nie sądzę, żeby jakieś porozumiewanie się za jego plecami bezpośrednio z Łęckim było możliwe, nawet i z tej prostej przyczyny, że gdyby jakiś detaliczny Szpigelman złożył taką ofertę bezpośrednio panu hrabiemu, a ten ją przyjął, wieść o tym szybciutko dotarłaby do starego Szlangbauma, który wiedziałby, co z tym zrobić.
  • matylda1001 05.06.13, 22:13
    soova napisała:

    >> Żydzi pewnie chętnie pożyczyliby Łęckiemu, ale nic nie mogli zrobić, skoro Wokulski jako pełnomocnik Łęckiego prowadził wszystkie jego finansowe sprawy.

    No, owszem, Wokulski przyjął kapitalik Łęckiego do zainwestowania... owszem, spłacał w jego imieniu długi i wypłacał mu procenty, ale przecież Łęcki nie był ubezwłasnowolniony. Wokulski nie miał prawa kontrolować wydatków przyszłego teścia. Mógł mieć tylko nadzieję, że Łęcki nie narobi głupstw, bo takie obawy rzeczywiście miał. Nawet mocno uzasadnione, bo Łęckiemu kręciła sie po głowie myśl zaciągnięcia gdzieś (niekoniecznie za pośrednictwem Wokulskiego) pożyczki na niski procent. Żydzi nie tylko mieli dostęp do Łęckiego, ale nawet stał się dla nich bardzo atrakcyjnym klientem. No i co miałby tu do powiedzenia stary Szlangbaum?

    >Toteż o wiele lepszym prezentem byłoby zrobienie Izabeli właśnie takiej niespodzianki w przyszłości<

    Myśle, że dużo zależałoby od formy wręczenia takiego prezentu. Za "masz, bo mi niepotrzebne" - pogoniłabym nawet męża, ale gdyby narzeczony potrafił wręczyć prezent ładnie, to kto wie? "Panno Izabelo, wiem jak bardzo była pani przywiązana do tych pamiątek, kupiłem je z mysla o pani. Moim pragnieniem jest żeby cieszyła się nimi pani już dziś. Pozwoli pani, że złożę ten cały złom;) u pani pięknych nóżek" To + cmok-cmok w rączkę załatwiłoby sprawę.
    A gdyby jednak Wokulski sie wstrzymał z prezentem, to kochająca cioteczka pożyczylaby coś z własnego kredensu.
  • izabella1991 06.06.13, 14:45
    co miałby tu do powiedzenia stary Szlangbaum?
    Ano bardzo dużo-jak teraz ,tak i w XIX wieku w Warszawie( czy gdziekolwiek indziej) wystarczyło kichnąć na jednym końcu miasta,aby już za kilka minut wiedziała o tym cała okolica...
    Szlangbaum na pewno lojalnie doniósłby Wokulskiemu o tym,że Łęcki szuka pożyczki bez jego pośrednictwa-i niesmak ,a nawet sprzeczka gotowa...
    Czy Łęcki byłby aż tak nierozsądny ,aby ryzykować waśń z panem Stachem? Przecież nie pierwszy raz pożyczał pieniądze od Żydów i wiedział,jak bardzo są rozplotkowani-zarówno oni jako Żydzi,jak też i kupcy czy pożyczkodawcy innej narodowości...Po prostu,ludzie zawsze kochali ploty,a im bardziej smakowitsze,tym lepiej...
    A co do serwisu-to fakt,byłby z nim niewielki problem-cioteczka w obliczu zaręczyn na pewno poratowałaby Izunię czy pożyczką serwisu,czy pożyczką pieniężną...
  • jadwiga1350 17.06.13, 13:27
    > Bo Prus napisał powieść o cierpieniach duszy, a nie kronikę towarzyską czy jaką
    > ś "Sagę rodu Palliserów", gdzie opisano dokładnie, która dama przyszła do teatr
    > u w jakiej sukni.

    O cierpieniach duszy, choć niektórzy twierdzą, że Lalka to powieść o pieniądzach, nie o miłości. Do momentu owych zaręczyn miłość Wokulskiego, i w ogóle cała Lalka, jest taka materialistyczno-pieniężna. Brzęczą ruble rzucane na tace, szeleszczą darte weksle, mrugają szmaragdy wśród złotych listków. Prus dokładnie nam opisuje sprawę licytacji i inne przyziemne kwestie.
    Więc chciałoby się tego(choć troszeczkę) i po oświadczynach. Chciałoby się przeczytać jakie to dary ofiarne składał Wokulski na swym ołtarzu, jakie kadzidła palił przed swą boginią, jak obsypywał wybrankę klejnotami. A tu cisza.
    Wokulski całymi dniami wypisuje imię Izabeli na skrawkach papieru. A czy pomyślał o sporządzeniu testamentu na korzyść Łęckiej?
    Opis balu zaręczynowego, urządzania wspólnego mieszkania, mógłby być ciekawszy od wędrówek Wokulskiego po Powiślu albo jego paryskich przeżyć.
  • soova 24.06.13, 10:24
    Półimperiały akurat są w powieści po coś - żeby zyskać przychylność hrabiny ciotki, która będzie miała najlepszą ochronkę w mieście, i olśnić Łęcką. Podobnie wędrówki po Powiślu nie są przypadkowe (w przeciwieństwie do wojennych wędrówek Rzeckiego po Węgrzech), bo trzeba wprowadzić do akcji Węgiełka i jego brata. Niby gdzie miał się Wokulski z furmanem spotkać, skoro tamten wstydził się przyjść do niego po wsparcie i pokazać się w bogatym sklepie na Krakowskim Przedmieściu? Przecież nie na święconym u hrabiny. Natomiast po co miałyby być pokazywane prezenty Wokulskiego dla narzeczonej czy jak urządził mieszkanie? Tym bardziej, że o dacie ślubu cicho, więc pewnie i dlatego ani za szukanie odpowiedniego lokalu ani za pisanie testamentu z Izabelą jako spadkobierczynią Wokulski się nie zabrał.
  • matylda1001 24.06.13, 11:16
    soova napisała:

    > bo trzeba wprowadzić do akcji Węgiełka i jego brata.<

    Wysockiego i jego brata :)
  • soova 24.06.13, 11:46
    Ale w dalszym ciągu trzeba. ;)
  • weteran_pl 24.06.13, 14:36
    soova napisała:
    "Tym bardziej, że o dacie ślubu cicho, więc pewnie i dlatego ani za szukanie odpowiedniego
    lokalu ani za pisanie testamentu z Izabelą jako spadkobierczynią Wokulski się nie zabrał."

    Co do testamentu zgoda , lecz co do lokalu to nie zapominajmy, iż to właśnie pod kątem zaplanowanego małżeństwa z Izabelą , Wokulski wynajął nowe ośmiopokojowe mieszkanie - wyprowadzając się z mieszkania , w którym zamieszkał biorąc ślub z wdową po Jasiu
    Minclu.
    Sam o tym mówi , że jako osoba samotna może mieszkać w lokalu 2-pokojowym , tak więc to 8-pokojowe mieszkanie miało stać się ich gniazdkiem rodzinnym , gdyż pod kątem jego własnych potrzeb było stanowczo zbyt duże.
  • soova 24.06.13, 18:19
    Nie podeprę się cytatem, ale wydaje mi się, że do tych ośmiu pokoi Wokulski wprowadził się po prostu albo wtedy, gdy wrócił przy forsie z Bułgarii, albo po powrocie z Moskwy jesienią 1878 roku. To drugie bardziej prawdopodobne, bo inaczej przejeżdżającego przez Warszawę Suzina, który namawiał go na wyjazd do Paryża latem 1878, przyjmowałby we własnym apartamencie i nie miałby powodu, żeby wykorzystywać do tego mieszkanie Rzeckiego, a to tam się ich spotkanie odbywa. W obu przypadkach narzeczeństwo z Izabelą jest jeszcze tylko co najwyżej śmiałym projektem.
  • weteran_pl 24.06.13, 20:04
    soova napisała:

    > Nie podeprę się cytatem, ale wydaje mi się, że do tych ośmiu pokoi Wokulski wprowadził się po prostu albo wtedy, gdy wrócił przy forsie z Bułgarii, albo po powrocie z Moskwy jesienią 1878 roku. To drugie bardziej prawdopodobne, bo inaczej przejeżdżającego przez Warszawę Suzina, który namawiał go na wyjazd do Paryża latem 1878, przyjmowałby we własnym apartamencie i nie miałby powodu, żeby wykorzystywać do tego mieszkanie Rzeckiego, a to tam się ich spotkanie odbywa. W obu przypadkach narzeczeństwo z Izabelą jest jeszcze tylko co najwyżej śmiałym projektem.>

    Kontrakt spisany w roku 1850 przez Jana Mincla na wynajem sklepu i mieszkania przy Krakowskim Przedmieściu 9 , zgodnie z ówczesnym zwyczajem opiewał do świętego Jana.
    Tak więc każde jego wygaśnięcie i odnowienie dotyczyło okresu do końca czerwca - o czym w swoim pamiętniku pisze Ignacy Rzecki.
    Otwarcie nowego sklepu przy Krakowskim Przedmieściu 7 nastąpiło z początkiem maja 1878 i związane z tym troski starego subiekta o swoje nowe lokum , w aspekcie problemu z przeprowadzką wobec wygaśnięcia tego kontraktu wraz z końcem czerwca , gdyż jak wiemy pokój zajmowany przez Rzeckiego stanowił dawną komórkę przy sklepie , zaadaptowaną na mieszkanie dla niego po powrocie do Warszawy z wojennej tułaczki ( poprzez więzienie ) w marcu 1853 roku.
    Wokulski w tajemnicy przed swoim przyjacielem , wynajął dla niego 2-pokojowe mieszkanie na zapleczu nowego sklepu przy Krakowskim Przedmieściu 7 i niekiedy wykorzystywał to mieszkanie - mające jeden z pokoi urządzony z przepychem - do swoich prywatnych spotkań.I dlatego to w tym mieszkaniu podejmuje także Suzina latem 1878.

    Co do przeznaczenia i celu wynajęcia 8-pokojowego mieszkania , które wobec powyżej podanego wygaśniecia kontraktu na stary sklep i mieszkanie musiało nastąpić najpożniej do końca czerwca 1878 - to wiemy , iż Wokulski w ramach realizacji swojego planu ożenku z
    panną Izabelą podjął wiele zabiegów i niektóre z nich ( jak choćby potwierdzenie szlachectwa ) były realizowane jeszcze przed opuszczeniem Warszawy do Bułgarii na wojnę rosyjsko-turecką a sam wyjazd powodowany był chęcią zdobycia majątku, mogącego zbliżyć go do arystokracji , w tym gronie szczególnie do rodziny Łęckich.
    Zatem trudno inaczej ocenić fakt wynajęcia tak dużego i reprezentacyjnego mieszkania jak to 8-pokojowe inaczej , niż jako przeznaczone dla zamieszkania tam przez niego wraz z przyszłą żoną , choć było to na długo przez zaręczynami - ale przecież Wokulski swoimi zaplanowanymi działaniami wyprzedzał a nawet kreował rzeczywistość...
  • apersona 27.01.18, 21:35
    weteran_pl napisał:

    > Co do przeznaczenia i celu wynajęcia 8-pokojowego mieszkania , które wobec powy
    > żej podanego wygaśniecia kontraktu na stary sklep i mieszkanie musiało nastąpić
    > najpożniej do końca czerwca 1878 - to wiemy , iż Wokulski w ramach realizacji
    > swojego planu ożenku z
    > panną Izabelą podjął wiele zabiegów i niektóre z nich ( jak choćby potwierdzeni
    > e szlachectwa ) były realizowane jeszcze przed opuszczeniem Warszawy do Bułgari
    > i na wojnę rosyjsko-turecką a sam wyjazd powodowany był chęcią zdobycia majątku
    > , mogącego zbliżyć go do arystokracji , w tym gronie szczególnie do rodziny Łę
    > ckich.
    > Zatem trudno inaczej ocenić fakt wynajęcia tak dużego i reprezentacyjnego miesz
    > kania jak to 8-pokojowe inaczej , niż jako przeznaczone dla zamieszkania tam pr
    > zez niego wraz z przyszłą żoną , choć było to na długo przez zaręczynami - ale
    > przecież Wokulski swoimi zaplanowanymi działaniami wyprzedzał a nawet kreował r
    > zeczywistość...

    8 pokojowe mieszkanie mogło być demonstracją nowego, wyższego statusu materialnego, statusu, który pozwalał ubiegać się o Łęską.
  • jadwiga1350 07.01.18, 12:15
    >Natomiast po co miałyby być pokazywane prezenty Wokulskiego dla narzeczonej czy jak >urządził mieszkanie?

    Żeby urealnić te oniryczne zaręczyny?

    > Tym bardziej, że o dacie ślubu cicho

    I to jest zastanawiające. To w końcu narzeczeństwo, czy sen nocy letniej?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka