Dodaj do ulubionych

panna Izabela a klasztor

29.12.08, 16:28
Jak wiadomo, po śmierci ojca panna Izabela podejmuje decyzję życiową. Ostatni raz mamy z nią styczność, gdy z dworca kolejowego wraca Ochocki i opowiada Szumanowi, że w południe odprowadzał na pociąg wiedeński swoją kuzynkę, która wyjechała za granicę.
Szuman pyta:
"Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?"

Mnie się coś wydaje, że jednak Izabela skorzystała z opcji drugiej, a cały ten klasztor był jedynie wytłumaczeniem, jakie miało ją chronić przed plotkami i skandalem po zerwaniu z Wokulskim i po jego zniknięciu. A co Wy myślicie?
--
Hajo Hajo Ipsenajo!
Edytor zaawansowany
  • czarna9610 29.12.08, 17:09
    chyba jednak panna Izabela skończyla w klasztorze. Po śmierci ojca
    bez pieniędzy musiałaby bardzo zmniejszyć swoje wymagania co do
    przyszłego małżonka. Ewentualnie pełniłaby na dworze jakiegoś
    bogatszego dalekiego krewnego rolę rezydemntki, a to do niej
    niepodobne. Może nie była zbyt gorliwą mniszką ale w habicie ładnie
    by wyglądała
    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1518296,2,3.html
  • soova 29.12.08, 17:58
    czarna9610 napisała:

    > chyba jednak panna Izabela skończyla w klasztorze. Po śmierci ojca
    > bez pieniędzy musiałaby bardzo zmniejszyć swoje wymagania co do
    > przyszłego małżonka.

    Czy na pewno bez pieniędzy? Oczywiście, że bez pieniędzy Wokulskiego, ale
    zostały przecież pieniądze po sprzedaży kamienicy. Początkowo ulokowane przez
    Wokulskiego, potem wraz z jego przedsiębiorstwem przejął je Szlangbaum, który
    też przecież musiał płacić Łęckim z tego jakiś procent, niższy zapewne, niż
    Wokulski, ale coś tam płacił. Była jeszcze kwestia spadku po hrabinie Karolowej,
    którego Izabela mogła się z pewnością spodziewać...
    Klasztor to było dla niej wyjście jedynie chwilowe. W dalszej perspektywie miała
    życie na znacznie niższej stopie, polowanie na bogatego męża za granicą (bo w
    Warszawie była jednak już nieco skompromitowana) i oczekiwanie na rzeczony spadek.

    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • czarna9610 01.01.09, 20:59
    tylko nie wiem czy o tego męża byłoby tak łatwo, a ta opcja z klasztorem jest
    dosyć wiarygodna
    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1518296,2,3.html
  • cahir4 02.01.09, 12:24
    Szuman, który Łęckiej za dobrze znać nie mógł, i Rzecki, który nie
    znał jej wcale, sa autorami opinii, które przyjmowane są na ogół
    bezkrytycznie i mocno zaważyły na jej wizerunku wśród czytelników.
    Nie wiem, jak się panna Izabela odnajdzie w klasztorze, ale faktem
    jest, że nigdy nie miała ochoty wychodzić za mąż dla pieniędzy. To
    otoczenie mocno ją przekonywało, że taki jest jej moralny obowiązek.
    Ona sama, prawdę mówiąc, w ogóle nie ma ochoty wychodzić za mąż. Za
    lepszych czasów odrzuca kilka świetnych partii. Przyjmuje wreszcie
    do wiadomości, że za mąż wyjść musi, bo jest to jedyna droga życiowa
    dla kobiety o jej pozycji (i jedyny sposób zdobycia źródła
    utrzymania zarazem). Ale jej sytuacja się pogarsza i skoro wchodzi w
    grę ewentualnie tylko małżeństwo z partnerami, którzy jej z różnych
    względów nie odpowiadają (Dalski, marszałek, wreszcie Wokulski), to
    mimo ich zamożności broni się dość długo.

    Więc kto wie? Może i jakoś tam znalazła swe miejsce w klasztorze?
  • soova 02.01.09, 13:14
    cahir4 napisała:

    > Więc kto wie? Może i jakoś tam znalazła swe miejsce w klasztorze?

    Nie wiem... Mam ciągle w pamięci to, co stwierdził narrator, że dla panny Izabeli salon był całym jej życiem i wyjść z niego mogła tylko do grobu. Dlatego wątpię, czy naprawdę pasowałoby jej życie klasztorne z salonem nie mające nic wspólnego, choćby nawet i zakon nie był klauzurowy. Pamiętajmy, że jej wiara i pobożność były głównie na pokaz (wyszywanie dzwonka, kwesta wielkopiątkowa, dawanie jałmużny ubogim dlatego, że "zdawało się jej, że w którymś z tych biedaków, a może w każdym, jest utajony Chrystus, który zastąpił jej drogę, ażeby dać okazję do spełnienia dobrego czynu"). Stąd przypuszczam, że ten klasztor to tylko taka wymówka, a wyjazd za granicę był po to, żeby po raz drugi złapać jakiegoś amerykańskiego milionera i tym razem przyjąć propozycję. No, a pannę Izabelę w marmurowym pałacu ;) jako żonę magnata naftowego czy stalowego to już jestem sobie w stanie wyobrazić. Myślę, że za Wielką Wodą miałaby wzięcie co najmniej takie, jak hrabina Ellen Oleńska. ;)

    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • cahir4 02.01.09, 14:24
    soova napisała:

    dawanie
    > jałmużny ubogim dlatego, że "zdawało się jej, że w którymś z tych
    biedaków, a
    > może w każdym, jest utajony Chrystus, który zastąpił jej drogę,
    ażeby dać okazj
    > ę do spełnienia dobrego czynu").

    Ten ostatni przykład to akurat nie działanie na pokaz, tylko przejaw
    głębokiego a nieświadomego egocentryzmu - biedni istnieją po to,
    żeby ona mogła spełniać dobre uczynki. Działania na pokaz (chyba, że
    przed sobą albo przed Bogiem), ten akurat moment nie zawiera. Inne,
    owszem.

    Izabela to postać nie bardzo sympatyczna, ale wbrew pozorom, dość
    złożona. Na pozór chłodna, w głębi skłonna do pewnej egzaltacji.
    Poczucie własnej wyjątkowości mogłoby ją skłonić do powzięcia
    przekonania o własnym powołaniu, wybraniu. A uczucia, których
    śmiertelnicy nie byli godni, mogła przelać na istotę wyższą. Nigdy
    oczywiście nie zostałaby zwykłą, pokorną zakonnicą. Myślę, że jeśli
    w ogóle by sie tak stało (nie upieram się, tylko dopuszczam taką
    możliwość), to byłoby w tym wiele egzaltacji, a może i odrobina
    perwersji.

    No i nie zapominajmy, że cała ta historia ostatecznie rozbiła pewne
    wyobrażenia Izabeli o świecie i o sobie samej.


    No, a pannę Izabelę w ma
    > rmurowym pałacu ;) jako żonę magnata naftowego czy stalowego to
    już jestem sobi
    > e w stanie wyobrazić. Myślę, że za Wielką Wodą miałaby wzięcie co
    najmniej taki
    > e, jak hrabina Ellen Oleńska. ;)


    O, to też jestem w stanie sobie wyobrazić, jak najbardziej! Wtedy
    mógłby jej powrócić nadwątlony spokój ducha i z pewnością
    odzyskałaby wigor. Chociaż... przecież taki magnat stalowy, to w
    końcu tylko wzbogacony parweniusz... nawet nie szlachcic, jak ten
    kupczyk, Wokulski...
  • monikate 02.01.09, 14:42
    Ale w Hameryce obowiązuje inny system wartości. Dolar się liczy, a
    ci, którzy własną pracą, sprytem i przedsiębiorczością doszli do
    fortuny są w wielkim poważaniu. Do dzisiaj zresztą. Za wielką wodą
    Iza nie musiałaby się wstydzić "kupczyka".
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • cahir4 02.01.09, 15:36
    Fakt. A czy trzeba, czy nie trzeba się wstydzić, to dla niej wielkie
    znaczenie miało.

    Tylko, czy dla niej jednej? A Marta Korczyńska niby czemu Anzelma
    rzuciła?

  • nikusz 02.01.09, 15:52
    w Hameryce też różnie bywało - patrz "przeminęło z wiatrem". gentleman powinien
    żyć z ziemi i ze starych pieniędzy, a nie z handlu ;)
  • monikate 02.01.09, 16:46
    Toteż niestety lub stety gentelmaństwo przeminęło z wiatrem. I to
    wcale szybko. Vide 1-sza biznesłumen z krwi i kości Scarlett. Za nią
    poszli inni.
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • jadwiga1350 14.01.09, 21:03
    cahir4 napisała:
    > Izabela to postać nie bardzo sympatyczna, ale wbrew pozorom, dość
    > złożona. Na pozór chłodna, w głębi skłonna do pewnej egzaltacji.

    Według mnie Izabela jako postać złożona jawi się przez 2 pierwsze
    tomy powieści. Wtedy ma w sobie to coś, jakieś wnętrze, coś, co
    sprawia,że mimo wszystko można ją lubić a nawet się z nią
    utożsamiać. Natomiast trzeci tom to jak gwałtowne opadnięcie
    kurtyny. Iabela jest tu prosta jak cep i pusta jak pustak. Nie ma w
    sobie już tej niejednoznaczności. A już punkt kulminacyjny stanowi
    ta słynna scena z pociągu. Ot takie prymitywne stworzonko, przy
    którym takie bohaterki jak np Emma Bovary, czy Emilia Korczyńska
    wydają się kobietami wielkiego serca i umysłu.
  • matylda1001 14.01.09, 00:10
    A gdyby tak zaryzykować wersję nastepującą... Wokulski wyjeżdza do
    Paryża, do Gajsta. Pracuje nad wynalazkiem, ale coraz częściej mysli
    o Izabeli. Zaczyna rozumiec, że kobieta z krwi i kości oczekuje od
    mężczyzny czegos więcej niz patrzenia w oczy i trzymania za rączkę.
    Że taki nędzny wzdychacz nie mógl zrobic oszałamiającego wrażenia na
    kobiecie. Zaczyna żałowac, że nie był bardziej męski. W czasie
    jednego ze spacerów po ulicach Paryża spotyka... Izabelę. Jej wyjazd
    do klasztoru był tylko pretekstem dla zaspkojenia ciekawości
    warszawskiego towarzystwa. Tak na prawdę Wokulski zainteresował
    Izabelę dopiero w Skierniewicach, gdy zobaczyła w nim prawdziwego
    faceta, zdolnego do okazywania emocji. Wszak po rozstaniu jeżdziła z
    jakimś tam inżynierkiem do ruin zasławskiego zamku. Jeżdziła do
    wspomnien po Wokulskim, jeżdziła tęsknić. Od Ochockiego dowiedziała
    się, że Wokulski przebywa w Paryzu, i tam postanowiła go poszukać.
    Czy ich spotkanie było przypadkowe? Może tak, a może nie... W każdym
    razie spojrzeli na siebie zupełnie inaczej niż do tej pory. Z daleka
    od Warszawy, z daleka od wścibskich oczu znajomych postanowili
    spróbować jeszcze raz. Potem może wyjechali do tej Ameryki... Brzmi
    jak SF? zapewne, ale ile razy zastanawialam się nad ich dalszymi
    losami, to widzialam je właśnie tak.
  • jadwiga1350 14.01.09, 14:03
    Albo jeszcze taką... Wokulski spotyka w Paryżu pannę Izabelę. Pod
    pozorem pokazania metalu lżejszego od powietrza zwabia ją do
    laboratorium.Tam ją gwałci w wyjątkowo brutalny sposób. Na Izabeli
    robi to wielkie wrażenie.Zawsze pociągały ją demony i lubiła szampan
    cynizmu. Teraz Wokulski wydaje jej się takim demonem, przy którym
    nikną wszystkie inne. Wyznaje miłość Wokulskiemu. Stach prosi ją o
    rękę. Biorą ślub i żyją długo i szczęśliwie.
  • monikate 14.01.09, 18:47
    Od biedy ujdzie :) Tylko Wokulski musiałby co jakiś czas zaskakiwać
    Izę demonicznością i szampanem cynizmu, bo ona tak ma. Więdnie w
    spokojnej codzienności. Jakieś gwałty wyuzdane, jakieś znajomości z
    niesamowitymi ludźmi, z gwiazdami sezonu, itd. W przeciwnym razie
    Iza wykombinuje drugiego Starskiego.
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • matylda1001 14.01.09, 20:17
    Ja myślę, że przy prawdziwym Wokulskim, Izabeli nie byłby potrzebny
    żaden Starski. Przecież te troczki od kalesonów to on robił z siebie
    jedynie na uzytek kontaktów z ukochaną. Poza tym był naprawdę
    silnym, zdecydowanym, energicznym facetem. Gdyby dał sie Izabeli
    poznac od tej strony, to może nie zauważyłaby nawet jego sklepu.
    Powinien posłuchac rad pani Meliton. Zgadzam się z nią, chociaz jako
    kobieta może nie powinnam?
  • czarna9610 14.01.09, 21:04
    To ja raczej proponuję inną wersję. Izabela przez kilka miesięcy w klasztorze
    dochodzi do wniosku, że jednak musi wyjść za mąż. W klasztorze odwiedza ją pani
    Wąsowska, która namawia ją na jakiegoś
    obrzydliwie bogatego łódzkiego fabrykanta. Fabrykant ma tą zaletę że jest
    wiekowy i jakiś rok po ślubie umiera zostawiając Izabeli majątek. Ta już do
    końca życia jako bogata wdowa korzysta z majątku. Kupuje dobra ziemskie i
    zmienia wielbicieli
    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1518296,2,3.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka