Dodaj do ulubionych

Nadzieja na pokoj

13.02.15, 21:49
Dennis Prager



Zostawiłem Izrael w tym tygodniu z niewielką nadzieją na pokój między Izraelczykami i Palestyńczykami.

Tym, co skłoniło mnie do tego poglądu, były rozmowy z trzema Palestyńczykami, od których, biorąc pod uwagę okoliczności, można by oczekiwać, że powiedzą coś, co da optymizm. Byli to właściciele dobrze prosperujących sklepów dla turystów - dwa z nich znajdują się Starej Jerozolimie, a trzeci w jednym z najbardziej ekskluzywnych centrów handlowych w Izraelu. Prowadzący ten ostatni sklep jest tam chyba jedynym palestyńskim przedsiębiorcą w tym centrum handlowym.

Rozmawiałem z każdym z nich oddzielnie, i za każdym razem zadawałem dwa pytania: Jak wytłumaczysz zło wyrządzane w imię islamu? Czy uważasz, że pokój z Żydami (oni rzadko mówią "Izraelczycy") jest możliwy?

Potem pozwalałem im już mówić bez wtrącania się - co zrobili, bardzo obszernie. Dla porządku informuję: dwóch Palestyńczyków zakładało, że jestem amerykańskim Żydem, a jeden - że jestem Amerykaninem chrześcijaninem.

Z kilkoma wyjątkami, nie będę cytować, co mówił konkretny z moich trzech rozmówców, ponieważ nie ma to żadnego znaczenia. W zasadzie, mówili to samo, a żaden z nich nic nie mówił nic, co przeczyłoby temu, co powiedzieli inni.

Mimo lat studiowania islam, języka arabskiego i konfliktu arabsko-izraelskiego, wciąż byłem zaskoczony brakiem zmian w palestyńskich poglądach w przeciągu sześciu dziesięcioleci (potwierdzanych wynikami każdej z ankiet, które widziałem). Nawet ci Palestyńczycy - ludzie, którzy są przedsiębiorcami, posługują się biegle językiem angielskim oraz hebrajskim, pracują każdego dnia wśród Żydów i zapewniają sobie wśród nich dostatnie życie, oraz widzą Izrael jako pełną energii i optymizmu rzeczywistość - chcą, a także, co ważniejsze, zakładają, że Izrael zniknie z powierzchni ziemi. Gdybym rozmawiał z ojcami tych mężczyzn w 1948 roku, w momencie powstania współczesnego Izraela, wierzę, że zaobserwowałbym identyczne odczucia, jakie zobaczyłem 67 lat później.

Jeśli chodzi o problem muzułmańskiego zła, to dwaj z moich rozmówców, którzy poruszyli tę kwestię, wypowiadali się z taką jednomyślnością, jakby koordynowali swoje odpowiedzi. Ich wyjaśnienie: nic z tego zła nie jest spowodowane przez muzułmanów.

Czytelnicy natychmiast założą - tak jak ja - że mieli na myśli to, iż prawdziwi muzułmanie nigdy nie popełniliby takiego zła.

Faktycznie: powiedzieli tak, ale to nie jest to, co mieli na myśli. Chcieli przez to wyrazić, że wszystkie grupy islamskiego terroru - jak na przykład Islamskie Państwo (które, podobnie jak większość innych Arabów, określali przy pomocy jego arabskiego akronimu DAESH) - są kierowane przez CIA i Mossad. Wierzą, że zbrodnie Islamskiego Państwa są w rzeczywistości operacjami amerykańskimi i izraelskimi, podejmowanymi w celu zniesławienie islamu.

Co gorsza, jedynymi zbrodniami kiedykolwiek dostrzeganymi przez nich, były te popełniane wobec muzułmanów, zwłaszcza Arabów.

Powodem odrzucenia przez nich muzułmańskości Islamskiego Państwa jest to, że mordowani są muzułmanie. W rzeczywistości, wydawało się, że nigdy nie słyszeli o Boko Haram. Dlaczego? Ponieważ Boko Haram nie morduje Arabów.

W tym sensie, ci dwaj palestyńscy mężczyźni odzwierciedlali dwie cechy charakterystyczne świata arabskiego i części całego muzułmańskiego świata: jedną jest brak przyznania, że muzułmanie popełniają zbrodnie; drugą - opieranie się na konspiracyjnych teoriach w wyjaśnianiu wielu ważnych wydarzeń. Nie tylko Islamskie Państwo jest dziełem izraelskim i amerykańskim, lecz także był nim 11 września 2001. Podobnie za AIDS w Egipcie powszechnie obwiniane są izraelskie prostytutki. I prawie wszyscy Egipcjanie, w tym rząd egipski, zaprzeczają, mimo przytłaczających dowodów z rejestratora rozmów w kabinie, że egipski pilot celowo rozbił w 1999 roku samolot Egypt Air Flight 990 w oceanie. Egipcjanie zrzucają winę na Boeinga.

Moi rozmówcy żyją w świecie konspiracyjnej fantazji, która istnieje w większości krajów świata arabskiego. Pokój nie może być osiągnięty z ludźmi, którzy zaprzeczają rzeczywistości. Podobnie jak II wojna światowa była nieunikniona ze względu na świat fantazji, w którym żyli Niemcy po ich klęsce w I wojnie światowej.

Na pytanie, czy pokój jest możliwy, wszyscy trzej odpowiedzieli, że jest - pod warunkiem, że Żydzi, chrześcijanie i Palestyńczycy będą żyli razem ... pod panowaniem muzułmańskim. Jeden z nich opisał takie społeczeństwo; wyglądało dokładnie tak, jak prezentowane jest ono w Koranie i muzułmańskiej teologii średniowiecznej. Żydzi i chrześcijanie będą mogli mieć własne społeczności i płacić dżizja. On naprawdę użył słowa dżizja, które odnosi się do podatku, jaki Koran wymaga, aby płacili dhimmi (Żydzi i chrześcijanie).

Jak jest napisane w Koranie (9,29): "Zwalczaj tych, którzy nie wierzą w Boga ani w Dzień Ostatni i którzy nie uważają za niezgodne z prawem, co Bóg i Jego Posłaniec uczynili bezprawnym, i nie przyjmuj religii prawdy od tych, którym została dana Księga - [zwalczaj], dopóki nie dadzą dżizji chętnie, gdy są upokorzeni".

Kolejny z mężczyzn mówił elokwentnie o wszystkich ludziach żyjących w zgodzie, niezależnie od ich tożsamości religijnej, gdy nikt nie narzuca przestrzegania praktyk religijnych komukolwiek. A potem dodał, że przecież "Jesteś muzułmaninem; każdy, kto poddaje się Bogu, jest muzułmaninem. "

Po dodaniu tego do wszystkiego innego, co usłyszałem od trzech Palestyńczyków, i tego, co powiedział mi główny rzecznik Autonomii Palestyńskiej trzy lata temu w Ramallah - że nie ma czegoś takiego jak naród żydowski, jest tylko religia żydowska - jest prawie niemożliwe, aby wyobrazić sobie Palestyńczyków akceptujących istnienie państwa żydowskiego.

I nie zapominajmy, że Hamas, który deklaruje zniszczenie Izraela jako swój cel, jest nie tylko popularny w Strefie Gazy, ale w coraz większym stopniu wśród Palestyńczyków mieszkających na Zachodnim Brzegu.

Więc, czy jest nadzieja?

Odpowiem nawiązaniem do anegdoty usłyszanej 35 lat temu od nieżyjącego już, wielkiego pisarza i teologa izraelskiego rabina Pinchasa Peli.

W pierwszym okresie istnienia państwa, zwykle trwało około sześciu miesięcy, aby otrzymać telefon zainstalowany w domu. Więc Peli zapytał urzędnika telekomunikacji, czy jest jakaś nadzieja, aby mógł dostać otrzymać telefon szybciej.

"Zawsze jest nadzieja" - odpowiedział mężczyzna - "Nie ma szans".



11 lutego 2015.

www.jewishjournal.com/dennis_prager/article/leaving_israel_with_little_hope_for_peace
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.