Trzecia klasa liceum, chłopak zapraszający mnie na swoją studniówkę i ja,
zakochana po uszy panienka. Byłam tak nabuzowana, że wyobrażałam sobie szalony
sex po studniówce. Zakupiłam pończochy i prześwitującą bieliznę. W pończochach
poczułam się wyjątkowo sexy. Mój chłopak (do dziś zresztą)wykazał się wyjątkową
kulturą i opanowaniem, bo mimo nadarzającej się okazji poprzestał na namiętnym
pocałunku (teraz jestem mu za to wdzięczna). Ale zbaczam z tematu. To wyjątkowe
uczucie ze studniówki chciałam pozostawić na dłużej, więc zaczęłam chodzić w
pończochach systematycznie. Nie wyeliminowałam całkiem rajstop (kolorowych), ale
jeśli trzeba było założyć beżowe, cieliste itp. zakładałam pończochy. Tylko raz
miałam jednak okazję założyć pas (zdaje się że Rago, pożyczony od kumpeli). Nie
zapomnę jednak wrażenia. poczułam się jeszcze lepiej niż na studniówce. Pierwsze
wrażenie dziwnego ciągnięcia przy siadaniu szybko minęło i stało się raczej
przypomnieniem, że mam na sobie coś sexy. No to chyba - w telegraficznym skrócie
- na tyle...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.