Sprzedawca ma w ofercie trochę ciuszków, buty, bieliznę w większych rozmiarach
(figi i szorty) i pończochy nylonowe. Zamawiałam w sumie trzy razy, podobały mi
się majtki. Pierwsza (figi) ok, po około dwóch tygodniach. Druga (szorciki) -
"szła" długo, zdążyłam niemal zapomnieć, że jeszcze nie przyszła, ale też nie
śpieszyło mi się. Przy trzeciej chciałam dokupić pończochy, pytałam o długość,
po kilku godzinach dostałam odpowiedź, że zmierzy wieczorem... Pytałam jeszcze
raz, bo aukcja miała się skończyć za dwa dni, zero odpowiedzi... kupiłam, bo
szkoda mi było kosztów przesyłki, miały iść w jednej z szortami. Odpowiedź
dostałam po trzech tygodniach od pierwszego pytania, z tłumaczeniem, że pocztę
"odbierała córka". W sumie wartość transakcji ponad 100 PLN (szorciki, 10 szt. i
jedna para pończoch) - moja specjalnie opłacona przesyłka jako priorytet, żeby
było szybciej, "zapodziała" się w magazynie (podobno spadła z wózka), po pytaniu
o wysyłkę po ponad dwóch tygodniach "odnalazła się", przyszła po kilku dniach...
ale bez pończoch. Sprzedawca przeprosił - i zaczęła się kołomyja - twierdził, że
wysłał (dwa razy), oczywiście listem zwykłym, oskarżył mnie niemal o to, że
pończochy otrzymałam, ale się do tego nie chcę przyznać (jeszcze nic mi nie
zginęło, nawet z eBay-a, a tych pończoch nie dostałam), obraził się za neutralne
komentarze do opóźnionej i wybrakowanej w końcu przesyłki (pytania, czy nie mam
przypadkiem złego dnia, że przecież nie zasłużyła, że w takiej sytuacji, skoro
jestem zadowolona z towaru, to się w ogóle nie wystawia komentarzy, itp....).
Pończochy dostałam w końcu po ponad dwóch miesiącach od kupna - oczywiście, są
za długie, po drugie okazało się, że owe "Zmysłowe prawdziwe nylony" to Hudsony,
naturalnie o ponad połowę droższe niż u innych sprzedawców (w aukcji nie było
ani słowa o firmie). I jeszcze kilka maili od "skrzywdzonej" sprzedającej...
Cóż, ja już do tego sprzedawcy nie wrócę - szkoda nerwów...