Organiczenie wieloetatowości - opór prywatnych Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7738966,Profesor_na_kilku_etatach__Rzad_chce__zeby_to_ukrocic.html
    Jestem zdziwiony, bo wydawało mi się że ci którzy już na 2 etatach pracują, to
    nie muszą pytać o zgodę.

    Co więcej, poprzednia wersja ustawy o szkolnictwie wyższym zawierała podobny
    przepis. A z tego artykułu wynika, że tym razem zmiany są dalej idące i
    faktycznie nawet z dwuetatowością może być problem.
    --
    Never try typing google into google - you can break the Internet!
    • Jeśli to prawda, bałbym się raczej na miejscu państwowych, a nie prywatnych. W
      niektórych dziedzinach większe uczelnie prywatne stać na kilkukrotne przebicie
      oferty uczelni państwowych.
      • tez mi to przyszlo do glowy. nawiasme mowiac, mogloby to wprowadzic prawidziwy
        rynek pracy. to bylby pozadany, choc niezamierzony, skutek tych propozycji.
        dlugoterminowo jednak, mogloby to tez doprowazic do wprowadzenia platengo
        nauczenia wyzszego rowniez w szkolach panstwowych. a mi na przyklady by sie to
        nie podobalo.

        --
        Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
        • A może o to właśnie chodzi w tej tzw. "reformie"? Już teraz uczelnie
          prywatne oferują "samodzielnym" zarobki w granicach 12-15 tys. zł.
          Dla wielu osób jest to wystarczająco dużo, aby porzucić uczelnię
          państwową ze wszystkimi jej dobrodziejstwami (które jednak też
          istnieją!), zwłaszcza gdy do emerytury niedaleko, a wyliczenia
          pokazują, że może ona być bardzo niska. Tym samym zwolni się wreszcie
          miejsce dla młodych-zdolnych (skąd ich brać?), którzy wreszcie
          odnowią polską naukę i wprowadza ja na salony światowe. Zwłaszcza,
          gdy przy przyznawaniu grantów ważnym kryterium będzie wiek 9do 35
          lat).
          Z drugiej strony - o czym my tu mówimy:
          wyborcza.biz/biznes/1,100896,7738436,Milionowe_zarobki_menedze
          row_w_zarzadach_Orlenu_i.html
          Że o prezesach i związkowcach z KGHM czy też beneficjentach akcji
          prywatyzowanych zakładów nie wspomnę.
          • 12-15 tys. to oferują niektóre prywatne i to nielicznym belwederskim.

            Gdyby to była standardowa oferta dla każdego profesora, już by ich na
            publicznych uczelniach nie było. 12 tys. to ponad 4-krotność minimum
            ministerialnego dla profesora zwyczajnego!

            Lekarze emigrują do Anglii, zostawiając rodziny i znajomych dla pensji 5 razy
            wyższych. A przecież tam koszty życia są koszmarnie wysokie. Profesor by się nie
            wahał ani chwili, bo praca na innej uczelni nie wiąże się z wielkimi
            przenosinami a poprawa zarobków kolosalna.

            12-15 tys. to mogą mieć gwiazdy w SWPS czy Tishnerze. Elita, licząca może 100
            osób w skali całego kraju.
            --
            Never try typing google into google - you can break the Internet!
            • Pisałem to na przykładzie dwóch przypadków znanych mi osobiście.
              Profesorów uczelnianych, nie tytularnych.
              • 07.04.10, 17:53
                to chyba nie jest próbka reprezentatywna.

                Z innej beczki: znajomy profesor, mający wypromowane nazwisko i świetne kontakty
                po przejściu na emeryturę zrezygnował z pracy na uczelni prywatnej. Wolał
                zostać u nas jako profesor emerytowany.

                Oczywiście sentyment do naszej uczelni robi swoje, ale widocznie tam warunki nie
                były specjalnie atrakcyjne.
                --
                Never try typing google into google - you can break the Internet!
                • U mnie emerytowane profesory idą firmować szkoły gotowania na gazie. Czasem
                  wirtualnie - jeden figurował w spisie kadry szkoły, gdzie nawet nigdy fizycznie
                  nie był :P
                  • 07.04.10, 18:25
                    U nas też, ale ten profesor się szanuje. W dodatku jest nadal bardzo aktywny
                    naukowo. Cóż, ale to jest fenomen, wyjątkowy człowiek.
                    --
                    Never try typing google into google - you can break the Internet!
          • te zarobki to trochę mit, daje je jedna uczelnia i nie wszystkim samodzielnym
            --
            Louder Than Bombs...
          • chilly napisał:

            > A może o to właśnie chodzi w tej tzw. "reformie"? Już teraz uczelnie
            > prywatne oferują "samodzielnym" zarobki w granicach 12-15 tys. zł.

            No nie, zazwyczaj oferują jako standard około 8 tys. zł netto i niższe pensum.
            Wyższe stawki dostają znani ludzie nauki, którzy firmują dany kierunek swoim
            nazwiskiem. Tutaj -w połączeniu z funkcją- może to być nawet 20 tys. zł. Ale nie
            pisz, że takie stawki dotyczą wszystkich, bo wprowadzasz w błąd.
            • Ależ nie twierdziłem, że płaca tak wszystkie i wszystkim. Dodam też
              więc od razu, że chodzi o zatrudnienie na I etacie (czy jedynym? - nie
              wiem). A wspomniane przez bumcykcyka2 8 tys. zł netto to własnie 10k+
              brutto (pamiętajmy - drugi próg podatkowy).
              • Ale tu chodzi o pracę na I etacie! To zmienia postać rzeczy.

                Nawet u nas, gdzie jednak powszechna jest dwuetatowość rzadko zezwala się na to,
                by ktoś był na naszej uczelni na drugim etacie. Zazwyczaj to my jesteśmy 1
                miejscem pracy, a prywatna uczelnia - dodatkowym.

                I mało jest uczelni państwowych, które pozwalają na coś takiego. Czyli przyjęcie
                takich warunków oznacza de facto rezygnację z pracy na uczelni państwowej, chyba
                że się jest wielką sławą albo ma się dobre plecy.
                --
                Never try typing google into google - you can break the Internet!
                • To oznacza, że albo uczelnie prywatne będą kształciły tylko na poziomie
                  licencjackim, albo zaoferują naprawdę konkurencyjne płace.
                  A przy okazji: czy ktoś doczytał, jak to będzie z wliczaniem do minimum
                  kadrowego profesorów 70+? Czy nie będą się liczyli na publicznych, a
                  liczyli na prywatnych? Bo to jednak byłoby skandaliczne.
                  • to albo liczą się wszędzie, albo nie liczą się wcale. Preferowana opcja - to
                    drugie.
                    --
                    Never try typing google into google - you can break the Internet!
                    • Niestety, to jednak jest chyba furtka do zatrudniania
                      "samodzielnych" po 70. Z jednej strony bowiem jest tylko
                      powiedziane, że pracownik "liczy się" do uprawnień tylko w 2
                      uczelniach, z drugiej zaś - że po ukończeniu przez pracownika 70.
                      roku życia uczelnia PUBLICZNA rozwiązuje z nim stosunek pracy. Czyli
                      nadal może się liczyć do uprawnień (i to na 2 uczelniach!), tyle że
                      niepublicznych.
              • nie jest to 2 próg... no i ta kwota jest raczej z tych górnych
                --
                Louder Than Bombs...
      • jedyne ograniczenie - to obawa o przetrwanie prywatnej szkoły, myślę, że mogą
        przetrwać dwie, trzy..., więc raczej wybór pierwszego etatu w takiej firmie nie
        będzie powszechny
        --
        Louder Than Bombs...
      • bo snujesz strasznie optymistyczne prognozy.

        Dobre uczelnie prywatne już teraz oferują znacznie wyższe pensje i lepsze
        warunki pracy. Ale jest ich ledwie kilka-kilkanaście w kraju. A nawet nie
        wszystkie mają na tyle stabilną sytuację finansową, by wszyscy chcieli
        ryzykować, rezygnując z etatu w państwowej.

        Natomiast świetne warunki to mogą oferować uczelnie prywatne, która są bardzo
        słabe i rozpaczliwie potrzebować będą kadry by utrzymać uprawnienia. Praca w
        takiej uczelni w dobie niżu to olbrzymie ryzyko, bo lada chwila może splajtować.

        Niedawno nasz kolega zrobił habilitację i odszedł na 1 etat gdzie indziej.
        Wielce był zdziwiony, gdy na jego propozycję, by zostać u nas na 2 etacie
        usłyszał: "żegnamy!". Teraz nawet chciałby wrócić, ale nie ma specjalnie chęci
        by go przyjąć z powrotem...

        Moim zdaniem te ograniczenia dwuetatowości mogą, ale nie muszą wzmocnić
        pozycję państwowych uczelni. Szczególnie silniejszych, takich jak UW czy UJ.
        Dzięki KNOWom dostaną one więcej kasy na pensje, będą mogły więcej wymagać ale
        też troszkę więcej za to płacić. Również więcej wymagać od samodzielnych, co do
        tej pory raczej nie było możliwe.
        --
        Never try typing google into google - you can break the Internet!
    • taki ruch lezy w interesie dobrych uczelni prywatnych (które już teraz opierają
      się na kadrze pierwszoetatowej) a ewidentnie ugodzi w słabe-prywatne oraz różne
      pwszety - ale za tymi dwiema grupami nikt chyba płakać nie będzie
      • tocqueville napisał:

        > taki ruch lezy w interesie dobrych uczelni prywatnych

        Nie będzie chodzić tylko o pensje, ale także o pieniądze na badania - wyjazdy na
        konferencje, książki, materiały itd. O danie pracownikom czasu na badania, nie
        zaś o przeładowanie ich zajęciami ponad wszelką miarę. Jeżeli to doprowadzi do
        wzmocnienia sie lepszych i upadku slabszych, to nie będzie źle. Ale ja się boję,
        że część ludzi nie mogąc dorabiać na boku, po prostu z uczelni odejdzie.

        Nawiasem mówiąc, dziwię się, że fla się dziwi. Przecież to był jeden z
        najbardziej nagłaśnianych punktów reformy.

        --
        Komentarze fizyka
        • poprzednia ustawa też zakazywała wieloetatowości. Dozwolony był drugi etat, o
          czym informowano rektora.

          Teraz też jest dozwolony, jeśli rektor się zgodzi. Novum to chyba to, że ustawa
          obejmie tych co już od dawna mają podpisane wieloletnie umowy z innymi
          uczelniami - najwyraźniej też będą musieli poprosić rektora o zgodę.

          Ja nie spodziewałem się jakiś rewolucyjnych zmian. Po prostu ci, którym po
          drodze z rektorem mieli dostać zgodę, inni - nie.

          Najwyraźniej jednak obawy prywatnych, szczególnie słabszych są. Tocq ma rację,
          to dobra wiadomość dla dobrych prywatnych uczelni. Może być to dodatkowy czynnik
          eliminujący z rynku słabeuszy.

          Ale z drugiej strony jest też możliwość uzupełnienia braków kadrowych częściowo
          doktorami, a nawet magistrami. Więc oszczędność dla prywatnych.

          Co do likwidacji możliwości dorabiania... Można dorabiać i "dorabiać". Koleżanka
          pracuje w kilku szkołach prywatnych, ma multum zajęć ale u nas wywiązuje się w
          100% ze swoich obowiązków.

          Znam jednak takie osoby, które na uczelni pojawiają się 1 dzień w tygodniu (jak
          dobre pójdzie). I to moim zdaniem nie jest fair. Mam nadzieję, że dzięki
          ograniczaniu wieloetatowości zacznie się od wszystkich więcej wymagać.
          --
          Never try typing google into google - you can break the Internet!
          • Chyba prywatni boja sie tego, ze jeden rektor duzej uczelni (nie wydaje zgody
            nikomu, bo nie) "zalatwi" wiekszosc szkol prywatnych w calym regionie.

            --
            Division Bell
            • ale sądzę, że wątpię.

              Po prostu trzeba będzie "lepiej współpracować" z takim rektorem:)

              Tak czy inaczej, rosną koszty zatrudnienia takich dwuetatowców, bo może ich być
              mniej na rynku. Z drugiej strony, część uczelni prywatnych i tak zbankrutuje, w
              dodatku mogą łatać dziury kadrowe doktorami i magistrami.

              Dobrzy na pewno sobie poradzą. A słabymi nie ma sensu się przejmować.
              --
              Never try typing google into google - you can break the Internet!
          • teraz tylko informuje się rektora, w przyszłości trzeba będzie uzyskać jego zgodę...
            co do reszty, obawiam się, że mało którą uczelnię (nawet z dobrych prywatnych)
            stać obecnie na kupienie za duże pieniądze pracownika, poza tym, pozostaje
            jeszcze to, o czym pisał pfg, pieniądze na badania itd. Nie jestem tu optymistą
            w związku z potencjalną konkurencją.
            --
            Louder Than Bombs...
            • czy Frycz-Modrzewski są już na tyle duże i zamożne, że mogą sobie pozwolić na
              zaoferowanie świetnych warunków. Również jeśli chodzi o warunki pracy naukowej.
              Przecież już i teraz pracownicy SWPS zdobywają sporo grantów kbnowskich.

              Taka Akademia Frycza-Modrzewskiego za paręnaście lat gotowa zostać
              uniwersytetem, i to nie przymiotnikowym ale zwykłym.
              --
              Never try typing google into google - you can break the Internet!
              • no to dwie (i może jeszcze dwie...), choć SWPS z dwa lata temu był na skraju
                bankructwa...

                tragedią będzie, jeśli coś się nie zmieni w związku z konkursami (i mechanizmami
                opłacalności zatrudnienia pracownika), bo ja to widzę tak, że poradzą sobie
                mający znajomych, a nie dobrzy...
                --
                Louder Than Bombs...
                • Adept, znam kilka przypadkow z krajow anglosaskich, kiedy konkurs oglaszano
                  majac juz pewnego kandydata do zatrudnienia. Nic sie nie zmieni z konkursami,
                  zadne super-przepisy i super-kontrole nie pomoga, jezeli uczelni nie bedzie sie
                  po prostu oplacalo zatrudnic najlepszego.

                  --
                  Faustus
                  • To normalka wszedzie, gdzie sa panstwowe wyzsze uczelnie...
                    charioteer1 napisał: Adept, znam kilka przypadkow z krajow anglosaskich, kiedy
                    konkurs oglaszano majac juz pewnego kandydata do zatrudnienia. Nic sie nie
                    zmieni z konkursami, zadne super-przepisy i super-kontrole nie pomoga, jezeli
                    uczelni nie bedzie sie po prostu oplacalo zatrudnic najlepszego.
                  • zapewne się mylę, niemniej odnoszę nieodparte wrażenie, że właśnie to napisałem
                    ;-))) - pisząc o mechanizmach opłacalności; kontrola to najgorsze rozwiązanie,
                    choć czasem potrzbne
                    --
                    Louder Than Bombs...
                • W SWPS wszedł kapitałowo jakiś facet z branży meblowej zdaje się, i dlatego oni
                  w ogóle jeszcze istnieją.

                  W Polsce nikt nie patrzy czy dyplom jest z SWPS czy Szkoły Gotowania Na Gazie
                  (niby jeszcze UW i UJ teoretycznie coś znaczy, ale dobrze wiemy co tam się
                  wypuszcza na humanistycznych studiach płatnych...) Dopóki pracodawcy nie zaczną
                  zwracać uwagi na to skąd konkretnie jest dyplom, nie wróżę większych sukcesów
                  przed uczelniami typu SWPS. Bo student myśli tak "po jakiego chu*a mam się
                  męczyć, skoro analogiczny dyplom mogę mieć bezboleśnie z wyższej szkółki tego i
                  owego?"

                  A co zakazu dwuetatowości... Prywaciarz już teraz daje mi za 1 etat pensję
                  państwową razy dwa, a do tego oferuje kombinerki z fakturą, co pozwala uzyskać
                  mnożnik 2,5 . Do tego dochodzi korzystny kontrakt.

                  Jeśli ustawodawca poprzez wymogi minimów kadrowych i zakaz drugiego etatu zmusi
                  nas do wyboru, ja nie będę się zastanawiał ani chwili. Serdecznie chromolę
                  mityczny "prestiż" z pensją sekretarki.

                  Takie rozwiązanie spowoduje tylko przyspieszoną konsolidację uczelni prywatnych
                  i powstanie kilku-kilkunastu prywatnych humanistycznych uniwersytetów. To będzie
                  burzliwe i wymuszone wzmożenie konkurencji na rynku, które odbije się zapaścią
                  na uczelniach państwowych. Bo tam zostaną tylko stare dziady w gronostajach i
                  drogie kierunki ścisłe.
                  • Takie rozwiązanie spowoduje tylko przyspieszoną konsolidację uczelni prywatnych
                    i powstanie kilku-kilkunastu prywatnych humanistycznych uniwersytetów. To będzie
                    burzliwe i wymuszone wzmożenie konkurencji na rynku, które odbije się zapaścią
                    na uczelniach państwowych. Bo tam zostaną tylko stare dziady w gronostajach i
                    drogie kierunki ścisłe.

                    nic z tego... (nie wypowiadam się, czy to dobrze, czy źle, uważam, że
                    konkurencja o dobrego pracownika dobrze by zrobiła systemowi), zabraknie studentów
                    --
                    Louder Than Bombs...
                    • Adepcie44_ltd, studentów zabraknie wszystkim. Widziałeś tabele GUS-u? W
                      przeciągu najbliższych 10 lat populacja 19-latków spadnie o jedną trzecią.

                      Ale przy konsolidacji sektora prywatnego lwią część tortu mogą zgarnąć owe
                      humanistyczne prywatne uniwersytety. Zaproponują stosunkowe niskie czesne oparte
                      na masowości studiów, nieco lepszą kadrę niż dziś (ściągniętą na wyłączność z
                      uczelni państwowych) oraz profilowane studia pod kątem studiów zawodowych w myśl
                      wytycznych pracodawców. A co ma w zanadrzu UJ i UW poza mitycznym prestiżem? O
                      granty mogę sobie wystąpić z każdej uczelni... Ja to naprawdę cienko widzę dla
                      państwowych molochów, a już zwłaszcza przeinwestowanych kuriozów typu UKSW
                      (moloch kościelno-państwowy)
                      • hm...
                        1. proponując niskie czesne... a z czego będą żyły??? już teraz widzę zwijanie
                        się niektórych kierunków humanistycznych na prywatnych (dobrych!) uczelniach,
                        2. żeby ściągnąć tę kadrę, muszą dobrze zapłacić (ryzyko pracy na prywatnej
                        uczelnie staje się coraz większe), a w związku ze zmniejszaniem się ilości
                        studentów, nie będzie to proste,
                        3. co do oferty dydaktycznej - przynajmniej na moim kierunku UJ i UW (i jeszcze
                        kilka innych) daje cuda w porównaniu z sierocą (oszczędną i podporządkowaną
                        emerytowanym pracownikom) ofertą...

                        --
                        Louder Than Bombs...
                        • adept44_ltd napisał:

                          > hm...
                          > 1. proponując niskie czesne... a z czego będą żyły???

                          Z masowości. Już przy 250 studentach na roku można konkurować ceną.

                          > już teraz widzę zwijanie się niektórych kierunków humanistycznych > na
                          prywatnych (dobrych!) uczelniach,

                          Dlatego, że brakuje tam studentów. Dlaczego brakuje? Bo idą do prywatnych
                          (gorszych!) uczelni, gdzie mają po prostu łatwiej. A dyplom wart jest tyle samo.

                          > 2. żeby ściągnąć tę kadrę, muszą dobrze zapłacić (ryzyko pracy na > prywatnej
                          uczelnie staje się coraz większe), a w związku ze
                          > zmniejszaniem się ilości studentów, nie będzie to proste,

                          Proste nie będzie, ale parę skonsolidowanych szkół na pewno ma szansę.

                          > 3. co do oferty dydaktycznej - przynajmniej na moim kierunku UJ i > UW (i
                          jeszcze kilka innych) daje cuda

                          Skoro tak mówisz, to pewnie tak jest. Na Twoim kierunku i paru innych.
                          • mam jeszcze podejrzenie, że większość studiujących kierunki humanistyczne i
                            społeczne na prywatnych - nie nadaje się na studia..., więc ich napływ do tych
                            dobrych, które pozostaną - albo jest niemożliwy, albo zaszkodzi
                            --
                            Louder Than Bombs...
                            • adept44_ltd napisał:

                              > mam jeszcze podejrzenie, że większość studiujących kierunki
                              > humanistyczne i społeczne na prywatnych - nie nadaje się na
                              > studia...,

                              Ty masz podejrzenie, ja mam pewność :)

                              > więc ich napływ do tych dobrych, które pozostaną - albo jest
                              > niemożliwy, albo zaszkodzi

                              Zobaczymy... a jeśli przejmą ich państwowe uczelnie na płatnych studiach po
                              dumpingowej cenie?
                      • A propos "molochów kościelno-państwowych". w ostatnia niedziele
                        zbierano we wszystkich kościołach datki pieniężne na KUL. Finansowany
                        już od dawna z budżetu, jak inne uczelnie państwowe. Może więc KK
                        rozciągnie swoja akcje na pozostałe 140 uczelni państwowych? A może i
                        Jurek Owsiak pomoże? Bo na Panią Minister i rząd PO (ani chyba żaden
                        inny) raczej nie liczmy.
                        • chilly napisał:

                          > A propos "molochów kościelno-państwowych". w ostatnia niedziele
                          > zbierano we wszystkich kościołach datki pieniężne na KUL.

                          Datki kościół może sobie zbierać na co chce, ale wyciąganie kasy od parafian na
                          finansowany z budżetu państwa KUL uważam za NIEWYOBRAŻALNY SKANDAL. Skandal,
                          który ciągle się powtarza.
                      • > Adepcie44_ltd, studentów zabraknie wszystkim. Widziałeś tabele GUS-u? W
                        > przeciągu najbliższych 10 lat populacja 19-latków spadnie o jedną trzecią.

                        Co i tak nie zmienia sytuacji, że w chwili obecnej niemałe pieniądze (głównie z
                        UE) wydawane są na nowe aule i sale wykładowe :-). Zupełnie tak jakby ilość
                        studentów miała ciągle rosnąć :-).

                        Mnie tam akurat niż demograficzny nawet cieszy. Każda bańka musi kiedyś pęknąć,
                        nawet ta edukacyjna ;-p. Oj zaboli i to każdego przynajmniej trochę. Natomiast w
                        przeciwieństwie do pfg, ja nie boję się zanadto o kierunki ścisłe. Na ich
                        absolwentów jeszcze dość długo będzie zapotrzebowanie... nawet w takich krajach,
                        jak Polska.
                        • loleklolek_pl napisał:

                          > w chwili obecnej niemałe pieniądze (głównie z
                          > UE) wydawane są na nowe aule i sale wykładowe :-).

                          To jest przerażająca głupota! Widziałem nowy kampus UKSW, wybudowany w miejscu
                          gdzie wrony zawracają. Gigantomania z czasów tow. Edwarda Gierka.

                          > ja nie boję się zanadto o kierunki ścisłe. Na ich
                          > absolwentów jeszcze dość długo będzie zapotrzebowanie...

                          Tak jest, z tym się zgadzam.
                          • czy głupotą jest np. budowanie nowego kampusu UJ, by wreszcie studenci tej
                            uczelni studiowali w godnych warunkach. Ja tego nie doczekałem, do dzisiaj
                            pamiętam zajęcia w kotłowni Pigoniówki i w piwnicach Przegorzał, gdzie w zimie
                            temperatura wynosiła jakieś 10 stopni.

                            Nie wiem też, dlaczego głupotą ma być modernizacja naszego kampusu ze środków
                            unijnych - inwestycje miały na celu przede wszystkim dostosowanie naszych sal i
                            budynków do potrzeb osób niepełnosprawnych. Podobnie było z zainstalowaniem
                            rzutników multimedialnych.

                            Modernizacja budynków wielu polskich uczelni w ostatnich latach była konieczna,
                            bo infrastrukturę mieliśmy z głębokiego PRLu.

                            --
                            Never try typing google into google - you can break the Internet!
                      • Fakt, że będzie ubywać 19-latków wpływa tylko (oczywiście w uproszczeniu) na
                        studia stacjonarne. Studia niestacjonarne staną się odporne na to zjawisko, a
                        liczba studentów zmaleje bardzo niewiele. Dopiero za kilkanaście lat to zjawisko
                        wpłynie na studia niestacjonarne, choć pewnie wystąpią inne procesy, które dziś
                        trudno przewidzieć.

                        Nieważne, jak głębokie będzie to zjawisko, ale na pewno wzrośnie udział
                        studentów niestacjonarnych w stosunku do stacjonarnych. Ma to katastrofalne
                        skutki dla jakości kształcenia. Już dzisiejsze studia niestacjonarne
                        przypominają raczej kursiki niedzielne jak machać "łopatą", a nie studiowanie.
                        Do tego dochodzą wymagania takich studentów, aby było "praktycznie", co oznacza
                        prosto i od razu zastosowaniem jutro w pracy. Tragedia.

                        Sytuację w szkolnictwie wyższym "zapuszczono" już tak bardzo, że nie ma chyba
                        lekarstwa.
                        • > Fakt, że będzie ubywać 19-latków wpływa tylko (oczywiście w uproszczeniu) na
                          > studia stacjonarne. Studia niestacjonarne staną się odporne na to zjawisko, a
                          > liczba studentów zmaleje bardzo niewiele. Dopiero za kilkanaście lat to zjawisk
                          > o
                          > wpłynie na studia niestacjonarne, choć pewnie wystąpią inne procesy, które dziś
                          > trudno przewidzieć.

                          Hmm... skąd te szacunki? Przynajmniej uproszczenie wydaje się być spore. U nas
                          na wydziale struktura wiekowa studentów niestacjonarnych jest zbliżona do
                          struktury wiekowej studentów stacjonarnych. Ci studenci też głownie rekrutują
                          się z 19latków... no może 20-21 latków, bardzo rzadko są w wieku 25+, a już
                          prawie nigdy w wieku 45+.

                          > Do tego dochodzą wymagania takich studentów, aby było "praktycznie", co oznacza
                          > prosto i od razu zastosowaniem jutro w pracy. Tragedia.

                          Tacy ludzie potrzebują nie studiów, a szkoleń, ewentualnie studiów podyplomowych
                          lub powinni zapisać się do uniwersytetów 3go wieku, tylko być może nie zdają
                          sobie z tego sprawy. W ogóle szczerze wątpię w to, by nagle znalazło się wielu
                          chętnych na studia spoza niżu... no chyba, że nasza kochana administracja
                          państwowa wymyśli sobie, że każdy pracownik dowolnego urzędu (w tym głównie
                          sprzątaczki i ciecie) miał wyższe wykształcenie. Wtedy to może tak. :-)
                  • 07.04.10, 15:39
                    bumcykcyk2 napisał:

                    > przed uczelniami typu SWPS. Bo student myśli tak "po jakiego chu*a > mam się
                    > męczyć, skoro analogiczny dyplom mogę mieć bezboleśnie z wyższej
                    > szkółki tego i owego?"

                    Może upadną właśnie szkółki tego i owego, a duzi i lepsi prywaciarze przejmą i
                    ich kadrę, i ich studentów? Może ten ruch zwraca się w tę stronę?

                    O los największych uniwersytetów akurat bym się tak bardzo nie obawiał.
                    Super-masowe kierunki staną się zaledwie masowe. To kierunki ścisłe będą miały
                    wiekszy problem :-(

                    --
                    Komentarze fizyka
                    • Czyli - "przywróćmy normalność". Czy to się jednak może udać z panią
                      minister profesor Barbarą "Parytet" Kudrycką? Czy liczba dobrych
                      rozwiązań w projekcie choćby przewyższa liczbę rozwiązań nonsensownych
                      czy po prostu głupich? Dlaczego zatwierdzenie ustawowe faktycznie
                      istniejącego stanu obecnego (84% środków na badania dla 25 uczelni) coś
                      zmieni? I co właściwie ma zmienić? Liczbę publikacji w czasopismach z
                      LF? A co, konkretnie, z tego wynika?
                  • choć zmuszenie publicznych do realnej konkurencji ze strony prywatnych to piękna
                    sprawa. Wreszcie zaczęłaby się konkurencja poziomem/jakością, nie ceną.

                    Nie na każdej uczelni państwowej płacą grosze.

                    Tylko dla adiunktów z habilitacją minimalna pensja u nas przekracza o 60%
                    ministerialne minimum. W przypadku profesorów uczelnianych, nie mówiąc o
                    belwederskich jest to prawie 2 razy tyle co minimum ministerialne, w dodatku
                    mogą brać mnóstwo nadgodzin.

                    U nas początkujący adiunkt zarabia niemal tyle, co profesor uczelniany na UJ
                    (pomijając premię za wysługę lat).

                    Oczywiście zakładam, że niektóre prywatne uczelnie mogą oferować jeszcze lepsze
                    warunki, ale czy aż na tyle lepsze, by rezygnować i odchodzić z naszej uczelni?

                    Mówiąc wprost - u nas płacą naprawdę godnie i nie sądzę, by z tego raju
                    którykolwiek z profesorów zechciał zrezygnować. A także z własnego, dobrze
                    wyposażonego gabinetu (u nas to standard!).
                    --
                    Never try typing google into google - you can break the Internet!
                    • Flamengista jesteś w jakiejś dziwnej niszy. U mnie na topowej uczelni państwowej
                      niesamodzielnych traktuje się jak śmieci, samodzielnych nie liżących dupy
                      rządzącej koterii również. Generalnie mamy standardy tow. Szmaciaka.
                      • Doskonaly opis rzeczywistosci na polsich panstwowych wyzszych uczelniach.
                        bumcykcyk2 napisał: U mnie na topowej uczelni państwowej niesamodzielnych
                        traktuje się jak śmieci, samodzielnych nie liżących dupy rządzącej koterii
                        również. Generalnie mamy standardy tow. Szmaciaka.
                      • no to czas zmienic prace bumcyk nie? nie dasz sie przeciez traktowac jak smiec
                        przez tow.tow. Szmaciakow. badz mezczyzna!

                        bumcykcyk2 napisał:

                        > Flamengista jesteś w jakiejś dziwnej niszy. U mnie na topowej uczelni państwowe
                        > j
                        > niesamodzielnych traktuje się jak śmieci, samodzielnych nie liżących dupy
                        > rządzącej koterii również. Generalnie mamy standardy tow. Szmaciaka.


                        --
                        blue skies research rules!
                        • Drogi Dalatato, zobaczymy... :P

                          Ps. Jak dobrze wiesz, kieruję się głównie rachunkiem ekonomicznym, a traktowanie
                          mnie jak śmiecia w miejscu gdzie jestem raz w tygodniu przez parę godzin jest
                          jeszcze do wytrzymania. Gorzej, gdybym z daną mendą miał siedzieć osiem godzin w
                          jednym pokoju (ćwiczyłem w życiu pracę w korporacji i to jest jednak o wiele
                          gorsze). W każdym razie stawiam duże piwo za to, że na pomysłach ministerstwa ja
                          finansowo raczej nie stracę, a wręcz przeciwnie.

                          • no to w rzeczywistosci nie traktuja cie jak smiecia. bo zakladam, ze gdyby w
                            rzeczywistosci tak bylo, to bys zrezgynowal z pracy. w rzezcywistosci praca,
                            ktora wykonujesz na uczelni ma swoje zalety.

                            a swoja droga to ciekaw jestem na czym polega to traktowanie jak smieci.


                            --
                            We are the Borg. Resistance is futile
                            • No np. na tym, że dostajesz do prowadzenia ciągle nowe przedmioty od czapy. Te
                              na których się naprawdę znasz, zabiera Ci się na zasadzie "a bo tak". Jesteś
                              gościem, który ma w portfolio kilkanaście przedmiotów, prawdziwy spec od
                              wszystkiego pffff!

                              Po drugie, nie tylko nie zachęca się Ciebie do rozwoju naukowego i habilitacji,
                              ale wręcz rzuca kłody pod nogi. Bo po co nowe gęby do rządzenia? Dławienie
                              młodych u mnie osiągnęło takie poziomy, że zaczęło brakować ludzi do minimów. Na
                              razie poradzono sobie z tym tak, że wypromowano w przyspieszonym tempie paru
                              przeterminowanych kolesi od popijania wódy (w okolicach szóstego krzyżyka na
                              karku!). Byli tak tępi, że trzeba było ustalić im przed kolokwium pytania i
                              napisać odpowiedzi, żeby wykuli i nie dali plamy na radzie.

                              Po trzecie nawet mi się nie chce pisać.... Ta praca ma owszem swoje zalety pod
                              warunkiem, że traktuje się ją wyłącznie jako odwalanie dydaktyki. I wybacz, ale
                              nie będę kontynuował tematu - nie o tym jest ten wątek, zresztą rozmawialiśmy o
                              tym dziesiątki razy. Pozdrawiam.
                              • tak sadzilem. niestety sa to praktyki znane mi z wielu uniwersytetow w kraju i
                                za granica :-). dopoki uniwersytety nie beda zumszone do tego (w UK mowi sie ze
                                forsa na naczuanie bedzie zwiazana z tym, czy zajecia oparte sa na badaniach),
                                beda sie wlasnie tak zachowywac.

                                no ale jak maja cie zachecac? bo o zachecaniu to ja tu slysze nieustannie i
                                niespecjalnie wiem na czym ma polegac to polegac.

                                wiem, wiem. lajf iz brutal end ful of zasackas.


                                --
                                a malinka is for life, not just for Christmas
                          • ale w takim razie jesteś przyzwoicie wynagradzany.

                            Cytat jestem raz w tygodniu przez parę godzin

                            Nawet zakładając, że dostajesz najniższe uposażenie profesora - czyli ok. 4 tys.
                            brutto, to i tak są to przyzwoite pieniądze za pracę 1 dzień w tygodniu przez
                            parę godzin.

                            Oczywiście - jaka płaca, taka praca. Ale to działa w dwie strony:)
                            --
                            Never try typing google into google - you can break the Internet!
                            • No wiesz, ale to działa do czasu. Ta płaca nie jest za to co ja
                              aktualnie faktycznie robię.
                              • Czy masz na myśli, że nikt nie płaci ci za pracę naukową? Że masz kupę nowych
                                zajęć, na których się nie znasz?

                                Cóż, ja mam tak samo i specjalnie nie narzekam. Najwyraźniej zasada jest taka:
                                dydaktykę trzeba odbębnić i realizować się w pracy naukowej. Bądź trzepać kasę u
                                prywatnych.
                                --
                                Never try typing google into google - you can break the Internet!
                      • Może niektóre rzeczy na mojej uczelni mi się nie podobają, ale muszę przyznać że
                        warunki finansowe są zadowalające. I słyszałem kilku profesorów, którzy wprost
                        stwierdzili, że nie odejdą, bo gdzie im będzie lepiej?

                        Pytanie tylko, jak długo to potrwa. Idzie niż i dla niektórych będzie to bolesne
                        zderzenie z rzeczywistością. Przede wszystkim odejdą nadliczbówki. W przypadku
                        statystycznego profesora na naszej uczelni oznacza to... dużo kasy, piękny
                        dodatek do pensji. Za parę lat tych pieniędzy nie będzie.
                        --
                        Never try typing google into google - you can break the Internet!
                        • Za parę lat? A nie zaraz po wejściu ustawy w życie? Bo przecież tam
                          ograniczono liczbę nadgodzin:
                          "w art. 131 ust. 1 otrzymuje brzmienie:
                          „1. W szczególnych przypadkach, uzasadnionych koniecznością
                          realizacji programu kształcenia, nauczyciel akademicki moŜe być
                          obowiązany prowadzić zajęcia dydaktyczne w godzinach
                          ponadwymiarowych, w rozmiarze nieprzekraczającym dla pracownika
                          naukowo-dydaktycznego 1/4 (...) wymiaru obowiązków dydaktycznych,
                          określonego zgodnie z art. 130 ust. 3 i 4".
                          Mam tu problem z interpretacją. Bo, moim zdaniem, z zapisu wynika, że
                          pracownik n-d NIE MOŻE mieć więcej niż to dodatkowe 1/4 godzin, czyli
                          - według stanu obecnego, w większości chyba uczelni - 240 godzin + 60
                          godzin = 300 h, albo 210 h + 53 h = 263 h. Życie jednak pokazuje, że
                          w praktyce jest inaczej. Bo co, jeśli nauczyciel nie tyle "jest
                          obowiązany", ale wprost chce, bardzo chce, aż się rwie, aby mieć 700
                          nadgodzin? Są takie przypadki, Nie licząc drugiego etatu :)
                          Jedynym "ogranicznikiem" może być świadomość rotacji po 8 latach w
                          przypadku nie uzyskania awansu naukowego. Ale młody pracownik nie do
                          końca zdaje sobie z tego sprawę, a dyrektor naciska, bo sam jest
                          naciskany przez rektora (wicie, rozumicie, wasz instytut ma możliwość
                          przyjęcia wielu płatnych zaocznych...).
                          Czy nie będzie ryzyka zatrudniania różnych fachowców na umowy-
                          zlecenia? Piszę "fachowców" bez ironii, ale jednak te osoby nie
                          pociągną pracy naukowej na uczelni. Oni po prostu dorabiają
                          prowadzeniem zajęć (dziś już tak jest).
                          • Zapis w ustawie nie różni się niczym od naszego zapisu wewnętrznego o
                            nadgodzinach, więc pewnie jest powtórzeniem z poprzedniej wersji ustawy.

                            Zapis mówi tyle, że dr Kowalski - jeśli jego katedra ma problemy kadrowe, albo
                            właśnie ruszył nowy kierunek i jest dużo nowych zajęć - musi wziąć
                            nadgodziny (za które mu się rzecz jasna płaci) w wysokości do 1/4 pensum. Nie ma
                            gadania, musi i koniec.

                            Natomiast jeśli dr Kowalski chce, to może wziąć i 1000 godzin ponadwymiarowych.

                            Co do zewnętrznych wykładowców zatrudnionych na umowę-zlecenie. U nas, a także
                            na UJ stawki dla nich są specjalnie tak niskie, że jest bardzo trudno znaleźć
                            chętnego do prowadzenia takich zajęć. Chodzi bowiem o to, by zajęcia prowadzili
                            nasi pracownicy. Nie ważne, że niekoniecznie znają się na danym wykładzie i ich
                            on zupełnie nie interesuje;)
                            --
                            Never try typing google into google - you can break the Internet!
                          • Nauczyciel nie może odmówić wzięcia (w wyjątkowych sytuacjach)
                            dodatkowych 25 (50)% godzin, ale by wziąć każdą następną godzinę
                            musi wyrazić zgodę na piśmie.
                            --
                            Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
                            Kant
                            • Wcześniej (u nas) było tak: nauczyciel MUSI wziąć do 1/3 nadgodzin,
                              MOŻE - jeszcze 1/3. Ponieważ pensum dla niesamodzielnych wynosiło
                              kiedyś 270 h (potem zmniejszono do 240 h), zatem pracownik musiał
                              wziąć dodatkowe 90, a mógł jeszcze 90, co razem dawało max 550 h. A
                              w praktyce na niektórych wydziałach i tak było znacznie więcej,
                              podczas gdy na innych kombinowano, jak by tu uciułać pensum.
                    • flamengista napisał:

                      > Tylko dla adiunktów z habilitacją minimalna pensja u nas przekracza o 60%
                      > ministerialne minimum. W przypadku profesorów uczelnianych, nie mówiąc o
                      > belwederskich jest to prawie 2 razy tyle co minimum ministerialne, w dodatku
                      > mogą brać mnóstwo nadgodzin.
                      >
                      > U nas początkujący adiunkt zarabia niemal tyle, co profesor uczelniany na UJ
                      > (pomijając premię za wysługę lat).

                      A może ten profesor uczelniany na UJ drugą pensję ma z grantów?

                      Ja pamiętam, że w moim macierzystym instytucie pensję nie były wysokie ale
                      dochodziły wynagrodzenia z przeróżnych źródeł: granty europejskie i MNiSW,
                      stypendia, aneksy za publikacje.

            • u nas 90% pracowników jest na 1 etacie - ustawa nie stanowi żadnego zagrożenia,
              a wręcz przeciwnie
    • Mysle, ze najwyzszy czas na ograniczenie zatrudnienia na jednym etacie w
      uczelni plus ew.
      , dla inzynierow, ekonomistow czy prawnikow, jeden etat
      poza-naukowy
      .
      lech.keller@gmail.com
    • Jak zwykle pozorne zmiany, nic się nie zmieni.
      Prawdziwa zmiana w kierunku konkurowania pomiędzy uczelniami i konkurowania o
      pracownika (!) byłaby, gdyby zakazano w ogóle pracy dla konkurencji. A tak, po
      kilku godzinkach po jednej stronie ulicy można iść dorobić na drugą. Do tego
      można być jeszcze w organach zarządzających obu podmiotów. Parodia.
      • Mysle,ze wieloetatowosc nie powinna byc w gestii ministerstwa, a poszczegolnych
        uczelni.
        Owszem place to jedno ale reszta to insza inszosc. Dobry naukowiec idzie nie
        tylko za forsa ale rowniez zmienia uczelnie czy miejsce pracy, bo ta oferuje
        lepsze warunki badawcze, lepszych studentow, lepszych wspolpracownikow. Jesli
        tego nie ma, to po paru latach gowno z kariery naukowej. Jesli to na uczelnia
        prywantych istnieje - to tym gorzej dla uczelni publicznych.
        Osobiscie jestem przeciwny wieloetatowosci. Z punktu widzenia pracodawcy (czy to
        prywatnego czy publicznego) jest to wysoce niewskazane. Uczelnie na zachodzie
        unikaja takich sytuacji bo to czesto konflikt interesow (patenty, IP etc.).
        Problem niskich zarobkow na uczelniach jest po czesci spowodowany owa
        wieloetatowoscia. Nikt mi nie wmowi, ze wieloetatowcy pracuja po 20 godzin
        dziennie. Dalej pracuja po 8-9 czyli rownowartosc jednego etatu. Jak taki
        delikwent pracuje na trzech etatach, to nie dziwota, ze za jeden dostaje tylko
        1/3 godziwej pensji.
        • Wszyscy narzekaja na niskie pensje na uczelniach.
          Goscilem ostatnio na mojej macierzystej uczelni. Pelnia sezonu, godzina 11-sta
          rano. W pokojach, laboratoriach - pusto. Tak na oko, moze 10% personelu. Gdzie
          jest reszta? Dorabia? Pracuje w domu?
          Nie dziwmy sie niskim placom.
          Pracuje w Instytucie zagranica - 20 profesorow, 100 studentow, 200 technikow. Od
          9 do 5 - moge znalezc prawie kazdego. Jak go nie ma to zagladam do jego
          kalendarza i wiem gdzie jest - jak go nie ma u siebie w pokoju to jest w
          laboaratorium, albo na urlopie, konferencji, seminarium albo na drugim kampusie.
          Jak potrzebuje jego/jej pomocy/opinii - wysylam e-maila. W 90% przypadkow
          dostaje odpowiedz w ciagu godziny. Nikt na pensje nie narzeka, ale tez pracuje -
          w przeciwienstwi do pobierania pensji.
          • Przepraszam, a co właściwie miałbym tam robić? Komputera w
            moim "gabinecie" brak, ogólnodostępnych takoż. Biblioteki są na
            drugim końcu miasta. A na e-maile odpowiadam w ciągu godziny z domu,
            bo tu mam internet, a w robocie nie ;)
            • ford.ka napisał:

              > Przepraszam, a co właściwie miałbym tam robić? Komputera w
              > moim "gabinecie" brak, ogólnodostępnych takoż. Biblioteki są na
              > drugim końcu miasta. A na e-maile odpowiadam w ciągu godziny z domu,
              > bo tu mam internet, a w robocie nie ;)


              Dobra wymowka. Jakos instytuty, ktore odwiedzalem w Polsce maja i internet i
              komputery. Czy doswiadczalnicy tez robia eksperymenty via e-mail?
              • Puste laboratoria moga swiadczyc o roznych rzeczach. Na przyklad o zlej
                organizacji pracy. Jezeli u ciebie jest 20 profesorow, 100 studentow, 200
                technikow, to na jednego profesora przypada 10 technikow. Dla kogos, kto sam
                planuje eksperyment, sam zbiera dane i sam potem pisze artykul to jest marzenie
                scietej glowy.

                --
                Division Bell
                • charioteer1 napisał:

                  > Puste laboratoria moga swiadczyc o roznych rzeczach. Na przyklad o zlej
                  > organizacji pracy. Jezeli u ciebie jest 20 profesorow, 100 studentow, 200
                  > technikow, to na jednego profesora przypada 10 technikow. Dla kogos, kto sam
                  > planuje eksperyment, sam zbiera dane i sam potem pisze artykul to jest marzenie
                  > scietej glowy.
                  >

                  To nie jest marzenie scietej glowy - ale sposob w jaki nauke prowadzic sie
                  powinno. 22-lat robilem doktorat w Polsce: 1 docent, dwoch adjuntow, dwoch
                  doktorantow, 2 magistrant i dwoch technikow - jakos sie dalo nawet w komunizmie.
                  Eksperymenty lecialy 24 godzinny na dobe. Jakos dziwnie ludziom sie chcialo.
                  • dr_pitcher napisał:

                    > To nie jest marzenie scietej glowy - ale sposob w jaki nauke prowadzic sie
                    > powinno.

                    Zgadzam sie calkowicie z tym, ze tak sie powinno prowadzic nauke.

                    To na pewno jest tez kwestia roznic miedzy dyscyplinami - inaczej to wyglada w
                    naukach przyrodniczych, inaczej w spolecznych. Ale tez jest to kwestia wlasciwej
                    organizacji laboratorium i pieniedzy. Od dluzszego czasu nosze sie z zamiarem
                    przeprowadzenia pewnego eksperymentu i po prostu nie mam na to czasu. Przydalby
                    sie ktos wlasnie do spraw technicznych, ale pomyslu, jak taka osobe zatrudnic i
                    z czego jej placic tez na razie nie mam.


                    --
                    4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo –MrPinkis
                  • Masz rację, Pitcher. tak być powinno, i tak było w poprzednim ustroju
                    (czy dlatego upadł?). Jednak nowy ustrój wymuszał "redukcje". W
                    znanych mi instytutach w pierwszej kolejności pod nóż poszli starsi
                    doktorzy i własnie pracownicy techniczni. Ci od badan, ale i ci od
                    obsługi pracowni. Bo przecież zamawianiem sprzętu, odczynników może
                    się zająć adiunkt, prowadzący pracownię, a o porządek w pracowni mogą
                    zadbać studenci pod okiem prowadzącego zajęcia. Stąd tez gorsze
                    wyniki. Trudno to jednak zrozumieć prof. Kudryckiej i neoliberalnemu
                    rządowi. Jak ktoś pisał na tym forum: w Polsce nie nauka ma pomagać w
                    rozwiązywaniu problemów, ale to sama nauka jest problemem.
                  • W tym zlym PRLu w katedrze X byl 1 profesor, 2 docentow, 4 doktorow, 8
                    asystentow i 8 technikow. Dzis jest w niej 8 profesorow, 8 doktorow i 1 magister...
              • interesujący styl myślenia - to, co widziałem=się wszystko... bzdura... pomijam,
                że nie zawsze siedzenie na miejscu=robienie nauki...
                --
                Louder Than Bombs...
                • Sposob obserwacji - jest gorzej niz za komuny w czasie kotrej pracowalem w
                  polskim instytucie. Wtedy jeszcze kots tam bywal i przynajmniej udawal, ze cos
                  robi - teraz prawie nikogo.
                  Pojedzcie prosze na porzadna uczelnie i zobaczcie jak kwitnie zycie
                  uniwersyteckie - rzecz nie tylko polega na siedzeniu
                  • dr_pitcher napisał:

                    > Pojedzcie prosze na porzadna uczelnie i zobaczcie jak kwitnie zycie
                    > uniwersyteckie - rzecz nie tylko polega na siedzeniu

                    Wiem, jak wyglada zycie uniwersyteckie na porzadnej uczelni z kilku roznych
                    pobytow. Nie do przeniesienia w nasze warunki wlasnie z powodow lokalowych. W
                    takiej ciasnocie mozna tylko siedziec, pracowac sie nie da.


                    --
                    Faustus
                    • Owszem - ale nie zawsze. W Instutycji o ktorej mowie (w Polsce)ciasno nie jest.
                      Choc luksusow nie ma, pracowac sie da. Ba warunki lepsze niz na niektorych
                      wydzialach mojej uczelni (a ta ponoc w pierwszej 30-tsce rankingu).
                  • Ja mam świetne warunki w pracy: gabinet na 2 osoby, własne biurko komputer,
                    biblioteczka.

                    Ale na uczelni jestem tylko 3 razy w tygodniu. W dodatku staram się być jak
                    najkrócej. Łącznie w tygodniu spędzam na uczelni ok. 15-20 godzin, plus ew.
                    weekendy. No i zebranie - raz na 2-3 tygodnie, wtedy dodatkowy jeden dzień w
                    tygodniu (5-6 godzin).

                    Dlaczego? To bardzo proste. Praca naukowa w biurze jest bardzo utrudniona.
                    Studenci w obecnych realiach mają sesję przez cały rok. Zdziwiłbyś się, ale
                    nawet teraz, w połowie kwietnia jestem bombardowany mailami w sprawie egzaminów.
                    Sesja już dawno się zakończyła, dopuszczalne regulaminem studiów przedłużenia
                    też. Ale i tak delikwent dostaje przedłużenie od dziekana. Nie zdał w 1,2 i 3
                    terminie? Nie ma problemu, jest wpis warunkowy, komis. Z sesją zimową nie uporam
                    się do czerwca, wtedy pewnie zacznę sesję letnią.

                    W takiej sytuacji jedynym rozsądnym działaniem jest ucieczka do domu, gdzie mogę
                    w spokoju pisać kolejny artykuł. Jestem po doktoracie, rozlicza się mnie z
                    "robienia dorobku". Moje osiągnięcia administracyjne i dydaktyczne, mimo że
                    cenione przez szefa i studentów - w ocenie okresowej nikogo nie zainteresowały i
                    ie zostały odpowiednio wypunktowane. Skoro nikogo to nie obchodzi, to należy się
                    koncentrować na badaniach naukowych. A te najlepiej wykonuje się... w domu.
                    Jestem ekonomistą, mi do pracy wystarczy dostęp do baz danych i program
                    statystyczny.

                    --
                    Never try typing google into google - you can break the Internet!
                    • Rację macie wszyscy (cholera, ale Salomon ze mnie). Na większości
                      wydziałów polskich uczelni nie ma miejsca i warunków do pracy
                      (zdecydowanie lepiej maja kierunki eksperymentalne). Ale tez faktem
                      jest, że władze uczelni o to nie dbają - po co wam to potrzebne, lepiej
                      zbudujmy kolejna aule wykładowa, można będzie kształcić więcej
                      studentów "płacących". Pracownicy czuja się więc rozgrzeszenie. A
                      "bycie" w pracy jest jednak potrzebne, ba! - konieczne.
                      • Problem polega na tym, że nie szanuje się mojego czasu.

                        Jak siedzę w gabinecie, traktuje się mnie jako:
                        - sekretarza
                        - urzędnika
                        - informatora
                        w jednym.

                        Przychodzą do mnie ludzie, pytając "gdzie jest doktor X?" - który pracuje na
                        innym wydziale i w innej katedrze. Nawet nazwa katedry zupełnie inna. Załatwiam
                        mnóstwo papierkowej roboty, którą powinien robić ktoś inny. Ciągłe telefony,
                        ciągłe wizyty studentów. I to nie tych miłych, bystrych którzy chcą porozmawiać
                        o ostatnim wykładzie albo podyskutować o niedawno przeczytanej książce.

                        Wszystko sprowadza się do tego, że mamy zbyt wielu studentów do obsłużenia. Tu
                        nie pomoże nawet gabinet z klimą, wypasionym fotelem i wanną z hydromasażem.
                        --
                        Never try typing google into google - you can break the Internet!
                  • pewnie tak, tylko widzisz ja mam w domu niezbędne mi do pracy przybory (włącznie
                    z książkami, których nie ma w najlepszych bibliotekach...) i chyba wystarczy w
                    tej kwestii
                    a co do opustoszałych instytutów, tętniących życiem za komuny - znam taki, gdzie
                    zredukowano obsadę o połowę i mają robić to, co uprzednio, nie wyciągałbym
                    pochopnych wniosków na podstawie ograniczonych obserwacji, że się powtórzę...
                    --
                    Louder Than Bombs...
                    • Instytut Chemii Przemyslowej,
                      Przemyslowy Instytu Elektroniki a szczegolnie
                      Instytut Podstawowych Problemow Techniki PAN.
                      To sa przyklady instytutow, ktore sa dzis opustoszałe (IChP wrecz zrujnowany), a
                      ktore tętnily życiem za PRLu...
          • Placa jest za wykonana prace, a nie za siedzenie w pracy.

            W pracy mam jeden komputer na cztery osoby w pomieszczeniu. W przyszlym roku
            bedzie nas do tego komputera wiecej. W tych warunkach nie da sie sensownie pracowac.

            W tej chwili pracuje nad dwoma duzymi projektami. Duzymi w sensie liczby osob
            zaangazowanych. Wszystko odbywa sie przez email. Spotykamy sie gora raz w
            tygodniu, nigdy w pelnym skladzie, bo nie ma takiej potrzeby. Zwykle na email
            odpowadam w ciagu 10 minut, choc bywaja takie dni, kiedy liczba maili przekracza
            moje mozliwosci odpowiadania na biezaco.

            --
            Riders in the sky

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.