Dodaj do ulubionych

"Doktorant w maśle"

23.09.10, 09:47
Interesujący artykuł prof. Hartmana znalazłam w papierowym wydaniu "Gazety" (w internecie chyba jeszcze nie ma). Niektórym pewnie ciśnienie trochę wzrośnie po lekturze.

Skoro linku do tamtego tematu podesłać nie mogę, podsyłam coś innego - z ciekawą dyskusją historyków o studiach z tego zakresu:
uw.edu.pl/strony/pismo/pismo_1005.pdf
Edytor zaawansowany
  • michal.oleszczyk 23.09.10, 16:56
    Moja polemika z tekstem Hartmana:
    michaloleszczyk.blogspot.com/2010/09/doktorant-w-masle.html
  • adept44_ltd 23.09.10, 17:09
    no to trzeba by powalczyć o zmianę całego systemu, na co raczej się nie zanosi...; w ramach obecnego systemu (i w moim przekonaniu jest to pomyłka) studia doktoranckie to studia III stopnia, w zasadzie zastępujące dawne magisterium, jeśli chodzi o poziom. I takich studentów takich studiów raczej nie ma sensu finansować.
    Rozwiązaniem byłaby rzeczywiście pełna elitarność, taka jak za czasów Hartmana i wtedy finansowanie doktorantów, do tego raczej nie dojdzie choćby ze względu na to, że nie leży to w interesie ekonomicznym uczelni...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.09.10, 17:33
    taaaaaa. a w tej elitarnosci, polemista zaklada, sam by sie znalazl. gdyby sie nie znalazl, pewnie by mial inne zdanie. nie wiem, dlaczego na studia doktoranckie powinna byc przyjmowana minimalna ilosc, a nie ci, ktorzy sa w stanie napisac doktorat. lekko drazniaca jest protekcjonalnosc polemisty mowiacego o 'przypadkowych osobach'.

    nie sadze tez, ze doktorant powinien miec pelnie praw pracowniczych, nie sadze ze elitarnosc jest dobrym kierunkiem, nie sadze, ze doktorant powienien dostawac stypendium na samo robienie dokotratu (bez pewnego obciazenia dydaktycznego).

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.09.10, 18:24
    co do elitarności, obecny egalitaryzm przypomina ogólnie sytuację w nauce i na uczelniach, marnuje się pieniądze na tych, którzy się nie nadają...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.09.10, 18:37
    zgoda. jednak to nie znaczy ze warto wpuszczac tylko 5 procent, to minimim minimalne nie? warto pewnie sie zastanowic jak zrobic tak, zeby miec tych, ktorzy sie nadaja do tego.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • sendivigius 23.09.10, 21:32
    michal.oleszczyk napisał:

    > Moja polemika z tekstem Hartmana:

    Pod ta polemika jest komentarz warty zachowania dla potomnosci:

    Pan Hartman miał racje doktoranci są jak pączki w maśle. Najpierw kąpiel we wrzącym oleju a potem i tak ktoś ich zje.
  • adept44_ltd 23.09.10, 21:39
    nie chce mi się już wracać do tekstu, ale wydaje mi się, że Hartman napisał o sobie jako o pączku w maśle, a nie o doktorantach...
    --
    Louder Than Bombs...
  • ford.ka 23.09.10, 17:40
    Tekst już jest:
    wyborcza.pl/1,75515,8416372,Doktorant_w_masle.html
    Wydawało mi się, że to niegłupi facet, ale to przecież są jakieś brednie...
  • dala.tata 23.09.10, 18:21
    a dlaczego to sa brednie? ja sie z wiekszoscia tego, co napisal zgadzam - nie zgadzam sie ze do napisania dr trzbea tylko talentu - fajnie bymiec jeszcze biblioteke zaopatrzona....ale Hartman ma wiele racji.
    --
    Nadety karzel metodologii!
  • ford.ka 23.09.10, 18:41
    Ideałem doktoranta dla Hartmana jest jego doktorantka, która a) w ogóle nie była doktorantką, w rozumieniu ustawy, tylko pracowała jako pielęgniarka, płacąc za przewód, obronę itd i b) po doktoracie wraca do pracy na uczelni, na której zrobiła magisterium i doktorat. Mam dalej wymieniać? Z tym też się zgadzasz?
  • dala.tata 23.09.10, 18:59
    nie sadze, zeby on mowil, ze to byla idealna doktorantka. dla mnie to przyklad typu: tak tez mozna.

    Hartman mowi, ze pisanie doktoratu z nauk humanistycznych nie stanowi tak wielkiej presji na czas doktoranta, zeby nie mogl pracowac. i jako ktos, kto pisal doktorat i pracowal (mialem asystenture i dorabialem), musze poweidziec, ze sie z tym raczej zgadzam.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • ford.ka 23.09.10, 19:21
    Coś mi opadło - "można" to sięgnąć lewą ręką do prawego ucha przez głowę. I co z tego, że "można"? Cały system jest super, bo przecież "można", dzielna pielęgniarka z Krakowa pokazała, że można! Teraz dostanie etat asystenta i dopiero sobie pożyje.
    Ale proszę bardzo, jedziemy dalej:
    "Niewielu miało tak dobrze - dzisiaj statusem doktoranta otrzymującego stypendium cieszy się znacznie więcej ludzi. Niechaj nie narzekają." - tyle że oni nie mają pokoiku w akademiku i równowartości tysiąca złotych co miesiąc za uciekanie z planu "Listy Schindlera", co naszemu etykowi umyka. Większość nie ma pokoiku, tysiąca, a "Lista" to nie "Klan", zdjęcia dawno się skończyły.
    Czy może odpowiada Ci wizja doktorantów a la Kaczynski "zalewają piwem swoje smuteczki" na Krakowskim Przedmieściu (gdzie takowe jest) lub Kazimierzu (tam gdzie Krakowskie Przedmieście nie występuje)?
    > Hartman mowi, ze pisanie doktoratu z nauk humanistycznych nie stanowi tak wielkiej presji na czas doktoranta, zeby nie mogl pracowac. i jako ktos, kto pisal doktorat i pracowal (mialem asystenture i dorabialem), musze poweidziec, ze sie z tym raczej zgadzam.
    Miałeś asystenturę, czyli miałeś co miesiąc wpływ na konto (niewielki ale zawsze) i opłacone ZUS i ubezpieczenie zdrowotne. Miałeś osiem lat na napisanie dr a nie cztery, czyli rzeczywiście nie miałeś wielkiej presji na czas. Miałeś dostęp (pewnie ograniczony, ale jednak bo byłeś pracownikiem) do wszelkich środków uczelni, może i było biednie ale na bilet PKP i opłatę konferencyjną zawsze się znalazło (zresztą opłaty i bilety były o wiele tańsze), a jak byłeś grzeczny, czasem nawet dorzucili na wyjazd zagraniczny i przynajmniej polskie książki zamawiali do biblioteki, jakie chciałeś. Nie musiałeś chodzić na wykłady i zajęcia w ramach "studiów trzeciego stopnia", składać raportów co roku, zaliczać dwóch konferencji rocznie na własny koszt. Been there done that, więc nie opowiadaj, że było inaczej.
  • dala.tata 23.09.10, 19:39
    tak, mialem asystenture (najwazniejsze bylo to ze to byla stala praca i doceniam to). o konferencjach nie bylo mowy, o wyjazdach zagranicznych to juz w ogole. co do presji na czas, zlozylem doktorat po 18 miesiacach od skonczenia studiow. i nie nie bylo to jakies mistrzostwo swiata - ja zapieprzalem jak maly samochodzik.mnie po prostu cholernie zalezalo na tym doktoracie.

    ja nie wiem jaki ma byc system - uczciwie nie mam zdania. jednak to ciagle jojczenie ze nie ma forsy na stypendia, koniecznie dla wszystkich, jest dla mnie nieporozumieniem.

    --
    Nadety karzel metodologii!
  • ford.ka 23.09.10, 19:52
    "O konferencjach nie było mowy?" - żałowali Ci równowartości 10PLN na opłatę i 15PLN na bilet tam i z powrotem? A nie, przepraszam, 7,50 bo przecież miałeś 50% zniżki. Kurczę, naprawdę musieli Cię nienawidzieć. Jak się kiedyś spotkamy, pamiętaj, że obiecałem Ci piwo postawić za te męczarnie!
    Cierpienie, które sam nie doświadczyłeś, zawsze wydaje się jakieś takie niepoważne. W rzeczy samej, nie powinni jojczeć. Starczy talent, zacisnąć zęby i w 18 miesięcy wyskakuje doktorat. W moim przypadku na 200 źródeł, których użyłem, w Polsce było 5 (pięć). Ale jak bym mocno zacisnął zęby, na pewno ich autorzy przysłaliby mi do domu kserówki.
  • niewyspany77 23.09.10, 19:21
    Tak, można i tak. Ale nie rozumiem, o co Ci chodzi z tą presją czasu. Możesz jaśniej?
  • kaguya1982 23.09.10, 19:03
    Jezeli jest sie filozofem, matematykiem, fizykiem teoretycznym, polonista, informatykiem to byc moze to wystarczy.
    W dziedzinach eksperymentalnych (skwitowanych przez autora artykulu polowa zdania) to zdecydowanie nie wystarczy.

    Chociaz po zastanowieniu wydaje mi sie ze nawet filozof potrzebuje czegos poza olowkiem i kawalkiem papieru. Chocby pieniedzy na konferencje. Zeby mogl sobie pofilozofowac z innymi madrymi ludzmi. Nawiazac kontakty, pokazac co on robi, zobaczyc co robia inni.

    Ale zgadzam sie z tym ze teraz na studiach doktoranckich jest pelno ludzi ktorych nie powinno tam byc.
    --
    Życie jest ciężkie i kończy się śmiercią.
  • dala.tata 23.09.10, 19:06
    no ale jakby autor zaczal sie wymadrzac na temat dziedzin eksperymentalnych, to bys napisala, ze sie wymadrza, choc nie ma pojecia, o czym mowi.

    -
    We are the Borg. Resistance is futile
  • kaguya1982 23.09.10, 19:18
    Niesmialo zwracam uwage ze mowa jest tam o 'doktorantach' a nie o 'doktorantach przedmiotow nieeksperymentalnych'.

    Zreszta nadmiernego maslowania osob z kierunkow 'humanistycznych' nie widze - chyba ze nic nie robia i nie maja ambicji - wtedy owszem. 1 tysiac + wsparcie od rodzicow bo przeciez chluba rodziny robi doktorat. Ale jezeli ktos naprawde chce cos robic to chyba nawet w humanistyce potrzebuje pieniedzy na ksiazki, konferencje etc... A wszystko za 1 tys miesiecznie.
    Ja bym obciela limity o polowe a reszcie dala 2 tys miesiecznie.
    --
    Życie jest ciężkie i kończy się śmiercią.
  • dala.tata 23.09.10, 19:31
    zauwazylem, zauwazylem tez ze wprost mowi o tym, ze nie zna sie na naukach scislych. ja bym to laczyl, ale spoko.

    alez nie krepuj sie. czemu nie 3 tysiace!
    --
    Nadety karzel metodologii!
  • kaguya1982 23.09.10, 19:38
    Slusznie. Ja teraz dostaje 4 tys. Koszty zycia wyzsze ale jakies 50% a nie 4 razy. Dzieki temu moge sobie siedziec w laboratorium za dnia, a wieczorami czytac i poprawiac artykuly. A jak mam fantazje to moge pojsc do kina, zjesc porzadne sushi albo pojechac na szkolenie za ktore szef nie chce zaplacic. Do tego stac mnie na wyjazdy na konferencje i na wakacje.

    Owszem, po zastanowieniu zgadzam sie z Toba. 3 tysiace. :P

    --
    Życie jest ciężkie i kończy się śmiercią.
  • tuttmo 24.09.10, 10:38
    Tezy w artykule są całkowicie oderwane od rzeczywistości PRACY doktoranta w naukach ścisłych, i nie mówię tylko o doświadczalnikach, którzy muszą po wiele godzin odsiedzieć w laboratoriach (prowadząc przy tym zajęcia, chodząc na wykłady, seminaria etc).

    Jezeli jest sie filozofem, matematykiem, fizykiem teoretycznym, polonista, informatykiem to byc moze to wystarczy.

    Weźmy wspomnianych fizyków teoretyków jako przykład. Być może tylko filozof wypobrażą sobie prace teoretyka jako siedzącego przy biurku wieczorem z ołówkiem i rozwichoną fryzurą. W rzeczywistości bardzo często taka praca polega na programowaniu różnych zagadnień, wymagających ogromnej pracy programistycznej i super maszyn, których nie można sobie kupic do domu.. Podobnie z matematykami, informatykami, również wspomnianymi w cytacie.
    Od znajomych robiących doktoarty na "bardziej humanistycznych kierunkach" wiem, że ich praca równiez nie polega na romantycznym zgłębianiu wiedzy nad ksiązkami i spisywaniu swoich przemyśleń, ale często wymaga wielu godzin ankiet, analiz bądx pracy w terenie (archeologia, historia sztuki, geografia etc).
    Idać za autorem, aby zrobić w dzisiejszych czasach doktorat trzeba mieć bogatych rodziców, którzy go sfinansują.
  • janekdzbynecznik 24.09.10, 00:16
    Hartman sam pisze: "Studia doktoranckie były więc dla mnie awansem pod każdym względem, a jednocześnie najlepszym okresem młodości, kiedy dobrze mi się żyło, wiele się nauczyłem i sporo zrobiłem". I to jest klucz do tego bardzo osobistego wywodu, bez związku z współczesnym stanem rzeczy. Wariacja na temat swojej pięknej i wzniosłej młodości, rozmarzył się po prostu! :)
  • flamengista 24.09.10, 01:02
    Porównujmy obecną sytuację z początkiem lat 90tych - na pewno porównanie wypadnie na naszą korzyść.

    Tylko czy jest sens się z tego cieszyć? Myślałem, że w 2010 roku, gdy Polska jest w OECD, UE i NATO a nasz poziom życia zbliża się do Portugalii czy Grecji, można mieć odrobinę większe wymagania...

    Może jeszcze porównajmy się ze średniowieczem, by poprawić sobie humor - Inkwizycja nie zagraża, wolność głoszenia poglądów i nieźle wyposażone biblioteki, nie mówiąc już o tym że nawet kobiety mogą się zajmować nauką (wow!).

    --
    Never try typing google into google - you can break the Internet!
  • pfg 23.09.10, 17:42
    Linka do tekstu Hartmana.

    Ja mam mieszane wrażenia. Hartman ma rację, że wobec masowości studiów doktoranckich - która stała się faktem - statusu i finansowania takiego, jak to za czasów Hartmana było, wszystkim zapewnić się nie da. Z drugiej strony tam, gdzie fizyczna obecność doktoranta jest na uczelni potrzebna, a więc głównie w dyscyplinach eksperymentalnych, doktorant nie ma jak dorabiać, a przecież żyć z czegoś musi. W wielu krajach doktoranci są wołami roboczymi nauki. Prawdziwy problem polega na tym, iż w Polsce to już nie są studia doktoranckie, których głównym elementem jest praca naukowa, tylko "studia trzeciego stopnia", z których często pozytek i dla uczelni, i dla doktoranta jest niewielki.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 23.09.10, 18:24
    masz racje, jak czesto. wydaje mi sie jednak, ze Hartman pisze z punktu widzenia filozofa, humanisty i wyraznie rozroznia miedzy humanistyka i naukami scislymi.

    to, o czym na koncu mowisz, to jest rzeczywisicie prawidziwy problem: na studia doktoranckie trzeba miec pomysl. i mysle ze tych pomyslow brak.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • charioteer1 23.09.10, 18:37
    pfg napisał:

    > W wielu krajach doktoranci są wołami roboczymi nauki.

    Taa, to sa brudne "sprawki konkretnych szefów", ktore zdarzaja sie "zwłaszcza w naukach eksperymentalnych i technicznych". Jak czytam takie rzeczy, to mam wrazenie, ze czcigodni humanisci sa z innego swiata. Doktorant ma siedziec i pisac. Nie do pomyslenia jest, zeby sie nauczyl jakiejs techniki eksperymentalnej, ktora bezposrednio do jego doktoratu nie bedzie potrzebna. Ma siedziec i pisac i nie wolno mu przeszkadzac!!!


    --
    Division Bell
  • niewyspany77 23.09.10, 19:04
    Ja nie widzę żadnego problemu w Twoim "prawdziwym problemie". Ludzie mają albo konkretne powody (czasem mniej, czasem bardziej uzasadnione), albo zwykły kaprys iść na studia doktoranckie.

    Ja widzę problem w zupełnie innym miejscu. Ciekaw jestem, co by robił pan Hartman gdyby po szczęśliwej obronie pracy na uczelni nie otrzymał. Zapewne miałby problem, podobnie jak niemal wszyscy obecni młodzi doktorzy, dla których pracy zgodnej z kwalifikacjami nie ma.
  • ford.ka 23.09.10, 19:24
    Trzymajmy się realiów! No przecież uczyłby etyki w podstawówce.
  • niewyspany77 23.09.10, 19:28
    Ford, ja mam poważne obawy, że 20 lat temu etyki w szkołach nie było. Mogę się mylić, ale coś mi się wydaje że to dość nowy wynalazek.
  • ford.ka 23.09.10, 19:42
    Pewnie dawno w żadnej szkole nie byłeś (kidding!) ale dzisiaj też nie ma. W tej akurat sprawie nic się nie zmieniło.
    Próbowałem zwrócić delikatnie uwagę, że wizja studiów doktoranckich, jaką ma Hartmann (bohaterska przeszłośc na etacie asystenta albo bohaterski doktorat pisany nocami przy łóżkach pacjentów) jest równie bliska rzeczywistości jak szansa na posadę nauczyciela etyki w polskiej szkole.
    Dla porządku - 20 lat temu nie przyjęli go na studia doktoranckie, bo takich nie było, zaczęły się ok. 1993. Dostał etat asystenta, ale ma już takie problemy z odbiorem rzeczywistości, że o tym zapomniał.
  • niewyspany77 23.09.10, 19:53
    Uh, dziś wróciłem z jednej o 18 ;)
    Gdzieś widziałem dane o zatrudnieniu nauczycieli etyki w szkołach - niecały tysiąc na cały kraj.

    Z całą resztą się zgadzam. W dodatku to były początki edukacyjnej hossy.
  • adept44_ltd 23.09.10, 19:54
    w Krakowie jak najbardziej były... jak było gdzie indziej, nie wiem...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 23.09.10, 19:48
    i to jest również głos za tym, by ograniczyć studia doktoranckie, w ciągu najbliższych lat nie dość, że nie będzie pracy, to będzie jej jeszcze mniej niż jest
    --
    Louder Than Bombs...
  • niewyspany77 23.09.10, 19:56
    Adepcie, zgodnie z tym co napisałeś, powinniśmy na parę lat zabronić pisania doktoratów, no dobra, przynajmniej się bronić ;)
  • adept44_ltd 23.09.10, 20:01
    nie, studia doktoranckie powinny być płatne, jak ktoś chce sobie robić doktorat, proszę bardzo, płacić powinniśmy najlepszym z najlepszych, tym, których będziemy w stanie wchłonąć w system, co do reszty - może lepiej podnieść standardy magisterium? wyjdzie na to samo
    --
    Louder Than Bombs...
  • niewyspany77 23.09.10, 20:08
    Dobra, to fajnie zadziała na etapie studiów III stopnia. Jednak obawiam się, że system wcale nie będzie chciał wchłonąć najlepszych, no bo niby dlaczego?
  • adept44_ltd 23.09.10, 20:20
    nie wiem co powiedzieć... roz....yć system?
    --
    Louder Than Bombs...
  • kaguya1982 23.09.10, 20:25
    Hmm

    Tak.


    --
    Życie jest ciężkie i kończy się śmiercią.
  • kaguya1982 23.09.10, 20:01
    No i slusznie. Mam wielu znajomych doktorantow w polsce. I wiem ze niektorzy nie powinni zostac dopuszczeni do robienia doktoratu. Ale poniewaz na 1 roku i tak nie ma stypendium to sie zaklada ze i tak sie wykrusza. Zreszta to nie pieniadze wydzialu ida na stypendia tylko ministerstwa wiec szkoda by ich zmarnowac, a nuz w przyszlym roku obetna limity jak sie ich nie wykorzysta w tym roku!?

    Jestem zdania ze (przynajmniej w eksperymentalnych) powinno sie robic doktoraty za pieniadze z grantow. Jak na zachodzie. Promotor zdobywa pieniadze grantowe. Oglasza nabor otwarty, wybiera najlepszego kandydata, ustala z nim zasady finansowania (wysokosc wyplaty, konferencje, szkolenia, odczynniki). Doktorant odwala prace konieczna do grantu uczac sie przy tym od dobrego naukowca (czyli takiego ktory skutecznie umie udowodnic przed komisja grantowa ze jest dobry).
    Czemu takiego ukladu nie mozna wprowadzic?


    --
    Życie jest ciężkie i kończy się śmiercią.
  • matdokt 24.09.10, 21:14
    kaguya1982 napisała:

    > Jestem zdania ze (przynajmniej w eksperymentalnych) powinno sie robic doktoraty
    > za pieniadze z grantow. Jak na zachodzie. Promotor zdobywa pieniadze grantowe.
    > Oglasza nabor otwarty, wybiera najlepszego kandydata, ustala z nim zasady fina
    > nsowania (wysokosc wyplaty, konferencje, szkolenia, odczynniki).

    Z takimi poglądami bardzo łatwo się na pierwszy rzut zgodzić, bo wyglądają racjonalnie. Aczkolwiek niedawno (rok dwa lata temu) rozmawiałem ze znajomymi z Niemiec i UK którzy w takim właśnie systemie napisali doktorat. Później okazało się, że żadnego innego zajęcia i pracy dla nich nie ma. Nie chcą ich w innych ośrodkach, bo (według mnie) mają wiedzę zawężoną bo bardzo wąskiej dziedziny, tzn. są zbyt wyspecjalizowani i brakuje im szerszej wiedzy i szerszych horyzontów.
    Dlatego nie wydaję mi się ze jest to aż tak dobre rozwiązanie dla wszystkich. Ja w trakcie studiów doktoranckich chodziłem na wykłady o bardzo różnej tematyki i mimo tego, że musiałem poświęcić sporo czasu (i na koniec zdawać egzaminy) nie żałuję tego.
  • kaguya1982 24.09.10, 21:32
    Nie wydaje mi sie zeby system grantowy automatycznie powodowal zawezenie umiejetnosci doktoranta. To zalezy tylko i wylacznie od doktoranta i/lub profesora. Tak samo jak i w systemie stypendialnym.

    Przyklad z mojego podworka - system grantowy. Dwa w zasadzie identyczne tematy (ale w odniesieniu do innych obiektow) u tego samego beznadziejnego (mojego) promotora.
    Osoba A wykorzystala ten temat do wszechstronnego rozwoju i nawiazania wielu kontaktow. Powstalo chyba 5 czy 6 artykulow w oparciu o ten temat w tym jeden w science. Teraz jest uwazana za jednego z najlepszych specjalistow w pewnej waskiej dziedzinie (niezwiazanej bezposrednio z tematem PHD).
    Osoba B wykonala swoja prace bardzo poprawnie i sumiennie. Jest wspolautorem kilku artykulow opublikowanych w nienajgorszych czasopismach. Ale bardzo wasko podeszla do tematu i w zasadzie nikt nie kojarzy tej osoby z niczym innym poza PHD.

    --
    Życie jest ciężkie i kończy się śmiercią.
  • matdokt 24.09.10, 21:47
    Oczywiście, wszystko zależy od doktoranta. Ja jednak byłbym przeciwny, aby większość doktoratów powstawała w ramach grantów. Według mnie grant ograniczą doktoranta. O granty powinno się aplikować gdy ma się na się już plan badawczy lub istotne osiągnięcia.
    Przypuśćmy, że doktorant jest zatrudniony przy danym projekcie. Na początku są wstępne osiągnięcia, ale później zachodzi się w ślepą uliczkę i nic (bo w naukach ścisłych nie da się przewidziec wyników badań, może nic nie wyjść). Ja bym na miejscu doktoranta w tym momencie zmienił tematykę. Nie wiem czy tak się da zrobić, gdy piszę tylko w ramach grantu.
  • sendivigius 23.09.10, 19:38
    Cytacik z linkowanego artykulu:

    Nie wiem, jak to jest w naukach ścisłych, ale w humanistyce do napisania dobrej rozprawy doktorskiej nie trzeba prawie nic, poza pracą i talentem

    Ja swoim unizonym zdaniem uwazam ze jak ktos siedzi na uniwersytecie 20 lat to moze laskawie by sie zapoznal jak to jest w innych dziedzinach, tym bardziej gdy wypowiada sie ex cathedra.

    Przypomina mi sie tu Dala ktory kiedys opisywal jak pisze ksiazke, bylo to tak ze przez rok zbiera literature, przed drugi... (przepraszam nie wiem co bo parsknalem smiechem i zalal mi sie ekran), po oczyszczeniu ekranu przeczytalem ze przez trzeci pisze. Pan Hartman przypuszczam ze podobnie. Gdyby jeden i drugi wyszedl ze swojej ivory tower to by zobaczyl ze w naukach ekperymentalnych literature to sie zbiera lewa reka, prawa w tym czasie jedzac lunch, pisze sie natomiast w czasie nudnych seminariow (udajac ze sie przeglada cos waznego). Czytanie i pisanie to wogole nie sa czynnosci na ktore sie budzetuje czas.

    Z tego wynikaja wiele istotnych nieoczekiwanych wnioskow. Na przyklad ten ze humanisci sa wlasnie bastionem habilitacji. Bo dla nich "pisanie" to jest czynnosc wlasciwa dla dzialnosci naukowej, tym czasem w naukach scislych pisanie to tyle co w produkcji samochodu przyklejenie nalepki z jego cena.

    Druga sprawa zwiazana z takim podejsciem jest wyrazona w artykule pogarda dla doktorantow w cytowanym stwierdzeniu. Zapewniam pana Harmana i obecnych tu humanistow ze w naukach scilych praca i talent to za malo. (I znowu watek z cyklu "ah ci glupi Amerykanie). W USA doktorantowi nie wolno pracowac (bez zgody dziekana, ktory jej naogol nie da - odpowiedz jest albo albo).

    Jest i trzeci nieoczekiwany wniosek. Pisac ze wystarczy "praca i talent" pan Hartman pomija banalny fakt ze doktorant jak juz sie obroni to staje przed pytaniem "i co dalej". U pana Hartmana i jego doktorantow ten problem nie zaistnial bo rozwiazywany jest znana medoda "kroliczka i jego znajomych". Tymczasem poza Najjasniejsza to wlasnie, nazwijmy to "masa naukowa" doktoratu jest przepustka do ewentualnej innej posady. Aby taka mase wytworzyc nie wystarczy jedynie "praca i talent", bo, i nie chce tu byc zlosliwy, ale w srodowisku dokorantow nauk scislych "prace i talent" ma 100%.

    Ja juz od dawna proponuje cos odwrotnego niz wielu innych. Mianowicie, nie laczenie uniwersytetow w duze mechanizmy ale wlasnie rozwod. Niech szanowni humanisci robia sobie po swojemu, my sobie zrobimy po swojemu. Jakis krok w tym kierunku byl gdy w Niemczech wymyslono Politechniki, ale niestety polityka sie obrocila w innym kierunku.
  • adept44_ltd 23.09.10, 19:56
    Ja swoim unizonym zdaniem uwazam ze jak ktos siedzi na uniwersytecie 20 lat to moze laskawie by sie zapoznal jak to jest w innych dziedzinach, tym bardziej gdy wypowiada sie ex cathedra.

    stosujesz to do siebie?
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 23.09.10, 20:12
    Ja sie zgadzam z Sendim. Jest tak, jak pisze. Praca doktorska to jest pryszcz. Liczy sie dorobek uzyskany przed doktoratem, a o dobroci promotora stanowi, gdzie jego doktoranci znalezli stala prace.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • adept44_ltd 23.09.10, 20:25
    myślę nad tym, co piszesz i nie mogę pojąć, o co chodzi
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 23.09.10, 20:27
    Adept, bo to po prostu zupelnie inny swiat!

    --
    Armageddon - The Final Countdown
  • adept44_ltd 23.09.10, 20:34
    tak sobie też pomyślałem ;)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.09.10, 20:14
    sendivigius napisał:

    > Ja swoim unizonym zdaniem uwazam ze jak ktos siedzi na uniwersytecie 20 lat to
    > moze laskawie by sie zapoznal jak to jest w innych dziedzinach, tym bardziej gd
    > y wypowiada sie ex cathedra.

    przygadal kociol garnkowi, nie sendi?


    > Przypomina mi sie tu Dala ktory kiedys opisywal jak pisze ksiazke, bylo to tak
    > ze przez rok zbiera literature, przed drugi... (przepraszam nie wiem co bo pars
    > knalem smiechem i zalal mi sie ekran), po oczyszczeniu ekranu przeczytalem ze p

    hehehe sendi. zazdroscisz co? :-)))))))))))))))))))))
    poza tym, ze cos ci sie popieprzylo, to i tak pogadaj z kims o tym.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • sendivigius 23.09.10, 21:03
    dala.tata napisał:

    > hehehe sendi. zazdroscisz co? :-)))))))))))))))))))))


    Nie jestem obludny. Oczywiscie ze zazdroszcze. Gdybym zaczynal jeszcze raz to bym zostal humanista, ale bo jeszcze lepiej ekonomista - ci sa ani-ani, maja najlepiej.
  • adept44_ltd 23.09.10, 21:12
    jeśli mogę wnioskować po twoich postach, raczej, szczerze, polecałbmy ekonomię, z humanistyką mogłoby nie wyjść :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • sendivigius 23.09.10, 21:19
    adept44_ltd napisał:

    > jeśli mogę wnioskować po twoich postach, raczej, szczerze, polecałbmy ekonomię,
    > z humanistyką mogłoby nie wyjść :)

    Jak kto nie wie to warto dodac ze tatus pana Hartmana to tez profesor tyle ze matematyki, mamusia tez na uczelni. To tez wato odniesc do rzewnych opowiesci o jego ciezkiej doli doktoranta.

    A ekonomia jest super, mowi sie ze ekonomista to taki facet co nigdy nie ma racji a zawsze ma opinie ekperta. I jak tu nie zazdroscic?
  • adept44_ltd 23.09.10, 21:38
    oj zazdrościć....

    natomiast ja pamiętam Hartmana z tamtych czasów i on rzeczywiście zapieprzał jak mały samochodzik...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 24.09.10, 08:36
    sendivigius napisał:


    > tatus pana Hartmana to tez profesor tyle ze
    > matematyki

    No tak, to bardzo znany matematyk (którego to faktu sam w pewnym momencie nie skojarzyłem), ale, o ile pomnę, z Wrocławia. Zresztą już nie żyje.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • matdokt 24.09.10, 21:25
    pfg napisał:

    > No tak, to bardzo znany matematyk (którego to faktu sam w pewnym momencie nie s
    > kojarzyłem), ale, o ile pomnę, z Wrocławia. Zresztą już nie żyje.

    Tak. W zeszłym (?) roku została umieszczona tablica pamiątkowa ku jego pamięci. Jest też patronem jednej z sal.
  • matdokt 24.09.10, 21:34
    Tablica i ta sala znajduje się w Instytucie Matematyczny UWr.
  • chilly 24.09.10, 10:25
    Ekonomistom faktycznie można pozazdrościć. Tyle, że muszą oni zawsze sprawiać wrażenie jakby mieli rację - jedyną i niepodważalną. A gdy późniejsze wydarzenia pokażą, że jednak się mylili (jak w przypadku reformy systemu emerytur, które mieliśmy spędzać na Hawajach), to przecież nikt o to nie ma pretensji. To nie fizyka :) I ta sama osoba dalej pozostaje ekspertem. I może z równym zapałem głosić kolejną bzdurę.
  • matdokt 24.09.10, 21:33
    Wydaje mi się że Pan Profesor jest zwolennikiem strategii: dać im jak najmniej (taką kroplówkę) i tak przetrwają najwytrwalsi, i ich zatrudnimy i siebie (albo u znajomych). Ta strategia może działać w biednych krajach, ale w Polsce już niekoniecznie (co nie znaczy, że Polska jest bogata).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka