31.01.11, 07:10
wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9026007,Bachmann__To_nie_krol_jest_nagi__lecz_arystokracja.html
Edytor zaawansowany
  • idzie_zuzanna 31.01.11, 11:13
    "Sytuacja na większości polskich uniwersytetów jest fatalna, poziom, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych - żałosny".

    "Tu kumoterstwo, brak mobilności i preferowanie "swoich" sprzyjały powstaniu rodziny, w której nikt nie wie, kto jest czyim ojcem i czyją matką."

    "Dlatego, między innymi, jestem przeciwny zwiększeniu nakładów na naukę. W obecnej sytuacji polskie szkolnictwo wyższe jest w stanie przejadać każdą sumę."

    Nic dodać, nic ująć.
  • whiteskies 31.01.11, 11:25
    Najlepiej po prostu rozpirzyć i zamknąć. Po co nam uniwersytety. Po co nam kolej. Nie zwiększajmy nakładów, nie reformujmy, w sumie każdy jakoś sam się nauczy i jakoś sam dojedzie.
    A ci co nie chcą - za granicę!
  • niewyspana123 31.01.11, 11:56
    rzeczywiście słaby poziom, a i standardowe narzekactwo to jedno,
    z drugiej jednak strony coraz częściej zadaję sobie pytanie dość fundamentalne: po co w ogóle komu humanistyka? jaki sens ma to, co robię?
    Ekonomiczny żaden, rewolucji naukowej nie przeprowadzę, gdy mąż się pyta, o co w ogóle chodzi w językoznawstwie i co to za nauka, w sumie trudno mi odpowiedzieć z odniesieniem do namacalnej, skrzeczącej rzeczywistości...
    Gdy na wstępie do językoznawstwa zaocznym licencjatom mam opowiedzieć o glossematyce, dajmy na to, poczucie bezsensu narasta.
    Nie macie tak czasami? Cała ta praca naukowa zaczyna być dla mnie dość kosztownym hobby po prostu.
  • adept44_ltd 31.01.11, 12:56
    jak to? językoznawstwo nic nie ma do rzeczywistości? wg mnie to jedna z najbardziej związanych z rzeczywistością dyscyplin!
    --
    Louder Than Bombs...
  • loleklolek_pl 31.01.11, 13:33
    Podobnie mi się wydaje, a wydaje mi się, że pomimo faktu, iż specjalistą w tym zakresie nie jestem, to te wszystkie autotranslatory, autogeneratory i nowoczesne wyszukiwarki (vide wolfram) bardzo potrzebują językoznawstwa do poprawnego działania... I że jest w tej działce jeszcze trochę do zrobienia ;-).
  • niewyspana123 31.01.11, 14:21
    No tak, ale te praktyczne zastosowania językoznawstwa stanowią promil dorobko-urobku językoznawców polskich, z całym szacunkiem, większość tekstów opisuje oczywistości, stanowi przykład nadętego, pseudospecjalistycznego żargonu, który ukrywa pustkę, etc...
    no dobrze, przyznaję, że to JA mam kryzys, niekoniecznie językoznawstwo
  • dala.tata 31.01.11, 14:46
    masz racje, wykladanie Hjemsleva to hard core. do tego polskie jezykoznawstwo jest szczeoglnie zamkniete w swoim strukturalistycznym modelu patrzenia na jezyk jako zamkniety system, w ktorym slowo kontekst jest rewolucyjne. co nie znaczy ze ty tak patrzysz, rzecz jasna.

    naotmiast, model polksiej lingwistyki nie znaczy, ze ty sama nie mozesz robic czego duzo bardziej zwiazanego z 'rzeczywistoscia', choc niekoniecznie musi to byc bezposrednio stosowalne.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • takisobienik 31.01.11, 16:33
    dala.tata napisał:

    > polskie jezykoznawstwo jest szczeoglnie zamkniete w swoim strukturalistycznym modelu patrzenia na jezyk jako zamkniety system

    Uff, ostatnio osoba kierująca moim zakładem zaczęła wypowiedź od "my, poststrukturaliści...".
  • adept44_ltd 31.01.11, 14:50
    ale nie musi być praktycznie... weź pod uwagę choćby KAD
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 31.01.11, 14:54
    dlatego mowie, ze nie musi byc bezposrednio stosowalne.

    choc dla zalozycieli (glowie Fairclougha), KAD ma byc bezposrednio stosowalny jako podloze i kontekst polityki spolecznej. to jest ta glowna roznica KAD a jezykoznawstwa krytycznego. KAD mowi, ze lingwistyka ma obnazac nierownosci spoleczne i struktury wladzy, a przez to ma byc tranformatywna.

    rzeczywitosic jest bardziej skomplikowana rzecz jasna, dlatego praktycznosc KAD jest dla mnie dosc watpliwa.


    adept44_ltd napisał:

    > ale nie musi być praktycznie... weź pod uwagę choćby KAD


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • niewyspana123 31.01.11, 14:59
    no właśnie, mnie to też zawsze intrygowało, jak teksty w ramach CDA mają zmieniać rzeczywistość? na zasadzie autorytetu autorów? przedstawiając rozwiązania czy tylko ukazując nierówności, dysfunkcje itd? Ale to trochę offtop...
  • dala.tata 31.01.11, 19:45
    tak jak napisalem, wskazanie na to, jak skonfigurowane sa dyskursy spoleczne, moze doprowadzic do ich zmiany. jesli, powiedzmy, w Polsce, nieustannie mowi sie o 'feministkach', wyklucajac z feminizmu mase mezczzyn, ktorzy sie z nimi zgadzaja, to to ma wplyw na to, jak feminizm i jego postulaty sa postrzegane.

    natomiast, bezpozrednia transformatywnosc CDA jest trudna do wykazania.

    niewyspana123 napisała:

    > no właśnie, mnie to też zawsze intrygowało, jak teksty w ramach CDA mają zmieni
    > ać rzeczywistość? na zasadzie autorytetu autorów? przedstawiając rozwiązania cz
    > y tylko ukazując nierówności, dysfunkcje itd? Ale to trochę offtop...


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 31.01.11, 15:05
    to było do koleżanki :)
    a praktyczność rozumiałem dość prosto, jak w podanym niżej przez kolegę poście na temat translatorów itd...
    --
    Louder Than Bombs...
  • niewyspana123 31.01.11, 15:11
    no właśnie, czy prawdziwa nauka musi być praktyczna? pytania niespecjalistów na to wskazują... mi się marzy jakaś poważna dyskusja o roli nauki, zwłaszcza humanistyki, chętnie bym poczytała wypowiedzi poważnych ludzi na ten temat, ale bez babrania się w aspektach ekonomicznych, pomysłach minister Kudryckiej i takich tam...
  • tocqueville 31.01.11, 15:22
    KAD mowi, ze lingwistyka ma obnazac nierownosci spoleczne i struktury wladzy, a przez to ma byc tranformatywna.

    tak to się kończy się jak się naukę podporządkowuje ideologii (w tym przypadku lewackiej)
    kad ma obnażać nierówności więc "obnaża" (czyli stwarza nierówności, nawet jak ich nie ma, na siłę doszukuje się ich przejawów) -
    ale ja wychodzę ze staroświeckiej dyscypliny (humanistycznej), gdzie mi wpajano, że moim obowiązkiem jest przynajmniej podjęcie próby bycia bezstronnym - tymczasem druga dyscyplina z którą jestem związany wręcz programowo stawia sobie za cel wywołanie zmiany społecznej (z mocnymi wpływami rekonstrukcjonizmu i teoria krytycznej) i badacza traktuje jako "stronniczego naprawiacza świata" - ale się nie dam :)
    SINE IRA ET STUDIO
  • adept44_ltd 31.01.11, 16:27
    nie zauważyłeś, że staroświecka humanistyka jest ideologiczna, co skrywa za ideałem bezstronności?
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 31.01.11, 16:53
    co innego nie sprostać ideałowi bezstronności (ideowopolitycznej), a co innego programowo go odrzucać
  • adept44_ltd 31.01.11, 17:19
    hm, powiedziałbym tak - co innego oszukiwać (się?), że się dąży do takiego ideału, a co innego jawnie pokazywać, czego się chce... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 31.01.11, 17:54
    oczywiście podlegam subiektywnym czynnikom (każda narracja, także naukowa jest subiektywna) ale opisując nie oceniam, nie wskazuję kto ma rację a kto się myli
    czym innym jest subiektywizm a czym innym programowa stronniczość
    bezstronność to ideał, oczywiście nieosiągalny w pełni, ale to chyba nie oznacza, że należy się go wyrzec

    jeszcze jedno: jeśli piszę książkę na temat: "wizerunek zwierząt domowych w piśmiennictwie polskim XVI w." to ukazując np. poglądy Reja dotyczące roli kozy, nie komentuję tego, nie oceniam Reja i jego inklinacji, nie koryguje go - po prostu rekonstruuję poglądy Reja na temat kozy :) - ty chciałbyś wmieszać do tego ideologię?


  • adept44_ltd 31.01.11, 18:02
    myślę, że dalsza debata będzie fortunna dopiero wtedy, kiedy sprawdzisz, czym takim jest ideologia; naprawdę nie musisz ferować wyroków wprost, by być ideologicznym, uwierz ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 31.01.11, 18:23
    --
    zajmuje się zawodowo ideologiami
    jeszcze nie spotkałem dwóch osób, które miałyby takie samo zdanie na temat tego co to jest ideologia (co nią jest a co nią nie jest)
  • adept44_ltd 31.01.11, 18:30
    hm...
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 31.01.11, 18:35
    chodzi o to, by nie nadużywać pojęcia ideologia, bo wtedy się okaże że każdy kupno bułki ma chrakter ideologiczny
  • dala.tata 31.01.11, 20:11
    masz racje. to drugie jest uczciwsze, nie?

    tocqueville napisał:

    > co innego nie sprostać ideałowi bezstronności (ideowopolitycznej), a co innego
    > programowo go odrzucać


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dala.tata 31.01.11, 20:07
    jasne tocq, bo przeciez nauka jest calkowicie aideolgiczna. no nie ma sensu tak rozmawiac nie?

    to, co robi KAD, w przeciwienstwie do reszty nauk spolecznych to mowi: my pokazujemy nasza ideologie, nie ukrywamy jej za pierdolami, pardon, maksymami, typu: sine ira et studio. od dawna dosc wiemy, ze nauka nie jest obiektywna i eksplicytne pokazanie swoich ideologicznych skrzywien (czy tez zalozen, jesli wolisz) jest dosc sensowne, choc dosc rzadkie. i jesli mi powiesz, ze ty zaczynasz swoja historie od tego, zeby wyjasnic studentom, jakie zalozenia przyjmujesz wlasnie na poziomie dzialania naukowego (czyz historia nie jest jedna wielka ideologia?), to ja ci nie uwierze.

    mozna oczywisice z tym dyskutowac, jednak dyskusja typu: to jest lewactwo, nie nalezy do dyskusji naukowych, co?

    tocqueville napisał:

    > tak to się kończy się jak się naukę podporządkowuje ideologii (w tym przypadku
    > lewackiej)
    > kad ma obnażać nierówności więc "obnaża" (czyli stwarza nierówności, nawet jak
    > ich nie ma, na siłę doszukuje się ich przejawów) -



    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • tocqueville 31.01.11, 21:00
    jasne tocq, bo przeciez nauka jest calkowicie aideolgiczna. no nie ma sensu tak
    > rozmawiac nie?


    nie jest całkowicie aideologiczna, co nie znaczy, że każdy równanie naukowe jest pochodną ideologii
    - kiedy np. piszę pracę na temat "obraz kobiety w polskiej prasie prawicowej" to co robię? szukam źródeł pozwalających mi maksymalnie precyzyjnie przedstawić ten problem - nie zakładam z góry, że kobieta jest tam ukazywana w sposób X, a potem dobieram takie fragmenty które to potwierdzają (ewentualnie buduje hierarchię - tak subiektywną, zgadzam się - ale czy to musi wynikać z ideologii? może wynika z jakichś mechanizmów psychologicznych np. projekcji) - oczywiście funkcjonuję w pewnej siatce ideowej (sam wybór tematu jest wynikiem uwikłania w jakichś kontekst), wychodzę od jakiejś teorii, ulegam paradygmatom - ale czy to oznacza że moja praca jest ideologicznym manifestem?
    Co rozumiesz przez ideologię? jak pisałem adeptowi - nie przesadzajmy bo się okaże że chodzenie w skarpetkach też jest działaniem ideologicznym - Czy dla ciebie ideologią jest każdy pogląd/idea na dowolną kwestię? jest wiele innych terminów: światopogląd, teoria, filozofia, paradygmat, system wartości, uprzedzenie, predylekcja.

    > to, co robi KAD, w przeciwienstwie do reszty nauk spolecznych to mowi: my pokaz
    > ujemy nasza ideologie, nie ukrywamy jej za pierdolam


    KAD mówi: "literatura jest nośnikiem dyskryminacji i my wam to pokażemy", tutaj wniosek wyprzedza badania - udowadnianie polega na dobieraniu tekstów pasujących do wcześniejszych założeń - i oto chodzi z pułapką ideologiczną


    pardon, maksymami, typu:
    > sine ira et studio.

    ale ja lubię te maksymę i nie wydaje mi się zwodnicza

    od dawna dosc wiemy, ze nauka nie jest obiektywna i
    > eksplicytne pokazanie swoich ideologicznych skrzywien (czy tez zalozen, jesli
    > wolisz) jest dosc sensowne, choc dosc rzadkie.


    to że ktoś ma ideologiczne skrzywienia nie znaczy że będzie je bezrefleksyjnie przerzucał na papier (na tym polega nauka, żeby je ograniczać) - ważne jest uświadomienie ich sobie, uwzględnienie faktu, że mogą wpływać na badania

  • dala.tata 31.01.11, 21:29
    tocq, niepotrzebnie sie czepiasz, bo ogolnie to mowisz rzeczy dosc oczywiste. mnie nigdy nie przychodzi do glowy, ze ty zaczynasz od banalow i probujesz banaly wciskac.

    KAD mowi mniej wiecej tak. podstawa spoleczenstwa sa relacje wladzy - to jest podstawowe zalozenie. KAD chce je pokazywac. tyle, ze KAD chce byc programowo tranformatywny, wiec nie chce pokazywac wszystkich relacji wladzy, ale glownie te, z ktorych wynikaja nierownosci spoleczne. i chce je 'obnazac'. tyle ze, i to jest dosc oczywiste, najpierw nalezy je znalezc. nie da sie zalozyc (to jest to zdziwienie twoim banalem), ze kazda w dowolnej interakcji musimy zalozyc nierownosc (choc tmusze przyznac sa takie radykalne feministyczne programy) i musimy ja tylko wykazac. KAD tego nie chce, bo to jest durne.

    nikt z odrobina oleju w glowie nie powie: literatura jest nosnikiem nierownosci i my teraz to wykazemy. raczej zapyta: jesli zakladamy ze to relacji wladzy sa podstawa spoleczenstwa, zobaczmy jak to sie ma z literatura.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • prawdziwam2011 31.01.11, 13:54
    A może to Cię zainteresuje:)
  • takisobienik 31.01.11, 16:35
    niewyspana123 napisała:
    > gdy mąż się pyta, o co w ogóle chodzi w językoznawstwie i co to za nauka, w sumie trudno mi odpowiedzieć z odniesieniem do namacalnej, skrzeczącej rzeczywistości...

    Ale przecież językoznawstwo zajmuje się właśnie tą skrzeczącą rzeczywistością, a konkretnie to jej skrzeczeniem ;)
  • dala.tata 31.01.11, 12:44
    on chyba jednak tego nie mowi, whiteskies. zeby zwiekszac wydawac naklady, trzeba miec je na co wydawac. a ja mysle, ze idea ze polksie uni przejedza kazde pieniadze jest trafna.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 31.01.11, 18:47
    whiteskies napisał:

    > Najlepiej po prostu rozpirzyć i zamknąć. Po co nam uniwersytety. Po co nam kole
    > j. Nie zwiększajmy nakładów, nie reformujmy, w sumie każdy jakoś sam się nauczy
    > i jakoś sam dojedzie.
    > A ci co nie chcą - za granicę!

    To jest bardzo dobry komentarz do tekstu Bachmanna.

    Diagnoza Bachmanna:

    przepaść klasowa, jaka w średniowieczu oddzieliła szlachtę od zwykłego ludu, na polskich uniwersytetach przebiega między habilitowanymi i "zwykłymi doktorami". Przez te 6 lat dziwiłem się nieustannie, dlaczego ten zwykły lud nie wszczyna buntu.

    Sytuacja na większości polskich uniwersytetów jest fatalna, poziom, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych - żałosny, ale niezmiernie trudne jest określenie winnych za ten stan.

    tworzą się "udzielne księstwa" i "biura polityczne", które za kulisami podejmują decyzje i znają wynik głosowania na radzie instytutu lub wydziału, jeszcze zanim ta rada się spotka.


    Recepta Bachmanna + moj komentarz do proponowanych rozwiazan:

    Dlatego, między innymi, jestem przeciwny zwiększeniu nakładów na naukę. W obecnej sytuacji polskie szkolnictwo wyższe jest w stanie przejadać każdą sumę. Profesorzy, adiunkci, administracja powinni dostać więcej środków - za konkretne wyniki. Za publikacje w renomowanych czasopismach naukowych, za książki dyskutowane też poza Polską, za wyniki badań, które inni mogą wdrożyć, za wysoki (i regularnie kontrolowany) poziom dydaktyki. Uniwersytety same nie są w stanie wprowadzić takich reform. To musi robić państwo, które finansuje polską naukę.

    Pieknie. To skad maja pochodzic srodki na nagrody za konkretne wyniki, skoro nie nalezy zwiekszac nakladow?

    Panstwo ma rozbic udzielne ksiestwa i biura polityczne na kazdym uniwersytecie? A w jakiz to niby sposob panstwo ma to zrobic? Zmniejszajac naklady? Udzielny ksiaze i biuro polityczne sobie poradzi, reszta zdechnie z glodu.

    Trzeba byc slepym, liczac na to, ze rzad i parlament zesla magiczna rozdzke, ktora rozwiaze wszystkie problemy UWr i innych uniwersytetow w kraju przy okazji tez. Bachmann nie zauwazyl pewnie wszystkich idiotycznych rozporzadzen, ktore z samej gory splywaly na wydzialy, nakazujac dostosowanie sie wstecz. Juz kiedys dostosowywalismy programy studiow w trakcie roku do rozporzadzenia, ktore zostalo podpisane 30 wrzesnia, albo jakos tak. Rzad i sejm maja polepszyc dole adiunktow, traktowanych jak bydlo? Gratuluje optymizmu i slepoty. Kazda kolejna nowelizacja ustawy dazy do tego, by adiunktom skrocic wedzidlo i wziac jeszcze krocej za morde. A moze niespojna i w duzej czesci pozbawiona sensu punktacja publikacji w ocenie parametrycznej ma podniesc poziom zwlaszcza humanistyki i nauk spolecznych?

    Taaa, niech przyjedzie na bialym koniu Kudrycka (wstawic dowolne nazwisko z mandatem demokratycznym) i zrobi porzadek. To juz chyba lepiej faktycznie rozpirzyc i zaorac.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 31.01.11, 12:29
    Uroczyscie osiwadczam, ze zbieznosc moich pogladow z pogladami Bachmana jest przypadkowa i Bachman to nie ja, a ja to nie Bachman. natomiast z radoscia przytocze nastepujacy fragment ponownie:

    Skoro przez 20 lat polscy uczeni, polskie uniwersytety, nie byli w stanie podejmować żadnych decyzji, to nie mają teraz prawa narzekać, że podejmuje je rząd. Tym bardziej że rząd, w przeciwieństwie do całego niemego Senatu uniwersyteckiego, ma legitymację demokratyczną, aby się za to zabrać.

    mysle ze to wazne zdanie. i ponowie swoja teze: nie bylo i nie ma w tzw. srdowisku woli, checi ani nawet malej ochotki na powazne zmiany w nauce. a calosc projektow reformatorskich sprowadza sie do nastepujacego postulatu: dajcie nam wiecej pieniedzy. w domysle pozostaje druga czesc tegoz postulatu: zebysmy mogli nadal robic to, co robimy, tak jak robimy.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • whiteskies 31.01.11, 13:27
    To samo dotyczy kolejarzy :), tylko tam spadało a tu rosło.
    Proponuję obarczyć środowisko kolejarzy odpowiedzialnością za aktualny stan kolei w Polsce i nie przyznawać im dotacji zanim się sami nie zreformują.
    Opnię Twoja i Baumana uważam za bałamutną, bo nauka i szkolnictwo wyższe w kraju to, bynajmniej, nie sprawa samych środowisk naukowych.
    A poważniej: jakie rzeczywiste kroki poprawienia sytuacji postulujesz? Co według Ciebie środowisko powinno zrobić? Przypominam ze np. gdy sugerowałem żeby przyznawanie grantów uzależniać od wyników poprzednich sam głośno zaprotestowałeś....
    Dla mnie możliwym rozwiąząniem jest np. to, co proponuje prof. Dołowy:
    www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1500229,1,rozmowa-z-prof-krzysztofem-dolowym.read
    Ale... to wymaga nakładów.
  • dala.tata 31.01.11, 14:32
    to sie nazywa demagogia. ale spoko, bo ja mysle ze to pracownikow kolei mozna obarczyc wina za brudne kible, okna i przedzialy. to rowniez pracownikow kolei mozna obarczyc wina za chamstwo, zamkniete kasy i brak wody, mydla czy recznikow papierwocyh w toalecie. nie chcesz mi powiedziec, ze to wsyztsko minister kolei powinien robic.

    otoz mi idzie o to, ze nie widze o 20 lat zadnego spojnego programu naprawy nauki ze strony nauki. jak powiedzialem, naukowcy glownie zajmuja sie zadaniem wiecej pieniedzy, tudziez obrona czy atakowaniem habilitacji. nikomu nie przychodzi do glowy na przyklad zaproponowac programu przegladu wydatkow. ja juz to mowie ad usrandum: skoro nie wiemy na co i jak sa wydawane pieniadze, skad wiemy, ze jest ich za malo? zamiast bronic czy atakowac habilitacje, moze warto by porozmawiac o systemach zabezpieczajacych rzetelnosc recenzji.

    gdy patrze z zewnatrz, mysle ze wiekszosc zadan polskich uczonych jest niewiarygodna. glownie dlatego ze nie chca popatrzec najpierw na siebie. mnostwo z nas narzeka na stan polskiej nauki, jednak to wszstko wyglada tak, jakby te dodatkowe 0.5 proc GDP nagle spowosowalo, ze te rzesze niepiszacych asystenow, adiuktow czy docentow, nagle zaczna pubikowac w LF. wierzysz w to naprawde? bo ja nie.




    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • whiteskies 31.01.11, 15:36
    Jasne. U mnie kible tez nie za czyste, mimo ze sprzataczka sprzata je 3 x dziennie. Ale finanse sa takie ze nie ma za co kupic jej w miare rozsadne srodki i biega ze szmata i wodą.
    I tu zaczyna sie problem chamstwa, dokladnie w tym miejscu.
    Wyrzucisz chama z pracy - przyjdzie nastepny. Przy aktualnej liczbie studentow i systemie finansowania nie ma mechanizmow selekcji pozytywnej, ktore powinny byc podstawa tego zawodu. Zaproponuj prosze taki mechanizm zeby dzialał w aktualnych warunkach, prosze. Sprobuj wynajac dobrego dyrektora administracyjnego za pieniadze ktore mozna mu zaplacic. Mila i sympatyczna pania szatniarke.

    Co do puiblikacji na LF miales diagnoze firmy E&Y:
    webapp01.ey.com.pl/EYP/WEB/eycom_download.nsf/resources/Produktywnosc_naukowa.pdf/$FILE/Produktywnosc_naukowa.pdf
    ze zacytuje wybrane przez PFG wyjatki:

    Wyniki estymacji ekonometrycznej wskazują, iż, ceteris paribus, w przypadku polskich uczelni wzrost finansowania na pracownika o 1% może być powiązany ze wzrostem efektywności badawczej aż o 4%. Dopiero po uwzględnieniu wpływu innych dodatkowych czynników na produktywność naukową, elastyczność cząstkowa związana z poziomem finansowania uczelni polskich i zagranicznych jest porównywalna i wynosi około 0.7 (str. 67-68)

    Polskie uczelnie charakteryzują się najwyższym udziałem środków przeznaczanych na działalność dydaktyczną (średnio 83%, a najwięcej 99%), podczas gdy w Wielkiej Brytanii współczynnik ten jest najniższy (średnio 28%), co oznacza, że w przypadku Polski mamy do czynienia z sytuacją, w której bardzo mała część ogółu środków jest przeznaczana na cele badawcze (str. 69)

    Można zaobserwować negatywną korelację pomiędzy liczbą studentów a liczbą publikacji na NA – taka korelacja została potwierdzona zarówno w próbie polskich uniwersytetów i politechnik, jak również w całej grupie uczelni z siedmiu europejskich krajów poddanych analizie [...] działalność badawcza i dydaktyka są w rzeczywistości raczej działaniami konkurencyjnymi niż czynnościami komplementarnymi (str. 71).

    przychody [uczelni] na pracownika w Polsce są dwukrotnie niższe niż w krajach takich, jak Włochy czy Szwajcaria (po uwzględnieniu różnic w poziomach cen), a przychody na studenta są w polskich uczelniach publicznych nawet pięciokrotnie niższe (str. 87)

    To, zeby nie bylo watpliwosci raport zamowiony nie przez zadne "srodowisko naukowe", a obecne wladze.

    Poza wlasnymi przekonaniami (nie wiem skad sie wziely, bo miejscami piszesz jak Keller) nie masz prawdziwych argumetow...
  • dala.tata 31.01.11, 20:13
    whiteskies, niespecjalnie wiem, co chcesz dowiesc. ze poziom nauki zalezy od poziomu finansowania? ja sie z tym zgadzam. jednak z tego nie wynika, ze nalezy dzis skokowo zwiekszyc finansowanie nauki.

    moze odnies sie do tego, co napisalem i wtedy moge pogadac.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • charioteer1 31.01.11, 20:27
    Wyniki estymacji ekonometrycznej wskazują, iż, ceteris paribus, w przypadku polskich uczelni wzrost finansowania na pracownika o 1% może być powiązany ze wzrostem efektywności badawczej aż o 4%.

    Kto tu mowi o skokowym wzroscie? Projekt budzetu na 2011 jest w komisji sejmowej. Niedlugo sie okaze, czy bedzie jakikolwiek wzrost, czy poslowie stwierdza, ze nie stac nas na rozwoj.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • whiteskies 31.01.11, 21:16
    Napisales ze uwazasz, ze w aktualnym systemie zwiekszenie
    wydatkow na nauke nie spowoduje dobrych skutkow, co jest tez teza Bachmana. Jest to przeciwne tezie wynikajacej z badan E7Y, ktorych wynik jednoznacznie pokazuje ze aktualny poziom i sposob finansowania jest glowna bariera rozwoju nauki i uniwersytetow.
    I tyle.
    Przeczytaj raport i powiedz z jaka czescia sie nie zgadzasz, zamiast jalowo trzymac sie wlasnego zdania.

  • dala.tata 31.01.11, 21:54
    drogi whiteskies, schlastano juz tu ten raport na potege. powiem ci tak: pokaz mi choc mi choc jedna uczelnie, ktora ma rzetelny system oceny pracownikow. jak mi pokazesz, to ja ci powiem ze warto w nia zainwestowac.

    ja niespecjalnie rozumiem, po co mam czytac po raz drugi ten raport, by mowic rzeczy oczywiste. pokaz mi jak w tym raporcie poradzono sobie z nierzetelnymi recenzjami i z ocena pracownikow, ja go przeczytam jeszcze raz. reforma dzisiejsza jest pelna myselnia zyczeniowego jak dla mnie, a nie zalatwia rzeczy podstawowych. jak zrobic, zeby adiunkt X zaczal publikowac, skoro adiunkt X jeszce nigdy nie napisal sesnownego tekstu do sesnwonego czasopisma.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • whiteskies 31.01.11, 23:05
    Szanowny Dalatato, mylą Ci się raporty i gardłujesz nie na temat, nie racząc nawet zajrzec do linka. Piszę o stosunkowo nowym raporcie na temat produktywności naukowej, a nie o szeroko krytykowanej "Diagnozie stanu szkolnictwa wyższego w Polsce" sporządzonej przez Ernst &Young i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową.
    Czytając Twe słowa zaczynam podejrzewać ze system oceny pracowników na Twojej uczelni nie działa najlepiej ;).

    Co do meritum. U mnie (na Wydziale, nie wypowiadam sie za uczelnie, bo wiem ze niestety w wielu miejscach jest zupełnie inaczej) system działa, profesorowie po 70 nie sa zatrudniania (jesli chcą działają na zasadzie wolontariatu, czasem maja 1/7 etatu z "soft money"), pozbywamy się niewydajnych (adiunktów bez habilitacji - prawda - najczęściej po 10 latach, nie po 8), choś teraz typowa nowo zawierana umowa jest na 2 lub 3 lata z oceną przed jej przedłużeniem. Przeciętny doktorant w momencie obrony ma kilka (czasem 2, czasem 6) publikacji na LF, odpowiednio więcej wymagane jest na habilitację.
    Są oczywiście zgrzyty, nietrafione zakupy, problemy ze sprawnością obsługi studentów, braki w wyposażeniu, brudnawe kible i wiele innych problemów.
    Są też kłopoty przy konkursach: najczęściej warunki (wymagamy dorobku - spelniają nasi absolwenci a inni czesto nie, choc pewnie maja potencjał. Zagraniczni kandydaci nie startują (łatwo zrozumieć dlaczego), ale i tak na ogół jest kilku (2-3) kandydatów na miejsce i jakas selekcja jest mozliwa. Myslę, ze podobnie jest w kilkudziesięciu Wydziałach w kraju, co jest oczywiscie znaczą mniejszoscią, (na UWr informatyka i kilka innych jednostek).
    Nie wszedzie jest bagno, a i wielu miejscach gdzie jest kiepsko sa grupki ktore, jak mozna wnioskować z wynikow prezentowanych w raporcie, mają spory potencjał. Jasne, można postulować wylanie dziecka z kompielą i z duża iloscią piany, ale nie przez zaoranie aktualnego stanu prowadzi najszybsza droga do poprawy sytuacji.
  • dala.tata 31.01.11, 23:47
    najprawdowpodobneij masz racje - od czasu profesury mam wrazenie, ze dostalem ja przez przypadek i zaraz ktos mi ja zabierze. i moze to bedziesz ty :-)

    masz rowniez racje - nie zakladalem, ze ddasz linka do raportu, ktory nie ma sie nijak do tego, co mowie. ja rozumiem raport o produktywnosci naukowej i ja sie moge z nim zgodzic od razu, bez czytania. ty sie zgadzasz, to ja sie zgadzam. ale co z tego wynika dla rzeczy, o ktorych mowie? ze jak sypniesz groszem, to ci, ktorzy publikuja, zaczna publikowac bardziej?

    powiedz mi, co wynika z tego, ze na twoim wydziale jest tak, jak mowisz? pracowalem w Polsce w 3 roznych miejscach. od czasu, kiedy tam pracowalem, niewiele sie zmienilo. moja opowiesc jest zupelnie inna niz twoja i ten raoprt ma sie do niej nijak.

    znajdz mi, prosze, meijsce, w ktorym mowie, ze wszedzie jest bagno. nie dosc, ze nie mowie tego, zazwyczaj mowie, ze tak nie jest. zwracam tez uwage, ze to jest rozmowa pod watkiem o Bachmanie, ktory mowil o nauce, a nie o wydziale z bialym niebem, ktory to wydzial jest swietny i to jest niekwestionowalne.

    mam wrazenie, ze wyrobiles sobie zdanie na temat tego, co mowie i juz moge przestac mowic.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • whiteskies 01.02.11, 09:20
    Ja polemizuję głównie z konkluzją Bachmana (i jak mniemam na podstawie wielu wypowiedzi Twoją) wyrazoną slowami:

    "Dlatego, między innymi, jestem przeciwny zwiększeniu nakładów na naukę. W obecnej sytuacji polskie szkolnictwo wyższe jest w stanie przejadać każdą sumę."
    (w domyśle - bez przyniesienia dobrych skutków).

    Otóż raport o którym wspominałem pokazuje ze takie stanowisko nie jest oparte na szerszej wiedzy empirycznej. Raport pokazuje że proste podniesienie nakładów (na studenta i na pracownika) przyniosłoby nieproporcjonalnie wysokie dobre skutki. Jednocześnie w samym tekście raportu pada stwierdzenie że taki scenariusz (podniesienia środków) jest nierealistyczny. Autorzy wykonują więc ekwilibrystyczne sztuki w prezentacji dla ministra tu: webapp01.ey.com.pl/EYP/WEB/eycom_download.nsf/resources/Prezentacja_13.01.2011.pdf/$FILE/prezentacjaEY_13.01.2011.pdf) nie podając głównego wniosku z raportu że pierwotna przyczyna problemu jest zapaść finansowa.

    Żeby było jasne: zgadzam się, że podnosząc nakłady należałoby je rozsądnie alokować, co przyniosłoby skutki lepsze. O rzetelności recenzji i mechanizmów oceny pisałem na tym wątku wielokrotnie (i gdzie indziej też), jest o tym w raporcie. Ze znakomita większością Twoich szczegółowych postulatów się zgadzam.
    Jednocześnie uważam, że utrzymywanie aktualnego poziomu finansowania spowoduje że degrengoladzie będzie ulegać to co działa jeszcze w miarę dobrze.
    Chaotyczne i niespójne próby zmiany sposobu adresowania finansowania bez zapewnienia rzetelności recenzji i stabilnych kryteriów oceny (a to poważny grzech wprowadzanej reformy) przy braku wzrostu finansowania sytuacji nie uzdrowi.

    Wydział z białym niebem tez jest chory, objawy sa zupełnie inne niż te które o ktorych oststnio dyskutujemy, ale źródło dokładnie to samo. I tyle.
    Ukłony
  • dala.tata 01.02.11, 12:05
    a ja sie zgadzam z taka teza: na takim poziomie ogolnosci. ja nie mam trudnosci z raportem, jednak raport nie podnosi jednej podstawwoej rzeczy: jakie sa szanse, ze ludzie, ktorzy nigdy nie publikowali, nagle zaczna publikowac? wedle mnie niezwykle nikle.

    co do reszty, w rzeczywsitosci bardziej sie zgadzamy niz nie zgadzamy.
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • whiteskies 01.02.11, 12:31
    "jakie są szanse, ze ludzie, którzy nigdy nie publikowali, nagle zaczną publikować? wedle mnie niezwykle nikle."

    Moim zdaniem część nie zacznie, a część zacznie.

    I nie da się tego inaczej sprawdzić i utrwalić inaczej niż dając marchewkę. Te część co nie zacznie trzeba spisać na straty i starać się wyprowadzić poza system.
    Nota bene, dla wywołania silnego nacisku społecznego na niepublikujące Wydziały, Instytuty itp. pomogłoby tez postulowane w raporcie powstanie ogólnodostępnego zestawienie - baza danych taka jak:
    www.hesa.ac.uk/index.php/content/view/1897/239/
    a fakt że jej nie ma to tylko wina Ministerstwa, które zbiera mnóstwo danych w raportach, ale ich nie udostępnia. Łatwość dotarcia do danych i porównywania podobnych jednostek mogłaby zrobić wiele dobrego.
  • dala.tata 01.02.11, 13:50
    na marchewke ja sie zgadzam, pod warunkie, ze jest rowniez porzadny kij. a kija jak nie bylo, tak nie ma (co nie znaczy ze nie ma malych kijkow w poszczeoglnych podworkach).

    musze powiedziec, ze zestawienie czy ranking wydzialow mnie nie przekonuje. przeciez masz ranking w postaci parametryzacji. i on nadal niespecjalnie dziala, pomimo ze jego konsekwencje sa kolosalne. zaintersuj finansowo dyrektora instytutu i polowe pensji uzaleznij od wynikow i zobaczysz z jakim entuzjazmem zaczna publikowac.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • whiteskies 01.02.11, 14:02
    Paremetryzacja slabo rożnicuje, poza tym wkłada do jednego worka output naukowy, uprawnienia do nadawania stopni, patenty i zgloszenia patentowe (w wielu wypadkach fikcyne), jednostki uczelniane i innej maści. W takim szerszym zestawieniu mozna porownac sie w wielu kategoriach, takze zwiazanych znauczanuiem na roznych poziomach oraz dane finansowe. Tu dopiero czano na bialym widac byloby roznice miedzy jednostkami.
  • dala.tata 01.02.11, 16:16
    masz niewatpliwie racje, jednak konsekwencje parametryzacji sa kolosalne. jednak my ni eo tym. prponujesz ranking publikacyjny jako metode zachecenia ludzi do pracy.

    ja ci z kolei mowie, ze nie wierze w taki ranking, wlasnie dlatego, ze parametryzacja, ze swoimi kolosalnymi konsekwencjami nie zmusza ludzi do pracy. dlaczego ranking mialby?

    whiteskies napisał:

    > Paremetryzacja slabo rożnicuje, poza tym wkłada do jednego worka output naukowy
    > , uprawnienia do nadawania stopni, patenty i zgloszenia patentowe (w wielu wypa
    > dkach fikcyne), jednostki uczelniane i innej maści. W takim szerszym zestawieni
    > u mozna porownac sie w wielu kategoriach, takze zwiazanych znauczanuiem na rozn
    > ych poziomach oraz dane finansowe. Tu dopiero czano na bialym widac byloby roz
    > nice miedzy jednostkami.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pfg 01.02.11, 19:47
    dala.tata napisał:

    > konsekwencje parametryzacji sa kolosalne

    W tym rzecz - czy naprawdę będą kolosalne, czy rząd wykaże się konsekwencją, czy tylko jak zawsze postraszy, a potem jakoś to będzie. Myślę, że ludzie tego jeszcze nie czują. Nie rozumieją.

    [Nie korzystam z usług tego operatora :-)]
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 01.02.11, 20:01
    to jest przekonywajace. moze zatem jak sie okaze ze konsekwencje sa duze, ludzie sie wezma do roboty? moze tak byc.

    zostaje jeszcze kwestia, czy beda potrafili. niedawno slyszalem o profesorze jednej z nauk spolecznych, ktory sie wlasnie przymierza do pubikacji na LF? jak juz mowilem niejednokrotnie, drow habilitowanych bez cienia publikacji na LF jest legion. to sa ludzie, w wiekszosci po 50tce i nagle naucza sie robic nauke? i zaczna publikowac? no ja niestety w to nie wierze. ale moze sie myle.

    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > konsekwencje parametryzacji sa kolosalne
    >
    > W tym rzecz - czy naprawdę będą kolosalne, czy rząd wykaże się konsekwencją, cz
    > y tylko jak zawsze postraszy, a potem jakoś to będzie. Myślę, że ludzie tego je
    > szcze nie czują. Nie rozumieją.
    >
    > [Nie korzystam z usług tego operatora :-)]


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 01.02.11, 20:55
    dala.tata napisał:

    > zostaje jeszcze kwestia, czy beda potrafili. niedawno slyszalem o profesorze je
    > dnej z nauk spolecznych, ktory sie wlasnie przymierza do pubikacji na LF? jak j
    > uz mowilem niejednokrotnie, drow habilitowanych bez cienia publikacji na LF jes
    > t legion. to sa ludzie, w wiekszosci po 50tce i nagle naucza sie robic nauke?

    Dala, masz specyficznych znajomych, ja mam innych, pewnie tez specyficznych, ale co z tego wynika?

    Kolega, zreszta wcale nie habilitowany, swoj pierwszy artykul na LF opublikowal w okolicy 50-tych urodzin. Mozna? Mozna.

    Robimy eksperyment na najlepszym sprzecie, na jaki nas stac. Przygotowanie tego eksperymentu to byla mordercza praca kilku osob. Teraz sie okazuje, ze nie dziala, jak powinno. Okazuje sie, ze oprogramowanie nie daje rady. Na nowe potrzeba pare tysiecy. Ja tych paru tysiecy nie mam i w tym roku juz ich nie znajde. Taki budzet, takie przepisy.A z takim bledem pomiaru, jaki mamy w tej chwili, chocby wyniki byly rewelacyjne i rewolucyjne, to w najlepszym razie pojdzie w jakims zurnalu klasy C. Pliiiz, obetnij nam finansowanie, to sie przestaniemy meczyc. Napisze jakas przegladowke albo dwie, kolega mi to wyda w pieknej edce i dobrze bedzie, nie?



    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 01.02.11, 21:02
    bardzo watpie, ze mam specyficznych znajomych. polecam poogladanie wynikow parametryzacji w naukach spolecznych i humanistycznych. zobaczysz, ze publikacje na LF to rzadkosc.

    ale za to pochylam sie na twoim i twojego sprzetu losem.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • larusse 01.02.11, 19:20
    dala.tata napisał:
    >jakie sa szan
    > se, ze ludzie, ktorzy nigdy nie publikowali, nagle zaczna publikowac? wedle mni
    > e niezwykle nikle.

    Ale dlaczego mają nie publikować?
    Przecież do tego nie trzeba chyba jakiegoś wyjątkowego talentu, wydaje mi się, że można to wytrenować...
    Czyli nie będą publikować bo są zbyt leniwi?
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 19:56
    zaiste powiadam ci, nie wiesz, co mowisz.

    larusse napisała:

    > dala.tata napisał:
    > >jakie sa szan
    > > se, ze ludzie, ktorzy nigdy nie publikowali, nagle zaczna publikowac? wed
    > le mni
    > > e niezwykle nikle.
    >
    > Ale dlaczego mają nie publikować?
    > Przecież do tego nie trzeba chyba jakiegoś wyjątkowego talentu, wydaje mi się,
    > że można to wytrenować...
    > Czyli nie będą publikować bo są zbyt leniwi?


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • larusse 01.02.11, 20:01
    To dlaczego? Ciekawa jestem... nawet bardzo...
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 20:07
    bo jeszcze nigdy w zyciu nie napisalas niczego, co przeszloby przez anonimowe miedzynardowe recenzje i zostalo opublikowane w porzadnym miedzynarodowym pismie. wiec nie masz pojecia, po pierwsze co to znaczy napisac artykul. po drugie, nie masz pojecia jaki to kolosalny przeskok z pisania do poslkich edek (do angieslkich edek zreszta rowniez, choc tu srpawy sa nieco bardziej zloznoe). wiec twoja dezynwoltura z ktora sie wyrazasz na temta latwosci publikowania jest nie na miejscu.

    gdyby to wszystko bylo takie proste, to te tony makulatury pubikowane w tomach pokonferencyjnych bylyby w publikowane w miedzynarodowych czasopismach. nie sa, nie dlatego, ze ludzie nie chce i nie majaczasu, tylko glownie daltego, ze nie sa w stanie

    larusse napisała:

    > To dlaczego? Ciekawa jestem... nawet bardzo...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • larusse 01.02.11, 20:23
    Ale ja rozumiem, że ja nie byłabym w stanie napisać. To naturalne... bo jestem głupia jak but, nie siedzę w temacie itp. Ale ludzie, którzy się tym zajmują na co dzień... którzy mają z tym kontakt codziennie od kilkunastu/kilkudziesięciu lat... którzy przeczytali miliony stron... którzy jakoś tam potrafią myśleć... którzy wreszcie są różnym stopniu zdolni, ale SĄ (no, dobra z 10%-20% może nie jest)... Bo tutaj nie chodzi chyba o talent...

    Ja wcale nie twierdzę, że to jest łatwe... Pewnie trudne jak diabli, ale do wytrenowania...nie wierzę, że ktoś zdolny nie jest w stanie publikować w porządnych pismach... myślę, że to kwestia dobrej strategii...
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 20:29
    nigdzie nie napisalem ze nie bylabys w stanie napisac, prosze zatem nie implikowac tego. napisalem, ze nie napisalas. na temat twych zdolnosci i mozliwosci nie wypowiadam sie.

    co do reszty, mam inne zdanie i tyle.

    larusse napisała:

    > Ale ja rozumiem, że ja nie byłabym w stanie napisać. To naturalne... bo jestem
    > głupia jak but, nie siedzę w temacie itp. Ale ludzie, którzy się tym zajmują na
    > co dzień... którzy mają z tym kontakt codziennie od kilkunastu/kilkudziesięci
    > u lat... którzy przeczytali miliony stron... którzy jakoś tam potrafią myśleć..
    > . którzy wreszcie są różnym stopniu zdolni, ale SĄ (no, dobra z 10%-20% może ni
    > e jest)... Bo tutaj nie chodzi chyba o talent...
    >
    > Ja wcale nie twierdzę, że to jest łatwe... Pewnie trudne jak diabli, ale do wy
    > trenowania...nie wierzę, że ktoś zdolny nie jest w stanie publikować w porządny
    > ch pismach... myślę, że to kwestia dobrej strategii...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • larusse 01.02.11, 20:35
    Ojej, ja sama twierdze, że nie byłabym w stanie. Tylko tyle...

    To co wg Ciebie trzeba, żeby publikować? Trzeba mieć talent? Zdolności nie wystarczą?
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 20:42
    tak, dzisiaj mysle ze to rowniez talent, kiedys myslalem, ze to tylko kwestia ciezkiej pracy.

    co wiecej trzeba? nie wiem. wiem jednak, ze sa tacy, ktorzy nigdy niczego nie opublikowali i nie opublikuja. byc moze dlatego, ze im nie dano pewnosci siebie, moze dlatego, ze im ja zabrano. a moze dlatego, ze nie maja tegoz talentu, moze dlatego ze ich nie nauczono, nie pokazano jak. nie wiem.

    wiem tez jednak, ze sa tacy, ktorzy opublikowali pomimo tego, ze nie mieli mentora/promtora, ktory pokazal jak. i niekoniecnie dlatego ze mieli weicej talentu, ale dlatego ze bardziej chcieli.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • larusse 01.02.11, 21:00
    Ja nie wierzę, że Zachodni mają większy talent (tzn. więcej z nich ma talent) od Wschodnich (granicą na Odrze i Nysie)... (A Zachodni publikują więcej, nie?) Dla mnie wciąż to kwestia zdolności i strategii. Zachodni mają lepszą strategię i tyle. Zdolności pewnie takie same, nierzadko gorsze...

    Jak jesteś zdolny to nikt Ci nie musi pokazywać jak. Sam sobie zobaczysz. Tylko trochę więcej czasu to zajmie.
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 21:05
    nigdy nie powiedzialem, ze ci na zachodzie maja wiecej talentu. naotmiast prawodpowodnie maja wiecej utalentowanych pracownikow, bo ich przyjmuja do pracy, nie zastanawiajac sie nad tym, czy syn dziekana musi byc przyjety.

    co do tych zdolnych co sami...tak, tacy sa. ale sa tez bardzo zdolni, co potrzebuja wsparcia. i tyle.

    ale najwazniejsze, zeby ci bylo dobrze z twoja wiedza larusse. to rowniez bardzo polskie.

    larusse napisała:

    > Ja nie wierzę, że Zachodni mają większy talent (tzn. więcej z nich ma talent) o
    > d Wschodnich (granicą na Odrze i Nysie)... (A Zachodni publikują więcej, nie?)
    > Dla mnie wciąż to kwestia zdolności i strategii. Zachodni mają lepszą strategi
    > ę i tyle. Zdolności pewnie takie same, nierzadko gorsze...
    >
    > Jak jesteś zdolny to nikt Ci nie musi pokazywać jak. Sam sobie zobaczysz. Tylko
    > trochę więcej czasu to zajmie.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • larusse 01.02.11, 21:19
    dala.tata napisał:

    > nigdy nie powiedzialem, ze ci na zachodzie maja wiecej talentu. naotmiast prawo
    > dpowodnie maja wiecej utalentowanych pracownikow, bo ich przyjmuja do pracy, ni
    > e zastanawiajac sie nad tym, czy syn dziekana musi byc przyjety.

    Ja nie wiem jakie są patologie na uczelniach. I nie chcę wiedzieć.
    Chciałam tylko dowiedzieć się dlaczego uważasz, że szanse, że zaczną publikować są nikłe. No i już chyba się dowiedzialam.


    > co do tych zdolnych co sami...tak, tacy sa. ale sa tez bardzo zdolni, co potrze
    > buja wsparcia. i tyle.

    Pewnie tak... ale czasami bez tego wsparcia też trzeba sobie dawać radę. Life.

    > ale najwazniejsze, zeby ci bylo dobrze z twoja wiedza larusse. to rowniez bardz
    > o polskie.
    >

    Nie mogłeś sobie odmówić, co?


    --
    Если душа родилась крылатой - вспомни, что ты женщина...
  • whiteskies 01.02.11, 21:00
    Ja się wtrącę, bo pamietam ze sam kiedyś nie widzialem na czym polega różnica.
    Trzeba mieć umiejętność, której niestety w wielu wypadkach nie posiadamy, klarownej i zwięzłej prezentacji. Umiejętność pisania w kontekście najnowszych prac z dziedziny, udziału w dialogu (czy wielostronnej rozmowie) a nie tylko prezentacji własnego rezultatu czy puntu widzenia. Umiejętność konstruktywnego traktowania krytyki (recenzji), nawet niesprawiedliwej, To naprawdę trudne, wielokrotnie się o tym przekonałem zanim się zaczęło udawać, a i teraz cierpię bo ma złe nawyki. Byłoby łatwiej, gdyby mieć mentora i uczyć się precyzji i jednoznaczności wypowiedzi w miejsce kwiecistości, wieloznaczności i efektownych paraleli od początku. Są jeszcze elementy pozamerytoryczne: "rozpoznawalność" w środowisku, którą znacznie łatwiej zdobyć, gdy się jest młodym, czy "znak firmowy", z ktorym u nas kiepsko.
    Ale nadal, w przeciwieństwie do Dalataty uważam że jest trochę takich co włączą się w ten obieg.
  • larusse 01.02.11, 21:09
    Czyli jednak raczej dobra strategia (plus oczywiście jako takie zdolności)? Wszystko do wytrenowania

    Bo Dala tutaj z talentem wychodzi i śmiertelnikom nadzieję odbiera... :)
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 21:15
    ale ty mnie nie sluchaj. my sie naprawde nie musimy zgadzac.

    larusse napisała:

    > Czyli jednak raczej dobra strategia (plus oczywiście jako takie zdolności)? Wsz
    > ystko do wytrenowania
    >
    > Bo Dala tutaj z talentem wychodzi i śmiertelnikom nadzieję odbiera... :)


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • larusse 01.02.11, 21:24
    dala.tata napisał:

    > ale ty mnie nie sluchaj. my sie naprawde nie musimy zgadzac.

    Naturalnie, w końcu jesteś przebrzydłym demokratą <hehe>

    --
    вспомни, что ты женщина...
  • dala.tata 01.02.11, 21:15
    pewnie mozna by jeszcze pare innych rzeczy wymienic. takich banalnych umiejetnosci jak: trzymanie sie limitu slow (banal nad banaly - w PL mierzymy teksty jakimis kosmicznymi arkuszami, albo stronami - w krajach anglosaskich slowami - glownie dlateogo, ze pisze sie slowa), przygotowanie edytorskie tekstu, rzeczowe, a nie zlosliwe omawianie badan, jasna i pozyteczna struktura tekstu. tego sie oczywiscie mozna nauczyc, tyle ze latwiej jest jak ktos tego nauczy.

    co do talentu, to mnie chodzi raczej o umiejstnosc napisania tekstu, ktory zaintersuje - tego sie nie da nauczyc (chyba), a w naukach humanistycznych i spolecznych to wazne. a na koniec, zanim sie napisze, to trzeba zorbic badania i tu wedle mnie potrzeba najwiecej kreatywnosci (talentu)..

    co do tych co sie wlacza, no coz, ty jestes optymista, ja pesymista, pardon, dobrze poinformowanym optymista :-)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • larusse 01.02.11, 21:41
    No to mamy gotową receptę:
    - zdolności (prawie każdy ma)
    - dobra strategia (to podstawa)
    - kreatywność...zwłaszcza w naukach humanistycznych i społecznych (to już trzeba się urodzić takim, ew. dużo pić <hehe>)
    - marketing marki (z usług doradczych można skorzystać)

    Więc Panowie i Panie naukowcy (nie dotyczy to tzw. Pań (nie mylić z płcią żeńską), którym już i tak nic nie pomoże), proszę się stosować do powyższych zasad i publikować, żeby larusse, kiedy pojedzie na wakacje na ten osławiony Zachód, nie musiała się wstydzić za naukę polską.

    (wiem, nie umiem stawiać przecinków)
    --
    вспомни, что ты женщина...
  • matdokt 01.02.11, 23:09
    W niektórych dziedzinach ścisłych aby coś opublikować w porządnym miejscu trzeba coś odkryć nowego, co dotychczas nie było znane, rozwiązać jakiś trudny problem, wnieść istotny wkład w rozwój jakiejś teorii. Nie wiem czy da się to wytrenować. To wymaga wytrwałości. Pewnie są wytrenowani w produkcji tony makulatury (kiedyś tu był wątek o takich fizykach), jednak oni się tak naprawdę przy porządnej ocenie nie liczą. A tak naprawdę trzeba to lubić, bo jeśli ktoś robi naukę na siłę to nic z tego nie wyjdzie.
  • dala.tata 01.02.11, 23:29
    zgadzam sie. tyle ze wytrwalosc nie wystarczy. podobnie jak nie wystarczy lubienie, ktore, zgadzam sie bardziej, jest konieczne. wedle mnie potrzebny jest talent: czyli umiejetnosc popatrzenia na rzeczwistosc inaczej niz patrzyli inni. i tego chyba nie da sie nauczyc.

    ow talent z pewnosica nie jest warunkiem wystarczajacym od uprawiania dobrej/wielkiej/ wybitnej nauki, jednak jest warunkiem koniecznym. tak mi sie wydaje.

    matdokt napisał:

    > W niektórych dziedzinach ścisłych aby coś opublikować w porządnym miejscu trzeb
    > a coś odkryć nowego, co dotychczas nie było znane, rozwiązać jakiś trudny probl
    > em, wnieść istotny wkład w rozwój jakiejś teorii. Nie wiem czy da się to wytren
    > ować. To wymaga wytrwałości. Pewnie są wytrenowani w produkcji tony makulatury
    > (kiedyś tu był wątek o takich fizykach), jednak oni się tak naprawdę przy porzą
    > dnej ocenie nie liczą. A tak naprawdę trzeba to lubić, bo jeśli ktoś robi naukę
    > na siłę to nic z tego nie wyjdzie.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • matdokt 02.02.11, 00:16
    dala.tata napisał:

    > zgadzam sie. tyle ze wytrwalosc nie wystarczy. podobnie jak nie wystarczy lubie
    > nie, ktore, zgadzam sie bardziej, jest konieczne. wedle mnie potrzebny jest tal
    > ent: czyli umiejetnosc popatrzenia na rzeczwistosc inaczej niz patrzyli inni. i
    > tego chyba nie da sie nauczyc.

    W moim odczuciu z tym talentem sprawa jest bardziej złożona. Nie ma ludzi (przynajmniej ja nie znam), którzy by mieli talent do wszystkiego. Każdy ma predyspozycje do robienia pewnych rzeczy, i w tym kierunku powinien iść. Tzn. nie trzeba mieć dużego talentu, wystarczy pewne predyspozycje i wytrwałość. Znam sporo ludzi osób którzy nie mieli wielkiego talentu np. w szkole średniej do nauk ścisłych, a teraz są wybitnymi naukowcami. Znam też osobę, która miała niesamowite osiągnięcia w olimpiadzie przedmiotowej (zwłaszcza międzynarodowej), ale nie odnalazła się w nauce i teraz zajmuję się dydaktyką pracując na uczelni na etacie st. wykładowcy.
  • larusse 02.02.11, 20:32
    matdokt napisał:

    > W niektórych dziedzinach ścisłych aby coś opublikować w porządnym miejscu trzeb
    > a coś odkryć nowego, co dotychczas nie było znane, rozwiązać jakiś trudny probl
    > em, wnieść istotny wkład w rozwój jakiejś teorii. Nie wiem czy da się to wytren
    > ować. To wymaga wytrwałości (...)

    Ale to chyba cały czas mówimy o zdolnościach (wciąż jeszcze nie o talencie)....

    Ale w takim razie kto (do cholery) robi te doktoraty? Przecież chyba na studia doktoranckie nie przyjmują nie-zdolnych? Czy przyjmują? (tzn. niektórzy przyjmują zgodnie z ideą, że każdy jeśli chce to powinien mieć możliwość napisania doktoratu... )
    To inaczej... kto pracuje na uczelniach? Sami nie-zdolni?? Ja rozumiem, że jakieś 10%... maks. 20% się znajdzie, ale chyba nie więcej, co? Czy więcej? Więcej??? :(


    --
    Если душа родилась крылатой...
  • matdokt 02.02.11, 23:23
    > Ale to chyba cały czas mówimy o zdolnościach (wciąż jeszcze nie o talencie)....

    Czym według ciebie jest talent a czym zdolności? Ja pisałem jeszcze o czym innym, o predyspozycjach.

    > Ale w takim razie kto (do cholery) robi te doktoraty? Przecież chyba na studia
    > doktoranckie nie przyjmują nie-zdolnych? Czy przyjmują? (tzn. niektórzy przyjm
    > ują zgodnie z ideą, że każdy jeśli chce to powinien mieć możliwość napisania do
    > ktoratu... )

    Na doktoraty przyjmują (powinni przyjmować) ludzi "dobrze zapowiadających się". U nas na studia doktoranckie był egzamin, i zostali przyjęci ci, którzy go zdali. Nie wiem kto robi doktoraty w humanistyce czy naukach społecznych. Przyznam że raz tylko przeczytałem prace składające się na doktorat człowieka z psychologii na UWr, który zajmował się korelacją miedzy długością nóg a możliwością znalezienia partnera.

    > To inaczej... kto pracuje na uczelniach? Sami nie-zdolni?? Ja rozumiem, że jaki
    > eś 10%... maks. 20% się znajdzie, ale chyba nie więcej, co? Czy więcej? Więcej
    > ??? :(

    Po okresie bycia "dobrze zapowiadających się", powinno stać się "z pewnymi osiągnięciami", aby pracować na uczelniach (powiedzmy 3 lata po doktoracie). Gdyż jeśli ktoś dalej jest tylko "dobrze zapowiadających się", to nie powinien pracować na uczelni. Ale to tylko moje dywagacje, bo w praktyce jest inaczej.
    Niestety nie orientuję się ile procent ludzi wokół mnie miało zdolności np. w szkole z mojej dziedziny a ile nie miało.
  • larusse 03.02.11, 10:09
    >Czym według ciebie jest talent a czym zdolności? Ja pisałem jeszcze o czym innym, o predyspozycjach.

    Nie wiem... Ja jakoś jestem bardzo ostrożna, jeśli chodzi o talent.
    Bez wątpienia powiedziałabym, że np. ten pan ma talent (poczucie humoru też ma:): www.motoforum.pl/312/vision.html

    Jeśli chodzi o naukę to w zasadzie nie wiem w jakim przypadku użyłabym słowa "talent"... Może rzeczywiście to jakaś kreatywność jak mówi Dala.

    Zdolności to wg mnie predyspozycje (uzdolnienia w konkretnym kierunku) plus zdolności ogólne.
    Dla mnie takim słabym (bardzo słabym w gruncie rzeczy, ale dla niektórych nie do przejścia (quelle horreur)... dobry test na pierwszy bardzo podstawowy przesiew) testem na nizszych latach studów było coś w stylu: podchodze sobie do kogoś i pytam: jak myslisz co znaczy słowo обречённый (a wiem ze prawdopodobnie nie zna tego słowa) i patrzę jak ktoś kombinuje... czy суета... czy cokolwiek innego...
    Ale nie wiem czy to mierzy zdolności... może mierzy coś innego... a może nawet nic nie mierzy... ale zabawa fajna. Generalnie raczej ci, których uważałam za zdolniejszych (zdolny = uzdolniony plus zdolny) jakos kombinowali (czasami nawet bardzo ciekawie), reszta się albo gapiła, albo głupio uśmiechała. Ale być może źle pojmuję słowo "zdolny". Dodam tylko, że ja sama pewnie znalazłabym się w tych drugich (tych gapiących się). Takie życie...

    >Na doktoraty przyjmują (powinni przyjmować) ludzi "dobrze zapowiadających się". U nas na studia doktoranckie był egzamin, i zostali przyjęci ci, którzy go zdali. Nie wiem kto robi
    >doktoraty w humanistyce czy naukach społecznych. Przyznam że raz tylko przeczytałem prace składające się na doktorat człowieka z psychologii na UWr, który zajmował się ?>korelacją miedzy długością nóg a możliwością znalezienia partnera.

    Co znaczy człowiek "dobrze zapowiadający się"?
    Ale czy na podstawie egzaminu jesteście w stanie określić ludzi "dobrze zapowiadających się"? Ja nie wiem co to jest za egzamin, ale szczerze mówiąc nie za bardzo wierzę w tego typu rekrutację.
    W ogóle nie wiem na jakiej zasadzie można określić kogoś jako "dobrze zapowiadającego się". Na jakiej?


    >Po okresie bycia "dobrze zapowiadających się", powinno stać się "z pewnymi osiągnięciami", aby pracować na uczelniach (powiedzmy 3 lata po doktoracie). Gdyż jeśli ktoś dalej jest
    >tylko "dobrze zapowiadających się", to nie powinien pracować na uczelni. Ale to tylko moje dywagacje, bo w praktyce jest inaczej.

    Jeśli w praktyce jest inaczej to ja nie mam juz pytań. W każdej normalnej pracy ci "bez pewnych osiągnięć" by wylecieli...no chyba, że jest to praca np. portiera (zawsze chciałam zostac portierem:) Gońcem albo portierem...). Taki rynek...

    >Niestety nie orientuję się ile procent ludzi wokół mnie miało zdolności np. w szkole z mojej dziedziny a ile nie miało.

    Ale tutaj chyba nikt nie mówi o zdolnościach "szkolnych" (bo szkoła to trochę inna bajka).
    --
    Если душа родилась крылатой...
  • charioteer1 01.02.11, 22:51
    Zgadzam sie ze wszystkim, co napisales, troche tylko tez dodam od siebie. Bardzo wazna, choc w Polsce nie doceniana, jest wlasnie umiejetnosc wlaczenia sie w to, co najnowsze, w aktualne nurty badan. Mozna zrobic dobre badanie, ktorego nikt nie doceni i nie opublikuje, bo to po prostu nikogo juz nie obchodzi. Znam prace calkiem przecietne, i naprawde widac, ze niedoswiadczony autor sporo sie nabiedzil, zeby to napisac, ale zostalo opublikowane w dobrym zurnalu, bo tym teraz zyje swiat, bo po prostu temat jest aktualny i praca cos ciekawego wnosi, chocby nawet niewiele, ale jednak do aktualnej tematyki badawczej.

    Drugi powod glowny, dla ktorego Polacy malo publikuja w naukach spolecznych, to jest warsztat. W bardzo szeroko pojetym sensie, metaforycznie i jak najbardziej doslownie. To jest warsztat pisania, o ktorym mowisz, ale takze metodologia badan. Badania eksperymentalne, ktorych wyniki sie publikuje w polskich czasopismach, sa bardzo czesto po prostu bardzo kiepskie metodologicznie i nie ma najmniejszych szans, zeby autorzy tych prac z taka metodologia przebili sie do dobrych czasopism. Wreszcie warsztat w sensie doslownym. Zeby robic dobre badania, trzeba miec dobry sprzet i dobre oprogramowanie. Jak dlugo bedzie pokutowal mit, ze wystarczy biurko i komputer z drukarka, tak dlugo lepiej nie bedzie. Prawdziwa nauka kosztuje prawdziwe pieniadze i tu sie nic nie da metoda chalupnicza wyprodukowac trzy razy taniej niz w cywilizacji. Nawet jezeli bedziemy pracowac za darmo, literature, sprzet, oprogramowanie, dostep do baz danych i standaryzowane testy musimy po prostu kupic i nikt nie przewiduje znizek dla naukowcow z Polski.


    whiteskies napisał:

    > Ja się wtrącę, bo pamietam ze sam kiedyś nie widzialem na czym polega różnica.
    > Trzeba mieć umiejętność, której niestety w wielu wypadkach nie posiadamy, klaro
    > wnej i zwięzłej prezentacji. Umiejętność pisania w kontekście najnowszych prac
    > z dziedziny, udziału w dialogu (czy wielostronnej rozmowie) a nie tylko preze
    > ntacji własnego rezultatu czy puntu widzenia. Umiejętność konstruktywnego trakt
    > owania krytyki (recenzji), nawet niesprawiedliwej, To naprawdę trudne, wielokro
    > tnie się o tym przekonałem zanim się zaczęło udawać, a i teraz cierpię bo ma zł
    > e nawyki. Byłoby łatwiej, gdyby mieć mentora i uczyć się precyzji i jednoznaczn
    > ości wypowiedzi w miejsce kwiecistości, wieloznaczności i efektownych paraleli
    > od początku. Są jeszcze elementy pozamerytoryczne: "rozpoznawalność" w środowi
    > sku, którą znacznie łatwiej zdobyć, gdy się jest młodym, czy "znak firmowy", z
    > ktorym u nas kiepsko.
    > Ale nadal, w przeciwieństwie do Dalataty uważam że jest trochę takich co włączą
    > się w ten obieg.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • larusse 02.02.11, 20:47
    charioteer1 napisał:

    > Zgadzam sie ze wszystkim, co napisales, troche tylko tez dodam od siebie. Bardz
    > o wazna, choc w Polsce nie doceniana, jest wlasnie umiejetnosc wlaczenia sie w
    > to, co najnowsze, w aktualne nurty badan. Mozna zrobic dobre badanie, ktorego n
    > ikt nie doceni i nie opublikuje, bo to po prostu nikogo juz nie obchodzi. Znam
    > prace calkiem przecietne, i naprawde widac, ze niedoswiadczony autor sporo sie
    > nabiedzil, zeby to napisac, ale zostalo opublikowane w dobrym zurnalu, bo tym t
    > eraz zyje swiat, bo po prostu temat jest aktualny i praca cos ciekawego wnosi,
    > chocby nawet niewiele, ale jednak do aktualnej tematyki badawczej.
    >

    No, ale z tym to chyba nie powinno być jakiegoś większego problemu. To tylko kwestia chęci.
    Zresztą nie wierzę, żeby ludzie nie interesowali się tym, co się aktualnie sprzedaje...
    Przecież TRZEBA wiedzieć, co się dzieje na rynku...


    > Drugi powod glowny, dla ktorego Polacy malo publikuja w naukach spolecznych, to
    > jest warsztat. W bardzo szeroko pojetym sensie, metaforycznie i jak najbardzie
    > j doslownie. To jest warsztat pisania, o ktorym mowisz, ale takze metodologia b
    > adan. Badania eksperymentalne, ktorych wyniki sie publikuje w polskich czasopis
    > mach, sa bardzo czesto po prostu bardzo kiepskie metodologicznie i nie ma najmn
    > iejszych szans, zeby autorzy tych prac z taka metodologia przebili sie do dobry
    > ch czasopism.

    I tutaj takie pytanie: jeśli ta metodologia jest rzeczywiście kiepska to czy nie można podpatrzyć jak to robią gdzie tak gdzie się sprzedaje, zmodyfikować, dostosować do swoich badań? Czy to już będzie nielegalne? Tak pytam, bo nie wiem...


    --
    Если душа родилась крылатой...
  • whiteskies 03.02.11, 09:31
    "I tutaj takie pytanie: jeśli ta metodologia jest rzeczywiście kiepska to czy nie można podpatrzyć jak to robią gdzie tak gdzie się sprzedaje, zmodyfikować, dostosować do swoich badań? Czy to już będzie nielegalne? Tak pytam, bo nie wiem."

    Można, ale po pierwsze trzeba to zauwazyc, po drugie sie nauczyć, a często w takich wypadkach nauka wymaga stazu i współpracy. Problem polega na tym czy jest sie dosyc otwartym. Doswiadczenie pokazuje, ze z tym u nas kiepsko, zwłaszcza że pokutuje powszechny mit że do nauk wystarczy wiedza i zdolności.

    Studia przyrodnicze sa dlatego uwazane w powszechnej świadomosci za trudne, bo ogromny nacisk kładziony jest (a przynajmniej powienien być) na opanowanie trudnego warsztatu (laotratoria, zadania rachunkowe). Odpowiednika tego w studiach społecznych czy humanistycznych, a w sporej mierze i ekonomicznych niewiele bo TO SĄ BARDZO DROGIE ZAJĘCIA ze wzgledu na konieczność bardzo bliiskiej interakcji nauczyciela ze studentami. Masowośc to zabija, zabija też doskonalenie warsztatu u nauczycieli i pracowników naukowych.
    Gdyby publikowanie w obiegu miedzynarodowym nie było TRUDNE, zbacznie TRUDNIEJSZE niz "pisanie gdziekolwiek" na pewno wypadalibysmy lepiej. To fakty.
  • carnivore69 01.02.11, 15:32
    Troche na marginesie, ale analiza ekonometryczna w owym raporcie EY dosc cienka jest.

    Po pierwsze, golym okiem widac, ze poszczegolne zaleznosci wygladaja roznie miiedzy poszczegolnymi krajami. Liniowych zaleznosci doszukuje sie natomiast bez uwzgledniania tych roznic (bardziej uwazny student drugiego roku np. SGH wiedzialby, ze nalezy uwzglednic co najmniej efekty (dummies) krajow - nie tylko w wyjasnianiu poziomu produktywnosci, lecz rowniez w estymacji jego wraziwosci na poszczegolne zmienne).

    Po drugie, czesc zmiennych po prawej stronie jest endogeniczna, ze hej. Np. przychod z grantow na dobra sprawe moglby byc miara produktywnosci. A w owym modelu probuje ja wyjasniac.

    Wszelkie wnioski na temat "bang for the buck" plynace z modelu traktowalbym wiec z duzym dystansem.

    Pzdr.
  • whiteskies 01.02.11, 20:37
    Znowu: problem dobrej recenzji :).

    Poważnie: nie będę z Tobą polemizował, bo się nie znam. Nie mam wątpliwości, ze do wielu szczegółów i spraw można się przyczepić. Chętnie przeczytałbym bardziej wnikliwa krytykę. A jeszcze chętniej naprawdę wnikliwa analizę, bo sam widzę tu kilka słabosci i niekonsekwencji. Ale z drugiej strony, dla mnie jako niespecjalisty to wydaje się znacznie lepsze opracowanie niż ten nieszczęsny raport o "Diagnozie stanu szkolnictwa wyższego" i najlepsze o czym wiem....
  • pfg 31.01.11, 23:17
    dala.tata napisał:

    > schlastano juz tu ten raport na potege

    Nie ten raport, dala. Tobie zapewne chodzi o tamten, whiteskiesowi zaś o ten.
    --
    Naukowy beton
  • pfg 31.01.11, 15:39
    dala.tata napisał:

    > otoz mi idzie o to, ze nie widze o 20 lat zadnego spojnego programu naprawy nau
    > ki ze strony nauki.

    Rzecz w tym, że hipostazowana "strona nauki" nie istnieje. Interesy nauk ścisłych z jednej
    a nauk społecznych, humanistycznych i pedagogicznych z drugiej są całkowicie rozbieżne - czego sytuacja na Uniwersytecie Wrocławskim i ocena działań rektora Pacholskiego jest dobrą egzemplifikacją - trudno zatem oczekiwać, że byłyby one w stanie stworzyć jakiś spójny program.

    > te rzesze niepiszacych asystenow, adiuktow
    > czy docentow

    No właśnie. Spośród dwóch wymienionych przeze mnie grup owe rzesze występują raczej w jednej z nich. Nie twierdzę, że nie ma tam żadnych piszących ani że w tej drugiej wszyscy publikują, że aż strach, ale jak można oczekiwać wspólnoty interesów, a zatem spójnych planów dla obu grup?
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • chilly 31.01.11, 18:20
    1) Powiedziałbym raczej, iż w jednej z tych grup wiele osób publikuje że aż strach (i wiele nie publikujących w ogóle), tyle że mało jest prac znaczących. Przyczyny takiego stanu rzeczy nie są tak proste (i proste do przezwyciężenia), jak to czasami wynika z niektórych głosów na forum. W drugiej grupie jest po prostu, mniej czy bardziej, ale normalnie.
    2) Pedagogika w przygotowywanej klasyfikacji dziedzin i dyscyplin naukowych jest chyba traktowana jako nauka społeczna. Choć obecni pedagodzy ewentualny stopień dr. hab. otrzymują w dziedzinie nauk humanistycznych. Co obrazuje złożoność sytuacji. Choć ja największy problem mam z dydaktykami szczegółowymi: czy np. dydaktyk fizyki powinien otrzymać stopień naukowy w dziedzinie fizyki (jakie nowości wniósł do fizyki światowej?) czy może raczej pedagogiki? Bo na odrębne ich potraktowanie się nie zanosi.
  • pfg 31.01.11, 18:28
    Ja się posługuję klasyfikacją GUSowską, gdzie pedagogika i nauki społeczne - ale jako kierunki studiów - traktowane są osobno.

    Z tą dydaktyką fizyki pytanie jest dobre i nietrywialne. W ogóle w Polsce osób, które są samodzielnymi pracownikami naukowymi i naukowo zajmują się dydaktyką fizyki jest jak na lekarstwo. Wiem, bo mamy problem taki oto, że jedna dziewczyna od nas z wydziału chciałaby się habilitować właśnie z dydaktyki fizyki i w zasadzie nie ma gdzie, a jest to osoba naprawdę bardzo dobra. Albo będzie się habilitować mimo wszystko z fizyki i to będzie trochę naciągane, albo z dydaktyki fizyki w... Mariborze, gdzie ponoć jest dość silny ośrodek tym się zajmujący. A słoweńskie habilitacje są w Polsce uznawane z mocy prawa :-)
    --
    Troll z habilitacją
  • chilly 31.01.11, 21:09
    "Z tą dydaktyką fizyki pytanie jest dobre i nietrywialne. W ogóle w Polsce osób, które są samodzielnymi pracownikami naukowymi i naukowo zajmują się dydaktyką fizyki jest jak na lekarstwo. Wiem, bo mamy problem taki oto, że jedna dziewczyna od nas z wydziału chciałaby się habilitować właśnie z dydaktyki fizyki i w z asadzie nie ma gdzie, a jest to osoba naprawdę bardzo dobra. Albo będzie się habilitować mimo wszystko z fizyki i to będzie trochę naciągane, albo z dydaktyki fizyki w... Mariborze, gdzie ponoć jest dość silny ośrodek tym się zajmujący. A słoweńskie habilitacje są w Polsce uznawane z mocy prawa :-)"

    O to, to! Dobrze, że ma możliwość "zrobienia" z fizyki. W wielu dyscyplinach nawet teoretycznie takiej możliwości nie ma (pamiętam dobrą "dydaktyczkę" historii, z uznanym dorobkiem naukowym, które - nie mogąc "zrobić" z tego habilitacji, poświęciła kilka czy kilkanaście lat na "zrobienie" habilitacji z historii, by wrócić znów do dydaktyki).
    A znowu - jak zrobi w Mariborze, to będą jej to wypominać, bo to nie ju-es-ej ani nawet Monash, a zatem - Wschód. Zrównywany zawsze do Ruzomberka.
    No i może to jest jedną z przyczyn, dlaczego z dydaktyką w polskich szkołach (także wyższych) jest często tak raczej średnio.
    Ale taki drobiazg nie zaprząta uwagi Wielkich Reformatorów. A przecież, tak, przy okazji, można by i tutaj zaprowadzić jakiś porządek.
  • tocqueville 31.01.11, 18:28
    Pedagogika w przygotowywanej klasyfikacji dziedzin i dyscyplin naukowych jest chyba traktowana jako nauka społeczna.

    a to akurat ciekawe, bo w przygotowywanej klasyfikacji pedagogiki do niedawna nie było ani w naukach społecznych ani humanistycznych - środowisko miało w toku debaty rozstrzygnać ten dylemat :)
  • dala.tata 31.01.11, 20:16
    > Rzecz w tym, że hipostazowana "strona nauki" nie istnieje. Interesy nauk ścisły
    > ch z jednej
    > a nauk społecznych, humanistycznych i pedagogicznych z drugiej są całkowicie ro
    > zbieżne - czego sytuacja na Uniwersytecie Wrocławskim i ocena działań rektora P
    > acholskiego jest dobrą egzemplifikacją - trudno zatem oczekiwać, że byłyby one
    > w stanie stworzyć jakiś spójny program.

    jakos ta hipostaza nie miala trudnosci zeby w tysiacach swoich pisac petycje o zachowaniu habilitacji (lub przeciwne). owa hipostaza ostatnio petycje o adiunktach pisala. ta hipostaza pojawia sie, jak jej akurat pasuje.

    co wiecej, unisono hipostaza postuluje: dajcie nam wiecej forsy.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 31.01.11, 20:23
    Och, bierzesz pars pro toto. Niektóre interesy mogą być wspólne, ale jest to cecha akcydentalna.
    --
    Ignorant schmuck
  • dala.tata 31.01.11, 20:31
    drogi pfg, ja wiem, ze ja zawsze zle mysle....i ciagle cos myle....

    jednak moze zworcisz uwage, ze zarzucasz mi hipostazowanie. no wiec ci mowie, ze to nie jest hipostazowanie. jest cos takiego jak 'strona nauki', gdy jej to akurat odpowiada. co do reszty - czyli twej diagnozy o konfliktujacych sie interesach - to ja sie z toba zgadzam. jednak, powtarzam, ja sie do tego nie odnosilem.

    pfg napisał:

    > Och, bierzesz pars pro toto. Niektóre interesy mogą być wspólne, ale jest to ce
    > cha akcydentalna.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 31.01.11, 20:46
    dala.tato, ja jestem tylko prostym fizykiem, nie żadnym humanistą i chciałem tylko się pochwalić, że znam mądre słowo, które na pewno musiałem zobaczyć gdzieś w internecie.

    Bottom line jest takie: skoro zgadzasz się, że interesy bywają rozbieżne, dlaczego domagasz się, żeby "dwa uniwersytety" (używając terminologii Marcinkowskiego) opracowały stanowisko wspólne, spójne i całościowe?

    A więcej forsy chcą wszyscy. Oprócz Bachmanna, rzecz jasna.
    --
    Kozak frajer
  • dala.tata 31.01.11, 20:57
    tyle, moj drogi, nawet ten wasz uniwersytet (ten, rzecz jasna, lepszy) nie zaproponowal takiego programu.

    nie mam powodow, zeby nie wierzyc Marcinkowskiego (choc glupie miny stroi), ze u niego te konkursy sa prawdziwe, ze ludzie nieaktywni naukwoo wylatuja itd itd. bardzo sie ciesze, ze tak jest. tyle ze poza zapewnieniami, ze reszta uczelni dla niego i jego kolegow to obciazenie i przeklenstwo, nic z tym nie robia.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 31.01.11, 21:32
    A co konkretnie mieliby zrobić? Faktycznie odłączyć się? Wytruć pozostałych strychniną?

    A nasz wydział jak najbardziej wielokrotnie i całkiem oficjalnie wypowiadał się w sprawie reformy, w tym konstruktywnie.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 31.01.11, 21:50
    konkretnie to sa dwie rzeczy. pierwsza to to, zeby zrobic to, co robi wydzial Marcinkowskiego i dazyc do tego, zeby robily to wszystkie wydzialy. jak? nie wiem. jednak jesli w Polsce sa trzy takie wydzialy czy cztery, to malo nie? i teraz byc moze jest tak, ze sie nie da. ze to tylko wydzialy fizyki i matematyki takie sa, a inne to katastrofa. moze tak jest, jednak watpie, zeby na uczelniach byly powazne dyskusje na ten temat. rektorami bywaja fizycy i inni scislowcy i jakos nie podejmuja takich dyskusji.

    druga rzecz, to ja mysle ze nalezy zaproponowac alternatywny program reformy, poprzedzony zbieraniem danych na temat rzezcywistosci na uczelniach. bowiem wszyscy 'wiedza' jak jest, a jak sie mowi, ze nie wiedza, to sie obrazaja.i ja sie ciesze ze twoj wydzial sie wypowiada, mowie powaznie. tyle ze to jest reaktywne.

    nie mam pojecia, co by bylo, gdyby (i zakladam ze mogloby byc nic), jednak przedstawienie alternatywnych zalozen refromy moze by i przynioslo jakies rezultaty. nie wiem.

    byc moze obei te rzeczy nie maja szans i wtedy mozna jedynie siasc i plakac.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 31.01.11, 23:12
    Zauważ, że Leszek Pacholski (a) jest informatykiem z wydziału Marcinkowskiego, (b) został rektorem, (c) próbował zmienić uniwersytet na wzór swojego wydziału, (d) efektem był baron.
    "Poważne dyskusje" na uczelniach są ucinane argumentem "wy, fizycy, macie tysiąc studentów, my, społeczni, pięć tysięcy, więc ma być tak, jak my chcemy, bo to my przynosimy kasę uczelni". Jak już kilkakrotnie pisałem, wadą obecnego systemu jest to, że premiuje - przede wszystkim finansowo - ilość studentów, co się (i to już jest moja teza) państwu opłaca, gdyż służy ukrywaniu bezrobocia wśród absolwentów liceów, poprzez upychanie setek tysięcy (to nie jest figura retoryczna) owych absolwentów na żałośnie słabych studiach społecznych i pedagogicznych na uczelniach słabych, średnich i nominalnie znakomitych. Bez zmiany tego mechanizmu żadna jakościowa zmiana nie nastąpi.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • dala.tata 31.01.11, 23:52
    akceptuje to i sie zgadzam. ale czy troche nie jest tak (tak z reka na sercu), ze wam, fizykom, to troche (tylko troche) odpwoiada. bo macie najlepszy z dwoch swiatow. z jednej strony jestescie lepsi od tych spolecznych (a te lepszosc czuje sie na kazdym kroku - to jest ten fizyk zadzierajacy nosa), a zdrugiej strony to wy ustalacie warunki tego konkurencyjnego swiata.

    ie moge miec calkiem racji (nie jestem fizykiem), ale troche mam, nie?

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 01.02.11, 00:02
    Takiż to świat, niedobry świat,
    Czemuż innego nie ma świata?


    No tak, fizycy są aroganccy i zadzierają nosa. *Nie* piszę tego ironicznie, to jest taka przykra przypadłość środowiskowa. W dodatku chcą ustalać warunki dla innych - ale na razie w sytuacji, w której to inni ustalają dla nas, przynajmniej częściowo. Z drugiej strony sam mówisz innym "publikuj w dobrych czasopismach, w dobrych wydawnictwach, staraj się o granty, dbaj o poziom dydaktyki" i to jest OK. Fizycy mówią to samo...
    --
    Naukowy beton
  • dala.tata 01.02.11, 00:07
    ja tylko mowie, ze dzieki kontrastowi z niescislymi, staliscie sie 'sedzia we wlasnej sprawie', chcac nie chcac. skoro nie ma nikogo lepszego, to wy ustalacie, co to znaczy byc najlepszym.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 01.02.11, 00:18
    Nie martw się.

    I tak nikt nas nie słucha.
    A jeśli słucha, to naszych rad nie zastosuje.
    A jeśli zastosuje, to zastosuje opacznie, tak, że skutki będą przeciwne do zamierzonych.

    Z pozdrowieniami od Parmenidesa, Ortegi y Gasseta, Lema i kogo tam jeszcze, kto użył tego argumentu.
    --
    Troll z habilitacją
  • dala.tata 01.02.11, 00:22
    eee tam. tym akurat nalezy sie martwic, ze was nikt nie slucha. co nie znaczy ze nalezy na was balwochwalczo patrzec i podziwiac.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • niewyspany77 03.02.11, 09:12
    Uczepiłeś się tej pedagogiki jak rzep psiego ogona, zwyczajnie jesteś ślepy na to, że jeszcze więcej studiuje quasi-informatykę i quasi- zarządzanie. Mógłbyś przynajmniej od czasu do czasu wspomnieć, no ale to tak fajnie brzmi, co nie?
  • matdokt 31.01.11, 22:16
    dala.tata napisał:

    > u niego te konkursy sa prawdziwe, ze ludzie nieaktywni naukwoo wylatuja itd itd
    > . bardzo sie ciesze, ze tak jest.

    Marcinkowski nic nie napisał o wywalaniu nieaktywnych naukowo. O tym napisałem ja (a ja nie jestem Marcinkowskim). Prawdą jest że nieaktywnych wywala się z matematyki.
    On nie napisał o tym, bo na informatyce niestety siedzą pewne święte krowy, które naukowo nic nie robią od lat. Możliwe że przesunięto ich już na starszych wykładowców, ale o tym nie wiem. Choć ostatnio wyrzucono stamtąd paru adiunktów.
    W ogóle jest tam zatrudniony jeden koleś który jest tylko magistrem i co roku prowadzi wykład dla pierwszego roku. Nie wiem czy to do końca jest ok. Będąc studentem chodziłem na ten wykład i nie miałem zbyt dobrego zdania o sposobie wykładania i kompetencjach prowadzącego (aczkolwiek nie twierdzę że jestem wielkim pasjonatem informatyki, więc może moje zdanie nie jest obiektywne).

    Z kolei Marcinkowski prowadzi swój wykład dla drugiego roku, który jest wyzwaniem intelektualnym dla studentów. Znam ludzi którzy próbują go zaliczyć piaty rok z rzędu siedząc na licencjacie, bo zaliczenie jest warunkiem koniecznym do przejścia na studia magisterskie. I jest to dla mnie jak najbardziej ok.
  • dala.tata 31.01.11, 23:04
    bardzo dziekuje za przywolanie mnie do porzadku. dzieki temu ten lepszy uniwersytet dra Marcinkowskiego stal sie nieco mniej ciekawy.

    co do wyzwania intelektualnego, torche mysle ze wyklad powinien byc dla ludzi. i jesli jego zaleta jest to, ze iles tam osob (pewnie torche zalezy ile) nie jest w stanie go zdac, to nie jestem pewien, czy to mnie az tak zachwyca. ale odnosze sie do tego, co ty napisales, a nie do wykladu, bo go nie znam, a nawet gdybym, to pewnie bym dolaczyl do tych, co go chca zaliczyc nieskutecznie.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • matdokt 31.01.11, 23:19
    dala.tata napisał:

    > bardzo dziekuje za przywolanie mnie do porzadku. dzieki temu ten lepszy uniwers
    > ytet dra Marcinkowskiego stal sie nieco mniej ciekawy.
    >
    > co do wyzwania intelektualnego, torche mysle ze wyklad powinien byc dla ludzi.
    > i jesli jego zaleta jest to, ze iles tam osob (pewnie torche zalezy ile) nie j
    > est w stanie go zdac, to nie jestem pewien, czy to mnie az tak zachwyca. ale od
    > nosze sie do tego, co ty napisales, a nie do wykladu, bo go nie znam, a nawet g
    > dybym, to pewnie bym dolaczyl do tych, co go chca zaliczyc nieskutecznie.

    Widze że reprezentujesz brytyjski sposób myślenia o wykładach (nie mówię, że zły). Na Mat&Inf UWr jest pewien kanon który trzeba umieć i pewne umiejętności które trzeba posiąść (nie mówie że w UK tego nie ma). Na Mat&Inf UWr egzekwuję się to dosyć stanowczo. To wymaga wytrwałości od studentów. Dlatego niektóre wykłady mogą być rzeczywiście koszmarem. Zwłaszcza dla tych ze słabym przygotowaniem z matematyki z liceum.
  • dala.tata 31.01.11, 23:55
    nie wiem, czy to brytyjski sposob myslenia. ja po rpsotu mysle, ze wyklad to interakcja. i o ile studenci musza poznac pewien kanon, o tyle profesor jest od tego, zeby to podac jak najlepiej. i obie strone sa za ten wyklad odpoweidzialne.

    natomiast ja akceptuje, ze, upraszczajac humanistycznie, nie ma sensu uczyc mnozenia, jak delikwent nie potrafi dodawac. w naukach spolecznych i humanistycznych to nie wystepuje.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • h_hornblower 01.02.11, 11:02
    dala.tata napisał:

    > profesor jest od t
    > ego, zeby to podac jak najlepiej.

    To przecież jasne i nie stoi w sprzeczności z tym, co napisał matdokt


    > i obie strone sa za ten wyklad odpoweidzialne

    Co powoduje, że nawet w tzw. "topowych" polskich uczelniach coraz częściej "profesorowie" dzielą się tą odpowiedzialnością ze studentami, każąc im przygotowywać i wygłaszać na wykładzie prezentacje. To zjawisko o charakterze lawinowym w ciągu ostatnich kilku lat.

    >
    > natomiast ja akceptuje, ze, upraszczajac humanistycznie, nie ma sensu uczyc mno
    > zenia, jak delikwent nie potrafi dodawac. w naukach spolecznych i humanistyczny
    > ch to nie wystepuje.

    Obawiam się, ze jesteś w błędzie. Natomiast prawdziwe byłoby zdanie "w naukach spolecznych i humanistycznych NA KIEPSKICH STUDIACH to nie wystepuje".

    pzdr
    horny
  • dala.tata 01.02.11, 12:08
    to ja poprosze o przyklad takiej wiedzy w naukach spolecznych (socjologia, antroplogia, psychologia itd), ktorej nie da sie posiasc bez jakiejs wiedzy wstepnej (uzywajac analogii mnozenia i dodawania). nie mowie tu o zrozumieniu, czy pelnym zrozumieniu. mowie o 'nauczeniu sie'.

    h_hornblower napisał:

    > Obawiam się, ze jesteś w błędzie. Natomiast prawdziwe byłoby zdanie "w naukach
    > spolecznych i humanistycznych NA KIEPSKICH STUDIACH to nie wystepuje".
    >
    > pzdr
    > horny


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • charioteer1 01.02.11, 15:52
    Metodologia badan. Potrzebna i psychologowi, i socjologowi. Jak mozna nauczyc podstaw statystyki kogos, kto nie potrafi wykonywac dzialan na liczbach ujemnych, a pierwiastek kwadratowy to juz jest wyzsza matematyka? Maja sie uczyc bez zrozumienia? Kucie definicji na pamiec nazywasz nauka?


    dala.tata napisał:

    > to ja poprosze o przyklad takiej wiedzy w naukach spolecznych (socjologia, antr
    > oplogia, psychologia itd), ktorej nie da sie posiasc bez jakiejs wiedzy wstepne
    > j (uzywajac analogii mnozenia i dodawania). nie mowie tu o zrozumieniu, czy pel
    > nym zrozumieniu. mowie o 'nauczeniu sie'.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 01.02.11, 16:22
    no wiec wlasnie daltego mowie: w wypadku matematyki, a o tym mowisz, jest to bez watpienia konieczne.

    natomiast w wypadku wiedzy psychologicznej? watpie. ze jak nie poznasz Wundta to nie zrozumiesz Watsona? czy jak nie czytales Milgrama, to nie zrozumiesz Zimbardo? Jak nie zlapales szkoly Palo Alto, to juz nie zlapesz etnometodologii?

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 01.02.11, 19:33
    Nie mowie o matematyce, ale o koniecznosci korzystania w czasie studiow z wiedzy i umiejetnosci, ktore student winien byl posiasc na wczesniejszych etapach edukacji. W przypadku psychologii czy socjologii ten problem jest mniej dotkliwy, poniewaz psychologia i socjologia w programach szkolnych nie figuruje. Wundt, Watson, Milgram i Zimbardo pojawiaja sie dopiero na studiach. Historycy i polonisci z pewnoscia sie z tym problemem spotykaja znacznie czesciej niz psychologowie czy socjologowie.

    U nas ten problem wystepuje dotkliwie na studiach drugiego stopnia, na ktore trafiaja studenci po roznych szkolach gotowania na gazie i w ich przypadku widac bardzo wyraznie, ze konczyli kiepskie studia. Twoja analogia Wundt czy Watson, Milgram czy Zimbardo, jest chybiona. Na studiach drugiego stopnia student ma umiec przeczytac jednego i drugiego ze zrozumieniem, a nastepnie porownac i stwierdzic, w czym byli podobni, a co ich roznilo. Wiekszosc tych studentow nie potrafi wyjsc poza streszczenie jednego, a potem streszczenie drugiego, a niektorzy nie potrafia nawet tego. Na studiach nauczyli sie tylko zakuwania na pamiec gladkich regulek.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 01.02.11, 20:15
    no tak sie zlozylo, ze dalas przyklady matematyczne. nie mam watpliwosci, ze moje przyklady sa chybione, jednak poza ogolnymi refleksjami i sentencjami, nie dalas zadnego konkretnego przykladu.

    i powtarzam: ja rozumiem to, ze rozumienie tekstu takiego studenta bedzie ubozsze, jednak to nie znaczy ze tego tekstu jakos nie zrozumie.

    co wiecej, jesli sobie poczytasz dzisiejsza literature o antyesencjalistycznym rozumieniu tozsamosci, jest bardzi niewiele osob, ktore rozumie, ze te niezwykle modne dzisiaj rozwazanie pochodza praiwe ze wprost z filozfoii Hume'a i Kanta. nie przeszkadza to jednak tym ludziom pisac artykuly i ksiazki na temat tozsamosci (sam taka napisalem nie majac pojecia o tym Humie i Kancie, co wiecej ksiazka uznawana jest za calkiem niezla).


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • charioteer1 01.02.11, 21:11
    dala.tata napisał:

    > no tak sie zlozylo, ze dalas przyklady matematyczne. nie mam watpliwosci, ze mo
    > je przyklady sa chybione, jednak poza ogolnymi refleksjami i sentencjami, nie d
    > alas zadnego konkretnego przykladu.
    >
    > i powtarzam: ja rozumiem to, ze rozumienie tekstu takiego studenta bedzie ubozs
    > ze, jednak to nie znaczy ze tego tekstu jakos nie zrozumie.

    Dala, wymiekam. Jestes pewien, ze nie uczysz na kiepskich studiach?

    A co ma tozsamosc do czytania Wundta i Watsona? Milgrama i Zimbardo juz sie nie czepiam, bo na psychologii spolecznej sie nie znam, ale jak ojcow psychologii eksperymentalnej polaczyles z rozumieniem tozsamosci?


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 01.02.11, 21:19
    nic nie ma. dalem przyklad, taki mi wlasnie przyszedl do glowy. tak glupio jakos.

    ze smutkiem tez konstatuje ze najwyrazniej moje argumenty nie sa warte twej odpowiedzi i dzielnie ich unikasz (prawie pewien jestem, ze to kwestia jakosci tychze arguemntow), dziekuje za jak zwykle interseujaca wymiane.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • charioteer1 01.02.11, 23:04
    Dala, nie bardzo wiem, jakie to sa argumenty, z ktorymi dzielnie nie chce sie zmierzyc. Moglbys powtorzyc?

    Napisales, ze student "jakos" zrozumie tekst, chocby to zrozumienie bylo ubozsze. Trudno mi sie do tego odniesc. Na studiach drugiego stopnia oczekujemy umiejetnosci krytycznej analizy roznych tekstow, a nie powierzchownego streszczenia. Umiejetnosc streszczania, nawet doskonalego, to za malo, zeby napisac przeglad literatury do pracy magisterskiej.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • whiteskies 01.02.11, 21:17
    No dobrze. Jak uczyć o Konfucjuszu kogoś kto nie wie gdzie są Chiny?
    Jak uczyć o historii stuki kogoś kto nie zna podstaw historii?
    Jak uczyć o psychologii kogoś kto nie zna pojęcia psyche?
    Jak uczyć czegokolwiek z dziedziny nauk humanistycznych kogoś kto nie umie posługiwać się słownikami?
    To tak na temat przykładów dotyczących mnożenia i dodawania :)
  • dala.tata 01.02.11, 21:26
    Otoz, whiteskies, w UK sobie z tym radza. nieustannie ucza dzieci poza kontekstem historycznym i politycznym. jak zrozumiec dzisiejsza Europe bez nauczenia o II wojnie swiatowej. otoz dzieci brytyjskie niezwykle koslawo, ale sobie radza. bo madrzy pedagodzy stweridzili, ze nie trzeba miec kontekstu. i mozna nauczyc dzis o Wikingach, jutro o Tudorach a pojutrze o Wilhelmie Zdobywcy.

    jak mowie: to jest koslawe, to jest powierzchowne i ubogie. ale jest. nie tweirdze rowniez, ze to dobrze, wrecz przeciwnie. mowie jednak ze to mozliwe, bo tak sie wlasnie dzielnie uczy dzieci w UK, ktore potem ida na brytyjskie uniwersytety, ktore potem zostaja brytyjskimi uczonymi i bija polskich sweitnie i kontekstowo wyksztalconych uczonych na leb na szyje (rzecz jasna nie wszystkich i nie zawsze, ale w skali makro tak).

    musze jednak powiedziec, ze kweista Konfucjusza i polozenia geograficznego mi umyka. :-)

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • h_hornblower 03.02.11, 11:31
    dala.tata napisał:

    > Otoz, whiteskies, w UK sobie z tym radza. nieustannie ucza dzieci poza kontekst
    > em historycznym i politycznym.

    "Kontekst" i "prerekwizyty" maja pewien obszar wspólny - ale mały.

    > sie wlasnie dzielnie uczy dzieci w UK, ktore potem ida na brytyjskie uniwersyt
    > ety, ktore potem zostaja brytyjskimi uczonymi i bija polskich sweitnie i konte
    > kstowo wyksztalconych uczonych na leb na szyje (rzecz jasna nie wszystkich i ni
    > e zawsze, ale w skali makro tak).

    Najpierw udowodnij, że bija na głowę polskich uczonych DZIEKI "pozakontekstowości", a nie POMIMO niej. Bo na razie Twój argument jest strzałem w próżnię.

    pzdr
    horny
  • h_hornblower 03.02.11, 11:24
    whiteskies napisał:


    > Jak uczyć o historii stuki kogoś kto nie zna podstaw historii?

    Jak uczyć o stylach "neo" (neoklasycyzm, neorenesans, neogotyk...) kogoś, kto nie zna stylów "pierwotnych" (klasycyzm, renesans, gotyk....)?

    pzdr
    horny

    > Jak uczyć o psychologii kogoś kto nie zna pojęcia psyche?
    > Jak uczyć czegokolwiek z dziedziny nauk humanistycznych kogoś kto nie umie posł
    > ugiwać się słownikami?
    > To tak na temat przykładów dotyczących mnożenia i dodawania :)
  • h_hornblower 03.02.11, 11:21
    dala.tata napisał:

    > no wiec wlasnie daltego mowie: w wypadku matematyki, a o tym mowisz, jest to be
    > z watpienia konieczne.

    Chario nie mówi o matymatyce. Mówi o "podstawach statystyki dla nauk społecznych". PODSTAWY te wymagają umiejetności dodawania, odejmowania, mnozenia, dzielenia oraz pierwiastkowania oraz wykonywania działań RACHUNKOWYCH z uzyciem w/w.

    Przynajmniej na tym forum nie utożsamiajmy rachunków z matematyką - nawet w skrótach myslowych (dodaję to "nawet", zebys nie odebrał tego dala jako ataku na siebie - bo to nie jest atak na Ciebie, OK?) - ani humanistyki (czymkolwiek ona jest) z "brakiem matematyki".

    pzdr
    horny
  • h_hornblower 03.02.11, 11:11
    dala.tata napisał:

    > to ja poprosze o przyklad takiej wiedzy w naukach spolecznych (socjologia, antr
    > oplogia, psychologia itd), ktorej nie da sie posiasc bez jakiejs wiedzy wstepne
    > j (uzywajac analogii mnozenia i dodawania). nie mowie tu o zrozumieniu, czy pel
    > nym zrozumieniu. mowie o 'nauczeniu sie'.

    Ale studiowanie ma - przynajmniej w mojej opinii - ZE SWEJ NATURY służyć zrozumieniu, a nie nauczeniu się. Oczywiscie (1), zgodzę się, że w bardzo wielu przypadkach "studiowanie" polega na "3Z - zakuć, zdac, zapomnieć" - nazwałem to "kiepskimi studiami". I oczywiście (2), żeby zrozumieć, trzeba czasem bardzo wiele sie nauczyć - czasem wprost "na pamięć" (tu wielu z nas przyjdzie na myśl medycyna) - ale nie zmienia to istoty rzeczy. Dlatego Twoja opinia - którą początkowo sformułowaś nie tylko w stosunku do tzw. nauk społecznych, ale i humanistycznych - jest moim zdaniem nieuprawniona.

    Przykłady, o które prosiłeś, podali niżej inni. Ja dorzucę psychologię kliniczną. Studiowanie jej bez korpusu - jak to trafnie nazwał wyżej matdokt - mozliwe jest tylko na kiepskim wydziale.

    pzdr
    horny
  • tocqueville 03.02.11, 11:27
    Ale studiowanie ma - przynajmniej w mojej opinii - ZE SWEJ NATURY służyć zrozumieniu, a nie nauczeniu się.

    wg dali studiowanie ma służyć przede wszystkim dobrej zabawie (rozbudzaniu ciekawości), czy ktoś coś zapamięta jest drugorzędne? czyz nie?
  • h_hornblower 03.02.11, 11:01
    matdokt napisał:


    > Na Mat&Inf UWr jest pewien kanon który trzeba umieć i pewne umiejętności kt
    > óre trzeba posiąść

    Myśle, że jest to naturalne dla wszystkich "poważnych" studiów wyższych.

    pzdr
    horny
  • tocqueville 31.01.11, 18:40
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9032741,Dr_Marcinkowski__Sa_dwa_uniwersytety___Wasz_i_Nasz.html
  • charioteer1 31.01.11, 18:59
    Jesteście na UWr większością i uważamy was za obciążenie, by nie rzec przekleństwo. Psujecie nam reputację i wprowadzacie do uniwersyteckiej administracji swoje standardy nepotyzmu i niekompetencji. Nawet kiedy zaczynacie się biczować, to robicie to tak, że przy okazji my obrywamy. Nie mogę mówić za wszystkich moich kolegów z okolicznych wydziałów, ale znam wielu, którzy marzą wieczorami o podziale Uczelni. O wyzwoleniu od garbu, jakim jest Wasz Uniwersytet.

    I bardzo dobrze powiedzial. Wrzod pekl na UWr, ale warto pamietac, ze o tym sie mowi od dawna na roznych uczelniach, nie tylko na UWr.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • flamengista 31.01.11, 23:01
    Dlaczego facet, który pracuje dobrze ma się wstydzić za resztę puszczającą bąki?
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • idzie_zuzanna 31.01.11, 19:02
    Ciekawy teskt. J. Marcinkowski broni siebie i swojego wydziału, a zarzuty są słuszne jedynie na wydziale n. społecznych i humanistyce UWr. Za to konkurencja, ho ho, konkurencja, proszę państwa, nie jest wolna od "żadnej z opisanych w tekście przywar". Zresztą z wyjątkiem osoby pana dr hab. Marcinkowskiego i jego wydziału (oraz trzech innych, łaskawca) żadna polska uczelnia nie jest wolna od opisanych przez Dybowskiego przywar, a ponadto żadna większa polska instytucja. Jak ta wrocławska informatyka zdołała się uchować w zalewie ogólnopolskiej patologii?
  • matdokt 31.01.11, 19:17
    idzie_zuzanna napisał:

    > Jak ta wrocławska informatyka zdołała się uchować w zalewie ogólnopolskiej pato
    > logii?

    Informatyka i Matematyka tak dla ścislości. A zdołała sie uchronić poprzez pewne radykalne posunięcia: zwalnianie nieaktywnych naukowo (choć paru takich jeszcze zostało), konkursy (aby nie być gołosłowny tutaj masz najnowszy konkurs) i premiowanie aktywnych naukowo. Proste.
  • salzburg 31.01.11, 19:48
    Chyba zaraz Wydziały i kierunki humanistyczne i społeczne zaczną robic za przysłowiowego czarnego luda. Nikt kto ma dwie klepki nie zaprzeczy, że sporo w nich rzeczy złych. Ale trzeba także np. pamiętać, że chocby Wydział Nauk Historycznych i Pedagogicznych ma I kategorię w ostatniej kategoryzacji. Ktos może wzruszyc ramionami i powiedzieć tez mi sukces - to jednak warto wiedzieć, że nie mają I kategorii wydziały UJ, UAM, Uniwersytetu Toruńskiego itd. Oprócz jednostek PAN ma ją tylko UW i UWr.
    Z innej beczki w Uniwersytecie Ekonomicznym wszystkie wydziały dostały I kategorie (a w ostatnim konkursie grantowym co drugi wniosek dostał dofinansowanie, a w niektórych wydziałach odsetek ten sięgał 65%.
    Może zatem nie jest dobrze, ale na tle to aż tak dramatycznie nie wyglada.
  • flamengista 31.01.11, 23:00
    to niepokojące. Jak studiowałem, UE we Wrocławiu było ligę niżej niż my.

    Teraz mają niezłe czasopismo ekonomiczne (Argumenta Oeconomica to w zasadzie jedyne polskie czasopismo ekonomiczne, które może liczyć się w świecie) i coraz lepsze wyniki.

    Owszem, startowali z dość niskiego poziomu, jak większość przedstawicieli nauk społecznych w Polsce. Ale robią stałe postępy.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • salzburg 31.01.11, 23:17
    Wszystkie uczelnie ekonomiczne do 1989 r. były dość liche. Wrocławska na tym tle nie wypadała gorzej niz inne juz chocby dlatego, że specjalizowala sie w metodach ilosciowych. A ludzie tacy jak Hellwig w ekonometrii, Haus w Zarządzaniu, Stys i Długoborski w Historii Gospodarczej, Winiarski w Polityce gospodarczej to na pewno jak na polskie standardy była ekstraklasa.
  • flamengista 31.01.11, 23:22
    Cóż, u nas też można sporządzić podobną listę. Hmm, nie będę ciągnął tematu:)
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 01.02.11, 11:30
    flamengista napisał:

    > Cóż, u nas też można sporządzić podobną listę. Hmm, nie będę ciągnął tematu:)

    Szkoda, bo dla kolegów ekonomistów temat jest interesujący :)
  • flamengista 01.02.11, 15:01
    Sprawa jest jasna. Wrocław swoją szansę wykorzystuje i robi coś sensownego. Może zmiany nie są gwałtowne i głębokie, ale zauważalne.

    Niestety w moim odczuciu my stoimy w miejscu, a w zasadzie się cofamy.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 03.02.11, 11:44
    Myslałem o liście w ujęciu retrospektywnym - kto miał czym się pochwalić przed 1989...
  • flamengista 03.02.11, 12:01
    Ale my też mieliśmy dobrych statystyków i ekonometryków. A z drugiej strony - socjologów i historyków gospodarczych. Ba - nadal mamy.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 03.02.11, 12:13
    ... ale coś sie tam przecież wie.
  • salzburg 03.02.11, 22:22
    Jak ktos zainteresowany co robiono przed 1989 r. to przynajmniej dla UE we Wrocławiu sporo napisano. By wymienic tylko wydawnictwo Ossolineum o szkołach naukowych w wrocławskich uczelniach czy prawie 500 stronicowa monografie AE we Wrocławiu, która ukazała się bodaj na 60 lecie uczelni. Są także "niezliczone" opracowania o SGH ostatnio pod red. W. Morawskiego.
  • h_hornblower 11.02.11, 12:26
    salzburg napisał:

    > Jak ktos zainteresowany co robiono przed 1989 r. to przynajmniej dla UE we Wroc
    > ławiu sporo napisano. By wymienic tylko wydawnictwo Ossolineum o szkołach nauko
    > wych w wrocławskich uczelniach czy prawie 500 stronicowa monografie AE we Wrocł
    > awiu, która ukazała się bodaj na 60 lecie uczelni. Są także "niezliczone" oprac
    > owania o SGH ostatnio pod red. W. Morawskiego.

    Jest też kultowe "Ci z górnej półki" :) Jak również troche książek wspomnieniowych. Oczywiście dla nas (tzw. "młodych") najciekawsze byłyby opracowania pisane nie przez uczniów takiego Langego, Sadowskiego czy Bobrowskiego (bardzo ciekawe w warstwie anegdotycznej), lecz osoby bardziej obiektywne. Btw., nie wiesz czy jest coś o Kaleckim tego typu?

    pzdr
    horny
  • h_hornblower 01.02.11, 11:29
    flamengista napisał:

    > Teraz mają niezłe czasopismo ekonomiczne (Argumenta Oeconomica to w zasadzie je
    > dyne polskie czasopismo ekonomiczne, które może liczyć się w świecie) i
    > coraz lepsze wyniki.

    Postawili na publikacje w języku angielskim. To conditio sine qua non liczenia się w obecnym świecie ekonomii (i nie tylko). Co do poziomu nie chciałbym się wypowiadać, bo miałem to jedynie kilka razy w ręku. Uderzyło mnie jednak, że w kolejnych zeszytach dość często powtarzały się nazwiska autorów (być może przykry przypadek!!!), a co więcej co najmniej jeden z nich był zarazem edytorem (jesli dobrze pamiętam - może uda mi się sprawdzić to w najbliższych dniach)...
  • flamengista 01.02.11, 14:58
    "może":)

    Ja przeglądając to czasopismo odniosłem raczej wrażenie, że formuła polega na wrzuceniu do każdego numeru jakiegoś ważnego "nazwiska", a najlepiej kilku.

    A takich nazwisk w polskiej ekonomii jest góra 20, więc autorzy się powtarzają. Jak jest z otwartością pisma na autorów zewnętrznych (spoza UWr)? Nie wiem, bo nie próbowałem jeszcze tam publikować.

    Ale śmiem podejrzewać, że skoro w najlepszych polskich czasopismach są problemy z zapełnianiem poszczególnych numerów, to problem raczej może tkwić w tym, że mało osób do AO te artykuły nadsyła. Stąd i lista autorów się powtarza.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 03.02.11, 11:51
    flamengista napisał:

    > Ja przeglądając to czasopismo odniosłem raczej wrażenie, że formuła polega na w
    > rzuceniu do każdego numeru jakiegoś ważnego "nazwiska", a najlepiej kilku.
    > A takich nazwisk w polskiej ekonomii jest góra 20, więc autorzy się powtarzają.

    Nie ma mam na myśli nazwisk topowych.

    > Ale śmiem podejrzewać, że skoro w najlepszych polskich czasopismach są problemy
    > z zapełnianiem poszczególnych numerów, to problem raczej może tkwić w tym, że
    > mało osób do AO te artykuły nadsyła. Stąd i lista autorów się powtarza.

    Rzeczywiście, to może byc przyczyna. A raczej mogła - bo reforma punktowa spowodowała, że to już chyba historia. Np. Zeszytów Naukowych Mojej Uczelni są w tej chwili kolejki roczne i inne (zasięg lokalny, mam wrazenie wysyłania artykułu w kosmos - ale 9 pkt...).

    SPROSTOWANIE. Pomyliłem się - nie chodziło mi wyżej o edytora, ale osobę z "rady naukowej" periodyku. PRZEPRASZAM WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH za nieścisłość.

    pzdr
    horny
  • flamengista 03.02.11, 11:59
    Raczysz żartować;)

    Na 9 punktów się połasili... No, w sumie to ładnie o nich świadczy, przynajmniej punkty liczą.

    U nas mimo 9 punktów kolejek nie widzę. Inna sprawa, że ja zamiast czekać 3 lata na publikację w swoim wolę czekać 5 miesięcy na publikację w uznanym krajowym. Ba - czasem jeszcze dostać za to pieniądze;)
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 03.02.11, 12:10
    flamengista napisał:

    > Raczysz żartować;)

    Ja nigdy nie żartuję :) Tez myślałem, że to ściema - ale podobno prawda.

    > Na 9 punktów się połasili...

    Za tydzień pracy i to po godzinach. Chyba się opłaci.

    >5 miesięcy na publikację w uznanym krajowym
    > . Ba - czasem jeszcze dostać za to pieniądze;)

    Czyżby "Ekonomista" albo "GN" zaczeli placić?!

    pzdr
    horny
  • flamengista 03.02.11, 23:17
    Ekonomista - nie płaci, za to bardzo profesjonalna redakcja, szybka odpowiedź i wskazówki co zmienić.
    GN - to samo, ale na dodatek płaci (500 pln brutto, ale zawsze pieniądz).

    Moim zdaniem w Polsce w ekonomii tylko tam warto naprawdę publikować. Plus ew. AO.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 11.02.11, 12:21
    flamengista napisał:

    > GN - to samo, ale na dodatek płaci (500 pln brutto, ale zawsze pieniądz).

    WOW! Dzieki za info :)
  • sendivigius 02.02.11, 15:55
    z Wydzialu Informatyki i Opowiadania Bajek napisal:


    U nas - proszę sobie wyobrazić - nie ma feudalizmu i w ogóle żadnego średniowiecza.
    Za to są prawdziwe, rzetelne konkursy na stanowiska. My wiemy, jak to boli, kiedy trzeba młodszemu koledze, który właśnie obronił niezły doktorat, odmówić posady, bo na konkurs zgłosił się ktoś lepszy.


    Rzecz jasna, zgodzili sie przedstawiciele Wydzialu Fizyki i Wywolywania Duchow oraz Wydzialu Chemii i Alchemii a takze Wydzialu Astronomii i Chiromancji.

    A potem wszystkie Misie, Krasnoludki, Zuki, Ptysie i Gaska Balbinka poszly grzecznie spac.

    Po czym Mis zamknal okienko i powiedzial juz poza kamera:

    "A teraz kochane dzieci pocalujcie misia w d...."
  • dr_pitcher 01.02.11, 00:18
    Zastanawia mnie stwierdzenie pfg, ze "interesy humanistow i scislowcow sa rozbiezne".
    Przeciez tak by nie musi, an nawet nie powinno. Pomijam nauke (ta finansowana winna byc z grantow), ale chodzi mi o dydaktyke. W cywilizacji dotacje na uniwersytety sa niezalezne od kierunku - placi sie za "glowe" studenta. Ale wyksztalcenie humanisty kosztuje znacznie mniej (bo nie trzeba utrzymywac kosztownych laboratoriow). Rzecz, sie wyrownuje wlasnie dzieki grantom - tzw. overheads (od 10-40%) ida na caly uniwersytet, ale wiecej forsy jest od scislowcow (bo dostaja wieksze i iwecej grantow). Suma sumarum - bilans wychodzi na zero.
    Obie strony sa zadowolone i raczej nie ma konfliktow typu humanista-fizyk.
    Tak sobie mysle, czemu w Polsce tak byc nie moze (bez wzgledu od wysokosci nakladow na nauke czy dydaktyke).
  • tocqueville 01.02.11, 21:30
    na innym forum zostałem ostro zaatakowany za to, że podważyłem tezę że AD jest wybitnym specjalistą od teorii stosunków międzynarodowych (co dla mnie jest synonimem wybitnego naukowca - mylę się?)
    coś mi to wskazuje, że rośnie kult AD :) za podwazanie zostalem nazwany: skonczonym durniem
    czy dla was AD jest WYBITNYM specjalistą od teorii sm?
    dyskusja od tego watku
  • dala.tata 01.02.11, 21:44
    troche nie wiem, czemu w tym watku, ale tak ogolnie to masz racje. mnie sie zreszta podobaja argumenty typu: to pokaz, jaki ty jestes.

    nie mam zdania na temat AD, nie sledzilem watku o nim, ale z wypowiedzi twje sadze, ze nie napisal tych ksiazek o sm. jesli nie, to moze jest i specjalista (z racji doktoratu), ale zeby wybitnym? jakos watpie.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • tocqueville 01.02.11, 21:54
    troche nie wiem, czemu w tym watku

    ten wątek jest zatytułowany "opinie".. w domyśle o artykule Dybczyńskiego (po to został założony) :) myślałem ze tu pasuje

    dorobek podoktorski: 10 artykułów/rozdziałów, z czego większość w macierzystych zeszytach naukowych [pod redakcją T. Łoś-Nowak - promotorki AD]. 1 monografia.
    Żadnego artykułu w liczącym się polskim piśmie dotyczącym stosunków międzynarodowych (nie wspominając o LF)
    to wg mnie dorobek bardzo przeciętny. Co zatem przemawia o byciu wybitnym specjalistą?
  • dala.tata 01.02.11, 22:11
    zawsze jestem wyjatkowo zadowolony, gdy sie ze toba zgadzam. i znow taki mily akcent dzis wieczorem.

    wg mnie rowniez to przecietny dorobek
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • flamengista 01.02.11, 22:12
    Wątki o Dybczyńskim są zdominowane przez:
    1. Lesia
    2. Wielbicieli Doktora - studentów, piszących że jest zajebisty i odważny

    Niestety, jestem z natury podejrzliwy w przypadku takich laudacji internetowych - większość wątków umiera dość szybko. Tu podtrzymuje je jeden specyficzny Lesio i... no właśnie, kto?

    ;)

    PS. a o dorobku podyskutowaliśmy na mailu. Dorobek bardzo przeciętny, przeszedłby na tylko gdyby autor był powszechnie lubiany i szanowany. Po takim liście raczej nie będzie.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • prawdziwam2011 01.02.11, 22:27
    Według mnie jest wybitnym specjalistą od PR, na dodatek łączącym teorię z praktyką:) Ale stosunki? Chyba przez osobę promotorki. Raczej odczytuję, że to opinie studentów.
  • loleklolek_pl 02.02.11, 08:08
    "Raczej odczytuję, że to opinie studentów."

    Też tak myślę. Dlatego przy każdej okazji podkreślam, jak ważne jest dobre prowadzenie dydaktyki - po tym IMHO głównie jesteśmy oceniani przez przeciętnych ludzi. A że potem zdarza nam się z tymi ludźmi rozmawiać ws. zrobienia jakiś projekcików badawczo-doradczych, to lepiej mieć lepszą opinię, niż gorszą ;-).
  • prawdziwam2011 02.02.11, 14:41
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9039208,Debata_o_uniwersytecie___tak__szkodzenie_uczelni__.html
  • prawdziwam2011 02.02.11, 15:20
    www.uni.wroc.pl/blog/marek-bojarski/rozmawiajmy
  • dala.tata 02.02.11, 15:27
    hehe, Magnificencja pokazala pazury, a dr. Dybczynskiemu dokladnie uswiadomila, co sie stalo i co spowodowal :-)

    Myślę, że wyniki kontroli na Wydziale Nauk Społecznych pokażą jak wygląda odarty z emocji obraz tego fragmentu UWr.

    wyniki kontroli beda emocjonujace :-)

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • matdokt 02.02.11, 23:00
    Oto kolejny głos w dyskusji.

    Nie za bardzo wiem o czym był ten artykuł. Choć podobał mi się, gdyż kobiety łagodzą obyczaje.
  • dala.tata 02.02.11, 23:16
    Pani profesor protestuje przeciwko zakwalifikowaniu uczonych 'spolecznych' do klasy bardzo niemiedzynarodowej przez Bachmana. no to postanowilem zobaczyc, jak miedzynarodowa jest pani profesor.

    oto wyniki

    wlasciwie nie ma po co komentowac.
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • matdokt 03.02.11, 00:01
    Ale ta Pani pisze po po angielsku, to już coś. Np. tutaj od str. 50.
  • dala.tata 03.02.11, 00:36
    Alleluja!

    matdokt napisał:

    > Ale ta Pani pisze po po angielsku, to już coś. Np. tutaj od str. 50.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dala.tata 03.02.11, 22:08
    Blog dziekana.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • tocqueville 03.02.11, 22:18
    Model anglosaski nie może być dla nas wzorcem. Z resztą przeżywa on kryzys.

    z jaką resztą?

    Zresztą Juchnowski ataków forumowiczów nie uniknie - nawet wiem jaka będzie ich linia (zatrudnienie syna wypomniane mu zostanie)
  • dala.tata 03.02.11, 22:25
    z wpisu wynikaloby, ze ogolnie swiatowa nauka umiera (co za piekna smierc, jak sie mawialo za komuny o umierajacym kapitalizmie).

    mnie uderzylo to, ze z bloga profesora wynika ze w 2010 r jedynie co 10. pracownik napisal w jezyku obcym. nie wiadomo, co napisal i gdzie, ale napisal. i nie jestem pewien, czy jest sie czym chwalic.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 03.02.11, 22:36
    he, he, nie piszemy, by nie przyłożyć ręki do śmierci nauki... ;-)
    to prawie tak dobre, jak: "moja religia nie pozwala mi publikować"
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 03.02.11, 22:33
    język rodzimy nie jest mocną stroną dziekana, no ale przyjmuję, że ma inne zalety ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 03.02.11, 23:19
    Podzial uniwersytetu stal sie faktem. Oni mowia zupelnie innymi jezykami. Ci z WNS-u nie rozumieja w ogole, o co Marcinkowskiemu chodzilo. Poza swietym oburzeniem i naiwnym przekonaniem o wlasnej wielkosci, nie maja zadnych argumentow.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • prawdziwam2011 04.02.11, 06:48
    oprócz tego co piszesz toczy się zwykła walka o władzę
  • tocqueville 04.02.11, 13:23
    chario a wiesz, że WNS UWr stoi niżej w ocenie parametrycznej niż analogiczny wydział na naszej uczelni? :) I co zliwikwidować WNS UWR? :)
  • charioteer1 04.02.11, 00:42
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9048593,Na_Uniwersytecie_Wroclawskim_wszyscy_maja_racje.html

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 04.02.11, 12:37
    wypowiedz pacholka?
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • prawdziwam2011 04.02.11, 19:30
    www.uni.wroc.pl/blog/grzegorz-rdzanek/doktor-kananga-i-mister-big-dwie-twarze-doktora-dybczyńskiego
  • charioteer1 06.02.11, 20:11
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,88047,9062306,Zawsze_moze_byc_lepsze_jutro_na_Uniwersytecie___.html
    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • ford.ka 06.02.11, 23:33
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9058004,Leszek_Pacholski__Bylem_admiralem_stojacej_flotylli.html
  • i_zbyszeko 11.02.11, 13:49
    Bachmann napisał kilka zdań, które źle świadczą o jego intelektualnych kompetencjach.
    1. "Sytuacja na większości polskich uniwersytetów jest fatalna, poziom, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych - żałosny" - takie twierdzenie bez wskazania podstawowych i niezbitych dowodów jest zwykłym kłamstwem. Być może Bachmannowi chodzi o nieobecność polskich czasopism humanistycznych na w bazach ISI lub o kiepskie indeksy cytować polskich humanizując. Jednakże powinien zapoznać się z zasadami tworzenia różnych indeksów, list i rankingów - wtedy zorientowałby się, że zostały one dostosowane do realiów nauk ścisłych i humanistycznych, a zupełnie nieprzystarą do realiów humanistyki.
    2. "jestem przeciwny zwiększeniu nakładów na naukę" - to już zupełna głupota. Jeżeli prawdą jest, że polskie uczelnie są przestarzale, niewydolne, nieefektywne itp to należy przeprowadzić ich gruntowną modernizację. Wyobraźmy sobie że pan Bachmann poszedł do jakiegoś przedsiębiorcy i powiedział, że jego przestarzałą i nieefektywną firmę trzeba zmodernizować i unowocześnić, ale bez pieniędzy. Co usłyszałby - "puknij się w ten głupi łeb i spier....". Dziwne, że wielu dyskutantów przyjmuje spokojnie, iż polskie uczelnie można zmodernizować i ulepszyć bez pieniędzy, zwłaszcza w kontekście danych o już ponad stuletniej i ogromnej różnicy w stopniu finansowania pomiędzy polskimi uczelniami, a tymi do poziomu których aspirujemy.
    3. Na zakończenie apeluje, aby rząd się wreszcie za nas, pracowników uczelni, zabrał . Takich nawoływań, a to komunistów, a to lustratorów, a to dziennikarzy i ekonomistów słyszałem już wiele. Kończyły się niczym, bo czym może się kończyć działanie ludzi, o kompetencjach podobnych jak Bachmann - niczym albo psuciem.
  • pr0fes0r 19.02.11, 11:38
    www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/IlkowskiKozlowskiOstrowskiStudencijakhamburgery/menuid-1.html
    --
    "konsultacje kończą się w piątek w tym tygodniu, tak że w następnym tygodniu zakończymy prace nad rozporządzeniami" (min. B.Kudrycka)
  • i_zbyszeko 19.02.11, 12:00
    dobrze, że publicznie zaczynie się mówić o skandalu, którym jest wydanie kilku milionów złotych na diagnozę firmy Ernst&Young. Taki dokument (zbiór danych statystycznych) moi studenci mogli zrobić za darmo w ramach wprawiania się w przeszukiwaniu Internetu. Recepta przedstawiona przez wspomnianą firmę to pokaz kompletnej nieudolności intelektualnej. Za podstawę przyjęto założenie, że jak u nas jest coś inaczej niż na Zachodzie, to trzeba to zmienić i wtedy uczelnie staną się edukacyjnym i naukowym rajem. Kudrycka powinna stanąć przed sądem za marnotrawstwo publicznych pieniędzy, a przed Trybunałem Stanu za niszczenie polskiej nauki i szkolnictwa wyższego.
  • prawdziwam2011 26.02.11, 15:06
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,88047,9168897,Cos_Ty_uczynil_Uniwersytetowi__doktorze_Dybczynski_.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.