07.02.11, 18:37
Zacznę do wyraźnego stwierdzenia - nie wszystko w reformie jest złe, ale!!!!
1. Możliwość zatrudnienia 2 doktorów zamiast jednego habilitowanego, a 2 magistrów w miejsce doktora - super rozwiązanie dla polityków i samorządowców. Ileż nowych etatów dla partyjnych tłuków, ale z własnej partii, ile miejsc dla szwagrów i pociotków. A jak mi ktoś napisze, że politycy i samorządowcy nie będą wciskać swoich na etaty uczelniane, lub że dziekani i rektorzy nie ulegną presji, to publicznie nazwę go naiwniakiem.
2. Monitorowanie karier absolwentów - a kto ich zmusi, by informowali uczelnię o swoim życiu?
3. Tworzenie KNOW - wszystko zależy od kryteriów konkursów na KNOW. Jeżeli będą podobne do tych z rankingu szanghajskiego, to polskiej nauce nie wróżę rozwoju. Jeżeli do tego KNOW-y będą miały zwiększony poziom finansowania kosztem innych wydziałów i uczelni, to upadek nauki będzie jeszcze szybszy. No chyba, że znajdzie się jakiś mądrala, który udowodni, iż można uzyskać wzrost jakości nauki poprzez zmniejszanie finansowania. A może chodzi o to, by za parę lat badania prowadziły tylko KNOW-y (zaliczone do tej grupy dzięki przychylności władzy, która w określony sposób - pod pewne uczelnie, miłe tej władzy - opracuje kryteria)?
4. Zatrudnianie bez habilitacji na stanowiskach profesorskich osób z jakoby znaczącym dorobkiem. Może teraz wyjdę na naiwniaka, ale mam głupie pytanie - jak ktoś ma znaczący dorobek naukowy (zwłaszcza zagraniczny), to co mu przeszkadza w uzyskaniu habilitacji (zwłaszcza teraz, jak już nie będzie kolokwium, a sam przewód będzie można przeprowadzić przed wybraną Radą Wydziału)? Według mnie jest to rozwiązanie wzorowane na tzw. "marcowych docentach" - mierny ale wierny (partii, władzy, Kościołowi) więc trzeba go awansować.
5. Możliwość rozwiązania stosunku pracy z nauczycielem mianowanym z tzw. innych ważnych przyczyn, niezależnie od dobrej oceny pracy - świetna furtka do pozbywania się wszystkich niewygodnych dla rektorów. Szanowni uczeni - wreszcie przestaniecie krytykować władzę, swoją rektorską i oczywiście partyjną - ministra NiSzW.
6. Wymagana zgoda rektora na dodatkowy etat lub na prowadzenie działalności gospodarczej - to jest ograniczenie wolności człowieka i obywatela, gwarantowanej przez konstytucję. Za to Kudrycka powinna stanąć przed Trybunałem Stanu. Jeżeli właściwie wywiązuję się z obowiązków, za które uczelnia mi płaci, to nic nikomu do tego co robię po godzinach pracy i w weekendy. A już ograniczanie mi prawa do założenia własnej firmy jest grandą na całego. Przecież jeżeli nie będę wywiązywał się z obowiązków, a raz na dwa lata będę oceniany, to rektor będzie miał prostą i nie godzącą w prawa człowieka możliwość rozwiązania ze mną stosunku pracy. Ciekawe jest także wyłączenie z tego zakazu pracy w charakterze urzędnika państwowego. To jest dowód, iż ta reforma ma dać nowe miejsca pracy dla partyjnych tłuków - urząd plus uczelnia i panisko całą gębą. U źródeł tego rozwiązania leżała chyba teza, iż pracowaliśmy na wielu etatach bo było wolno, bo lubimy harować w weekendy zamiast leżeć bykiem. Zupełna głupota - jedynym powodem podejmowania dodatkowej pracy były niewystarczające zarobki. Skoro reforma nie przewiduje podwyżek, to powód ten nie zniknie. Można się domyślać, że naukowcy znajdą niejedną furtkę, by zakaz pracy i prowadzenia działalności gospodarczej obejść - np. firmę można założyć na żonę lub syna, a wykłady prowadzić w ramach umowy o dzieło.
7. Możliwość zrobienia doktoratu przez licencjata - to już kpina, a może matura też wystarczy? Jeżeli ktoś jest taki rewelacyjny, to jaki problem zrobić najpierw magistra?
8. Dla uzyskania tytułu profesora wymóg doświadczenia w prowadzeniu zespołów badawczych realizujących projekty finansowane w szczególności ze środków strukturalnych Unii Europejskiej - a jak ktoś jest humanistą, badania prowadzi samodzielnie, bo w humanistyce tak najczęściej jest, a środków unijnych nie potrzebuje, bo koszty jego badań to wyłącznie delegacje do biblioteki i archiwum w Warszawie - ten nie ma szansy na profesurę, nawet jak opublikuje 100 książek rewolucjonizujących daną dyscyplinę humanistyki. Paranoja.
I to by było na tyle - polska nauka niewątpliwie teraz zakwitnie - w snach minister Kudryckiej.
Edytor zaawansowany
  • dala.tata 07.02.11, 19:50
    z wiekszoscia tego, co napisales sie nie zgadzam.:-)

    1. zgadzam sie w opozycji do zamiennika: 2 dr = 1 hab. to nieporozumienie. minima kadrowe nalezy likwidowac albo, jeszcze lepiej, zamienic na minma badawcze.
    2. wbrew tobie, monitorowanie karier to jest dobry pomysl. i czesc absolwentow poda, czesc nie poda inofrmacji. ale idea jest akurat sensowna.
    3. mnie sie idea KNOW nie podoba, bez wzgledu na kryteria. po to jest parametryzacja, zeby nie trzeba miec KNOWow.
    4. ja tez nie widze problemu z ta habilitacja. skoro ma delikwent taki swietny dorobek, niech zrobi habilitacje. ale pewnie to chodzi o tych wszystkich za granica, ktorzy nie moga sie doczekac by pracowac na UO, UZ, UKW i URz.
    5. mnie idea nominowania na cale zycie nie odpowiada. dzieki temu moze plagiatorow bedzie mozna wypieprzyc na zbity pysk. a jesli rektor wyrzuca kogos nieslusznie, od tego sa sady.
    6. bardzo dobrze ze rektor musi sie zgodzic na dodatkowy etat. moze wreszcie zrozumiemy, ze jesli jesli pracuje na UJ to moje wyklady na AP sa nieporozumieniem! po co mieliby przyjsc na UJ studenci sluchac wykladow dalataty skoro moga rowniez posluchac za taniej na AP.
    7. no rzeczywiscie abominacja! doktorat napisany przez licencjata. niech sie nachodzi, szczyl maly, nie? co za roznica czy napisze dobry dokotrat, kota najpierw trzeba przeczolgac!
    8. wymog prowadzenia badan i uzyskiwania gratnow jest powszechny na swiecie w wypadku profesur. poza filozofami chyba wszyscy musza to miec. dlaczego to mialaby to byc koniecznie UE, nie rozumiem. natomiast tworzenie takiego wymogu jest wylewaniem dziecka z kapiela, szczegolnie wobec humanistow.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • tocqueville 07.02.11, 20:10
    6. Wymagana zgoda rektora na dodatkowy etat lub na prowadzenie działalności gospodarczej - to jest ograniczenie wolności człowieka i obywatela, gwarantowanej przez konstytucję. Za to Kudrycka powinna stanąć przed Trybunałem Stanu.

    proponują od razu zrobić Norymbergę za zbrodnie przeciwko ludzkości

    jest oczywiste że pracodawca (szef) ma prawo oczekiwać wyłączności od pracownika, a nie pracy u konkurencji (i wynoszenia spraw uczelnianych do innej uczelni) - kwestia podstawowej lojalności. Równie dobrze możesz napisać, że ograniczaniem praw człowieka jest zakazanie zawodnikowi gry w dwóch różnych reprezentacjach
  • adept44_ltd 07.02.11, 20:23
    Tocq, twoja firma nie powstałaby bez fundamentalnego naruszenia lojaności (wielokrotnego...), a ty tu jak Katon
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 07.02.11, 20:43
    i wlasnie przez to naruszanie lojalności doszło do patologii - czlowiek sie uczy ba bledach
    na szczescie rektor mial odwagę postawić warunek wyłączności - ale jakie były bunty wieloposadkowców,
  • flamengista 08.02.11, 09:03
    [qyote]IDominika Kita, przewodnicząca Parlamentu Studentów RP) Dodaje, że młodych ludzi cieszą też zmiany, które ograniczają wykładowcom pracę na wielu etatach. Staną się bardziej dostępni dla studentów. Praca nauczyciela akademickiego na kilku uczelniach nie będzie już normą.[/quote]

    www.rp.pl/artykul/19,606189-Mniej-pracy-i-nauki-na-uczelniach-.html
    I opinia "reprezentatywnego" rektora prywatnej uczelni:

    CytatTe zapisy, wbrew temu, co się powszechnie mówi, nie uderzą w szkoły prywatne. Limit etatów będzie raczej dotkliwy dla państwowych uczelni. W mojej szkole 80 proc. wykładowców pracuje na jednym etacie. Nie wszystkie więc szkoły prywatne funkcjonują tylko dlatego, że ich kadrę zasilają wykładowcy z państwowych placówek – mówi „Rz” Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

    Fajnie, Panie Rektorze ale WSB akurat należy do grona 10, może 20 najlepszych, elitarnych uczelni prywatnych. A co w pozostałych 280-290? Tam też 80% wykładowców pracuje na pierwszym etacie?

    BTW: a kim są pozostali wykładowcy (20%)? Bo jeśli to profesorowie i samodzielni, to sytuacja wbrew pozorom nie jest tak komfortowa...
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • zenobia44 08.02.11, 10:59
    zaraz, zaraz nie wierzę, czy ja dobrze rozumiem, że w firmie Tocqua pracują tylko jednoetatowcy?
    poza tym czy to rzeczywiście załatwia sprawę? plagą stają się ci, którzy na zleconka (zajmujące więcej czasu niż drugi etat) z wykorzystaniem infrastruktury szkolnej (ludzi, sprzętu i materiałów) rąbią projekt za projektem na zlecenie zewnętrzne, a jak administracja się zaczyna skarżyć to dostanie tzw. "zamykające usta" umowy o dzieło
  • adept44_ltd 08.02.11, 11:06
    firma Tocqa to arcadia... ;-)))

    co do reszty, w myśl ustawy (ale i polityki, którą duże uni prowadziły od jakiegoś czasu) - możesz mieć 1000 godzin na umowę, nie możesz mieć 100 na etat... więc pytam, o co chodzi? czy o to, żebym miał czas na pracę? przecież przy 100 godzinach będe miał więcej czasu niż przy 500... (a to pewnie byłaby równoważność mojego zarobku), kolejny bubel...
    --
    Louder Than Bombs...
  • zenobia44 08.02.11, 11:06
    sprawdziłam pobieżnie i rzeczywiście ci wszyscy (znani mi z państwowego uniwersytetu) wykładowcy spotykani w prywatnej na korytarzu - nie są ujęci jako "kadra" prywatnej, może pracują na zlecenie? nie chce mi się wierzyć...
    ale, ale... znalazłam i takich, którzy są kadrą prywatnej i kadrą pana Barona:)
  • adept44_ltd 08.02.11, 11:29
    bazy opi potwierdzają twoje przypuszczenia... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 08.02.11, 12:37
    bazy opi sa przestarzałe - ja wiem kto pracuje na jednym a kto na kilku (tacy tez jeszcze są, ale garstka), wiem bo to śledzę
    u nas naprawde ustawowe ograniczenie do jednego etatu NIC nie zmieni
  • tocqueville 08.02.11, 12:39
    a czy już wspominałem, że nasz wydział NS stoi wyżej w ocenie parametrycznej niż wydział Barona? :)
  • adept44_ltd 08.02.11, 12:49
    ja bym jednak prywatnym posprawdzał dokładanie, za te 5 lat, czy nie liczą podwójnie, znane mi liczą... ;-)))) stąd moja podejrzliwość, co do osiągów...
    --
    Louder Than Bombs...
  • abhijeet1 07.02.11, 20:27
    > jest oczywiste że pracodawca (szef) ma prawo oczekiwać wyłączności od pracownik
    > a, a nie pracy u konkurencji (i wynoszenia spraw uczelnianych do innej uczelni)

    A wiesz, ile firmy płaca menedżerom za tę wyłączność i lojalność? Bo na pewno nie tyle, co rektor...
    I wcale nie jest oczywiste, że pracodawca oczekuje od pracownika wyłączności - zatrudniam lektorów na godziny i wcale mnie interesuje, gdzie jeszcze pracują poza moją szkołą jęz. To ich sprawa.
  • tocqueville 07.02.11, 20:39
    I wcale nie jest oczywiste, że pracodawca oczekuje od pracownika wyłączności - zatrudniam lektorów na godziny i wcale mnie interesuje, gdzie jeszcze pracują poza moją szkołą jęz. To ich sprawa.

    no i co z tego wynika? a jakbyś jednak zachciala wylączności, to chcialabyś móc postawić taki warunek w umowie z pracownikiem czy nie?
  • i_zbyszeko 07.02.11, 20:31
    jeżeli szef chce ingerować w to co robię po godzinach pracy, niech za to zapłaci, a póki płaci kiepsko to nie mam zamiaru tłumaczyć się z tego co w tym czasie robię; lojalność - to powinno działać w obie strony, a co to za lojalność jak płaci się najniższe możliwe stawki bez względu na jakość pracy; ale to wszystko nieważne - urodziłem się człowiekiem wolnym, a nie niewolnikiem i żaden szef nie będzie decydował o moim czasie prywatnym
  • tocqueville 07.02.11, 20:36
    jeżeli szef chce ingerować w to co robię po godzinach pracy, niech za to zapłaci, a póki płaci kiepsko to nie mam zamiaru tłumaczyć się z tego co w tym czasie robi

    nie podoba sie -zawsze sie mozna zwolnic

    urodziłem się człowiekiem wolnym, a nie niewolnikiem

    zartowniś

    i żaden szef nie będzie decydował o moim czasie prywatnym

    już złożyłeś wymówienie wolny człowieku?
  • whiteskies 07.02.11, 21:01
    Są jeszcze zasady etyki i problem nieuczciwej konkurencji. To nie tylko własne widzimisię. Ponieważ środowisko naukowe nie potrafiło poradzić sobie z jawną patologią rozwiązanie w ustawie - nie zabraniające przecież dwuetatowości, ale nakładające pewne więzy jest dla mnie akceptowalne.
  • zenobia44 08.02.11, 11:20
    teoretycznie powinnam się cieszyć z tego zapisu bo może dostanę pracę (hehehe),
    ale tak jak pisałam wcześniej, "na sposoby są sposoby" - zaraz się zacznie nadpłacanie profesorom zatrudnionym na godziny albo wyciąganie pieniędzy na hiper-wynagrodzenia w grantach czy inne nie znane mi sztuczki, a ktoś kto będzie chciał prowadzić działalność gospodarczą (nawet z innej działki?) ma pod górkę
  • bumcykcyk2 08.02.11, 23:39
    ZAKAZ 2 ETATU + DOTYCHCZASOWE PENSJE = SELEKCJA NEGATYWNA

    Wszystko w temacie.
  • pfg 07.02.11, 20:47
    i_zbyszeko napisał:

    > 2. Monitorowanie karier absolwentów - a kto ich zmusi, by informowali uczelnię
    > o swoim życiu?

    Sam się cały czas nad tym zastanawiam.

    > 3. Tworzenie KNOW - wszystko zależy od kryteriów konkursów na KNOW.

    Było już dyskutowane w innym wątku. I będzie jeszcze wiele razy :-)

    > 5. Możliwość rozwiązania stosunku pracy z nauczycielem mianowanym z tzw. innych
    > ważnych przyczyn

    Teraz *też* tak jest, jest jednak pewna różnica: Teraz rektor może rozwiązać stosunek pracy z nauczycielem mianowanym "z innych ważnych przyczyn" po uzyskaniu zgody właściwego organu kolegialnego. Obecna reforma zmienia to na zasięgnięcie opinii właściwego organu kolegialnego. Solidarności bardzo zależało na zachowaniu wymagania zgody - podnosiła, po pierwsze, przykład Ossowskich, których dzięki temu przepisowi komuniści nie mogli wyrzucić z UW, po drugie, fakt, iż w nowych ustawach o instytutach naukowych pozostał wymów uzyskania zgody Rady Naukowej - i Pani Basia Kochana była skłonna ustąpić, zdając się na opinię rektorów. I oto rektor Chalasińska-Macukow w imieniu KRASP powiedziała, że rektorzy wolą "opinię", bo to im daje większą swobodę.

    > 6. Wymagana zgoda rektora na dodatkowy etat lub na prowadzenie działalności gos
    > podarczej

    To akurat jest OK.

    > 7. Możliwość zrobienia doktoratu przez licencjata

    Mnie to się nie podoba, tym bardziej, że jeśli ktoś jest świetny, to powinien z łatwością zrobić magisterium po drodze, pracując nad doktoratem.

    > 8. Dla uzyskania tytułu profesora wymóg doświadczenia w prowadzeniu zespołów ba
    > dawczych realizujących projekty finansowane

    To byłoby OK, gdyby dostęp do grantów był wyraźnie większy, na co się nie zanosi. Jeśli wskazanie na granty europejskie miałoby być interpretowane nie jako bonus dla kandydata, ale jako conditio sine qua non, będzie źle.
    --
    Kozak frajer
  • dala.tata 07.02.11, 22:41
    zupelnie nie rozumiem argumentu. czyz nie chodzi o to, zeby napisac dobry doktorat? jaki to wielki boski plan zostanie zachwiany przez to, ze kilkudzisieciu licenjatow rocznie ominie magisterium? pomijam augment, ze wiekszosc doktorow tutaj zrobilo oktoraty bez magisterium, bo PL nie musi sie do niczego dostosowywac. jednak, wytlumacz mi prosze pfg, po co komu magisterium, jesli jest w stanie napisac doktorat? dla mnie to fala.

    pfg napisał:

    > > 7. Możliwość zrobienia doktoratu przez licencjata
    >
    > Mnie to się nie podoba, tym bardziej, że jeśli ktoś jest świetny, to powinien z
    > łatwością zrobić magisterium po drodze, pracując nad doktoratem.
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 07.02.11, 23:31
    dala.tata napisał:

    > jaki to wielki boski plan zostanie zachwiany

    Bo my mamy Boski Plan Kontynentalny, w którym doktorat następuje po magisterium, tobie bliżej do Boskiego Planu Wyspiarskiego, w którym magisterium jest opcjonalnym krokiem pośrednim. Mimo mojego podziwu dla anglosaskiej kultury i w ogóle, nie widzę szczególnego powodu, dla których mielibyśmy nasz Plan Kontynentalny porzucać dla Planu Wyspiarskiego, tylko dlatego, że tak rzekomo miałoby być światowo. Komplikacje są zresztą głębsze, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. W systemie anglosaskim first degree jest potwierdzeniem kompetencji zawodowych, a wszystko ponad to potwierdza kompetencje naukowe. W Polsce licencjat jest nie wiedzieć czym, magisterium jest potwierdzeniem kompetencji zawodowych i dopiero doktorat potwierdza kompetencje naukowe.

    W dodatku przy obserwowanej i tu, i tam grade inflation, formalne spełnienie wymogu wysokiej średniej czy jakoś tak będzie łatwo spełnialne, więc doprowadzić może do *spadku* poziomu doktoratów. Zastanów się nad tym.

    Przy okazji habilitacji całkiem *słusznie* podnosisz argument, że habilitacja mogłaby się zrobić "sama", na zasadzie akumulacji dorobku. Podobnie mogłoby być w tym wypadku: Niech diamentowy grant pozwala na podjęcie studiów doktoranckich po licencjacie, ale warunkiem dopuszczenia do obrony musiałoby, jak dotąd, być magisterium. Jeśli doktorant jest taki dobry, machnie to magisterium po drodze nawet tego nie zauważając.
    --
    Kozak frajer
  • dala.tata 07.02.11, 23:45
    z nieustannym szacunkiem pfg, nie rozumiem, o co idzie. z tymi planami. tu po prostu doktorat robi ten, kto jest w stanie doktorat robic. licencjat jest po to, zeby zobaczyc czy ma cos w ogole w glowie. choc musze powiedziec, ze glownie sie ocenia kandydata po projekcie, a nie wynikach licencjatu.

    bardzo watpie, ze to najlepsi licencjaci, ci wybitni, doprowadza do obnizenia poziomu doktoratu. glownie dlatego, ze poziom doktoratow nie obnizaja doktoranci, ale promotorzy i recenzenci. doktoraty sa coraz gorsze, bo to MY je takie puszczamy.

    ja nadal nie widze sesnownosci tego magisterium, jesli ktos JEST W STANIE i chce zrobic doktorat. powiedz mi, co to daje owemu dokotrantowi, tudziez tobie jako potencjlanemu promotorowi? bo ja tego nie widze.

    rozwiazaniem jest oczywiscie system brytyjski, gdzie zapisujesz sie na tzw. MPhilPhd. i jesli nie sparwadzasz sie, konczysz z magisterium, jesli sie sprawdzasz, idziesz sciezka na PhD. i tyle. kompromis bylby taki zatem, ze wkladamy tego geniusza na studia mgr. (trzeba by to sensownie zaplanowac) z opcja, ze po 2 latach decydujemy, czy mu dajemy mgr czy tez siedzi jeszcze rok i konczy doktorat.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 08.02.11, 00:18
    Jeszcze raz: Po pierwsze, taki u nas jest zwyczaj i nie widzę powodu żeby go zmieniać tylko dlatego, że w kraju Wielkich Białych Ludzi panuje zwyczaj inny.

    Po drugie, nie widzę, w czym przeskoczenie magisterium miałoby ułatwić lub przyspieszyć robienie doktoratu, skoro człowiek bardzo zdolny może magisterium napisać z marszu.

    Po trzecie, nie wierzę, aby studia licencjackie pozwoliły rzetelnie wyselekcjonować tych Prawdziwie Genialnych. Sito będzie za rzadkie.

    No i zupełnie nie odniosłeś się do kwestii kwalifikacji zawodowych, a zmiana w tym zakresie wymagałaby i zmiany prawa, i zmiany obyczaju.
    --
    Liberalny katolik
  • zitterbewegung 08.02.11, 01:23
    człowiek bardzo zdolny może magisterium napisać z marszu.

    Co wiecej, może, jest w stanie, je napisać po polsku dla uczelni i po angielsku do publikacji (taki obowiązek na matematyce). Potem jest w stanie również napisac doktorat w toalecie w razie co. Tylko po co?

    Jakie kwalifikacje zawodowe potwierdza magisterium z fizyki?
  • pfg 08.02.11, 01:32
    zitterbewegung napisał:

    > Jakie kwalifikacje zawodowe potwierdza magisterium z fizyki?

    Hm. Prawo do nauczania fizyki w liceum? Prawo do ubiegania się o bezlik stanowisk, gdzie w wymogach jest jest posiadanie wykształcenia wyższego (niekoniecznie z fizyki) na poziomie magisterskim?

    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • zitterbewegung 08.02.11, 01:39
    Magisterium nie oznacza uprawnień pedagogicznych. Sam sepcjalnie uniknąłem tego na studiach, zeby przypadkiem kiedykolwiek nie wylądować w szkole.

    Nie znam uczciwego pracodawcy, który by przyjął do pracy na tylko podstawie magisterium, a nie przyjął osoby z dossier (choćby z paktyk letnich, choćby z tematu projektu magisterskiego), która takiego papieru jednak nie ma. Może w administracji publicznej, skadinąd jednym z największych pracodawców w Polsce.

    W tym punkcie chciałbym też zauważyć, że w tradycji anglosaskiej dyplom tez nie potwierdza kwalifikacji. Liczy się doświadczenie, ew. konkretny porjekt. Stąd tak sie tam rozwinął system praktyk wakacyjnych.
  • pfg 08.02.11, 08:19
    zitterbewegung napisał:

    > Magisterium nie oznacza uprawnień pedagogicznych.

    Ja to doskonale wiem. Chodziło mi o to, że jeśli masz uprawnienia pedagogiczne i licencjat, możesz uczyć w podstawówce i gimnazjum. W liceum nie, do tego potrzeba (co nie oznacza, że wystarcza) magisterium.

    > Nie znam uczciwego pracodawcy, który by przyjął do pracy na tylko podstawie mag
    > isterium, a nie przyjął osoby z dossier

    Źle szukasz ;-) Dla całej masy stanowisk, od administracji publicznej po korporacje, magisterium, nie zaś wiedza i doświadczenie, stanowi warunek konieczny zatrudnienia. Na wielu stanowiskach nie-specjalistycznych wiedza i doświadczenie w ogóle są znikomym dodatkiem.
    --
    Liberalny katolik
  • niewyspany77 08.02.11, 06:50
    > Hm. Prawo do nauczania fizyki w liceum?

    Prawo do nauczania fizyki w liceum dają ukończone dowolne studia na poziomie mgr + kurs pedagogiczny + PODYPLOMÓWKA z nauczania fizyki. Przerabiane w praktyce, kuratorium nie zgłosiło zastrzeżeń a koleś już jest nauczycielem dyplomowanym (jeśli nie wiesz - na każdym szczeblu nauczycielskich awansów weryfikują Ci kwalifikacje).

    > Prawo do ubiegania się o bezlik stanowi
    > sk, gdzie w wymogach jest jest posiadanie wykształcenia wyższego (niekonieczni
    > e z fizyki) na poziomie magisterskim?

    To wynika z patologii wyższego wykształcenia w naszym kraju. Osobiście znam dwóch doktorów fizyki uczących w szkole, bo rynek pracy dla fizyków w pl jest wbrew temu co twierdzisz, marny (z disklamerem, że chodzi o fizykę, a nie o robotę dla fizyka w banku etc).
  • pfg 08.02.11, 08:24
    niewyspany77 napisał:

    > rynek pracy dla fizyków w pl jest wbre
    > w temu co twierdzisz, marny (z disklamerem

    Rynek pracy dla fizyków jest bardzo dobry. Rynek pracy dla osób, które chcą wykonywać zawód fizyka, jest w Polsce bardzo marny - i nigdy nie twierdziłem czegoś innego. Jasne, że mnóstwo osób po fizyce "musi" się przekwalifikować, ale, po pierwsze, po *większości* studiów tak jest, po drugie, osobom z wykształceniem ścisłym przekwalifikować się jest łatwiej, niż innym.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • dala.tata 08.02.11, 12:15
    po pierwsze, argument ze zwyczaju jest wedle mnie wyjatkowo slaby. zwyczajowo kobiety nie chodzily na uniwersytet i mozna sie tylko cieszyc, ze znalazl sie ktos, kto stwierdzil, ze to salby zwyczaj. ja oczywiscie rozumiem ze sa fajne zwyczaje (mnie sie podoba zwyczaj profesury belwederskiej) pod warunkiem, ze one pomagaja a nie uwalaja.

    po drugie, nadal widze, ze dla ciebie magisterium jest strategia dyscyplinujaca. masz napisac magisterium, bo tak. bo ja tego chce, bo taki zwyczaj. a nie dlatego, ze to ma sens.

    po trzecie, wreszcie merytoryczny argument. ja musze powiedziec, ze nie mam pojecia, czy studia licencjackie wylonia czy nie. mysl eze do tej pory nie spotkalem studenta, ktoremu na trzecim roku chcialbym powiedziec: wez sie do doktoratu. ale byc moze tacy sa i jesli sa, to moze warto dac im opcje szybszego przejscia. zawsze myslalem o tej opcji jako opcji dla wybitnych. ale moze rzeczywiscie nie warto, bo ludzie beda na nich patrzec z podejrzliwoscia. jednak najlepiej stac w szeregu, pamieta o porzadku dziobania.

    nie odnioslem sie do kwalifikacji zawodowych, bo nie wiem, co maja do rzeczy. doktor to stopien naukowy i jak dla mnie, nie ma nic wspolnego z zawodem. ja osobiscie znioslbym wszelkie wymogi pisania doktoratu. piszesz dokotrat jesli jestes w stanie napisac dokotrat.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 08.02.11, 23:36
    dala.tata napisał:

    > po pierwsze, argument ze zwyczaju jest wedle mnie wyjatkowo slaby. zwyczajowo k
    > obiety nie chodzily na uniwersytet i mozna sie tylko cieszyc, ze znalazl sie kt
    > os, kto stwierdzil, ze to salby zwyczaj. ja oczywiscie rozumiem ze sa fajne zwy
    > czaje (mnie sie podoba zwyczaj profesury belwederskiej) pod warunkiem, ze one p
    > omagaja a nie uwalaja.

    Zwyczaje warto zmieniać jeśli ta zmiana pociągnie za sobą wyobrażalne skutki pozytywne. Jeśli chcemy zmienić bo tak, to nie przypuszczam, żeby coś rozsądnego z tego wynikło. Nikt mnie dotąd nie przekonał, że "diamentowy grant" przyniesie jakieś skutki pozytywne, raczej będzie to działanie na pokaz, popatrzcie, jacy my jesteśmy postępowi. Instalowanie w Polsce tylko fragmentu systemu anglosaskiego, bez zmiany otoczenia i bez instalowania pozostałych (ważniejszych) elementów systemu, nie daje ani gwarancji, ani nawet realnych szans na sukces. Mówiąc to samo w nieco innym języku, rozwiązanie, które działa dla jednych warunków brzegowych, dla innych może być zupełnie błędne.

    W dodatku nie rozumiem, co miałoby oznaczać, że wymóg pisania magisterium "uwala". Skoro sam niżej piszesz

    > do tej pory nie spotkal
    > em studenta, ktoremu na trzecim roku chcialbym powiedziec: wez sie do doktoratu

    tym samym piszesz, że nie spotkałeś nikogo, którego owe studia magisterskie miałyby "uwalić". Chwalisz zatem radykalną zmianę pod wpływem rozważania sytuacji czysto hipotetycznej. Dziwne.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • dala.tata 08.02.11, 23:44
    pfg, nie jestem pewien, czy to instalowanie modelu anglosaskiego. tak ty to interpretujesz. to jest raczej danie szany tej garstce wybitnych. a to, ze ja nie spotkalem nikogo takiego, kto by sie kwalifikowal, nie znaczy, ze nie istnieje.

    powtarzam: widzisz magisterium jako dzialnosc dyscyplinujaca. nie potrafisz dac sensownego powodu, dla ktorego, ktos, kto jest w stanie napisac doktorat po 3 latach studiow, powinien jeszcze zrobic magisterium. to przejaw wladzy: zrobisz magisterium, bo ja ci kaze.

    wytlumacz mi, po co komu magisterium, jesli jest w stanie zrobic dokotrat?

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • carnivore69 09.02.11, 00:02
    Zalezy jakie to magisterium.

    Doktorant wchodzacy na rynek pracy po sensownym programie 2+3 jest zwykle o niebo lepszy od odchowanego w systemie brytyjskim, czyli w najlepszym razie de facto praktyczny master + 3-4 lata doktoratu.

    A powod? Ten ostatni bowiem naukowo widzial niewiele poza swoja waska dzialka, wiec odkrycia wymagajacego skojarzenia faktow z pokrewnych dziedzin (w ramach jednej ogolnej dyscypliny) raczej nie poczyni.

    Pzdr.
  • pfg 09.02.11, 00:05
    dala.tata napisał:

    > pfg, nie jestem pewien, czy to instalowanie modelu anglosaskiego.

    Nie modelu anglosaskiego, a tylko jego fragmentu. I tak, jestem przekonany, że o to właśnie chodzi.

    > to, ze ja nie
    > spotkalem nikogo takiego, kto by sie kwalifikowal, nie znaczy, ze nie istnieje

    I to właśnie nazywa się sytuacją hipotetyczną :-)

    > ktos, kto jest w stanie napisac doktorat po 3
    > latach studiow

    Jeżeli ktoś jest w stanie napisać doktorat po trzech latach studiów, to także jest w stanie napisać w trakcie pracy nad doktoratem pracę magisterską. Jest to działanie dyscyplinujące, jeśli chcesz to tak nazywać, które w dodatku jakieś podwójnie hipotetyczne osoby mogą uznać za szykanę. Jest to z punktu widzenia i tych osób, i systemu pewien koszt, twierdzę jednak, że z punktu widzenia systemu jest to koszt mniejszy, niż koszt słabych doktoratów, pisanych przez kiepsko wykształconych studentów, którym tylko wydawało się, że są w stanie napisać doktorat bezpośrednio po licencjacie.
    --
    Ignorant schmuck
  • dala.tata 09.02.11, 00:13
    to ja nikogo nie chce dyscyplinowac - zostawiam to polskim profesorom.

    co do slabych doktoratow, to sie znow powtorze, bo znow sprzedajesz wizje rzeczywistosci, w ktorej poziom doktoratow sie obniza. on sie nie obniza. slabe doktoraty sa przepuszczane nie dlatego, ze ktos je pisze, ale dlatego, ze ktos uznaje je za dokotraty. to nie doktoranci sa odpwoeidzialni za slabosc doktoratow, ale promotorzy i recenzenci. ja wiem, ze fajnie jest sciagnac z siebie cala odpwoeidzialnosc. jednak to jest sciema.

    to MY puszczamy te dokotraty. przestanmy je puszczac i poziom doktoratow nagle (i w sposob niewyjasniony) podniesie sie.


    pfg napisał:


    > Jeżeli ktoś jest w stanie napisać doktorat po trzech latach studiów, to także j
    > est w stanie napisać w trakcie pracy nad doktoratem pracę magisterską. Jest to
    > działanie dyscyplinujące, jeśli chcesz to tak nazywać, które w dodatku jakieś p
    > odwójnie hipotetyczne osoby mogą uznać za szykanę. Jest to z punktu widzenia i


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • flamengista 08.02.11, 08:47
    Przecież licencjackie np. w USA to 4 lata, u nas 3. Nawet na kiepskiej uczelni w Stanach student w ciągu tych 4 lat napisze przynajmniej kilkanaście prac naukowych, w ramach zaliczeń poszczególnych kursów.

    Czyli: na Zachodzie (przynajmniej w teorii, bo poziom jest różny) jest czas i są możliwości na indywidualną pracę ze studentem, zachęcanie go do twórczego rozwiązywania problemów, kreatywności i krytyki naukowej. Czyli abecadła pracy badawczej.

    W takiej sytuacji jestem w stanie zrozumieć, że wybitni studenci po BA idą od razu na doktoranckie. Mają po prostu odpowiednią wiedzę i umiejętności.

    U nas po 3 latach studiów I stopnia bywa tak, że pierwszą i ostatnią pracą pisaną przez studenta jest praca dyplomowa. Jakie więc umiejętności, niezbędne do pracy naukowej gromadzi polski student podczas studiów licencjackich? Obawiam się, że niewielkie.

    Magisterka zmusza przynajmniej do napisania kolejnego, bardziej ambitnego dzieła - o jedno doświadczenie więcej.

    Ja nawet nie chcę krytykować samej idei "diamentowego grantu". Uważam tylko, że ten program nie sprawdzi się w polskiej rzeczywistości. Przepis pozostanie na papierze, bo wbrew pozorom nie ma tłumu genialnych studentów w wieku 21-22 lata, gotowych do robienia doktoratu.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • pr0fes0r 08.02.11, 09:14
    > U nas po 3 latach studiów I stopnia bywa tak, że pierwszą i ostatnią pracą pisa
    > ną przez studenta jest praca dyplomowa.

    Żeby. Większość uczelni odeszła/odchodzi od pracy licencjackiej na rzecz samego egzaminu licencjackiego. W takiej sytuacji pomysł ministerstwa staje się jeszcze bardziej kuriozalny.


    --
    "Chcieliśmy pierwsze konkursy ogłosić jeszcze w styczniu, ale w takiej sytuacji nie wiem, czy nie powinniśmy przekazać tego do nowego Narodowego Centrum Nauki" (min. B.Kudrycka dla polskatimes.pl)
  • mn7 08.02.11, 17:56
    pr0fes0r napisał:

    > Żeby. Większość uczelni odeszła/odchodzi od pracy licencjackiej na rzecz samego
    > egzaminu licencjackiego.

    Że odchodzi, to akurat bardzo dobrze. Niestety, jeszcze na pewno nie większość.
    Praca licencjacka na studiach z założenia zawodowych polegająca na imitacji pracy magisterskiej jest w dzisisejszych warunkach kuriozum. Powinien być odpowiednio rozbudowany, trudny egzamin zawodowy, pokazujący, czego sie student naprawdę na tych studiach nauczył.

    W takiej sytuacji pomysł ministerstwa staje się jeszc
    > ze bardziej kuriozalny.

    A to zależy. W wypadku absolwenta kierunku licencjackiego "zawodowego" - oczywiscie tak. Tyle, że do diamentowych grantów aspirować będą raczej tacy "uzdolnieni naukowo".
  • tocqueville 08.02.11, 18:10
    Praca licencjacka na studiach z założenia zawodowych polegająca na imitacji pracy magisterskiej jest w dzisisejszych warunkach kuriozum. Powinien być odpowiednio rozbudowany, trudny egzamin zawodowy, pokazujący, czego sie student naprawdę na tych studiach nauczył.

    zgadzam się,
    nie widzę sensu w pisaniu pracy licencjackiej na pedagogice, ekonomii, zarządzaniu itd. (nieprzypadkowo tutaj najbardziej kwitnie rynek pisania prac na zamówienie)

  • pzgr 08.02.11, 18:26
    tu i tam już są takie egzaminy.

    dzieci robią projekt (badanie, biznesplan etc.)
    potem prezentują i bronią rzeczone dziełko.
    potem losują pytania.
    i, co ciekawe, naprawdę podnosi to poziom ich wiedzy.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • adept44_ltd 08.02.11, 20:19
    zgoda, pod warunkiem, że miektóre kierunki wprowadzą naukę pisania... wkrótce będziemy mieli absolwentów niepiśmiennych, licencjat bywa często jedyną okazją, by czegoś nauczyć delikwenta
    --
    Louder Than Bombs...
  • flamengista 08.02.11, 20:45
    ale czemu ja - promotor - mam ich uczyć?

    Czemu mi przypada zaszczyt alfabetyzacji polskiego społeczeństwa, w tym przypadku: studentów ostatnich lat studiów?

    Dostaję właśnie takie kwiatki... Prace, które nie są napisane po polsku.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • adept44_ltd 08.02.11, 21:50
    to ucz ich na 1. roku, jako prowadzący ćwiczenia, wówczas nie będziesz musiał później jako promotor... za moich czasów studenckich z każdego (no prawie) przedmiotu pisało się pracę... no ale wtedy grupy liczyły 10 osób
    --
    Louder Than Bombs...
  • flamengista 08.02.11, 22:59
    Mam ich na tych I-rocznych ćwiczeniach nauczyć pisać (w ramach jednego kursu), czy zniechęcić do studiów?

    Obie możliwości mało realne.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • mn7 08.02.11, 22:15
    adept44_ltd napisał:

    > zgoda, pod warunkiem, że miektóre kierunki wprowadzą naukę pisania... wkrótce b
    > ędziemy mieli absolwentów niepiśmiennych, licencjat bywa często jedyną okazją,
    > by czegoś nauczyć delikwenta

    Rozumiem, co masz na myśli, ale - bez urazy - etap pisania pracy licencjackiej to już cokolwiek za późno na naukę pisania...
    Pewne umiejętnosci trzeba nabć w szkole średniej, jeśli nie wcześniej. Uzasadnienie utrzymywania pracy licencjackiej potrzebą, żeby "cokolwiek napisali" nie wydaje sie zbyt mocnym.

  • tocqueville 08.02.11, 22:22
    --
    uczenie pisania pracy naukow.... hmm, o charakterze zbliżonym do naukowego (badania, analiza, opis) studentów, którzy nigdy w życiu tej umiejętności nie będą wykorzystywać mija się z celem, po co taka zdolność pracownikowi banku, przedszkola, urzędu?

  • adept44_ltd 08.02.11, 22:36
    pisania, ogólnie pisania, to się może przydać... ;-), ja wiem, powinniśmy otrzymywać ze szkoły średniej erudytów z zadatkami na Pulitzera, ale coraz częściej otrzymujemy analfabetów...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 08.02.11, 23:16
    No bo mówimy o studiach wyższych, nie o zawodowym dokształcie przedszkolanek i bankierów.
    Zresztą, bankierowi czy urzędnikowi, kto wie, umiejętność klarownego i zwartego przedstawiania myśli, z powołaniem się na stosowne źródła lub przepisy prawa, też się może w karierze zawodowej przydać.
    --
    Liberalny katolik
  • dala.tata 08.02.11, 23:22
    przedszkolance natomiast z cala pewnoscia nie! taka przedszkolanka to przeciez ledwo zdanie do zdania potrafi zlozyc.

    pfg napisał:

    > No bo mówimy o studiach wyższych, nie o zawodowym dokształcie przedszkolanek i
    > bankierów.
    > Zresztą, bankierowi czy urzędnikowi, kto wie, umiejętność klarownego i zwartego
    > przedstawiania myśli, z powołaniem się na stosowne źródła lub przepisy prawa,
    > też się może w karierze zawodowej przydać.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • mn7 08.02.11, 23:31
    To, że w nieomal każdym zawodzie umiejętność klarownego formułowania wypowiedzi (także na piśmie) jest ważna, wątpliwości nie budzi. Pytanie jest inne: czy najwłaściwszym sposobem kształtowanai tej umiejętności jest zaganianie do pisania pseudonaukowej pracy imitującej pracę magisterską. A odpowiedź na to pytanie wydaje się niestety oczywista.
  • pfg 08.02.11, 23:48
    Zauważ, że w tej gałęzi wątku zeszliśmy już niżej: na poziom pracy licencjackiej a nawet, wstyd powiedzieć, nauki pisania (formułowania dłuższych wypowiedzi pisemnych) na I roku. Jeśli chcesz mi powiedzieć, że tego studenci winni się byli nauczyć w liceum, kto zaś tej sztuki nie posiadł, nie nadaje się na dowolne studia wyższe (dla ekonomistów, fizyków czy przedszkolanek, obojętne), ja się z tym zgodzę. Jednak rzeczywistość jest taka, że mnóstwo osób na studia się dostaje, mimo iż sztuki konstruowania wypowiedzi pisemnych się nie nauczyło. I tu pojawia się pytanie, które zresztą kilkakrotnie w różnych wątkach wracało: Co my, nauczyciele akademiccy, w tej sytuacji robimy - ignorujemy problem, liczymy na to, że jakoś sami się nauczą, czy też staramy się nauczyć?
    --
    Ignorant schmuck
  • adept44_ltd 08.02.11, 22:35
    no, niestety masz rację, ale szkoła średnia tego nie uczy... pozostanie więc magisterium?
    --
    Louder Than Bombs...
  • mn7 08.02.11, 22:53
    Nie. Po prostu szkoła średnia MUSI zacząć (czy raczej: wrócić) do tego.
    I zacząć uczyć paru innych rzeczy, na przykład robienia prezentacji.
  • tocqueville 08.02.11, 23:00
    no właśnie od tego jest szkoła średnia
    ma przekazać solidną wiedzą oraz nauczyć jej przekazywania,
  • zitterbewegung 08.02.11, 22:59
    Nie zgadzam się. Uważam odwrotnie, że powinno się wprowadzic obowiazkowy esej na jakiś temat fakultatywny, na zasadzie analofgicznej do juz obecnych np. prezentacji/referatów.

    Nie każdy z ulicy potrafi pisać atykuły naukowe w sposób precyzyjny, jasny, a jednocześnie płynny. Szczególnie ścisłowcy zapominają, ze tekst analityczny jest przede wszystkim tekstem. W skład programu studiów licencjackich Caltech wchodzą dwa eseje na 3000 słów, esej jest obowiązkowy również w Cambridge.
  • tocqueville 08.02.11, 23:02
    Nie każdy z ulicy potrafi pisać atykuły naukowe w sposób precyzyjny, jasny, a jednocześnie płynny.

    a po ten każdy z ulicy co ma umieć takie rzeczy?
  • mn7 08.02.11, 23:09
    O to samo pragnę spytać.
    Jaki odsetek słuchaczy studió zawodowych otrze sie choćby o pracę naukową?
  • flamengista 08.02.11, 20:43
    Odchodzenie od pracy licencjackiej - jak najbardziej. No, chyba żeby zrobić ją w formie krótkiego projektu badawczego, zakończonego artykułem naukowym na 15-20 stron. To miałoby sens - promotor nie miałby tony papierów do czytania, student mógłby ogarnąć taki tekst.

    Natomiast w kwestii "uzdolnionych naukowo". Ja mam na seminarium 3-4 świetnych, uzdolnionych naukowo studentów. Ale są oni uzdolnieni naukowo nie dzięki naszym studiom, a raczej - wbrew nim. Oni byli już zdolni przed przyjściem do nas. Nasz system nie jest w stanie nikogo przygotować do pracy naukowej na poziomie licencjackim.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • mn7 08.02.11, 22:24
    Jak często Ci sie to zdarza - trafiasz w samo sedno :-))

    Spośród tych ewentualnie niezmuszonych do pisania pracy mikroskopijny odetek otrze sie kiedykolwiek o jakąkolwiek pracę naukową. Do "diamentowego grantu" będzie aspirować moze jeden rocznie w całym kraju. Celem zawodowych studiów nie jest kreowanie naukowców, lecz solidne nauczenie zawodu. Weźmy na przykład studia administracyjne: bez wątpienia potrzebne, choć - oględnie mówiąc - trochę przesadnie w Polsce rozpowszechnione. Ilu z absolwentów będzie robić doktoraty? Chodzi o wykształcenie wysoko kwalifikowanych urzędników. Jaki pożytek jest z pisania przez kogoś takiego pracy imitującej pracę magisterską na prawie (rzadziej: ekonomii lub politologii)? Jest prawie zerowy a to "prawie" odnosi się do tego, że to praktycznie pierwsza (i często ostatnia) obszerna praca pisemna.
    Dlatego zastępowanie takiej pracy prawdziwym egzaminem z całych studiów jest dobrym pomysłem.



  • zitterbewegung 08.02.11, 12:16
    Tutaj pełna zgoda.
  • h_hornblower 08.02.11, 15:03
    dala.tata napisał:

    > zupelnie nie rozumiem argumentu. czyz nie chodzi o to, zeby napisac dobry dokto
    > rat?

    No to sprowadzając ad absurdum: to może powinienem mieć prawo napisać "dobry doktorat" po maturze? Albo bez matury? Myslę, że nie. "Studiowanie" - czy to na poziomie licencjackim, czy to magisterskim - polega na czym innym niż "pisanie doktoratu". Nie będę rozwijał tego stwierdzenia, bo wydaje sie to oczywiste. Powstaje pytanie, czy stac nas na to, aby pozbawiać naszego przyszłego genialnego uczonego tego ważnego etapu edukacji (w tym edukacji ogólnej) - moim zdaniem nie. Mam na myśli oczywiście edukację na DOBRYCH STUDIACH, a nie na KIEPSKICH STUDIACH. Czym są według mnie kiepskie studia wyjaśniłem w wątku "Opinie" i nie będę się tu powtarzał.


    > jaki to wielki boski plan zostanie zachwiany przez to, ze kilkudzisieciu l
    > icenjatow rocznie ominie magisterium?

    Myslę, że skala tego zjawiska będzie znacznie większa. Przykładowo Z PEWNOŚCIĄ będzie tak w naukach ekonomicznych.

  • adept44_ltd 08.02.11, 15:09
    no właśnie... swoją drogą Dala, to ty byłeś przeciwny wizji, w której robię doktorat... a nie prowadzę badania...
    ten punkt ustawy pokazuje, że chodzi o efekciarstwo, ilość, nie ma mowy o jakości... gdybyśmy unormowali prowadzenie badań (nie chodzi mi o normy, tylko o stworzenie odpowiednich warunków, w których można się rozwijać i ten rozwój jest sensowanie oceniany), to pokazalibyśmy, ze chodzi o jakość badań, a nie o krasnoludki, które czasem tu i ówdzie widziano...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 08.02.11, 15:31
    adpecie drogi, kiedy mowi o robieniu doktoratu, mowie wlasnie o robieniu badan itd. dlatego tez mowie, ze nie spotkalem jeszcze studenta, ktory po 3 roku nadawalby sie na to, zeby mu powiedziec: ty juz mozesz robic doktorat. ale moze tacy sa i tylko ja mialem pecha.

    co do tego, ze to jest efekciarstwo, to ja nawet moge sie zgodzic, bo ja mysle, wbrew horny'emu, ze takich ludzi bedzie malo, albo bardzo malo.

    podtrzymuje jednak teze, ze w doktoracie idzie o to, zeby napisac porzadna proace oparta na porzadnych badaniach, a o to, zeby magisterium miec. to drugie to postawienie sprawy na glowie.

    adept44_ltd napisał:

    > no właśnie... swoją drogą Dala, to ty byłeś przeciwny wizji, w której robię dok
    > torat... a nie prowadzę badania...



    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 08.02.11, 15:39

    podtrzymuje jednak teze, ze w doktoracie idzie o to, zeby napisac porzadna proace oparta na porzadnych badaniach, a o to, zeby magisterium miec. to drugie to postawienie sprawy na glowie

    w pełni się zgadzam :)

    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 08.02.11, 15:28
    horny, jakbys przeczytal, co napisalem do konca, to bys zobaczyl, ze jesli idzie o mnie, to niech se pisza doktorat po maturze. mysle ze ciezko bedzie takiemu maturzyscie, ale jak da rady? naprawde przeszkadzaloby ci to?
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • h_hornblower 09.02.11, 08:22
    dala.tata napisał:

    > horny, jakbys przeczytal, co napisalem do konca, to bys zobaczyl,

    Oj dala, dala, czy Ty nie mozesz sie powstrzymać od tych swoich ciagłych figur retorycznych o charakterze insynuacji? :)

    > e o mnie, to niech se pisza doktorat po maturze. mysle ze ciezko bedzie takiemu
    > maturzyscie, ale jak da rady? naprawde przeszkadzaloby ci to?

    Nie chodzi o to, czy MNIE by to przeszkadzało. Natomiast niewątpliwie osoba taka nie miałaby skonczonych studiów wyższych, a tym samym miała wielką wyrwę w edukacji (tak, wiem, studia nie są nic warte - to może lepiej niech p. Kudrycka dla odmiany skonczy z fikcją tzw. studiów wyższych). Nie sprowadzajmy studiów do pisania pracy magisterskiej - jak to czyni kilku przedmówców - moim zdaniem to jedynie pewien do nich (mniej lub bardziej ważny) dodatek. Poza tym bałbym się syndromu tzw. "wundekinda" (to z jidisz).
  • dala.tata 09.02.11, 09:08
    h_hornblower napisał:

    > Oj dala, dala, czy Ty nie mozesz sie powstrzymać od tych swoich ciagłych figur
    > retorycznych o charakterze insynuacji? :)

    wytlumacz mi zatem, jak mam powiedziec ci, ze ja juz odpowiedzialem na zarzut, ktory mi stawiasz? poza tym, bardzo watpie, zeby to byla insynuacja.

    > la odmiany skonczy z fikcją tzw. studiów wyższych). Nie sprowadzajmy studiów do
    > pisania pracy magisterskiej - jak to czyni kilku przedmówców - moim zdaniem to
    > jedynie pewien do nich (mniej lub bardziej ważny) dodatek. Poza tym bałbym się
    > syndromu tzw. "wundekinda" (to z jidisz).

    widze problem. jednak to sa ciagle problemy typu: co by bylo gdyby? i czy na pewno delikwent bedzie wyksztalcony, czy na pewno spelni wszystkie nasze oczekiwania i czy na pewno przeskoczy przez wszysktie barierki, ktore mu postawimy. i poki co nie widze innych argumentow.

    na twoje dramatyczne hipotezy o braku w wyksztalceniu moge rowniez powiedziec, nie przeceniajmy moze naszego wplywu na wyksztalcenie studenta.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • flamengista 08.02.11, 20:53
    > Myslę, że skala tego zjawiska będzie znacznie większa. Przykładowo Z PEWNOŚCIĄ
    > będzie tak w naukach ekonomicznych.

    Może będzie tak od strony popytowej, ale nie od podażowej. Jasne, wiele młodych będzie chciało na skróty "zrobić doktora" z ekonomii, bo fajnie to w CV wygląda.

    Natomiast ja tego nie widzę od strony profesorów. Już teraz młodzi przygotowujący się do habilitacji postrzegani są z niechęcią - a wyobrażasz sobie 24-letniego "szczyla" na obronie doktoratu? Zjedzą go żywcem.

    Nie, w ekonomii to raczej niemożliwe.

    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • h_hornblower 09.02.11, 08:42
    flamengista napisał:

    > Natomiast ja tego nie widzę od strony profesorów. Już teraz młodzi przygotowują
    > cy się do habilitacji postrzegani są z niechęcią - a wyobrażasz sobie 24-letnie
    > go "szczyla" na obronie doktoratu? Zjedzą go żywcem.

    Jestem odmiennego zdania. Juz od lat niektóre jednostki naukawe (przepraszam za nienaumyślną literówkę, nie chcę mi sie jej poprawiać) stanowią fabryki doktoratów o bardzo niskim poziomie (oględnie mówiąc). Przykład pierwszy z brzegu: Orgmasz: www.orgmasz.pl/st_inf1.htm

    Nie jestem pewien, czy Orgmaszowi nie zabrali okresowo uprawnień. Ale spokojna głowa, załatwią sobie z powrotem. Inny przyklad mogę Ci wysłać na priva. Myśle,ze takie orgmasze (i nie tylko) z przyjemnoscią poprowadzą doktorantów licencjatów. A od strony podażowej - sądzę, że Tobie albo mnie napisanie "doktoratu" pod "z całym szacunkiem orgmasz" zajęłoby pewnie około miesiąca. Pewnie my bysmy się na to nie skusili, ale jestem spokojny, że znajdą się osoby, które z przyjemnoscią za odpowiednią zapłatą (15k) napiszą doktorat genialnemu licencjatowi.

    Co do obrony - niezaleznie od poetyki orgmaszu, ten "24-letni szczyl" bronić się będzie przed zmęczona komisją, a nie przed nabuzowaną Radą Wydziału. Myslę, ża jak zda egzaminy doktorskie, to krzywdy mu nie zrobią.

    Generalnie uwazam, że ten niezły pomysł miałby szanse sprawdzić się w tzw. "idealnym świecie", nie zas w naszym patologicznym.

    pzdr
    horny
  • flamengista 09.02.11, 10:53
    Wymieniłeś przypadek ekstremalny, ocierający się o patologię.

    Jednak praw do prowadzenia studiów doktoranckich nie rozdaje się na prawo i lewo wolną ręką.

    W dodatku nie czarujmy się. Jak ktoś teraz chce robić doktorat tylko dla dyplomu i jest dość zdeterminowany, to go zrobi. Tyle, że po magisterce. Ale tacy ludzie chcą mieć dr przed nazwiskiem i w CV, bo uważają że im się to przyda w karierze zawodowej.

    Jeśli zaś mówimy o pracy na uczelniach... Tu jednak przy konkursach (tych uczciwych) patrzy się przede wszystkim na uczelnię, gdzie robiło się doktorat, temat rozprawy, promotora i recenzentów, publikacje, doświadczenie dydaktyczne... Doktorzy po Orgmasz mają naprawdę niewielkie szanse na pracę na solidnej uczelni, nawet w Polsce.

    No i zapominasz o najważniejszym. Diamentowy grant ma się chyba odbywać w trybie konkursowym, kandydat na doktoranta na pewno musi przedłożyć spis publikacji, wykazać się doświadczeniem w pracy w zespole badawczym przy konkretnych projektach... Na taki grant nie mają szans licencjaci z peryferyjnych i słabych ośrodków. Nawet jeśli akurat tam jest parcie na szybkie promowanie doktorów. Diamentowe granty jeśli już będą dostawać genialni studenci po UJ, UW, UAM, SGH etc. Choć moim zdaniem będzie ich zaledwie garstka.

    Nie, ja się zalewu "diamentowych doktorów" nie obawiam. Choć sytuacja i tak jest już fatalna - obecnie doktorat staje się tym, czym magisterka kiedyś.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • dala.tata 09.02.11, 09:12
    to jest mniej wiecej podsumowanie oporu. w polskiej nauce chcemy zeby sie ludzie pomeczyli i nameczyli. i ulatwianie raczej nie jest mile widziane.

    praca magisterska ma byc, bo ma byc. a na dodatek student nie zaliczy przedmiotu X na czwartym roku. a tak, zaliczy i bedziemy spokojni.

    flamengista napisał:

    > Natomiast ja tego nie widzę od strony profesorów. Już teraz młodzi przygotowują
    > cy się do habilitacji postrzegani są z niechęcią - a wyobrażasz sobie 24-letnie
    > go "szczyla" na obronie doktoratu? Zjedzą go żywcem.
    >

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • prawdziwam2011 16.02.11, 20:28
    To może od razu habilitację? Po co komu doktorat, gdy jego wartość spada z godziny na godzinę.
  • niewyspany77 08.02.11, 07:00
    > Mnie to się nie podoba, tym bardziej, że jeśli ktoś jest świetny, to powinien z
    > łatwością zrobić magisterium po drodze, pracując nad doktoratem.

    Nie wiem jak wyglądają magisteria u ścisłowców. Za to jestem przekonany, że znam realia w odniesieniu do studiów humanistycznych. Zatem trzeba wziąć 2 rzeczy od uwagę:
    a) plan studiów mgr jest robiony pod kadrę, chyba komentarz zbędny.
    b) napisanie pracy magisterskiej zasadniczo udowadnia tylko to, że się taką pracę umie napisać. Wydaje mi się bardziej rozsądne, by kandydat do doktoratu po licencjacie napisał solidny tekst do solidnego pisma. Lista ERIH by w zupełności wystarczała.

    To co proponujesz to jest fala. Dala ma rację. Proponujesz by ktoś odpierdzielił siakieś 700h zajęć, możliwie że w zupełności zbędnych, napisał pracę, także zbędną. To ja już wolę by pani Basia obligowała diamentowców do wyrobienia określonej liczby punktów, względnie po prostu niech zobliguje do uczestnictwa w programie studiów mgr, dajmy na to, 150h w wolnym wyborze kursów.
  • adept44_ltd 07.02.11, 20:57
    KNOW-y mają być w max 3 dziedzinach, więc szkód, o których tu mowa raczej nie wyrządzą

    moją uwagę zwróciła jednak perełka (jak sądzę - coś w rodzaju pargrafu22) z tytułem profesorskim dla doktorów... bo przecież pozostałe punkty ustawy wykluczają to, w związku z doktorantami... ktoś zdaje się nie użył umysłowości do opracowania ustawy, albo jest jakiś myk, który umknął mi w, przyznam, niedokładnym jej przejrzeniu
    --
    Louder Than Bombs...
  • whiteskies 07.02.11, 21:10
    Myślę, że ustawa, sczególnie w zakresie stopni naukowych ma braki, jest niespójna i zostawia duże pole do nadużyć. Zobaczymy jak to w praktyce będzie z działaniem CK - od niej bardzo wiele zależy....
  • mn7 08.02.11, 17:59
    adept44_ltd napisał:

    > KNOW-y mają być w max 3 dziedzinach, więc szkód, o których tu mowa raczej nie w
    > yrządzą

    ?????? :-)))))
    Odwrotnie! MAx 3 w jednej dziedzinie :-))

  • pfg 07.02.11, 21:06
    Nawiasem mówiąc, w ustawie czytamy (str. 109, tym razem numeracja wg druku sejmowego)
    Cytat
    Stopień naukowy lub stopień w zakresie sztuki nadany przez uznaną instytucję posiadającą uprawnienia do jego nadawania działającą w państwie Unii Europejskiej, państwie członkowskim Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) lub państwie członkowskim Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - strony umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym, jest równoważny ze stopniem naukowym lub stopniem w zakresie sztuki, o którym mowa w ustawie.

    Australia, Monash University.
    --
    Troll z habilitacją
  • adept44_ltd 07.02.11, 21:18
    ufff, internet odetchnie, niezaśmiecany milardem postów na ten temat
    --
    Louder Than Bombs...
  • whiteskies 07.02.11, 21:20
    ad. (str. 109, tym razem numeracja wg druku sejmowego)
    Taka pozamerytoryczna, czysto techniczna uwaga: sam dokument sejmowy - tekstowy pdf, jak trzeba, z możliwością przeszukiwania tekstu. Załącznik z uzasadnieniem - zeskanowany dokument w trybie graficznym, specjalność naszego kochanego Ministerstwa.... (kiedyś miało i Informatyzacji w nazwie :).
  • pzgr 07.02.11, 22:09
    no to Lech wróci na ojczyzny łono.
    chyba, że wrogie siły w ramach spisku nie zechcą go zatrudnić.
    i wtedy znowu posty się posypią.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • adept44_ltd 07.02.11, 22:42
    oczywiście, że zechcą, będzie się liczył w jakiś szkołach gotowania bez gazu jako profesor...
    --
    Louder Than Bombs...
  • obrazliwynick 08.02.11, 02:13
    Pawel!
    To nie jest tak, jak to piszesz, ze:
    (str. 109 orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/BDDAD2489B096D88C12577A600267902/$file/3391.pdf) Art.24.1
    "Stopień naukowy lub stopień w zakresie sztuki nadany przez uznaną instytucję posiadającą uprawnienia do jego nadawania działającą w państwie Unii Europejskiej, państwie członkowskim Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) lub państwie członkowskim Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) - strony umowy o Europejskim Obszarze Gospodarczym, jest równoważny ze stopniem naukowym lub stopniem w zakresie sztuki, o którym mowa w ustawie." To sie odnosi tylko do dyplomow licencjata i magistra, a nie doktora! Przeciez w p. 7 Art. 191a wyraznie mowi się znow o nostryfikacji (str. 85). Poza tym, to gdzie jest ta lista "uznanych instytucji"? Diabel jest znow, jak zwykle, w szczegolach...
    Pozdr.
  • pfg 08.02.11, 08:31
    Stopień naukowy to jest stopień naukowy, zdefiniowany w tejże samej ustawie, a więc nie licencjat lub magisterium, ale doktorat i habilitacja (tam, gdzie habilitacja jest).

    Listy jeszcze nie ma. Listę ma prowadzić ministerstwo, gdy ustawa wejdzie w życie. Australia należy do OECD, trzeba tylko trzymać kciuki, żeby Monash U. został zaliczony jako "uznana instytucja".

    Możliwość nostryfikacji pozostaje, bo coś trzeba zrobić z ludźmi, którzy zrobili swoje doktoraty na uczelniach spoza listy, przede wszystkim zaś w krajach spoza EU, OECD, EFTA.
    --
    Troll z habilitacją
  • dr_pitcher 08.02.11, 03:56
    W zasadzie zgadzam sie z pfg, ze doktorat po licencjacie nie ma sensu.
    W systemie "Wielkiego Bialego Czlowieka", wyglada to jednak troche inaczej i tam akurat ma jak najbardziej sens:
    1. BA trwa 4 do 5 lat
    2. Magisteria na tzw kierunkach latwych trwaja 1 rok
    3. Na wielu kierunkach jest jednak system, ktory przyjmuje ludzi na studia graduate. Mozna nie robic magisterium, ale wowczas czeka delikwenta dosc ciezki egzamin (18 miesiecy po rozpoczeciu studiow) polegajacy na obronie projektu (zdaje 40-60%) i dopiero wtedy mozna robic PhD.

    Niektorzy decyduja sie na przeskok bo:
    1. Troche zaoszczedza czas
    2. Praca robiona do magisterium nie liczy sie do doktoratu (publikacja na jego bazie tez nie). A wymogi na doktorat to 2-4 publikacje
    3. Magisterium (trwa zwykle 2 lata) to w science niezbyt duzo czasu, a zatem temat musi byc taki by zapewnil delikwentowi napisanie tej pracy w rozsadnym czasie. Bywaja jednak projekty, ktore wymagaja dluzszego okresu przygotowawczego czy nawet bywaja eksperymenty, ktore trwaja latami - wowczas to sie na magisterium niespecjalnie nadaje.

    Mysle, ze tutaj ten system pracuje (bardziej w biologii niz np, w chemii czy fizyce), ale faktem tez jest, ze trwa ta edukacja dlugo:
    1. BA - 4 lub 5 lat
    2. PhD bez magisterium 5.5-8
    3.PhD z magisterium 6-9

    I w latach jest diable pogrzebany - dokotrat to nie tylko "praca" to rowniez proces "bycia" naukowcem, a to zabiera czas.

  • charioteer1 08.02.11, 10:54
    Czyli wyksztalcenie naukowca trwa ok. 12 lat od matury do doktoratu.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dr_pitcher 08.02.11, 19:47
    Dodaj do tego 2-3 lata jako post-doc
    Wychodzi na 12-15 lat
  • loleklolek_pl 08.02.11, 08:22
    Pytanie, jak w tytule. Czy obowiązkowa dwuletnia banicja dla świeżych doktorów została przegłosowana, czy też w końcu sobie odpuścili?
  • flamengista 08.02.11, 08:39
    Faktycznie, był taki genialny pomysł mający na celu wymuszenie mobilności.

    Czekam więc na te wspaniałe programy post-doc w ramach nowego systemu grantowego, wspierające ową mobilność...
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • i_zbyszeko 08.02.11, 08:57
    Podsumowując ten etap dyskusji:
    1. @ tocqueville - używanie argumentu typu: jak ci się coś nie podoba to się zwolnij - zakrawa na brak wychowania; uczelnia państwowa nie jest prywatnym folwarkiem rektora, ani ministra, ani polityków czy urzędników; jest własnością narodu, a więc politycy i rektorzy nie mają prawa wyczyniać tego co im się podoba; a obowiązkiem pracowników uczelni jest bierne i czynne przeciwstawianie się głupocie i niszczeniu podstawowych ludzkich praw, nawet jak jest to prawo stanowione przez polityków; taki obowiązek mają w imię społecznej funkcji nauki
    2. @ tocqueville - jeżeli dla ciebie niezgoda na bycie niewolnikiem jest żartem, to pozbawiasz się tzw. honorowej zdolności do bycia partnerem w dyskusji
    3. @ whiteskies - dodatkowa praca w prywatnej uczelni lub własna działalność szkoleniowa nie stanowią konkurencji wobec uczelni państwowej, przecież kandydat na studenta zawsze w pierwszej kolejności wybierze bezpłatne studia państwowe, a płatne prywatne dopiero jak na te pierwsze nie dostanie się; z tego powodu rektor nie może być moim panem decydującym o moim czasie prywatnym i o moim poziomie dochodów
    4. @ niewyspany77 - planu studiów w minionych latach nie był robiony pod kadrę lecz pod ministerialne standardy, pod kadrę można było co najwyżej dodać kilka wykładów fakultatywnych
    "napisanie pracy magisterskiej zasadniczo udowadnia tylko to, że się taką pracę umie napisać" - no i właśnie o to chodzi, jak ktoś chce zająć miejsce na studiach doktoranckich, niech najpierw pokaże, że da sobie radę z napisaniem podstawowej pracy badawczej jaką jest praca magisterska
    "To co proponujesz to jest fala." - a czy ty byłeś w wojsku i masz pojęcie o fali? bo ja byłem, i jak ktoś twierdzi, że jakikolwiek element studiów wyższych przypomina falę, to dla mnie jest człowiekiem niepoważnym i nieznającym życia
    Ponadto, w tej i w innych dyskusjach o SW i nauce przebijają dwie groźne tendencje:
    1. przekonanie, że do Polski można bez problemu przeszczepić rozwiązania z systemu anglosaskiego - idę o zakład (uwzględniając różnice mentalności oraz rozwoju kulturowego i materialnego), że takie próby zakończą się namnożeniem kolejnych problemów i patologii; dziwi mnie, że ludzie pracujący w SW i nauce zapominają o jednej z naukowych zasad - zanim jakiekolwiek rozwiązania przeniesie się pomiędzy różnymi środowiskami, należy efekty sprawdzić w eksperymencie na małą skalę, bo istniej duże ryzyko, że rozwiązania sprawdzające się w określonym środowisku społecznym nie sprawdzą się w innym; czy w Polsce ktoś takie eksperymenty wykonał, nic o tym nie słychać; szanowni naukowcy - czy sprawdziliście to najpierw na szczurach - tak mówi całkiem rozsądne powiedzenie ludowe
    2. przekonanie, że rozwiązanie może i dobre dla nauk eksperymentalnych, można wdrożyć w humanistyce - ogromny błąd, humanistyka ma swoją specyfikę i jeżeli ten aspekt pominiemy, to na pewno nie uzdrowimy tej dziedziny nauki - no chyba, że chodzi o rozwalenie humanistyki służącej bardziej narodowi niż korporacjom i wielkiemu zachodniemu bratu
  • tocqueville 08.02.11, 12:58
    1. @ tocqueville - używanie argumentu typu: jak ci się coś nie podoba to się zwolnij - zakrawa na brak wychowania; uczelnia państwowa nie jest prywatnym folwarkiem rektora, ani ministra, ani polityków czy urzędników; jest własnością narodu, a więc politycy i rektorzy nie mają prawa wyczyniać tego co im się podoba

    mają prawo robić to do czego upoważnia ich wola społeczeństwa (które utrzymuje przecież uczelnie, w tym ciebie - "wolny" człowieku). Politycy są demokratycznie wybrani, zatem ustalają zgodnie z mandatem wyborców zasady funkcjonowania publicznych uczelni. Nie podoba się - to się zwolnij - nic innego ci nie poradze.

    2. @ tocqueville - jeżeli dla ciebie niezgoda na bycie niewolnikiem jest żartem, to pozbawiasz się tzw. honorowej zdolności do bycia partnerem w dyskusji

    wybacz ale to argumentacja na poziomie nastolatka. Podobnie teza że rodzisz się człowiekiem wolnym jest przejawem naiwności. Od urodzenia jesteś uzalezniony od tysięcy barier, norm, schematów, kownsenansów, woli rodziców, prawa (obowiązek szkolny) na które nie masz większego wpływu - jakaś szczątkowa wolność uzyskujesz po przekroczeniu 18 roku życia.
    Napisałem wyraźnie - chcesz wolności - to zwolnij się i załóż własny biznes. Jesteś na garnuszku państwa (podatników) to przestań bajać o niezalezności.
  • i_zbyszeko 08.02.11, 13:04
    sorki, że złamię obietnicę niedyskutowanie na pewnym poziomie (raczej kiepskim), ale tylko jeszcze jeden komentarz - "Jesteś na garnuszku państwa" - gratuluję dobrego marksistowskiego wykształcenia, ale dziwię się, że po 20 latach stykania się z inną, niż marksistowska wizją świata, w dalszym ciągu można wierzyć w marksistowskie bzdury. I dla wyjaśnienia (niemarksistowskiego) - nie jestem na niczyim garnuszku, lecz otrzymuję wynagrodzenie za konkretne usługi.
  • tocqueville 08.02.11, 13:21
    I dla wyjaśnienia (niemarksistowskiego) - nie jestem na niczyim garnuszku, lecz otrzymuję wynagrodzenie za konkretne usługi.

    na zasadach określonych przez pracodawcę czyli podatnika (reprezentowanego przez posłów)

    ps: garnuszek państwowy był nieprecyzyjnie uzytym związkiem fraz.), nie chodziło o utrzymywanie przez państwo, tylko bycie opłacanym przez państwo za konkretne usługi
  • salzburg 08.02.11, 13:31
    teza, że jak państwo placi to moze wymagac wszystkiego kupy sie nie trzyma. Trochę to przypomina Urbana, który doradzał lekarzom, że jak im sie nie podoba to niech sie zamienią na prace ze sprzataczkami (Urban jakos nie chiał się leczyc u sprzataczek).
    Taka wykładnia obowiazywała w PRL. Jak ci sie nie podobają decyzje ministra (a jakże mające podstawe w decyzjach sejmu) to wynocha. Efekt był taki, że np. wielki ekonomista i historyk gospodarczy miał zakaz wykladania, innych wyrzucono z pracy, a inni po prostu poszli siedziec.
  • tocqueville 08.02.11, 17:39
    teza, że jak państwo placi to moze wymagac wszystkiego kupy sie nie trzyma

    wszystkiego nie, ale może wymagać chyba podstawowej lojalności pracowniczej
    uniwersytety, uczelnie to są korporacje,
    Dla mnie bycie pracownikiem oznacza bycie na uczelni, życie jej problemami, uczestniczenie w inicjatywach przez nią podejmowanych. Nie traktuję jej jedynie jako instytucji, w której pracownik przebywa kontraktową liczbę godzin (ze stoperem w ręku), po czym przenosi się do innej. Uczelnia jest korporacją, a zatem jakąś formą wspólnoty (universitas), a wspólnota wymaga jednak lojalności.
  • bumcykcyk2 09.02.11, 00:10
    Tocqueville, sorry, ale mylisz się zasadniczo. Takie rozumowanie byłoby dobre przy założeniu otrzymywania normalnych pensji. Jeśli w Warszawie mediana zarobków dla osób z wykształceniem wyższym wg portalu wynagrodzenia.pl wynosi 5.300 zł brutto, a adiunkt dostaje na rękę 2 -3 tysiące, to o czym my mówimy? Do tej pory taki człowiek dorabiał sobie w szkole gotowania na gazie drugie tyle i jakoś żył. Z czego żyć ma teraz? Ma się zgodzić się na obcięcie dochodów o 50% w imię ideałów "nauki przez duże N" Pani Kudryckiej? Ja obserwuję jakieś szaleństwo uzasadniania bzdury. I owszem, tak jak sobie życzysz dojdzie do zwalniania się ludzi. I owszem, znajdą się nowi, a jakże. Nawet gdybyś płacił 1200 złotych netto też by się znaleźli. Tylko to prowadzi do jednego zjawiska, któremu na imię SELEKCJA NEGATYWNA.

    Ty, jak rozumiem, uważasz , że od wstrętnego Mr. Chałturnika na 2 etatach lepszy będzie Mr. Siłaczka, czy Mrs. Dziecioróbska na jednym etacie wynagradzani śmieszną pensją. Wybacz, ale to pogląd niemiernie oderwany do realiów. Może się ockniesz, jak za jakiś czas zobaczysz wokół siebie te nowe kadry w stylu "gdzie się podziały te pegieery..."
  • tocqueville 09.02.11, 05:59
    --
    widzisz bumcykcyk - mam wrażenie, że dla ciebie sektor nauki służy do tego aby zapewniać naukowcom godziwe pensje, że to jest jego podstawowym celem, u dlatego trzeba zapewnić możliwość chałturzenia - nieważne że to prowadzi do słabej nauki i słabej dydaktyki (to dzięki chałturom utrzymywana jest masa pseudoszkółek)
    wytłumacz mi jak to jest: ścisłowcy nie dorabiają na boku a jednocześnie mają najlepsze wyniki - czy oni nie potrzebują więcej pieniędzy?, czy tam nie ma selekcji negatywnej?
    czy wszyscy chemicy, fizycy itd. to siłaczki?
  • pfg 09.02.11, 08:21
    tocqueville napisał:

    > wytłumacz mi jak to jest: ścisłowcy nie dorabiają na boku a jednocześnie mają
    > najlepsze wyniki

    Ujemna korelacja pomiędzy liczbą zajęć dydaktycznych a osiąganymi wynikami naukowymi rzuca się w oczy. Nawet przywoływany tu ostatni raport E&Y na temat produktywności naukowej zwraca na to uwagę. Ścisłowcy nie dorabiają na boku bo nikt ich nie chce - na prywatnych uczelniach nie ma żadnych kierunków ścislych, poza informatyką. (W związku z czym informatycy - z wyłaczeniem informatyków-matematyków, jak Marcinkowski - *dorabiają* na boku i wyniki naukowe informatyki są realtywnie najsłabsze.) Nie ma też płatnych studiów niestacjonarnych z dyscyplin ścisłych. Pewną okazją do dorobienia są różne programy europejskie, typu kierunki zamawiane, które są lokowane właśnie w dyscyplinach ścisłych.

    Skoro łatwa ścieżka powiększania dochodów - płatna dydaktyka - jest zablokowana przez brak popytu, trzeba eksplorować ścieżkę naukową. Większa aktywność naukowa owocuje większą liczbą grantów, z których można pobierać wypłaty, oraz sporymi możliwościami wyjazdów zagranicznych, co jest bardzo istotne dla młodych ludzi (doktorantów, postdoców) tak z naukowego, jak i z finansowego punktu widzenia.

    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • z17 09.02.11, 12:19
    tocqueville, niskie pensje prowadzą do takiego samego wynaturzenia jak możliwość chałtur. Ja w ogóle nie wiem jak można kwestionować oczywisty fakt, ze żaden wysoko kwalifikowany pracownik nie będzie pracował za 2500 netto. Oprócz różnych nieciekawych indywiduów są u mnie także ludzie wymiatający intelektem, z biegłą znajomością kilku języków obcych, kilkoma fakultetami, otwartą głową i wszelakimi umiejętnościami. Te osoby mogą znaleźć dobrze płatną pracę poza uczelnią w 5 minut. Siedzą na niej dotąd z wielu różnych powodów - od takiego, że po prostu lubią swobodną atmosferę uczelni, aż po to, że są amatorami wdzięków młodych dziewczyn (absolutnie nie pochwalam, ale znam taki przypadek). Ci ludzie, co by nie mówić o ich chałturnictwie (firmy na boku, kolejne etaty itp.) są tak naprawdę opoką mojego wydziału. Bo jak trzeba naprawdę wykazać się nauką i myśleniem, to się zwraca do nich, a nie do Pani, która 20 lat temu obciągała dziekanowi. Przykro mi bardzo, ale oni nie zostaną na uczelni, jeśli zabierzesz im możliwości dorabiania na boku i dasz 2500 zł na rękę.

    O ścisłowcach napisał ci pfg. Analogii nie ma, bo humaniści nigdy nie będą mieli takiej ścieżki grantów jak ścisłowcy.

    A pseudoszkółki będą nadal, to oczywiste. Powód ich istnienia, czyli potrzeba łatwych dyplomów za kasę, bynajmniej nie zniknął i nie zniknie w dającej się przewidzieć przyszłości.


  • bumcykcyk2 09.02.11, 12:36
    wklejam jeszcze raz bo się nie przelogowałem

    tocqueville, niskie pensje prowadzą do takiego samego wynaturzenia jak możliwość chałtur. Ja w ogóle nie wiem jak można kwestionować oczywisty fakt, ze żaden wysoko kwalifikowany pracownik nie będzie pracował za 2500 netto. Oprócz różnych nieciekawych indywiduów są u mnie także ludzie wymiatający intelektem, z biegłą znajomością kilku języków obcych, kilkoma fakultetami, otwartą głową i wszelakimi umiejętnościami. Te osoby mogą znaleźć dobrze płatną pracę poza uczelnią w 5 minut. Siedzą na niej dotąd z wielu różnych powodów - od takiego, że po prostu lubią swobodną atmosferę uczelni, aż po to, że są amatorami wdzięków młodych dziewczyn (absolutnie nie pochwalam, ale znam taki przypadek). Ci ludzie, co by nie mówić o ich chałturnictwie (firmy na boku, kolejne etaty itp.) są tak naprawdę opoką mojego wydziału. Bo jak trzeba naprawdę wykazać się nauką i myśleniem, to się zwraca do nich, a nie do Pani, która 20 lat temu obciągała dziekanowi. Przykro mi bardzo, ale oni nie zostaną na uczelni, jeśli zabierzesz im możliwości dorabiania na boku i dasz 2500 zł na rękę.

    O ścisłowcach napisał ci pfg. Analogii nie ma, bo humaniści nigdy nie będą mieli takiej ścieżki grantów jak ścisłowcy.

    A pseudoszkółki będą nadal, to oczywiste. Powód ich istnienia, czyli potrzeba łatwych dyplomów za kasę, bynajmniej nie zniknął i nie zniknie w dającej się przewidzieć przyszłości.

  • tocqueville 09.02.11, 12:56
    a w ogóle co to za wydział u was jest? sypiacie ze swoimi studentkami (jak kiedyś pisałeś), trzymacie się posady, bo jesteście amatorami wdzięków kobiecych, ciągnięcie 4 etaty na raz - to wy tam jakąś naukę w ogóle uprawiacie? :)
  • bumcykcyk2 09.02.11, 13:25
    Życie tak wygląda. Nie jesteśmy wyjątkiem. BTW ja ze studentkami już nie sypiam ;-)
  • tocqueville 09.02.11, 12:51
    Ci ludzie, co by nie mówić o ich chałturnictwie (firmy na boku, kolejne etaty itp.) są tak naprawdę opoką mojego wydziału. Bo jak trzeba naprawdę wykazać się nauką i myśleniem, to się zwraca do nich, a nie do Pani, która 20 lat temu obciągała dziekanowi. Przykro mi bardzo, ale oni nie zostaną na uczelni, jeśli zabierzesz im możliwości dorabiania na boku i dasz 2500 zł na rękę.

    jeśli ci ludzie są rzeczywiście podporą wydziału to chyba nikt im nie zakaże brania drugiego etatu? będą ich trzymać za wszelką cenę. Idiotyzmem są widełki, które zabraniają zapłacić wiecej osobie zaprawde przydatnej. A jeśli nawet rekato się uprze i zakaze takiemu dodatkowego etatu i w konsekwencji pracownik sie zwolni to kto na tym straci? Chyba nie on (skoro w pięć minut znajdzie inną prace).
  • bumcykcyk2 09.02.11, 13:24
    [quoet] tocqueville napisał:

    > jeśli ci ludzie są rzeczywiście podporą wydziału to chyba nikt im nie zakaże br
    > ania drugiego etatu? będą ich trzymać za wszelką cenę. [/quote]

    Niestety, zakaże. Odgórnie, uchwałą Senatu Uczelni.

    Cytat Idiotyzmem są widełki, które zabraniają zapłacić wiecej osobie zaprawde przydatnej. A jeśli nawet rekato się uprze i zakaze takiemu dodatkowego etatu i w konsekwencji pracownik sie z wolni to kto na tym straci? Chyba nie on (skoro w pięć minut znajdzie inną prace).

    No właśnie straci uczelnia. O tym piszę.
  • tocqueville 09.02.11, 13:46
    No właśnie straci uczelnia. O tym piszę.

    wybacz, ale uczelnia która z własnej woli pozbywa się pracowników naprawdę przydatnych, podpory swego funkcjonowania nie zasługuje na współczucie
  • pzgr 09.02.11, 13:59
    Problem jest jednak taki, że ona nie pozbywa się ich zazwyczaj z własnej woli.
    Po prostu, w świetle prawa nie może im dać sensownych zarobków i warunków pracy.
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • niewyspany77 09.02.11, 08:16
    Bumcyk, 3 na reke to jest w budzetowce ~4200 brutto, więc nie wiem gdzie Ty widzisz te swoje 50% mniej.
  • bumcykcyk2 09.02.11, 12:24
    niewyspany77 napisał:

    > Bumcyk, 3 na reke to jest w budzetowce ~4200 brutto, więc nie wiem gdzie Ty wid
    > zisz te swoje 50% mniej.

    Na uczelniach masz w etacie liczone wyższe koszty uzyskania przychodu. 3 na rękę = 3800 brutto
  • pzgr 09.02.11, 13:01
    Mam kilka uwag do kwestii finansowych:
    Czy zdają sobie uczeni koledzy sprawę z tego, że te wszystkie umowy o dzieło z grantów i 50% koszty uzyskania przychodu oznaczają lepszy przelicznik brutto do netto, ale za cenę radykalnie obniżonych składek emerytalnych?
    To nie jest żaden cymes, ale kolejny systemowy cost-cutting, skazujący nas na emeryturę na poziomie sprzątaczki, albo pracę do naturalnego zejścia z przerwami w zajęciach na zmianę pampersów.
    Nie patrzcie na mediany zarobków w W-wie, ale na rynkowe kryterium wyceny pracy. Na rynku dobry adiunkto-konsultant zarabia bliżej 3 kwartyla :-), zatem rozbieżność rynek-uczelnia jest jeszcze większa i pokusy większe.
    Jest jedna rzecz, która mnie przeraża - jacyś misiowie puszyści piszą w GW z dumą, że mieszkali z żoną i piątką drobiazgu w kawalerce 18 m2 i napisali habilitację siedząc w kiblu.
    I sugerują potraktowanie ich jako wzorów osobowych. A ja, niestety, nie mogę się opędzić od myśli, że to nieudacznicy.
    Jeżeli chodzi o kadry, to w mojej branży rynek zasysa wszystko, co ma mózg i jaja. W związku z tym moja katedra to żony przy mężu, mężowie przy żonach i 30-letnie dzieci na utrzymaniu rodziców, bo reszta po dr ucieka. Nie żeby robić wstrętną cuchnącą kasę, ale żeby mieć minimum środków na utrzymanie.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • bumcykcyk2 09.02.11, 13:28
    pzgr wielkie thx za Twego posta, bo utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie jestem z Marsa.

    Mam dokładnie takie same poglądy. Zwłaszcza ucieszył mnie poniższy kawałek

    Cytat > Jeżeli chodzi o kadry, to w mojej branży rynek zasysa wszystko, co ma mózg i jaja. W związku z tym moja katedra to żony przy mężu, mężowie przy żonach i 30-letnie dzieci na utrzymaniu rodziców, bo reszta po dr ucieka. Nie żeby robić wstrętną cuchnącą kasę, ale żeby mieć minimum środków na utrzymanie.

    To jest właśnie istota problemu!
  • pzgr 09.02.11, 13:36
    jesteś z Polski.
    kraju, który w 1990 r. postawił na rozwój molekularny i właśnie doszedł do kresu możliwości rozwoju.
    a ob. Kudrycka tego nie widzi.
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • slonina62 10.02.11, 11:31
    Marudzenie, marudzenie. Niektórzy habilitację to pisali w barakowozie i wyszli na ludzi Pan na Comarchu i Cracovii
  • niewyspany77 09.02.11, 14:46
    OK, ale te 5300 mediany to nie jest 4500 do reki.
  • tocqueville 08.02.11, 13:28
    obawiam się, że ty jesteś przesycony socjalizmem że nie dostrzegasz kolizji między zatrudnieniem w dwóch różnych firmach o podobnym zakresie działalności, rywalizujących o tę samą grupę odbiorców - mogę podać dziesiątki przykladów takich niezgodności
    ustawa daje REKTOROWI prawo zabronienia pracownikowi pracy u konkurenta - gdzie tu ograniczenie wolności osobistej?
    Czy uczelnie mają pozostać enklawą - gdzie każdy pracuje gdzie chce a pracodawca jest bezradny?
  • adept44_ltd 08.02.11, 13:33
    tocq, ja przepraszam, ale inne porównanie mi nie przychodzi do głowy, twoje tyrady przypominają wypowiedzi panienki lekkich obyczajów, która zerwała z fachem i wyklina tych, którzy nie zachowują dziewictwa do ślubu...
    gdyby nie ta sytuacja, którą tak piętnujesz, nie byłoby uczelni na której pracujesz... jesteś więc w pewnym sensie beneficjentem tego zła...
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 08.02.11, 17:31
    twoje tyrady przypominają wypowiedzi panienki lekkich obyczajów, która zerwała z fachem

    złe porównanie, bo ja nigdy nie pracowałem na dwóch etatach
    znajdź inną alegorię
  • adept44_ltd 08.02.11, 20:17
    nie chodzi o dwa etaty, chodzi o świadomość pracownika uczelni prywatnej, która powstała tylko i wyłącznie dzięki potępianemu przez ciebie pasożytowaniu na państwowej, a z porównania (nie alegorii) i tak nie byłem zadowolony ;-)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • salzburg 08.02.11, 15:21
    To demagogia każdy kto pracuje na 2 etacie stwarza konkurencje dla swojego pracodawcy. Lekarz, który pracuje w szpitalu państwowym i prywatnym - bo oba ubiegają się o kontrakt w NFZ, hydraulik zatrudniony u kogoś i dorabiający po godzinach w ramach własnej działalnosci gospodarczej itd.
    Socjalizmem jest wybieranie jakiejś grupy i wyłaczanie jeej z regulacji obowiazujących wszystkich pozostałych.
  • adept44_ltd 08.02.11, 15:35
    nie, to prawda, demagogią jest czepianie się jednej grupy...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 08.02.11, 15:35
    nie, to nie jest demagogia. demagogia jest twierdzenie, ze lekarz i wykladowca sa bezposrednio porownywalni. to, ze w PL nie traktujemy powaznie naszych pracodwacow, a proacodawcy nas, nie znaczy, ze w normalym swiecie wlasnie takcih zasad nie ma.


    salzburg napisał:

    > To demagogia każdy kto pracuje na 2 etacie stwarza konkurencje dla swojego prac
    > odawcy. Lekarz, który pracuje w szpitalu państwowym i prywatnym - bo oba ubiega
    > ją się o kontrakt w NFZ, hydraulik zatrudniony u kogoś i dorabiający po godzina
    > ch w ramach własnej działalnosci gospodarczej itd.
    > Socjalizmem jest wybieranie jakiejś grupy i wyłaczanie jeej z regulacji obowiaz
    > ujących wszystkich pozostałych.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • salzburg 08.02.11, 18:26
    To co robie ze swoim prywatnym czasem jest tylko i wyłacznie moja prywatna sprawą. Jezeli pracodawca chce mi ograniczyć moje prawa to powinien zaoferowac za to pewne przywileje tak jak np. sędziom.
    Tutaj mamy doczynienia z arbitralna decyzją, że się zakaze; co nijak się ma do jakosci pracy naukowej. Mozna siedziec na jednym etacie i nic nie robic; mozna robic sporo na dwoch. Zaczynanie od zakazu bez stworzenia szansy na poprawe sytuacji materialnej oznacza pauperyzacje. Może to cieszyć tylko psa ogrodnika.
    Poza wszystkim problem 2 etatowości to jakis w znacznej mierze wymyslony "czarny lud". Dotyczy moze z 5 do 10% środowiska. Reszta nie dorabia bo niby gdzie skoro w naszym kraju jest ponad 100 tys. doktorów, ponad 16 tys. dr habilit i 21 tys profesorów.
  • dala.tata 08.02.11, 18:35
    salzburgu, nieustannie nie odnosisz sie do tego, co kluczowe. ograniczenia w pracy nie sa moze powszechne, jednak nierzadkie szczegolnie w zawodych 'wolnych'. prawnicy zazwyczaj pracuja dla jednej kancelarii, pilkarze graja dla jednego zespolu. podejrzewam ze znajdziemy wiecej przykladow gdzie pracodawca zada wylacznosci kontraktowej. dlaczego? no ze wzgledu na konflikt interesow i zapewnienie sobie konkurencyjnosci.

    twojego rektora nie bedzie intersowac, jesli w wolnym czasie bedziesz sprzedawal pietruszke czy jezdzil na taksowce. chodzi o to, zebys nie pracowal u konkurencji.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • salzburg 08.02.11, 18:59
    No to tu się zgadzamy 2 etatowość nie jest problemem poziomu nauki polskiej (bo dotyczy per saldo paru procent) tylko jest pewnym problemem etycznym. Oczywiście pracodawca może sobie zastrzec, że wymaga wyłącznosci ale ma także wówczas swiadomość, że wiąże się to z pewnymi zobowiązaniami z jego strony. Może nawet zastrzec sobie, że ktos po zwolnieniu nie bedzie przez x lat pracował u konkurencji (za to jednak kontrakt gwarantuje mu odpowiednią gratyfikację). U nas oczywiscie zaczęto od końca - płaci się adiunktowi 2,5 tys. i mówi się badź szczesliwy bo podatnik na ciebie płaci, a jak ci sie nie podoba to fora ze dwora.
    Dla mnie jest oczywiste, że drugiego etatu nie powinny miec osoby funkcyjne (rektorzy, dziekani itd) - rekompensuje im to dodatek funkcyjny. Nie widze jednak problemu jak dr uczący matematyki robi to np. na UE i WSB. Nie ma bowiem praktycznie zadnego wpływu na politykę jednego i drugiego podmiotu.
    Zresztą egzekwowanie braku konkurencyjnosci jest bardzo trudne - bo jeżeli chodzi o konkurencyjność to mogłoby się okazać, że np. matematyk z UP może uczyć w szkole ekonomicznej, a matematyk z UE w WSP - bo kandydaci na studia stanowią dwie odrebne grupy.
    Pamiętam, że UJ rozwiązał to kiedyś zalecając swoim pracownikom nie zatrudnianie się w Krakowie a juz np. w Bochni to prosze bardzo.
  • dala.tata 08.02.11, 19:52
    dla mnie chyba przede wszystkim finansowym. pracowanie dla konkurencji odbiera biznes mojemu pracodawcy (przynajmniej teoretycznie). i oczywisice sprawy sa skomplikowane i dlatego pewnie dopuszcza sie dwuetatowosc jednak, choc sie ja ogranicza.

    widze natomiast problem sotsownej gratyfikacji za wylacznosc. masz racje, ale..... realistycznie rzecz biorac, adiunkci, o kotrych mowisz sa grupa niezwykle slaba negocjacyjnie, choc pewnie ponosza wieksozsc wysilku nauczania. jednak jest niezwykle malo adiunktow, ktorzy sa niezastapieni. i obawiam sie ze jednak, ze widzac problem i pochylajac sie nad losem, stoje po stronie pracodawcow.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • tocqueville 08.02.11, 18:45
    To co robie ze swoim prywatnym czasem jest tylko i wyłacznie moja prywatna sprawą. Jezeli pracodawca chce mi ograniczyć moje prawa to powinien zaoferowac za to pewne przywileje tak jak np. sędziom

    ale co w twoim przypadku jest wolnym czasem? jak określić czas w wolny w przypadku akademika? będąc na etacie jesteś członkiem pewnej korporacji, tego nie da się wymierzyć z zegarkiem (typu: pracuję na uczelni X w poniedziałek między 8.00 a 10.00, we wtorek od 9.00 do 12.00 a w środę już nie pracuję) - praca na uczelni jest specyficzna bo nawet siedząc w domu pozostajesz pracownikiem danej uczelni
  • tocqueville 08.02.11, 18:48
    Jezeli pracodawca chce mi ograniczyć moje prawa to powinien zaoferowac za to pewne przywileje.

    znowu odwrócenie kolejności - jeśli będziesz naprawdę dobry będziesz mógł pracodawcy stawiać warunki, także finansowe
  • salzburg 08.02.11, 19:12
    nowu odwrócenie kolejności - jeśli będziesz naprawdę dobry będziesz mógł praco
    > dawcy stawiać warunki, także finansowe

    Jeszcze długo poczekasz zanim bedziesz mogł stawiac pracodawcy jakiekolwiek warunki - a pewnie nigdy to nie nastapi. Tych którzy moga sobie na to pozwolic jest moze z setka w Polsce,a w takich dziedzinach jak historia, pedagogika czy socjologia nie ma ich wcale. sadzisz może, ze Paczkowski zatrudniony w PAN idzie i mowi to od teraz płacicie mi 20 tys. bo odejde. Nie - ma widełki - bo państwo jest niemal monoplista wobec pracowników naukowych.
    I przestań mnie już meczyc z ta korporacją, zobowiazaniami itd. bo jak moj doktorant mi mowi, ze musi podjąc dodatkowa prace bo ze stypendium nie wyzyje to ja mam dwa wyjscia - wziąść go na utrzymanie albo sie zgodzic.
  • tocqueville 08.02.11, 17:15
    po prostu na własne oczy widziałem i wciąż widzę radykalne konflikty interesów
    nie będę opisywał bo musiałbym ujawniać konkrety i szczegóły


  • adept44_ltd 08.02.11, 17:17
    ja też widzę, że one istnieją...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pzgr 10.02.11, 10:11
    A wiesz, to wszystko załatwia się konstrukcją kontraktu, a nie ustawą.
    Mój kontrakt zawiera zobowiązanie do pracy na pierwszym (i jedynym) etacie naukowo-dydaktycznym w mojego pracodawcy. I zawiera też zobowiązanie kapitalisty do wypłacania mi w nagrodę pewnej sumy.
    Mój pracodawca nie ma prawa zabronić mi zawierania umów o dzieło i zleceń (bo to niezgodne z prawem) ALE w kodeksie etycznym mojej uczelni, który jest elementem załącznika do kontraktu jest jasny zapis o konflikcie interesów (a w razie niejasności mogę wystąpić do komisji etycznej uczelni o wykładnię).
    Tak samo jest w większości firm "rynkowych". Podpisujesz i masz się trzymać zapisów kontraktu. Takie to proste.
    Ale jest jeden haczyk - tym zapisom podlegają wszyscy pracownicy, bez wyjątków, czyli nie można posługiwać się zgodą/odmową zgodzy w politykowaniu w organizacji.
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • adept44_ltd 10.02.11, 10:14
    otóż i to, jak ktoś tu zauważył, obecna ustawa daje tu pole do manipulacji, zresztą nie tylko tu...
    --
    Louder Than Bombs...
  • bumcykcyk2 09.02.11, 00:15
    tocqueville napisał:

    > ustawa daje REKTOROWI prawo zabronienia pracownikowi pracy u konkurenta - gdzie
    > tu ograniczenie wolności osobistej?

    Nie bądźmy śmieszni - Rektor UW przymuszony głosami ścisłowców w Senacie, zakaże wszystkim pracownikom drugiego etatu, to pewne. Podobnie będzie na UJ i innych wiodących państwowych uczelniach.
  • mn7 10.02.11, 09:40
    Spokojna głowa. Jednym zakaże, innym nie zakaże. Dostanie do ręki świetny instrument - nie powiem czego.
  • tocqueville 10.02.11, 10:19
    Spokojna głowa. Jednym zakaże, innym nie zakaże. Dostanie do ręki świetny instrument - nie powiem czego.

    wybacz, ale takie instrumenty mają wszyscy szefowie - na tym polega bycie szefem
  • dala.tata 08.02.11, 14:06
    co ma do tego marksizm? dostajesz wynagordzenie za uslugi, jednak to wynagrodzenie placi podatnik. ja rozumiem, ze ty masz niemarksitowskie wyksztalcenie i twoje wynagordzenie placi rektor po tym, jak dzielnie wyprodukowales produkt, a on go sprzedal, tak?

    skoro wiec podatnik ustala nowe zasady pracy na uczelniach, ktore utrzymuje, a tobie sie te zasady nie podobaja, mozesz sie zwolnic. i odzyskac pelna wolnosc.

    i_zbyszeko napisał:

    > sorki, że złamię obietnicę niedyskutowanie na pewnym poziomie (raczej kiepskim)
    > , ale tylko jeszcze jeden komentarz - "Jesteś na garnuszku państwa" - gratuluję
    > dobrego marksistowskiego wykształcenia, ale dziwię się, że po 20 latach stykan
    > ia się z inną, niż marksistowska wizją świata, w dalszym ciągu można wierzyć w
    > marksistowskie bzdury. I dla wyjaśnienia (niemarksistowskiego) - nie jestem na
    > niczyim garnuszku, lecz otrzymuję wynagrodzenie za konkretne usługi.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • salzburg 08.02.11, 14:24
    > co ma do tego marksizm? dostajesz wynagordzenie za uslugi, jednak to wynagrodze
    > nie placi podatnik. ja rozumiem, ze ty masz niemarksitowskie wyksztalcenie i tw
    > oje wynagordzenie placi rektor po tym, jak dzielnie wyprodukowales produkt, a o
    > n go sprzedal, tak?

    Ma i to spora w ustroju słusznie minionym usługi nie wliczano do PKB; na jego wzrost wpływ miała tylko sfera produkcji materialnej. Stąd jakieś dziwnie zakorzenione przeswiadczenie, że większość pracowników umysłowych to darmozjady.
    Dzisiaj większość PKB tworzą usługi.
    Jeżeli 2 etatowość jest problemem to rozwiązaniem jest ustalenie kryteriów - masz opublikować tyle i tyle artykułów, wykonać takie zadania dydaktyczne itd. Spełniasz kryteria masz prawo do 2 etatu, nie to musisz sie poprawić (bo może jedna z przyczyn jest brak czasu). Choc moge sobie wyobrazić kogoś siedzacego na jednym etacie i nic nie robiacego. I zatrudnionego na 2 wydajnego naukowo. Nb. wiele osob na uczelniach ekonomicznych prowadzi swoje firmy, albo pracuje w bankach, firmach leasingowych, funduszach. Z tego tez maja sie zwolnic. Przeciez to jest nabywanie praktyki gospodarczej tak ważnej ponoc dla studentów. To co zrobiono to pojscie po najmniejszej linii oporu; w konsekwencji obnizenie poziomu zycia części środowiska.
    Ps. by była jasność nigdy nie pracowałem na 2 etatach
  • dala.tata 08.02.11, 14:34
    ale ja nic nie mowilem o darmozjadach, jeszcze mniej o jedynie slusznym ustroju. ja jedynie mowie, ze skoro podatnik placi pensje, to podatnik ustala warunki zatrudnienia.

    ja uwazam ze wieloetatowosc jest jedna glownych patologii polskiej nauki i nalezy z nia walczyc. widze rowniez to, ze z czegos trzeba zyc. wiec kompromis w postaci rektora zgadzajacego sie na dodatkowy etat jest sesnowny.

    cala rozmowa zaczela sie od powaznego traktowania konkurencyjnosci uczelni. jest dla mnie niezwykle, ze prof X moze wyglaszac te same wyklady w uczlni A rano, a po poludni w uczelni B po drugiej stronie ulicy. ppo to wszak zatrudniam prof. X i place mu, zeby miec jego uslugi na wylacznosc, innymi slowy, zebym dzieki temu mogl sciagnac studentow, ktorzy chca go posluchac.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 08.02.11, 14:41
    tylko widzisz, problem jest zupełnie gdzie indziej, i to on kładzie wszystko...
    bo ustawa ogranicza wieloetatowość (ograniczoną zresztą przez poprzednią ustawę, więc to pieprzenie), umożliwia doktoryzowanie się młodym bez magisterium itd. itp. Dostajemy zestaw gadżetów, tylko nigdzie nie dostajemy narzędzi, które pozwoliłyby dbać o poziom... tego nie ma...
    ja powiem - jak Salzburg, jeśli moje obowiązki na uni zostaną jasno określone i ja je spełniam, to mogę sobie robić, co chcę...; oczywiście jeśli nie naruszam interesu uni... - a czymś takim jest wg praca w tym samym mieście na wyższej uczelni... (ale przypomnę, ustawa tego nie wyklucza, ustawa nie pozwala mieć etatu... czyli mogę zapieprzać 500 godz., żeby wyciągnąć tyle, co ze 100 na etacie i to jest ok... kompketny idiotyzm)
    --
    Louder Than Bombs...
  • salzburg 08.02.11, 15:15
    > itp. Dostajemy zestaw gadżetów, tylko nigdzie nie dostajemy narzędzi, które po
    > zwoliłyby dbać o poziom... tego nie ma...

    Mam takie samo zdanie. Dyskutujemy o doktoratach bez magisterium - choc to moze bedzie dotyczyło 10 osób w roku w skali całej polski, dwuetatowosci - choc nawet nie znamy skali tego zjawiska, a według mnie jest ono marginalne. Bo gdzie niby maja pracowac specjaliści od historii sztuki, historycy, filolodzy klasyczni, i przedstawiciee innych filologii, fizycy matematycy itd. Nie ma takich szkół prywatnych (w mojej Katedrze nikt nie ma 2 etatu) - większość szkół prywatnych to uczelnie ekonomiczne wiec beneficjentami jest kilkaset pracowników uczelnipaństwowych a gebe mają wszyscy pracownicy naukowi, że tłuka na 5 etatach.
    nie podoba mi sie, ze w imie hasła, że jakis mityczny podatnik na mnie placi to mam sie na wszystko godzic (sam tez place podatki). Władza wymysliła sobie, ze podda nas lustracji i nagle stalismy się największa grupa zawodową podlegajaca tej upokarzajacej procedurze, teraz wymyslili, że nie wolno nam pracowac na 2 etacie, a ja pytam czy to samo bedzie dotyczyło np. lekarzy i innych grup zawodoych czy tylko nas.
    moim zdaniem srodowisko jest bierne godzi się na wszystko: pomysły polityków, eksperymenty pseudo reformatorów, pauperyzacje, i jeszcze stało sie przysłowiowym chłopcem do bicia ( o czym sie przekonał kazdy kto próbował zabrac głos w dysusji dotyczacej Dybczyńskiego na forum wrocławskim).
  • adept44_ltd 08.02.11, 15:20
    godzi się na wszystko, niestety, gdyż
    1. ma coś na sumieniu (nie mówię, że każdy, ale sporo),
    2. w perspektywie mamy zwolnienia,
    3. środowisko nie istnieje...

    to wszystko sprawia, że nie było i nie będzie sensownej debaty nad reformą SW, no i będziemy mieli taką kaszankę, jak produkt pani B.
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 08.02.11, 15:25
    adepcie, ale ja sie z tym nie kloce, ba, ja sie na ten temat nie wypowiadam wcale na temat ustawy w ogole. troche nie mam zdania, troche nie chce mi sie klocic. ja tylko sie obruszylem na tweirdzenie, ze ograniczenie wieloetatowowsci to jakas straszna rzecz i trybunaly norymberskie v. 2.0 trzeba zwolywac.

    i ja sie nie zgadzam z toba, ze w wieloetatwosci idzie jedynie o wykonwyanie obowiazkow na uczelni. wg mnie idzie o wiele wiecej.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 08.02.11, 15:38
    tak, napisałem, że chodzi o wiele więcej... tylko widzisz, o tym wiele więcej się nie mówi... bo nasze uczelnie też nie są w stanie nam zapewnić wiele więcej... ja mam tylko dość udawania i owijania w bawełnę... ;-))) [to było do ustawodawców, nie do Ciebie]
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 08.02.11, 15:52
    adepcie, spoko, ja sie z tym zgadzam.

    adept44_ltd napisał:

    > tak, napisałem, że chodzi o wiele więcej... tylko widzisz, o tym wiele więcej s
    > ię nie mówi... bo nasze uczelnie też nie są w stanie nam zapewnić wiele więcej.
    > .. ja mam tylko dość udawania i owijania w bawełnę... ;-))) [to było do ustawo
    > dawców, nie do Ciebie]


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • niewyspany77 08.02.11, 13:08
    i_zbyszeko napisał:

    > 4. @ niewyspany77 - planu studiów w minionych latach nie był robiony pod kadrę
    > lecz pod ministerialne standardy, pod kadrę można było co najwyżej dodać kilka
    > wykładów fakultatywnych

    Pozwól, że rozwinę, o co mi chodziło. Standardy ministerialne mogą się zmieniać, jednak nie idą za tym zmiany kadry. Zrób rewolucję w nauczaniu i obserwuj migracje adiunktów. Takich nie będzie. Kadra się dostosuje, wszak adiunkt może wykładać "wszystko".
  • whiteskies 08.02.11, 14:42
    "3. @ whiteskies - dodatkowa praca w prywatnej uczelni lub własna działalność szkoleniowa nie stanowią konkurencji wobec uczelni państwowej, przecież kandydat na studenta zawsze w pierwszej kolejności wybierze bezpłatne studia państwowe, a płatne prywatne dopiero jak na te pierwsze nie dostanie się; z tego powodu rektor nie może być moim panem decydującym o moim czasie prywatnym i o moim poziomie dochodów "

    Tak naprawdę nie chodzi tu o dysponowanie czasem prywatnym.
    Inaczej rozumiemy pojecie uczelni i pracownika uczelni. Mnie się wydaje że na stanowisku naukowo-dydaktycznym (podkreślam: NAUKOWO-) liczy się też tzw. wlasność intelektualna, a nienormowany czas pracy służy temu żeby tę część NAUKOWĄ prowadzić.
    Twoje rozumowanie prowadzi w prostej linii do: wprowadzenia kart pracy, rozliczenia godzin czasu pracy, uznania że praca która wykonujesz nie przynosi pewnych dóbr intelektualnych które choć w części należą do pracodawcy - firmy. Nie chciałbym żeby nasze uniwersytety ewoluowały w tym kierunku.
  • adept44_ltd 08.02.11, 14:52
    co do II etatu, ja coraz bardziej jestem przekonany, że to rzeczywiście była jedna z największych bolączek polskiego szkolnictwa, która uczyniła rynek nienormalnym:

    1. pozwalając na powstanie byle jakich szkół prywatnych, które zamiast inwestować w siebie, doiły kase,
    2.odsuwając na bliżej nieokreśloną przyszłość sprawę realnych zarobków na uczelniach, a co za tym idzie - również realnych wymogów,
    będę bronił swojej tezy - dopiero dobre pieniądze na pensje pozwolą na rzetelne zarządzanie pracą naukowców, bez tego, można zapomnieć o rozwoju, będzie rozwijać się, jak dotąd, kombinowanie
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 08.02.11, 15:22
    A ja w tym miejscu przypomnę swoją tezę: Państwu polskiemu opłaca się utrzymywanie masowości studiowania, gdyż w ten sposób ukrywa bezrobocie wśród absolwentów liceów. Szkoły publiczne nie obsłużą tylu studentów, ile państwo polskie by chciało, muszą więc istnieć prywatne. Skoro tak, musi być mechanizm zapewniający tym prywatnym kadry.

    Pewien mechanizm jest wprost wpisany w ustawę. Osoby z tytułem naukowym podlegają obowiązkowi emerytalnemu w roku, w którym kończą 70 lat. Osoby bez tytułu naukowego, czyli doktorzy, doktorzy habilitowani, w roku, w którym kończą 65 lat. Ale uwaga: obowiązek emerytalny dotyczy tylko szkół publicznych. Świeżo upieczony emeryt, jeśli tylko ma na to siłę, może zatrudnić się w szkole prywatnej. W dodatku taki pracownik będzie psuł rynek: ma emeryturę i jest w wieku, w którym raczej nie ponosi się wydatków "rozwojowych", więc może zgodzić się na niższe stawki. Jednak skoro właściciel szkoły prywatnej płaci jakąś stawkę 65 letniemu doktorowi X, to zapewne zaproponuje (prawie) taką samą 30 letniemu doktorowi Y, który chciałby się u niego zatrudnić. A dla Y ta stawka może być zbyt niska, będzie więc szukał chałtur, czyli głównie płatnych nadgodzin.

    Za to państwowa uczelnia nie zaproponuje innemu 30 latkowi, Z, innych stawek niż te, które dostaje Y, no bo tak wycenia to rynek. Wobec czego Z - itd.

    Tylko w takim wypadku po co my jemy tę żabę?
    --
    Ignorant schmuck
  • whiteskies 08.02.11, 16:05
    Z Twoja diagnozą też sie zgodzę, może nie w znaczeniu że to przemyślana polityka; ale w takim ze z tym żyć rządzacym wygodnie. Z drugiej strony jak na dłoni widać jednocześnie patologię tego systemu, co prowadzi do prób reformowania przy uzyciu takich półsrodków jak w noewj ustawie.
    Inna rzecz że w mojej ocenie proponowane rozwiązanie uderzy w praktyce tylko w "ponaddwuetatowowców".
  • adept44_ltd 08.02.11, 16:12
    poprzednia ustawa uderzyła w ponadwuetatowców...

    tu znów będzie pewien idiotyzm

    dobre uni zabronią (no może zgodzą się dla pewnych nazwisk... bądź znajomych ;-), kiepskie pozwolą... czyli znów będziemy mieli kolejny bonus (bo pensje też zazwyczaj są lepsze na kiepskich) za kiepskość... wszystko na głowie
    --
    Louder Than Bombs...
  • bumcykcyk2 09.02.11, 00:28
    Cytat > dobre uni zabronią (no może zgodzą się dla pewnych nazwisk... bądź znajomych ;-
    > ), kiepskie pozwolą... czyli znów będziemy mieli kolejny bonus (bo pensje też z
    > azwyczaj są lepsze na kiepskich) za kiepskość... wszystko na głowie


    Dobre uni tak zrobią, a potem zamienią się w uni wrocław wg dr. Dybczyńskiego ( z tego co pamiętam z opowieści kolegów politologów, to ta politologia na której on pracuje, tak z 10 lat temu miała opinię najlepszej w Polsce)
  • bumcykcyk2 09.02.11, 00:25
    pfg trafiłeś w sedno. Ja tak samo to widzę. Kłania się zresztą przykład rynku usług ochroniarskich, gdzie poprzez masowe zatrudnianie przez agencje ochrony emerytów z mundurówki, "wolny rynek" kształtuje od lat płace na skandalicznie niskim poziomie.

  • pzgr 08.02.11, 15:40

    Ręce opadają, bo nikt nie wpadł na to, żeby dokonać analizy pracy, tak jak się to robi w firmach. Etatyzację zastępuje się minimum kadrowym. Wartościowania pracy nikt nie przeprowadził. Szczerze mówiąc, to wyć się chce.
    Wystarczy zobaczyć, że od początku lat 90-tych wzrost liczby studentów: kilkaset procent, zaś liczby wykładowców jedynie kilkadziesiąt.
    Oznacza to, że albo w nauce było gigantyczne ukryte koministyczne bezrobocie, albo praca na kilku etatach i akordowy system pracy w każdej uczelni jest warunkiem koniecznym przetrwania systemu.
    To elementarz ekonomii: jeżeli przedsiębiorstwo ma nawał zamówień (wzrost liczby studentów) musi: albo zwiększyć zatrudnienie, albo zwiększyć wydajność już zatrudnionych (akord). Praca na II etacie to właśnie akord, ale nisko opłacana praca akordowa prowadzi do spadku jakości i kreatywności (to podstawy zarządzania pracą).
    I macie diagnozę.
  • whiteskies 08.02.11, 15:59
    mamy i sie zgadzamy.
  • bumcykcyk2 09.02.11, 00:36
    Wszystkim Katonom biadającym nad łączeniem podległości pracodawcy państwowemu i prywatnemu chciałbym przypomnieć, że w podobnym rozkroku stoi również sam Szanowny Państwowy Pracodawca. Bo dostaje państwową kasę na kształcenie na studiach dziennych, a oprócz tego prowadzi czysto komercyjną działalność otwierając liczne płatne studia zaoczne i wieczorowe. Praktyki te prowadzą do wielokrotnie opisywanych patologii w funkcjonowaniu państwowych uczelni, ale jakoś nikt nie zamierza administracyjnie zakazywać państwowemu pracodawcy tłuczenia kasy na boku. A może właśnie od tego należałoby zacząć? No, dalej Panowie - jeśli jesteśmy tacy świętojebliwi , to bądźmy już do końca... nie da się być na wpół dziewicą a na wpół qrwą
  • tocqueville 09.02.11, 08:30
    No, dalej Panowie - jeśli jesteśmy tacy świętojebliwi , to bądźmy już do końca... nie da się być na wpół dziewicą a na wpół qrwa
    nie wiem do kogo pijesz, ale u mnie nie ma dysonansu
    dlatego mogę pozostać Katonem
  • whiteskies 09.02.11, 09:18
    Piszemy o dwóch różnych rzeczach. Ty z punktu widzenia dobrze usadzonego w systemie dwuetatowca, ktorego ustawowe rozwiazanie stawia przed trudnym wyborem , ja z punktu scisłowca który pracuje na jednym etacie (plus obrywy z grantow) i działa jako-tako w obiegu naukowym.
    Żeby klarownie przedstawić sprawę mam do Ciebie pytanie: czy wieloetatowość przekłada się jakkolwiek sposób na ilość pieniędzy w systemie? W żaden sposób. Tę sama liczbę kadry spokojnie możnaby zatrudnić na pojedynczych etatach, płacac odpowiednio więcej. Natomiast wtedy czarno na białym widać byłoby absurdalność obciążeń dydaktycznych, kształcenia. warunków studiów. Teraz jest to "rozsmarowywane": bierzemy liczbę studentów, dzielimy przez liczbę "zatrudnionych" i... mamy co mamy, także wygodniejsze z punktu widzenia "pseudoszkół" statystyki na temat stosunku liczby studentów do liczby zatrudnionych.
    Jasne, przyczyna są m. in. niskie uposażenia, to trzeba zmienić i reforma tego nie załatwia, choć ograniczenie wieloetatowości może tu pomóc (prosta artytmetyka pokazana wyżej). Przyczyn jest więcej, ale niski poziom etyki zawodowej powoduje degrengoladę systemu w kierunku totalnej fikcji: fikcyjnej pracy, fikcyjnej płacy, fikcyjnych studiów i fikcyjnych wymagań. W rezultacie mamy fikcyjnych wykształconych, jak ta pani w ministerstwie od "public relations" i fikcyjnie duże wyniki scholaryzacji, z czym rządzacym wygodnie, jak pisał PFG.
    Pewne (przecież nie bardzo sztywne) rozwiązania w tej kwestii wprowadzane przez Ustawę są w aktualnych realiach krokiem w dobrym kierunku. Oczywiście, może być to krok donikąd, ale w tej materii wiele popsuć już nie można.
    Na pewno tych, którzy dostosowali się do tego fikcyjnego systemu, także w dobrej wierze, starając się w nim pracować rzetelnie, stawia to teraz w trudnej sytuacji.
    Ale jedyną droga do uzdrowienia systemu jest usuwanie fikcji: fikcyjnych studiów, fikcyjnych pracowników i fikcyjnych płac. I jeszcze raz podkreślam: bez dalszych kroków czyli niefikcyjnego płacenia ze niefikcyjna pracę to nie pomoże.
  • salzburg 09.02.11, 09:44
    Na razie to mamy fikcyjne działania (z punktu widzenia poziomu nauki - bo powtarzam to po raz n dwuetatowość może dotyczć 5-10%) pracowników i to o dość okreslonym profilu (głównie z uczelni ekonomicznych) i niefikcyjna pauperyzacje. Kto pamięta ostatnia regulacje na uczelni - a przy kilkuprocentowej inflacji oznacza to, że realne zarobki sa coraz mniejsze.
    Jest oczywiste co pisze PFG, że przedstawiciele nauk scisłych nie dorabiają - maja za to o wiele szersze możliwości dorabiania w ramach grantów miedzynarodowych. Brutalnie trzeba powiedzieć, że przedstawiciele nauk humanistycznych i społecznych takich możliwości nie mają (również ze swojej winy). Granty w Polsce zaś dla nauk społecznych są relatywnie bardzo niskie. 200 tys to juz bardzo dużo i musi to byc grant zespołowy. Granty indywidualne to 50-60 tys. na 3 lata z tego jak zaplanujesz honorarium 20-30% to recenzenci sie krzywią.
  • pr0fes0r 09.02.11, 12:54
    salzburg napisał:

    > i musi to byc grant zespołowy. Granty indywidualne to 50-60 tys. na 3 lata z t
    > ego jak zaplanujesz honorarium 20-30% to recenzenci sie krzywią.

    Nic dodać, nic ująć. Z jednej strony granty podaje się jako panaceum na niskie zarobki, z drugiej w ostatnim konkursie w mojej ogólnie pojętej jednostce poległe wnioski miały w recenzjach jasno wykazane po stronie negatywów uwzględnienie w kosztorysie zbyt wysokiego honorarium, zaś część zakwalifikowanych do finansowania zostało o kwoty honorariów obcięte.
    --
    "Chcieliśmy pierwsze konkursy ogłosić jeszcze w styczniu, ale w takiej sytuacji nie wiem, czy nie powinniśmy przekazać tego do nowego Narodowego Centrum Nauki" (min. B.Kudrycka dla polskatimes.pl)
  • tocqueville 09.02.11, 12:59
    to rzeczywiście paranoja
    jestem zwolennikiem jednego etatu, ale macie rację, że w obecnej sytuacji walka z etatami przypomina likwidację choroby przez uśmiercenie pacjenta - problemem są a) widełki; b) brak możliwości uzyskiwania grantów
  • pzgr 09.02.11, 13:54
    Lubię takie martyrologiczne opowieści, to się dołączę.
    W moim poległym wniosku (w końcu sfinansowanym przez prywatnego sposora, love firma X) wyliczyłem honoraria na poziomie 50 PLN miesięcznie/członka zespołu.
    I była masa śmiechu w zespole, jak sobie planowaliśmy, jak wydamy owo lucrum.
    Za to, cały niemal grant miał pójść na koszty badania (potrzebna była firma demoskopijna i reprezentatywna próba). Zebrałem zawczasu oferty firm, wymęczyłem po znajomości 20% rabatu poniżej ceny rynkowej, słowem postarałem się. A recenzent napisał, że za drogo, bo powinienem "wysłać studentów z ankietami" i "wylosować próbę samemu".
    A ja się pytam, gdzie ja znajdę studenta w W-wie, który będzie chciał pracować za 20 PLN/case i jak mam losować sam, skoro to jest usługa świadczona przez GUS? No jak?


    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • whiteskies 09.02.11, 14:23
    (z punktu widzenia poziomu nauki - bo powtarzam to po raz n dwuetatowość może dotyczć 5-10%)

    Jakieś źródłó? W raporcie E&Y piszą ze 2/3 profesorów w Polsce jest zatrudniona na wielu etatach...
  • salzburg 09.02.11, 14:33
    A oni maja jakies zrodło. Gadamy o zjawisku którego skali nikt nie zna. W Polsce jest ok. 35 tys. samodzielnych to gdzie te uczelnie są, które mialyby ich zatrudniac. Np. historyków, filologów klasycznych, historyków sztuki, matematyków, fizyków itd. popyt jest na specjalistów od przedmiotow ekonomicznych: raj maja specjalisci od makro, mikroekonomii, finansisci, rachunkowcy. Ale wiekszość siedzi na 1 etacie i od czasu do czasu cos dorobi
  • whiteskies 10.02.11, 10:10
    No dobrze, źrodlo jest tu, w GUS:
    www.stat.gov.pl/gus/5840_657_PLK_HTML.htm
    Nietety w postaci ogromnego i trudno czytelnego dokumentu PDF.
    Obejmuje tylko szkoły, nie bierze pod uwage Instytutów.
    według tabeli 40 (str. 296)
    na ogólna liczbę pełnozatrudnionych (na pełnych etatach) w szkołach wyższych nauczycieli akademickich:
    99820 osób tylko 58492 osoby są na pierwszym etacie. Znaczy, npaprawdę na pełnym etacie jest te 58492 osób , a 99820-58492=41328 etatów jest obsadzonych przez "wieloetatowców". Gdyby założyć że sa to dwuetatowcy to 70% zatrudnionych na pierwszym etacie w uczelni zatrudnionych byłoby jednocześnie na drugim pełnym etacie. Ponieważ są tacy co są zatrudnieni sa na wiekszej liczbie etatow, wskaznik u E&Y wydaje sie prawdziwy.


  • adept44_ltd 10.02.11, 10:12
    myślę, że to średnio aktualne dane...
    --
    Louder Than Bombs...
  • whiteskies 10.02.11, 11:29
    Najlepsze jakie znalazlem. Masz jakies nowsze?
  • adept44_ltd 10.02.11, 11:49
    nie mam, ale nie widzę tych pracujących na 2 etat...
    --
    Louder Than Bombs...
  • salzburg 10.02.11, 11:50
    Wadą tych danych jest rowniez i to, że ujmuje wszystkich pracowników uczelni - tj. np. pracowników językowych i np. WF. Praktycznie nieliczni lektorzy pracuja na 1 etacie,większość pracuje w szkołach jezykowych i uczelniach niepublicznych. Nauczicele WF zaś dorabiają w klubach sportowych itd.
  • salzburg 10.02.11, 10:58
    Z tych danych wynika, że na prawie 100 tys. etatowców pracowników naukowych 17 tys. ma 2 etat na uczelniach prywatnych. Jest zatem dokładnie tak jak pisałem o micie z tłuczniem po prywatnych szkołach na wielu etatach (przysłowiowy ponoc przykład kogos kto miał 14 etatów). Sporo w tej grupie emerytów, albo ludzi przed emerytura, którzy juz tylko zalezy na podniesieniu sobie podstawy.
    Gdzie zatem pracuja pozostali czesto w jednostkach publicznych (np. astronomowie na Uniwersytecie i obserwatoraich), fizycy u siebie i w PAN, medycy w uczelni i szpitalach, albo szerzej słuzbie zdrowia, ekonomiści w instytucjach finansowych, polonisci w wydawnictwach itd.
    Gdzie sens np. zakazywac profesorowi medycyny bycia ordynatorem w szpitalu, albo ekonomiscie bycia doradca szefa banku.
  • whiteskies 10.02.11, 11:27
    Nie mam nic przeciwko pol etatu tu a pol tam., a nawet nieco wiecej. Nie mam nic przeciwko, po uczciwie przepracowanym czasie w jednym miejscu popracowania w drugimCALE etaty sa, jaby to powiedziec, naduzyciem.
  • salzburg 10.02.11, 11:41
    Powiem tak jako wieczny 1 etatowiec chetnie bym przyklasnął rozwiazaniom wprowadzajacym 1 etat, pod jednym wszakże warunkiem, że ustawodawca wprowadzający mi ograniczenia bedzie miał swiadomość także swoich zobowiazań wobec mnie.
    Ale tymczasem widze ograniczenia czyli kij, a nie widze marchewki. A jak podskoczysz to słysze bo ci zabiorę 50% odpis, albo jak sie nie podoba to wynocha (bo ponoc podatnik tak sobie zyczy).
    Dlatego jeżeli nie zanosi się na poprawe sytuacji materialnej - to jedynym racjonalnym działaniem jest okreslenie i egzekwowanie wymogów dydaktycznych i naukowych w stosunku do pracowników naukowych; i jezeli je wypełniam to wara państwu czy mam prawo dorabiac do mizernej pensyjki czy nie.
  • whiteskies 10.02.11, 12:34
    No tak, jeśli idzie o piękną teorie zgadam się w zupełności. W praktyce, niestety, wszystkie znane mi próby wprowadzenia rzeczywistej oceny naukowej i dydaktycznej pracowników się nie powiodły. Znasz przykład uczelni gdzie działa to dobrze? U mnie wprawdzie jak adiunkt habilitacji w terminie n ie zrobi to się go nie trzyma, ale inne elementy oceny leżą. Znasz sytuacje gdzie np. ocena - okresowa czy jakakolwiek dzialalaby tak jak to postulujesz?
    Powodem jest opór sporej części tych samych co protestują teraz przeciw proponowanym rozwiązaniom, jednocześnie pobierając pensje z kilku etatów.
    Praktyka jaka jest i do czego doprowadziła - widać, i to jest akurat kamyczek do naszego - uczeninano-samorzadnego ogródka.
  • tocqueville 10.02.11, 13:39
    Gdzie sens np. zakazywac profesorowi medycyny bycia ordynatorem w szpitalu, albo ekonomiscie bycia doradca szefa banku.

    a jest sens zakazywać kierowcy Formuły 1 udziału w niekonkurencyjnych rajdach?
  • adept44_ltd 10.02.11, 13:44
    tocqueville napisał:
    co miałeś na myśli? bo, jeśli to, co myślę, ż miałeś, to odpowiedź jest prosta... ;-)

    > Gdzie sens np. zakazywac profesorowi medycyny bycia ordynatorem w szpitalu,
    > albo ekonomiscie bycia doradca szefa banku.

    >
    > a jest sens zakazywać kierowcy Formuły 1 udziału w niekonkurencyjnych rajdach?


    --
    Louder Than Bombs...
  • salzburg 10.02.11, 13:52
    > Gdzie sens np. zakazywac profesorowi medycyny bycia ordynatorem w szpitalu,
    > albo ekonomiscie bycia doradca szefa banku.

    >
    > a jest sens zakazywać kierowcy Formuły 1 udziału w niekonkurencyjnych rajdach?

    Ano taki, ze lekarz medycyny nie praktykujacy tylko wykładający to zaden lekarz (np. chirurg), ekonomista nie majacy stycznosci z gospodarka to średni ekonomista. Pomijam korzyść dla pacjenta, że może jednak profesor szybciej i trafniej zdiagnozuje twoja chorobe niz taki bez tytułu (choc pewnosci nie ma).
    Inna kwestią jest to, ze np. kierowca rajdowy ma kontrakt. Pewnie by pekl ze smiechu gdyby mu oferowali w kontrakcie place ponizej sredniej krajowej i zakaz dorabiania np. w walkach w klatce jak bedzie chciał.

    Druga kwestia to egzekwowanie pod pracownikow ich obowiazków. Sytuacja jednak sie radykalnie zmieniła. Mowie o mojej uczelni - rotacja adiunktów jest duza i tak na prawde nikt kto zatrudnił się 5-6 lat temu nie moze liczyc na poblazliwość.
  • bumcykcyk2 09.02.11, 12:34
    whiteskies, wieloetatowość nie przekłada się na ilość pieniędzy w systemie i jest patologią - zgoda. Ale nie można leczyć kokluszu cholerą. Jak zabierzesz możliwość dorabiania i nakażesz rzetelnie pracować za 2500 zł netto to ci najlepsi i najbystrzejsi odejdą, a zostaną plewy, które nigdzie nie znajdą lepiej płatnej pracy. U mnie na państwowym nikt nie zamierza przecież dawać jakichkolwiek podwyżek! Po prostu będzie zakaz drugiego etatu i tyle.

    Zanim zmiany doprowadzą do usunięcia fikcyjnych płac, najwartościowszych ludzi już na uczelniach nie będzie. Piszę oczywiście wyłącznie o mojej działce.
  • whiteskies 09.02.11, 14:33
    Jak wiesz, wiele razy o tym pisałem że pieniędzy jest za mało. Mimo wszystko uważam, że ten ruch ma sens:
    jak pisze E&Y 2/3 profesorów jest zatrudnionych na wielu etatach, pewnie 50% dr hab.
    To jednak zwalnia pewne środki, z drugiej strony zakaz nie jest restrykcyjny: można pracować na drugim etacie ale pod warunkiem zgody rektora ( w praktyce dziekana). W sumie sprawa została spuszczona niżej i sporo w konkretnych przypadkach będzie zależeć od najbliższego otoczenia delikwenta, że tak powiem.
    A jak marchewka się w ciągu najbliższych lat nie pojawi to system i tak padnie, nie powiesz mi że to co mamy teraz nie jest zjazdem po równi pochyłej. Zostawienie aktualnego stanu w niczym na przyszłość nie pomoże.
  • adept44_ltd 09.02.11, 15:16
    te dane są absolutnie przesadzone, zjawisko dwóch etatów obejmuje pewnie pedagogikę, informatykę, ekonomię i prawo... i tyle... to raczej nie da 2/3, ani 50%, zwłaszcza, że też nie chodzi o wszystkich w tych dziedzinach
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 09.02.11, 15:59
    te dane są absolutnie przesadzone, zjawisko dwóch etatów obejmuje pewnie pedagogikę, informatykę, ekonomię i prawo... i tyle..

    tak zdecydowanie przesadzone, potwierdza to przykład adepta, który jako polonista nigdy nie pracował na dwóch etatach

  • salzburg 09.02.11, 16:03
    Dla chcacego nic trudnego - wystarczy wejść na Nauke Polską wybrać np. profesorów historii, fizyki czy astronomii i policzyc ile z nich ma 2 etat w szkole prywatnej. Nawet biorac pod uwage, że dane te nie są kompletne to daja one do myslenia jak bardzo obracamy się w sferze mitów z wieloetatowcami.
  • tocqueville 09.02.11, 16:06
    skoro humaniści nie pracują na dwóch etatach to dlaczego sprzeciwiają się zapisom nowej ustawy, ot zagadka

  • adept44_ltd 09.02.11, 16:11
    po niejakiej chwili refleksji można dojść do wniosku, że powodem jest durność tychże zapisów... no i zastanawiający medialny rozgłos wokół czegoś, co nie istnieje - czyli wieloetatowości ograniczonej przez poprzednią ustawę...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 09.02.11, 16:12
    swoją drogę, zawsze w takich sytuacjach przychodzi mi do głowy pytanie, czy obrona jednoetatowości nie jest motywowana tym, że dany delikwent nie ma możliwości pracy gdzie indziej i w związku tym uważa, że wszyscy mają mieć tak kiepsko jak on...
    --
    Louder Than Bombs...
  • salzburg 09.02.11, 16:17
    Bo chodzi o zasady by nie godzic się na to co ogranicza nasze prawa jako obywateli; bo w przeciwnym razie beda nam fundowac lustracje, decydowac czy mamy prawo albo nie do tego co inne grupy zawodowe, zapisywac w ustawach mobilność nie stawrzając zadnych szans na jej realizacje itd.
  • adept44_ltd 09.02.11, 16:10
    tocq, czy ciebie nie uczono, że na jednym przykładzie nie wyciąga się wniosków??? w instytucie, gdzie kiedyś pracowałem na 20 osób, 2 miały drugi etat, obecnie na wiele więcej - może będzie to do 10 osób, ze znanych mi polonistów (a znam ich sporo) niewielki procent pracuje na drugim etacie... chcesz się jeszcze podłożyć?
    --
    Louder Than Bombs...
  • i_zbyszeko 09.02.11, 14:01
    Nieźle namieszałem. Tyle postów w kilka dni, powinienem zostać moderatorem generującym dyskusje na forach, zarobiłbym lepiej niż na uczelni. Ale na poważnie.... Najwięcej emocji wywołuje problem dwuetatowości. Zauważyłem przy tym, że zwolennicy zakazów posługują się argumentami o zapobieganiu pracy dla konkurencji i o dbałości o jakość pracy na pierwszym etacie, które to argumenty nie mają pokrycia w tekście ustawy.
    Cytuję:
    "Art. 124. 1. Rektor może rozwiązać za wypowiedzeniem stosunek pracy z mianowanym nauczycielem akademickim w przypadku:
    podjęcia lub wykonywania przez nauczyciela akademickiego dodatkowego zatrudnienia lub prowadzenia działalności gospodarczej bez zgody rektora, o której mowa w art. 129 ust.1 i 8.
    Art. 129. 1. Podjęcie lub kontynuowanie przez nauczyciela akademickiego zatrudnionego w uczelni publicznej dodatkowego zatrudnienia w ramach stosunku pracy u innego pracodawcy lub prowadzenie działalności gospodarczej wymaga zgody rektora.
    4. Zgoda, o której mowa w ust. 1, jest wydawana w terminie dwóch miesięcy od dnia wystąpienia o zgodę na podjęcie lub kontynuowanie dodatkowego zatrudnienia lub prowadzenie działalności gospodarczej".
    Co z tego wynika? W żadnym paragrafie nie jest powiedziane, że rektor może odmówić zgody na podjęcie pracy dodatkowej lub działalności gospodarczej wyłącznie w sytuacji, gdy stanowić to będzie pracę dla konkurencji lub zagrozi jakości pracy na pierwszym etacie. Rektor ma pełną swobodę. W majestacie prawa może dać zgodę koledze na pracę w konkurencyjnej uczelni z tej samej miejscowości, który na dodatek nic nie robi dla rozwoju naukowego swojej pierwotnej uczelni. W majestacie prawa może także zabronić prowadzenia działalności gospodarczej, nie mającej nic wspólnego ze szkolnictwem wyższym, osobie, która co prawda jest autorem licznych prac i należy do wybitnych badaczy, ale za to nie jest lubiana przez rektora. Rektora nic nie ogranicza, co jest dowodem na moją tezę, że tak naprawdę chodzi o ograniczenie konstytucyjnych wolności pracowników uczelni państwowych (mamy przy okazji przepis o charakterze dyskryminacyjnym - dlaczego tylko uczelni państwowych). Przy okazji przepis ten pozwala na ekonomiczne niszczenie ludzi niewygodnych, bowiem daje rektorowi możliwość dowolnego zabraniania dorabiania przy jednoczesnym braku rozwiązań pozwalających na finansową rekompensatę za to ograniczenie. Podwyżek ta ustawa nie daje. Daje za to rektorowi furtkę, w sytuacji gdyby komuś nielubianemu nie wypadało odmówić zgody na dodatkową pracę - rektor może zwlekać ze zgodą aż dwa miesiące, co całą sprawę może uczynić nieaktualną. Podsumowując - wiarę w dobre intencje i rozsądek rektorów pozostawiam naiwnym. Ja zaś twierdzę, że zacytowany przepis łamie moje konstytucyjne prawa. Jak zmieni się kiedyś układ rządzący (bo z obecnym nie ma o czym gadać), to mam zamiar zainteresować polityków zarówno zmianą ustawy jak i postawieniem Kudryckiej przed Trybunałem Stanu. Dodam też, że głosy ludzi , którzy doktoraty zrobili na Zachodzie i są sfrustrowani brakiem możliwości robienia większej kariery w Polsce bez zrobienia habilitacji, nie przekonają mnie.
  • whiteskies 09.02.11, 14:40
    Zgoda. Nic rektota nie krepuje. Rektora natomiast się wybiera i w starej i w nowej ustawie.
    Natomiast teraz nic nie krepuje, korzystając z przywileju nienormowanego czasu pracy w jawny sposób nadużywać przywilejów i psuć system.
  • adept44_ltd 09.02.11, 15:13
    wiesz, że na forum Wrocław podszywa się pod ciebie internetowy troll Lech Keller?
    --
    Louder Than Bombs...
  • salzburg 09.02.11, 15:45
    Wynik 40 i konkursu, juz rozstrzygnięte, w niektórych dyscypinach decyzje już wydane, ale jak bys chciał się dobrac do pieniedzy i podpisac umowe to oto pojawia się komunikat:

    "Zgodnie a art. 48 ust. 4 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. – Przepisy wprowadzające ustawy reformujące system nauki ((Dz. U. Nr 96, poz. 620, z późn. zm.) umowy w sprawie projektów zgłoszonych w 40 konkursie będzie zawierał Dyrektor Narodowego Centrum Nauki (NCN). W związku z tym nowy wzór umowy opracuje w najbliższym czasie NCN. Administracja systemu OSF nie zna obecnie odpowiedzi na pytania, kiedy zostanie wprowadzony nowy wzór umowy".
  • charioteer1 09.02.11, 18:17
    To znaczy, ze pieniadze beda prawdopodobnie w pazdzierniku, a nie w maju, a sprzet dostaniemy w stycznu, i to jak dobrze pojdzie.


    salzburg napisał:

    > Wynik 40 i konkursu, juz rozstrzygnięte, w niektórych dyscypinach decyzje już
    > wydane, ale jak bys chciał się dobrac do pieniedzy i podpisac umowe to oto poja
    > wia się komunikat:
    >
    > "Zgodnie a art. 48 ust. 4 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. – Przepisy wp
    > rowadzające ustawy reformujące system nauki ((Dz. U. Nr 96, poz. 620, z późn. z
    > m.) umowy w sprawie projektów zgłoszonych w 40 konkursie będzie zawierał Dyrekt
    > or Narodowego Centrum Nauki (NCN). W związku z tym nowy wzór umowy opracuje w n
    > ajbliższym czasie NCN. Administracja systemu OSF nie zna obecnie odpowiedzi na
    > pytania, kiedy zostanie wprowadzony nowy wzór umowy".


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 09.02.11, 18:27
    pytanie, czy pani B. ściemnia, mówiąc o finansowaniu? czy nie wie...
    oba przypadki kwalifikują do oceny negatywnej, a ta, jak wiadomo...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pzgr 09.02.11, 19:49
    -ja myślała, że co inne.
    -naiwne to i niewinne.

    Serio, nasz ulubiony rząd wydał całą kasą i ma puste konto.
    Zatem gra na zwłokę wypisując dyrdymały o opóźnieniach administracyjnych (w unijnych też są wstrzymane wypłaty "z powodu, że się szyny wygły".
    Ludność zacznie płacić podatki za 2010 rok, kasa się znajdzie.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • whiteskies 09.02.11, 20:16
    I to jest prawdziwy skandal z tym finansowaniem. Chyba poszukam drugiego etatu do Rektora napisze ze to z powodu braku finansów na granty :) :(
  • tocqueville 09.02.11, 20:43
    --
    > Serio, nasz ulubiony rząd wydał całą kasą i ma puste konto.
    > Zatem gra na zwłokę wypisując dyrdymały o opóźnieniach administracyjnych (w uni
    > jnych też są wstrzymane wypłaty "z powodu, że się szyny wygły".
    > Ludność zacznie płacić podatki za 2010 rok, kasa się znajdzie.


    no nie wiem - mnie ratę kwartalną przysłali (grant własny) :)
  • pzgr 09.02.11, 20:54
    stare zobowiązanie.
    a z nowymi umowami czekamy....
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • charioteer1 10.02.11, 15:23
    no nie wiem - mnie ratę kwartalną przysłali (grant własny) :)

    Teraz wyplacaja w ratach kwartalnych? Nie w rocznych transzach??????


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • tocqueville 10.02.11, 15:30
    --
    w kwartalnych (z tego co wiem), ale to to zalezy od wniosku
  • charioteer1 10.02.11, 16:15
    Masz cztery raty kwartalne tej samej wysokosci, czy wprowadzili jeszcze jakies inne udziwnienia?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • charioteer1 10.02.11, 16:35
    Tocq, dla mnie to wazne. Dziela kwote przyznana na rok na rowne 4 czesci, czy wyplacaja tyle, ile masz w harmonogramie na poszczegolne miesiace? W moim poprzednim grancie byly roczne transze. Dzieki za info!

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • tocqueville 10.02.11, 18:08
    chario ja mam w umowie zapis:
    par. 6, p. 2
    Środki finansowe będą przekazywane Jednostce przez Ministerstwo, w drodze przelewów bankowych na rachunek wskazany w załączniku nr 2, w ratach kwartalnych.

    przysłali na pocz. lutego nieco ponad 1/4 środków (27%) przeznaczonych na ten roku, uznałem ze to rata kwartalna
  • charioteer1 10.02.11, 20:45
    Ok, wielkie dzieki!!!!


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • marialisboa 10.02.11, 08:28
    To zupełnie bez sensu...zanim dotknę kasy z grantu to będę już na etapie pisania pracy....wtedy co najwyżej mogę sobie zafundować naukowe wakacje w Europie i zakup lektury do poduszki.
    O..albo jeszcze lepiej. Zrobię badania już do habilitacji!
    Przygotowałam harmonogram! Po cholere to robić skoro nic nie można sobie zaplanować. Mam ten dr do 2015 pisać?bez przesady.

    Ostatnie dni przekonują mnie do tego, żeby do Polski nie wracać w ogóle, szukać pracy w ośrodkach zagranicznych, ewentualnie przekwalifikować się po obronie dr.
  • whiteskies 10.02.11, 10:17
    Żle myslisz. Jedziesz na wakacje, zatrusniasz sie w Polsce, twoje prace skladajace sie na doktorat ukazują sie na LF , łapiesz sie na
    "iuventus plus" (150 tys zł kasy dla młodego co opublikował na LF praktycznie bez rozliczenia i do kieszeni), łapiesz post doca jednoczesnie z "mobilnośc plus"
    (do 15 tys miesiecznie jak z rodziną) i zyjesz jak król za polskie pieniadze na nauke adresowane do "młodych zdolnych".
    W miedzyczasie wszyscy co normalnie aplikuja i dzialaja w systemie sie wykoncza i świetlana przszłośc syoi przed Toba otworem.
  • takisobienik 10.02.11, 03:58
    > 8. Dla uzyskania tytułu profesora wymóg doświadczenia w prowadzeniu zespołów ba
    > dawczych realizujących projekty finansowane w szczególności ze środków struktur
    > alnych Unii Europejskiej - a jak ktoś jest humanistą, badania prowadzi samodzie
    > lnie, bo w humanistyce tak najczęściej jest, a środków unijnych nie potrzebuje,
    > bo koszty jego badań to wyłącznie delegacje do biblioteki i archiwum w Warszaw
    > ie - ten nie ma szansy na profesurę, nawet jak opublikuje 100 książek rewolucjo
    > nizujących daną dyscyplinę humanistyki. Paranoja.

    W tej chwili pracuję w około dziesięcioosobowym zespole. Grant wcale nie jest duży. Biblioteka i archiwum nie wystarczają.
  • glowa_do_gory 16.02.11, 18:46
    witam nie śledzę forum na co dzien. Interesuje mnie jednak sprawa habilitacji według reformu Kudryckiej. Jakie kryteria (czy to prawda, że nie trzeba przedstawiać rozprawy? Co w zamian?) - chodzi przede wszystkim o nauki humanistyczne

    Jesli była tu już odpowiedź (a pewnie była) to proszę tylko o przekierowanie, albo wskazanie sensownego źródła
  • adept44_ltd 16.02.11, 18:56
    google i nowa ustawa o szkolnictwie wyższym, więcej informacji, zdaje się, nie ma
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 16.02.11, 19:11
    „Art. 16. 1. Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba,
    która posiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub artystyczne, uzyskane po otrzymaniu stopnia doktora, stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej lub artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością naukową lub artystyczną.
    2. Osiągnięcie, o którym mowa w ust. 1, może stanowić:
    1) dzieło opublikowane w całości lub w zasadniczej części, albo jednotematyczny cykl publikacji;
    2) zrealizowane oryginalne osiągnięcie projektowe, konstrukcyjne,
    technologiczne lub artystyczne;
    3) część pracy zbiorowej, jeżeli opracowanie wydzielonego zagadnienia jest indywidualnym wkładem osoby ubiegającej się o nadanie
    stopnia doktora habilitowanego.
    3. Obowiązek publikacji nie dotyczy osiągnięć, których przedmiot jest
    objęty ochroną informacji niejawnych.
    4. Minister właściwy do spraw szkolnictwa wyższego określi, w drodze
    rozporządzenia, kryteria oceny osiągnięć osoby ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego, biorąc pod uwagę osiągnięcia
    naukowo-badawcze w dziedzinach nauki i sztuki lub obszarach wiedzy, współpracę międzynarodową, dorobek dydaktyczny i popularyzatorski oraz uzyskane nagrody.”
  • pfg 16.02.11, 19:37
    Możliwość habilitowania się na podstawie "jednotematycznego cyklu publikacji" istnieje od dawna, ale niektóre dyscypliny nie wyobrażają sobie, żeby nie było książki. Nie przypuszczam, aby reforma Kudryckiej zmieniła coś w tym zakresie.
    --
    Troll z habilitacją
  • tocqueville 16.02.11, 19:50
    --
    hmmm, a co z dorobkiem?
  • adept44_ltd 16.02.11, 19:58
    i w tym zakresie reforma Kudryckiej nic nie zmienia... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 16.02.11, 19:59
    Dorobek ma być, ale "minister określi kryteria w drodze rozporządzenia". Jeśli chodzi ci o to, co z dorobkiem, jeśli habilitacją jest jednotematyczny cykl, to tak samo jest obecnie: kandydat ma mieć dorobek oprócz zszywki prac, które przedstawia jako habilitację.

    Nb, tocq, czasami piszesz pod znaczkiem podpisu i nie sposób cię cytować.
    --
    Troll z habilitacją
  • glowa_do_gory 16.02.11, 20:04
    Dzięki o to mi chodziło. Słyszałam od dawna, że w tej materii (i w wielu innych) ta ustawa to sumie nihil novi, ale zmyliły mnie prasowe doniesienia (także w gazecie prawnej), że jednak nie trzeba przedstawiać rozprawy hablitacyjnej i to ma by ta "nowość" i "ułatwienie procedur habilitacyjnych".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka