Dodaj do ulubionych

Znowu to samo

18.03.11, 11:30
GW pisze:

CytatWezmę każdą pracę
Stracone pokolenie? Mają dyplomy, znają języki, są zdeterminowani. Ale nie mają pracy. W styczniu było prawie pół miliona bezrobotnych, którzy nie skończyli 25 lat
Jeszcze w 2008 r. było ich niewiele ponad 300 tys. Na dodatek według GUS ponad jedna trzecia bezrobotnych, którzy nie ukończyli 27 lat, to absolwenci szkół wyższych.


A potem półgębkiem przyznaje:

CytatDlaczego ludzie młodzi i wykształceni nie mogą dostać pracy? - W wielu branżach rynek się już nasycił, posady są zajęte - tłumaczy Piotr Sarnecki z organizacji pracodawców PKPP Lewiatan. - Po drugie, za liczbą osób z wyższym wykształceniem nie poszła jakość wykształcenia. Trzecia przyczyna to kryzys.

Główna przyczyna wstydliwie obudowana "nasyceniem rynku" oraz "kryzysem".

Całość tu:

Niestety, pfg może publikować tysiące artykułów, a i tak go nikt nie wysłucha ponieważ ma rację. Uczelnie wyższe pełnią przechowalnię bezrobotnych, więc studia muszą być na niskim poziomie, by każdy mógł je skończyć. Wszyscy o tym wiedzą i nic nie robią.

A dla polityków jest to wygodne, bo w przypadku realnych zmian projakościowych na studiach, zamiast 500 tys. bezrobotnych (co już jest sporym problemem) teraz mielibyśmy ich z 1,5 mln (i to przy optymistycznym założeniu, że 50% studiujących się do studiowania nie nadaje).

A 1,5 mln bezrobotnych młodych - to przegrana w wyborach. Tylko że problemu nie da się odwlekać w nieskończoność. Problem narasta i za parę lat tych młodych, "wykształconych" bezrobotnych może być właśnie tyle.
--
Fio Maravilha, Nós gostamos de você
Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
Edytor zaawansowany
  • flamengista 18.03.11, 11:31
    Tekst linka

    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • pzgr 18.03.11, 11:36
    powiedziała "sprawdzam".
    i koniec blefowania.
    przyszedł czas zapłaty za brak strategii rozwoju i lata rozwoju molekularnego.
    jeszcze chwilkę pociągniemy na funduszach unijnych, a potem będzie bum.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • flamengista 18.03.11, 21:15
    Cytat2210 złotych - średnio za taką pensję miesięcznie na rękę młodzi by poszli do pracy

    Tak, tyle to dostaje adiunkt po doktoracie. I pracownik zarabiający średnią krajową.

    Cóż, faktycznie wymagania niewielkie - na wstępie kariery zawodowej średnia krajowa. Bez doświadczenia, bez umiejętności.

    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • niewyspany77 18.03.11, 22:56
    Wiesz, fla, w dobie cukru po 5 zeta można żyć u mamusi za ten tysiąc na miesiąc, ale jak ktoś chce się usamodzielnić to jest po prostu za mało i tyle w tym temacie, ja nie widzę tu nic, za co można się oburzyć. Poza tym zauważ, że to tylko pomiar chciejstwa, ale też takiego, gdy się zaczyna mówić: taka kasa mnie zadowala, taka kasa jest uczciwa. Myślę, że gdyby nasza średnia krajowa była dowolnie wyższa, to "poziom chciejstwa" zasadniczo nie byłby większy, bo tu nie chodzi o równanie do średniej ale poziom minimum, za ile młodzi są w stanie się utrzymać. Może to banda idiotów po wyższych szkołach pierdu pierdu, ale koszta swojego samodzielnego utrzymania kalkulują dość realistycznie.
  • zitterbewegung 19.03.11, 07:37
    Ja się w ogóle nie zgadzam, że to jest kwestia systemu szkolnictwa ani czyichś wybujałych aspiracji (pomijając, że w kapitaliźmie z zasady zawsze ktoś jest bezrobotny).

    Nie jestem ekonomistą, ale odkąd się dowiedziałem ile tak w zasadzie osób w Polsce pracuje nie mogę wyjść z szoku. Otóż w Polsce jest 8-10 milionów pracujących, 7-8 milionów emerytów i rencistów i 1.5-2 miliony bezrobotnych, nie licząc tego miliona, który wyjechał.

    Przyznam, że w ogóle nie rozumiem działania ekonomii, ale ekonomii tego kraju -- w szczególności. Sprawdziłem jak jest w Niemczech i tam pracuje 2/3 populacji. W Czechach 1/2 (serio, 4 miliony, połowa tego co w Polsce, w 4x mniejszym kraju). W Hiszpanii, do której się często Polskę porównuje ze względu na podobieństwa demograficzne, jest oficjalnie gigantyczna tragedia rozbuchanej szarej strefy i 20% bezrobocia - szczególnie wyniszczającego dla młodzieży (40% w tej grupie), a i tak pracuje 18 z 46 mln. populacji - 40%.

    A u nas coś tak 25% w porywach???

    www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_pw_zatrudnienie_wynagrodzenia_I-III_2010.pdf
    www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/Sites/destatis/Internet/EN/Content/Statistics/Arbeitsmarkt/content75/Eckwertetabelle,templateId=renderPrint.psml
    www.czso.cz/csu/csu.nsf/enginformace/azam020711.doc
    www.ine.es/en/daco/daco42/daco4211/epa0410_en.pdf
  • pzgr 19.03.11, 08:23
    popatrz na to tak:
    a) ci renciści pracują legalnie (nie płacą składek, pobierają renty i pensje) reszta pracuje na czarno.
    b) bezrobotni pracują, nie pobierają zasiłku, ale to nie problem dla nich, bo w byciu bezrobotnym chodzi o zapewnione przez państwo ubezpieczenie zdrowotne wynikające z zarejestrowania w UP.
    c) ogromna jest też liczba rolników, którzy pracują na czarno i opłacają KRUS.

    Zaręczam, że u nas pracuje 2/3 ludzi, tylko debilne przepisy pozwalają na legalną szarą strefę.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • flamengista 19.03.11, 08:55
    one ją wymuszają.

    Wyobraź sobie, że zatrudnienie legalnie opiekunki do dziecka kosztuje min. 16, a najczęściej 20 zł za godzinę. Z czego na rękę opiekunka dostaje 8-10 zł! Połowę tej kwoty!

    W takiej sytuacji praca na czarno to często jedyne wyjście. Ludzi na inne nie stać.

    Mamy horrendalnie wysokie koszty pracy i ponosimy tego konsekwencje. Wszyscy.

    Przecież moja uczelnia też wolałaby mieć więcej wykładowców, którzy byliby bardziej dostępni i poświęcali indywidualnym studentom więcej czasu. Ale koszty pracy są tak wysokie, że bardziej opłaca się wyrabiać 1 osobą normę godzinną na 2 etaty i płacić za nadgodziny.

    Tu też tkwi sekret masowości studiów - po prostu dla pracodawców zatrudnienie studenta jest tańsze.

    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • marcio1234 19.03.11, 08:45
    A skąd te dane o 8-10 mln zatrudnionych? Bo jest napisane że, "Liczba pracujących (...) wyniosła 8372,0 tys" ale "Bez podmiotów gospodarczych o liczbie pracujących do 9 osób, oraz bez rolnictwa indywidualnego, (...) oraz w działalności związanej z obroną narodową i bezpieczeństwem publicznym."
    Przypuszczam, że zatrudnienie w małych firmach to kolejne kilka milionów, rolnictwo to kolejne miliony, obronność i bezpieczeństwo to też będzie z milion. Jak to podsumujemy to chyba nie jest tak źle
  • zitterbewegung 19.03.11, 09:24
    Pozwoliłem sobie te dwa miliony dodać w ramach tej właśnie reszty. Statystyki innych krajów pokazują że tak to się mniej więcej rozkłada. Jak się nie rozkłada tak w Polsce, to powinno być to opracowane, ze tak Polska jest tygrysem obywatelskiej przedsiębiorczości i 5 milionów pracuje w małych firmach do 9 osób.

    Argumentu z szarą sterfą nie kupuję, bo w Hiszpanii jest podobna.
  • zitterbewegung 19.03.11, 09:27
    Jeszcze co do wojska. Nie czytałem dokładnie, ale wydaje mi się, że jest już wliczone. 40% z wymienionych w raporcie 8.5 mln. pracujących pracuje w "sektorze publicznym", to skądinąd inna patologia.
  • scibor3 19.03.11, 15:31
    A doliczyłeś pracujących na umowę-zlecenie, umowę o dzieło? Ponoć takich jest już ponad 1/3 ogółu pracujących w Polsce.
  • bumcykcyk2 19.03.11, 00:01
    Pfg ma absolutną rację i warto jeszcze raz o tym napisać. Szkolnictwo wyższe w Polsce pełni rolę wielkiej przechowalni bezrobotnych, a do tego spora część owych bezrobotnych jeszcze sama dopłaca do tego, aby się w niej znaleźć. Kształcę kompletnych idiotów, napychając ich miałką humanistyczną pseudowiedzą, niepotrzebną do niczego poza kulturalnym odezwaniem się przy stole na imieninach u cioci.

    Taka jest smutna prawda, której nikt w Polsce nie chce przyjąć do wiadomości.
  • pzgr 19.03.11, 08:25
    ciekawe...
    możesz zacząć napychać ich wiedzą w fizyki jądrowej.
    na pewno znajdą pracę w zawodzie.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • pfg 19.03.11, 14:01
    Absolwenci fizyki są niesłychanie elastyczni, bardzo łatwo się przekwalifikowują - łatwiej, niż absolwenci studiów humanistycznych lub społecznych, zwłaszcza tych kiepskich. Zresztą o czym my mówimy - według GUS w Polsce "nauki fizyczne" - do których GUS zalicza astronomię, chemię, fizykę, geografię i geologię - studiuje 28 tysięcy osób. Pedagogikę 230 tysięcy, nauki ekonomiczne i administracyjne 440 tysięcy. Gdyby liczba osób studiujących "nauki fizyczne" wzrosła dwukrotnie (co jest całkowicie nierealne!) kosztem osób studiujących pedagogikę, ekonomię i kierunki administracyjne, oznaczałoby to mniej niż pięcioprocentowy spadek tej drugiej grupy.
    --
    Naukowy beton
  • pzgr 19.03.11, 17:57
    to chyba przesada i gołosłowie, a już słowo "niesłychanie" to tak chciejstwem zatrąca.
    a to, że ludzie nie pracują w zawodzie, to przecież normalka.
    jedynym wyjątkiem są ci, którzy zostają na uczelniach.
    choć nie do końca, bo uczą bez wykształcenia pedagogicznego.

    >Absolwenci fizyki są niesłychanie elastyczni, bardzo łatwo się przekwalifikowują - łatwiej, niż absolwenci studiów humanistycznych lub społecznych.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • pfg 19.03.11, 21:31
    pzgr napisał:

    > to chyba przesada i gołosłowie, a już słowo "niesłychanie" to tak chciejstwem
    > zatrąca.

    Nie, to prawda.
    --
    Przesiąknięty feudalną mentalnością
  • pzgr 20.03.11, 08:13
    Roma locuta - causa finita
    :-(
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • flamengista 20.03.11, 09:13
    Przepraszam, że się wtrącę. Ale muszę się zgodzić z przedmówcą.

    Mam kilku fizyków w rodzinie i wśród znajomych. Oprócz typowych naukowców są tacy, co pracują w IT czy specjalistycznej firmie medycznej.

    Fizycy też często odnajdują się w ekonomii - nie tylko w nauce, ale i praktycznym biznesie. Są świetni np. jako analitycy finansowi.

    Prawda jest taka, że jak nauczysz się dobrze fizyki to jesteś się w stanie szybko nauczyć innych, prostszych rzeczy;)
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • pzgr 20.03.11, 09:42
    są 2 podstawowe czynniki sukcesu zawodowego, bez względu na branżę:
    - osobowościowa cecha pt. sumienność,
    - inteligencja ogólna.
    są one predyktorem sukcesu w szkole podatawowej i na maturze.
    jeżeli wybierasz 10% najlepszych kandydatów - masz wysoki poziom obu cech.
    czy ich uczysz szycia, czy fizyki - efekt jest ten sam.
    wyobraźmy sobie, że na fizykę przyjmuje się wszystkich, kandydatów, także tych z maturą na 30%. uczy się ich dostosowując poziom do najgorszego, egzaminując z selektywnością na poziomie 20% przez całe studia, żeby nie stracić dotacji. PFG ma 600 godzin zajęć i 30 magistrantów.
    zagadka: jak elastyczni są absolwenci?
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • pfg 20.03.11, 13:07
    pzgr napisał:

    > wyobraźmy sobie, że na fizykę przyjmuje się wszystkich, kandydatów, także tych
    > z maturą na 30%.

    Tak jest :-( Ale kandydatów i tak jest mniej, niż miejsc, co wynika IMHO z dwóch rzeczy: Po pierwsze i najważniejsze, fizyka jest *wyjątkowo źle i głupio* uczona na poziomie przed-maturalnym. Po drugie, panuje dość powszechna świadomość, że to są bardzo trudne studia.

    > uczy się ich dostosowując poziom do najgorszego

    Za to tak nie jest :-) Odsiew na pierwszym roku >50%, na drugim podobnie, na trzecim niezerowy. Później sytuacja się stabilizuje.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • pzgr 20.03.11, 13:09
    u nas też tak było.
    z mojego roku (72 os.) do dyplomu dotrwało 15.
    ale to staaaare dzieje.
    i teraz to tylko zazdrość zżera :-(
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • yellow_tiger 21.03.11, 07:31
    Za to tak nie jest :-) Odsiew na pierwszym roku >50%, na drugim podobnie, na trzecim niezerowy. Później sytuacja się stabilizuje.
    O właśnie. Na pierwszym roku ~650 osób, po pierwszym kolokwium podało się jakieś 100-150, po pierwszym semestrze zostało 300, pierwszy rok skończyło jakieś 150. Po drugim zostało 100 a po trzecim 60+ i te 60+ skończyło studia. Odsiew na poziomie 90%...
    Pamiętam jak listy z wynikami kolokwiów zajmowały coraz mniej miejsca na tablicy ogłoszeń... Wpierw pokrywały ja całą, potem z czasem stawały się coraz krótsze i krótsze aż w końcu wszystkie wyniki mieściły się na jednej kartce formatu A4...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • niewyspany77 21.03.11, 12:56
    I to by było na tyle, jeśli chodzi o tezę, że 10% nadaje się na studia. Dla mnie zagadką jest, po co niektóre kierunki przyjmują po 1000 nowych studentów rok w rok, jeśli wiadomo, że na każdym roku będzie odsiew. Podniecanie się jacy to jesteśmy fiu fiu wypasieni jest fajne, ale czasem warto się zastanowić co czuje student słysząc na drugim roku coś w stylu: wypad, kretynie.
  • adept44_ltd 21.03.11, 13:05
    to dość oczywiste... nie chcę tu prowokować Dalataty, ale to system tego wymaga... uni nie dostaje 100 % kwoty niezbędnej do opłacenia minimum swojego funkcjonowania (chodzi m.in. o pensje), w związku z tym mamy to co mamy...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 13:14
    adepcie, ja naprawde rozumiem, ze sa rozwiazania systemowe, ktore wymuszaja dzialania patologiczne. ja protestuje przeciwko zaslanianiu sie systemem przy kazdym indywidualnym wyborze.

    podobnie jak w tym watku, naprawde rozumiem, ze sa studenci, ktorzy nie sa w stanie podolac wymogom im stawianym na uczelniach (wole ich taka nazwac niz wyzywac od polmozgow, pomimo ze to ostatnie wywoluje poklask na forum). jednak protestuje przeciwko twierdzeniom, ze uczymy bande (naturalnych) glupkow, a kazdy niezdany egzamin jest wynikiem debilizmu studenta i na pewno nie jest (i po prostu nie moze byc) wynikiem slabego nauczania na wszystkich etapach szkolnictwa zreszta.

    i tyle, mam nadzieje, w tym watku.

    adept44_ltd napisał:

    > to dość oczywiste... nie chcę tu prowokować Dalataty, ale to system tego wymaga
    > ... uni nie dostaje 100 % kwoty niezbędnej do opłacenia minimum swojego funkcj
    > onowania (chodzi m.in. o pensje), w związku z tym mamy to co mamy...


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 21.03.11, 13:19
    trudno się nie zgodzić, niemniej

    1. chyba rzadko padały tu jakieś wyzwiska (z poklaskiem na forum), ja w każdym razie nie używałem takowych,
    2. nie ulega wątpliwości, że poziom siada i to z wielu powodów, wiele razy o tym dyskutowaliśmy...

    co do reszty - ja uważam, że nie każdy się nadaje na studia... a wytworzono jakieś takie idiotyczne (! ;) przekonanie, że jest inaczej... ci nienadający się obniżają poziom, a dostosowywanie się do nich jest nieporozumieniem... kończy się bowiem zazwyczaj dostosowaniem kryteriów, no i w efekcie wszyscy są wybitni, zupełnie jak adiunkci...
    myślę nad tym, co powiedział Hartman i wobec paru rzeczy mam w sobie sprzeciw, ale to było celne - budujemy kulturę nie egalitarności, ale mierności i za to, jak najbardziej, ponosimy winę...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 13:41
    nie, nie kazdy nadaje sie na studia - tto jest tzw. oczywista oczywisotsc. problem z tym, gdzie jest granica. i na ile ona wynika z tego, kogo my chcemy uczyc, a na ile z tego, ze jest cala masa ludzi, ktorzy maja aspiracje do tego, by studiowac. ja nie potrafie okreslic, gdzie jest ta granica, jednak nie uzurpuje sobie prawa do tego, by tweirdzic, ze to moje widzimisie nauczycielskie ustala ja.

    tak czy owak, mysle ze ta druga grupa jest znacznie wieksza, co sie przeklada na znacznie wieksza grupe ludzi studiujacych niz chcieliby tego uczacy. a zatem na grupe duzo bardziej zroznicowana i znacznie wiekszym przekroju umiejetnosci, komptenencji, zolnosci. i teraz masz problem co z tym zrobic. z jednej strony mozemy to sabotowac, mozemy uznawac, ze my nie musimy zrobic nic, by ludziom pomoc w radzeniu sobie - bo oni maja byc zaintersowani, chetni, gotowi itd itd. my uczymy tak jak zawsze, koniecznie uzywajac slow ze slownika wyrazow obcych (aneks dla prawdziwych intelektualistow).

    z drugiej mozemy probowac dostosowac nasze nauczanie i inne czynnosci do zmieniajacej sie grupy studentow. mozemy zatem probowac ich zainsteresowac, mozemy ich motywowac itd itd. i to wcale nie musi znaczyc obnizenia standardow, choc mysle ze do pewnego stopnia to nieuniknione - nie mam jednak poczucia, ze u mnie to spadlo w sposob nie do zaakcetpowania - po prostu moi studenci dostaja znacznie gorsze oceny). natomiast odsiew rzedu 90 proc, jak dla mnie, swiadczy jedynie o nauczajacym.

    na to wszystko nakladaja sie zmiany w szkolnictwie, ktore coraz bardziej nastawiaone sa na testwoanie, a nie na wyksztalcenie myslenia, zainteresowan itd. ni ejestem zreszta pewien czy nauczyciele sa w stanie ksztalcic zaintersowania.... nabor do nauczycielstwia od dziesiecioleci jest negatywny. i pewnie jest jakas elita, ktora to potrafi, reszta nie. do tego masz szkoly wiejskie, bez dostepu do kina, teatru, biblioteki czy nawet basenu. mnie naprawde oburza robienie z tych dzieci 'glupkow', bo nie potrafia sie wyslowic, nie sa oczytani, nie byli w teatrze. a jak do ciezkiej cholery mieliby to osiagnac? wyklczuenie tych wszystkich ludzi byloby skandalem nad skandale.

    na koniec: mysle ze mowienie o naszych studentach publicznie jako o idiotach czy polmozgach, to sa wyzwiska.i mi bardzo takie teksty nie odpowiadaja. tak samo jak teksty o dresiarzach, tipsiarach i joincikach jako strategii edukacyjnej.

    i mam nadzieje, ze to juz koniec w tym watku.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • yellow_tiger 21.03.11, 13:57
    natomiast odsiew rzedu 90 proc, jak dla mnie, swiadczy jedynie o nauczajacym.
    Rozumiem, że wszyscy nauczający na fizyce się do tego nie nadają...
    Dala.tata mniej więcej taki sam odsiew był niezależnie od wykładu, po prostu co najmniej 90% populacji nie nadaje się do studiowania fizyki i nie ma w tym niczego dziwnego. Te studia naprawdę wymagają bardzo abstrakcyjnego myślenia i jeszcze więcej samozaparcia. Nie powiesz mi, że powiedzmy 50% narodu jest w stanie zrozumieć co to jest forma różniczkowa czy przestrzeń Banacha. No po prostu nie ma bata. Większość populacji ma problem ze zrozumieniem co to jest logarytm, pochodna czy całka a to jest dopiero wstęp do wstępu. Sorry.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 21.03.11, 14:03
    ale ja naprawde rozumiem, co do mnie mowisz. jednak nie przedstawiaj tego jako oczywista oczywistosc, bo to, co mowisz jest czysta ideologia.

    i zupelnie nie mam zamiaru ci mowic, ze 50 proc, narodu jest w stanie zrozumiec, czym jest przestrzen Banacha. jednak o ile rozumiem i akceptuje twoje prawo do tego, zeby uznac przestrzen Banacha za kluczowy element nauczania fizyki, wybor taki jest polityczny (przez male p). i ja oczywiscie za malo wiem o fizyce, zeby podjac sensowna dyskusje na temat nauczania przestrzeni Banacha, jednak nawet nauczanie fizyki nie rozni sie od nauczania innych przemiotow i jest oparte na ideologicznych wyborach, czego nauczac.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:11
    Dala, czyli że co... (miałem zaprzestać, ale kwestia ideologiczności nie pozwoliła mi) - mamy nauczać rzeczy prostych, by lud posiadł stopień??? no to może porozdawajmy sobie profesury od razu, bo to w sumie też jest ideologiczne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 14:18
    adepcie, ja chyba nie to jednak powiedzialem. ale niezle sobie radzisz z tym, zeby sie nie odniesc.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala, czyli że co... (miałem zaprzestać, ale kwestia ideologiczności nie pozwol
    > iła mi) - mamy nauczać rzeczy prostych, by lud posiadł stopień??? no to może po
    > rozdawajmy sobie profesury od razu, bo to w sumie też jest ideologiczne...


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:26
    napisałeś:


    jednak nawet nauczanie fizyki nie rozni sie od nauczania innych przemiotow i jest oparte na ideologicznych wyborach, czego nauczac.

    to ja proszę o objaśnienie, czego dotyczy kwestia ideologii? i jak ta kwestia ma się do tego, o czym rozmawialiśmy...???
    bo wiedza ogólnie jest ideologiczna... no i jeśli ma być dobrą wiedzą, to jest to m.in. ideologia elitarności

    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 14:32
    adpecie, to byla odpoweidz tigerowi.

    adept44_ltd napisał:

    > napisałeś:
    >
    >
    > jednak nawet nauczanie fizyki nie rozni sie od nauczania innych przemiotow i je
    > st oparte na ideologicznych wyborach, czego nauczac.
    >
    > to ja proszę o objaśnienie, czego dotyczy kwestia ideologii? i jak ta kwestia m
    > a się do tego, o czym rozmawialiśmy...???
    > bo wiedza ogólnie jest ideologiczna... no i jeśli ma być dobrą wiedzą, to jest
    > to m.in. ideologia elitarności
    >


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:36
    wiem, ale mimo wszystko zainteresowała mnie ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 21.03.11, 14:22
    to znaczy adept, że jeśli publika nie rozumie słów: alegoria czy oksymoron to musisz przestać ich używać!, bo przecież zły habitus, brak biblioteki oraz basenu nie pozwolił ludowi zapoznać sie z tymi słowami a już wymaganie od studenta polonistyki znajomości słów pochodzenia obcego jest przejawem pedagogicznej opresji i braku społecznej wrażliwości
  • dala.tata 21.03.11, 14:31
    tocq, jesli uwazasz, ze ja to powiedziaelm, no coz, moze sprobUj czytac ze zrozumieniem. jesli z kolei dla ciebie dobry wyklad to taki, ktorego nie da sie zrozumiec bez aneksu dla prawidzwych intelektualistow Slownika wyrazow obcych, no coz, to mamy zupelnie inne podejscie do pracy. ja, widzisz, tocq, nie musze i nie chce stroszyc piorek wobec studentow. bo to o to idzie, nie? to budowanie obrazu: i na pewno polowa studentow z towartymi ustami mowi, wowwwwww, ale on to zna slowa.....Wykladowca w teatrze wykladu codziennego.

    a ja, widzisz, nie musze. i mnie naprawde nie robi, czy uzyje slowa 'infantylny' czy dziecinny. i czy wyjasnie slowo 'oksymoron'. roznimy sie.


    tocqueville napisał:

    > to znaczy adept, że jeśli publika nie rozumie słów: alegoria czy oksymoron to m
    > usisz przestać ich używać!, bo przecież zły habitus, brak biblioteki oraz basen
    > u nie pozwolił ludowi zapoznać sie z tymi słowami a już wymaganie od studenta p
    > olonistyki znajomości słów pochodzenia obcego jest przejawem pedagogicznej opre
    > sji i braku społecznej wrażliwości


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:42
    no ale to nie chodzi o obce słowa...
    swoją drogą, jeśli już o nich mowa, podejrzewam Dala, że masz na myślę pewną panią adiunkt (zresztą do dzisiaj), którą i ja mam na mysli... różnica sytuacji jest taka, jak mój rocznik na nią trafiał, to nabywał słownik i poznawał słowa... dzisiaj się tego nie robi... i taka postawa świadczy o braku predyspozycji do studiowania...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 15:13
    nie, mnie po prostu bawi i cieszy, gdy sprowadzamy problem wykladania do tego, czy mozemy uzywac slow obcego pochodzenia czy nie. dla mnie to jest tak kompletnie kosmiczne postawienie sprawy, ze mi oddech odbiera. i znow, ja naprawde rozumiem, ze dzisiaj czesc studentow inaczej podchodzi do nabierania slownika. i znow masz do wyboru obrazic sie na to lub probowac przekonac ich, ze warto.

    tak w ogole, to ja naprawde mysle, ze to jest dyskusja typy 'ah ta dzisiejsza mlodziez'. wiesz, kiedys na wykladzie prof. Podraza stwerdzila, ze za jej czasow, to profesorowie wymagali czytania przynajmniej w 3 jezykach - o ile pamietam, francuski, niemiecki i wloski wymienila, co ciekawe. studenci popatrzyli na siebie z lekkim przestarchem i niedowierzaniem. nikt z nas nie czytal w tych 3 jezykach (ani w zadnych innych trzech).....i co? i jakos przezylismy, a prof. Podraza w swej dobrotliwosci nie wymagala jednak tego. my dzisiaj mamy podobna rozmowe. i mam wrazenie, ze ty juz wiesz, gdzie jest ta granica, ktorej nie da sie przekroczyc, a ja nie.

    adept44_ltd napisał:

    > no ale to nie chodzi o obce słowa...
    > swoją drogą, jeśli już o nich mowa, podejrzewam Dala, że masz na myślę pewną p
    > anią adiunkt (zresztą do dzisiaj), którą i ja mam na mysli... różnica sytuacji
    > jest taka, jak mój rocznik na nią trafiał, to nabywał słownik i poznawał słowa.
    > .. dzisiaj się tego nie robi... i taka postawa świadczy o braku predyspozycji d
    > o studiowania...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 21.03.11, 15:20
    tak, ja wiem... tą granicą jest nieczytanie w ogóle...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 15:22
    adepcie drogi, to akurat nie rozwiazuje problemu. chyba ze uwazasz, ze to ty masz prawo decydowac, kto studiuje, a kto nie. jesli twoja perspektywa jest wiazaca, to spoko, problem znika. ja sie z taka postawa nie zgadzam, jednak ma ona sens.

    adept44_ltd napisał:

    > tak, ja wiem... tą granicą jest nieczytanie w ogóle...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 21.03.11, 15:30
    ale co? rada komisarzy ludowych ma decydować, kto studiuje? to raczej nie wyszło, podobne ciało, oparte na dobrej wierze w możliwości studiowania przejawiane przez ludzkość też nie wypaliły...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 16:18
    no, skonczylem artykul, moge znow popisac :-)

    nie mam pojecia, naprawde. dla mnie to jest decyzja zbyt wazna spolecznie, zeby sobie po prostu powiedziec: ja decyduje. dlatego wole ja odwrocic. i wedlug mnie, studiowac powinien kazdy, kto sobie da rady (co nie znaczy, ze wszyscy na UJ). i problem, wedlug mnie latwiejszy (niewiele, ale latwiejszy) jest w tym momencie ustawienie poprzeczki na jakims tam poziomie. zadanie latwiejsze o tyle, ze latwiej byloby sie dogadac na temat minimum potrzebnej wiedzy i kompetencji wymaganych od absolwenta.

    adept44_ltd napisał:

    > ale co? rada komisarzy ludowych ma decydować, kto studiuje? to raczej nie wysz
    > ło, podobne ciało, oparte na dobrej wierze w możliwości studiowania przejawiane
    > przez ludzkość też nie wypaliły...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • bumcykcyk2 21.03.11, 16:35
    Dala.tato, Twój egalitaryzm kończy się studentach. Próg habilitacji za to ustanawiasz maksymalnie wysoko. Nie razi Cię ta sprzeczność? Skoro jesteś taki równiacha, że każdego widzisz na studiach, to bądź równie szczodry w kwestii dostępu do stopni i tytułów naukowych.

    Prezentujesz zakłamanie jednego profesora z FU Berlin, co to zamieszkał wśród Turków na Kreuzbergu i wychwalał wszem i wobec jak to cudownie multikulturowo i różnobarwnie mu się tam mieszka. Tudzież piętnował publicznie i gromko stereotypy oraz uprzedzenia. Tyle, że jak mu dzieci podrosły na tyle, żeby pójść do szkoły, to zawinął cichcem kitę i przeflancował się do Zehlendorf (najdroższa dzielnica willowa w Berlinie Zachodnim). Wielokulturowości na własnych dzieciach jakoś nie chciał ćwiczyć.

    Ty jesteś podobnym okazem - domagasz się powszechnej skolaryzacji na poziomie studiów wyższych, kosztem nieubłaganego obniżenia poziomu, a jednocześnie bronisz jak lew praw dostępu do swojej profesorskiej kasty. Promujesz egalitaryzm pod warunkiem, że Ciebie bezpośrednio on nie dotyczy. To jest dość obrzydliwe. Upraszam o więcej konsekwencji w poglądach. Ja nie rozumiem dlaczego prawo do studiowania i przepychania na siłę ma mieć byle dresik z osiedla, a dostęp do profesury ma wymagać publikacji za 120 punktów. Przecież równie dobrze może być 40 punktów, albo w ogóle przyznawajmy tytuły naukowe za wysługę pracy na uczelni. Skoro ktoś wytrzymał 25 lat przy kredzie, to zakładamy, że nadaje się na habilitowanego. IMHO powyższe zdanie ma dokładnie taką samą wartość logiczną jak twierdzenie, że każdy nadaje się na studia.
  • tocqueville 21.03.11, 17:01
    jeśli Oksana chciałaby zrobić habilitację to czyż nie należałoby naszych wymagań dostosować do jej możliwości? dlaczego mielibyśmy od niej wymagać publikacji? Kim jesteśmy, aby decydować czy nadaje się na doktora habilitowanego? dlaczego nie mielibyśmy zmienić naszych skostniałych przyzwyczajeń?
    bo przecież nie Oksany wina że w dyskotece gdzie przebywa większość czasu nie ma warunków do nauki, a nawet biblioteki, nie wspominając o basenie
  • dala.tata 21.03.11, 17:32
    czuje sie strasznie osmieszony.....tocq, jestes niesamowicie blyskotliwy, jak ci brakuje argumetnow.

    co do basenu i biblioteki - to wlasnie tego typu poglady powoduja, ze tworzymy podklase dzieci i mlodziezy, o ktorych mozemy zapomniec, bo oni sie nie nadaja, nie sa w stanie, sa idiotami itd. mnie to bardzo nie odpowiada, bardzo. to jest taki plytki elitaryzm, oparty glwonie na czubku wlasnego nosa. podlany sosem typu: jak beda naprawde wybitni, to sie wybija, ale sprawdzmy czy naprawde, wiec rzucmy jezcze pare klod pod nogi.

    co do habilitacji, to wlasnie zmieniamy nasz skostniale przyzwyczajenia i na przykald wywalamy kolokwium. ale ja wiem, dla ciebie juz straszne sie stalo, ze sto lat temu wpuscilismy kobiety na uczelnie, nie tocq? tez widzisz tych wszystkich tocqevillow na forach internetowych z przelomu 19 i 20 wieku*), wysmiewajacych tych 'radykalow', ktorzy taki straszny dopust bozy promuja. niech wszystko bedzie tak jak zawsze bylo, nie tocq?

    *) naprawde wiem, ze wtedy nie bylo jeszcze internetu.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dala.tata 21.03.11, 17:06
    o merytoryczna wypowiedz bumcyka. tak, masz racje i w czasie trakcie tego watku zastanwiam sie nad tym. po pierwsze wydaje mi sie ze jest roznica miedzy dostepem do studiow, a habilitacja. moge wyjasniac, ale jak bedzie potrzeba.

    po drugie, wazniejsze, dlatego napisalem pare minut temu, ze wedle mnie rozwiazaniem problemu jest 'spoleczne' ustalenie, czym jest absolwenckosc (10 lat temu przechodzilismy przez to w UK). jaki jest zbior wiedzy, kompetencji itd. ktore uznajemy za konieczne. to jest debata w ktorej powinni brac udzial studenci, pracodawcy itd. to jest na przyklad pytanie o sensownosc pisania prac licencjackich, na przyklad. i kazdy kto jest w stanie osiagnac wymagane kryteria powienien moc studiowac.

    I podobnie powinno byc z habilitacja. w tym wypadku to powinna byc debata czysto akademicka. nie sadze, zebym ustawial poprzeczke habilitacji niestoswonie wysoko. zdecdyowanie nie uwazam. i kazdy kto spelnia takie kryteria powinien dostac habilitacje.

    w obu wypadkach bedzie zawsze element interpretacji takich kryteriow, ael to jest nieuniknione.

    juz jest spojnie dla ciebie? i co prawda wolalbym bez wycieczek osobistych, ale ty inaczej nie umiesz nie?

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • bumcykcyk2 21.03.11, 23:53
    Ja niestety jestem taki straszny, że mam dobrą pamięć. Za dobrą. I dobrze pamiętam, że Twe wymogi odnośnie progu uprawniającego do habilitacji były zawsze pryncypialnie wysokie (oczywiście możesz to zaraz odparować i rozmydlić, pytając mnie z głupia frant a co to znaczy "wysokie", jak do tego doszedłem, bo Ty widzisz to inaczej i tym podobne trele morele). Ale choćbyś szanowny Dala.tato zapluł się tutaj po profesorsku , nie zmienisz tego, że inną poprzeczkę ustanawiasz dla dla populacji studentów, a inną dla pracowników nauki. Jednych chcesz uśredniać do dołu, a innych zmuszać do wyczynowego równania w górę. Uważam to za niekonsekwencję w myśleniu, do tego groźną przy próbie faktycznej realizacji, bo wprowadzającą jeszcze większą przepaść umysłową między studentem a wykładowcą oraz rozwarstwienie społeczne.

    To, że magisterium różni się od habilitacji, wiemy. Podobnie jak egzamin na prawo jazdy kategorii B od licencji pilota boeinga. Ja uważam, że zarówno kierowca forda focusa, jak i pilot B737 powinni doskonale umieć prowadzić swoje maszyny. Ty szanowny Dala.tato, pilotów chciałbyś trenować wyczynowo, za to egzamin na kierowcę samochodu sprowadzić do umiejętności odpalenia auta i przejechania nim kilkuset metrów. Zarzucasz nam elitaryzm, podczas gdy sam tkwisz w nim po uszy.

    Dlaczego "absolwenckość" ma być ustalana <społecznie>, a habilitacja w postaci <debaty czysto akademickiej>?

    To jest fundamentalne pytanie. I na nie chciałbym uzyskać rzeczową odpowiedź.

    Ps. Metafora i analogia to nie są wycieczki osobiste.
  • dala.tata 22.03.11, 11:48
    no coz, najwyrazniej niezle mi idzie, skoro ze studentow idiotow zostalo ci atakowanie habilitacji.
    wydaje mi sie ze napisalem dosc jasno, ze powinny byc wypracowane kryteria 'absolwenckosci'. nie moje, nie twoje, ale publiczne. podobnie z habiitacja.

    i juz mi sie calkiem nie chce pisac w tym watku.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • bumcykcyk2 22.03.11, 14:53
    Dala, ja o zupie, Ty o dupie. Napisałem jak krowie na rowie, o co mi chodzi, a Ty wyjeżdżasz, że niczym Katon z uporem i po maniacku dochrzaniam się do habilitacji.

    Chodziło mi o NIERÓWNĄ MIARĘ WERYFIKOWANIA UMIEJĘTNOŚCI dwóch podobnych grup - studentów i młodych pracowników nauki. Do jednej grupy chcesz przykładać kryteria SPOŁECZNE (tak to byłeś łaskawy określić), a do drugiej TRADYCYJNE.

    Kryteria , które uważasz za słuszne do awansu naukowego, pryncypialnie odrzucasz i zwalczasz w stosunku do oceniania studentów, mimo, że owych studentów oceniamy -jak dotąd- za postępy stricte naukowe, a nie społeczne czy jakiekolwiek inne.

    Zapytałem "dala why? " , ponieważ "publiczne ustalanie kryteriów absolwenckości" , w formule jaką byłeś nam tu łaskawy opisać, uważam za miazmat groźny dla samych podstaw bytowania społeczeństwa. Być może zrozumiesz to kiedyś dopiero wtedy, gdy przyjdzie Ci obcować w codziennym życiu ze "specjalistami" wykształconymi wedle owych postępowych kryteriów. Mając kilkanaście lat praktyki w krajowym prywatnym szkolnictwie wyższym, doskonale wiemy w Polsce, czym to pachnie. Ty natomiast dopiero zamierzasz rozpieprzyć brytyjski system edukacyjny....

  • dala.tata 22.03.11, 15:09
    OK. na dodatek, uwazam jeszcze inaczej mysle o egzaminach dla adwokatow, strazakow i biskupow. juz nie mam sily. w dyskusji o studentach idiotach, zagiales mnie na habilitacji.

    OK?
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • tocqueville 21.03.11, 16:13
    chyba ze uwazasz, ze to ty masz prawo decydowac, kto studiuje, a kto nie

    tak, właśnie tak uważam, cieszę się, ze zrozumiałeś
    podobnie jak ty i twoi koledzy mają prawo decydować kto powinien a kto nie zrobić doktorat albo habilitację - na tym zawsze polegała edukacja, właśnie na kooptacji (to takie trudne obce słowo), na tym, że ci z wyższym stopniem (za którym zazwyczaj idzie większa wiedza i doświadczenie) decydowali o tym, kto ma odpowiednie zdolności, aby osiągać wyższe stopnie i dołączyć do ich grona
  • dala.tata 21.03.11, 16:28
    no wiec ja sadze, ze tak nie jest. nie sadze, zeby to do nas nalezalo prawo do tego, zeby uznac, kto ma prawo studiowac. to jest decyzja czysto polityczna, a nie edukacyjna. i napisalem juz o tym w innym poscie.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • tocqueville 21.03.11, 14:47
    tak na pewno uzywając słowa oksymoron czy kolektywizacja stroszę piórka :)
    robie to tylko dla popisania się przed masami ludowymi
  • pzgr 21.03.11, 15:11
    i do tego ich oksy-przezywasz, zły człowieku.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • dala.tata 21.03.11, 15:14
    mysle ze tak. skoro wiesz, ze studenci cie nie zrozumieja, to po co to robisz? dla jaj? zeby im pokazac, ze sa durniami? wow! zdarzyla sie gratka, pijanego pobic dziadka?

    tocqueville napisał:

    > tak na pewno uzywając słowa oksymoron czy kolektywizacja stroszę piórka :)
    > robie to tylko dla popisania się przed masami ludowymi


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • niewyspany77 21.03.11, 14:32
    Mniej więcej, raczej powiem inaczej, masz nauczać tak, by lekcja wystarczała do opanowania tematu, taka tendencja jest coraz silniejsza w oświacie, przyzwyczajaj się, że ambitnego studenta poznasz po tym, że będzie Cię łapać i prosić o wytłumaczenie rozdziału z podręcznika ;)
  • charioteer1 21.03.11, 14:54
    niewyspany77 napisał:

    > Mniej więcej, raczej powiem inaczej, masz nauczać tak, by lekcja wystarczała do
    > opanowania tematu, taka tendencja jest coraz silniejsza w oświacie,

    Za moich czasow taka tendencja dominowala w podstawowkach. Wiekszosc klasy byla bardzo zdziwiona na poczatku liceum, ze lekcja nie wystarcza, trzeba sie douczyc w domu. Dzisiaj widze to samo zdziwienie w oczach studentow pierwszego roku.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 21.03.11, 14:26
    zwracam ci tez tiger uwage na to kapitalne alibi, kotre sobie zrobiles. To oni wszyscy sie nie nadaja. i ty, fizycy, juz nic nie musza. bo przeciez studenci sie nie nadaja. musze przyznac, ze mnie fascynuje taka postawa i jej calkiem nie rozumiem.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:28
    Dala - to co piszesz ma sens w odniesieniu do edukacji, która jest obowiązkowa, a więc w PL chyba do gimnazjum... (może do liceum?, nie wiem), później już średni...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 21.03.11, 14:32
    mamy inne zdanie na ten temat.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala - to co piszesz ma sens w odniesieniu do edukacji, która jest obowiązkowa,
    > a więc w PL chyba do gimnazjum... (może do liceum?, nie wiem), później już śre
    > dni...


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:37
    i znów muszę się zgodzić, ech... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 21.03.11, 14:34
    a co do klas integracyjnych na studiach, to ja to przeżyłem na studiach doktoranckich - zajęcia z metdologii literaturoznawstwa, kompletnie nieudane, gdyż prowadzący, jak chciał je robić na poziomie zderzał się z filologami innych filologii niż polonistyka, którzy nie mieli pojęcia, o czym mowa... po interwencjach na radzie wydziału dostosował poziom, nie wyniosłem nic z tych zajęć... podobnie jak i połowa grupy... studia to nie jest miejsce na wyrównywanie szans, z samej swojej zasady
    --
    Louder Than Bombs...
  • yellow_tiger 21.03.11, 15:17
    Czego do jasnej cholery nie rozumiesz? Tego że 70-80% populacji nie jest w stanie zrozumieć co to jest całkowanie i różniczkowanie? Tego, że 90% populacji nie jest w stanie zrozumieć tego co to jest równanie Schroedingera czy może tego, że 90% populacji nie jest w stanie zrozumieć równań Maxwella? A możne tego, że do rozwiązania funkcji falowej potrzebna jest znajomość analizy zespolonej. Czy tego że do rozwiązania równań Laplace trzeba wiedzieć co to jest pochodna cząstkowa i jak się ją je? No jeśli tego nie rozumiesz to ja na to nic nie mogę pomóc. Bardzo mi przykro.

    To oni wszyscy sie nie nadaja. i ty, fizycy, juz nic nie musza.
    Nawet nie śmiem zgadywać skąd takie myśli ci przyszły do głowy.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 21.03.11, 15:21
    skoro do ciezkiej cholery, to do ciezkiej cholery. otoz ty tego nie jestes w stanie stweirdzic, 70-80% populacji nie jest w stanie zrozumieć, co to jest całkowanie i różniczkowanie. ty jestes w stanie stweirdzic, ze masz taki odsiew na studiach. to jest zupelnie co innego. i wydawaloby sie, ze fizykowi nie trzeba by tego tlumaczyc.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • yellow_tiger 21.03.11, 15:46
    No jasne, że tak. Bo w życiu korków nie dawałem, bo nie rozmawiam z ludźmi na wydziale, nie rozmawiam z ludźmi z innych krajów, bo nie mam żadnego pojęcia o tym z jakimi problemami spotykają się studenci. W życiu nie widziałem wyników egzaminów na innych uczelniach czy w innych krajach, w życiu nie nauczałem w kilku krajach to i nie wiem co są a czego nie są w stanie zrozumieć...
    Ty za to wiesz, że ja się mylę bo masz wieloletnią praktykę w tym temacie, na co dzień spotykasz się z tymi problemami i zagadnieniami. Generalnie mówiąc wiesz o czym piszesz, wiesz co to jest przestrzeń unormowana, co to jest izomorfizm grup, że o takich banałach jak całkowanie przez residua nie wspomnę. Ty to wszystko wiesz i doskonale wiesz z autopsji że dosłownie każdy może te trywialne zagadnienia zrozumieć jeśli tylko się nieco spręży...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 21.03.11, 16:23
    nadal sadze, ze wszystko, co mozesz powiedziec, to to, ze ludzie oblewaja. jestes tez w stanie powiedziec, ze, jako nauczyciel, nie byles w stanie nauczyc. nie sadze, bys byl w stanie powiedziec, ze 80 proc. ludzi (nawet studentow) nie jest w stanie zrozumiec. i ja rozumiem, dlaczego tak wolisz przedstawic rzeczywitosc, tak, jak robisz. jednak to nie zmienia faktu, ze sie mylisz.

    innymi slowy, z wyniku procesu chcesz wnioskowac o przyczynie. i to jest trywialne, masz racje. i pewnie ja teraz powienienem ci oddac i powiedziec: jak sie sprezysz, to moze zrozumiesz.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • yellow_tiger 22.03.11, 07:18
    nadal sadze, ze wszystko, co mozesz powiedziec, to to, ze ludzie oblewaja itd
    A ja nadal sadzę, że wypowiadasz się w temacie o którym NIC nie wiesz.
    Powiem tak, gdyby studenci nie zdawali TYLKO u mnie, bądź TYLKO u pewnej grupy nauczycieli to najprawdopodobniej miałbyś rację. Problem polega na tym, że jest to zjawisko globalne. Oczywiście możesz twierdzić, że WSZYSCY nauczyciele fizyki/matematyki nie potrafią nauczać ale śmiem twierdzić, że tak nie jest.
    Każdy kto nauczał tych przedmiotów wie, że są ludzie (i że jest ich przeważająca większość) którzy po prostu nie są w stanie pewnych rzeczy zrozumieć czy sobie ich wyobrazić.
    Nie ma w tym niczego dziwnego, ja na ten przykład nie jestem w stanie choćbym nie wiem jak się sprężał zrozumieć pewnych zagadnień z matematyki czy fizyki. Po prostu reprezentują one dla mnie za duży poziom abstrakcji i nie jestem w stanie sobie tych rzeczy wyobrazić. Przy odrobinie szczęścia mogę się co najwyżej nauczyć rozwiązywać pewne problemy, tyle że nadal nie będę rozumiał dlaczego rozwiązanie działa.

    Mam takie dziwne wrażenie, że ty nigdy w życiu nie spotkałeś się z tematem którego nie rozumiesz. No cóż jeśli tak jest to oznacza to po prostu, że nie szukałeś dostatecznie długo lub siebie samego oszukujesz, bo takie tematy na 100% istnieją. A jeśli one istnieją to całkowicie naturalną konsekwencją jest, że inni ludzi tez będą mieli z nimi problemy. Jest tylko kwestią jak bardzo temat jest abstrakcyjny dla ciebie i dla tych ludzi. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że matematyka jest tworem czysto abstrakcyjnym i poziom abstrakcji w niej drastycznie przekracza poziomy znane z innych działek. Naprawdę nie trzeba się zbyt wiele wysilać aby wykombinować, że od pewnego poziomu matematyki ten poziom abstrakcji naprawdę jest na tyle wysoki, że większość populacji nie jest w stanie sobie tych rzeczy wyobrazić. Cześć odpada już na elementarnych funkcjach, cześć odpada na próbach wyobrażenia sobie n-wymiarowej przestrzeni (tak z ciekawości - potrafisz sobie wyobrazić n-wymiarową przestrzeń albo jeszcze lepiej n n-wymiarowych wektorów które są do siebie prostopadle?), cześć odpada na na próbach zrozumienia teorii miary a część jeszcze gdzieś indziej.
    Dokładnie tak samo ze mnie nigdy nie będzie dobry rzeźbiarz. Nie ma większego znaczenia jak długo bym próbował i jak mocno bym się sprężał niewiele z tego wyjdzie, bo brak mi odpowiednich zdolności. Mogę co najwyżej ulepić bałwana ze śniegu, plastusia bądź niewielkich rozmiarów diplodoka z plasteliny ale na 100% Piety nie wyprodukuję choćbym nie wiem jak długo dłutem machał i ile ton marmuru zmarnował. No po prostu się nie da.

    i pewnie ja teraz powienienem ci oddac i powiedziec: jak sie sprezysz, to moze zrozumiesz.
    Mówić sobie możesz co chcesz co nie zmieni faktu, że po prostu gadasz od rzeczy o rzeczach o których nie masz żadnego pojęcia.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 22.03.11, 11:53
    tiger, nie chce mi sie ci tlumaczyc. ze skutku procesu nie wynika jego przyczyna. ty ja nieustannie postulujesz, twierdzac, ze mozna ja ustalic nie robiac badan. dla mnie to calkowicie nienaukowe. z niezdanego egzaminu nie wynika w sposob konieczny to, ze ludzie nie sa stanie go nie zdac. moze to bowiem wynikac z praktyk nauczania (wczesniejszych i obecnych), moze wynikac z zawyzonych oczkeiwan, moze wynikac z niewielkiej motywacji studentow, moze wynikac z tego, ze musza sie utrzymywac i nie moga sie uczyc, moze wynikac z tego, ze sa leniwi, wreszcie moze wynikac z teog, ze nie sa w stanie. jest bardzo wiele potencjalnych przyczyn takiego stanu rzeczy i zeby je ustalic, trzeba zrobic badania.

    ty przyjmujesz jako konieczna te ostatnia opcje. tak jest wygodnie, jednak nie ma nic wspolnego z racjonalnym ogladem rzeczywitosci. milego dnia!

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • yellow_tiger 22.03.11, 13:09
    Tak, Dala.tata gdybym ja mówił o skutkach... ale ty jak to masz w zwyczaju nie czytasz tego co inni piszą tylko polemizujesz ze swoimi wyobrażeniami na ten temat.
    Oczywiście nie przyjdzie ci na myśl, że być może wieloletnie doświadczenie ludzi którzy uczą tych przedmiotów jest niczym innym jak właśnie badaniem tego tematu. Nie to do głowy nie przyjdzie, co przychodzi to niczym niepodparta krytyka. A jak się mają sprawy w rzeczywistości wie każdy kto się zetknął z tematem. Ale nie przeszkadzaj sobie, jako wielce doświadczony praktyk nadal możesz uważać, że dosłownie każdy ma predyspozycje aby studiować fizykę. Wszak studiowałeś ją, rozumiesz ją dogłębnie i świetnie wiesz jakie stawia ona wymagania...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 22.03.11, 13:58
    tak, mowisz o skutkach - glownie o niezdawaniu egzaminow, choc rowniez o twych nieskutecznych korepetychach. na dodatek jestes szczelny na argumenty.

    kiedy zapytalem cie o to, skad wiesz, ze ludzie nie sa w stanie zrozumiec fizyki, odpowiedziales ze udzielales korepetycji i widziales wiele egzaminow. o tu:

    forum.gazeta.pl/forum/w,87574,123352804,123458467,Re_PS_.html

    jesli dla ciebie twoje korepetycje oraz niezdane egzaminy sa dowodem na ceche ludzi (czyli ich mozliwosci intelektualne), to proponuje ci zagladniecie do podrecznikow metodologii nauk spolecznych (jesli oczywiscie nie masz ich w dupie, tak jak byle uprzejmy stweirdzic, ze masz w dupie filozofie i pokrewne dziedziny).

    kolejnym twoim dowodem na to, ze ludzie 'nie sa w stanie' jest to, ze ludzie nie zdaja u 'wszystkich' (z pewnoscia prowadziles takie badania i wiesz ze tak jest 'u wszystkich'):

    forum.gazeta.pl/forum/w,87574,123352804,123479248,Re_PS_.html

    a zatem nadal dla ciebie dowodem, ze ludzie nie sa w stanie czegos w stanie zrobic, sa skutki procesu egzaminowania.

    ja nadal tweirdze, ze nie masz zadnych podstaw do tego, zeby stwierdzic, dlaczego ludzie nie zdaja egzaminow. i twoj upor i nieustanne dogryzanie personalne tego nie zmieni. i roznica miedzy nami jest taka, ze ty wiesz, jak jest na pewno, ja z kolei nie wiem, jednak nie mam ochoty przyjmowac prawd objawionych nawet od fizykow. rowniez nie mam ochoty przyjmowac argumentow typu: 'kazdy wie', bo to sa argumenty przedszkolakow.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • yellow_tiger 23.03.11, 10:29
    tak, mowisz o skutkach - glownie o niezdawaniu egzaminow, choc rowniez o twych nieskutecznych korepetychach. na dodatek jestes szczelny na argumenty.
    Na jakie argumenty? Na 1001 potencjalnych powodów dla których ktoś nie zdał egzaminu za piątym podejściem?
    Napisałem wyraźnie dlaczego większość narodu nie jest w stanie pewnych rzeczy zrozumieć. Ty swoim starym zwyczajem te argumenty olałeś. Twoja wola. W ramach powtórki z rozrywki mogę się powtórzyć ale nie bardzo wiem jaki by to miało sens. To co napisałem o korepetycjach (swoją drogą ciekawe, że ty od razu założyłeś że nieskutecznych), nauczaniu matematyki i fizyki jest obserwacją bardzo wielu osób w wielu krajach.

    kolejnym twoim dowodem na to, ze ludzie 'nie sa w stanie' jest to, ze ludzie nie zdaja u 'wszystkich' (z pewnoscia prowadziles takie badania i wiesz ze tak jest 'u wszystkich'):
    Znam dostatecznie wiele osób z rożnych uniwerków w rożnych krajach aby stwierdzić, że ich doświadczenia są bliźniaczo podobne do moich. Co więcej te osoby też znają inne osoby i wszyscy z grubsza mówią to samo co ja staram ci się powiedzieć - 90% populacji się nie nadaje do studiowania fizyki. Oczywiście nie jest wykluczone, że istnieją osoby które tak nie uważają. Śmiem jednak twierdzić, że najprawdopodobniej pracują one ze śmietanką bądź po prostu nie mają większego doświadczenia w temacie.

    a zatem nadal dla ciebie dowodem, ze ludzie nie sa w stanie czegos w stanie zrobic, sa skutki procesu egzaminowania.
    Egzamin jest tylko jednym z wielu powodów dlaczego tak uważam, bynajmniej nie najważniejszym. Mi też zdarzyło się oblać jakieś egzaminy ale gdy się nauczyłem i zrozumiałem to zdałem. Mówię o osobach które nie są w stanie zdać egzaminu po kilka razy. No sorry ja rozumiem raz, rozumiem nawet dwa czy nawet trzy razy ale przy piątej czy szóstej porażce śmiem twierdzić, że nie chodzi o 1001 powodów które ty wymyślasz ale chodzi po prostu o to, że człowiek tego nie jest w stanie zrozumieć. Możesz nadal twardo uważać, że winne jest wszystko inne tylko nie ich zdolności. Gdyby chodziło jeszcze o jakiś pojedynczy egzamin...

    roznica miedzy nami jest taka, ze ty wiesz, jak jest na pewno , ja z kolei nie wiem, jednak nie mam ochoty przyjmowac prawd objawionych nawet od fizykow.
    Zgadza się ja wiem a ty nie wiesz ale twardo szukasz dziury w całym pisząc jakieś banialuki o prawdach objawionych. Nie prawdach objawionych tylko empirycznych. Ale szukaj dalej.
    Wiesz co mam pomysł przejdź się na dowolny wykład fizyki/matematyki i zobacz czy ty się nadajesz.

    rowniez nie mam ochoty przyjmowac argumentow typu: 'kazdy wie', bo to sa argumenty przedszkolakow.
    Nie "każdy wie" tylko "każdy kto się zajmował wie" taka subtelna różnica. Jeśli jej nie rozumiesz to już tłumacze na czym ta różnica polega na prostym przykładzie.
    "Każdy kto się zajmował" strukturą białek wie, że aminokwasy tworzą miedzy innymi alfa-helisy i beta-kartki ale "każdy" tego nie wie.
    Rozumiesz już różnicę?
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • yellow_tiger 21.03.11, 14:44
    co mowisz jest czysta ideologia.
    Spadłem ze stołka, poważnie mówię.
    Sorry ale jakoś odechciało mi się dalej pisać....
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 21.03.11, 15:15
    no wiem. scislowcy maja taka tendencje, zeby myslec, ze ich wiedza i praktyki to czysta prawda. od dluzszego czasu wiemy juz, ze tak nie jest.

    yellow_tiger napisał:

    > co mowisz jest czysta ideologia.
    > Spadłem ze stołka, poważnie mówię.
    > Sorry ale jakoś odechciało mi się dalej pisać....


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • yellow_tiger 21.03.11, 15:20
    O czym ty piszesz? Chyba o swoich wyobrażeniach. Nie będę ci psuł zabawy, pisz sobie dalej o rzeczach o których nie masz najmniejszego pojęcia.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 21.03.11, 15:24
    no to pisze o tym, ze nauczanie fizyki jest ideologiczne. i jesli to rozumiesz (zamiast spadac z krzesla) zrozumiesz co napisalem wczesniej.

    nie musze byc fizykiem, zeby rozumiec nature wiedzy.

    yellow_tiger napisał:

    > O czym ty piszesz? Chyba o swoich wyobrażeniach. Nie będę ci psuł zabawy, pisz
    > sobie dalej o rzeczach o których nie masz najmniejszego pojęcia.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • yellow_tiger 21.03.11, 15:58
    Tak, Dala.tata nauczanie fizyki jest ideologiczne. Tak właśnie jest. Ideologia polega na tym, że bez zrozumienia dlaczego 2+2=4 nie można zrozumieć dlaczego miejsce zerowe funkcji f(x)=x wynosi zero, bez tego z kolei nie idzie zrozumieć dlaczego df(x)/dx=1, bez tego z kolei nie idzie zrozumieć dlaczego int 1 dx =x +C, a bez tego nie idzie zrozumieć itd... Ale masz rację, tak to jest wybór ideologiczny, wszak nie musimy nauczać czym jest dodawanie, czym są funkcje, ich pochodne, pochodne cząstkowe itd... A że bez tego nie idzie zrozumieć powiedzmy równań Hamiltona? Kto by się tym przejmował? Przecież nie musimy nauczać czym są równania Hamiltona, nie musimy nauczać jak je rozwiązać, czyli mówiąc prosto w ogóle nie musimy nauczać fizyki. No fakt nie musimy bo to jest wybór ideologiczny....

    nie musze byc fizykiem, zeby rozumiec nature wiedzy
    A przynajmniej tak się tobie wydaje...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • bumcykcyk2 21.03.11, 16:18
    Cytatdala.tata napisał:

    > nie musze byc fizykiem, zeby rozumiec nature wiedzy


    Dala.tata najwyraźniej posiadł kamień filozoficzny! Czekam na przemianę ołowiu w złoto ...
  • dala.tata 21.03.11, 16:30
    tiger, jesli chcesz mi poweidziec, ze mniej wiecej ostatnie 60-70 lat reflekcji nad edukacja i jej ideologicznoscia nie dotyczylo fizyki, to oczywiscie masz do tego pelne prawo. troche nie rozumiem, po co mialbys tak robic, ale nie ograniczaj sie.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • yellow_tiger 22.03.11, 07:38
    Mówiąc brutalnie mam w dupie ostatnie 60-70 lat refleksji jakiś kolesiów od wróżenia z fusów na tematy o których oni nic nie wiedzą. Prawda jest prosta jak centralna magistrala kolejowa - 90% populacji nie nadaje się do studiowania fizyki. I żadne zaklinania rzeczywistości pod tytułem "jeśli się zmieni program to się będą nadawać" nic w tym temacie nie zmienią. Co one zmieniają to tylko i wyłącznie znaczenie pojęć i punkt odniesienia. Jak chcesz to możesz się w takie przedefiniowania bawić tyle, że i tak wcześniej czy później trzeba będzie przedefiniować kolejne pojęcia i tak dojdziesz do wniosku, że każdy (100% populacji) się całkowicie nadaje i ma pełne predyspozycje intelektualne do bycia profesorem uniwerku (wszak jest to tylko kwestia definicji i ideologicznego wyboru). Chcesz się w taką zabawę bawić - twoja wola, tylko nie dziw się jak się ludzie będą na ciebie dziwnie patrzeć i uśmiechać się z politowaniem na twój widok.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • zitterbewegung 22.03.11, 14:36
    Yellow. Takie zrozumienie równania Hamiltona jak Twoje to jest wybór ideologiczny. Ever heard of symplectic mechanics?
  • yellow_tiger 22.03.11, 15:22
    O formach różniczkowych słyszałem ale ten termin mówiąc szczerze aż do dnia dzisiejszego mi się o uszy nie obił, tylko co z tego wynika? Czyżby to, że gdybyśmy nagle zaczęli korzystać z tego formalizmu na studiach to 100% populacji zrozumiałoby o co chodzi w równaniach Hamiltona? Śmiem w to wątpić... A o to toczy się spór z Dala.tatą...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 22.03.11, 15:29
    niezla sciema, tiger.

    spor z dala.tata toczy sie o twoje twierdzenie, ze 80 proc ludzi nie jest w stanie zrozumiec. byc moze tak jest, byc moze nie. problem w tym, ze nie masz zadnych dowodow, by tak stwierdzic. jednak twierdzac tak, dajesz sobie alibi na to, by nie zastanawiac sie nad tym, jak uczyc.

    i upojony tym, ze zogdzil sie ze mna fizyk, te czesc watku jest dla mnie zamknieta.

    yellow_tiger napisał:

    > O formach różniczkowych słyszałem ale ten termin mówiąc szczerze aż do dnia dzi
    > siejszego mi się o uszy nie obił, tylko co z tego wynika? Czyżby to, że gdybyśm
    > y nagle zaczęli korzystać z tego formalizmu na studiach to 100% populacji zrozu
    > miałoby o co chodzi w równaniach Hamiltona? Śmiem w to wątpić... A o to toczy s
    > ię spór z Dala.tatą...


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • yellow_tiger 22.03.11, 15:32
    Ble ble ble... i tyle miał do powiedzenia Dala.tata bo nic a nic nie zrozumiał z tego co zostało napisane....

    i upojony tym, ze zogdzil sie ze mna fizyk,
    tyle, że nie zrozumiałeś, że to co on proponuje jest jeszcze bardziej abstrakcyjne od tego co jest obecnie nauczane... wnioski we własnym zakresie.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • zitterbewegung 22.03.11, 16:18
    Nie, nie o to sie toczy spór z Dalą. Dala argumentuje filozoficznie w sferze ideologi, a wy mu wszyscy kontrujecie "przykładami z życia w Polskich warunkach". Jest to dysonans poznawczy i odpowiadacie mu w sposób nienależyty.

    Faktem jest, że w cywilizacji, once you're in, you're in and taken care for. Jest fizyczną niemożliwością wylecieć z Harvarda, czy z mniejszego Armhest. Kolega poszedł na fizykę w Armhest, małym tanim college'u, choć prestiżowym i z selekcją (to ważne, once youre in) i oblal praktycznie wszystko co było do oblania, powtarzał, studiował dwa lata i w końcu go nauczyli. Rozumiem, ze wszyscy tu sie odnosimy do tej różnicy orgaizacyjno-finansowej, ale w sferze ideologicznej, to jest pytanie które stawia Dala: czy każdy normalnie inteligenty człowiek może się nauczyć, czy też nie. W cywilizacji stoją na stanowisku, ze skoro sie dostałeś i dokonałes wyboru i jesteś uparty, to możesz, nie zostaniesz wyrzucony, chyba, ze sam zrezygnujesz. W Cambridge jest nawet pewna grupa profesorów która z zasady nie wystawia ocen, bo uwaza wszelką gradacje za haniebną.

    Forumowicze są na stanowisku, ze większosć Polaków to debile, którym nie da sie pomóc, którzy nie mają żadnych zainteresowań i w ogóle nie mają woli życia ze swoją apatią (co jest fałszem jak pokazuje historia narodu).

    Jest twierdzenie, ze każdy bezsensowny usenetowy flame końcy sie odniesieniem do Hitlera. Otóż forumowicze uważają, ze Polacy są mniej inteligenti niż inne nacje. Tacy podludzie.
  • zitterbewegung 22.03.11, 16:21
    Na temat wagi naleciałości ideologicznych w nauczaniu fizyki znakomity eduator, opiekun pierwszego rok na Harvardzie, profesor Eric Mazur, dydaktyk fizyki ma szereg publikacji, oraz wykład video dla edukatorów na YouTube, który polecam.
  • spokojny.zenek 22.03.11, 16:24
    A nie sądzisz, że istotna różnica jest właśnie na poziomie tego "you are in"?
    Jeśli ktoś jest "in", to - co zresztą napisałeś - można założyć, że w końcu się nauczy. U nas dostaje sie każdy chętny, więc bycie "in" nie ma nic wspólnego z tamtejszym.
  • tocqueville 22.03.11, 16:36
    "Dala argumentuje filozoficznie w sferze ideologi, a wy mu wszyscy kontrujecie "przykładami z życia w Polskich warunkach". Jest to dysonans poznawczy i odpowiadacie mu w sposób nienależyty"

    trafna uwaga, dala pisze o swoich ideologicznych wizjach, teoriach wymyślonych w gabinecie a my podajemy przykłady z naszego wieloletniego doświadczenia. Jeśli fakty przeczą ideologii - tym gorzej dla faktów.

    pragnę zauważyć że nikt z nas nie napisał, że większość Polaków to debile.
    Były dwie tezy:
    a) wśród studentów są osoby niezwykle słabe (które ktoś określił terminem idioci)
    b) większość społeczeństwa nie jest w stanie opanować wiedzy, którą możemy określić mianem "wyższej" (co akurat jest całkiem logiczne, bo gdyby była dostępna wszystkim przestałaby być wyższą)

    oczywiście można pozwolić wszystkim chętnym studiować - ale nieuchronnie wiąże się ze spadkiem poziomu oraz dewaluuacją (trudne słowo) dyplomu - co już dzisiaj się dzieje - bo skoro można zdobyć dyplom co drugi członek populacji, to traci on na znaczeniu (oczywiście w dalszym ciągu wartościowe są dyplomy kierunków/uczelni, gdzie jednak nie uczy się wszystkich)
  • tocqueville 22.03.11, 16:52
    . W cywilizacji stoją na stanowisku, ze skoro sie dostałeś i dokonałes wyboru i jesteś uparty, to możesz, nie zostaniesz wyrzucony, chyba, ze sam zrezygnujesz"

    ale to bardzo rozsądna postawa (tym bardziej że każdy semestr to kupa pieniędzy z czesnego dla uczelni - zatem po co takiego wyrzucać), ale czy sugerujesz, że co drugi Amerykanin nie miałby problemów z dostaniem się na Harvard i utrzymaniem się na tej uczelni? to dlaczego jednak większość Amerykanów nie studiuje na takich uczelniach jak Harvard?
  • zitterbewegung 22.03.11, 17:33
    Kolejny staw man. nie powiedziałem, ze Harvard, podałem tylko przykład, znamy jego wady. Ale jest to przykład systemowy. U nas przykład z UJ od PFG idzie taki żeby uwalić 90% naboru.

    A od ideologii nie można uciec. Musisz pracować w jakimś modelu mentalnym swoich studentów, kim oni są. Jak mówią o ateistach: niewiara to też wiara.

    Model dali: trzeba się starać, przy założeniu, ze ludzie to ludzie.
    Wasz model: ludzie to nie ludzie i trzeba selekcjonować.

    Jeśli przychodzi młody człowiek poświęcić najlepsze 5 lat swojego życia, a jak wiemy czas i zdrowie są cenniejsze niż pieniądze i wszelkie inne wartości, to przychodzi nie po to, zeby rozrabiać, prostutuowac, czy co tam się bredzi w zaciapranym łbie bumcykcyka, ale żeby się czegoś nauczyć. Zostac pokierowanym. Na naszych uczelniach zostaje pokierowany na arenę gladiatorów, bo PFG musi naprawić na I rkou to co zostało zepsute przy rekrutacji. A zostało zepsute, bp PFG musi przyjąć 300 studentów, bo musi wyrobić pensum.
  • tocqueville 22.03.11, 17:45
    "Jeśli przychodzi młody człowiek poświęcić najlepsze 5 lat swojego życia, a jak wiemy czas i zdrowie są cenniejsze niż pieniądze i wszelkie inne wartości, to przychodzi nie po to, zeby rozrabiać, prostutuowac, czy co tam się bredzi w zaciapranym łbie bumcykcyka, ale żeby się czegoś nauczyć"

    naprawdę uważasz, ze każdy przychodzi po to?
    może ty masz do czynienia z osobami gdzie jest od razu na starcie jest przesiew 10/1 i rzeczywiście wchodzący są zainteresowani nauką
    ale zapewniam się, że dla sporej części studentów na uczelniach gdzie selekcji nie ma (czytaj uczelnie prywatne plus duża grupa państwowych) priorytetem jest papierek, który chcieliby zdobyć jak najmniejszym kosztem.
  • salzburg 22.03.11, 17:54
    Zdaje się, że najwięcej zdrowego rozsądku w tym wszystkim zachowują młodzi ludzie; dlatego nie walą na fizykę, bo studia trudne, przerastające ich mozliwości z czego zdaja sobie sprawe. Dlatego chętnych na matematykę czy fizykę jest pare procent tych, którzy posatnowili zostać magistrem markietingu, pedagogiki czy historii.
    Pewnie jest tak, że każdy na pewnym elementarnym poziomie może opanować zakres materiału z fizyki - więc jak obniżymy wymagania to i magistrem zostanie. Będzie jednak zawsze tylko Eddiem Orłem a nie Małyszem, zapiewajłom w tancbudzie a nie Maria Callas.
  • tocqueville 22.03.11, 18:03
    > Model dali: trzeba się starać, przy założeniu, ze ludzie to ludzie.
    > Wasz model: ludzie to nie ludzie i trzeba selekcjonować.

    nie widzę nic sprzecznego w tych stanowiskach
    nikt nie napisał, że nie trzeba się starać, to oczywiste, że trzeba - taka nasza rola
    tylko jak z tego starania nic nie wynika, jedynym wyjściem pozostaje selekcja (albo machnięcie ręką i przepuszczenie) - jest grupa osób niezdolna do opanowania pewnych treści, koniec, kropka - to nie jakichś teorii Banacha, ale np. tego że Sokrates nie mieszkał w Rzymie
  • charioteer1 22.03.11, 18:10
    tocqueville napisał:

    > jest grupa osób niezdolna do opanowani
    > a pewnych treści, koniec, kropka - to nie jakichś teorii Banacha, ale np. tego
    > że Sokrates nie mieszkał w Rzymie

    Jest grupa osob niezdolna pojac, ze na studiach trzeba sie uczyc. Tu juz nic na sile w glowe nie da sie wtloczyc, chocbys lyzeczka w dziubek pchal.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 22.03.11, 18:41
    watpie. jest grupa ludzi, ktorzy sie nie ucza. ale czy jest niezdolna pojac? wykaz to.

    charioteer1 napisał:

    > Jest grupa osob niezdolna pojac, ze na studiach trzeba sie uczyc. Tu juz nic na
    > sile w glowe nie da sie wtloczyc, chocbys lyzeczka w dziubek pchal.
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • charioteer1 22.03.11, 19:12
    yhy, sens metafory pojales. co jeszcze mam wykazac?

    dala.tata napisał:

    > watpie. jest grupa ludzi, ktorzy sie nie ucza. ale czy jest niezdolna pojac? wy
    > kaz to.
    >

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 22.03.11, 19:25
    to zdanie "Jest grupa osob niezdolna pojac, ze na studiach trzeba sie uczyc." to jest metafora, tak? rozumiem, ze zdanie typu: 'jest grupa osob, ktora jest debilami' to tez bylaby metafora, tak? niesamowite te metafory.... strasznie jakies niemetaforyczne...

    charioteer1 napisał:

    > yhy, sens metafory pojales. co jeszcze mam wykazac?
    >
    > dala.tata napisał:
    >
    > > watpie. jest grupa ludzi, ktorzy sie nie ucza. ale czy jest niezdolna poj
    > ac? wy
    > > kaz to.
    > >
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • charioteer1 22.03.11, 20:30
    A to juz jest kwestia twoich zdolnosci pojmowania.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 22.03.11, 21:20
    nie mam zadnych watpliwosci, ze wlasnie tak jest! i po prostu ja sie nie nadaje, nie jestem w stanie. wlasnie tak chario.

    charioteer1 napisał:

    > A to juz jest kwestia twoich zdolnosci pojmowania.
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • charioteer1 22.03.11, 21:26
    Dala, ale mnie to pikus. Skoro ty wiesz lepiej, co autor mial na mysli, to mnie jako autorowi jest zupelnie wszystko jedno. Skoro uwazasz, ze moja wypowiedz byla literalna, to niech ci bedzie, ty wiesz lepiej, co ja mam na mysli. Mnie to naprawde pikus, a nawet Pan Pikus.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 22.03.11, 21:35
    nei mam pojecia, co mialas na mysli. jesli chodzi o mnie, to moglas chciec powiedziec, ze kapitan Kirk zamordowal fazerem wielkiego Klingona. nie wiem i nie chce wiedziec, co w towjej glowie siedzi.

    ja po prostu twierdze, ze zdanie: "Jest grupa osob niezdolna pojac, ze na studiach trzeba sie uczyc"...nie jest metafora. tak intersubiektywnie. bo znaczy tylko: "Jest grupa osob niezdolna pojac, ze na studiach trzeba sie uczyc". ale chetnie uslysze, jakie to metaforyczne znaczenie jeszcze ono ma.

    i ja rozumiem, ze chlapnelas, ze teraz chcesz udowodnic, tak naprawde ja ciebie nie rozumiem, bo ty mialas na mysli cos ZUPELNIE innego. tyle, ze tekst to tekst. nie wypowiadam sie o tobie, nie wypowiadam sie o tym, co myslisz. mowie: ten tekst nie jest metafora. jest nieuprawniona teza, bez cienia dowodu.

    i tyle. dla mnie to koniec, ale powiedz mi jeszcze koniecznie o moich zdolnosciach pojmowania.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • charioteer1 22.03.11, 22:51
    Dala, mnie to naprawde pikus, w jaki sposob ty to zdanie rozumiesz i czy je analizujesz w kontekscie, czy poza kontekstem. Mozesz je przejechac maksymami Grice'a, mozesz z nim zrobic, co ci sie zywnie podoba. Jezeli pojmowanie, ze na studiach trzeba sie uczyc, zetawiasz z wyzsza matematyka i pojmowaniem rachunku rozniczkowego z jednej, a z debilizmem z drugiej strony, to jest twoj zgryz konceptualny, a nie moj.

    Zaklinaj sie, ze to juz koniec, pliiiz. Dla mnie tu w ogole nie ma i nie bylo rozmowy, bo nie ma o czym rozmawiac, ale skoro koniecznie chcesz... ;-) Any way, mozemy te wymiane zdan jeszcze pociagnac, bo o wymianie idei trudno tu mowic :-o

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 22.03.11, 18:40
    prosze udowodnij mi to. udowodnij ze sa ludzie, ktorzy nie sa w stanie opanowac tego.

    rozumiem, ze nie zdaja egzaminow. teraz ty wykaz racjonalnie, ze oni nie sa w stanie.

    tocqueville napisał:

    > albo machnięcie ręką i przepuszczenie) - jest grupa osób niezdolna do opanowani
    > a pewnych treści, koniec, kropka - to nie jakichś teorii Banacha, ale np. tego
    > że Sokrates nie mieszkał w Rzymie


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • spokojny.zenek 22.03.11, 19:32
    dala.tata napisał:

    > prosze udowodnij mi to. udowodnij ze sa ludzie, ktorzy nie sa w stanie opanowac
    > tego.

    Skoro zdając po kilka razy nie są w stanie zdać egzaminu, to SAMI to udowadniają. A jeśli ktoś twierdzi, że tak naprawdę mogliby, tylko są źle uczeni - to ON ma to udowodnić. Zgodnie z dość fundamentalną zasadą ei incumbit probatio qui dicit, nin qui negat. A dopóki tego nie uczyni - obowiązywać będzie domniemanie, że widocznie są niezdolni do sprostania wymaganiom.

  • dala.tata 22.03.11, 19:47
    udowadniaja, ale glwonie to, ze nie sa w stanie zdac egzaminu. a nie to, ze nie sa w stanie zrozumiec czegos.

    moze wreszcie sprobujesz dokonac refleksji nad tym, ze egzamin testuje glownie umiejetnosc zdawania ezgaminu, a nie wiedze, kompetencje, nie mowiac juz o poziomie nauczania. i to, ze ktos nie zdaje egzaminu, nie znaczy, ze nie jest w stanie czegos zrozumiec.

    Nawiasem mowiac Ewaryst Gallois (jak opisuje to Infeld w Wybrancach bogow) nie zdal egzaminu na matematyke. myslisz, ze on tez nie rozumial, czy moze nie umial zdac egzaminu?

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • tocqueville 22.03.11, 23:18
    uważam dala, że w ciągu dwóch miesięcy jesteś w stanie zdobyć wiedzę matematyczną na poziomie Gallois i wiedzę fizyczną na poziomie Einsteina, i proszę udowodnij mi że się mylę...
  • pfg 22.03.11, 23:41
    tocqueville napisał:

    > wiedzę matematyczną na poziomie Gallois

    Tylko w kwestii formalnej: Galois, przez jedno "l".

    Dala.tata: Galois był geniuszem. Geniusze dość często nie mieszczą się w sformalizowanej strukturze akademickiej czy edukacyjnej, ale też studia nie są dla geniuszy. Studia są - powinny być - dla (zaledwie) ponadprzeciętnie zdolnych. Oczywiście jeśli kierunki nauczane w WSPCz (tych gorszych, niż miejsce pracy tocqa) z ręką na sercu nazwiesz studiami wyższymi, zmienię zdanie i powiem parafrazując Orwella: wszyscy nadają się na studia, ale niektórzy nadają się bardziej, niż inni.
    --
    Naukowy beton
  • tocqueville 23.03.11, 06:48
    "Oczywiście jeśli kierunki nauczane w WSPCz (...) z ręką na sercu nazwiesz studiami wyższymi"

    I to jest sedno problemu: nie kierunkach gdzie nie ma selekcji wstępnej przychodzi gros osób, z którymi po prostu nie da się realizować tego, co mogłoby aspirować do miana wyższej edukacji (problemowej, abstrakcyjnej), bo ona wymaga solidnego zaplecza, którego wielu nie posiada. Można uznać, że oni nadają się na to, co zwiemy dziś studiami, ale w takim razie musimy zmienić definicję studiów. W takim kontekście bezzasadne jest wskazywanie, że brakuje przygotowania metodycznego do prowadzenia zajęć na poziomie szkoły wyższej - bo ono, jeśli traktować je adekwatnie do nazwy, nie jest stosowalne. Zgadzam się np., że na studiach wyższych powinniśmy rozważać niestandardowe ujęcia problemu, prowokować intelektualnie, pobudzać do myślenia - ale to jest możliwe pod warunkiem, że X wcześniej nabył wiedzę standardową do której może się odnosić.
  • dala.tata 23.03.11, 09:28
    dziekuje a kwestie formalna - mam kolezanke o nazwisku Gallois.

    co do reszty, to ciesze sie, ze to wszystko powiedziales, jednak ja tylko wykazywalem, ze twierdzenie, iz niezdanie egzaminu wskazuje na to, ze 'student nie jest w stanie pojac' jest falszywe. i rozumiem, ze wolisz sie do tego nie odnosic, jednak to wlasnie chcialem powiedziec.

    co do reszty, nie jestem pewien, czy studia powinny byc dla 'ponadprzecietnych', bo nie wiem, gdzie jest ta granica i jak ja ustalic. chetnie uslysze.

    studia powinny byc dla tych, ktorzy sa w stanie spelnic warunki stawiane na studiach.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 23.03.11, 09:59
    dala.tata napisał:

    > ywalem, ze twierdzenie, iz niezdanie egzaminu wskazuje na to, ze 'student nie j
    > est w stanie pojac' jest falszywe. i rozumiem, ze wolisz sie do tego nie odnosic

    To nie była moja teza, więc nie czuję się zobowiązany.

    > studia powinny byc dla tych, ktorzy sa w stanie spelnic warunki stawiane na stu
    > diach.

    Czyżbyś zaczął dopuszczał możliwość, że są ludzie, którzy nie są w stanie spełnić warunków stawianych na studiach? Uczyniłeś wielki krok w stronę światłości. Tak trzymać, tak trzymać!
    --
    Kozak frajer
  • dala.tata 23.03.11, 11:37
    drogi pfg, tamich tanich trikow nie oczekiwalem od ciebie, szczegolnie po twoich enuncjacjach, ze powinni studiowac ludzie 'ponadprzecietni'. moze jednak wykazesz gdzie jest granica 'ponadprzecietnosci'. bardzo cie prosilbym o to, zebys mi pokazal, jak ocenic ponadprzecietnosc ludzi. i odpoweidzial na pytanie, czy czlowiek przecietny jest w stanie, przy odpowiednim nakladzie pracy, zdac egzaminy na studia i na studiach.

    nigdy nie tweirdzilem, ze powinni studiowac wszycy. cala ta dyskusja spowodowana zostala moim protestem przeciwio eytkietowaniu ludzi. dokladnie takim jak twoi 'ponadprzecietni', choc lepsi oni sa niz bumcykowi idioci. jest czym zupelnie innym stweirdzenie: studiuja ci, ktorzy potrafia zdac egzaminy, a czym innym, studiuja ci, ktorzy sa w stanie zrozumiec.

    jesli nie widzisz tej roznicy, trudno. jednak jest kluczowa.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • tocqueville 23.03.11, 11:42
    "czy czlowiek przecietny jest w stanie, przy odpowiednim nakladzie pracy, zdac egzaminy na studia i na studiach"

    ja odpowiem: NIE i to wynika z normalnego rozkładu - bo studia wyższe z definicji nie są dla przeciętnych
    jeśli przeciętny student zdałby egzamin na studia i je przeszedł to oznaczałoby jedynie, że ODPOWIEDNIO OBNIŻONO poprzeczkę, a zatem studia stałyby się szkołą średnią (i tak się dzisiaj dzieje)
  • dala.tata 23.03.11, 11:51
    to jest jedynie twoje zalozenie, twoja opinia. a jak mowia gorale: assumption is the mother of all fuckups.

    jak to wykazesz empirycznie, to pogadamy. i dam ci rade: sprobuj przestac pokazywac swe opinie jako prawde objawiona.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 23.03.11, 12:03
    dala.tata napisał:

    > i odpoweidzial na pytanie, czy
    > czlowiek przecietny jest w stanie, przy odpowiednim nakladzie pracy, zdac egzam
    > iny na studia i na studiach.

    Nie jestem pewien jak powinienem zareagować na to pytanie. Przecież ja nic na ten temat nie publikowałem! Może więc powinienem potraktować twoje pytanie jak pytanie retoryczne i milczeniem przyznać ci rację? Jednak wybacz mi moją śmiałość, może nawet bezczelność, ale odpowiem: Na dowolnych studiach? Jestem przekonany, że nie. I choć nie uchodzi wytykać błędów osobom tak światłym i postępowym, jak ty, zwracam uwagę, że egzaminów "na studia" - poza kierunkami artystycznymi - od lat w Polsce nie ma.

    > studiuja ci, ktorzy potrafia zdac egzaminy, a czym innym,
    > studiuja ci, ktorzy sa w stanie zrozumiec.

    Jestem tak oszołomiony faktem, że zechciałeś się zniżyć do mojego poziomu, że już zupełnie nie rozumiem, za którą z powyższych możliwości ty się opowiadasz i która wobec tego jest poprawna.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 23.03.11, 12:19
    pfg, zupelnie nie zrouzmialem o co chodzi. najprawdopodobnie nie jestem w stanie :-)
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • yellow_tiger 23.03.11, 10:33
    studia powinny byc dla tych, ktorzy sa w stanie spelnic warunki stawiane na studiach.
    No patrz pan panie kto by się spodziewał. Niesowite! Tylko powiedz mi jak to się do twojej tezy?
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • tocqueville 23.03.11, 10:36
    studia powinny byc dla tych, ktorzy sa w stanie spelnic warunki stawiane na studiach, ale te warunki powinny być tak określone, żeby każdy mógł je spełnić
    :)
  • yellow_tiger 23.03.11, 10:53
    Na to wychodzi...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 23.03.11, 11:41
    gdybys czytal uwaznie to, co pisze, zrozumialbys. poszukaj w poprzednich postach.

    yellow_tiger napisał:

    > studia powinny byc dla tych, ktorzy sa w stanie spelnic warunki stawiane na
    > studiach.

    > No patrz pan panie kto by się spodziewał. Niesowite! Tylko powiedz mi jak to si
    > ę do twojej tezy?


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • tocqueville 23.03.11, 10:54
    mam wrażenie, że ty dala naprawdę wierzysz w bajki egalitarystyczno-woluntarystyczne (alem się popisał obcymi słowami), że każdy może wszystko, a jesli mu się nie udaje to tylko dlatego: że nie miał szansy (basenu) i był źle edukowany. Np. to że ja nie latam dzisiaj myśliwcem jak Luke S. jest wynikiem jedynie braku odpowiedniego habitusu i przygotowania (miałem złych nauczycieli).
    Każdy może grać na skrzypcach na filharmonii berlińskiej, jeździć w rajdach, zostać poetą i skończyć fizykę. Wystarczy tylko chcieć i być dobrze prowadzonym.
  • dala.tata 23.03.11, 11:48
    nie tocq, jakbys poczytal ze zrozumienem, napial sie, to moze by ci sie udalo zlapac, o co chdzoi. powotrze specjalnie dla ciebie:

    ja mowie, ze to, ze ktos nie zdaje egazaminow, to, ze czegos nie rozumie, nie musi byc wynikiem tego, ze ja, by zacytwoac klasyka, idiota, ale moze wynikac z tego, ze jest zle nauczany, jak rowniez z wielu innych powodow. innymi slowy, nie masz zadnych dowodow na to, ze ludzie oblewajacy twoj egzamin, oblewaja go dlatego, bo 'sa glupi', bo 'nie sa w stanie zrozumiec', ale BYC MOZE dlatego, ze to TY (czy jesli wolisz: MY) zle ich uczysz.

    naotmiast pojawiajacy sie na tym forum 'dyskurs durnego sutdenta' mnie nie dziwi. jest on bowiem fantastycznym alibi na to, zeby robic to, co robiMY od lat, zeby sie nie zastanawiac nad tym, jak uczyMY, jak moglibysmy uczyc. to jest dyskurs zrzucajacy cala odpwoeidzialnosc za porazke na studenta, bez cienia relfeksji nad soba samym.

    i mysle ze tym manifestem edukacyjnym moge juz skonczyc?

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • tocqueville 23.03.11, 12:02
    ostanie zdanie:
    nie dala, nikomu tu nie brakuje refleksji, każdy z nas analizuje swoją pracę i stara się znaleźć optymalną metodę, doskonalimy się i uczymy na błędach, to ty bezzsadnie zakładasz że nam refleksji brakuje
    to ty nie jesteś w stanie uwierzyć, ze są studenci, którzy po prostu się nie nadają bo są za słabi, po prostu - tak jak nie każdy zostanie Galois, tak samo nie każdy jest w stanie opanować materiału - ty chcesz na to dowodów, to absurdalne podobnie jak absurdalnym jest dowodzenie, że ufo nie istnieje
    innym absurdem jest oczekiwanie, że wykładowca będzie podporządkowywał swój wykład najsłabszemu studentowi w grupie, tak żeby on mógł zrozumieć, po pierwsze - niektórych rzeczy po prostu nie da się wyłożyć w ten sposób mimo zaklinania rzeczywistości (w czym jesteś dobry); po drugie - oznaczałoby to degradację uczelni wyższej
  • dala.tata 23.03.11, 12:23
    i w ramach tej reflecji twierdzisz na przyklad:

    "jest grupa osób niezdolna do opanowani a pewnych treści, koniec, kropka - to nie jakichś teorii Banacha, ale np. tego że Sokrates nie mieszkał w Rzymie"

    i to jest niezla refleksja, tocq. jak zwykle pouczajaca.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • tocqueville 23.03.11, 12:33
    i w ramach tej reflecji twierdzisz na przyklad:
    "jest grupa osób niezdolna do opanowani a pewnych treści, koniec, kropka - to nie jakichś teorii Banacha, ale np. tego że Sokrates nie mieszkał w Rzymie"
    i to jest niezla refleksja, tocq. jak zwykle pouczajaca.


    TAK, to jest właśnie wynik REFLEKSJI.
    Refleksji, a nie ideologii, wizji i chciejstwa.
    Jest grupa y niezdolna do opanowania pewnych treści x. Koniec. Kropka.
  • dala.tata 23.03.11, 12:43
    aaaaa. szczegolnie nie ideologii. ty jestes ten jeden jedyny czlowiek aideologiczny.

    tocq, jestes niezwykly!
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dala.tata 23.03.11, 09:25
    a co ma piernik do wiatraka? ja tylko wykazuje, ze argument, iz niezdanie egzaminu wskazuje na to, ze ludzie 'nie sa sa w stanie' jest falszywy.

    nudzi mi sie tez powoli to, ze systematycznie unikasz odpowiedzi na stawiane ci pytania. wiec przypominam, ze nadal czekam na twoj dowod, ze sa studenci, ktorzy 'nie sa w stanie pojac'. powodzenia.

    tocqueville napisał:

    > uważam dala, że w ciągu dwóch miesięcy jesteś w stanie zdobyć wiedzę matematycz
    > ną na poziomie Gallois i wiedzę fizyczną na poziomie Einsteina, i proszę udowod
    > nij mi że się mylę...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • tocqueville 23.03.11, 10:05
    "nudzi mi sie tez powoli to, ze systematycznie unikasz odpowiedzi na stawiane ci pytania. wiec przypominam, ze nadal czekam na twoj dowod, ze sa studenci, ktorzy 'nie sa w stanie pojac'. powodzenia"

    przecież cie wskazuję, że:
    pytanie o dowód, że "są studenci którzy nie są w stanie pojąć" ma taki sam sens jak pytanie o dowód, że: "dala nie potrafi opanować wiedzy matematycznej jaką miał Galois"

    ale jeśli się upierasz o jakieś tezy, to ci napiszę, że wyciągam takie wnioski m.in. na podstawie autodeklaracji studentów: " ja naprawdę nie potrafię się tego nauczyć/zrozumieć" popartych własnymi obserwacjami, że rzeczywiście nie potrafi
    uznaję, zatem, że jeśli student y w określonym czasie x nie jest w stanie pojąć pewnej kwestii to po prostu nie potrafi (co nie wyklucza tezy, że gdyby tłumaczyło mu to 20 dydaktyków przez trzy lata to może by zrozumiał, ale naprawdę chcesz iść w absurdy?)
  • tocqueville 23.03.11, 10:18
    uzupełniając - z kolei z faktu, że gdyby dzięki pomocy 20 dydaktyków uczących przez trzy lata student x rzeczywiście zrozumiał problem "A" w żadnym stopniu NIE WYNIKA, że dowolny student "y" może zrozumieć każdy problem (niezależnie od czasu i wysiłku w to włożonego)
  • dala.tata 23.03.11, 11:40
    dyskutujesz z soba. ja tego nigdy nie twierdzilem.

    tocqueville napisał:

    > uzupełniając - z kolei z faktu, że gdyby dzięki pomocy 20 dydaktyków uczących p
    > rzez trzy lata student x rzeczywiście zrozumiał problem "A" w żadnym stopniu NI
    > E WYNIKA, że dowolny student "y" może zrozumieć każdy problem (niezależnie od c
    > zasu i wysiłku w to włożonego)


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dala.tata 23.03.11, 11:39
    aaaa no tak, bo przeciez bez zadnej watpliwosci, student przyjdzie do ciebie i powie ci: pana wyklady sa niezrozumiale, uzywa pan jezyka, ktory jest niezrozumialy i napuszony. pana wyklady sa niespojne, a egzamin nieuczciwy.

    jasna sprawa tocq, autodeklaracja studentow, to podstawa oceny, czy student jest w stanie zrozumiec. brawo! nic dodac, nic ujac, tocq. jestes prawdziwym naukowcem!
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • tocqueville 23.03.11, 11:50
    dala, już osiągasz granice absurdu w swoich wypowiedziach
    już prawie wszyscy się poddali - ja robię to niniejszym
    masz rację - każdy może opanować wszystko, bo nie ma dowodu, że nie może

  • dala.tata 23.03.11, 11:53
    dyskutujesz z soba, tocq, ja tego nigdy nie powiedziaelm.
    ale rozuymeim strategie. skoro nie ma arguemtnu, nalezy przekrecic, udac ze jest smiesznie i absurdalnie. i juz jest fajosko. tocq, niczego innego sie nie spodziewalem.

    tocqueville napisał:

    > dala, już osiągasz granice absurdu w swoich wypowiedziach
    > już prawie wszyscy się poddali - ja robię to niniejszym
    > masz rację - każdy może opanować wszystko, bo nie ma dowodu, że nie może
    >


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pfg 22.03.11, 19:59
    zitterbewegung napisał:

    > Jeśli przychodzi młody człowiek poświęcić najlepsze 5 lat swojego życia [...]
    > to przychodzi [...] żeby się czegoś nauczyć.

    Niestety, nie zawsze. W znacznym stopniu to nie chęć zdobycia wiedzy jest główną motywacją osób idących w Polsce na studia. Rządowe założenia do nowelizacji ustawy – prawo o szkolnictwie wyższym (oparte o badania!) stwierdzają:

    CytatGwałtowny rozwój szkolnictwa wyższego spowodował, ze formalny dokument potwierdzający wykształcenie na poziomie wyższym stał się warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym do osiągnięcia sukcesu na rynku pracy. Efektem tego zjawiska stało się nieproporcjonalnie szerokie rozbudowanie segmentu kierunków humanistycznych oraz społecznych, które zasadniczo uznawane są za mniej pracochłonne i absorbujące dla studentów.


    A więc celem nie jest wiedza, ale zdobycie papieru i stąd bierze się natłok kandydatów na popularne kierunki humanistyczne i społeczne. Dodatkową motywacją do zapisywania się na studia, o czym wielokrotnie pisałem, jest chęć uniknięcia bezrobocia. Jeżeli natomiast rozważamy kandydatów na kierunki ścisłe, to ci spośród nich, którzy istotnie chcą się czegoś nauczyć, zazwyczaj sobie radzą. Drugą grupę stanowią osoby, które na dane studia poszły z powodów przypadkowych, bardzo często kierując się błędnymi wyobrażeniami o charakterze studiów. Otóż uważam, że im szybciej część z nich sama uświadomi sobie, że te studia są nie dla nich, tym lepiej. Trzecią - i to zaskakująco wielką - grupę stanowią osoby, które idą na kierunki, na które łatwo się dostać, żeby wyłudzić od państwa świadczenia socjalne; ci de facto poddają się i nawet nie próbują zaliczyć semestru, ale bardzo zabiegają o to, żeby jak najdłużej zachować formalny status studenta. Jest wreszcie grupa czwarta, która ma dobre chęci, ale życie towarzyskie tak ich absorbuje, że nie mają czasu na studiowanie; dla tych kubeł zimnej wody w postaci niezaliczonego roku bywa bardzo przydatny, gdyż wielu z nich po powtórnej rekrutacji na ten sam lub inny kierunek przykłada znacznie większą wagę do studiowania.

    > PFG musi
    > przyjąć 300 studentów, bo musi wyrobić pensum.

    300 i tak nie przyjmujemy :-) Na pierwszym semestrze oferujemy zajęcia wyrównawcze z zakresu szkoły średniej. A gdyby naszą podstawową motywacją było utrzymanie jak największej liczby studentów, obniżylibyśmy poprzeczkę - ale wtedy stracilibyśmy twarz. Nie każdy musi i powinien skończyć UJ. WSPC(*) zapraszają!

    Nota bene, o szkodliwości systemu, który wymusza na uczelniach przyjmowanie jak najwiekszej liczby kandydatów, też już pisałem.
    ---------------
    (*)Wyższa Szkoła Pobierania Czesnego

    --
    Troll z habilitacją
  • tocqueville 22.03.11, 20:22
    (zazwyczaj jak ktoś oblewa u mnie dwa terminy, staram się dociec w czym problem, o co chodzi) i nie raz, nie dwa trafiałem na takich, którzy mówili szczerze - muszę być na studiach żeby dostawać rente, zasiłek, zapomogę czy coś tam jeszcze (bo wtedy jest osobą "uczącą się"),

    ps: czasem też mówią 'pana przedmiot nie jest moją mocną stronę" - patrzę w indeks, trzy egzaminy (oprócz mojego)- dwie dwóje, jedna trzy minus (nie jestem jedynym oblewaczem, choć to podobno WSPCz:)
  • zitterbewegung 22.03.11, 21:35
    Nie mam naprawdę czasu na te jaowe dyskusje. Ustalmy o czym dyskutujemy, o studiach, czy patologiach społecznych. Oczywiście, ze jeżeli społeczeństwo jest oparte na papierowych kwalifikacjach, to rynek ich łaknący zostanie zaspokojony.

    To nie ma żadnego zwoiązku z tym, zeby uwalać 90% studentów fizyki. OK. Przyjmuje do wiadomości, musimy robić rekrutację na I roku i uwalać. Ale uwalanie na roku II ro jest zwyczajne chamstwo.

    Oraz przyjmujecie 300 studentów, po to żeście utworzyli dodatkowy kierunek całą tę szopkę z Informatyką Stosowaną nauczaną przez fizyków, ostatnio kulturoznawców i jeszcze jakąś samodzielną wyrzuconą z instytutu informatyki. To może być atak osobisty, bo koordynujesz nowy program tego kierunku, ale moim zdaniem nie ma czego ratować.
  • pfg 22.03.11, 23:31
    zitterbewegung napisał:

    > Ale uwalanie na
    > roku II ro jest zwyczajne chamstwo.

    Muszę powiedzieć, że to jest dość oryginalny pogląd. Znaczy, jeśli ktoś zaliczy I rok, to ipso facto mamy stwierdzić, że ukończył studia? Że następne lata są redundantne? Że to jest tylko taki cyrk służący do wyrobienia pensum? Po co się męczyć, dajmy ludziom licencjata, a właściwie od razu magistra, po pierwszym roku. Zaiste, wymagać, żeby ludzie uczyli się czegoś na drugim, trzecim roku, to zwyczajne chamstwo.

    > Oraz przyjmujecie 300 studentów, po to żeście utworzyli dodatkowy kierunek całą
    > tę szopkę z Informatyką Stosowaną nauczaną przez fizyków, ostatnio kulturoznaw
    > ców i jeszcze jakąś samodzielną wyrzuconą z instytutu informatyki. To może być
    > atak osobisty, bo koordynujesz nowy program tego kierunku, ale moim zdaniem nie
    > ma czego ratować.

    Dzięki Bogu nie ty o tym decydujesz. (A może...?) Atak jest nie tyle osobisty, bo ja sobie w przedmiotowej materii nie mam nic do zarzucenia, ile, uwaga, chamski, gdyż obraźliwie dotyka osób, moich kolegów, które nic ci nie zawiniły, których zapewne nie znasz i które nie występują na tym forum, więc nie mogą się bronić. Jeśli chcesz porozmawiać na ten temat - zapraszam prywatnie.

    FYI, po pierwsze, pisaliśmy o fizyce. Jeśli liczysz też naszą informatykę, to licz wszystkie kierunki na naszym wydziale. Wtedy wyjdzie jakieś 450 osób przyjętych na pierwszy rok. Po drugie, pomysł z kulturoznawcami nie był mój, ale bądź łaskaw zwrócić uwagę, że oni przedmiotów kierunkowych uczą tylko na jednej specjalizacji, najmniej informatycznej, liczącej raptem kilkanaście osób. Po trzecie, są fizycy, którzy mają o wiele większe kompetencje do nauczani informatyki, niż matematycy, których kompetencji zdajesz się nie kwestionować. A skoro o tym mowa, to, po czwarte, prawdziwa szopka jest nie u nas, ale na Bratnim Wydziale.
    --
    Ignorant schmuck
  • zitterbewegung 23.03.11, 00:11
    Poprawię się co do cyfry, miało być III roku. Ponieważ na UJ był dawniej zwyczaj trzymania studentów z niezaliczonymi przedmiotami, a ptem uwalania na III roku bez dyplomu i bez molzliwości kontuynuacji studiów.

    To było nieetyczne. Nie wiem jak jest teraz i mnie to dzieki bogu nie obchodzi.

    PFG. Majaczysz. Absolwenci bratniego wydziału pracują w Google. Gdzie pracują Twoi absolwenci, jeśli w ogóle mają pracę. Czego ty uczysz, klepania C++. Ty i Twoi koledzy nie rozumieją co to jest programowanie obiektowe, nie rozumieją co to jest closure, co to jest metaobject protocol. Wymieniona pani, której nazwiska nnie pomnę, choc próbowałem kiedyś się zapoznac z jej dorobkiem, to nie zapadło mi, być może przez jego brak, rezyduje (zdaje się nadal) w pokoju 450 do którego mam wielki sentyment, ponieważ zdażalo mi sie w nim zasnąć na całą noc.

    Fizycy nic nie wiedzą o informatyce, kompletnie. Stosowanej szczególnie.

    Twój własny kurs baz danych jest zacofany o dwie dekady.
  • pfg 23.03.11, 09:52
    zitterbewegung napisał:

    > Poprawię się co do cyfry, miało być III roku. Ponieważ na UJ był dawniej zwycza
    > j trzymania studentów z niezaliczonymi przedmiotami, a ptem uwalania na III rok
    > u bez dyplomu i bez molzliwości kontuynuacji studiów.

    Dalej nie rozumiem. To znaczy, że gdy teraz wyrzucamy tych, którzy wykorzystawszy wszystkie możliwości regulaminowe i tak nie zaliczyli I lub II roku, postępujemy słusznie czy też manifestujemy chamstwo i zachowania nieetyczne?

    > Gdzie pracują T
    > woi absolwenci, jeśli w ogóle mają pracę.

    W Motoroli, IBM, Comarchu, w innych miejscach. O bezrobotnych nie słyszałem.

    > Ty

    Ja nie uczę programowania obiektowego.

    > i Twoi koledzy nie rozumieją co to jest programowanie obiektowe

    Majaczysz.

    > Twój własny kurs baz danych jest zacofany o dwie dekady.

    Ach, uważasz, że powinienem uczyć jakiegoś modnego frameworku, który za dwa lata przestanie być modny, a za cztery pies z kulawą nogą o nim nie będzie pamiętał? O tym też możemy porozmawiać, ale to chyba nie jest właściwe miejsce. Zapraszam prywatnie.
    --
    Ignorant schmuck
  • zitterbewegung 24.03.11, 12:59
    Programowanie obiektowe, to nie hierarchia klas, prototypy, dziedziczenie. I nie semantyka języka C++.

    W Comarchu pracuja murzyni nie informatycy. W Motoroli przepytują z Meteobject Protocol. IBM to outsourcingowe centrum księgowe.

    Nie, nie uczyć modnego frameworku, tylko być bieżąco kompetentnym. Ty nie znasz ksiażki z Alicją na okładce, ani Red Book o readings in database systems. Skonfrontuj swoją wiedze z brykiem CJ Date, albo przegladowym atrykułem Stonebrakera z NOW Publishers.

    To samo ma zresztą miejsce w Twojej analizie numerycznej.

    Lubisz majaczyć jak to fizycy się łatwo przekwalifikowują. Pokażę jak łatwo się honorowo przekwalifikować na przykładzie dr hab. fizyki Piotra Sankowskiego, który chcąc się przekwalifikować z fizyki na informatykę, zrobił porzadny doktorat z informatyki wraz z publikacjami.

    Z Was nikt nie ma na tyle elementarnej uczciwośi i etyki. W tym pani, która ma kwalifikacje, po wyrzuceniu z instytutu informatyki jakby trochę straciła prawo moralne. Poza tym co robi grafik inzynierski na wydziale fizyki. Ona nie ma pojęcia o animacji komputerowej w grach, tylko grafice inżynierskiej w architekturze. O informatyce i fizyce to już w ogle nie ma pojęcia. A jest spośród Was osobą najlepiej kwalifikowaną do nauczania informatyki.

    Publikacje z informatyki PFG natomiast są albo utajnione, albo ich nie ma. Większość publikacji z fizyki też jest utajniona. Z tych publicznie dostępnych widzimy taki kwiatek z analizy numerycznej, rozumiem wprawkę dla studenta, "Chaos in Netwon's method", problem opracowany od dekad, do którego artykuł nie zawiera poprawnych cytowań.

    Czy Ty, PFG, ucząc analizy numerycznej, w tym metody Runge-Kutty, iwesz w ogóle co to jest grupa Buchtera? Pewnie nie, a to dosyć ciekawy brak dla fizyka, biorąc pod uwagę, że jest to grupa renormalizacji. Skąd się domyslam, ze nie wiesz. Z podręczników jakich używsz do kursu, a uzywasz podręczników najgporszych, autorstwa fizyków, a nie analityków numeryczncyh. Podręczniki te zawierają mnóstwo błędów, ale zawierają także gotowy kod programów kopiuj/wklej. Podręczniki takie jak Trefethen są trochę trudniejsze, bo kodu nie zawierają. Nie wymagam, żebyś uzywał Atkinsona, z pełną analizą, czy Hairera z grupą Butchera, tak jak by to zrobił profesor najlepszej uczelni. O zaraz powiem, ach jakich to ja mam nieuków debili studentów. Powiem Ci jakich masz. Pracujesz na najlepszej uczelni w Polsce, na jaką przcvhodza najlpesi studenci w Polsce, którzy potem odchodzą na doktoraty w Princeton, Columbia, Berkeley, Stanford, CalTech. Ty masz światowy poziom, jeśli chodzi o materiał ludzki. Żal mi tylko tego studenta, który pisał z Tobą wymienioną pracę, ze został w Polsce. Mógł się dostać gdziekolwiek, a zmarnujecie go jak wszystkich na tym wydziale, w tym dwóch innych bardzo zdolnych studentów, którzy zamiast robić fizykę ciągną wam tę Akademię Gier, marnując sobie tylko młodość (i robiąc to nieumiejętnie, podczas gdy studenci Mrozka actually pracują w studiach gier i sa profesjonalistami i wszyscy byliby cali).

    I tak jesteś lepszy niż Twój poprzednik, który uważał, ze programowania uczy się przez dyktowanie programów, a na egzaminie przepytywał ze składni C, gdiz epostawić przecinek, a gdzi kompilator wyrzuci błąd. Dobrze, zeście go odsunęli. Och, wróć, nie żeście, kontrola.
  • adept44_ltd 24.03.11, 13:34
    ja bym sugerował, by porachunki ad personam załatwiać na privie, zwłaszcza w sytuacji, w której jedna osoba jest anonimowa..., kolega sie przedstawi pfg i podebatujecie sobie o swoim dorobku
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 24.03.11, 21:09
  • pfg 24.03.11, 22:03
    Zitterbewegung,

    Ze smutkiem przyznaję, że naukowiec ze mnie marny, dydaktyk - co mnie szczerze martwi - zapewne kiepski, i pewnie w ogóle jestem podłym człowiekiem. Na dodatek mam nadwagę, nad czym także ubolewam.

    Jeśli moje publiczne przyznanie się poprawia ci nastrój, cieszę się. Jeśli nie, to i tak nie szkodzi, gdyż słodko i dobrze jest mówić prawdę. Jeśli chcesz o tym wszystkim porozmawiać - wyżalić się, zmieszać mnie z błotem, może nawet powiedzieć coś konstruktywnego - zapraszam jeszcze raz na priva. Ja dochowuję tajemnicy odnośnie do tożsamości moich korespondentów. Coś mi jednak mówi, ze się nie odważysz.

    Publicznie napiszę wyłącznie o tym, co NIE dotyczy mnie bezpośrednio. Nie mam też ochoty używać argumentów "a u was Murzynów biją" - "u was", gdyż sądząc z tego, co piszesz, jesteś pracownikiem Bratniego Wydziału lub osobą bardzo blisko z nim związaną; zakładam, że to pierwsze - więc także i w tym zakresie ograniczę się do tego, co konieczne.

    Pani, o której zitterbewegung z taką atencją się wypowiada, popełniła dwa grzechy śmiertelne. Po pierwsze, zrobiła habilitację z nauk technicznych, nie z matematyki, co skazało ją na śmierć cywilną wśród >>prawdziwych matematyków<< (jest to osobliwość krakowska, gdzie indziej tak się nie dzieje). Po drugie, gdy (dawny) Instytut Informatyki zaczął się fragmentować, pani, o której mówimy, przeszła na znienawidzony wydział fizyki (nie ona jedna spośród samodzielnych odeszła wówczas z Bratniego Wydziału, ale pozostali przeszli do instytucji "neutralnych"; fizycy przeszli na fizykę, ale to było normalne). To odbiera jej wszelkie moralne prawa etc, jak to mogliśmy przeczytać. Zitterbewegung nie może sobie co prawda przypomnieć jej nazwiska, ale wie doskonale, czym się zajmuje, w którym pokoju urzęduje etc. Ot, ciekawostka :-)

    Prawdziwie frapujące, zitterbewegung, jest to, dlaczego darzycie nas taką nienawiścią. To jest zdumiewające. Naukowo na naszych głównych polach - fizyce i matematyce - nie wchodzimy sobie w drogę, ba, bywa, że współpracujemy. Terenem spornym jest informatyka - zapewne po części są to późne skutki grzechu pierworodnego, jaki towarzyszył powołaniu Instytutu Informatyki za komuny - ale i to jest dziwne. Co do informatyki, kolejność dziobania jest w Krakowie ustalona: o pierwsze miejsca walczą Bratni Wydział i samogłoski z AGH (zitterbewegung obruszy się, że w ogóle może być mowa o jakiejś walce, ale *tak samo* obruszyliby się koledzy z samogłosek), potem nie ma długo, długo nic i o dalsze miejsca walczą inne wydziały AGH, Politechnika i my. "Materiał ludzki" (cóż za wstrętne określenie!) na waszej informatyce macie wyśmienity, my na naszej informatyce znacznie gorszy (na *fizyce* od ~3 roku też zostaje tylko znakomity) - przecież, na Boga, kandydaci też wiedzą, który wydział reprezentuje jaki poziom. Nie jesteśmy więc dla was żadnym zagrożeniem, nawet nie usiłujemy kwestionować waszego prymatu. O cóż więc może chodzić?

    Myślę, zitterbewegung, że powoduje wami zawiść i pycha. Całkiem słusznie - i ani przez myśl mi nie przejdzie, żeby to kwestionować - uważacie, że jesteście naukowo znakomici, ale, cholera, to fizycy zawsze mieli więcej szczęścia. Większy prestiż, więcej cytowań, więcej pieniędzy, i do tego ta cholerna arogancja fizyków, którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy. Gdy fiaskiem zakończyły się rozmowy z wami o *wspólnym* prowadzeniu informatyki stosowanej, fizycy mieli czelność uruchomić ją sami. I teraz znów, to fizycy (żeby nie było wątpliwości - nie ja, ja byłem przeciw) wymyślili te cholerne gry, to fizycy dostali na nie grant. To projekt fizyków, nie wasz, jest na "mapie drogowej" w dziedzinie informatyki. Fizycy podbierają wam studentów (jak powiadam, to złudzenie - przecięcie zbioru waszych kandydatów i naszych kandydatów jest niepuste, ale bardzo małe), co z powodu niżu demograficznego i tego, że was wygnano na Ruczaj, a my (jeszcze) jesteśmy w centrum, miałoby ograniczać wam nabór. Nie ma rady, trzeba fizyków zmieszać z błotem, zdeptać, ośmieszyć, wyszydzić. Odmówić im prawa do zajmowania się rzeczami, na które w waszym mniemaniu wy powinniście mieć monopol. No i, rzecz jasna, robicie to strojąc się w togi Sprawiedliwych, broń Boże nie walcząc o własny interes, ale o Szczęście Powszechne, a konkretnie o to, żebyśmy nie "oszukiwali" i "marnowali" studentów.

    Tak zawsze się dzieje, gdy w grę wchodzi resentyment.

    Żal mi cię, zitterbewegung. Zazdrość i duma mogą być twórcze, ale zawiść i pycha to schelerowskie resentymenty, niszczące duszę człowieka. Gdy kontemplując fakt, iż inni mają coś, czego ty nie masz (lub masz za mało), skoncentrujesz się na tym, żeby raczej zabrać to coś innym niż zmienić się na tyle, żeby i tobie się dostało, zatrujesz się od środka. Przepracuj to. Live and let live! Zastanów się czy ty możesz coś zrobić, żeby pfg nie nazywał sytuacji na Bratnim Wydziale "szopką", przy czym nie mam na myśli ani waszego poziomu naukowego (poziomu naukowego większości z was), ani dydaktyki. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem jest zamknąć pfg paszczę. Czy przychodzą ci do głowy jakieś inne rozwiązania?

    Napiszę tylko jedną rzecz bliżej związaną ze mną: Student, o którym wspominasz, był wówczas na trzecim roku. Pracę magisterską pisał u kogoś innego. Mając do wyboru robienie doktoratu w Niemczech lub w Krakowie, świadomie wybrał nasz wydział. Teraz jest na Międzynarodowych Studiach Doktoranckich finansowanych przez FNP (kolejna rzecz, która mają fizycy, a wy nie?), a w tej chwili przebywa na stażu w Glasgow. Przy okazji, możesz powiedzieć, kto pierwszy policzył entropię topologiczną w interesującym mnie przypadku?

    Na zakończenie i całkiem bez związku z meritum dodam, że śmieszy mnie konwencja nakazująca pisać zaimek w drugiej osobie z wielkiej litery, jednocześnie miotając inwektywy - jak w zdaniu "drogi pfg, Ty jesteś pozbawiony elementarnej uczciwości i etyki".
    --
    Ignorant schmuck
  • eeela 24.03.11, 22:04
    Mamy na tym forum niepisaną zasadę, że nie omawiamy sytuacji innych forumowiczów w sposób bezpośrednio zdradzający wszelkie ich dane. Każdy sam powinien móc decydowac, do jakiego stopnia odkrywa swoją prywatność na forum i robienie tego za kogoś jest poniżej granicy dobrego smaku, jest kellerowaniem.

    Zitterbewegung, pojawiasz się na tym forum dopiero od trzech miesięcy, i to sporadycznie, więc mam nadzieję, że twoje zachowanie wynikło przede wszystkim z nieobycia z niepisanymi zasadami. Ale nie tylko je złamałeś, zrobiłeś to w sposób agresywny. W większości przypadków cała gałąź twojej rozmowy z Pfg poszłaby do kasacji. W tym przypadku tak się nie dzieje, ponieważ wiem, jak bardzo Pfg jest przeciwny wszelkiemu wycinaniu i chcę uszanować jego opinię. Ale bardzo cię proszę, abyś zaniechał takiego postępowania. Jeśli tego nie zrobisz, będę ciąć, nie zważając już dłużej na obiekcje Pfg.

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • pfg 24.03.11, 22:11
    Dzięki, eeelu. Nie tnij, proszę. Moja tożsamość - więc i wszystko, czego można się o mnie publicznie dowiedzieć - jest jawna.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • pzgr 24.03.11, 22:29
    Myślę, że należy to wywalić, bo pojawiają się tam też identyfikowalne osoby trzecie, choćby owa odsądzona od czci i wiary pani.
    Dla przyzwoitości dodam, że przedmiotowe posługiwanie się innymi osobami jako narzędziami w sporach jest, proszę Pana Z., niedopuszczalne także poza tym forum.
    Jest niedopuszczalne, ot tak, z zasady.
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • adept44_ltd 24.03.11, 22:38
    w pełni popieram, czekało jednak na możliwość odpowiedzi przez pfg, jak sądzę, teraz jest wszystko jasne
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 24.03.11, 22:46
    dla porządku dodam, że jak kiedyś protestowałam przeciwko podobnym praktykom to zostałam nazwana (cenzura). Ciekawe kto krzyczał: zmień swoje postępowanie??
  • adept44_ltd 24.03.11, 22:52
    podobieństwo to bardzo złudna kategoria, np. ktoś może być podobny do charyzmatyka, a nie jest...;-)
    tamto było recenzowaniem, tu masz dowalanie
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 24.03.11, 22:58
    adept44_ltd napisał:

    > podobieństwo to bardzo złudna kategoria, np. ktoś może być podobny do charyzmat
    > yka, a nie jest...;-)

    Cóż za głęboka myśl... Aż sobie zapiszę.

    > tamto było recenzowaniem, tu masz dowalanie

    A to teraz recenzja wygląda tak:
    1.losujemy
    2. Adam Adamowicz
    3."hahaha"

    i po recenzji... Nie skomentuje.

    Zresztą, co mnie to obchodzi...
  • adept44_ltd 24.03.11, 23:03
    no, nie wyglądała tak..., odnosiło się do konkretnych faktów z biografii naukowej, udokumentowanych przez samego niezainteresowanego,

    pewnie dlatego zabrakło twojego komentarza... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 24.03.11, 23:09
    Adept, proszę Cię...


    adept44_ltd napisał:

    > no, nie wyglądała tak..., odnosiło się do konkretnych faktów z biografii naukow
    > ej, udokumentowanych przez samego niezainteresowanego,
    >
    > pewnie dlatego zabrakło twojego komentarza... :)
  • adept44_ltd 24.03.11, 23:12
    larusse napisała:

    > Adept, proszę Cię...
    a ty czego znowu? ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 24.03.11, 23:17
    adept44_ltd napisał:

    > larusse napisała:
    >
    > > Adept, proszę Cię...
    > a ty czego znowu? ;-)


    wiesz, co to jest hipokryzja?
  • adept44_ltd 24.03.11, 23:21
    wiem :), jedna z konstytutywnych cech osobowości charyzmatycznego przywódcy!
    --
    Louder Than Bombs...
  • eeela 24.03.11, 22:55

    > dla porządku dodam, że jak kiedyś protestowałam przeciwko podobnym praktykom to
    > zostałam nazwana (cenzura). Ciekawe kto krzyczał: zmień swoje postępowanie??

    Larusse, ale kto cię na tym forum zwyzywał za obronę prywatności forumowiczów i gdzie?


    --
    ale jest tu pewien problem, co to znaczy pogardliwe określenie... dla mnie dziunia jest określeniem opisowym i tyle, natykam się na dziunię i myślę sobie - "o!, dziunia..." i tyle... (© Adept)
  • pfg 24.03.11, 22:49
    Adept, odpowiedziałem, ale cóż z tego będzie, jeśli moderatorzy całą gałąź skasują? Ja nie chcę, żeby ktoś odniósł wrażenie, że ja się chowam za moderatorami! Bardzo proszę, odpuśćcie...
    --
    Kozak frajer
  • pfg 24.03.11, 22:44
    pzgr napisał:

    > Myślę, że należy to wywalić

    Proszę, nie!

    "Identyfikowalna osoba trzecia" i tak wie, co niektóre osoby z Bratniego Wydziału o niej mówią, za to nie dba o to, co o niej pisze jakiś anonim na forum Gazety :-/
    --
    Liberalny katolik
  • zitterbewegung 23.03.11, 00:17
    I nie możesz uciekać od integralnej przynależności Informatyki Stosowanej do Wydziału, ma ją nawet w nazwie.

    Po co to stworzono, to jest jasne dla każdego za wyjątkiem studentów I roku, którzy sa oszukiwani.

    Po to żeby zapchać pensum. Tylko po to.

    Jak chcianoby robić fizykę komputerową, a nawet te nieszczęsne gry, to nawiązanoby współpracę z prof. Mrozkiem (który by jej nie przyjął, bo szkoda by mu było czasu, a który skądinąd ma doktorantów tworzących gry komputerowe).

    Takie numery z informatykami stosowanymi to dobre dla uczelni po drugiej stronie uliczy, AGH ma ją na każdym wydziale, gdzie informatuki ucza naet leśne dziadki na metalurgii. Metalurgowie znają sie na ionformayce równie dobrze co fizycy.
  • dala.tata 22.03.11, 18:44
    zitterbewegung, bardzo dziekuje za wsparcie. choc nie przeszkadza mi za bardzo samotnosc pogladow, jednak bardzo sie ciesze, ze znalazl sie ktos (ba! fizyk!), ktory zechcial zrozumiec argumentacje. you've made my day, man!

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • yellow_tiger 23.03.11, 07:30
    Nie, nie o to sie toczy spór z Dalą.
    Dzięki z info. Zapewne dyskusja zaczęła się od tego, że ja napisałem coś o ideologii... Bo na 100% nie zaczęła się od tego, że napisałem coś o 90% itd.

    Dala argumentuje filozoficznie w sferze ideologi, a wy mu wszyscy kontrujecie "przykładami z życia w Polskich warunkach".
    Widzisz ja mam taką przewagę, że od jakiś 10 lat nie udzielam się w kraju nad Wisłą... Sprawa wygląda dokładnie tak samo na dowolnym wydziale fizyki w dowolnym kraju świata. 90% populacji się nie nadaje. Pytaniem tylko jest jak odsiewasz te 90%. Czasami są egzaminy wstępne i w tym momencie z definicji pracujesz już z tymi którzy przynajmniej potencjalnie się nadają, czasami są to kryteria zaliczenia matury/egzaminu końcowego w szkole średniej i znów z definicji od samego początku pracujesz z tymi którzy się potencjalnie nadają. A czasami nie ma żadnych kryteriów przyjęć więc większość kończy swoją edukację na pierwszym roku. Wszystkie przykłady które podałeś mają się nijak do sytuacji na FUWie czy UJ bo po prostu w tych przykładach odsiew się dokonał na wcześniejszym etapie. Jakoś nie chcesz tego zauważyć, ciekawe dlaczego? T.z. zauważasz, że selekcja jest ale nadal udajesz, że wstępny poziom student z Harvarda czy Armhest po selekcji wstępnej jest tożsamy ze wstępnym poziomem studenta FUW który nie przeszedł przez żadną selekcję. Można i tak, tylko nie bardzo widzę sens porównywania szeregowego Gromu do szeregowego z poboru...

    Przy czym nikt ich nie wyrzuca sami rezygnują, każdy może studiować do oporu, tylko jaki ma to sens gdy rok w rok oblewasz egzaminy i perspektywa skończenia studiów oddala się na święte nigdy?
    No sorry, ale mówienie, że każdy normalnie inteligentny człowiek (IQ100) jest się w stanie nauczyć jest po prostu bujdą na resorach. Jeśliby tak było to po co egzaminować na wstępie? Jeśli by tak było to po co ustanawiać kryteria przyjęć na studia doktoranckie? No chyba, że nagle z sobie tylko znanych przyczyn większość normalnie inteligentnych traci zdolność do nauki po skończeniu studiów...

    Wybacz ale ja jakoś nie uważam aby Polacy byli mniej zdolni od innych nacji. Najprawdopodobniej są równie zdolni jeśli nie zdolniejsi ale to nie ma żadnego znaczenia, gdyż to samo zjawisko które obserwowałem w Polsce obserwuję w innych krajach. Zasadniczych różnic nie ma.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • pzgr 21.03.11, 16:22
    > nie musze byc fizykiem, zeby rozumiec nature wiedzy.

    nie, to fakt, wystarczy, że jesteś bogiem.

    Tata Dala qui es in caelis,
    sanctificetur nomen tuum...
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • dala.tata 21.03.11, 16:25
    aaaaa. a mi sie wydaje ze od tego jest filozofia, ale najwyrazniej mi sie wydawalo.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 21.03.11, 17:42
    dala.tata napisał:

    > jednak o ile rozumiem i akceptuje twoje prawo do
    > tego, zeby uznac przestrzen Banacha za kluczowy element nauczania fizyki, wybor
    > taki jest polityczny

    To jest piramidalna bzdura. To tak, jakby na filologii obcej zrezygnować z nauczania czasu przeszłego, gdyż, jak wiadomo, Past Tense odnosi się do przeszłości, my zaś chcemy mówić tylko o teraźniejszości i przyszłości, gdyż to, co minione, jest szkodliwym obciążeniem kulturowym dla studentów.

    Zaczynam przychylać się do tezy, że ty naprawdę postanowiłeś nas tu prowokować, żebyśmy mogli zbiorowo potrenować sztukę prowadzenia sporów.

    FYI, bez zrozumienia przestrzeni Banacha nie można zrozumieć mechaniki kwantowej. Owszem, można *wytresować* studentów w poprawnym używaniu mechaniki kwantowej w typowych kontekstach, jednak studia wyższe nie powinny być sprowadzane do poziomu tresury (i *to* jest stwierdzenie polityczne).

    > nauczanie fizyki nie rozni sie od nauczania innych przemiotow i jest oparte
    > na ideologicznych wyborach, czego nauczac.

    To już było. Autorzy stalinowskiego Słownika Filozoficznego potępiali cybernetykę jako "burżuazyjną pseudonaukę", teorię względności jako narzędzie, za pomocą którego imperialiści "chcieli zdyskredytować rewolucyjne odkrycie Kopernika", wreszcie ubolewali, że nie stworzono jeszcze "proletariackiej mechaniki kwantowej". Tak więc, dala, albo posuwasz swojego Sokala a rebours cokolwiek za daleko, albo cofnąłeś się intelektualnie o 60 lat.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 21.03.11, 17:51
    pfg, wydawalo mi sie, ze dosc wyraznie napisalem, ze to przyklad, a nie teza na temat uczenia czy nie uczenia owej przestrzeni Banacha (nie znam sie). najwyrazniej nie napisalem wystarczajaco wyraznie.

    powiem jeszcze raz: jedynie mowie, ze to, czego uczycie na fizyce nie jest wynikiem prawdy objawionej, ale decyzji, czym jest fizyka uniwersytecka. i podejrzewam, ze jest cala masa fizyki, ktorej na poziomie licencjatu nie uczy sie, bo jest 'za trudna', w tym sensie, ze fizycy tak uznali. i tak jak sie zmieniaja programy nauczania w szkole podstawowej. i ktos uznaje, ze warto uczyc fizyki, historii, polskiego na pewnym poziomie skomplikowania, podobnie jest z fizyka uniwersytecka. a jesli tak jest, to kazdy z tych wyborow jest ideologiczny.

    mam nadzieje, ze to juz jest wystarczajaco jasne.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 21.03.11, 17:59
    dala.tata napisał:

    > mam nadzieje, ze to juz jest wystarczajaco jasne.

    Niestety tak. Twój postmodernizm jest co prawda całkowicie jałowy intelektualnie, ale daje ci to prawo do wypowiadania się w kwestiach, o których nie masz zielonego pojęcia. Szkoda. Ale i tak cię lubię.
    --
    Troll z habilitacją
  • dala.tata 21.03.11, 18:09
    pfg, przyjacielu, zarzut o jalowosci postmoderizmu jest, jak dla mnie, chyba jednak bardziej jalowy. bo tweirdzenia eks katedra sa slabe.

    i podejrzewam sie, ze o edukacji i jej ideologicznosci wiem wiecej niz ty. podejrzewam, ze z nas dwoch, to ja na ten temat publikowalem nie ty :-). i niepotrzebna mi do tego znajomosc fizyki. chyba ze chcesz dowiesc, ze nauczanie fizyki rozni sie w znacznym stopniu od nauczania innych dyscyplin. jesli tak, to chetnie bym sie dowiedzial jak. a zatem pokory, zadzierajacy nosa fizyku :-), bo, jak sadze, to ty jednak ty wypowiadasz sie w kwestiach, ktorych masz male pojecie :-)

    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > mam nadzieje, ze to juz jest wystarczajaco jasne.
    >
    > Niestety tak. Twój postmodernizm jest co prawda całkowicie jałowy intelektualni
    > e, ale daje ci to prawo do wypowiadania się w kwestiach, o których nie masz zie
    > lonego pojęcia. Szkoda. Ale i tak cię lubię.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 21.03.11, 18:18
    dala.tata napisał:

    > i podejrzewam sie, ze o edukacji i jej ideologicznosci wiem wiecej niz ty. pode
    > jrzewam, ze z nas dwoch, to ja na ten temat publikowalem nie ty :-). i niepotrz
    > ebna mi do tego znajomosc fizyki. chyba ze chcesz dowiesc, ze nauczanie fizyki
    > rozni sie w znacznym stopniu od nauczania innych dyscyplin. jesli tak, to chetn
    > ie bym sie dowiedzial jak. a zatem pokory, zadzierajacy nosa fizyku :-), bo, j
    > ak sadze, to ty jednak ty wypowiadasz sie w kwestiach, ktorych masz male pojeci
    > e :-)

    Mógłbyś to jakoś skrócić, zwłaszcza ostatnie dwa zdania, bo by mi się na .siga przydało?
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • h_hornblower 21.03.11, 18:48
    dala.tata napisał:

    >to ja na ten temat publikowalem nie ty :-)

  • dala.tata 21.03.11, 19:31
    tez zle???? staram sie odpwoeidzec merytorycznie i wskazac, ze moze niekonicznie zarzut o tym, ze ja znow nie mam zielonego pojecia, jest zasadny. bowiem ja rozumiem, ze fizycy sa niezwykle elastyczni, ale na temat edukacji i ideologii tez sie lepiej znaja?


    h_hornblower napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > >to ja na ten temat publikowalem nie ty :-)
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • whiteskies 22.03.11, 13:55
    > ...chyba ze chcesz dowiesc, ze nauczanie fizyki
    > rozni sie w znacznym stopniu od nauczania innych dyscyplin.
    A uważąsz że różnic nie ma? Dlaczego?
    Według mnie od niektorych pewnie rózni sie wiecej, od innych mniej,

    >jesli tak, to chetnie bym sie dowiedzial jak...
    Zalezy od jakiej. Np. od matematyki czy historii literatury różni sie np. tym, ze uczy przeprowadzać i interpretować eksperymenty. Od wielu innych dziedzin różni sie tym, że uczy pojęcia "model" i rozróżniania modelu od rzeczywistości.

    Nota bene: po wczorajszej dyskusji Rostowskiego i Balcerowicza widzę, ze wielu ekonomistow tego nie rozumie :)
  • dala.tata 21.03.11, 18:01
    bardzo mozliwe, ze cofam sie intelektualnie (ba, czuje, ze wlasnie tak jest!), podejrzewam jednak, ze nie zadales sobie trudu zrozumienia slowa 'ideologiczny'. Proponuje zaczac lekture od Althussera, az do najciekawszych wedle mnie w tej kwestii Halla i Billiga.

    zeby ulatwic zadanie: ideologiczny to nie znaczy taki, ktory odrzuca teorie wzglednosci, bo nie pasuje ona do wizji swiata. ideologiczny to taki, ktory jest oparty na spolecznych reprezentacjach rzeczywistosci - w tym wypadku, splecznosc fizykow decyduje (najczesciej implicytnie), czego beda uczyc sie studenci fizyki. nie ma w tym niczego oczywistego i, jak wskazuje historia nauki (w tym fizyki) zmienialo sie to dosc radykalnie. chyba ze chcesz poweidziec, ze za kazdym razem zmieniala sie ta prawda, ktora glosili fizycy.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • zitterbewegung 22.03.11, 14:07
    A ja się z Dalą zgadzam. Przestrzeń Banacha to obciążenie kulturowe, a cała fizyka na poziomie również uniwersyteckim jest uczona fatalnie, mechaniki kwantowej nie da sie zrozumieć przez historycyzm. W historycyźmie szczególnie tez celują optyka i termodynamika.

    Prawda jest taka, ze mechanika kwantowa jest o prawdopodobieństwie, co najwyżej spearowalności przestrzeni Hilberta, algebrze, a przestrzeń Banacha należy do analizy i teorii miary. Swoją drogą uczenie fizyków miary Lebesgue na pierwszym roku też jest jakąś piramidalną pomyłką (nawet matematycy mają analizę rzeczywistą na drugim-trzecim). Matematyka na fizyce też jest uczona w sposób niemożliwy do zrozumienia.

    Noblista Frank Wilczek w serii swoich artykułów "Whence F=ma" sprzed paru lat stwierdził, że fizyka to zbiór milczących założeń. Właśnie. Milczących. I rozrośnięte co nie miara, a gnuśne wydziały fizyki w Polsce uważają, że ich rolą jest tworzenie gęstego mętnego roztworu w nadziei na samoistną osmozę.

    Poza tym protestuję przeciw retorycznemu używaniu teorii względności do czegokolwiek. W Polsce nie ma porządnych kursów teorii względnoości. Szczególnie na UJ takiego nie ma, na FUW Jest przynajmniej podaganka, ale tylko o szczególnej teorii, gdzieś tam na czawrtym roku.
  • zitterbewegung 22.03.11, 14:16
    Ok. prawdopodobieństwo to też teoria miary w pewnym sensie, ale nie chce mi się produkpować i dalej uściślać, uważam sens wypowiedzi za jasny. W końcu jestem fizykiem.
  • dala.tata 22.03.11, 15:15
    fizyk sie ze mna zgodzil :-)

    dziekuje i jak dla mnie to juz wystarczy zeby osiagnac tzw. reasonable doubt :-)

    zitterbewegung napisał:

    > A ja się z Dalą zgadzam. Przestrzeń Banacha to obciążenie kulturowe, a cała fiz
    > yka na poziomie również uniwersyteckim jest uczona fatalnie, mechaniki kwantowe
    > j nie da sie zrozumieć przez historycyzm. W historycyźmie szczególnie tez celuj
    > ą optyka i termodynamika.
    >
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • yellow_tiger 22.03.11, 15:29
    Niestety to co proponuje zitterbewerbung jest jeszcze bardziej abstrakcyjne od tego co jest obecnie nauczane... Sorry ale odpadów byłoby jeszcze więcej...
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • yellow_tiger 22.03.11, 15:59
    Zitterbewegung oczywiście. Sorry
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • zitterbewegung 22.03.11, 16:49
    Wiesz co, weź dowolny podręcznik do kwantowej teorii informacji i zobacz jak sie uczy mechaniki kwantowej w sposób aksjomatyczny. Potem porównaj stopień trudnosci ze skryptami leśnych dziadków o jakichśtam widmach czegośtam.
  • zitterbewegung 22.03.11, 16:52
    Proszę. www.scottaaronson.com/democritus/lec9.html Nawet blondynka może zrozumieć. Oczywiście na 4 roku jest QM-2, normalny formalizm i potem jenocześnie mechanika wielu ciał. U nas Jest kobyła III i IV semestrze podana w sposób powtarzam niemożliwy do zrozumienia.
  • yellow_tiger 23.03.11, 07:56
    Jeśli uważasz, że blondynka może to zrozumieć to chylę głowę przed blondynką. Wszak powszechnie wiadomo, że wszyscy mogą bez żadnych problemów wykombinować: "what's the most general sort of matrix that always maps a unit vector in the 2-norm to another unit vector in the 2-norm?"
    No słucham kto wie?
    Reka w górę kto wie jaka jest prawidłowa odpowiedź na to pytanie?
    A nie wiecie! Szkoda... przecież to jest oczywiste nawet dla blondynki, że to macierz unitarna. Nie wiecie co to jest macierz unitarna? No jak to? Przecież to nawet blondynki wiedzą!
    Ale nie zrażajmy się może nieco dalej będzie nieco jaśniej...
    "If we know the states of two quantum systems individually, then how do we write their combined state?"
    No właśnie jak to zrobić?
    Przecież to jest oczywiste! Rachunek tensorowy jest odpowiedzią. Nie wiecie co to jest tensor i jak się nimi posługuje. NO JAK TO? Przecież to nawet blondynki wiedzą!
    A dlaczego akurat tensor produkt? Bo tak!

    Jaja sobie robisz? To jest dobre dla kogoś kto już co nieco wie o mechanice kwantowej i może na nią spojrzeć z innej strony a nie dla kogoś kto nie ma żadnego pojęcia o niej.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • yellow_tiger 22.03.11, 15:27
    Czyli mówiąc inaczej gdybyśmy nagle zaczęli uczyć inaczej to nagle wszyscy zaczęliby się nadawać do studiowania fizyki... Rozumiem, że każdy nagle zrozumiałby czym jest przestrzeń Hilberta, miara Lebesqua i każdy tak o byłby w stanie cofnąć formę... To starasz się powiedzieć?
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • dala.tata 22.03.11, 15:31
    rozumiem, ze dla ciebie jest albo nikt, albo kazdy? bardzo watpie, ze 'kazdy' by zrozumial. natomiast, byc moze i podkreslam: BYC MOZE zrozumialoby wiecej. nie wiem i ty tez nie wiesz. trzeba by bylo sprawdzic. i duzo lepiej bloby to srpawdzic niz stweirdzic, ze 80 procent nie nadaje sie, nie jest w stanie itd itd.

    koniec.

    yellow_tiger napisał:

    > Czyli mówiąc inaczej gdybyśmy nagle zaczęli uczyć inaczej to nagle wszyscy zacz
    > ęliby się nadawać do studiowania fizyki... Rozumiem, że każdy nagle zrozumiałby
    > czym jest przestrzeń Hilberta, miara Lebesqua i każdy tak o byłby w stanie cof
    > nąć formę... To starasz się powiedzieć?


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • yellow_tiger 22.03.11, 15:34
    Ok. poprawiam się. Wszędzie tam gdzie napisałem WSZYSCY proszę wstawić 80%. Lepiej ci?
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • zitterbewegung 22.03.11, 16:47
    Straw man. Było nie o tym, że 100% może. A przestrzeń Hilberta, tak uprzestrzeń Hilbeta może każdy. przestrzeń Banacha nie. Miary Lebesque nie rozumiesz natomiast Ty, tego jestem pewien, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ciężki to jest przypadek.
  • yellow_tiger 23.03.11, 09:36
    Straw man. Było nie o tym, że 100% może.
    No fakt i jak widać w poście powyżej poprawiłem się, czego ty nie raczyłeś zauważyć bo i po co?

    A przestrzeń Hilberta, tak uprzestrzeń Hilbeta może każdy. przestrzeń Banacha nie.
    Jasne...

    Miary Lebesque nie rozumiesz natomiast Ty, tego jestem pewien, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ciężki to jest przypadek.
    Bardzo mnie cieszy, że wiesz czego nie rozumiem. Masz jeszcze jakieś inne przemyślenia na temat czego nie rozumiem?
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • tocqueville 21.03.11, 14:04
    dala, ja tez mam nadzieję na koniec tej wymiany
    bo takiego bajdurzenia, jakie prezentujesz w tym wątku, dawno nie czytałem - udało ci się zaskoczyłeś mnie ponownie, prowokacja wyszła
    w 100% zgadzam sie z flamenem - robisz sobie ewidentnie żarty z dyskusji, zatem dalsza debata jest bezpodstawna
  • dala.tata 21.03.11, 14:22
    spoko, tocq. jak juz powiezdialem niejednokrotnie, nie naleze do ludzi, ktorzy beda mowic to, czego wiekszosc wymaga, tylko dlatego, zeby nie uslyszec, ze bajdurze. i jesli wolisz uznac, ze to co pisze, to prowokacja (ja rozumiem, ze flamengista jest ekspertem w sprawach 'Pilsudzkiego', ale zeby od razu tez wiedzial lepiej, co ja robie???), jesli ci tak wygodniej, zwalnia cie to z myslenia, to jest twoj wybor. i on cos o tobie mowi.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • charioteer1 21.03.11, 13:18
    To nie jest takie proste. U nas odsiew wzrosl dramatycznie wraz z nowa matura. Odlozonym w czasie skutkiem nowej matury byla decyzja o zwiekszeniu naboru.

    Szkola do studiow nie przygotowuje, a wynik uzyskany na maturze nie jest zadnym wskaznikiem tego, czy student sie nadaje na wybrany kierunek studiow. Nie mamy zadnej mozliwosci wyselekcjonowania tych, ktorzy w jakikolwiek sposob rokuja, wiec przyjmujemy wiecej, a ci, co sie nie nadaja, w wiekszosci rezygnuja sami w trakcie. To nie jest tak, ze mamy jakas straszna rzez niewiniatek. Wiele osob rezygnuje ze studiow nie przystepujac w ogole do egzaminow.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • yellow_tiger 21.03.11, 13:34
    Dla mnie zagadką jest, po co niektóre kierunki przyjmują po 1000 nowych studentów rok
    w rok, jeśli wiadomo, że na każdym roku będzie odsiew.

    Dla mnie też to było zagadką aż do rozmowy z jednym profem. Po prostu poziom nauki matematyki i fizyki w szkołach średnich i podstawowych jest bardzo często żałosny i bardzo często ludzie bardzo inteligentni nie mają podstawowych wiadomości, co więcej równie często piątka z fizyki/matematyki na świadectwie nic nie mówi (obecnie sprawa ma się nieco inaczej za sprawą jednolitej matury). Wiec aby ich nie skreślać przyjmuje się wszystkich, mało tego robi się semestr wyrównawczy i się patrzy czy człowiek się nadaje czy nie. W.g. mnie jest to bardzo uczciwe postawienie sprawy, my ci dajemy możliwości a tym możesz z nich skorzystać jeśli chcesz i masz ku temu zdolności.

    warto się zastanowić co czuje student słysząc na drugim roku coś w stylu: wypad, kretynie.
    Przecież nikt nikogo nie wyrzuca. Sami rezygnują. Egzaminy można poprawiać do samej śmierci. Warunki brać tak samo, choć są limity. Tak się jakoś dziwnie składa, że niezbyt wiele osób ma ochotę nadal się bawić w studiowanie fizyki po piątym nieudanym podejściu do powiedzmy Analizy Matematycznej I, wiedząc, że to dopiero jest uwertura do zasadniczej częścią programu który będzie znacznie trudniejszy.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • adept44_ltd 21.03.11, 13:37
    z jednym zastrzeżeniem - kierunki wymienione przez ciebie przyjmują 10 osób... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • yellow_tiger 21.03.11, 13:46
    No 10 to chyba nie. Jak ja zaczynałem studia to było nas ~650 osób. Z tego co wiem w zeszłym roku było bodajże pi razy drzwi tyle samo.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • adept44_ltd 21.03.11, 13:56
    o, tu jestem zaskoczony, może coś mylę, ale jak ja zaczynałem, na fizyce na UJ przyjmowano koło 15 osób na rok... (liczę, że za chwilę zostanie to zweryfikowane)
    --
    Louder Than Bombs...
  • yellow_tiger 21.03.11, 14:02
    Nie wiem jak jest na UJ na FUWie jest tak ja mówię i tak było odkąd najstarsi górale pamiętają, ok, może nie aż od tak dawna ale od dawna:)
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • niewyspany77 21.03.11, 14:30
    > W.g. mnie jest to bardzo ucz
    > ciwe postawienie sprawy, my ci dajemy możliwości a tym możesz z nich skorzystać
    > jeśli chcesz i masz ku temu zdolności.

    No dobra, to mnie dalej dziwi, czemu nie można zrobić porządnego 1 roku, niech się odsieje 80% rocznika. Bardzo jestem ciekaw co robią ludzie, którzy nie przeszli tego 3 roku. To są przecież 3 lata w plecy!

    Co do dalszej części wypowiedzi - rozumiem i akceptuję, tylko dla mnie jest różnica między "nie poradziłem sobie, mam rok w plecy, spróbuję za rok co innego" vs "nie poradziłem sobie na 3 (i wyżej) roku". Mógłbyś yellow rzucić jakimś pomysłem, co byś robił, gdybyś nie dał rady na 3 roku?
  • yellow_tiger 21.03.11, 14:57
    Przecież po pierwszym roku zostaje możne z 20% tego co było na początku (150 osób na 650). Naprawdę po pierwszym roku sprawa jest oczywista kto się nadaje a kto nie. Osoby które odpadają później, najczęściej wiedzą już po pierwszym roku, że się nie nadają ale, że się tak wyrażę, próbują szczęścia. Czasami się udaje ale znacznie częściej się nie udaje.

    Pomysłu na to co bym zrobił gdybym nie zaliczył nie mam. Wiem natomiast, że kilka osób które zrezygnowały po drugim roku przerzuciło się na ekonomię (generalnie można bez problemów przepisać wykłady z matematyki) a jeden koleś na polibudę. W drugą stronę (z polibudą) zresztą też był transfer, koleś po drugim roku polibudy stwierdził, że mu to w ogóle nie odpowiada i przeniósł się na FUW.
    Ale jak mówię naprawdę po pierwszym roku sprawa jest dla każdego oczywista.
    --
    "All science is either physics or stamp collecting." E. Rutherford.
    He made the sign of the very cross indeed...
  • eeela 21.03.11, 15:06
    Pamiętam jak listy z wynikami kolokwiów zajmowały coraz mniej miejsca na tablic
    > y ogłoszeń... Wpierw pokrywały ja całą, potem z czasem stawały się coraz krótsz
    > e i krótsze aż w końcu wszystkie wyniki mieściły się na jednej kartce formatu A
    > 4...


    To bardzo dziwne jest. Ja jakiegos straszliwego odsiewu na swoich studiach nie rejestrowalam, ale widocznie musial byc, bo te listy tez sie coraz krotsze i krotsze robily. Moze tych, co odpadli na samym poczatku, nie zdazylam nawet poznac ;-)


    --
    Beer is living proof that God loves us and wants us to be happy.
  • pzgr 21.03.11, 15:15
    zazwyczaj odsiew był w czasie pierwszej sesji.
    przy dużej liczbie electives mogłaś nawet nie poznać niektórych.
    a w dawnych czasach, kiedy nie było warunków na pierwszym roku, niezdaluchy szły do wojska. barbaria...
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • dr_pitcher 23.03.11, 20:21
    No i wlasnie - sam dalej odpowiedz dlaczego fizycy moga wszystko. Tu chodzi o odsiew tych 10-15% najlepszych, a nie o temat samych studiow.
  • marcio1234 19.03.11, 22:29
    A może problem jest raczej w Twoim podejściu? Na jakiej podstawie oceniasz, że to idioci? Może Twój sposób przekazywania wiedzy nie wzbudza ich zainteresowania? Poziom studentów, sposób ich uczenia bywa mocno zróżnicowany. To na nauczycielu spoczywa ciężar odpowiedniego dostosowania swojego przekazu, żeby zainteresować możliwie najwięcej słuchaczy. Z doświadczenia wiem, że wielu wykładowców jakby zakłada, że student będzie uczył się sam. Może tak było, w czasach kiedy na studia szło 10% najlepszych. Teraz czasy się zmieniły. Na studia może iść każdy, nawet ten co miał problemy z zaliczeniem podstawówki. I już niestety nasza teraz w tym głowa, żeby pogodzić i tych najlepszych i tych z trudnościami w zaliczeniu podstawówki. Wymaga to znacznie większego nakładu pracy, staranennego opracowania materiałów dydaktycznych. Wykładowca musi być obecnie nauczycielem, pedagogiem i czasem także i wychowawcą. Rozumiem, że na to mogą nie wystarczyć 3-4 godziny konsultacji tygodniowo, ale cóż, służba nie drużba. Wydaje mi się, że jest to kwestia podejścia, skończyły się czasu kiedy wykładowca mówił: proszę doczytać w książce
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:00

    skończyły się czasu kiedy wykładowca mówił: proszę doczytać w książce

    bo nie umie czytać?

    jeśli akurat o to chodzi, to jest dokładnie odwrotnie i tendencja ta wynika z tego, co się dzieje w nauce... (powiem tak - coraz więcej tych książek), z tego, co się dzieje w edukacji (stawiamy na umiejętność uczenia się studenta) i tego, co robi ministerstwo - jak ja w 88 roku zaczynałem studia, miałem 35 godzin tygodniowo zajęć... teraz na moim kierunku zostało to ścięte do 15 - 20 max...

    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.11, 23:22
    w sensie wykladowca nie umie czytac? czy w sesnie - doczytac ksiazke, bo nie przygotowalem wykladu, nie zdazylem powiedziec wszystkiego, zapomnialem, co mailem powiedziec?

    kiedy bylem na uniwersytecie, wykladowcy uznawali, ze moim psim oboiwazkiem jest byc zainteresowanym we wszystkim, co mowia. od literatury staropolskiej, przez teorie literatury i scs, wykladowca, krol swiata, przychodzil i pieprzyl cos nie zwracajac uwagi na to, czy ktos go rozumie, czy ktos jest zaintesowany, a potem byl egzamin, do ktorego uczlismy sie z roznych zrodel - co czyniko egzamin loteria, bo nigdy nie bylo wiadomo, czy sie umie czy nie.

    nasi krolowie zycia mogli z nami robic co im sie podobalo - zaliczac czy nie zaliczac na podstawie widzimisie, czy, jak w moim wypadku, nieznajomosci tresci Stepow Akermanskich. wymieklem na piatym czy szostym juz - nie potrafilem strescic wiersza i oblalem egzamin. no ale przeciez ja mam byc, kurde mol, zaintersowany nie? i zapieprzac tych 5 ksiazek dzinnie - bo mysmy mieli do czytania po kilka ksiazek dziennie. sensowne? nie, ale co to kogo obchodzi.

    i ja mysle ze to jest podejscie zle. nauczyciel akademicki swiadczy usluge i powinien robic to jak najlepiej. i czescia tego 'jak najlepiej' jest wedle mnie zaintersowanie sluchacza, zaciekawienie go. i pomoc zeby sie rozwinal intelektualnie. to jest sztuka, to jest duza sztuka. szczegolnie jak sie ma studentow, ktorzy ww domu nie maja ani jednej ksiazki, ktorych nauczyciele sami nie czytaja i nie sa w stanie zainteresowac uczniow czymkolwiek. zapomianielm, pardon, to uczniowie sa durniami. naspteuja zmainy genetyczne w mlodzizy i zanika gen ziantesowania, nie?

    i jako ze nikt z nas nie byl uczony metodyki nauczania wyzszego, llepiej powiedziec, ze studenci sa idiotami (przeraza mnie to) zamiast sie zastanowic nad swoja praktyka pedagogiczna. czyz nie jest znacznie latwiej powiedziec: mam durniow, idiotow, kretynow. niezainteresowanych, bez aspiracji itd, zamiast sie zastanowic: co moge zrobic, zeby ich popchnac do przodu.

    oczywisice wiem, ze jeszcze jest system, ktory jest drugim winnym obok idiotow studentow.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:27
    w żadnym z tych sensów...

    jedno pytanie - przychodzi student na egzamin, dajesz pytanie, a on mówi - nie przerabialiśmy tego, i co?
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.11, 23:31
    to dopoki ty mu wyraznie powiediales, z czego bedzie egzamin, to dostaje banie i tyle.
    jesli jednak tego nie uznales za stosowne mu tego powiedziec, bo ci sie nie chcialo, zapomniales czy olales, to on ma racje.

    adept44_ltd napisał:

    > w żadnym z tych sensów...
    >
    > jedno pytanie - przychodzi student na egzamin, dajesz pytanie, a on mówi - nie
    > przerabialiśmy tego, i co?


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:37
    ale dla pewności, nie muszę mu wszystkiego wyłożyć???

    i jeśli potwierdzasz po raz wtóry... to ja dodaję, że wszędzie, nawet na największym zadupiu, są sylabusy i tam jest wszystko napisane... i to chyba tyle w tym temacie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.11, 23:56
    no to niespecjlanie widze sensownosc pytania na egzaminie. odpowiedz jest prosta.

    co wiecej, ja sie ogolnie, jak zwykle, domagam tego, zeby zamiast nieustannie widziec w studentach kretynow, zastanawiac sie rowniez nad soba i swoimi praktykami. bowiem ja mam wrzenie, ze may tu glownie mistrzow dydaktyki, debesciakow akademickich. i wszystko co stoi na przeszkodzie, by osiagali wyniki, jakich jeszcze nikt nie osiagal, to ci idioci i kretyni bez aspiracji i nawykow czytelniczych (ktore oczywiscie wszyscy wykladowcy maja az w nadmiarze, bez watpliwosci).

    adept44_ltd napisał:

    > ale dla pewności, nie muszę mu wszystkiego wyłożyć???
    >
    > i jeśli potwierdzasz po raz wtóry... to ja dodaję, że wszędzie, nawet na najwię
    > kszym zadupiu, są sylabusy i tam jest wszystko napisane... i to chyba tyle w ty
    > m temacie...


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:59
    1. i na egzaminie pytasz tylko z tego, co wypowiesz na wykładzie???
    2. a ktoś tu tak pisał, że wszyscy studenci to kretyni?
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 20.03.11, 00:02
    nie. daje dwoje temu, kto mowi: ale tego nie przerabialismy.

    adept44_ltd napisał:

    > 1. i na egzaminie pytasz tylko z tego, co wypowiesz na wykładzie???
    > 2. a ktoś tu tak pisał, że wszyscy studenci to kretyni?


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 20.03.11, 00:07
    to tak jak ja... i dodaję, że tak to było w szkole...

    ale pozwolę sobie przypomnieć, że od tego się zaczęło.... ktoś tam napisał, że skończył się czas czytania... teraz wykładowca ma wszystko powiedzieć, wtłuc, uklepać, odtworzyć etc... a dobrze wiesz, że to, m.in. z powodów, które podałem, jest niemożlwe...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 20.03.11, 00:46
    ktos tam sobie niech pisze, co chce.

    natomiast tak, zmienia sie swiat i dzisiaj wykladowca stojacy i mamroczacy stary notatki nie powinien byc wykladowca. ja takich mialem. wielu studentow takich ma nadal. co wiecej, tak, wykladowca powinien sie dzis bardziej zastanawiac do kogo i po co mowi.

    adept44_ltd napisał:

    > to tak jak ja... i dodaję, że tak to było w szkole...
    >
    > ale pozwolę sobie przypomnieć, że od tego się zaczęło.... ktoś tam napisał, że
    > skończył się czas czytania... teraz wykładowca ma wszystko powiedzieć, wtłuc, u
    > klepać, odtworzyć etc... a dobrze wiesz, że to, m.in. z powodów, które podałem,
    > jest niemożlwe...


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 20.03.11, 09:52
    a co to ma do tego wątku???
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:29
    piszesz o opiece społecznej? czy o kształtowaniu elity... choć w sumie elita zginęła, wiadomo gdzie i nic nie dziwi ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.11, 23:33
    nie adpecie, pisze o tym, ze nauczyciel akademicki siwadczy usluge, a nie jest udzielnym ksieciem, ktoremu studenci maja slowa spijac z ust, bo taki jest ich psi oboiwazek.

    adept44_ltd napisał:

    > piszesz o opiece społecznej? czy o kształtowaniu elity... choć w sumie elita zg
    > inęła, wiadomo gdzie i nic nie dziwi ;-)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:38
    a widzisz ty tu gdzieś wątek na temat tego, że nauczyciel akademicki jest "udzielnym ksieciem, ktoremu studenci maja slowa spijac z ust, bo taki jest ich psi oboiwazek"???
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.11, 23:49
    tak. tylko tego typu wykladowca moze stweirdzic, ze studenci to idioci itd itd.

    adept44_ltd napisał:

    > a widzisz ty tu gdzieś wątek na temat tego, że nauczyciel akademicki jest "udzi
    > elnym ksieciem, ktoremu studenci maja slowa spijac z ust, bo taki jest ich psi
    > oboiwazek"???


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • charioteer1 19.03.11, 23:51
    Studenci nie sa nigdy idiotami. Czasami tylko zdarzaja sie niepelnosprawni umyslowo.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • dala.tata 19.03.11, 23:58
    oooooooo. proponuje diagnozowac!

    charioteer1 napisał:

    > Studenci nie sa nigdy idiotami. Czasami tylko zdarzaja sie niepelnosprawni umys
    > lowo.
    >


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:54
    oczywiście, zakładając, że nie są idiotami, ale to inwestycja znaczeniowa w twoją tezę...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.11, 23:59
    nie adpecie. wiesz dobrze, ze tu slowo 'idiota' jest jedynie slowem pietnujacym, a nie opisujacym.

    adept44_ltd napisał:

    > oczywiście, zakładając, że nie są idiotami, ale to inwestycja znaczeniowa w two
    > ją tezę...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 20.03.11, 00:02
    ale moje zdanie było o czym innym...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 20.03.11, 00:05
    zatem to ja, nie pierwszy raz bede podziwial glebie twej mysli, glebie mi nieodstepna :-)

    adept44_ltd napisał:

    > ale moje zdanie było o czym innym...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 20.03.11, 09:49
    Zmiennego bytu falo ty ruchliwa,
    Co nas unosisz po wszechświata toni!
    Daremnie wzrok nasz za tym wszystkim goni;
    Co pod powierzchnią twoją się ukrywa;

    Choć nam w błyskawic blasku się odsłoni
    Głąb niezmierzona, ciemna i straszliwa...
    Trudno nam dotrzeć spojrzeniami do niej
    Przez pianę zjawisk, co po wierzchu pływa.

    Próżno nad głębią schyleni - jej ciemnic
    Obraz chwytamy, gdyż ruchliwa fala,
    Zamiast odwiecznych istnienia tajemnic,

    Własną twarz naszą ukazuje z dala,
    I nasz widnokrąg cały się powleka
    Rzuconym w wszechświat odbiciem człowieka.
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 19.03.11, 23:57
    swoją drogą, Dala, zastanawia mnie meandryczność twojej myśli, bo problem zaczął się mniej więcej od tego, czy wykładowca ma nauczyć wszystkiego, czy student ma coś przeczytać sam od siebie... dowiedzieliśmy się, że skończył się czas czytania samemu od siebie... natomiast ty uderzasz i nagle się okazuje, że chodzi o coś zupełnie innego... a to o wykładowcą udzielnego księcia, a to o wykładowcę, który mówi, że studenci to idioci... w sumie to fajna strategia na pokłócenie się, ale na nic więcej ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 20.03.11, 00:02
    nie adpecie, ale rozumiem, dlaczego tak pieknie to przedstawiles. zareagowalem na twoj post, bo mi sie nie podoba, gdy ktos mowi o studentach, ze nie umieja czytac.
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 20.03.11, 00:05
    to był znak zapytania... natomiast ja takich spotkałem Dala, na polonistyce, mam o tym milczeć? i mówię nie o sytuacji, w której ktoś nie potrafi przeczytać książki przez tydzień i wypowiedzieć się na jej temat, tylko o sytuacja, w której jest prawie analfabetą...
    --
    Louder Than Bombs...
  • tocqueville 19.03.11, 23:38
    jaka jest istota świadczonej przeze mnie usługi? co jest jej celem?
  • dala.tata 19.03.11, 23:51
    rozumiem, ze to niezwykle podchwytliwe pytanie ma dla cibeie prosta i oczywista odpoweidz. dla mnie ona taka nie jest. co wiecej, niespecjalnie rozumiem, jak sie ma cel uslugi do jej jakosci.

    tocqueville napisał:

    > jaka jest istota świadczonej przeze mnie usługi? co jest jej celem?


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • tocqueville 19.03.11, 23:55
    niespecjalnie rozumiem, jak sie ma cel uslugi do jej jakosci

    fundamentalny - nie jesteśmy w stanie oszacować jakości usługi jeśli nie wiemy jaki ma cel
    moglibyśmy np. wysoko ocenić kunszt pana tańczącego z miotłą na ulicy (gdy tymczasem został on wynajęty do zamiatania)
  • dala.tata 20.03.11, 00:01
    jakos analogia pomiedzy dobrym wykladem a tanczacym panem z miotla mi umyka.
    ale jesli chcialbys mi dowiesc, ze nie ma czegos takiego jak dobry wyklad i jego doboc nie zalezy od odbioru, to rzeczywiscie nie dogadamy sie.

    tocqueville napisał:

    > niespecjalnie rozumiem, jak sie ma cel uslugi do jej jakosci
    >
    > fundamentalny - nie jesteśmy w stanie oszacować jakości usługi jeśli nie wiemy
    > jaki ma cel
    > moglibyśmy np. wysoko ocenić kunszt pana tańczącego z miotłą na ulicy (gdy tymc
    > zasem został on wynajęty do zamiatania)


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • tocqueville 20.03.11, 00:05
    czy celem usługi jaką wykonuję jest przede wszystkim:
    a) przekazanie wiedzy + wspomaganie w jej uzyskaniu?
    b) spowodowanie zadowolenia studenta?
    c) ułatwianie studentowi uzyskania dyplomu?
  • tocqueville 19.03.11, 23:59
    niespecjalnie rozumiem, jak sie ma cel uslugi do jej jakosci.

    wybacz, ale kiedy przeczytałem to zdanie zrozumiałem ze po prostu robisz sobie żarty
    nie wierzę, że mógłbyś to napisac na poważnie - to najbardziej bezsensowne zdanie w tym wątku
  • dala.tata 20.03.11, 00:04
    tocq, to ja jednak nadal pozostane w przekonaniu, ze wiem czy m jest dobry wyklad. rowniez pozostane w przekonaniu, ze co o anczy ze ktos jest dobrym elektrykiem, malarzem czy mechanikiem. bez wzgledu na to, jaki cel przyswieca mu w relacji ze mna.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • tocqueville 20.03.11, 00:11
    dala co to jest dobry wykład? kto ma to oceniać? czy uważasz, że każdy wykład, który ty ocenisz jako dobry, zostanie tak samo oceniony np. przez Oksanę?
  • dala.tata 20.03.11, 00:48
    i dlatego mialbym nadzieje, ze zastanowisz sie, dla kogo wykladasz i czym jest dobry wyklad dla publicznosci skladajacej sie z dal i dla publicznosci skladajacej sie z Oksan. natomiast to nadal nie ma zadnego zwiazku z celem uslugi.

    tocqueville napisał:

    > dala co to jest dobry wykład? kto ma to oceniać? czy uważasz, że każdy wykład,
    > który ty ocenisz jako dobry, zostanie tak samo oceniony np. przez Oksanę?


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • tocqueville 20.03.11, 01:03
    od celu usługi zależy ocena jakości wykładu:
    a) jeśli celem jest zaliczenie to zleceniodawca (student) wysoko ceni wykład: nieobowiązkowy, krótki, rzadko odbywający się, łatwo zaliczany
    b) jeśli celem jest zapewnienie studentowi dobrej zabawy, to zleceniodawca ceni: dowcipy, żarciki
    c) jeśli celem jest poszerzenie horyzontów i przekazanie wiedzy, to odbiorca ceni wykład rzetelny, merytoryczny, pobudzający do myślenia niekoniecznie zabawny

  • tocqueville 20.03.11, 01:05
    problem w tym czy: mając na sali 4 Oksany i dwóch dal(ów?) powinienem dostosować jego poziom do oczekiwań Oksan czy dalów?
  • pzgr 20.03.11, 08:51
    odpowiedź jest prosta.
    nie powinno być na tej sali Oksan.
    i tyle.
    tyle, że Dala nie chce tego przyznać...
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • dala.tata 20.03.11, 11:44
    nie, nie chce, bo tak nie mysli. bo jest cala masa 'Oksan', ktorym mozna i trzeba dac szanse. tyle ze trzeba to umiec zrobic. a my (my wszyscy) w wiekszosci nie umiemy tego zrobic. i w zwiazku z tym ze nam si enie chce zastanowic, wolimy 'Oksane' wykluczyc, zeby nam dobrego samopoczucia nie psula.

    pzgr napisał:

    > odpowiedź jest prosta.
    > nie powinno być na tej sali Oksan.
    > i tyle.
    > tyle, że Dala nie chce tego przyznać...


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • spokojny.zenek 20.03.11, 11:49
    Jeśli masz oksan większość, to wykluczyć możesz co najwyżej siebie.
    A na "dawanie szansy" to juz jest i tak stanowczo za późno, obojętne co przez to rozumieć.
  • dala.tata 20.03.11, 11:51
    pozostaniemy przy swoich zdaniach.

    spokojny.zenek napisał:

    > Jeśli masz oksan większość, to wykluczyć możesz co najwyżej siebie.
    > A na "dawanie szansy" to juz jest i tak stanowczo za późno, obojętne co przez t
    > o rozumieć.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • spokojny.zenek 20.03.11, 11:52
    Pozostańcie ;-))
  • pzgr 20.03.11, 12:13
    umiemy, umiemy, robimy to tak:
    na wstępie wykładu rozdajemy po piwku i joinciku
    potem razem z asystentami wykonujemy pokaz chippendalesów dla Oksan,
    po czym w parach odbywamy walkę MMA dla Oksanów płci męskiej.
    nie przerywając wykładu.
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • dala.tata 20.03.11, 12:33
    mysle ze to jest swietne podsumowanie tej dyskusji, swietnie oddajace stosunek do tych wszystkich idiotow, ktorzy smieli pomyslec o studiach. brawo pzgr!

    pzgr napisał:

    > umiemy, umiemy, robimy to tak:
    > na wstępie wykładu rozdajemy po piwku i joinciku
    > potem razem z asystentami wykonujemy pokaz chippendalesów dla Oksan,
    > po czym w parach odbywamy walkę MMA dla Oksanów płci męskiej.
    > nie przerywając wykładu.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • spokojny.zenek 20.03.11, 12:47
    dala.tata napisał:

    > mysle ze to jest swietne podsumowanie tej dyskusji

    I słusznie mysłisz, bo jest świetne.

    > swietnie oddajace stosunek
    > do tych wszystkich idiotow, ktorzy smieli pomyslec o studiach. brawo pzgr!

    Nie, raczej do tych, którzy piszą tu rzeczy wskazujące na brak kontaktu z rzeczywistością i brak świadomości zjawisk, które leżą u podstaw problemu, którego dyskusja dotyczy.



  • spokojny.zenek 20.03.11, 20:40
    pzgr napisał:

    > odpowiedź jest prosta.
    > nie powinno być na tej sali Oksan.
    > i tyle.
    > tyle, że Dala nie chce tego przyznać...

    Nie żebym bronił Dali, ale on raczej uważa, że nieważne, czy powinno, ważne, że są, więc trzeba się do nich dopasować.

  • dala.tata 20.03.11, 11:24
    masz zrobic tak, zeby i jedni i drudzy byli zadowoleni. trudne? jasne ze trudne. ale mozliwe. jednak nie mam watpliwosci, ze latwiej jest powiedziec, ze studenci sa idiotami, bo i nie spelniaja twoich oczekiwan.

    a ja nadal uwazam, ze nalezy zapytac, czy ty spelniasz oczekiwania studentow. to jest zasadne pytanie.

    tocqueville napisał:

    > problem w tym czy: mając na sali 4 Oksany i dwóch dal(ów?) powinienem dostosowa
    > ć jego poziom do oczekiwań Oksan czy dalów?


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • spokojny.zenek 20.03.11, 12:38
    dala.tata napisał:

    > masz zrobic tak, zeby i jedni i drudzy byli zadowoleni.

    Oczywiście. A najlepiej podzielić ich na osiem grup zaawansowania i tak wykładać, zeby każda byłą zadowolona.



  • dala.tata 20.03.11, 12:43
    nie sadze, zeby to bylo konieczne. to, ze nie wyobrazasz sobie wykladu dla ludzi z roznymi poziomami zaawansowania, nie znaczy, ze nie jest on mozliwy. oczywisice, najprawdopodobniej rozni ludzi wyniosa z niego co innego, jednak przeprowadzenie takiego wykladu nie jest niemozliwe. slyszalem takie wyklady wielokrotnie.

    spokojny.zenek napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > masz zrobic tak, zeby i jedni i drudzy byli zadowoleni.
    >
    > Oczywiście. A najlepiej podzielić ich na osiem grup zaawansowania i tak wykłada
    > ć, zeby każda byłą zadowolona.
    >
    >
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • spokojny.zenek 20.03.11, 12:47
    dala.tata napisał:

    > nie sadze, zeby to bylo konieczne. to, ze nie wyobrazasz sobie wykladu dla ludz
    > i z roznymi poziomami zaawansowania

    Oczywiście, że sobie wyobrażam. Ba, nawet wiele razy taki prowadziłem.


  • dala.tata 20.03.11, 12:50
    nie mam zadnych watpliwosci. zatem niespecjalnie rozumiem, na co tak dokladnie narzekasz.najwyrazniej radzisz sobie swietnie z roznymi poziomami studentow, a oni korzystaja z twoich wykladow i rozwijaja sie na nich. niczego wiecej nie mozna oczekiwac.

    spokojny.zenek napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > nie sadze, zeby to bylo konieczne. to, ze nie wyobrazasz sobie wykladu dl
    > a ludz
    > > i z roznymi poziomami zaawansowania
    >
    > Oczywiście, że sobie wyobrażam. Ba, nawet wiele razy taki prowadziłem.
    >
    >


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • spokojny.zenek 20.03.11, 12:59
    Ano narzekam na uporczywe odrzucanie przez niektórych krzyczącego faktu, iż średni poziom studentów obniżył się w ostatnich latach (gdzieniegdzie obniżył sie zgoła drastycznie) i na uporczywe pouczanie tych, którzy pracują w takich warunkach (nie piszę "są zmuszeni pracować w takich warunkach", żeby nie dać pretekstu do czepiania się słówek). Pouczani, że mają "dostosować" "zainteresować", wychować" itd. W sytuacji, gdy to naprawdę nie jest banda antytalentów dydaktycznych z i pewnością średnio lepiej prowadzą zajęcia, niż prowadzono, gdy sami byli studentami. W sytuacji, gdy juz dawno niektórzy poczuli, że za plecami jest ściana i nie ma się już dokąd cofać.


  • dala.tata 20.03.11, 13:11
    nie zauwazylem, zeby ktos w tym watku to odrzucal. studenci sa inni, z mniejsza wiedza itd itd. problem jest w tym, co z tym mozna zrobic. mozna to odrzucac jako abominacje i dopust bozy (jak rozumiem, to twoja ppozycja), mozna tez starac sie z tym sobie radzic. osobicie, to ja odrzucam przerzucenie odpowiedzialnosci za ten stan rzeczy na studentow, a to jest calkiem inny argument.

    jesli konstruujesz mnie jako 'pouczajacego', to sobie wypraszam. ja mam zdanie na temat tego, co mozna robic, jednak nie sadze bym kogokowliek pouczal. natomiast, rzeczywiscie odrzucam nazywanie ludzi, ktorych zle uczono i uczy sie, idiotami. nigdy tez nie wypowiedzialem sie na temat 'antytalentow' (ale rozumiem, ze cie sumienie gryzie). naotmiast mysle (i to sa, jak sadze, fakty) ze nauczyciele akademiccy nie sa wyksztalceni pedagogicznie. i o ile to nie jest problem w wyadku studentow swientych - czyli dobrze uczonych i z swietnym habitusem, o tyle wydaje mi sie to problemem w wypadku studentow, ktorzy takie zaplecza nie mieli.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • dala.tata 20.03.11, 13:13
    mailo byc: takiego zaplecza.
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • tocqueville 20.03.11, 13:48
    naotmiast mysle (i to sa, jak sadze, fakty) ze nauczyciele akademiccy nie sa wyksztalceni pedagogicznie

    a co to znaczy?
    ja np mam wykształcenie nauczycielskie poparte siedmioletnią praktyką (w tym od 6 lat prowadzę wykłady)

    odrzucam nazywanie ludzi, ktorych zle uczono i uczy sie, idio
    > tami.


    co to znaczy źle uczono? konkrety proszę, bo na razie mamy same banały
    jeśli po gimnazjum, liceum i całym 30 godzinnym kursie na studiach student w dalszym ciągu nie potrafi powiązać ze sobą dwóch prostych faktów to znaczy, że po prostu wszyscy go źle uczyli, nie odkrywszy jego uśpionych talentów?



  • dala.tata 20.03.11, 14:22
    no to co ze masz? uczono cie metodyki nauczania w szkole wyzszej? bardzo watpie.

    co do owych banalow, to rozumiem ze obnizajacy sie poziom kandydatow na studia to proces ewolucji tak? genetyka sie zmienia i oni sa coraz glupsi? jesli to, co mowie, to banaly, to bardzo prosze o konkrety w obnizajacym sie poziomie. dokladnie na czym to polega, jakie masz dane na ten temat, poza swoimi odczuciami, ze twoje wyklady nie sa w lot pojmowane.

    jesli z kolei chcesz mi dowiesc, ze polska szkola jest swietna, to prosze dowodzic. moze pokaz na przyklad miedzynarodowe wyniki testow, w ktorych wynika, ze polscy uczniowie sobie niezle radza. i nagle strasznie wszystko im opada na uczelniach, tak?

    nie mam pojecia dlaczego student nie potrafi czegos zrobic. jednak jesli nie ma badan na ten temat, to ja nie wykluczam tego, ze jest zle uczony. zeby byla jasnosc: nie mowie, ze tak jest. nie wykluczam.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • spokojny.zenek 20.03.11, 14:33
    dala.tata napisał:

    > co do owych banalow, to rozumiem ze obnizajacy sie poziom kandydatow na studia
    > to proces ewolucji tak?

    Nie. To wynika (głównie) z faktu, że kiedyś studiował minimalny wycinek rocznika a tera juz nieco ponad połowa. Dotrze to kiedys w końcu do Ciebie? Ile razy Ci to jeszcze kilka osób musi powtórzyć?
    Oczywiście to nie jedyna przyczyna - kłopoty z koncentracją, samodzielnym poszukiwaniem wiedzy i paroma innymi elementami też są widoczne dla każdego, kto ma oczy ku patrzeniu.
  • dala.tata 20.03.11, 16:46
    aaaaaa, bo przeciez samodzielne poszukiwanie wiedzy to cecha nabyta genetycznie, w ogole nie zwiazana z nauczaniem w szkole, tak? podejrzewam, ze problemy z koncentracja to tez kwestia genetyki, czy moze innego 'naturalnego' rozwoju. moze bys to jeszcze wykazal, zamiast pohukiwac groznie, co? te pare innych elementow rowniez nie ma nic wspolnego z nauczaniem, rzecz jasna. co do owego rozkladu normalnego, to jakos tu wszyscy narzekaja. najwyrazniej wszyscy maja problemy z trafieniem na ten wierzcholek krzywej Gaussa.

    powtarzam: nie mam trudnosci ze stwierdzeniem, ze skoro studiuje wiecej osob, to nie wszyscy sa wybitni. jednak tweirdzenie, ze poza tymi wybitnymi studiuja tylko ci, ktorzy sie nie nadaja, nie ma najmniejszego sensu. co wiecej, nie odpowiada mi twierdzenie przyjete na wiare, ze po prostu tak jest. i poziom dzisiejszych kanndydatow na studia nie ma nic wspolnego z tym, jak sa nauczani.

    co wiecej, nie masz zadnych dowodow na to, ze tych 50 proc. ktorzy studiuja w sposob 'naturalny' nie nadaje sie. ty to przyjmuejsz, bo ci tak wygodnie. dowiedz mi to, w sposobo racjonalny, ze na studia nadaje sie jedynie 10 proc., a nie 50 proc. poza krzyczeniem i obrazaniem mnie nie masz zadnych argumentow. a moze mi wskazesz to niezwykle zrodlo wiedzy, ktore wskazuje, jaki odsetek maturzystow powinien studiowac. fajnie jeszcze, zeby kryterium nie byla wygoda wykladowcza nie tak bardzo spokojnego zenka.

    mnie po prostu fascynuje to, ze proby powatpiewania w przyjeta linie partyjna sa uznawane za jakies bzdury straszne. nie masz zadnych dowodow na to, co mowisz. cienia dowodu nie masz, jednak nawet sie nie zatrzymasz, by pomyslec, bo ty po prostu wiesz. niesamowite.

    spokojny.zenek napisał:

    > dala.tata napisał:

    > Nie. To wynika (głównie) z faktu, że kiedyś studiował minimalny wycinek rocznik
    > a a tera juz nieco ponad połowa. Dotrze to kiedys w końcu do Ciebie? Ile razy
    > Ci to jeszcze kilka osób musi powtórzyć?
    > Oczywiście to nie jedyna przyczyna - kłopoty z koncentracją, samodzielnym poszu
    > kiwaniem wiedzy i paroma innymi elementami też są widoczne dla każdego, kto ma
    > oczy ku patrzeniu.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • pfg 20.03.11, 18:09
    dala.tata napisał:

    > powtarzam: nie mam trudnosci ze stwierdzeniem, ze skoro studiuje wiecej osob, t
    > o nie wszyscy sa wybitni. jednak tweirdzenie, ze poza tymi wybitnymi studiuja t
    > ylko ci, ktorzy sie nie nadaja, nie ma najmniejszego sensu.

    Ależ takie stwierdzenie MA sens: Jest ono równoważne stwierdzeniu, że na studia nadają się tylko wybitni.

    Ja się tutaj nie wypowiadam, czy takie stwierdzenie jest słuszne, czy nie - moja idealistyczna dusza kazałaby mi stwierdzić, że tak, ale pospolitość skrzeczy - natomiast z całą pewnością pogląd taki jest sensowny i uprawniony.
    --
    Ignorant schmuck
  • tocqueville 20.03.11, 18:25
    wybitny 1. «wybijający się ponad przeciętność»
    jeśli uznać, że wybijający się ponad przeciętność oznacza IQ powyżej 115 pkt. to daje ok. 15% populacji.
    Nie jest chyba niczym skandalicznym uznanie, że własnie te 15% populacji to grupa zdolna do ukończenia studiów zasługujących na miano "wyższych"

    oczywiście, można bramy uczelni otworzyć także dla Roksan, np. gdyby Roksana, która jak podkreśla chciałaby podjąć naukę, zapragnęła studiować fizykę - i wtedy pfg musiałby,jak postuluje dala, dopasować swój wykład do poziomu Rosjany (no bo po to w sumie pfg jest - żeby zaspokajać potrzeby zamawiających usługę)
  • larusse 20.03.11, 22:07
    tocqueville napisał:

    > wybitny 1. «wybijający się ponad przeciętność»
    > jeśli uznać, że wybijający się ponad przeciętność oznacza IQ powyżej 115 pkt. t
    > o daje ok. 15% populacji.
    > Nie jest chyba niczym skandalicznym uznanie, że własnie te 15% populacji to gru
    > pa zdolna do ukończenia studiów zasługujących na miano "wyższych"

    Co to za demokratyczny słownik??!!
    "Wybijający się ponad przeciętność" to "ponadprzeciętny".
    Na pewno nie "wybitny". Co za bezsens.

  • adept44_ltd 20.03.11, 20:02
    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > powtarzam: nie mam trudnosci ze stwierdzeniem, ze skoro studiuje wiecej o
    > sob, t
    > > o nie wszyscy sa wybitni. jednak tweirdzenie, ze poza tymi wybitnymi stud
    > iuja t
    > > ylko ci, ktorzy sie nie nadaja, nie ma najmniejszego sensu.
    >
    > Ależ takie stwierdzenie MA sens: Jest ono równoważne stwierdzeniu, że na
    > studia nadają się tylko wybitni.
    >
    > Ja się tutaj nie wypowiadam, czy takie stwierdzenie jest słuszne, czy nie - moj
    > a idealistyczna dusza kazałaby mi stwierdzić, że tak, ale pospolitość skrzeczy
    > - natomiast z całą pewnością pogląd taki jest sensowny i uprawniony.


    otóż i to i dlatego zamillkłem... medytując nad wrażliwością społeczną Dalataty i w zasadzie obawiając się również, że Dalatata obecnie smaży petycję do minister Kudryckiej, by dać święty spokój wiecznym adiunktom, bo przecież ktoś musi być winien temu, że jeszcze nie napisali habilitacji, a głębokie oburzenie w Dalatacie budzi to, że ktoś mówi, że się nie nadają

    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 20.03.11, 20:36
    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > powtarzam: nie mam trudnosci ze stwierdzeniem, ze skoro studiuje wiecej o
    > sob, t
    > > o nie wszyscy sa wybitni. jednak tweirdzenie, ze poza tymi wybitnymi stud
    > iuja t
    > > ylko ci, ktorzy sie nie nadaja, nie ma najmniejszego sensu.
    >
    > Ależ takie stwierdzenie MA sens: Jest ono równoważne stwierdzeniu, że na
    > studia nadają się tylko wybitni.

    Ale "ci, którzy się nie nadają" to relative i nie można tego traktować jako absolute :)
    Czy bzdury gadam?
  • spokojny.zenek 20.03.11, 20:38
    Tak
  • larusse 20.03.11, 20:55
    spokojny.zenek napisał:

    > Tak


    Tak ,"bzdury" (dlaczego?)? Czy tak, "nie można" (dlaczego "można"?)?

    Czy to "tak" nie do mnie? Bo już nic nie widać...
  • spokojny.zenek 20.03.11, 20:57
    Tak, co Ciebie.
  • larusse 20.03.11, 21:01
    spokojny.zenek napisał:

    > Tak, co Ciebie.

    Czyli: tak, "bzdury", tak?
    Ehhh...
  • pfg 20.03.11, 21:01
    larusse napisała:

    > Ale "ci, którzy się nie nadają" to relative

    Relatywne względem czego? Co miałoby być poziomem odniesienia? Mnie się wydaje, że na każdym kierunku zdefiniowany jest (zgoda - nieprecyzyjnie) pewien zasób wiedzy i kompetencji wymagany do ukończenia studiów. Jeżeli ktoś nie jest w stanie tego poziomu osiągnąć - z dowolnego powodu: braku kwalifikacji intelektualnych, lenistwa, braku zainteresowania, jakichś deficytów - to się nie nadaje.
    --
    Liberalny katolik
  • larusse 20.03.11, 21:46
    pfg napisał:

    > larusse napisała:
    >
    > > Ale "ci, którzy się nie nadają" to relative
    >
    > Relatywne względem czego? Co miałoby być poziomem odniesienia?

    Przecież "nienadającego się" nie da się określić samym sobą, gdyż w pojęciu swym zawiera jakiś stosunek. "Nienadającego się" nie da się pojąć bez "nadającego się" i na odwrót.

  • larusse 20.03.11, 22:01
    larusse napisała:

    > pfg napisał:
    >
    > > larusse napisała:
    > >
    > > > Ale "ci, którzy się nie nadają" to relative
    > >
    > > Relatywne względem czego? Co miałoby być poziomem odniesienia?
    >
    > Przecież "nienadającego się" nie da się określić samym sobą, gdyż w pojęciu swy
    > m zawiera jakiś stosunek. "Nienadającego się" nie da się pojąć bez "nadającego
    > się" i na odwrót.

    A dobra, muszę jeszcze pomyśleć (ostrzegam: ja długo myślę)... chyba jeszcze nie o to mi chodzi.
  • larusse 21.03.11, 19:42
    Sorry, że Ci tak publicznie obciach robię i w temacie piszę, ale muszę zadbać o to, byś nie przeoczył :) hehe

    Dobra. Więc tak: Poza tymi wybitnymi studiuja tylko ci, ktorzy sie nie nadaja nie ma sensu, bo to trochę tak jakbyś (tutaj posłużę się analogią, bo tak najłatwiej zrozumieć) powiedział: Poza domami kamiennymi (przydawka "po" zamierzona->wzmacnia efekt:) ) w naszej wiosce są tylko brzydkie domy (przydawka "przed" zamierzona).

    Nie mówimy przecież: ten dom jest "niekamienny" (niewybitny),
    A można powiedzieć: ten dom jest "ładny" (nadaje się).

    Czy źle?



  • pfg 21.03.11, 21:25
    Zdanie "poza domami kamiennymi w naszej wiosce są tylko brzydkie domy" znaczy to samo, co "w naszej wiosce tylko domy kamienne są ładne". Jest to ten sam argument, którego wczoraj dala.tata nie uznał i nazwał nierelewantnym - które to nagłe użycie słownika wyrazów obcych rzuca mnie na kolana, z których to kolan zresztą upadam twarzą w proch, gdyż nie publikowałem na ten temat. Tym niemniej pozostaję przy swoim zdaniu.

    Tym niemniej nie rozumiem dlaczego ten argument tutaj wraca. Myśmy bowiem dyskutowali o tym, czy pojęcie "nadaje się" jest względne, a jeśli tak, to względne wedle czego. Ja powiadam, że poziomem odniesienia jest oczekiwany (niewątpliwie z powodów ideologicznych) poziom wiedzy i umiejętności, jakie posiąść mają absolwenci danego kierunku studiów. Myślałem, że chcesz odnieść się do tego.

    larusse napisała:

    > Sorry, że Ci tak publicznie obciach robię i w temacie piszę, ale muszę zadbać o
    > to, byś nie przeoczył :) hehe
    >
    > Dobra. Więc tak: Poza tymi wybitnymi studiuja tylko ci, ktorzy sie ni
    > e nadaja
    nie ma sensu, bo to trochę tak jakbyś (tutaj posłużę się analogią,
    > bo tak najłatwiej zrozumieć) powiedział: Poza domami kamiennymi (przydawka "p
    > o" zamierzona->wzmacnia efekt:) ) w naszej wiosce są tylko brzydkie domy (p
    > rzydawka "przed" zamierzona).
    >
    > Nie mówimy przecież: ten dom jest "niekamienny" (niewybitny),
    > A można powiedzieć: ten dom jest "ładny" (nadaje się).
    >
    > Czy źle?
    >
    >
    >


    --
    <*>
    Ignorant schmuck
  • larusse 21.03.11, 22:32
    pfg napisał:

    > Zdanie "poza domami kamiennymi w naszej wiosce są tylko brzydkie domy" znaczy t
    > o samo, co "w naszej wiosce tylko domy kamienne są ładne".

    No, ok. Wtedy poprzednie będzie: Tylko wybitni są "nadającymi się" (wyjściowe: poza tymi wybitnymi studiuja tylko ci, ktorzy sie nie nadaja). I tutaj już chyba widać, że "nadający się" jest względne (bo nie powiesz "w naszej wiosce domy kamienne sa drewniane).

    O ile dobrze rozumiem sam przyznajesz, że "nienadający się" jest względne. Tak więc zestawienie "wybitnego" z "nienadającym się" to byłoby tak jak w tym przykładzie o Maurze co to może być jednocześnie czarny i nieczarny. A to nie ma sensu już na starcie.

    Nie wiem czy nie pomieszałam.:)
  • pfg 21.03.11, 22:55
    larusse napisała:

    > No, ok. Wtedy poprzednie będzie: Tylko wybitni są "nadającymi się"

    Dla porządku przypominam, że ten fragment dyskusji jest metadyskusją i dotyczy rozbioru zdania, nie zaś oceny zawartej w nim tezy. Otóż tak, zdanie, któremu dala.tata odmówił był wszelkiego sensu, oznacza "tylko wybitni się nadają".

    > O ile dobrze rozumiem sam przyznajesz, że "nienadający się" jest względne.

    Jeszcze raz: względne względem czego? [:-)]
    --
    Komentarze fizyka
  • larusse 22.03.11, 20:49
    pfg napisał:

    > Jeszcze raz: względne względem czego? [:-)]

    Ostatnia (rozpaczliwa <hehe> ) próba:

    Ok. Względne względem: Y (nazwijmy to ogólnie wymaganiami potrzebnymi do ukończenia studiów, które, jak sam przyznałeś wyżej są zdefiniowane "nieprecyzyjnie"-> tutaj już świadomie dopuszczamy błąd logiczno-językowy->chwiejne znaczenie (można sobie tak dopuszczać???)). Jako że Y jest "względne" to wymagania mogą zostać określone jako wiedza/kompetencja potrzebna do ukończenia studiów (jak proponujesz) i kasa (na czesne, bo np. mamy takie czasy, że studia są płatne) to wyjdzie nam wtedy, że:
    X jest wybitny (-> X się nadaje)
    X jest wybitny, ale nie ma kasy (X względem Y się nie nadaje).
    Wychodzi wiec, ze X może jednocześnie "nadawać się " i "nie nadawać się". I to jest "bez sensu" (co to jest sens?), bo jednocześnie można być tylko "opodal" i "nieopodal" (to z "opodal" i " nieopodal" zastrzeżone (moimi) prawami autorskimi. ) :)




  • pfg 22.03.11, 23:52
    larusse napisała:

    > Ok. Względne względem: Y (nazwijmy to ogólnie wymaganiami potrzebnymi do ukończ
    > enia studiów, które, jak sam przyznałeś wyżej są zdefiniowane "nieprecyzyjnie"-
    > > tutaj już świadomie dopuszczamy błąd logiczno-językowy->chwiejne znac
    > zenie (można sobie tak dopuszczać???)). Jako że Y jest "względne"

    Nie! Napisałem: "nieprecyzyjne". Możesz to rozumieć "nieostro określone". To *nie* oznacza, że jest względne.

    > Wychodzi wiec, ze X może jednocześnie "nadawać się " i "nie nadawać się". I
    > to jest "bez sensu".

    Nie, to nie jest bez sensu. Z tego, "co wychodzi", wynika, że X jest wewnętrznie sprzeczne, a zatem zgodnie z zasadą Parmenidesa, jedną z podwalin całej myśli Zachodu, takie X nie może istnieć.

    Z tym, że ze wstydem przyznaję, iż umknęło mi rozumowanie mające świadczyć o tym, iż X jest jednocześnie N i ~N.
    --
    Troll z habilitacją
  • larusse 23.03.11, 12:28
    pfg napisał:
    >Nie! Napisałem: "nieprecyzyjne". Możesz to rozumieć "nieostro określone". To *nie* oznacza, że jest względne.

    Skoro jest “nieostro okreslone” to jest to błąd logiczno-językowy (czy mozemy swiadomie dopuszczac bledy?)

    > Wychodzi wiec, ze X może jednocześnie "nadawać się " i "nie nadawać się". I
    > to jest "bez sensu".

    >Nie, to nie jest bez sensu. Z tego, "co wychodzi", wynika, że X jest wewnętrznie >sprzeczne, a zatem zgodnie z zasadą Parmenidesa, jedną z podwalin całej myśli >Zachodu, takie X nie może istnieć.

    Dlaczego nie moze istniec? To chyba zalezy jakie sobie zalozenia zrobisz (dlaczego akurat Parmenidesa?), bo np.

    Autocytat: (…) jak udowodnisz, że np. jednorożec nie istnieje (nie ma go) wychodząc z założenia, że to znaczenie warunkuje istnienie? I nawet jesli jakis zoolog "udowodni mi" ze jednorozca nie ma... to co z tego?... nie da się przeciez udowodnic, ze "jednorozec" nie ma znaczenia (=nie ma sensu, bo przeciez kazde wyrazenie ma sens (=ma znaczenie), bo nie nalezy znaczenia mylic z tym, co mozna "spostrzec, zobaczyc".... I dlatego jesli zoolog powiedział by, że wyrazenie "jednorozce istnieją" nie ma sensu, to nalezałoy odpowiedziec, że w takim razie jego stwierdzenie "jednorozce nie istnieją" też nie ma sensu. I zoolog jest ugotowany <smile> (dyskusja o jednorozcach, larusse-dala-stefan i in.)

    Jeśli za “jednorożca” podstawimy “nadającego się i nienadającego jednoczesnie ” to też nam wyjdzie, że nie można powiedzieć, że on “nie może istnieć” (naturalnie, że “może” i istnieje).



    >Z tym, że ze wstydem przyznaję, iż umknęło mi rozumowanie mające świadczyć o tym, iż X jest jednocześnie N i ~N.

    Jak to umknęło?  Co tam jest nietak (albo "nie tak") ?


    Ja dalej nie wiem czym dla fizyków (czy logikow) jest sens. I dlatego chyba ta cała moje argumentacja jest “bez sensu” 




  • pfg 23.03.11, 13:48
    larusse napisała:

    > Skoro jest “nieostro okreslone” to jest to błąd logiczno-językowy

    "Nieostro określony" nie musi od razu oznaczać błędu. Jest cała poważna teoria zajmująca się obiektami i pojęciami "rozmytymi" - ale co ja, durna pała, mogę o tym wiedzieć? Jestem fizykiem, nie publikowałem na ten temat, po prostu zgroza. Najlepiej, larusse, zapomnij, że w ogóle z kimś takim, jak ja, rozmawiałaś.

    > Dlaczego nie moze istniec? To chyba zalezy jakie sobie zalozenia zrobisz (dlacz
    > ego akurat Parmenidesa?)

    "Co sprzeczne, nie może istnieć". Zasadę tę jako pierwszy sformułował Parmenides, filozof starożytny, więc nazywa się ją "zasadą Parmenidesa", choć częściej funkcjonuje pod nazwą "zasady niesprzeczności".
    --
    Komentarze fizyka
  • dala.tata 23.03.11, 14:09
    jak widze, z radoscia odnosisz sie do tego, ze osmielilem sie stwirdzic w naszej rozmowei, ze publikowalem o czyms (az tak cie zabolalo?).

    chcialbym ci jednak przypomniec, ze to byla reakcja na twoje (kolejne zreszta) stwierdzenie, ze wypowiadam sie na tematy, o ktorych nie mam zielonego pojecia (wszak, ty, fizyk, jestes szpecem w kwestiach edukacji i jej teorii). no to ci powiedzialem, ze mam. moze przestan odnosic sie (a robisz to nierzadko) do tego, ze twoj rozmowca jest ignorantem, nie uslyszysz tego, co ci sie nie spodobalo.

    co wiecej, moze zrezygnuj z autortytatywnych twierdzen typu: nie masz racji, przykro mi. wiem, ze fizyka daje ci wieksze prawo do tego, ze masz racje we wszystkim (jestes wszak niezwykle elastyczny, w pprzeciwienstwie do nas, zwyklych smiertelnikow), jednak moze wytlumacz czasem, choc mnie maluczkiemu zuczkowi, dlaczego nei mam racji, a nie zostawiaj mnie biednego w niewiedzy.

    zostawilem bez komentarza twoje insynuacje o znizaniu sie do poziomu, bo, mam wrazenie, ze jesli juz, to raczej ty znizasz sei do poziomu takiego nic nieznaczacego niefizyka jak ja. i z pokora znosze to, bo przeciez cierpie na te straszna skaze: nie jestem fizykiem....nei chce sie zyc, po prostu.

    a teraz milego wyzlosliwiania sie. mam nadzieje, ze bedzie terapeutyczne.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • pfg 23.03.11, 15:39
    Ach! Wydrukuję, w złote ramki oprawię i będę wszystkim pokazywał, że dala.tata dostrzegł mnie ze swojej wysokości, ba, nie dość, że dostrzegł, to w swojej mądrości uznał za stosowne strofować mnie za moje niegodne zachowanie. Ach, cóż za cudowny dzień!
    --
    Troll z habilitacją
  • dala.tata 23.03.11, 15:58
    jesli tylko bys chcial, to masz moj autograf jak w banku! :-)

    pfg napisał:

    > Ach! Wydrukuję, w złote ramki oprawię i będę wszystkim pokazywał, że dala.tata
    > dostrzegł mnie ze swojej wysokości, ba, nie dość, że dostrzegł, to w swojej mąd
    > rości uznał za stosowne strofować mnie za moje niegodne zachowanie. Ach, cóż za
    > cudowny dzień!


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pzgr 23.03.11, 20:31
    być może wasz spór rozsądzi fakt, że nawet w dawnych czasach zdarzali się studenci pozbawieni umiejętności dodawania, którzy doszli do doktoratu, a nawet do wielkości.
    pewien znany doktor praw wystąpił w programie o dodawaniu. brał w sklepie różności do koszyczka: mięska ochłapek, dwa jabłuszka, cukru torbę i chlebek. policzył sobie, że zapłaci 20 złotych. i pomylił się tylko o 35 złotych, co ze smakiem pokazała TV.

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • larusse 23.03.11, 20:16
    bo dalej nie wiem...
  • pfg 23.03.11, 21:00
    Sens (życia) to może być wg Monty Pythona.

    Jutro, OK?
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • larusse 23.03.11, 21:06
    pfg napisał:

    > Jutro, OK?


    No dobra. Wiedziałam, że to trudne pytanie :)
  • larusse 23.03.11, 14:52
    pfg napisał:

    > Dlaczego nie moze istniec? To chyba zalezy jakie sobie zalozenia zrobisz
    > (dlacz
    > > ego akurat Parmenidesa?)
    >
    > "Co sprzeczne, nie może istnieć". Zasadę tę jako pierwszy sformułował Parmenide
    > s, filozof starożytny, więc nazywa się ją "zasadą Parmenidesa", choć częściej f
    > unkcjonuje pod nazwą "zasady niesprzeczności".


    Nie, nie. Ja wiem, że Parmenidesa, bo sformuował ją on sam (tzn. nie wiem czy wiem, ale moge podejrzewać-> nawet ja)

    Chodzi mi o to dlaczego akurat bierzemy tę zasadę, a nie np. zasadę: to znaczenie warunkuje istnienie?
    Dlaczego akurat Parmenidesa?



    O zbiorach rozmytych to pozniej, bo musze pomyslec (a ja wolno mysle)
    :)
  • dala.tata 20.03.11, 20:49
    nie, to stweeirdzenie nie jest rownowazne stweirdzeniu, ze powinni studiowac tylko wybitni. taki sad jest rownowazny, stwierdzenie nie. i stiwerdzenie nie ma sensu - jest empirycznie falsyfikowalne. w sposob oczywisty ni ejest tak, ze kazdy niewybitny nie nadaje sie na studia.

    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > powtarzam: nie mam trudnosci ze stwierdzeniem, ze skoro studiuje wiecej o
    > sob, t
    > > o nie wszyscy sa wybitni. jednak tweirdzenie, ze poza tymi wybitnymi stud
    > iuja t
    > > ylko ci, ktorzy sie nie nadaja, nie ma najmniejszego sensu.
    >
    > Ależ takie stwierdzenie MA sens: Jest ono równoważne stwierdzeniu, że na
    > studia nadają się tylko wybitni.
    >
    > Ja się tutaj nie wypowiadam, czy takie stwierdzenie jest słuszne, czy nie - moj
    > a idealistyczna dusza kazałaby mi stwierdzić, że tak, ale pospolitość skrzeczy
    > - natomiast z całą pewnością pogląd taki jest sensowny i uprawniony.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • spokojny.zenek 20.03.11, 20:52
    Czyli sens ma, tyle, że uważasz je (słusznie) za błędne.
  • dala.tata 20.03.11, 20:56
    nie. nie stwierdzenie nie ma sensu. mniej wiecej od 70 (?) lat wiemy, ze jezyka nie ma sensu analizowac jako zbioru sadow. to, co powiedzial pfg, jest nierelewantne

    spokojny.zenek napisał:

    > Czyli sens ma, tyle, że uważasz je (słusznie) za błędne.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pfg 20.03.11, 21:17
    dala.tata napisał:

    > mniej wiecej od 70 (?) lat wiemy, ze jezyka
    > nie ma sensu analizowac jako zbioru sadow

    A tak konkretnie od 1961, czyli od opublikowania From a Logical Point of View przez Willarda Van Ormana Quine'a. Z tym, że to co napisałem powyżej, nie ma nic wspólnego z Quine'owskimi sądami.
    --
    Kozak frajer
  • dala.tata 20.03.11, 21:24
    nie, pfg. konkretnie od J.L.Austina, How to do things with words.

    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > mniej wiecej od 70 (?) lat wiemy, ze jezyka
    > > nie ma sensu analizowac jako zbioru sadow
    >
    > A tak konkretnie od 1961, czyli od opublikowania From a Logical Point of Vie
    > w
    przez Willarda Van Ormana Quine'a. Z tym, że to co napisałem powyżej, ni
    > e ma nic wspólnego z Quine'owskimi sądami.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 20.03.11, 21:04
    dala.tata napisał:

    > nie, to stweeirdzenie nie jest rownowazne stweirdzeniu, ze powinni studiowac ty
    > lko wybitni.

    Nie masz racji - i to na dość elementarnym poziomie. Przykro mi.
    --
    Naukowy beton
  • dala.tata 20.03.11, 21:07
    pozostaniemy przy swoich zdaniach.

    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > nie, to stweeirdzenie nie jest rownowazne stweirdzeniu, ze powinni studio
    > wac ty
    > > lko wybitni.
    >
    > Nie masz racji - i to na dość elementarnym poziomie. Przykro mi.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • bumcykcyk2 20.03.11, 19:03
    Dala, jesteś niereformowalny niczym jajko z wiersza Brzechwy. Wszyscy Ci mówią "ciepła woda", a ty swoje - "zimna woda". Nie życzę Ci abyś "wskoczył do ukropu z miną bardzo hardą", czyli teleportował się do zwykłej polskiej szkoły wyższej na studia zaoczne, ale byłbym bardzo rad, gdybyś choć trochę dostrzegł zgrzebną krajową rzeczywistość.

    Nie da się utrzymać twierdzenie, że dzieciakowi z zespołem Downa też można spokojnie wykładać mechanikę kwantową. No nie! Nie każdy może wszystko. I proszę, nie wyjeżdżaj mi z Jasiem Melą na biegunie północnym, czy innymi równie fajnymi kontrprzykładami.

    Ja nie przeczę, że człowiek, którego zainteresowanie światem ogranicza się do czynności fizjologicznych oraz złojenia się używkami aż do nieprzytomności, wymaga resocjalizacji. Nie uważam jednak, że to ja mam jej dokonywać. Szkoła wyższa nie jest miejscem stosowanej pedagogiki społecznej dla dorosłych.
  • dala.tata 20.03.11, 20:52
    moge byc niereformowalny. nie pierwszy, nie ostatni raz.

    twoja analogia z osoba z diagnoza zespolu Downa jest obrzydliwa i nie zaszczyce jej innym komentarzem.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • tocqueville 20.03.11, 16:13
    sugerujesz ze wykładowcy nie mają przygotowanie pedagogicznego, kiedy odpowiadam że mam, nagle wskazujesz, że to nie ma znaczenia że mam - kontrolujesz jeszcze to co piszesz?




  • dala.tata 20.03.11, 16:54
    wielokrotnie odnosilem sie do przygotowania pedagogicznego do naczuania w szkole wyzszej. tego sie na polskich uczelniach nie uczy w ogole. jesli jednak chcesz argumentowac, ze nauczyciel przedszkola jest automatycznie przygotowany do nauczania na uniwersytecie, bo ma wyksztalcenie pedagogiczne, to chetnie poslucham argumentu.

    ja rozumiem, ze nie masz argumentow, jednak moze jednak sprobujesz po prostu przynzac to, zamiast manipulowac tym, co mowie. ja rozumiem, ze obrazenie mnie to jest pewien sposob na to, zeby przegadac mnie. jednak nie uslyszalem poki co cienia arugmentu na to, co mowie.

    masz linie partyjna tocq, bo tak ci wygodnie. bo wygodniej jest siedziec w zaciszu swego zadufania. a jak przychodzi ktos, kto to zadufanie podwaza, musisz go obrazic. niestety, nie dotyka mnie to, bo to swiadczy glwonie o tobie.

    jak dla mnie to koniec tej jak zwykle pouczajacej wymiany.

    tocqueville napisał:

    > sugerujesz ze wykładowcy nie mają przygotowanie pedagogicznego, kiedy odpowiada
    > m że mam, nagle wskazujesz, że to nie ma znaczenia że mam - kontrolujesz jeszcz
    > e to co piszesz?
    >
    >
    >
    >


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • pzgr 20.03.11, 20:39
    co ciekawe, ja też mam.
    potwierdzone stosownym dyplomem :-)
    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • spokojny.zenek 20.03.11, 20:41
    Dla sprecyzował, że nie chodzi mu o przygotowanie w ogóle, lecz specjalistyczne - do kształcenia Oksan na studiach.
  • pzgr 20.03.11, 20:56
    rzeczona Oksana wymaga:
    resocjalizacji raczej niż edukacji, ale mogę to zrobić, co ciekawe takoż.
    przy pewnym spięciu z mojej strony mógłbym też za jakieś 2 lata podjąć się poważniejszej terapii (dziś nie mam certyfikatu).
    a jeżeli chodzi o kursy uczenia studentów, to:
    odbyłem takowy na UW.
    kiedyś były takie na SGH.
    a moja obecna szkoła oferuje liczne szkolenia dla pracowników w kwestiach dydaktycznych (cała gama od ustawiania głosu, poprzez przygotowywanie różnych form zajęć, do platform e-learningowych).

    --
    w imię Ojca, Rydzyka i Ducha Świętego.
  • h_hornblower 21.03.11, 19:02
    pzgr napisał:

    > kiedyś były takie na SGH.

    No były. Nawet obowiązkowe - tzn, chciałeś z asystenta wskoczyć na adiunkta, musiałeś oprócz doktoratu zrobić podyplomówkie z "kompetencji dydaktycznych".

    pzdr
    horny

  • tocqueville 19.03.11, 23:37
    kompletnie się dala nie dogadamy
    szkoda czasu
    ja piszę, że student nie jest stanie nauczyć jednego tematu i przez pół roku przeczytać kilkanaście stron a ty mi, że ciebie męczyli każąc czytać pięć ksiązek dziennie
    czy ty piszesz z Marsa? To są studia WYŻSZE

  • pfg 20.03.11, 21:33
    dala.tata napisał:

    > czy, jak w moim wypadku, nieznajomosci tresci
    > Stepow Akermanskich. wymieklem na piatym czy szostym juz - nie potrafilem stresc
    > ic wiersza i oblalem egzamin.

    Chyba masz na myśli Sonety Krymskie? (Stepów Akermańskich jest jeden, nie ma "piątego czy szóstego"). Ale - Jezus, Maria - za naszych czasów to był materiał licealny! W mojej klasie za to dostałoby się pałę w liceum. A chodziłem do klasy matematyczno-fizycznej.

    No i w ogóle - wymagać od studenta polonistyki znajomości Sonetów Krymskich to straszna szykana. Niepojęte, księżycowe wymaganie. Coś jakby od studenta fizyki wymagać rozróżniania oscylatora harmonicznego od oscylatora Morse'a. The horror, the horror!

    > zamiast sie zast
    > anowic: co moge zrobic, zeby ich popchnac do przodu.

    Bardzo cię proszę, nie przyprawiaj nam politycznie poprawnej gęby. To, że wykładowcy powinni się starać uczyć jak najlepiej, że ich celem jest nie jest oszałamianie studentów ich (wykładowców) wielkością, ale przekazanie wiedzy, to jedno - i, niestety, jest prawdą, że wielu wykładowców *nie* zdaje sobie tego sprawy. Ale to, że na studiach de nomine wyższych jest cała masa osób, które nie powinny tam się znaleźć, to drugie. Nie jest prawdą, iż każdy nadaje się na studia, a jeśli nie uzyskuje pozytywnych ocen, to jest to wina wykładowców. Po trzecie wreszcie, oczekiwanie, że studenci *sami* czegoś się nauczą korzystając z dostępnych materiałów i źródeł, NIE jest szykaną.
    --
    Liberalny katolik
  • tocqueville 20.03.11, 21:40
    to nie mogło być pytanie o sonet: stepy akermańskie, nawet ja znam go na pamięć i potrafiłbym chyba wyrecytować obudzony o drugiej nad ranem
  • dala.tata 20.03.11, 21:54
    nie moglo. ale ciesze sie , ze znalazles sposob na to, zeby wygrac, tocq :-)

    przyznam sie szczerze, ze dzisiaj nie potrafie wyrecytowac nawet strepow akermanskich.

    tocqueville napisał:

    > to nie mogło być pytanie o sonet: stepy akermańskie, nawet ja znam go na pamięć
    > i potrafiłbym chyba wyrecytować obudzony o drugiej nad ranem


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • tocqueville 20.03.11, 22:10
    a propos stepów - czy ktoś miał kiedyś taki stan, że szukał choćby tych jednych słuchających oczu :):)
  • tocqueville 20.03.11, 22:16
    ale ja w ogóle jestem dziwny, bo mnie AM i JC autentycznie zachwycają, co więcej zachwyca nawet Orzeszkowa (to już chyba patologia)