Dodaj do ulubionych

Odrzucanie artykulow nadsylanych do redakcji

30.06.11, 10:35
Zaisztnial tu ciekawy, jak dla mnie, temat. Procent odrzucanych juz na wstepie artykulow nadsylanach do polskich redakcji pism angielskojezycznych ..bez posylania ich nawet recenzentom....
moje pytanie do osob bedacych w redakcjach- ile z nedeslanych artykulkow ma w ogole szanse wejsc w obieg prowadzy do koncowej publikacji? czym musi sie charakteryowac artykul aby zostal juz na wstepie odrzucony- zakladam ze do danych czasopism pisza preofesjonalisci z dzeidzinywiec calkiem od rzecz artykuly nie moga byc..... chodz o afiliacje autora (jedne bardziej rpeferowane niz inne)? temat (ktory musi byc chodliwy i czasie)? sa moze konkretne nazwisko sprawia ze danego artykulu NIE DA sie odrzucic..? dzieki.
Edytor zaawansowany
  • adept44_ltd 30.06.11, 12:57
    dość prosto powiem - założenie, że "profesjonalista z dziedziny" potrafi napisać dobry artykuł jest sformułowane mocno na wyrost (co zresztą działa też wstecz, kwestionując profesjonalność profesjonalisty); co do reszty - jest ona nieco bardziej skomplikowana niż to, że świetne teksty są drukowane, ale bez wątpienia tylko takie warto pisać :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • whiteskies 30.06.11, 13:34
    Dla wyjasnienia: zwyczaj nie jest specyficzny dla polskiego czasopisma obcojezycznego, to podstawa jakiejkolwiek rozsadnej redakcji. NIE MOZNA wszystkiego co ludzie nadesla wysylac do recenzentow, trzeba szanowac i swoje pismo i recenzentow. Jesli redaktor uzna ze nadeslany material NIE SPELNIA kryteriow okreslonych przez redakcje, podanych na ogol w opisie czasopisma lub innych jasnych kryteriow publikacji naukowej (w miare rozsadne udokumentowanie wynikow czy wnioskow, element nowosci) POWINIEN taki tekst odrzucic. Afiliacja czy nazwiska autora(ów) nie ma tu nic do rzeczy. Zdarzalo sie znajdowac glupoty w pracach "duzych nazwisk", ze zdecydowanej czolowki miedzynarodowej w dziedzinie, czesto np. w pracach studentow z promotorami, (najwyrazniej niedopilnowanych studentow). Zdarzylo mi sie nawet dwa razy ze taka wazna osoba pisala i dziekowala ze nie puscilem bledu dalej bo bylby wstyd.
    Krytycznie wazna sprawa jest natomiast jasne poinformowanie autorow DLACZEGO publikacje sie odrzuca. Autor ma zas prawo sie z tym nie zgodzic, napisac zazalenie do Naczelnego i poprosic o innego redaktora.
  • pfg 01.07.11, 00:55
    whiteskies napisał:

    > pracach studentow z promotorami, (najwyrazniej niedopilnowanych studentow

    Byłem kiedyś na konferencji, na której poster prezentował doktorant N, przy czym poster był podpisany N i pół-bóg P. W posterze była bzdura. Jaskrawa bzdura. Ja i D., który - wróżę - zrobi wielką karierę, tłumaczyliśmu N., że ma bzdurę, ale N.nas nie słuchał. Niestety, napatoczył się H, który uważa się za co najmnijem trzy-czwarte boga i on biednego N zniszczył, zmnieszał z błotem. Publikacja N&P na ten temat nigdy się nie ukazała. (anuszka, jeśli czyta ten wątek, bez trudu zidentyfikuje H i D, a po zastanowieniu także P). Ten przypadek był ekstremalny: P. postanowił podpisać poster, z którego treśćią *ewidentnie* się nie zapoznał, ale takie rzeczy się zdarzają.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 30.06.11, 14:20
    sa przynajmniej dwa pwody, dla ktorych nie wysyla sie tekstu do recenzji. pierwszy i najwazniejszy to jakosc. oczywiscie slabych tekstow, jak slusznei poweidzial whiteskies, nie ma sensu wysylac do recenzji. drugim powodem to profil pisma - temat moze byc za waski, za szeroki, czy tez niewystarczajaco jakistam....mozna sie spotkac z odwalaniem tekstow kontrowersyjnych (zdarzyl mi sie taki tekst i redatkor dyplomatycznie mi o tym napisal). bowiem redatkor naczelny, majacy problemy z uzyskaniem odpowiednio wysokich poziomow subsrybentow moze zadecydowac, ze lepiej czesci nie draznic, publikujac teksty kontrowersyjne. chodliwosc tematu to raczej kwestia grantow, nie publikacji.

    nie spotkalem sie nigdy z odwalaniem tekstow ze wzgledu na afiliacje (poza, n aprzyklad, afiliacjami z RPA, za czasow apartheidu, ale to co innego).

    jednak odwalony tekst przed recenzjami w przytlaczajacej wiekszosci przypadkow, to po prostu tekst na tyle slaby, ze nie warto nim zawracac glowy recenzentom. niespecjalnie wiem co do tego ma to, ze 'pisza profesjonalisci'. i to ze rzeczy nie sa 'calkiem od rzeczy' nie znaczy jeszcze, ze warto je publikowac.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • dala.tata 30.06.11, 14:22
    ile jest tekstow odrzucanych bez recenzji, nie mam pojecia. jednak najlepsze pisma miedzynarodowe odrzucaja ok. 90+ procent tekstow nadeslanych.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • translatoryk 30.06.11, 14:38
    nie no , z tym profesjonalizmewm chodzilol mi o to ze tekstow sygnowanych pewnymi nazwiskami ( w danej branzy) po porstu nie mozna uwazac na nic nie warte.... nie wyobrazam sobie niekotrych swietych krow w mojej dziedzinie ktorym pisze sie ze teks jest do niczego...bo on zwyczajnie do niczego nie moze byc.....sa ludzie ktorzy zlych tekstow nie moga pisac- udowodnili to przez lata swojej pracy.....taki tekst mozna im odeslsac do oszlifowania, ale nie calkiem odrzucic.....zreszta nie wezma tu to wezma gdzie indzej...
  • dala.tata 30.06.11, 14:44
    oczyuwisice ze mozna, szczegolnie jesli te teksty sa nic nie warte. wiele lat temu szceka mi opadla, gdy recenzowalem ksiazke redagowana dla wydawnoctwa miedzynarodowego i najgorszym tekstem byl tekst najwiekszej gwiazdy w ksiazce. tekst po prsotu nie trzymal sie kupy. byl pewnie sklejka innych tekstow, pisana autobusie w drodze do pracy. musze powiedziec, ze bardzo ciezko mi sie pisalo te slowa w recenzji, bo ten czlowiek to byla megagwiazda swiatowa (juz wiekowa zreszta).

    to zreszta byla swietna nauka dla mnie. oceniamy tekst, nie nazwisko. dobrze o tym pamietac. a to, co autorzy zrobia z tym tekstem, to ich sprawa.



    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • translatoryk 01.07.11, 21:05
    Dziwne to, bo przed odeslaniem do redakcji artykul powinni przeczytac wszsyscy autorzy...jak wiec mega gwaizzda mogla zaaporbowac tekst ktory jest do niczego. Mamy dwa wyjsca: albo gwiazda artykulu nie czytala (nie dano jej do przeczytania przed odeslaniem), albo czytala i byla pijana w tym czasie...inaczej nie ryzykowalaby swojego nazwiska.....jak myslisz?
  • dr_pitcher 01.07.11, 17:17
    Odrzucenie przez redakcje na podstawie slabosci tekstu?
    A skad redaktor ma o tym wiedziec - czesto to nie jego sub-dziedzina. Slabosc oceniaja recenzenci, redaktor podejmuje koncowa decyzje. No ale bywaja czasopisma, w ktorych redakcja sie szarogesi (do tych nie posylam). Odrzucenie prze redakcje winno nastepowac wylacznie jesli:
    1) Manuskrypt jest niechlujnie przygotowany
    2) Nie odpowiada profilowi czasopisma

    Oczywiscie z czasopismach takich jak Nature czy Science panuja nieco inne zasady (dwu- a nawet rzy-stopniowosc procesu). Ale i w tych czasopismach to nie POJEDYNCZA osoba ocenia i podejmuje decyzje.
  • translatoryk 01.07.11, 17:34
    Tez tego nie rozumiem jak redaktor (ktorego rola jest raczej techniczna) ma miec na tyle doglebna wiedzena kazdy temat w dziedzinie zeby oceniac ktory artykul posylac do recenzji? chyba ze radaktorami sa profesrowie znajacy sie na wszystkim....moim skromnym zdaniem to jednak chodliwosc tematu, afiliacja i nazwiska w duzym stopniu wplywaja na losy manuskryptu...tak na poziomie przyjecia w redakcji jak i samych juz recenzji.
  • dala.tata 01.07.11, 18:01
    redaktor to funkcja techniczna??? a skad taki pomysl? przynajmniej w mojej dzialce, redaktorzy to zazwyczaj wybitni uczeni z duzym dorobkiem, ktorzy sa w stanie wyrobic sobie zdanie na temat tekstu. i do knota nie potrzeba jest doglebnej wiedzy. recenzuje dla ok 20 czasopism miedzynarodowych, w ciagu ostatnich lat nie zdarzylo mi sie dostac oczywsitego knota. dzieje sie tak dlatego, ze teksty sa odsiewane. tak jak juz wskazal carnivore, sa pisma, ktore mowia o tym, ile tekstow idzie do recenzji. w jedym pismie, ktore znam, podaje sie ze okolo 50 proc. idzie do recenzji. odrzca sie je, tak jak wczesniej napisalem, na podstaiwe jakosci i dopasowania.

    upierasz sie przy afiliacji i chodliwosci tematu - jesli ci z tym lepiej, mysl tak dalej. z doswiadczenia wiem, ze to pozwala oslodzic smak porazki tylko na chwile. co do afiliacji i nazwiska w recenzjach, jako recenzent ich nie znam (chyba w jedno pismo, dla ktorego recenzuje, wysyla nazwiska autorow), wiec niespecjlanie wiem, jak mialbym wyrabiac sobie zdanie na ich temat.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • translatoryk 01.07.11, 20:19
    Recenzent nie zna nazwisk autorow danego manuskrytptu....hmm.....to ciekawe, bo mi sie zdarzylo ze recenzent dyskutowal ze mna na temt wczesniejszych publikowanych juz badan , wiec musila znac moje nazwisko. Choc moze domyslil sie z kontekstu we wstepie albo dyskusji gdzie nasz wczesniejszy papier byl cytowany) a potem zajrzal do referencji i juz wiedzial czyj tekst recenzuje.... to chya nie takie trudne sie domyslic, tak w ogole.....
  • charioteer1 01.07.11, 20:50
    translatoryk napisał:

    > to chya nie takie trudne sie domyslic, tak w ogole.....

    Nie jest trudno, jezeli sie siedzi w tematyce. Czasami nie jest trudno zgadnac, kto byl recenzentem.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • translatoryk 01.07.11, 20:59
    Ano wlasnie, artykuly sa wysylane do ludzi ktorzy , po tytule manusktryptu, nadaja sie do recenzowania danego tekstu (zaznajomieni z tematyka- inaczej recenzja nie mialaby sensu od strony merytorycznej) a z kolei w branzy wszyscy sie znaja (chocby tylko z publikacji)...i kolko sie zamyka....to taki pic na wode ze niby niewiadomo o kogo chodzi....
  • charioteer1 01.07.11, 21:20
    Nigdy nie masz 100% pewnosci. Chyba ze recenzent sam z siebie zacznie z toba rozmowe na temat twoich nieopublikowanych danych ;)

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • translatoryk 01.07.11, 21:47
    racja, autorem moze byc jakis malo znany doktorant, co nie zmienia faktu ze wspolautorem jest jego promotor a to moze byc big palyer w branzy....takiemu sie nie odmawia, zwlaszcza gdy sie go zna osobiscie...mozna wskazac poprawki, nawet duze, ale tekstu sie jednoznacznie "nie zjedzie"....wiem co mowie...
  • dala.tata 01.07.11, 23:45
    tak, tak, i swiatem ppublikacji rzadza zli ludzie, ktorzy nie doceniaja tych fantastycznych tekstow, ktore do nich posylaja polscy uczeni.

    translatoryk napisał:

    > Ano wlasnie, artykuly sa wysylane do ludzi ktorzy , po tytule manusktryptu, nad
    > aja sie do recenzowania danego tekstu (zaznajomieni z tematyka- inaczej recenzj
    > a nie mialaby sensu od strony merytorycznej) a z kolei w branzy wszyscy sie zna
    > ja (chocby tylko z publikacji)...i kolko sie zamyka....to taki pic na wode ze n
    > iby niewiadomo o kogo chodzi....


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • dala.tata 01.07.11, 23:39
    owszem, recenzent nie wie, kogo teskt cytuje. tak jest przynajmniej w wiekszosci porzadnych pism.

    a co mu daje zagladnieniecie do referencji?

    translatoryk napisał:

    > Recenzent nie zna nazwisk autorow danego manuskrytptu....hmm.....to ciekawe, bo
    > mi sie zdarzylo ze recenzent dyskutowal ze mna na temt wczesniejszych publikow
    > anych juz badan , wiec musila znac moje nazwisko. Choc moze domyslil sie z ko
    > ntekstu we wstepie albo dyskusji gdzie nasz wczesniejszy papier byl cytowany) a
    > potem zajrzal do referencji i juz wiedzial czyj tekst recenzuje.... to chya ni
    > e takie trudne sie domyslic, tak w ogole.....


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • translatoryk 02.07.11, 08:14
    W wiekszosci cytujac swoje wczesniejsze prace uzywa sie formy ktora latwo wskazuje na to iz chodzi wlasnie o NASZ tekst. Spojrzenie do referencji pozwala odkryc wszystkie nazwiska autorow cytowanej pracy i daje wglad skad obecna praca pochodzi. Przeciez to proste.
  • dala.tata 02.07.11, 08:40
    aaaaa, no tak, przeciez to takie proste. bo oczywiscie referencje typu 'Autor, 2005' jeszcze nie dotarly za Odre. niepisanie 'nasz tekst' najwyrazniej tez nie. otoz wyobraz sobie, ze jest cala masa sposobow na ukrycie tozasmosci autora i jest wiele czasopism, ktore tego wrecz wymaga. poza jednym znanym mi pismem, ktore podaje recenzentom nazwisko autora, cala reszta bez problemu toleruje ukrywanie tozsamosci autora.

    i mozesz napisac: - 'w poprzednich badaniach (Autor, 2002; Autor i inni, 2008) wykazalem'. a w referencjach z kolei bedziesz mial pozycje AUtor, 2002, Autor i inni 2008 i nic wiecej. proste? proste. i jesli rzeczywiscie uwazasz, ze recenzenci uwzieli sie na ciebie i nie chca napisac dobrej recenzji, bo nie masz nazwiska, zla afiliacje, to proponuje korzystanie z tych form. na 'niechodliwy temat' nie poradzisz wiele.

    napisalem okolo 100 recenzji, domyslilem sie autora w wypadku 2 recenzowanych tekstow (raz bo temat byl niszowy i akurat slyszalem ten referat z ktorego byl artykul na konferencji; drugi raz, bo znalem auotra i jego badania). w obu wypadkach zglosilem to redaktorowi i poprosilem o decyzje czy pisac recenzje. w obu wypadkach redaktor poprosil o recnezje. musze powiedziec, ze mnie fascynuje to, gdy ludzie mowia ze sie nagminnie domyslaja. najwyrazniej ja jestem taki niedomyslny.

    konczac te pouczajaca wymiane, powiem, ze niejednokrotnie slyszalem ludzi narzekajacych na to, ze redakotrzy czy recenzenci sie na nich uwzieli. za kazdym razem rzeczywistosc byla inna: w rzeczywistosci ich teksty byly bardzo slabe. jesli tekst jest dobry, to poza szzcegolnymi wypadkami (a znam takie) predzej czy pozniej zostanie opublikowany.


    translatoryk napisał:

    > W wiekszosci cytujac swoje wczesniejsze prace uzywa sie formy ktora latwo wskaz
    > uje na to iz chodzi wlasnie o NASZ tekst. Spojrzenie do referencji pozwala odkr
    > yc wszystkie nazwiska autorow cytowanej pracy i daje wglad skad obecna praca po
    > chodzi. Przeciez to proste.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 02.07.11, 10:17
    For the record, w fizyce - wszędzie, w tym w najważniejszych pismach z fizyki - jest tak, jak pisze translatoryk. Recenzenci znają nazwiska autorów, bo ukrycie ich byłoby bardzo trudne. Ba, nie widzę w tym niczego niestosownego.
    --
    Naukowy beton
  • charioteer1 02.07.11, 12:33
    dala.tata napisał:

    > napisalem okolo 100 recenzji, domyslilem sie autora w wypadku 2 recenzowanych t
    > ekstow (raz bo temat byl niszowy i akurat slyszalem ten referat z ktorego byl a
    > rtykul na konferencji; drugi raz, bo znalem auotra i jego badania). w obu wypad
    > kach zglosilem to redaktorowi i poprosilem o decyzje czy pisac recenzje. w obu
    > wypadkach redaktor poprosil o recnezje. musze powiedziec, ze mnie fascynuje to,
    > gdy ludzie mowia ze sie nagminnie domyslaja. najwyrazniej ja jestem taki niedo
    > myslny.

    O swoich skromnych doswiadczeniach piswac nie bede. Tekst przegladowy w miedzynarodowym czasopismie z niezlym IF poswieconym badaniom nad mozgiem. Autor pisze: w naszym nieopublikowanym badaniu, ktore recenzowala prawdopodobnie pani F, za co jestesmy jej wdzieczni, ale sie z nia nie zgadzamy... Autor to scisla czolowka swiatowa z dziedziny, recenzentka tez. Tam kazdy wie, czym zajmuja sie inni ze scislej czolowki, takich tekstow nie posyla do recenzji ludziom na dorobku, a po charakterze danych nie sposob domyslic sie, z ktorego labu wyszly.

    Translatoryk pisze o polskich czasopismach, a w polskich czasopismach dosc czesta praktyka jest posylanie tekstu kierownikowi zakladu, w ktorym pracuje autor. Jedynym wyjsciem w przypadku regularnych odrzutow jest pisac lepsze teksty i posylac do lepszych czasopism.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • charioteer1 02.07.11, 12:35
    Errata. Mialo byc: po charakterze danych nie sposob nie domyslic sie, z ktorego labu wyszly.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • whiteskies 02.07.11, 12:35
    A jak pisza ze 2+2=5 do kogo mam odeslac? Jak chcesz, moge takie teksty slac do Ciebie zebys zrobil recenzje, zapewniam ze po kilku zmienisz zdanie. W czasopismach w krorych jestem redaktorem (te zagraniczne maja IF sporo wiekszy niz to polskie, ale dzialamy tak samo) dostaje do prowadzenia teksty z bliskich mi tematow. Dlatego jestem redaktorem ze znam dziedzine i potrafie dobrac recenzentow.
    Redaktor ktory nie zna dziedziny odsyla do recenzentow na chybil-trafil. Wychodzi z tego niezly miszmasz. Ja do takich czasopism swoich prac staram sie nie wysylac, bo trudno liczyc w takim wypadku na konstruktywne uwagi i rzeczowa krytyke.
  • balans_bieli 01.07.11, 12:08
    czasem to bywaja braki formalne typu brak cover letter, ale to sie da uzupelnic. czasem artykul naprawde jest slaby i szkoda czasu uruchamiac proces recenzji (np. w naukach technicznych: nie ma zadnych wynikow). ostatnio sam zanim przydziele recenzentow sprawdzam, czy przyslany papier nie jest plagiatem, co jest nagminne w papierach z Azji (Chiny, Indie), ale i z afrykanskich krajow arabskich.
  • carnivore69 01.07.11, 16:56
    W takiej ekonomii czy finansach coraz desk rejections mam wrazenie, ze staja sie coraz bardziej powszechne. Np. taki Economic Journal informuje na swojej stronie (www.res.org.uk/economic/turnaround.asp), ze do recenzentow trafilo w ostatnim roku jedynie 43% nadeslanych artykulow. Kolegow po fachu i wlasne doswiadczenie wskazuje, ze nie jest to jakis ewenement.

    Pzdr.

  • translatoryk 01.07.11, 17:37
    ok, niech bedzie ze wiele artykuloe jest nie dopuszczana nawet do recenzji....po jakim wiec czasie od wyslania artykulu autor dowiaduje sie ze jego manuskrypt nie zostal przyjety w redakcji wcale? bo chyba uczciwosc nakazuje aby stalo sie to mozliwie szybko aby autor nie tracil czasu i poslala papier gdzie indziej.....jak to w praktyce wyglada?jak dlugo trzymaja artykuly w redakcji zanim ewentulanie odesla do recnzji lub zwroca?
  • dala.tata 01.07.11, 18:02
    w praktyce roznie to bywa. tak jak wszystko inne i czasopisma zarzadzane sa lepiej lub gorzej.
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • carnivore69 01.07.11, 18:07
    Zalezy gdzie. Ja czekalem od godziny do tygodnia. Kolega z pracy dostal desk rejection po paru m-cach. Sporo czasopism zamieszcza na swoich stronach statystyki 'turnaround time'.

    Pzdr.
  • whiteskies 02.07.11, 12:38
    Tak, na ogol szybko. Standard to 2 tygodnie do miesiaca.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka