Dodaj do ulubionych

Plagiat ? doktora „C”

23.09.11, 15:46
Na wiosnę 2011 brałem udział w konferencji, na której doktor „C” wygłaszał referat. Na slajdach widniało nazwisko dr „C”. W materiałach konferencyjnych znalazł się 7 stronicowy (po ok.. 50 wierszy na stronie) poszerzony tekst referatu – autorstwo: dr „C”.
Rzecz w tym, że w poszerzonym referacie dr „C” tylko jakieś 30 wierszy było nowych w stosunku do opracowania z 2005 r którego autorami byli „A”, „B” i „C”.
Pozostałe, razem z tytułami były „żywcem” przepisane z tego opracowania (pomijam drobne zmiany stylistyczne czy zamiany pojedynczych słów lub kolejności zdań). Prezentowane na konferencji slajdy były kopiami fragmentów opracowania z 2005 r. Ponieważ konferencja odbywała się na uczelni, w której dr „C” jest dziekanem, poinformowałem (tydzień po konferencji) e-mailem o tym fakcie członków senatu tejże oraz jej rektora. Do dziś nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
Dwa pytania:
– czy dr „C” popełnił plagiat sygnując tylko własnym nazwiskiem efekt pracy zespołowej. („A” już nie pracuje w tej uczelni, „B” nadal jest tam zatrudniony)
- jeżeli Senat uczelni uznał że plagiatu nie było („C” był jednym ze współautorów opracowania z 2005 r.), to czy powinien poinformować mnie o swojej decyzji.

Edytor zaawansowany
  • translatoryk 23.09.11, 15:50
    Jesli juz nie to nie pölagiat a autoplagiat, co zmienia wage ewentualnej winy. Pr drugie to nie jest rzadka praktyka ze ludzie latami prezentuja wlasciwie te same rzeczy na konferencjach, zmieniajac malo albo i nic. Byc moze tez problem zostal ukazany i naswietlony od deko innej storny co juz mozna uznac za cos nowego......
    .a jaki ty miales interes aby sie czepiac?
  • translatoryk 23.09.11, 15:52
    ps. jesli wspolautor ktory pracuje na uczelni nie zauwazyl 'problemu' to widocznie go nie ma..
  • pfg 23.09.11, 15:56
    translatoryk napisał:

    > .a jaki ty miales interes aby sie czepiac?

    Scripta manent, translatoryku.
    --
    Naukowy beton
  • translatoryk 23.09.11, 16:01
    poczytaj np. rozdzialy w ksiazkach pisane przez jednego autora-specjaliste w jakiejs dziedzinie. zobaczysz ze sie powtarza, zmieniajac minimalnie tresc w kolejnych ksiazkach. Pisanie w wydawnisctwie A,B iC prawie tego samego tekstu nie nalezy do rzadkosci. Wiele zalezy od kontekstu calej sprawy, takze czepianie sie wystapienia dr. C. bez poznanai doglebnego o czym mowil i w jakim mkontekscie moze byc na pierwszy rzut oka mylace.
  • dala.tata 23.09.11, 16:11
    niespecjalnie widze, jak autoplagiatem jest kopiowanie tesktu trzech autorow. zwykly plagiat.

    a ten tekst o czepianiu sie to jakis zart nie? rozumiem, ze jak ci ktos bedzie kradl auto, to postronny czlowiek nie powinien zadzwonic na policje, bo sie bedzie czepiac, tak?

    translatoryk napisał:

    > Jesli juz nie to nie pölagiat a autoplagiat, co zmienia wage ewentualnej winy.
    > Pr drugie to nie jest rzadka praktyka ze ludzie latami prezentuja wlasciwie te
    > same rzeczy na konferencjach, zmieniajac malo albo i nic. Byc moze tez problem
    > zostal ukazany i naswietlony od deko innej storny co juz mozna uznac za cos now
    > ego......
    > .a jaki ty miales interes aby sie czepiac?


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • translatoryk 23.09.11, 16:16
    zeby sie jednoznacznie opowiedziec i zajac stanowisko akurat w tej konkretnej sprawie trzeba by tam byc, wysluchac wykladu,miec background nt. wystapienia dr C. itd. Przypuszczam tez ze dziekan wydzialu ma na tyle inteligencji ze nie pozowli sobie na oszustwo w bialy dzien, w obecnosi wielu swiadkow..nie warto oceniac pochopnie.
  • dala.tata 23.09.11, 16:49
    proponuje, zebys poczytal rubryke Wronskiego. mysle ze zdziwisz sie znacznie co do tego, czy dziekani pozwalaja sobie na oszustwo.

    jednak ty sie wypowiadasz mowiac ze to jest autoplagiat, akceptujac wersje autora watku. na co ja ci mowie, ze jesli autor watku ma racje, to to jest plagiat, a nie autoplagiat.

    a tekst o czepianiu sie nadal uwazam za mocno niestosowny.

    translatoryk napisał:

    > zeby sie jednoznacznie opowiedziec i zajac stanowisko akurat w tej konkretnej s
    > prawie trzeba by tam byc, wysluchac wykladu,miec background nt. wystapienia dr
    > C. itd. Przypuszczam tez ze dziekan wydzialu ma na tyle inteligencji ze nie poz
    > owli sobie na oszustwo w bialy dzien, w obecnosi wielu swiadkow..nie warto ocen
    > iac pochopnie.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • donnajohnson 23.09.11, 16:22
    translatoryk napisał:

    > Jesli juz nie to nie pölagiat a autoplagiat, co zmienia wage ewentualnej winy.

    o.O
    Whaaaaaaaaaaaaaaaaaaat???!!!!???!?!!

    No nie to juz przegiales teraz.



    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • translatoryk 23.09.11, 16:25
    nie wiem jaka trzeba miec kreatywnosc aby wymyslac wciaz nowe zdania, senstencje opisujace te same rzeczy ktorymi sie czlowiek zajmuj i na ktorych zjadl zeby......w naukach humanistyczych moze to jest mozliwe ale np. w technicynych? czy zastoswoanie tych samych fraz (czyli w praktyce przepisanie tych samch zdan) jest takim wielkim grzechem? ludzie myslcie!
  • donnajohnson 23.09.11, 16:29
    Jakim trzeba byc "mlotkiem" zeby ciagle badac i opisywac te same rzeczy w ten sam sposob?
    Pytanie retoryczne.



    translatoryk napisał:

    > nie wiem jaka trzeba miec kreatywnosc aby wymyslac wciaz nowe zdania, senstencj
    > e opisujace te same rzeczy ktorymi sie czlowiek zajmuj i na ktorych zjadl zeby.
    > .....w naukach humanistyczych moze to jest mozliwe ale np. w technicynych? czy
    > zastoswoanie tych samych fraz (czyli w praktyce przepisanie tych samch zdan) j
    > est takim wielkim grzechem? ludzie myslcie!


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • translatoryk 23.09.11, 16:33
    a jakim trzeba byc mlotkiem-dzeiaknem zeby wierzyc ze po 6 latach przedstawie cos nowego pokazuja stary tekst....i za jakich balwanow trzeba uwazac swoje audytorium na uczelni? mowie, trzeba by tam byc aby ocenic sprawe. a co do przepisywania tekstow: popatrz na publikacje- czesto cale rozdzialy sa przepisane kropka w kropke. a dlaczego? nie z powodu plagiatu tylko z powodu takeigo ze dany autor posluguje sie wciza ta sama metoda, ma ten sam warsztat metodyczyn ale tez pojeciowy lub bada to samo zagadnienie od roznych stron.
  • donnajohnson 23.09.11, 16:38
    translatoryk napisał:

    popatrz na publikacje- czesto cale rozdzialy sa przepisane kropk
    > a w kropke. a dlaczego? nie z powodu plagiatu tylko z powodu takeigo ze dany au
    > tor posluguje sie wciza ta sama metoda, ma ten sam warsztat metodyczyn ale tez
    > pojeciowy lub bada to samo zagadnienie od roznych stron.

    Patrze i nie widze.
    BTW praca nie sklada sie wylacznie z Material and Methods.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • translatoryk 23.09.11, 16:43
    ok, ale to chyba oczywiste ze prac z tymi samymi wynikami sie nie publikuje, bo nawet by to nie przeszlo przez sito recenzji....
  • donnajohnson 23.09.11, 16:50
    translatoryk napisał:

    > ok, ale to chyba oczywiste ze prac z tymi samymi wynikami sie nie publikuje, bo
    > nawet by to nie przeszlo przez sito recenzji....

    Znam taklie przypdaki ze przeszlo ................
    T_T

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 23.09.11, 17:18
    sito recenzji?
    1. recenzenci musieliby czytać wszystko, a, jak wiemy, to nader rzadkie,
    2. trzeba by trafić na tego samego recenzenta, też niekonieczne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • translatoryk 23.09.11, 18:05
    rzetelny recenzet ma OBOWIAZEK uzasadnic dlaczego jego receznzja jest pozytywna. a zeby to uczynic musi powiedziec ze wyniki sa nowatorskie,wnosza cos do danej dziedziny, czyli recenzent sam mui byc dobrze obeznay....dlatego to nielatwe zadanie byc dobrym recenztem i odpowidzilane, ale krytyczne dla tego aby nie bylo plagiatow....gdy recenzent nie zastopuje plagiatu to kto ma to zrobic?
  • adept44_ltd 23.09.11, 17:18
    he he, ale to nie jest odosobniony przypadek...
    --
    Louder Than Bombs...
  • donnajohnson 23.09.11, 16:37
    dodaje nastepujacy punkt:
    - jesli habilitant uznaje ze autoplagiat nie jest przestepstwem i praktycznie go stosuje w swoim dorobku to znaczy, ze nie dojrzal aby byc samodzielnym pracownikiem naukowym i ma ode mnie od razu ocene negatywna/

    Choc wczesniej wydawalo mi sie ze jest to oczywista oczywistosc.


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • translatoryk 23.09.11, 16:42
    Jesli w dorobku publikacyjnym sa miejsca autoplagiatowane to wina w duzej czesci spada na nierzetelnych recenzentow ktorzy nie zwrocili na to uwagi..i takie artykuly, jeden po drugim, szly do druku. Z drugiej storny do wszystkoego potrzeba rozsadku i jesli ktos opisuje swoja jedna metode badawcza ciagle tymi samymi slowam w kazdym artykulei to moim zdaniem glupota sie czepiac.....
  • donnajohnson 23.09.11, 16:48
    Powiedz Trans ktorego slowa nie zrozumiales w naszych wczesniejszych wypowiedziach?

    Winny jest przede wszystkim ten kto autoplagiat oddaje do druku.
    I ty chyba nie rozumiesz o co w tym wszystkim biega tak? Myslisz ze autoplagiat to przepisanie metodyki?????
    LOL
    ROTFL

    btw. tak mnie ciekawi dlaczego na naszym 4um nie ma emotkow?
    :p


    translatoryk napisał:

    > Jesli w dorobku publikacyjnym sa miejsca autoplagiatowane to wina w duzej czes
    > ci spada na nierzetelnych recenzentow ktorzy nie zwrocili na to uwagi..i takie
    > artykuly, jeden po drugim, szly do druku. Z drugiej storny do wszystkoego potrz
    > eba rozsadku i jesli ktos opisuje swoja jedna metode badawcza ciagle tymi samym
    > i slowam w kazdym artykulei to moim zdaniem glupota sie czepiac.....


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • translatoryk 23.09.11, 18:08
    to ty mnie nie rozumiesz. Poza tym nie wiemy dokladnie o jaki rodzaj plagiatu dr C. jest tu podejrzewany: czy o autoplagiat metodyki czy o plagiat wynikow?
    I to nie tak ze autor jest winien oddania plagiatu do druku, bo ludzie moga miec dobre intencje ktore nie zawsze tak wygladaja na pierwszy rzut oka...trzeba rozsadku....a dobry recenzent oddzieli ziarno od plew. i zorientuje sie czy praca jest ogolenie dobra i nowatorska czy jest plagiatem....
  • dala.tata 23.09.11, 18:13
    jasna sprawa, na pewno sie nawet nie zorientowal....po prostu bidula. niezrozumiany przez innych. on tak dobrze chcial.

    translatoryk napisał:

    > I to nie tak ze autor jest winien oddania plagiatu do druku, bo ludzie moga mie
    > c dobre intencje ktore nie zawsze tak wygladaja na pierwszy rzut oka...trzeba r
    > ozsadku....a dobry recenzent oddzieli ziarno od plew. i zorientuje sie czy prac
    > a jest ogolenie dobra i nowatorska czy jest plagiatem....


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • pfg 23.09.11, 17:07
    translatoryk napisał:

    > Jesli w dorobku publikacyjnym sa miejsca autoplagiatowane to wina w duzej czes
    > ci spada na nierzetelnych recenzentow

    E, bajki opowiadasz. Po pierwsze, główna odpowiedzialność spoczywa na oszuście, nie na tym, kto w porę nie zapobiegł oszustwu. Po drugie, pism jest taka mnogość, że można coś najpierw wydać w Polsce, później to samo w Chinach (po angielsku), później w Czechach (ditto), wszystko w czasopismach LF/JCR (słabych, ale jednak), a potem odważyć się i wysłać gdzieś do USA. Myślisz, że recenzenci z USA są na bieżąco z literaturą z Polski, Chin i Czech? A plagiaty zdarzają się także w stosunku do tekstów publikowanych (oryginał i kopia) w *bardzo* prestiżowych czasopismach.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • translatoryk 23.09.11, 18:12
    zakladam ze dobre czasopismo znajduje dobrych odbiorcow (dobrych=dobrych specjalistow). nikt normlany, z dobrymi intencjami, nie wysle artykulu plagiatowanego do dobrego czssopisma.....gdyz rowna sie to kompromitacji i automatycznej izolacji ze srodowiska naukowego. Nikt normlanie myslacy nie zdecyduje sie na taki krok. Wiec: jesli cos takiego mialo miejsce to ja zrzucam to raczej na zly wybnik dobrych intencji....tak czy siak ale jednak....
  • donnajohnson 23.09.11, 18:15
    translatoryk napisał:

    nikt normlany, z dobrymi intencjami, nie wysle artykulu plagiatowanego
    > do dobrego czssopisma.....gdyz rowna sie to kompromitacji i automatycznej izol
    > acji ze srodowiska naukowego. Nikt normlanie myslacy nie zdecyduje sie na taki
    > krok.

    Hahahaahahaaa
    Tarzam sie ze smiechu. Poczytaj troche to forum to sie dowiesz paru rzeczy.
    Aaaaaa i Wronskiego tez polecam.
    Haaaaaahahahaha
    Kompromitacji i automatycznej izolacji - hahahahaha
    Ty naprawe w to wierzysz tak?
    hahahahhahaha


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • translatoryk 23.09.11, 18:17
    jesli Ty ktora tu piszesz o recenzowaniu habilitacji nie wierzysz w sens swojej pracy to ja na to nic nie poradze....a pogadac o idealach to sobie wole przy winie niz na forum ....
  • donnajohnson 23.09.11, 18:20
    translatoryk napisał:

    > jesli Ty ktora tu piszesz o recenzowaniu habilitacji nie wierzysz w sens swojej
    > pracy to ja na to nic nie poradze....a pogadac o idealach to sobie wole przy w
    > inie niz na forum ....

    Ehhh
    Syzyfowa praca zrobic z ciebie "ludzi"

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • pfg 24.09.11, 09:37
    translatoryk napisał:

    > nikt normlany, z dobrymi intencjami, nie wysle artykulu plagiatowanego
    > do dobrego czssopisma

    Pomijając kwestię częściowych autoplagiatów, powyższe zdanie możnaby uznać za tautologię. Retrakcje z powodu plagiatów zdarzały się i w Science, i w Physical Review Letters, i w innych czołowych czasopismach: ludzie wysyłali plagiaty działając w złej wierze. Pisaliśmy jednak o roli recenzentów. Podtrzymuję, co napisałem poprzednio: Jeśli oryginał ukazał się w jakimś niewielkim, lokalnym czasopiśmie, jest bardzo prawdopodobne, że nikt z recenzentów oryginału nie znał. Retrakcje zdarzają się wówczas, gdy *po obublikowaniu plagiatu*, ktoś z czytelników, kto akurat oryginał zna (bo, na przykład, jest naukowcem z Chin, Polski czy Czech, który swoje lokalne czasopismo czyta), napisze do edytora.

    Z autoplagiatami jest inaczej: Niekiedy ludzie oszukują świadomie, chcąc sobie napompować listę publikacji. Niekiedy działają w dobrej wierze, choć głupio: opublikowali coś w niszowym, pies z kulawą nogą nie zwrócił na to uwagi, więc wysyłają to samo do dużego, żeby ludzkość zauważyła. Niekiedy przepisują tylko fragment i tu, w moim odczuciu, waga przestępstwa zależy od rozmiarów i znaczenia przepisanego fragmentu. Jednak sytuacja, w której A, B i C współnie opublikowali papier, a potem C opublikował istotne fragmenty oryginału wyłącznie pod swoim nazwiskiem, to plagiat, nie autoplagiat.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • hugow 23.09.11, 22:50
    Plagiat - to rozumiem. Jest to wzięcie czyichś myśli i przedstawienie jako swoje.
    Autoplagiat - albo nie istnieje, albo jest to próba przypisania pozytywnej działalności niepozytywnych cech: Autoplagiat to jest to wzięcie moich myśli i przedstawienie jako swoje. Co w tym zdrożnego że biorę moje myśli i przedstawiam jako swoje?
    Cały czas to robię, na każdym wykładzie biorę moje myśli i przedstawiam jako swoje.
    W każdym artykule biorę moje myśli i przedstawiam jako swoje.
    Bezczelnie jeszcze podpisuję te moje myśli, które chamsko przedstawiam jako swoje, własnym imieniem i nazwiskiem. A to ze mnie straszne straszydło jest.

    Podsumowując, używanie terminu "autoplagiat" uważam za głęboko niestosowne i równie sprytne jak pisanie donosu na samego siebie. To jakaś schizofrenia jest.
    Jak coś jest moje - mogę to popularyzować po 1000000 razy w 2000 języków swiata i mało tego, za każdym razem brać za to, że biorę moje myśli i przedstawiam jako swoje, kolejne honorarium, gdyż słuchaczom udzielam jedynie licencji a nie oddaję moich praw własności do tego co jest moje.
    Autoplagiat nie istnieje - istnieje popularyzacja własnych wyników własnych dociekań.
    --
    Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
    :):-)
    szukam|^|domu
  • donnajohnson 24.09.11, 08:51
    hugow napisał:


    > Podsumowując, używanie terminu "autoplagiat" uważam za głęboko niestosowne i ró
    > wnie sprytne jak pisanie donosu na samego siebie. To jakaś schizofrenia jest.

    BZDURAAAAAAAAAAAAAAA
    Siegnij prosze do watku, w ktorym byla mowa o tym jak moj "sasiad" opublikowal po raz drugi swoja habilitacje w czsopismie z IF (przy czym druga praca miala juz wspolautira).
    Tym samym dwie pozycje literaturowe wlaczal on do swojego dorobku.
    W ten sposb mozna sobie wykroic 200 prac.



    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • hugow 24.09.11, 23:12
    za chwilę przeczytam Twój wątek
    to mi przypomniało przedostatnią recenzję jaką robiłem jako "superrecenzent" z ramienia "editorial board" dla czasopisma z Xlandii.
    Wrzucenie kilku fraz z recenzowanego dokumentu, pokazało mi, że to co recenzuję, jest to trzecie życie kurczaka, który na jednej konferencji z 2008 miał trzech ojców a na w innym miejscu pięciu ojców, do mnie trafił znowu jako po raz trzeci urodzone dziecko trzech ojców.
    Może to bardzo brzydkie oszustwo ale nie autoplagiat - bo jest to manipulowanie autorstwem. Ale szczena mi opadła, gdy okazało się, że w Xlandii to normalna praktyka i nie ma nic w tym zdrożnego, liczy się tylko aby "szef" był ten sam.
    I to nie zmienia mojego podejścia do tego co próbuje się nazywać autoplagiatem w przypadku gdy za każdym razem jest ten sam autor i to są jego myśli. Własne myśli. A jeśli nawet nazwiemy to technicznie "autoplagiatem" - to uważam w takim układzie tę praktykę za w pełni uzasadnioną i chwalebną. Powiem dlaczego.

    Kiedyś, zaraz po doktoracie, zachłyśnięty tym, że w środowisku naukowym spotykałem jedynie wspaniałych ludzi od których się wiele uczyłem, napisałem książkę "Płynność finansowa w Małych i Średnich Przedsiębiorstwach", zaproponowałem jej wydanie najpierw Difinowi, który odpowiedział, że jest to "za wąski" temat i książka się nie sprzeda. Dlatego, że zawsze mnie uczono, że jak nie wpuszczają drzwiami - to należy spróbować oknem, zaproponowałem książkę PWN, i PWN ją wydało, nawet zdobyło na nią dotację jakiegoś ministerstwa a książka doczekała się kilkudziesięciu cytowań (w tym w WoS), z czego część cytowań jest odnotowana tu: michalskig.com/indeksH.pdf
    ale wracając do tego, czemu wspomniałem o Difinie:
    www.ksiegarnia.difin.pl/index.php?id=819
    Tak, Difin wydał tę "za wąską" pozycję, którą wpierw odrzucił. Ale to nie to zniszczyło moją beztroskę, lecz plan książki, który idealnie pokrywał się z moją koncepcją którą przedstawiłem Difinowi, i którą on "niby zarzucił", której autorowi nie udało się zrozumieć, ale jak ktoś chodzi w czyichś gaciach, to łazi krzywo.
    Smaczku dodaje to, że ten sam schemat, zgłaszałem jako wniosek o grant w 2004 roku, uwalony wniosek z mocno negatywną recenzją, więc może to nie Difin był źródłem "przecieku".
    Starszy kolega z pokoju jednoznacznie powiedział mi jak mu to opowiedziałem (bo z biblioteki wyszedłem wstrząśnięty - jak ktoś komu "bejzbolem" rozwalono na nosie różowe okulary), że teren trzeba sobie "obsikać", i od razu przypomniało mi, że nobliści z finansów te same artykuły z koncepcjami zarówno pobocznymi jak i z tymi, za które dostali nobla publikowali w kilkunastu miejscach w niezmienionej formie - BEZ INFORMOWANIA że to jest powtórka, wiem o tym, bo akurat 3 noblistów prace z zakresu płynności finansowej dokładnie prześwietliłem i postanowiłem, że będę korzystał z najlepszych wzorców. Podobnie książki Eugene Brighama - pisanego w kilkunastu wariantach autorskich zespołów, są niemal toczka w toczkę - nawet liczby te same i błędy te same - a jednak są to inne książki, z inną obsadą autorską itp.

    Do tego dochodzi to, że mogę wysłać do czasopisma X obiecującego gruszki na wierzbie, a które leży potem w szufladzie zamiast być przedmiotem dyskusji.

    I dlatego praktykuję wysyłanie tego samego - dokładnie tego samego - kropka w kropkę - do kilkunastu miejsc równocześnie w dwóch (polski - angielski) lub w trzech językach równocześnie (polski - angielski - rosyjski). Jak coś zmienię i jest to nowe ujęcie, to wysyłam znowu. Dzięki temu, dowiedziałem się, że dla jednych journali, moje koncepcje są innowacyjne a dla innych nieinnowacyjne, na każdy materiał mam opinie kilkunastu recenzentów z różnych stron świata i różnych środowisk - co pozwala mniej bezkrytycznie patrzeć na swoje pomysły i w dalszych badaniach robić bardziej świadome wybory.
    Dochodzi czasem do śmiesznostek, okazuje się, że podrzędna konferencja w okolicach Łowicza, to za "wysokie progi" i dostałem nega, bo artykuł jest głupi i autor nie zna się na cash and tresury managament i co gorsza nie zna angielskiego! - ale ten sam artykuł kropka w kropkę, bez zmian: Effectiveness of investments in operating Cash, opublikował: Journal of Corporate Treasury Management, ISSN: 1753-2574, vol. 3, iss. 1, December 2009, p. 43-54, wydawany w Londynie, i nawet nie poprawili pisowni, a potem zaprosili mnie do grona "editorial board" i powierzyli opiekę nad pismem i recenzowanie.
    Gdybym wierzył w autoplagiat - to wysłałbym artykuł tylko do Łowicza, a potem po recenzji z Łowicza wrzuciłbym artykuł do śmieci, zgodnie z sugestią światłych recenzentów (anonimowych - po to by byli bezkarni).
    Jako recenzent, w każdym czasopiśmie, które dopuszcza taką opcję, pozwalam ujawniać moje dane, nie wierzę w żadne inne uzasadnienie "ślepej" recenzji jak tylko strach recenzenta przed tym, że nierzetelnie oceniony autor kiedyś zechce jedynie podejść i w milczeniu spojrzeć w oczy.

    Wracając do wielokrotnie opublikowanych tych samych artykułów - oczywiście w ocenie dorobku, należy podawać to wydanie, które w ocenie ocenianego odniosło największy sukces a pozostałe w zestawieniu umieścić jako wersje popularyzatorskie lub w zależności od kryteriów - przemilczeć. Choć tu mam wątpliwości - ponieważ nobliści z finansów o których wspomniałem i Brigham - wszystkie edycje podają bez zająknięcia się, że to to samo w różnych wydaniach i różnych wydawnictwach.
    Także nasze turbulentne środowisko prawne wymaga aby to samo wysyłać do kilkunastu miejsc. Zwłaszcza, że jak wysyłasz tylko jako "rozdział w monografii" czyli pokonferencyjniaka z magicznej listy za 9pkt. w 2006 i w 2011 okazuje się, że to na nic, że trzeba było wysłać do "Gospodarki materiałowej" bo jest na liście JCR, choć wtedy nikt - może nawet redaktorzy - nie śnili, że Thomson zindeksuje to wstecz i teraz jest to coś warte w odróżnieniu od pokonferencyjniaka. A jak się wyśle w kilkanaście miejsc równocześnie i wyjdzie w kilku - nie ma takich dylematów a jedynie konieczność właściwego poukładania w tabelkach.
    --
    Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
    :):-)
    szukam|^|domu
  • donnajohnson 25.09.11, 08:33
    hugow napisał:


    > Może to bardzo brzydkie oszustwo ale nie autoplagiat - bo jest to manipulowanie
    > autorstwem. Ale szczena mi opadła, gdy okazało się, że w Xlandii to normalna p
    > raktyka i nie ma nic w tym zdrożnego,

    Talibowie w Afganistanie skazuja male dzieci na powieszenie w ramach pokazowych egzekucji.
    To dla niech noramlna praktyka. Idac twoim tokiem myslenia to "nic zdroznego".

    Ehh, szkoda moich nerwow na tak jalowe dyskusje



    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • hugow 25.09.11, 13:34
    Xlandia to duży kraj OECD, Australia, więc talibanem raczej polskie terroryzowanie autorów aby po cichu okradać z dorobku. Bo jeśli moje artykuły przepisze bezrefleksyjnie inny autor - to ma prawo i to jest robione, i jest to ich "dorobek" ale mi jako właścicielowi tego nie wolno? Czyż to nie taliban?

    Znowu: (Paper is seriously flawed; do not encourage resubmission) to CAŁA recenzja z czasopisma nigdzie nie indeksowanego - a w czasopiśmie indeksowanym z WoS - artykuł przyjęty bez poprawek. Dwie długie wyczerpujące recenzje - z umiarkowanymi pochwałami.

    Bajeczkę o autoplagiacie wymyślili ludzie po to aby okradać autorów z ich dorobku.


    --
    Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
    :):-)
    szukam|^|domu
  • donnajohnson 25.09.11, 14:17
    hugow napisał:

    >
    > Znowu: (Paper is seriously flawed; do not encourage resubmission) to CAŁA recen
    > zja z czasopisma nigdzie nie indeksowanego - a w czasopiśmie indeksowanym z WoS
    > - artykuł przyjęty bez poprawek. Dwie długie wyczerpujące recenzje - z umiarko
    > wanymi pochwałami.
    >
    > Bajeczkę o autoplagiacie wymyślili ludzie po to aby okradać autorów z ich dorob
    > ku.

    Otoz nie.
    Pytanie mam ktore czasopismo ma prawo do artykulu?? ( indeksowane w WoS czy tez to drugie)? Co wiecej skladajac artykul do czasopisama z IF zazwyczaj skaldasz deklaracje ze paper was not published or submitted as a whole or part. Wysylajac je po raz drugi naruszasz prawo prasowe.
    >


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • proon 25.09.11, 09:04
    ta wypowiedź jest dla mnie kolejnym, bardzo mocnym, dowodem na patologię generowaną przez system polegający na anonimowym recenzowaniu i mierzeniu dorobku naukowego punkcikami, (tzw. ocena parametryczna), takich dowodów nie brakuje w Sieci i nie tylko, pytanie zasadnicze - czy nasi decydenci są ślepi? a może nie potrafią czytać ze zrozumieniem? dlaczego preferują rozwiązania służące rozwijaniu patologii i nazywają to poprawą jakości nauki? dlaczego udają głupków nie rozumiejących co oznacza pojęcie "jakość nauki"?
  • donnajohnson 25.09.11, 09:13
    proon napisał:

    > ta wypowiedź jest dla mnie kolejnym, bardzo mocnym, dowodem na patologię genero
    > waną przez system polegający na anonimowym recenzowaniu i mierzeniu dorobku nau
    > kowego punkcikami, (tzw. ocena parametryczna), takich dowodów nie brakuje w Sie
    > ci i nie tylko, pytanie zasadnicze - czy nasi decydenci są ślepi? a może nie po
    > trafią czytać ze zrozumieniem? dlaczego preferują rozwiązania służące rozwijani
    > u patologii i nazywają to poprawą jakości nauki? dlaczego udają głupków nie roz
    > umiejących co oznacza pojęcie "jakość nauki"?

    Jaki ona tam decydent ???
    Podaje ten link poniewaz hugow sam sie ujawnil przechwalajac autoplagiatami.



    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • pfg 25.09.11, 09:21
    donnajohnson napisała:

    > poniewaz hugow sam sie ujawnil

    Akurat ujawnianie się pochwalam. To przydaje wygłaszanym opiniom - nawet jeśli są kontrowersyjne, dziwaczne i cyniczne - większej wagi.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • donnajohnson 25.09.11, 10:06
    pfg napisał:


    > Akurat ujawnianie się pochwalam. To przydaje wygłaszanym opiniom - nawet jeśli
    > są kontrowersyjne, dziwaczne i cyniczne - większej wagi.

    Ja tego nie neguje jedynie stwierdzam, ze nie taki z niego kozak jak sie prezentuje.
    Z drugiej jednak strony skandaliczne idee i poglady pozostana skandalicznymii bez wzgledu na to czy sa podpisane z imienia i nazwiska czy tez nie (sila razenia glupoty jest wystarczajaco silna).

    I jeszce na marginesie (bo nie chce mi sie szukac wlasciweg watku :P)
    Do popularazycji wynikow badan wymyslono (i sprawdza sie to doskonale) artykul przegladowy oraz artykul popularno-naukowy.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • dala.tata 25.09.11, 12:06
    rzeczywiscie, anonimowe recenzowanie to po prostu strasznosc. duzo lepiej miec system, w ktorym autor od razu przysyla teskt z recenzja nie? znane i lubiane praktyki niektorych polskich czasopism.

    proon napisał:

    > ta wypowiedź jest dla mnie kolejnym, bardzo mocnym, dowodem na patologię genero
    > waną przez system polegający na anonimowym recenzowaniu i mierzeniu dorobku nau

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 25.09.11, 09:17
    Hugo, jesteś cynikiem. Cynikiem bywa też sendi, ale jego rodzaj cynizmu mi się podoba. Twój, hugo, budzi zdumienie.
    --
    Kozak frajer
  • donnajohnson 25.09.11, 14:25
    hugow napisał:

    Wracając do wielokrotnie opublikowanych tych samych artykułów - oczywiście w oc
    > enie dorobku, należy podawać to wydanie, które w ocenie ocenianego odniosło naj
    > większy sukces a pozostałe w zestawieniu umieścić jako wersje popularyzatorskie
    > lub w zależności od kryteriów - przemilczeć.

    Ahhh jakie to wygodne
    Pytanie tylko kto ocenia ten sukces i czym jest ten sukces???? Czy to ilosc cytowan tej pracy, fakt kto cytowal te prace, czy moze nagorda dla tej pracy?

    Otoz nie moj drogi autoplagiat to oszustwo.
    Pare przykladow dlaczego:
    1. Pisze prace przed doktoratem po czym 5 lat pozniej wydaje ja drugi raz (bedac juz po doktoracie). Praca odnosi "sukces" czyli wg. hugow wpisuje ja do dorobku. Tym samym poszerzam swoj dorobek po-doktoratowy i spelniam wymogi ustawowe dotyczace habilitacji. Uczicwe?
    2. Publikuje prace dajmy na to w 2000 roku. Po czym te sama prace w 2010. ta z 2010 roku odnosi "sukces" a wiec mozna ja wykazac w dorobku np. przy skladaniu grantu. Haczyk w tym ze dorobek grantowy naliczany jest zaledwie z paru ostatnich lat ( po to aby ocenic aktywnosc naukowa). Ty nie podajesz nic nowego tylko odgrzewany kotlet. Uczciwe?
    3. U mnie na Uniw nagrode Rektora (finansowa) mozna uzyskac m. in. za cykl publikacji z ostatnich 3 lat. Patrz przyklad pracy z punktu 2 i ocen czy gdybys dostal te nagrode za sowje "odgrzewane kotlety" to bylbys fair wobec reszty uczicwie pracujacych kolegow?
    I po raz kolejny pytam ktora redakcja jest wlascicielem tych prac???

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • donnajohnson 26.09.11, 08:37
    donnajohnson napisała:

    NO WIEC CZEKAM NADAL.



    > Ahhh jakie to wygodne
    > Pytanie tylko kto ocenia ten sukces i czym jest ten sukces???? Czy to ilosc cyt
    > owan tej pracy, fakt kto cytowal te prace, czy moze nagorda dla tej pracy?
    >
    > Otoz nie moj drogi autoplagiat to oszustwo.
    > Pare przykladow dlaczego:
    > 1. Pisze prace przed doktoratem po czym 5 lat pozniej wydaje ja drugi raz (beda
    > c juz po doktoracie). Praca odnosi "sukces" czyli wg. hugow wpisuje ja do dorob
    > ku. Tym samym poszerzam swoj dorobek po-doktoratowy i spelniam wymogi ustawowe
    > dotyczace habilitacji. Uczicwe?
    > 2. Publikuje prace dajmy na to w 2000 roku. Po czym te sama prace w 2010. ta z
    > 2010 roku odnosi "sukces" a wiec mozna ja wykazac w dorobku np. przy skladaniu
    > grantu. Haczyk w tym ze dorobek grantowy naliczany jest zaledwie z paru ostatni
    > ch lat ( po to aby ocenic aktywnosc naukowa). Ty nie podajesz nic nowego tylko
    > odgrzewany kotlet. Uczciwe?
    > 3. U mnie na Uniw nagrode Rektora (finansowa) mozna uzyskac m. in. za cykl publ
    > ikacji z ostatnich 3 lat. Patrz przyklad pracy z punktu 2 i ocen czy gdybys dos
    > tal te nagrode za sowje "odgrzewane kotlety" to bylbys fair wobec reszty uczicw
    > ie pracujacych kolegow?
    > I po raz kolejny pytam ktora redakcja jest wlascicielem tych prac???
    >


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • donnajohnson 26.09.11, 16:47
    Hmmm, to sie chyba Hugow nie doczekam ?????
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • donnajohnson 24.09.11, 08:59
    Ten watek
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • hugow 25.09.11, 00:38
    jestem już po lekturze tegoż i już raz to czytałem kilka miesięcy temu

    facet opisywany przez Ciebie - podąża ścieżką wytyczoną przez noblistów i innych najlepszych

    jeśli czujesz radość z dyskusji naukowej - to się swoimi pracami chwalisz a nie pozwalasz im zginąć w jednojournalowym wydaniu

    no chyba, że ktoś się swoich dokonań wstydzi - to wtedy wydaje w jednym journalu w jednym języku i modli się aby nikt tego nie przeczytał, lepiej niech ludzie czytają i się uczą nowych idei.

    Idee należy propagować i popularyzować a nie wstydzić się i sztucznie mnożyć dorobek (sztuczne mnożenie dorobku, to przygotowywanie kilkunastu pozycji zamiast jednej porządnej - wolę przeczytać jeden 30-70 stronicowy artykuł opublikowany w identycznej formie w 30 journalach w 15 wersjach językowych zawierający wszystko niż 30 "różnych artykułów" sztucznie namnażanych przez to, że są to 8 stronicowe wersje w których powtarza się z niewielkimi modyfikacjami spis literatury i definicje wraz z przeglądem literatury a różnica jest w kawału abstraktu, tytule, i innym wycinku tabelki i opartym na tym wycinku wykresie.)
    Jednak zarówno popularyzowanie tego samego do jak największego kręgu odbiorców oraz mnożenie artykułów - jest ryzykiem autora i jego prawem. Zależy jaką strategię się przyjmie w celu doskonalenia warsztatu.
    Polecam obejrzenie: "Byli sobie wynalazcy", ci wielcy wynalazcy ciągle dokonywali autoplagiatów i mnożenia dorobku - prezentowali to samo u różnych potencjalnych sponsorów, rozmieniali się na drobne umieszczając kawałki swoich kompleksowych rozwiązań w jakichś małych duperelach, ostatnio oglądałem odcinek o nieetycznym autoplagiatorze Edisonie a wcześniej o paskudzie autoplagiatorze i rozdrabniaczu Archimedesie, cóż za godny pożałowania osobnik, miał szczęście, że nie oceniał go nikt ze światłych recenzentów znających się na samokradzieżach (może lepiej samogwałtach?), bo by został zdemaskowany jako szuja.
    --
    Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
    :):-)
    szukam|^|domu
  • donnajohnson 25.09.11, 08:29
    hugow napisał:


    > facet opisywany przez Ciebie - podąża ścieżką wytyczoną przez noblistów i innyc
    > h najlepszych
    >
    > jeśli czujesz radość z dyskusji naukowej - to się swoimi pracami chwalisz a nie
    > pozwalasz im zginąć w jednojournalowym wydaniu

    Jezu!!!
    Propagowane prze ciebie idee sa rownie zle i szkodliwe jak sam autoplagiat.
    Dlatego nie mam zamiaru z nimi dyskutowac zeby nie robic im reklamy.
    Niemniej jednak nalezy odpowiedziec na pytanie ile ty sam/sama masz takich autoplagiatow??? Wszak punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
    Mam wrazenie ze traktujesz autoplagiat z przymruzeniem oka i zamiast mowic po imieniu owijasz w bawelne traktujac go jako "popularyzacje nauki". Prawda jest taka ze autoplagiatorom chodzi o powielanie dorobku a nie popularyzacje.
    Przychodzi mi na mysl tylko jedno porownanie.
    Propagatorow ideii "przyjaznej pedofilii" nie trudno tez spotkac i wcale nie kryja sie oni ze swoimi pogladami i przytaczaja na jej slusznosc "naukowe dowody".
    Ale czy oznacza to ze ich racje sa do przyjecia???
    Jak dla mnie zdecydowanie nie?
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • proon 25.09.11, 09:15
    ależ bardzo dobrze, że ktoś odważa się ujawniać mechanizmy nauki uprawianej według światłych wzorów płynących z Zachodu (i "tfórczo" zaadaptowanych do polskich, zupełnie innych warunków); bardzo dobrze, że ktoś pokazuje skutki mylenia ilości z jakością; ile jeszcze takich wypowiedzi potrzeba, by powszechnie załapano co dzieje się, gdy badacza ocenia się za zdobyte punkciki? skoro ważne są punkciki, to kombinujemy - nie jak najlepiej zbadać i opisać świat, lecz jak zdobyć punkciki; mam wrażenie, że minister Kudrycka i jej dwór należą do grupy badaczy, którzy mają problemy z poprawnym opisem świata, więc tworzą wrażenie, że ten opis to nic - liczy się IF, IH , i punkciki, i zasmażka (o ile ktoś pamięta ten świetny skecz)
  • translatoryk 24.09.11, 10:05
    hugow, intuicyjnie zgadzam sie z twoja wypowiedzią. Autoplagiat to napompowane pojecie. Coz ono bowiem znaczy? aby powiedzieć ze cos jest autoplagiatem trzeba dać temu poważne uzasadnienie..
  • donnajohnson 24.09.11, 10:15
    translatoryk napisał:

    > hugow, intuicyjnie zgadzam sie z twoja wypowiedzią. Autoplagiat to napompowane
    > pojecie. Coz ono bowiem znaczy? aby powiedzieć ze cos jest autoplagiatem trzeba
    > dać temu poważne uzasadnienie..

    No comment
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • whiteskies 24.09.11, 17:34
    Autoplagiat to oszustwo bo udajesz że masz coś nowego, zamiast skierować (desłać) ludzi to tego co zrobiłeś dawniej.
  • hugow 25.09.11, 01:05
    najlepszą cechę można nazwać brzydko a potem delektować się brzydotą, szczodrość nazwij rozdawnictwem i rozleniwianiem obdarowywanych, zawiadamianie policji o przestępstwach - szpiclowaniem i donosicielstwem - i założę się, że szczerze będziesz się brzydził wieloma dobrymi ludźmi

    tak samo popularyzację - praktykowaną przez najlepszych - próbuje się zohydzić, moja prywatna opinia jest taka, że próbuje się zohydzić ze złych pobudek

    Dlaczego kandydat na doktora habilitowanego sztuki, tym większe ma szanse na stopień, im na większej liczbie wystaw pokazał to samo dzieło i w większej liczbie journali branżowych przedstawiono reprodukcje jego tego samego dzieła a kandydat na doktora habilitowanego w innych dziedzinach czyniąc to samo przedstawiając ten sam referat na kilku konferencjach, czy mając drukowany ten sam artykuł w kilku czasopismach ma być traktowany nieadekwatnie?

    Dlaczego Baumol to bohater a idący w jego ślady kandydat na habilitowanego to łajdak?
    (porównaj wszystkie prace Baumola lub dowolnego innego "klasyka" i znajdź różnice):
    Na przykład porównaj: Baumol, William J & Tobin, James, 1989. "The Optimal Cash Balance Proposition: Maurice Allais' Priority," Journal of Economic Literature, American Economic Association, vol. 27(3), pages 1160-62, September.
    www.jstor.org/stable/pdfplus/2726778.pdf
    z tym:
    Baumol W.J., (1952) The Transactions Demand for Cash: An Inventory Theoretic Approach, Quarterly Journal of Economics”, nr 66, listopad 1952, p. 545-556.

    ... to ciekawe to samo raz z Tobinem w 1989 jako współautorem a raz samemu w 1952, czy po 37 latach przypomniał sobie, że model Baumola-Alaisa-Tobina, jest nie tylko Baumola?

    --
    Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
    :):-)
    szukam|^|domu
  • pfg 25.09.11, 09:22
    FYI, whiteskies ma całkiem spore zasługi w popularyzacji dyscypliny, którą się zajmuje.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • dala.tata 25.09.11, 12:12
    a co ma popularyzacja do habilitacji? teksty popularyzujace nie maja i nie powinny miec nic wspolnego z dorobkiem habilitacyjnym. inny kontekst, inny odbiorca, inny cel pisania, inne zasady publikacji.


    hugow napisał:

    > tak samo popularyzację - praktykowaną przez najlepszych - próbuje się zohydzić,
    > moja prywatna opinia jest taka, że próbuje się zohydzić ze złych pobudek
    >

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • pfg 23.09.11, 16:00
    Napisz do dr. Marka Wrońskiego, autora tej rubryki.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • donnajohnson 23.09.11, 17:01
    dzdkklm napisał:

    poinformowałem (tydzień po konferencji) e-mailem o t
    > ym fakcie członków senatu tejże oraz jej rektora. Do dziś nie otrzymałem żadnej
    > odpowiedzi.

    tak sie tylko dopytam.
    Czy poinformowales wszystkich czlonkow Senatu? Czy uzyskales potwierdzenie ze do nich to dotralo (info ze mail zostalk otworzony nie oznacza jeszcze ze adresat maila przeczytal).
    Czy napisales oficajlne zawiadomienie w postaci zalacznika czy pare slow w mailu?
    Czy podpisales sie pod tym czy by to anonim?

    I dlaczego spodziewasz sie ze wysylajac taki chlam -spam ktos ci oficjalnie odpowie????
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • dzdkklm 23.09.11, 22:22
    Mail zawierał zajawkę problemu z tytułem o "Nieetycznym zachowaniu dr "C"". Szczegółowe wyjaśnienia były w dwustronicowym załaczniku (pdf). Pismo poszło ze służbowej poczty (uczelnia państwowa). Nazwisko, adres telefon itd..i w mailu i w załaczniku Dostałem potwierdzenie otworzenia maila z sekratariatu rektora. Być może od innych dziekanów uczelni też coś było ale tylko te rektorskie posiadam do dzisiaj.
    Z tą konferencją to lekko przesadziłem - to były warsztaty o innowacyjnych technologiach.
    W każdym razie ok 200 uczestników z całej Polski dostało materiał "autorstwa" dr. "C".
    Z trójki autorów oracowania z 2005 r. "C" był najmniej "merytoryczny" i pełnił wtedy raczej funkcje logistyczne jako dziekan.
    OK, teza że umieścił tylko swoje części w referacie może być prawdopodobna, ale czy brak jakiejkolwiek odpowiedzi z, było nie było, instytucji państwowej mieści sie w standardach postepowania władz państwowych szkół wyższych.
  • adept44_ltd 23.09.11, 22:34
    hm, nie sprawdziłeś, jak było i zarzuciłeś komuś plagiat?
    --
    Louder Than Bombs...
  • translatoryk 24.09.11, 10:07
    kolego, wydaje mi sie ze twoim problemem sa nienajlepsze relacje z uczelnia, i jej władzami stad ta 'dociekliwość' z twojej strony.Gdybysmy razem przeanalizowali tamta sytuacje to prawdopodobnie doszlibyśmy do wniosku ze kompletnie nic sie nie stalo, a jedynie twoja duma jest tu urażona...bo ci nie odpisali.
  • dzdkklm 24.09.11, 16:00
    Ani w poszerzonym referacie umieszczonym w materiałach konferencyjnych ani na slajdach podczas prezentacji nie pojawiło się nazwisko "A" i "B". Brak powołania się na źródło jakim było opracowanie z 2005 r.., a całe akpity Ctrc-C Ctrl-V. Ja akutrat znałem to opracowanie i dlatego też napisałem o "nieetycznym" zachowaniu do władz uczelni pozostawiając im do oceny czy to: brak etyki, plagiat czy też nic się nie stało.
    Dr. "C" jak napisałem był najmniej "merytoryczny" w prezentowanym temacie z całej trójki autorów (wykształcenie i doktorat na zupełnie innym wydziale) i z tąd moje zdziwienie podczas warsztatów.
    Czy czuję się urażony że mi nie odpisali - raczej zniesmaczony tym że senat uważa zawłaszczanie sobie dorobku zespołu przez jednego z autorów za coś nie godnego jakiegokolwiek wyjaśnienia. Tym bardziej że "C" był i jest zwierzchnikiem "A" i "B".
  • translatoryk 24.09.11, 16:42
    nie wiem jaki byl kontekst warsztatow i czy mialy charakter konferencji czy raczaj charakter dydaktyczny (charakter kursu). Jesli to drugie, to w sumie mnie nie dziwi ze dziekan polozyl nacisk na swoje nazwisko gdyz to on przekazywal okresla wiedza uczestnikom kursu....publikowanie wynikow bylo czyms mniej waznym niz przekazanie okreslonej wiedzy merytorycznej w tym wypadku....mam nadzieje ze rozumiesz o co mi chodzi...i tak jak pisze, jesli drugi autor publikacji z 2005 roku ktory prawdopodobnie byl obecny na wykladzie lub gdzes w poblizu, nie zareagowal , to moze sprawa nie wyglada tak jak opisujesz i ma calkiem inne tlo....
  • dzdkklm 26.09.11, 22:24
    Jaki by nie był charakter konferencji - to uważam że na startowym slajdzie powinny być trzy nazwiska, a co najwyżej "C" boldem (chairmen zapowiada zawsze prelegenta). Ten brak to powiedzmy, że swego rodzaju nietakt "C". "B" mu podlega i nie ma dr przed nazwiskiem.
    Brak powołania się na źródło w tekście referatu, który uczestnicy dostali na pamiątkę to już co najmniej nieetyczne zachowania trącące plagiatem. Prof. "A", (nie uczestniczył w warsztatach) musiałby udowadniać że to co sygnował teraz swoim nazwiskiem dziekan "C" nie zrodziło sie w głowie "C". Dla mnie to ewidentnie facet nadmuchuje sobie dorobek.
    Zauważ, że senat uczelni olał sprawę - czyli wg. nich wszystko jest OK. Nie zdobyli się nawet na argumentację taką jak na tym forum. Nie mieli własnego zdania czy co?
  • donnajohnson 24.09.11, 18:03
    dzdkklm napisał:

    Z i z tąd moje zdziwienie podczas warsztatów.

    Mam spora tolerancje na bledy ort ale to chyba przegiecie jest.
    @*@
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • dzdkklm 26.09.11, 21:44
    Choć jest: tędy, nie ma "tąd"
    stąd ten błąd.
    Niezł swąd z tego "z tąd".

    No i dzionek do tyłu ze sromoty.
  • proon 24.09.11, 10:41
    1. wysyłanie skarg i donosów w sytuacji, gdy nie mamy pełnej wiedzy, gdy jedynie nam się wydaje, gdy mamy przeczucie uznaję za wysoce naganne moralnie; jeżeli znasz komplet faktów i masz dowody - wtedy zawiadamiaj właściwe władze, przeczucia zostaw sobie - człowieka skrzywdzić łatwo, zarobić na ksywę "kapuś" też łatwo
    2. co to jest autoplagiat? kto poda pełną i jednoznaczną definicję? ja do autoplagiatu nie zaliczam: omawiania tego samego zestawu cudzych poglądów i wyników cudzych badań, przy okazji prezentowania swoich różnych wyników badań; opisywania metodyki swoich badań w różnych pracach, w sytuacji gdy jest to dokładnie ta sama metodyka; opisywania wyników tych samych swoich badań przy okazji omawiania różnych problemów w różnych publikacjach;
    co wobec tego zaliczyłbym do autoplagiatu? - publikowanie w różnych miejscach i pod różnymi tytułami tych samych, lub tylko lekko zmodyfikowanych tekstów

  • donnajohnson 24.09.11, 10:43
    proon napisał:


    > co wobec tego zaliczyłbym do autoplagiatu? - publikowanie w różnych miejscach i
    > pod różnymi tytułami tych samych, lub tylko lekko zmodyfikowanych tekstów
    >

    Sam odpowiedziales sobie na pytanie.
    Bravvvvvvvo

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka