• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Autoreferat niejedno ma imie...

  • 01.12.11, 18:26
    na stronach CK pojawiaja sie juz autoreferaty w nowej procedurze (tzw. postepowania awansowe). mnie akurat interesuja nauki humanistyczne, wiec poczytalem 4 autoreferaty juz zamieszczone, i widac w nich wielka rozbieznosc rozumienia tego pojecia. z jednej strony sa referaty szczegolowo omawiajace problem badawczy, tego typu. z drugiej strony, rozszerzone zyciorysy naukowe, nawet z elementami humorystycznymi typu kto jak sie uczyl w szkole podstawowej (jak ten). jest wersja z szczegolowym spisem publikacji, inne sa bez. poniewaz oczekuje na wydanie ksiazki i przygotowuje swoj autoreferat do starej procedury, mam pytanie do Kolegow/Kolezanek recenzujacych habilitacje - z ktorym z ww., a moze jeszcze z jakims innym, formatem spotykaliscie sie najczesciej? czy lista kryteriow opublikowana przez CK (na koncu tej strony) moze byc tu wyznacznikiem do autoreferatu w "starym trybie"?
    pozdrawiam
    ling-stos
    Edytor zaawansowany
    • 01.12.11, 20:43
      to jakieś jaja są... ten od wczesnego dzieciństwa... to nie może być serio!
      --
      Louder Than Bombs...
      • 01.12.11, 22:01
        to jest tak urocze, ze mi zabraklo jescze o kolorze mundurka i czy musial przechodzic przez ulice, jak szedl do szkoly. :-)

        adept44_ltd napisał:

        > to jakieś jaja są... ten od wczesnego dzieciństwa... to nie może być serio!


        --
        James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
        • 01.12.11, 22:32
          Oj, to filozof jest przecież.

          --
          "Chcieliśmy pierwsze konkursy ogłosić jeszcze w styczniu, ale w takiej sytuacji nie wiem, czy nie powinniśmy przekazać tego do nowego Narodowego Centrum Nauki" (min. B.Kudrycka dla polskatimes.pl)
          • 01.12.11, 22:35
            obawiam sie, ze jeden fizyk zaczal od szkoly podstawowej w Choszcznie (to chyba kolo Grudziadza, bo tez wspomina....).

            pr0fes0r napisał:

            > Oj, to filozof jest przecież.
            >


            --
            I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
            • 01.12.11, 22:49
              jakoś tak mi się wydaje, że ten wynalazek Basi jest jednym z nielicznych pozytywów jej projektu, będzie wesoło...
              --
              Louder Than Bombs...
              • 01.12.11, 23:30
                mysle podobnie. i moze narazenie sie na smiesznosc dostarczy uczestnikom przewodu habilitacyjnego refleksji.....


                --
                James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                • 01.12.11, 23:33
                  pytanie, czy ktoś, kto wypisuje takie brednie, jest w stanie wzbudzić w sobie refleksję...
                  --
                  Louder Than Bombs...
                • 01.12.11, 23:37
                  dala.tata napisał:

                  > mysle podobnie. i moze narazenie sie na smiesznosc dostarczy uczestnikom przewo
                  > du habilitacyjnego refleksji.....

                  Czarno to widze. Ktos te brednie juz pozytywnie zrecenzowal dla wydawnictwa. Tak mi sie nasunelo po lekturze jednego z tych czterech humanistycznych autoreferatow.

                  --
                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
      • 01.12.11, 23:20
        Też mi trudno uwierzyć, że to jest na serio. Facet uważa, że argumentem za przyznaniem mu habilitacji jest to, że za późnego Gomułki był gospodarzem klasy w podstawówce?! Albo że w latach '90 uznano go za businessmana roku? Nie może być...
        --
        ...aut digito male pertinaci
        • 01.12.11, 23:42
          mam wrazenie, ze co po niektorzy nie znaja przepisow, i nie sa swiadomi, co nalezaloby miec "w papierach" skladajac wniosek o wszczecie. i juz nie mowie tu o samych autoreferatach, ale o dorobku ktory sie z nich wylania...
          • 01.12.11, 23:53
            ling-stos napisał:

            > ale o dorobku ktory sie z nich wylania...

            Mogę coś powiedzieć jedynie o fizyce. Dorobek dwóch spośród tych trzech osób jest bardzo przyzwoity, natomiast ten astronom pochodzący z Choszczna - nie kwestionuję samych badań, ale "osiągnięciem" cztery prace zbiorowe? Byłbym skłonny powiedzieć, że to mało.

            --
            Troll z habilitacją
            • 03.12.11, 00:03
              Ale indeks Hirscha ma 30. To jest według ciebie mały dorobek?

              --
              Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
              • 03.12.11, 01:31
                anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                > Ale indeks Hirscha ma 30.

                Kolaboracje tak mają. Masz wielki, wieloosobowy zespół, mierzący jakieś ważne rzeczy. Człowiek jest częścią owego zespołu. Prace tego zespołu są cytowane wiele razy, bo oni *naprawdę* mierzą ważne rzeczy. Czy to ma się automatycznie przekładać na ocenę pewnego członka owego zespołu? To jest *poważny* problem przy ocenie dorobku członków takich zespołów. Czy członek takiego zespołu zasługuje na habilitację? To zależy od jego indywidualnego wkładu w wyniki - czy jest jedynie częścią zespołu, którą równie dobrze mógłby zastąpić ktoś inny, czy też jego osobisty wkład intelektualny był niezbędny dla sukcesu całego przedsięwzięcia.
                --
                Kozak frajer
                • 03.12.11, 10:03
                  niezle pojechales pfg. jakis czas temu byla tu dyskusja na temat wspolautorstwa. o ile pamietam, broniles artykulow, ktore maja i 500 autorow, dowodzac, ze ten legion ludzi, to wspolautorzy. teraz masz delikwenta z wspolautorstwem, ktore w wielu publilkacjach nie przekracza 10 osob i zaczynasz relatywizowac dorobek.

                  nie mam oczywisice zdania na temat jakosci publikacji habilitanta, ich donioslosci, czy tez donioslosci badan, ktore robil i nie wypowiadam sie na ich temat. jednak ja sobie potrafie wyobrazic artykul, ktorego wspoautorem jest kilka osob, a i badania robione przez taka grupe ludzi oraz to, ze maja rzeczywisty wklad i w badania i publikacje. zakladajac wiec, ze zadaniem habilitanta nie bylo robienie kawy, tudziez skoczenie po piwo po ciezkim dniu, rozwazanie wkladu poszczegolnych badaczy jest nieuzyteczne.

                  albo bowiem traktujesz wspolautorstwo jako wspolautorstwo (ja nadal mam trudnosci ze wspolautorstwem 500 osob - ale to oczywiscie moja sprawa), albo nalezy wyproacowac szczegolowe kryteria rozpatrywania wspolautorstwa dla takich dziedzin jak fizyka. troche nie widze po co, ale skoro trza to trza.

                  i zeby nie bylo: ja rozumiem to, ze inny wklad ma zdobywca grantu. co wiecej, tu zdobywanie grantow jest kluczowym kryterium oceny dorobku pracownika, szczegolnie na wyzsze stanowiska (reader czy profesor). jednak w PL chyba tak nie jest.


                  --
                  James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                  • 03.12.11, 11:26
                    dala.tata napisał:

                    > niezle pojechales pfg. jakis czas temu byla tu dyskusja na temat wspolautorstwa
                    > . o ile pamietam, broniles artykulow, ktore maja i 500 autorow, dowodzac, ze te
                    > n legion ludzi, to wspolautorzy. teraz masz delikwenta z wspolautorstwem, ktore
                    > w wielu publilkacjach nie przekracza 10 osob i zaczynasz relatywizowac dorobek

                    Z zastrzeżeniem, że ja nie relatywizuję dorobku, tylko wyrażam wątpliwości odnośnie do "osiągnięcia habilitacyjnego" - te dwie opinie nie wykluczają się. Wielkie eksperymenty współczesnej fizyki - czy, jak w wypadku tego astronoma, wielkie programy obserwacyjne - wymagają wielkich, często gigantycznych zespołów badawczych. Bywa znacznie więcej, niż 500 :-) *Wspólnie* osiągają bardzo ważne wyniki, mówiące istotne rzeczy o świecie. O tym już pisałem. Z habilitacją jest inaczej.

                    > rozwazanie wkladu posz
                    > czegolnych badaczy jest nieuzyteczne.

                    Ale tego wymaga Ustawa o stopniach naukowych etc. Art. 16 ust. 2 mówi:
                    Cytat
                    2. Osiągnięcie, o którym mowa w ust. 1, może stanowić:
                    [...]
                    3) część pracy zbiorowej, jeżeli opracowanie wydzielonego zagadnienia jest indywidualnym
                    wkładem osoby ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego.


                    Można postulować zmianę ustawy w tym zakresie, ale nie sądzę, żeby to był w tej chwili realistyczny postulat. A, jak pisałem, w fizyce jest poważny problem, jak z osiągnięć kolaboracji wybrać "indywidualny wkład" kandydata. Możemy mieć osobę, która wymyśliła cały eksperyment. Możemy mieć kogoś innego, kto wymyślił i zaprojektował unikalne urządzenie, bez którego eksperyment byłby niemożliwy (Georges Charpak za coś takiego dostał Nobla!), ale które bez pracy pozostałych osób co najwyżej stałoby sobie i się kurzyło. Może być ktoś, kto na potrzeby habilitacji uzyskał zgodę szefostwa kolaboracji na opracowanie jakiegoś zespołu danych (duże eksperymenty produkują ocean danych) i opublikowanie wyników w pracach indywidualnych, z kolaboracją w podziękowaniach. Może być osoba, która opracuje jakiś model teoretyczny, choćby cząstkowy, i testuje go w oparciu o dane uzyskane przez kolaborację, której jest członkiem. Może być wreszcie - i to są te trudne przypadki - ktoś, kto jest rzetelnym, sumiennym członkiem kolaboracji, wykonuje pracę niewątpliwie naukową, na przykład analizuje dane, buduje i testuje jakieś urządzenie, ważne, ale nie tak kluczowe, jak takie, o którym wspominałem wyżej, jest przydatny i pomocny, ale nie konieczny dla sukcesu całego eksperymentu (ktoś inny mógłby go zastąpić i takiego "zastępcę" nietrudno byłoby znaleźć). Czy tego typu udział może być "osiągnięciem habilitacyjnym"? Nie ma tu, stwierdzam ze smutkiem, wypracowanych jasnych zasad.

                    Nie wiem, rzecz jasna, jak było w wypadku astronoma, od którego zaczęła się ta gałąź wątku. Decydujące będą oświadczenia współautorów, jeżeli nie będą kurtuazyjne. Ale potencjalny problem jest.

                    Przypominam zresztą, że odpowiadałem na uwagę anuszki, iż człowiek ma indeks H=30. To jest stwierdzenie mylące, to nie on sam ma taki indeks, tylko kolaboracja (kolaboracje), w których uczestniczył. Nie jest to zarzut do tej konkretnej osoby, raczej kolejny przykład na to, że nie należy bezkrytycznie stosować parametrów bibliometrycznych.

                    --
                    Ignorant schmuck
                    • 03.12.11, 17:40
                      Mam wrazenie, ze jak zwykle ustawa swoje a zycie swoje. ludzie biora udzial we wspolnych badaniach, pisza wspolne publikacje. wyliczanie, jaki jest wklad habilitanta nie ma wiekszego sensu (nawiasme mowiac brytyjska parametryzajca rowniez wymaga czegos takiego - co jest absurdem). czy rzeczywiscie wklad kogos kto napisal artykul wspolnie z 10 osobami jest mniejszy niz gdyby napisal ze 100? pewnie robi te same obliczenia, analizy, czy inne dzialalonosci intelektualne, tyle ze sa skladka mniejszej czy wiekszej calosci.

                      brytyjski reader (plus minus odpowiednik naszej habilitacji) musialby sie nie tyle wykazac, jaki wklad ma w poszczegolne artykuly, ale, raczej, musialby sie wykazac tym, ze potrafi zdobyc grant, ze potrafi kierowac zespolem badawczym. a zatem ocekiwac sie bedzie od niego tego, ze czasem bedzie sumiennym czlonkeim zespolu, czasem bedzie robil cos waznego, a jeszcze kiedy indziej bedzie przywodca zespolu. ale to sa zueplnie inne rozwazania niz rozwazania, ktore zaproponowales. powtorze, nie ma wiekszego sensu roztrzasac stopnia wspolautorstwa!

                      niewatpliwie mozna rozwazac 'kluczowosc' wkladu w badania, ale to jest zupelnie inny wymiar naszej pracy i, o ile rozumiem, ustawodawca nie porusza jej.

                      i na koniec, niedawno widzialem recenzje hablitacyjna, w ktorej stwierdzono, ze prace wspolautorskie nie wliczaja sie do dorobku habilitanta. jest to oczywisty absurd! ja oczywiscie nie tweirdze, ze tobie bliskie jest takie myslenie (jestem pewien ze tak nei jest), jednak to jest wlasnie myslenie w kategoriach wspolautorstwa, ktore, jednak zostane przy swoim, relatywizuje dorobek.

                      --
                      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                      • 03.12.11, 18:11
                        > pewnie robi te same obliczenia, analizy, czy inne dzialalonosci intelektualne, tyle ze sa skladka
                        > mniejszej czy wiekszej calosci.

                        Właśnie niekoniecznie. Kolaboracje eksperymentalne polegają na tym, ze ktoś coś zrobił - raz - a nie robi ciągle. Zrobił raz estymator statystyczny, ktorego wszyscy używają, albo wyfrezował jakąś część. Najczęściej potem kolaboracja publikuje krótki opis eksperymentu, który wszyscy cytują. Dane są jednak pozostawione na pewien czas do dyspozycji członków kolaboracji, żeby mogli z nich publikować indywidualnie. Robi się tak dlatego, żeby dać ludziom, którzy włożyli mnóstwo pracy, szansę na uzyskanie wynikow przed innymi. Milcząco przyjmuje się zatem, że sam udział w kolaboracji średnio się liczy. Taki jest utarty, deprecjonujacy inżynierów, obyczaj.

                        Kolaboracje w astronomii trochę sie temu przeciwstawiają wykazując się często sporą solidarnością. Z kolei prawie nigdy nie udostępniają swoich danych. Parę lat temu spotkałem się nawet z sytuacją, że prosili matematyków o pomoc i nie wysłali im oryginalnych danych, ale kilkadziesiąt terabajtów komputerowo wygenerowanych danych o identycznych parametrach statystycznych.
                        • 03.12.11, 18:33
                          Wszedzie, gdzie ocenia sie powazna dzialalnosc naukowa, do oceny tej dzialalnosci powoluje sie recenzenta, ktory ma doswiadczenie w tego rodzaju badaniach. Tylko taka osoba moze ocenic wlasciwie wklad i role ocenianego. Zadne kryteria bibliometryczne ani najbardziej wymyslne metody punktowania prac wieloautorskich tego nie zastapia. Standardy oceny polskiej habilitacji pod tym wzgledem przypominaja standardy ze szkolki niedzielnej, w ktorej uwaza sie, ze do oceny postepow wystarczy pierwszy lepszy, ale wystarczajaco czcigodny recenzent.

                          --
                          Please use elevator, stairs stuck between floors.
                        • 03.12.11, 21:36
                          jednak roznica polega na wkladzie w badania, a nie na wspoautorstwie. i skoro habilitacja to ocena dorobku, publikacji, to to powinnismy oceniac.

                          --
                          James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                        • 03.12.11, 23:31
                          zitterbewegung napisał:

                          > Kolaboracje w astronomii trochę sie temu przeciwstawiają wykazując się często s
                          > porą solidarnością. Z kolei prawie nigdy nie udostępniają swoich danych. Parę l
                          > at temu spotkałem się nawet z sytuacją, że prosili matematyków o pomoc i nie wy
                          > słali im oryginalnych danych, ale kilkadziesiąt terabajtów komputerowo wygenero
                          > wanych danych o identycznych parametrach statystycznych.

                          A, to ładna historia. Nie słyszałem. W wypadku danych budzących poważne emocje poza kręgiem specjalistów (zmiana klimatu, postawy wobec palenia tytoniu - o tym ostatnim pisał dala) w UK nawet dochodziło do sporów sądowych, w których skarżący domagali się dostępu do surowych danych na podstawie Freedom of Information Act.

                          --
                          Naukowy beton
              • 03.12.11, 09:16
                W UK REF jest, czy ma być tak, że indeksy się normalizuje dzieląc przez liczbe wspólautorow każdej publikacji.
                • 03.12.11, 09:44
                  korzystanie z metrics jest decyzja paneli z poszczegolnych dyscyplin. rzad zrezygnowal z narzucenia wsakznikow scjntometrycznych w parametryzacji wszystkim.

                  nawet jednak przy 'lokalnych' decyjach problemy nie znikaja. w naukach medycznych, prosta biomedycyna ma czasopisma o IF dosiegajacych nieba. oceniani przez ten sam panel ludzie robioacy badania z pielegniarstwa nie moga byc porownywani za pomoca tych samych wskaznikow.....


                  zitterbewegung napisał:

                  > W UK REF jest, czy ma być tak, że indeksy się normalizuje dzieląc przez liczbe
                  > wspólautorow każdej publikacji.


                  --
                  We are the Borg. Resistance is futile
                • 03.12.11, 11:31
                  zitterbewegung napisał:

                  > W UK REF jest, czy ma być tak, że indeksy się normalizuje dzieląc przez liczbe
                  > wspólautorow każdej publikacji.

                  Podobną rzecz zrobiono w Polsce przy przed-poprzedniej parametryzacji. Oczywiście zrobił się skandal, bo nagle okazało się, że uczestnictwo w "kolaboracjach" było de facto nieopłacalne dla Wydziału Fizyki UW, dla AGH czy dla nas, więc przy ostatniej parametryzacji już czegoś takiego nie było. Jak będzie przy kolejnej, nie wiem. Ale wpływ na ocenę jednostki naukowej to jedno, a ocena indywidualnych osiągnięć jednostki ludzkiej to co innego.

                  --
                  Kozak frajer
                  • 03.12.11, 13:05
                    Dala ma rację, taka dyskusja toczyła się w panelu astro.

                    Dlaczego co innego w przypadku osób niż instytucji? W statystyce i w ocenianiu chodzi o to, żeby wypadać korzystnie, po to na przykład wymyślono oceny, żeby prawie każdy na coś zdawał. Podobnie jest z parametryzacja, kazdy coś tam dostaje. A potem robi się oceny "wyrózniające", które... też każdy dostaje moze poza Lublinem i Zieloną Górą.

                    Fascynujące w autoreferatach jest to, że widać jak na dłoni czym faktycznie jest w polsce habilitacja - studiami IV stopnia. Przynajmniej habilitanci in gremio czują sie jak studenci, z wyjątkiem chyba niestety tylko matematyka (referatami wszystkich fizyków jestem zawiedziony).
                    • 03.12.11, 13:39

                      > Fascynujące w autoreferatach jest to, że widać jak na dłoni czym faktycznie jes
                      > t w polsce habilitacja - studiami IV stopnia

                      www.takiedomeny.pl.tl/Dok%26%23261%3Bd-jedzie-ten-tramwaj-f--J-.--A-.--Zajdel.htm
                    • 03.12.11, 14:59
                      Matematyk tam jest chyba tylko jeden. Nie mam kompetencji, żeby go ocenić, ale jego autoreferat to jest właściwie praca naukowa, powołująca się na poprzednie publikacje z "cyklu".
                      --
                      Kozak frajer
                      • 03.12.11, 16:13
                        Wlasnie nie, też takie miałem wrażenie i w pierwszym odruchu zamnkąłem pomyslawszy, ze ktoś sobie jaja robi i wrzucił rozprawe habilitacyjną in the stead of proper research statement.

                        Ale teraz otworzyłem drugi raz, bo mnie korciło (jak to ja), żeby potępic wszystkich w czambuł... I okazało się, że jest to moze nie referat, ale ciekawa konwencja i calkiem dobra forma autoreferatu biorąc pod uwagę, że auto powinno nie dotyczyc autora, a autorstwa i to autorstwo powinno się referować. Pod swoim tytułem przedstawia się w nim praca naukowa referującego, o którego CV dowiadujemy się na OSTATNIEJ stronie. Nie ma więc wstepu na temat KTO - o dzieciństwie i Kogo To Obchodzi.

                        Uwazam, że CK powinna wziąc ten dokument jako jeden z przykładowych szablonów-wskazówek.

                        Co do samego dorobku, to bez rewelacji, wyglada na solidny ale bardzo specjalistyczny wyrobek. W matematyce są niestety takie standardy rozwłókniania się w subdziedziny superspecjalizacji. Choc i za dużo mniej sie daje habilitacje (znów się wzruszyłem naszą almae matris, gdzie własnie habilitowano we wrześniu za doniosłe wyniki z rekreacyjnej dziedziny w dziesięciu odcinkach oraz opus w Schedae).
                        • 03.12.11, 16:22
                          Może przesadzilem z dawaniem za wzór, bo to jest jednak rozprawa i ludzie na serio zaczną przesyłać skrócone wersje rozpraw, niechcący unikając należnej kompromitacj. Ponadto szybko pojawiłyby się rozprawki z rysem historycznym dziedziny i zdawkowym opisem wkładu. To juz lepiej od razu sie dowiedzieć, ze autor już od szkoły podstawowej zajmował się głównie zajmowaniem stanowisk.
                          • 05.01.12, 03:53
                            Jeśli chodzi o matematyka, to doborek jest w miare OK, tylko, ze brakuje prac w ogolno-matematycznych czasopismach. Autoreferat sprawia wrażenie troche "przyczynkarstwa" i zamknięcia się w b. wąskiej dziedzinie.
            • 03.12.11, 00:17
              Rzeczywiście astronom zupełnie nie nadaje się na habilitowanego! Wystarczy przeczytać dokładniej ten autoreferat: 112 publikacji filadelfijskich, 2900 cytowań, index Hirsha 30, post-doc w Cambridge University, przedtem pre-doc w University of Manchester, stypendium w Tel-Awiwie. Pierwsza praca "osiągnięcia" - już 28 cytowań.
              • 03.12.11, 00:29
                jak wam to wyszło robaczki? POP daje indeks H 4... wrzucenie samego nazwiska nie wystarczy, no chyba że teraz oblicza się to rodzinnie
                --
                Louder Than Bombs...
                • 03.12.11, 00:48
                  ale jak wpiszesz sam inicjal, to ci wyjdzie, ze ma ok 30. tez sprawdzalem. i wszystko o tym samym (wydaje mi sie).
                  --
                  I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                  • 03.12.11, 00:50
                    ok, większość jego...
                    --
                    Louder Than Bombs...
                • 03.12.11, 01:03
                  Tym gorzej dla PoP. Myślisz, że kandydat nakłamał w autoreferacie? Wystarczy sprawdzić w astronomicznej bazie publikacji.
              • 05.01.12, 03:47
                dungeon.master napisał:

                > Rzeczywiście astronom zupełnie nie nadaje się na habilitowanego! Wystarczy prze
                > czytać dokładniej ten autoreferat: 112 publikacji filadelfijskich, 2900 cytowań
                > , index Hirsha 30, post-doc w Cambridge University, przedtem pre-doc w Universi
                > ty of Manchester, stypendium w Tel-Awiwie. Pierwsza praca "osiągnięcia" - już 2
                > 8 cytowań.

                Ja mam tez problem ze współautorstwem. Widząc serie takich prac, to ciężko mieć pewność jaki dokładny był wkład habilitanta i czy wszyscy współautorzy napiszą oświadczenia o jego wkładzie (co może być wymagane). Z tego co wiem, to w UK (przynajmniej w mojej działce) bardziej się liczy przy aplikacji o prace/stypendia mierzalny wkład danej osoby, a nie całej ferajny. W tym konkretnym przypadku wątpię aby astronom dostał stanowisko readera/profesora z aktualnym dorobkiem. Jest b. dobrym postdokiem (jakich wielu).
                • 05.01.12, 05:40
                  powinna być prosta zasada przy współautorstwie - nie tylko wyraźne określenie kto ile czego ale również przy wyliczaniu indeksu Hirscha powinno się uwzględniać udział w pracy - np. przy n autorskiej z wkładem własnym Xińskiego na poziomie 5%, dopiero zacytowanie takiej pracy 20 krotnie powinno być traktowane jako 1 cytowanie.
                  Podobnie impact factor (IF), powinien być liczony z uwzględnieniem współautorstwa, publikacja o wkładzie własnym autora na poziomie 5% z czasopisma o IF = 10 powinna u niego być traktowana jako IF = 0,5.
                  Analogicznie pieniądze na badania - konieczny jest wskaźnik IF/(k PLN) czyli ile wynosi łączny IF publikacji z grantu podzielony przez ilość tysięcy wydanych na wytworzenie takich publikacji.
                  To żadna sztuka, że 30 autorska praca jest cytowana około 10 razy częściej niż 1 autorska. To żadna sztuka, że praca na której wytworzenie wydano 20 razy więcej ma 5 razy wyższy IF od pracy na którą wydano 20 razy mniej.
                  -- --
                  Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
                  :):-)
                  szukam|^|domu
            • 20.01.12, 09:37
              pfg napisał:

              > ten astronom [...]
              > "osiągnięciem" cztery prace zbiorowe? Byłbym skłonny powiedzieć, że to mało.

              Tytułem ciekawostki: Wczoraj odbyła się u nas habilitacja (w starej formule) pewnego astronoma, którego "osiągnięciem" ("rozprawą" w starej nomenklaturze) był cykl ośmiu prac zbiorowych (od trzech do bodaj sześciu autorów), w których habilitant był pierwszym autorem jednej i drugim autorem sześciu prac. Jeden z recenzentów uznał, że to za mało i dał recenzję negatywną. Trzy pozostałe były pozytywne. Po dłuższej dyskusji człowiek został dopuszczony do kolokwium. Ostatecznie habilitacja przeszła zdecydowaną większością głosów.
              --
              I read, much of the night, and go south in the winter
        • 02.12.11, 19:13
          pfg napisał:

          > Facet uważa, że argumentem za przy
          > znaniem mu habilitacji jest to, że za późnego Gomułki był gospodarzem klasy w p
          > odstawówce?! Albo że w latach '90 uznano go za businessmana roku? Nie może być.

          "nagrodę wręczał mi prof. Leszek Balcerowicz w obecności redaktora naczelnego „Gazety” Adama Michnika."
          • 05.01.12, 14:01
            Juz nie taki mlody, a wciaz wyksztalcony (i z duzego miasta).

            Pzdr.
    • 01.12.11, 21:52
      jeszcze jedno podejscie do autoreferatu, tym razem w socjologii. wydaje sie, ze laczy w sobie bardziej rozbudowany opis co najwazniejsze publikacje wnosza do nauki, z rozbudowanym opisem zycia zawodowego oraz wyszczegolnieniem publikacji. jedyny problem, jaki mialbym przy jego ocenie, to kwestia najwazniejsza - a wiec opis "osiagniecia". nie wiem jak Wam sie wydaje, ale dla mnie nie jest tu jasno napisane co habilitant uwaza za rzeczone osiagniecie.
      pozdrawiam,
      ling-stos
      • 01.12.11, 22:08
        Tego ostatniego to sie nie da czytac, literowki, niepoprawnie skonstruowane zdania, jakis koszmar.
        • 01.12.11, 22:11
          ale sacrum jest...; no i chyba wszystkie kanały publikacyjne w Suwałkach
          --
          Louder Than Bombs...
      • 01.12.11, 22:13
        napisz swa 'historie intelektualna'. czym sie zajmowales, czym sie zajmujesz, jakie zrobiles badania i co z tego ci wyszlo. autoreferat profesroski zaczalem od 'tozsamosci dyscyplinarnej', a potem napisalem o 3 glownych nurtach w badaniach, ktore prowadzilem.

        zdecydowanie nie zaczynaj od tego, ze mama ci juz w wieku 2 latek zaczela czytac....


        --
        We are the Borg. Resistance is futile
    • 02.12.11, 00:54
      Przyznam, ze sie zalamalem. Albowiem albo jest to autoreferat infantylny albo napisany malo poprawna polszczyzna albo jest to potworny zargon.
      • 02.12.11, 10:38
        Przejrzałam kilka autoreferatów i rzuciłam przy okazji okiem na daty wniosków. Wyglada na to, ze wyprzedziły zalecenia CK odnosnie tekstu wniosku i zawartości autoreferatu. Czyli chyba spokojnie trzeba poczekac na wnioski przesłane do CK wedle obecnego wzoru, który dośc precyzyjnie podaje, co ma byc w takim autoreferacie. Pytanie tylko, czy tez podaje, czego nie ma byc, jak chocby tej nieszczęsnej podstawówki....
        • 02.12.11, 12:00
          no chyba bym pekl ze smiechu, jakbym zobaczyl info o szkole podstawowej, czy nawet o studiach! to jest przewod habilitacyjny! autoreferat ma mi pokazac uczonego, badacza, a nie studenta, ktory sie zafascynowal jakas dyscyplina. co mnie, jako recenzenta obchodzi, co robil habilitant jako uczen czy student? jak sie mialoby to miec do stopnia doktora habilitowanego?

          wsyztsko co masz napisac, musi byc relewantne dla kogos, kto recenzuje twoj dorobek badawczy, a w konktekscie przewodu habilitacyjnego, jest to zatem przede wsyztskim dorobek habilitacyjny. autoreferat umieszcza suche informacje na temat publikacji w konktekscie rozwoju intelektualnego habilitanta.

          na czym polega problem???


          kramka1 napisała:

          > feracie. Pytanie tylko, czy tez podaje, czego nie ma byc, jak chocby tej nieszc
          > zęsnej podstawówki....


          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
    • 02.12.11, 18:19
      "Wszystkie informacje przedstawione powyżej są prawdziwe, za co ręczę swoim słowem honoru."

      hahahah! nie no to jakas parodia jest :)

      ciekawe jest rowniez jak habilitanci rozumieja branie udzialu w swiatowej nauce:
      np. ta Pani ekonomistka: www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PrzychodzkaIwona/autoreferat.pdf
      1) Siektor małych i sriednich predprijatij w Polsze, IWC Minfina, Miosk 2009, ISBN 978-985-6847-93-9
      2) Europines integracijos itaka mazoms ir vidutinems imonems Lenkijoje, Aly-taus kolegija, Alytaus 2009, ISBN 978-609-8020-09-0
      3) Rozwitok malich i sierednich pidpriemstw w Polszi, Ewropiejskij Uni-wersitet, Kijów 2009, ISBN 978-966-301-179-0
      4) Male a stredne podniky v obdobi globalizacie, Slovenska akademia ma-nazmentu, 2010, ISBN 978-80-89238-30-9

      LOL.
      • 02.12.11, 18:39
        ja bardzo prosze!!!! poplulem wlasnie ekran, parskajac ze smiechu :-)

        dworzec napisał:

        > "Wszystkie informacje przedstawione powyżej są prawdziwe, za co ręczę swoim sł
        > owem honoru."
        >
        > hahahah! nie no to jakas parodia jest :)


        --
        We are the Borg. Resistance is futile
        • 02.12.11, 18:49
          klnę się na Boga przodków mych, honor i inne tam...
          --
          Louder Than Bombs...
          • 02.12.11, 18:57
            tja, na glowy dziatek

            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
        • 02.12.11, 19:41
          Nie doczytałeś tego autoreferatu do końca. On się *naprawdę* tak kończy.
          --
          Ignorant schmuck
      • 02.12.11, 19:10
        Czy ja się mylę, czy też Habilitantka nie ma praktycznie publikacji o szerszym zasięgu niż mikrolokalny? IWC to jest może dobra marka zegarków, ale o takim wydawnictwie to ja nie słyszałem... Zero publikacji nawet w krajowych periodykach, za to wstrząsający dorobek międzynarodowy:

        "I. Przychocka; A. Królikowski; G. Drozdowski; J. Rogozioska-Mirut, Sodierżanie sowriemiennych koncepcji motiwaci truda w trudach rossijskich uczonych [w:] Aktualnyje problemy menadżmienta, Rossijskij Uniwersitet Kooperacii, Moskwa 2008."

        Nie przegapcie też "dorobku dydaktycznego". Ponad 180 prac licencjackich i ponad 100 magisterskich - w ciągu sześciu lat (tak myślę, bo w 2005 doktorat). To mówi wiele o szkolnictwie wyższym w Polsce.

        Generalnie powiało grozą...

        pzdr
        horny
        • 02.12.11, 19:14
          to, co tam wisi, pokazuje, że tradycyjny tryb z kolokwium miał sens... odnoszę wrażenie, że na habilitację obecnie rzucili się ci, którzy wiedzieli, że nie przejdą w dawnym trybie (zazwyczaj przekonani, że są sekowanymi geniuszami, bo Moskwa, bo Bratysława, bo wszystkie gazety w Siedlcach i słowo honoru), zobaczymy, jakie będę efekty, ale, jeśli pozytywne, to to jest klęska...
          --
          Louder Than Bombs...
          • 02.12.11, 19:49
            horny ma rację, powiało grozą. A to proste obliczenie - trzydzieści licencjatów i kilkanaście prac magisterskich *rocznie* - robi duże wrażenie. Powiem brutalnie: Nie wierzę, normalnie nie wierzę, że ona to była w stanie wszystko merytorycznie skomentować, wytropić ewentualne plagiaty lub nieuniknione słabe miejsca. Z tym, że, adepcie, ja bym się nie pocieszał, że oto z zakamarków wyszli zapoznani, sekowani geniusze. Boję się, że to są ci, którym naturalną koleją rzeczy nastała pora na habilitację - ba, to są ci aktywni, w końcu osoba, o której tu piszemy, zrobiła doktorat w 2005, więc jeszcze nie ma noża na gardle i nie "musi" się habilitować.

            horny ma rację, powiało grozą.
            --
            Kozak frajer
            • 02.12.11, 21:40
              ale dla mnie to to nie to powialo zgroza. To, co mowi horny (ma racje) o dorobku mikrolokalnym wlasciwie wystarcza, by si eprzerazic. ale przeciez nie raz tu o tym juz byla rozmowac.

              dla mnie powialo zgroza, bo z tych autoreferatow wylania sie przerazajacy obraz nauki. habilitant uznajacy za stosowne reczyc slowem honoru, ze jego autoreferat zawiera prawde, wskazuje na kompletny brak zaufania do recenzentow, a z drugiej strony, zaklada, ze recenzenci podejrzewaja go o przekrety. z kolei habilitant zaczynajacy autoreferat od czasow szkoly podstawowej, wskazuje, ze wedlug niego nie ma znaczenia, ze on zrobil jakies badania. wazne jest, ze przeszedl swoja 'droge przez meke'. zasluzyl, bo byl na olimpiadzie w Grudziadzu. to jest obraz nauki-karykatury.

              musze powiezdiec, ze nie docenialem idei publikacji dokumentow na internecie. teraz widze donioslosc tego. zrobilo sie nie tylko strasznie, ale rowniez smiesznie.


              --
              We are the Borg. Resistance is futile
              • 02.12.11, 23:17
                dala.tata napisał:

                >zrobilo sie nie tylko strasznie, ale rowniez smiesznie.

                A właśnie, że nie! Bo ja cofam moją pesymistyczną ocenę. Przeczytałem kilka autoreferatów z ekonomii (dyscypliny: zarzadzanie, ekonomia, finanse). Osiągnięcie jednej z osób polega m.in. na tym, że zaproponowała, by metody badania ryzyka dzielić na "ilosciowe, jakościowe i mieszane". Nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale wygląda to na bardzo oryginalne i przełomowe.

                Inny habiltant pisze zbyt skromnie o swej rozprawie: "Książek o katalaktyce, a na pewno z katalaktyką w tytule, jak dotąd, nie publikowano.". W świetle bowiem autorefaratu Jego praca prezentuje nam się niezwykle obiecująco. Oto cytat, który zapewne i Was skłoni do zamówienia tej publikacji:

                "W pracy udało się zaprezentować dorobek literaturowy dotyczący katalaktyki, jak również
                zaproponować autorskie rozwinięcie zakresu zainteresowania katalaktyki, jako samodzielnej
                dziedziny naukowej w ramach nauk ekonomicznych, Omówiono podstawowe pojęcia związane Z funkcjonowaniem katalaktyki, zaproponowano autorską propozycję nowego podziału nauk ekonomicznych na ekonomikę, merkatologię i katalaktykę, doprecyzowano zakres pojęciowy odnoszący się do katalaktyki, odrożntając naukę katalaktyki, będącą domeną katalaktyków, od obszaru aktywności gospodarczej człowieka zajmĄącego się wymianą, nazwanego katalaksją, a zagospodarowywanego przęz praktykow katalaktyki, czylt katali. Przedstawiono takze określenie stosunku katalaktyki do podstawowych paradygmatów obecnych w naukach ekonomicznych oraz zasadniczych kategorii zasobowych. Dokonano wreszcie autorskiej próby klasyfikacji katalaktYki jako dyscypliny naukowej na subdyscypliny naukowe, nazwanę katalaktyką handlową, finansową ipubliczną."

                Kolejny habilitant - podkreślę,że już Jego doktorat przyciąga uwagę i wiele obiecuje tytułem "Determinanty zarządzania kadrami w usługach hotelarskich województwa warmińsko-mazurskiego" - udowodnił, że "implementacja wiedzy jest zdecydowanie za niska". I trudno się z tym nie zgodzić.

                pzdr
                horny
                • 02.12.11, 23:31
                  masz racje. to proste stwierdzenie uderza pieknem i elegancja. i juz rozumeim twoj optymizm.....a ja dzieki temu habilitantowi od razu sprawdzilem, co to jest ta katalektyka.....

                  h_hornblower napisał:

                  > Inny habiltant pisze zbyt skromnie o swej rozprawie: "Książek o katalaktyce, a
                  > na pewno z katalaktyką w tytule, jak dotąd, nie publikowano.". W świetle bowiem

                  --
                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                  • 02.12.11, 23:36
                    tlumach.com.ua/slovnyk_inshomovnyk_sliv/page/katalektyka.8711/
                    --
                    Louder Than Bombs...
                    • 02.12.11, 23:50
                      ty to zawsze cos wymyslisz. w wikipedii jest o tej katalepsji.

                      adept44_ltd napisał:

                      > tlumach.com.ua/slovnyk_inshomovnyk_sliv/page/katalektyka.8711/


                      --
                      I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                      • 02.12.11, 23:56
                        No, dobra...

                        Przy założeniu (stanowiącym podstawę Metody Synoptycznej), że wszystkie języki
                        etniczne są wyodrębnione z jednego wszechjęzyka, który każdy człowiek nosi w
                        swoim mózgu, możliwa do wyobrażenia staje się glosolalia, czyli dar mówienia
                        językiem przedbabelskim zrozumiałym przez wszystkich, oraz ksenoglosja, czyli dar
                        mówienia wszystkimi językami. Takie perspektywy otwiera Metoda Synoptyczna,
                        która promuje wielojęzyczność.


                        Przy tym, katatonia nie robi na mnie wrazenia. Zadnego.

                        --
                        Please use elevator, stairs stuck between floors.
                    • 03.12.11, 01:05
                      No dobrze, adepcie, wygrałeś. Nowa procedura albo wywabiła na światło dzienne absolutnych aberrantów, albo pokazała, jaki jest poziom niektórych (?) polskich habilitacji. I proszę mi nigdy więcej nie mówić, że reforma Kudryckiej jest OKDR. Jeśli efektem nowej procedury są takie rewelacje, to czapki z głów...

                      Nb, cytat, który podałeś, to już są Lemowskie sepulki.

                      A tak poważnie - całkiem poważnie! - to gdy dzieckiem w kolebce będąc uczyłem się łaciny i w wierszu stało Odi profanum volgus et arceo, (rytm jak Vides un alta stet nive candidum), a pani łacinniczka kazała czytać "odi profan volgus", to to była - co? - katalektyka? Nie mówiąc już o Exegi monumentum skandowanym "monument"...
                      --
                      ...aut digito male pertinaci
                      Tym razem nie mogło być innego podpisu :-)
                      • 03.12.11, 10:43
                        pfg napisał:

                        > No dobrze, adepcie, wygrałeś. Nowa procedura albo wywabiła na światło dzienne a
                        > bsolutnych aberrantów, albo pokazała, jaki jest poziom niektórych (?) polskich
                        > habilitacji.

                        To drugie. Przecież tego rodzaju dokumenty nie zaczęły powstawać nagle teraz. Były zawsze, tylko my o nich nie wiedzieliśmy, bo niby skąd? Znamy własne dyscypliny i własne ośrodki, trochę też pokrewne, nie wiemy, co się dzieje gdzieś "na peryferiach".
                        • 04.01.12, 22:48
                          Śmiejecie się z tej ekonomistki - pewnie słusznie. Ale tak wyglądają prowincjonalne ośrodki. Ta Pani i tak ma (ilościowo) imponujący dorobek. Imponujące jest też to, że nie ma ŻADNEJ publikacji przynajmniej w przyzwoitym polskim czasopiśmie.

                          Ale tak to wygląda. Oni prowadzą jakąś równoległą, nie mającą zupełnie kontaktu z resztą kraju (nie mówiąc o reszcie świata) naukę.

                          Przykre, ale taki jest prawdziwy obraz polskiej nauki w biedniejszych i słabszych ośrodkach.
                          --
                          Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                          Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                      • 03.12.11, 13:54
                        wygrałem, czyli przegrałem :(
                        --
                        Louder Than Bombs...
                      • 03.12.11, 14:12
                        pfg napisał:

                        > Nowa procedura albo wywabiła na światło dzienne a
                        > bsolutnych aberrantów, albo pokazała, jaki jest poziom niektórych (?) polskich
                        > habilitacji. I proszę mi nigdy więcej nie mówić, że reforma Kudryckiej jest OKD
                        > R. Jeśli efektem nowej procedury są takie rewelacje, to czapki z głów...

                        Na razie za wczesnie, zeby to oceniac. Zdecydowalbys sie sam poddac sie procedurze, o ktorej nic nie wiadomo? Przypuszczam, ze poza normalnymi ludzmi, ktorzy tam niewatpliwie sa, w pierwszej kolejnosci z okazji postanowili skorzystac najrozniejsi desperaci. W pierwszej kolejnosci pewnie ludzie, ktorym juz ktos gdzies odmowil wszczecia przewodu.

                        --
                        Please use elevator, stairs stuck between floors.
                        • 03.12.11, 14:57
                          > ludzie, ktorym juz ktos gdzies odmowil wszczecia przewodu.

                          Z tymi sepulkami to na pewno, w końcu nawet na tym tle jest to dno. Ale co do szkół podstawowych, obawiam się o stan rozowoju mentalnego ogółu.
                        • 03.12.11, 23:20
                          Przypuszczam, ze poza normalnymi ludzmi, ktorzy
                          > tam niewatpliwie sa, w pierwszej kolejnosci z okazji postanowili skorzystac naj
                          > rozniejsi desperaci. W pierwszej kolejnosci pewnie ludzie, ktorym juz ktos gdzi
                          > es odmowil wszczecia przewodu.

                          z tym ostatnim sie calkowicie zgadzam. z tych wspomnianych kandydatow humanistycznych jeden jest mi znany, osrodek akademicki nie majacy praw do hab, a wiec musi isc gdzies indziej, podczas gdy wczesniej jego kolegow z tej samej uczelni nie chcieli habilitowac gdzie indziej.
                          gorsze w tym wszystkim jest to, ze wielu z tych ludzi jest pozbawionych 1) odpowiedniej dozy krytycyzmu, 2) swiadomosci jakie warunki/cechy itd powinny byc spelnione. nawet nie zeby zadowolic ck czy recenzenta, ale zeby nie narazic sie na smiesznosc wobec chociazby studentow.
            • 04.01.12, 22:36
              blisko 30 licencjatów i kilkanaście magisterek rocznie to mam ja i tylko dlatego, że przed resztą bronię się rękami i nogami.

              I zaręczam cię, że czytam [niestety] wszystko. Tracąc mnóstwo czasu. Na moim biurku cały czas leży kupa prac - biorę do domu kolejne, wracam z przeczytanymi - a kupa nie maleje.

              Aha, czytam nie raz. Niektóre "dzieła" czytam po raz 4-5.

              I teraz doceń, jakie masz cieplarniane warunki na tych ujotach;)

              PS. a od plagiatów mamy plagiat.pl. no i wujka google. Mimo ostrzeżeń, co roku wywalam niestety 2-3 osoby z seminarium za próbę plagiatu.
              --
              Fio Maravilha, Nós gostamos de você
              Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
        • 02.12.11, 22:51
          Nie przegapcie też "dorobku dydaktycznego". Ponad 180 prac licencjackich i pona
          > d 100 magisterskich - w ciągu sześciu lat (tak myślę, bo w 2005 doktorat). To m
          > ówi wiele o szkolnictwie wyższym w Polsce.

          to rzeczywiscie duzo wiecej niz "przyzwoita dwuetatowa srednia" - ja zrobilem od 2004 roku w dwoch uczelniach 140 lic i 62 mag, i jak teraz na to patrze, to bylo to zarzynanie sie. ale niestety - drugoetatowcem moglem byc tylko dlatego, ze robilem seminaria magisterskie po 2 w roku (I rok i II rok na raz). pewnie tez bym tego nie przeczytal, gdyby nie PKP - cotygodniowa podroz do pracy i z powrotem w sumie 5 godzin pozwalala na sprawdzenie wszystkich rozdzialow...
          BTW, zebyscie nie czynili zarzutow ze nie czytalem - moi pisali prace w jezyku obcym, wiec trzeba je bylo dokladnie poprawiac...
        • 21.08.14, 18:50
          Czy międzynarodowy dorobek wymaga uzupełniania krajowymi publikacjami?

          Praca jest zespołowa i międzynarodowa - tak bardzo cenicie tu prace zespołowe na forum - macie klasyczny przykład genialnej pracy realizowanej w tym systemie - i międzynarodowo i zespołowo. Czy to nie o to chodzi?
          • 22.08.14, 10:24
            Ale ten artykuł nie jest na świętej liście w WoK / JCR ani w eryku
    • 02.12.11, 19:21
      ""mam pytanie do Kolegow/Kolezanek recenzujacych habilitacje - z ktorym z ww., a moze jeszcze z jakims innym, formatem spotykaliscie sie najczesciej? czy lista kryteriow opublikowana przez CK (na koncu tej strony) moze byc tu wyznacznikiem do autoreferatu w "starym trybie"? ""

      Ten link:
      www.ck.gov.pl/index.php/komentarze/kryteria-oceny-kwalifikacji-kadry-naukowej-i-artystycznej
      Jaki podałeś, odnosi się do STAREGO trybu, wskazuje na to jednoznacznie brzmienie 16 artykułu:
      "a ponadto przedstawiła rozprawę habilitacyjną."
      to stare brzmienie nieaktualnego już tekstu (przejściowo przez 23 miesiące jeszcze podtrzymywanego przy życiu)
      --
      --
      Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
      :):-)
      szukam|^|domu
      • 02.12.11, 22:47
        link dalem celowo, bo tez do starego trybu sie szykuje mimo wszystko.
      • 03.12.11, 15:43
        "Nadal nic nie wiadomo". Pewnie z rok zajmie (jak nie dwa) zanim się cokolwiek ogarnie i ustali jakaś pragmatyka - inna rzecz, że po drodze znowu może się coś zmienić. Zapnij pasy ;)
    • 03.12.11, 23:24
      moze juz lada dzien zobaczymy autoreferat i wniosek o wszczecie naszego slynnego naukowca, kiedys obiektywnego eksperta, aktualnie wysoce profesjonalnego europosla, specjalisty od krotkich form filmowych, biegania, kotow, i what not? pana MM?
    • 04.01.12, 15:13
      Cytatna stronach CK pojawiaja sie juz autoreferaty w nowej procedurze (tzw. postepowania awansowe)
      ... i znikły ...
      obecnie ich już tam nie ma, ciekawe czy na zawsze, i czy będą publikowane tylko na stronach uczelni a na stronach CK nie, czy też to tylko chwilowe lub nieplanowane zniknięcie
      -- --
      Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
      :):-)
      szukam|^|domu
      • 04.01.12, 15:15
        www.ck.gov.pl/index.php/2-uncategorised/91-k-o-m-u-n-i-k-a-t-n-r-62011
        zdaje się sugerować, że to chwilowe "zniknięcie"
        -- --
        Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
        :):-)
        szukam|^|domu
        • 04.01.12, 15:31
          ten komunikat, zawiera takie stwierdzenie: Cytat"zobowiązując jednocześnie Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów do zamieszczania na stronie internetowej Komisji m.in. wniosków o przeprowadzenie postępowania habilitacyjnego wraz z autoreferatami kandydatów do stopnia" z kolei art. 18a p. 12 nakłada ten obowiązek na uczelnie/itp.:
          CytatRada jednostki organizacyjnej zamieszcza na stronie internetowej wniosek osoby
          ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego wraz z autoreferatem, informację o
          składzie komisji habilitacyjnej, harmonogram przebiegu postępowania oraz uchwałę o nadaniu
          lub odmowie nadania stopnia doktora habilitowanego, wraz z uzasadnieniem.

          z kolei o stronie internetowej CK jest wzmianka w art. 36
          CytatArt. 36. 1. Centralna Komisja prowadzi, aktualizuje i zamieszcza na swojej stronie
          internetowej:
          1) informacje o jednostkach organizacyjnych uprawnionych do nadawania stopni wraz z
          wykazem tych stopni;
          2) informacje o jednostkach organizacyjnych prowadzących studia doktoranckie;
          3) wykaz osób posiadających stopień doktora habilitowanego oraz osób, które nabyły
          uprawnienia równowaŜne z uprawnieniami doktora habilitowanego na podstawie art. 21a,
          uprawnionych do recenzowania w przewodach doktorskich i postępowaniach
          habilitacyjnych, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
          4) wykaz osób posiadających tytuł profesora, uprawnionych do recenzowania w
          postępowaniach o nadanie tytułu, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
          5) informacje o prowadzonych postępowaniach habilitacyjnych i w sprawie nadania tytułu
          profesora
          ;
          6) recenzje złozone w przewodach o nadanie stopni doktora, doktora habilitowanego oraz tytułu profesora.

          --
          --
          Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
          :):-)
          szukam|^|domu
          • 17.01.12, 11:49
            Jak na chwilowe zniknięcie to trwa trochę długo. Przyczyną może być nieudolny sposób ukrycia danych osobowych w udostępnionych wcześniej plikach pdf...

            Mnie ciekawi, jak długo z kolei przyjdzie czekać na wywiązanie się CK z zobowiązań
            wynikających z pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o stopniach.
            • 17.01.12, 12:43
              CytatMnie ciekawi, jak długo z kolei przyjdzie czekać na wywiązanie się CK z zobowiązań
              wynikających z pkt. 3 cytowanego powyżej art. 36 ustawy o stopniach.

              a co dokładnie masz na myśli?
              Artykuł 36 zdaje się mieć tylko dwa punkty, po drugim punkcie jest całe stado uchylonych paragrafów:
              CytatArt. 36. 1. Centralna Komisja prowadzi, aktualizuje i zamieszcza na swojej stronie
              internetowej:
              1) informacje o jednostkach organizacyjnych uprawnionych do nadawania stopni wraz z
              wykazem tych stopni;
              2) informacje o jednostkach organizacyjnych prowadzących studia doktoranckie;
              3) wykaz osób posiadających stopień doktora habilitowanego oraz osób, które nabyły
              uprawnienia równowaŜne z uprawnieniami doktora habilitowanego na podstawie art. 21a,
              uprawnionych do recenzowania w przewodach doktorskich i postępowaniach
              habilitacyjnych, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
              4) wykaz osób posiadających tytuł profesora, uprawnionych do recenzowania w
              postępowaniach o nadanie tytułu, w podziale na dziedziny nauki i dziedziny sztuki;
              5) informacje o prowadzonych postępowaniach habilitacyjnych i w sprawie nadania tytułu
              profesora;
              6) recenzje złoŜone w przewodach o nadanie stopni doktora, doktora habilitowanego oraz tytułu
              profesora.
              2. Centralna Komisja przesyła jednostkom organizacyjnym uprawnionym do nadawania
              stopni roczne sprawozdanie ze swojej działalności.
              Rozdział 6 (uchylony)
              Studia doktoranckie w placówkach naukowych
              Art. 37. (uchylony).
              Art. 38. (uchylony).
              Art. 39. (uchylony).
              Art. 40. (uchylony).
              Art. 41. (uchylony).
              Art. 41a. (uchylony).

              -- --
              Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
              :):-)
              szukam|^|domu
              • 17.01.12, 19:24
                Oczywiście pkt 3 w ust. 1
                • 17.01.12, 21:01
                  Jeśli nie ma jakiegoś podanego dokładnie deadline - to może oznaczać to, że dopiero będą publikowani ci, którzy uzyskali stopień dr hab. pod działaniem nowej ustawy?
                  --
                  Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
                  :):-)
                  szukam|^|domu
                  <i>...jest taki sam procent głupich profesorów co głupich studentów...</i>
                  • 19.01.12, 09:45
                    To dość przewrotna interpretacja (przynajmniej w kontekście użyteczności tego przepisu
                    w ciągu najbliższych kilkunastu lat). Aczkolwiek bardzo się nie zdziwię, jeśli faktycznie tak będzie...
        • 04.01.12, 18:36
          zastanawiam sie, czy ten wzor autroeferatu jest bardziej smieszny, czy bardziej straszny. tak czy owak, najwyrazniej kandydaci na uczelniane profesury nie sa w stanie napisac autoreferatu. powala to na kolana.


          hugow napisał:

          > www.ck.gov.pl/index.php/2-uncategorised/91-k-o-m-u-n-i-k-a-t-n-r-62011
          > zdaje się sugerować, że to chwilowe "zniknięcie"


          --
          We are the Borg. Resistance is futile
          • 04.01.12, 19:11
            nie dziwię się, że powiesili wzróz, patrząc na te autoreferaty, które były zgłoszone. A w sumie wystarczyło przeczytać ustawę...
            • 04.01.12, 19:30
              ja rowniez sie nie dziwie. mnie przeraza, ze ten wzor jest konieczny, by zupelnie nie osmieszyc habilitacji.

              ewa_65 napisała:

              > nie dziwię się, że powiesili wzróz, patrząc na te autoreferaty, które były zgło
              > szone. A w sumie wystarczyło przeczytać ustawę...


              --
              I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
              • 05.01.12, 01:04
                Ale to jest dobre:

                "* w przypadku, gdy osiągnięciem tym jest praca/ prace wspólne, należy przedstawić oświadczenia wszystkich jej współautorów, określające indywidualny wkład każdego z nich w jej powstanie"

                Teraz trzeba poszukać ludzi po całym świecie i nakłonić ich do takiego oświadczenia (tu ciekawe czy wystarczy % czy też każdy musi opisać co konkretnie robił? Bo jak to drugie to trzeba by sięgnąć do zeszytów laboratoryjnych a czasami to też nie wystarcza). Czy jest jakaś instrukcja co zrobić jak były współpracownik każe spadać na drzewo? A co jak były współpracownik już nie żyje? Wystarczy świadectwo zgonu czy trzeba zamawiać seans spirytystyczny? Czy w tym kraju kiedyś będzie normalnie i oświadczenie + odpowiedzialność karna za fałszywe oświadczenie zastąpią zaświadczenia z 7 pieczątkami ważnych urzędów, fotografią ojca i kluczami od mieszkania?
      • 04.01.12, 16:40
        znikło!
        A jeszcze 3 dni temu tam wisiałam :(
        Dobrze, że zdążyłam sprawdzić, to przynajmniej wiem, że wisiałam
        Ciekawe, czy ktoś zaczął protestować, czy podaż przekroczyła możliwości?
        • 04.01.12, 16:45
          ale tam wisiały same autoreferaty i wnioski. Bez recenzentów, toku postępowania. Nawet nie powiesili tych "informacji o..", które wcale nie były częścią autoreferatu i ja akurat informacji tych w autoreferacie nie powielałam.

          Ciekawe..
        • 04.01.12, 23:25
          znikly, rzeczywiscie, ale tylko glowna strona z podzialem na dziedziny nauk. linki bezposrednie z mojego postu zaczynajacego dyskusje dzialaja.
          anyway, okazalo sie, ze stara zasada chomika pt. 'sejwuj na dysk co sie tylko da, bo nie wiadomo kiedy to zniknie z sieci' okazala sie znowu zbawienna. wszystkie autoreferaty z mojej dziedziny nauk humanistycznych zapisane na dysku - jezeli nie bedzie a ktos sobie zazyczy, moge sie podzielic.
          swoja droga, mala watpliwosc - wrzuce tu, bo nie chce zaczynac nowego watku. czy naprawde myslicie, ze w postepowaniu habilitant nie bedzie dostarczal ksiazki osiagnieciowej, cyklu osiagnieciowego ani dorobkowych artykulow? jak na razie na to wyglada...
          • 04.01.12, 23:47
            jak na razie na to wygląda:)
            Ale u mnie jest jeszcze sporo ustawowgo czasu...
            • 05.01.12, 00:01
              czyli co zlozylas? wniosek, autoreferat, kopie dyplomu, liste publikacji, liste wygloszonych referatow na konferencjach? czy wyliczalas sobie indeks Hirscha?
              • 05.01.12, 10:20
                lista załączników. Zresztą wisi (ała) w internecie.

                1. Wniosek o wszczęcie postępowania oraz oświadczenie o wyborze trybu postępowania.
                2. Autoreferat w polskiej wersji językowej.
                3. Informacje o osiągnięciach dydaktycznych, współpracy z instytucjami i towarzystwami naukowymi i działalności popularyzującej naukę – w polskiej wersji językowej.
                4. Wykaz opublikowanych prac naukowych w języku polskim.
                5. Analizę bibliometryczną w języku polskim (nie jest konieczna)
                6. Wykaz publikacji z określonym wkładem autorów- w języku polskim. (tu zarówno procentowo jak i opisowo, ale sama podpisuję)
                7. Oświadczenia współautorów prac wchodzących w skład osiągnięcia naukowego określający indywidualny wkład każdego z nich w jego powstanie. (wszyscy podpisali, też ci zagraniczni, dla nich przygotowałam wersję po angielsku i polsku, żeby wiedzieli, co podpisują)
                8. Zeskanowana kopia dyplomu w wersji elektronicznej.
                9. Autoreferat w angielskiej wersji językowej.
                10. Informacje o osiągnięciach dydaktycznych, współpracy z instytucjami i towarzystwami naukowymi i działalności popularyzującej naukę – w angielskiej wersji językowej.
                11. Wykaz opublikowanych prac naukowych w języku angielskim.
                12. Wykaz publikacji z określonym wkładem autorów- w języku angielskim.

                • 05.01.12, 10:24
                  acha, co we wnętrzu tych załączników, to masz w rozporządzeniach. Listę referatów też trzeba i to z podziałem na polskie-zagraniczne., był tam jakiś zonk, ze trzeba te prezentowane przez własną osobę wyróżnić (a nie te, co byłeś współautorem). poczytaj sobie.
                • 05.01.12, 11:27
                  Czy Twój autoreferat wisi już na stronach uczelni / jednostki gdzie wnioskowałaś otwarcie?
                  Np. KZiF SGH:
                  www.sgh.waw.pl/kolegia/kzif/oferta_dyd/atompage.2011-10-27.3947585477/
                  "wiszą" tu nawet wnioski których nie ma na stronach CK
                  porównaj z:
                  www.ck.gov.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=23&Itemid=48
                  Jak widać, na stronach CK nie ma wniosku Michała Brzoza-Brzeziny ale jest na stronie SGH
                  może to oznaczać, że CK zmienia podejście i zacznie publikować informacje po otrzymaniu recenzji natomiast wieszać będą uczelnie ...

                  Czy ewo masz już wyznaczony harmonogram??
                  Jak widać - Uczelnia wiesza:
                  CytatWniosek o wszczęcie postępowania habilitacyjnego (pdf) Aneks do Wniosku (pdf)
                  Autoreferat przedstawiający opis dorobku i osiągnięć w działalności naukowej (pdf)
                  Harmonogram przebiegu postępowania habilitacyjnego dr. Jarosława Poteraja przeprowadzanego w Kolegium Zarządzania i Finansów SGH (pdf)
                  Skład komisji habilitacyjnej (pdf)

                  za: www.sgh.waw.pl/kolegia/kzif/oferta_dyd/atompage.2011-10-27.3947585477/
                  -- --
                  Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
                  :):-)
                  szukam|^|domu
                  • 05.01.12, 23:43
                    nie wiszę ;)
                    bo jeszcze nie mam składu całej komisji, a przynajmniej nic nie przysłali. Pytałam dziś
                    • 06.01.12, 03:46
                      ale to nie powód, bo bez komisji też wiszą, popatrz na pierwszych z trzech z podanego linku:
                      KZiF SGH:
                      www.sgh.waw.pl/kolegia/kzif/oferta_dyd/atompage.2011-10-27.3947585477/
                      "wiszą" tu nawet wnioski których nie ma na stronach CK

                      -- --
                      Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
                      :):-)
                      szukam|^|domu
                      • 06.01.12, 18:39
                        Mój Instytut w osobie jednej pani, która uważa, że się na tym zna, zdecydował, ze powiesi, jak otrzyma z Warszawy komplet dokumentów. A i wtedy powiem raczej, że będzie usiłował powiesić, po od zamierzeń do reultatów może upłynąć tutaj bardzo długi czas... Hm.. jak znam życie, to może im się uda powiesić zawiadomienie o zakończeniu całego procesu?
                        • 06.01.12, 19:40
                          w zasadzie ustawa nie precyzuje kiedy to ma być powieszone - tak mi się przynajmniej wydaje - a zakończenie procesu może mieć też niejedną interpretację - np. moment przejścia na emeryturę :-)
                          dobrze, że nie uzasadniają tej niechęci zawieszenia ochroną danych osobowych
                          -- --
                          Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
                          :):-)
                          szukam|^|domu
          • 05.01.12, 00:28
            Na razie wygląda tylko na to, że nie musi jej dostarczać przed otwarciem przewodu. Otwiera się na podstawie opisu ww. dzieł zawartego w autoreferacie. Ale potem się dostarcza, bo recenzenci sami sobie owych cymeliów nie kupią (choćby dlatego że w większości są to publikacje bez dystrybucji w nakładzie dwudziestu sztuk).
            • 05.01.12, 10:07
              w sumie po co mają je czytać?
              W referacie opisałam cele, metody, wnioski. Prace są (były) recenzowane przez ludzi, którzy niemal tworzyli podwaliny tematu (takiego farta miałam, jak zobaczyłam nazwiska recenzentów w trakcie 'procesu publikacyjnego", to mi się nogi ugięły), co może do tego dodać człowiek, który niejednokrotnie jedynie wie, że taka dziedzina istnieje.. Też bym chyba nie czytała :)

              • 06.01.12, 12:09
                ewa_65 napisała:

                > co może do tego dodać człowiek, który niejednokrotnie jedynie wie, że ta
                > ka dziedzina istnieje.. Też bym chyba nie czytała :)

                Dobrze, jezeli wie. Moi nie wiedzieli.


                --
                Please use elevator, stairs stuck between floors.
        • 05.01.12, 03:41
          sprawdź czy wisisz na stronie uczelni bo to uczelnia, gdzie składasz, wiesza 4 rzeczy: wniosek, autoreferat, skład komisji, harmonogram z dokładną datą do kiedy rozstrzygnięcie (harmonogram)
          -- --
          Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
          :):-)
          szukam|^|domu
        • 05.01.12, 04:00
          ewa_65 napisała:

          > znikło!

          a wcale że nie, wystarczy trochę pokombinować

          www.ck.gov.pl/index.php/component/search/?searchword=wniosek&ordering=oldest&searchphrase=all&limit=100
          oraz

          www.ck.gov.pl/index.php/component/search/?searchword=wniosek&ordering=newest&searchphrase=all&limit=100
          oczywiście z dnia na dzień dziura czasowa się powiększa
          • 05.01.12, 09:46
            te linki niewyczerpane zrodlo wesolosci.....

            ten autoreferat powalil mnie na kolana. niesamowite.
            --
            James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
            • 05.01.12, 09:54
              we mnie przerażenie, przecież tam są błędy składniowe...
              --
              Louder Than Bombs...
              • 05.01.12, 10:44
                oj tam, oj tam! :-)

                adept44_ltd napisał:

                > we mnie przerażenie, przecież tam są błędy składniowe...


                --
                Doktorat - nauka - uczelnia
                Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
            • 05.01.12, 10:11
              Funkcja lektora "prasówek" za Stalina (str. 7) jako argument na rzecz przyznania habilitacji bije na głowę nawet funkcję gospodarza klasy za Gomułki!
              --
              Troll z habilitacją
              • 05.01.12, 10:58
                ty sie wysmiewasz! a mnie w serce zapadla szcerosc autoreferentki, ktora pisze:

                Nie mam dowodu, ze nie popelnilam zasadniczego bledu czy to w procesie samego badania, czy to w zbieraniu danych.

                jest to rozczulajaca otwartosc i to na wielu poziomach.

                pfg napisał:

                > Funkcja lektora "prasówek" za Stalina (str. 7) jako argument na rzecz przyznani
                > a habilitacji bije na głowę nawet funkcję gospodarza klasy za Gomułki!


                --
                Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
    • 06.02.12, 00:04
      wskrzeszam watek do zycia - po dluzszej ciszy, na strone CK wrocily postepowania habilitacyjne wraz z wszystkimi autoreferatami, plus kilka nowych. przejrzalem swoja dziedzine nauk humanistycznych, i widac ze
      1. w dalszym ciagu wiekszosc postepowan to dziwolagi ktore nie mialyby szans w starym systemie
      2. rozumienie pojecia "dzialalnosc naukowa" jest tak plynna, ze rowniez redakcja pism kogostam jest wymieniana jako "osiagniecie naukowe"
      3. wiele autoreferatow nawet nie wymienia "osiagniecia', choc jest to wymogiem ustawowym
      4. autoreferat dalej niejedno ma imie - wersja mini to 2 strony, z czego jedna to spis zatrudnienia
      5. habilitanci coraz mlodsi - rekordzistka w mojej dziedzinie to rozpoczecie studiow 1996, magister 2001, doktor 2006.
      sejwuje wytrwale wszystkie autoreferaty, mam nadzieje kiedys zobaczyc ich recenzje...
      swoja droga, czuje rzez niewiniatek, jak to widzielismy juz w recenzjach gosciow z finansow na SGH (recenzji zdjetych po 1 dniu).
      • 06.02.12, 00:26
        czuję podobnie, to jest jakiś koszmar...
        --
        Louder Than Bombs...
      • 06.02.12, 00:37
        tym razem znowu pare ciekawych historii ludzkich do poczytania:
        1. mistrz krotkich form, z autoreferatem na 1 strone
        2. poeta
        3. tropiciel kryptocytatow
        • 06.02.12, 00:52
          poeta z rozdwojeniem jaźni... (po dwóch stronach mopsożelaznego autoreferatu)
          --
          Louder Than Bombs...
        • 06.02.12, 01:41
          to ja moze jeszcze raz powiem: nic nie zrobilo tyle szkody habilitacji i nauce polskiej ogolnie, co upublicznianie tych dokumentow.

          jest strasznie. a moze nawet straszniej niz strasznie.
          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
          • 06.02.12, 02:15
            Strasznie bedzie dopiero wtedy, kiedy zaczna splywac wnioski profesorskie. Na razie nikt sie nie powazyl.

            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
            • 06.02.12, 15:20
              niestety, obawiam sie, ze mozesz miec racje. mam nadzieje, ze to bedzie dostepne. bardzo byloby pieknie. choc pewnie czest strasznie.

              charioteer1 napisał:

              > Strasznie bedzie dopiero wtedy, kiedy zaczna splywac wnioski profesorskie. Na r
              > azie nikt sie nie powazyl.
              >


              --
              I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
          • 06.02.12, 10:50
            dala.tata napisał:

            > jest strasznie. a moze nawet straszniej niz strasznie.

            Strasznie będzie dopiero wtedy, gdy niektóre z tych habilitacji przejdą. Na tym etapie nie można wykluczyć, że
            a) nowa procedura zachęciła do ujawnienia się jakichś dziwnych osób lub
            b) takie osoby pojawiały się i wcześniej, ale ich habilitacje były odrzucane.
            Możliwość b) jest dość przykra, ale jednak nie straszna.
            --
            Troll z habilitacją
            • 06.02.12, 11:21
              myślę podobnie, podejrzewam, że na habilitacje rzucili się obecnie "młodzi geniusze" przekonani, że układ uniemożliwiał im habilitowanie się...; i to nie oni świadczą o tym, co się dzieje w nauce w kraju
              --
              Louder Than Bombs...
            • 06.02.12, 14:26
              > Strasznie będzie dopiero wtedy, gdy niektóre z tych habilitacji przejdą. Na tym
              > etapie nie można wykluczyć, że
              > a) nowa procedura zachęciła do ujawnienia się jakichś dziwnych osób lub
              > b) takie osoby pojawiały się i wcześniej, ale ich habilitacje były odrzucane.
              > Możliwość b) jest dość przykra, ale jednak nie straszna.

              odpowiedź c) takie osoby pojawiały się i wcześniej, a ich habilitacje były przyjmowane i teraz też tak będzie:)))

            • 06.02.12, 15:19
              otoz ja mysle, ze takie osoby pojawialy sie wczesniej, jednak ich habilitacje nie byly odrzucane. z mojego wlasnego doswiadczenia to jest najbardziej prawdopodobne. juz tu nie raz pisalem, ze w ciagu ostatnich lat znam jedna, moze dwie habilitacje, ktore uznalbym za przyzwoite/dobre.

              tak, pewnie, jak pisze adept, znajdzie sie kilka osob, ktore w poczuciu niesprawiedliwosci szybko zlozy podanie. nie chce mi sie jednak wierzyc, ze akurat tak sie wlasnie stalo, ze teraz jest wysyp tych osob i za chwile bedziemy mieli te dobre habilitacje. co wiecej, tam sa ludzie z uniwersytetow i chcacy sie habilitowac na ujotach i innych almach materach. my mowimy o instytucjonalnej elicie polskiej nauki

              poki co, to co przeczytalem, przeraza mnie. czasem mniej, czasem bardziej. zastanawiam sie jednak, co jest gorsze: polonista nie rozumiejacy slowa 'autoreferat' i piszacy o sobie w 3. os l.poj, czy moze uczona, ktora referat habilitacyjny zaczyna od motywacji podjecia studiow wyzszych. bo tak sobie mysle, ze skoro nie maja specjalnego dorobku, to moze chociaz ten autoreferat bylby perfekcyjny.

              pfg napisał:
              >
              > Strasznie będzie dopiero wtedy, gdy niektóre z tych habilitacji przejdą. Na tym
              > etapie nie można wykluczyć, że
              > a) nowa procedura zachęciła do ujawnienia się jakichś dziwnych osób lub
              > b) takie osoby pojawiały się i wcześniej, ale ich habilitacje były odrzucane.
              > Możliwość b) jest dość przykra, ale jednak nie straszna.


              --
              Doktorat - nauka - uczelnia
              Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
              • 06.02.12, 15:32
                mogę mieć tylko nadzieję, że się mylisz :), takiej kaszanki nie widziałem jeszcze... ale nie zdziwiłbym się, gdybyś się nie mylił...
                --
                Louder Than Bombs...
                • 06.02.12, 15:47
                  no wlasnie. pewnie zobaczymy, co bedzie dalej.

                  musze powiedziec, ze do czasu czytania tych autoreferatow myslalem sobie, ze mnie juz niewie zdziwi. a tu jest caly swiat, o ktorym nie mialem pojecia.....bo bledy ortograficzne u polonistow mnie jednak zaskakuja. odwolanie do 'jakiejs bardzo wybitnej pani profesor az ze francji', ktora cos skomentowala tez mnie jednak dziwi....



                  adept44_ltd napisał:

                  > mogę mieć tylko nadzieję, że się mylisz :), takiej kaszanki nie widziałem jeszc
                  > ze... ale nie zdziwiłbym się, gdybyś się nie mylił...


                  --
                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                  • 06.02.12, 15:55
                    nie jesteś osamotniony w tym doświadczeniu...
                    --
                    Louder Than Bombs...
              • 06.02.12, 15:40
                przerazajace to bedzie dopiero jak ich habilitacje przejda procedure pozytywnie

                tymczasem polecam lekture:
                tego autoreferatu (pani podjela sie trudnego zadania pisania wyłącznie ksiazek)

                a ten pan z kolei byl m.in. "dyrektorem wydawnictwa Jaćwież" - za to chyba sie nalezy hab, czyz nie?

                ale swoja droga to dobrze, ze w koncu mozna uzyskac stopien w dziedzinie nauk socjologicznych...
                • 06.02.12, 15:50
                  to nie może być prawda....
                  --
                  Louder Than Bombs...
                  • 06.02.12, 15:54
                    juz dawno stwiedzono, ze zycie przerasta kabaret....

                    adept44_ltd napisał:

                    > to nie może być prawda....


                    --
                    We are the Borg. Resistance is futile
                • 06.02.12, 15:51
                  jak juz zabraknie na forum tematow, zawsze bedzie mozna sie posmiac a autoreferatow habilitantow. No przeciez zdania:

                  wybralam trudna i czasochlonna droge naukowa, jaka jest pisanie wlasnych ksiazek.

                  za chlere bym nie wymyslil. zastanawiam sie, czy habilitantka chciala w pewnym momencie wybrac kariere polegajaca na pisaniu cudzych ksiazek.


                  --
                  James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                  • 06.02.12, 15:56
                    moze chodzi o to, ze te jej ksiazki to nie sa plagiaty? wiedzac jak zle z tym jest w krajowej nauce, uznala to za godne podkreslenia
                    • 06.02.12, 16:02
                      no dobra, ale o co chodzi z tym: "Książka, niezależnie od jej charakteru, ma ponadto bogatą strukturę i prezentuje złożona problematykę"????
                      --
                      Louder Than Bombs...
                • 06.02.12, 16:32
                  dworzec napisał:

                  > tymczasem polecam lekture:
                  > tego autoreferatu (pani podjela sie trudnego zadania pisania wyłącznie ksiazek)

                  Niezależnie od wszystkiego innego, to smutne, że "status bestselleru" może w Polsce zdobyć książka wydana w nakładzie 1000 egzemplarzy i sprzedająca się dlatego, że jest podręcznikiem. Jak pisze wydawca,
                  Cytat
                  Książka jest przeznaczona dla studentów kierunków związanych z zarządzaniem w turystyce, słuchaczy studiów podyplomowych, uczestników kursów i szkoleń w zakresie turystyki.

                  A autorka chce się na tej podstawie habilitować. Straszne, naprawdę straszne.
                  --
                  ...aut digito male pertinaci
                  • 06.02.12, 17:38
                    Czytam sobie ten wątek i czytam, czasem się posmieję, ale cały czas nurtuje mnie mysl, ile to lat zeszło na robieniu habilitacji szanownym dyskutantom? ;)
                    Bo tak sie sprawy mają wg obecnych wymogów, ze ja mam na habiliatację 9 lat, a wiekszośc mojej rady wydziału robiła swoje habilitacje ponad 10 lat, np. lat 16-cie. No i sie pytam, czy tacy przeterminowani mają moralne prawo do oceny, czy i co udało mi sie zrobic przez te 9 lat spędzone pod ich światłym kierownictwem?
                    • 06.02.12, 17:51
                      mnie się nie zeszło, więc mam prawo (moralne), dziękuję!
                      --
                      Louder Than Bombs...
                    • 06.02.12, 17:51
                      a mówiąc serio, nie zauważyłem tu sprawy czasu... chodzi raczej o pewne upośledzenie, tych wniosków oczywiście...
                      --
                      Louder Than Bombs...
                      • 06.02.12, 17:56
                        no wlasnie. czas, czasem, ale te autoreferaty sa po prostu straszne. juz nawet pal szesc te bledy rtograficzne, ale habilitant zaczynajacy swoj autoreferat od przygod w szkole podstawowej?!?!?! no kurde, nie przyszloby mi do glowy.

                        adept44_ltd napisał:

                        > a mówiąc serio, nie zauważyłem tu sprawy czasu... chodzi raczej o pewne upośled
                        > zenie, tych wniosków oczywiście...


                        --
                        James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                    • 06.02.12, 17:53
                      od uzyskania doktoratu, do wszczecia procedury niecale 9 lat, w tym jednak bylo roczne opoznienie w wydaniu ksiazki, bo Sage przechodzil restrukturyzacje.no i w czasie przewodu w druku byla nastepna ksiazka.

                      co do moralnego prawa to nie wiem, nie znam sie, natomiast teraz sa takie przepisy i tyle. po co do tego moralnosc pchac? faktem jednak jest, ze habilitacja po uplywie terminu waznosci kandydata nie jest czyms nowym i niezwyklym.

                      kramka1 napisała:

                      > Czytam sobie ten wątek i czytam, czasem się posmieję, ale cały czas nurtuje mni
                      > e mysl, ile to lat zeszło na robieniu habilitacji szanownym dyskutantom? ;)
                      > Bo tak sie sprawy mają wg obecnych wymogów, ze ja mam na habiliatację 9 lat, a
                      > wiekszośc mojej rady wydziału robiła swoje habilitacje ponad 10 lat, np. lat 16
                      > -cie. No i sie pytam, czy tacy przeterminowani mają moralne prawo do oceny, cz
                      > y i co udało mi sie zrobic przez te 9 lat spędzone pod ich światłym kierownictw
                      > em?


                      --
                      Doktorat - nauka - uczelnia
                      Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                      • 06.02.12, 18:00
                        No jest mi bardzo przyjemnie, ze dyskutuję z ludźmi moralnymi. ;)) Co do reszty, wiem, ze chodzi o tu jakość, a nie o lata. Tye eze mam niejakie wrażenie obserwując naukowe dokonania członków mojej RW, ze nie tylko byli przeterminowani, ale i z dyskusyjnym dorobkiem.
                        Wracając do watku, jeszcze troche takich wpisów tu na forum, a nikt nie zechce sie habilitowac w naszym pieknym kraju z obawy przed publicznym wysmianiem. ;)
                        Ja na szczęscie reprezentuję dziedzine, w której na habilitacje składają sie przede wszystkim zagraniczne publikacje, których z definicji nie trzeba sie wstydzic. No ale jak je ocenią ci, którzy robili swoje za starych wymogów i może czesto w stylu, o którym tyle to piszecie?
                        • 06.02.12, 18:06
                          po przeczytaniu tych wniosków, przyznam, jestem za pełną odpłatnością habilitacji... może wtedy kandydat by się zastanowił dwa razy, co bredzi... (ewentualny zwrot kosztów - po pomyślnym finale i braku rechotu na DNU)
                          --
                          Louder Than Bombs...
                        • 06.02.12, 18:43
                          no ale to jest insza inszosc.i tu rozmawialismy na ten temat nie raz. ci wybitni autoreferatowcy, jka juz dostana habiltacje, tez beda zasiadac w radach. i biada nam.... pozostaje tylko zazdroscic scislakom, ze ich dorobek sklada sie glownie z prac miedzynarodowych.

                          i jakos nie wierze w odstraszajaca moc naszych postow :-)

                          --
                          Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                          • 07.02.12, 01:01
                            mnie poraza absolutny brak samooceny u wielu wspomnianych humanistow. podreczniki dla studentow podawane jako osiagniecie naukowe, brak jakichkolwiek artykulow z ERIHu, jedyne publikacje zagraniczne to pokonferencyjniaki zza wschodniej granicy. rozumiem jeszcze, ze w starym trybie takie habilki przechodzily, jak ktos mial dobre uklady w radzie. ale dlaczego ci ludzie majac wybor trybu decyduja sie na nowy, ktory chociazby z racji jawnosci autoreferatu i recenzji bedzie bardziej rygorystyczny? tego nigdy nie zrozumiem.
                            • 07.02.12, 01:16
                              W wiekszosci przypadkow oni szczerze i autentycznie wierza, ze te pokonferencyjniaki zza wschodniej granicy stanowia wybitne osiagniecie naukowe.

                              --
                              Buty na nogi!Trzeba wiać!
                            • 07.02.12, 09:02
                              a ja mysle ze to nie jest brak samooceny. te autoreferaty, wydaje mi sie, wynikaja z mniej czy bardziej chlodnejsamooceny. siada czlowiek, po publikacji ksiazki w zakladach poligraficznych urzedu powiatowego w Kaczorach (ale przeciez miejsce publikacji nie ma znaczenia - ksiazka to ksiazka) i mowi sobie: no to mam habilitacje. mam nawet dorobek miedzynarodowy. 3 rozdzialy w Baku i Alma-acie. jestem wielki! i sklada wniosek. co wiecej, podejrzewam ze czesc sie rozglada wokol i widzi podobny dorobek.podreczniki, pokonfeencyjniaki itd itd.

                              i ja mysle, ze duzo mniej przerazajace byoby, gdyby to byl brak samooceny. bo to mozna zwalic na jednostki. duzo gorzej byloby gdybym ja mial racje. bo to dawaloby wglad w polska humanistyke, a przynajmniej jej jakas czesc. a rozrzut geograficzny i instytucjonalny tych wnioskow raczej nastraja mnie pesymistycznie.

                              ling-stos napisał:

                              > mnie poraza absolutny brak samooceny u wielu wspomnianych humanistow. podreczni

                              --
                              We are the Borg. Resistance is futile
                              • 07.02.12, 09:46
                                myślę, że jest tak, jak mówisz, natomiast za tym znajduje się coś jeszcze - prowadzona przynajmniej od 15 lat polityki równości i uniwersalizmu. Kiedyś było wiadomo, że jak ktoś jest z UJ, to jednak klasa (w dużym uproszczeniu i w swojej klasie ;)), teraz okazało się, że wszyscy mają być tacy, jak z UJ, choć warunków nie mają...; za tym idzie bredzenie, że nie da się ocenić dorobku (no bo dla większości taka ocena to byłby dramat)... a wg mnie - ani nie są, ani nie muszą być... wszędzie jest zróżnicowanie poziomu i ja znam np. takich humanistów z USA, że te wnioski habilitacyjne to jest klasa....; tylko że tam wiadomo, że oni są z Koziej wólki - i zarabiają jak na taką wólkę przystało... a u nas nie...
                                --
                                Louder Than Bombs...
                                • 07.02.12, 10:25
                                  No to jak to widzisz w praktyce? Inne wymogi formalne mają być dla elyty (pisownia zamierzona) z UJ czy UW, a inne dla tych wszsytkich z kozich...?
                                  • 07.02.12, 10:37
                                    nie dokładnie takie same :), wystarczy odpowiednia paramteryzacja i kończymy z udawaniem, że ktoś, kto publikuje w byle jakich pokonferencyjniakach jest takim samym profesorem, jak ten, który publikuje w dobrych pismach i w dobrych seriach wydawniczych, proste? proste...
                                    --
                                    Louder Than Bombs...
                                    • 07.02.12, 10:48
                                      adept44_ltd napisał:

                                      > nie dokładnie takie same :), wystarczy odpowiednia paramteryzacja i kończymy z
                                      > udawaniem, że ktoś, kto publikuje w byle jakich pokonferencyjniakach jest takim
                                      > samym profesorem, jak ten, który publikuje w dobrych pismach i w dobrych seria
                                      > ch wydawniczych, proste? proste...
                                      Eeeeeeeeee tam, już teraz znak równości duża część środowiska postawiła między tytułem naukowym profesora i stanowiskiem profesora nadzwyczajnego. Poza garstką nikt się w tym nie rozeznaje, o otoczeniu nie wspominając. A renoma naukowa niekonicznie przekłada się na wpływ na funkcjonowanie życia naukowego.
                                      • 07.02.12, 10:54
                                        odnoszę wrażenie, że twój komentarz jest niekompatybilny z moim :)
                                        bo tak, środowisko położyło, no ogólnie środowisko kładzie, nie powiem co na co... no i jest jak jest... i co? zostawić to tak?
                                        no chyba że problem jest z leksemem profesor - podstaw więc sobie - adiunkt itd... mnie chodzi o to, że system premiuje nicnierobienie... bo profesor bez dorobku tak samo firmuje kierunek jak ten z dorobkiem... a bardziej niż adiunkt z dorobkiem, sensowne? chyba nie...
                                        --
                                        Louder Than Bombs...
                                • 07.02.12, 10:27
                                  czy też nie wszyscy z formalnego punktu widzenia muszą mieć hab przed nazwiskiem, by funkcjonować w nauce?
                                  • 07.02.12, 10:37
                                    jak najbardziej :), wystarczy rozróżnić etaty dydaktyczne od naukowych... ale my wszyscy zapieprzamy na dydaktycznych, naukowych, administracyjnych, no dobrze, że jeszcze nie sprzątamy (choć... i z tym bywa różnie).
                                    --
                                    Louder Than Bombs...
                                    • 07.02.12, 10:44
                                      adept44_ltd napisał:

                                      > jak najbardziej :), wystarczy rozróżnić etaty dydaktyczne od naukowych... ale m
                                      > y wszyscy zapieprzamy na dydaktycznych, naukowych, administracyjnych, no dobrze
                                      > , że jeszcze nie sprzątamy (choć... i z tym bywa różnie).
                                      Tu pełna zgoda:-) Co więcej, obciążeń pozanaukowych przybywa.
                                      Sprawa druga, funkcję dydaktyczną pełnił/pełni starszy wykładowca. Ale co w sytuacji, gdy studentów coraz mniej i może dojść do walki o godziny dydaktyczne. Już słyszę stwierdzenia, że jak nie będzie godzin dla pracowników, to będą zwolnienia.
                                    • 07.02.12, 10:45
                                      a punkt wyjścia to rozróżnienie statusu uczelni, dlaczego wszystkie mają być uniwersytetami? i w efekcie większość udaje uniwersytety, bo nawet w zgodzie z obowiązującymi przepisami nie spełniają kryteriów uniwersyteckości... (tylko lokalny polityk się nadął i jest uni...); mnie się po prostu marzy normalność. Przy czym dla jasności, jeśli chodzi o wartościowanie, to ja myślę, że dobry prowincjonalny college (tak własnie pomyślany) to coś lepszego niż udawanie uniwersytetu...
                                      --
                                      Louder Than Bombs...
                                      • 07.02.12, 10:52
                                        adept44_ltd napisał:

                                        > a punkt wyjścia to rozróżnienie statusu uczelni, dlaczego wszystkie mają być un
                                        > iwersytetami? i w efekcie większość udaje uniwersytety, bo nawet w zgodzie z ob
                                        > owiązującymi przepisami nie spełniają kryteriów uniwersyteckości... (tylko loka
                                        > lny polityk się nadął i jest uni...); mnie się po prostu marzy normalność. Przy
                                        > czym dla jasności, jeśli chodzi o wartościowanie, to ja myślę, że dobry prowin
                                        > cjonalny college (tak własnie pomyślany) to coś lepszego niż udawanie uniwersyt
                                        > etu...

                                        Też tak uważam. Sądzę jednak, że wcześniej należałoby do tego stanowiska przekonać decydujących o wizji nauki i szkolnictwa na kolejne lata. Tu ścierają się interesy i interesiki.
                                        • 07.02.12, 10:58
                                          prawdziwam2011 napisała:


                                          > Też tak uważam. Sądzę jednak, że wcześniej należałoby do tego stanowiska przeko
                                          > nać decydujących o wizji nauki i szkolnictwa na kolejne lata. Tu ścierają się i
                                          > nteresy i interesiki.

                                          no, nie jestem aż tak szalony, bym nie sądził, że trzeba ... ;-)

                                          --
                                          Louder Than Bombs...
                                          • 07.02.12, 11:07
                                            adept44_ltd napisał:

                                            > prawdziwam2011 napisała:
                                            >
                                            >
                                            > > Też tak uważam. Sądzę jednak, że wcześniej należałoby do tego stanowiska
                                            > przeko
                                            > > nać decydujących o wizji nauki i szkolnictwa na kolejne lata. Tu ścierają
                                            > się i
                                            > > nteresy i interesiki.
                                            >
                                            > no, nie jestem aż tak szalony, bym nie sądził, że trzeba ... ;-)
                                            >
                                            no to wymieniliśmy się naszymi opiniami:-)
                                            • 07.02.12, 16:25
                                              wiele zdaje się na to wskazywać... ;-)
                                              --
                                              Louder Than Bombs...
                                          • 07.02.12, 11:29
                                            adept44_ltd napisał:

                                            > no, nie jestem aż tak szalony, bym nie sądził, że trzeba ... ;-)

                                            A wiesz, że ludzie miewają problemy ze zrozumieniem zdań zawierających wielokrotne przeczenie? Ja na przykład powyższego ni w ząb...

                                            --
                                            Komentarze fizyka
                                            • 07.02.12, 16:15
                                              w oryginale jest gorzej: "nie jest tak szalony, bym mniemał tak lub nie w tej kwestii" ;))) double coding ;-)
                                              --
                                              Louder Than Bombs...
                                    • 07.02.12, 12:06
                                      adepcie, ale tak jest na calym swiecie. znakomita wiekszosc z nas ma obowiazku dydaktyczne, administracyjne itd.

                                      oczywiscie, ze sa etaty research profoessor, ale one sa rzadkoscia i najczesciej ow professor musi w grantach zarobic na swa pensje....

                                      adept44_ltd napisał:

                                      > jak najbardziej :), wystarczy rozróżnić etaty dydaktyczne od naukowych... ale m
                                      > y wszyscy zapieprzamy na dydaktycznych, naukowych, administracyjnych, no dobrze
                                      > , że jeszcze nie sprzątamy (choć... i z tym bywa różnie).


                                      --
                                      I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                      • 07.02.12, 16:19
                                        i naprawdę na całym świecie tego, który pracuje naukowo zażyna się tak samo, jak tego, który nie pracuje??? hm... chyba jesteś przypadkiem przeczącym tej tezie :)
                                        --
                                        Louder Than Bombs...
                                        • 07.02.12, 17:17
                                          no ale to zalezy, co rozumiesz przez 'zazyna'. oczywiscie, ze sa roznice w naciskach. niektorzy maja wiecej takich obowiazkow, inni takich. natomiast jest bardzo malo ludzi, ktorzy moga sie poswiecic tylko nauce.

                                          co do mnie, mysle, ze by ci szczeka opadla, jak wiele mam obowiazkow, nazwijmy je, administracyjnych.

                                          adept44_ltd napisał:

                                          > i naprawdę na całym świecie tego, który pracuje naukowo zażyna się tak samo, ja
                                          > k tego, który nie pracuje??? hm... chyba jesteś przypadkiem przeczącym tej tezi
                                          > e :)


                                          --
                                          Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                • 07.02.12, 10:34
                                  adept44_ltd napisał:

                                  > i zarabiają jak na taką wólkę przystało... a u nas nie...

                                  U nas tendencja jest raczej odwrotna, wólki płacą lepiej niż ujoty.

                                  Nawiasem mówiąc, ja byłem "przeterminowany", to znaczy habilitowałem się później, niż powinienem był, toteż staram się nie wydziwiać, że ktoś habilituje się późno. Uważam natomiast za rzecz fatalną, że ktoś próbuje się habilitować a to na podstawie podręcznika, a to na podstawie prac wtórnych, o trzeciorzędnym znaczeniu i czwartorzędnym obiegu, nie wspominając już o tym, że ktoś jako argument za przyznaniem stopnia *naukowego* podaje to, że był w podstawówce gospodarzem klasy lub w wieku dojrzałym dyrektorem wydawnictwa lokalnego urzędu.
                                  --
                                  Kozak frajer
                                • 07.02.12, 12:01
                                  masz racje, adepcie, wszedzie jest zroznicowanie. i rowniez tu zdarzaja sie ludzie, ktorzy sa na naprawde niskim poziomie.

                                  to jest zreszta wada i zaleta systemu habilitacji. bo, teoretycznie, habilitacja powinna pozwalac na utrzymanie poziomu. w praktyce wyglada to zupelnie inaczej. nie jestem tez pewien, czy sam UJ utrzymuje ow poziom (w humanistyce).

                                  --
                                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                  • 07.02.12, 16:15
                                    pewnie większy niż gdzie indziej... ale - habilitacja jest czymś, co trzeba zrobić, a nie czymś co trzyma poziom (to znaczy - daje jakąś zaporę... ale raczej chodzi w tym systemie o to, by wszyscy zrobili, i by statystyki się zgadzały)
                                    --
                                    Louder Than Bombs...
                                    • 07.02.12, 16:48
                                      niestety mozesz miec racje. zreszta to dosc absurdalny system, ktory zaklada wprost, ze kazdy powinien byc profesorem. a przeciez to nie ma sensu....

                                      adept44_ltd napisał:

                                      > pewnie większy niż gdzie indziej... ale - habilitacja jest czymś, co trzeba zro
                                      > bić, a nie czymś co trzyma poziom (to znaczy - daje jakąś zaporę... ale raczej
                                      > chodzi w tym systemie o to, by wszyscy zrobili, i by statystyki się zgadzały)


                                      --
                                      James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                      • 07.02.12, 19:10
                                        dala.tata napisał:

                                        > niestety mozesz miec racje. zreszta to dosc absurdalny system, ktory zaklada wp
                                        > rost, ze kazdy powinien byc profesorem. a przeciez to nie ma sensu....
                                        >
                                        > adept44_ltd napisał:
                                        >
                                        > > pewnie większy niż gdzie indziej... ale - habilitacja jest czymś, co trze
                                        > ba zro
                                        > > bić, a nie czymś co trzyma poziom (to znaczy - daje jakąś zaporę... ale r
                                        > aczej
                                        > > chodzi w tym systemie o to, by wszyscy zrobili, i by statystyki się zgadz
                                        > ały)
                                        >
                                        >
                                        Nie każdy. Tylko ten, kto z uczelnią wiąże swoje plany życiowe:-) Hmmmm, no jestem szalona.
                                        • 08.02.12, 17:06
                                          nie sądzisz, że to głupawe jest?

                                          ktos może być niezłym adiunktem i do bani profesorem, bo to jednak sa inne wymagania, inny sposób pracy... etc.

                                          Kazdy sierżant *musi* "wewterminie* przerobic sie na generała?

                                          nonsens.

                                          *roll_eyes*... to juz może w kolysce licencjat, przy pierwszym zabkowaniu master, za kontrolę wydalania doktorat i habilitacja po skladnym wypowiedzeniu słowa "profesor". Przynajmniej TE parametry są klarownie mierzalne ;p

                                          "a co? a jak?"
                                          • 08.02.12, 17:17
                                            no wlasnie. tyle ze tych dobrych adiunktow nalezy przenisc na etat dydaktyczny i jest pieknie. z zastrzezeniem, ze mam trudnosci z adiunktem, ktory przez 20 lat nie napisal nic i nigdy nie napisze. bo jakos mi sie nie chce wierzyc, ze on jest 'na biezaco'.

                                            ale sobie zupelnie spokojnie wyobrazam adiunkta, ktory jest dobrym dydaktykiem i wartosciowym pracownikiem, ale nigdy nie zrobi habilitacji. chocby dlatego ze mu sie nie chce. publikuje se artykul raz na 2 lata, wykazuje sie dzialalnoscia naukowa i spoko. po jaka cholere zmuszac go do habilitowania sie?

                                            nullified napisał:

                                            > ktos może być niezłym adiunktem i do bani profesorem, bo to jednak sa inne wyma
                                            > gania, inny sposób pracy... etc.
                                            >
                                            > Kazdy sierżant *musi* "wewterminie* przerobic sie na generała?
                                            >

                                            --
                                            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                            • 08.02.12, 19:51
                                              ! O.M. (F). G. !

                                              chyba skrina zrobie xD


                                              świat nie skłąda sie z samych geniuszy (gdyby sie składał to byśmy pozałowali ;) ), przyzwoity personel średniego szczebla jest niezbędny bo bez niego najlepsi będa zajmowali sie bez końca rzeczami odwracajacymi ich uwagę od tego *co chcą i powinni robic*.

                                              Wiara w to, że przymuszenie wszystkich do przeskakiwania co rusz przestawianej przeszkody (tak tak ;p to wcale nie jest uczciwa konkurencja) w jakikolwiek sposob cokolwiek polepszy wskazuje albo na zła wolę (wiare?) albo na braki w rozumie. Efekt takiego postepowania taki może byc tylko, że z "nauki" tubylczej zrobi sie cos jeszcze bardziej przypominającego tubylcza "flote wojenna". Tysiac admirałów, dwa dziurawe flagowe kajaki.

                                              taaa.
                                              • 08.02.12, 19:59
                                                no i siłą rzeczy, jeśli wszyscy mają przeskoczyć, to trzeba już nie tyle obniżyć poprzeczkę, ale ją gdzieś zakopać
                                                --
                                                Louder Than Bombs...
                                                • 08.02.12, 20:38
                                                  Mysle, ze poprzeczka zostala zakopana juz dawno temu. Teraz dostojne jury, zlozone z na wpol osleplych starcow, ocenia, czy kandydat przeskoczyl, czy stracil niewidzialna poprzeczke.

                                                  --
                                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 08.02.12, 20:44
                                                    kto da więcej ;-)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 08.02.12, 20:55
                                                    W sumie pozytywny efekt reformy. Jasno widać ze Król jest nagi.....
                                                  • 08.02.12, 21:05
                                                    Oficjalna wersja jest taka, ze jest ubrany skromnie, ale przyzwoicie i obawiam sie, ze tak pozostanie.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 08.02.12, 22:48
                                                    a co maja do tego starcy? na ostatnim kolokwium habilitacyjnym, na ktorym bylem, widzialem samych niestarcow.

                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Mysle, ze poprzeczka zostala zakopana juz dawno temu. Teraz dostojne jury, zloz
                                                    > one z na wpol osleplych starcow, ocenia, czy kandydat przeskoczyl, czy stracil
                                                    > niewidzialna poprzeczke.
                                                    >


                                                    --
                                                    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                                  • 08.02.12, 22:57
                                                    Nie, no, dala, to na pewno bardzo nietypowe kolokwium bylo. Przeciez ty nie jestes starcem i do tego osleplym, a poprzeczka, jak lsniacy miecz Damoklesa, spokojnie sobie przez caly czas zwisala z sufitu i nikt jej nie zakopywal.

                                                    dala.tata napisał:

                                                    > a co maja do tego starcy? na ostatnim kolokwium habilitacyjnym, na ktorym bylem
                                                    > , widzialem samych niestarcow.

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 08.02.12, 23:22
                                                    ale starcem juz niedlugo bede i prosze o odpieprzenie sie od starcow. znam paru 80 latkow, ktorym moge zazdroscic przenikliwosci i jasnosci umyslu.

                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Nie, no, dala, to na pewno bardzo nietypowe kolokwium bylo. Przeciez ty nie jes
                                                    > tes starcem i do tego osleplym, a poprzeczka, jak lsniacy miecz Damoklesa, spok
                                                    > ojnie sobie przez caly czas zwisala z sufitu i nikt jej nie zakopywal.

                                                    --
                                                    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                                  • 08.02.12, 23:46
                                                    Dala, starosc to stan umyslu, a nie metryki.

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                • 09.02.12, 00:13
                                                  albo wywalić z roboty (poprzeczki nie obniżać)
                                            • 09.02.12, 00:11
                                              no właśnie, po jaką cholerę? a po jaką cholerę trzymać go na uczelni, gdy brakuje etatów dla nowych zdolnych chętnych i pracowitych? a co z nim bedzie poza uczelnią, gdy problem z pracą (to już nie mój biznes)
                                              • 09.02.12, 00:43
                                                bo od czasu do czasu warto miec rowniez dobrych nauczycieli. warto jednak pamietac, ze uczelnie to nie sa instytuty badawcze, ale maja rowniez studentow, ktorych trzeba nauczyc. mozna sie klocic o niuanse, jednak nie mozna uznac, ze poziom dydaktyki nie jest wazny.


                                                prawdziwam2011 napisała:

                                                > no właśnie, po jaką cholerę? a po jaką cholerę trzymać go na uczelni, gdy braku
                                                > je etatów dla nowych zdolnych chętnych i pracowitych? a co z nim bedzie poza uc
                                                > zelnią, gdy problem z pracą (to już nie mój biznes)


                                                --
                                                Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                                                • 09.02.12, 11:17
                                                  dala.tata napisał:

                                                  > bo od czasu do czasu warto miec rowniez dobrych nauczycieli. warto jednak pamie
                                                  > tac, ze uczelnie to nie sa instytuty badawcze, ale maja rowniez studentow, ktor
                                                  > ych trzeba nauczyc. mozna sie klocic o niuanse, jednak nie mozna uznac, ze pozi
                                                  > om dydaktyki nie jest wazny.
                                                  >
                                                  >
                                                  > prawdziwam2011 napisała:
                                                  >
                                                  > > no właśnie, po jaką cholerę? a po jaką cholerę trzymać go na uczelni, gdy
                                                  > braku
                                                  > > je etatów dla nowych zdolnych chętnych i pracowitych? a co z nim bedzie p
                                                  > oza uc
                                                  > > zelnią, gdy problem z pracą (to już nie mój biznes)
                                                  >
                                                  >
                                                  dobry nauczyciel, he, he.
                                                  Dla mnie dobry nauczyciel w uczelni to ten, który potrafi wpleść własne wyniki badań do procesu dydaktycznego i zainspirować studentów, nawet jeśli wcześniej guzik ich to obchodziło. To tyle.
                                                  • 09.02.12, 12:42
                                                    mysle podobnie i czesto o tym tu mowie. jednak bardzo watpie, ze wszyscy uczymy tylko o wynikach naszych badan. jest cala masa przedmiotow przegladowych, pogladowych i cholera wie jeszcze jakich, w ktorych uczysz o klasykach, o teoriach i z cala pewnoscia nie tym, co wlasnie zrobilas w CERN. bo zanim o tym opowiesz, trzeba studentow nauczyc podstaw laboratorium czy metod badawczych. i do tego sa potrzebni rowniez dobrzy dydaktycy.

                                                    jestem daleki od przeceniania dydaktyki i nie proponuje, zeby wszyscy naucyciele akademiccy mieli przygotowanie pedagogiczne. jednak to nie znaczy, ze studenci nie widza i nie doceniaja dorbych i zlych wykladowcow.

                                                    prawdziwam2011 napisała:

                                                    > dobry nauczyciel, he, he.
                                                    > Dla mnie dobry nauczyciel w uczelni to ten, który potrafi wpleść własne wyniki
                                                    > badań do procesu dydaktycznego i zainspirować studentów, nawet jeśli wcześniej
                                                    > guzik ich to obchodziło. To tyle.


                                                    --
                                                    Doktorat - nauka - uczelnia
                                                    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                                                  • 09.02.12, 15:55
                                                    " jestem daleki od przeceniania dydaktyki i nie proponuje, zeby wszyscy nauczyciele akademiccy mieli przygotowanie pedagogiczne" --- uczyć studentów bez znajomości psychologii rozwojowej, pedagogiki i dydaktyki, fajnie, a może jeszcze bez umiejętności czytania i pisania, jak w komunie - nie matura lecz chęć szczera....
                                                  • 09.02.12, 16:40
                                                    Taa, psychologia rozwojowa do tego najbardziej potrzebna. Chyba na uniwersytecie trzeciego wieku.


                                                    proon napisał:

                                                    > " jestem daleki od przeceniania dydaktyki i nie proponuje, zeby wszyscy nauczyc
                                                    > iele akademiccy mieli przygotowanie pedagogiczne" --- uczyć studentów bez znajo
                                                    > mości psychologii rozwojowej, pedagogiki i dydaktyki, fajnie, a może jeszcze be
                                                    > z umiejętności czytania i pisania, jak w komunie - nie matura lecz chęć szczera
                                                    > ....


                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 09.02.12, 16:43
                                                    to już raczej, pozwolę się wtrącić, raczej psychologia zwojowa...
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 09.02.12, 17:13
                                                    a czy młodych można uczyć nie znając rozwoju ich umysłu w określonym wieku??? wiem, że decydenci szkolnictwa wyższego raczej tak myślą; z tym, że już zaczynają budzić się z ręką w nocniku - uczelnie już zaczynają tracić kandydatów na rzecz szkół dających zawód - bo m.in. tam uczą nauczyciele, którzy przynajmniej czytali coś o psychologii rozwojowej człowieka
                                                  • 09.02.12, 17:24
                                                    no prosze, radza sobie z tym ludzie od tysiecy lat, panie dzieju, a okazuje sie, ze nie wiedzieli, ze to sie nie da. proon, zbawco!!!

                                                    proon napisał:

                                                    > a czy młodych można uczyć nie znając rozwoju ich umysłu w określonym wieku??? w
                                                    > iem, że decydenci szkolnictwa wyższego raczej tak myślą; z tym, że już zaczynaj
                                                    > ą budzić się z ręką w nocniku - uczelnie już zaczynają tracić kandydatów na rze
                                                    > cz szkół dających zawód - bo m.in. tam uczą nauczyciele, którzy przynajmniej c
                                                    > zytali coś o psychologii rozwojowej człowieka


                                                    --
                                                    We are the Borg. Resistance is futile
                                                  • 09.02.12, 15:49
                                                    ...przeraza mnie poziom tych "młodych, gniewnych, zdolnych, przebierających nóżkami"...

                                                    n/c
                                          • 09.02.12, 00:08
                                            Nie sądzę.
                                  • 07.02.12, 22:36
                                    dala.tata napisał:

                                    > to jest zreszta wada i zaleta systemu habilitacji. bo, teoretycznie, habilitacj
                                    > a powinna pozwalac na utrzymanie poziomu.

                                    Biorac pod uwage, do czego ten poziom w praktyce sie porownuje, bez wiekszej szkody mozna ja zniesc. Pod tym wzgledem mozna sie nawet dopatrzec korzysci z ujawnienia autoreferatow na stronach CK. Szkoda tylko, ze nie publikuje sie spisow dorobku.


                                    --
                                    Nim naprawdę zaczniesz się baćButy na nogi!Trzeba wiać!
                              • 07.02.12, 20:20
                                fakt, z tym sie zgodze. wiekszosc polskiej humanistyki, niestety, taka jest. nieliczni, glownie filolodzy publkujacy w jezykach obcych, wystaja troche ponad ta mizerie. niestety na swoim wlasnym przykladzie widze, ze brak wskazania przez profesure (promotora doktoratu/kierownika zakladu) priorytetow publikacyjnych, pokazania w co warto, a w co nie warto isc, powoduje, ze po uplywie czasu na habilitacje mamy mniejsza lub wieksza ilosc mniej lub bardziej ale zawsze smieciowych publikacji...
                                • 07.02.12, 20:57
                                  rowniez mysle, ze profesura zawalila i zawala na co dzien. ale warto pamietac, ze ja (te profesure) rowniez uczono tego, ze pubikacja w lokalnym/instytuowym dzurnalu to jest to. i oni niespecjalnie mieli sie skad nauczyc. i ta mizeria jest reprodukowana z roku na rok, pokolenia na pokolenie.

                                  --
                                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                  • 07.02.12, 21:19
                                    tę mizerię się dalej wtłacza doktorantom, wymagając ilości, a nie jakości publikacji; ja zaczynam od wyperswadowania tego typu myślenia, no ale jeśli stypendium zależy nie od jednej dobrej publikacji z przyzwoitego pisma, a od 10 wypocin z doktoranckich pokonferencyjniaków, to jest ciężko
                                    --
                                    Louder Than Bombs...
                                    • 07.02.12, 21:58
                                      Wymagania dotyczace ilosci, a nie jakosci zawarte sa tez w regulaminie oceny okresowej pracowników np. na mojej uczelni. Dokładnie, to są wymogi punktowe, ale jeżeli ktos nie robi prac na (punktową) miarę Science, to mu sie bardziej opłaca tasmowa produkcja kilku prac niskopunktowych niz dwóch-trzech z pólki 27-32 pkt. Bp tak niestety jest, że jedna publikacja w lepszym czasopismach wymaga wielokrotnie więcej pracy niz kilka byle jakich publikacji. No ale jak się meirzy efekty pracy miarą ilosciową wzieta wprost z tasmy fabrycznej, to potem są efekty, że adiunkt ma dorobku kilkadziesiąt prac, lecz zadna nie zasługuje nawet na jedno powazne cytowanie.
                                • 07.02.12, 22:42
                                  ling-stos napisał:

                                  > fakt, z tym sie zgodze. wiekszosc polskiej humanistyki, niestety, taka jest. ni
                                  > eliczni, glownie filolodzy publkujacy w jezykach obcych, wystaja troche ponad t
                                  > a mizerie. niestety na swoim wlasnym przykladzie widze, ze brak wskazania przez
                                  > profesure (promotora doktoratu/kierownika zakladu) priorytetow publikacyjnych,
                                  > pokazania w co warto, a w co nie warto isc, powoduje, ze po uplywie czasu na h
                                  > abilitacje mamy mniejsza lub wieksza ilosc mniej lub bardziej ale zawsze smieci
                                  > owych publikacji...

                                  Buehehe. Przed habilitacja wszyscy ci powiedza, ze masz w tych smieciowych publikowac, jak sie chcesz habilitowac. Tu jest pelna schizofrenia. Co innego jest wymagane przy habilitacji, a co innego przy ocenie parametrycznej. Trzema publikacjami za 120 punktow lacznie nie przebijesz grafomana, ktory w 8 lat splodzil 120 publikacji. Recenzentow tez nie przekonasz, ze twoje sa lepsze niz jego caly dorobek, bo dla przecietnego recenzenta z namaszczenia ck 3 publikacje w czasopismie to jest szajs, z ktorym nie ma co w ogole startowac do habilitacji.

                                  --
                                  Nim naprawdę zaczniesz się baćButy na nogi!Trzeba wiać!
                                  • 07.02.12, 23:49
                                    to naturalnie rowniez racja. duza ilosc smieciowych publikacji jest dobrze przyjmowana przez recenzentow, ktorzy maja takie same smieci w swoim urobku.
                                    z drugiej strony uczelnie mialyby ochote wymagac tylko publikacji wyzej punktowanych, w dzurnalach, na przyklad powyzej 7 punktow ministerialnych. i maja ochote wpisywac tego typu zapisy do umowy o prace, z ustalonymi limitami rocznymi.
                                    zaiste, pelna schizofrenia. jedyne wyjscie - do habilitacji natluc kilkadziesiat smieciowych publikacji z mniejsza lub wieksza doza autoplagiatu (bo jak inaczej), a po habilitacji zajac sie prawdziwa nauka i czasopismami. no co najwyzej mozna sie dopisywac jako wspolautorow doktorantow, ktorych sie przeciez "zapladnia"...
                                    • 08.02.12, 09:13
                                      Widzę, ze dyskusje zdominowali reprezentanci nauk humanistycznych, w ktorych łatwo o autoplagiat, a trudno o wysokopunktowane publikacje zagraniczne. Niestety, w dziedzinach eksperymentalnych jest niemal na odwrót: trudno zrobic autoplagiat z wyników ekperymentalnych, a przy przywoitym budżecie całkiem łatwo o dobrą publikacje. No niestety, jest jeden minus: te pieniądze... Bez pieniędzy wyników się nie zrobi, a bez wyników z publikacji nici, chocby sie juz miało w glowie temat na miarę Nobla. No i tu ta przysłowiowa rzeczywistośc skrzeczy: uczelnie wymagają wyników, ale nie prowadza aktywnej polityki wspomagania najbardziej kreatywnych naukowców. Wręcz odwrotnie, oczekują, ze uczelniane Zosie-samosie jakos naleją z tej finansowej próżni...
                                      • 08.02.12, 13:42
                                        Czy nauki medyczne to ścisłe, czy humanistyczne? Bo jeśli to pierwsze, autoplagiaty z wykorzystaniem tych samych danych są tam nie rzadsze niż u humanistów.

                                        --
                                        tym, którzy poganiają do reform - np. dziennikarzom czy naukowcom - premier proponuje dyskusję o likwidacji 50 proc. kosztów uzyskania przychodu" (D.Tusk wg. wyborcza.pl)
                                    • 09.02.12, 13:38
                                      jest pierwszy efekt reformy Kudryckiej - rosną zastępy niby poważnych ludzi, którym się jednak we łbach poprzewracało od stresu punktowego; a czy białe punkciki już widzicie? cała ta dyskusja o wyższości jakiś publikacji nad innymi, o jakoby nędzy polskiej nauki a zwłaszcza humanistyki, o śmieciowości publikacji , które nie trafiły do opunktowanych (a może osranych) czasopism jest żałosna i dowodzi tego, że niektórzy powinni skorzystać z dobrodziejstwa rocznego urlopu dla podratowania zdrowia
                                      • 09.02.12, 13:46
                                        zdarza ci się pomyśleć przed opublikowaniem postu??? (akurat gorączka punktowa jest irytująca, ale wynika głównie z nędzy gorączkujących się), co do reszty, z coraz większym przekonaniem dochodzę do wniosku, że nie masz pojęcia, o czym piszesz, ale pewnie tak ci jest wygodniej...
                                        --
                                        Louder Than Bombs...
                                        • 09.02.12, 13:50
                                          sorki, że cię zawiodłem, ale taki już jestem - z trudnością mi przychodzi mądre pisanie o zjawiskach ewidentne głupich
                                          • 09.02.12, 13:55
                                            jakoś przetrwam :), niemniej, gwoli pewnej ścisłości, co jest głupie? system punktowy? system punktowy w PL, czy fakt, że jak w każdej populacji i w naszej są miernoty i są ci lepsi...???
                                            --
                                            Louder Than Bombs...
                                      • 09.02.12, 13:47
                                        wyjaśnienie konieczne - słowo osrane pochodzi od firmy Osram dostarczającej produkty oświecające 9oświetlające) maluczkich
                                        • 09.02.12, 13:52
                                          akurat średnio możliwe, w związku z dokonaną alternacją m do n...



                                          proon napisał:

                                          > wyjaśnienie konieczne - słowo osrane pochodzi od firmy Osram dostarczającej pro
                                          > dukty oświecające 9oświetlające) maluczkich


                                          --
                                          Louder Than Bombs...
                                          • 09.02.12, 13:55
                                            po prostu słowo osrame jakoś mi nie pasowało
                                      • 09.02.12, 14:23
                                        Proon, cos tu nie gra. Jestes historykiem. W punktowanych polskich czasopismach recenzentami sa inni polscy historycy. Jezeli nie chca cie publikowac w punktowanych polskich czasopismach, to znaczy, ze twoje prace nie ciesza sie uznaniem w twoim wlasnym srodowisku. Moze powinienes zastanowic sie nad zmiana zawodu?


                                        proon napisał:

                                        > jest pierwszy efekt reformy Kudryckiej - rosną zastępy niby poważnych ludzi, kt
                                        > órym się jednak we łbach poprzewracało od stresu punktowego; a czy białe punkci
                                        > ki już widzicie? cała ta dyskusja o wyższości jakiś publikacji nad innymi, o ja
                                        > koby nędzy polskiej nauki a zwłaszcza humanistyki, o śmieciowości publikacji ,
                                        > które nie trafiły do opunktowanych (a może osranych) czasopism jest żałosna i d
                                        > owodzi tego, że niektórzy powinni skorzystać z dobrodziejstwa rocznego urlopu d
                                        > la podratowania zdrowia


                                        --
                                        Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                        • 09.02.12, 15:32
                                          a kto ci powiedział, że moich artykułów nie publikują w czasopismach punktowanych? wiesz to, czy kierujesz się "kobiecą" intuicją?
                                          • 09.02.12, 15:43
                                            no wiesz, jeśli pracujesz w jednym ze zlokalizowanych na wschodniej rubieży uni, to nawet nie powinieneś publikować w czasopismach punktowanych tudzież poza rubieżą... by nie zirytować dyrekcji; możesz natomiast publikować bardzo dużo w zasadzie na ten sam temat... (ale przy spełnieniu powyższych warunków).
                                            --
                                            Louder Than Bombs...
                                            • 09.02.12, 15:51
                                              a jak pracuję na rubieży zachodniej, to co wtedy???
                                              • 09.02.12, 15:55
                                                średnia jest mniej więcej podobna, acz rzeczywiście, na rubieży zachodniej jest lepiej :), tam możesz nawet publikować poza granicami... (a zdarza się też - wykładać tamże)
                                                --
                                                Louder Than Bombs...
                                                • 09.02.12, 15:58
                                                  tak, Czechy blisko i NRD też
                                                  • 09.02.12, 16:02
                                                    hm, no to jednak nie jesteś z zachodniej rubieży :)
                                                    tylko skąd, jeśli wiadomości o upadku NRD jeszcze nie dotarły... ;-)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 09.02.12, 16:18
                                                    syberyjski zesłaniec
                                                  • 09.02.12, 16:26
                                                    ale to raczej powinny zaskakiwać informacje z Królestwa Polskiego niż profecje na temat NRD ;-)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                          • 09.02.12, 15:44
                                            Proon, kieruje sie tylko i wylacznie twoja niechecia do wszelkich czasopism punktowanych.

                                            --
                                            Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                            • 09.02.12, 15:57
                                              ty jednak chyba stawiasz na intuicję - w realu jest bowiem różnica pomiędzy stosunkiem do czasopism (nawet punktowanych), a stosunkiem do punkcikowego szaleństwa
                                              • 09.02.12, 16:36
                                                W realu, proon, publikacje w bialoruskich zbiorowkach licza sie na rowni z publikacjami indeksowanymi w Web of Knowledge.

                                                --
                                                Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                • 09.02.12, 17:07
                                                  białoruskie zbiorówki mają przewagę - solidniejszy proces cenzorski; ale zarówno fanów tych zbiorówek jak i fanów WoK może pogodzi perspektywa kurzu, który przykryje ich publikacje, tak jak to się stało nawet z 99,99% dotychczasowych publikacji, łącznie z czasopismami topowymi; a to będzie i tak łaskawy los, bowiem niektóre prace (równie często spośród białoruskich zbiorówek, jak i WoK) nie będą mogły liczyć na zasłużony spoczynek - stanął się przykładem plagiatu, nieuczciwości badawczej (częstej w warunkach dużej konkurencji o granty i punkciki), pomyłek itp sytuacji powodujących, że przez wiele będą "zaczepiane" przez różnych krytyków
                                                  • 09.02.12, 17:15
                                                    proon napisał:

                                                    > białoruskie zbiorówki mają przewagę - solidniejszy proces cenzorski;

                                                    Powiedziales jedyna rzecz, z ktora moge sie zgodzic.

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 09.02.12, 17:35
                                                    aż trudno uwierzyć, tyle szczęści na raz!!!
                                                  • 09.02.12, 17:16
                                                    oszczędź, bo mam kawę na monitorze...
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                      • 09.02.12, 17:13
                                        proon, alez ty sie nie nerwuj tak. zlosc pieknosci szkodzi, panie dzieju.

                                        ja bym ci radzil na Internecie, panie, publikowac. wreszcie bedziesz mogl sie wyzyc, opublikowac tyle, ile chcesz i nikt ci nie zarzuci, ze punkcikami sie przejmujesz.

                                        na internet, proon, na internet!!

                                        proon napisał:

                                        > jest pierwszy efekt reformy Kudryckiej - rosną zastępy niby poważnych ludzi, kt
                                        > órym się jednak we łbach poprzewracało od stresu punktowego; a czy białe punkci
                                        > ki już widzicie? cała ta dyskusja o wyższości jakiś publikacji nad innymi, o ja
                                        > koby nędzy polskiej nauki a zwłaszcza humanistyki, o śmieciowości publikacji ,
                                        > które nie trafiły do opunktowanych (a może osranych) czasopism jest żałosna i d
                                        > owodzi tego, że niektórzy powinni skorzystać z dobrodziejstwa rocznego urlopu d
                                        > la podratowania zdrowia


                                        --
                                        Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                                        • 09.02.12, 17:34
                                          i to jest wreszcie właściwy kierunek rozwoju nauki
                    • 07.02.12, 12:22
                      W pewnym sensie rozumiem, o co ci chodzi. Do wszystkiego trzeba "dorosnąć". Jak patrzę na swoje publikacje sprzed 10 lat i na te ostatnie, to widzę ogromną różnicę. Nawet warsztatu. Więcej, mogłam wystartować juz ze 2 lata temu, dorobek ewentualnie by się znalazł, ale stwierdziłam, ze po prostu nie czuję się na siłach. Nie czułam się pewnie, uważałam, ze za mało umiem. Mam ten luksus, że mogłam sobie poczekać.
                      Narzucone wymogi czasowe powodują, że pchają się do habilitacji ludzie na siłę. Może nawet zdają sobie sprawę, że nie powinni, ale cóż, muszą, bo etat, bo zatrudnienie. Więc robią, jak potrafią a raczej jak nie potrafią ;)

                      A dodam jeszcze - pomyślcie, co z medykami... W mędzyczasie jedna, druga specjalizacja- czasochonna, z licznymi kursami na które trzeba jeździć. Staże i kursy poza miejscem pracy niejednokrotnie zajmują 2 z 3 lat spacjalizacji!. Do tego "w miedzyczasie" praca na oddziale, dydaktyka (jak ktoś ma) i dorabianie po godzinach na dyżurach czy w spółkach, bo żyć za coś trzeba. A lata lecą:)
                      • 07.02.12, 13:56
                        ja rowniez mysle, ze do wszystkiego trzeba moze nie dorosnac, ale nie dojrzec. do habilitacji rowniez. ja rowniez patrze na swoje poczatki i dziwie sie, ze to naprawde nie bylo takie dobre, jak wtedy myslalem. ale to dosc naturalne.

                        i rowniez sie zgadzam, ze ustalanie odgornego limitu czasu nie ma wiekszego sensu. problem w tym, ze bez tego limitu uczelnie sobie zupelnie nie radza z nieproduktywnymi adiunktami (nie radza sobie rowniez z nieproduktywnymi profesorami, ale to inna rozmowa). i ustawodawca, chcac pozbyc sie owych wiecznych adiunktow, wprowadzil limit czasowy. z cala pewnoscia zalatwia to jakis problem, ale oczywiscie pojawiaja sie nowe, chocby wlasnie to, ze badania nie zajmuja tyle czasu, ile trzeba, ale tyle, ile ustawodawca mowi....

                        podejrzewam, ze niejedna habilitacja bylaby lepsza, gdyby uczelnia mogla powiedziec: tak, te badania sa super i my wolimy poczekac jeszcze dwa lata, ale miec superhabilitacje. tyle ze zeby to zrobic, trzeba by miec porzadny system oceny pracownikow. a tego nie ma i jeszcze dlugo nie bedzie na wiekszosci polskich uczelni.

                        --
                        Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                • 07.02.12, 11:17
                  "Opublikowane i cenzurowane artykuły naukowe"? (www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PodgorskiRyszard/autoreferat.pdf, s. 15)
                  • 07.02.12, 11:28
                    Nigdy nie wierz spellcheckerowi!
                    --
                    Ignorant schmuck
                    • 07.02.12, 12:04
                      hmmm. ja bym powiedzial: wykaz odrobine profesjonalizmu i przeczytaj swoj autoreferat przed wyslaniem. to jest niebywale.....

                      pfg napisał:

                      > Nigdy nie wierz spellcheckerowi!


                      --
                      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                      • 08.02.12, 20:51
                        Och, nie załapałeś że cenzura to forma recenzji :) ?!?
                        • 09.02.12, 12:22
                          Krytykujecie, krytykujecie, a mnie ciekawi, czy juz jest opublikowany jakiś autoreferat bliski ideału? Pytam bardzo interesownie, czeka mnie niebawem pisanie mojego własnego. I choc juz wiem, ze nie moge pisać o przedszkolu i sukcesach w podstawówce,;) to jednak brak mi rozeznania, jak tu sformułować autoreferat, by był zarówno na miarę potrzeb mojego własnego PR, jak i gustów czytelników tego forum.
                          • 09.02.12, 13:28
                            gustami forumowiczów nie przejmuj się - i tak znajdzie się ktoś, kto wyśmieje i zglebi twój autoreferat, takich którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy nie brakuje;
                            pytasz o autoreferat bliski ideału - mam nadzieję, że to żart, przecież dorosły człowiek powinien wiedzieć, że ideały występują w bajkach;
                            w swoim autoreferacie postaraj się jak najlepiej "sprzedać" i niczym więcej nie przejmuj się, chyba sama czujesz co o tobie najlepiej świadczy?
                            • 09.02.12, 13:38
                              no ale forumowicze wyśmiewali rzeczy, które po przyzwoitej szkole średniej nie powinny mieć miejsca w autoreferatach, rzeczywiście, nie ma się co przejmować
                              --
                              Louder Than Bombs...
                            • 09.02.12, 13:42
                              Alez wcale nie żart... Tak jak trzeba umiec pisac artykuły do prestizowych czasopism, aby je "kupili", tak samo trzeba umiec napisac taki autoreferat, by uwypuklic swoje najmocniejsze punkty i pomniejszyc słabe strony. A pytam o ideał wedle gustów forumowiczów nie dlatego, abym sie nimi przejmowała, ale dlatego, że część z tutejszych dyskutantów to ludzie z hab., czyli przynależacy do grupy moich przyszłych recenzentów. A kto mi jest w stanie podpowiedzieć, jak może wygladac dobry autoreferat jak nie ci własnie, którzy maja doświadczenie wynikajace z obserwacji róznych przewodów hab. ?
                              • 09.02.12, 13:49
                                hehe, to niech ci hab wstawią tutaj swoje autoreferaty jako dzieła przykładne i przykładowe,
                              • 09.02.12, 17:22
                                Ja rowniez mysle, ze pisac trzeba sie nauczyc. tyle ze z autoreferatami jest problem, bo nie ma wielu okazji.

                                niestety nie mam juz swego autoreferatu habilitacyjnego, moglbym przeslac. zagladnalem do autoreferatu profesorskiego (mysle ze habitacyjny jest podobny) i struktura jest nastepujaca:

                                wstep - ustyuowanie dyscplinarne.
                                dzialanosc badawcza - glowne nurty badan, omawiam tam glowne publikacje i granty (to najdluzszy element autoreferatu)
                                wystapienia konferencyjne - jeden akapit bardzo ogolnie.
                                dzialnosc dydaktyczna
                                dzialalnosc redakcyjna

                                struktury bym nie zmienial, moze niektore akcenty w samym tekscie.
                                sam autoreferat jest pisany dosc sucho, bez kwiecistosci na temat tego, jaki jestem wspanialy.

                                oczywisice nie iwem, czy to jest dobry autoreferat. jednak troche sobie nie wyobrazam, jak mialby wygladac inny.

                                kramka1 napisała:

                                > Alez wcale nie żart... Tak jak trzeba umiec pisac artykuły do prestizowych czas
                                > opism, aby je "kupili", tak samo trzeba umiec napisac taki autoreferat, by uwyp
                                > uklic swoje najmocniejsze punkty i pomniejszyc słabe strony. A pytam o ideał we
                                > dle gustów forumowiczów nie dlatego, abym sie nimi przejmowała, ale dlatego, że
                                > część z tutejszych dyskutantów to ludzie z hab., czyli przynależacy do grupy m
                                > oich przyszłych recenzentów. A kto mi jest w stanie podpowiedzieć, jak może wy
                                > gladac dobry autoreferat jak nie ci własnie, którzy maja doświadczenie wynikaja
                                > ce z obserwacji róznych przewodów hab. ?


                                --
                                Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                • 09.02.12, 17:45
                                  Piszac Polish-style, trzeba jeszcze strescic rozprawe tudziez "osiagniecie". Nie nalezy liczyc na to, ze wszyscy recenzenci przeczytaja, a jak przeczytaja, to ze zrozumieja chocby glowne zalozenia.

                                  --
                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                  • 09.02.12, 17:46
                                    no ale to bylo Polish-style. mowie o profesurze belwederskiej

                                    charioteer1 napisał:

                                    > Piszac Polish-style, trzeba jeszcze strescic rozprawe tudziez "osiagniecie". Ni
                                    > e nalezy liczyc na to, ze wszyscy recenzenci przeczytaja, a jak przeczytaja, to
                                    > ze zrozumieja chocby glowne zalozenia.
                                    >


                                    --
                                    Doktorat - nauka - uczelnia
                                    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                          • 09.02.12, 14:08
                            CytatAutoreferat
                            1. Imię i Nazwisko.
                            2. Posiadane dyplomy, stopnie naukowe/ artystyczne – z podaniem nazwy, miejsca i roku ich uzyskania oraz tytułu rozprawy doktorskiej.
                            3. Informacje o dotychczasowym zatrudnieniu w jednostkach naukowych/ artystycznych.
                            4. Wskazanie osiągnięcia* wynikającego z art. 16 ust. 2 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (Dz. U. nr 65, poz. 595 ze zm.):
                            a) tytuł osiągnięcia naukowego/artystycznego,
                            a) (autor/autorzy, tytuł/tytuły publikacji, rok wydania, nazwa wydawnictwa),
                            b) omówienie celu naukowego/artystycznego ww. pracy/prac i osiągniętych wyników wraz z omówieniem ich ewentualnego wykorzystania.
                            5. Omówienie pozostałych osiągnięć naukowo - badawczych (artystycznych).
                            * w przypadku, gdy osiągnięciem tym jest praca/ prace wspólne, należy przedstawić oświadczenia wszystkich jej współautorów, określające indywidualny wkład każdego z nich w jej powstanie


                            Podkreśl wszystkie niewątpliwe zalety naukowe swoich prac. Unikaj wątpliwych - bo wtedy skupisz na nich całą energię recenzentów. To co ma walory naukowe i dydaktyczne - przedstaw jako dydaktyczne, zaznaczając, że oprócz walorów dydaktycznych ma walory naukowe takie a takie, wtedy co najwyżej się z Tobą recenzent nie zgodzi, a jeśli dasz to do naukowych, całą energię recenzent poświęci na to by udowodnić, że miejsce tych prac to dydaktyka.

                            Obecni recenzenci sami nie mają publikacji w JCR lub są mało świadomi co to jest - dlatego postępowanie według rozporządzenia i kryteriów według których recenzent ma oceniać, nie jest gwarantem sukcesu. Hasła IF, indeks H, JCR, nie wywołują na większości z nich żadnego wrażenia, ważniejsze jest to, czy publikowałeś w "renomowanych czasopismach krajowych", ponieważ zagranicznych nie znają. Publikacje w innym niż język polski streść - co do zawartości naukowej, nawet te po angielsku, inaczej u niepublikującego po angielsku recenzenta (nie używającego go w obszarze naukowym świadomie a jedynie dla ozdoby wklejającego przypadkowe odwołania do zagranicznych publikacji w sposób zbliżony do losowego aby wywołać wrażenie uczoności u niewtajemniczonych), nie znajdą zrozumienia. Nie licz na to, że zapisek o renomie "w tym międzynarodowej" będzie przestrzegany, chyba, że miarą międzynarodowej renomy jest spryt w ukrywaniu się przed indeksowaniem w Web of Science (WoK, JCR) mimo wytworzenia setek publikacji naukowych.
                            • 09.02.12, 14:22
                              rudamaruda1949 napisała:
                              "Obecni recenzenci sami nie mają publikacji w JCR lub są mało świadomi co to jest - dlatego postępowanie według rozporządzenia i kryteriów według których recenzent ma oceniać, nie jest gwarantem sukcesu. Hasła IF, indeks H, JCR, nie wywołują na większości z nich żadnego wrażenia, ważniejsze jest to, czy publikowałe w "renomowanych czasopismach krajowych", ponieważ zagranicznych nie znają"
                              No jednak chyba nie... W mojej dziedzinie akurat dominuje kierunek na zachód, choc faktem jest, że krajowe srodowisko dzieli sie na dwie mało przenikajace sie warstwy, czyli tych z JCR-owymi publikacjami i tych z krajowymi. Ale rada naukowa, która wybrałam, nalezy do tej pierwszej i co jak co, ale potrafi docenić takie wysokoimpactowe prace.
                              Co do reszty, przepisy znam, ale ze diabeł tkwi w szczególach, to pytam... Jak na razie z mojej dziedziny jest mało aplikacji na stronie CK i sa takii sobie, a wszystkich mi się czytać nie chce z braku wolnego czasu, więc licze na niezawodnych czytelników forumowych. :)
                            • 09.02.12, 15:29
                              "To co ma walory naukowe i dydaktyczne - przedstaw jako dydaktyczne, zaznaczając, że oprócz walorów dydaktycznych ma walory naukowe takie a takie, wtedy co najwyżej się z Tobą recenzent nie zgodzi, a jeśli dasz to do naukowych, całą energię recenzent poświęci na to by udowodnić, że miejsce tych prac to dydaktyka." --- jeżeli recenzent zaliczy do dydaktyki (czyli wiedzy o kształceniu oraz prawideł metodyki kształcenia) cokolwiek (w sensie książek i artykułów) poza podręcznikami, to należy wysłać do CK pismo z informacją, że delikwent nie rozumie czym jest dydaktyka i w związku z tym rola recenzenta znacznie go przerasta; artykuł lub książka (w naszej branży) mogą być albo o charakterze popularno-naukowym albo naukowym, nie ma czegoś takiego jak artykuł/książka dydaktyczny/a; do osiągnięć dydaktycznych zalicza się wyłącznie opracowanie i wdrożenie nowoczesnych metod i narzędzi kształcenia, opracowanie nowatorskich strategii kształcenia, uzyskanie ponadprzeciętnych wyników kształcenia
                              • 09.02.12, 15:32
                                Drogi proonie, obawiam sie, ze gdyby zastosowac sie do twojej rady, liczba pism sparalizowalaby prace CK w bardzo krotkim czasie.

                                --
                                Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                • 09.02.12, 15:33
                                  a to już nie moje zmartwienie
                              • 09.02.12, 17:58
                                Cytateżeli recenzent zaliczy do dydaktyki (czyli wiedzy o kształceniu oraz prawideł metodyki kształcenia) cokolwiek (w sensie książek i artykułów) poza podręcznikami, to należy wysłać do CK pismo z informacją, że delikwent nie rozumie czym jest dydaktyka i w związku z tym rola recenzenta znacznie go przerasta; artykuł lub książka (w naszej branży) mogą być albo o charakterze popularno-naukowym albo naukowym, nie ma czegoś takiego jak artykuł/książka dydaktyczny/a;

                                Pięknie. Jednak ci recenzenci to CK i zaliczają książki i artykuły do dydaktyki - ba, nawet artykuły z czasopism wyróżnionych w JCR, są dla nich dydaktyczne i co im zrobisz? Są nadal twardym jądrem CK. A jak myślisz - kto będzie rozpatrywał to pismo, które zalecasz wysłać??
                                • 09.02.12, 18:00
                                  Czy moge niesmiało przypomniec, ze w nowej habilitacji ocenia się osiagniecia naukowe, anie dydaktyczne?
                                  Art. 16. Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba, która posiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub artystyczne, uzyskane po otrzymaniu stopnia doktora, stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej lub artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością naukową lub artystyczną.
                                  • 09.02.12, 18:04
                                    tak, ale dzialanosc dydaktyczna nachodzi na dzialalnosc naukowa, szczegolnie jesli z niej wyplywa. jak napisalem wczesniej, ja o niej napisalem i bym napisal :-) ale kramka moze se zrobic co kramka chce

                                    kramka1 napisała:

                                    > Czy moge niesmiało przypomniec, ze w nowej habilitacji ocenia się osiagniecia n
                                    > aukowe, anie dydaktyczne?
                                    > Art. 16. Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba, która p
                                    > osiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub artystyczne, uzyskane po ot
                                    > rzymaniu stopnia doktora, stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej d
                                    > yscypliny naukowej lub artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością nauko
                                    > wą lub artystyczną.


                                    --
                                    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                    • 09.02.12, 18:11
                                      dala.tata napisał:
                                      " kramka moze se zrobic co kramka chce". No niestety nie, bo Kramka nie ma etatu związanego z dydaktyką. Więc sie nie może dydaktycznie wykazać w jakimś pozaincydentalnym zakresie. ;)
                                      • 09.02.12, 18:17
                                        no to kramce juz napisalem, jaka ma byc struktura autoreferatu. niech zagladnie i przyswoi.

                                        kramka1 napisała:

                                        > dala.tata napisał:
                                        > " kramka moze se zrobic co kramka chce". No niestety nie, bo Kramka nie ma etat
                                        > u związanego z dydaktyką. Więc sie nie może dydaktycznie wykazać w jakimś pozai
                                        > ncydentalnym zakresie. ;)


                                        --
                                        Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                        • 09.02.12, 18:19
                                          dala.tato, wiem, wiem i nawet miałam juz wczesniej podziekowac za merytoryczną wypowiedź w temacie. :)) W koncu od kogoz innego pobierac nauki jak nie od taty? ;))))
                                      • 09.02.12, 18:20
                                        nie sądziłem, że brak etatu związanego z dydaktyką eliminuje wolną wolę... cholera... sprawa jest warta książki ;-)
                                        --
                                        Louder Than Bombs...
                                        • 09.02.12, 18:52
                                          No niestety chyba popadłam w gniazdo samych humanistów, wyspecjalizowanych w łapaniu za słowka. A nie ma tu choc jednego sprawiedliwego z dziedzin bardziej wymiernych?
                                          • 09.02.12, 19:06
                                            ostatni bodaj o 11.29... niemniej, pozwolę sobie zaoponować, prawdopodobnie nie ma nic bardziej wymiernego od języka ;-)
                                            --
                                            Louder Than Bombs...
                                            • 09.02.12, 19:17
                                              "nie ma nic bardziej wymiernego od języka" Tak, ale pod warunkiem, że mierzymy długośc. Bo kiedy nie liczy się długośc, lecz uczucia, to.... ;))
                                              • 09.02.12, 19:27
                                                ale jakie uczucia? czy ktoś ci powiedział, że język to uczucia? rany boskie...
                                                --
                                                Louder Than Bombs...
                                                • 09.02.12, 19:29
                                                  adept44_ltd napisał: ale jakie uczucia? czy ktoś ci powiedział, że język to uczucia? rany boskie...

                                                  Rany boskie, nie dość, ze adept, to bez poczucia humoru i/lub znajomosci klasyki dowcipu... ;)))
                                                  • 09.02.12, 19:34
                                                    po prostu nie sądziłem, że jak ktoś jest od tego, co wymierne, to zamiast przywołania argumentów opowiada dowcipy; no ale teraz, jak już napisałaś, że to dowcip, mogę się popłakać ze śmiechu... (ostatni post też był zabawny :)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                • 09.02.12, 19:38
                                                  Jak to nie ma? Pewnie, ze ma!!!!!!


                                                  --
                                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 09.02.12, 19:42
                                                    co ma?
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 09.02.12, 19:44
                                                    Wstydze sie powiedziec ;-))))

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 09.02.12, 19:50
                                                    e tam, nie udawaj macho ;-), no ma, nie powiedziałem, że nie ma...
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 19.02.12, 08:56
                                                    W zakładce "Postępowania awansowe" w sprawie nadania tytułu nie znajduję żadnego wniosku, żadnego nazwiska. Koniec z profesurami, czy są gdzieś indziej?
                                                  • 19.02.12, 11:08
                                                    nie. ck slusznie boi sie, ze jak zaczniemy czytac wnioski profesorskie, to sie dopiero smiesznie zrobi.

                                                    chilly napisał:

                                                    > W zakładce "Postępowania awansowe" w sprawie nadania tytułu nie znajduję żadneg
                                                    > o wniosku, żadnego nazwiska. Koniec z profesurami, czy są gdzieś indziej?


                                                    --
                                                    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                                  • 19.02.12, 12:15
                                                    okres przejściowy, 2 lata starej ustawy... wydawnictwa zapchane dziełami profesorskimi...
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 22.02.12, 09:35
                                                    Tak, to wszystko tłumaczy. Dowiedziałem się, że poszedł wniosek o profesurę dla znajomego haba (nauki społeczne). Tyle, że nie napisał on w życiu żadnej książki, niewiele artykułów (a raczej rozdziałów w zbiorówkach), za to - z racji pełnionej funkcji - wydał wiele "prac po redakcją". No i znajomości ma spore. Po wyjaśnieniu adepta sprawa stała się jasna. Zapewne zdąży ...
    • 06.03.12, 01:26
      Postępowania habilitacyjne, o wszczęcie których wnioski zostały złożone na początku października, zgodnie z pobożnymi życzeniami ustawodawcy powinny już zostać zakończone.
      Czy ktoś może wie coś więcej na ten temat?
      • 06.03.12, 16:32
        niby tak, choc raczej nie do konca. z tego co widzialem harmongramy, na przyklad w SGH, to posiedzienia Rady Wydzialu konczace sprawe byly wyznaczone na koniec marca.
        Tekst linka
        • 15.03.12, 21:31
          moze to juz bylo, ale tu w autoreferacie pan sie chwali, ze 3 razy wygral wielką grę (btw. co to jest "periodyk resorowy"? - wszystko na s. 1, akapit 1, dalej tez pewnie ciekawie ale nie mam czasu)
          • 15.03.12, 22:03
            że bujdy na resorach...
            --
            Louder Than Bombs...
    • 30.03.12, 23:45
      to jest dopiero autoreferat. i wcael nie dlatego, ze to Bendera uczen.
      --
      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
      • 31.03.12, 00:08
        dawniej to takimi sprawami zajmował się pisarz gminny, teraz robi się habilitacje; nawet jeśli te dzieła są na jakimś przyzwoitym poziomie, to pojawia się pytanie - i co z tego? czy bycie historykiem polega na odsiedzeniu sobie tyłka i gramotnym ujęciu efektów tej czynności???
        --
        Louder Than Bombs...
        • 31.03.12, 00:11
          to nawet może być jednak na wyrost, nie jest to wprawdzie najbardziej kuriozalny autoreferat z dotychczas cytowanych ;), ale wyciągane przez uczonego wnioski powalają...
          --
          Louder Than Bombs...
        • 31.03.12, 00:13
          ano wlasnie.....ale moze to habilitacja z pisarstawa gminnego.....
          --
          James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
      • 31.03.12, 01:01
        dala.tata napisał:

        > to jest dopiero autoreferat.

        1. Podtrzymuję to, co kilkakrotnie pisałem: moim zdaniem są w polskiej humanistyce tematy, o których warto pisać po polsku, ze świadomością, że świata to pewnie nie zainteresuje, tym niemniej warto.

        2. Uroczyście oświadczam, że moim zdaniem tematyka badawcza tego pana nie zalicza się do powyższej kategorii.
        --
        ...aut digito male pertinaci
        • 31.03.12, 01:25
          chcesz powiedziec ze ta tematyka nikogo nie zainteresuje, nie :-)?

          pfg napisał:

          .
          >
          > 2. Uroczyście oświadczam, że moim zdaniem tematyka badawcza tego pana nie zalic
          > za się do powyższej kategorii.


          --
          Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
          • 31.03.12, 01:51
            Emotikon emotikonem, a ja chcę powiedzieć rzecz gorszą: ta tematyka nie dość, że nikogo nie zainteresuje (hm, cztery cytaty u dwóch autorów, w tym w niepublikowanej pracy magisterskiej i niepublikowanej pracy doktorskiej pewnego jegomościa), zatem, ta tematyka, nie dość, że nikogo nie zainteresuje, to w dodatku *jest* nieinteresująca.

            Publikowanie w wydawnictwie Sigma w Łukowie nie jest chyba najlepszym przepisem na zdobycie szerokiego grona czytelników
            --
            Dum loquimur, fugerit invida aetas
            • 31.03.12, 09:28
              pfg napisał:

              >
              > Publikowanie w wydawnictwie Sigma w Łukowie nie jest chyba najlepszym przepisem
              > na zdobycie szerokiego grona czytelników

              no, cały Łuków czyta...

              --
              Louder Than Bombs...
      • 31.03.12, 10:43
        jeszcze nie tak dawno "specjaliści od powiatów" kończyli na etapie doktoratu, a dzieje powiatu były co najwyżej rozprawą doktorską; teraz reformatorski wymóg, by wszyscy pracownicy wyższych uczelni robili habilitacje (nawet jak im talentu brakuje) dał niewątpliwy postęp w postaci awansu dziejów powiatu do rangi habilitacji; jak obstawiacie sukces tego ucznia Bendera?
        • 31.03.12, 10:55
          Co ty chrzanisz proon, przeciez to ty jestes zwolennikiem idei, ze niewazne, gdzie sie publikuje.., no to masz publikacje w Lukowie. Przeciez to ty jestes za tym, zeby publikowac lokalnie, nieustannie mowisz tez, ze publikacja o lokalnych sprawach jest wazna dla spolecznosci. Przeciez internet wszystko zalatwia nie? Wojewodztwo ok, a powiat nie? Rzeczywiscie po prostu kapitalne kryterium. A wojewodztwo dzisiejsze czy sprzed reformy moze byc?

          A co to ma wspolnego z reforma?! Jesli reforme potraktowac powaznie, to wlasnie dzieki niej takie publikacje moze wreszcie nie beda brane pod uwage.

          A sukces habilitanta zalezy od tego, czy to metaforyczny ty bedziesz recenzowal. Oby trafilo do hisotryka, ktory widzi swiat poza internetem. Takie habilitacje sa prosty wynikiem bzdur, kotre glosisz. Po prostu biora je o krok dalej.

          proon napisał:

          > jeszcze nie tak dawno "specjaliści od powiatów" kończyli na etapie doktoratu, a
          > dzieje powiatu były co najwyżej rozprawą doktorską; teraz reformatorski wymóg,
          > by wszyscy pracownicy wyższych uczelni robili habilitacje (nawet jak im talent
          > u brakuje) dał niewątpliwy postęp w postaci awansu dziejów powiatu do rangi hab
          > ilitacji; jak obstawiacie sukces tego ucznia Bendera?


          --
          Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
          • 31.03.12, 11:33
            chrzanisz bzdury albo nie czytasz tego co piszę
            • 31.03.12, 11:42
              jasna sprawa, proon. mi sie przywidzialy filipiki na temat punkcikow i tego, ze jakosc obroni sie na internecie i spolecznych recenzentow, bo historia ma byc dla podatnika.

              ale najwazniejsze, ze ustalislismy kryterium. historia powiatu - doktorat i nic wiecej. chetnie jednak bym uslyszal o tym, jakie jest minimum na habilitacje. powiat miejski czy jednak wojewodztwo (nadal nie wiem tylko, czy przemyskie, dzisiaj powiad przemyski, kwalifikuje sie, czy nie)? rozumie sie samo przez sie, ze profesor operuje tylko na poziomie kraju. nie zajmuje sie takimi pikusiami jak jakies powiaty, na wojewodztwo spojrzy, ale tylko na krotko. ale co z regionami? czy profesor moze sie zajac Pomorzem na przyklad? albo WIelkopolska? bo Kujawy to oczywicie za malo.

              proon napisał:

              > chrzanisz bzdury albo nie czytasz tego co piszę


              --
              We are the Borg. Resistance is futile
        • 31.03.12, 11:44
          1. to nie reforma zawiera wymagania, by pisać o powiatach...
          2. kto powiedział, że każdy musi być habilitowany? (poza tym - facet jest z prywatnej uczelni),
          3. jeśli przejdzie, to kiepsko u was w dyscyplinie...
          --
          Louder Than Bombs...
    • 31.03.12, 10:54
      poczytajcie ten autoreferat - www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/BoberSabina/autoreferat.pdf - interesuje mnie to, czy niehistorycy wyłapią istotną wadę, która według mnie powinna uniemożliwić uzyskanie habilitacji
      • 31.03.12, 11:50
        pani popularyzuje Hitlera i jeszcze się tym chwali... (w szkole...) :), wnikliwiej przyjrzę się po zajęciach... ale lektura pasjonująca...
        --
        Louder Than Bombs...
    • 31.03.12, 11:13
      czytam te uatoreferaty habilitacyjne i juz mi sie powoli nudza. nie moge sie doczekac dokumentacji profesorskich. nie mam wielu watpliwosci, ze bedzie jeszcze zabawniej.
      --
      We are the Borg. Resistance is futile
      • 31.03.12, 11:18
        jeszcze długo poczekasz, przy obecnych zasadach niewielu humanistów wystartuje po tytuł
        • 31.03.12, 11:21
          niestety mysle, ze te przewody sa, ale ck woli ich nie pokazywac. odrzucam bowiem to, ze w Polsce zaden hab nie wystapil w ciagu otatniego pol roku o profesure.


          proon napisał:

          > jeszcze długo poczekasz, przy obecnych zasadach niewielu humanistów wystartuje
          > po tytuł


          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
          • 31.03.12, 11:34
            Mamy, zdaje się, okres przejściowy. Można więc uzyskać tytuł profesora po cichu, bez rozgłosu (tisze jediesz, dalsze budiesz). Podobno maszyny drukarskie aż się grzeją od "książek profesorskich". Sam znam jeden taki "przypadek" - w życiu bym się nie spodziewał, bo dorobku naukowego brak (ale jest "organizacyjny" - na małej uczelni habilitacja zwykle oznacza wejście na ścieżkę kariery administracyjnej). Zabawnie może być poczytać te profesorskie knigi, no, ale będzie już po ptokach. Profesor może wygadywać największe głupstwa (są liczne przykłady), ale tytułu profesorskiego raz nadanego chyba nikt jeszcze nie stracił...
            • 31.03.12, 11:44
              Zgadza się, po cichu przechodzą:-)
          • 31.03.12, 11:35
            dala.tata napisał:

            > odrzucam bowiem to, ze w Polsce zaden hab nie wystapil w ciagu otatniego pol roku
            > o profesure.

            Wystąpił niejeden - według starych przepisów, co nie wymaga publikowania autoreferatów etc. Nowe przepisy ISTOTNIE podnoszą próg potrzebny do uzyskania tytułu, w szczególności przez wymóg wypromowania trzech doktorów, pisania recenzji, prowadzenia grantów. Stare przepisy wymagają jednego wypromowanego doktora, tak więc teraz każdy, kto choć jednego wypromował, występuje z wnioskiem w starym trybie. Z habilitacjami jest całkiem na odwrót: powszechne odczucie - zresztą być może niesłuszne; nie ma jeszcze statystyki, żeby to ocenić - jest takie, że nowa procedura habilitacyjna obniża próg.

            Bottom line jest taka, że na profesury w nowym trybie poczekamy aż skończy się możliwość występowania w starym trybie. Oczekuję masowego wysypu byle jakich doktoratów za mniej więcej rok, żeby ostatni kandydaci rzutem na taśmę zdążyli skorzystać ze starych przepisów.
            --
            Troll z habilitacją
            • 31.03.12, 11:45
              tak, chilly i ty macie racje. nie pomyslalem o tym (swoja droga tych 3 doktorantow to jest kompletny absurd).

              ciekawe jest to odczucie obnizenia progu przy habilitacjach i ciekawe, skad sie bierze. brak kolokwium i wykladu? przeciez na papierze procedura wydaje sie byc ciasnijesza. ale moze tylko mi sie tak wydawalo.
              --
              We are the Borg. Resistance is futile
            • 31.03.12, 11:48
              Być moze masz rację, że nowa procedura habilitacyjna obniża próg. W naukach społecznych i humanistycznych twierdzą, że podnosi. To zależy od tego, jak będą interpretowane przepisy.
          • 31.03.12, 11:55
            no, no, spiskowy zwrot tuż za rogiem ;-)
            --
            Louder Than Bombs...
        • 31.03.12, 11:43
          proon napisał:

          > jeszcze długo poczekasz, przy obecnych zasadach niewielu humanistów wystartuje
          > po tytuł
          Startują według starych zasad. Ruch w interesie dość duży:-)
          • 31.03.12, 22:12
            prawdziwam2011 napisała:
            > Startują według starych zasad. Ruch w interesie dość duży:-)
            Ale przynajmniej wiemy, kto bezie oceniał nasze wnioski o profesurę :)
            I że nie będzie lekko :(
            • 31.03.12, 23:36
              Nie mowiac o naszych habilitacjach :)

              Fala, panie, fala!

              chilly napisał:

              > Ale przynajmniej wiemy, kto bezie oceniał nasze wnioski o profesurę :)
              > I że nie będzie lekko :(


              --
              We are the Borg. Resistance is futile
            • 01.04.12, 00:42
              Teraz wyprodukowani będą oceniali wnioski według nowych zasad:-) Nie wiem czy to śmieszne, czy straszne. Podtrzymuję moje zdanie, że rozwiązania formalne zostaną odpowiednio zinterpretowane i ukształtuje się praktyka na miarę ocieniających.
              • 01.04.12, 12:16
                a tak na marginesie - nowe wymogi do profesury powstały wtedy, kiedy chciano potraktować profesora zwyczajnego jako urzędnika państwowego i dać mu emeryturę w wysokości ostatniej pensji (albo dość wysokiego % tejże...), pozostały tylko wymogi. Nie chcę teraz dyskutować sensowności tego pomysłu, chodzi mi tylko o zwrócenie uwagi na pewną prawidłowość - wszędzie został kij, zabrano marchewki, jeśli ktoś myśli, że daleko na tym zajedzie, myli się...
                --
                Louder Than Bombs...
              • 01.04.12, 18:26
                prawdziwam2011 napisała:
                > Teraz wyprodukowani będą oceniali wnioski według nowych zasad:-) Nie wiem czy t
                > o śmieszne, czy straszne.
                I śmieszno, i straszno, jak mawiają Rosjanie. A uwaga adepta o wielkim kiju i znikającej marchewce jest nader zasadna. Dlatego tez jesteśmy zasypywani durnowatymi robotami, jak tworzenie "systemu zapewnienia jakości kształcenia" czy inne KRK (a wszystko pod groźba PAKI Wszechmogącej). Bo nie tylko nie mamy już czasu na myślenie, ale żyjemy w stanie ciągłej frustracji i poczucia, że nie wypełniamy swoich (?) obowiązków.
                • 01.04.12, 18:33
                  chilly napisał:

                  > prawdziwam2011 napisała:
                  > > Teraz wyprodukowani będą oceniali wnioski według nowych zasad:-) Nie wiem
                  > czy t
                  > > o śmieszne, czy straszne.
                  > I śmieszno, i straszno, jak mawiają Rosjanie. A uwaga adepta o wielkim kiju i z
                  > nikającej marchewce jest nader zasadna. Dlatego tez jesteśmy zasypywani durnowa
                  > tymi robotami, jak tworzenie "systemu zapewnienia jakości kształcenia" czy inne
                  > KRK (a wszystko pod groźba PAKI Wszechmogącej). Bo nie tylko nie mamy już czas
                  > u na myślenie, ale żyjemy w stanie ciągłej frustracji i poczucia, że nie wypełn
                  > iamy swoich (?) obowiązków.

                  i jeszcze jedno - wypełnianie naszych obowiązków już nie polega na pracy naukowej i dydaktycznej tylko na wypełnianiu obowiązków...
                  --
                  Louder Than Bombs...
      • 31.03.12, 11:46
        nie będzie, przy nowych zasadach - dla humanistów jest to prawie niemożliwe, a jeżeli, to jednak przez te wymogi nie przejdą ludzie powiatowi...
        --
        Louder Than Bombs...
      • 01.04.12, 22:44
        A ja się nie mogę doczekać opublikowania pierwszych recenzji nowych habilitacji. Nie wątpię, że będą bardzo interesującą lekturą (samą w sobie, jako dzieło elity profesorskiej...)
    • 11.04.12, 15:45
      Szukając info o procedurze habilitacyjnej trafiłam na ciekawy blog. Może i was zainteresuje, bo poglądy autora podobne do przedstawianych tutaj:blog
      • 11.04.12, 20:24
        świetny pomysł z tym blogiem, czytając go zacząłem się cieszyć, że już habilitację mam za sobą; ciekawi mnie, w którym miejscu bloga zacznę mieć wrażenie, że autor pisze horror
        • 11.04.12, 20:40
          proon napisał:

          > ciekawi mnie, w którym miejscu bloga zacznę mieć wrażenie, że
          > autor pisze horror

          Mysle, ze do tego miejsca nie dojdzie. Nawet anonimowo nie da sie ujawnic wszystkiego w taki sposob, by zainteresowane osoby nie rozpoznaly siebie w opisywanych sytuacjach.

          --
          Please use elevator, stairs stuck between floors.
          • 12.04.12, 11:56
            To prawda, pisanie tego bloga jest znacznie trudniejsze niż podejrzewałem. Jak napisałem na poczatku, po 3 sekundach uznałem, że muszę zachować kompletną anonimowość, również dyscyplinarną. po kilku postach wiem, że jej zachowanie jest bardzo trudne.

            charioteer1 napisał:

            > Mysle, ze do tego miejsca nie dojdzie. Nawet anonimowo nie da sie ujawnic wszys
            > tkiego w taki sposob, by zainteresowane osoby nie rozpoznaly siebie w opisywany
            > ch sytuacjach.
            >


            --
            Robię habilitację
    • 23.04.12, 18:19
      polecam ten. Autorka przeprowadzila badania na temat wplywu mediow na polska frazeologie. i tak czytam i czytam, co ma do powiedzienia i jak dla mnie za cholere nie wykazuje zadnego wplywu. co wiecej, mowi o tym, ze ludzie 'jednoznacznie' odbieraja cos w mediach i za cholere nie wiem, skad ona to wie. zdaje sie, ze zadnych badan na temat skojarzen nie przeprowadzila.


      --
      We are the Borg. Resistance is futile
      • 23.04.12, 19:03
        dala.tata napisał:

        > > jak dla mnie za cholere ni
        > e wykazuje zadnego wplywu. co wiecej,

        Może raczej nie "kwantyfikuje". Choć rzeczywiście jak się to czyta, to człowiek jest rozczarowany brakiem aparatu naukowego w podejściu do tego ciekawego zagadnienia. Oczywiście nie mnie oceniać, czy rzeczywiście występuje tu to, co ekonomista prof. Gorynia w swej recenzji jednej z prac z zakresu zarządzania nazywa (jeśli dobrze pamiętam) "brakiem świadomości metodologicznej".

        • 23.04.12, 19:40
          nie wiem, jak jest teraz, jednak do niedawna na polonistyce nie uczylo sie metodolgii badan. jakos podejrzewam, ze tak jest dalej. I habilitantka po prostu zauwazyla jakies slowa w mediach, potem zauwazyla je poza mediami i stweirdzila, ze jest wplyw. tylko za to jedno napisalbym negatywna recenzje.


          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
          • 23.04.12, 19:50
            z ciekawosci zagladnalem na strony polonistyki UAM do opublkowanych tam planow zajec. Slowo 'metodologia' sie nie pojawia (pojawia sie 'metodyka' - to zajecia, jak uczyc).

            warto zwrocic uwage, ze juz we wroclawiu studenci polonistyki maja zajecia z metodologii zarowno badan literackich, jak i o jezyku. jestem zaskoczony. szkoda ze habilitantka nie chodzila tam na zajecia.


            --
            James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
            • 23.04.12, 20:06
              dala.tata napisał:

              > pojawia sie 'metodyka' - to zajecia jak uczyc).

              Niekoniecznie, choć pewnie się nie mylisz. Rzeczywiście jest to raczej "metodyka dydaktyki", niż "metodyka badań naukowych" (bo to o nią nam chodzi, a nie o "metodologię").

              pzdr
              horny

              • 23.04.12, 20:20
                dobrze byłoby uściślić pojęcia (zwłaszcza w recenzjach); metodyka - zbiór zasad dotyczących (w naszym przypadku) prowadzenia badań naukowych; metodologia - nauka o metodach badań naukowych; habilitant jak ma problemy, to z metodyką swoich badań, a nie z metodologią;
                • 23.04.12, 20:25
                  proon napisał:

                  > dobrze byłoby uściślić pojęcia (zwłaszcza w recenzjach)

                  Oczywiście

                  >habilitant jak ma problemy, to z metodyką swoich badań, a nie z metodologią;

                  Oczywiście - właśnie to napisałem w moim poście :)

                  pzdr
                  horny
      • 24.04.12, 21:36
        zlinkowany przez dale autoreferat, Doroty Polowniak-Wawrzonek, to akurat interesujacy przypadek z punktu widzenia formalnego. habilitantka otwarla przewod habilitacyjny w starej procedurze na UMCS. 22.02.2012 na Radzie Wydzialu stanal wniosek o dopuszczenie habilitantki do kolokwium (tekst linka), kiedy to po negatywnych recenzjach wniosek zostal odrzucony. po miesiacu habilitantka sklada papiery w nowej procedurze, sprytnie (lub wrecz przeciwnie, ignorancko) nie podajac konkretnej monografii jako osiagniecia, ale wskazujac "Po obronie pracy doktorskiej napisałam 46 prac naukowych. Wśród nich występują 2 monografie oraz 12 części prac zbiorowych (opracowane wydzielone tam zagadnienia są moim indywidualnym wkładem".
        co Wy na to? co Jedyny Znajacy Przepisy, pfg, na ponowna proba habilitowania sie po miesiacu od odrzucenia poprzedniej?
        • 24.04.12, 21:41
          coraz bardziej mysle, ze 'pfg' znaczy: przepisow fantastyczny guru!
          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
        • 24.04.12, 21:44
          tej samej książki lub cyklu artykułów nie można dwa razy przedstawiać do habilitacji (przynajmniej tak było do tej pory)
          • 24.04.12, 21:58
            Nie mozna przedstawiac tej samej rozprawy w starym trybie, ale w nowym trybie nie ma rozprawy, wiec droga wolna.

            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
          • 24.04.12, 21:59
            to ze tej samej ksiazki nie mozna dwa razy przedstawiac, to jasne, ale z drugiej strony habilitantka w autoreferacie tak naprawde nie wskazuje wcale osiagniecia, nie rozroznia osiagniecia i aktywnosci naukowej.
            przejrzalem pare aktow prawnych, zeby nie bylo ze tylko pfg to jelen, i :
            1. stare rozporzadzenie o habilitacji nakazywalo dolaczyc "informację o przebiegu przewodu habilitacyjnego lub kwalifikacyjnego, jeżeli uprzednio kandydat ubiegał się o nadanie stopnia doktora habilitowanego lub kwalifikacji II stopnia", nowe nie kaze
            2. ustawa o stopniach i tytule z 2003 roku mowi "W przypadku podjęcia przez radę jednostki organizacyjnej uchwały o niedopuszczeniu do kolokwium habilitacyjnego rozprawa habilitacyjna nie może stanowić podstawy do wszczęcia przewodu habilitacyjnego w innej jednostce organizacyjnej"
            a wiec w tym przypadku:
            1. recenzenci CK moga sie nie dowiedziec, ze habilitantka wlasnie "polegla" w starej procedurze
            2. habilitantka podala jako osiagniecie caly dorobek, a wiec recenzent moze uznac ze rozprawa jest podana ponownie jako podstawa do wszczecia, lub rownie dobrze moze uznac ze rozprawa nie jest podana ponownie jako podstawa do wszczecia...
            pewnie bedziemy mieli wiecej habilitantow ktorzy polegli na starym i szybciutko i po cichutku wskakuja na nowy tryb...
            • 24.04.12, 22:07
              ling-stos napisał:

              > pewnie bedziemy mieli wiecej habilitantow ktorzy polegli na starym i szybciutko
              > i po cichutku wskakuja na nowy tryb...

              Mysle, ze juz sa. Ktos mi kiedys wspominal cos o negatywnej recenzji. Habilitantki nie znam osobiscie, ale jezeli to ta sama osoba wisi teraz na stronie CK, to troche sie dziwie. Bardzo mnie ciekawi przebieg procedury.

              --
              Buty na nogi! Trzeba wiać!
            • 08.05.12, 00:42
              kolejne ciekawe wyimki z autoreferatu - tym razem o okropienstwach starego trybu, czyli jak UJ potraktowal wlasnego pracownika...

              W tym miejscu muszę zaznaczyć, że w 2007 roku ubiegałam się już o stopień doktora habilitowanego na UJ. Wszyscy recenzenci jednogłośnie stwierdzili, że mój dorobek spełnia wymagania na stopień doktora habilitowanego. Natomiast jeden z czterech recenzentów, polonista strukturalista, negatywnie ocenił samą moją rozprawę. Z tego powodu RWF UJ dwukrotnie nie dopuściła mnie do kolokwium habilitacyjnego. Zgadzam się, że książka zawiera merytorycznie nieistotne redaktorskie uchybienia, co na pewno usunę w razie wznawiania książki. Jednak zasadnicza krytyka, jak to argumentowałam w skutecznym odwołaniu do CKSTN, a czego nie miałam okazji wyjaśnić RWF UJ, wynikała z z oceny badań w paradygmacie nauk empirycznych poprzez strukturalizm. Na skutek moich odwołań, postępowanie habilitacyjne skierowano na Radę Wydziału Neofilologii UAM. (Stało się tak pomyłkowo mimo mojej prośby w odwołaniu do CKSTN o skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez uniwersytet Łódzki, gdzie prowadzone są badania korpusowe, zatem takie jakie stanowią istotny wkład mojej pracy.) Rada Wydziału Neofilologii UAM przyjęła mój dorobek i rozprawę, o czym świadczy dopuszczenie mnie do drugiej części kolokwium habilitacyjnego. Elementem kolokwium, który tym razem został skrytykowany był wykład habilitacyjny. Obecnie jednak wykład habilitacyjny nie jest już wymagany do uzyskania stopnia doktora habilitowanego, stąd ubiegam się o ten stopień ponownie według zasad nowej ustawy. Tym bardziej, że konsekwencje poglądów prezentowanych przeze mnie w rozprawie z 2007 roku, tj. opis języka jako procesu, stanowi obecnie gwałtownie zyskujący na popularności nowy paradygmat dla językoznawstwa za oceanem (skupiony wokół Five Graces group) i po części w Europie (reprezentowany przez Zipfowców.) Ten ostatni nurt reprezentuje też przede wszystkim, coraz prężniejszy nurt językoznawstwa w paradygmacie nauk empirycznych.
              • 08.05.12, 01:15
                Wyimki wyimkami, ale cytowanie mejli na temat ksiazek, ktore jeszcze nie powstaly, to dla mnie cos, co nie powinno miec miejsca w tego rodzaju procedurze. Dobrze, ze habilitantka rozwija sie naukowo i ma plany na przyszlosc, ale kolekcja cytatow z korespondencji mejlowej i recenzji we wczesniejszych postepowaniach nie zrobila na mnie dobrego wrazenia.

                --
                Please use elevator, stairs stuck between floors.
                • 08.05.12, 01:18
                  Myślę, że habilitantka jest w desperacji. I mnie to nie zdziwiło, choć sam nie będę cytował maili.

                  charioteer1 napisał:

                  > Wyimki wyimkami, ale cytowanie mejli na temat ksiazek, ktore jeszcze nie powsta
                  > ly, to dla mnie cos, co nie powinno miec miejsca w tego rodzaju procedurze. Dob
                  > rze, ze habilitantka rozwija sie naukowo i ma plany na przyszlosc, ale kolekcja
                  > cytatow z korespondencji mejlowej i recenzji we wczesniejszych postepowaniach
                  > nie zrobila na mnie dobrego wrazenia.
                  >


                  --
                  Robię habilitację
              • 08.05.12, 01:16
                Dzisiaj o tym autoreferacie napisałem. To najlepszy autoreferat, jaki do tej pory przeczytałem - idealnie mieści się w 'gatunku literackim'.

                Sama sprawa jest według mnie przesądzona. Żadna komisja nie odważy się odwrócić już dwu decyzji nie przyznających stopnia. Nawet jeśli raz było nie fair, a drugi za wykład.

                --
                Robię habilitację
                • 08.05.12, 01:26
                  Obawiam sie, ze piszac: "nowatorską (o ile mi wiadomo na skalę światową) propozycję metodologii" sama sie podklada. Uzywajac tak mocnych sformulowan, trzeba od razu podac twarde dowody tej nowatorskosci, a ona ma tam same ogolniki.

                  --
                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                  • 08.05.12, 01:39
                    Rzeczywiście, habilitantka przechwala się tam na potęgę.I tak mocne stwierdzenia powinny być oczywiste dla recenzentów. Niestety, nowem a nawet nowatorskie nie znaczy auomatycznie dobre czy sensowne.

                    charioteer1 napisał:

                    > Obawiam sie, ze piszac: "nowatorską (o ile mi wiadomo na skalę światową) propoz
                    > ycję metodologii" sama sie podklada. Uzywajac tak mocnych sformulowan, trzeba o
                    > d razu podac twarde dowody tej nowatorskosci, a ona ma tam same ogolniki.
                    >


                    --
                    Robię habilitację
                    • 08.05.12, 01:50
                      Tak sobie jeszcze mysle, ze jezeli masz cokolwiek wspolnego z humanistyka, to lepsza strategia byloby zanudzenie recenzenta na smierc technicznymi szczegolami prac. Im wiecej z tego zrozumie laik, tym gorzej dla ciebie. Tez z zapartym tchem czekam na wyniki kilku postepowan.

                      --
                      Please use elevator, stairs stuck between floors.
              • 08.05.12, 09:16
                Powiem tak - sprawę znam bardzo dobrze i wierzcie mi (albo nie), habilitacja padła w pełni zasłużenie.
                • 08.05.12, 09:18
                  Oczywiście jeśli to ta sama osoba, o której myślę - dajcież linka do tego autoreferatu albo co.
                  • 08.05.12, 09:40
                    Nie znasz nawet nazwiska, ale wiesz, ze zasluzyla? Habilitantka pisze przeciez, ze gdyby nie wyklad, to by przeszla. Dla mnie sprawa jest watpliwa z roznych powodow. Jedno nie ulega watpliwosci, habilitantka ma dorobek i osiagniecia lepsze niz w przypadku wielu innych habilitacji, ktore przechodzily bez glosu sprzeciwu. Nie bronie sprawy. Autoreferat moim zdaniem jest cienki.
                    Link

                    --
                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                • 08.05.12, 11:08
                  Troche nie wiem na czym polega to pelne zasluzenie. Habilitantka ma dorobek, o ktory wielu polskich habilitowanych moze jedynie pomarzyc. Co wiecej, potrafie sobie doskonale wyobrazic negatywne recenzje takiego dorobku w polskim jezykoznawstwie.

                  A uwalanie na wykladzie? Srednie, nie?
                  --
                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
        • 24.04.12, 21:45
          Nie mam pewnosci, ale mysle, ze przepisy tego nie zabraniaja. Mysle tez, ze takich przypadkow moze byc wiecej.

          --
          Please use elevator, stairs stuck between floors.
    • 08.05.12, 09:04
      A mnie interesuje jedna rzecz - co się dzieje, gdy pada habilitacja w nowym trybie. W starym sprawa była prosta - trzeba było napisać nową, najlepiej lepszą, książkę, ale teraz? Cały nowy dorobek trzeba sobie skombinować, czy jak?
      • 08.05.12, 10:15
        jurny_jerzy napisał:

        > co się dzieje, gdy pada habilitacja w nowym trybie. [...]
        > Cały nowy dorobek trzeba sobie skombinować, czy jak?

        Wydaje mi się, że Ustawa nie mówi jasno co się stanie po odrzuceniu habilitacji. W starym tekście określał to Art. 18 ust. 3, nie mający swojego odpowiednika w tekście nowym. Mamy za to gruntownie zmieniony
        Cytat
        Art. 21. 1. Osoba ubiegająca się o nadanie stopnia doktora lub doktora habilitowanego może
        wnieść od uchwał, o których mowa w art. 14 ust. 2 i art. 18a ust. 11, jeżeli są one odmowne,
        odwołanie do Centralnej Komisji za pośrednictwem właściwej rady w terminie miesiąca od dnia
        doręczenia uchwały wraz z uzasadnieniem. Rada przekazuje odwołanie Centralnej Komisji wraz
        ze swoją opinią i aktami sprawy w terminie trzech miesięcy od dnia złożenia odwołania.
        2. Po rozpatrzeniu odwołania, w terminie nie dłuższym niż sześć miesięcy, Centralna
        Komisja albo utrzymuje w mocy zaskarżoną uchwałę, albo uchylając ją, przekazuje sprawę do
        ponownego rozpatrzenia radzie tej samej lub innej jednostki organizacyjnej.
        3. W przypadku utrzymania w mocy uchwały osoba ubiegająca się o nadanie stopnia doktora
        habilitowanego może wystąpić z ponownym wnioskiem o wszczęcie postępowania
        habilitacyjnego po upływie co najmniej trzech lat. Okres ten może zostać skrócony do 12
        miesięcy
        w przypadku znacznego zwiększenia dorobku naukowego lub artystycznego.


        Znowelizowana ustawa nakłada co najmniej roczną karencję, tak więc z konieczności nie mogły jeszcze zapaść żadne rozstrzygnięcia w takich sytuacjach. Przypuszczam, że rzecz będzie wyglądała podobnie do tego, co było dotąd, w starym trybie.

        Jeżeli habilitacja pada, bo książka stanowiąca "osiągnięcie habilitacyjne" zostanie skrytykowana (nienaukowa, za słaba, błędna, nie stanowi znacznego wkładu), trzeba napisać nową.

        Jeżeli habilitacja pada, bo jednotematyczny cykl publikacji stanowiący "osiągnięcie habilitacyjne" zostanie skrytykowany, to w przypadkach jak wyżej trzeba stworzyć nowy, a jeśli cykl zostaje uznany za zbyt krótki lub zbyt mało samodzielny, trzeba go uzupełnić; jak istotne miałoby być to uzupełnienie - nie sposób z góry powiedzieć.

        W obu powyższych przypadkach dorobek niewchodzący w skład "osiągnięcia habilitacyjnego", jeżeli zostanie oceniony pozytywnie, może pozostać bez zmian, choć uzupełnienie go o nowe elementy na pewno nie zaszkodzi.

        Niejasna jest dla mnie tylko jedna sytuacja: Co się stanie, jeśli "osiągnięcie habilitacyjne" zostanie ocenione pozytywnie, ale dorobek pozahabilitacyjny nie - czy można tylko uzupełnić dorobek i przedstawić to samo "osiągnięcie", czy "osiągnięcie" też trzeba zmienić?
        --
        Troll z habilitacją
        • 08.05.12, 10:22
          co do twojego ostatniego pytania - znam taki przypadek jeszcze chyba pod przedostatnią ustawą ;-), recenzent wstrzymał przewód do uzupełnienia dorobku...
          --
          Louder Than Bombs...
          • 08.05.12, 10:45
            Mam pytanie ws. publikowania info o postepowaniu na stronie CK. Na stronie jednej z uczelni znalazłam informację o pewnym postepowaniu w toku, obecnie na etapie zaawansowanego recenzowania. A na stronie CK o tym habilitancie nie ma info. Poniewaz na tej uczelnianej stronie sa osobno wymienione postepowania w starej procedurze, wiec to, o którym piszę, powinno byc w nowej procedurze. No ale własnie, CK ani mru mru w tej kwestii... Czyzby w gre mogło wchodzić zgubienie info przez CK?
    • 08.05.12, 17:09
      Przeczytalem wlasnie autoreferat habilitanta z nauk muzycznych. Autoreferat zaczyna sie od tego, ze jest on owocem zwiazku swych rodzicow. w nastepnych zdaniach dowiadujemy sie, gdzie rodzice sie poznali....

      Tekst linka

      mielismy juz autoreferaty siegajace do nauczania w szkole podstawowej, a nawet urodzin habilitanta. tym razem habilitant postanowil w autoreferacie naszkicowac lata sprzed swych urodzin. Pozotaje czekac na autoreferat opisujacy seks dziadkow.

      zalamalem sie.

      --
      Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
      • 08.05.12, 17:35
        o w mordę, cudne :)
        --
        Louder Than Bombs...
        • 08.05.12, 18:05
          A ja miałem nadzieję na życie płodowe habilitanta. Życie habilitanta jest pełne frustracji!

          --
          Robię habilitację
      • 08.05.12, 19:19
        Przecież to artysta :) I, zgodnie z dyskutowanymi już tu przykładami, jak najstaranniej kreśli swoją drogę naukową/artystyczną.
        • 08.05.12, 19:34
          pozostaje czekac na plastyka kreslacego swa droge od pra....dziadka, ktory juz u Giotta farby mieszal.
          --
          Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
          • 08.05.12, 21:58
            Wasze nabijanie sie z kandydata do habilitacji jest głeboko nie na miejscu.;)) Jak mozna normalną miarą mierzyc artyste? No po prostu nie mozna, bo żadna zwykła miara sie nie nadaje...
            Zeby sie przekonać, czym sie zajmują prawdziwi artysc-naukowcyi, sprawdziłam dossier pierwszych z brzegu profesorów z akademii teatralnej i filmowej (jakos teatr mi blizszy niz muzyka). Oto o czym piszą prawdziwi naukowcy z uczelni artystycznych: dr: "Między Scyllą aspiracji a Charybdą kasowości", hab.: "Budzenie demonów w życiu i teatrze". Albo tez początek opisu w bazie: "Praca habilitacyjna powstała w wyniku mojego udziału w przygotowaniach i realizacji spektaklu Statek błaznów /../". No tak, statek błaznów i wszystko jasne... ;)))
            Tak sobie myslę, że to wspomnienie prenatalne u kandydata- muzyka nie jest niczym innym jak wariacją w temacie: miedzy Scylla poczęcia a Charybda habilitacji. ;))
            Wspomniany autoreferat muzyka jasno pokazuje, że wymaganie od artystów formalnych stopni naukowych w rodzaju nieszczesnej habilitacji jest zwyczajnym kretyństwem. Albo ktos jest artysta albo nie, artysty sie nie zrobi z człowieka poprzez kolowium habilitacyjne.
            • 08.05.12, 22:06
              dodam i odwrotnie - nie zrobi się człowieka z artysty za pomocą habilitacji ;-)
              --
              Louder Than Bombs...
            • 08.05.12, 22:27
              Nie na miejscu jest niedostarczenie przez kandydata dalszych informacji....ja sobie juz wyobrazam rodzicow habilitanta w restauracji Kaskada w Szczecinie (moze nawet spotkali tam porucznika Borewicza). Siedzieli, pili polo-cocte i marzyli o habilitacji 'owoca swego zwiazku'.

              kramka1 napisała:

              > Wasze nabijanie sie z kandydata do habilitacji jest głeboko nie na miejscu.;))
              > Jak mozna normalną miarą mierzyc artyste? No po prostu nie mozna, bo żadna zwyk
              > ła miara sie nie nadaje...

              --
              Doktorat - nauka - uczelnia
              Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
            • 09.05.12, 09:44
              Jeśli chodzi o artystów, to tu jest prawdziwy hit (tylko doktorat, ale jakże intrygujący):
              Tekst linka
              --
              you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
            • 09.05.12, 14:23
              > Wspomniany autoreferat muzyka jasno pokazuje, że wymaganie od artystów formalny
              > ch stopni naukowych w rodzaju nieszczesnej habilitacji jest zwyczajnym kretyńst
              > wem. Albo ktos jest artysta albo nie, artysty sie nie zrobi z człowieka poprzez
              > kolowium habilitacyjne.

              dodam, że prawdziwy naukowiec to bardziej artysta niż urzędnik, i w większości najwięksi naukowcy (tacy bezsporni, z których odkryć naukowych korzystamy) nie mieli habilitacji
              • 09.05.12, 14:57
                Ba! Wielu z nich nie mialo nawet doktoratu, nie mowiac o jakims wyksztalceniu uniwersyteckim.

                rudamaruda1949 napisała:

                > dodam, że prawdziwy naukowiec to bardziej artysta niż urzędnik, i w większości
                > najwięksi naukowcy (tacy bezsporni, z których odkryć naukowych korzystamy) nie
                > mieli habilitacji


                --
                James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
      • 24.05.12, 00:01
        Postępowanie zakończone:

        www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-sztuk-muzycznych/142-murawski-marcin

        Recenzje jak widać bardzo pozytywne. I żaden recenzent nie czepia się tego
        oryginalnego wstępu do autoreferatu...
    • 08.05.12, 22:36
      Polecam!


      --
      Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
      • 09.05.12, 09:35
        dala.tata napisał:

        > Polecam!

        Mnie się podoba jako tekst, naprawdę (modulo interpunkcja), choć nie mam pojęcia, czy dokonania artystyczne tego pana wystarczają na habilitację.

        --
        ...aut digito male pertinaci
        • 09.05.12, 09:45
          widze to i rozumiem. jednak problem dla mnie w tym, ze to nie ten gatunek literacki......
          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
          • 09.05.12, 19:21
            Zgadzam się z kramką, ale jakiś artysta tych magistrów sztuki musi kształcić i doktorów sztuki promować. A poza tym, artysta czy nie artysta, żyć chce i stałą pensję mieć. Wypłacana regularnie na pierwszego zgodnie z widełkami dla określonego stopnia/stanowiska.
            Dziwne tylko, że pomyślano akurat o artystach ("... w zakresie sztuki") a o teologach na przykład nie. Czy teologia to nauka? Idąc dalej - zrównano fizyków i socjologów, pedagogów i filologów. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
            • 09.05.12, 23:04
              "ale jakiś artysta tych magistrów sztuki musi kształcić i doktorów sztuki promować."
              Chilly, a moze pamietasz taki cytat z Sempolińskiego? Po to Sempolinski został profesorem, żeby Łazuka mógł byc magistrem. To tyle w temacie stopni naukowych dla artystów.
    • 13.05.12, 23:10
      coraz bardziej czekam na recenzje w naukach spolecznych i humanistycznych. wlasnie zagladnalem tutaj. Autor jest mily i podaje na koncu referatu spis swoich publikacji. co prawda nie wszystkie sa opublikowane w Szczecinie, ale chyba wszystkie w Zachodniopomorskiem.....bardzo jestem ciekaw, jak do tego podejda recenzenci.


      --
      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
      • 14.05.12, 00:01
        u tego habilitanta jest jeszcze inna ciekawa rzecz - a mianowicie na samym koncu wymienia osiagniecie w rozumieniu ustawy. ciekawe jest, ze pisze w liczbie mnogiej, wymienia 12 publikacji oraz 7 projektow. przy czym nie pisze ze jest to cykl monotematyczny. ciekawe co ma z tym zrobic recenzent? wybrac sobie najlepsze na osiagniecie? czy tez odrzucac popularnonaukowe po kolei az mu zostanie jakas monografia naukowa?
        dziwie sie coraz bardziej - czy to naprawde tak trudno wskazac jedna monografie do oceny, a reszte wrzucic do dorobku?
      • 14.05.12, 00:17
        Uważaj, bo jak się wielkopolanie dowiedzą, że przeniosłeś Jarocin do zachodniopomorskiego, możesz dostać bęcki ;)
        A dorobek dr. Waldemara to zaiste curiosum zachodniopomorskie.
        • 22.05.12, 12:29
          Zainteresował mnie sposób opisu dotychczasowych dokonań pod kątem kolejnosci podawania informacji o zdobytych stopniach lub miejscach pracy. Zauważam w autoreferatach dwa style: pierwszy, chronologiczny, "od kołyski do trumny" i drugi "od trumny do kołyski". Czyli najpierw jest informacja o doktoracie (data, temat), a potem o magisterce. Podobnie z miejscem pracy, zaczyna sie od ostatniego albo od pierwszego. Rozumiem logikę przedstawiania "odwrotnego"- najwazniejsze i najświeższe wydarzenia na początku, ale sie z nią nie zgadzam. W końcu najpierw było sie magistrem, a dopiero potem doktorem. Ale moze sie mylę, moze powinno być właśnie tak: od konca do początku?
          • 22.05.12, 14:36
            Są 2 szkoły. Wg mnie czytelniejszy jest jednak porządek achronologiczny. Stosuje się go też najczęściej w CV nienaukowych. Wtedy to co jest najbardziej aktualne jest na pierwszym planie. Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom. Z tego co mogę znaleźć w sieci obecnie, przynajmniej za granicą, dominuje porządek achronologiczny.
            • 24.05.12, 12:01
              "Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom"
              Ciekawe... Nie spotkałam się z odwrotnym cytowaniem w publikacjach. Wręcz przeciwnie, często podkreslają koniecznośc zachowania chronologii od najstarszej do najnowszej. Co jest zreszta zasadne, w koncu najpierw był np. Kopernik, a potem Wolszczan, a nie odwrotnie.
              • 24.05.12, 13:10
                Jest dla mnie dosc oczywiste, ze najpierw nalezy podac to, co robilas niedawno. Dosc malo mnie interesowalby dorobek habilitanta tuz po studiach. Wiec nie chce od tego zaczynac czytania spisu publikacji. Podobnie z innymi wiadomosciami.


                kramka1 napisała:

                > "Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom"
                > Ciekawe... Nie spotkałam się z odwrotnym cytowaniem w publikacjach. Wręcz przec
                > iwnie, często podkreslają koniecznośc zachowania chronologii od najstarszej do
                > najnowszej. Co jest zreszta zasadne, w koncu najpierw był np. Kopernik, a potem
                > Wolszczan, a nie odwrotnie.


                --
                James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                • 24.05.12, 13:57
                  dala.tata napisał: "Jest dla mnie dosc oczywiste, ze najpierw nalezy podac to, co robilas niedawno. Dosc malo mnie interesowalby dorobek habilitanta tuz po studiach."
                  Dala, chyba wylewasz dziecko z kapielą...
                  Po pierwsze, jakie studia? Habilitant zeznaje od doktoratu, nie od magisterki.
                  Po drugie, jezeli ocenia sie droge zawodową i publikacyjną, to chyba powinno sie zachować związki przyczynowo-skutkowe. Taki przykład: mam dwie publikacje wynikajace jedna z drugiej. I co, ma je podac w odwrotnej kolejnosci, czyli np. badanie szczególowego zjawiska w Zgierzu, a potem badanie ogólnej sytuacji w województwie łodzkiem? NIe widzę w tym logiki... Mnie wystarczy, że CK wymaga najpierw "zeznania" co do osiągnięć hab., a potem dopiero co do pozostałej reszty dorobku, to to juz przedstawia moją działaność naukową jako błądzenie we mgle.
                  • 24.05.12, 14:22
                    Jak dla mnie to jakiekolwiek podejście chronologiczne jest nie najlepsze.
                    Lepiej pisać w kolejności według istotności prac i ewentualnego ich powiązania ze sobą.
                    Np. "Najważnieszym moim dziełem jest X, w którym napisałem wiele mądrych rzeczy. Było ono uwieńczeniem wielu badań i przemyśleń, zawartych wcześniej m.in w Y, Z i Ż. Później zaś problematykę to poszerzyłem i uszczegółowiłem w Ź".
                    • 24.05.12, 14:29
                      "Np. "Najważnieszym moim dziełem jest X, w którym napisałem wiele mądrych rzeczy. Było ono uwieńczeniem wielu badań i przemyśleń, zawartych wcześniej m.in w Y, Z i Ż. Później zaś problematykę to poszerzyłem i uszczegółowiłem w Ź".

                      O to chodzi, o to chodzi... :))
                      Ale jak to pokazać, gdy sie podaje zaczynając od Twojego Ź (bo najnowsze), a kończy na Y (bo najstarsze)? Z reguły jak cos z czegoś wynika, to "czegoś" jest starsze, a "coś" młodsze. I o taka kolejnośc mi chodzi, o kolejnośc odchodzenia do coraz ciekawszych/ważniejszych/na wyższym poziomie abstrakcji dokonań.
                  • 24.05.12, 17:21
                    no coz, kramko, rob jak uwazasz. nadal uwazam ze spis pblikacji powinien odwrtonie chronilgiczny. autoreferat to co innego i powinien byc problmeowy.
                    --
                    We are the Borg. Resistance is futile
              • 24.05.12, 14:30
                Naprawdę się nie spotkałaś? Z mojej działki większość osób tak szereguje swoje publikacje w cv i na swoich stronach internetowych. Pierwszy z brzegu przykład, zapełnie przypadkowy (osoba mi nie znana) po szyblik wyszukaniu w sieci:
                www.nuff.ox.ac.uk/General/Members/Gambetta.aspx?pub=articles
                • 24.05.12, 17:30
                  No to sie nie zrozumieliśmy...
                  Napisałeś: "Stosuje się go też najczęściej w CV nienaukowych. Wtedy to co jest najbardziej aktualne jest na pierwszym planie. Podobnie w publikacjach daje pierwszeństwo najnowszym dokonaniom."
                  Co ja zinterpretowałam jako uwagi o porządku szeregowania w CV i w publikacjach. A nie, że chodzi o liste publikacji zamieszczoną w cv.
                  • 28.05.12, 22:05
                    Znajomy podrzucił mi link do ciekawej recenzji z jego dziedziny. Polecam, bo to frapująca lektura i jak znalazł do różnych rozważań Habilitanta.
                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/WodeckaBeata/zal2.pdf
                    • 29.05.12, 01:07
                      To rzeczywiście frapująca lektura. Jak napisałem w tym wpisie, bardzo dobrze, że taka recenzja powstała. Mam nadzieję, że i inni recenzenci będą podnosić te kwestie, jednocześnie rozstrzygając niespójności na korzyść habilitantów.

                      --
                      Robię habilitację
                      • 29.05.12, 09:29
                        Dobrze, że ten konkretnie Profesor to Zastępca przewodniczącego Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów, w zasadzie ten głos nie powinien zostać zignorowany.
                        • 29.05.12, 11:21
                          To jest rzeczywiście bardzo dobra wiadomość.

                          Podejrzewam, że to właśnie dlatego, że jest przewodniczącym, postanowił o swych wątpliwościach napisać.


                          rudamaruda1949 napisała:

                          > Dobrze, że ten konkretnie Profesor to Zastępca przewodniczącego Centralna Komi
                          > sja do Spraw Stopni i Tytułów, w zasadzie ten głos nie powinien zostać zignorow
                          > any.


                          --
                          Robię habilitację
                          • 29.05.12, 12:15
                            Ale ta recenzja pokazuje tez bezsilność CK i jej prominentnych członków w sprawie reformy nauki na etapie tworzenia nowej ustawy. Bo przeciez wątpliwosci wyrazone w tej recenzji to nie jest wyłącznie wynik lektury gotowej ustawy, lecz także wczesniejszej lektury jej projektu. Z tego, co mi sie obiło o uszy, wiele istotnych uwag ze strony członków CK nie zostało uwzglednionych przy tworzeniu nowego prawa. No i mamy to, co mamy, czyli sytuację trudną tak dla habilitantów jak i recenzentów ich prac.
                            Przy okazji, czytałam gdzies ostatnio recenzje z doktoratu-składanki kilku publikacji. Jeden z recenzentów odniósł sie do niesłusznych jego zdaniem sformułowan zawartych w wydanych artykułach, a drugi napisał, ze nie dyskutuje z samymi tekstami, bo zostały już przeciez sprawdzone przez fachowców-recenzentów z bardzo powaznych czasopism,w których sie ukazały. Mnie to drugie podejście zdecydowanie bardziej sie podoba. I oby było więcej takich recenzentów, którzy z akceptacją podejda do faktu, ze maja do czynienia z juz zaopiniowanymi tekstami.
                            • 29.05.12, 12:37
                              Ten drugi problem, o ktorym piszesz, jest wg mnie bardziej dotkliwy niz sie wydaje. Gdy niedawno pisalem recenzje habilitacyjna, zastanawialem sie, po jaka cholere mam oceniac rozprawe, skoro ksaizka zostala wydana w serii z bardzo przyzwoitym redaktorem i przeszla przez recenzje. to co ja mam oceniac? ocene recenzentow?

                              Dlatego wlasnie ja mam watpliwosci, po jaka cholere czytac dorobek habilitanta (proon sie strasznie pogniewal na mnie o to). No przeciez to jest juz opublikowane. Wszystko, co mozna ocenic to to, jaki jest ten dorobek (a nie poszczegolne jego czesci, bo to jest juz ocenione). Jedynym wyjatkiem bylby gatunek rozprawy - habilitacja powinna prezetnowac nowe badania, a nie steszczac stare (to robia podreczniki). Absurdalne jest wg mnie wypowiadanie sie na temat tekstow z czolowych pism miedzynarodowych. Po co? Zakladajac, ze habilitant publikuje w NEJM (IF > 50), to recenzent (na dodatek, szanse sa, sam nie publikuje) ma skomentowac, czy to dobre? My juz wiemy, ze to dobre, nie potrzebujemy recenzenta do tego, by to potwierdzil.

                              --
                              I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                              • 29.05.12, 12:58
                                No własnie, tu jest sedno. Dlatego też jako reprezentantka nauk, w których weryfikatorem jakości moga być publikacje w prestizowych czasopismach, optowałam za zniesieniem habilitacji. Bo jeżeli mam dobry dorobek i jestem cytowana, to co mi zmieni w relacjach ze swiatem moich zagranicznych czytelników moja habilitacja? Moim zdaniem nic.
                                A przy okazji habilitacji przezywam mniej wiecej podobne rozterki jak Habilitant: co bedzie, gdy recenzent z gorszym dorobkiem nie zaakceptuje mojego dorobku lub nie zrozumie mojej tematyki? Ćwiczyłam to niezrozumienie już przy okazji mnisterialnego grantu oraz artykułu wysłanego dla krajowej redakcji dośc ważnego anglojezycznego pisma: oba poległy, bo zastrzeżenia były odnośnie metodyki, która uzywają wszyscy w branży, ale tu, w PL, z racji na brak krajowych fachowców, ta metodyka jest kwestionowana.
                                Stąd właśnie ta recenzja prof. Wegrzyna mi tak sie spodobała. Jest odniesienie do wskazników wymaganych przez nowe przepisy, nie ma odnosnie tresci prac.
                                • 29.05.12, 13:36
                                  Habilitancie, małe sprostowanie. "Obiło sie" nie oznacza, ze ja to wiem z pierwszej reki. To dokładnie oznacza, ze wiem metodą "jedna pani drugiej pani". A JPDP nie jest metodą zasługująca na pełną wiarę i opinia wydana na jej podstawie jako taka nie powinna byc cytowana na równi z bardziej wiarygodnymi źródłami. To tak w kwestii mojej ewentualnej kariery jako autorytetu do podpierania sie w dyskusjach. ;))
                                  JPDP usciśla to raczej jako zlekceważenie w procesie legislacji, ale samo nie jest pewnie tej interpretacji. ;))
                                  Przy okazji, skąd Ci sie wziął ten "Marek"?
                                  • 29.05.12, 14:13
                                    Nie mam pojęcia, skąd się wziął Grzegorz Marek....Choć dziwniejsze rzeczy się zdarzały na świecie, ta jest dość dziwna. Sprawdzałem, czy nie ma jakiegoś Marka w składzie CK, ale nie.... no ale Grzegorz stał się już Węgrzynem - dziękuję.

                                    Pomyślałem, że mówisz o ważnej zasadzie JPDP, dlatego napisałem, że podejrzewasz scenariusz. Co do samego scenariusza, to nie jestem pewien, czy to jest ważne, kto zawalił czy zignorował. Dużo ważniejsze jest to, że po raz kolejny wychodzi bubel, który ma konkretne konsekwencje dla konkretnych ludzi w konkretnych ważnych sprawach.


                                    --
                                    Robię habilitację
                                • 29.05.12, 13:39
                                  Rozumiejac to, ja jestem w pelni za utrzymaniem habilitacji, ale wlasnie jako oceny dorobku. Takie oceny sa na calym swiecie i wszyscy sobie z tym jakos radza. od dluzszego czasu uwazam, ze najwiekszym problemem polskiej habilitacji sa wlasnie recenzenci (czesto nie potrafiacy wyscubic nosa spoza wlasnego podworka) i jakosc recenzji.

                                  I nie moge sie doczekac wysypu recenzji humanistycznych.



                                  --
                                  James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                  • 29.05.12, 13:58
                                    > I nie moge sie doczekac wysypu recenzji humanistycznych.

                                    Pierwsze postepowanie zostalo juz zakonczone.

                                    --
                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                    • 29.05.12, 14:18
                                      zauwazylem. ale po tym, jak uslyszalem, ze historia jest nasza polska, nie chce mi sie nawet zagladac do recenzji.

                                      --
                                      James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                      • 29.05.12, 14:31
                                        Mnie sie rzucilo w oczy w konkluzji (pozytywnej) jednej z recenzji, ze habilitant pisze duzo i szybko. Na takie dictum tez mi sie nie chcialo reszty czytac.

                                        --
                                        Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                        • 29.05.12, 15:13
                                          szczerze sie rozesmialem. Bo to juz nawet trudno sie zalamywac.....

                                          charioteer1 napisał:

                                          > Mnie sie rzucilo w oczy w konkluzji (pozytywnej) jednej z recenzji, ze habilita
                                          > nt pisze duzo i szybko. Na takie dictum tez mi sie nie chcialo reszty czytac.
                                          >


                                          --
                                          Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                                        • 29.05.12, 15:38
                                          Ba! Habilitantowi nie jest obca tematyka ogólnopolska, a nawet publikuje w czasopismach o zasięgu ogólnopolskim.

                                          Oh yeahhhh!

                                          --
                                          Robię habilitację
                                          • 30.05.12, 10:07
                                            Pierwsze recenzje z filozofii (jeszcze nie na stronie CK, ale na wydziałowej):
                                            wfis.uw.edu.pl/stopnie-i-tytuly-naukowe/ogloszenia-dot-habilitacji/
                                            • 07.06.12, 06:57
                                              Cytat Granicę między „niesamodzielnym pracownikiem naukowym” a
                                              myślicielem upatruję bowiem w tym, iż ten pierwszy zawsze
                                              potrzebuje podpierać się Bachtinowskim „alibi” w postaci ogromnej
                                              bibliografii i przypisów – „podpórki” cudzych poglądów, natomiast
                                              samodzielny myśliciel ryzykuje na własne konto. Głosi osobiste
                                              przemyślenia „bez alibi”, gotów je w każdej chwili bronić pod swoim
                                              nazwiskiem. Zdecydowany- tym samym - ponosić pełną
                                              odpowiedzialność za to, co prze- myślał , a przedtem prze- żył i prze-
                                              cierpiał. Jak pisał W. Gombrowicz, „najwyższą formą obiektywizmu
                                              jest uświadomiony subiektywizm”.

                                              za: wfis.uw.edu.pl/wp-content/uploads/recenzja-prof.mizinska.pdf

                                              więc jak komuś napisze się podobnie jak komuś wcześniej i nie da przypisu, to się nie nazywa więc plagiat a samodzielne sformułowanie poglądu podobnego do czyjegoś wcześniejszego poglądu
                                              • 07.06.12, 08:30
                                                Wprost przeciwnie - trzeba pisać wyłącznie to, czego nikt nie napisał wcześniej i do czego w żaden sposób nie da się zrobić przypisu. Ups. Przecież gdyby to traktowac serio, trzeba by 90% habilitacji odebrać...
                                              • 07.06.12, 10:03
                                                Co za belkot. Co za zadecie! To sa bzdury, ktore odbieraja dech w piersi.

                                                Mnie sie najbardziej podoba opozycja miedzy niesamodzielnym pracownikeim a myslicielem. Znanym faktem jest przeciez, Ze habilitant nie mysli. Mozliwosc Myslenia uzyskuje dzieki swiatlu habilitacyjnemu.


                                                --
                                                We are the Borg. Resistance is futile
                                                • 07.06.12, 10:17
                                                  Zaczalem czytac recenzje. Scierpialem prolegomena do recenzji (prolegomena!), wyspy dra Nowaka ukladajace sie w archipelag tez zdzierzylem, niestety odpadlem przy slowie 'chwytywanie'. Poziom pretensjonalnosci tej recenzji przeosl mnie.

                                                  --
                                                  We are the Borg. Resistance is futile
                                                  • 07.06.12, 11:02
                                                    Dlatego, dala, nigdy nie zostaniesz "samodzielnym pracownikiem naukowym" w zakresie filozofii :)
                                                    A przy okazji - ciekaw jestem opinii n.t. habilitacji z tak pomiatanej na forum pedagogiki. Jest np. taki wniosek:
                                                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PolakKrzysztof/autoreferat.pdf
                                                    Albo drugi:
                                                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/Piotrowski%20%20Przemyslaw/Piotrowski-Wniosek.pdf
                                                    Tyle, że ten akurat kandydat jest psychologiem, praca także wydaje się mieć taki charakter, a dalsze zamierzenia badawcze też nie kojarzą mi się z pedagogiką.
                                                  • 07.06.12, 11:23
                                                    Ba! nigdy nie zostane myslicielem!

                                                    chilly napisał:

                                                    > Dlatego, dala, nigdy nie zostaniesz "samodzielnym pracownikiem naukowym" w zakr
                                                    > esie filozofii :)



                                                    --
                                                    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                                  • 07.06.12, 11:27
                                                    chilly napisał:

                                                    > Dlatego, dala, nigdy nie zostaniesz "samodzielnym pracownikiem naukowym" w zakr
                                                    > esie filozofii :)
                                                    > A przy okazji - ciekaw jestem opinii n.t. habilitacji z tak pomiatanej na forum
                                                    > pedagogiki. Jest np. taki wniosek:
                                                    > www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PolakKrzysztof/autoreferat.pdf

                                                    On dzieli liczbe punktow przez liczbe wspolautorow. Gdyby fizykowi w ten sposob policzyc punkty, na habilitacje nie mialby zadnych szans. Malo publikacji i w dodatku tylko jedna samodzielna.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 07.06.12, 11:54
                                                    tak na oko ma dorobek większy od większości habilitowanych pedagogów (nie licząc oczywiście naszego tu-gościa-dyskutanta), no i uparciuszek, trzeci raz pochodzi do hab...
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 07.06.12, 23:43
                                                    You're talking to me? To me, adept?
                                                  • 07.06.12, 23:47
                                                    zapomniałem... ;-)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 07.06.12, 13:45
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > On dzieli liczbe punktow przez liczbe wspolautorow. Gdyby fizykowi w ten
                                                    > sposob policzyc punkty, na habilitacje nie mialby zadnych szans. Malo publikacj
                                                    > i i w dodatku tylko jedna samodzielna.

                                                    Grrr... Nie ma habilitacji za punkty! I dzięki Bogu, że nie ma habilitacji za punkty.
                                                    W przypadku "osiągnięcia habilitacyjnego" takiego, jak w omawianym przypadku - prace zbiorowe, trzech autorów powtarza się w większości z nich, ale habilitant zawsze jest pierwszym autorem - kluczowe będą oświadczenia współautorów, ustalenie, czy wkład habilitanta był dominujący, czy przyczynkarski i czy habilitant wykonywał jakąś część samodzielnie. *Dokładnie to* analizuje dwóch z trzech recenzentów, w tym prof. Tomala z naszego Wydziału.

                                                    Natomiast punkty za prace wieloautorskie dzieliło się - zresztą według różnych algorytmów -
                                                    na poszczególnych autorów przy ocenie parametrycznej instytucji (wydziałów, instytutów).
                                                    --
                                                    Fachowiec pseudodydaktyk
                                                  • 07.06.12, 13:58
                                                    pfg napisał:

                                                    > Grrr...

                                                    Nie warcz na mnie... Ja to wszystko wiem. Wlosy mi staja deba, jak widze, co wszelkiej masci humanisci wyprawiaja ze wspolautorstwem.


                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 07.06.12, 14:12
                                                    ale to chario raczej wszelkiej maści niż humaniści... w humanistyce sensu stricto rzadko spotkasz prace współautorskie i to rzadko znaczy - bardzo rzadko :)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 07.06.12, 14:19
                                                    To prawda. i od czasu, kiedy uslyszalem od polonistki, ze prace wspolautorskie nie licza sie do dorobku, zwatpilem, czy humanisci sensu stricto w ogole rozumieja idee wspolautorstwa.

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > ale to chario raczej wszelkiej maści niż humaniści... w humanistyce sensu stric
                                                    > to rzadko spotkasz prace współautorskie i to rzadko znaczy - bardzo rzadko :)


                                                    --
                                                    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                                  • 07.06.12, 14:36
                                                    ale też ja nie za bardzo widzę, na czym taka praca miałaby polegać (sam mam jedną taką na koncie, w zasadzie zostałem zmuszony do dopisania się w związku ze swoim wkładem pomysłowo-redakcyjnym w tekst)...
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 07.06.12, 14:39
                                                    Skoro zostales dopisany, to rzeczywiscie nie rozumiesz.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 07.06.12, 14:47
                                                    nie mam przekonania, czy to właściwie wysnuty wniosek :) (mogę natomiast rozumieć taki proceder w lingwistyce, przynajmniej w jej części, w tym, co Ty robisz - choć nie mam też przekonania, że to tylko humanistyka...).
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 07.06.12, 14:48
                                                    no coz, to ze nie widzisz, moze niekoniecznie wyklucza ja z dorobku innych :-)

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > ale też ja nie za bardzo widzę, na czym taka praca miałaby polegać (sam mam jed
                                                    > ną taką na koncie, w zasadzie zostałem zmuszony do dopisania się w związku ze s
                                                    > woim wkładem pomysłowo-redakcyjnym w tekst)...


                                                    --
                                                    We are the Borg. Resistance is futile
                                                  • 07.06.12, 14:55
                                                    ale ja w ogóle nie wykluczam :), nie wiem, skąd ci się to wzięło... jestem za wkluczaniem... :)
                                                    tak sobie tylko głośno myślę, czy np. N. Davies powinien dopisywać researcherów i redaktorów polskich wersji...??? no, nie, a może powinien? (co do reszty, którą dostrzegam jako istniejącą, wspomniałem w poprzednim poście). Ciekawi mnie raczej to, na ile wynika ta kwestia z faktu, że "tradycyjna" humanistyka wyrasta z epoki indywidualności, a na ile po prostu ze specyfiki przedmiotu, ot tyle :)
                                                    --
                                                    Louder Than Bombs...
                                                  • 07.06.12, 15:01
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Nie warcz na mnie... Ja to wszystko wiem.

                                                    A, to przepraszam.
                                                    --
                                                    Ignorant schmuck
                                              • 07.06.12, 13:48
                                                Bardzo się cieszę, że mogę donieść, iż już opisałem tę niezwykłość: moment oświecenia habilitacyjnego .

                                                --
                                                Robię habilitację
    • 29.05.12, 15:55
      Nie powstrzymałem się i skomentowałem.

      --
      Robię habilitację
      • 29.05.12, 16:43
        Hehe, w dwoch swiatach to ja zyje od dawna. Zaczelo sie od lekkiej schizy, teraz wszystko wskazuje na to, ze wojna swiatow jest nieuchronna.

        --
        Buty na nogi! Trzeba wiać!
      • 07.06.12, 21:39
        tak, znam ten model "rozwoju naukowego". Sam publikuję po 6-7 artykułów rocznie, co uważam za liczbę zbyt dużą i chcę zmniejszyć ją do 3-4. Ale za to solidnych.

        Co mnie powstrzymywało do tej pory? Ano zachowanie niektórych kolegów, którzy rocznie produkują po 10-15 publikacji, zgarniając co roku nagrody rektora za wyniki naukowe. A raczej nie ich zachowanie - tylko oczekiwania recenzentów, o których właśnie wspomniałeś.

        Po doktoracie usłyszałem, że bez 30 publikacji podoktoratowych nie ma się co brać za pisanie książki habilitacyjnej. Gdy spytałem o jakość tych publikacji, stwierdzono że dorobek ma być głównie "ilościowy"...
        --
        you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
    • 04.06.12, 13:58
      tabelka z iloscia stron przypadajaca na habilitantke jest dosc rozczulajaca. Habilitantka notuje nawet ilosc stron w artykule i zestawia je z iloscia stron, ktore sama napisala w tekstach, ktorych jest jedyna autorka.

      i warto zwrocic uwage na to, ze autorka dokladnie omawia badania i ksiazke. zaden tam wklad w dyscypline. Omowienie jest tak dokladna, nawiasem mowiac, ze autorka moze zakladac, ze recenzenci nie dadza rady przeczytac jej dziela.


      --
      Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
      • 04.06.12, 19:00
        dala.tata napisał:

        > tabelka z
        > iloscia stron przypadajaca na habilitantke jest dosc rozczulajaca. Habilitantka
        > notuje nawet ilosc stron w artykule i zestawia je z iloscia stron, ktore sama
        > napisala w tekstach, ktorych jest jedyna autorka.

        Jezeli chce sie habilitowac na podstawie pracy wspolautorskiej, to nie jest to glupi pomysl. Niektorzy recenzenci maja specyficzne podejscie do wspolautorstwa. Z wspolautorami tez roznie bywa, wiec dobrze miec pewne rzeczy czarno na bialym.

        --
        Buty na nogi! Trzeba wiać!
        • 04.06.12, 19:42
          " Habilitantka notuje nawet ilosc stron w artykule i zestawia je z iloscia stron, ktore
          sama napisala w tekstach, ktorych jest jedyna autorka."
          "Jezeli chce sie habilitowac na podstawie pracy wspolautorskiej, to nie jest to
          glupi pomysl."

          No oczywiscie nie jest głupi. Moze tabelka wygląda z lekka smiesznie, ale spełnia swoje zadanie. Wiadomo, co konkretnie autorka zrobiła. Pewien ważny członek CK przy omawianiu nowych przepisów sugerował, ze wspołudział ma byc okreslony nie przez %, lecz wskazanie, ktorą czynnośc przy badaniach, który wynik, ktory wykres i którą tabelkę zrobił aplikant. Ja tak własnie podejdę do oświadczen wspolautorów. Co mi po tym, ze napiszą np. 30%, skoro ja jestem autorem 100% badań wykonanej konkretna metodą (a to z kolei wynosi np. 50% całej pracy), i na temat zastosowania tej metody bedzie moja hablitacja.
          • 04.06.12, 20:31
            A to bardzo przepraszam. Ja sie odzywem z sasiedniego wszechswiata.
            --
            James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
          • 04.06.12, 23:14
            kramka1 napisała:

            > Wiadomo, co konkretnie autorka zrobiła. Pewien ważny członek
            > CK przy omawianiu nowych przepisów sugerował, ze wspołudział ma byc okreslony
            > nie przez %, lecz wskazanie, ktorą czynnośc przy badaniach, który wynik, ktory
            > wykres i którą tabelkę zrobił aplikant.

            No tak zgodnie z doktryną ma być. Praca współautorska może być podstawą habilitacji, jeżeli kandydat robił wydzieloną część badań. (Cytuję z pamięci.)
            --
            ludzie oderwani od polskości
        • 04.06.12, 20:08
          aspirantka do habilitacji idzie metoda:

          "wymyśl najgłupszy sposób interpretowania mętnych zasad"

          i to jest słuszne.
    • 04.06.12, 14:11
      jest tez pierwsze zakonczone postepowanie w naukach spolecznych. Jedna z recenzentek uwaza index h=1 za dowod za wysoki poziom merytoryczny publikacji habilitantki. nic dodac, nic ujac.


      --
      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
      • 04.06.12, 23:16
        dala.tata napisał:

        > Jedna z recenzentek uwaza index h=1 za dowod za wysoki poziom merytoryczny publikacji

        Wow! Ktoś coś zacytował!
        --
        Twierdza konserwy polskiej fizyki
    • 20.06.12, 12:38
      Przepraszam, ale nie moge sie powstrzymac.

      Otoz dzieki temu autoreferatowi wiemy jak po angieslku jest 'autoreferat'. I okazuje sie, ze 'autoreferat' po angielsku jest 'autoreferat' :-) (str. 16). zastanawiam sie, czy sie ty wymagia [otorefirat] czy moze po prostu [otoreferat] czy tez bardziej ze swojska [autoreferat].

      --
      Doktorat - nauka - uczelnia
      Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
      • 20.06.12, 13:09
        "Kontakt poprzez sztukę zbliża dzieci i ludzi do siebie"


        psycholog po KUL...
        --
        Louder Than Bombs...
        • 20.06.12, 13:14
          a tak na marginesie to wtf??? wniosek profesorski??? bo facet pisze, że był promotorem pomocniczym jak nie było takiej funkcji oraz pisze, że jest obecnie promotorem doktoratu... już za pisanie bredni wywaliłbym...
          --
          Louder Than Bombs...
          • 20.06.12, 13:53
            na psychologii kwantowej to sie nie znam, ale dla mnie to on powinien dostac habilitacje z czarnej magii.
            --
            I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
        • 20.06.12, 13:55
          na stronie 8 jest akapit o swiadomosci. i dowiadujemy sie tam, ze w starosci swiadomosc ginie zanika, bo se czlowiek nie moze przypomniec o roznych rzeczach....katastrofa
          --
          I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
          • 20.06.12, 14:59
            Facet jest ogólnie niezły jajcarz :)
            Dla przykładu:
            - chwali się projektami składanymi do KBN-u (czyli złożonymi - ale nie uzyskanymi - wnioskami grantowymi) - str. 9
            - jest promotorem doktoratu, w którym jeszcze nie otworzono przewodu - str. 10
            - odkrył "niepodważalną hipotezę badawczą" - str. 10
            - jest autorem 21 artykułów pod redakcją - str. 11
            - jest założycielem i prezesem internetowej grupy dyskusyjnej (wow!) - str. 12 ("aby zamieszczać posty w tej grupie wyślij e-mail na adres..." - reklama dźwignią nauki, najlepiej w autoreferacie)
            Czy to uwspółcześniona wersja rodzimego Sokala? Lepiej za mocno nie krytykować, bo mam nadzieję, że zbieżność nazwisk przypadkowa ;-)
      • 20.06.12, 14:49
        dala.tata napisał:

        > Otoz dzieki temu autoreferatowi

        To jest bełkot. Czysty bełkot.
        --
        Fachowiec pseudodydaktyk
        • 20.06.12, 15:28
          Mialem nadzieje ze to powiesz. i nie okaze sie, ze za chwile bede musial sie uczyc psychologii kwantowej.

          pfg napisał:

          > dala.tata napisał:
          >
          > > Otoz dzieki temu autoreferatowi
          >
          > To jest bełkot. Czysty bełkot.


          --
          James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
          • 20.06.12, 15:35
            dala.tata napisał:

            > i nie okaze sie, ze za chwile bede musial sie uc
            > zyc psychologii kwantowej.

            Tego, mój drogi, nie można wykluczyć. Czasy się zmieniają. Witaj, psychologio kwantowa, witaj, simpsonologio!
            --
            Fachowiec pseudodydaktyk
            • 20.06.12, 16:04
              ah, ja nie wykluczam, ja po prostu mialem nadzieje, ze psychologia kwantowa bedzie w innej wersji niz ta zaproponowana w autoreferacie.
              --
              Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
              • 20.06.12, 17:25
                Mnie powalił nastepujący "wkład pracy w rozwój nauki":
                "Na podstawie wieloletnich badań wykazałem, ze muzyka typu house, heavy-metal, techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjną rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności /../" (pisownia oryginalna).

                Moje rytmy biologiczne mówią: ciszej nad tą trumną....
                • 20.06.12, 17:46
                  starczy, ze siadziesz kolo Nergala i masz po ptokach.

                  kramka1 napisała:

                  > Mnie powalił nastepujący "wkład pracy w rozwój nauki":
                  > "Na podstawie wieloletnich badań wykazałem, ze muzyka typu house, heavy-metal,
                  > techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjn
                  > ą rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności /../" (pisownia oryginal
                  > na).
                  >
                  > Moje rytmy biologiczne mówią: ciszej nad tą trumną....


                  --
                  Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
    • 22.06.12, 15:56
      ten habilitant w swym autoreferacie nawet nie potrafil ze zrozumieniem przeczytac ustawy i rozporzadzenia. dla niego osiagniecie (po staremu rozprawa) to calosc dorobku pulikacyjnego.

      i juz nie wiem czy smiac sie, czy plakac (ze smiechu).
      --
      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
      • 22.06.12, 16:04
        i bardzo mi sie podoba na str. 14 postawa historyka. Habilitant apeluje O cala prawde, a nie manipulowanie faktami.

        O cala prawde! to jest prawdziwa historia! a nie jakas, panie, postmodernistyczna (tfu!)!

        --
        Doktorat - nauka - uczelnia
        Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
        • 22.06.12, 16:17
          Mi tam najbardziej podoba się sprawdzanie cytowań przez aplikację "Publisch and Perish" :)
          freudian slip?
          • 22.06.12, 16:21
            Moglby byc konsekwentny i zrobic: Publisch und Perisch

            fajnytoster napisał:

            > Mi tam najbardziej podoba się sprawdzanie cytowań przez aplikację "Publisch
            > and Perish"
            :)
            > freudian slip?


            --
            Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
        • 22.06.12, 16:19
          lakonicznosc tego autoreferatu jest idzie chyba nieco daleko..
          --
          Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
          • 22.06.12, 17:16
            lakoniczna, bo dostała tylko gran... gdyby miała grant, to by się rozpisała...
            --
            Louder Than Bombs...
            • 22.06.12, 17:19
              dobrze ze nie gram :-)

              adept44_ltd napisał:

              > lakoniczna, bo dostała tylko gran... gdyby miała grant, to by się rozpisała...


              --
              Doktorat - nauka - uczelnia
              Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
              • 22.06.12, 17:26
                nie starczyłby, by wpaść na pomysł zajmowania się tym, czym się zajmuje habilitantka...
                --
                Louder Than Bombs...
      • 22.06.12, 16:30
        Niejeden nie zrozumiał, np. tutaj www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/NowakPiotr/autoreferat.pdf
        Recenzenci też nie wszyscy zrozumieli. Tutaj dużym błędem CK było znaczne opóźnienie z opracowaniem instrukcji i ujednoliconych formularzy. Nikt też chyba ze strony CK nie kontroluje co ludzie wypisują w tych autoreferatach i recenzjach i w jaki sposób odnoszą się do "osiągnięcia". W sumie dużo zamieszania wniosła ta zmiana terminologiczna w ustawie. U nas na wydziale wziąż słychać, że w nowej procedurze nie trzeba mieć rozprawy. A przecież zgodnie z ustawą "osiągnięcie" to mniej więcej to samo co poprzednio "rozprawa", forma też analogiczna (monografia lub cykl publikacji).
        • 22.06.12, 16:38
          zupelnie sie z tym nie zgadzam. ujednolicenie na tympoziomie rozwoju naukowego jest nieporozumieniem. kazdy powienien pisac, jak chce. jak habilitant chce napisac, ze ma zajebisty dorobek, niech pisze. recenzenci maja ocenic, co pisze habbilitant. i tyle.

          --
          James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
          • 22.06.12, 16:44
            No ja uważam inaczej. Uważam, że habilitant powinien podać co jest jego "osiągnięciem", skoro tego wymaga ustawa. A jak nie poda, to powinno się mu zwrócić dokumenty, bo nie sposób go ocenić zgodnie z ustawą. A ujednolicony format autoreferatu wymusza podanie tego, co trzeba. Co do formularzy dorobku to nie uważam, że są w porządku (oprócz przesady w oświadczeniach przy publikacjach współautorskich). Porządkują i ułatwiają ocenę.
            • 22.06.12, 16:55
              Miało być "Co do formularzy dorobku to uważam, że są w porządku (oprócz przesady w oświadczeniach przy publikacjach współautorskich). Porządkują i ułatwiają ocenę."


              akot20 napisała:

              Co do formularzy dorobku to nie uważam,
              > że są w porządku (oprócz przesady w oświadczeniach przy publikacjach współauto
              > rskich). Porządkują i ułatwiają ocenę.
            • 22.06.12, 17:03
              Jesli habilitant nie jest w stanie przeczytac ustawy i rozporzadzenia, to bardzo mozliwe, ze nie powienien byc habilitantem. Jesli trzeba 'wymusic' podanie tego, co trzeba, na poziomie habilitacji, to na poziomie licencjatu powinnismy wymagac przepisywania z tablicy.

              --
              We are the Borg. Resistance is futile
      • 24.06.12, 00:47
        dala.tata napisał:

        > dla niego osiagniecie (po staremu rozprawa) to calosc dorobku pulikacyjnego.

        No to mamy problem. Wyglada na to, ze osiagnieciem dla humanisty jest wszystko, czyli nic, a pozostaly dorobek to brak dorobku (ehem, udzial w recenzowanych konferencjach naukowych...).


        --
        Buty na nogi! Trzeba wiać!
        • 24.06.12, 00:55
          Osiagniecie to 6 artykulow opublikowanych, 1 tlumaczenie, 3 prace w druku. Ide poszukac szczeki w piwnicy.

          --
          Buty na nogi! Trzeba wiać!
          • 24.06.12, 09:31
            Może liczy na stara zasadę: nieważna praca, ważny promotor (z dowcipu o wilku, zajączku i jego promotorze misiu). Choć formalnego promotora przy habilitacji, rzecz jasna, nie ma.
            Mnie niemniej zdumiała zasobność finansowa KUL. Mało kto - zwłaszcza w humanistyce - ma możliwość zwiedzić (konferencyjnie) taki kawał świata.
            A z innej jeszcze strony, już w starym systemie zdumiewało mnie zróżnicowanie wymagań w poszczególnych dyscyplinach. W jednej kandydat, mając 20 publikacji w impaktowanych żurnalach zastanawiał się czy już występować, w innej - 10 publikacji w "Buraku Polskim", "Postępach Krawieckich" czy "Osiągnięciach Żurnalistyki" wystarczało na habilitację.
            • 24.06.12, 10:01
              chilly napisał:
              "już w starym systemie zdumiewało mnie zróżnicowanie wymagań w poszczególnych dyscyplinach. W jednej kandydat, mając 20 publikacji w impaktowanych żurnalach zastanawiał się czy już występować, w innej - 10 publikacji w "Buraku Polskim", "Postępach Krawieckich" czy "Osiągnięciach Żurnalistyki" wystarczało na habilitację."
              U mnie na Wydziale dawniej mówiło sie o 5 publikacjach do hab. i 5 pozostałych oraz łacznie-kiedyś 200 pkt., a potem 300 pkt. MNiSW Oczywiscie nie mowiło sie tak o "buraczanych" publikacjach, ale o mniej czy bardziej liczacych sie (nie po polsku, rzecz jasna, ale to oczywiscie specyfika dziedziny eksperymentalnej). Duzo czy mało, kwestia umowna, Wydział jest pewnie w srodku krajowej stawki ze swojej dziedziny.
              W ogóle w naukach, w których trzeba zrobic jakis eksperyment, na który z kolei trzeba z reguły sporych pieniędzy, liczba publikacji bywa chyba z zasady niższa niż u nieeksperymentalnych. Mnie w każdym razie powala dorobek liczacy kilkadziesiąt pozycji. U mnie taki dorobek to domena porządnej profesury; adiunkt miewa odpowiednio mniej, czyli poniżej 20.
              • 24.06.12, 12:14
                wow! 10 publikacji od doktoratu do habilitacji. to jest niezle. naprawde niezle. i jeszcze 8 lat to malo.


                kramka1 napisała:

                > U mnie na Wydziale dawniej mówiło sie o 5 publikacjach do hab. i 5 pozostałych
                > oraz łacznie-kiedyś 200 pkt., a potem 300 pkt. MNiSW Oczywiscie nie mowiło sie
                > tak o "buraczanych" publikacjach, ale o mniej czy bardziej liczacych sie (nie p
                > o polsku, rzecz jasna, ale to oczywiscie specyfika dziedziny eksperymentalnej).

                --
                James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                • 24.06.12, 13:57
                  dala.tata napisał:

                  > wow! 10 publikacji od doktoratu do habilitacji. to jest niezle. naprawde niezle
                  > . i jeszcze 8 lat to malo.

                  Dala, jezeli chcemy miec publikacje najwyzszych swiatowych lotow, to w naukach eksperymentalnych 3-4 lata na wyprodukowanie jednej sztuki od zaprojektowania badania do zlozenia artykulu w wydawnictwie to moze byc w sam raz, a nawet za malo czasami. O jakosci i ilosci powinien sie wypowiadac kompetentny recenzent.

                  --
                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                  • 24.06.12, 14:01
                    akceptuje to, jednak nawet zakladajac, ze potrzeba tych 3-4 lat, to jakos nie sadze, zeby habilitant zaczynal od zera i tak siedzial nad jednym projektem przez 3-4 lata. w takiej sytuacji publikowalby dwa teksty w ciagu 8 lat na habilitacje.

                    Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie. Widocznie nie zna tej zasady 3-4 lat.

                    charioteer1 napisał:

                    > Dala, jezeli chcemy miec publikacje najwyzszych swiatowych lotow, to w naukach
                    > eksperymentalnych 3-4 lata na wyprodukowanie jednej sztuki od zaprojektowania b
                    > adania do zlozenia artykulu w wydawnictwie to moze byc w sam raz, a nawet za ma
                    > lo czasami. O jakosci i ilosci powinien sie wypowiadac kompetentny recenzent.
                    >


                    --
                    We are the Borg. Resistance is futile
                    • 24.06.12, 14:08
                      Zalezy od dziedziny i od organizacji pracy. Zalezy od specyfiki badania. Dlatego mysle, ze wszelkie kryteria dotyczace wymaganej liczby prac sa bez sensu. Jak bedziesz wymagal od wszystkich 30 publikacji w ciagu 8 lat, to ludzie beda masowo produkowac makulature.

                      --
                      Please use elevator, stairs stuck between floors.
                      • 24.06.12, 14:47
                        pewnie masz racje. i tak ogolnie to mysle, ze 10 porzadnych tesktow to by bylo cos.

                        charioteer1 napisał:

                        > Zalezy od dziedziny i od organizacji pracy. Zalezy od specyfiki badania. Dlateg
                        > o mysle, ze wszelkie kryteria dotyczace wymaganej liczby prac sa bez sensu. Jak
                        > bedziesz wymagal od wszystkich 30 publikacji w ciagu 8 lat, to ludzie beda mas
                        > owo produkowac makulature.
                        >


                        --
                        We are the Borg. Resistance is futile
                    • 26.06.12, 18:29
                      Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug tego, co powiedzial,
                      > malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie.
                      No, tu już nie zdzierżyłam. Do 12 publikacji to on może być dopisany. Np za to, że robił oznaczenia czegoś tam. Albo jest kierownikiem zakładu i dopisują go wszyscy pracownicy. Ale nikt nie jest w stanie zaprojektować w ciągu roku 12 eksperymentów, przeprowadzić i jeszcze opisać.
                      Nawiasem mówiąc u mnie najwięcej publikacji ma kolega, który bada pacjentów. Każdy musi być zbadany, niezależnie co się z nim dalej robi ;) Czyli kolega za swój wkład (konieczny i pomocny ale w sumie wynikający z zakresu obowiązków) jest dopisywany do każdej publikacji z tego miejsca pracy. A jaka różnorodność dziedzin!
                      • 26.06.12, 20:26
                        jetem absolutnie pwny, ze moj znajomy chemik nie projektuje i nie przeprowdza 12 eksperymentow. robia to inni. i ja zreszta tego nie powiedzialem. ja jedynie powiedziaelm, ze mi mowi, ze sie nie dopisuje, a atem ma realny wplyw na forme i tresc artykulu.
                        --
                        James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                        • 26.06.12, 20:41
                          Wiesz, Dala, to jest taki drobny niuans. "Ma" 12 publikacji, a tak naprawdę jest umieszczony jako wspolautor w 12 publikacjach. I oczywiscie moze nie za darmo, a za przejrzenie tekstu, zasugerowanie metody badawczej, a moze nawet za podrzucenie tematu do badan. Ale nie za wykonanie 12 badań, bo to w eksperymentanych byłoby niemozliwe. Więc Twoja uwaga o autorze 12 publikacji rocznie jest cokolwiek taką Tischnerowską trzecią prawdą. ;)
                          • 26.06.12, 21:00
                            czwartą, jeżeli dobrze odczytuję twoje intencje... (i pamiętam wykłady...;-)
                            --
                            Louder Than Bombs...
                          • 26.06.12, 21:31
                            nie wiem, nie sprawdzalem. powtorzylem, co mi mowil. czy wierze? raczej tak.
                            --
                            We are the Borg. Resistance is futile
                            • 26.06.12, 22:11
                              Oj, dala, humanista, a nie chwyta.. ;))
                              Rzecz nie w tym, co on powiedział, a w tym, co Ty napisałeś. A dokładniej chodzi o kontekst Twojej wypowiedzi. Nie można porównywać dorobku profesora-szefa z dorobkiem adiunkta przed habilitacją (a o tym w koncu jest ten wątek, o habilitantach). Zasadniczo nikt nie kwestionuje 12 publikacji, ale nie mozna sie zgodzić z ujeciem tego jako: ma 12 publikacji rocznie. Miec to moze pierwszy autor, a nie jeden z pozostałych.
            • 24.06.12, 11:06
              Najbardziej chyba zdumiewa mnie przedstawianie do oceny prac nieopublikowanych. Wole 10 prac w sensownych monografiach od 30 żytnio-ziemniaczanych.

              --
              Buty na nogi! Trzeba wiać!
              • 24.06.12, 12:13
                Nie zalapalem, ze przepraszam co? prace nieopublikowane???? Gdzie mi to cudo umknielo?

                charioteer1 napisał:

                > Najbardziej chyba zdumiewa mnie przedstawianie do oceny prac nieopublikowanych.
                > Wole 10 prac w sensownych monografiach od 30 żytnio-ziemniaczanych.
                >


                --
                Doktorat - nauka - uczelnia
                Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                • 24.06.12, 13:50
                  Nr 6, 8 i 10 osiagniecia. Nr 10 zostal "zamowiony i zaakceptowany do publikacji", wiec z duzym prawdopodobienstwem ten artykul jeszcze nie istnieje, moze w formie abstraktu zlozonego przez redaktora tomu w wydawnictwie co najwyzej...

                  --
                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                  • 24.06.12, 13:58
                    niesamowite. nawiasem mowiac CK wyraznie mowi, ze rozprawa musi byc opublikowana. bardzo jestem ciekawy, co na to powiedza recenzenci.

                    --
                    Doktorat - nauka - uczelnia
                    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                    • 24.06.12, 14:09
                      Jak rozumiesz ustawowe: "w zasadniczej części"?

                      dala.tata napisał:
                      > niesamowite. nawiasem mowiac CK wyraznie mówi, ze rozprawa musi byc opublikowan
                      > a.

                      ustawa mówi, że ma być w zasadniczej części - nie musi więc być w "całości", możliwe, że w zasadniczej części, jest to po otrzymaniu pozytywnych recenzji z informacją o akceptacji do druku
                      • 24.06.12, 15:25
                        Nie rozumiem tego. zupelnie nie rozumiem. jednak masz racje, ze taki zapis jest.
                        --
                        James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                        • 24.06.12, 18:16
                          Z tego wynikać może, że ustawodawca (niekoniecznie recenzenci) dopuszcza publikowane na internecie "working papers", na przykład NBER, REPEC, SSRN, "monografie", coś w ten deseń. Bo nie ma tam przeciwwskazań aby "opublikować" tam 150 stronicowy materiał, który nawet może mieć doi jak się doda go na figshare lub podobne miejsce.
                          Ustawa nie wymaga aby dzielo bylo recenzowane - jedynie wspomina, że recenzenci maja brac pod uwage gdzie to bylo wydane. Jednak chyba takie miejsca sa nie gorsze niz garaz szwagra i wspolnicy, a tak czesto publikuja sie ksiazki profesorskie.
            • 24.06.12, 15:56
              chilly napisał:

              > W jednej kandydat, mając 20 publikacji w
              > impaktowanych żurnalach zastanawiał się czy już występować, w innej - 10 publik
              > acji w "Buraku Polskim", "Postępach Krawieckich" czy "Osiągnięciach Żurnalistyk
              > i" wystarczało na habilitację.

              Dalej tak będzie. Jaki poziom dyscypliny, taki znaczący wkład.
              --
              Kozak frajer
              • 24.06.12, 17:18
                Dala napisała: "akceptuje to, jednak nawet zakladajac, ze potrzeba tych 3-4 lat, to jakos nie sadze, zeby habilitant zaczynal od zera i tak siedzial nad jednym projektem przez 3-4 lata. w takiej sytuacji publikowalby dwa teksty w ciagu 8 lat na habilitacje. Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie. Widocznie nie zna tej zasady 3-4 lat."
                W znajomym Instytucie PAN (nauki eksperymentalne, poziom wysoki) przyjmuje sie, ze średnioroczny dorobek pracownika to jedna publikacja. Tyle wystarcza do pozytywnej oceny wydajnosci. Moja średnia nie przekracza 1,5. Mało? Mało, ale to publikacje "małoautorowe", a ja jako I-y autor. Abym miała tych publikacji więcej, musiałabym mieś sukcesy w kazdym konkursie grantowym (nie mam) lub byc uczestnikiem licznych cudzych projektów (nie jestem). Tu wychodzi swoją drogą brak precyzji w ocenie. Bo jedni maja mało, ale jako pierwsi autorzy, a inni mają multum publikacji z daleką pozycją na liscie autorów. Sama liczba publikacji bez podania info, za ile odpowiadał dany klient jako I-y autor moze byc mocno mylaca. Czy ten Twój chemik był I-ym autorem, czy po prostu był jednym z trybików w wieloosobowych projektach?
                • 24.06.12, 17:21
                  Jeszcze jedno.
                  Dala: "Publikuje, wedlug tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie". A ja sie tu spytam o rozumienie słowa: publikuje. Czy jest I-ym autorem, czy autorem "pomocniczym"? A jeżeli jest jednym z wielu, którzy brali udział jedynie w małej częsci projektu, to czy słowo "publikuje" jest na miejscu?
                • 24.06.12, 17:24
                  Uscislając: w tym Instytucie jedna publikacja rocznie to minimalny dorobek, rzecz jasna. Taki, by pracownika pozytywnie zweryfikowac.
                  • 24.06.12, 17:58
                    to jest znaczna roznica nie? miedzy minimum a dorobkiem, ktory uznamy za dobry.

                    znajomy chemik ma oczywiscie granty i ludzi przy grantach. jest profesorem, jednak, jak twierdzi, nie dopisuje sie. gdy jest jego nazwisko ma realny w klad w tekst.

                    kramka1 napisała:

                    > Uscislając: w tym Instytucie jedna publikacja rocznie to minimalny dorobek, rze
                    > cz jasna. Taki, by pracownika pozytywnie zweryfikowac.


                    --
                    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                    • 24.06.12, 20:09
                      "znajomy chemik ma oczywiscie granty i ludzi przy grantach. jest profesorem, jednak, jak twierdzi, nie dopisuje sie. gdy jest jego nazwisko ma realny w klad w tekst."
                      No czyli wszystko jasne. Ta duża liczba publikacji dotyczy profesora z (dużym) zespołem, a my zasadniczo dyskutujemy o adiunktach.
                      A w to, że się za darmo nie dopisuje, jak najbardziej wierzę. Tez bym wpisała na liste autorów jakiegos profesora X, gdyby był autorytetem z mojej dziedziny i np. zechciał rzucic okiem na mój tekst, by go poprawić. Takie poprawianie zajmuje duzo mniej czasu niz wykonanie eksperymentu i jego opisanie, ale na pewno zasługuje na uznanie autora poprawek za współautora.
                      • 24.06.12, 20:18
                        Naoisalem, ze nie dopisuje sie!!! A nie ze nie dopisuje.

                        Mowie o tym, ze nie dopisuje sie do tekstow swoich wspolpracwonikow, jesli do tekstu nie mial rzeczywistego wkladu.
                        --
                        James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                        • 24.06.12, 20:22
                          Dala, a co ja napisałam? Że wierze, ze sie nie dopisuje. A ja sama bym dopisała profesora, którego jedynym wysilkiem byłaby poprawa tekstu ( w domysle: takiego, co by nic nie robił, nie dopisuję). Czyli to samo, co mniej wiecej napisales. A chyba nie sugerujesz, ze Twoj profesor robił eksperyment, a poprawki w tekscie robili jego podwladni? ;)))
                          • 24.06.12, 20:55
                            to ja nie rozumiem twojego postu, ale spoko. :-)

                            kramka1 napisała:

                            > Dala, a co ja napisałam? Że wierze, ze sie nie dopisuje. A ja sama bym dopisała
                            > profesora, którego jedynym wysilkiem byłaby poprawa tekstu ( w domysle: takieg
                            > o, co by nic nie robił, nie dopisuję). Czyli to samo, co mniej wiecej napisales
                            > . A chyba nie sugerujesz, ze Twoj profesor robił eksperyment, a poprawki w tek
                            > scie robili jego podwladni? ;)))


                            --
                            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                            • 24.06.12, 21:46
                              Przerwa w meczu, więc ja raz jeszcze. On jest profesor, ja nie jestem. On sie nie dopisuje, jak nic przy cudzej publikacji nie zrobi. Ja nie dopisuję profesorów, jeżeli nic nie zrobia przy mojej publikacji. Róznica pomiedzy profesorem i moją nieprofesorską osobą jest taka, ze do wpisania na liste autorów ja musze wykonac całą czarną robote, czyli eksperyment etc, a profesorowi wystarczy, że przejrzy gotowy tekst. Ja wierze, ze jest wielu profesorów, którzy nie dopisuja sie za samo bycie, a jedynie, gdy cokolwiek zrobią przy projekcie. Tyle że czasem to cokolwiek jest bardzo mało, czy też, że zajmuje mało czasu i w związku z tym profesor z dużym zespołem moze mieć multum publikacji rocznie. A ja nie mogę, bo musze robic czasochłonne czynnosci, typu eksperyment, i nie zrobie więcej niz jestem w stanie w ciągu N godzin dziennie x 365 dni w roku.
                              Tym razem rozumiesz?
                              • 24.06.12, 22:03
                                Rozumiem :)

                                To sa oczywiscie roznice dyscyplinarne i ja nie mam laboratorium itd, jednak nie wyobrazam sonbie dopisania nazwiska do tekstu, ktorego nie jestem realnym wspolautorem. Raz namawiano mnie, zebym sie dopisal do publikacj, bo ja bylem wspolgrantobiorca. Odmowilem. Ja nie porrzebuje przejezdzac siena cudzych plecach.
                                --
                                I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                • 24.06.12, 22:33
                                  dala.tata napisał:

                                  > Ja nie porrzebuje przejezdzac siena cudzych plecach.

                                  Dala, ja nie wiem, czy ty wiesz, o czym mowisz. Postaram sie wytlumaczyc na przykladzie artykulu, ktory mi ostatnio przeslali do recenzji. Przeczytanie tego i napisanie recenzji zajelo mi mniej wiecej 4 godziny. Zla struktura artykulu, zle dobrane metody analizy danych, plus pare innych pomniejszych bolaczek. Gdyby autor tego tekstu zaproponowal mi wspolautorstwo, poprawienie tego tak, by to sie nadawalo do druku w tym czasopismie, zajeloby mi wielokrotnie wiecej czasu niz napisanie recenzji i to przy zalozeniu, ze cala czarna robote z danymi autor wykonywalby sam pod moim kierunkiem. To nie jest jezdzenie na cudzych plecach tylko ciezka praca. Btw przyklad jest czysto hipotetyczny, temat tego artykulu nie interesuje mnie na tyle, by w to inwestowac.

                                  --
                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                  • 24.06.12, 22:56
                                    no to powinienem się dopisywać do wszystkiego, co promuję... jakoś tego jednak nie widzę..., chociaż, jeśli np. ktoś mi coś wyprostował w rozmowie, mam poczucie, że przypis mu się należy...
                                    --
                                    Louder Than Bombs...
                                    • 24.06.12, 22:59
                                      Wow, a skad taki wniosek?

                                      --
                                      Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                      • 24.06.12, 23:03
                                        nie wiem który? wow!
                                        --
                                        Louder Than Bombs...
                                        • 24.06.12, 23:10
                                          No tak, trzeba jeszcze wiedziec, co jest wnioskiem... O ten wniosek chodzilo: "no to powinienem się dopisywać do wszystkiego, co promuję... "

                                          --
                                          Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                          • 24.06.12, 23:14
                                            e tam, trzeba umieć czytać, tam były dwa wnioski :), a w zasadzie jeden i nie ten...
                                            --
                                            Louder Than Bombs...
                                            • 24.06.12, 23:22
                                              No way. Wniosek byl jeden. To drugie to byla dygresja.


                                              adept44_ltd napisał:

                                              > e tam, trzeba umieć czytać, tam były dwa wnioski :), a w zasadzie jeden i nie t
                                              > en...


                                              --
                                              Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                              • 24.06.12, 23:31
                                                no nie :), to był potencjalny wniosek... drugie - pointa :), krakowskim targiem? ;-)
                                                --
                                                Louder Than Bombs...
                                                • 24.06.12, 23:33
                                                  Pointa! Ale do innej dyskusji :pppp

                                                  --
                                                  Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                  • 24.06.12, 23:07
                                    Biorac pod uwage, ze to mi sie przydarzylo, to mysle, ze wiem. Wspolautor to wg mnie nie ktos, kto daje komentarze. To naturalna czesc aktywnosci kogos, kto promuje czy jest mentorem. Nie mam watpliwosci, ze bez komentarzy teksty nie zostalyby opublikowane. i czasem znacznie latwiej byloby sie dopisac, szybko pozmieniac i juz. Jestem wspolautorem, gdy pisze tekst. Tworze jego czesc, mniejsza, wieksza, ale ja ja tworze. I nie wyobrazam sobie, by mogloby byc inaczej.

                                    I ja razie jakos sonie sam radze. Moze mialbym pare tekstow wiecej, ale przynajmniej nikt np na forum nie napisze o tym, jak to soe dopisuje. I mi z tym dobrze.

                                    I tak, mysle, ze wiem, o czym mowie.


                                    --
                                    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                    • 24.06.12, 23:21
                                      Sama czynnosc pisania to tylko jeden z etapow prowadzacych do powstania gotowej pracy. Komentarze daje tez recenzent. Napisanie komentarzy w podanym przykladzie zajelo mi ok. 4 godzin. Poprawienie wzmiankowanego artykulu wspolnie z autorem zajeloby mi szacunkowo kilkadziesiat godzin, idac po najmniejszej linii oporu, tzn. przy zastosowaniu dosc standardowych metod pracy z tego rodzaju danymi. Przy zastosowaniu mniej standardowych metod analizy to rownie dobrze mogloby byc kilkaset godzin.


                                      dala.tata napisał:

                                      > Biorac pod uwage, ze to mi sie przydarzylo, to mysle, ze wiem. Wspolautor to wg
                                      > mnie nie ktos, kto daje komentarze. To naturalna czesc aktywnosci kogos, kto p
                                      > romuje czy jest mentorem. Nie mam watpliwosci, ze bez komentarzy teksty nie zos
                                      > talyby opublikowane. i czasem znacznie latwiej byloby sie dopisac, szybko pozmi
                                      > eniac i juz. Jestem wspolautorem, gdy pisze tekst. Tworze jego czesc, mniejsza,
                                      > wieksza, ale ja ja tworze. I nie wyobrazam sobie, by mogloby byc inaczej.
                                      >
                                      > I ja razie jakos sonie sam radze. Moze mialbym pare tekstow wiecej, ale przynaj
                                      > mniej nikt np na forum nie napisze o tym, jak to soe dopisuje. I mi z tym dobrz
                                      > e.
                                      >
                                      > I tak, mysle, ze wiem, o czym mowie.
                                      >
                                      >


                                      --
                                      Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                      • 24.06.12, 23:47
                                        "ok. 4 godzin /.../ kilkadziesiat godzin/.../kilkaset godzin"
                                        Panowie, o czym teraz ta dyskusja?
                                        Zasadniczy temat dyskusji to jest liczba publikacji w dorobku. Czy ok. jedna rocznie czy kilkanascie rocznie.. Te liczby powyżej to wszystko, za przeproszeniem, bycze łajno. Czas potrzebny do przeprowadzenia projektu w eksperymentanych jest liczony w innej skali. W moim ostatnim wniosku jest np. 24 miesiące na zasadnicza część eksperymentalna i pól roku na obliczenia statystyczne. Całośc 36 miesiecy i oby sie dało skonczyc projekt. W tej skali pytanie, czy poprawa tekstu zajmuje kilkadziesiat godzin czy kilkaset, nie ma znaczenia. I tak to zaledwie ułamek tego, co trzeba zrobić, by uzyskac jakiekolwiek dane do opisania. W tym własnie sęk, a dokładniej wtym, że powalającej wydajnosci publikacyjnej nie da rady osiągnąc bez duzego zespołu. Taki zespól może miec ten przykładowy profesor Dali, ale nie zwykły habilitant.
                                        To tyle w kwestii tego meczu, który tu rozgrywacie....
                                        • 25.06.12, 00:02
                                          kramka1 napisała:

                                          > W tej skali pytanie, czy poprawa teks
                                          > tu zajmuje kilkadziesiat godzin czy kilkaset, nie ma znaczenia. I tak to zaledw
                                          > ie ułamek tego, co trzeba zrobić, by uzyskac jakiekolwiek dane do opisania.

                                          Ja tylko tlumacze kolegom te ulamki ;)

                                          --
                                          Please use elevator, stairs stuck between floors.
                    • 24.06.12, 20:09
                      "Znaczący wkład" szefa ogranicza się często do zdobycia pieniędzy. Albo zrobieniu korekty już gotowej pracy (czasami tylko poprawienie interpunkcji). Czy nawet niechby i zrobienia dwóch ważnych uwag do pracy, którą doktorant przygotowywał miesiącami.
                      Po drugie, chemik chemikowi nierówny. Jeden miesiącami czy nawet latami robi wieloetapową syntezę, a potem kolejne tygodnie oczyszcza produkt (a na końcu magistrant upuszcza kolbę na podłogę i da capo al fine). Inny natomiast robi pomiary - koledzy sami pchają się z próbkami, a że nikt tego jeszcze nie badał, to i publikacja pewna. Dzięki postępom techniki (kamery CCD, software) na sam pomiar, który dawniej zabierał tygodnie plus kolejne obliczeń, dziś wystarczy kilka dni.
                      W razie wątpliwości służę szczegółami.
                      Tyle, że o czymś to świadczy?
                • 24.06.12, 23:48
                  kramka1 napisała:

                  > Dala napisała: "akceptuje to, jednak nawet zakladajac, ze potrzeba tych 3-4 lat
                  > , to jakos nie sadze, zeby habilitant zaczynal od zera i tak siedzial nad jedny
                  > m projektem przez 3-4 lata. w takiej sytuacji publikowalby dwa teksty w ciagu 8
                  > lat na habilitacje. Niedawno gadalem z chemikiem medycznym. Publikuje, wedlug
                  > tego, co powiedzial, malo. Bo jedynie 12 tekstow rocznie. Widocznie nie zna te
                  > j zasady 3-4 lat."

                  w naukach przyrodniczych opartych na niemodelowych organizmach (lamparty lub kukurydza) prace trwaja od 2 do 3 lat, co zazwyczaj konczy sie jedna publikacja, jezeli ktos jest dobrze zorganizowany to zrobi jeszcze dodatkowe, inne doswiadczenia na druga publikacje. jezeli komus sie jeszcze bardziej chce to wykona jakies doswiadczenie u kolegi i bedzie wpolautorem jego pracy. mowie o asystentach i adiunktach, ktorzy co najwyzej kieruja magistrantem. czyli 3 publikacje na 3 lata, srednio jedna na rok. jedna porzadna publikacja na rok - uznawana jest za poziom przyzwoity.
                  jesli chodzi o liczbe publikacji w chemii, to moja znajoma powiedziala mi ze ona od pomyslu do wyniku potrzebuje okolo 3-4 tygodni, opisanie tego jakies 2 tygodnie, wyslanie i publikacja (tu juz zalezy od czasopisma) raczej szybko, srednio recenzent ma 3 tyg na recenzje.
                  wiec ten wspomniany profesor chemi, rzeczywiscie publikuje mało ;)
    • 18.07.12, 12:16
      ...musi byc ksiazka. Nie ma ksiazki habilitacyjnej, nie ma habilitacji.

      Z jednej strony ciesze sie, ze komisja i rada daly odpor grafomanii. Z drugiej, mam nieodparte wrazenie, ze gdyby byla ksiazka, bylaby tez i habilitacja. A tak, to mu powiedzieli, ze jego doktorat juz jest przestarzaly i nic nowego nie wnosi.

      --
      Buty na nogi! Trzeba wiać!
      • 18.07.12, 12:17
        Link jeszcze.

        --
        Buty na nogi! Trzeba wiać!
        • 18.07.12, 13:01
          Bo może te artykuły to one mają naukowe być a nie tak w ogóle i dużo?
          • 18.07.12, 13:52
            Trudno mi sie odnosic do naukowosci dorobku, ktorego nie znam. Moge tylko skonstatowac, ze facet jest rusycysta, ktory publikowal w Moskwie i Petersburgu, w tym jest przynajmniej jeden artykul w czasopismie, ktore przynajmniej z zalozenia jest miedzynarodowe:
            www.abe.pl/en/journal/5253/russkii-yazyk-za-rubezhom
            --
            Buty na nogi! Trzeba wiać!
            • 18.07.12, 15:31
              tak, tylko warto zwrocic uwage na to, ze w autoreferacie nie ma tzw. 'osiagniecia'. a zatem habilitant nie zadal sobie trudu wyszczegolnienia cyklu monotematycznego, skoro nie ma ksiazki. Zauwazylem, ze on mowi o 42 artykulach jako osiagniecie, jednak jak dla mnie to jest jakies nieporozumienie. nie dosc ze bie wymienia tych tekstow, to na dodatek praktycznie ich nie omawia.

              to jest zreszta autoreferat, ktory mozna by dac z negatywny wzor habilitantom.


              Pomijam juz to, ze sam autoreferat jest, jka dla mnie, strzalem w stope - dorobek naukowy omawia habilitant na koncu!
              --
              James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
              • 18.07.12, 15:38
                Jak nie ma osiagniecia?Jest na str. 5! Monografia doktorska, rozdzial, skrypty i 42 artykuly!

                Az mi sie nie chce tego komentowac, bo trudno nawet powiedziec, co tu jest strzalem w stope, czy wlaczanie skryptow do osiagniecia, czy monografii doktorskiej. Pomijajac juz te kwestie, sama tendencja do wlaczania wszystkich publikacji po doktoracie do osiagniecia, widoczna w humanach, swiadczy co najmniej o glebokiej chorobie. Co jest najwiekszym osiagnieciem habilitanta po doktoracie? Wszystko!!!

                Wszystkie teksty sa wymienione w przypisach.
                --
                Buty na nogi! Trzeba wiać!
                • 18.07.12, 15:41
                  npaisalem, ze to widzialem. 42 artykuly osiagniecia to jest zart.
                  --
                  James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
        • 18.07.12, 13:04
          Recenzenci dość zgodnie wysoko oceniają wartość dydaktyczną podręczników autorstwa tego kandydata, ale dwoje z trojga nisko ocenia wartość naukową jego dorobku. Trzeci recenzent zimno punktuje, że kandydat nie spełnia właściwie żadnych kryteriów z Rozporządzenia pani minister. Pierwsza recenzentka wskazuje na plagiat w jednej z publikacji (sytuacja klasyczna: odpowiednia praca jest w bibliografii, ale rozległy cytat nie jest zaznaczony w tekście). No i wyszło jak wyszło.
          --
          Ignorant schmuck
          • 18.07.12, 13:25
            Pytanie plagiat czy półplagiat - zastanawia mnie dlatego, że w związku z tym chyba powinien być ciąg dalszy? Czy to taki mało ważny półplagiat - bez konsekwencji ma być?
            • 18.07.12, 13:38
              Gdyby ten pan dostał stopień, to pewnie jakieś Wrońskie i inni dręczyciele niewinnych robiliby aferę, że stopień wyłudzony i tak dalej. Ale ponieważ stopnia nie dostał, sprawa raczej przyschnie. To, że rzecz wypłynęła w recenzji habilitacyjnej i jakoś tam przyczyniła się do upadku wniosku i, rzec można, publicznej infamii, jest dla tej osoby i tak sporą karą.

              Przykład ten jest zresztą dla mnie budujący: Nie można bezkarnie ściągać z obcych książek i stron internetowych, bo może się znaleźć kompetentna recenzentka, która to odkryje.
              --
              I read, much of the night, and go south in the winter
          • 18.07.12, 13:42
            Zeby byla jasnosc, nie staram sie kandydata wybielic i nie uwazam, ze mu "sie nalezy".

            Zauwaz, ze uchwala RW nawet sie nie zajaknela na temat tego plagiatu. Najbardziej ich oburzylo to, ze jest ksiazka doktorska, a habilitacyjnej nie ma.

            Wyliczanka trzeciego recenzenta jest dla mnie kuriozalna. Wynika z niej rowniez, ze habilitacja sie nie nalezy, poniewaz kandydat nie sprawowal opieki naukowej nad doktorantami i nie wystepowal nigdy jako recenzent, poza jednym doktoratem w Rosji, ale to sie przeciez nie liczy w przypadku rusycysty.

            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
            • 18.07.12, 14:08
              charioteer1 napisał:

              > Zauwaz, ze uchwala RW nawet sie nie zajaknela na temat tego plagiatu. Najbardzi
              > ej ich oburzylo to, ze jest ksiazka doktorska, a habilitacyjnej nie ma.

              No, nie do końca tak. Wytknęli mu, że do dorobku habilitacyjnego włączył monografię, będącą skrótem jego rozprawy doktorskiej, a poza tym, że całość ma nikłą wartość teoretyczną i, parafrazując, "nie wnosi nowej jakości do rodzimej glottodydaktyki lub choćby tylko metodyki nauczania", dalej, że literaturę zna kiepsko, badania empiryczne ma kiepskie, założenia nierealistyczne a koncepcję archaiczną.

              Trzeci recenzent ściśle trzymał się litery prawa, co jest postawą bardzo tu przez niektórych zalecaną, a w prawie jest i opieka nad doktorantami (zapewne jako pomocniczy - rozporządzenie ma obowiązywać także w przyszłości), i recenzowanie projektów i prac do czasopism. Recenzent by mu tego nie wytknął, gdyby spełniał inne punkty z Rozporządzenia, a w szczególności miał prace na WoS/ERIH i niezerowe h. Sprawa plagiatu nie jest jawnie podnoszona, ale wykrycie plagiatu jeszcze bardziej osłabia dorobek i tak uznany przez większość recenzentów za słaby, bo splagiaryzowanej pracy nie można liczyć.
              --
              Dum loquimur, fugerit invida aetas
              • 18.07.12, 14:51
                pfg napisał:

                > No, nie do końca tak. Wytknęli mu, że do dorobku habilitacyjnego włączył monogr
                > afię, będącą skrótem jego rozprawy doktorskiej, a poza tym, że całość ma nikłą
                > wartość teoretyczną i, parafrazując, "nie wnosi nowej jakości do rodzimej glott
                > odydaktyki lub choćby tylko metodyki nauczania", dalej, że literaturę zna kieps
                > ko, badania empiryczne ma kiepskie, założenia nierealistyczne a koncepcję archa
                > iczną.

                No ale nadal slowa o plagiacie tu nie widze. To jest inna parafia niz jakosc merytoryczna. Wyglada na to, ze bali sie te kwestie tknac chocby kijem i w masce gazowej.

                >
                > Trzeci recenzent ściśle trzymał się litery prawa, co jest postawą bardzo tu prz
                > ez niektórych zalecaną, a w prawie jest i opieka nad doktorantami (zapewne jako
                > pomocniczy - rozporządzenie ma obowiązywać także w przyszłości), i recenzowani
                > e projektów i prac do czasopism. Recenzent by mu tego nie wytknął, gdyby spełni
                > ał inne punkty z Rozporządzenia, a w szczególności miał prace na WoS/ERIH i nie
                > zerowe h.

                Takie kurczowe trzymanie sie litery prawa w tym przypadku wyglada raczej na szukanie kija, zeby psa uderzyc. Kto szuka, ten znajdzie. Przy lacznym zastosowaniu kryterium WoS/ERIH i niezerowe h, z calej listy nauk humanistycznych powinny przejsc tak na oko gora 2 habilitacje.

                To, co mi sie najbardziej w tym przewodzie nie podoba, to wlasnie brak wzmianki o plagiacie poza ta jedna recenzja oraz bezposrednio sformulowany wielokrotnie, w uchwale i w recenzjach, zarzut braku ksiazki.

                Znowu, zeby nie bylo watpliwosci, nie podwazam zarzutu recenzentki, ze plagiat mial miejsce.

                Przy okazji kolejna uwaga. Wszystkie adresy stron, z ktorych habilitant mial zrzynac, zostaly z recenzji usuniete. Nie wyglada to dobrze.

                --
                Please use elevator, stairs stuck between floors.
                • 18.07.12, 15:39
                  Niespecjalnie rozumiem, co to znaczy 'kurczowe trzyamnie sie przepisow'. przepisy sa po to, zeby sie ich trzymac, do cholery! habilitant zignorowal zupelnie nie tylko schemat pisania autoreferatu, ale rowniez rozporzadzenie ministra, a takze ustawe. recenzent ma absolutnie racje zwracajac uwage na te rzeczy.


                  --
                  I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                  • 18.07.12, 15:52
                    Calkiem mozliwe, ze habilitant skladal papiery w czasie, zanim CK opublikowala swoj schemat.

                    Jezeli trzymamy sie przepisow, to konsekwentnie. Recenzent ma zrecenzowac osiagniecie, wiec ma recenzowac wszystko, co habilitant wlaczyl do cyklu. Tymczasem ten recenzent recenzuje rozprawe doktorska z 2004 roku, chwali skrypty i... koniec. Nie chcialo mu sie czytac tych 42 artykulow?

                    --
                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                    • 18.07.12, 15:56
                      recenzeja osiagniecia nie oznacza recenzji poszczegolnych czesci. ale spoko.

                      --
                      James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.