Dodaj do ulubionych

nowa procedura habilitacyjna

15.03.12, 07:36
Rada Wydziału, głos zabiera dziekan - jest pismo z CK, że ktoś chce u nas robić habilitacje, czy przyjmujemy? głos z sali - a jaki ten ktoś ma dorobek? Dziekan - do wniosku dołączony jest tylko autoreferat, nie ma fizycznie dorobku, po autoreferacie jakoś trudno ocenić ten dorobek; głos z sali - a może ktoś zna ten dorobek?; inny głos - parę pozycji widziałem, ale tak na gorąco nie wydam opinii; inny głos - to na podstawie czego mamy decydować? Dziekan - decydujmy bez wiedzy o dorobku, przecież i tak komisja ten dorobek oceni; głos z sali - a co będzie jak odmówimy ? Dziekan - to CK prześle wniosek do innej RW, a my sobie zrobimy opinie czepialskich bez powodu; wniosek w głosowaniu przeszedł; trzej członkowie komisji zostali powołani (CK powoła kolejnych 4) , a u mnie zrodziła się wątpliwość - po co RW jest angażowana do tej procedury - przecież o przyjęciu/odrzuceniu wniosku musimy decydować bez merytorycznych podstaw, potem kierując się jedynie opinią komisji, bez zobaczenia i wysłuchania habilitanta, będziemy głosowali nad nadaniem habilitacji (i to raczej będziemy musieli głosować tak jak zaleci komisja CK) ; jaka jest rola RW w tej nowej procedurze - kwiatek do kożucha
Edytor zaawansowany
  • ford.ka 15.03.12, 08:32
    Może z okazji wyborów pora wymienić dziekana? To do niego należy ustalenie, czy ofiara ma dorobek czy nie ma, zanim postawi wniosek na RW.
    Można też połować stałą komisję do obsługi Publish or Perish, Google Scholar i podsunąć mu/jej (jednoosobowa komisja starczy) linki do bibliografii online polskich uniwersytetów. Jak kogoś w tych trzech miejscach (PoP, GS, bibliografia) nie ma, to dorobku też nie ma.
    A w kwestii flory i garderoby - tak, dokładnie tak. Ale skoro habilitacja musiała zostać, bo coś tam, to się teraz chłopaki bawcie.
  • donnajohnson 15.03.12, 08:40
    ford.ka napisał:

    > Może z okazji wyborów pora wymienić dziekana? To do niego należy ustalenie, czy
    > ofiara ma dorobek czy nie ma, zanim postawi wniosek na RW.
    > Można też połować stałą komisję do obsługi Publish or Perish, Google Scholar i
    > podsunąć mu/jej (jednoosobowa komisja starczy) linki do bibliografii online pol
    > skich uniwersytetów. Jak kogoś w tych trzech miejscach (PoP, GS, bibliografia)
    > nie ma, to dorobku też nie ma.
    > A w kwestii flory i garderoby - tak, dokładnie tak. Ale skoro habilitacja musia
    > ła zostać, bo coś tam, to się teraz chłopaki bawcie.

    A Web of Knowledge (wymeinionyw ustawie) oraz Scopus nie wystarcza???

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • ford.ka 15.03.12, 08:51
    Specjalnie wskazałem darmowe źródła, żeby nie jęczeli, że trzeba płacić ;)
    A tak na serio - humanistom Web of Science (Science, sprawdź może w słowniku, co to znaczy, proszę) jest tak potrzebny jak przysłowiowej rybie przysłowiowy rower.
  • kapitanka 22.03.12, 22:13
    Rada ma przegłosować, czy procedura habilitacyjna ma się toczyć przed tą radą. Aby to głosować, powinna stwierdzić, czy ma kompetencje do tego: ma ustalić, czy zakres habilitacji mieści się w jej uprawnieniach do nadawania stopni oraz czy są w jej składzie specjaliści ze specjalności, którą reprezentuje kandydat. Reszta, czyli ocena dorobku/osiągnięcia i ustalenie, czy kandydat nadaje się na habilitowanego ustalić ma Komisja/recenzenci. Oczywiście stopień nadaje rada wydziału, ale jej rola sprowadza się tylko do zaklepania werdyktu komisji. Jeśli rada podejmie uchwałę sprzeczną z uchwałą komisji, to w rozporządzeniu ministra przewidziano dla niej konsekwencje: może spodziewać się kontroli z CK i ostatecznie może utracić uprawnienia. To tyle z przepisów. Natomiast retorycznym wydaje się być pytanie: w takim razie po co rada wydziału zamieszana jest w habilitacje?
  • pfg 22.03.12, 23:24
    kapitanka napisała:

    > Rada ma przegłosować, czy procedura habilitacyjna ma się toczyć przed tą radą.
    > Aby to głosować, powinna stwierdzić, czy ma kompetencje do tego: ma ustalić, cz
    > y zakres habilitacji mieści się w jej uprawnieniach do nadawania stopni oraz cz
    > y są w jej składzie specjaliści ze specjalności, którą reprezentuje kandydat.

    To są tylko warunki konieczne. Zgodnie z ustawą, Rada wskazana przez kandydata może odmówić przeprowadzania danego postępowania habilitacyjnego. Ustawodawca nigdzie nie stwierdził, że Rada wskazana przez kandydata może mu odmówić wyłącznie wtedy, gdy uzna się za niekompetentną. Ba, ustawodawca nie żąda nawet, aby Rada, która odmówi przeprowadzania danego postępowania, jakkolwiek uzasadniała swoją decyzję.

    > Jeśli
    > rada podejmie uchwałę sprzeczną z uchwałą komisji, to w rozporządzeniu ministra
    > przewidziano dla niej konsekwencje

    W ustawie, nie w rozporządzeniu ministra.
    --
    Ignorant schmuck
  • pfg 15.03.12, 09:03
    proon napisał:

    > potem kierując
    > się jedynie opinią komisji, bez zobaczenia i wysłuchania habilitanta, będziemy
    > głosowali nad nadaniem habilitacji (i to raczej będziemy musieli głosować tak
    > jak zaleci komisja CK) ; jaka jest rola RW w tej nowej procedurze - kwiatek do
    > kożucha

    RW wyznacza trzech członków komisji, w tym jednego recenzenta i sekretarza. Spodziewam się, że w finalnym głosowaniu RW powinna się kierować opinią całej komisji *oraz* opinią "swoich" członków tejże komisji. Haczyk jest taki, że jeżeli RW zagłosuje inaczej, niż wnioskowała cała komisja, CK może karnie pozbawić taką radę uprawnień habilitacyjnych.

    W ustawie jest jeszcze jeden haczyk: jeżeli Rada wskazana przez kandydata odmówi, CK wyznacza inną Radę. CK *wyznacza*, a zatem ta druga nie może odmówić.

    Swoją drogą, dziekan faktycznie powinien był się przygotować do głosowania tej sprawy. Nie przypuszczam, żeby wskazał losowo trzech członków RW w trakcie posiedzenia - no to może prof. Alicja będzie sekretarzem, prof. Bogdan recenzentem, a kto trzeci? o, proszę, dr hab. Cecylia będzie członkinią - tylko najpierw porozmawiał z tymi osobami, czy się zgodzą. Mógł wobec tego poprosić jedną z nich - dajmy na to, Alicję - żeby przyjrzała się dorobkowi kandydata na kandydata; potem taka osoba mogłaby zostać sekretarzem. To powinna być lekcja na przyszłość, jak takie sprawy należy przeprowadzać.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • jael53 15.03.12, 09:29
    pfg napisał:

    > RW wyznacza trzech członków komisji, w tym jednego recenzenta i sekretarza. Spo
    > dziewam się, że w finalnym głosowaniu RW powinna się kierować opinią całej komi
    > sji *oraz* opinią "swoich" członków tejże komisji. Haczyk jest taki, że jeżeli
    > RW zagłosuje inaczej, niż wnioskowała cała komisja, CK może karnie pozbawić tak
    > ą radę uprawnień habilitacyjnych.

    Proszę Koleżeństwa, ktoś jeszcze wątpi w narastającą autonomię jednostek akademickich?
  • charioteer1 15.03.12, 09:36
    Oni nie potrafia na podstawie autoreferatu okreslic, jaki habilitant ma dorobek, poniewaz fizycznie tego dorobku na oczy nie widzieli. Przypuszczam, ze recenzenta tez powolali w ciemno, bo na podstawie autoreferatu nie umieli okreslic, czym habilitant sie zajmuje. Oooo, kolega prof. zw. dr hab. doswiadczonym recenzentem jest, to niech recenzuje, cokolwiek by to bylo, to sobie poradzi.

    Wszczecie przewodu na wielu wydzialach humanistycznych wyglada do tej pory tak, ze dorobek kandydata zwala sie na stol prezydialny - niech sobie rada popatrzy, ze duzo jest.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • donnajohnson 15.03.12, 09:59
    charioteer1 napisał:

    > Oni nie potrafia na podstawie autoreferatu okreslic, jaki habilitant ma dorobek
    > , poniewaz fizycznie tego dorobku na oczy nie widzieli. Przypuszczam, ze recenz
    > enta tez powolali w ciemno, bo na podstawie autoreferatu nie umieli okreslic, c
    > zym habilitant sie zajmuje.
    >

    o.O
    Nie wiem jakie sie u was referaty sporzadza, ale w mojej dziedzinie w autoreferacie sa wszystkie potrzebne dane.
    Na podstawie juz samego indeksu h mozna powiedziec niemal wszystko .
    Po za tym jest sum IF oraz liczba punktow oraz liczba cytowan. wnisokodawca podaje ze jest autorem badz wspolautorem tylu i tylu prac, doniesien zjadzowych i podaje zainteresowania badawcze.

    Moze po prostu autoreferat byl zle skonstruowany



    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 15.03.12, 15:45
    donnajohnson napisała:

    > Nie wiem jakie sie u was referaty sporzadza, ale w mojej dziedzinie w autorefer
    > acie sa wszystkie potrzebne dane.

    Teoretycznie tak powinno być. W praktyce sama widzisz jak te autoreferaty wyglądaja ^^

    > Na podstawie juz samego indeksu h mozna powiedziec niemal wszystko .

    "lololololololol" ... nic dodać nic ująć.

    > Po za tym jest sum IF oraz liczba punktow oraz liczba cytowan. wnisokodawca pod
    > aje ze jest autorem badz wspolautorem tylu i tylu prac, doniesien zjadzowych i
    > podaje zainteresowania badawcze.

    "nie ma sumarycznego IF".
    Proponuję mierzyć dorobek w słoniach. Trzy słonie wymagane na habilitację. To równie dobra miara ;)


    > Moze po prostu autoreferat byl zle skonstruowany

    Tu pewnie masz rację.
  • donnajohnson 15.03.12, 16:00
    nullified napisał:


    > "nie ma sumarycznego IF".
    > Proponuję mierzyć dorobek w słoniach. Trzy słonie wymagane na habilitację. To r
    > ównie dobra miara ;)

    No to powiedz to tym co go wyliczaja i prezentuja w swoich autorefereatach ...
    Czy to na prawde nie mozna przyjac, ze u nas taki wskaznik obowiazuje???

    Rownie dobrze mozna powiedziec, ze dorobek kandydata nie moze byc liczony w punktach ministerstwa. Bo przeciez punkty przyznaje sie czasopismu a nie artykulom.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 15.03.12, 16:33
    donnajohnson napisała:

    > No to powiedz to tym co go wyliczaja i prezentuja w swoich autorefereatach ...
    > Czy to na prawde nie mozna przyjac, ze u nas taki wskaznik obowiazuje???

    Nie. Głupotę trzeba tępić a nie nagradzać. Mamy się "umiedzynarodawiać" hm? No to pierwszym krokiem jest zademonstrowanie głębokiego niezrozumienia tego czym się posługujemy. Śmiesznie będzie jak z tym "sumarycznym słoniem" będzie kto chcial wyjsc "do świata" właśnie.

    > Rownie dobrze mozna powiedziec, ze dorobek kandydata nie moze byc liczony w pun
    > ktach ministerstwa. Bo przeciez punkty przyznaje sie czasopismu a nie artykulom

    To już ma jakiś mikroskopijny sens przez to, że "activity" wylicza sie klientom przy ocenie "w punktach". Choc tez madre to jest, że "hej".

    I donna - zważ, że fakt, iż fizykowi "h" wystarczy nie znaczy, ze wystarczy gdzie indziej do pomiaru. Btw - jak sie "wyrabia cytowania" to nieźle widac tutaj ;) jme.bmj.com/content/early/2012/03/01/medethics-2011-100411 inkryminowany tekst z przyczyn merytorycznych *nigdy* nie powinien przejść procesu recenzyjnego. Uwaliłbym go jako zaliczenie za stężenie błedów logicznych. Niektóre odpowiedzi tez są zabawne ... oh well.
  • donnajohnson 15.03.12, 16:50
    Zeby finalnie uciac sprawe.
    Ja nie wypowiadam sie za ustaowdawce.

    Tekst linka

    § 4. punkt 3.



    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 15.03.12, 17:23
    I know, I know...

    "bo białe jest czarne i czarne jest białe"; ten klimat.

    Cała ta ustawa+reforma to "syndrom tysiąca małp z brzytwami". To jest piękne jak zgromadzenie ignorantów i niekompetentnych "wymyślicieli" (sama śmietanka nad tym w pocie czoła pracowała ^^ ) zaczyna dyktować kategorie kompetencji.
    "i co głupiemu po rozumie?" się mawiało kiedyś.
  • donnajohnson 15.03.12, 17:33
    nullified napisał:

    > "bo białe jest czarne i czarne jest białe"; ten klimat.

    No coz czasami tez i tak bywa ....
    http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/1260250418_by_isildur15_500.jpg

    Zlosliwie moge teraz powiedziec, ze kazdy kto nie umiescil w swoim autoreferacie Sum IF popelnil blad i go po prostu zle skonstruowal....
    Niektorym bedzie go ciezko umiescic bo musialby on wynosic ....0
    He he he.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • proon 15.03.12, 18:52
    zrozumiałbym gdyby głupota twórców wspomnianego rozporządzenia imponowała byznesmenom, którzy wszystkim mają wszystko za złe (bo jakoby marnują ich pieniądze) lub innym ptaszkom spod budki z piwem, ale, że pracownikowi wyższej uczelni taki, za przeproszeniem, akt prawny przypadł do gustu???
  • donnajohnson 15.03.12, 19:04
    proon napisał:

    > zrozumiałbym gdyby głupota twórców wspomnianego rozporządzenia imponowała byzn
    > esmenom, którzy wszystkim mają wszystko za złe (bo jakoby marnują ich pieniądze
    > ) lub innym ptaszkom spod budki z piwem, ale, że pracownikowi wyższej uczelni t
    > aki, za przeproszeniem, akt prawny przypadł do gustu???

    Ze niby mnie????
    Wiele moich wypowiedzi chyba nie zostawia zludzen, ze ta ustawa jest dla mnie nieporozumieniem. Jej sens to chyba tylko zrobic "dobrze" wylacznie waskiej grupie profesorow tytularnych i utrudnic zycie pozostalym.


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 15.03.12, 20:13
    spamujesz obrazkami ;p

    złośliwie mógłbym powiedzieć, że zamieszczenie w autoreferacie "sumarycznego IF" zgodnie z wymogami automatycznie dyskwalifikuje delikwenta - klient nie rozumie pojęć jakich używa, to nie jest powód do nagradzania zdecydowanie.

    Że ustawodawca nie rozumie ... ojej, a to mi nowina.

    No... wiesz... jak sprawdzam siebie w bazach to wychodzi mi zawsze "0", szczególnie tych, które gromadzą dane z innych dyscyplin ;) Niestety trza "na piechotę".
  • donnajohnson 15.03.12, 20:41
    nullified napisał:


    > złośliwie mógłbym powiedzieć, że zamieszczenie w autoreferacie "sumarycznego IF
    > " zgodnie z wymogami automatycznie dyskwalifikuje delikwenta - klient nie rozum
    > ie pojęć jakich używa, to nie jest powód do nagradzania zdecydowanie.

    No to albo robimy zgodnie z wymogami albo "wymogi" mamy w d...e i robimy po "swojemu" bo my wiemy lepiej.

    > No... wiesz... jak sprawdzam siebie w bazach to wychodzi mi zawsze "0", szczegó
    > lnie tych, które gromadzą dane z innych dyscyplin ;) Niestety trza "na piechotę
    > ".

    Hmm, ale IF jest liczony niezaleznie od baz danych. Tzn. mam rozumiec, ze wyliczacie sobie IF samodzielnie?

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 15.03.12, 20:46
    no ale te wymogi musiał wymyślić ktoś, kto nie zrozumiał, o co chodzi..., więc to jest ogólnie kabaret...
    co do wyliczania sobie, wracamy donna do początku, wiem, że jest ciężko... ;-) - IF ma pismo, nie autor...
    --
    Louder Than Bombs...
  • donnajohnson 15.03.12, 20:51
    Adept ja to rozumiem....
    Naprawde rozumiem :DDD, tak samo jak przyjmuje do wiadomosci, ze cos co "nie istnieje" jest naszej grupie akademickiej jakos tam przydatne a innej juz nie.
    Tylko widzisz co sie dzieje jak taki wymog podania Sum IF zostaje zapisany "urzedowo".
    Ludzie glupieja ....

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 15.03.12, 20:58
    no tak, ale kto to podał urzędowo, jak sądzisz? :), ludzie, a więc byli głupi już uprzednio...i zabrali się za reformowanie.... nie mam dzisiaj poczucia humoru, zaraz zacznę przeklinać
    --
    Louder Than Bombs...
  • donnajohnson 15.03.12, 21:02
    adept44_ltd napisał:

    > no tak, ale kto to podał urzędowo, jak sądzisz? :), ludzie, a więc byli głupi j
    > uż uprzednio...i zabrali się za reformowanie.... nie mam dzisiaj poczucia humor
    > u, zaraz zacznę przeklinać

    Z tym, ze robila to banda dyletatntow to sie akurat nie mozna nie zgodzic ...

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 15.03.12, 21:07
    dyletantów... ładnie powiedziane :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • nullified 15.03.12, 21:23
    donnajohnson napisała:

    > Ludzie glupieja ....
    >

    Nie daj sie! ;)
  • adept44_ltd 15.03.12, 21:30
    nullified napisał:

    > donnajohnson napisała:
    >
    > > Ludzie glupieja ....
    > >
    >
    > Nie daj sie! ;)

    no ale niedanie się może być pochodną nieludzkości...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 16.03.12, 07:56
    donnajohnson napisała:

    > Tylko widzisz co sie dzieje jak taki wymog podania Sum IF zostaje zapisany "urz
    > edowo".

    Tego nikt nie kwestionuje. Dura lex, sed lex. Ale czym innym jest konieczność podporządkowania się wymogom prawa, czym innym radosna afirmacja wprowadzanych przez to prawo rozwiązań - jak tutaj. Staram się wyjść poza perspektywę mojej dyscypliny, bo mnie akurat podawanie sumarycznego IF nie przeszkadza...
    --
    Ignorant schmuck
  • nullified 15.03.12, 21:23
    indeks H trza samemu, w WOS mogę szukać do nieskończonej wesołości ;) PnP i inne xródła podaja z oczywistych przyczyn wyniki głeboko niepełne (brak kompletnych danych). Zresztą... ej ... wrzuć sobie jakieś naprawdę znane nazwisko (niekoniecznie polskie) i zobaczysz jakie zabawne wyniki się potrafią pokazać. DLatego "w swiecie" nikt tego jakoś specjalnie poważnie nie traktuje a juz na łeb nie upada, żeby od tego cokolwiek uzależniać jesli sprawy sa wazne.

    "SumIF" to wiesz... mogę napluć na palec i podać cokolwiek xD - jaka miara - takie wyniki. Rownie dobrze może być "słoniometr" - "...a dalej sahibie? dalej są już tylko słonie" xD
  • donnajohnson 16.03.12, 08:20
    Mam takie wrazenie,ze postawiliscie mnie w pozycji propagatorki nowej ustawy (z ktora nota bene sie nie zgadzam).
    Tymczasem mi (podobnie jak pfg) wymagane parmetry po prostu nie przeszkadzaja.
    Wiecej, ja umiem z nich wyczytac potrzebne mi informacje.
    I kolejny raz powtorze akceptuje, ze to co sie sprawdza w n. przyrodniczych nie musi sie sprawdzic w naukach humanistycznych.

    Zupelnie na margniesie, w dzisiejszych czasach na naszych wydzialach rozmowa o awansach zaczyna sie od pytania: "jaki masz indeks h?"
    Parafrazujac
    "Podaj mi indeks h a powiem ci kim jestes" ....
    :P

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 16.03.12, 19:21
    donnajohnson napisała:

    > Mam takie wrazenie,ze postawiliscie mnie w pozycji propagatorki nowej ustawy (z
    > ktora nota bene sie nie zgadzam).

    No wyszło "jak zawsze" ;) donna - posługujesz się terminem (złośliwcy powiedzieliby "bezrefleksyjnie"), który jest pozbawiony sensu a stosowanie jego "bzdetności" legitymizuje idiotyzm ustawodawcy. To troche tak jakby ktos w rozporzadzeniu walnął sobie, że objetosc mierzymy "w morgach" (bo fajnie brzmi! ojej - i jakże tradycyjnie - moda na "tradycję" krzyżuje sie z modą na "swiatowość" co daje pocieszne rezultaty) - no to dysputy zaczynasz o morgach roztworu morfiny w leczeniu paliatywnym prowadzić ;)

    > I kolejny raz powtorze akceptuje, ze to co sie sprawdza w n. przyrodniczych
    > nie musi sie sprawdzic w naukach humanistycznych
    .

    o, fajnie ;)

    > Zupelnie na margniesie, w dzisiejszych czasach na naszych wydzialach rozmowa o
    > awansach zaczyna sie od pytania: "jaki masz indeks h?"
    > Parafrazujac
    > "Podaj mi indeks h a powiem ci kim jestes" ....
    > :P
    >

    i jak to Kulczycki u siebie na blogu napisał "chłopcy sobie h porównują" xD

    uh
  • donnajohnson 16.03.12, 19:52
    nullified napisał:

    > No wyszło "jak zawsze" ;) donna - posługujesz się terminem (złośliwcy powiedzie
    > liby "bezrefleksyjnie"), który jest pozbawiony sensu a stosowanie jego "bzdetno
    > ści" legitymizuje idiotyzm ustawodawcy.

    Chciales powiedziec, ze ty nie widzisz sensu. Ja ci tego prawa nie odmawaiam. Natomaist nie odmawiaj mojemu srodowisku prawa do wykorzystania tego wspolczynnika bo my w nim widzimy sens.

    > i jak to Kulczycki u siebie na blogu napisał "chłopcy sobie h porównują"
    > xD

    Jak maja co to niech sobie porownuja. Wolny kraj. Ja tez chetnie do "zawodow stane" :DDDd

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 16.03.12, 19:53
    nullified napisał:


    > i jak to Kulczycki u siebie na blogu napisał "chłopcy sobie h porównują"


    przerabialiśmy na to forum swego czasu ;-)


    --
    Louder Than Bombs...
  • kapitanka 22.03.12, 22:20
    I słusznie. Już sam indeks h i IF dużo mówią o jakości dorobku. Ale to raczej stosowane jest na wydziałach ścisłych.
  • whiteskies 15.03.12, 21:01
    U nas juz jest projekt nowej procedury: prodziekan d.s. naukowych powoluje do takiej "szybkiej" komisji dwoch specjalistow z zakresu tematu habilitacji i przedstawia na najblizszej radze przed glosowaniem czy przyjmowac czy nie jej opinie.
  • jael53 17.03.12, 09:36
    whiteskies napisał:

    > U nas juz jest projekt nowej procedury: prodziekan d.s. naukowych powoluje do t
    > akiej "szybkiej" komisji dwoch specjalistow z zakresu tematu habilitacji i prze
    > dstawia na najblizszej radze (...) jej opini
    > e.

    No to chwalcie niebiosa choć za to. Pod warunkiem, że dziekan rzeczywiście wyznacza dwóch specjalistów, a nie swoich (aktualnie) najlepszych sojuszników. Z solennym Rady zapewnieniem, że koledzy się na pewno zorientują.
  • proon 15.03.12, 10:42
    dajcie spokój dziekanowi - on dostał wniosek w formie elektronicznej bez publikacji habilitanta i bej jakiejkolwiek opinii o tym dorobku (w starej procedurze to przynajmniej bezpośredni przełożeni habilitanta nieformalnie poświadczali, że ma on raczej wystarczający dorobek) , to jak miał się przygotować - robić kwerendę w bibliotekach i poczytać sobie? czy zlecić to komuś? - przecież procedura nie przewiduje, by na tym etapie ktokolwiek zapoznawał się z dorobkiem habilitanta? pozostaje ocenianie na podstawie tego co jest w autoreferacie, ale papier cierpliwy - przyjmie wszystko, przecież nie można z góry założyć, że te wszystkie przechwałki w autoreferacie to czysta i obiektywna prawda, większość ma tendencje do koloryzowania; nie można też odrzucić wniosku na zasadzie - nie podał IH, publikuje w wydawnictwach bez IF - dopiero byłaby afera, że skreślamy kogoś z powodu punkcików; realia teraz są takie - trzeba przyjąć ewentualnie zepchnąć na innych; a jak się przyjmie to pozostaje tylko klepnąć decyzje komisji (większość ma CK), znowu RW nie ma nic do gadania - a potem ktoś się pochwali - mam habilitację na U takim czy owakim - a ten U nie miał nic do gadania
  • donnajohnson 15.03.12, 10:53
    proon napisał:

    > to jak miał się przygotować - robić kwerendę w bibliotekach i poczytać sobie? czy zlecić to komuś?

    No przeciez ci mowimy, ze zajmuje to jakies 10 minut

    - przecież procedur
    > a nie przewiduje, by na tym etapie ktokolwiek zapoznawał się z dorobkiem habili
    > tanta? pozostaje ocenianie na podstawie tego co jest w autoreferacie, ale papie
    > r cierpliwy - przyjmie wszystko, przecież nie można z góry założyć, że te wszys
    > tkie przechwałki w autoreferacie to czysta i obiektywna prawda, większość ma te
    > ndencje do koloryzowania;

    No blagam, oszczedz dnia na bezsesnowne spory...

    nie można też odrzucić wniosku na zasadzie - nie podał IH, publikuje w wydawnictwach bez IF - dopiero byłaby afera, że skreślamy kog
    > oś z powodu punkcików;

    Nie mozna????
    Ja wrecz uwazam, ze NALEZY.


    > znowu RW nie ma nic do gadania - a potem ktoś się pochwali - m
    > am habilitację na U takim czy owakim - a ten U nie miał nic do gadania

    Alez ma, moze wyrazic swoj sprzeciw. Jka gosc nie ma dorobku to i CK nie straszne.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • kramka1 15.03.12, 11:54
    Przypadał mi do gustu wypowiedź donnyj:
    "A w kwestii flory i garderoby - tak, dokładnie tak. Ale skoro habilitacja musiała zostać, bo coś tam, to się teraz chłopaki bawcie."
    Mogło habilitacji nie byc, ale jest, tylko wtakiej troche ułomnej formie z kwiatkami do kozucha, czyli z ubezwasnowolniona RW. No i moze dobrze, ze o habilitacji mają sie wypowiedac recenzenci-fachowcy, a nie całe gremium.
    A co do reszty, czemu piszecie, ze z autoreferatu nie mozna wnosic o poziomie delikwenta? Przecież te autoreferaty, które wisza na stronie CK, z reguły zawierają bardzo obszerne omówienie dorobku. Mozna mniej wiecej wnosić, czy dany X pisuje w gazetce gminnej, czy do Science. Tak przynajmniej jest w naukach bardziej mierzalnych wskaźnikami niz nauki społeczne.


  • proon 15.03.12, 12:39
    > nie można też odrzucić wniosku na zasadzie - nie podał IH, publikuje w wydawnictwach bez IF - dopiero byłaby afera, że skreślamy kogoś z powodu punkcików;
    > Nie mozna???? Ja wrecz uwazam, ze NALEZY.
    tyle, że takie takie uwalanie bez przeczytania, i to dokładnego, cudzego dorobku to skandaliczne świństwo
  • donnajohnson 15.03.12, 12:50
    proon napisał:

    > > nie można też odrzucić wniosku na zasadzie - nie podał IH, publikuje w wy
    > dawnictwach bez IF - dopiero byłaby afera, że skreślamy kogoś z powodu punkcikó
    > w;
    > > Nie mozna???? Ja wrecz uwazam, ze NALEZY.
    > tyle, że takie takie uwalanie bez przeczytania, i to dokładnego, cudzego dorobk
    > u to skandaliczne świństwo

    Swinstwo???
    Rece mi opadaja. A w czyim interesie jest przekonac wszystkich (w tym rade jednostki), ze sie zasluguje na stopien??? KOmu zalezy na tym zeby sie odpowiednio zaprezentowac i pochwalic swoimi osiagieciami???
    To wasza wina ze delikwent poszedl po najmniejszej linii oporu i napisal ogolnikowy autoreferat???
    Najpierw piszesz ze wszyscy maja sklonnosc do koloryzowania a teraz bronisz czlowieka, ktoremu sie "nie chcialo". Ciezko to zrozumiec.


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 15.03.12, 13:49
    w przypadku historyków, nie tylko w PL, obie te kwestie są nie do zrobienia, ale, jak dla mnie, to jest tylko dowód na niższość publikowania byle gdzie... (to już w przypadku nie tylko historyków i w PL), gdyby publikować w dobrych miejscach sprawa byłaby jasna... i procedury zakładają, jak się zdaje, własnie taką sytuację...
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 15.03.12, 15:19
    ciężko się nawzajem porozumieć - zacznijmy od początku; mój post dotyczył fikcyjności udziału RW w procedurze habilitacyjnej, mamy do wyboru- albo przyjąć, albo odrzucić, lecz ze świadomością, że jedyną podstawą odrzucenia jest lepiej, czy gorzej napisany autoreferat, a nie znajomość dorobku habilitanta (a także ze świadomością, że odrzucony wniosek i tak trafi do innej rady), a że takie postępowanie określa się mianem robienia komuś świństwa, to RW będą raczej głosowały za wychodząc z założenia - niech się CK martwi, a potem jedynie przyklepie się wniosek komisji i po wszystkim, czyli RW może jedynie podnosić rączki
  • adept44_ltd 15.03.12, 15:24
    nie, nie, ja rozumiem... postaram się jeszcze raz napisać: gdybyście zamiast publikować tam, gdzie mają akurat wolny fragment papieru, publikowali tam, gdzie jest trudno publikować, to byście od razu wiedzieli, z kim macie do czynienia :), a i delikwenci wiedzieliby, że nie ma co startować do hab. z byle jakim dorobkiem... i wszyscy żyliby dobrze, a ojczyzna nam by się bogaciła (intelektualnie) :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • chilly 15.03.12, 17:19
    adept44_ltd napisał:
    > ... i wszyscy żyliby dobrze, a ojczyzna nam by się bogaciła (intelektualnie) :)
    Adept, gdybyś pół godziny temu słuchał NBK w TOK FM to byś wiedział, że ojczyzna już się bogaci. Co jest skutkiem rządowej reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego oraz energicznej działalności samej NBK (która działa, nie tak jak min. Hausner, który "miał okazję", jak mu to NBK wytknęła).
    A ja, urodzony malkontent, chciałbym też, żebyśmy przy tym nie biednieli tak szybko.
  • adept44_ltd 15.03.12, 17:24
    no, ostatnie zdanie Pożegnania jesieni... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • kramka1 15.03.12, 17:32
    Tez wysłuchałam wypowiedzi pani K. I mną co nieco wstrząsneło. Komunały i banały... I ten "import zagranicę". No chyba, że krajowe radio mi przekłamało...
  • dworzec 15.03.12, 21:15
    niestety tez slyszalem te rozmowe i to bylo porazajace niczym autoreferat tego pana
  • proon 15.03.12, 18:12
    oczywiście nasza wina, gdybyśmy o historii Polski publikowali w Ameryce po angielsku, zamiast w Polsce po polsku, to uzyskalibyśmy dar jasnowidzenia i zdalnego odstraszania tych, którzy nam nie dorównują
  • adept44_ltd 15.03.12, 18:19
    nie, gdybyście zamiast publikować w pokonferencyjniakach publikowali w dobrych pismach, byłoby inaczej, nic o żadnych Amerykach ani angielskim nie pisałem, tak trudno ci dyskutować merytorycznie??? czy 20, 30 lat temu miałeś historyków, profesorów, których dorobek składał się z dzieł w pokonferencyjniakach i regionalnych pisemkach???
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 15.03.12, 18:44
    oprócz pokonferencyjniaków i regionalnych pisemek istnieją jeszcze czasopisma wydawane przez uniwersytety lub przez stowarzyszenia naukowe, monografie autorskie, monografie wieloautorskie oraz edycje źródeł; jest z czego wybierać i w związku z tym obiektywna ocena wystawiona na podstawie tego, gdzie ktoś coś opublikował w naszej działce jest raczej nierealna; niestety - trzeba czytać konkretne prace i tego mnie uczyli starzy profesorowie - czytać i jeszcze raz czytać, a dopiero potem oceniać
  • donnajohnson 15.03.12, 18:59
    proon napisał:

    > oprócz pokonferencyjniaków i regionalnych pisemek istnieją jeszcze czasopisma w
    > ydawane przez uniwersytety lub przez stowarzyszenia naukowe, monografie autorsk
    > ie, monografie wieloautorskie oraz edycje źródeł; jest z czego wybierać

    http://myspaceantics.com/images/myspace-graphics/animals/omg-snake.gif
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • donnajohnson 15.03.12, 19:08
    donnajohnson napisała:

    > > oprócz pokonferencyjniaków i regionalnych pisemek istnieją jeszcze czasop
    > isma w
    > > ydawane przez uniwersytety lub przez stowarzyszenia naukowe, monografie a
    > utorsk
    > > ie, monografie wieloautorskie oraz edycje źródeł; jest z czego wybierać
    >
    > [img]http://myspaceantics.com/images/myspace-graphics/animals/omg-snake.gif[/im
    > g]

    Kurcze nie moge. :DDD
    Pronn jestem profesorem podworkowym - w calym swoim dorobku nie mam ani jednej pozycji opublikowanej w wymienionych przez ciebie "periodykach".
    Przyznam szczerze, ze nawet mi to nigdy do glowy nie przyszlo publikowac w "edycjach zrodel" - cokolwiek to znaczy.
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 15.03.12, 20:08
    donnajohnson napisała:

    > Przyznam szczerze, ze nawet mi to nigdy do glowy nie przyszlo publikowac w "edy
    > cjach zrodel" - cokolwiek to znaczy.

    No.... jeśli nie jesteś historykiem medycyny, nie zajmujesz się badaniami nad traktatami medycznymi z XI w np. albo porównywaniem tradycji diagnostycznych i strategii terapeutycznych wedle różnych konceptów choroby i leczenia, to zrozumiałe.

    W naukach historycznych krytyczny opis (edycja, wydanie) jednego źródła *jednego* dokumentu może być osiagnięciem i to niebagatelnym.

    No ale to taka "oczywista oczywistość" hm? ;)
  • proon 15.03.12, 20:28
    ty nie jesteś historykiem, wiec masz prawo nie rozumieć co to takiego edycja źródeł, ale ja nie rozumiem jednego - tego, że rozwiązania wypracowane dla chemików czy fizyków reformatorzy i ich zwolennicy usiłują wcisnąć tam gdzie pasują jak pięść do nosa; ty cmokasz na edycję źródeł, a dla historyków to jedno z większych osiągnięć - popatrz na reguły Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, są specjalne grany na taki cel
  • adept44_ltd 15.03.12, 20:34
    dla historyków to jedno z większych osiągnięć

    no, niestety :)... choć, pragnę przypomnieć, że bardzo długo historycy w CK nie dopuszczali, by na podstawie edycji źródeł nadawać stopnie, gdyż w przypadku edycji historycznych rzadko w grę wchodzi finezyjna praca filologiczna...
    --
    Louder Than Bombs...
  • donnajohnson 15.03.12, 20:35
    Ok historykiem nie jestem.
    Ale zakladam, ze w swojej dziedzinie oprocz "edycji zrodel" macie pisma spelniajace wymogi paragrafu 3.1 rozporzadzenia.


    "§ 3. Kryteria oceny w zakresie osiągnięć naukowo-
    badawczych habilitanta obejmują:
    1) w obszarze nauk humanistycznych - autorstwo
    lub współautorstwo publikacji naukowych w czasopismach
    znajdujących się w bazie Web of Science
    (WoS) lub na liście European Reference Index
    for the Humanities (ERIH),
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • proon 16.03.12, 07:29
    ""§ 3. Kryteria oceny w zakresie osiągnięć naukowo-badawczych habilitanta obejmują: 1) w obszarze nauk humanistycznych - autorstwo lub współautorstwo publikacji naukowych w czasopismach znajdujących się w bazie Web of Science (WoS) lub na liście European Reference Index for the Humanities (ERIH)," - z czasopism dopuszczających artykuły z historii Polski w WoS przez lata bywało jedno, a przez moment dwa; w ERIH dopiero od kilku lat pojawiło się kilka czasopism dla tej grupy historyków; a przez wiele lat głównym miejscem gdzie realnie można było publikować były książki zbiorowe i monografie własne, większość czasopism jeszcze 10 lat temu obsadzona była przez koterie, które obcych nie wpuszczały - w początkach mojej pracy badawczej nie wierzyłem, że tak jest, ale potem zrobiłem kilka eksperymentów i wyszło mi, że obcemu to nawet nie odpowiadali, iż artykułu nie wydrukują, a jak po 3-4 latach oczekiwania starałem się czegoś dowiedzieć telefonicznie, to redaktor niedwuznacznie dawał mi do zrozumienia, że mnie ani mojego szefa nie znają i nie mają zamiaru publikować, o treści artykułu wypowiadał się krotko - nie znam, nie miałem zamiaru czytać;
  • donnajohnson 16.03.12, 08:37
    jch.sagepub.com/
    Tekst linka
    Tekst linka
    Tekst linka
    Tekst linka

    Chcesz powiedziec, ze w tych sie nie da???
    Czytajac scope wyglada na to ze nic nie maja przeciwko historii Polski w ujeciu tematycznym czasopisma. np. "HWJ publishes a wide variety of essays, reports and reviews, ranging from literary to economic subjects, local history to geopolitical analyses. Clarity of style, challenging argument and creative use of visual sources are especially valued."


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • chilly 16.03.12, 09:15
    Zastanowiłbym się jeszcze jednak przez chwilę, czemu te (moje i nie tylko moje) publikacje mają służyć :) Czy np. pedagog musi ruszać z posad pedagogikę świata, czy może wystarczy, że jego publikacje będą przydatne nie znającym angielskiego (lub nie mającym zwyczaju czytać w tym języku) tubylcom. Zakładając, że tubylcy w ogóle maja zwyczaj czytać cokolwiek.
  • donnajohnson 16.03.12, 09:27
    chilly napisał:

    > Zastanowiłbym się jeszcze jednak przez chwilę, czemu te (moje i nie tylko moje)
    > publikacje mają służyć :)

    To zalezy od tego czy uznajesz sie za fachowca czy za rzemieslnika oraz do jakiego stopnia/tytulu aspirujesz.

    Podam przyklad.
    Lekarze-praktycy zrzeszeni w izbach, czesto publikuja przydatne innym leakrzom teksty w branzowych czasopismach. Oczywiscie po polsku. Zdaza sie to oczywiscie adiunktom i profesorom ale to jest bardzo korzystne dla obu stron (tej drugiej stronie glownie ze wzgledow finasnowych :d).
    Ale artykuly takie, jak to okresliles "dla tubylcow" sa traktowane z przymruzeniem oka jesli chodzi o dorobek naukowy i nikt powazny na podstawie takich publikacji nie ubiega sie o stopnie. Traktuje sie to troche jako dzialalnosc dydaktyczno-popularyztorska.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • chilly 16.03.12, 20:29
    Cieszy mnie Twoja głęboka wiara, donna, w wysoki poziom naukowy artykułów (nie tylko z pedagogiki) pisanych po angielsku, najlepiej w czasopismach anglosaskich :)
  • pfg 16.03.12, 21:53
    chilly napisał:

    > Czy np. pedagog musi ruszać z posad pedagogikę świata,
    > czy może wystarczy, że jego publikacje będą przydatne nie znającym angielskiego
    > (lub nie mającym zwyczaju czytać w tym języku) tubylcom.

    To nie jest dobre pytanie. Właściwe pytania brzmią a) czy te publikacje są naukowe oraz
    b) czy te publikacje są wartościowe. Otóż ów pedagog (czy też przedstawiciel innej dyscypliny), który po angielsku czyta, może pisać po polsku, że uczeni radzieccy, pardon, amerykańscy, udowodnili, że coś tam, coś tam, referować cudze odkrycia. To nawet może być bardzo przydatne dla nauczycieli (lub lekarzy - patrz list donny - lub kogoś innego), a zatem pożyteczne, a zatem wartościowe - ale to nie jest nauka. Nie można więc na czymś takim budować kariery naukowej. Dyskutowaliśmy niedawno przykład osoby, której habilitacja jest na najlepszej drodze do odrzucenia, gdyż recenzenci, doceniając walory dydaktyczne i popularyzatorskie prac kandydata, nie dostrzegli w nich oryginalnych idei naukowych.

    Nawiasem mówiąc, gdyby kryterium przydatności miało być bardzo istotne, publikowanie w bardzo lokalnych czasopismach lub "monografiach zbiorowych" o nakładzie 50 egz. nie ma żadnego sensu, bo taki tekst dotrze do niewielu czytelników, więc dla niewielu osób wysiłek autora faktycznie okaże się przydatny.

    Jeśli nasz pedagog (lub ktokolwiek) chce uprawiać naukę, musi mówić coś nowego i nietrywialnego i nie jest takie ważne, czy to od razu rusza z posad naukę światową (to się zdarza rzadko, ditto z bryłą), ale czy jest na odpowiednim poziomie merytorycznym, metodologicznym, warsztatowym. I tu nie akceptuję stwierdzenia "jak na świat to kiepsko, ale jak na Polskę, to rewelacja", bo to z góry skazuje nas na zaściankowość, na wnoszenie znikomego wkładu do światowej debaty intelektualnej. Podkreślam, nie skazuje nas na to "polska tematyka", ale zgoda na zaniżone standardy. Otóż publikowanie w znanych wydawnictwach, uznanych czasopismach ma o tyle sens, że praca tam opublikowana *najprawdopodobniej* spełnia te wysokie wymagania merytoryczne. To prawda, nie można z góry założyć, że żadna praca opublikowana w lokalnym wydawnictwie uczelnianym wymagań takich nie spełnia, jednak można wskazać tak wiele prac "lokalnych", które owych wymagań nie spełniają, że każda praca opublikowana "lokalnie" staje się podejrzana. Ponieważ nie ma czasu na przeczytanie wszystkiego ze swojej dziedziny, ludzie rzadko czytają te prace "lokalne", gdyż ryzyko, że trafi się na rzecz bezwartościową, jest duże.

    Inną funkcją publikowania u dużych wydawców jest szansa na przyciągnięcie większego kręgu czytelników. No skoro ktoś zrobił coś oryginalnego, co uważa za wartościowe, to chyba powinno mu zależeć na tym, żeby jak najwięcej osób się o tym dowiedziało. (Tak, wiem, można opublikować w internetach, a świat to znajdzie i się zadziwi.)

    A czy praca naukowa jest wartościowa, to już inna para kaloszy. Wiem dobrze, że na świecie publikuje się mnóstwo naukowego chłamu, co z tego, że oryginalnego i poprawnego, ale jednak chłamu.

    Zgadzam się przy tym, że w humanistyce jest wiele tematów, które mogą być ważne w Polsce i dla Polaków, ale znacznie mniej ważne dla szerokiego świata, więc edytorzy znanych czasopism, którzy mają więcej tekstów, niż mogą opublikować, będą im niechętni - ale to nie znaczy, że prace na "polskie" tematy można publikować byle jak, byle gdzie. Przeciwnie, trzeba je pisać i publikować zgodnie ze wszystkimi rygorami sztuki. Nie jest moją rolą wymyślać jak humaniści powinni to sobie zorganizować.

    Obawiam się, że dla wielu osób - nie dla wszystkich, ale dla wielu - bariera językowa, polskość tematyki i hipotetyczna niechęć zachodnich wydawców stanowią świetną intelektualną wymówkę do publikowania substandardowych prac, których nikt zresztą nie czyta, choć niekiedy (nie zawsze!) mozna je znaleźć w internetach. Jak dla tego europosła i profesora KUL w jednej osobie, który procesuje się z autorem recenzji o to, że ten mu wytknął istotne błędy faktograficzne i warsztatowe.
    --
    Kozak frajer
  • proon 16.03.12, 09:40
    z tymi czasopismami po angielsku jest mały problem - owszem dopuszczają teksty z dziedziny historii lokalnej, narodowej, ale... są mody na określoną tematykę, teraz jest moda na lokalność afrykańską i południowo amerykańską, problematyka polska nie jest w modzie (dla czasopisma oznacza to, że artykuł o dziejach Polski nie zapewni odpowiedniej ilości cytowań);
    problem drugi - publikacja w tych czasopismach trafia w próżnię, bo potencjalni czytelnicy z powodu ograniczeń językowych nie znają źródeł do dziejów Polski i nie są w stanie podjąć dyskusji, a do tego wykluczamy w ten sposób polskiego czytelnika z grona odbiorców (studenci, dziennikarze, nauczyciele itp); przedstawiciele innych nauk jakoś nie mogą zrozumieć, że historyk pisze bardziej dla społeczeństwa niż dla innych historyków; na całym świecie prawie całość publikacji z historii narodowych ukazuje się w językach narodowych, Polska nie jest wyjątkiem
  • donnajohnson 16.03.12, 09:46
    proon napisał:

    > z tymi czasopismami po angielsku jest mały problem - owszem dopuszczają teksty
    > z dziedziny historii lokalnej, narodowej, ale... są mody na określoną tematykę,
    > teraz jest moda na lokalność afrykańską i południowo amerykańską, problematyka
    > polska nie jest w modzie (dla czasopisma oznacza to, że artykuł o dziejach Pol
    > ski nie zapewni odpowiedniej ilości cytowań)

    Blagam .... Nawet mi sie nie chce tego komentowac.

    > problem drugi - publikacja w tych czasopismach trafia w próżnię, bo potencjalni
    > czytelnicy z powodu ograniczeń językowych nie znają źródeł do dziejów Polski i
    > nie są w stanie podjąć dyskusji, a do tego wykluczamy w ten sposób polskiego c
    > zytelnika z grona odbiorców (studenci, dziennikarze, nauczyciele itp); przedsta
    > wiciele innych nauk jakoś nie mogą zrozumieć, że historyk pisze bardziej dla sp
    > ołeczeństwa niż dla innych historyków; na całym świecie prawie całość publikacj
    > i z historii narodowych ukazuje się w językach narodowych, Polska nie jest wyją
    > tkiem

    Jak rozumiem lepiej zeby wasze dokotraty, habilitacje i profesury trafialy w ... proznie. Beda hulac i odbijac sie od scian w CKK....


    --

    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • charioteer1 16.03.12, 10:04
    Historyk nie pisze dla innych historykow. Redaktor pisma branzowego odpowiada historykowi: NIe znam pana, ani panskiego szefa, nie mam zamiaru czytac.

    To nie jest nauka. Cokolwiek to jest, to to nie ma nawet ogolnokrajowego zasiegu. Kolka rozancowe.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • ford.ka 16.03.12, 21:02
    Nie warto komentować, ale z zupełnie innego powodu. Który artykuł wybierze redakcja pisma medycznego mając do wyboru artykuł o możliwych postępach w walce z HIV, który wygeneruje setki cytowań, nawet jeśli okaże się, że postępy są żadne, i artykuł o realnych postępach w walce z chorobą Zielińskiego-Nowaka, na którą cierpią wyłącznie mieszkańcy najmniejszej wyspy archipelagu Hula-Gula, którego nie zacytuje nikt, a żaden koncern farmaceutyczny nie będzie zainteresowany pracami nad przemysłową produkcją leku na chorobę Z-N? Do druku pójdzie artykuł o potencjalnym sposobie ochrony bulw tulipana (przemysł warty miliardy euro) przed chorobami wirusowymi przysłany z instytutu w Wageningen czy o skutecznych opryskach hodowli batatów w Gabonie (przemysł warty tysiące cedi) z Politechniki w Gaborone? O Steinbecku czy Whartonie? Dokładnie taka sama sytuacja jest w każdej nauce i można się tu zaklinać na wszystkie świętości (naukowcy eksperymentalni na wszystkie laickości, oczywiście), nic się nie zmieni.
  • donnajohnson 16.03.12, 21:53
    ford.ka napisał:

    > Nie warto komentować, ale z zupełnie innego powodu. Który artykuł wybierze reda
    > kcja pisma medycznego mając do wyboru artykuł o możliwych postępach w walce z H
    > IV, który wygeneruje setki cytowań, nawet jeśli okaże się, że postępy są żadne,
    > i artykuł o realnych postępach w walce z chorobą Zielińskiego-Nowaka, na którą
    > cierpią wyłącznie mieszkańcy najmniejszej wyspy archipelagu Hula-Gula, którego
    > nie zacytuje nikt, a żaden koncern farmaceutyczny nie będzie zainteresowany pr
    > acami nad przemysłową produkcją leku na chorobę Z-N?

    Blad twojego rozumowania polega na tym, ze na rynku znajduja sie czasopsiama ktore opublikuja i artykul o HIV i artykul o chorobie Zielinskiego-Nowaka.
    A wiesz czym sie beda roznic te czasopsiam?
    Tym ze jedno bedzie mialo IF=20 a drugie IF=0.2 (ale haczyk w, ze bedzie to IF mialo !!!!). Stad tez nikt nikomu nie broni zajmowac sie problematyka HIV jak rowniez problematyka chorob Zielinskiego-Nowaka. WOLNY WYBOR
    Stad tez calkiem pomocny staje sie Sum IF.
    Bo mozesz napisac 1 artykul o chorbie Z-N i zarobic 0.2 ale miec w dorobku 10 artyuklow o HIV i odwrtonie miec 10 artykulow o chorobach Z-N i ani jednego artykulu w czasopismie rangi tego o HIV.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • ford.ka 16.03.12, 22:33
    Dwie proste sprawy:
    - dla czasopism humanistycznych nikt nie liczy IF. Bo nie. Może są takie, co mają 500, ale nikt tego nie wie. Najprostsza odpowiedź jest taka, że nie ma kasy na to, żeby komuś się chciało takie wyliczenia prowadzić, choć pewnie są inne opcje.
    - jeśli sumaryczny IF jest taki sam dla jednego artykułu w piśmie za 20 punktów i dwudziestu artykułów w piśmie za 1 punkt, to znaczy, że sumaryczny IF naprawdę nic nie liczy i naprawdę nie ma żadnego sensu. Zgadzam się jednak, że jest mniej szkodliwy np. od wybijania siekaczy z okazji osiągnięcia dojrzałości naukowej. Bo jakby to wpisali w ustawę, na pewno byście się zaczęli zapisywać do dentysty na pierwsze dostępne terminy, żeby jednak wybijał pod narkozą ;)
    I może bez dużych liter - proszę nie ściemniać, nie zakrzyczysz faktu, że nawet jeśli rzeczywiście trafi się pismo, które wyda artykuł o chorobie Zielińskiego-Nowaka, prowadzenie takich badań to samobójstwo dla naukowca, bo nie nazbiera nigdy tak niezbędnych punkcików, żeby je sobie sumować i H mu nie urośnie. A zresztą żadnych badań w ogóle nie będzie, bo bez punkcików czy choćby szansy na takowe nie dostanie grantu, żeby je przeprowadzić. Żadne opowieści o IF i wolnym wyborze tego nie zasłonią. Jak się nie wpiszesz w aktualną modę, możesz szukać innego zajęcia.
  • donnajohnson 16.03.12, 22:40
    ford.ka napisał:

    > I może bez dużych liter - proszę nie ściemniać, nie zakrzyczysz faktu, że nawet
    > jeśli rzeczywiście trafi się pismo, które wyda artykuł o chorobie Zielińskiego
    > -Nowaka, prowadzenie takich badań to samobójstwo dla naukowca, bo nie nazbiera
    > nigdy tak niezbędnych punkcików, żeby je sobie sumować i H mu nie urośnie. A zr
    > esztą żadnych badań w ogóle nie będzie, bo bez punkcików czy choćby szansy na t
    > akowe nie dostanie grantu, żeby je przeprowadzić. Żadne opowieści o IF i wolnym
    > wyborze tego nie zasłonią. Jak się nie wpiszesz w aktualną modę, możesz szukać
    > innego zajęcia.

    Nie zajmuje sie zadnym z topowych medycznych tematow, pisze prace na rzetelnym poziomie europejskim. Nie mam klopotow z Sum IF i IH. Dziekuje.
    Mody w nauce to mit.
    Nikt mi nie wmowi ze np. American Journal of Obsterics and Gynecology aby podazac za moda zacznie poublikowac volumeny dotyczace choroby Parkinsona.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • ford.ka 16.03.12, 23:17
    > Mody w nauce to mit.
    > Nikt mi nie wmowi ze np. American Journal of Obsterics and Gynecology aby podazac za moda zacznie poublikowac volumeny dotyczace choroby Parkinsona.
    Fajnie wykręcasz kota ogonem. Nie było mowy o wysoce specjalistycznych pismach - te zresztą też mają swoje topowe czyli modne tematy - była mowa o pismach topowych. Journal of Weird Diseases in Places Nobody Ever Heard Of wyda artykuł o chorobie Z-N z pocałowaniem ręki, bo coś wydawać muszą, żeby utrzymać zadeklarowaną ilość numerów rocznie.
    Ale który artykuł wybierze AJOG, jak dostanie przeciętny artykuł wpływie zakażenia HIV u ciężarnych i genialny o wpływie zakażenia chorobą Z-N u tychże? Podąży za modą i podbije sobie IF czy wybierze dzieło geniusza, którego nikt pewnie nie przeczyta, bo na wyspach Hula-Gula i tak nie mają prenumeratorów?
  • donnajohnson 17.03.12, 08:07
    ford.ka napisał:


    > Ale który artykuł wybierze AJOG, jak dostanie przeciętny artykuł wpływie zakaże
    > nia HIV u ciężarnych i genialny o wpływie zakażenia chorobą Z-N u tychże? Podąż
    > y za modą i podbije sobie IF czy wybierze dzieło geniusza, którego nikt pewnie
    > nie przeczyta, bo na wyspach Hula-Gula i tak nie mają prenumeratorów?

    Wbrew twoim przypuszczenium AJOG wyda i ten artyukul i ten. Jeden warunek, obydwa artyukulu musza byc napisane z poszanowaniem wszelkich regul sztuki. Prawdilowo zaplonowany schemat doswiadczenia, materialy. statystyka i rzetalena dyskujsa poparta wartosciowa literatura. Jak przejrzysz annaly literatury medycznej mnostwo takich dobrze zrobionych metodycznie "michalkow" zostalo opublikowanych w dobrych czasopismach.
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • donnajohnson 17.03.12, 08:20
    ford.ka napisał:


    > Fajnie wykręcasz kota ogonem. Nie było mowy o wysoce specjalistycznych pismach
    > - te zresztą też mają swoje topowe czyli modne tematy - była mowa o pismach top
    > owych. J

    I przeczytaj swoje poprzednie posty i sam sobie odpowiedz na pytanie czy byla mowa o tym o czym chcesz mi wmowic, ze byla mowa.


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • ford.ka 17.03.12, 18:06
    Przeczytałem. Użyłem sformułowania "pismo medyczne", nie "wąskospecjalistyczne pismo medyczne". O tym że mówimy o topowych jest dośc oczywiste, bo wydać w podwórkowym żadna sztuka i wszystko pójdzie.
  • donnajohnson 16.03.12, 22:50
    ford.ka napisał:

    > - jeśli sumaryczny IF jest taki sam dla jednego artykułu w piśmie za 20 punktów
    > i dwudziestu artykułów w piśmie za 1 punkt, to znaczy, że sumaryczny IF napraw
    > dę nic nie liczy i naprawdę nie ma żadnego sensu.

    Znaczy znaczy....
    Ale wykazywanie pozytku Sum If dla kogos ktos generalnie nie widzi pozytku z samej bibilometrii nie ma wiekszego sensu i z gory jest sakazane na niepowodzenie, nieprawdaz?
    Dlatego ja tez nie mam zamiaru podejmowac sie syzyfowej pracy ...

    http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQKxWGStG7AdLbShwRwGWeoClElCCHedsGzfoqYN6kQz7ofBLLyMbJnhsKKqQ


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • kramka1 17.03.12, 15:13
    Przychylam sie do opinii ford.ki. Po perwsze, sa tematy, które łatwiej sprzedac w topowych czasopismach, a po drugie, sa tematy, na które łatwiej o pieniądze na badania.Taki przykład z branzy rolniczej. Znajomy pracujacy w tej branży w USA opowiadał mi kiedys, ze pieniądze sa w dwóch działkach: zwiazanych z zywieniem ludzi i związanych z chorobami. Bo obie działki sa doskonale przekładalne na potencjalne zyski przemysłu. A na te tematy, z których nie ma takiego przełozenia, jest bardzo trudno o pozyskanie funduszy. Z kolei w mojej działce uzasadnieniem do przyjecia jednego artykułu była uwaga, ze zbadałam fragment z, umownie mówiąc, swiatowej całosci, a z kolei uzasadnieniem do odrzucenia kolejnego było, ze obiekt badan był lokalny. Wiec całkowicie wierzę, ze łatwiej o publikacje artykułu o HIV niz chorobie trapiacej ze trzy osoby na jakiejs polinezyjskiej wyspie i nie ma nic do tego sama jakośc artykułu, bo czy globalne czy lokalne badania, moga być przeprowadzone i opisane tak samo rzetelnie.
  • donnajohnson 18.03.12, 09:40
    Niestety odnosze wrazenie, ze gdzies sie po drodze gubicie.
    Po pierwsze tak nie do konca wiem czym sie rozni czasopismo "topowe" od "waskospecjalistycznego". Na poczatku wydawolo mi sie, ze topowe oznaczaja te z wysokim IF. Ale to nonsens bo akurat w medycynie nie ma ogolnego "Journal of Medicine" tylko kazde czasopsimo okresla ow "waskospecjalistyczny" zakres wiedzy.
    Stad wszystkie praktycznie czasopisma sa "waskospecjalistyczne". Idac dalej tym tokiem rozumowania "moda" w medycynie (w waszym rozumowaniu) to nic innego jak ilosc osrodkow zajmujacych sie danym tematem. Efektem takiego zainteresowania moze byc jedynie wysoki IF czasopsim, ktore publikuja takie artykulu. Ale jeszcze raz podkreslam, ze wcale nie bedzie latwiej opublikowac tam taki "modny" artykul jesli nie jest on odpowiednio dobrze skonstruowany i nie przeszedl solidnego procesu recenzji. Koniec kropka.
    I ponownie powtorze, ze artyukl o chorbach 3 czlonkow plemienia ZUlu-gula tez ma szanse publikacji w "waskospecjlasitycznym" czasopsimie i generalnie decyduje o tym nie moda czy lut szczescia ale rzetelnosc przygotowanego manuskryptu.
    Jednak dyskutowany problem z polskimi historykami IMO bierze sie stad, ze oni tlumaczac sie "moda" nawet nie probuja napisac tej pracy (z gory jest ona w ich ocenie do odrzucenia). Zeby dostac odpowiedz z redakcji o odrzuceniu MS trzeba najpierw napisac te prace.
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • pfg 18.03.12, 09:53
    donnajohnson napisała:

    > akurat w medycynie nie ma ogolnego "Journal of Medicine"

    Ale jest New England Journal of Medicine z IF=51.

    > I ponownie powtorze, ze artyukl o chorbach 3 czlonkow plemienia ZUlu-gula tez m
    > a szanse publikacji w "waskospecjlasitycznym" czasopsimie

    Co więcej, jeśli dowiedzie się, że jest to związane z jakąś mutacją, może trafić do pisma z bardzo wysokiej półki, bo genom z pewnością jest teraz modny.
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • donnajohnson 18.03.12, 10:04
    pfg napisał:

    > donnajohnson napisała:
    >
    > > akurat w medycynie nie ma ogolnego "Journal of Medicine"
    >
    > Ale jest New England Journal of Medicine z IF=51.
    >

    Moglby to byc wyjatek potwierdzajacy regule ... gdyby nie fakt, ze NEJM tez publikuje przede wszystkim wyniki badan klinicznych (ale juz nie podstawowych). Ale jak widac tutaj dopuszczone sa tez inne mozliwosci

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • dala.tata 16.03.12, 18:55
    Tak proon. Przeciez polskie czasopisma, szczegolnie te z ziemi chelmskiej i lubuskiej nigdy mody nie zaznaly i czyhaja tylko na jakosc. A dyskusje w takich czasopismach wra po prostu. Ludzie sie nie moga doczekac kolejnego numeru siedleckich zeszytow historycznych gdzie jakosc przeplata sie z debata.

    Proon, ale wez przestan sciemniac co? Polscy humanisci nie publikuja po angielsku bo w swej przytlaczajacej wiemszosci nie sa w stanie. Nawet jakby bardzo chcieli.
    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • mmoni 17.03.12, 02:08
    Przejrzałam sobie spis treści z kilku ostatnich numerów zalinkowanego "War in History". Z 18 artykułów 11 tyczy wojen toczonych przez Wielką Brytanię lub USA. Dwa artykuły są o: Szwecji w wojnie siedmioletniej (w której też udział brała Wielka Brytania) oraz udziale imperium ottomańskiego w I wojnie światowej (w której, nie muszę przypominać, udział brały też USA i Wielka Brytania, a do tego artykuł jest o ogłoszeniu dżihadu przez Ottomanów, więc na czasie). Jeden artykuł o udziale hiszpańskiej Legii Cudzoziemskiej w wojnie domowej w Hiszpanii (kupa ochotników z Wielkiej Brytanii i USA, a poza tym chyba też na moje wyczucie modny temat - nie wiem, nie jestem historykiem), dwa o Rosji/ZSRR - jeden o 1917 r., jeden o II wojnie światowej. Jeden o wpływie II wojny światowej na kolonie francuskie w Afryce Północnej.

    Czyli na 18 artykułów załapały się 3 niezwiązane bezpośrednio z krajami anglojęzycznymi, no może 4, jeżeli policzymy ten artykuł o Hiszpanii. Część dyskutantów zapewne rzuci się do udowadniania, że gdyby jakiś polski historyk napisał wystarczająco genialny artykuł po angielsku nt. bitwy pod Wiłkomierzem, to też by mu przyjęli. Przypuszczam, że wątpię.
    --
    Nika

    "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
  • adept44_ltd 17.03.12, 09:53
    ja już podawałem przykład - ale tradycyjnie przeszedł bez echa - pismo slawistyczne, na tzw. LF, teksty o literaturze rosyjskiej... o polskiej mogą pójść 2, 3 raz na 2, 3 lata... to jest rocznik..., no i chodzą... w takiej ilości...; nie jest to narzekanie (dla mnie, jak wiele razy pisałem, publikowanie za granicą to działalność czysto estetyczna, dla zabawy), tylko stwierdzenie faktu...; oczywiście, wyjściem byłoby założenie przez Polaków pisma anglojęzycznego i na międzynarodowych zasadach, no ale na to trzeba mieć pieniądze i w zasadzie nie wiadomo, dla kogo to pismo miałoby być... warunkiem bycia polonistą jest znajomość języka polskiego... i poloniści spoza Polski czytają nas po polsku i cytują po polsku...;
    co do historii, to świetny przykład - jestem pewien, że artykuł poświęcony np. walkom o Tobruk pewnie by poszedł w tym piśmie, no ale historia Polski jakby nie ogranicza się do tego, co można podłączyć pod trend publikacyjny pism...;
    z drugiej strony (albo już z trzeciej) w pełni zgadzam się z kimś, kto napisał, że taka sytuacja staje się alibi dla kiepskiego pisania... co do koterii w pismach, o których pisał proon, w mojej dyscyplinie ci, którzy nigdy nie opublikowali w tych pismach też tak mówią i dumnie "wybierają" pokonferencyjniaki. Moje doświadczenia są takie, że jako nikomu nieznany magister napisałem, włożyłem do koperty (moja promotorka nie uznawała zajmowania się takimi rzeczami i jestem jej wdzięczny, że mogłem to zrobić sam), przykleiłem znaczek i poszły 3 teksty do 3 najlepszych pism... i 3 przyjęte (jeden w efekcie poszedł gdzie indzie, nie potrafiłem go wtedy skrócić...)... i tak jak teraz widzę, jak działają te pisma, to śladu koterii nie zauważam...

    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 17.03.12, 23:38
    rowniez przegladnalem kilka numerow. w kazdym byl artykul, ktory nie dotyczyl UK czy USA. rownie jednak dobrze mozna powiedziec, ze w tym czasopismie dominuja teksty o Europie, o XX wieku. i pewnie inne jeszcze tematy.

    co do bitwy pod Wilkomierzem, wlasnie na tym polega sztuka, zeby napisac tak, by chcieli to opublikowac. ale to jest trudne. i rzeczywiscie znacznie latwiej jest powiedziec: przypuszczam, ze watpie.


    mmoni napisała:

    > Czyli na 18 artykułów załapały się 3 niezwiązane bezpośrednio z krajami angloję
    > zycznymi, no może 4, jeżeli policzymy ten artykuł o Hiszpanii. Część dyskutantó
    > w zapewne rzuci się do udowadniania, że gdyby jakiś polski historyk napisał wys
    > tarczająco genialny artykuł po angielsku nt. bitwy pod Wiłkomierzem, to też by
    > mu przyjęli. Przypuszczam, że wątpię.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • ford.ka 18.03.12, 01:24
    Dala, nikt nie podaje w wątpliwość, że być może raz na jakiś czas topowe pismo humanistyczne puści jeden artykuł z Polski (raczej jak będzie genialny) bo jak sam piszesz "w kazdym [numerze] byl artykul, ktory nie dotyczyl UK czy USA". Czyli na cały świat nieanglosaski przypada jeden artykuł w numerze. Pytanie brzmi, czy można całe działanie nauki w sporym kraju warunkować tym, komu sie ten jeden artykuł uda wcisnąć? Czy taka skala sukcesu to jeszcze talent czy już tylko fuks? Czy celem całej polskiej historiografii ma być takie przygotowywanie wszystkich historyków tak, żeby któremuś w końcu przyjęli artykuł o owej arcyważnej bitwie? A jak będą się ukazywać artykuły wyłącznie o Japonii, Indiach i Chinach (większa populacja więc więcej artykułów wrzucą do puli, z której się ten jeden wybiera), to co? Likwidujemy historię, bo się najwyraźniej nie sprawdziła?
  • charioteer1 18.03.12, 03:00
    Nie trzeba likwidowac historii. Wystarczy zaczac doceniac tych, ktorzy o tej historii potrafia pisac w sposob relewantny dla szerszego kregu odbiorcow. Zamiast nosic na rekach i holubic geniuszy, ktorzy babrza sie w historii poszczegolnych solectw, bo przeciez historia powiatowa to juz zostala szczegolowo opisana.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 18.03.12, 17:57
    charioteer1 napisał:

    > Nie trzeba likwidowac historii. Wystarczy zaczac doceniac tych, ktorzy o tej hi
    > storii potrafia pisac w sposob relewantny dla szerszego kregu odbiorcow. Zamias
    > t nosic na rekach i holubic geniuszy, ktorzy babrza sie w historii poszczegolny
    > ch solectw, bo przeciez historia powiatowa to juz zostala szczegolowo opisana.
    >
    w pełni się podpisuję, historię sołectw i tym podobnych kwestii, które polegają na odsiedzeniu sobie tylnej części ciała w archiwum można zostawić studentom na licencjaty... niemniej, jeśli chodzi o szerokość zasięgu, to nie pozostaje mi nic innego tylko wybuchnąć (po francusku, a jakże ;-), ha ha ha... nie widzę bowiem tych tłumów dyszących rządzą poznania polskiej historii...


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 18.03.12, 21:19
    adept44_ltd napisał:

    > niemniej, jeśli chodzi o szerokość zasięgu, to nie pozostaje mi
    > nic innego tylko wybuchnąć (po francusku, a jakże ;-), ha ha ha... nie widzę b
    > owiem tych tłumów dyszących rządzą poznania polskiej historii...

    Ja nie widze przede wszystkim tych historykow, ktorzy potrafiliby byc relewantni.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 18.03.12, 21:52
    jak rozumie, regularnie monitorujesz stan historiografii w świecie i wiesz, o czym mówisz?
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 18.03.12, 23:07
    Adept, spieralismy sie juz o antropologie kulturowa i wyszlo na to, ze nie jest wylacznie anglosaska. Stad przypuszczam, ze z historia jest podobnie. Sa rzeczy, ktore sa wazne tylko lokalnie i sa rzeczy, ktore maja potencjalnie wiekszy zakres oddzialywania. Zeby daleko nie szukac, przypominam sobie mgliscie, ze pare lat temu odbywalo sie forumowe sprawdzanie dorobku wybitnych polskich historykow w roznych bazach danych i okazalo sie, ze niektorzy jakis tam dorobek obcojezyczny mieli, wiec z ta lokalnoscia to nie jest zaden imperatyw. O tym, ze sie nie da, bo sie nie da i juz, najglosniej krzycza specjalisci od ksztaltu policyjnych guzikow i splotu sznurow generalskich.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 18.03.12, 23:13
    ależ w pełni zgadzam się z twoim zdaniem :), właśnie w takich proporcjach... (nb. opiniując do druku książkę poza PL ;-)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 18.03.12, 07:19
    1. nie ma czegos takiego jak 'puszcanie artykulu z polski'. otoz pubikuje sie artykuly dobre. te ktore przejda przez recenzje. i ten caly mit o jakichs kwotach implicytnych na rtykuly od polskich uczonych to absurd.

    pytanie, czy polska historia ma produkowac artykul rocznie po angielsku jest tendencyjne. polska historia ma operowac na najwyzszych pierach historii. ma nawiazywac kontakt z historia miedzynrodowa i debatowac z nia. a nie tylko zamykac sie w grajdolku wlasnych dyskusji.

    jeszcze bardziej tendecyjne i absurdalne sa 'argumenty' o zamknieciu polskiej historii. oczywisie nikt do tego nie dazy. i nie chce tego. co wiecej, nie grozi nam to zupelnie, z przyczyn banalnych. znaczna czesc polskich histoykow jest w stanie pisac jedynie po polsku. ja raczej postuluje to, zeby polska historia zaistniala w historii swiatowej. chocby dlatego, ze to zaistnienie jest wazne dla polskiej nauki.

    i na koniec. cala ta narracja o nardowoej funkcji humanistyki wynika glownie z tego, ze znaczna czesc polskich humanistow nie jest w stanie opublikowac niczego na swiecie. no to tlumaczy dlaczego taka strasznoscia byloby tam publikowanie. dokladnie z tych samch pwoodow slyszymy o publikowaniu 'na internecie'.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • ford.ka 18.03.12, 11:32
    Reality check: jaka jest realna przestrzeń, o którą mamy walczyć? Ile genialnych artykułów z Polski opublikują topowe journale?
    Jak będą same topowe i wszystkie super to serio myślisz, że od tej pory każdy numer "War History" czy jak tam się to nazywa, będzie się zaczynał od bitwy pod Cedynią a kończył na polskim udziale w bratniej pomocy Czechosłowacji, i tylko raz na pięć lat dopuszczą jakiegoś Amerykanina, żeby przestał smęcić, że polska mafia? Czy serio wierzysz w to, że jako redaktor amerykańskiego pisma przyjmowałbyś do każdego numeru artykuły z Polski, bo są dobre (zakładając, że tak by właśnie było, oczywiście), czy raczej pomyślałbyś: "Zacytują mi to w Polsce, czyli z punktu widzenia IF wcale, a i to pewnie nie, bo większość nie zna angielskiego, a jak puszczę jeszcze parę takich numerów, amerykańskie uniwersytety zrezygnują z prenumeraty, bo moje pismo stanie się dla nich równie porywające jak katalog wysyłkowego klubu książki, niby pełno tytułów, ale niczego co by się chciało przeczytać"? Nie chce mi sie wierzyć, by zainteresowanie prawdzimy przyczynami bitwy pod Beresteczkiem jakoś znacząco się zmieniło w UK czy US na przestrzeni ostatnich 350 lat.
    Jaka jest możliwa success rate? Na to żeby szkolić polskich historyków w academic writing potrzeba kasy (ich prywatnej albo państwowej) - jesteś pewien, że gra jest warta świeczki?
    Mnie też byłoby miło i przyjemnie, gdyby we wszystkich dziedzinach Polacy byli najlepsi i w ogóle, ale realia to raczej długi marsz i indywidualne wycinanie ścieżek w buszu do wielkiego świata. Wizja że paredziesiąt tysięcy ludzi zamyka się w domach i zaczyna nad sobą pracować, żeby doszlusować do tego świata jest, delikatnie mówiąc, komiczna.
  • dala.tata 18.03.12, 11:48
    opublikuja tyle, ile bedzie dobrych. nie mam watpliwosci, ze redaktor miedzynarodowego pisma historycznego bedzie publikowal te teksty z polski jesli beda dobre. byc moze bedzie przesuwal zeby sie nie grupowaly, jednak bedzie to robil. co wiecej, takich czasopism jest wiele wiecej. wiec nie zabraknie miejsc.

    problem w tym, ze nalezy napisc tak, zeby to bylo interesujace dla odbiorcy miedzynardowego. z mojego pubktu widzenia, to oczywiscie kwestia pisania tak, zeby moje polskie dane mialy jakies prelozenie teoretyczne, ktore bedzie mialo atrakcyjnosc uniwersalna. to sie naprawde da zrobic.

    ja mam zupelnie w nosie to, czy polacy beda najlepsi. mnie raczej drazni, ze kolejne pokolenie mlodych historykow ma wciskane do glow, ze nie moga i nie powinni wejsc na arene miedzynardowa. bo zawsze mozena 'publikowac' na internecie.

    ford.ka napisał:
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 18.03.12, 17:57
    dala.tata napisał:

    tak Dala, historia bitew polskiego września przełoży się na nową konceptualizację teoretyczną... spróbuj pomyśleć, że nie cała nauka to językoznawstwo... a ułatwi to prowadzenie tu rozmów :)


    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 18.03.12, 21:04
    dlatego tam napisalem o mojej perspektywie. sprobuj czytac uwazniej.

    nie wiem, co powinien zrobic historyk. nie mam jednak watpliwosci, ze to sie da zrobic.

    adept44_ltd napisał:

    > tak Dala, historia bitew polskiego września przełoży się na nową konceptualizac
    > ję teoretyczną... spróbuj pomyśleć, że nie cała nauka to językoznawstwo... a uł
    > atwi to prowadzenie tu rozmów :)
    >
    >


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 18.03.12, 21:50
    nie wiem, co powinien zrobic historyk. nie mam jednak watpliwosci, ze to sie da zrobic


    :)))), wiem, że tak masz... ale wystarczy, że spróbujesz się dowiedzieć, jak to wygląda i już po kłopocie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 18.03.12, 21:53
    adepcie, jak cie tak kusi, napisz do tych niemcow publikujacych np. w War and history. wszystko ci wyjasnia.

    adept44_ltd napisał:

    > nie wiem, co powinien zrobic historyk. nie mam jednak watpliwosci, ze to sie da
    > zrobic
    >
    >
    > :)))), wiem, że tak masz... ale wystarczy, że spróbujesz się dowiedzieć, jak to
    > wygląda i już po kłopocie...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • ford.ka 18.03.12, 22:09
    Aż mnie podkusiło i sprawdziłem. Z nazwisk sądząc, wystarczą jakieś dwa góra trzy listy, bo więcej Niemców wśród autorów z ostatnich kilku lat nie widno. Może starczy się z nimi zaprzyjaźnić na Facebooku?
    Ci Niemcy to jakaś nieogarnięta nacja, bo o niemieckich wojnach piszą głównie Anglosasi...
  • adept44_ltd 18.03.12, 22:27
    no coś takiego!!!
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.12, 09:25
    fordzie, bez watpienia w czasopismach po angieslku zawsze bedzie przewaga autorow anglojezycznych. to jest oczywiste. jednak, jak sie okazuje, rowniez Niemcy publikuja tam. i w roznych innych miejscach tez. co wiecej, wielokrotnie slyszalem w rozmowach z Niemcami to, ze widza roznice i wartosciuja pisanie po angielsku (choc czesciej wsrod psychologow i socjologow).

    i moze ja powtorze: ja jestem daleki od tego, zeby likwidowac lokalna humanistyke. ja jedynie mowie, ze powtarzajace sie na tym forum idee, ze sie nie da, sa bzdura i nie maja oparcia w rzeczywistosci. otoz da sie.

    mozna sie zastanawiac, jakie powinny byc proporcje dorobku polskiego historyka, jednak nie ma zadnego powodu, by byl to dorobek jedynie po poslku. co wiecej, ja powiedzialbym, ze nie powinien to byc dorobek jedynie po polsku.


    ford.ka napisał:

    > Aż mnie podkusiło i sprawdziłem. Z nazwisk sądząc, wystarczą jakieś dwa góra tr
    > zy listy, bo więcej Niemców wśród autorów z ostatnich kilku lat nie widno. Może
    > starczy się z nimi zaprzyjaźnić na Facebooku?
    > Ci Niemcy to jakaś nieogarnięta nacja, bo o niemieckich wojnach piszą głównie A
    > nglosasi...


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • pfg 19.03.12, 09:38
    dala.tata napisał:

    > ja powiedzialbym, ze nie powinien to byc dorobek jedynie po polsku.

    Co nie znaczy, że tym innym językiem musi być koniecznie angielski. Wielokrotnie podnoszono argument, że dla historyka zajmującego się średniowieczną Polską ważniejszy jest niemiecki, bo w tym języku toczy się najważniejszy dyskurs dotyczący historii tej części Europy.
    --
    Naukowy beton
  • dala.tata 19.03.12, 09:47
    absolutnie. ja staram sie nie wypowiadac o anglojezycznosci publikacji, ale raczej o jej miedzynardowosci. jesli miedzynardowi (podkreslam: miedzynarodowi) historycy sredniowiecza publikuja po niemiecku, to nalezy publikowac po niemiecku.

    pfg napisał:

    > Co nie znaczy, że tym innym językiem musi być koniecznie angielski. Wielokrotni
    > e podnoszono argument, że dla historyka zajmującego się średniowieczną Polską w
    > ażniejszy jest niemiecki, bo w tym języku toczy się najważniejszy dyskurs dotyc
    > zący historii tej części Europy.


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • adept44_ltd 18.03.12, 22:13
    Dala drogi, ależ ja biorę pod uwagę, że jakiś fragment jest publikowalny, za każdym razem o tym piszę... natomiast to jest różny fragment w przypadku różnych historii... i twierdzenie, że polscy historycy mogą gremialnie publikować w świecie jest po prostu nieprawdziwe, jak to napisałem w którymś z postów, pewnie do W aH można by przyjąć artykuł o bitwach dywizji Maczka..., np., ale polska historia to nieco więcej... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.12, 09:44
    a gdzie sie koncza owe dyscypliny, nazwe je jednal po raz kolejny: specjalnej troski. polonistyka nie, teraz okazuje sie, ze historia tez nie. a co z filozfoia, socjologia, antropologia? politologia tez nie? zagladnij do dorobku polskich uczonych reprezentujacych te dyscypliny. oni publikuja tylko po polsku. w rzeczywistosci polscy jezykoznawcy rowniez mowia, ze sie nie da (szczegolnie polonistyczni). moze wiec daj sobie spokoj z epatowaniem mojego doswiadczenia lingwistycznego. jezykoznawctwo polonistyczne jest praktycznie wylacznie lokalne.

    i to sa zawsze te same argumenty: swiata nie intersuja polskie tematy, swiat nie chce wiedziec. my, co prawda, jestesmy swietni (zawsze mamy dobre samopoczucie), ale swiat nas sekuje i co 3 lata 'pusci' jakis artykul. otoz to jest nieprawda. to sa mity powtarzane, zeby sobie dobrze zrobic. nasza megalomania ma sie swietnie, jednak zawsze jest we wlasnym sosie.

    polska humanistyka nie istnieje na swiecie. w ogole. poza elita psychologow, polscy humanisci sa nieznani, nieczytani. ja uwazam, ze to zle. to zle dla polskiej nauki. mnie sie marzy to, zeby na polskie uczelnie przyjezdzali dokotrat robic ludzie z calego swiata. nie przyjezdzaja i nie beda przyjezdzac. po co mieliby to robic?

    mlodzi polscy humanisci nawet nie probuja pubikowac na swiecie, bo nieustannie slysza, ze sie nie da. od poczatku socjalizowani sa w dyskurs dyskryminacji polskiej humanistyki. a w rzeczywistosci da sie. da sie i to bez wiekszych problemow. nikt nikogo nie dyskryminuje.

    powtorze: z tego nie wynika, ze humanistyka po polsku powinna zniknac. tak oczywiscie nie powinno byc. jednak ta humanistyka powinna byc komplementarna wobec humanistyki miedzynarodowej. im szybciej tak sie stanie, tym lepiej. jednak jestem pesymista - narracje na temat, jak to bardzo sie nie da, trzymaja sie mocno.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala drogi, ależ ja biorę pod uwagę, że jakiś fragment jest publikowalny, za ka
    > żdym razem o tym piszę... natomiast to jest różny fragment w przypadku różnych
    > historii... i twierdzenie, że polscy historycy mogą gremialnie publikować w świ
    > ecie jest po prostu nieprawdziwe, jak to napisałem w którymś z postów, pewnie d
    > o W aH można by przyjąć artykuł o bitwach dywizji Maczka..., np., ale polska hi
    > storia to nieco więcej... :)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 19.03.12, 10:01
    Dala, z całą sympatią,ale specjalnej troski są twoje posty na ten temat...; w dyskusji nad historiografią podpierasz się tym, co ci psychologowie i socjologowie mówią o publikowaniu... bądź podpierasz się językoznawstwem - a to wszystko jest średnio relewantne... wybacz, ale to nie jest dyskusja tylko mielenie, i cały czas czekam na twoje odniesienie się do tego, co napisałem o germanistyce czy romanistyce... sytuacja wygląda dokładanie tak samo... pokaż mi międzynarodowe pisma, gdzie Niemcy publikują o swojej literaturze poniżej poziomu Goethego i tym podobnych? z niecierpliwością czekam... dopóki tego nie zrobisz, nie mogę traktować twoich wypowiedzi ani jako poważanych, ani jako merytorycznych... :)

    a co do istnienia bądź nieistnienia, u mnie w instytucie wśród literaturoznawców normalne jest publikowanie poza Polską... tylko że są to sprawy akcydentalne bo z wielu powodów nie mogą być inne, i dlatego też nie mogą nic wnosić do kwestii jakości, o którą nam przecież chodzi, tyle, mój ostatni post w tej kwestii. No chyba że w końcu się od ciebie dowiem, jak to jest w europejskich dyscyplinach "specjalnej troski"... a więc ostatni ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 19.03.12, 10:22
    to moze jeszcze raz: zagladnij do miedzynarodowych casopism historycznych. okaze sie, ze publikuja w nich historycy europejscy.

    ty z kolei ekstapolujesz nieustannie swoje doswiadczenia polonistyczne na reszte humanistyki. mysmy o tym juz tyle gadali, ze mi sie nie chce. jednak polska socjologia, antropologia, filozfoia czy politologia rowniez nie publikuje poza polska. rozumiem, ze nie warto sie tym zajmowac.
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 19.03.12, 10:46
    warto, pisałem to w swoich postach..., a teraz akurat pisałem o historii... :), tak publikują, zwróć uwagę, o czym piszą...; nadal podtrzymuję to, co piszę - temat stricte polski jest nieinteresujący dla pisma i czytelnika zachodniego; oczywiście w związku z tym można ten temat podpiąć pod coś europejskiego; sam to robię, a oczy ciesz, jak pojawi się jakiś promil tego typu ujęć w świecie. Niemniej, powtórzę też coś, co mówię od początku, nie można myśleć o rozwoju dyscypliny na zasadzie podpinania i to nie tylko dlatego, że to koszmarny syndrom postkolonialny...
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 19.03.12, 12:22
    adept44_ltd napisał:

    > nie można myśleć o rozwoju dysc
    > ypliny na zasadzie podpinania i to nie tylko dlatego, że to koszmarny syndrom p
    > ostkolonialny...

    Nie chodzi o podpinanie sie, chodzi o uczestniczenie. Podpinanie sie to jest model stroza Anioly, a nie syndrom postkolonialny.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 19.03.12, 12:37
    no więc chario, uczestniczyć się nie da w czymś, czego nie ma... co aniołów nie wypowiadam się... na temat mentalnych konsekwencji kolonizacji natomiast można sporo poczytać... przekonania prezentowane w tym wątku jako żywo je reprezentują...
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 19.03.12, 13:48
    adept44_ltd napisał:

    > no więc chario, uczestniczyć się nie da w czymś, czego nie ma...


    Ale kto ci broni uczestniczyc w czyms, co jest?

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 19.03.12, 14:08
    nikt :), nikt osobowy... ;-))), by uczestniczyć w tym, co jest, musiałbym się przestać zajmować tym, czym się zajmuję... z wielu powodów - to nienajlepszy pomysł :), a tak na marginesie, czyżby fakt, że najlepsi angliści (literaturoznawcy) pochodzą z krajów anglojęzycznych (i zwłaszcza angloliterackich) nic nie mówi???

    to jest tak, jak napisał pfg - jak się zajmuję czeskim systemem politycznym, to mogę się sprawdzić, publikując w Czechach...; może wyda ci się to dziwne, niemniej ci, którzy w świecie zajmują się literaturą polską, uważają, że takim sprawdzeniem się jest publikowanie w Polsce...; co więcej, niezbyt wyobrażam sobie sytuację, w której literaturoznawca - germanista publikuje poza BRD...; zazwyczaj oznaczałoby to, że nie jest dobry i unika prawdziwej debaty... specjalna troska, nie??? żeby było jasne, wcale nie jestem za zaściankiem, ani za niskim poziomem badań, po prostu piszę, jak to wygląda w świecie... i jakoś nie zanosi się, by miało inaczej wyglądać :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 19.03.12, 18:32
    adept44_ltd napisał:

    > nikt :), nikt osobowy... ;-))), by uczestniczyć w tym, co jest, musiałbym się p
    > rzestać zajmować tym, czym się zajmuję...

    Adept, caly czas rozumiem, co do mnie mowisz, ale jakos tak z biegiem czasu jakby coraz mniej. A nie mozesz sie zajmowac kilkoma roznymi rzeczami jednoczesnie?

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 19.03.12, 19:09
    widzisz chario, cały dowcip polega na tym, że ja akurat się zajmuję :), ale mnie chodzi o to, że tak nie można projektować samodzielnej dyscypliny... a co do rozumienia, jak popróbujesz dowiedzieć się, jak to wygląda w świecie, poza twoją działką, rozjaśni ci się :)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 19.03.12, 20:36
    Im dluzej patrze, tym bardziej mi sie rozjasnia. Nie mozna projektowac samodzielnej dyscypliny w ten sposob, by z zalozenia nie kontaktowala sie z nikim oprocz samej siebie.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 19.03.12, 20:48
    patrz dalej, poza siebie... ;-), no, takiej dyscypliny, która się nie kontaktuje, nie ma...; jednak specyfiką tych dyscyplin, w których się pracuje z tekstami w j. narodowych (a więc i historiografii) jest to, że musisz znać język... no i tu masz cięcie... i dyscyplina zamyka się...., jest tak wszędzie, nie tylko w Polsce... można o tym sporo poczytać :))), co chyba jest lepszą strategią od głoszenia własnych wizji...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 19.03.12, 20:48
    pomijam już kwestie logiki... bo w pewnym momencie okazuje się, że jednak dana dysycplina jest nieprzekładalna na inną (to też jest mocno dyskutowane :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 19.03.12, 20:55
    Nie, adept. Dyscyplina, ktora kontaktuje sie jedynie sama ze soba i tylko i wylacznie w obrebie jednego jezyka, jest skazana na degeneracje. To jest sekciarstwo.

    Wez zreszta przyklad Wierzbickiej, bo jest bardzo pouczajacy. Malo ktory polonista dzisiaj pamieta, ze ona jest magistrem filologii polskiej i ma doktorat z IBL. Nic nie pomaga, ze pracuje na polskich danych. Dla krajowych polonistow ona juz nie jest polonistka od czasu, kiedy wyjechala do Canberry. Krajowi polonisci sa na tyle zapatrzeni w siebie, ze dla nich ona juz jest obca i nie potrafia jej zrozumiec, pewnie nawet tlumaczenie niewiele pomaga. To jest najlepszy przyklad degeneracji krajowej polonistyki. A teksty w jezykach narodowych... Pomysl o lacinnikach, o grece klasycznej...

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 19.03.12, 21:03
    chario:

    1. nie utożsamiaj polonistyki z językoznawstwem...
    2. hm, pomyśl o europejskich filologiach literaturoznawczych, degenerują się na potęgę..., coś strasznego...
    3. wzrusza mnie też wizja wielkiego niedegeneracyjnego otwarcia w przypadku, w którym twój tekst czyta maksymalnie 20-30 osób... zajmujących się twoim problemem, niech to będzie nawet 100 osób... nic się nie zmienia :)

    i to tyle, bo znudziło mi się, wiem, za Chiny ludowe i KRLD nie wyjdzie, że białe jest białe, a czarne jest czarne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 19.03.12, 21:23
    Przeczyta ten, komu to potrzebne. Chcesz miec duzo czytelnikow, to pisz kryminaly, albo jeszcze lepiej, komiksy i to koniecznie na internecoe. Moze demotywatory?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 19.03.12, 21:29
    a czy ja gdzieś piszę, że chcę mieć dużo czytelników???, niemniej za odpowiedź dziękuję... tak właśnie myślałem...; oczywiście, system, o którym piszesz, trudniej się degeneruje niż system stricte narodowy i to w zasadzie jedyny pożytek z niego...; niemniej - też się degeneruje... i nasza neoficka wiara weń nic, niestety, nie zmieni :(
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 20.03.12, 00:02
    charioteer1 napisał:

    > Dyscyplina, ktora kontaktuje sie jedynie sama ze soba i tylko i wyl
    > acznie w obrebie jednego jezyka, jest skazana na degeneracje.

    Chario, w odniesieniu do literatury (do nauki o literaturze) to jest nonsens. Jest dla mnie całkiem jasne, że o literaturze polskiej - wyjąwszy kilku znanych na świecie autorów - pisze się przede wszystkim po polsku, o włoskiej po włosku, o serbskiej po serbsku, o koreańskiej po koreańsku. Można oczywiście twierdzić, że z Polaków warto badać tylko twórczość Lema, Szymborskiej i Gombrowicza - prawdziwi twardziele dorzucą do tego jeszcze Witkacego, Miłosza i Mrożka - a pozostali nie są godni zainteresowania. Że jeśli "Zachodu" jakiś pisarz nie interesuje, to nie warto się jego twórczością zajmować. Taki pogląd można by nawet spójnie uzasadniać, ale wpierw trzeba mieć odwagę, aby go jawnie głosić. Natomiast teza, że jeśli ktoś pisze o Leśmianie czy Białoszewskim po polsku, to uprawia sekciarstwo, jest naprawdę absurdalna.

    Pisałem kilka dni temu w tym wątku, że to nie polskość tematyki, tylko słaby poziom jest przekleństwem polskiej humanistyki. Pisałem też, że dla wielu osób polskość tematyki, bariera językowa i domniemana niechęć "Zachodu" są wymówką do pisania byle czego, byle jak, o byle czym, byle gdzie. Obie te tezy podtrzymuję, co nie jest wszakże sprzeczne z konstatacją, że w polskiej kulturze istnieje wiele tematów, o których nie po polsku pisuje się bardzo rzadko, bo ludzi nie znających polskiego temat po prostu nie interesuje. Ditto Serbia, Korea etc.

    Taką przebodli nas ojczyzną.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • charioteer1 20.03.12, 00:13
    Pfg, nie neguje tego, ze o Mironie Bialoszewskim czy o Grochowiaku najlepiej pisac po polsku. Watpie natomiast, czy istnieja badacze, ktorzy specjalizuja sie tylko i wylacznie w tworczosci Bialoszewskiego czy Grochowiaka. Watpie rowniez w to, ze w literaturoznawstwie nie ma tematow bardziej uniwersalnych, do czego chce nas koniecznie przekonac adept, z luboscia rozpisujacy sie o postkolonializmie, ktory polskim wynalazkiem bynajmniej nie jest.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 20.03.12, 00:35
    charioteer1 napisał:

    ale wątpisz, czy wiesz??? i co zrobisz, jeśli ktoś się specjalizuje w obu tych pisarzach i tyle?

    co do reszty - proponuję się wczytać w to, co napisał pfg...

    dodam od siebie, że co z tego, że są tematy uniwersalne, jeśli po prostu polska literatura (podobnie zresztą historia) są nieznane w świecie... i tu pojawia się pytanie, czy sensem dyscypliny jest pisanie o 5 tłumaczonych twórcach, o których ktoś spoza Polski, czy lepiej - nieznający języka - może wyrobić sobie zdanie, jakieś... bo przecież w istocie nie pozna i tak ich tekstów? no taka wizja jest bzdurą, na kółkach, jak dodaje klasyk...
    i jeszcze raz powtórzę - w dokładnie takiej samej sytuacji są inni tego typu badacze w Europie... przy istnieniu oczywiście pewnych obszarów wspólnych.... i są to oczywistości, aż dziw, że światowcom trzeba ja na forach wykładać :(


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 00:41
    adept44_ltd napisał:

    > i jeszcze raz powtórzę - w dokładnie takiej samej sytuacji są inni tego typu ba
    > dacze w Europie... przy istnieniu oczywiście pewnych obszarów wspólnych....

    Dzieki adept. O to wlasnie chodzilo, bys przyznal, ze jednak pewne obszary wspolne istnieja, nawet w literaturoznawstwie polonistycznym.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 09:44
    nie wiesz, o czym piszesz i jest podstawowa siła twojej argumentacji :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 12:24
    adept44_ltd napisał:

    > nie wiesz, o czym piszesz i jest podstawowa siła twojej argumentacji :)

    Moge ci na to odpowiedziec, ze sam siebie przestajesz rozumiec, tylko nie wiem, dokad takie personalne argumenty maja zaprowadzic.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 20.03.12, 12:53
    ależ to nie jest argument personalny, na podstawie twoich i dali wypowiedzi widzę, że nie macie pojęcia, o czym piszecie... i jeśli to sygnalizuję, to tylko dlatego, ze tak się nie da dyskutować z objawieniami, no i zachęcając, byście się dowiedzieli, jeśli oczywiście chcecie na ten temat dyskutować...
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 13:50
    Adept, za chwile mnie przekonasz, ze nie istnieje kanon literatury swiatowej, bo istniec nie moze. Mickiewicz moze mniej wazny niz Biblia, ale my przeciez od Swietopelka rozwijamy sie w izolacji od reszty swiata, tak bylo i tak ma pozostac.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • charioteer1 20.03.12, 13:52
    charioteer1 napisał:

    > Adept, za chwile mnie przekonasz, ze nie istnieje kanon literatury swiatowej, b
    > o istniec nie moze. Mickiewicz moze mniej wazny niz Biblia, ale my przeciez od
    > Swietopelka rozwijamy sie w izolacji od reszty swiata, tak bylo i tak ma pozost
    > ac.

    Aaa, no i juz prawie wierze, ze literaturoznawstwo polskie rozni sie od kazdego innego literturoznawstwa pod wzgledem pytan badawczych, teorii (aaa, prawda, juz nie ma teorii) i metodologii (jest jeszcze metodologia, czy juz poszla w las razem z teoria?).


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:00
    charioteer1 napisał:

    > charioteer1 napisał:
    >
    > > Adept, za chwile mnie przekonasz, ze nie istnieje kanon literatury swiato
    > wej, b
    > > o istniec nie moze. Mickiewicz moze mniej wazny niz Biblia, ale my przeci
    > ez od
    > > Swietopelka rozwijamy sie w izolacji od reszty swiata, tak bylo i tak ma
    > pozost
    > > ac.
    >
    > Aaa, no i juz prawie wierze, ze literaturoznawstwo polskie rozni sie od kazdego
    > innego literturoznawstwa pod wzgledem pytan badawczych, teorii (aaa, prawda, j
    > uz nie ma teorii) i metodologii (jest jeszcze metodologia, czy juz poszla w las
    > razem z teoria?).
    >
    >


    chario, to że dyskutujesz tylko ze swoimi postami to ja już wiem od dawna, ale teraz mam dowód materialny... :))), od samego początku tej twórczej debaty piszę ci, że literaturoznawstwo polskie niczym nie różni się od niemieckiego, włoskiego, francuskiego i nawet angielskiego... :), juś?


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:05
    I bolejesz nad tym?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:10
    tak :), wolałbym, by dyskusja czemuś służyła, a nie tylko ignorowaniu argumentów cudzych i powtarzaniu własnych :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 20.03.12, 13:58
    kanon literatury światowej, jak poczytasz, co na ten temat pisze się mniej więcej od lat 50. XX wieku (kiedy się połapano, co to takiego kanon literatury światowej), podejmę dyskusję...; z wizjami odwołującymi się do "zdroworozsądkowych" i sprzecznych z rzeczywistością koncepcji zabronił mi dyskutować mój lekarz :); można zacząć od końca lektury czyli od Spivak i tego, co pisze o Weltliteratur...; a Mickiewicz, hm, jak się ktoś zabierze za tłumaczenia... może, kto wie, poeta przyszłości ;-)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 20.03.12, 08:08
    O kabylii tez nikt nie slyszal, zanim nie napisano o niej.

    Co wiecej, czy jest sens pisac, jesli to, co piszesz, czytaja tylko twoi koledzy, ktorzy nie dosc, ze wwiedza, co napiszesz, to na dodatek z gruntu sie z tym zgadzaja. Po co pisace, wiedzac, ze sam sobie wyznaczasz reguly gry. Bo na tym polega polska humanistyka. To rezimprawdy, od ktorego nie ma odejscia. Ja wole miec wybor, z ktorego rezimu skorzystam. I wole nie znac osobiscie tych, ktorzy go ustalaja.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 20.03.12, 09:44
    Dala, święte słowa, ale nikt inny nie będzie czytał... ci, którzy mnie czytają poza Polską to te już, niestety, moi koledzy... no ale nikt inny nie będzie czytał... bo, powtarzam, ad coś tam... żeby się poważnie zajmować jakąś literaturą, trzeba znać jej język i jeśli ignorujesz ten fakt, to znaczy, że wypowiadasz się na temat czegoś, o czym nie masz (a, co gorsza - nie chcesz mieć) żadnego pojęcia...; w przypadku historii sprawa jest zresztą podobna, bo żeby dotrzeć do źródeł, trzeba znać język... więc co to za dyskusja???
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 12:29
    adept44_ltd napisał:

    > Dala, święte słowa, ale nikt inny nie będzie czytał... ci, którzy mnie czytają
    > poza Polską to te już, niestety, moi koledzy...

    No to masz wiecej kolegow. Tak tez sie rozwija nauke.

    > no ale nikt inny nie będzie czytał...

    To napisz cos nowego, co ci pozwoli zyskac jeszcze wiecej nowych kolegow.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 12:55
    charioteer1 napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > Dala, święte słowa, ale nikt inny nie będzie czytał... ci, którzy mnie cz
    > ytają
    > > poza Polską to te już, niestety, moi koledzy...
    >
    > No to masz wiecej kolegow. Tak tez sie rozwija nauke.
    >
    > > no ale nikt inny nie będzie czytał...
    >
    > To napisz cos nowego, co ci pozwoli zyskac jeszcze wiecej nowych kolegow.


    autor tego komentarza nie wie, o czym pisze... (sytuacja jest tym bardziej zabawna, że napisałem w poprzednich postach, że, by być w tej dziedzinie znawcą, trzeba studiować język... nie dotarło... upieraj się dalej, chario...)


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 13:47
    adept44_ltd napisał:

    > autor tego komentarza nie wie, o czym pisze... (sytuacja jest tym bardziej zaba
    > wna, że napisałem w poprzednich postach, że, by być w tej dziedzinie znawcą, tr
    > zeba studiować język... nie dotarło... upieraj się dalej, chario...)

    Logika twojego argumentu jest taka: to ONI maja nas poznac i docenic, wtedy bedzie mozliwa jakakolwiek debata, a to, co my robimy, nie ma zadnego przelozenia na ich, wiec my ich poznawac nie musimy. Doprawdy, zaporowe warunki.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 13:54
    nie, to jest logika twojej wizji...; niemniej bardzo cię poproszę o wyjaśnienie, jakaż to logika pozwoliła ci sformułować ten wniosek?

    1. nie piszę o tym, co oni mają zrobić... mówię, że warunkiem dialogu, debaty, poziomu jest jakaś znajomość przedmiotu... w przypadku sporego fragmentu humansityki, by go poznać, musisz znać język... (gorszą formą znajomości jest czytanie przekładów), w przypadku sporego fragmentu humanistyki nie ma ani czytających po polsku, ani przekładów...;
    2. w drugim przypadku również się mylisz (gdybyś wiedziała, o czym piszesz, nie zachodziłoby to) - my ich świetnie znamy :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:04
    A ja tobie mowie, ze nauka jest pojemna. Jezeli ma sie cos do powiedzienia, mozna to rowniez powiedziec ludziom, ktorzy twojego przedmiotu badan nie znaja.

    > my ich świetnie znamy :)

    Tak, wiem, w tlumaczeniach prac wydanych kilkadziesiat lat temu.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:09
    no tu już trudno, że mi tak mówisz, ale w interesującym nas przypadku, nic to nie zmienia...; twoja krytyka i punkt widzenia jest natomiast zasadny w odniesieniu do neofilologów, którzy przez wiele lat nie wyprodukowali żadnego ważnego tekstu o petach angielskich, niemieckich, francuskich, to jest dramat... a to mogłaby być przestrzeń dialogu!
    hm, i znów nie wiesz, o czym mówisz... a wystarczyłoby zajrzeć do dobrych prac, by wiedzieć :) (to o sprawie lektury tłumaczeń sprzed kilkudziesięciu lat...)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:17
    adept44_ltd napisał:

    > twoja krytyka i punkt widzenia jest natomiast zasadny w odniesie
    > niu do neofilologów, którzy przez wiele lat nie wyprodukowali żadnego ważnego t
    > ekstu o petach angielskich, niemieckich, francuskich, to jest dramat... a to mo
    > głaby być przestrzeń dialogu!

    Moze wyprodukowali, tylko polonisci o tym nie wiedza?

    > hm, i znów nie wiesz, o czym mówisz... a wystarczyłoby zajrzeć do dobrych prac,
    > by wiedzieć :) (to o sprawie lektury tłumaczeń sprzed kilkudziesięciu lat...)

    No to wracamy do punktu wyjscia. Skoro istnieja dobre prace, wchodzace w dialog z jakims swiatem na zewnatrz, to znaczy, ze nie jest to niemozliwe, jak tu usilujesz nas przekonac. Trzeba jeszcze znalezc forum dla tego dialogu, a nie argumentowac, ze sie nie da.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:25
    1. może... ale nikt nic nie wie na ten temat...; bibliografie milczą...
    2. tak, chario, tą przestrzenią dialogu jest uniwersytet III wieku w świecie, będziemy jeździć i streszczać polską literaturę i historię...

    a tak na marginesie, czytasz, co piszę w postach, czy raczej nie?
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:27
    A co to sa bibliografie?

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • charioteer1 20.03.12, 14:28
    A co to sa bibliografie? Chodzi ci o takie w postaci ksiazki? Ktos to jeszcze robi?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:35
    nie, chodzi mi o taką metaforę archiwum... :), szukam np., co pisano na temat Wordswortha - studia o nim kiedyś zrewolucjonizowały literaturoznawstwo... i nic... albo coś, ale lepiej nie mówić co...; a pomyśl, my mamy filologie zachodnie, na Zachodzie polonistyk w zasadzie nie ma (bądź dogorywają..., na niektórych już się zaprzestaje uczenia języka...).
    --
    Louder Than Bombs...
  • ford.ka 20.03.12, 23:37
    Nasze filologie zachodnie to kolegia nauczycielskie / szkoły tłumaczy z kosmicznymi, a niczym nie popartymi, ambicjami nibynaukowymi i fantastycznym samopoczuciem. W połączeniu z brakiem pieniędzy na badania zagranicą i źródeł na miejscu uprawianie w nich "nauki" to albo parodia, albo wyciąganie kasy od pracowników (którą szczęśliwie mogą zarabiać, ucząc języka albo tłumacząc) na wykonywanie podstawowych obowiązków służbowych. Z większością filologii na Zachodzie nie da się ich porównać, to nawet nie jest inna liga, to po prostu jest zupełnie inna forma działalności, wyższa szkoła zawodowa, a nie żaden uniwersytet.
    Szczęśliwie znakomita większość ich pracowników nie zawraca chyba (sukcesy widać w ich bibliografiach, jeśli je zdradzają, niepowodzeń nie) nazbyt często swoją produkcją głowy redakcjom zagranicznych czasopism. Wystarczają im "zagraniczne" (a przynajmniej "angielskojęzyczne") konferencyjniaki wydawane przez kolegów za kasę ściągniętą od uczestników konferencji ("gołe" opłaty zaczynają się od 500PLN) plus dofinansowanie (z kasy za zaocznych etc.) np. u Langa czy w Cambridge Scholars.
    Żeby nie było, że zmyślam - warszawska anglistyka ma od 2001 roku 11 publikacji na pismach z JCR (autorem siedmiu jest Rubach) i ok. 20 w niepolskich pismach z ERIH (ale pewnie są w tej liczbie pisma na obu listach...). Za to artykułów w konferencyjniakach własnej i kolegów produkcji lekko 400 i jeszcze 150 w zeropunktowych pismach. Poznań jest lepszy, ale nie mam siły ich liczyć, a UJ niewiele zdradza z dorobku swoich filologów, ale też w najlepszym razie CSP albo bliska zagranica. Reszta to już po prostu parodia. I tyle na ten temat.
  • ford.ka 20.03.12, 10:11
    A nie zanim Fellini nakręcił film o jej nocach? O d'Annunzio i Pastrone nawet tu nie wspominam ;)
  • adept44_ltd 20.03.12, 00:38
    "Pisałem kilka dni temu w tym wątku, że to nie polskość tematyki, tylko słaby poziom jest przekleństwem polskiej humanistyki. Pisałem też, że dla wielu osób polskość tematyki, bariera językowa i domniemana niechęć "Zachodu" są wymówką do pisania byle czego, byle jak, o byle czym, byle gdzie"

    pełna zgoda... dlatego też irytuje mnie dyskurs o międzynarodowości, który nic nie wnosi do sprawy poziomu, bo w przypadku kilku dyscyplin i sporego fragmentu reszty nic wnieść nie może... jedyne, co wywołuje to śmiech tych, którzy znajdują w absurdzie tych tez usprawiedliwienie dla swojej bylejakości..., co i w toczonych tu dyskusjach widać.
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 20.03.12, 07:59
    Tyle ze natychmiastpowstaje pytanie: skad ta slabosc? Nie ulega dla mnie zadnej kwestii, ze slabosc polskiej humanistyki pochodzi przede wszystkim, choc nie tylko, z jej zamkniecia. Jej standardy wyznacza kilkunastu profesorow, ktrzy akurat sa gatekeeperami czasopism czy serii wydawniczych. To nieustanne i mylne przekonanie,ze sie nie da jest szkodliwe na wielu poziomach.

    I z tego nie wynika, ze lokalna humanistyka nie moze osiagnac wyzyn. Przyklad foucault i bourdieu wskazuja ze tak nie jest. Oni sa jednak wyjatkami. Humanistyka, jak fizyka, powinna byc miedzynarodowa. Ze znacznie innymi akcentami, rzecz jasna, jednak zamkniecie sie jest zawsze zle.

    A publikowanie o czechach po czesku jest tylko odwroceniem kota ogonem. Chodzi o nawiazanie dyskusji ze swiatem.
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 20.03.12, 09:48
    no to literaturoznawstwo i historia np. nie są w stanie osiągnąć wyżyn... :)

    i do pewnego stopnia coś w tym jest... wystarczy przypomnieć sobie, że to teoria literatury w XX w. rozwinęła się najmocniej (bo w XX w. nie dało się już czytać wszystkich książek, jak w XIX, kiedy to historia literatury święciła tryumfy), niemniej - to prawidłowość widoczna na całym świecie...więc polemizujesz z rzeczywistością :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 12:23
    Adept, sorry, ale w ogole nie odnosisz sie do argumentow dali. To zajmij sie teoria literatury i osiagaj wyzyny, kto ci broni? Widocznie czas historii literatury sie skonczyl. To nie jest w ogole argument za tym, ze izolacja literaturoznawcow narodowych od reszty swiata jest konieczna i nieuchronna.


    adept44_ltd napisał:

    > no to literaturoznawstwo i historia np. nie są w stanie osiągnąć wyżyn... :)
    >
    > i do pewnego stopnia coś w tym jest... wystarczy przypomnieć sobie, że to teori
    > a literatury w XX w. rozwinęła się najmocniej (bo w XX w. nie dało się już czyt
    > ać wszystkich książek, jak w XIX, kiedy to historia literatury święciła tryumfy
    > ), niemniej - to prawidłowość widoczna na całym świecie...więc polemizujesz z r
    > zeczywistością :)


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 12:53
    charioteer1 napisał:

    > Adept, sorry, ale w ogole nie odnosisz sie do argumentow dali. To zajmij sie te
    > oria literatury i osiagaj wyzyny, kto ci broni? Widocznie czas historii literat
    > ury sie skonczyl. To nie jest w ogole argument za tym, ze izolacja literaturozn
    > awcow narodowych od reszty swiata jest konieczna i nieuchronna.
    >
    >
    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > no to literaturoznawstwo i historia np. nie są w stanie osiągnąć wyżyn...
    > :)
    > >
    > > i do pewnego stopnia coś w tym jest... wystarczy przypomnieć sobie, że to
    > teori
    > > a literatury w XX w. rozwinęła się najmocniej (bo w XX w. nie dało się ju
    > ż czyt
    > > ać wszystkich książek, jak w XIX, kiedy to historia literatury święciła t
    > ryumfy
    > > ), niemniej - to prawidłowość widoczna na całym świecie...więc polemizuje
    > sz z r
    > > zeczywistością :)


    chario, ale dlaczego to piszesz do mnie, pisz to do wszystkich światowych literaturoznawców (a jeśli o tym nie wiesz, to czas teorii się skończył...)???
    muszę się powtórzyć, nie masz pojęcia, o czym piszesz...

    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 20.03.12, 10:06
    dala.tata napisał:
    > A publikowanie o czechach po czesku jest tylko odwroceniem kota ogonem. Chodzi
    > o nawiazanie dyskusji ze swiatem.

    tak, bo świat dyszy rządzą dyskutowania na tematy czeskie...
    i jest zaludniony ekspertami od spraw czeskich (jak rozumiem, kiedy nie udało ci się przez 4 lata znaleźć światowych polonistów, nadszedł czas na przekonywanie nas o istnieniu światowej bohemistyki?)
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 20.03.12, 12:28
    dala.tata napisał:

    > A publikowanie o czechach po czesku jest tylko odwroceniem kota ogonem. Chodzi
    > o nawiazanie dyskusji ze swiatem.

    A Czechy to nie jest świat? Na Księżycu, na Marsie leżą? Gdyby Migalski napisał o czeskim systemie politycznym po angielsku byłoby cacy, bo to jest świat, po czesku źle, bo to zadupie - mimo iż 99% tych, którzy się czeskim systemem politycznym interesują, zna czeski. Nie wpisuj się narrację pogardy dużych kultur i dużych języków wobec małych.
    --
    Kozak frajer
  • charioteer1 20.03.12, 12:31
    pfg napisał:

    > Nie wpisuj się narrację pogardy dużych kultur i
    > dużych języków wobec małych.

    A gdyby opublikowal na Bialorusi po rosyjsku, to tez bylaby to narracja pogardy?

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • pfg 20.03.12, 13:32
    charioteer1 napisał:

    > A gdyby opublikowal na Bialorusi po rosyjsku, to tez bylaby to narracja pogardy
    > ?

    Gdyby ten fakt został skrytykowany z pozycji "Białoruś to nie świat, publikowanie po rosyjsku oznacza brak kontaktu z nauką światową", to owszem, tak.

    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • dala.tata 20.03.12, 12:42
    Rzeczywiscie, to bylo niejasne. To nie chodzi o to, zeby zamienic jedna parafie na druga. Chodzi o nauke miedzynarodowa. Znaniecki pisal o chlopie polskim i to drukowali, Bachtin o Dostojewskim i mus ie udalo.

    Pomysl, czy ten od polityki wietnamskiej ma publikowac po wietnamsku? Przeciez to nie ma sensu.

    Uczonych na swiecie interesuja interesujace rzeczy. I datego Bourdieu mogl pisac o Kabylii. Ddokladnie tak samo jak mogl pisac Malinowski, Geertz, Hall i inni. Choc pisali o lokalnych sprawach.


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • adept44_ltd 20.03.12, 13:04
    dala.tata napisał:

    > Rzeczywiscie, to bylo niejasne. To nie chodzi o to, zeby zamienic jedna parafie
    > na druga. Chodzi o nauke miedzynarodowa. Znaniecki pisal o chlopie polskim i t
    > o drukowali, Bachtin o Dostojewskim i mus ie udalo.
    >
    > Pomysl, czy ten od polityki wietnamskiej ma publikowac po wietnamsku? Przeciez
    > to nie ma sensu.
    >
    > Uczonych na swiecie interesuja interesujace rzeczy. I datego Bourdieu mogl pisa
    > c o Kabylii. Ddokladnie tak samo jak mogl pisac Malinowski, Geertz, Hall i inni
    > . Choc pisali o lokalnych sprawach.


    pierwsze dwa przykłady - Znaniecki (hm, to był świat zupełnie innej nauki..., przecież wiesz o tym, resztek uniwersalizmu), Bachtin...pomijając już inne rzeczy... Dostojewski to jeden z bardziej znanych na Zachodzie pisarzy, nic ci to nie mówi???
    przykłady antropologiczne - nie każda nauka ma takie możliwości teoretyczne, bo ta popularność, oprócz silnego zinstytucjonalizowania, wzięła się właśnie z tego...
    de facto, każdy fragment twojej wypowiedzi dowodzi, że historycy polscy, literaturoznawcy i spora część innych powinna się w istocie zająć czymś innym niż się zajmuje i wtedy będą międzynarodowi... (pomijam już, że ta międzynarodowość u ciebie to fetysz, i im bardzie się przyglądam empirycznie, tym bardziej się w tym utwierdzam)... no, interesująca perspektywa...

    humanistyka polska jest słaba, ok, co do tego pełna zgoda (acz myślę, że światowa też coraz wyraźniej słabuje), tylko, że sprawa ta ma skomplikowane tło, no i trzeba wymyślić coś sensownego, co ją podniesie... ględzenie o międzynarodowości, oprócz kompleksu postkolonialnego, wiedzie tylko i wyłącznie do umocnienia owej słabości..., bo łatwo je ugroteskowić...


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 13:42
    adept44_ltd napisał:

    > de facto, każdy fragment twojej wypowiedzi dowodzi, że historycy polscy, litera
    > turoznawcy i spora część innych powinna się w istocie zająć czymś innym niż się
    > zajmuje i wtedy będą międzynarodowi...

    Z cala pewnoscia tak. Kolejna analiza flory nad Niemnem nie jest nikomu do niczego potrzebna.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 20.03.12, 13:50
    charioteer1 napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > de facto, każdy fragment twojej wypowiedzi dowodzi, że historycy polscy,
    > litera
    > > turoznawcy i spora część innych powinna się w istocie zająć czymś innym n
    > iż się
    > > zajmuje i wtedy będą międzynarodowi...
    >
    > Z cala pewnoscia tak. Kolejna analiza flory nad Niemnem nie jest nikomu do nicz
    > ego potrzebna.
    >

    a ktoś tu powiedział, że jest potrzebna (pomijam to, że literaturoznawcy się nie zajmują takimi analizami... ostatnio piszą o lacanowskiej fantazmatyczności realizmu pozytywistycznego...)? jak zaprzestaniesz debatować z własnymi demonami, będzie nam wszystkim lżej ;)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 13:56
    adept44_ltd napisał:

    > ostatnio piszą o lacanowskiej fantazmatyczności r
    > ealizmu pozytywistycznego...)?

    No to fajnie. Moze o tym Lacanie mogliby sobie pogadac z literaturoznawcami gdzies na swiecie. A moze tez i jakas bardziej aktualna tematyka by sie znalazla.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:03
    no tak, ale wskaż mi teraz literaturoznawców na świecie, którzy znają Orzeszkową...
    bo chodzi o dialog, a nie o debatę ślepego z głuchym...
    już łapiesz w czym problem, czy bawimy się dalej?
    co do nowatorstwa - wypowiadałbym się na ten temat na twoim miejscu tylko, gdybym znał najnowsze teorie realizmu, inaczej skazujesz się na mój komentarz, wiesz jaki... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:08
    Adept, to juz bylo gdzies wczesniej, ze jezeli warto o niej cos ciekawego powiedziec, to oni nie musza jej znac. Nie musisz nawet na jej temat rozmawiac z literaturoznawcami.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:13
    ale uważasz, że jeśli coś jest gdzieś wcześniej, to to znaczy, że tak jest...; swoją drogą myśl rewolucyjna, trzeba to jakoś opisać, najlepiej międzynarodowo, warunkiem dyskusji i podnoszenia poziomu jest nieznajomość przedmiotu... to zupełnie jak w tym wątku :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:23
    Adept, u siebie na wydziale tez slysze glowy, ze sie nie da, bo sie nie da i juz. Tylko rzecz w tym, ze jednym sie udaje, a innym nie. Znajomosc przedmiotu nie ma tu nic do rzeczy. Rzecz w tym, ze uparcie kwestionujesz istnienie pewnych mechanizmow przekazu wiedzy, a twoje tu waleczne argumenty stoja w jawnej sprzecznosci z tym, co sam zawodowo robisz. Mnie to fascynuje, bo z uporem glosisz poglady pewnych srodowisk, nie stosujac ich we wlasnej praktyce.

    Wracam do pracy, moze wpadne na forum pozniej...

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:32
    chario, tak, tym bardziej, jak sądzę, warto pomyśleć o tym, co piszę, bo wcale nie bronię rocznika świętokrzyskiego, czy czegoś podobnego...; możliwe są jakieś - w przypadku tak małych i mało znaczących kultur jak polska - nikłe pola wymiany...; nie mogą one stanowić drogowskazu dla całej dyscypliny...
    a to, że jednym się udaje, innym nie... - pomijam słowo "udaje", no to jedna nauka jest inna, druga inna; ja nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że twój fragment wydziału nie powinien mieć żadnej publikacji w PL i nie powinniście schodzić z topowych żurnali całego świata; żadnej i piszę to serio... no ale zajmujecie się tym, czym zajmuje się spory fragment międzynarodowej nauki...; inny fragment waszego wydziału powinien publikować dajmy na to na Słowacji, bo tam ma swoje centrum i mówienie o międzynarodowej filologii słowackiej to curiosum absolutne...

    tak, do pracy :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 22:35
    Rzecz w tym, ze w praktyce jest to o wiele subtelniejsze niz publikowanie na Slowacji.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:16
    charioteer1 napisał:

    > Adept, to juz bylo gdzies wczesniej, ze jezeli warto o niej cos ciekawego powie
    > dziec, to oni nie musza jej znac. Nie musisz nawet na jej temat rozmawiac z lit
    > eraturoznawcami.
    >


    ale mówimy o pogadankach w uniwersytecie III wieku (w ambasadzie np.), czy o nauce...? bo tu już się pogubiłem...

    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 20.03.12, 14:25
    Nauka to duze slowo. Mowie o rozmowach z naukowcami, a nie z polonistami. Mnie jest wszystko jedno, czy moj rozmowca jest polonista, czy psychologiem, jezeli mamy wspolny temat do rozmowy.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 20.03.12, 14:32
    charioteer1 napisał:

    > Nauka to duze slowo. Mowie o rozmowach z naukowcami, a nie z polonistami. Mnie
    > jest wszystko jedno, czy moj rozmowca jest polonista, czy psychologiem, jezeli
    > mamy wspolny temat do rozmowy.

    ok, pogadać to ja sobie też lubię :)


    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 20.03.12, 13:07
    i jeszcze w związku z Bachtinem... udało mu się...; pytanie, czy udało się Bachtinowi? czy udało się tuzom francuskiej humanistyki coś z niego wycisnąć (rozmijając się z jego koncepcją zupełnie...); to dość dobry przykład na istnienie mód i trendów w humanistyce...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 25.03.12, 12:59
    Myślę, że wątek o habilitacjach na Słowacji jest niezamierzoną pointą tej dyskusji. Jestem fizykiem. Jeżeli fizyka uczy czegokolwiek, to przede wszystkim uczy szacunku dla rzeczywistości. Nie zmieniam zdania odnośnie do tego, że są w polskiej humanistyce tematy, o których pisało się, pisze i pisać będzie po polsku; ba, nie widzę w tym niczego zdrożnego, o ile robione to będzie dobrze, zgodnie z najlepszymi zasadami sztuki. Jeśli Polacy po polsku nie zanalizują poezji Grochowiaka lub przyczyn, przebiegu i skutków bitwy pod Wiłkomierzem, któż to zrobi? (Po namyśle - douczyłem się - dodaję, że bitwa pod Wiłkomierzem to nie najlepszy przykład, bo także Litwini mogą o niej pisać. Po litewsku.) Jednak wątek o habilitacjach na Słowacji uprzytamnia nam taką oto rzeczywistość:

    Profesor z tytułem naukowym, były rektor, były członek PKA, aktualny członek CK, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, członek licznych towarzystw i rad naukowych - w tym na przykład rady naukowej Acta Facultatis Paedagogicus Universitatis Tyrnaviensis, które to pismo ipso facto nabiera charakteru międzynarodowego - i w ogóle osoba, która wyznacza w swojej dyscyplinie standardy i z wyższością poucza wszystkich, jak należy postępować, ma w dorobku, jak to wyliczył ford, trzynaście publikacji zagranicznych, niecytowanych (precz z punkcikami!), w tym jedną w czasopiśmie (precz z punkcikami, powiadam!), a siedem z nich na Słowacji (uprzedzając zarzut do moich wcześniejszych wypowiedzi, żadna z nich nie dotyczy specyficznych "tematów słowackich", per analogiam do specyficznych "tematów polskich", co uzasadniałoby język i miejsce publikacji). Taki jest międzynarodowy dorobek prominentnego przedstawiciela tej dyscypliny. To jest pułap, to jest wyśrubowany standard, to jest wzorzec naukowych osiągnięć dla, jak sądzę, wielu przedstawicieli tej dyscypliny i dyscyplin pokrewnych. Ten punkt odniesienia stanowi zarazem warunek brzegowy dla sensowności wszelkich rozważań o umiędzynarodowieniu polskiej nauki.
    --
    Troll z habilitacją
  • adept44_ltd 25.03.12, 13:09
    pfg napisał:

    Ten punkt odniesienia stanowi zarazem warunek brzegowy dla sensowności wszelkich rozważań o umiędzynarodowieniu polskiej nauki.

    albo - raczej - do rozważań o ukształtowaniu standardów pracy naukowej w PL, choć zarazem dodam, że nie mam żadnej wątpliwości co do tego, że pedagogika jest nauką międzynarodową...; z drugiej (albo już trzeciej strony) chciałbym zwrócić uwagę na mechanicystyczne podejście do międzynarodowości, sztucznie wytwarzanej i rozumianej jako zagraniczność... Jak zauważył ford i pfg, publikowanie za granicą artykułów związanych z problematyką nierelewantną tamże jest po prostu ściemą (jeśli nie ściemą podwójną, gdy autor ucieka z własnego podwórka, bo na tym podwórku są ludzie znający się na rzeczy).


    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.03.12, 15:57
    Delikatnie odwracasz problem. To, ze sa tematy, o ktorych mozna i moze warto pisac po polsku, nie znaczy, ze nie mozna i nie warto o nich pisac miedzynarodowo. Nie dosc ze mozna, to na dodatek warto.

    Obawiam sie, ze nadal upierasz sie przy regulach, ktore nie po prostu nie istnieja.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 25.03.12, 16:07
    dala.tata napisał:

    > Delikatnie odwracasz problem. To, ze sa tematy, o ktorych mozna i moze warto pi
    > sac po polsku, nie znaczy, ze nie mozna i nie warto o nich pisac miedzynarodowo
    > . Nie dosc ze mozna, to na dodatek warto.
    >
    > Obawiam sie, ze nadal upierasz sie przy regulach, ktore nie po prostu nie istni
    > eja.

    ok, powracam do dawnego pytania, kto to zrecenzuje? po trzech latach wyczekiwania na recenzenta, którego miałeś onegdaj wskazać, wyraźnie piszę, nie kupuję tekstu - "jestem przekonany, że taki istnieje" :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.03.12, 16:32
    adepcie, zrecenzuja recenzenci. a im wiecej polskich uczonych bedzie publikowac, tym czesciej beda te teksty trafialy rowniez do nich. i tyle. nawiasem mowiac, jeszcze nie spotkalem redaktora naczelnego, ktory nie uznalby, ze nie warto posluchac odpowiedzi autora na recenzje. ja w kazdym razie kilkukrotnie odpoiwadalem na recenzje i red naczelny uznawal argument. to oczywiscie nie znaczy, ze zawsze to zadziala, zdarzylo mi sie rowniez, ze redaktor naczely uznawal, ze glos recenzentow jest ostateczny. ale od czegos trzeba zaczac.

    adept44_ltd napisał:

    > ok, powracam do dawnego pytania, kto to zrecenzuje? po trzech latach wyczekiwan
    > ia na recenzenta, którego miałeś onegdaj wskazać, wyraźnie piszę, nie kupuję te
    > kstu - "jestem przekonany, że taki istnieje" :)


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 25.03.12, 16:40
    he, he, teraz mnie ubawiłeś, ja myślałem, że ET zrecenzuje.... jacy recenzenci, konkretnie, gdzie są te ośrodki ze świetnymi specjalistami od sprawa polskich???
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.03.12, 17:17
    adepcie, pytales, kto zrecenzuje, no to ci mowie: recenzenci. od tego jest redaktor, zeby wymyslil, kto ma zrecenzowac. i powtarzam: im wczesniej polscy uczeni zaczna publikowac, tym szybciej beda rowniez recenzowac. i tyle.

    adept44_ltd napisał:

    > he, he, teraz mnie ubawiłeś, ja myślałem, że ET zrecenzuje.... jacy recenzenci,
    > konkretnie, gdzie są te ośrodki ze świetnymi specjalistami od sprawa polskich?
    > ??


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 25.03.12, 17:25
    ooo, jednak z formą nie jest najgorzej, ja pytam o specjalistów, od tego się zaczęło, pytam gdzie są międzynarodowi specjaliści, bo jeśli od spraw polskich są w Polsce (a tak jest), no to wracamy do początku, nie? Bo nie wiem, jak ty (czy podejmiesz się np. zrecenzowania artykułu np. o subtelnościach chińskiej fonetyki?), ale ja, choć przyzwoicie znam literatury europejskie okresu, którym się zajmuję, nie podjąłbym się zrecenzowania artykułu poświęconego im...choćby z tego powodu, że nie znam wszystkiego tego, co się pisze w danym kraju (nie muszę dodawać, że sytuacja związana z głównymi europejskimi językami jest komfortowa, bo jednak je się zna...; polskiego - nie...).
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 25.03.12, 15:43
    sądzę, że dyskusje o jakości dorobku, międzynarodowości publikacji i punkcikach powinni opierać się o realia poszczególnych dyscyplin, zanim ktokolwiek będzie chciał przykładać swoje miary do innych dyscyplin to niech troszkę poczyta:
    1. W. M. kolasa, Specific character of citations in historiography(using the example of Polish history) - Scientometrics (2012) - www.springerlink.com/content/19uj53541w2w4459/fulltext.pdf (wejście przez biblioteki, które mają wykupione licencje)
    2. Zbigniew Błocki i Karol Życzkowski, Uwagi o stosowaniu metod bibliometrycznych przy ocenie pracy uczonych - pauza.krakow.pl/160_2012.pdf
    gdyby każdy bardziej zajmował się swoją działka, a mniej wydziwiał na to, co dzieje się u innych, to może stalibyśmy się środowiskiem bardziej solidarnym, czyli mniej kopanym w dupę przez rożne władze
  • dala.tata 25.03.12, 16:01
    Proon ty jak chlapniesz, to jak zwykle dech odbiera. A co ma cytowalnosc do publikowalnosci? Wytlumasz mi to, proon. Jest zmacznie wiecej tekstow niecytowanych niz cytowanych. Te drugie moga, choc nie musza byc lepsze niz te pierwsze. Tak czy owak, cytowalnosc nie ma nic wspolnego z publikowalnoscia.

    Ja natomiast nieustannie czekam na omawiane przez ciebie dane, ze historia ( w ogole) publikuje prawie wylacznie w jezykach narodowych.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 25.03.12, 16:40
    dala.tata napisał:

    > Ja natomiast nieustannie czekam na omawiane przez ciebie dane, ze historia ( w
    > ogole) publikuje prawie wylacznie w jezykach narodowych.


    a przyjrzałeś się Dala temu linkowi do angielskiego tekstu? a raczej jego zawartości. Myślę, że tę dyskusję możemy już zamknąć :)

    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 25.03.12, 16:50
    adept44_ltd napisał:

    > a przyjrzałeś się Dala temu linkowi do angielskiego tekstu? a raczej jego zawar
    > tości. Myślę, że tę dyskusję możemy już zamknąć :)


    tzn. - proponuję ci (co już dawno robiłem) powalczyć teraz na forach zagranicznych. Jak się okazuje, Europa jest jeszcze bardziej lokalna niż polska historiografia... :))))


    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.03.12, 17:13
    rzeczywiscie, uznalem, ze tytul oznacza to, co autorzy napisali.

    ale rzeczywiscie trzeba przyznac, ze jestem zaskokoczony wynikami. no coz, z rzeczwistoscia nie ma sie sensu klocic.

    adept44_ltd napisał:

    > a przyjrzałeś się Dala temu linkowi do angielskiego tekstu? a raczej jego zawar
    > tości. Myślę, że tę dyskusję możemy już zamknąć :)
    >


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • adept44_ltd 25.03.12, 17:19
    dala.tata napisał:

    > rzeczywiscie, uznalem, ze tytul oznacza to, co autorzy napisali.
    >
    > ale rzeczywiscie trzeba przyznac, ze jestem zaskokoczony wynikami. no coz, z rz
    > eczwistoscia nie ma sie sensu klocic.

    oj tam, oj tam... całkiem nieźle ci szło przez ostatnie lata...

    --
    Louder Than Bombs...
  • donnajohnson 25.03.12, 16:02
    proon napisał:

    > 2. Zbigniew Błocki i Karol Życzkowski, Uwagi o stosowaniu metod bibliometrycznych przy ocenie pracy uczonych - pauza.krakow.pl/160_2012.pdf

    Najbardziej mi przydapdly do gustu te fragmenty:
    "2. Coraz popularniejsze zwyczaje oceniania jakości badań naukowych przy pomocy różnego rodzaju wskaźników liczbowych, które przychodzą do matematyki z innych dziedzin nauki, oprócz użytecznych aspektów niosą też ze sobą wiele zagrożeń. Nic nie zastąpi
    rzetelnej oceny merytorycznej
    " oraz .
    "Matematycy publikują znacznie mniej niż przedstawiciele innych dziedzin nauki, z małą średnią liczbą autorów na pracę oraz stosunkowo niewielką liczbą odnośników do literatury."
    Troche mi to przypomina poglady .... proona.
    Jak widac ciagnie "swoj do swego". Ja nie mam watpliowsci ze takich autorow co to sie bronia przed ocena bedzie coraz wiecej. Znamienne, ze ci panowie nie zaproponowali alaternatywnego modelu oceny.
    I blagam proon nie podawaj w taki autorytatywny sposob do linkow, ktore po analizie moga sie okazac mocno watpliwej jakosci.

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • pfg 25.03.12, 16:28
    donnajohnson napisała:

    > Ja nie mam watpliowsci ze takich autorow co
    > to sie bronia przed ocena bedzie coraz wiecej.

    Krótko, bo muszę wyjść: Akurat ci dwaj na pewno nie "bronią się przed oceną". Błocki jest bardzo dobrym matematykiem, członkiem Rady NCN. Życzkowski jest wybitnym fizykiem, ma h=27 (a może 24, piszę z pamięci).
    --
    Troll z habilitacją
  • donnajohnson 25.03.12, 16:30
    pfg napisał:

    > donnajohnson napisała:
    >
    > Krótko, bo muszę wyjść: Akurat ci dwaj na pewno nie "bronią się przed oceną". B
    > łocki jest bardzo dobrym matematykiem, członkiem Rady NCN. Życzkowski jest wybi
    > tnym fizykiem, ma h=27 (a może 24, piszę z pamięci).

    Spoko, ja ich nie znam wiec polegam na twojej ocenie. Ale przyznasz, ze to co napisali wypisz wymaluj przypomina "uniki" proona.


    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 25.03.12, 16:36
    Spoko, ja ich nie znam wiec polegam na twojej ocenie. Ale przyznasz, ze to co n
    > apisali wypisz wymaluj przypomina "uniki" proona.


    jak się wczytasz w ten tekst, zobaczysz, że nie... proon korzysta z całkiem sensownych rozważań na potrzeby swoich, już mniej sensownych ;-), wynurzeń


    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 25.03.12, 20:30
    adept44_ltd napisał:

    > proon korzysta z całkiem sen
    > sownych rozważań na potrzeby swoich, już mniej sensownych ;-), wynurzeń

    No właśnie.

    --
    Komentarze fizyka
  • pfg 25.03.12, 20:27
    donnajohnson napisała:

    > Ale przyznasz, ze to co
    > napisali wypisz wymaluj przypomina "uniki" proona.

    W żadnym wypadku. Przeczytaj, proszę, ostatni punkt:

    Cytat
    Do wstępnej oceny dorobku danego naukowca warto
    równolegle wykorzystywać kilka różnych wskaźników,
    opartych na liczbie jego prac i liczbie uzyskanych
    cytowań.


    No i gdzie tu miałyby być owe "uniki"?! (Przy okazji, nie jest więc prawdą, że autorzy "nic nie proponują"; patrz także punkt 11. ich tekstu.)

    Tekst Błockiego i Życzkowskiego jest adresowany do Zarządu PTM. Autorzy piszą w nim rzeczy, o których różne osoby wielokrotnie pisały na forum: że wskaźniki bibliometryczne to nie jest słowo Boga, że nie należy ich nadużywać, że różne dyscypliny mają różną "kulturę cytowania", a w związku z tym porównywanie wskaźników dla autorów z różnych dziedzin nie ma wielkiego sensu. Jest całkiem jasne, że dla Błockiego i Życzkowskiego cytowania są ważne (patrz pkt. 8), tylko należy porównywać matematyków z innymi matematykami, nie z fizykami czy, dajmy na to, klinicystami. Dla osób postronnych nie jest to zapewne oczywiste, ale moim zdaniem przesłanie tekstu jest takie, że nie można mechaniczne porównywać wskaźników osiąganych przez matematyków ze wskaźnikami osiąganymi przez fizyków, a konkretnie, przez fizyków matematycznych. Tak więc fakt, iż Życzkowski ma h=23 (sprawdziłem) a Błocki h=7 nie oznacza automatycznie, że Życzkowski jest wielekroć lepszym naukowcem, niż Błocki. Z drugiej strony nie można też twierdzić, że Błocki jest tak samo dobry, jak Perelman, na tej podstawie, że obaj mają taki sam wskaźnik h. (Grigorij Perelman jest uważany za jednego z najwybitniejszych współczesnych matematyków, może za najwybitniejszego. Opublikował wszystkiego coś 10 prac, w tym najważniejsze nie w czasopismach, lecz w internetach, ale były to prace zawierające rozwiązania wielkich problemów, z którymi ludzkość zmagała się od stu lat. Przykład Perelmana świadczy o tym, że prawdziwi geniusze wymykają się wszelkim narzędziom bibliometrycznym, statystycznym. Ale geniuszy jest niewielu.)
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • donnajohnson 25.03.12, 20:57
    pfg napisał:

    > No i gdzie tu miałyby być owe "uniki"?! (Przy okazji, nie jest więc prawdą, że
    > autorzy "nic nie proponują"; patrz także punkt 11. ich tekstu.)

    Majac na mysli "uniki" chodzilo mi o podane przeze mnie 2 fragmenty (punkty) tekstu.
    Jesli jest tak jak opisujesz, to byc moze nalezy uznac ze zostaly one dosc niefortunnie wplecione w calosc.
    I de facto autorzy nie proponuja nic nowego co by zadowolilo proona bo wymieniona przez ciebie w punkcie 11 opcja to zastapienie jedengo rodzaju wspolczynnika drugim (ciagle wiec poruszamy sie w obrebie szeroko pojetej bibliometrii).

    A tym cytacie: "Do wstępnej oceny dorobku danego naukowca warto równolegle wykorzystywać kilka różnych wskaźników, opartych na liczbie jego prac i liczbie uzyskanych
    cytowań. " najfajniejsze jest to, ze to rozwiazanie znalazlo odzwierciedlenie w obowiazujacej ustawie i rozporzadzeniu minsterstwa, ktore proon odwiecznie kontestuje. I sam podal biedaczek link do stanowiska osob, ktore takie rozwiazania propaguja....

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • nullified 25.03.12, 16:58
    >Rzeczywiscie, to bylo niejasne. To nie chodzi o to, zeby zamienic jedna parafie na druga. >Chodzi o nauke miedzynarodowa. Znaniecki pisal o chlopie polskim i to drukowali, Bachtin o >Dostojewskim i mus ie udalo.


    emmm

    Znaniecki pisał o tym chlopie _w trakcie swojego pobytu w Stanach_ i był to chłop _zamieszkujacy Stany_. Oczywiste dość, że dla ameryańskiej socjologii - czy raczej tego co się nią stawało głównie za sprawą samego Znanieckiego - byla to rzecz "interesująca". Bo dla nich naówczas miejscowa. Z nim to w ogóle zabawnie jest bo koncept badań samowiedzy i samoookreslenia (socjologiczne badania świadomości, metody pamiętnikarskie etc) to on to robil na pocżatku XX w w Polsce, poxniej w Stanach, gdzie zresztą szybko o tym zapomniano i jak juz im postawił te socjologię na pierwsze raczkowanie to go w tyłek kopnięto ;p

    Bachtin dowolnie mógł pisac o Dostojewskim bo ten znany jako część kanonu _światowej_ literatury był daleko _przed_ jego pisaniną. Francuski fikołek rusofiliczny (który się potem rozniósł szerzej) to sprawa na katar bogów greckich mająca kilkaset lat ^^

    Eh... chcecie by tematyka lokalna (Polska, np. literacka, społeczna) weszła w obieg swiatowy nie na zasadzie "a wicie państwo u dzikich to jest tak..."? No to trza stworzyc odpowiednie dociążenie. Więcej pożytku będzie z tłumaczeń Janion (np) na angielski (i źródeł, przynajmniej częściowo) niźli ze stu artykułów "x u ygreka" po angielsku ;p Te ostatnie bowiem by sie ukazać będą siłą rzeczy musiały sie włączać w "dyskurs swiatowy" czyli de facto dokładać cegiełki do anglocentryzmu na czem głównie ta "światowość" od 60 +- lat polega.

    Będa zasoby tubylcze dostepne dla metropolitan... będzie o czym gadać. Tak to jest dyskusja miedzy specjalistami filatelistycznymi o cudach znaczków z "Bubu-Kuba" na wyspach "Zubu-Zubu". Fascynujące dla fascynatów, nieinteresujące dla ogółu, ktory zasadniczo "woli te piosenki które już zna".

    >Pomysl, czy ten od polityki wietnamskiej ma publikowac po wietnamsku? Przeciez to nie ma >sensu.

    To zalezy co ten tekst ma przynieść. Wpłynać w jakis sposób na dyskurs wietnamski (np. wprowadzic doń pewną interpetację tego co jest gdzie indziej, powiększyć samowiedze, zintensyfikować czy w ogóle rozpocząć jakąś debatę) czy opisywać "dzikich i ich polityki u siebie". ^^

    >Uczonych na swiecie interesuja interesujace rzeczy. I datego Bourdieu mogl pisac o Kabylii. >Ddokladnie tak samo jak mogl pisac Malinowski, Geertz, Hall i inni. Choc pisali o lokalnych >sprawach.

    no u tego Geertza to troche jest in concreto na temat "światowości" i innych fantazji, obsesji może też ;). Malinowski to przykład nie na temat bo on nie funkcjonował w żadnym "dyskursie lokalnym" ^^ . Bourdieu zaś ma coś zakakująco mało tekstów własnych (nie - tłumaczonych przez kogoś i nie tekstow "proszonych") w językach obcych... prawda? ;) To też zresztą przyklad z innej bajki bo on jest częścia francuskiej kultury debaty publicznej, która w Polsce nie istnieje (a kiedyś istniała). Ask whyyyy?

    Swoją drogą jakby polonistom się chciało "poświatowić" to można by odskrobać nieco Parnickiego.
  • adept44_ltd 25.03.12, 17:06
    a teraz idźmy dalej... kolejna zagadka - dlaczegóż to świat tak się rzucił na kulturę rosyjską? tłumaczoną, studiowaną, niemal czczoną (Bachtin to jeden z przykładów)?
    --
    Louder Than Bombs...
  • donnajohnson 25.03.12, 17:20
    adept44_ltd napisał:

    > a teraz idźmy dalej... kolejna zagadka - dlaczegóż to świat tak się rzucił na k
    > ulturę rosyjską? tłumaczoną, studiowaną, niemal czczoną (Bachtin to jeden z pr
    > zykładów)?

    Because of HIM???
    http://www.e-forwards.com/wp-content/uploads/2011/03/Putin-funny-poster.jpeg
    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • adept44_ltd 25.03.12, 17:27
    a także jemupodobnym od połowy XVIII wieku... to jest wyrazista korelacja...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.03.12, 17:28
    pomysl jednak, kiedy znaniecki wprowadzil pomysl pisania o polskim chlopie. to, ze to bylo w US jest, wedlug mnie, drugorzedne.

    ja widze roznice miedzy pisaniem o Dostojewskim a Berencie. jednak ona wg mnie jest rowniez drugorzedna. Bachtinem sie zachlysnieto, bo to, co pisal, bylo uniwersalne. pdobnie jak znaniecki.
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 25.03.12, 17:36
    dala.tata napisał:

    . Bachtinem sie zachlysnieto, bo to, co pisal, bylo uni
    > wersalne. pdobnie jak znaniecki.

    pomijając inne kwestie, na dłuuuugie wywody, 1) uniwersalny był Dostojewski, natomiast przede wszystkim to, co piszesz, jest dość naiwne, gdyż: 2) Bachtin świetnie się "wpasował" w to, co było potrzebne ekipie Tel Quel...; swoją drogą, to przypadek na książkę o pewnej akcydentalności powodzenia w humansityce... bardzo skomplikowanej akcydentalności...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 26.03.12, 01:11
    nie adepcie, to nie Dostojewski byl uniwersalny, ale to, co z nim zrobil Bachtin. podobnie zreszta uniwersalna byla tartuska szkoa semiotyki, ktora pisala o sprawach rosyjskich.

    adept44_ltd napisał:

    > pomijając inne kwestie, na dłuuuugie wywody, 1) uniwersalny był Dostojewski, n
    > atomiast przede wszystkim to, co piszesz, jest dość naiwne, gdyż: 2) Bachtin św
    > ietnie się "wpasował" w to, co było potrzebne ekipie Tel Quel...; swoją drogą,
    > to przypadek na książkę o pewnej akcydentalności powodzenia w humansityce... ba
    > rdzo skomplikowanej akcydentalności...


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pfg 26.03.12, 08:24
    dala.tata napisał:

    > nie adepcie, to nie Dostojewski byl uniwersalny

    Śmielej, śmielej, nie krępuj się!
    --
    Ignorant schmuck
  • dala.tata 26.03.12, 09:19
    Nie bede. uniwersalnosc dostojewskiego nie byla moim zdaniem kluczowa. Ona z cala pewnoscia pomogla, jednak to, co napisal bachtin, bylo tak przelomowe, ze nie to, ze byl to Dostojewski, mialo, jak sadze, drugorzedne znaczenie. Jesli z kolei odczytales to, co napisalem, jak stwierdzenie,ze Dostojewski nie byl uniwersalny, to proponuje czytac w kontekscie.

    Co do Bachtina to sprawa jest podobna jak, powiedzmy, z Proppem. Pisze se facet o bajkach rosyjskich, ale pisze cos, co da sie zastosowac do analizy literatury w ogole. Podobnie na przyklad z polifonicznoscia u Bachtina, ktora wychodzi daleko poza analize literatury zreszta. Warto zrezzta pamietac, ze Bachtin nie pisal jedynie o Dostojewskim. Podobnie zrezzta jak wlasnie u semiotykow rosyjskich. Oni staja sie nosni, bo mozna stotowac, co pisza do semiotyki w ogole. Dokladnie tak jest Malinowskim czy Whorfem. To, ze pisza o lokalnych spolecznosciach na koncu swiata (jak malinowski) nie ma znaczenia, bo oni zmieniaja tor nauki.

    Problem oczywiscie w tym, ze nasi humanisci musza sie nauczyc pisac tak, zeby to, co pisza, mialo szerszy wymiar. A to jest sztuka, jednak do osiagniecia.
    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > nie adepcie, to nie Dostojewski byl uniwersalny
    >
    > Śmielej, śmielej, nie krępuj się!


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • adept44_ltd 26.03.12, 09:43
    dala, taki post można było wygenerować 50 lat temu :), co do Dostojewskiego (zresztą okropnego grafomana) masz w poprzednim poście ;-)

    Bachtin i Propp - ok, to zresztą dowód na moją tezę, trzeba u siebie robić światowość...natomiast, nie wiem, może tego nie zauważyłeś, ale w humanistyce światowej minął czas wielkich książek zmieniających świat, a źródła sukcesu wyżej wymienionych nie wynikają tylko z tego, że napisali świetne rzeczy... wiara w to jest piękna, szczera, ale i naiwna...
    hm, co do Malinowskiego, już ci ktoś napisał, ale nie odniosłeś się do tego - co z tego, że bada ł lokalne społeczności, to, co robił wyrastała z mainstreamowego dyskursu... (na marginesie pozostawiam pytanie, co by było, gdyby te same badania przeprowadził z afiliacją UJ ;-)


    niemniej, jak napisałem na początku, jestem za... tylko o tym"szerszym wymiarze" trzeba dość rozsądnie podyskutować :), a kolejne lata dyskusji z tezą, która ma w zapleczu twoje mniemanie, a wobec siebie odmienną rzeczywistość, nie spełnią w tym przypadku kryteriów takiej debaty...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 26.03.12, 10:36
    z jednym masz racje, oni ostatecznie pisali po rosyjsku. i ich przetlumaczono, wiec do pewnego stopnia tak, to ty masz racje. nauke trzeba robic u siebie. podobnie, zreszta, bylo np. z Bourdieu. niestety naszych kolegow humanistow niespecjlalnie sie tlumaczy. i w tym momencie dyskusja o szerszosci jest tym wazniejsza. nie odnosze sie do pkt 2 bo to red herring. bachtin by sie pojawil.

    o dostojewskim gadac mi sie zupelnie nie chce.

    czy skonczyl sie czas wielkich ksiazek? pomysle nad tym. mysle ze nie masz racji, a przy najmniej nie do konca. trzeba by oczyiwcie zdefinowac wielka ksiazke.

    Malinowski w dominujacym dyskursie? hmmmm. moze. problem w tym, ze on zmienil dyskurs.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 26.03.12, 11:08
    zgadzając się ze wszystkim :), tylko co do 2. punktu, Bachtin została przeczytany we Francji kilka lat wcześniej przed Kristevą (nie pamiętam tego nazwiska, no właśnie...), pojawiła się jakaś wzmianka i dziękujemy bardzo, krasnoludek zza żelaznej kurtyny... to dopiero potęga strukturalistów, którzy już nie chcieli być strukturalistami zrobiła z Bachtina tego Bachtina... (i ja tą wypowiedzią nic mu nie ujmuję...; chodzi mi o to, że istnieją zjawiska koniunktur i one są dość skomplikowane).
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 26.03.12, 11:16
    Bachtin została, co ja piszę...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 26.03.12, 11:34
    adept44_ltd napisał:

    > Bachtin została, co ja piszę...

    Co ja paczę
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • dala.tata 26.03.12, 12:36
    ale to nie ma znaczenia, ze on zostal przeczytany przez Kristeva. jak nie Julia, to przeczytalby go kto inny. szczegolnie teraz. wtedy bylo znacznie trudniej.

    a co do ksiazek zmieniajacych nauke, to ja jednak optuje za stanowiskiem, ze takie istnieja.
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 26.03.12, 12:50
    no ale ja ci podają przykład, przeczytał go ktoś inny, w innym momencie i nic...
    co do książek zmieniających, może są jakieś pozostałości... niemniej spróbuj podać przykład z ostatnich 20 lat... chodzi mi o taką sytuację, że cała dyscyplina (subdyscyplina) staje i zaczyna się kręcić od nowa... tak, jak to wyglądało mniej więcej do lat 60...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 26.03.12, 13:27
    ja to rozumiem, adepcie. jednak nadal mysle, ze zaczynamy uprawiac gdybanie. nie ten, to bylby inny. gdyby nie bylo go, to wychodzi na moje - trzeba sie ze swiatem porozumiewac.

    najpierw przyszedl mi do glowy Goffman i Garfinkel, ale oni sa starsi niz bys chcial. Blisko jest Searle'owi i mimo wszystko Wierzbickiej, ale oni tez sa starsi niz bys chcial. moze blisko temu jest Bill Fulford, ktory zmienil nauki spoleczne medycyny wpisujac do medycyny wartosci, ale to chyba jednak nie ta skala. i zostaje ta ksiazka. to moze nie poziom Goffmana, ale jednak ksiazka, ktora zmienila sposob, w jaki myslimy tym, jak 'mysla' ludzie na co dzien. Do tego dodalbym Roma Harre, ktory rozpoczal idee psychologii dyskursywnej.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 26.03.12, 13:37
    dala.tata napisał:

    > ja to rozumiem, adepcie. jednak nadal mysle, ze zaczynamy uprawiac gdybanie. ni
    > e ten, to bylby inny. gdyby nie bylo go, to wychodzi na moje - trzeba sie ze sw
    > iatem porozumiewac.


    Dala, zawsze wychodzi na twoje :)

    a serio, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, że trzeba, tylko żeby się dało, to pierwej wypada pojąć, na czym to porozumienie polega...
    co do gdybania... to ja ci podaję przykłady - było tak, było tak... a ty mi piszesz, że gdyby nie było, to i tak by było, więc traktuję tę uwagę jako twoją cenna i słuszną autokrytykę...
    >
    > najpierw przyszedl mi do glowy Goffman i Garfinkel, ale oni sa starsi niz bys c
    > hcial. Blisko jest Searle'owi i mimo wszystko Wierzbickiej, ale oni tez sa star
    > si niz bys chcial. moze blisko temu jest Bill Fulford, ktory zmienil nauki spol
    > eczne medycyny wpisujac do medycyny wartosci, ale to chyba jednak nie ta skala
    > . i zostaje ta k
    > siazka.
    to moze nie poziom Goffmana, ale jednak ksiazka, ktora zmienila s
    > posob, w jaki myslimy tym, jak 'mysla' ludzie na co dzien. Do tego dodalbym Rom
    > a Harre, ktory rozpoczal idee psychologii dyskursywnej.


    no więc jest problem... i nie bez powodu od mniej więcej trzydziestu lat pisze się o czasie po wielkich narracjach, czasie postparadygmatycznym, postteoretycznym... i to też trzeba uwzględnić w naszych zamachnięciach się na świat...


    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 26.03.12, 13:49
    a książka, którą zalinkowałeś wygląda intrygująco...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 26.03.12, 13:59
    jest neiwiele ksiazek, ktore preczytalem wiecej niz raz. ta ksiazka do nich nalezy.

    nawiasem mowiac, kiedys wypozyczylem ja z biblioteki i bibliotekarka zapomniala ja zeskanowac. i zamiast zatrzymac dla siebie, ja glupi oddalem w przyplywie uczciwosci. i przez to nie mam jej na polce, a chcialbym. jednak ceny w ktorych mozna ja kupic sa szalone....

    adept44_ltd napisał:

    > a książka, którą zalinkowałeś wygląda intrygująco...


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 26.03.12, 14:40
    pochodzi sprzed 20 lat...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 26.03.12, 13:57
    mysle, ze jest. poszukanie takiej ksiazki w ciagu ostatnich 10 lat na razie mi sie za cholere nie udaje. sa dobre i wazne rzeczy. ale nie rzeczy takiego formatu.

    adept44_ltd napisał:

    > no więc jest problem... i nie bez powodu od mniej więcej trzydziestu lat pisze
    > się o czasie po wielkich narracjach, czasie postparadygmatycznym, postteoretycz
    > nym... i to też trzeba uwzględnić w naszych zamachnięciach się na świat...
    >
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 26.03.12, 09:34
    dość łatwo przeszedłeś do porządku nad punktem 2... ;-), a co do 1. gdyby Bachtin (zresztą w dość specyficzny sposób) napisał swoją książkę, dajmy na to (co zresztą jest niemożliwe), biorąc do ręki Konoponicką, nikt by sobie nie zadał trudu wzięcia do ręki z kolei jego książki... powtarzam, twoja wizja uniwersalności jest mocno naiwna...


    --
    Louder Than Bombs...
  • nullified 25.03.12, 17:40
    dala.tata napisał:

    > pomysl jednak, kiedy znaniecki wprowadzil pomysl pisania o polskim chlopie. to,
    > ze to bylo w US jest, wedlug mnie, drugorzedne.

    otóż zważywszy emigracyjną populacje i skłonność do odtwarzania grup (o tym m.in. pisał Znaniecki w swoich tekstach) pomimo ówczesnej polityki imigracyjnej starajacej sie o rozrzucanie imigrantów możliwie szeroko (później nazwano to strategią asymilacyjną) - byla to sprawa politycznie i społecznie (ekonomicznie też) istotna dla USA. Gdyby pisał o obyczajach chłopów polskich zamieszkałych w Polsce, mało kogo by to obeszło poza kolekcjonerami osobliwości.

    > ja widze roznice miedzy pisaniem o Dostojewskim a Berencie. jednak ona wg mnie
    > jest rowniez drugorzedna. Bachtinem sie zachlysnieto, bo to, co pisal, bylo uni
    > wersalne. pdobnie jak znaniecki.

    ja bym nie przesadzał z tą uniwersalnością ;) Po prostu jedne kolory sprzedają się (smutne - fakt) lepiej inne gorzej, mniemanologia, że cus takiego jak osobliwosci polskie będa rownie interesujące jak osobliwości rosyjskie jest jak dla mnie przykładem myślenia magicznego. Nie te proporcje, nie ta tradycja, nie ta historia. Może gdyby Polska miała więcej farta w rozpychaniu się na mapie (także kulturowej) w XVII/XVIII w. sytuacja wyglądałaby inaczej. Ale nie wygląda.
  • jael53 25.03.12, 21:53
    Coś tu jest na rzeczy, z tym, że Znaniecki pisał o tym, co było (w owych latach) interesujące w USA. A były to problemy z imigrantami. Pecha, swoją drogą, ten Znaniecki miał ogromnego: gdy przyjechał do Polski, gdy zrobił nowej uczelni (UAM) socjologię, toż się go wnet pozbyto. Zajął się tym zresztą jego uczeń, z niekoniecznie porównywalnym dorobkiem - ale za to lepiej znający ukryte reguły środowiska. Tak prywatnie, niekiedy się zastanawiam: czy to jaka klątwa krajowych środowisk intelektualnych i artystowskich, te ukryte reguły... czy to fatum familii Znanieckich - wnuk Floriana, bardzo ciekawy reżyser operowy, też się lepiej odnajduje "w świecie", niż w kraju.

    A co do kultury rosyjskiej: swoista moda na nią sięga XVIII w. Ma niejaki związek z ówczesną fascynacją egzotyką, z romantyzmem; z pożądaniem odmienności (wszakże pod warunkiem, że się z tą odmiennością można porozumiewać po francusku) - ale to materiał na bardzo długie opowieści. Jednym z kilkunastu (możliwych) z tego urzeczenia morałów jest taki, że "świat" niewiele się zajmuje tymi, którzy go zaklinają, że są tacy sami, jak wszyscy. Tacy zaklinacze raczej nudzą i męczą.
  • adept44_ltd 25.03.12, 22:12
    jael53 napisała:

    > A co do kultury rosyjskiej: swoista moda na nią sięga XVIII w. Ma niejaki związ
    > ek z ówczesną fascynacją egzotyką, z romantyzmem; z pożądaniem [i]odmienności[/
    > i] (wszakże pod warunkiem, że się z tą odmiennością można porozumiewać p
    > o francusku) - ale to materiał na bardzo długie opowieści. Jednym z kilkunastu
    > (możliwych) z tego urzeczenia morałów jest taki, że "świat" niewiele się zajmuj
    > e tymi, którzy go zaklinają, że są tacy sami, jak wszyscy. Tacy zaklina
    > cze raczej nudzą i męczą.

    dużo by o tym, niemniej, gdyby armia rosyjska nie pokonała cesarza Francuzów, wszystko pozostałoby na poziomie zainteresowania kilku filozofów i tekstów w stylu tego, co opisuje
    L. Wolff w Inventing Eastern Europe...; jak dotąd, w Europie interesujące były kultury imperialne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • jael53 26.03.12, 10:17
    No proszę, tośmy nawet o tym samym autorze pomyśleli. Ale rzeczywiście, równanie do wpływów rosyjskich (w końcu już "zadawnionych") to ambicja dosyć dziwna. Raczej trzeba by się - bo ja wiem? - modlić (???)... o wpływy na wzór tych rumuńskich, z I. połowy XX w. A wtedy faktycznie, pozostaje postawić na język wpływowego kręgu i na eksponowanie egzotyki.; mieć za wzór (np.) Anne de Noailles - poetkę francuską, umiejętnie operującą nie tylko językiem, ale i (docenił to Marcel Proust) wdziękiem orientalnej księżniczki.
  • adept44_ltd 26.03.12, 10:31
    jael53 napisała:

    ina eksponowanie egzotyki.; mieć za wzór (np.) Anne de Noail
    > les - poetkę francuską, umiejętnie operującą nie tylko językiem, ale i (docenił
    > to Marcel Proust) wdziękiem orientalnej księżniczki.

    ale ja jeszcze proponuję pamiętać, gdzie my mieszkamy [swoją drogą jestem w połowie fascynującej ksiązki J. Sowy Fantomowe ciało króla... sporo wyjaśniającej na temat dyskutowany tu przez nas], bo stan humanistyki wynika ze stanu społeczeństwa i stanu kultury, a z tym, jak jest, to widać za oknem... egzotyka to polega na tym, że rząd buduje narodowi stadiony, a naród zamiast teatrów woli aqua parki...domaganie się w tej perspektywie światowej humanistyki jest poniekąd groteskowe... u nas humanistyka była, bywała, ale się nie przyjęła...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 20.03.12, 12:55
    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > A publikowanie o czechach po czesku jest tylko odwroceniem kota ogonem. C
    > hodzi
    > > o nawiazanie dyskusji ze swiatem.
    >
    > A Czechy to nie jest świat? Na Księżycu, na Marsie leżą? Gdyby Migalski napisał
    > o czeskim systemie politycznym po angielsku byłoby cacy, bo to jest świat, po
    > czesku źle, bo to zadupie - mimo iż 99% tych, którzy się czeskim systemem polit
    > ycznym interesują, zna czeski. Nie wpisuj się narrację pogardy dużych kultur i
    > dużych języków wobec małych.


    co więcej - akurat w przypadku Czech, łatwiej byłoby pisać bzdury po angielsku niż w publikować po czesku w dobrych czeskich, specjalistycznych periodykach...

    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 19.03.12, 10:47
    dala.tata napisał:

    > politologia rowniez nie publikuje poza polska.

    Cóż za potwarz! Cóż za kalumnia! Europoseł Migalski publikował przecież i w Czechach, i na Słowacji! Myślę, że akurat wśród politologów trochę innych publikacji z okolic Rużomberku by się znalazło.

    Nb, jeśli Polak publikuje prace na temat czeskiego systemu partyjnego po czesku w Czechach, nie musi to z góry dyskwalifikować tych prac ani ich autora, przeciwnie, to może być poczytane autorowi na plus. Pod warunkiem, że to są *dobre* prace. Obawiam się, że tu właśnie może kryć się problem...
    --
    Naukowy beton
  • adept44_ltd 18.03.12, 18:06
    dala.tata napisał:

    \
    > problem w tym, ze nalezy napisc tak, zeby to bylo interesujace dla odbiorcy mie
    > dzynardowego. z mojego pubktu widzenia, to oczywiscie kwestia pisania tak, zeby
    > moje polskie dane mialy jakies prelozenie teoretyczne, ktore bedzie mialo atra
    > kcyjnosc uniwersalna. to sie naprawde da zrobic.

    tja, Dala, próbowałeś już nawracać Niemców, Francuzów, Włochów??? sytuacja użytkowników angielskiego języka jest nieco inna :), ale w międzynarodowym obiegu nie pisuje się np. i drugorzędnych pisarzach angielskich (jeśli oczywiście nie istnieje trend badania drugorzędności...)...ekstrapolujesz swoje doświadczenia językoznawcze... podkreślam - swoje i podkreślam językoznawcze...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 18.03.12, 21:08
    ja nikogo nie chce nikogo nawracac. i nie intersuja mnie wlosi i niemcy. mam pewna wizje dzialania nauki. ta wizja sprawdza sie na swiecie, rowniez w niemczech, ktore znam niezle. oni rowniez widza roznice miedzy publikowaniem po lokalnie i miedzynarodowo.

    adept44_ltd napisał:

    > tja, Dala, próbowałeś już nawracać Niemców, Francuzów, Włochów??? sytuacja użyt
    > kowników angielskiego języka jest nieco inna :), ale w międzynarodowym obiegu n
    > ie pisuje się np. i drugorzędnych pisarzach angielskich (jeśli oczywiście nie i
    > stnieje trend badania drugorzędności...)...ekstrapolujesz swoje doświadczenia j
    > ęzykoznawcze... podkreślam - swoje i podkreślam językoznawcze...


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 18.03.12, 21:50
    no ale pokaż mi tych niemieckich germanistów publikujących międzynarodowo???? pytam o literaturoznawców i historyków... i nie chodzi mi o wyjątki... oczywiste jest, że o Lutrze, Goethem i paru innych publikuje się międzynarodowo... i tyle...
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 21.03.12, 08:02
    ale tu nie ma o czym dyskutować, przecież to już policzono - w każdym państwie powyżej 90% publikacji z zakresu historii ojczystej wydawanych jest w języku ojczystym; a pozostałe 10% w językach badanych źródeł, czyli głównie niemieckim, rosyjskim
  • dala.tata 21.03.12, 08:39
    to ja poprosze o linka do tych danych.

    proon napisał:

    > ale tu nie ma o czym dyskutować, przecież to już policzono - w każdym państwie
    > powyżej 90% publikacji z zakresu historii ojczystej wydawanych jest w języku oj
    > czystym; a pozostałe 10% w językach badanych źródeł, czyli głównie niemieckim,
    > rosyjskim


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 18.03.12, 17:53
    dala.tata napisał:

    > 1. nie ma czegos takiego jak 'puszcanie artykulu z polski'. otoz pubikuje sie a
    > rtykuly dobre. te ktore przejda przez recenzje. i ten caly mit o jakichs kwotac
    > h implicytnych na rtykuly od polskich uczonych to absurd.

    bzdura... to są rzeczy, które przyznają sami redaktorzy spoza Polski...

    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 18.03.12, 21:02
    spoko adepcie. widocznie znamy innych redaktorow.

    adept44_ltd napisał:

    > bzdura... to są rzeczy, które przyznają sami redaktorzy spoza Polski...
    >


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • eni.huso 16.03.12, 17:55
    Naprawdę??
    Zaden polski instytut czy uniwersytet nie ma czasopisma historycznego , w którym się publikuje po angielsku? Jakieś Journal of History, Journal of Polish History , jakies Acta Poloniae Historica, Acta ficu micu historicu, Historical Nature, cokolwiek , z IF ????
    szok ;)
  • dala.tata 16.03.12, 18:58
    Ale po co im? U nich jakosc jest genetyczna! Cala polska historia jest ultrajakosciowa. Nie potrzebuja zadnych punkcikow. Poza tym u nich jak w prognozie pogody w tv. Pogoda jak historia konczy sie. A granicach RP. Dalej to juz dzicz i pisac o tym. Ie wart.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • donnajohnson 16.03.12, 19:59
    dala.tata napisał:

    > A granicach RP. Dalej to juz dzicz i p
    > isac o tym. Ie wart.

    Dala kawe (ew whiskey) na klawke wylales??
    http://justglasssite.com/glass-pics/whiskey-13.jpg

    --
    Może jako biedna humanistka - ciemięga się mylę, ale na własne oczy tego nie widziałaś, więc nie masz prawa twierdzić, że toto istnieje (madame_charmante)
  • pfg 16.03.12, 21:58
    Może Irish coffee?
    --
    Kozak frajer
  • kapitanka 22.03.12, 22:40
    Procedura habilitacyjna jest postępowaniem administracyjnym, czyli podlega pod KPA. Dlatego rada musi mieć argumenty na to, że nie przyjęła "do roboty" danej habilitacji. Niestety, marny dorobek nie jest argumentem, bo ten dorobek mają dopiero ocenić recenzenci, komisja a dopiero na końcu rada, (nie na początkowym etapie czynności). Dlatego też argument o słabym dorobku nie ma tu zastosowania. Rada może nie przyjąć habilitacji albo ze względów formalnych, albo ze względu na brak kompetencji merytorycznych. Niestety, wystarczy prześledzić dotychczasowe orzecznictwo NSA w temacie odmowy wszczęcia przewodu i oczy przetrzeć ze zdziwienia :( Teraz, po nowemu, rada dostaje przewód wszczęty i jej rola w zasadzie sprowadza się do czynności prawie że administracyjnych, co jest dziwne.
  • pfg 22.03.12, 23:08
    kapitanka napisała:

    > Rada może nie przyjąć habilitacji albo ze względów formalnych, albo ze względ
    > u na brak kompetencji merytorycznych.

    Nic podobnego. Radzę uważnie zapoznać się z Art. 18a Ustawy o stopniach i tytule naukowym etc.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • pfg 02.04.12, 00:35
    A'propos obowiązku publikowania Open Access - a amerykańskim Kongresie toczy się na ten temat debata. Nie po raz pierwszy zresztą.
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • kramka1 18.04.12, 14:26
    Znalazłam takie wyjansienie na stronie CK:
    "Celowi temu służą m.in. oświadczenia współautorów ww. prac zespołowych. Należy wymagać, by jasno określili oni swój wkład charakteryzując zakres swego udziału (nie zaś habilitanta) dotyczący autorstwa koncepcji pracy, sformułowania problemu naukowego lub artystycznego, wyboru metodyki badań, ich przeprowadzenia, wniosków z pracy. Oświadczenie ogólnikowe, zwłaszcza ograniczające się do ilościowej charakterystyki udziału (np. w procentach), są dla omawianych celów bezwartościowe."
    To według mnie rozsądne rozwiązanie: nie procenty, lecz wymienienie konkretnych czynnosci przy publikacji.

  • chilly 18.04.12, 15:44
    Tylko dlaczego współautorom miałoby się chcieć wyliczać te udziały? Może chociaż CK wymyśli jakąś tabelkę, w której współautor postawi tylko krzyżyki w odpowiednich miejscach?
  • kramka1 18.04.12, 20:11
    chilly napisał: " Tylko dlaczego współautorom miałoby się chcieć wyliczać te udziały? Może chociaż CK wymyśli jakąś tabelkę, w której współautor postawi tylko krzyżyki w odpowiednich miejscach?"
    Dziwne pytanie.... CK mówi, ze nie trzeba wyliczac, lecz wymienic czynnosci przy projekcie, a to jest o wiele łatwiejsze. Natomiast opcja "krzyzykowa" jest od czapy. Ze niby w jaki sposób małaby wygladac taka tabelka, gdy kazdy projekt obejmuje różne czynnosci? Oczywiscie mówie o naukach eksperymentalnych. Napisanie czego w stylu: "X zebrał materiał do badań, Y wykonał działania na aparaturze A, Z wykonał obliczenia statystyczne, a W sformatował wykresy" duzo wiecej mówi o rzeczywistym udziale każdego z uczestników niz te wszystkie procenty. I co to za filozofia zrobienie takiego zestawienia czynnosci; głowny autor wie, co kto robił. I co wiecej, mniej tu pola do dyskusji ws. czynności niz przy ustalaniu procentów, bo mógłby przypadkiem ktoś sie obrazic, ze go wyceniono np. na 15%, a nie 45%.
  • charioteer1 18.04.12, 21:00
    kramka1 napisała:

    > I co wiecej, mniej tu pola do dyskusji ws. czynności niz przy ustalan
    > iu procentów, bo mógłby przypadkiem ktoś sie obrazic, ze go wyceniono np. na 15
    > %, a nie 45%.

    True. Procenty sa do bani. Sam pomysl przeprowadzenia konkretnego badania moze byc wiecej wart niz samo sleczenie nad danymi. I jak to wycenic w procentach?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.