Dodaj do ulubionych

Hartman tym razem przytomnie...

04.04.12, 18:00
wyborcza.pl/1,75248,11468467,Fikcyjne_wyksztalcenie__smieciowe_umowy_i_wielka_frustracja.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza
Najważniejsze cytaty

Musimy się przyznać, że oświeceniowo-romantyczny pomysł masowego kształcenia na poziomie średnim nie wypalił. Idea powołania wielkiego systemu szkolnictwa, który doprowadziłby masy na próg inteligenckiego wykształcenia i obywatelstwa, jest utopijna. Wiemy to, lecz mocą biurokratycznej inercji brniemy w hipokryzję. Uczymy masy matematyki, choć i tak zostaną z tego cztery działania, na polskim epatujemy dzieci językiem filologii i krytyki literackiej, a i tak większość nigdy nie będzie czytać, latami uczymy historii, a w głowach większości zostanie tylko parę imion i nazw. Masowe wykształcenie jest po prostu biologicznie niemożliwe. Szkoła jest fikcją i uczy fikcji. Wszyscy coś udają, a w dodatku jest internet i nikt już nie może rozkminić, po co wypalać na mózgu rzeczy, które są na zawołanie w telefonie. I wychodzi szydło z worka - fikcyjne wykształcenie, śmieciowe umowy i wielka, często słuszna, frustracja młodych.

Nie ma konieczności, żeby matura i studia były masowe. Żeby wszyscy uczyli się z podręczników, które podążają za nieco uproszczonym, ale jednak akademickim dyskursem. Gdybyśmy pozwolili uczniom opuszczać szkołę nie w wieku 19 lat, ale wcześniej, byłoby taniej, efektywniej, uczciwiej. Mielibyśmy więcej absolwentów z wykształceniem realnym, choć często zawodowym.

Długie kształcenie ogólne byłoby dla najbardziej zmotywowanych. Tak jak przed wojną, z tą różnicą, że dziś każdy miałby równe szanse dostać się do ambitnej szkoły.
Edytor zaawansowany
  • nullified 04.04.12, 18:05
    on jest jak Spengler ;)
    "z najprawdziwszych przesłanek, fałszywe wnioski".
  • proon 04.04.12, 19:32
    w pełni popieram Hartmana, dobra diagnoza tego co mamy na skutek "umasowienia kształcenia"
  • adept44_ltd 04.04.12, 19:48
    on ma niestety rację, niemniej ostatnia dyskusja ("klasowa") toczona tu na forum uświadomiła mi, że ostateczne rozwiązanie problemu edukacyjnego również może być niebezpieczne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • marionaud_1 04.04.12, 21:48
    Nie ma racji, bo do sytuacji obecnej, determinowanej prez potrzeby społeczenstwa i gospodarki wiedzy przykłada miary w rodzaju "tak jak przed wojną" (kilka dyskusji temu, ktoś udowadniał nawet, że w Renesansie to - ho, ho - dopiero były studia wyższe). Dziś pielęgniarka musi mieć dyplom, bo aparatura, którą obsługuje nie kończy się na strzykawce i cisnieniomierzu, a leki, które podaje daleko przekraczają działaniem "to, co przed wojną". Tokarz cyfrowej tokarki musi mieć kwalifikacje na poziomie pomaturalnym (za czasów mojej mlodości był absolwentem szkoły zawodowej - tylko cyfrowych tokarek wtedy nie było). Protokolantka sadowa mieć licencjat itd, itd. Jestesmy skazani na umasowienie kształcenia na poziomie wyższym ale w żadnej mierze nam tego nie wolno utożsamiać z modelem takiego kształcenia, który jest właściwy dla kształcenia elitarnego. Taki model powinien dziś pozostać zarezerwowany dla uniwersytetów badawczych, których, w twardym rozumieniu tego terminu, jakoś w Polsce nie widać (przyczyny takiego stanu rzeczy, to osobny temat do dyskusji). Jak mamy nie być pszenno-buraczani, to musimy kształcić. I te dziesiatki lokalnych szkół zawodowych na poziomie wyższym (wymyślmy lepsze słowo- odpowiednik "tertiary" jesli "wyższe" nas razi) taką robote robi. Nie pretendując do akademickiości, nie rozwijając nauki - po prostu wyciągając społeczności lokalne z zapóźnień edukacyjnych - tak jak część community colleges w Ameryce.
    I ciekawa jestem, kto mialby smiałość przeciwstawienia się aspiracjom edukacyjnym młodych ludzi - bez wzgledu na ich miarę i poziom. I w imie czego? Czyżby prawo do edukacji już nie było naszym podstawowym prawem? Zwłaszca, że większość tej młodziezy sama za siebie placi - nie studiuje na koszt podatnika.
    A prof. Hartman, który sie rzewnie użalał nad tym, że nie ma na swej UJ-otowskiej filozofii uzdolnionej mlodziezy, mógłby się zastanowić, gdzie sie ona podziała i dlaczego nie trafia do niego na studia. Boć jej odsetek, w tej masie wchodzacej na uczelnie, raczej sie nie zmiejszył.
  • adept44_ltd 04.04.12, 22:03
    no aspiracjom edukacyjnym młodych ludzi przeciwstawią się sami młodzi ludzie, bez pracy...

    natomiast zgadzam się z pomysłem, który przedstawiasz - kształcenie tak, ale specjalistyczne, fachowe, średnie i pomaturalne; studia - tylko elitarne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 04.04.12, 22:38
    marionaud_1 napisała:

    > Tokarz cyfrowej tokarki musi mie
    > ć kwalifikacje na poziomie pomaturalnym

    NIE MUSI. To, że pracodawcy, tudzież autorzy głupich przepisów regulacyjnych, ich wymagają, psuje system i stanowi presję na niepotrzebne, zbędne studia wyższe, robione nie dla wiedzy, ale dla uzyskania dyplomu.

    > Protokolantka sa
    > dowa mieć licencjat

    NIE MUSI. To, że pracodawcy, tudzież autorzy głupich przepisów regulacyjnych, ich wymagają, psuje system i stanowi presję na niepotrzebne, zbędne studia wyższe, robione nie dla wiedzy, ale dla uzyskania dyplomu.

    > itd, itd.

    itd, itd.
    --
    Ignorant schmuck
  • whiteskies 04.04.12, 23:12
    Pelna zgoda.
    Przyklad z życia: zrobilismy kiedys konkurs na sekretarkę/sekretarza u nas w Instytucie. Z bodaj 30 kandydatów 2 osoby rozwiazały proste zadanie w Excelu na obliczenie czegostam (taki przyklad z zycia zwiazany z rozliczeniiem grantu). Akurat tylko te 2 osoby nie mialy dyplomu uczelni wyższej! Jedna z nich przyjelismy i pracuje bardzo dobrze juz chyba z 5 lat. W miedzyczasue zrobila dyplom zaocznie (dla wlasnej satysfakcji). Nie poprawilo to ani nie pogorszylo w niczym jej pracy, zaleta je jest formalne wyksztalcenie na pozioimie wyższym, ale to ze chce jej sie uzywać rozumu, że nie idzie w zaparte, ale sie stara, średnia (ale skuteczną angielszczyzna jest w stanie porozumiec sie z osoba na podobnym stanowiski w Hiszpanii, Niemczech czy Włoszech...


  • niewyspany77 04.04.12, 23:15
    Jeżeli kpisz, to ok.

    Jeśli nie, to rozumiem, że na kasie w tesco trzeba mieć inżyniera, bo to są urządzenia, które wykraczają poza technologię liczydła.
  • bumcykcyk2 05.04.12, 13:32
    marionaud_1 napisała:

    > Dziś pielęgniarka musi mieć dyplom, bo aparatura, którą obsług
    > uje nie kończy się na strzykawce i cisnieniomierzu, a leki, które podaje daleko
    > przekraczają działaniem "to, co przed wojną". Tokarz cyfrowej tokarki musi mie
    > ć kwalifikacje na poziomie pomaturalnym

    Obsługa cyfrowej aparatury nie wymaga studiów wyższych tylko przeszkolenia. Operator dźwigu sterowanego z laptopa nadal jest operatorem dźwigu, pielęgniarka obsługująca elektroniczną kroplówkę nadal jest pielęgniarką.

    > Jestesmy skazani na umasowienie kształcenia na
    > poziomie wyższym ale w żadnej mierze nam tego nie wolno utożsamiać z modelem ta
    > kiego kształcenia, który jest właściwy dla kształcenia elitarnego.

    A to ciekawe. Czyli czego mamy uczyć na studiach? Obsługi elektronicznego sterowania tokarką? Proszę bardzo, tylko nie nazywaj tego studiami.

    > Jak mamy nie być pszenno-buraczani, to musimy kształcić. I te dziesiatki lokalnych szkół >zawodowych na poziomie wyższym (wymyślmy lepsze słowo- odpowiednik "tertiary" jesli >"wyższe" nas razi) taką robote robi. Nie pretendując do akademickiości, nie rozwijając nauki >- po prostu wyciągając społeczności lokalne z zapóźnień edukacyjnych - tak jak część
    >community colleges w Ameryce.

    Hartman nie postponuje szkół zawodowych. Nie o tym mowa w jego tekście.

    > I ciekawa jestem, kto mialby smiałość przeciwstawienia się aspiracjom edukacyjn
    > ym młodych ludzi - bez wzgledu na ich miarę i poziom. I w imie czego?

    Kto miałby się przeciwstawić? My! Wystarczy wprowadzić uczciwe egzaminowanie, a odsiew sięgnie grubo ponad 90%. Hartman pisze oczywistą prawdę (która co prawda dla niektórych typu dala.tata wcale oczywista nie jest), że świnia latać nie będzie. Kretyn na studiach zabiera czas i sobie i kadrze. Jest szkodliwym mitem wiara w to, że z kogoś kto jest tępakiem nie łapiącym niuansów, abstrakcji, metafor, porównań... da się zrobić inteligenta. Nie da się. Poza tym to szkodliwe działanie powodujące olbrzymią frustrację absolwentów, zagrażającą pokojowi społecznemu.

    > Czyżby prawo do edukacji już nie było naszym podstawowym prawem?

    Prawo do edukacji nie oznacza prawa do otrzymania dyplomu wyłącznie w zamian za regularne opłacanie czesnego. Po drugie, państwo nie powinno w imię ukrywania bezrobocia popierać masowego byle jakiego kształcenia w dyscyplinach humanistycznych, na które nie ma rynkowego popytu.

    > tej młodziezy sama za siebie placi - nie studiuje na koszt podatnika.

    Tyle, ze to podatnik będzie potem wypłacał jej zasiłki.

    > A prof. Hartman, który sie rzewnie użalał nad tym, że nie ma na swej UJ-otowski
    > ej filozofii uzdolnionej mlodziezy, mógłby się zastanowić, gdzie sie ona podzia
    > ła i dlaczego nie trafia do niego na studia. Boć jej odsetek, w tej masie wchod
    > zacej na uczelnie, raczej sie nie zmiejszył.

    Odnośnie zaginięcia uzdolnionej młodzieży zapytaj Hadtkego, zadaj tez pytanie trumnie pani Radziwiłł i innym szkodnikom, którzy od lat 90.tych rozwalają szkolnictwo w Polsce. Jest tez na tym forum nieoceniony dala.tata, który twierdzi, ze chcieć to móc i każdego można wykształcić, nawet na doktora. Wyżej to już nie, bo by mu chlebuś zabrali.
  • dala.tata 05.04.12, 15:32
    pokaz mi bumcyk , gdzie ja napisalem to o tym chlebusiu.

    bumcykcyk2 napisał:

    > Odnośnie zaginięcia uzdolnionej młodzieży zapytaj Hadtkego, zadaj tez pytanie t
    > rumnie pani Radziwiłł i innym szkodnikom, którzy od lat 90.tych rozwalają szkol
    > nictwo w Polsce. Jest tez na tym forum nieoceniony dala.tata, który twierdzi, z
    > e chcieć to móc i każdego można wykształcić, nawet na doktora. Wyżej to już nie
    > , bo by mu chlebuś zabrali.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • bumcykcyk2 05.04.12, 21:32
    Ależ nigdzie expressis verbis tego nie napisałeś ! po osobie pewnego kalibru intelektualnego nie spodziewam się, że będzie się podkładać wprost niczym polski polityk ;-)

    Taką myśl można wycisnąć z Twoich licznych peanów na temat umasowienia studiów, przy jednoczesnym bronieniu wyśrubowanych standardów dostępu do zakonu "samodzielnych" na uczelniach.
  • dala.tata 05.04.12, 21:42
    bumcyku, niech i tak bedzie.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 04.04.12, 22:43
    Trzeba zaznaczyć, że wypowiedź Hartmana - z którym się w znacznym stopniu w tej kwestii zgadzam - pada w kontekście dyskusji o "nieusuwaniu historii ze szkół". Rozumowanie Hartmana jest takie: stało się nieszczęście, że wprowadzono masowe wykształcenie "średnie", ale skoro się już tak stało i się nie odstanie, nie utrzymujmy fikcji, że każdego ucznia liceum musimy tak samo uczyć fizyki, historii, chemii etc.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • eryk2 04.04.12, 23:37
    Przykład z dnia wczorajszego. Uczelnia państwowa. Kierunek humanistyczny. Na sali podczas ćwiczeń osiem osób (to ci zdolniejsi, pozostałe pięć ma w nosie zajęcia , bywa od wielkiego dzwonu). Pytanie: "Kiedy żył apostoł Andrzej?" Cisza. "W jaki stuleciu żył apostoł Andrzej?" Cisza. "A kiedy żył Chrystus?" Po piętnastu sekundach szept sceniczny "W pierwszym wieku?". Nie wiem - może jeszcze jedną godzinę religii dodać w szkole? A może mam pecha, bo to wszystko ateiści? W latach 80. władze PRL ogłosiły, że tylko 1% obywateli nie popiera ich polityki. Stefan Kisielewski zauważył "Ja to mam pecha - całe życie spotykam tylko ten 1% - jako taksówkarzy, ekspedientki, lekarzy, dziennikarzy, hydraulików, szewców". Ja chyba też mam pecha: ciągle trafiam na 15-osobowe grupy ateistycznych studentów, którzy nie wiedzą, jak brzmi pierwsze zdanie Biblii, kto jest autorem "Dziejów apostolskich", jak po kolei są ułożone w kanonie ewangelie, jak Maria dowiedziała się o poczęciu Jezusa itd. Kiedyś (z sześć lat temu) na wstępnych egzaminach (były jeszcze rozmowy kwalifikacyjne) dowiedziałem się, że akcja wątku ewangelicznego w "Mistrzu i Małgorzacie" rozgrywa się ...15 tysięcy lat temu.

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • adept44_ltd 04.04.12, 23:43
    no, dramat... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 04.04.12, 23:56
    eryk2 napisał:

    > W latach 80. władze PRL ogłosiły, że tylko 1% obywateli nie popiera ich polityki.

    Tak mi się skojarzyło: W tekście, który w papierowej wyborczej jest obok Hartmana - linka - historyk prof. Nowak (od Zyzaka) biada, że
    Cytat
    niewielu będzie wybierało profil historyczny, może jakieś 5 proc

    Z drugiej strony *obecnie* fizykę jako przedmiot maturalny wybiera 2% uczniów i jakoś fizycy nie spodziewają się radykalnego wzrostu w wyniku reformy (są tacy, co chcą protestować, bo się boją, że jeszcze bardziej spadnie). No to co według tych uczonych mieliby zdawać pozostali - geografię!? Biologię? (Nie WOS, bo wybór WOS pociąga wybór historii, choć Nowak zapewne tego nie wie.)
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • proon 05.04.12, 08:22
    Nowak powiedział, że "Godzin tzw. bloku historia i społeczeństwo ma być tyle samo, co dotąd historii. Tylko że do tego bloku włączono jeszcze dwa przedmioty: wiedzę o społeczeństwie i przysposobienie obronne. Czasu na historię będzie mniej." - przeanalizowałem dokładnie podstawę programową przedmiotu, a nie bloku (czy profesor nie powinien umieć tego odróżniać), Historia i społeczeństwo, tam nie ma żadnego przysposobienia wojskowego - facet bzdury pisze; ten przedmiot to inna, od tradycyjnej - liniowej i chronologicznej, wersja historii, to wersja bardziej problemowa i przekrojowa, według mnie dużo lepsza od tradycyjnej z punktu widzenia potrzeb i zainteresowań uczniów; nauczyciel będzie miał teraz czas by interesujące uczniów problemy dogłębniej z nimi przeanalizować;
    "postulaty te poparły CAŁE rady naukowe Instytutu Historii UJ, Instytutu Historii KUL, wydziałów historycznych uniwersytetów we Wrocławiu, Toruniu" - najwyraźniej moi koledzy nabrali zwyczajów recenzentów NCN, które tak bardzo chwali dala.tata - wypowiadają się i oceniają bez przeczytania; niczym innym nie potrafię wytłumaczyć takiego głupiego postępowania

  • spokojny.zenek 05.04.12, 16:26
    Gorszy problem, że Nowak nie odróżnia podstawy programowej od programu. A w ślad za nim entuzjaści jego bajania...
  • chilly 05.04.12, 08:45
    Niedawno poruszenie na naszym forum wywołała wypowiedź prof. Śliwerskiego. Od tego czasu zaglądam na blog Profesora. Ciekawe, że nasz czołowy pedagog spośród licznych głosów n.t. kolejnego etapu reformy szkolnictwa i zwłaszcza programów licealnych przytacza akurat wykład prof. Nowaka (swoją drogą, zdumiewa mnie wkomponowanie tzw. katastrofy smoleńskiej w ciąg historycznych wydarzeń związanych z tym miejscem).
    Swoją drogą, Profesor musi czuć się niedowartościowany, skoro sam chwali się otrzymaną nagrodą ( sliwerski-pedagog.blogspot.com/2012/04/nagroda-kallimacha.html).
    Zwróciłem też uwagę na omówienie książki o absurdach szkolnictwa wyższego na Słowacji. Przykładowo taki fragment:
    "Do dnia dzisiejszego rzeczywiste osiągnięcia naukowe nie są brane pod uwagę przy mianowaniu w uczelniach kandydatów na kierowników katedr. Wśród nich są bowiem tacy, którzy pełnią funkcje w wyniku rozstrzygnięć dziekanów i innych osób czy przewodniczących komisji konkursowych, a zostali namaszczeni przez władze (zasada bizantyjska)".
    sliwerski-pedagog.blogspot.com/2012/03/absurdy-szkolnictwa-wyzszego-na-sowacji.html
    A u nas jak jest? większość omawianych treści idealnie odnosi się i do Polski.
  • larusse 05.04.12, 07:48
    no i co z tego?

    kogo obchodzi "kiedy", ktore pierwsze zdanie, kto autorem, jak po kolei? no kogo?

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • larusse 05.04.12, 07:53
    coz za fikcja poznawcza.
    brak mi slow doprawdy... brak slow...

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • adept44_ltd 05.04.12, 09:13
    larusse, a nie przygotowujesz się na obchodzy 10 IV czasem?
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 05.04.12, 08:46
    larusse napisała:

    > kogo obchodzi "kiedy"

    Kiedyś był to kanon kultury. Dziś można by przypuszczać, że *studentów* dyscypliny, w której taka wiedza jest wymagana, będzie to obchodzić.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • larusse 05.04.12, 09:14
    widocznie wiec rosnie pokolenie biedakow kulturowych.

    Taka “wiedza” (jaka to wiedza zreszta?) moze i w jakis sposob “osadza” (tak, to dobre slowo), ale w pewien sposob uposledza poznawczo.

    Kiedy?
    Kto autorem?
    Jak po kolei?

    Kto by to spamietal?

    Ja Mistrza i Malgorzate czytalam kilka razy, widzialam kilka razy, egzaminow zdawalam tez kilka i dalej nie wiem jak to sie skonczylo.
    Zbyt trudne do zapamietania. Nie-da-rady.


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • pfg 05.04.12, 10:25
    larusse napisała:

    > widocznie wiec rosnie pokolenie biedakow kulturowych.

    Nie mam wątpliwości, że tak jest. Nie mam wątpliwości, że to źle. Nie mam wątpliwości, że w skali masowej niewiele z tym da się zrobić. Ale nie mówimy o masie, tylko o studentach.

    > Ja Mistrza i Malgorzate czytalam kilka razy, widzialam kilka razy, egzaminow zd
    > awalam tez kilka i dalej nie wiem jak to sie skonczylo.
    > Zbyt trudne do zapamietania. Nie-da-rady.

    Współczuję.
    --
    Komentarze fizyka
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 10:33
    "Ale nie mówimy o masie, tylko o studentach"

    a na czym polega róznica?
  • pfg 05.04.12, 15:11
    patallach_przez_dwa napisał:

    > "Ale nie mówimy o masie, tylko o studentach"
    >
    > a na czym polega róznica?

    Na mieście i maszynie.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • spokojny.zenek 05.04.12, 16:25
    pfg napisał:

    > patallach_przez_dwa napisał:
    >
    > > "Ale nie mówimy o masie, tylko o studentach"
    > >
    > > a na czym polega róznica?
    >
    > Na mieście i maszynie.

    :-))))))))))
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 16:46
    > > Na mieście i maszynie.

    I to jest interesująca kwestia. Brak erudycji może uniemożliwić zrozumienie komunikatu. Ilu studentów zrozumiałoby tę odpowiedź? :)
  • spokojny.zenek 05.04.12, 16:47
    Stąd właśnie moja reakcja. Bo odpowiedź lapidarna ale pokazująca jak na dłoni istotę problemu :-)))
  • larusse 05.04.12, 11:07
    Ja jestem biedakiem kulturowym. Ani to zle, ani dobre. Mnie sie wydaje, ze wszystko jedno.

    No, widzisz Ty wspolczujesz, a ja sie w zasadzie ciesze, bo ja tam widze to czego Ty prawdopodobnie nie widzisz (w zasadzie to dam glowe, ze nie widzisz). Ja jestem zdania, ze jak stop nie oderzniesz to glebiej nie dojdziesz. Ot, i cala filozofia.

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • adept44_ltd 05.04.12, 11:28
    tak larusse, jak czegoś nie wiesz, to lepiej to rozumiesz... to naturalne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 05.04.12, 11:44
    wyjales mi to z ust, adept. dokladnie tak mysle.

    adept44_ltd napisał:

    > tak larusse, jak czegoś nie wiesz, to lepiej to rozumiesz... to naturalne...


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • pfg 05.04.12, 12:14
    larusse napisała:

    > Ja jestem biedakiem kulturowym. Ani to zle, ani dobre. Mnie sie wydaje, ze wszy
    > stko jedno.

    Dunning-Kruger po raz kolejny.

    --
    Ignorant schmuck
  • larusse 05.04.12, 12:37
    A to jeszcze audytorim musialby wierzyc w biala magie, zeby ponizsze cokolwiek znaczylo.

    pfg napisał:
    >
    > Dunning-Kruger po raz kolejny.
    >


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • proon 05.04.12, 08:13
    "Pytanie: "Kiedy żył apostoł Andrzej?" Cisza. "W jaki stuleciu żył apostoł Andrzej?" Cisza. "A kiedy żył Chrystus?"" ---- a niby po co ktoś, za wyjątkiem zainteresowanych problematyką religijną, miałby pamiętać takie informacje??? w tym momencie dokładnie widać największy problem edukacji, także wyższej, ma ona dalej aspiracje wbijania do głów tysięcy szczególików, a uczniowie/studenci nie chcą ich zapamiętywać, bo nie widza powodu; czy nie wystarczy, że w razie potrzeby będziemy potrafili szybko odnaleźć potrzebne szczegóły? czy nie lepiej czas lekcji wykorzystać na ćwiczenie umysłu i umiejętności?
  • pfg 05.04.12, 08:50
    proon napisał:

    > "Pytanie: "Kiedy żył apostoł Andrzej?" Cisza. "W jaki stuleciu żył apostoł Andr
    > zej?" Cisza. "A kiedy żył Chrystus?"" ---- a niby po co ktoś, za wyjątkiem zain
    > teresowanych problematyką religijną, miałby pamiętać takie informacje???

    Żartujesz, proon, prawda? To nie jest żadna "problematyka religijna", tylko elementarne informacje o kulturze, która ukształtowała ten kontynent.
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • pfg 05.04.12, 08:57
    Wyjaśniam, że odnoszę się tylko do pytań przytoczonych przez proona; gdzie indziej, pisząc o niegdysiejszym kanonie kultury, miałem na myśli wszystkie pytania przytoczone przez Eryka.
    --
    Ignorant schmuck
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 09:01
    Czym innym jest pytanie: "kiedy żył Chrystus" a innym pytanie o kolejność ułożenia ewangelii. Zresztą i tak do kanonu zostały włączone te, które pasowały do obowiązującej linii partyjnej (tzn. soborowej).
  • pfg 05.04.12, 10:22
    patallach_przez_dwa napisał:

    > Czym innym jest pytanie: "kiedy żył Chrystus" a innym pytanie o kolejność ułoże
    > nia ewangelii.

    To miałem na myśli.
    --
    Komentarze fizyka
  • proon 05.04.12, 09:24
    pfg - zrób eksperyment - poproś przedstawiciela każdej dyscypliny naukowej, by zrobił zestaw fundamentalnych informacji, które według niego stanowią podstawę naszej cywilizacji, kultury itp - gwarantuję wynik, jak dodasz wszystko to wyjdzie dwunastotomowa encyklopedia; a czy brak wiedzy o tym, kiedy żył apostoł Andrzej w jakikolwiek sposób przekłada się na słabsze radzenie sobie w życiu?? (bo przecież edukacja powinna wspierać młodych w radzeniu sobie z życiem, a może nie??)
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 09:35
    (bo przecież edukacja powinna wspierać młodych w radzeniu sobie z życiem, a może nie??)

    to założenie ideologiczne, tzw. pragmatyzm
    nawet jeśli przyjmiemy, że edukacja powinna wspomagać młodych w radzeniu sobie z życiem nie oznacza, że to jest jedyny jej cel - co więcej, nawet jeśli uznamy, że to jest jedyny cel edukacji nie znaczy, że wiedza o apostole Andrzeju nie pomaga w jego realizacji - można udowadniać, że pomaga - np. daje poczucie zakorzenienia
  • pfg 05.04.12, 10:21
    proon napisał:

    > pfg - zrób eksperyment - poproś przedstawiciela każdej dyscypliny naukowej, by
    > zrobił zestaw fundamentalnych informacji, które według niego stanowią podstawę
    > naszej cywilizacji, kultury itp

    Będę nieortodoksyjny: z fizyki wcale nie byłoby tak wiele, głównie metawiedza, że całą masę zjawisk naturalnych daje się opisać matematycznie i zweryfikować doświadczalnie. A jakie są te wyjasnienia i weryfikacje to już jest wiedza szczegółowa.

    > czy brak wiedzy o tym, kiedy żył apostoł Andrzej

    Pytanie o to, kiedy żył apostoł Andrzej, sprowadza się do dwóch: kiedy żył (bądź miał żyć - w tym kontekście rozstrzygnięcie tego sporu nie jest ważne) Chrystus i co to jest apostoł. A to, moim zdaniem, wiedzieć trzeba.
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • proon 05.04.12, 10:53
    " A to, moim zdaniem, wiedzieć trzeba." - cała nasza edukacja nastawiona jest na realizację zasady - to trzeba wiedzieć, a dlaczego? - tu następują wyjaśnienia (typu poczucie zakorzenienia), które może i trafiają do pokolenia 40+, ale nie do młodzieży; taki model może i sprawdzał się w czasach gdy w szkole za brak wymaganej można było zostawić w "kozie", dać po łapach, wykręcić uszy, czy wreszcie bez problemu zostawić na drugi rok; ale te czasy skończyły się - teraz młodym trzeba wytłumaczyć, że to czego chcemy ich nauczyć jest im do życia wprost przydatne, bo inaczej oleją nasze dobre chęci; należałoby tez pamiętać, że to nad czym ubolewacie jest efektem dotychczasowego modelu edukacji - wywodzącego się z XIX wieku; jak chcemy, by było lepiej, to przede wszystkim musimy radykalnie zerwać z tym modelem
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 11:07
    A co jest do zycia WPROST przydatne? do jakiego życia? W jakich okolicznościach? amebie niewiele potrzeba do życia. Niektórym ludziom potrzeba więcej, a innym mniej. Posługujesz się jakąś zubożoną, instrumentalistyczną wizją edukacji. Mamy każdego przekonywać, że coś jest mu przydatne? A jak uzna, że nie jest - to natychmiast przestajemy go tego uczyć? Czasem świadomość, że jednak coś jest potrzebne przychodzi późno. Dziecko jeszcze tego nie wie. Nie ma doświadczenia.
    Radykalnie zerwać z modelem tradycyjnej edukacji próbowali już bolszewicy w latach 20. Kształcenie miało być użyteczne i realizowane poprzez pracę.
  • proon 05.04.12, 13:29
    " A co jest do zycia WPROST przydatne?" - umiejętności i kompetencje ogólnokształcące, kluczowe plus sporo zawodowych
    "do jakiego życia?" - w realiach pierwszej połowy XXI wieku
    "Mamy każdego przekonywać, że coś jest mu przydatne?" -- możemy jeszcze ewentualnie wybrać drogę zmuszania (bo dam ci jedynkę, bo poskarżę mamie, bo będzie lanie itp), życzę sukcesów w próbie zmuszania do opanowania informacji uznanych przez młodych za zbyteczne, na sukces nie postawiłbym nawet złamanego grosza
    "Czasem świadomość, że jednak coś jest potrzebne przychodzi późno. Dziecko jeszcze tego nie wie." - dlatego trzeba zawczasu pomyśleć o tym jak jednak młodych przekonać, że coś im się przyda - innej drogi do zmotywowania do nauki nie widzę w dzisiejszych czasach
    "Radykalnie zerwać z modelem tradycyjnej edukacji próbowali już bolszewicy w latach 20. Kształcenie miało być użyteczne i realizowane poprzez pracę." - w USA i w Europie Zachodniej w tym samym czasie, a nawet kilka lat wcześniej też zastosowano takie metody - zwane nurtem Nowego Wychowania, przyniosły nawet ciekawe efekty
  • adept44_ltd 05.04.12, 11:28
    no ja właśnie do końca nie mam przekonania, że tak jest... jednak społeczeństwa z dobrą i erudycyjną edukacją były zasobne... wiem, że czasy się zmieniły, ale nie wiem, czy to dobrze dla tych, którzy mają mieć umiejętności i niewiele wiedzy... bo to jest w istocie kompletna technicyzacja...
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 05.04.12, 13:31
    "mają mieć umiejętności i niewiele wiedzy" - wiedzę tez mają mieć, ale tą, którą można w życiu spożytkować trochę inaczej niż poprzez udział w zgaduj zgaduli
  • nullified 05.04.12, 16:59
    oj proon... tylko ten rozum instrumentalny bardzo głupi jest hm ^^

    przykłady?
  • adamroman_uj 08.04.12, 23:17
    Zgadzam się z Hartmanem. Szkole udaje się bardzo skutecznie zabić w uczniach ciekawość świata i umiejętność logicznego (i krytycznego) myślenia.

    Na lekcjach historii uczniowie muszą zapamiętywać dziesiątki, jeśli nie setki dat i wielu ludzi ma taki pogląd, że znajomość historii = znajomość dat wydarzeń historycznych. Ostatnio w jednej ze stacji telewizyjnych widziałem materiał, który miał w założeniu skompromitować jakiegoś polityka. Polegało to na tym, że dziennikarka zadawała mu pytania typu: "W którym roku było Powstanie Warszawskie?"; "W którym roku wprowadzono stan wojenny?" itp. W rozumieniu dziennikarki wiedza o datach świadczy o dobrym wykształceniu. Polityk się skompromitował, bo nie wiedział. Ale co by się stało gdyby jej odpowiedział poprawnie? Czy świadczyłoby to o jego możliwościach intelektualnych? Przypuszczam, że nie sądzę.

    Problem wymiaru godzinowego historii i zakresu nauczanego materiału jest trzeciorzędny. Na lekcjach historii uczniowie nie powinni uczyć się jakichś durnych dat tylko, na przykład: DLACZEGO doszło do wybuchu Powstania Warszawskiego? Jakie to miało KONSEKWENCJE dla Polski? Itd. Historia powinna - jak matematyka - uczyć myślenia i wnioskowania, tylko dotyczącego wydarzeń rzeczywistych, a nie świata abstrakcji. I pani dziennikarka, jeśli chciałaby skompromitować polityka, to właśnie takie pytania powinna była mu zadać. Swoją drogą jeszcze bardziej obnażyłoby to nędzę intelektualną przepytywanych, bo o ile jakąś datę to jeszcze niektórzy by może i wydukali, ale przeprowadzenia analizy tych wydarzeń historycznych to pewnie żaden z przepytywanych by nie dokonał. Ale to nie jest wina tych ludzi, tylko szkoły, która nie potrafi nauczyć uczniów najważniejszego: krytycznego myślenia, wnioskowania, zestawiania faktów, budowania na tej podstawie sensownej, logicznej wypowiedzi czy analizy.

    Oczywiście do tego wszystkiego wiedza faktograficzna jest niezbędna, ale przecież ona powinna być, na litość boską, podawana w odpowiednim kontekście, z jakimś sensem, żeby uczeń uczył się tego myślenia przy okazji poznawania nowej wiedzy. Wtedy i sama wiedza łatwiej wejdzie do głowy i zostanie na dłużej. Tymczasem szkoła wymaga (wciąż) nauki pamięciowej, co zabija w uczniach jakąkolwiek chęć do poznawania świata i (że pozwolę sobie na patetyczne nieco sformułowanie) chęć do głębszego namysłu nad nim.

    Szkoła polska jest dla mnie tworem dziwnym i niezrozumiałym. Poza przykładem z historią niepojęte jest dla mnie, dlaczego na przykład:

    * wszyscy dyskutują o kwestii "religia/etyka", a nikt nie wpadnie na pomysł, żeby wprowadzić na miejsce jednego i drugiego zajęć z filozofii
    * w szkole nie uczy się dzieci wyszukiwania informacji oraz ich krytycznej analizy (szkoła nie wie co to jest internet, wikipedia, google, a jeśli wie, to nie mówi jak tych narzędzi używać z sensem)
    * w szkole nie uczy się dzieci rudymentów prawa (coby mogły skutecznie walczyć z niekompetencją urzędników) i ekonomii (coby nie dały się nabrać na sprytne sztuczki marketingowe banków czy innych firm usiłujących ciągle wciskać konsumentom kit, za który ci ostatni później muszą słono płacić)
    * w szkole nie uczy się logiki na praktycznych przykładach (chociażby wziętych z w/w kwestii prawniczych czy jakichkolwiek innych), ale za to wymaga się od dzieci bezrozumnego wkuwania na pamięć 'tabelek prawdy dla operatorów logicznych' i mechanicznych metod sprawdzania, czy zdanie jest tautologią
    * metodycy nauczania i autorzy podręczników nie potrafią pokazać dzieciom, jak wiedza, której się uczą, może być przydatna w rzeczywistości. Jak widzę te maturalne zadania z matematyki zaczynające się od nieśmiertelnego "Podaj wartości parametru m, dla którego równanie ma ileśtam rozwiązań", to z miejsca rzygać mi się chce

    itp. itd...
  • proon 09.04.12, 08:24
    dodam jeszcze, że takie stanowisko zajmuje wielu dydaktyków i pedagogów od upadku komuny - powstało na ten temat sporo książek, artykułów, było masę wystąpień na konferencjach; ale oświatowi decydenci tymi poglądami zupełnie nie interesują się; kolejne reformy przygotowywane były przez osoby, którym współczesna myśl pedagogiczna była obca; jestem ciekaw, która to teoria pedagogiczna lub psychologiczna twierdzi, że 16-latek jest w stanie dokonywać wyborów na całe życie (wybór profilu w liceum przekłada się na całe życie)
  • adept44_ltd 09.04.12, 10:02
    proon napisał:

    (wybór profilu w liceum przekłada się na całe życie)


    przekładał się dawno temu, teraz już się nie przekłada, a w przyszłości jeszcze mniej będzie się przekładał (zajrzyj na wnioski z ostatniego raportu Boniego) - co oczywiście powinno prowadzić ku zmianom, takim, jak wynikające z postu adamaromana...

    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 09.04.12, 18:42
    "(wybór profilu w liceum przekłada się na całe życie) - przekładał się dawno temu" - nie ma porównania pomiędzy dawnymi klasami profilowanymi, a planowanymi obecnie profilami; dawniej bez względu na klasę (czy biologiczno-chemiczna, czy astronomiczna czy dziennikarska) realnie można było zdawać maturę z każdego przedmiotu, bo różnice programowe były niewielkie; teraz ktoś, kto wybierze profil ścisły będzie miał tak odmienne kształcenie historyczne od profilu humanistycznego, że będzie zupełnie bez szans na zdanie matury z historii; standardy egzaminacyjne będą dostosowane do programu historii profilu humanistycznego (4 lekcje tygodniowo przez dwa lata) i biedą zupełnie niezgodne z przedmiotem historia i społeczeństwo (2 lekcje tygodniowo) w profilu ścisłym czy przyrodniczym
    "zajrzyj na wnioski z ostatniego raportu Boniego" - a to jest jeden z problemów, ten rząd całkowicie abstrahuje od tego co twierdza dydaktycy i pedagodzy, to co twierdzą ludzie od oświaty z rządów POpaprańcow zakrawa na dyletantyzm
  • adept44_ltd 10.04.12, 01:22
    hm, pewien problem polega na tym, że to nie dydaktycy kształtują rzeczywistość, ale ta kształtuje dydaktykę :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 10.04.12, 10:02
    problem jest szerszy - to nie wiedzą kierują się oświatowi decydenci lecz różnymi swoimi interesikami ekonomiczno-politycznymi
  • adept44_ltd 10.04.12, 10:32
    Watsonie, jak na to wpadłeś? :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • nullified 09.04.12, 16:23
    adamroman_uj napisał:

    > Zgadzam się z Hartmanem. Szkole udaje się bardzo skutecznie zabić w uczniach ci
    > ekawość świata i umiejętność logicznego (i krytycznego) myślenia.

    W tym jednym tak - acz wnioski jakie wyciąga są dogłębnie spaprane, w istocie raczej nie są to wnioski lecz wybór ideologiczny (kolejny zresztą), jeden z wielu. Ten jest akurat "niemile pachnący" w sumie - w opakowaniu "postnowoczesnym" sprzedaje sie tu bardzo stary towar. Czasem się zastanawiam po co jemu (i paru innym) ta cała profesorska erudycja, skoro nie radzą sobie (nie chcą?) z przylepianiem jej mniej więcej do do rzeczywistości i to może rzeczywistości plus-minus "na czasie"?.
    But we're always blind to fly on our nose... well.

    >
    > * wszyscy dyskutują o kwestii "religia/etyka", a nikt nie wpadnie na pomysł, że
    > by wprowadzić na miejsce jednego i drugiego zajęć z filozofii

    proszę nie;
    chciałbyś by filozofii uczył legion katechetów?
    (wątpliwości, że tak mniej więcej by się to skończyło - uznaję za objaw nikłego kontaktu z rzeczywistością - no "małej wiary" człek jestem, w rychłe a cudowne zmiany (reformy ^^ ) nie dowierzam ;) )

    Wolę "wcale" niż zababrane. Blok "ideolo" z powodzeniem można skasować oszczędzając wiele pieniędzy bez szkody dla całokształtu.

    > * w szkole nie uczy się dzieci wyszukiwania informacji oraz ich krytycznej anal
    > izy (szkoła nie wie co to jest internet, wikipedia, google, a jeśli wie, to nie
    > mówi jak tych narzędzi używać z sensem)

    pal licho google - koszmarem jest że nie uczy się wyszukiwania informacji we własnej głowie. Szkoła niestety uczy "co to jest wiki et consortes" via ściagactwo i przepisywanie. Niewielu nauczycieli (i chwała tym niewielu) potrafi zdobyć się na zmierzenie się z tym w sposób sensowny a nie wyłacznie kontrskutecznie represyjny (ściągi sa nieuchronne - taka obyczajowość spoleczności, taki utrwalony nawyk - skoro sa nieuchronne - każmy je robić i oceniajmy tę pracę; serio -nie zawsze najlepszym sposobem radzenia sobie z czymś jest "rozbieg i na baranka" ).

    Co do reszty - zgoda, wszakże - każdy z tych punktow oznaczałby bezlitosną walkę z reformatorami i ulepszaczami (modernizatorami od 7miu boleści -.- żyjacymi w "nowoczesności archaicznej"). I znów - to też rodzaj wyboru ideologicznego, na który raczej nikt się nie zdobędzie, póki "świat" na to nie wpadnie, by lokalnym mędrcom sprzedac to jako nowość gdy będzie już przestarzałe i zwietrzałe.

    Coś znajomego? ^^
  • eryk2 05.04.12, 14:39
    > Pytanie o to, kiedy żył apostoł Andrzej, sprowadza się do dwóch: kiedy żył (bąd
    > ź miał żyć - w tym kontekście rozstrzygnięcie tego sporu nie jest ważne) Chryst
    > us i co to jest apostoł. A to, moim zdaniem, wiedzieć trzeba.

    Dokładnie tak. Jeśli dwudziestodwuletni człowiek, z maturą, kończący licencjackie studia filologiczne, nie rozumie słowa 'apostoł' - to jest to dramat. A najwyraźniej nie rozumie, jeśli nie kojarzy faktu, że 'apostoł' to 'uczeń Chrystusa'. Co więcej - po podpowiedzi, że chodzi o 'ucznia Chrystusa', nie kojarzy informacji, że 'uczeń Chrystusa' musiał żyć w tym samym czasie, co Chrystus. Co więcej - zdaje się nie wiedzieć, że obecnie system liczenia czasu (przed naszą erą/naszej ery) jest związany z latami życia Chrystusa (drugorzędną sprawą jest fakt, czy Chrystus istniał, czy był Bogoczłowiekiem, czy prawidłowo określono date jego urodzenia). Jeśli w wieku 22 lat, studiując humanistykę, nie wie się, na czym opiera się obecne datowanie lat - to czy w ogole jest o czym z takim pacjentem rozmawiać? Może faktycznie dać go na tokarkę sterowaną łaptokiem albo niech będzie pielęgniarką korzystającą z elektrycznej strzykawki? Naprawdę, w tym kraju nie ma przymusu studiowania humanistyki...

    A co do potrzeby samej informacji o życiu apostoła Andrzeja: jeśli w analizowanym tekście na zajęciach spotykam informację, że "apostoł Andrzej jest uznawany tradycyjnie za założyciela Kijowa" - to nie mogę tego zostawić bez komentarza, bo na egzaminie usłyszę, że apostoł Andrzej założył Kijów. Dlatego muszę wyjaśnić ze studentami, że apostoł Andrzej żył w I w. naszej ery, miał rzekomo przybyć nad Dniepr i prorokować powstanie w tym miejscu miasta (wg latopisów staroruskich), zaś Kijów powstał 500 lat później - a rola Andrzeja jest w tym kontekście symboliczna. Problem w tym, że tego łańcuszka dowodzenia nie da sie przeprowadzić, gdy już na starcie okazuje się, że nikt w grupie nie wie, kiedy żył apostoł Andrzej. To tak, jakby analizować "Kordiana", nie mając pojęcia o dziewiętnastowiecznej historii Polski. A komu to potrzebne? Z całym szacunkiem - na pewno nie tokarzom i pielęgniarkom, ale nie sądziłem też, że na tym forum pisują ćwierćanalfabeci, nie kojarzący, że wątek ewangeliczny w "Mistrzu i Małgorzacie" NIE dzieje się 15 tysięcy lat temu...

    Kolejność ewangelii. Jeżeli na zadane pytanie przez wykładowcę o pierwsze zdanie Biblii słyszę "Na początku był chaos", to rozumiem, że na sali mam ćwierćanalfabetów, którzy studiują filologię przez pomyłkę (za karę?), nie mając pojęcia o elementarnych rzeczach dotyczących jednego z najważniejszych TEKSTÓW naszego kręgu cywilizacyjnego (może, gdyby studiowali sinologie, to bym im wybaczył - pewnie w podstawówce nie chodzili gremialnie na lekcje religii, tylko w tym czasie zakuwali w domu różnice między dialektem kantońskim a mandżurskim...). Kiedy słyszę, że to pierwsze zdanie brzmi "Na początku było Słowo", to stwierdzam, że jest to pierwsze zdanie ewangelii, a nie całej Biblii - pytam więc od razu, której ewangelii? I słyszę, że pierwszej... Więc o jakim przygotowaniu do studiów akademickich mówimy? Ci ludzie przychodzą na uniwersytet z umiejętnością składania liter - a więc tak, jakby dawniej skończyli I klasę ośmioklasowej podstawówki. I niczego więcej od nich wymagać NIE MOŻNA. Bo niedasię.

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • spokojny.zenek 05.04.12, 16:29
    pfg napisał:


    > Pytanie o to, kiedy żył apostoł Andrzej, sprowadza się do dwóch: kiedy żył (bąd
    > ź miał żyć - w tym kontekście rozstrzygnięcie tego sporu nie jest ważne) Chryst
    > us i co to jest apostoł. A to, moim zdaniem, wiedzieć trzeba.

    Otóż to.
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 08:41
    nie mam pojęcia w jakiej kolejności ułożone są ewangelie. Czy ktoś poza erykiem wie?
    Po co wymagać takich nieistotnych szczegółów?
  • pfg 05.04.12, 08:52
    patallach_przez_dwa napisał:

    > nie mam pojęcia w jakiej kolejności ułożone są ewangelie.

    Też musiałem sprawdzić :-)

    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • katia.seitz 05.04.12, 10:22
    Mateusz, Marek, Łukasz, Jan - ja to znam z automatu, no ale jestem humanistką i w dodatku swego czasu mocno "kościelna" ;)

    Ale z podobnych przykładów - gdy studiowałam na etnologii, na wykładzie z kultury ludowej profesor opowiadał o takim tam zwyczaju, który się nazywał Emaus. I pyta studentów: co to za nazwa Emaus, skąd to się wzięło?
    Na sali cisza, w końcu odzywa się Polka - konwertytka na islam i z poczuciem wyższości opowiada, że to z Ewangelii, że po zmartwychwstaniu uczniowie spotkali Jezusa w drodze do Emaus itp. Ależ miała dziewczyna satysfakcję, że zagięła "katolików" ;)

    Z mojej własnej tegorocznej praktyki: egzaminuję studentkę roku II studiów licencjackich (studia dzienne, uczelnia państwowa z tych najlepszych w Polsce ;) ) Na egzamin obowiązywał tekst, w którym autor wyjaśniał praktykę nie spożywania wieprzowiny przez Żydów i muzułmanów. Pytam dziewczynę o ten tekst, ona coś tam kleci, w końcu dopytuję, bo taka informacja się w jej odpowiedzi nie pojawiła - czyli kto konkretnie nie je wieprzowiny?
    -Żydzi, mówi studentka.
    -Dobrze, i kto jeszcze?
    -(Cisza).
    -Przedstawiciele jakiej religii? (Cisza). Podpowiem, że mieszkają w sąsiedztwie Żydów (podpowiedź i tak była zbyt łaskawa, bo cały tekst odnosił się do warunków środowiskowych, należało to skumać...)
    -(...)
    -Państwo żydowskie jak się nazywa?
    -Izrael.
    -Super. Pamięta pani, z jakimi państwami graniczy Izrael? Niekoniecznie konkretnie, chodzi o religię wyznawaną przez mieszkańców tych państw...
    -(cisza, cisza...) Z arabskimi?
    -Tak jest! Czyli jaka religia?
    -(Cisza) Judaizm?

    Inny student miał podobny problem, tym razem podpowiedziałam, że wieprzowiny zabraniają jeść Jahwe i Allah. Nijak nie mógł skojarzyć Allaha z islamem :|

    Jak to skomentowała moja koleżanka - czy ci ludzie w ogóle oglądają Wiadomości (i co z nich rozumieją?)
  • eeela 05.04.12, 14:36
    Twoja opowieść jest doskonałym przykładem na to, że JAKAŚ wiedza ogólna jest niezbędna do pełnego funkcjonowania w społeczeństwie. Z definiowaniem tego, jaki ma być zakres tej wiedzy, jest oczywiście problematyczne. Zgodzę się, że wypadałoby wiedzieć, co to jest judaizm, a co islam, i kto go wyznaje, żeby rozumieć, co się wokół dzieje i móc w miarę świadomie podejmowac decyzje. Ale pomyślmy chwilę, jak bardzo potrzebna nam jest wiedza o tym, kiedy żył Chrystus? Kim on był, mniej więcej wszyscy wiedzą, i to jest informacja ważna dla społecznego funkcjonowania, ale kiedy żył? Po co?


    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • adept44_ltd 05.04.12, 15:13
    pytanie, czy użyteczność wiedzy polega tylko na tym, że można ją zastosować do osiągnięcia natychmiastowego skutku w jakiejś sytuacji? raczej nie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • eeela 05.04.12, 15:20
    Ależ ja wcale nie miałam na myśli takiego chwilowego użytkowania. Wiedza o tym, co to jest islam, może długofalowo ułatwić życie osobie, która ma na ulicy arabskich sąsiadów. Tak samo wiedza o Chrystusie może ułatwić arabskim sąsiadom rozumienie ludności lokalnej. Ale wiedza o tym, kiedy żył Chrystus albo Mahomet nie jest jednym i drugim niezbędnie konieczna do poprawnego funkcjonowania w społeczeństwie.

    Ja nie mówię, że materiał w szkole należy okroić do samych tego typu gołych podstaw, ale też z drugiej strony warto by było podejść do nauczania w sposób bardziej pragmatyczny - kłaść więcej nacisku na rozwijanie umiejętności rozumienia złożonej rzeczywistości, a mniej na czystą faktografię. Faktografią można się interesować bardziej na fakultetach czy specjalizacjach w liceum, a potem na studiach, jeśli ktoś jest zainteresowany.

    --
    It is only shallow people who do not judge by appearances. The true mystery of the world is the visible, not the invisible.
  • adept44_ltd 05.04.12, 15:31
    nie wyraziłem się precyzyjnie, moja wina. Inaczej - czy wiedza, która "nie nie ułatwia" rzeczywiście jest niepotrzebna?
    --
    Louder Than Bombs...
  • nullified 05.04.12, 17:19
    "skoro tego co potrzebne w życiu kazdy musi się nauczyć, cóż jak nie szkoła ma nauczyc rzeczy niepotrzebnych?" (stara "quotka" ;) )

    Tak nawiasem mówiąc - pragmatyczna (pozornie) instrumentalizacja wiedzy - typowy dość zestaw ideologiczny dla formacji pozornie bardzo odległych (technokratyczny komunizm Lenina, industrialny i postindustrialny kapitalizm)* - jest zjawiskiem bardzo funkcjonalnym dla klas uprzywilejowanych bądź aspirujących do uprzywilejowania.**

    W ramach "wracania nowego" ciekaw jestem kiedy ci z poczuciem elitarności zaordynują wstawianie szyb tu i tam co by im hołota nie śmierdziała z bliska ^^

    Na boku - chodź wciąż "w topiku" - już tylko dorzucę, że cała ta interpretacja (ojej robimy za dużo bezrobotnych humanistów, ojej musimy sie uelitarnić, ojej musimy być bardziej innowacyjni, ojej musimy dogonić "świat", ojej potrzeba nam wiecej inżynierów) jest o kant łysego potłuc. Równie błyskotliwe to i bezużyteczne jak "końce historii", "konflikty cywilizacji" i wyobrażenie, że "rynek" bądź "jarosław wszystko zbawi" ew. "boska przemoc miłosci".

    Nie wiem czy bardziej smutne, straszne, czy komiczne (a groteskowe też) jak wybitne umysły produkują koncepty o subtelności prostych narzędzi rolniczych, którymi usiłują wyjaśniać rzeczy nieco skomplikowane i delikatne.



    * symetryczność tych konstruktów jest dość klarowna dla umysłu gimnazjalnego jeśli zada sobie trud pomyślenia i pogrzebania, ze gimnazjalny wystarczy - przetestowane ;);
    ** to nota bene jest w ogóle ciekawe (i znane) zjawisko jak fałszywe autorozpoznanie klasowe generuje sądy, które prowadzą do działań dysfunkcjonalnych dla grup je wypowiadajacych;
  • eryk2 05.04.12, 15:36
    Ale pomyślmy c
    > hwilę, jak bardzo potrzebna nam jest wiedza o tym, kiedy żył Chrystus? Kim on b
    > ył, mniej więcej wszyscy wiedzą, i to jest informacja ważna dla społecznego fun
    > kcjonowania, ale kiedy żył? Po co?

    A po co wiedza, czy Ziemia jest płaska? Przecież dla dojarki w byłym PGR-ze nie ma to najmniejszego znaczenia. Podobnie dla palacza w kotłowni czy stoczniowca. Po co uczyć o ładunkach dodatnich i ujemnych, anionach i kationach - przecież polonistce się to nie przyda, podobnie jak malarzowi pokojowemu. A po co uczyć o systematyce królestwa zwierząt, ssakach, gadach i płazach? Przecież matematykowi, architektowi, tokarzowi czy fryzjerce to się nie przyda... Wystarczy, że wiemy, że są owady, ryby, Słońce świeci, mieszkamy na Ziemi, a nie na Marsie, w gniazdkach w ścianie jest prąd, a nie woda... Nie musimy do tego znać systemu heliocentrycznego czy odróżniać strunowca od bakterii...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • dala.tata 05.04.12, 15:59
    to ja tylko uprzejmie zapytam, gdzie jest granica tej wiedzy, ktora student powinien posiasc, by eryk2 zostal usatysfakcjonowany. pytanie dodatkowe, kto ustala, ile jest 'dobrze wiedziec'.

    eryk2 napisał:

    > A po co wiedza, czy Ziemia jest płaska? Przecież dla dojarki w byłym PGR-ze nie
    > ma to najmniejszego znaczenia. Podobnie dla palacza w kotłowni czy stoczniowca
    > . Po co uczyć o ładunkach dodatnich i ujemnych, anionach i kationach - przecież
    > polonistce się to nie przyda, podobnie jak malarzowi pokojowemu. A po co uczyć
    > o systematyce królestwa zwierząt, ssakach, gadach i płazach? Przecież matematy
    > kowi, architektowi, tokarzowi czy fryzjerce to się nie przyda... Wystarczy, że
    > wiemy, że są owady, ryby, Słońce świeci, mieszkamy na Ziemi, a nie na Marsie, w
    > gniazdkach w ścianie jest prąd, a nie woda... Nie musimy do tego znać systemu
    > heliocentrycznego czy odróżniać strunowca od bakterii...
    >


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 05.04.12, 16:06
    dala.tata napisał:

    > to ja tylko uprzejmie zapytam, gdzie jest granica tej wiedzy, ktora student po
    > winien posiasc, by eryk2 zostal usatysfakcjonowany. pytanie dodatkowe, kto usta
    > la, ile jest 'dobrze wiedziec'.


    to skądinąd interesujące pytanie, niemniej tak w istocie anuluje ono problem edukacyjny... anything goes
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 05.04.12, 16:10
    absoutlnie nie. ale jesli uwazasz, ze wazna jest wiedza dla wiedzy (i ja raczej sie z tym zgadzam, choc podkreslam 'raczej'), to musisz wyznaczyc, gdzie przebiega granica. w przeciwnym razie, satysfakcjonujacy jest tylko ktos, kto
    a. wie 'wszystko'.
    b. wie tyle, co ty.

    przyznasz, ze obie opcje sa rownie odrzucajace.


    adept44_ltd napisał:

    >
    > to skądinąd interesujące pytanie, niemniej tak w istocie anuluje ono problem ed
    > ukacyjny... anything goes


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 05.04.12, 16:42
    tak jest z perspektywy krytycznej... w istocie kiedy nie stawiani takich pytań, "wiedziano" jak ma być (oczywiście, za tym stały różne mechanizmy władzy, niemniej one wg mnie to był pikuś w porównaniu z tymi, które rozpętaliśmy postkrytycznie... kwestionując ten ład)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 05.04.12, 16:55
    absolutnie. ale kiedys, to jeden czlowiek cala dostepna wiedze potrafil posiasc.

    adept44_ltd napisał:

    > tak jest z perspektywy krytycznej... w istocie kiedy nie stawiani takich pytań,
    > "wiedziano" jak ma być (oczywiście, za tym stały różne mechanizmy władzy, niem
    > niej one wg mnie to był pikuś w porównaniu z tymi, które rozpętaliśmy postkryty
    > cznie... kwestionując ten ład)


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 05.04.12, 17:00
    ech, kiedyś to ludzie byli ;-)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 05.04.12, 17:04
    ba, pszczoly jak gesi byly, a zboze jak slupy telegraficzne!

    adept44_ltd napisał:

    > ech, kiedyś to ludzie byli ;-)))


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • eryk2 05.04.12, 16:18
    Student studiujący filologię powinien wynieść ze szkoły średniej informacje filologiczne, student biologii - biologiczne. Czy ktoś na tym forum wyobraża sobie, że na I roku medycyny tłumaczy się różnice pomiędzy roślinami i zwierzętami, a studenci z zapartym tchem, jak siedmiolatki, dowiadują się, że ryba ma skrzela, a ptak płuca? Albo na I roku matematyki uczy się studentów czterech dizałań oraz objaśnia im zasadę potęgowania i pierwiastkowania? Uczenie w modułach czy pogłębianie obecnych programów nauczania jest idiotyzmem, bo jak można pogłębiać wiedzę z kimś, kto twierdzi, że Sobieski pobił pod Wiedniem Napoleona, albo że jednym ze środkowoeuropejskich imperiów w XVIII wieku była Słowacja? Zacznijmy najpierw egzekwować wiedzę i naprawdę uczyć tego, co jest w programach obecnie. Bo na razie ci ludzie w wieku 17, 18 czy 19 lat mają taka wiedzę z historii jak ich koledzy w wieku lat 7, 8 czy 9 - czyli niemal żadną... Ale może to pomysły ludzi, którzą próbują dzielić przez zero - i chcą pogłębiać i poszerzać NIC...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • dala.tata 05.04.12, 16:22
    co to sa 'informacje filologiczne'? przyczepiles sie do Biblii i nieznajomosci jej przez studentow. ile tej Biblii nalezy znac? rozne wersje tez? wszystkie kanony? ksiegi opuszczone tez?

    uciekasz od pytania, po raz kolejny krytykujac przyklady. powtarzam: idziesz na latwizne.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • eryk2 05.04.12, 16:30
    > ile tej Biblii nalezy znac?

    Tyle, ile jest w programie szkolnym (o ile się nie mylę, już w gimnazjum, nie tylko w liceum). Znać opis stworzenia świata, wiedzieć, że autorem "Dziejów apostolskich" jest Łukasz, że jeden z najsłynniejszych cytatów kultury śródziemnomorskiej "Na początku było Słowo" pochodzi z ewangelii Janowej, a nie z Księgi Rodzaju... To naprawdę za dużo na główkę dzisiejszego filologa? No fakt - Schleiermacherami i Pigoniami to nikt z nich nie zostanie, jeśli taki rozmiar wiedzy biblistycznej przytłacza ich w wieku 19 lat...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • eeela 05.04.12, 16:41
    Usiłuję sobie przypomnieć, na ile z twoich pytań byłabym w stanie odpowiedzieć, jak miałam 19 lat, i wydaje mi się, że na wielu bym się splamiła niewiedzą. Co nie przeszkodziło mi nadrobić braków w ekspresowym tempie na studiach, zbierać piąteczki z historii Kościoła i napisać magisterkę o historii chrześcijańskiej liturgii, summa cum laude, thank you very much.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • eryk2 05.04.12, 16:53
    Co
    > nie przeszkodziło mi nadrobić braków w ekspresowym tempie na studiach

    Ja piszę o studentach II roku, którzy jie tylko niczego nie nadrobili, ale robią wrażenie, jakby byli głupsi niż w momencie dostania się na I rok... Notabene, jeśli myślałaś w wieku 19 lat, że Biblia zaczyna sie od słów "Na początku był chaos", to mam tylko nadzieję, że nadrobiłaś - bo inaczej musiałbym współczuć poziomu uczelni, która za TAKĄ wiedzę nagradza cum laude z teologii...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • dala.tata 05.04.12, 16:58
    no to moze te wszystkie pytania powinienes kierowac do siebie?

    eryk2 napisał:

    > Ja piszę o studentach II roku, którzy jie tylko niczego nie nadrobili, ale robi
    > ą wrażenie, jakby byli głupsi niż w momencie dostania się na I rok... Notabene,
    > jeśli myślałaś w wieku 19 lat, że Biblia zaczyna sie od słów "Na początku był
    > chaos", to mam tylko nadzieję, że nadrobiłaś - bo inaczej musiałbym współczuć p
    > oziomu uczelni, która za TAKĄ wiedzę nagradza cum laude z teologii...
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • eryk2 05.04.12, 17:04
    dala.tata napisał:

    > no to moze te wszystkie pytania powinienes kierowac do siebie?

    Jakie pytania? Na razie to ty pytasz mnie jak na przesłuchaniu w ubecji - ile powinno być w programach, czy uważam, że jest dość wiedzy w programach itd.

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • dala.tata 05.04.12, 17:07
    bardzo watpie, zeby 'ubecja' o to pytala, ale 'ad personam' wyszlo ci swietne.

    a te pytania, wyobraz sobie, sa w rzeczywistosci wazne. to, ze ty sie nie zastanawiasz nad nimi, nie umniejsza im.

    eryk2 napisał:

    > Jakie pytania? Na razie to ty pytasz mnie jak na przesłuchaniu w ubecji - ile p
    > owinno być w programach, czy uważam, że jest dość wiedzy w programach itd.
    >


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 17:03
    Notabene, jeśli myślałaś w wieku 19 lat, że Biblia zaczyna sie od słów "Na początku był chaos"

    Kiedy zadałeś te pytania, to moje pierwsze skojarzenie też było "na początku był chaos" :) Po prostu wyleciały mi z głowy pierwsze słowa. Trudno jestem cieniasem intelektualnym. Będę musiał oddać doktorat (z nauk humanistycznych).
  • eryk2 05.04.12, 17:06
    > Będę musiał oddać doktorat (z nauk humanistycznych).

    Nie przejmuj się - nie ty jeden masz doktorat na poziomie egzaminu wstępnego do liceum z okresu późnej komuny... Teraz na tym poziomie będą też habilitacje.

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • eeela 05.04.12, 17:04
    Nie z teologii, tylko z historii. Brakująca wiedzę nadrobiłam szybko, bo mnie akurat zainteresowała taka a nie inna epoka, a tam bez wiedzy o chrześcijaństwie ani rusz. Potem to poszło dalej, aż wylądowałam z fascynacją historią liturgii, ja, ateistka :-) Ale gdyby mnie zainteresowała historia XX wieku, najprawdopodobniej poprzestałabym na elementarnej wiedzy historycznej w zakresie średniowiecza, Biblii, Kościoła. Studia historyczne w Polsce są akurat pod tym względem niezłe - jest dobry balans między obowiązkową wiedzą ogólną a rozwijaniem wiedzy w szczególnie interesujących studenta dziedzinach.

    I jasne, na pierwszym roku wykładowcy zazwyczaj się łapią za głowy, ale kto chce, ma możliwość szybkiego nadrobienia materiału. A kto nie chce, albo się jakoś minimalnie prześlizgnie, albo nie, no ale to jest całkiem normalne zjawisko i nie widzę powodów do rwania włosów z głowy.

    --
    Beer is living proof that God loves us and wants us to be happy.
  • eryk2 05.04.12, 17:08
    , no ale to jest całkiem normalne zjawisko i
    > nie widzę powodów do rwania włosów z głowy

    Chcesz, żeby cię operował "prześlizgnięty" chirurg?

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • eeela 05.04.12, 17:12
    A jaki powinien być?

    Wiedza ortograficzna operującego mnie chirurga byłaby mi doskonale obojętna, byleby rozumiał, co czyta i potrafił wycinać właściwe kawałki ciała :-)

    --
    Beer is living proof that God loves us and wants us to be happy.
  • eryk2 05.04.12, 17:27
    Jeśli chcesz, żeby cię operował chirurg, który się "prześlizgnął" przez studia medyczne, to... Napisz testament przed operacją. Na pewno się przyda.

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • eeela 05.04.12, 18:28
    Ach, o to ci chodzi. Wolno dziś myślę. Nie, oczywiście, że bym tego nie chciała. Ale mam wrażenie, że odsiew na kierunkach medycznych jest o wiele lepszy niż na humanistycznych :-)

    --
    Beer is living proof that God loves us and wants us to be happy.
  • adept44_ltd 05.04.12, 18:30
    eeela napisała:

    > Ach, o to ci chodzi. Wolno dziś myślę. Nie, oczywiście, że bym tego nie chciała
    > . Ale mam wrażenie, że odsiew na kierunkach medycznych jest o wiele lepszy niż
    > na humanistycznych :-)
    >


    hm, cóż może być podstawą tego odsiewu???

    --
    Louder Than Bombs...
  • eeela 05.04.12, 19:45
    Większe wymagania, tak mi się wydaje.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • adept44_ltd 05.04.12, 16:44
    Schleiermacherami i Pigoniami to nikt z nich nie zostanie

    to akurat to chyba dobrze? :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 05.04.12, 16:53
    a w programie, jestes przekonany, jest tyle, ile powinno byc, tak?

    eryk2 napisał:

    > Tyle, ile jest w programie szkolnym (o ile się nie mylę, już w gimnazjum, nie t
    > ylko w liceum). Znać opis stworzenia świata, wiedzieć, że autorem "Dziejów apos
    > tolskich" jest Łukasz, że jeden z najsłynniejszych cytatów kultury śródziemnomo
    > rskiej "Na początku było Słowo" pochodzi z ewangelii Janowej, a nie z Księgi Ro
    > dzaju... To naprawdę za dużo na główkę dzisiejszego filologa? No fakt - Schleie
    > rmacherami i Pigoniami to nikt z nich nie zostanie, jeśli taki rozmiar wiedzy b
    > iblistycznej przytłacza ich w wieku 19 lat...
    >


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • eryk2 05.04.12, 17:02
    dala.tata napisał:

    > a w programie, jestes przekonany, jest tyle, ile powinno byc, tak?

    Nie dyskutuję tu o tym, ile powinno byc w programie szkolnym, tylko o tym, że egzekwowanie na poziomie akademickim wiedzy ze szkoły średniej staje się powoli niewykonalne.

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • dala.tata 05.04.12, 17:05
    alez nieustannie dyskutujesz o tym, co trzeba wiedziec, a nie o tym, co trzeba przerobic porzadnie w szkole.

    eryk2 napisał:

    > Nie dyskutuję tu o tym, ile powinno byc w programie szkolnym, tylko o tym, że e
    > gzekwowanie na poziomie akademickim wiedzy ze szkoły średniej staje się powoli
    > niewykonalne.
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • eryk2 05.04.12, 17:09
    dala.tata napisał:

    > alez nieustannie dyskutujesz o tym, co trzeba wiedziec, a nie o tym, co trzeba
    > przerobic porzadnie w szkole.

    W szkole trzeba porządnie przerobić to, co jest w programie. A wiedzieć trzeba to, co się przerobiło. Jaśniej już nie potrafię wytłumaczyć...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • spokojny.zenek 05.04.12, 17:20
    dala.tata napisał:

    > alez nieustannie dyskutujesz o tym, co trzeba wiedziec

    Może w jakiejś innej dyskusji uczestniczysz?

  • dala.tata 05.04.12, 18:30
    mysle, ze nie. biore udzial w dyskusji, w ktorej takie o to pochwaly wiedzy, a nie programow szkolnych mamy:

    A po co wiedza, czy Ziemia jest płaska? Przecież dla dojarki w byłym PGR-ze nie ma to najmniejszego znaczenia. Podobnie dla palacza w kotłowni czy stoczniowca. Po co uczyć o ładunkach dodatnich i ujemnych, anionach i kationach - przecież polonistce się to nie przyda, podobnie jak malarzowi pokojowemu. A po co uczyć o systematyce królestwa zwierząt, ssakach, gadach i płazach? Przecież matematykowi, architektowi, tokarzowi czy fryzjerce to się nie przyda... Wystarczy, że wiemy, że są owady, ryby, Słońce świeci, mieszkamy na Ziemi, a nie na Marsie, w gniazdkach w ścianie jest prąd, a nie woda... Nie musimy do tego znać systemu heliocentrycznego czy odróżniać strunowca od bakterii...

    jak dla mnie eryk2 mowi o potrzebe wiedzy. przycisniety do muru, uciekl w prgoramy (no i ubecje, oczywiscie).


    spokojny.zenek napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > alez nieustannie dyskutujesz o tym, co trzeba wiedziec
    >
    > Może w jakiejś innej dyskusji uczestniczysz?
    >


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 05.04.12, 18:33
    Dala, ta ubecja cię jakoś prześladuje ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 05.04.12, 20:03
    ba, od ubekow jeszcze mnie nikt nie wyzwal. wiec, staram sie chywtac chwile.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala, ta ubecja cię jakoś prześladuje ;-)


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • larusse 05.04.12, 20:04
    mówi się "robić".

    dala.tata napisał:

    > ba, od ubekow jeszcze mnie nikt nie wyzwal. wiec, staram sie chywtac chwile.



    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • adept44_ltd 05.04.12, 20:22
    larusse napisała:

    > mówi się "robić".
    >
    > dala.tata napisał:
    >
    > > ba, od ubekow jeszcze mnie nikt nie wyzwal. wiec, staram sie chywtac chwi
    > le.

    intrygujące, larusse


    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 05.04.12, 20:28
    niby co?

    adept44_ltd napisał:

    > intrygujące, larusse



    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 20:02
    Bo też egzekwować można coś, co jest.
    Dawniej system był selektywny. Teraz już praktycznie nie jest - na większość kierunków praktycznie wystarczy się zapisać. Studiują ludzie, którzy kiedyś nawet nie braliby takiej możliwości pod uwagę. No to o czym rozmawiamy?
  • patallach_przez_dwa 05.04.12, 17:00
    Jestem ćwierćinteligentem.
    W wieku 19 lat na pewno nie wiedziałbym, że dzieje apostolskie napisał Łukasz i nie podałbym pierwszych słów Biblii. Wiem także, że wielu moich kolegów doktorów obecnie miałoby problemy z podaniem odpowiedzi na te pytania.
  • spokojny.zenek 05.04.12, 16:34
    Odnoszę wrażenie, że to raczej Ty idziesz na łatwiznę.
    Oczekiwanie, żeby student znał koniecznie kolejność Ewangelii jest przesadzone, ale reszta licznych wypowiedzi eryka trafia niestety w sedno.
  • dala.tata 05.04.12, 16:54
    a na jakiej to podstawie uwazasz, ze wymaganie znajomosci kolejnosci ewangelii jest przesadzone? bo co? bo zenek tak mowi?

    spokojny.zenek napisał:

    > Odnoszę wrażenie, że to raczej Ty idziesz na łatwiznę.
    > Oczekiwanie, żeby student znał koniecznie kolejność Ewangelii jest przesadzone,
    > ale reszta licznych wypowiedzi eryka trafia niestety w sedno.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 05.04.12, 20:16
    dala.tata napisał:

    > to ja tylko uprzejmie zapytam, gdzie jest granica tej wiedzy, ktora student po
    > winien posiasc, by eryk2 zostal usatysfakcjonowany.

    Student? Powinien wiedzieć tyle, ile z rzeczy relewantnych dla studiowanej dyscypliny jest w programie szkoły średniej. To jest trywialne. Ciekawsze (i trudniejsze) jest pytanie o to, co powinien wiedzieć każdy, jaki jest kanon wiedzy ogólnej. Moim zdaniem trzeba wiedzieć tyle, ile potrzeba do uczestniczenia w kulturze, do ufania ludziom w sytuacjach, w których można ufać, i żeby się nie dać oszukiwać szarlatanom. To są ramy ogólne; zgadzam się, że wypelnienie ich treścią może rodzić spory.

    Jestem pewien, że są tacy, którzy uznają, że wystarcza umiejętność obsługi Facebooka i wiedza, skąd ściągnąć najnowszy odcinek Simpsonów :-/
    --
    Komentarze fizyka
  • larusse 05.04.12, 20:22
    to ja tylko zapytam skąd wiesz, że "efekt Krugera-Dunninga" jest?

    pfg napisał:

    > żeby się nie dać
    > oszukiwać szarlatanom.
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • dala.tata 05.04.12, 20:29
    ale w ktorej kulturze, pfg? bo jesli mowisz o towarzystwie pfg, to trzeba by rozumiec odneisienie do awangardy krakowskiej. jesli z kolei mowisz o facecie w beretce z antenka, spokojnie saczacym browarka pod budka, to trzeba bardzo niewiele. i takich opozycji mozna by stworzyc bardzo wiele. o ktorej kulturze mowisz?

    co do trywialnosci - niby tak, jednak trywialnosc znika, gdy pytasz, czego uczyc w tej szkole.

    pfg napisał:

    > Student? Powinien wiedzieć tyle, ile z rzeczy relewantnych dla studiowanej dysc
    > ypliny jest w programie szkoły średniej. To jest trywialne. Ciekawsze (i trudni
    > ejsze) jest pytanie o to, co powinien wiedzieć każdy, jaki jest kanon wiedzy og
    > ólnej. Moim zdaniem trzeba wiedzieć tyle, ile potrzeba do uczestniczenia w kult
    > urze, do ufania ludziom w sytuacjach, w których można ufać, i żeby się nie dać
    > oszukiwać szarlatanom. To są ramy ogólne; zgadzam się, że wypelnienie ich treśc
    > ią może rodzić spory.
    >
    > Jestem pewien, że są tacy, którzy uznają, że wystarcza umiejętność obsługi Face
    > booka i wiedza, skąd ściągnąć najnowszy odcinek Simpsonów :-/


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pfg 06.04.12, 09:40
    dala.tata napisał:

    > o facecie w beretce z antenka, spokojnie saczacym browarka pod budka

    W porządku. Ograniczmy się do tego, co powinien wiedzieć przeciętny absolwent liceum
    ogólnokształcącego.

    > co do trywialnosci - niby tak, jednak trywialnosc znika, gdy pytasz, czego uczyc w tej szkole.

    No, tak, sam przyznaję, że to jest ciekawe i trudne pytanie. Rozmaici się o to ścierają, w sytuacji idealnej, nawet jeśli większość osiągnie jakiś konsensus, zawsze będą dysydenci, którzy będą przekonani, że ogół powinien wiedzieć więcej (bądź mniej!). Powszechna zgoda nie jest możliwa. Jestem jednak przekonany, że wiedzy - i tej ogólnej, i tej zdobywanej na studiach - nie można redukować do funkcji utylitarnych: jaką korzyść z posiadanej wiedzy odniosę tu i teraz, ewentualnie w najbliższej przewidywalnej przyszłości. Rozwój umysłowy i duchowy też jest ważny, o tym, że nie wiemy, co się może "przydać" za lat kilka, nie wspominając.

    Oczywiście można mnie uznać za dysydenta ;-)

    Natomiast wracając do Eryka i jego studentów, to skoro coś relewantnego do kierunku studiów jest w programie szkoły średniej a studenci szkołe ową skończyli i zdali maturę, wykładowca na studiach ma prawo zakładać, że studenci ten materiał ze szkoły średniej znają. A przynajmniej może się dziwić, że nie znają czegoś, co jeszcze nie tak dawno uchodziło za kanon kanonów i podstawę podstaw. Sam to co roku przeżywam, gdy na I roku mam do czynienia z osobami, które nie potrafią dodawać ułamków (naprawdę nie potrafią, choć zdali maturę i postanowili studiować na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej).

    Ty, dala, nie oglądasz polskiej telewizji, więc mogło do ciebie nie dotrzeć zdarzenie sprzed kilku dni. Przy okazji tych wszystkich sporów o nauczanie historii (wyjściowy tekst Hartmana!), głodówek etc, telewizor postanowił przepytać posłów z historii. Wszyscy się uchylili, jeden gość z SLD się zgodził. Trzydziestolatek, skończył jakieś studia, dobrze ubrany, o przyzwoitym wyglądzie i w ogóle. Dość pewnie podał prawidłowy rok chrztu Polski i uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja, po czym obwieścił zdumionemu światu, że Powstanie Warszawskie było w roku 1988, a stan wojenny wprowadzono w 1989. Następnego dnia luzacko się tłumaczył, że każdy może się pomylić.

    Ten gość skończył studia i jest posłem, prawodawcą. Właściwie patrząc z tej perspektywy, dziwię się Erykowi, że się dziwi. Dziwię się też samemu sobie.
    --
    Naukowy beton
  • spokojny.zenek 07.04.12, 19:59
    pfg napisał:


    > Natomiast wracając do Eryka i jego studentów, to skoro coś relewantnego do kier
    > unku studiów jest w programie szkoły średniej a studenci szkołe ową skończyli i
    > zdali maturę, wykładowca na studiach ma prawo zakładać, że studenci ten materi
    > ał ze szkoły średniej znają. A przynajmniej może się dziwić, że nie znają czego
    > ś, co jeszcze nie tak dawno uchodziło za kanon kanonów i podstawę podstaw. Sam
    > to co roku przeżywam, gdy na I roku mam do czynienia z osobami, które nie potra
    > fią dodawać ułamków (naprawdę nie potrafią, choć zdali maturę i postanowili stu
    > diować na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej).
    >

    Zawsze mi się wydawało, że cała droga edukacji zakłada pewną ciągłość i możliwość odwoływania się na kolejnym etapie do wiedzy, którą uczeń/student nabył na poprzednim. Tymczasem widzę, ze jestem coraz bardziej odosobniony w tym przekonaniu. Cała ta absurdalna "dyskusja" o nowej podsatwie programowej z historii jest tego bardzo wyraźnym dowodem. Nic to, że uczeń uczy się historii w układzie chronologicznym w podstawówce. Potem to samo, od nowa, z uwzględnieniem większej już dojrzałości - w gimnazjum. A potem jeszcze koniecznie trzeci raz w liceum. A kto twierdzi, że w liceum powinno być już w układzie problemowym - ten zdrajca, wróg i wynarodowić chce... Uczeń uczy się od mamuta do Bieruta, nigdy dalej - źle. Ale jeśli cały pierwszy rok liceum ma się poświęcić na XX wiek - też niby źle... To co było wcześniej - wyrzucić, tylko liceum się liczy.
    Podobny problem dotyczy studiów wyższych. Naprawdę nie widzę niczego niezwykłego w oczekiwaniu, żeby prowadząc wykład z przedmiotu X, Y czy Z na studiach móc się odwoływać do wcześniej nabytej wiedzy studenta. A z tym - co wie każdy dydaktyk - coraz gorzej. Studentów pierwszego roku studiów technicznych trzeba praktycznie od podstaw uczyć matematyki i fizyki. "Humaniści" nie mają najelementarniejszej ogłady humanistycznej. Na studiach filologicznych potrafią dominować osoby niemające wcześniej kontaktu z danym językiem. Tym sposobem pierwsze dwa lata trzeba poświecić na nauczenie ich od podstaw języka, więc kiedy z tych dziewczyn zrobić filolożki?
    Można oczywiście przyjmować - jak nie powiem kto - postawę cyniczną. To nic, że nie znają podstaw - jak ich będę uczył - nic z tego nie skorzystają, trudno, nie moje zmartwienie. Można. Ale nie ma takiego obowiązku.
  • larusse 07.04.12, 20:37
    A dziewczyny sobie myślą: a po cóż ja mam być filologiem (właściwym)? Zima i orka.
    Poduczę się języka, na trzecim roku zacznę jakieś studia ekonomiczne. Szybciej się gdzieś zahaczę i za lepszą kasę, a filologiem (ułamkowym) to ja sobie mogę być po pracy. Dla zabawy.

    Do tego to też trzeba mieć serce.


    spokojny.zenek napisał:

    > Na studiach filologicznych potrafią dominować o
    > soby niemające wcześniej kontaktu z danym językiem. Tym sposobem pierwsze dwa l
    > ata trzeba poświecić na nauczenie ich od podstaw języka, więc kiedy z tych dzie
    > wczyn zrobić filolożki?


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 20:49
    larusse napisała:

    > A dziewczyny sobie myślą: a po cóż ja mam być filologiem (właściwym)? Zima i or
    > ka.
    > Poduczę się języka, na trzecim roku zacznę jakieś studia ekonomiczne.

    I co? Zaczyna któraś?
    Puk puk...
  • larusse 07.04.12, 21:05
    z 30%. Drugie 30% z rok-dwa po zakończeniu studiów jak już przyjdzie po rozum do głowy.

    puk, puk.. stuk, stuk...

    spokojny.zenek napisał:

    > larusse napisała:
    >
    > > A dziewczyny sobie myślą: a po cóż ja mam być filologiem (właściwym)? Zim
    > a i or
    > > ka.
    > > Poduczę się języka, na trzecim roku zacznę jakieś studia ekonomiczne.
    >
    > I co? Zaczyna któraś?
    > Puk puk...


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 21:32
    Tak się dzieje w twojej rzeczywistości równoległej? :-))))))
  • larusse 07.04.12, 21:37
    tak, zenon, moja jest "równoległa", a Twoja "ta jedyna".
    tak, masz zupełną rację.


    spokojny.zenek napisał:

    > Tak się dzieje w twojej rzeczywistości równoległej? :-))))))


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 21:49
    Twoja jest raczej chyba prostopadła, niż równoległa :-)))
  • adept44_ltd 07.04.12, 21:57
    w każdym razie - albo padła, albo legła...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 21:59
    Skąd wiesz, że albo?
    Może lub?
  • adept44_ltd 07.04.12, 22:15
    to ja wybieram w związku z tym przypadkiem (nie gramatycznym, ale forumowym) i...
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 07.04.12, 22:10
    nic nie padło. jeszcze nigdy tak "trwale" nie stało.

    adept44_ltd napisał:

    > w każdym razie - albo padła, albo legła...


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • larusse 07.04.12, 22:09
    moja jest mi poddana. a Ty jesteś swojej niewolnikiem. ot, i cała filozofia.

    spokojny.zenek napisał:

    > Twoja jest raczej chyba prostopadła, niż równoległa :-)))


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 22:18
    larusse napisała:

    > moja jest mi poddana.

    To czemu sobie nie uroisz, że na kierunku "zarządzanie bezrobociem" 70% robi drugi kierunek? A na kosmetologii - 120%? Śmiało!
  • larusse 07.04.12, 22:25
    a co ty sie tych procentów tak przyczepiłeś? kiedy ja tylko o koncepcie.


    spokojny.zenek napisał:

    > To czemu sobie nie uroisz, że na kierunku "zarządzanie bezrobociem" 70% robi dr
    > ugi kierunek? A na kosmetologii - 120%? Śmiało!


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • ford.ka 07.04.12, 23:40
    > I co? Zaczyna któraś?
    > Puk puk...
    Całkiem sporo. Właśnie przed świętami miałem spóźnioną obronę mgr. Musiałem poczekać, bo SGH ma wyższe opłaty dla spóźnialskich niż UW. Studia ukończone w terminie i tu i tu, tylko jedna obrona z poślizgiem. Kiedy wejdą naprawdę płatne drugie studia, wydziały neofilologii tak pięknie walną mordą o twardy grunt z braku studentów, że się cała Polska zdziwi, że aż tak można.
  • eryk2 07.04.12, 21:04
    Na studiach filologicznych potrafią dominować o
    > soby niemające wcześniej kontaktu z danym językiem. Tym sposobem pierwsze dwa l
    > ata trzeba poświecić na nauczenie ich od podstaw języka, więc kiedy z tych dzie
    > wczyn zrobić filolożki?

    Jest jeszcze weselej - na studiach filologicznych dominują ludzie, którzy w wieku lat 19, świeżo po maturze (podobno z języka polskiego) nie są w stanie odróżnić przymiotnika od przyimka, zaimka od przysłówka, a rzeczownika od czasownika... Chyba też uczono ich polskiego problemowo (nie tylko historii) - a nawet, rzekłbym, problematycznie...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • larusse 07.04.12, 21:07
    Ze też tylko Tobie się takie egzemplarze trafiają...
    Ja jakoś nie widziałam tych "dominujących". Ale fajnie powzdychać, nie?

    eryk2 napisał:

    > Jest jeszcze weselej - na studiach filologicznych dominują ludzie, którzy w wie
    > ku lat 19, świeżo po maturze (podobno z języka polskiego) nie są w stanie odróż
    > nić przymiotnika od przyimka, zaimka od przysłówka, a rzeczownika od czasownika
    > ... Chyba też uczono ich polskiego problemowo (nie tylko historii) - a nawet, r
    > zekłbym, problematycznie...
    >


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • spokojny.zenek 07.04.12, 21:39
    No ale to jednak coś innego - to zjawisko, o którym tak trafnie napisałeś a ja ujmę tak: zawodnicy do klubu przychodzą surowi technicznie i za późno coś robić.
    Ja zaś napisałem o czymś innym - organizowanie studiów filologicznych dla osób, które dopiero potrzebują się nauczyć (na poziomie A1-A2) danego języka. Nie ma wiec zdziwienia - to nie jest tak, ze ktoś ma maturę z tego języka z potem się okazuje, że ta matura jakaś taka dziwna. To osoby o których na dzień dobry wiadomo, że je trzeba będzie języka jako takiego nauczyć.

  • pfg 07.04.12, 22:34
    spokojny.zenek napisał:

    > wiadomo, że je trzeba będzie języka jako takiego nauczyć.

    No dobrze, ale jaki to język? Któryś z "maturalnych" języków ze szkół średnich (angielski, niemiecki, francuski, włoski, rosyjski, hiszpański - coś pominąłem?), czy jakiś zupełnie inny? Na UJ chyba można studiować filologię szwedzką, portugalskiej nie jestem pewien, także filologie słowiańskie (poza rosyjskim - rusycystykę też, ale mówię o "niematuralnych") i filologie orientalne (turecki, perski, kilka języków z Indii, arabskiego nie jestem pewien). Otóż:
    - jeśli mowa o języku "niematuralnym", to nic dziwnego, że studenci go "na wejściu" nie znają
    - jeśli mowa o języku "maturalnym" a studenci go nie znają, to znak, że uczelnia wadliwie ustawiła kryteria: trzeba było wymagać matury z tego języka na poziomie rozszerzonym i odpowiedniego progu punktowego. To by radykalnie zmniejszyło nabór na pierwszy rok? No przecież ciągle o tym na forum piszemy...
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • eryk2 07.04.12, 22:38
    trzeba było wymagać matury z tego języka na pozio
    > mie rozszerzonym i odpowiedniego progu punktowego. To by radykalnie zmniejszyło
    > nabór na pierwszy rok? No przecież ciągle o tym na forum piszemy...

    To by zlikwidowało połowę rusycystyk w Polsce - ilu ludzi dzisiaj zdaje maturę z tego języka, a ilu go studiuje?

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • spokojny.zenek 07.04.12, 22:57
    Połowę, to germanistyk i romanistyk. Rusycystyk chyba większość (o ile jeszcze jest "z czego" likwidować).
  • spokojny.zenek 07.04.12, 22:55
    pfg napisał:


    > - jeśli mowa o języku "maturalnym" a studenci go nie znają, to znak, że uczelni
    > a wadliwie ustawiła kryteria: trzeba było wymagać matury z tego języka na pozio
    > mie rozszerzonym i odpowiedniego progu punktowego.

    Kolega raczy żartować.
    Oznaczałoby to zniknięcie kierunku - z powodu oczywistego - zgłaszają się głównie osoby niemające wcześniej kontaktu z tym językiem.
    Nigdzie nie napisałem, że podoba mi się ta sytuacja. Wręcz przeciwnie. Uważam to za (...). A przynajmniej (...)

  • pfg 07.04.12, 23:08
    spokojny.zenek napisał:

    > Oznaczałoby to zniknięcie kierunku

    Eryk to samo zastrzeżenie zgłasza. Ale w ten sposób popadamy w sprzeczność, nie można bowiem jednocześnie narzekać na słabą znajomość języka wśród studentów i zgadzać się na przyjmowanie osób, które danego języka nie znają.

    Być może rozwiązaniem byłby płatny (płatny!) "rok zerowy", poświęcony WYŁĄCZNIE nauce języka, tak, aby po tym roku ludzie osiągneli poziom matury rozszerzonej w wypadku języka "maturalnego" i poziom funkcjonalny w wypadku innego. Zdana matura zwalniałaby z obowiązku zaliczania roku zerowego.

    Zgadzam się, to byłaby rewolucja. Ale przyjmowanie na studia osób, które języka nie znają, choć mogły się go były nauczyć w szkole, prowadzi do dramatycznego obniżenia poziomu tych studiów. Ja uważam, że w tej sytuacji lepiej, żeby ta połowa kierunków zniknęła.
    --
    Kozak frajer
  • eryk2 07.04.12, 23:21
    Ale przyjmowanie na studia osób, które języka
    > nie znają, choć mogły się go były nauczyć w szkole, prowadzi do dramatycznego
    > obniżenia poziomu tych studiów. Ja uważam, że w tej sytuacji lepiej, żeby ta po
    > łowa kierunków zniknęła.

    Myślę, że wymóg znajomości języka jako warunek sine qua non przyjęcia na studia może dotyczyć wyłącznie angielskiego (i tak uczą się go wszyscy i to długo), niemieckiego i, może jeszcze, francuskiego. W ewszystkich innych znanych mi przypadkach neofilologii nie istnieje zjawisko przyjęcia na studia wyłącznie osób ze znajomością danego języka, potwierdzoną maturalnie. Tak więc filologia hiszpańska, włoska, rosyjska funkcjonują (nie wszędzie, ale zawsze się znajdzie kilka takich uczelni) jako filologie uczące języka od zera. Inaczej być nie może, bo np. rusycystyki są na niemal wszystkich uniwersytetach w kraju, gdy tymczasem w niektórych miastach uniwersyteckich rosyjski jest nauczany tylko w jednej szkole średniej i co roku niewszyscy maturzyści z tej szkoły idą na filologię rosyjską (chyba że władze uczelni zgodziłyby się na otwarcie grup cztero-pięcioosobowych, wtedy można by nie uczyć bukw na pierwszych zajęciach). Pamiętajmy też o marginalnych zjawisku native speakerów, którzy się pojawiają na takich filologiach, ale w 20-30-osobowej grupie są niemal niezauważalni...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • eryk2 07.04.12, 23:23
    Ale w ten sposób popadamy w sprzeczność, nie
    > można bowiem jednocześnie narzekać na słabą znajomość języka wśród studentów i
    > zgadzać się na przyjmowanie osób, które danego języka nie znają.

    I jeszcze uzupełnienie: ja nie narzekam na słabą znajomość języka obcego wśród studentów. Narzekam na brak wiedzy z zakresu szkoły podstawowej odnośnie gramatyki opisowej języka polskiego (rozróżnianie części mowy).

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • spokojny.zenek 07.04.12, 23:30
    Zgadza się. To poruszyłem ja, zaznaczając, że to całkiem inny problem.
    Do pfg: nie chodzi o "przyjmowanie". Chodzi o poczynione z góry założenie, że tak będzie i dla takich osób prowadzi się studia (bo znające język idą i tak gdzie indziej).

  • ford.ka 07.04.12, 23:51
    Po obejrzeniu kilkunastu a może kilkudziesięciu list zakwalifikowanych i przyjętych potwierdzam - osoby z najwyższymi wynikami nigdy nie składają papierów na filologie, rejestrują się na wypadek, gdyby im się powinęła noga w pierwszym wyborze. Pierwszą dziesiątkę z każdej listy można spokojnie skreślić. Oni już znają język, a w to że studia dają coś więcej, nie wierzą. I często mają rację.
  • pfg 08.04.12, 00:37
    spokojny.zenek napisał:

    > Chodzi o poczynione z góry założenie, że
    > tak będzie i dla takich osób prowadzi się studia

    Teraz już nie rozumiem - to źle czy dobrze? Przyjmuję argument, iż państwo polskie uznaje, że musi mieć osoby biegle władające i językiem tureckim, i rosyjskim, i hiszpańskim, a wobec tego kształci ludzi w tym kierunku. Przyjmuję do wiadomości, że rosyjski czy hiszpański wybiera na maturze garstka osób, a tureckiego nikt nie wybiera, bo nie może. W tej sytuacji państwo polskie postanawia na odpowiednich studiach nauczać tych języków od zera. No i właśnie, czy to źle, czy dobrze?

    Jeśli przyjmujemy, że głównym powodem, dla którego państwo polskie kształci w zakresie neofilologii, jest chęć posiadania osób biegle władających danym językiem, nie ma sensu biadać, że studenci na wejściu języka nie znają, a gdy już się nauczą, idą "na ekonomię". Nauczyli się? Super! Państwo polskie osiągnęło ten partykularny cel. Może po prostu należałoby przestać udawać, że studia neofilologiczne pierwszego stopnia mają jakikolwiek inny cel poza nauką jezyka i zapoznaniem z elementami kultury danego kraju?

    Przez ciekawość zajrzałem, jakie są kryteria przyjęcia na italianistykę na UJ. (Czemu na italianistykę? Bo tak.) Otóż matura z włoskiego traktowana jest tak samo, jak matura z angielskiego czy polskiego. Za to matura z łaciny traktowana jest dwa razy gorzej, niż polski lub niemiecki. Takie kryteria nie mają sensu - to jest mają sens głęboki, mianowicie służą rozszerzeniu potencjalnej bazy kandydatów.
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • fajnytoster 08.04.12, 01:37
    Ale przyjmowanie na studia osób, które języka
    > nie znają, choć mogły się go były nauczyć w szkole, prowadzi do dramatycznego
    > obniżenia poziomu tych studiów. Ja uważam, że w tej sytuacji lepiej, żeby ta po
    > łowa kierunków zniknęła.

    Hmmm, nie dalej jak wczoraj pisałeś w tym wątku, że na fizyce macie studentów, którzy nie potrafią dodawać ułamków. A więc - idąc per analogiam - nie znają języka matematyki/fizyki/informatyki/whatever choć mogły się go były nauczyć w szkole, co - ciągnąc analogię - prowadzi do dramatycznego obniżenia poziomu tych studiów. Czy uważasz, że w tej sytuacji lepiej by fizyka na UJ zniknęła?
  • pfg 09.04.12, 10:02
    fajnytoster napisał:

    > Hmmm, nie dalej jak wczoraj pisałeś w tym wątku, że na fizyce macie studentów,
    > którzy nie potrafią dodawać ułamków.

    Ano. Dlatego mamy wielki odsiew. Ze 120 osób przyjętych na I rok, po pierwszym semestrze zostało czterdzieści parę.

    > Czy uważasz, że w tej sytuacji lepiej by fizyka na UJ zniknęła?

    Uważam, że - niestety - fizykę można studiować na zbyt wielu uczelniach. Już teraz kilka wydziałów ma wielkie kłopoty z naborem, a będzie jeszcze gorzej. Najważniejsza będzie demografia i to, że fizyka jest przedmiotem bodaj najgorzej nauczanym w szkołach średnich, uchodzi za dyscyplinę bardzo trudną, za to "niepraktyczną". Wielki ilościowy rozwój fizyki po drugiej wojnie światowej był produktem ubocznym wyścigu zbrojeń, zapewniającym i finansowanie, i swego rodzaju modę na fizykę. Teraz jedno i drugie ustało. Tak więc spodziewam się, że w ciągu kilku lat fizyka zniknie z oferty dydaktycznej co najmniej kilku uczelni.

    Nawiasem mówiąc, znajomość fizyki w zakresie szkoły średniej jest przydatna do studiowania fizyki, ale nie jest konieczna. Konieczna jest znajomość matematyki.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • larusse 09.04.12, 10:21
    moim zdaniem rozwiązanie, które obecnie funkcjonuje jest całkiem przyzwoite.
    po prostu na pierwszym roku robi się dwie grupy: podstawową i zaawansowaną. Podstawowa ma dwa razy więcej godzin praktycznej nauki języka przez pierwsze 2-3 semestry . Zaawansowana idzie swoim torem. Około 3-4 semestru grupy się spotykają i może je już wymieszać.


    pfg napisał:

    > Być może rozwiązaniem byłby płatny (płatny!) "rok zerowy", poświęcony WYŁĄCZNIE
    > nauce języka, tak, aby po tym roku ludzie osiągneli poziom matury rozszerzonej
    > w wypadku języka "maturalnego" i poziom funkcjonalny w wypadku innego. Zdana m
    > atura zwalniałaby z obowiązku zaliczania roku zerowego.
    >
    > Zgadzam się, to byłaby rewolucja. Ale przyjmowanie na studia osób, które języka
    > nie znają, choć mogły się go były nauczyć w szkole, prowadzi do dramatycznego
    > obniżenia poziomu tych studiów. Ja uważam, że w tej sytuacji lepiej, żeby ta po
    > łowa kierunków zniknęła.


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • larusse 09.04.12, 10:37
    dodam tylko, że ci z grupy podstawowej w zasadzie lepiej na tym wychodzą, bo:
    - szybko nadrobią "zaległości" (jeśli im się chce)
    - skoro nie zdawali rosyjskiego to zdawali inny język na poziomie rozszerzonym (więc znają już przynajmniej dwa na przyzwoitym poziomie-ci z maturą z rosyjskiego bardzo często owy drugi język mają w zasadzie słaby jako, że był on traktowany jako "drugi" )
    - a studiowanie ekonomii (w zasadzie już samo studiowanie po polsku) po orce na filologii to niemal jak odpoczynek po ciężkiej pracy

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • larusse 05.04.12, 20:31
    A co rozumiesz pod pojęciem "wiedzieć"?
    Do tego wszystkiego co wymieniłeś wystarczy przecież sam zdrowy rozsądek.
    Wiedzą to sobie można urozmaicać.



    pfg napisał:

    Moim zdaniem trzeba wiedzieć tyle, ile potrzeba do uczestniczenia w kult
    > urze, do ufania ludziom w sytuacjach, w których można ufać, i żeby się nie dać
    > oszukiwać szarlatanom. To są ramy ogólne; zgadzam się, że wypelnienie ich treśc
    > ią może rodzić spory.


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • dala.tata 05.04.12, 20:46
    larusse, ale czy ty choc czasem myslisz, kiedy mowisz?

    larusse napisała:

    > A co rozumiesz pod pojęciem "wiedzieć"?
    > Do tego wszystkiego co wymieniłeś wystarczy przecież sam zdrowy rozsądek.
    > Wiedzą to sobie można urozmaicać.


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • larusse 05.04.12, 21:04
    poproszę konkretnie co źle.


    dala.tata napisał:

    > larusse, ale czy ty choc czasem myslisz, kiedy mowisz?



    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • pfg 05.04.12, 21:48
    larusse napisała:

    > poproszę konkretnie co źle.

    Pytanie bardzo na czasie, z tym, że my nie bijemy po pysku. Ale wyjaśnię: pomysł, że "do wszystkiego można dojść przez zdrowy rozsądek", cofa nas w rozwoju o parę tysiące lat.
    --
    Naukowy beton
  • larusse 05.04.12, 21:56
    pfg napisał:

    > Ale wyjaśnię: pomys
    > ł, że "do wszystkiego można dojść przez zdrowy rozsądek", cofa nas w rozwoju o
    > parę tysiące lat.

    nie do wszystkiego tylko "do tego wszystkiego co wymieniłeś" a więc:
    - do uczestniczenia w kulturze,
    - do ufania ludziom w sytuacjach,
    - w których można ufać, i żeby się nie dać oszukiwać szarlatanom

    do tego nie jest potrzebna wiedza. to raczej kwestia inteligencji (zdrowego rozsądku).

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • whiteskies 05.04.12, 22:49
    larusse napisała:


    > nie do wszystkiego tylko "do tego wszystkiego co wymieniłeś" a więc:
    > - do uczestniczenia w kulturze,
    > - do ufania ludziom w sytuacjach,
    > - w których można ufać, i żeby się nie dać oszukiwać szarlatanom
    >
    > do tego nie jest potrzebna wiedza. to raczej kwestia inteligencji (zdrowego roz
    > sądku).

    No dobra, kilka przykladow:
    - czy GMO jest grozne i nalezy z tym walczyć?
    - czy energia jadrowa jest niebezpieczna i nalezy zwalczac elektrownie jadrowe?
    - czy ci od globalnego ocieplenia to szarlatani i oszusci bo pycha jest twierdzić że czlowiek zmienia klimat?
    - czy skrzydlo Tupolewa mogło ylamać sie od uderzenia o brzoze czy powinno ja ściąć?

    na prosty test "zdroworozsadkowego" myślenia....
  • larusse 07.04.12, 12:03
    poproszę o rozwinięcie myśli.

    whiteskies napisał:

    > No dobra, kilka przykladow:
    > - czy GMO jest grozne i nalezy z tym walczyć?
    > - czy energia jadrowa jest niebezpieczna i nalezy zwalczac elektrownie jadrowe?
    > - czy ci od globalnego ocieplenia to szarlatani i oszusci bo pycha jest twierdz
    > ić że czlowiek zmienia klimat?
    > - czy skrzydlo Tupolewa mogło ylamać sie od uderzenia o brzoze czy powinno ja ś
    > ciąć?
    >
    > na prosty test "zdroworozsadkowego" myślenia....

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • nullified 07.04.12, 14:34
    rozwijam "myslenie zdroworozsądkowe":

    - kobiety są głupie i nie umieją prowadzic auta;
    - prawdziwi faceci piją piwo a ci prawdziwsi tylko wódkę;
    - Słońce wschodzi na wschodzie a zachodzi na zachodzie;
    - Ziemia jest plaska, kazdy to widzi;
    - jesli nie jest plaska, aborygeni chodzą do góry nogami;
    - "wszyscy kradną";
    - biedni są leniwi;
    - ci którzy nie sa leniwi sa złodziejami;
    ...

    (moment w którym zaczne poczuwac sie do konieczności tłumaczenia dowcipów będzie smutny)

    Kiedyś Leszek Nowak na swoim seminarium zwracał uwage studentom, że każdy koncept metafizyczny (a szerzej - po prostu próba pytania, które nazywamy "nauka") podważa jakas teze "zdrowego rozsadku".

  • larusse 07.04.12, 19:34
    jak to mówił pan Benjamin: Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje.
    Ja bym jednak poprosiła o wytłumaczenie. Może być wesoło.

    Wiedzę to sobie można mieć. A jakże! Można mieć i twierdzić np. że anorektyczki nie widzą tego, że są chude (sorry pfg (mam nadzieję, że to czytasz), że tak personalnie, ale nie doczekałam się odpowiedzi na moje pytanie jak się ma Twoje "trzeba wiedzieć tyle, żeby m.in. nie dać się oszukiwać szarlatanom" do "efektu Krugera-Dunninga", do którego nawiązujesz gdzieś na powyżej. Więc sobie pozwalam...


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • nullified 07.04.12, 21:00
    larusse napisała:

    > jak to mówił pan Benjamin: Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, m
    > ało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje.
    > Ja bym jednak poprosiła o wytłumaczenie. Może być wesoło.

    parafrazował przy tym Kartezjusza z jego "Rozsądek jest najsprawiedliwiej rozdzielona rzecza na swiecie, nikt nie uważa, że ma go zbyt mało" (przytaczam z pamieci wiec może być niedokładnie). Oj wesoło ...

    "zdrowy rozsądek" opiera się na schematach poznawczych i stereotypach opisowych - skutki nadmiernego doń zaufania są znane.
  • pfg 07.04.12, 21:20
    Dowiedz się, co to jest efekt Krugera-Dunninga, a potem to sobie przemyśl. Oczywiście moja rada może być nieskuteczna, z uwagi na... efekt Krugera-Dunninga. Circulus vitiosus.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • larusse 07.04.12, 21:21
    no toż ja pytam od kilku wątków: skąd wiesz, że "jest", a nie "uroili sobie"???

    pfg napisał:

    > Dowiedz się, co to jest efekt Krugera-Dunninga, a potem to sobie przemyśl. Oczy
    > wiście moja rada może być nieskuteczna, z uwagi na... efekt Krugera-Dunninga. C
    > irculus vitiosus.


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • pfg 07.04.12, 21:23
    Hm. Jakby to ująć? A, mam: uczestniczę w kulturze, wiem, kiedy można zaufać ludziom i nie daję sie oszukiwać szarlatanom.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • larusse 07.04.12, 21:34
    ja bym to ujęła tak: składasz ofiarę ze zdrowego rozsądku, żeby uczestniczyć w kulturze.
    można i tak. bo czemuż by nie?

    pfg napisał:

    > Hm. Jakby to ująć? A, mam: uczestniczę w kulturze, wiem, kiedy można zaufać lud
    > ziom i nie daję sie oszukiwać szarlatanom.


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • pfg 07.04.12, 22:11
    larusse napisała:

    > ja bym to ujęła tak: składasz ofiarę ze zdrowego rozsądku, żeby uczestniczyć w
    > kulturze.

    Z najwyższą rozkoszą to robię, larusse. I nie dopatruj się w tym żadnej ironii. Nie ma tu żadnej ironii, ja to zupełnie szczerze piszę.
    ,--
    Naukowy beton
  • larusse 07.04.12, 22:17
    no to ja się bardzo cieszę. lubię uczciwych. :-)

    pfg napisał:

    > Z najwyższą rozkoszą to robię, larusse. I nie dopatruj się w tym żadnej ironii.
    > Nie ma tu żadnej ironii, ja to zupełnie szczerze piszę.

    > ,--
    > Naukowy beton


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • larusse 07.04.12, 22:56
    a tak na marginesie to wkurzające jest to, że niektórzy sobie "mogą" (tak bez ofiar z siebie).

    mam nadzieję, że miejscówki na górze zostaną odpowiednio rozdzielone. :)

    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • eryk2 07.04.12, 11:59
    Ciekawsze (i trudni
    > ejsze) jest pytanie o to, co powinien wiedzieć każdy, jaki jest kanon wiedzy og
    > ólnej. Moim zdaniem trzeba wiedzieć tyle, ile potrzeba do uczestniczenia w kult
    > urze,

    Jeszcze jedno źródło praktycznej NIEwiedzy o wątkach kulturowych naszego kręgu cywilizacyjnego:

    Po pięciu latach nauki religii moja córka nie miała pojęcia, dlaczego Jan Chrzciciel stracił głowę, kim był Goliat i co to znaczy, że Chrystus został obrzezany. Dowiedziała się natomiast, jak fatalne skutki dla psychiki dziecka ma wychowywanie go przez dwie lesbijki. (...) Ale nawet przez myśl mi nie przyszło, że powinnam z córką przerabiać kanon starotestamentowy. Aż do Wielkiego Czwartku, kiedy oglądając sceny biblijne pędzla wielkich mistrzów, dowiedziałam się, że moje dziecko cechuje w tym temacie totalna niewiedza. Czyja to głowa na tej szklanej tacy, kim jest ta pani z głową w ręce - te i kilka podobnych pytań o Jana Chrzciciela, o którym po pięciu latach uczenia się religii wiedziała zaledwie, że ochrzcił Chrystusa. Zero pojęcia, jak zginął czy kim była Salome i Herodiada. A potem podobne zdziwienie przy Dawidzie i Goliacie, Samsonie i Dalii, przebitym strzałami świętym Sebastianie. Dużo by wymieniać. Wściekłam się, bo okazało się, że zamiast posłuchać opowieści o plagach egipskich, dzieciaki słyszą, że plagą jest homoseksualizm. Zamiast chłonąć historie tworzące zręby naszej kultury, słuchają epitetów o Unii Europejskiej i w nieskończoność uczą się na pamięć kościelnych pieśni. Indoktrynacja i bezmyślny rytuał.

    Więcej... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11498991,Mea_culpa__czyli_katecheza_przedswiateczna__FELIETON_.html#ixzz1rLZY9UcQ

    Po świętach czeka mnie analiza ze studentami tekstów, w których występuje postać Salome - już zaczynam się bać, co usłyszę...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • adept44_ltd 07.04.12, 12:05
    dodam wszystko to za pieniądze podatników i zdaje się w ilościach większych niż w przypadku innych przedmiotów...
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 07.04.12, 12:13
    ja to jednak radziłabym się z tymi swoimi wzdychaniami zbytnio nie obnosić, bo, daj Boże, trafi Ci się wreszcie jakiś w miarę bystry (a złośliwy) dzieciak z dużą mocą przerobową i zajedzie Cię nawet nie będziesz wiedział kiedy.

    Warto pamiętać, że ten przedmiot to jednak nie fizyka i (niemal) każdy może...


    eryk2 napisał:

    > Po świętach czeka mnie analiza ze studentami tekstów, w których występuje posta
    > ć Salome - już zaczynam się bać, co usłyszę...
    >


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • eryk2 07.04.12, 12:24
    trafi Ci się wreszcie jakiś w miarę bystry (a złośliwy) dzieciak z d
    > użą mocą przerobową i zajedzie Cię nawet nie będziesz wiedział kiedy.

    To znaczy? Zacytuje mi z pamięci ewangelię Janową po grecku? Czy może napisze wejściówkę po aramejsku?

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • adept44_ltd 07.04.12, 12:27
    eryk2 napisał:

    > trafi Ci się wreszcie jakiś w miarę bystry (a złośliwy) dzieciak z d
    > > użą mocą przerobową i zajedzie Cię nawet nie będziesz wiedział kiedy.
    >
    > To znaczy? Zacytuje mi z pamięci ewangelię Janową po grecku? Czy może napisze w
    > ejściówkę po aramejsku?
    >

    a imię jego legion...
    --
    Louder Than Bombs...
  • eryk2 07.04.12, 12:56
    > a imię jego legion...

    Wtedy dopiero bym się przeraził - i wezwał na zajęcia egzorcystę (Łk 8, 30)...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • larusse 07.04.12, 12:29
    A ja nie wiem co to znaczy.
    Nawołuję tylko do większej pokory (i mniejszej fikcji poznawczej).

    eryk2 napisał:

    > To znaczy? Zacytuje mi z pamięci ewangelię Janową po grecku? Czy może napisze w
    > ejściówkę po aramejsku?



    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • larusse 07.04.12, 12:51
    w ogóle jakie beznadziejne pytanie: to znaczy?
    a skąd ja mam niby wiedzieć co to znaczy?!
    przecież nie siedzę w Twojej głowie, nie?


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • eryk2 07.04.12, 13:06
    larusse napisała:

    > w ogóle jakie beznadziejne pytanie: to znaczy?
    > a skąd ja mam niby wiedzieć co to znaczy?!
    > przecież nie siedzę w Twojej głowie, nie?

    Bez nerw, śliczna panno - złość piękności szkodzi. A ja nie siedzę w twojej głowie i nie ma zielonego pojęcia, co miałaś na myśli pisząc "dzieciak z dużą mocą przerobową i zajedzie Cię nawet nie będziesz wiedział kiedy" - co to znaczy, że student będzie miał "dużą moc przerobową"? Zje naraz sześć bigmaców? Przez noc opanuje podręcznik akademicki? Przeczyta w miesiąc lektury na semestr? Co masz na myśli pisząc "zajedzie Cię"? Będzie mnie zaginał na ćwiczeniach? Z tego nawet bym się cieszył - a jakby się okazał bystrzejszy ode mnie, to mu drogę do kariery naukowej uścielę różami. Bo rozwój jest wtedy, gdy uczeń przerasta mistrza. Po świętach na zajęciach, niestety, się na to nie zanosi...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • larusse 07.04.12, 13:33
    eryk2 napisał:

    > Bez nerw, śliczna panno - złość piękności szkodzi.

    to nie nerwy, a odmiana "wzdychania" w wykonaniu osoby mniej-letniej. bo bzdurne pytania zadajesz.

    > A ja nie siedzę w twojej gło
    > wie i nie ma zielonego pojęcia, co miałaś na myśli pisząc "dzieciak z dużą mocą
    > przerobową i zajedzie Cię nawet nie będziesz wiedział kiedy" - co to znaczy, ż
    > e student będzie miał "dużą moc przerobową"? Zje naraz sześć bigmaców? Przez no
    > c opanuje podręcznik akademicki? Przeczyta w miesiąc lektury na semestr? Co mas
    > z na myśli pisząc "zajedzie Cię"? Będzie mnie zaginał na ćwiczeniach?

    A jakie to ma znaczenie co ja miałam na myśli? Przecież to nie ja nadaję znaczenie temu co Ty słyszysz. Bez kitu.

    > Z tego na
    > wet bym się cieszył - a jakby się okazał bystrzejszy ode mnie, to mu drogę do k
    > ariery naukowej uścielę różami. Bo rozwój jest wtedy, gdy uczeń przerasta mistr
    > za. Po świętach na zajęciach, niestety, się na to nie zanosi...

    Widocznie słabo prowokujesz. Może osobowość nie porywa.
    Ale postawa ładna.


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • eryk2 07.04.12, 13:42
    larusse napisała:

    >A jakie to ma znaczenie co ja miałam na myśli?

    Masz rację - żadnego.
    EOT

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • larusse 07.04.12, 19:17
    no oczywiście, że EOT.

    Spójrz, jak Ty wchodzisz w dyskusję: wyobraź sobie, że on i ona umówili się na randkę. I lecimy:
    On (tutaj: larusse): podobasz mi się.
    Ona (tutaj: eryk): to znaczy? czy chodzi o to, że mam ładne włosy i paznokcie?
    On: miałem na myśli to, że jesteś piękną kobietą. (w myślach: rany, jakie beznadziejne pytanie. a skąd ja mam niby wiedzieć co to dla niej znaczy?! Przecież nie siedzę w jej głowie)
    Ona (czytając w jego myślach): bez nerw. złość piękności szkodzi. A ja nie siedzę w twojej i nie wiem co to znaczy "podobasz mi się". Czy chodzi o to, że mam cudne wcięcie w talii, że podoba ci się mój nowy nos, że pięknie odgarniam włosy, co masz na myśli mówiąc "podobasz mi się"? chcesz się, że mną ożenić? dom budować? chcesz się ze mną zestarzeć?
    On: ??

    I z powyższego dowiadujemy się, że eryk myśli, że ma ładne włosy i paznokcie, które należy docenić. Więc doceniamy. Na zdrowie!



    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • eryk2 07.04.12, 12:54
    larusse napisała:

    > A ja nie wiem co to znaczy.

    To może nie warto zabierać głosu, jak się nie rozumie treści dyskusji?

    > Nawołuję tylko do większej pokory (i mniejszej fikcji poznawczej).

    Fikcją to są chyba lekcje religii, z których po pięciu latach zostaje w głowie "i nie wódź nas na pokruszenie", "pchała na wysokości", "z marchwi wstał", "przyjął ciało zmarłej dziewicy" czy "nasturcjo nasza"...

    Więcej... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11498991,Mea_culpa__czyli_katecheza_przedswiateczna__FELIETON_.html#ixzz1rLodTumc


    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • larusse 07.04.12, 13:35
    Zgadzam się w 100%.

    eryk2 napisał:

    > To może nie warto zabierać głosu, jak się nie rozumie treści dyskusji?



    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • adept44_ltd 07.04.12, 13:42
    larusse napisała:

    > Zgadzam się w 100%.
    >
    > eryk2 napisał:
    >
    > > To może nie warto zabierać głosu, jak się nie rozumie treści dyskusji?
    >
    >
    >


    to, co ty teraz będziesz robić?

    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 07.04.12, 14:52
    eryk2 napisał:

    > Fikcją to są chyba lekcje religii, z których po pięciu latach zostaje w głowie
    > "i nie wódź nas na pokruszenie", "pchała na wysokości", "z marchwi wstał",
    > "przyjął ciało zmarłej dziewicy" czy "nasturcjo nasza"...

    Albo "Książę Ciemności / pieprznie w piekła bramy" - inny autentyk. Tak mi się z nasturcją skojarzyło, zresztą mniej więcej na czasie.

    Na pocieszenie (?) dodam, że ten rodzaj kształcenia w polskiej szkole dotyczy nie tylko tekstów religijnych. Polecam Szablon owcy.

    Wesołego Alleluja!
  • spokojny.zenek 07.04.12, 19:45
    Nie ma korony, ni berła, ni dzieży (to jeszcze w czasach, gdy w świadomości obecna była dzieża).
  • nullified 07.04.12, 21:02
    dotarła do mnie też wersja etnograficzna:

    "gniazdko wrona upleciona"*

    ...jej to było chyba 30 lat temu x.x

    "nowe wraca".

    * może mały konkurs "a z czego to"? ^^
  • eryk2 07.04.12, 21:09
    "Swe królestwo weź pod rękę" - spotykane do dzisiaj, nie tylko wśród najmłodszych, niestety...
    No i moje ukochane: "I Józef Stalin Ono pielęgnuje" z lat 50. - dzisiaj bez obaw, nikt już nie wie, kto był Józef Stalin...

    --
    Sygnaturka usunięta przez ACTA
  • spokojny.zenek 07.04.12, 21:51
    Stąd też chyba wariant - skądinąd bzdurny - "... i Józef Święty ..."
  • pfg 07.04.12, 22:41
    Między innymi stąd. Drugim powodem rzekomo była opozycja wobec teologii ludowej, w której Józef *musiał* być stary, bo tylko to wyjaśniało, że nie tknął Marii.

    Ale w historycznym tekście kolędy jest Józef Stary.
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • spokojny.zenek 07.04.12, 22:58
    Niewątpliwie w tekście jest "Stary".
  • nullified 07.04.12, 14:41
    ano... niestety...

    Jakoś tak smiesznie (strasznie), że zbawcom nauki wszelkim cuś to nie przeszkadza i sie nie gryzie z "podstępami w przyszłość".

    Potem sie nie dziwić prosze.

  • flamengista 05.04.12, 21:04
    to słowa profesora AGH:
    Tekst linka

    Ale taki Filipiak i tak ma niesamowitą erudycję, w porównaniu ze statystycznym, przeciętnym studentem. I jest milionerem-oryginałem, więc takie teksty jakoś można przełknąć.

    Natomiast zwykłej ignorancji i nieuctwa u osób aspirujących do wyższego wykształcenia i do elity intelektualnej tego kraju - tolerować się nie powinno.
    --
    Fio Maravilha, Nós gostamos de você
    Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
  • jael53 06.04.12, 10:47
    Wiem. Może dlatego, że nie jestem chrześcijanką i byłam swego czasu bardzo ciekawa różnych mitów założycielskich.

    Rozumiem zresztą, że Eryk dał przykład pewnego zjawiska; uderzył w stół i za chwilkę odezwały się nożyce... te od Mistrza i Małgorzaty. I już się pokazało, że to nie jest sprawa sobie a muzom: zdążyłam obie wyobrazić reakcję kilku moich mistrzów (a także części Koleżeństwa) na - dajmy na to - doktoranta, który w niezbyt formalnej rozmowie dałby tai "koncert". Najłagodniej mówiąc, człek takowy znalazłby się w sytuacji mało fortunnej. To chyba jednak ma coś wspólnego z tzw. radzeniem sobie w życiu.
  • jael53 06.04.12, 10:48
    Wściekło się drzewko i wykopało mnie na koniec wątku, a nie tam, gdzie chciałam odpowiedzieć. Przepraszam.
  • adept44_ltd 06.04.12, 10:52
    wściekające się drzewko? to chyba nie te święta...
    --
    Louder Than Bombs...
  • larusse 06.04.12, 11:50
    A bo to chyba zalezy od tego po co czytasz. Czy po to zeby “wiedziec”, czy po to zeby “przezyc/doswiadczyc”.
    Kluczowa jest umiejetnosc dzialania miedzy dwoma modulami i moc przerobowa. Plus trzeba wiedziec kiedy sie przelaczyc i umiec sie odswiezyc. Niektorzy maja tak, ze trzy ksiazki przeczytaja i w Tygodniku Kulturalnym moga wystepowac. Inni musza gromadzic cale zycie, zeby cos z tego bylo (a i tak chyba raczej rzadko bywa). Nie kazdy jest inteligentem...


    --
    I w pocie czoła będziesz się nudzić przez całe swoje życie...
  • adept44_ltd 06.04.12, 09:35
    larusse napisała:

    > Nic mi to nie wyjasnia, whiteskies.

    ten efekt był raczej przewidywalny..., niemniej whiteskies próbował...
    --
    Louder Than Bombs...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka