Dodaj do ulubionych

Blog Habilitanta

30.05.12, 22:37
Blog Habilitanta jest na tyle interesujacy, ze postanowiłam założyć specjalny wątek na forum dla dyskusji z Szanownym Autorem. Pora na pierwszą wypowiedź.
Habilitant dzisiaj napisał: "Otóż idzie mi o fundamentalne pytanie: co ocenia recenzent. Widzę bowiem problem. Z jednej bowiem strony, recenzenci wypowiadają się /.../ na temat poszczególnych publikacji /.../, z drugiej strony oceniają /.../ 'aktywność' habilitanta. To niespójne. I to nie tylko dlatego, że publikacje zostały już opublikowane i nie ma większego sensu je recenzować. Wg mnie problem jest głębszy."
Tez uważam, ze problem jest głebszy, ale z innych powodów. Ja nie pytam: co ocenia? Ja pytam: po co ocenia? Ocena wydanych prac, które przeszły sito redakcyjne nie ma sensu. Bo co mozna dodac nowego do tamtych recenzji? Że artykul zasługiwał na druk? Widac zasługiwał, skoro został opublikowany. Że nie zasługiwał? Moze nie zasługiwał, ale jest już wydany, czyli jest juz "po ptakach".
Znaczenie autora w naukowym swiecie wynika ze znaczenia jego publikacji. Ma takowe w Science - wszyscy sie z nim liczą i często cytują. Ma w Przeglądzie Zoologicznym- przeczyta je może z tuzin polskich kolegów po fachu. Habilitacja tego nie zmieni, bo albo robi sie rzeczy ważne i doceniane na swiecie,bez wzgledu na stopien naukowy autora, albo uprawia sie naukową beletrystykę wyłacznie dla potrzeb uczelnianej statystyki. Więc albo sie jest naukowcem pełną gębą, albo wyrobnikiem, o którym nie warto pamietac niezależnie od liczby literek przed nazwiskiem. Stąd tez wypływa moje głebokie przekonanie, ze ta cała habilitacja jest o kant zadka. To nie jest tytuł naukowy, to jest tytuł biurokratyczny. Ma dowodzić, ze jest się naukowcem ważniejszej rangi. A bez takiej etykietki nie jest sie naukowcem wazniejszej rangi? Publikacja w Science to byłoby za mało, by zasłużyc na respekt i uznanie środowiska? Potrzeba do szczęscia habilitacyjnej metki, ze oto jestem wielkim Hab. i teraz trzeba sie ze mna bardziej liczyc niz miesiac temu, gdy Habem nie byłam? Jakis absurd... Albo ja i moja wiedza zasługujemy na uznanie, bo wiem więcej i lepiej niz inni, albo nie. Szacunek z uwagi na metkę jakos mi sie niebezpiecznie kojarzy z krakowską tytułomanią...
Obserwuj wątek
    • pfg Re: Blog Habilitanta 30.05.12, 23:29
      kramka1 napisała:

      > Ocena wydanych prac, które przeszły sito redakcyjne nie ma sensu.

      A to dlaczego?

      Po pierwsze, nawet w dobrych czasopismach zdarzają się wpadki i ukazują się prace błędne. Przykłady można mnożyć.

      Po drugie i ważniejsze, recenzent ocenia czy praca jest publikowalna w danym czasopiśmie. OK, jeśli tym czasopismem jest Nature czy choćby Phys.Rev.Lett., "publikowalność" tamże oznacza spełnienie bardzo wyśrubowanych kryteriów. Są jednak czasopisma gorsze, nawet na liście JCR - a w wielu dyscyplinach tylko na liscie ministerialnej - gdzie sam fakt publikacji nie oznacza, że praca jest dobra. Często okazuje się, że opublikowana tam praca jest poprawna, ale mimo to słaba.

      Po trzecie i najważniejsze, recenzent ma ocenić nie tylko, czy praca jest poprawna, ale czy stanowi "znaczące osiągnięcie". Jeśli praca jest opublikowana w takim sobie czasopiśmie, książka u takiego sobie wydawcy, to sam fakt opublikowania nie dowodzi, że osiągnięcie jest znaczące.

      Dodatkowo, po czwarte, jeśli habilitacja jest oparta na cyklu prac, recenzent ma ocenić, czy cykl jest spójny i jednotematyczny.
      --
      ludzie oderwani od polskości
      • fajnytoster Re: Blog Habilitanta 30.05.12, 23:43
        Kiedyś (kiedy ta sprawa była na topie) rozmawiałem z profesorem z UWr, który pisał recenzję wydawniczą niedoszłej pracy habilitacyjnej M. Migalskiego. Prof. powiedział wprost, że praca była na poziomie wystarczającym by dopuścić ją do druku, ale zdecydowanie zbyt słaba na habilitację.
        Na tym przykładzie widać chyba wyraźnie że jednak jakaś ocena oprócz tej przed publikacją może być przydatna przy awansie naukowym ;)
      • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 01:06
        uzaleznienie habilitacji od stopnia monotematycznosci cyklu monotematycznego wprawilo mnie w wesolosc. Musze poweidziec, ze tego bym nie wymyslil.

        Powtorze tez to, co napisalem tu juz pare razy. Kilkukrotnie recenzowalem dorobek kandydatow na readera/associate professor (nasza dr hab) oraz profesora dla uniwersytetow na siwecie. Poza dorobkiem osoby z Hong Kongu, nigdy nie przyslano mi artykulow czy ksiazek kandydatow. Recenzje pisalem na podstawie czegos co mozna nazwac autoreferatem i cv. I jakos sie udawalo. Ogolnie nam sie jakos udaje w ten sposob. Co wiecej, pytanie, ktore mi zadawano, nigdy nie bylo o to, czy dorobek kandydata jest 'znacznym wkladem', zawsze bylo o to, czy to dorobek profesorski. Ciesze sie jednak, ze polska nauka trzyma standardy.

        Podejrzewam tez, ze macie najwiecej uczonych z certyfikatem o znacznym wkladzie w rozwoj dyscypliny. Tlko pozazdroscic.

        --
        Doktorat - nauka - uczelnia
        Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
        • dr_pitcher Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 04:31
          Tyle tylko, ze referncje promocyjne pisza ludzie przewaznie znajacy dorobek kandydata. Nie mowiac o tym, ze czesto siegaja po wyminione w cv artykuly. Przesylanie ton papieru w dobie powszechnego dostepu do literatury mija sie z celem. Na koniec - pisze 5-10 takich recenzji rocznie. Przewaznie kandydat sam wymienia swoja najlepsza piatke ublikacji (z opisem) i czesto z kopia. Nie wyobrazam sobie ooceny delikwenta bez znajomsci jego dorobku. Samo CV do tego nie wystarcza.
          • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 09:06
            oczywiscie, a w wypadku recenzji habilitacyjnych tak nie jest? Jesli dorobek habilitanta oceniaja ludzie spoza dyscypliny, no to rzeczywiscie trza czytac. co prawda bez zrozumienia, ale przynajmniej se poczytaja.

            Moze poza jednym wyjatkiem zawsze, gdy zostalem poproszony o pisanie opinii albo przez kandydata, albo przez jego instytucje, znalem dorobek kandydata (a czesto jego osobiscie) i mialem zdanie na temat jego pozycji w dyscyplinie. Tak czy owak nigdy nie wypowiadalem sie jeszcze na temat zawartosci publikacji, zawsze na temat jej 'znaczenia'. Przeczytalem takich referencji ze 2 setki, na dodatek, z roznych dyscyplin. nigdy nie spotkalem sie z komentarzami na temat poszczegolnych publikacji, jak to bywa w recenzjach habilitacyjnych. Zawsze na temat 'dorobku' i jego miejsca w dyscyplinie.


            Nigdy niczego dodatkowego nie czytalem i nigdy sie z tym nie spotkalem.


            --
            We are the Borg. Resistance is futile
          • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 13:58
            dr_pitcher napisał:

            > Tyle tylko, ze referncje promocyjne pisza ludzie przewaznie znajacy dorobek kan
            > dydata. Nie mowiac o tym, ze czesto siegaja po wyminione w cv artykuly.

            Nie w Polsce. W polskiej procedurze awansowej norma jest recenzent, ktore zajmuje sie zupelnie czym innym, a o habilitancie po raz pierwszy dowiedzial sie czegokolwiek z autoreferatu. Do tej pory najbardziej rozczulil mnie recenzent, ktory w recenzji napisal, ze z rozprawy po raz pierwszy dowiedzial sie nie tylko tego, ze istnieje taka dziedzina badan, ale rowniez tego, ze na dodatek ta dziedzina preznie sie rozwija.

            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
    • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 00:47
      Dziękuję za miłe słowa, kramko.

      Tak jak napisałem na blogu, nie widzę większego sensu w ocenianiu prac już opublikowanych. Być może jest jakaś grupa czasopism, jak wskazuje pfg, która nie jest mocna, ale nie na tyle słaba, że warto się pochylać nad każdą publikacją, bo może akurat w nauce wojewódzkiej znajdzie się jakaś perełka? Nie przekonuje mnie to. Jeśli teskt przechodzi przez porządny (a zatem uwzględniający reprezentację danej dyscypliny) proces recenzyjny, to to w zupełności wystarczy.

      Nawet zakładając, że zdarzy się tak, że w porządnym czasopiśmie opublikowano słaby tekst, ba niech cyk monotematyczny skłąda się z takich tekstów, byłoby absurdem, wg mnie, odmawiać przez to habilitacji. Trudno bowiem winić habillitanta za załamanie się procedur w porządnym piśmie. Jeśli z kolei pismo nie ma rzetelnych procesów recenzyjnych, to tego typu dorobek nie ma żadnego znaczenia.

      Argument, że recenzent ma oceniać to, czy cykl jest wystarczająco monotematyczny jest dla mnie niezrozumiały. Rozumiem, że gdybyśmy mieli zestaw artykułów a la Crick and Watson, to nie damy kandydatowi habilitacji, bo nie jest monotematycznie? Nie mówisz tego poważnie, pfg.

      I wreszcie argument, że książka nadaje się do publikacji, ale nie do habilitacji. Chciałbym poznać kryteria publikacyjności zestawione z kryteriami habilitacyjności. Co więcej, powiedziałbym, że kryteria publikacyjności (książki badawczej, rzecz jasna, nie podręcznika) w szanującym się wydawnictwie są przynajmniej takie same niż kryteria habilitacji. Podejrzewam, że w najlepszych wydawnictwach są wyższe. Może też czas skończyć z publikowaniem książek naukowych w wydawnicwie urzędu powiatowego w Piotrkowie Trybunalskim (jak w którymś w autoreferatów).


      --
      Robię habilitację
      • akot20 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:02
        Większość książek habilitacyjnych w humanistyce np. filozofii jest wynawana przez wydawnictwa uczelniane lub "zaprzyjaźnione" z uczelnią. Nie jest trudno tam opulikować, wystarczy mieć materiał. Recenzje wydawnicze są raczej pro forma już po dogadaniu się z wydawnictwem. Nie twierdzę, że tak powinno być, ale tak jest. W tej sytuacji 95% habilitacji z humanistyki by nie przeszło jeśli by głównym kryterium oceny "wkładu w rozwój dziedziny" była ocena, jak prestiżowe jest wydawnictwo.
        • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 16:55
          To może nie są warte publikacji? Albo może nie są warte rozważenia w procesie habilitacyjnym? Jeśli ktoś publikuje w International Journal of Journal Publishing, to musi się liczyć z tym, że nikt tego nie potraktuje poważnie.

          Wydawałoby mi się, że są takie publikacje, których szanujący się uczony nie pokazuje światu (skoro już zdarzyło mu się je opublikować z jakichś niezrozumiałych względów), a jeśli już pokazuje, to nie składa we wniosku o habilitację. Ja mam czasami wrażenie, że zaczniemy się habilitować na podstawie recenzji książek i artykułów prasowych, albo książek wydanych własnym sumptem u kolegi z dzieciństwa, który ma sklep introligatorski.

          Gdy zacząłem pisać bloga, obiecywałem sobie, że nie będę krytykować innych habilitantów, jednak to, co widzę, mnie czasem przeraża. Ja po prostu naprawdę nie rozumiem wydawania książki naukowej w wydawnictwie urzędu powiatowego w Piotrkowie. I nie potrafię takiego dzieła traktować poważnie.


          --
          Robię habilitację
      • kramka1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:11
        W temacie recencji wydawniczych versus recenzji habilitacyjnych słowo uzupełnienia. Zdarzyło mi sie, zwykłemu doktorowi, pisac recenzje do ważnego czasopisma, w którym sama opublikowałam kilka papierów i dwa z nich zamierzam właczyc do mojego dorobku habilitacyjnego. Ten dorobek hab. z kolei będzie oceniany przez krajowych habilitowanych recenzentów. W przypadku jednego z tych artykułow, jego wartość w moim odczuciu zweryfikowały liczne (jak na moją dziedzinę) cytowania na całym swiecie. Nie wiem, kto go recenzował przed publikacją, ale mozliwe, ze taki sam prosty doktor jak ja. I musze powiedziec, ze dla mnie ważniejsza jest tamta pozytywna recenzja, napisana przez fachowca z branży, która zadecydowała o przyjeciu artykułu do druku, niż jakakolwiek przyszła recenzja habilitacyjna, chocby była napisana przez jakiegoś tytularnego profesora. Bo ten recenzent albo "przyklepie" werdykt redakcji, chwaląc artykuł, albo go zgani, co byłoby dziwne, zważywszy na dotychczasową percepcję artykułu, ale nie niemożliwe.
        Przytaczałam gdzieś na blogu opinie z recenzji doktoratu-składanki, w której recenzent napisał mniej więcej, ze co do treści artykułow opublikowanym nie ma sensu sie odnosic. To jest podejscie bardzo mi bliskie.
        • akot20 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:22
          Jeśli mowa o renomowanych zagranicznych pismach - zgoda, że samo opublikowanie tam artykułu jest gwarancją jakości (można tak założyć). Ale w recenzji chyba jak najbardziej można omówić treści zawarte w artykułach i jest to zasadne. Chyba tak też się robi w zachodnich recenzjach? Nie omawia się, czym się kandydat zajmował, jakie są główne wyniki jego badań (czyli de facto treść artykułów czy książek)? Problem o którym wcześniej pisałam nie dotyczył jednak renomowanych czasopism zagranicznych, w których niestety polscy humaniści publikują rzadko, ale monografii habilitacyjnych z wydawnictw uczelnianych. I bardziej dotyczy humanistyki.
          • kramka1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:31
            "I bardziej dotyczy humanistyki."
            No właśnie, do tego sprowadza sie ten problem. Nauki ścisle mogłyby obyc się bez habilitacji, wykorzystując znaczenie dorobku do oceny jakości naukowca. A u humanistów i innych nauk nieeksperymentalnych z głownie krajowym dorobkiem zawsze istnieje niebezpeieczeństwo, że jakość tego dorobku jest dyskusyjna.
            • akot20 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 11:04
              Polska humanistyka to z pewnością problem. Zaś co do całej procedury: jest w niej wiele słabości, reforma wprowadziła w sumie kosmetyczne zmiany ("osiągnięcie" zamiast "rozprawy", komisja , recenzenci etc.). Jednak bardziej od habilitacji, która obowiązuje nie tylko Polsce (np. w Niemczech) kuriozalną procedurą wydaje mi się państwowy tytuł profesora. Dodatkowo w nowej ustawie znacząco podwyższono kryteria m.in. dydaktyczne (wg mnie zupełnie niesłusznie, było już coś o tym na forum) - wykształcenie określonej liczby doktorów (3), co spowodowało, że wielu szybko składa wnioski wg starej procedury, żeby zdążyć, bo w nowej już by nie mieli szans. Zauważcie że na stronie CK w postępowania profesorskich pusto. Ale to uwagi na marginesie głównego tematu (czyli habilitacji).
              • kramka1 kolokwium 31.05.12, 12:53
                "Co było takiego w kolokwium habilitacyjnym, co pozwoliło zobaczyć habilitanta jako pełniejszego uczonego?"
                Kolokwium pozwalalo na pewno na jedno: na zobaczenie, czy przed laty przyjęło sie do pracy geniusza czy debila. ;) Upraszczam? Oczywiscie, ale niezupelnie. Rózna bywa polityka kadrowa, ale niebezpiecznie często, jak widzę, polega na zatrudnianiu przypadkowych osób. Piszę: "zatrudnianiu", mysląc o etacie asystenta, ale teraz głównie polega to na przyjmowaniu na studia doktoranckie. Na które trafiają często osoby, które powinno trzymac sie z daleka od nauki. Z róznych powodów jednak sie nie trzyma, lecz odwrotnie, umozliwia takim osobom zrobienie doktoratu wbrew wrodzonym predyspozycjom, a raczej pomimo braku predyspozycji do pracy naukowej. Konia z rzędem temu, kto widział oblaną obrone doktoratu. Ja w kazdym razie nie widziałam, ale widziałam sfinalizowane doktoraty osób, które swoją edukację powinny były zakończyc na magisterce.
                I co sie dzieje dalej? Przy szczęsliwym zbiegu okoliczności, czyli pracy w wydajnym zespole, wrodzonej pracowitości i korzystnym wiatrom, taki doktor dochodzi do etapu gotowej habilitacji. I jeżeli recenzje sa w miare pozytywne, idzie na to nieszczęsne kolokwium z nadzieja na pozytywny finał. Nie bywam z oczywistych wzgledów na kolokwiach, ale gdy pytam, jak poszło X-owi, słyszę albo: "było świetnie", albo: "no taka słaba ta habilitacja..." I jakoś dziwnie sie składa, że bez wejscia na sale obrad moznaby z góry orzec, ze kolokwium wypadnie słabo.
                Czy zatem było warto robić to kolokwium, skoro jakość czy bylejakośc delikwenta były już do zdiagnozowania w momencie przyjmowania go do pracy?
          • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 14:07
            byc moze sa roznice dyscyplinarne. ja w recenzjach pisze o profilu publikacyjnym. Nie widze wiekszego sensu w omawianiu, co kandydat napisal. wazniejsze jest to, gdzie to, co napisal, lokuje sie w dyscyplinie, jakie to ma znaczenie.

            Widzisz, ustawa mowi, ze nalezy oceniac wklad w rozwoj dyscypliny, a recenzje habilitacyjne omawiaja, co kto napisal i czy to dobre czy nie. ja mam z tym problem, bo to jest niespojne. Innymi slowy, ja mam duzy problem z tym, ze oceniamy badania habilitanta poza konktekstem dyscypliny, w ktorej siedzi, pomimo tego, ze mamy w rzeczywistosci oceniac jego wklad w dyscypline!

            Dam ci przyklad. Pare lat temu widzialem habilitacje z teorii X, sposobu na analize jezyka. Ksiazka miala jakis tam sens, analizy byly ok. Problem w tym, ze na swiecie o teorii X juz praktycznie zapomniano. Dzisiaj juz nikt nie sytuuje w niej badan czy analiz, bo jest przestarzala, lingwistyka ruszyla do przodu. Ta habilitacja jest o jakies, powiedzmy, 15 lat zapozniona w Polsce, a 30 na swiecie. Pierwsza ksiazka z teorii zostala wydana w 1962, a druga, systematyzujaca, w 1969; w Polsce zaczeto pisac o tym pod koniec lat 80tych. Habilitacja wyszla gdzies kolo 2005 roku. Co mamy zatem oceniac? Ksiazke sama w sobie? To jest niezla ksiazka. Czy moze wklad w dyscypline. A ten z kolei byl wrecz ujemny, bo cofal polska lingwistyke o te 15-30 lat.

            Mnie sie wydaje, ze powinnismy oceniac te ksiazke w konktekscie, wlasnie pod katem jej znaczenia, a nie jako autarkiczne dzielo, ktore istnieje niezaleznie od rozwoju nauki.


            --
            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
            • kramka1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 14:21
              No to jest ciekawy problem, dala. Chyba ścisłym recenzetom jest łatwiej, bo o aktualnośc publikacji dbaja redaktorzy waznych czasopism. Podam taki własny przykład. Kilka lat temu zrobiłam badania wówczas nowatorskie, więc udało sie ulokowac artykul w mniej więcej górnej pólce publikacyjnej. W zeszłym roku zrobiłam zblizone badania na innym niebadanym dotąd obiekcie plus nowe elementy analizy, ale oczywiscie całośc nie miała charakteru tak odkrywczego jak tamten artykuł. To oczywiscie zauważyła redakcja i odesłała mnie do bardziej specjalistycznych (czytaj: z nizszej pólki) czasopism. I to sie przełozyło na punkty ministerialne: juz nie 32, a 20 pkt, no i IF-ye tez rózne. Recenzent habilitacji wage obu artykułow moze od razu zauważyć własnie po tej róznicy w znaczeniu czasopism. Oba dobrze wymyślone i zrealizowane projekty,oba obiekty wazne z róznych powodów, obie ciekawe publikacje, lecz odległe od siebie dokładnie o 8 lat i to jest niestety znaczący dystans naukowy.
              • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 15:40
                niespecjalnie bym sie klocil o te czasopisma, podobnie jak nie chce wprowadzac jakichs sztywnych regul gry i nie kazde badanie musi byc ultranowatorskie (dlatego tez nie ma sensu mowic o tym 'znacznym wkladzie', bo taki maja jednostki). a to czasopismo za 20 pkt. nadal pewnie mialo przyzwoity proces recenzyjny.

                Habilitacja, o ktorej mowie, nie byla opublikowana w OUP, ani w CUP, ani nawet w Universitas.....


                --
                James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                • kramka1 O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 12:30
                  Zasadne pytanie: czym w istocie jest istotny wkład? Istotny wpływ na daną dziedzine, czy tez jedynie zauważenie naszej obecności w tej dziedzinie?
                  Podobnie jak Habilitant, nie przepełnia mnie przekonanie o moim "istotnym wkładzie". Na pewno nie jestem kims w rodzaju przywołanych Watsona&Cricka. Jeżeli mnie cytują, to z reguły jako: "o tym zagadnieniu pisali X, Y , Kramka, Z". Czy to jest w ogóle jakis wkład? Czy proste zauwazenie istnienia kogos takiego jak Kramka można nagrodzic habilitacją? Ale przecież ja także w swoich artykułach z reguły innych widze tylko przez przymat:"o tym zagadnieniu pisali X, Y , Z". Dla mnie takie cytowanie jest także bardzo wazne, bo pokazuje, że jeszcze ktoś, poza mną, interesuje sie na świecie moim tematem. Że ci, co sie interesowali, pisali w czasopismach z najwyższej pólki. Ze w jakiejś mierze jestem partnerem w światowej dyskusji na równi z naukowcami z osrodków rangi najwyższej. Ze to nie Pcim Dolny jest moją skalą odniesienia.
                  Ale to tylko wedle zasady "wystarczy być". Za mało tu "miec". Zasadniczo nie mam takiego przełozenia na światowa nauke, by moje artykuły były dyskutowane co do idei. Ze to idea jest tematem cytowania, a nie proste fakty i liczby. Wiem oczywiscie, ze w mojej dziedzinie takich, kórych idee staja sie powodem do dyskusji, nie ma za duzo. No ale jednak bywaja i tacy...
                  Pytanie zatem, czy mój wkład jest istotny? I czy jest istotny w rozumieniu założeń nowej ustawy?
                  • dala.tata Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 12:40
                    i dlatego ja uwazam, ze pytanie jest zle postawione. Wiekszosc z nas jest tak cytowana, wiekszosc pracy tych, ktorzy nie sa tak cytowani, jest tak cytowana. Ten polski 'znaczacy wklad' w rozwoj dyscypliny, to jedynie przejaw kompleksow i zadecia. Nie mam zadnych, nawet cienia cienia watpliwosci, ze przytlaczajaco przytlaczajaca wiekszosc polskich drow habilitowanych nie ma znaczacego wkladu w rozwoj swej dyscypliny. i to jest dla mnie oczywista oczywistosc.

                    --
                    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                    • jael53 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:01
                      Jak zwykle - bywa jeszcze gorzej, niż Dala myśli. Niekiedy polski humanista, jeśli chce "zrobić stopień", nawet takiego wkładu mieć nie może. Albowiem przy niezbyt sprzyjającym rozdaniu recenzentów oberwie mu się np. za zajmowanie się "modnymi bzdurami". Dlatego autor tej pracy, o której Dala wspomniał, wykazał się znakomitym instynktem przetrwania: wziął sobie teorię - jak na krajowe warunki - dosyć świeżą (bo nie przedwojenną), i na lokalnym rynku nieprzesadnie wyeksploatowaną. To może być recepta na sukces.
                      • adept44_ltd Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:06
                        e tam, lepie zawczasu przyzwyczajać czytelników, że coś się wydarzyło po 1945 roku w humanistyce... i wtedy habilitacja nie jest dla nich szokiem, ale tego raczej nie da się robić w tomach pokonferencyjnych (a jeśli to w wiodących dla danej działki...).
                        --
                        Louder Than Bombs...
                          • dala.tata Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:35
                            ba, zeby tylko drem hab. i odnosze sie do problemu, o ktorym wczesniej nie pomyslalem. rowniez przy mojej wlasnej habilitacji. Dla mnie zawsze bylo oczywiste, ze recenzja hab. polega na tym, ze trza napisac, co sie mysli o tym, co napisal habilitant. ocenic jakosc jego prac.

                            ustawa wyznacza parametry, a recenzenci (w tym ja sam) ich nie przestrzegaja. Piszemy recenzje, tak jak sie pisze recenzje. a zatem o tym, ze praca jest fajna, ze badania itd itd. gdzie tu analiza wkladu w dyscypline? Pokaz mi recenzje, w ktorej nastepuje analiza dorobku habilitanta pod katem wkladu w dyscypline. Recenzenci analizuja jakosc prac, a tego ustawa nie chce i oczekuje czegos innego.

                            i na pytanie, czy dala ma znaczacy wklad w dyscypline, odpowiedz jest, ze pewnie nie.

                            chilly napisał:

                            > Tak, z ciekawości, czy dala jest "polskim drem habilitowanym". A o tym czy wkła
                            > d jest istotny decyduje nie ustawa, ale konkretni recenzenci.


                            --
                            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                            • kramka1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:46
                              chily: "A o tym czy wkład jest istotny decyduje nie ustawa, ale konkretni recenzenci."

                              No to mnie dobiłeś! To jest typowo polska anarchia.;) W urzędowej procedurze (bo czymże innym jest habilitacja?) nie miałyby rządzic przepisy, tylko subiektywne decyzje konkretnych person? Nie litera prawa, ale recenzenckie widzimisię? Nie, Habilitant ma rację. Miarą osiągniecia w rozumieniu ustawy sa te wszystkie IF-y, IH-y, referaty i nagrody. Jeżeli tak, to gdzie tu miejsce na decyzje recenzentów? Mają zdecydowac, czy 2+2= 4 czy moze jednak =5?
                              Dla mnie jest jasne (i jest to jasność plus minus potwierdzona słowa pewnego członka CK wypowiedzianymi na uczelnianym zebraniu), że nowy tryb nosi znamiona procedury administracyjnej bardzie niz naukowej. Że kryteria powinny byc 'twarde" a nie "miękkie".
                              A pytanie o istotność odnosi sie do zagadnienia: czy dobry IF = istotny wkład.
                              • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 15:56
                                Kramko, jak dla mnie idziesz za daleko. Ja jednak nie chcę habilitacji, która polega na zliczeniu punktów. Myślę, że nie da się uniknąć subiektywności oceny i pisałem o tym parę razy na blogu. Mnie raczej idzie o to, by oceniać dorobek, jego 'wkład', czymkolwiek on jest, a nie poszczególne publikacje czy badania. Nadal nie uważam, że sensowne jest recenzowanie tego, co już zostało zrecenzowane. A na pytanie, co z dorobkiem 'nierecenzowanym', takim, powiedzmy, 'na Internecie', jak się tu ciągle mówi, to poza jakimiś szczególnymi przypadkami, taki dorobek nie powinien być nawet rozpatrywany.

                                Niedawno widziałem ksiażkę, zaciekawiła mnie (okazała się niewarta tego zainteresowania), zacząłem przeglądać ją i chciałem zobaczyć, kto ją wydał. Okazało się, że książka nie ma wydawcy. Autorka najprawdopodobniej zapłaciła za druk i książka jest. Przecież to niepoważne, żeby tego typu dzieła wliczać do dorobku naukowego. Czy jest szansa, że ta książka mogłaby być dobra? No jest, ale jest niesłychanie mała. A jeśli ta książka naprawdę jest dobra, to niepublikowanie jej 'normalnie' również nam mówi coś o autorze, prawda?

                                I tak, widzę relację między 'wkładem' a jakością publikacji czy jej zasięgiem. I to powinni oceniać recenzenci. Recenzenci powinni oceniać jakość dorobku i nic więcej. Co więcej, myślę, że ocenianie dorobku pod kątem znaczącego wkładu w dyscyplinę co najwyżej ośmiesza habilitację i cały proces. Znaczący wkład w dyscyplinę mają nieliczne jednostki.


                                --
                                Robię habilitację
                                • charioteer1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 17:51
                                  Subiektywna ocena recenzenta ma sens wtedy, kiedy recenzent zna sie jako tako na tematyce, ktorej dotyczy habilitacja. Poniewaz nie mam tego wewnetrznego przekonania, ze dobor recenzentow ze strony CK jest z reguly trafiony, wole by wskazniki bibliometryczne liczyly sie bardziej niz subiektywne opinie.

                                  --
                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                • nullified Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:18
                                  > Okazało si
                                  > ę, że książka nie ma wydawcy. Autorka najprawdopodobniej zapłaciła za druk i ks
                                  > iążka jest. Przecież to niepoważne, żeby tego typu dzieła wliczać do dorobku na
                                  > ukowego.

                                  Zniszczyłeś Schopenchauera, Nietzschego, Kanta... xD
                                  • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:29
                                    Kanta mi żal, Nietschego mniej :-P

                                    nullified napisał:

                                    > > Okazało si
                                    > > ę, że książka nie ma wydawcy. Autorka najprawdopodobniej zapłaciła za dru
                                    > k i ks
                                    > > iążka jest. Przecież to niepoważne, żeby tego typu dzieła wliczać do doro
                                    > bku na
                                    > > ukowego.
                                    >
                                    > Zniszczyłeś Schopenchauera, Nietzschego, Kanta... xD


                                    --
                                    Robię habilitację
                                      • jael53 Re: Działania zamierzone? 04.06.12, 11:35
                                        ford.ka napisał:

                                        > Jeszcze Prousta dorzuć. Negatywną recenzję napisał mu Andre Gide. Odrzucił, bo
                                        > znalazł błąd gramatyczny ;)

                                        A może to tak ma być? Proust, ostatecznie, podjął się publikacji na własny koszt (zmieniła to dopiero przygoda Jacquesa Riviere z - bodaj - pierwszym tomem). Prousta było stać.

                                        Nieraz odnoszę wrażenie, że wiele wysiłku wkłada się w to, aby lokalny świat nauki stał się hermetyczną enklawą dla tych, których stać na takie hobby.

                                        • ford.ka Re: Działania zamierzone? 04.06.12, 13:02
                                          Jak oglądam czasem różne "naukawe" produkcje (np. piękny tom, twarda oprawa, szlachetny papier i tylko redaktorzy zapomnieli o tym, że przydałby się choć jeden recenzent naukowy... ale przecież sami tacy mądrzy, że już nikt nie musi tego oceniać, co wybrali) to mam wrażenie, że gdyby wszyscy płacili za publikacje z własnej kieszeni, nauka mogłaby tylko zyskać.
                                          To nie jest enklawa dla tych, których stać, to jest enklawa dla takich, co mają najlepszy dostęp do żłobu.
                      • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 15:58
                        To jest wyjątkowo smutny post.

                        jael53 napisała:

                        > Jak zwykle - bywa jeszcze gorzej, niż Dala myśli. Niekiedy polski humanista, je
                        > śli chce "zrobić stopień", nawet takiego wkładu mieć nie może. Albowiem
                        > przy niezbyt sprzyjającym rozdaniu recenzentów oberwie mu się np. za za
                        > jmowanie się "modnymi bzdurami". Dlatego autor tej pracy, o której Dala wspomni
                        > ał, wykazał się znakomitym instynktem przetrwania: wziął sobie teorię - jak na
                        > krajowe warunki - dosyć świeżą (bo nie przedwojenną), i na lokalnym rynku niepr
                        > zesadnie wyeksploatowaną. To może być recepta na sukces.


                        --
                        Robię habilitację
                        • jael53 Re: Bo też i smutno 03.06.12, 19:56
                          Z doświadczenia (niewyłącznie własnego) wiem, że jak się chce mieć kłopoty, to wystarczy w miarę żywo interesować się tym, co w światowej i naukowej trawie popiskuje. Najbardziej życzliwi będą się znacząco w głowy postukiwać: cooo? przecież do tego tematu będziesz mieć mało literatury; po co ci to?
                          Wersja druga postawy życzliwej to sugestie, że ryzyko opierania się na literaturze niemal wyłącznie obcej jest zbyt duże; bo to materiały nieznane, więc recenzenci mogą poczuć się urażeni (!).
                          • dala.tata Re: Bo też i smutno 04.06.12, 14:20
                            i ze to niby ja jestem ten krytykant i niesprawiedliwie oceniam polska humanistyke?! na ubita ziemie wyzwe kazdego, kto mi to jeszcze zarzuci!

                            jael53 napisała:

                            > Wersja druga postawy życzliwej to sugestie, że ryzyko opierania się na literatu
                            > rze niemal wyłącznie obcej jest zbyt duże; bo to materiały nieznane, wię
                            > c recenzenci mogą poczuć się urażeni (!).


                            --
                            Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                            • adept44_ltd Re: Bo też i smutno 04.06.12, 16:52
                              dala.tata napisał:

                              > i ze to niby ja jestem ten krytykant i niesprawiedliwie oceniam polska humanist
                              > yke?! na ubita ziemie wyzwe kazdego, kto mi to jeszcze zarzuci!
                              >


                              strach zarzucić...
                              --
                              Louder Than Bombs...
                              • jael53 Re: Bo też i smutno 05.06.12, 16:08
                                Dala ma do czynienia z polską humanistyką wedle recepty Levi-Straussa: widziane z oddali. Mnie dana ona jest z bliska.

                                Takich wynurzeń, jak przytaczane, słucham od lat; od lat też obserwuję (np.) "rozdzielnik" prac doktorskich. Komuś "należy się" promowanie doktoratu? Ależ bardzo proszę: ktoś tam chciałby pisać o Monteskiuszu... to może ten? Nie szkodzi, że ani promotor, ani doktorant pojęcia o francuskim nie mają; a promotor jak dotąd nie zajmował się Oświeceniem.

                                Z bliska znam parę nisz humanistycznych, gdzie tkwią ludzie, którzy o swojej dziedzinie pojecie mają nieco... mgliste. I niech wszyscy bogowie bronią, żeby z ich mgławicowymi wynurzeniami dyskutować czy (o, zgrozo) poddawać krytyce. Przykład? A, proszę. Mamy takiego "znawcę" Levinasa, który rozumie, że modelową relacją Ja - Inny jest kobieta - mężczyzna. A ten trzeci to... dziecko. To "znawcy wynikło z Całości i nieskończoności; a że tam akurat trochę inaczej rzeczy są przedstawione? A kogo to obchodzi - ważne, że "znawca" jest profesorem i biskupem.
                                • dala.tata Re: Bo też i smutno 05.06.12, 18:17
                                  Droga jael, w rzeczywistosci, jestem moze nie na co dzien, jednak obecny wsrod polskich humanistow. Tyle ze czesciej sie teraz spotykam z naukami spolecznymi (antropologami, psychologami), a nie z polonistami. i mi sie wydaje, ze oni sa jacys inni, szczegolnie psychologowie (oj nie wszyscy!).

                                  To, o czym mowisz, pamietam z czasow doktoranckich i doktoratowych. Najbardziej mnie powalaly teksty o tym, ze na kogos przyszedl czas. Opowiesc o ojcu powojennej polonistyki jezykoznawczej, prof. Taszyckim, ktory trzy lata trzymal dokotrat na biurku (bo jeszcze za mloda pani jest), jest legenda krakowskich jezykoznawcow. Promotorow bioracych prace, bo trza miec dokotranta (nie majacych pojecia o temacie) znam osobiscie.

                                  Tyle ze mi sie wydawalo, ze to minelo, bo dawno nie widzialem. nie mowiac o tym, ze nieustannie tu dostaje po glowie za moja wizje polskiej humanistyki. Zaraz zreszta adept ci powie, ze nie da sie uogolniac itd itd.

                                  Dzieki za tego posta. Okazuje sie, ze moze i ja w sasiednim wszechswiecie, ale okna mi wychodza na wasz swiat.


                                  --
                                  We are the Borg. Resistance is futile
                                  • nullified Re: Bo też i smutno 05.06.12, 19:06
                                    przykro mi jesli zmarnuję Ci tydzień;

                                    pogorszyło sie.

                                    Skutkiem "ulepszania" będzie kolejne pogorszenie - jak zwykle, to juz było przerabiane pare razy, ciekaw jestem ile razy trzeba walnać pustym łbem w sciane żeby wykrzesać w nim jakąs "autorefleksję".

                                    Pare razy pytales "co robić?" (aby było lepiej m.in.) ano najlepszą strategia przy tym stanie rzeczy byłoby: robić nic. Dlaczego? Ano dlatego, żeby z małego nieszczescia nie zrobilo sie duże. Trudno o coś głupszego niż ulepszanie katastrofy. A właśnie mamy "ulepszanie katastrofy w najlepsze". Pierwsze efekty juz są - skokowy wzrost korupcji okoloawansowej. Brawa dla reformatorów. ^^
                    • nullified Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:23
                      "przytlaczajaco przytłaczająca wiekszosc" uczonków na swiecie _w ogóle_ nie ma żadnego "znaczącego wpływu". No to - fakt - "oczywista oczywistość". Jeno u nas panocku, husaria musi sie należycie umieśćic na płocie. Znaczaco ^^

                      Osobiscie odnosze coraz bardziej umacniajace sie wrazenie, że w całym tym "cyrku w remoncie" nikt nie zaal sobie trudu zastanowienia sie "do czego ma służyć habilitacja", "co to takiego jest"... eh. "aby byli". Porownywanie parametrow 'wejścia' i 'wyjścia' z tym na co to sie przekłada praktycznie (i niepraktycznie) to jest jeden wielki bigos. Ot - kuchnia polska.
                      • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:35
                        Habilitacja jest po to, żeby awansować i mi to pięknie pasuje. I nie przeszkadza mi to, że to jest awans przy pomocy stopnia naukowego. Problem w tym, co oceniać i jak oceniać, no i, idąc tropem chario, kto ma oceniać.

                        Im dłużej myślę o habilitacji, a myślę o niej od dłuższego czasu dość intensywnie, tym bardziej wydaje mi się, że jest duży rozdźwięk między tym, co mówi ustawa i rozporządzenie, a tym, co robią recenzenci. Dla mnie to duży problem.


                        nullified napisał:

                        > Osobiscie odnosze coraz bardziej umacniajace sie wrazenie, że w całym tym "cyrk
                        > u w remoncie" nikt nie zaal sobie trudu zastanowienia sie "do czego ma służyć h
                        > abilitacja", "co to takiego jest"... eh. "aby byli". Porownywanie parametrow 'w
                        > ejścia' i 'wyjścia' z tym na co to sie przekłada praktycznie (i niepraktycznie)
                        > to jest jeden wielki bigos. Ot - kuchnia polska.


                        --
                        Robię habilitację
                        • kramka1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 19:07
                          "Osobiscie odnosze coraz bardziej umacniajace sie wrazenie, że w całym tym "cyrku w remoncie" nikt nie zaal sobie trudu zastanowienia sie "do czego ma służyć habilitacja""
                          A ja odnosze wrażenie, ze na etapie myslenia nad ustawą doszło do konfrontacji dwóch opinii. "Ścisli" gotowi byli zrezygnowac z habilitacji, bo i tak mają kryterium publikowalności w IF-owych czasopismach. A humanisci i podobni z głównie krajowym dorobkiem uznali, ze w naszym polsko-lokalnym grajdole nie będzie bata na beztalecia, których wartości nie ma jak ocenić bez habilitacji. No i wygrała opcja habilitacyjna...
                          Nie wiem, czy mam rację w powyższej sugestii, ale tak mi sie kiedyś skojarzyło po lekturach wypowiedzi wokól reformy ustawy.
                            • dala.tata Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 19:22
                              Niestety, mysle, ze masz racje chario. Foucault piszac o rezimie prawdy musial miec na mysli polska humanistyke :-)

                              charioteer1 napisał:

                              > Roznica jest taka, ze scisli przyjeli standardy, a pozostali bronia prawa do te
                              > go, by moc je wymuszac i egzekwowac. Mozna to tez rozpatrywac w kategoriach wla
                              > dzy.
                              >


                              --
                              Doktorat - nauka - uczelnia
                              Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                                • kramka1 Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 17:28
                                  Habilitancie, mój znajomy, profesor z doświadczeniem w ocenianiu habilitacji, tak mi wyjasnił sposób swojego podejscia do oceny dorobku za starej procedury. Otóż sprawdza dorobek Rady, przed którą toczy się habilitacja, a potem porównuje dorobek habilitanta: czy jest lepszy niz średnia, wynosi tyle co średnia, czy tez w ogole nie miesci sie w zakresie wartosci dla tej Rady. I tym sie sugeruje wydając pozytywną albo negatywną opinię. Jak twierdzi, nie ma sensu porównywanie z dorobkiem zachodnich kolegów, gdyz tam jest poziom o niebo wyższy. W naszych warunkach po prostu habilitant ma być nie gorszy niz Rada, przed która staje. I tyle.
                                  Co do rozrzutu indeksów w moim poscie, co wspominasz, znalazłam jeszcze wiekszy rozrzut odnosnie uczelni z mojej branzy w zestawieniu, które ktoś linkował dzisiaj w jakims wątku. Tu jest dopiero maskara, gdy uczelnia ma niewiele wiekszy dorobek co do liczby publikacji i H niz potrafią mieć pojedynczy naukowcy. I to wcale nie "noblowi", a zwyczajnie-pracowici.
    • charioteer1 Histeria 11.06.12, 11:05
      CytatTo ja nie mam racji. Ja będę miał rację, gdy już się wyhabilituję. Może powiem: jeśli się wyhabilituję.
      ...
      W dyskusji, po chwili, uświadomiłem sobie, że ta dyskusja nie ma najmniejszego znaczenia. I nie dlatego, że jest na forum, ale dlatego, że dzieci i habilitanci nie mają głosu. Ja po prostu nie mam racji, nawet gdybym ją miał.


      Racje to mozesz miec na forum. Poza forum bedziesz mial racje wtedy, kiedy inni powiedza, ze masz racje.

      Cos takiego jak racje habilitanta nie istnieje i juz. Przeczytales ustawe i rozporzadzenie? Znasz procedure? Swoje zdanie mozesz przedstawic w autoreferacie i na tym sie twoje racje koncza. Recenzent moze napisac dowolne bzdury w recenzji i tobie nic do tego. Widzisz gdzies w procedurze miejsce na odpowiedz na recenzje? Nie ma. Habilitacji sie nie broni, nawet na kolokwium nie bylo nigdy mozliwosci odpowiedzenia na recenzje. Skladasz dokumenty i juz nic od ciebie nie zalezy. Taka procedura.

      Im predzej sobie zdasz sprawe z tego, w co sie pakujesz, tym lepiej. To jest wojna, w ktorej stoisz na z gory przegranej pozycji i ktora masz wygrac. Jezeli do tej pory naiwnie myslales o habilitacji jako o procedurze, w ktorej ktos cie obiektywnie ocenia na podstawie jasno okreslonych kryteriow, to czas najwyzszy obudzic sie i wytrzezwiec.


      --
      Buty na nogi! Trzeba wiać!
        • kramka1 Re: Histeria 11.06.12, 12:38
          Mnie sie tam podoba wypowiedź chario. :)
          I zaraz przypomniała mi nasze prywatne zmagania z trybunałem w Strasbourgu. Napisalismy ze skargą w sprawie, która z oczywistych powodów była do wygrania na 100%. Po 5 latach napisali, ze zgubili dokumenty sprawy i że prosze o przyslanie kopii. Wyslalismy. Po pól roku zapytali, czy spelniamy wymagania warunku X. Napisalismy detalicznie, ze i owszem, spelniamy. Po kolejnym pól roku ze Strasbourga przysłali finalną decyzję, ze skarga odrzucona, bo nie spełniamy warunku X.
          Decyzja bez prawa odwolania, jak nie przymierzajać, procedura habilitacyjna.
          Po kilku latach prawniczka specjalizujaca się w tej procedurze powiedziała, ze nie takie kwiatki widziała w Strasbourgu. I ze trzeba było mimo wszystko sie odwolywać, bo tam taki sam bajzel jak w naszym sądzie na jakiejs głebokiej prowincji.
          Sprawa w S. miała byc wygrana na bank? Miała. Ale nie była... Moja habilitacja jest na dobrej drodze z racji na dokonania. Zrobie habilitację? Ha, pytanie....
          • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 13:03
            Ja mysle, ze habilitacja moze tak wygladac, jak pisze chario. jednak nie musi. Moja byla gdzies pomiedzy kolokwium adepta, na ktorym kwitly bzy, biale rumaki galopowaly w zwolnionym i tempie, a pytania byly zadawane spiewem syren, a czernia opisu chario.

            Fakt ze jak ja sie habilitowalem, to nikt (w sensie spolecznym nikt, a nie logicznym) nie kwestionowal tego, co robia recenzenci. Recenzenci pisali recenzje i tyle. I to, ze jednak z recenzentek nie zrozumiala, co napisalem w ksiazce i pisala obok argumentu, jakos nikomu nie przeszkadzalo. ja sie powkurzalem, ale po cichutku. Mysle, ze sie wtedy akceptowalo, ze tak musi byc. Dzisiaj przestrzen do rozwazania i zastanawiania sie jest nieporownanie wieksza.

            To, co pisze habilitant, uswiadomilo mi wiele rzeczy. Jak napisalem w siasiednim watku, nie mam wiele doswiadczenia w pisaniu recenzji habilitacyjnych, jednak czytalem ich wiele. Nigdy nie zauwazylem zadnych ocen wkladu w dyscypline. Recenzje hab sa recenzjami doktoratowymi, jak pisze habilitant. a to jest niezgodne z ustawa. Ale jako ze wszyscy tak robia, to gra gitara i juz jest dobrze. Pfg ma racje, ale nie dlatego, ze cos wykazal, ale dlatego, ze jest po drugiej stronie. I, co ciekawe, myslac inaczej niz on, ja tez mam racje :-)

            --
            We are the Borg. Resistance is futile
            • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 15:16
              dala.tata napisał:

              > Ja mysle, ze habilitacja moze tak wygladac, jak pisze chario. jednak nie musi.
              > Moja byla gdzies pomiedzy kolokwium adepta, na ktorym kwitly bzy, biale rumaki
              > galopowaly w zwolnionym i tempie, a pytania byly zadawane spiewem syren,


              Dala, to piękne :)
              --
              Louder Than Bombs...
      • pfg Re: Histeria 11.06.12, 13:00
        charioteer1 napisał:

        > To jest wo
        > jna, w ktorej stoisz na z gory przegranej pozycji i ktora masz wygrac. Jezeli d
        > o tej pory naiwnie myslales o habilitacji jako o procedurze, w ktorej ktos cie
        > obiektywnie ocenia na podstawie jasno okreslonych kryteriow, to czas najwyzszy
        > obudzic sie i wytrzezwiec.

        Być może nie powinienem już zabierać głosu z uwagi na poprzednie zaangażowanie w dyskusję, ale z tym zastrzeżeniem -

        Owszem, kryteria nie są jasno określone i, jak sądzę, taka była intencja ustawodawcy. "Jasno określone kryteria" mogłyby tylko oznaczać habilitację za punkty, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Ocena przez recenzentów zawsze, z konieczności, musi zawierać element subiektywny. No ale tak też jest z peer review wszędzie czy z tenurą w najlepszym z możliwych światów. Ma to swoje wady, ale lepszego systemu chyba nie wymyślono - poza rozmaitymi utopiami. Natomiast nie zgadzam się, że procedura habilitacyjna jest z założenia wroga kandydatowi. Tak, niestety, może się zdarzać, ale raczej nie jest to regułą. Słyszałem, co prawda, że wrogość jest częsta w naukach medycznych, co bodaj jest dziedziną habilitanta, ale na to akurat my nic w krótkim horyzoncie czasowym nie poradzimy. Podobnie jak nie pomożemy habilitantowi nawet wbrew sobie przyznając mu rację. Chwilowo poprawimy mu samopoczucie i co dalej?
        --
        Dum loquimur, fugerit invida aetas
        • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 13:09
          w tym wypadku, pfg, masz tak po prostu racje. Kryteria nigdy nie moga byc jasno okreslone. Zawsze musi byc jakies pole do manewru dla recenzenta. Jednak, jak przed chwila napisalem, sadzac po sobie i recenzentach, ktorych znam, ustawa swoje, a praktyka recenzencka swoje. i ja to widze jako problem, na dodatek problem, ktorego wczesniej nie widzialem. Pisalem, jak sie pisze.

          Jednak, co ciekawe, gdybym wlasnie dostal habilitacje do recenzji, raczej watpie, zebym napisal recenzje inaczej. przeciez pokazalbym sie jak ktos, kto recenzji nie umie pisac :-)

          --
          I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
        • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 13:34
          pfg napisał:

          > Chwilowo poprawimy mu samopoczucie i co dalej?

          Moim celem nie bylo poprawianie habilitantowi samopoczucia. Rozmawiam z ludzmi z roznych wydzialow, zajmujacych sie zupelnie innymi rzeczami niz ja i slysze, ze kolokwium to byl najgorszy dzien w zyciu, albo ze habilitacja to bylo tornado, ktore wywrocilo do gory nogami zycie calej rodziny. Jezeli skowronki przestaly szczebiotac, to znaczy, ze do sprawy trzeba podejsc powaznie, a nie bujac w oblokach. W koncu wiekszosc jakos przez to przechodzi.

          Ruszyl mnie ostatni post na blogu. U siebie w pracy widze ewolucje, jaka przechodza kandydaci na habilitowanych. Przez pierwsze lata po doktoracie jest euforia pt. Robie habilke. Tak, pieszczotliwie "habilke". Chodzi takie szczescie i wszystkim opowiada o swoich wielkich planach naukowych i pyta kazdego po kolei, czy to wystarczy na habilitacje. Potem ludziom zaczyna rowno odpierdzielac. Odwala tym, ktorzy maja sladowy dorobek i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazuja, ze ciezko bedzie. A jak ktos juz jest na etapie pisania ksiazki habilitacyjnej, to lepiej szerokim lukiem omijac, bo w czterech przypadkach na piec to przypadek psychiatryczny z urojeniami wlacznie, przy czym wiekszosc chodzi i weszy spiski, ale urojenia wielkosciowe tez sie zdarzaja. Wyglada na to, ze nasz habilitant przeszedl cala te droge w ciagu dwoch miesiecy, a za pisanie autoreferatu jeszcze sie nie wzial.

          --
          Buty na nogi! Trzeba wiać!
          • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 15:02
            I dlatego zawsze powtarzma, ze nalezy robic swoje, a habilitacja jest skutkiem ubocznym. Niestety wiem, ze sprawy sa bardziej skomplikowane przez przerozne konteksty i zawodowe i nie. Trudno sie poswiecic nauce, jak sie ma trzy etaty, zeby kredyt na mieszkanie splacac.

            Zawsze bylem i nadal jestem zwolennikiem habilitacji. I to wszystko pomimo mojej traumy - moja trauma byla jednak przewidywalna. Ale nie dlatego, ze proces habilitacyjny jest taki swietny, ale dlatego, ze rzeczywistosc bez habilitacji bedzie znacznie gorsza. Jednak im dluzej mysle o tym, powodowany chociazby blogiem, tym bardziej widze problemy. Chocby niespojnosc ustawy, chocby kryteria, ktore sa z kapelusza. jednak z tym wszystkim mozna sobie poradzic. Prawdziwym problemem jestesmy my: recenzenci habilitacji. i sam sie przyznaje bez bicia. Zueplnie nie podzielam dobrego samopoczucia pfg.


            --
            We are the Borg. Resistance is futile
            • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:25
              habilitant2012 napisał:

              > Właśnie o tym jest mój ostatni wpis.

              Zawsze musisz sie dopasowac do oczekiwan recenzentow. Jak wysylasz artykul do czasopisma, czy abstrakt na konferencje, czy wniosek grantowy, zawsze musisz wziac pod uwage oczekiwania recenzentow. Nauka nie istnieje w prozni. Zawsze sa ludzie, ktorzy oceniaja. Jezeli oczekiwania recenzentow w przewodzie habilitacyjnym diametralnie roznia sie od oczekiwan recenzentow we wszystkich pozostalych wymienionych przypadkach, to znaczy, ze problem jest z ta nauka, ale mimo wszystko, to ty musisz sie dopasowac. Proste?


              --
              Buty na nogi! Trzeba wiać!
              • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 16:32
                Tyle że mam do wyboru sto czasopism i jeśli uznam, że recenzenci się mylą, wysyłam do następnego. Co więcej, dokładnie wiem, co recenzenci będą oceniać. Tu nie wiem nic. I muszę się dopasowywać nie znając zasad, które przyjmą recenzenci. I to właśnie to jest najbardziej frustrujące.

                --
                Robię habilitację
                • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:36
                  Witamy w realu. To znaczy, ze naprawde zaczales "robic habilitacje". Wejdz do bazy nauka-polska.pl i wypisz sobie nazwiska wszystkich osob, ktore potencjalnie moga cie recenzowac, a potem zastanow sie, jakie moga byc oczekiwania tych osob. Tyle.

                  --
                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
            • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:30
              Najśmieszniejsze jest to, że ja nadal jestem dość pewny swego dorobku, ta pewność znika jednak, gdy zaczynam myśleć o habilitacji.

              Z czego wynika, ze habilitacja ma niewiele wspolnego z rzeczywistym dorobkiem. Jezeli juz to wiesz, to zajmij sie robieniem tej habilitacji.

              --
              Buty na nogi! Trzeba wiać!
              • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 16:33
                Hej ho. Wesołe jest życie habilitanta.

                charioteer1 napisał:

                > Najśmieszniejsze jest to, że ja nadal jestem dość pewny swego dorobku, ta pe
                > wność znika jednak, gdy zaczynam myśleć o habilitacji.

                >
                > Z czego wynika, ze habilitacja ma niewiele wspolnego z rzeczywistym dorobkiem.
                > Jezeli juz to wiesz, to zajmij sie robieniem tej habilitacji.
                >


                --
                Robię habilitację
              • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 16:37
                przepraszam, ale to jakieś koszmarne bzdury, niedługo dojdziemy tu do wniosku, że jak ktoś ma porządny dorobek, to go uwalą, a nawet nie pozwolą złożyć wniosku... przepraszam, ale takie opowieści tylko wysłuchuję i zazwyczaj od ludzi, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią... widzieć, nie widziałem takiej sytuacji; podpisuję się pod tym, co pisze w związku z tą kwestią Dala - zamiast gaworzyć o habilitacji, zrobić wcześnie porządny dorobek, napisać wniosek i koniec kropka...
                --
                Louder Than Bombs...
                      • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 16:50
                        no to w takim razie istnieją rytuały wewnątrzplemienne, jedne plemiona się uwalają, a inne nie... ja widzę tylko przechodzenie habilitacji, które na to nie zasługują, po dłuższym namyśle nie znalazłem nikogo niezłego uwalonego...
                        --
                        Louder Than Bombs...
                    • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 17:36
                      no wiec ja takich nie znam, co pewnie nie znaczy, ze ich nie ma. Ja przeszedlem, choc z bolami i dluga debata rady na moj temat. niekoniecznie merytoryczna :-) Wedlug mnie duzo wiekszym problememjest przepuszczanie knotow.

                      Tyle ze ja mam wrazenie, ze teraz mnie bylo prosto. Mowiac szczerze, nawet nie zagladnalem do ustawy czy rozporzadzen regulujacych habiltiacje. Nie przyszlo mi to do glowy. Zrobilem to, co przede mna robili inni. Moj autoreferat, jak mysle o nim, byl rewolucyjny w kontekscie tego, co czytam teraz. Ale tak ogolnie, to byla habilitacja bez refleksji.

                      Dzisiaj ludzie czytaja ustawy, rozwazaja, na dodatek maja cala mase przestrzeni do dsykusji. No i sie zaczyna problem. Bo mozemy porownac litere prawa z praktyka jego wykonywania. I co? i ja rowniez widze problem. Bo ustawa swoje, a recenzenci (w tym ja sam!) swoje. i jesli masz habilitanta, ktory nagle znalazl sie w tej rzeczywistosci, to to musi byc maly szok. Bo cos trzeba napisac. I domaganie sie spojnosci przekazu nie jest histeria.

                      Ja jestem starym wyjadaczem i wystarczajaco cynicznym, zeby myslec, ze te wszystkie autoreferaty nie maja zadnego znaczenia. No trzeba napisac, ale czy kogos uwala za autoreferat? Nie, nie uwala. Ja bym pytal nawet: czy ktos to w ogole czyta? co mnie przeciez obchodzi autoreferat, jesli widze liste publikacji, ktora jest, powiedzmy, lepsza niz niejednego profesora, albo gorsza niz niejedengo adiunkta. dla mnie autoreferat moze sie skladac tekstu typu: dupa dupa dupa.... co mnie on obchodzi? Tak mozna by o nim pogadac, ale skoro juz nie ma kolokwium (i dobrze) to nie ma o czym gadac.

                      Z punktu widzenia habilitanta autoreferat to to, co go sprzedaje. I on w to wlozy wiele wysilku. Z mojego punktu widzenia, autoreferat jest wazny w stopniu minimalnym. I naprawde moze sie okazac, ze recenzenci tego nie przeczytaja. a jak przeczytaja, to zignoruja pol jego zawartosci, itd itd.

                      Glowna zaleta tego, co pisze habilitant jest to, ze zwraca uwage na problemy wlasnie ze spojnoscia przekazu. Pokazuje tez go od strony kogos, kto musi sobie z nim radzic. I mnie sie to przydalo.i dobrze by bylo, gdyby poczytali ten blog w ministerstwie (mowie powaznie). jednak te doswiadczenia sa raczej nierelwantne z punktu widzenia procesu recenzyjnego. On zyje swoim zyciem.....


                      adept44_ltd napisał:

                      > oj nie krzycz :), ile znasz uwalonych habilitacji ludzi niezłych z niezłym doro
                      > bkiem?


                      --
                      James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
            • kramka1 Re: Histeria 11.06.12, 17:55
              Powiedzmy szczerze, to jest naprawde histeria.;))
              Nie wiem, jak w twojej dzialce, ale w mojej nie ma jeszcze żadnych recenzji, w pokrewnej są bodaj w dwóch postepowaniach, a w kolejnej pokrewnej w jednym. I naprawdę nic z tego nie wynika. Sukces odnotował zarówny naukowiec z dorobkiem prawie wyłacznie krajowym, jak i ten z dobrym zagranicznym. Więc gdybym miała cos zawyrokować, to tylko: na dwoje babka wrózyła.
              Habilitancie, czy nie lepiej poczekac na liczniejsze finały postepowan i dopiero wtedy wyrokować, czy to świat zwariował czy moze tylko my?
              • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 18:13
                Nie wypowiadam sie na temat szans habilitantów. Nie wypowiadam się, czy recenzenci mają rację w swych ocenach. Mówię jedynie, że recenzje nie spełniają oczekiwań nakładających na nich przez ustawę. Dla mnie to znaczny problem, bo nie sposób odpowiedzieć autoreferatem na taką niespójność oczekiwań. Jeśli jednak wierzyć cynicznemu dala.tacie, to to nie jest żaden problem, bo autoreferatu recenzenci mogą wcale nie przeczytać. To mi nie przyszło do głowy, przyznam.

                Z kolei praktyki, o których mówisz, to będzie kolejna ciekawostka do analizy. Tej analizy jednak na blogu nie przeprowadzę.


                kramka1 napisała:

                > Powiedzmy szczerze, to jest naprawde histeria.;))
                > Nie wiem, jak w twojej dzialce, ale w mojej nie ma jeszcze żadnych recenzji, w
                > pokrewnej są bodaj w dwóch postepowaniach, a w kolejnej pokrewnej w jednym. I n
                > aprawdę nic z tego nie wynika. Sukces odnotował zarówny naukowiec z dorobkiem p
                > rawie wyłacznie krajowym, jak i ten z dobrym zagranicznym. Więc gdybym miała co
                > s zawyrokować, to tylko: na dwoje babka wrózyła.
                > Habilitancie, czy nie lepiej poczekac na liczniejsze finały postepowan i dopier
                > o wtedy wyrokować, czy to świat zwariował czy moze tylko my?


                --
                Robię habilitację
                • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 19:42
                  bo nie sposób odpowiedzieć autoreferatem na taką niespójność oczekiwań.


                  no i akurat co do tego to ja się zupełnie nie zgadzam...zresztą, proszę wybaczyć te truizmy, ale to nie jest tylko tak, że recenzent kreuje się swoim widzimisiem, to również autoreferat wpływa na to, co recenzent napisze... ta relacja działa w obie strony... i zwłaszcza będzie tak teraz...
                  --
                  Louder Than Bombs...
                  • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 19:46
                    adept44_ltd napisał:

                    > proszę wybaczy
                    > ć te truizmy, ale to nie jest tylko tak, że recenzent kreuje się swoim widzimis
                    > iem, to również autoreferat wpływa na to, co recenzent napisze... ta relacja dz
                    > iała w obie strony...

                    Nnnnooo...! W obie strony, powiadasz... Jedni czytaja rozprawy, inni wola, jak im sie stresci w autoreferacie...


                    --
                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                    • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 19:59
                      zaakcentowałem - zwłaszcza dzisiaj, kiedy nie musisz mieć rozprawy... możesz podsunąć recenzentowi klucz, no ale trzeba pomyślę, no i umieć pisać... a wiszące autoreferaty w większości przekonują, że ani jedna, ani druga umiejętność nie wchodzi w grę, więc o czym mówimy???
                      --
                      Louder Than Bombs...
                      • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 20:09
                        iiiiii... wiekszosc to sa habilitacje, ktore juz wczesniej gdzies padly, wiec trudno mowic o reprezentatywnosci. Jak uwazniej popatrzysz, to nawet w tym zestawieniu znajdziesz pismiennych i czytatych.


                        --
                        Buty na nogi! Trzeba wiać!
                  • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 19:56

                    Zupelnie sie z tym nie zgadzam, adepcie. To jest twoja wizja swiata z bzami, rumakami i syrenami.

                    adept44_ltd napisał:

                    > bo nie sposób odpowiedzieć autoreferatem na taką niespójność oczekiwań.
                    >
                    >
                    > no i akurat co do tego to ja się zupełnie nie zgadzam...zresztą, proszę wybaczy
                    > ć te truizmy, ale to nie jest tylko tak, że recenzent kreuje się swoim widzimis
                    > iem, to również autoreferat wpływa na to, co recenzent napisze... ta relacja dz
                    > iała w obie strony... i zwłaszcza będzie tak teraz...


                    --
                    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                    • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:07
                      bzy? rumaki?, syreny? hm... wtf???


                      a serio... no tak, ale wkraczasz w dziedzinę psychopatologii recenzenckiej... a tu już potrzeba badań empirycznych i specjalistów, jak nie - obsuniemy się w takie miauczenie, w jakie obsunął się, ciekawy u początków, blog habilitanta...
                      --
                      Louder Than Bombs...
                      • habilitant2012 Miauczenie 11.06.12, 20:19
                        Bardzo mi przykro, że miauczę. Mam wrażenie jednak, że miauczenie oraz histeria zaczęły się w momencie, gdy przestałem się śmiać z habilitantów, a zacząłem narzekać na recenzentów. I zamiast odpuścić, wolałem prosić o przykłady, jak w dyskusji z pfg. Symptomatyczne, prawda?

                        A co badań empirycznych, to przeczytałem zdecydowaną większość recenzji zamieszczonych na stronach CK. A jest ich już kilkadziesiąt. Nie wiem, jakie to jeszcze badania empiryczne masz na myśli, na recenzjach, których jeszcze nie ma?? Jakich to specjalistów masz na myśli? Od recenzjologii?? Jeśli uważasz, że nie mam racji, pokaż mi te recenzje, które sie wyłamują ze schematu, o którym mówię. Jesteś kolejnym habilitowanym, który po prostu uważa, że jest fajnie. Jednak głównie o tym zapewniasz.

                        Nie twierdzę, że to sprawa kluczowa. Być może to dala.tata ma rację. Jednak nie zmienia to tego, że recenzje są pisane obok ustawy.


                        adept44_ltd napisał:

                        > a serio... no tak, ale wkraczasz w dziedzinę psychopatologii recenzenckiej... a
                        > tu już potrzeba badań empirycznych i specjalistów, jak nie - obsuniemy się w t
                        > akie miauczenie, w jakie obsunął się, ciekawy u początków, blog habilitanta...


                        --
                        Robię habilitację
                        • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 20:27
                          napisałem - psychopatolog... :)


                          natomiast bardzo nie lubię, jak mi się wmawia, że coś uważam... nie, nie uważam, że jest fajnie, nawet wprost przeciwnie :), uważam natomiast, że:
                          1. wypowiadasz się na podstawie recenzji, których jeszcze nie otrzymałeś, wyluzj, zrobi ci to dobrze...,
                          2. dość jednostronnie interpretujesz dane... (przy takich autoreferatach dość trudno pisać recenzje, a nowa ustawa zakłada dość kluczową rolę autoreferatu, stąd powtarzam - warto nad nim popracować, a wcześniej zaznajomić się ociupinkę z retoryką),
                          3. ja niezbyt rozumiem te dywagacje o niezgodności recenzji z ustawą... ustawa w istocie prawie nic nie mówi (czy też niewiele) o tym, jak ma wyglądać recenzja... i stwierdzenie o istotnym wkładzie można naprawdę na różne sposoby przekuć na sposób napisania recenzji...
                          --
                          Louder Than Bombs...
                          • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:38
                            To jeszcze raz:

                            1. nie wypowiadam się w ogóle na temat recenzji, których nie dostałem, jeśli myślisz inaczej, pokaż, gdzie!
                            2. Jesteś gołosłowny: na czym polega moja jednostronność interpretacji?
                            3. Ustawa mówi dość wyraźnie, że ocenia się 'znaczny wkład w dyscyplinę.' Znajdź, proszę, jedną recenzję, która to właśnie robi, choćby implicytnie. Powodzenia!


                            --
                            Robię habilitację
                            • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 20:48
                              1. i pozostanę gołosłowny, taki przywilej forum ;), nie mam za bardzo czasu na bawienie się w analizę twoich wypowiedzi :),
                              2. ale ja napisałem, na czym polega jednostronność, nie muszę już powtarzać, prawda?
                              3. miałeś tu komentarz pfg - choćby pisząc, że rozprawa, cykl spełnia wymogi ustawy :), ale z tego, co pamiętam z przytaczanych tu recenzji (podobnie zresztą wygląda to u mnie) - jeśli recenzent pisze o jakimś odkryciu/oryginalności, jeżeli zauważa, że coś jest cytowane itd. - to to już jest pisanie o wkładzie w dyscyplinę... dzięki bogu (bądź naturze itp. ;-) nasz język jest na tyle subtelny, że nie trzeba wszystkiego łopatologicznie wprost nazywać...
                              --
                              Louder Than Bombs...
                          • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:45
                            Ustawa nie mowi o tym, jak ma wygladac recenzja. O tym mowi rozporzadzenie. Tu masz modelowa recenzje pisana zgodnie z nowymi przepisami. Tak to powinno wygladac, pominawszy dywagacje recenzenta w pierwszych akapitach recenzji. Habilitant dramatyzuje, ze wszyscy pisza obok ustawy. Nieprawda, ale faktem jest, ze w niektorych dyscyplinach opor przed zastosowaniem sie do przepisow jest bardzo duzy.

                            --
                            Buty na nogi! Trzeba wiać!
                            • kramka1 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:50
                              No tak, recenzja rzeczywiscie ciekawa, ale jaka miałałby byc, skoro autor to człowiek z górnej naukowej pólki, a słuchanie jego wykładów to czysta przyjemnośc. Nie każdy umie władac słowem z tak dobrym efektem.
                            • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:52
                              Ta recenzja została już omówiona. Wątpię, by była modelowa :-)

                              charioteer1 napisał:

                              > Ustawa nie mowi o tym, jak ma wygladac recenzja. O tym mowi rozporzadzenie. [ur
                              > l=http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/WodeckaBeata/zal2.pdf]Tu[/url] masz mo
                              > delowa recenzje pisana zgodnie z nowymi przepisami. Tak to powinno wygladac, po
                              > minawszy dywagacje recenzenta w pierwszych akapitach recenzji. Habilitant dram
                              > atyzuje, ze wszyscy pisza obok ustawy. Nieprawda, ale faktem jest, ze w niektor
                              > ych dyscyplinach opor przed zastosowaniem sie do przepisow jest bardzo duzy.
                              >


                              --
                              Robię habilitację
                                • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 21:32
                                  Przepraszam, ale się za bardzo wkręcam w forum. Muszę kończyć na ten temat.


                                  charioteer1 napisał:

                                  > To uzasadnij. Moze w przyszlej prraktyce recenzenckiej mi sie przyda

                                  >


                                  --
                                  Robię habilitację
                                    • pfg Re: Miauczenie 11.06.12, 22:23
                                      charioteer1 napisał:

                                      > hehe, wersja ze swieczka i ogarkiem brzmi nie najgorzej.

                                      Habilitant wchodzi w fazę targowania się, zresztą już to zapowiadał. Wcześniej wyraźnie widać było zaprzeczanie i gniew. Cóż, wiadomo, czego się spodziewać dalej, ale na końcu nie będzie źle.
                                      --
                                      ludzie oderwani od polskości
                            • fajnytoster Re: Miauczenie 11.06.12, 21:29
                              Ale nawet ta modelowa niby recenzja z pewnością nie zadowoli habilitanta2012 (pewnie słusznie). A to dlatego, że tam gdzie recenzent miał oceniać wkład w rozwój dyscypliny nie posłużył się żadnymi sformułowanymi explicite kryteriami, ale ograniczył się jedynie do zupełnie subiektywnego stwierdzenia, że wkład jest i już (akapit na str. 3-4). I to pisał członek CK, jak widać bardzo mocno zorientowany na "proceduralną czystość".
                              • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 21:46
                                Napisal, ze wklad jest istotny, poniewaz tak wynika z oswiadczen wspolautorow, oraz pozycji nazwiska habilitantki wsrod nazwisk autorow, co dowodzi, ze jej wklad w powstanie tych dziel byl kluczowy. Akapit wyzej pisze, ze "osiagniecie", czyli cykl, jest spojne tematycznie oraz zostalo opublikowane w czasopismach o zasiegu miedzynarodowym. Jak dla mnie, recenzent wystarczajaco eksplicytnie zdefiniowal, co rozumie przez "znaczacy wklad".

                                --
                                Buty na nogi! Trzeba wiać!
                          • dala.tata Re: Miauczenie 11.06.12, 20:48
                            teraz to pojechales adepcie. juz nawet nie po bandzie, ale poza nia. Jakosc recenzji wyznacza jakosc autoreferatu? trudno pisac recenzje przy takich autoreferatach??? To habilitant odpowiada za jakosc recenzji?? To moze rada powinna rowniez wlaczac recenzje habilitacyjne do dorobku habillitanta?

                            Ja sie z toba lubie od czasu do czasu nie zgodzic, widzac jednak punkt widzenia. Jednak teraz to juz wszedles do innego wszechswiata.



                            adept44_ltd napisał:

                            > 2. dość jednostronnie interpretujesz dane... (przy takich autoreferatach dość t
                            > rudno pisać recenzje, a nowa ustawa zakłada dość kluczową rolę autoreferatu, st
                            > ąd powtarzam - warto nad nim popracować, a wcześniej zaznajomić się ociupinkę z
                            > retoryką),
                            --
                            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                            • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 20:56
                              no ale tylko troszeczkę... :) (wyjaśnione w kolejnym poście), mam alergię na debaty metafizyczne i i tak się długo trzymałem z dala.. :))), jestem absolutnie tego zdania, co kramka... ta dyskusja jest raczej ekspresją histerii niż realności...
                              --
                              Louder Than Bombs...
                        • pfg Nudne 11.06.12, 22:07
                          habilitant2012 napisał:

                          > Jednak nie
                          > zmienia to tego, że recenzje są pisane obok ustawy.

                          Ty tak twierdzisz.
                          --
                          Fachowiec pseudodydaktyk
                          • dala.tata I nuzace 11.06.12, 22:25
                            Nie chce tego przeciagac, bo habilitant sie juz wycofal, co mu dobrze zrobi.

                            jednak, poza twierdzeniem, ze jest inaczej, ty niewiele innego pokazales. Wszystko co pokazales, to to, ze ty masz racje, bo inni podobni do ciebie mysla, jak ty. To jest wyjatkowo slaby argument. I tak jak nudno juz bylo ze strony habilitanta, szczerze powiedziawszy, twoje zapewnienia sa rownie nuzace. Nie trzeba dodawac, ze jak podobne rzeczy pisze prof. Wegrzyn, to wszyscy z uwaga sie pochylamy nad zagadnieniem, jak pisze habilitant, to histeryzuje.

                            Jak juz pare razy napisalem, ja akurat mysle, ze habilitant wskazal na wazny problem, na ktory wczesniej nie wpadlem. Problem w tym, ze z tym problemem niewiele mozna zrobic, bo, jak sadze, wiekszosc mysli tak jak ty i nie bedzie wam jakis habilitant mowil, co macie robic.

                            I co zostaje? zostaje powiedzenie habilitantowi, ze histeryzuje i miauczy. Jak nie da sie przegadac, zawsze mozna ad personam, nie? Dostal piekna lekcje odbijania sie od sciany. Po prostu fala.


                            pfg napisał:

                            > habilitant2012 napisał:
                            >
                            > > Jednak nie
                            > > zmienia to tego, że recenzje są pisane obok ustawy.
                            >
                            > Ty tak twierdzisz.


                            --
                            Doktorat - nauka - uczelnia
                            Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                            • adept44_ltd Re: I nuzace 11.06.12, 22:33
                              jedno maleńkie ale... jeśli wskazujesz na to, że rzekomo recenzje nie pokazują wkładu w naukę i to jest to odkrycie, to ja pozwolę się nie zgodzić z tym... jak napisałem, wskazują...
                              --
                              Louder Than Bombs...
                              • dala.tata Re: I nuzace 11.06.12, 22:41
                                adepcie, zostaniemy przy swoich zdaniach.

                                adept44_ltd napisał:

                                > jedno maleńkie ale... jeśli wskazujesz na to, że rzekomo recenzje nie pokazują
                                > wkładu w naukę i to jest to odkrycie, to ja pozwolę się nie zgodzić z tym... j
                                > ak napisałem, wskazują...


                                --
                                I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                • dala.tata Re: I nuzace 11.06.12, 22:49
                                  zeby nie byc goloslownym. Wszedlem sobie na zakonczenie postepowanie w psychologii. Dwie recenzje maja sekcje: ocena rozprawy habilitacyjnej. a trzecia sekcja: rozprawa habilitacyjna. I jada z recenzja ksiazki. Ja dokladnie tak samo pisalem. I inni, kotrych recenzje widzialem. Zaden wklad.

                                  Tu trzeba empirii, adepcie, a nie zapewnien :-)

                                  i wiecej sie nie odzywam na ten temat. Ale czekam na ustalenia pfg co do emocji, ktore teraz przezywam. Fizyka daje niesamowite kompetencje.

                                  --
                                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                    • charioteer1 Re: I nuzace 11.06.12, 23:17
                                      ...i dyskusje z metodologia opublikowanych badan. Wprawdzie recenzentka przytomnie zaznacza, ze publikacje sa w czasopismach recenzowanych, ale co chciala napisac, to napisala. Nie prosciej bylo napisac, ze wprawdzie habilitantka ma publikacje w czasopismach recenzowanych, ale nie sa to czasopisma z najwyzszej polki? (zaznaczam, ze to nie jest wypowiedz na temat jakosci czasopism, tych akurat nie znam, postaram sie nadrobic)

                                      Dla mnie to typowo doktoratowe recenzje, o ktorych pisze habilitant. Nie ma zadnych zoperacjonalizowanych kryteriow wkladu. Wkladem jest to, co recenzent uzna za wklad.

                                      --
                                      Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                      • dala.tata Re: I nuzace 11.06.12, 23:25
                                        Mysle podobnie, zdajac sobie sprawy z tego, ze sie nie potrafie wykrecic jak habilitant. ale co tam, ja mam profesure!

                                        charioteer1 napisał:

                                        > Dla mnie to typowo doktoratowe recenzje, o ktorych pisze habilitant. Nie ma zad
                                        > nych zoperacjonalizowanych kryteriow wkladu. Wkladem jest to, co recenzent uzna
                                        > za wklad.
                                        >


                                        --
                                        Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                      • adept44_ltd Re: I nuzace 11.06.12, 23:36
                                        ta recenzja jest denna, niemniej -
                                        1. jest wspomniane o rozwiązaniach teoretycznych,
                                        2. jest wskazane, jak się one mają do dyskusji na ten temat,
                                        3. jest wskazanie na problem praktyczny i wagę zastosowania,

                                        nic dodać, nic ująć, przypominam, że nie ma zdefiniowanej operacyjnej definicji wkładu w nauce... zresztą trudno się pokusić o taką uniwersalną definicję...
                                        --
                                        Louder Than Bombs...
                                        • charioteer1 Re: I nuzace 12.06.12, 00:32
                                          Operacjonalizacja to jest definicja przyjeta przez autora. Jezeli recenzent nie potrafi zoperacjonalizowac tego, co ocenia, to znaczy, ze sam nie wie, co ocenia. Jedyna operacjonalizacja znacznego wkladu, jaka widze w tych recenzjach, wyglada mniej wiecej tak: rozprawa jest samodzielna i oryginalna, aczkolwiek nie pozbawiona uchybien metodologicznych.


                                          adept44_ltd napisał:

                                          > ta recenzja jest denna, niemniej -
                                          > 1. jest wspomniane o rozwiązaniach teoretycznych,
                                          > 2. jest wskazane, jak się one mają do dyskusji na ten temat,
                                          > 3. jest wskazanie na problem praktyczny i wagę zastosowania,
                                          >
                                          > nic dodać, nic ująć, przypominam, że nie ma zdefiniowanej operacyjnej definicji
                                          > wkładu w nauce... zresztą trudno się pokusić o taką uniwersalną definicję...


                                          --
                                          Please use elevator, stairs stuck between floors.
                            • pfg Re: I nuzace 11.06.12, 23:20
                              dala.tata napisał:

                              > Nie trzeba
                              > dodawac, ze jak podobne rzeczy pisze prof. Wegrzyn, to wszyscy z uwaga sie poch
                              > ylamy nad zagadnieniem, jak pisze habilitant, to histeryzuje.

                              Ależ, dala, przecież oni nie piszą podobnych rzeczy! Węgrzyn powiada, że prawo jest niespójne, ustawa niejasna, rozporządzenie posługuje się źle zdefiniowanymi terminami, a tak naprawdę jest niechlujnie napisane. Habilitant zaś sprzeczności w prawie nie dostrzega, twierdzi natomiast, że recenzje pisane są z lekceważeniem prawa. A ja, ryzykując twoje znużenie, powtórzę, że żadnego lekceważenia prawa nie dostrzegam. Chodzi o to, że brak jest sformułowań "stanowi znaczny wkład"? No, daruj. Dostrzegam natomiast brak precyzji prawa.

                              Weźmy rzekomą sprzeczność z rozporządzeniem. Ja rozporządzenie czytam tak, że ono mówi, co nalezy uwzględniać, ale nie precyzuje, jak to nalezy robić. Więc taki fizyk ma mieć prace z JCR, czyli gdyby ktoś włączył do habilitacji z fizyki pracę z czasopisma spoza tej listy, recenzent ma obowiązek jej nie uwzględniać; gdyby uwzględnił, postąpiłby niezgodnie z rozporządzeniem. I tu prof. Woźniak w recenzji "modelowej" znalazł się na granicy, bowiem co prawda skrytykował włączenie pracy z Wiadomości Parazytologicznych do cyklu i nie objął tej pracy swoją pozytywną oceną, ale nie stwierdził wprost, że skoro praca ta jest z czasopisma spoza JCR, nie może wchodzić do habilitacyjnego dorobku biologa.

                              Na meta-poziomie powiem też, że ja nie jestem legalistą i nie domagam się dbania o skrupulatną zgodność z literą prawa. Ważniejszy jest dla mnie duch prawa. A duch jest taki: kandydat na doktora habilitowanego ma poddać swoj dorobek - cały, ale ze wskazaniem szczególnego "osiągnięcia" - ocenie środowiska, środowisko zaś ma go ocenić uczciwie, kompetentnie i najlepiej, jak umie. Przypadki, w których ocenia niekompetentnie, tym bardziej zaś nieuczciwie, są smutne i nalezy je pętnować, ale uważam, że to nie one są regułą. Natomiast to, czy recenzent napisze "stanowi znaczny wkład", czy "biorąc pod uwagę osiągnięcia naukowe, wnoszę o", czy też użyje innego równowaznego sformułowania, doprawdy ma niewielkie znaczenie.

                              Gdy rok temu uchwalano nowelizację, zastanawialiśmy się jak będzie wyglądać nowa procedura. I ja już rok temu pisałem, że *merytorycznie* nie będzie się wiele róznić od starej, bo recenzować będą ci sami ludzie, według tych samych zwyczajowych kryteriów, bo prawo jest na tyle nieprecyzyjne, że wszystko to się w prawie zmieści. No i jak widać, mieści się.

                              A fizyka, jak najbardziej, daje kolosalne kompetencje :-) (Fizycy znani są ze swojej arogancji.) Ale akurat twoje stany emocjonalne mnie nie interesują ;-)
                              --
                              Troll z habilitacją
                      • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 20:44
                        nie, nie wkrecam sie. Dla mnie to, co mowi habilitant, to kwestia akcentow. Za bardzo wierzy w autoreferat, choc sadzac po tym co piszesz, ty tez wierzysz. ja nie. Poza tym, to mysle, ze ma duzo racji.

                        --
                        Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                        • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:53
                          hipotetycznie widzę trzy warianty:

                          1. recenzent czyta cały dorobek, znał go albo poznaje... wypowiada się na temat, no i istotna jest tylko i wyłącznie waga tego dorobku, o czym wiele razy pisaliśmy,
                          2. recenzent słabo się orientuje, ale wczytuje się w autoreferat, który pozwala mu wyciągnąć wnioski, czy to wszystko ma sens,
                          3. recenzent z różnych powodów bredzi... no ale to, jak pisałem, jest już do leczenia i nic na to nie poradzisz, takiego trzeba wyeliminować i myślę, że blogi mogą odegrać w tym rolę - ale przy precyzyjnej analizie tego, co napisane, a nie rozważaniu tego, co nienapisane...


                          a kryteria - dość ogólne - są dwa: dorobek punktowany... (no i trudno w związku z nim coś dyskutować), no i wkład w naukę... to jest, jak wszyscy zauważyli, na tyle pojemna kategoria, że ja bym się raczej tego czepiał, a nie tego, że rzekomo recenzenci o tym nie piszą - jak napisałem, o tym można pisać na różne sposoby...
                          --
                          Louder Than Bombs...
                  • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:10
                    Myślę, że to nieco optymistyczne. Poza tym, to, o czym ma być autoreferat, wyznacza ustawa i rozporządzenie, a nie recenzent i jego zdoloność do empatyzowania z habilitantem. Ja mogę kierunkować, jednak chcę mieć jasne parametry kierunkowania. A ich nie ma. I już kończę na ten temat, bo się znowu wkręcę.

                    --
                    Robię habilitację
                    • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:20
                      widzisz jeden i ten sam tekst możesz napisać na mnóstwo różnych sposobów - tak, że będziesz miał podobnie sporą ilość reakcji nań... słowa nie są przezroczyste, podobnie jak ich użycie...
                      --
                      Louder Than Bombs...
                      • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:40
                        Wybacz, jednak my nie mówimy teraz o literaturze, ale o procedurze.

                        adept44_ltd napisał:

                        > widzisz jeden i ten sam tekst możesz napisać na mnóstwo różnych sposobów - tak,
                        > że będziesz miał podobnie sporą ilość reakcji nań... słowa nie są przezroczyst
                        > e, podobnie jak ich użycie...


                        --
                        Robię habilitację
                        • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:44
                          wybaczam, ale ja nie mówię o literaturze... mówię o autoreferacie, który jest tekstem, jeśli nie rozumiesz, co piszę, będziesz dalej marudził :)
                          --
                          Louder Than Bombs...
                          • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:50
                            Otóż, myślę, że nie marudzę. Myślę, że to, co mówię, ma sens. I do tej pory nie usłyszałem cienia argumentu, który by wskazywał, że tak nie jest.

                            adept44_ltd napisał:

                            > wybaczam, ale ja nie mówię o literaturze... mówię o autoreferacie, który jest t
                            > ekstem, jeśli nie rozumiesz, co piszę, będziesz dalej marudził :)


                            --
                            Robię habilitację
                      • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:41
                        Jednak my teraz nie o literaturze, ale o procedurze. I dobrze o tym pamiętać.

                        adept44_ltd napisał:

                        > widzisz jeden i ten sam tekst możesz napisać na mnóstwo różnych sposobów - tak,
                        > że będziesz miał podobnie sporą ilość reakcji nań... słowa nie są przezroczyst
                        > e, podobnie jak ich użycie...


                        --
                        Robię habilitację
                      • kramka1 Re: Histeria 11.06.12, 20:46
                        Ale tak naprawdę o czym ta dyskusja? Rzuciłam okiem na strony "awansowe" CK. Chyba tylko u ekonomistów jest wiecej zakonczonych postepowan. W innych mało albo zero. Dyskusja o recenzjach i percepcji autoreferatów jest w tej sytuacji jałowa: jak mozna dyskutowac o problemie przy tak małej liczbie danych? Co więcej, zapewne te zaopiniowane habilitacje złozone zostały w okresie, gdy procedura dopiero nabierała kształtu. Pamietacie te pierwsze autoreferaty od czapy? Ja osobiscie z oceną praktyki recenzenckiej poczekam na kilka ocen z mojej działki. Porównam, kto dostał i za co dostał.
                        A czytanie teksów z innych nauk jest średnio sensowne: każda dziedzina ma swoja specyfikę.
                        Choc oczywiscie zgoda, ze pytanie, jak dobrze napisac autoreferat, tez mi spac nie daje po nocach. ;) Czy w formie popularnonaukowego opisu dokonań czy tez detalicznego wyliczenia, co zbadałam i co wyszło, z podaniem kilogramów, metrów i sekund. Przyznam, ze ten drugi sposób zupełnie mnie nie rajcuje i jako czytelnika i jako przyszłego autora.
                        • kramka1 Niech sie wstydzą? 17.06.12, 13:45
                          "Otóż problem polega na tym, że Państwu Profesorom odebrano część władzy"
                          A ja mysle, ze coraz bardziej w tych naszych dyskusjach obnazających rózne aspekty nowej procedury wychodzi na wierzch oczywista oczywistość: habilitacja nie jest potrzebna.
                          Stara habilitacja polegała czasami i na tym, ze przeczołgiwano delikwenta. Teraz nie ma jak, no chyba, że w publicznie dostępnej recenzji, która bardziej zdradzi poziom recenzenta niz poziom aplikanta. A teraz co mamy? Ano mamy dwa rodzaje recenzji. Jedne, jak ta od prof. Węgrzyna, odnosza sie do miar dorobku i własciwie mają charakter urzedniczy (jeżeli wczytac sie w ducha ustawy, to własnie o takie urzednicze recenzje w nowej procedurze chodzi). Drugie zawierają ocenę dorobku juz zrecenzowanego przez recenzentów prestizowych czasopism, czyli nie dodają do oceny nic nowego, a co najwyżej obnażają upierdliwość recenzenta.
                          Z punktu widzenia habilitanta publikujacego na Zachodzie habilitacja nic nie zmienia. Jak publikował, tak będzie publikował, jak go prosili o recenzje, tak go poproszą, jak mógł się starac o granty, tak dalej moze. A czego nie moze? Nie moze rządzić. Nie moze też aplikowac na najwyzsze stanowiska w polskiej nauce, bo tu trzeba miec hab. przed nazwiskiem.
                          I tu moze Habilitant ma rację, że problem nowej habilitacji polega na "władzy", choc może inaczej zinterpretowanej. Nie tyle profesurze odebrano władzę odnosnie oceny habilitantów, ale odebrano im wpływ na to, kto dostanie tą habilitacje. Nie trzeba juz aplikowac do swojej rady, której sie wczesniej podpadło, nie trzeba antyszambrowac u profesora-miernoty, by jednak był łaskawy dla habilitanta... Wysyła się papiery do CK i jak dobrze pójdzie, to bez patrzenia na swoją RW ma sie habilitacje w kieszeni. A z habilitacją przechodzi sie z kategorii petenta do kategorii udzielnego pana i włądzcy, któremu drugi wydziałowy udzielny pan i władca tak szybko nie podskoczy.
                          Władza w polskiej nauce jest koncesjonowana- jest rezerwowana dla ludzi habilitowanych. Nowa procedura jest zamachem na tą koncesję, ponieważ nie do starej włądzy nalezy wybór nowej władzy. Im więcej nowych habilitowanych, tym mniej do gadania mieć będą starzy habilitowani. I o to gra sie toczy. By tych nowych nie przybywało w za szybkim tempie.
                          • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 14:33
                            kazdy proces recenzyjny jest procesem, w ktorym recenzent ma wladze, a recenzowany musi sie tej wladzy podporzadkowac. Problem z wladza jest taki, ze wladza nie lubi, gdy sie ja kontroluje. a ludzie przy wladzy nie lubia, gdy sie im patrzy na rece.

                            Stary proces habilitacyjny byl procesem, w ktorym wladza profesorska byla praktycznie nieograniczona. Przeciez kolokwium habilitacyjne to jest rozboj w bialy dzien, wyklad habilitacyjny tylko podbija poprzeczke braku kryteriow, braku przejrzystosci. I tak moje kolokwium habilitacyjna moze byc moze jednostkowym przykladem naduzycia wladzy, nie zmienia to jednak faktu, ze sie odbylo, a tym, ktorzy wladziy naduzywali nie tylko sie nic nie stalo, ale na dodatek nikt okiem nie mrgunal na nich. dla reszty rady to, co dla mnie bylo skandalem, bylo absoltunie normalnym zachowaniem.

                            Procedura, ktora oparta jest na dobrej woli tych u wladzy jest czyms zlym. I dlatego, zgadzam sie z habilitantem, nowa procedura habilitacyjna ogranicza, niewiele, ale ogranicza wystepy 'samodzielnych'. Dazenie do powrotu starej habilitacji jest dazeniem do powrotu do sadow kapturowych.

                            Wladza w calym swiecie naukowym jest koncesjonowana. Tyle ze my nauczylismy sie juz koncesjonowac ja w sosob cywilizowany.

                            --
                            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                              • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:21
                                obawiam sie, ze nie. Dzisiaj nie ma juz kapturow - recenzje powieszono na internecie. ja nadal uwazam, ze to jest dosc wazne.

                                adept44_ltd napisał:

                                > tylko odnośnie metafory - sąd kapturowy to raczej jest teraz... komisja, bez ud
                                > ziału ofiary...


                                --
                                Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                          • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 14:52
                            kramka1 napisała:

                            > Nie trzeba juz aplikowac do swojej rady, której sie wczesniej podpadło, nie t
                            > rzeba antyszambrowac u profesora-miernoty, by jednak był łaskawy dla habilitant
                            > a... Wysyła się papiery do CK i jak dobrze pójdzie, to bez patrzenia na swoją R
                            > W ma sie habilitacje w kieszeni. A z habilitacją przechodzi sie z kategorii pet
                            > enta do kategorii udzielnego pana i włądzcy, któremu drugi wydziałowy udzielny
                            > pan i władca tak szybko nie podskoczy.

                            O, naiwnosci! Po pierwsze, RW trzeba wskazac we wniosku. Po drugie, RW moze odmowic, wiec zadnego "w kieszeni" nie bedzie. O skakaniu to moze naprawde innym razem.


                            --
                            Buty na nogi! Trzeba wiać!
                          • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:01
                            Zadnych zalet nowej procedury dla habilitanta nie widze. W to, ze profesorowie beda sie wstydzic zupelnie nie wierze. W starej procedurze, piszac recenzje, mieli swiadomosc, ze ktos to bedzie czytal i jakas rada bedzie nad tym debatowac. Mimo to pisali bzdury. W jaki sposob wieszanie recenzji w internecie ma zapobiec pisaniu bzdur w recenzjach? Oni sie maja tych bzdur wstydzic? To habilitant bedzie sie wstydzil, poniewaz w 9 przypadkach na 10 malo kto poza habilitantem bedzie mial swiadomosc, ze bzdura jest bzdura.

                            Zaleta wieszania w internecie jest jedynie to, ze jako czlonek rady moge sobie poczytac i wyrobic sobie swoje zdanie na temat habilitanta i recenzentow, i zdecydowac zawczasu, jak bede glosowac. Taak, w ostatecznosci to rada decyduje.

                            --
                            Buty na nogi! Trzeba wiać!
                            • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:20
                              z punktu widzenia habilitanta zalet nie ma zadnych. z punktu widzenia recenzenta sa wady. i one, potencjalnie, przekladaja sie na zalety dla habilitanta.


                              --
                              Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                              • kramka1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:37
                                "O, naiwnosci! Po pierwsze, RW trzeba wskazac we wniosku. Po drugie, RW moze odmowic, wiec zadnego "w kieszeni" nie bedzie."
                                Naiwność? Trzeba we wniosku wskazać RW. Ale niekoniecznie swoją RW. Mozna całkiem inną. Mozna z innej dziedziny, jezeli pracuje się w temacie mieszczacym się w kompetencjach jakiejs dziedziny pokrewnej. Dla mnie to kolosalna róznica. A to, czy "w kieszeni" czy nie, to juz zalezy od jakości procedur w ogóle. Albo aplikanci z powaznym dorobkiem z definicji będą pozytywnie oceniani albo nie. Ale to juz temat na innym watek.
                                "z punktu widzenia habilitanta zalet nie ma zadnych". Ja widze dużo zalet w nowej procedurze. Dowolna RW, brak kolokwium... Źle widzę?
                                • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:44
                                  kramka1 napisała:

                                  > Trzeba we wniosku wskazać RW. Ale niekoniecznie swoją RW. Mozna całki
                                  > em inną. Mozna z innej dziedziny, jezeli pracuje się w temacie mieszczacym się
                                  > w kompetencjach jakiejs dziedziny pokrewnej. Dla mnie to kolosalna róznica.

                                  Tu nie ma zadnej roznicy. Taka mozliwosc istniala odpokad zaczal mnie w ogole interesowac temat habilitacji, tzn. ze dwie ustawy temu.

                                  Kolokwium to pan pikus. Kluczowa rzecza jest dobor recenzentow.

                                  --
                                  Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                  • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 16:01
                                    ale dobor recenzentow bedzie zawsze i wszedzie. i tyle. tego nigdy nie usunie sie z procedury habilitacyjnej. i dobrze.

                                    brak kolokwium jest zaleta. byc moze przeceniana, jednak jest zaleta. pomijam juz ze znam habilitacje, ktora uwalono na wykladzie. ja mysle ze ona powinna byc uwalona, ale nie, kurde, na wykladzie!!!

                                    charioteer1 napisał:

                                    >
                                    > Kolokwium to pan pikus. Kluczowa rzecza jest dobor recenzentow.
                                    >


                                    --
                                    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.