Dodaj do ulubionych

Wyniki konkursów NCN

01.06.12, 07:50
NCN ogłosił ostatnio wyniki konkursów. Przy tej okazji znowu przyszło mi do głowy, że system oceny wniosków jest jednak koślawy. O tym czy wniosek przejdzie do drugiego etapu czy odpadnie decyduje praktycznie jednoosobowo szereg recenzentów. Zatem fakt, że dany wniosek przeszedł dalej (i może uzyskał finansowanie) a inny nie wcale nie świadczy, że ten pierwszy jest lepszy od drugiego. Świadczy natomiast o tym, że trafił na recenzenta, któremu się bardziej spodobał; natomiast drugi miał mniej szczęścia. O tym jak bardzo osoba oceniającego może mieć wpływ na dalsze losy wniosku świadczą fakty z przeszłości, z czasów KBN, kiedy to nieraz zdarzało się, że jeden wniosek uzyskiwał bardzo różne oceny od dwóch recenzentów. Jeden twierdził, że jest bardzo dobry, drugi - że słaby. Przekładając to na obecny system, albo masz SZCZĘŚCIE i trafiasz na recenzenta, któremu się wniosek podoba (idziesz dalej) albo masz PECHA i trafiasz na recenzenta, który twierdzi że wniosek jest słaby i wypadasz z gry. Taki system jest do du... Myślę, że aby uzyskać zadowalający stopień obiektywizmu wniosek powinien być oceniany przez, powiedzmy, 5 recenzentów; 2 skrajne recenzje powinny być odrzucane, a 3 pozostałe składałyby się na średnią ocenę. W chwili obecnej trudno mówić o obiektywizmie.
Edytor zaawansowany
  • 01.06.12, 09:25
    takich recenzentów jest dwóch...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 14:11
    znam przypadek osoby, która tym razem dostała pieniądze, a złożyła ten sam wniosek po raz trzeci - bez zmiany; najwyraźniej trafiła na innych recenzentów, bo poprzednie dwa odrzucono jej
  • 01.06.12, 14:24
    Być może pierwsi dwaj recenzenci kierowali się dorobkiem a czytaniem tekstu, poza streszczeniem nie zajmowali sobie głowy. Byłem też świadkiem czegoś innego. Recenzujący grant zwrócił uwagę z jakiego ośrodka jest delikwent i napisał pozytywną recenzję, twierdząc że zna jego szefa, a zatem i jego adiunkt musi być dobry. I tyle....
  • 01.06.12, 14:42
    Tego typh uprzedzenia znane sa wszedzie. I sa praktycznie nie do wyeliminowania niestety.
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 08.06.12, 14:09
    a czasem trzech
    właśnie oglądałam uwalony wniosek bliskiej osoby i opinii było 5 - podpisane:
    Ekspert 1
    Ekspert 2
    Recenzent 1
    Recenzent 2
    Recenzent 3
    i jeśli założy się, że nie powtarzają się osoby - to ocenia 5.
    Co ciekawe wszyscy wniosek chwalili i ocenili bardzo wysoko - a chyba się nawet spodziewali, że będzie finansowany, powtarzało się często, że "w przypadku skierowania wniosku do finansowania należy zrobić to i to"
    CytatOdpowiadasz na:
    adept44_ltd napisał:
    > takich recenzentów jest dwóch...
  • 01.06.12, 14:40
    Ne ma idealnego systemu oceniania grantow. I zawsze bedzie element subiektywnosci. Wszystko, co mozna robic, to monitorowac recenzje i ich jakosc. I eliminowac recenzentow piszacych slabe recenzje.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 01.06.12, 14:48
    dala.tata napisał:

    > Ne ma idealnego systemu oceniania grantow. I zawsze bedzie element subiektywnos
    > ci. Wszystko, co mozna robic, to monitorowac recenzje i ich jakosc. I eliminowa
    > c recenzentow piszacych slabe recenzje.

    dokładnie, przy czym patologie są o wiele bardziej widoczne w systemie, w którym jest mało pieniędzy...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 14:55
    Nie jestem pewien. Podejrzewam, ze to zalezy od patologii. Tak czy owak, szczegolnie przy braku forsy nalezy je eliminowac z zawzieciem.

    A swoja droga, to opad szczeki przezylem zestawiajac niektore projekty z budzetem na nie przeznaczonym.
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 01.06.12, 15:01
    "A swoja droga, to opad szczeki przezylem zestawiajac niektore projekty z budzetem na nie przeznaczonym." - a to kolejna patologia tych konkursów; prawie wszyscy wstawiają sobie wynagrodzenie, mimo że mają przecież etaty na uczelniach; umowne tłumaczenie jest takie - będę wykonywał prace, które normalnie nie wchodzą w zakres moich obowiązków (bzdura - jak badacz nie ma w swoich obowiązkach badań); szczęśliwcy, którzy załapią się na grant mają na 2-3 lata dodatek do pensji w postaci 30-50% (dlatego tez recenzenci uważnie patrzą kogo uszczęśliwią), w przypadku humanistów wynagrodzenie to ok. 50% kosztów grantu - czyli gdyby to wyeliminować, to granty dostawałoby dwa razy więcej ludzi
  • 01.06.12, 15:07
    jedyna patologia polega tu na tym, że część recenzentów nie wie (choć ma to wyraźnie wypisane w instrukcjach), że dorobek pokonferencyjny w PL to nie jest dorobek światowy...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 15:21
    tak, oczywiście - fakt, że recenzent może sobie wziąć punkciki z sufitu (bo jak trzeba coś dla kolegi załatwić, to instrukcje ma głęboko w poważaniu) to przejaw europejskości polskiej nauki; fakt, że wnioskodawca nie ma szans na jakiekolwiek sprawdzenie dlaczego jego wniosek odpadł to przejaw światowości
  • 01.06.12, 14:56
    problem w tym, że w pierwszym etapie nie piszą recenzji lecz przydzielają punkciki, delikwent, któremu uwalono wniosek wie tylko, że ma za mało punkcików; nie ma podstaw by się odwoływać od słabej recenzji, nie ma podstaw by zakwestionować kompetencje recenzenta - na tym polega patologia konkursów NCN
  • 01.06.12, 15:03
    to akurat nie jest patologia, tylko dydaktyka, w końcu się dowiadujesz, że liczy się solidny dorobek w solidnych czasopismach, a nie ilościówka tłuczona w pokonferencyjnych monografiach... da capo...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 15:18
    a co ma piernik do wiatraka - co ma wpisywanie do grantów dodatków do pensji do miejsca publikowania?; czyżbyś chciał zasugerować, że ci co mają artykuły w tzw czołowych czasopismach nie wpisują wynagrodzeń do grantów?
  • 01.06.12, 15:26
    nie wiem, jakim cudem sobie połączyłeś pensję z "punkcikami", pisałem tylko o "punkcikach", do których się raczyłeś odnieść...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 15:30
    mylisz wątki, ten jest o dodatkach do pensji
  • 01.06.12, 15:38
    ok, miał być cd. poprzedniego posta...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 16:01
    ale punkcikami ocenia się nie tylko dorobek kierownika (twój konik), ale i wartość naukową pomysłu i realność budżetu - żadnych wyjaśnień, tylko 1,2,3,4 - i od czego tu odwołać się? i jak zweryfikować recenzenta? a może o to chodzi - by nie dało się, by byli bezkarni w przydzielaniu kasy (swoim i kolesiom)
  • 01.06.12, 16:26
    no ale to nieprawda, pod każdą pozycją masz uzasadnienie recenzenta...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 16:33
    ależ prawda, mam tylko punkciki bez uzasadnienia - wyobraź sobie, że wnioski składam i wzrok mam dobry
  • 01.06.12, 16:45
    może ty jesteś na specjalnych prawach? zajrzałem na to, co recenzowałem i osf podaje uzasadnienie recenzji...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 16:58
    może recenzentowi podaje, ale uwalonemu przez recenzenta to już nie, sprawdziłem jeszcze raz - tylko punkciki w kilku grupach kryteriów
  • 01.06.12, 15:50
    Moze to Cie pocieszy.
    Niektorzy adiunkci "na wylocie" gdyż wiedza, ze juz nie zdaza z habilitacja, powiedzieli mi, ze specjalnie w grancie nie wpisali sobie wynagrodzen, ustawili go na 36 lub ponad 36 miesiecy. Prawnik doradzil im to rozwiazanie, gdyz uczelnia podpisujac wniosek o grant gwarantuje zatrudnienie kierownika grantu i jesli jest w grancie wynagrodzenie, to mozna takiego zwolnic i substytutem zatrudnienia jest umowa cywilno-prawna zwiazana z wyplata tych pieniedzy, a jesli w grancie nie ma przewidzianych pieniedzy na wynagrodzenie, to grant musi odejsc z kierownikiem albo dla swietego spokoju kierownik jest chroniony i dalej zatrudniony... i kierownik za wczasu sklada kolejne wnioski bez wynagrodzenia. To jest tzw. rolowanie zatrudnienia.

    Ciekawi mnie jak bedzie rozwiazana koniecznosc zatrudniania wynikajaca z zobowiazan uczelni w ktorej ma byc realizowany grant z koniecznoscia przeprowadzania konkursow, czy wtedy konkurs nie jest niezbedny????
  • 01.06.12, 15:57
    ale numer, nieźle ekipa Kudryckiej namieszała; coraz lepiej rozumiem dlaczego pisowcy przebąkują, że jak wreszcie wygrają to Kudrycka za wprowadzenie niekonstytucyjnych rozwiązań będzie miała Trybunał Stanu a wszystkie jej reformy zostaną unieważnione
  • 01.06.12, 18:27
    absolutnie, to, ze to ci adiunkci robia, to jest tylko wina Kudryckiej. ona osobiscie zgodzila sie na to.

    Litosci, proon!

    proon napisał:

    > ale numer, nieźle ekipa Kudryckiej namieszała; coraz lepiej rozumiem dlaczego p
    > isowcy przebąkują, że jak wreszcie wygrają to Kudrycka za wprowadzenie niekonst
    > ytucyjnych rozwiązań będzie miała Trybunał Stanu a wszystkie jej reformy zostan
    > ą unieważnione


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 01.06.12, 20:04
    ona osobiście dała prawne możliwości
  • 01.06.12, 20:45
    Tak jest, a bankierzy osobiscie daja okazje do okradania bankow, nie?
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 01.06.12, 19:31
    lecz już PiSowcy nie będą rządzić, są jeszcze 3 lata do zmiany albo ... tak, albo kontynuacji :)

    a wracając do meritum, skoro ocena wniosku grantowego oparta jest w znacznej mierze na osobie i potencjale kierownika, to prawdopodobnie (mimo, że istnieje aneks pozwalający na zmianę kierownika) ten kto wygrał grant powinien być domyślnie do końca jego kierownikiem zatrudnionym na szkole wyższej w której grant jest realizowany...
    jeśli wygasa mu kontrakt - to musi być konkurs czy nie musi?
    Muszą przecież zgodnie z wnioskiem o grant zatrudnić osoby wyznaczone przez wykonawców projektu i to w formie przez nich wskazanej :-), czy na swoim własnym konkursie w składzie komisji będzie jako członek komisji kierownik grantu i jako aplikujący kierownik grantu gdy jako asystentowi bez doktoratu lub adiunktowi bez habilitacji skończy mu się w połowie grantu kontrakt ze szkołą wyższą??
  • 01.06.12, 19:41
    ale tak jest tylko wtedy, jeśli ktoś ma pensję z grantu... wtedy po prostu jest zatrudniony na czas trwania grantu, a pisałaś o sytuacji odwrotnej...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 19:55
    Załóżmy, że jesteś adiunktem na wylocie i masz grant, bez wynagrodzenia, wywalają Cię... i przechodzisz do innej wyższej uczelni albo może nawet do dwóch. Co z grantem? Jajszczyk mówił, że każda uczelnia takiego z grantem przyjmie połaszczywszy się na narzuty, ale narzuty byłyby dalej w starej firmie?
    Afiliowane artykuły też na starą firmę?
    A kto zmusi wywalonego do lojalności i do dokończenia grantu skoro odpowiedzialność ponosi jednostka a zwolniony z pracy nie ma żadnych zobowiązań wobec kogoś z kim nie wiąże go stosunek pracy?
  • 01.06.12, 19:59
    widzę, że spekulacja sprawia ci przyjemność :), więc spekuluj, ja się wyłączam.... co do przenosin grantów był kiedyś na forum wątek... pytanie, na jaką kwotę musi być grant, by połaszczyć się na narzuty i zatrudnić kogoś na etat..., ale nie wymagam odpowiedzi...:)
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 20:11
    nie wiem czy istnieje coś takiego w NCN ale tu gdzie jestem odpowiednik NCN ma czarną listę i universita która nie dokonczy grantu za sam fakt trafienia na liste, ze choc jeden grant sie nie dokonczyl, ma gozej dostac nastepne i jest gorzej traktowana w ocenie przez ministerstwo edukacji, zapewne jeden zepsuty grant nie psuje wizerunku, ale jesli sie to kilka razy zdarzy, to szkola taka zwyczajnie ma gorsze notowania
    wiem, ze w KBN bylo cos takiego, ze nierozliczony grant z winy jednostki blokowal nowe nawet wygrane granty dopóki nie rozliczono poprzednich, a jak rozliczysz jak jedyny kierownik zostal zwolniony i z winy uniwersytetu pracuje w konkurencji, i jego nowemu pracodawcy jest na reke aby poprzedni pracodawca mial ciężej?
  • 01.06.12, 20:03
    a kierownik jest jednak z grantem zazwyczaj związany nierozerwalnie - są to jego własne badania i własne pomysły, zwłaszcza w grantach niezespołowych kierownik może być niezastąpiony w kwestii dokończenia grantu, temat jaki realizował kogoś innego w ogóle nie kręci.
  • 01.06.12, 16:26
    niezła bzdura... grant nie ma nic do zatrudnienia...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 19:23
    A jednak prawdopodobnie niekoniecznie masz rację:

    CytatG. OŚWIADCZENIA KIEROWNIKA JEDNOSTKI NAUKOWEJ
    1. Oświadczam, że zapoznałem się z wnioskiem o finansowanie projektu badawczego.
    2. W przypadku przyjęcia projektu badawczego pt.: ..tu tytul.. do finansowania jednostka naukowa zobowiązuje się do:
    1. włączenia projektu do planu zadaniowo-finansowego jednostki,
    2. udostępnienia pomieszczeń, aparatury i obsługi administracyjno-finansowej,
    3. zatrudnienia pracowników niezbędnych do realizacji projektu na podstawie uzgodnionej z wykonawcami projektu formy zatrudnienia (mianowanie, umowa o pracę, umowa o dzieło, umowa zlecenia),
    .... i tak dalej ....

    Takie oświadczenie podpisuje Rektor, Księgowy, i ktoś jeszcze z punktu wspierającego badania naukowe w szkole wyższej.

    ...Odpowiadasz na:
    adept44_ltd napisał:

    > niezła bzdura... grant nie ma nic do zatrudnienia...
  • 01.06.12, 19:31
    no więc to dokładnie pokazuje, że się mylisz... chodzi w tym przypadku o sytuację, w której delikwent zostaje zatrudniony za pieniądze na pensje z grantu... w związku z czym nie stosuje się to do adiunktów na wylocie, którzy nie starali się o pensję z grantu...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 16:35
    nie na wszystkich uczelniach taki grant zostanie podpisany w ciemno, wiec tego typu numer to zenada.
  • 01.07.12, 11:00
    No tak, tylko żeby mieć ten solidny dorobek w dobrych czasopismach, najpierw muszę zrobić solidne badania, a za darmo "solidnie" to się za bardzo nie da. Więc muszę mieć jakieś pieniądze, żeby zrobić badania na światowym poziomie. A NCN nie sfinansuje moich badań, bo nie mam przecież światowego dorobku, no bo nie mam pieniędzy na ""światowe" badania. No i kółeczko się zamyka. Kto dostaje pieniądze? Kto się dobrze ustawił w układzie.
  • 01.06.12, 17:58
    i bardzo dobrze, ze licza punkciki. niech licza, ile wlezie!! moze wreszcie zrozumiesz, ze publikowanie 'na internecie' jest nierelwantne.

    Mozna sie zastanawiac nad waga owych punkcikow, ale same punkciki sa super!

    proon napisał:

    > problem w tym, że w pierwszym etapie nie piszą recenzji lecz przydzielają punkc
    > iki, delikwent, któremu uwalono wniosek wie tylko, że ma za mało punkcików; nie
    > ma podstaw by się odwoływać od słabej recenzji, nie ma podstaw by zakwestionow
    > ać kompetencje recenzenta - na tym polega patologia konkursów NCN


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 01.06.12, 20:03
    a widziałeś kiedyś formularz wniosku w OPI - tam punkciki dla wniosku są nie tylko za dorobek kierownika, ale za wszystko, w tym za wartość naukową i za kosztorys - a tu hulaj dusza, o ile znam ludzi wychowanych w PRL, a ci recenzują, to szanse , że nie skorzystają z okazji by kogoś czysto - punkcikami - uwalić są minimalne; i odwrotnie, jak kolega poprosi i przemówi do rączki, to raczej trudno się oprzeć, by dać 4 za wsio;
  • 01.06.12, 16:05
    Ogolnie to widze tu jakas tragedie. W zadnym z konkursow w panelu HS2 nie widze ani jednej osoby, ktora bylaby mi znana chocby z nazwiska. Przypuszczam, ze kryteria oceny sa na tyle nieprecyzyjne, ze w jednych dyscyplinach recenzenci kosili wszystko, co sie ruszalo, w innych stawiali najwyzsze noty za byle co.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 01.06.12, 16:16
    akurat w tym panelu jest niezłe pomieszanie - literaturoznawstwo, bibliotekoznawstwo, językoznawstwo, kulturoznawstwo, nauki o sztuce - ciekawe czy wszystkie te dyscypliny są odpowiednio reprezentowane w składzie recenzentów i czy przypadkiem wniosku kulturoznawcy nie ocenia językoznawca? bo to akurat by wyjaśniało wątpliwości wyrażone w powyższym poście
  • 01.06.12, 16:34
    Nie, proon, nie tego dotyczyla moja watpliwosc. Chodzi mi o to, czy recenzent-kulturoznawca i recenzent-jezykoznawca w ten sam sposob interpretuja ustalone przez NCN kryteria oceny. Obawiam sie, ze nie, stad jedni sa nadreprezentowani, a drudzy nie dostaja w ogole grantow.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 01.06.12, 16:30
    wróciło kryterium chario :) - znam, nie znam,
    kryteria oceny są precyzyjne, ale sądzę, że tylko promil recenzentów w HS je rozumie... coraz bardziej przychylam się do twojej wizji recenzenta specjalnej troski...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 16:36
    Twoja odpowiedz swiadczy o tym, ze kryterium chario w tym przypadku sprawdza sie niezle. Jezeli recenzenci nie rozumieja kryteriow oceny, to znaczy, ze cos jest z tymi kryteriami nie tak.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 01.06.12, 16:39
    Alternatywnie mozna jeszcze przyjac, ze cos jest nie tak z tym panelem...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 01.06.12, 16:41
    masz - jak niżej... panel omawia tylko rozbieżności, ewentualnie walczy o jednostkowe przypadki...

    nb. to historycy najczęściej traktują dorobek historyków jako światowy, a nawet galaktyczny ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 16:41
    widzę w istocie trzy różne kwestie w twoim poście ;-)
    1) kryterium chario... nadto idiosynkratyczne,
    2) kryteria NCN - dość jednoznaczne i sensowne (może poza wyodrębnieniem obok międzynarodowego - światowego, po co?),
    3) kwestię recenzentów, których nie zmusisz do rozumienia 2), sprawa wychodzi na panelu wtedy, kiedy dwie recenzje się rozbiegną..., jeśli nie... - nie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 17:27
    adept44_ltd napisał:

    > 2) kryteria NCN - dość jednoznaczne i sensowne

    Dla mnie to sa jednoznaczne i sensowne kryteria. Jednoczesnie mam swiadomosc, ze w mojej waskiej dzialce kryterium miedzynarodowosci nie spelnia nikt, garstka osob ma szanse w ciagu najblizszych kilku lat wyprodukowac rzeczy na dobrym, miedzynarodowym poziomie. W dyscyplinie kryterium dorobkowe spelnia prawdopodobnie jedna- dwie osoby.

    > 3) kwestię recenzentów, których nie zmusisz do rozumienia 2),

    Mam w tej chwili pelna swiadomosc tego, ze recenzentow w niektorych dyscyplinach nie da sie zmusic do zrozumienia 2) i rodzi to okreslone skutki finansowe, wiec nastepnym razem jako recenzent bede klasyfikowac pcimskie jako krajowe, a krakowskie jako miedzynarodowe.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 01.06.12, 17:39
    1. no tak, ale, jeśli nie ma międzynarodowych, no to i tak jedziecie na jednym wózku,
    2. ja bym krakowskie też kwalifikował jako lokalne... chyba że chodzi ci o jakieś pismo krakowskie typu ERIH...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 17:53
    adept44_ltd napisał:

    > 1. no tak, ale, jeśli nie ma międzynarodowych, no to i tak jedziecie na jednym
    > wózku,

    Dobra, ale jezeli oni tez nie maja miedzynarodowych i przyznaja sobie granty, to czemu my mamy sobie nie przyznawac? Mowie teraz o dyscyplinach, a nie o waskich dzialeczkach. Jako recenzent decyduje w praktyce, czy grant dostanie pani X, ktorej dorobek jest moim zdaniem bardzo sredniawy, czy jakas anonimowa antropolozka, ktora prawdopodobnie ma jeszcze bardziej sredniawy dorobek.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 01.06.12, 17:59
    no tak, ale w ten sposób przyczyniasz się do rozregulowania tego bajzlu w jeszcze większym stopniu...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 18:18
    Wiem, ale w pojedynke jako szara recenzencka masa nie mam szans tego naprawic, moge co najwyzej zaszkodzic ludziom, ktorzy nie dostana grantow, poniewaz ktos inny ma problem ze slowem miedzynarodowy. Dlatego pisze, ze ten panel to jedna wielka tragedia.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 01.06.12, 20:06
    tak, mieszanie rożnych dyscyplin w jednym panelu jest bez sensu, podobnie jak cały zestaw reform Kudryckiej

  • 01.06.12, 20:51
    Nie proon. Mieszanie dyscyplin jest normalne i oczywiste. Tak musi byc chocby po to by nie tworzyc gigantycznych instytucji. Zreszta ty bedziesz zawsze niezadowoliny. Wiec naprawde nie ma co sie przejmowac.

    proon napisał:

    > tak, mieszanie rożnych dyscyplin w jednym panelu jest bez sensu, podobnie jak c
    > ały zestaw reform Kudryckiej
    >


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 01.06.12, 21:06
    a historyków tam mnogo, więc proona wycięli sami swoi...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.06.12, 21:36
    Mieszanie dyscyplin jest ok pod warunkiem, ze sa to dyscypliny w miare jednorodne. W tym panelu ewidentnie spotykaja sie rozne grupy interesow z bardzo roznymi oczekiwaniami. "Znajome nazwiska" dosc czesto spotykam w HS6, co oznacza, ze wiele osob nisko ocenia szanse sukcesu w HS2.


    dala.tata napisał:

    > Nie proon. Mieszanie dyscyplin jest normalne i oczywiste. Tak musi byc chocby p
    > o to by nie tworzyc gigantycznych instytucji. Zreszta ty bedziesz zawsze niezad
    > owoliny. Wiec naprawde nie ma co sie przejmowac.
    >
    > proon napisał:
    >
    > > tak, mieszanie rożnych dyscyplin w jednym panelu jest bez sensu, podobnie
    > jak c
    > > ały zestaw reform Kudryckiej
    > >
    >
    >


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 02.06.12, 00:24
    Jednorodnosc dyscyplin....niby tak. problemem raczej sa standardy. Zestaw psychologow z pedagogami i bedzie katastrofa. inne wszeschswiaty.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • 01.06.12, 20:09
    "Jako recenzent decyduje w praktyce, czy grant dostanie pani X, ktorej dorobek jest moim zdaniem bardzo sredniawy, czy jakas anonimowa antropolozka, ktora prawdopodobnie ma jeszcze bardziej sredniawy dorobek." - ty masz większą władzę - decydujesz, która dorobi do pensji i która zapracuje na habilitację; jesteś dla nich bogiem - czy z tego korzystasz? a wiesz czego najbardziej szkoda na emeryturze - straconych okazji!!!
  • 01.06.12, 21:39
    Dzizas, proon, toz to jest belkot. Jaka okazje traci recenzent? Nawet nie mam okazji dowalic osobom, ktorych nie lubie, bo NCN jak do tej pory dba o to, by wnioski tych osob do mnie nie trafialy;)

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 03.06.12, 07:22
    Pamietam gazetową wypowiedź min. Kudryckiej, według której każdy - nawet człowiek spoza środowiska naukowego, czyli bez tzw. dorobku - może dostać grant. Jeśli ma dobry pomysł... Obecna dyskusja pokazuje, że recenzenci o tym nie wiedzą. Albo jednak nie każdy może. Kryterium dorobku w dziedzinach, gdzie większośc była skazana na publikację w zbiorówkach, często po redakcją obecnych recenzentów NCN jest podejrzane. Jeśli już, to należałoby oceniać jakośc publikacji, chyba że zakładamy, że redaktorzy (wśrod nich dzisiejsi recenzenci NCN) celowo publikowali szajs. Problem jest tylko jeden, komu by się chciało czytać teksty pana z Pcimia, przecież wiadomo, że nie mogą być dobre, w przeciwieństwie do naszych rzecz jasna.
  • 03.06.12, 08:58
    1. hm, jak to była skazana, nie było pism? nie było kopert, znaczków? od zawsze przecież było jasne, że w niektórych miejscach jest ciężko opublikować, a więc właśnie tam warto publikować, więc, przykro mi, ale to są bzdury...
    2. recenzenci mają ściśle określone tryby postępowania i dorobek wchodzi do ogólnej oceny (w różnych projektach w różnym stopniu...),
    3. osoba spoza środowiska - nie znaczy bez dorobku, znam osoby spoza środowiska z dorobkiem i to w niezłych pismach...

    myślę, że zamiast wylewać gorzkie żale, lepiej zabrać się do roboty i pisać tak, by to mieściło się poza pokonferencyjnymi dziełami... (co do krytyki recenzentów - jest jak najbardziej uzasadniona, powinni recenzować tacy, którzy mają pojęcie o tym, czym jest dobra publikacja).
    --
    Louder Than Bombs...
  • 03.06.12, 09:03
    "powinni recenzować tacy, którzy mają pojęcie o tym, czym jest dobra publikacja" - a ja jeszcze dodam - a nawet czytają te publikacje (chociaż ostatnio rozpowszechniła się moda na ocenianie bez czytania - i jak tu dziwić się maturzystom zdającym polski bez czytania lektur, przecież przykład idzie z góry)
  • 03.06.12, 09:23
    A szczegplnie te z internetu, proon, nie? Szczegolnie te z internetu!

    proon napisał:

    > "powinni recenzować tacy, którzy mają pojęcie o tym, czym jest dobra publikacja
    > " - a ja jeszcze dodam - a nawet czytają te publikacje (chociaż ostatnio rozpow
    > szechniła się moda na ocenianie bez czytania - i jak tu dziwić się maturzystom
    > zdającym polski bez czytania lektur, przecież przykład idzie z góry)


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 03.06.12, 10:44
    "A szczegplnie te z internetu, proon, nie? Szczegolnie te z internetu!" - człowieka kulturalnego żaden środek przekazu nie odstrasza, bo ważne by czytać
  • 03.06.12, 11:23
    absoltunie, proon, ale jesli ten czlowiek kulturalny chce byc naukowcem, to rozumie, ze wliczanie pewnych tekstow do dorobku badawczego jest obciachem.

    proon napisał:

    > "A szczegplnie te z internetu, proon, nie? Szczegolnie te z internetu!" - człow
    > ieka kulturalnego żaden środek przekazu nie odstrasza, bo ważne by czytać


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 03.06.12, 12:50
    no to mam za swoje - a niedawno na jednej z konferencji przestrzegano mnie, by na tematy związane z Internetem nie dyskutować z dziadkami, bo problem nie na ich konserwatywne umysły
  • 03.06.12, 12:08
    dzięki :), jednak coś mnie dzisiaj ubawiło!
    --
    Louder Than Bombs...
  • 03.06.12, 10:35
    barcelona_ltd napisał:

    > Kryterium dorobku w dziedzinach, gdzie większośc by
    > ła skazana na publikację w zbiorówkach, często po redakcją obecnych recenzentów
    > NCN jest podejrzane.

    Kryterium jest takie samo we wszystkich dziedzinach, ale tez zachodze w glowe, jak ono jest w praktyce stosowane w tych "niektorych" dziedzinach.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 03.06.12, 12:24
    Nasuwa się kilka wątpliwości, po pierwsze z tego co tu napisaliście wynika że o tym czy kierownik dostanie grant decyduje jego dorobek, a nie treść projektu. To wyjaśniałoby zagadkę czemu projekty o tytułach przypominających bełkot syntaktyczno-semantyczny dostają dofinansowania. Niemniej w takiej sytuacji domniemany duży dorobek też wydaje się zagadkowy.

    W panelu HS1, w ostatniej edycji preludium, przyznano tylko siedem grantów - to wyjątkowo mało zważywszy że w równoległych panelach HS przyznano od 16 do 26 grantów. To sugeruje że kryteria oceny są swobodnie interpretowane i że wszystko zależy od tego czy recenzenci są kompleksiarzami, którzy mogą nareszcie być jak "Car i Boh", czy też są ludźmi nie-dysfunkcyjnymi. Raczej mało prawdopodobne, żeby do HS1 wpływało aż tak dużo słabych wniosków, żeby nie było komu przyznać pieniędzy. Zwłaszcza że również w tej szczęśliwej siódemce można znaleźć groteskowe tytuły.
  • 03.06.12, 12:34
    Ja tu widze problem. Bez watpienia najlepszym sposobem na to, zeby miec pewnosc, ze wyniki projektu zostana opublikowane, jest ocena dorobku kierownika. chcesz miec wyniki 'na internecie', to bierz kierownika tam 'publikujacego'. z drugiej strony, pomysly badawcze niekoniecznie sa zwiazane z publikowaniem. Nie wiem, jak wazyc dorobek z pomyslem, to nie takie proste, jednak byc moze 40 proc. za dorobek to za duzo.


    ethelfeld napisała:

    > Nasuwa się kilka wątpliwości, po pierwsze z tego co tu napisaliście wynika że o
    > tym czy kierownik dostanie grant decyduje jego dorobek, a nie treść projektu.
    > To wyjaśniałoby zagadkę czemu projekty o tytułach przypominających bełkot synta
    > ktyczno-semantyczny dostają dofinansowania. Niemniej w takiej sytuacji domniema
    > ny duży dorobek też wydaje się zagadkowy.
    >



    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 03.06.12, 12:45
    jasne (w tych projektach jest zdaje się mniej niż 40), niemniej co zrobić z nawet najciekawszym projektem delikwenta, który w życiu nie opublikował nic poza tomami pokonferencyjnymi albo pismami własnymi czy wydziałowymi, jeśli znam te prace i wiem, że są świetne, ok, ale zasadniczo mogę przyjąć, że autor jednak nie daje rady...?
    --
    Louder Than Bombs...
  • 03.06.12, 13:05
    i ja dobrze widze problem. i niestety wg mnie nie ma dobrej odpowiedzi na takie pytanie. Z jednej storny bowiem pieniadze powinny dostawac najlepsze projekty, z drugiej nie mam watplwisoci , ze wyniki badan powinny byc publikowane.

    Niestety, jesli mialbym wybierac, to wybieralbym opcje nieco gorszych projektow, ale przynajmniej z gwarancja publikacj.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 03.06.12, 13:10
    jak podejrzewam, stosunek wniosków do kasy jest taki, że gdyby proces recenzyjny był w każdym punkcie ok,można spokojnie wybrać wnioski z dobrym projektem i dobrym dorobkiem... no a reszta będzie marudzić... to jasne...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 03.06.12, 13:21
    Wystarczy mały research w Google żeby się przekonać, dorobek nie ma najmniejszego znaczenia! Kierownik wspomnianego przeze mnie groteskowego projektu ma dwa artykuły w pośledniejszych polskich czasopismach naukowych i jakieś sprawozdanie z konferencji. I na tym koniec doniesień w jego internetowej wizytówce wydziałowej.

    To zaczyna bardzo brzydko wyglądać
  • 03.06.12, 13:32
    i to jest sprawa, o której trzeba głośno mówić- dobór recenzentów, jeśli recenzenci mają właśnie taki dorobek, to później tak oceniają..., w HS widzę zwłaszcza nieco bardziej zaawansowanych wiekiem recenzentów, którzy ze zdziwieniem dowiadują się, o co w tym wszystkim chodzi...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 03.06.12, 14:20
    Wygląda to tak jakby recenzenci wcale nie obawiali się tego, że hucpa może wyjść na jaw. Rozumiem teraz co miał na myśli mój opiekun naukowy kiedy mówił że ojczyzna nigdy mu nie dała pieniędzy na badania naukowe - a on nie jest żadną sierotą po PRLu tylko doświadczonym stypendystą
  • 03.06.12, 12:43
    nie, wcale nie oznacza, w konkursach, o których tu, jak sądzę, była mowa, dorobek kierownika liczy się w mniejszym stopniu niż sam projekt... niemniej - jest istotny.
    --
    Louder Than Bombs...
  • 03.06.12, 13:23
    Wystarczy mały research w Google żeby się przekonać, dorobek nie ma najmniejszego znaczenia! Kierownik wspomnianego przeze mnie groteskowego projektu ma dwa artykuły w pośledniejszych polskich czasopismach naukowych i jakieś sprawozdanie z konferencji. I na tym koniec doniesień w jego internetowej wizytówce wydziałowej.

    To zaczyna bardzo brzydko wyglądać
  • 04.06.12, 06:46
    Byłem wykonawcą w grancie, który przepadł z kretesem (MNiSW). Później kierownik (oficjalnie) zrezygnował, pojechał, pogadał i grant został przyznany. W dokumentach nic nie zmienialiśmy. Dzięki tej akcji wiem, że moje wnioski nie mają szans - nikogo nie znam. Składam od 10 lat. Dotąd nie dostałem żadnego.
  • 04.06.12, 09:29
    Jesli tak rzeczywiscie moze byc, to na to nie ma slow.

    lorak46 napisał:

    > Byłem wykonawcą w grancie, który przepadł z kretesem (MNiSW). Później kierownik
    > (oficjalnie) zrezygnował, pojechał, pogadał i grant został przyznany. W dokume
    > ntach nic nie zmienialiśmy. Dzięki tej akcji wiem, że moje wnioski nie mają sza
    > ns - nikogo nie znam. Składam od 10 lat. Dotąd nie dostałem żadnego.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 04.06.12, 09:59
    znam takie historie również...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 04.06.12, 10:13
    Moze jednak zrezygnuje z napisania posta, ktory mi przyszedl do glowy. musialbym sam go potem wyciac.

    Powiem tak: stworzono system rozdzialu forsy, ulomny, bo ulomny. ale mogl byc przynajmniej uczciwy. i to tez zostalo spieprzone. i nie ma znaczneia, czy to robi 10 procent czy 70 procent ludzi. Proces jest juz do wyrzucenia. i kazdy nastepny pewnie tez bedzie. I nie ma znaczenia czy ktos napisze uczciwa recenzje, czy wiekszosc napisze, bo ona tez nie ma znaczenia. zawsze sie przeciez da zalatwic.

    I tego nie robi Kudrycka. To robimy my sami (uzywam zaimka 'my' z pewnoscia dowolnoscia, bo sie nie poczuwam). i jesli my, to jakie mamy prawo do zadania zwiekszenia finansowania nauki?


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • 04.06.12, 10:18
    tylko takie, że w pewnej mierze te patologie wynikają z nikłego finansowania nauki i ludzie wiedzą, że jak nie załatwią, to nie będzie... taki nawyk - jak w krajach III świata...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 04.06.12, 11:36
    Obawiam sie, ze zupelnie sie z tym nie zgadzam.

    adept44_ltd napisał:

    > tylko takie, że w pewnej mierze te patologie wynikają z nikłego finansowania na
    > uki i ludzie wiedzą, że jak nie załatwią, to nie będzie... taki nawyk - jak w k
    > rajach III świata...


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • 04.06.12, 11:46
    smutna historia...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 04.06.12, 12:11
    U mnie w ocenie grantu jako słabą stronę podano niski indeks H (u mnie 5) i niską liczbę cytowań (35) sugerując że mój indeks powinien być minimum 10. Przyjęłam ze zrozumieniem, no dobra, muszę jeszcze popracować i poczekać, bo jak wiadomo liczba cytowań m.in. rośnie z czasem. Ale sprawdziłam w tym samym panelu inny grant, który będzie finansowany - kierownik ma H = 0 i cytowań 0. Trzy publikacje.
    W takim razie, czy mój indeks jest słabą stroną mojego grantu?
    Dodam, że innych słabych stron nie wymieniono (jakkolwiek zawsze sie jakieś znajdą).

    I druga sprawa - jeśli w Opusie trzeba mieć H 10 a w Sonacie trzeba być max 5 lat po doktoracie, to oznacza, że w wieku średnio 35 lat powinnam tego Hirscha 10 mieć. Mój szef, w wieku lat 60 ma H 15....
  • 04.06.12, 12:48
    H 10? Znajomu dostał grant przy H=3 i cytowaniach poniżej 30.
    A co do przyczyn odmów (mnie zawsze odmawiają, to reguła) raz, przy promotorskim, podano, ze ani ja ani promotor nie mamy doświadczenia z dziedziny. Bagatela, dziedzina była raczkująca i wybitnie nowatorska. Drugi raz z kolei obcieto mi punkty z uwagi na zastrzeżenia co do metodyki. Przypadek w sumie podobny, metodyka powszechnie uzywana na świecie, ale ze nikt tego nie robi w PL, to recenzent zamiast przeczytać cytowaną literaturę, obciął punkty.
    Ciekawe, za co mi nie dadzą w obecnym konkursie (jeżeli oczywsicie zdąże wysłać).
  • 06.06.12, 09:40
    Ale sprawdziłam w tym samym panelu inn
    > y grant, który będzie finansowany - kierownik ma H = 0 i cytowań 0. Trzy publik
    > acje.

    Sądzę, że to musi zależeć od dyscypliny (a więc i panelu). Humaniści i przedstawiciele nauk społecznych (poza psychologią), mają generalnie mizerne indeksy H, o wartościach nieporównywalnych z przedstawicielami nauk przyrodniczych. Tak więc, nie ma sensu żadne odgórne kryterium typu "H musi być co najmniej 10".
  • 01.07.12, 11:26
    >adept44_ltd 04.06.12, 10:18
    >tylko takie, że w pewnej mierze te patologie wynikają z nikłego finansowania nauki i ludzie >wiedzą, że jak nie załatwią, to nie będzie... taki nawyk - jak w krajach III świata...

    Powiem więcej, to przecież jest twarda walka o przetrwanie, choćby na ochłapach. Jak nie załatwią, to przecież ich (nas) zwyczajnie wywalą za brak osiągnięć mierzalnych światowym indeksem H i przekreślą 15 -20 lat dotychczasowej pracy/ czyt. walki na maksa za minimum i przy użyciu koniecznej tu, polskiej fantazji. Potem, no cóż, w wieku 45 lat na zmywak do Irlandii? No może to jest przyszłość polskiego potencjału intelektualnego, podobno się ostatnio jeszcze bardziej polubiliśmy z Irlandczykami...
  • 04.06.12, 12:59
    Ja bym chcial tylko dodac, ze najwazniejsze jest to, ze wnioski do NCN beda po angielsku! Wreszcie gremialnie polska nauka umiedzynarodowila sie. tak niewiele bylo potrzeba.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 05.06.12, 14:24
    Konkurs PRELUDIUM skierowany jest do osób, które nie mają stopnia naukowego doktora i nie przekroczyły 35 roku życia. Taki jest opis, nic mi się nie uroiło. Tymczasem mój wniosek został odrzucony na tej podstawie że nie mam jeszcze obronionego doktoratu ( planowo wrzesień 2011). Ten argument pojawia się we wszystkich punktach, nawet w kosztorysie - "nie wiadomo czy kierownik dałby radę to zrealizować, bo nie obronił doktoratu - i tutaj pada piękna implikacja - dlatego kosztorys jest przeszacowany." Co więcej mój - i tu prawie dosłownie cytuję - wysoki dorobek naukowy świadczy na moją niekorzyść, bo nie było obrony :D:D

    Ładnie pięknie, ale dofinansowanie dostał mój znajomy z instytutu który wozi się z doktoratem tak długo, że aż mu promotor zdążył umrzeć. Jemu tego nie wytknęli. Wniosek z tego taki, że prawdziwa jest mądrość starożytnych górali - dajcie mi człowieka, a znajdę wam paragraf.
  • 05.06.12, 14:55
    Pisz odwolanie. Recenzent nie zauwazyl, ze z tego samego formularza ocenia sie wnioski w roznych konkursach. Moze nawet nie mial swiadomosci, ze sa rozne konkursy z roznymi wymaganiami. Nawet jezeli nie uwzglednia odwolania, to moze cos zrobia, zeby takich bledow uniknac w przyszlosci.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 05.06.12, 15:42
    Projekt był zaplanowany na 24 miesiące a obaj eksperci pisali że na trzy lata. Oni dostają za te ekspertyzy jakieś wynagrodzenie, ale chyba nie aż tak duże żeby czytać dokładnie.

    Zamiast się odwoływać zarżnę wołu i złożę w ofierze lokalnym bóstwom, może wygram w totolotka i będę mieć na badania.

    Tymczasem idę brać w bilard
  • 01.07.12, 11:35
    >Zamiast się odwoływać zarżnę wołu i złożę w ofierze lokalnym bóstwom, może wygram w >totolotka i będę mieć na badania.

    A jak to nie wyjdzie, to na zmywak do Irlandii. Tam podobno doceniają polski intelekt przerabiany na parę mięśni. Po 5 latach zarobisz na badania i opublikujesz je w światowym czasopiśmie, pani Kudrycka będzie szczęśliwa, że Polak to potrafi być światowy! I statystykami się znowu pochwali...
  • 05.06.12, 17:42
    Dziś przeczytałem opinię recenzentów. Ręce opadają. Wszystkie granty, w których brałem udział (wszystkie zagraniczne, polskiego nigdy nie dostałem, raz byłem wykonawcą) zostały rozliczone i zostały po nich ślady w postaci książek. Recenzenci w punkcie: "Ocena wykonania przez wykonawcę projektów badawczych finansowanych w ramach wcześniejszych konkursów na projekty badawcze" - przyznali mi 1 na 3. Na pewno mieli jakieś ważne powody, może byli u wróżki i ocenili moje przyszłe nieotrzymane, więc i nierozliczone granty.
    Morał jest taki - mam dość.
    Składam odwołanie i wszystkie następne konkursy olewam. To nie ma sensu.
  • 05.06.12, 19:52
    Hehe, moi też używali kryształowej kuli, jeden z Ekspierdów napisał że mam zamiar kontynuować karierę akademicką w Uniwersytecie X. Nie mam takiego zamiaru ( jeszcze), nigdzie niczego takiego nie pisałam, Uniwersytet X odwiedziłam raz jeden z okazji konferencji. Poza tym inny Ekspierd trzecim okiem zajrzał mi zdalnie w duszę i stwierdził że na zagadnieniu Y to ja się nie znam.

    Ciekawa jestem czy oni to piszą rechocząc się razem przy wódeczce. Wyślemy wniosek po raz n-ty, a oni wpiszą: "pomidor!"
  • 05.06.12, 22:56
    czy istnieje procedura odwoławcza w ramach OPUS2?
    nie chodzi nawet o to że grant przepadł, ale przyzwoitość wymagałaby odszczekania przez recenzenta bzdur które nawypisywał - opinia z kapelusza na zasadzie ctrl+c, ctrl+v dla X wniosków
    typu - brak uwzględnienia wyników poprzednich projektów, słaba baza badawcza uczelni (niby tak - trzecie miejsce w Polsce, kategoria A i wyróżnienie wydziału to pewnie za mało?), słaby lokalny dorobek (bo rozdziały w monografiach krajowych i zagranicznych) itd
    no ale jeżeli w panelu ekspertów nie ma żadnego poważanego nazwiska to czemu się dziwić?
  • 06.06.12, 00:51
    Zastanawia mnie kształtowanie oceny punktowej przy ocenie wniosków (u mnie preludium), bo ostatecznie to ona decyduje o pozycji na liście rankingowej. I wydaje mi się, że na posiedzeniach zespołów ekspertów (I i II) często oceny wniosków są zupełnie wywracane do góry nogami. Ślady czegoś takiego mam w swoim własnym przypadku.

    Z jednej strony jest bezsprzeczny fakt, że odmówiono mi finansowania, a łączna ocena procentowa wystarczyłaby na tróję... Z drugiej strony obaj recenzenci w częsci opisowej wystawili mi laurki: "badania o znaczącym wpływie na rozwój dyscypliny", "wyniki mają dużą szansę znaleźć się w międzynarodowym obiegu naukowym", "badania są interdyscyplinarne a kierownik projektu i zaraz główny wykonawca jest dobrze przygotowany do ich wykonania", "projekt należy uznać za ambitny", "publikacje już potwierdzają uzsykane przez kieronika projektu kompetencje warsztatowe", itd... obaj eksperci nie doszukali się słabych stron wniosku. Jeden zwrócił tylko nieśmiało uwagę o wygórowanych kosztach wynagrodzenia kieronika projektu (z czym mogę się zgodzić, bo rzeczywiście mogłem nie w ogóle nie proponować sobie wynagrodzenia, skoro ośmielam się pobierać stypendium doktorskie)

    No i teraz pytanie - jaka nauka z tego płynie? Bo po przeczytaniu recenzji chciałbym wiedzieć co poprawić, a tymczasem widzę tylko, że punktacja ni jak ma się do częsci opisowej...
  • 06.06.12, 08:32
    sambor7 napisał(a):

    > a tymczasem widzę tylko, że punktacja ni jak ma się
    > do częsci opisowej...

    Recenzent, pisząc recenzję, korzysta z formularza OPI. I tam w części NIEopisowej zaznacza różne możliwości w poszczególnych obszarach. Powiedzmy, przy kosztorysie wybiera (to nie jest tak sformułowane, ale taki jest sens) w pełni uzasadniony - drobne zastrzeżenia - poważne zastrzeżenia - nieuzasadniony. Po czym pisze uzasadnienie opisowe do tej części. Tak jest ze wszystkim - z oceną merytoryczną, oceną kierownika, oceną instytucji, oceną szans na realizację projektu. Na końcu są jeszcze dodatkowe pola opisowe. Otóż ocena *generowana jest automatycznie* wyłącznie *na podstawie zaznaczonych pól wyboru*. To, co recenzent napisze, na ocenę nie ma wpływu.
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • 06.06.12, 10:00
    A poniewaz jest minimalna liczba znakow na recenzje, recenzenci pisza jakies oczywiste bzdury, zeby wyrobic obowiazkowa objetosc. Jednak mysle, ze tutaj problem rzetelnosci recenzji jest glebszy. Znam osobiscie takich recenzentow, ktorzy maja dwa szablony recenzji i w zaleznosci od okazji, wklejaja gotowa tresc bez wczytywania sie w to, co recenzuja. Uduwodnienie nieuczciwosci w takim przypadku byloby niezwykle trudne.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 06.06.12, 10:21
    o tak, ale obaj raczyl jednak użwać mojego imienia i nazwiska w większości recenzowanych rubryk, wspomnieli o ukończonych uczelniach, czy niuansach związanych z projektem... Generalnie nawet jeśli pisali ctrl+X, ctrl+v to potem to przynajmniej "humanizowali". Pytanie tylko co mi po recenzji, która do punktacji ma się jak pięść do nosa? Dla mnie - poza nauka, że trzeba być lepszym - wynika z tych recenzji (i tego co piszą inni użytkownicy forum) konkluzja, że system w ogóle nie uwzględnia tolerancji "surowości" recenzentów (świetnie, bardzo dobrze, trzy minus) a ocena merytoryczna projektu jest niedoszacowana w stosunku do dorobku (szczególnie w przypadku preludium), bo dorobek cholernie zależy od dyscypliny naukowej, czasochłonności prowadzonych badań i "rynku" obcjojęzycznych periodyków (są dycypliny, gdzie punktowanych pism z listy ERIH, JCR jest zaledwie kilka, kilkanaście i w starciu z innymi dycyplinami nie mają szans, bo nawet jak recenzent napisze wszystko pozytywnie to potem przy sparametryzowanej ocenie taka praca ląduje w środku listy).
  • 06.06.12, 13:07
    Spojrz na to optymistycznie ;). W dwoch konkursach w ktorych wysylalem wnioski NCN nie przysyalal w ogole recenzji ani wynikow punktacji, jedynie zawiadomienie o wyniku postepowania. Teraz mozna zapoznać sie z recenzjami. W nastepnym kroku jest szansa zeby recenzje mialy cos wspolnego z projektem ...
    A powaznie mowiac wychodzi bezsens sposobu w jaki reorganizowana jest nauka (abstrahuję tu od mertorycznej strony zagadnienia, chodzi tylko o organizację). Zamiast systematycznie poprawiac to co dziala źle, w wielu wypadkach zaczyna sie od zera.
  • 06.06.12, 13:42
    Tyle ze nie mozna abstrahowac od merytorycznej strony!

    I co wazniejsze, ncn jest sensowna instytucja, a to ze jest fatalnie zarzadzane, nie jest skutkiem reorganizacji nauki, ale konkretnych ludzi tam pracujacych. Nie jestem fanem minister kudryckiej, ale mam wrazenie, ze comolwiek ona zrobi, zostanie spieprzone przez konkretnych uczonych, ktorym sie wydaje, ze sa udzielnymi ksiazetami mogacymi robic, co im sie podoba.
    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • 06.06.12, 14:11
    To jest generalny polski problem z fundamentalną rozbieznością pomiedzy fasadą a wnętrzem. Dotyczy to nie tylko NCN, ale takze takich instytucji jak urzędy, uczelnie, sądy, prokuratury, notariaty, kancelarie adwokackie, służba zdrowia, biegli sądowi i wszelakie inne osoby z kwalifikacjami uprawniającymi do jakiejs urzedowej czynności. Liste długo mozna by ciągnąc, ale sedno sprawy tkwi w tym, że na nic szacowna etykietka, która w tzw. cywilizowanym swiecie jest gwarancją jakości i wysokich standardów, skoro za taką etykietka kryją się male ludziki, myslące jedynie: co by tu jeszcze sp.. panowie, co by tu jeszcze...?"
    No i sp...., chocby poprzez takie recenzje jak te przywolane w tym wątku.
  • 06.06.12, 17:01
    i "wstyd od frontu" hm? ;)

    Jaka Pani taki jej dwór i kram. Ja juz nic nie poradze (pomimo mojego chorobliwego egalitaryzmu ;P) że "frak to lezy dobrze w trzecim pokoleniu" itd.
  • 06.06.12, 15:42
    Zgadzam ze idea NCN (podobnie jak przedtem KBN) jest sensowna, w sumie bardzo na te instytucje czekalem.... Nie widze juednak przyczyn dla ktorych jej powstanie spowodowalo urwanie tych praktyk ktore byly dobre...

    P.S. Ciekawą lektura sa protokoły z posiedzeń rady NCN:
    www.ncn.gov.pl/o-ncn/akty-prawne?typ=protokoly
    i inne materialy z tej strony. Rczucaja one nieco swiatla na mechanizmy dzialania.
    W szczegolnosci oststni protokol zawiera ciekawe informacje o odwolaniach, dyskusjach nad powolywaniem ekspertow (recenzentow) i.t.p.
  • 06.06.12, 16:56
    Tak, tak! Co jakiś czas pojawia się temat ETYKI EKSPERTÓW, Gogol normalnie, albo inny Orwell
  • 01.07.12, 12:03
    >Tak, tak! Co jakiś czas pojawia się temat ETYKI EKSPERTÓW, Gogol normalnie, albo inny >Orwell

    Etyka to by sie może pojawiła, gdyby eksperci i recenzenci byli podpisani imieniem i nazwiskiem pod recenzjami, które tworzą. Ale co się będą wysilać, skoro są anonimowi. Tak zapisano w "Ustawie o zasadach finansowania nauki", rozdz. 1, art. 15, pkt.3 : "Dane o osobach recenzentów i ekspertów oceniających wnioski o przyznanie środków finansowych
    na naukę przeznaczonych na zadania określone w art. 5 nie są udostępniane wnioskodawcom". A WŁAŚCIWIE DLACZEGO?????? Szanowni decydenci mający boską moc łamania ludziom życia nie lubią brać odpowiedzialności za to, co wypisują?
  • 01.07.12, 15:57
    głównie po to, by nie było nacisków na nich...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 01.07.12, 17:25
    "Szanowni decydenci mający boską moc łamania ludziom życia"
    No nie przesadzajmy... Życie łamią kaprawi szefowie, co to belki pod nogi rzucają... A recenzenci co najwyżej marnują kilka miesięcy..
  • 01.07.12, 19:25
    w UK recenzenci sa niejawni. i jest to dla mnie calkowicie oczywiste, ze tak powinno byc. Jednak pisza recenzje raczej ok, co nie znaczy, ze nie zdarzaja sie rzeczy od czapy.

    a odrzucenie grantu jako zlamanie zycia mnie wzruszylo....ilez to razy mi juz zlamano zycie. chyba moglbym przynajmniej parkowac na miejscach dla niepelnosprawnych

    makolato napisał(a):

    > Etyka to by sie może pojawiła, gdyby eksperci i recenzenci byli podpisani imien
    > iem i nazwiskiem pod recenzjami, które tworzą. Ale co się będą wysilać, skoro s
    > ą anonimowi. Tak zapisano w "Ustawie o zasadach finansowania nauki", rozdz. 1,
    > art. 15, pkt.3 : "Dane o osobach recenzentów i ekspertów oceniających wnioski o
    > przyznanie środków finansowych
    > na naukę przeznaczonych na zadania określone w art. 5 nie są udostępniane wnios
    > kodawcom". A WŁAŚCIWIE DLACZEGO?????? Szanowni decydenci mający boską moc łaman
    > ia ludziom życia nie lubią brać odpowiedzialności za to, co wypisują?


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 06.06.12, 21:18
    dala.tata napisał:

    > I co wazniejsze, ncn jest sensowna instytucja, a to ze jest fatalnie zarzadzane
    > , nie jest skutkiem reorganizacji nauki, ale konkretnych ludzi tam pracujacych.
    > Nie jestem fanem minister kudryckiej, ale mam wrazenie, ze comolwiek ona zrobi
    > , zostanie spieprzone przez konkretnych uczonych, ktorym sie wydaje, ze sa udzi
    > elnymi ksiazetami mogacymi robic, co im sie podoba.

    Mysle, ze powolanie ncn bylo bledem. O ile sie nie myle, kiedy MNiSW przejelo KBN, przejelo go razem z personelem, ktory mial juz jakies doswiadczenie. W konkursach MNiSW wypracowano pewne procedury, ktore niezle sie sprawdzaly. W NCN teraz trwa wymyslanie kola od poczatku, a przy okazji popelnia sie szkolne bledy.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 06.06.12, 14:09
    prośba do ekspertów i recenzentów NCN - nie kompromitujcie się zagrywkami typu: uwalanie wniosku, bo jakoby ważne prace nie zostały uwzględnione w bibliografii - głównie jednego autora (w domyśle recenzenta) - bo często jest tak, że prace o które walczycie nie są warte tego, by je przywoływać, a łatwo to udowodnić; nie piszcie też, że ktoś nie ma doświadczenia badawczego w danej problematyce, bo do tej pory badał świerki a teraz wnioskuje o badanie jodeł - w epoce coraz większej interdyscyplinarności autor takiego stwierdzenia wychodzi na jełopa;
  • 06.06.12, 14:53
    Zmiana świerków na jodły to jest zmiana tematyki badawczej, nie interdyscyplinarność. Zapewne uprawniona zmiana tematyki badawczej :-)

    Natomiast prawdziwe badania interdyscyplinarne mają się w systemie paneli tematycznych kiepsko i już trochę narzekań na to słyszałem. Ludzie muszą dokonać wyboru, czy aplikować do A czy do B, wybierają A i potem dostają recenzję "za mało A".

    Nb, proszę nie generalizować z tymi recenzentami i ich złą wolą (podobnie jak z biegłymi sądowymi w liście obok): Jedyny grant, który w tym konkursie recenzowałem, dostał finansowanie. Znaczy, nie uwaliłem - bo i nie było to moją intencją.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • 06.06.12, 14:58
    pfg: "...podobnie jak z biegłymi sądowymi ..."
    Jako uczestnik -nastoletniego postepowania sądowego czuję sie wybitnie uprawniona do dokonania tamtego wpisu. :(
  • 06.06.12, 15:13
    Nie kwestionuję jednostkowego doświadczenia. Nie kwestionuję, że podobne doświadczenia mogą być udziałem innych osób. Proszę tylko, żeby nie generalizować. Z biegłymi, recenzentami, lekarzami, etc etc jest jak z legendarnymi profesorami, którzy "na wykładach odczytują pożółkłe notatki". No pewnie gdzieś tacy są. Pewnie - niestety - nie jest to przypadek odosobniony. Ale to nie znaczy, że powszechny, że wszyscy/większość profesorów "odczytuje pożółkłe kartki". Niestety, ludzie mają skłonność do zapamietywania i wyolbrzymiania przykładów negatywnych.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • 07.06.12, 14:26
    Nie generalizujmy, NCN przecież bardzo dba o niezależność, obiektywność wręcz niezawisłość ekspertów. Zastanawiam się tylko czemu spośród czterech ekspertów kompetentnych w mojej dziedzinie aż trzech jest z KULu. Rozumiem, że zawsze można trafić na zgniłą gruszkę, ale dobrze byłoby mieć chociaż 50 na 50 szans

  • 07.06.12, 15:33
    Bo KUL to kręt flagowy polskiej nauki jest!
  • 07.06.12, 15:39
    Barka...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 07.06.12, 16:22
    :DD

    To wyjaśnia wszechwiedzę, jak wogóle mogliśmy przypuszczać że NCN zatrudni wróżki ...

  • 07.06.12, 16:33
    mówiąc serio - też to zauważyłem, moje przypuszczenia są takie, że jednak chciano rozbić dawny zestaw recenzentów i w związku z tym nieraz sięgano w miejsca i po postaci egzotyczne.
    --
    Louder Than Bombs...
  • 07.06.12, 16:54
    Pancernik!

    adept44_ltd napisał:

    > Barka...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 07.06.12, 17:42
    no i mamy spór dwóch flot... ojczystej i agresora... dość tradycyjny ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • 07.06.12, 18:47
    Najwyższy czas na wystrzał z "Aurory" ... Choćby z Anonymous

    Wymyśleć - dajmy na to - Teresę Sokalską (od Sokala), wymyśleć ciekawy dorobek naukowy (tak żeby było dużo o rodzinnych porodach w wannie, traumie łysienia i poezji śpiewanej - najlepiej w " Analecta Częstochoviensia"), ciekawy tytuł projektu np. "Wpływ pieśni żałobnych Szymona ze Słupcy na komfort jazdy pasażera. Ujęcie przekrojowo - całościowe." albo "Darwinizm i Kreacjonizm a Krakowskie Przedmieście". Puścić i czekać aż dostanie dofinansowanie :D
  • 07.06.12, 19:04
    jedno ale, jak chcesz przejść przez OPI???
    --
    Louder Than Bombs...
  • 07.06.12, 20:19
    Ależ nie mam takiego zamiaru!! Taki numer powinien wykonać desperat zdefiniowany przez całe środowisko jako "persona non grata", który nie tylko na grant nie ma co liczyć, ale i na klucz od toalety.

    Znam takiego jednego, może się spali dla przykładu - w końcu EURO akurat mamy.

    ;-)
  • 07.06.12, 20:37
    no to otwarcie - wniosek może złożyć tylko ktoś, kto jest zarejestrowany w OPI..., a rejestracja itd...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 08.06.12, 00:07
    ethelfeld napisała:

    > Wymyśleć - dajmy na to - Teresę Sokalską (od Sokala), wymyśleć ciekawy dorobek
    > naukowy (tak żeby było dużo o rodzinnych porodach w wannie, traumie łysienia i
    > poezji śpiewanej - najlepiej w " Analecta Częstochoviensia"), ciekawy tytuł pro
    > jektu np. "Wpływ pieśni żałobnych Szymona ze Słupcy na komfort jazdy pasażera.
    > Ujęcie przekrojowo - całościowe." albo "Darwinizm i Kreacjonizm a Krakowskie P
    > rzedmieście". Puścić i czekać aż dostanie dofinansowanie :D

    Nuuuda! Wyslac do CK i czekac az habilitacje dostanie!!!!


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 08:46
    A za parę lat Gajowy wręczy jej tekie ministra ... Może lepsze byłoby bardziej odpowiednie imię: Joanna Mucha
  • 07.06.12, 18:03
    Taaa, Niezatapialny ...
  • 06.06.12, 15:00
    nie generalizuje - podałem przykłady z cytatów z recenzji, które mi znajomi podrzucili z pytaniem - czy odwoływać sie (świerki i jodły to moja inwencja słabotwórcza)?
  • 08.06.12, 03:03
    CytatNakłady są zdecydowanie przeszacowane... Niepojęte jest wyodrębnienie środków za kierownictwo projektu w sytuacji, gdy jest jedynie jedna osoba wykonująca i ona równocześnie byłaby własnym kierownikiem.
    za: Uzasadnienie oceny merytorycznej wniosku, by ekspert/recenzent NCN

  • 08.06.12, 09:18
    "Niepojęte", egzaltacja i zmanierowanie to jak widać powszechna przypadłość espertów NCN. Jeden z moich miał skłonność do wykrzykników - normalnie jak baba w klimakterium.

    Niepojęte, na Kujawy ogłaszacie te konkursy ?!?
  • 08.06.12, 09:18
    czy coś, co jest dozwolone - planowanie w ramach grantu wynagrodzenia, także wtedy gdy samemu jest się kierownikiem i wykonawcą - może być przez recenzenta potraktowane jako wada projektu???
  • 08.06.12, 09:28
    Ależ może, konkurs preludium skierowany jest do osób nieposiadających stopnia doktora, odrzucono mi wniosek z tego powodu że nie mam stopnia doktora. To jest główny zarzut - napisali że mam większy dorobek niż inni startujący w konkursie, ale to świadczy na moją niekorzyść, bo nie było obrony.
  • 08.06.12, 09:40
    a tu musialem zbierac szczeke z podlogi. wydaje sie, ze zasada: jak sie nie obrocisz, tak dupa zawsze z tylu, powinna byc mottem NCN.

    ethelfeld napisała:

    > Ależ może, konkurs preludium skierowany jest do osób nieposiadających stopnia d
    > oktora, odrzucono mi wniosek z tego powodu że nie mam stopnia doktora. To jest
    > główny zarzut - napisali że mam większy dorobek niż inni startujący w konkursie
    > , ale to świadczy na moją niekorzyść, bo nie było obrony.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 08.06.12, 09:39
    Niepojete to jest pisanie recenzji, jakby to byly posty na forum, a recenzent chcialby pokazac, ze rwie wlosy w przerazeniu. to jest nieprofesjonalne.

    A mowiac ogolniej, wydawaloby sie, ze recenzenci tu cytowani (podejrzewam, ze nie tylko) powinni odbyc kurs pisania profesjonalnych recenzji. Pfg z pewnoscia ma racje, ze nie nalezy uogolniac, jednak cytowane tu przyklady sa przerazajace. To sa przyklady odwalania totalnej recenzenckiej chaly, ktora sie kladzie cieniem na caly proces.



    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • 08.06.12, 10:04
    Toć już dawno pisałem że bez naprawy systemu recenzji nauki polskiej sie nie poprawi. NCN-y, NCBIR-y, nowe konkursy, granty i inne niewiele tu pomogą. Kolejne reformy koncentrują sie na FORMALNEJ stronie zagadnienia rozdzialu i wydawania funduszy, rośnie niepotrzebna i wydumana biurokracja, wiecej etapow oceny, wiecej rąk przez ktore musza przejsc papiery tabelki, zaswiadczenia, aneksy do umow. Zasadnicza część merytoryczna: sposob doboru recenzentow, wymagania wobec nich, skoncentrowanie sie na merytorycznej stronie projektow i ew. "dopięcie" ich pod względem formalnym - tego nie ma w systemie.
    Zauważcie proszę, że każda edycja kolejnych konkursów wprowadza dodatkowe ograniczenia formalne, za kazdym razem piszac wniosek trzeba dogłębnie studiowac od nowaszczególy i wstawienie starej tabelki w miejsce nowej rózniacej sie drobiazgiem uwala wniosek na wejsciu.
  • 08.06.12, 10:35
    whiteskies napisał:

    > Toć już dawno pisałem że bez naprawy systemu recenzji nauki polskiej sie nie po
    > prawi. NCN-y, NCBIR-y, nowe konkursy, granty i inne niewiele tu pomogą.

    Dodaj do tej listy CK. Nie znam osobiscie nikogo, kto chcialby sie poddac dobrowolnie nowej procedurze. Wszyscy staja na rzesach, zeby sie jeszcze zalapac na stara. Nie z wiary w moc kolokwium, ale po to, zeby miec dwoch recenzentow, ktorzy beda sie znali na tematyce, a nie jednego przeciw dwom z przypadku.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 08.06.12, 15:35
    to jest dla mnie niesamowite. po prostu niesamowite. Bo nowa procedura, przy calej swej ustawowej niespojnosci, jest bez watpienia, postepem.

    charioteer1 napisał:
    >
    > Dodaj do tej listy CK. Nie znam osobiscie nikogo, kto chcialby sie poddac dobro
    > wolnie nowej procedurze. Wszyscy staja na rzesach, zeby sie jeszcze zalapac na
    > stara. Nie z wiary w moc kolokwium, ale po to, zeby miec dwoch recenzentow, kto
    > rzy beda sie znali na tematyce, a nie jednego przeciw dwom z przypadku.
    >


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 09.06.12, 11:19
    Zgadzam się. Dwa postępowania w moim najbliższym otoczeniu toczą według nowej procedury. Inna rzecz, że habilitacje tym ludziom należą się jak psu buda - dorobek maja niepodważalny, osiągniecie - klika dobrych artykułów jako pierwsi autorzy. Niestety, terminy nie są dotrzymywane. Ze swojej strony - jako recenzenta (nie tych habilitacji bynajmniej) mogę powiedzieć jednak ze jest problem własnie z recenzjami. Kompletny brak komunikacji miedzy CK a recenzentem: dostaje z zaskoczenia paczkę materiałów, czasami bardzo na pograniczu moich kompetencji i trudno mi odmawiać, bo wiem ze kolejni recenzenci będą nie bardziej kompletniej niż ja.
    Trzeba albo powoływać recenzentów zagranicznych (często odpada - monografia po polsku), albo - o zgrozo - zmniejszyć liczbę recenzentów merytorycznych. Czterech to naprawdę za dużo, dwóch ale właściwych wystarczy, w razie zgrzytu - superrecenzent.
  • 09.06.12, 13:03
    Zgadzajac sie z toba, dodam jednak, ze tak troche maja recenzenci. nie zawsze mozliwe, czy praktyczne jest znalezienie recenzenta, ktorego specjalizacja naklada sie dokladnie na recenzowany dorobek. Nawet przeciez dostajac prace z mojej specjalnosci, dokotrant czy hailitant zajmowal sie jakims innym zagadnieniem, sila rzeczy nie bede wiedzial wszsytkiego. Oczywiscie, mozna sie zastanawiac, gdzie jest granica, jednak wydaje mi sie, ze wyznaczac ja powinien recenzent, ktory powinien decydowac, czy jest w stanie, czy nie jest w stanie napisac rzetelna recenzje.

    z kolei proces recenzowania powinien byc monitorowany i nie mam zadnych watplwisoci, ze to wlasnie takie systematyczne audyty proccesow recenzowania sa kluczowe w wymuszaniu rzetelnych receznji. Nierzetelnym recenzentom powinno sie odbierac prawo recenzowania, a w drastycznych wypadkach, na przyklad prawo do bycia wlaczonym do minimum kadrowego (przyklad sprzecznych ze soba recenzji habilitacyjnych z wroclawia).

    Niestety, jesli jest w PL lobby profesorskie, to to wlasnie tu ono sie uwidacznia. Recenzenci sa praktycznie bezkarni. i mysle, ze jeszcze przez dluuuugo beda.

    Ja rowniez uwazam, ze nalezy powolywac recenzentow zagranicznych. Co do ilosci, to troche nie mam zdania. Widzialem juz proces, fakt, profesorski, w ktorym kandydat byl oceniany przez, uwaga!, 15 (tak, tak, 15!) recenzentow. 3 recenzentow nie wydaje sie w tym kontekscie jakas wysrubowana liczba.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 09.06.12, 13:43
    dala.tata napisał:

    > Zgadzajac sie z toba, dodam jednak, ze tak troche maja recenzenci. nie zawsze m
    > ozliwe, czy praktyczne jest znalezienie recenzenta, ktorego specjalizacja nakla
    > da sie dokladnie na recenzowany dorobek. Nawet przeciez dostajac prace z mojej
    > specjalnosci, dokotrant czy hailitant zajmowal sie jakims innym zagadnieniem, s
    > ila rzeczy nie bede wiedzial wszsytkiego. Oczywiscie, mozna sie zastanawiac, gd
    > zie jest granica, jednak wydaje mi sie, ze wyznaczac ja powinien recenzent, kto
    > ry powinien decydowac, czy jest w stanie, czy nie jest w stanie napisac rzeteln
    > a recenzje.

    Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawe z tego, ze pula recenzentow jest zawsze w jakis sposob ograniczona, ale w przypadku CK mysle, ze sprawa jest powazniejsza. W ostatnich latach w obrebie specjalnosci mielismy cala serie razaco nietrafionych doborow recenzentow. Byla tez cala seria rezygnacji - recenzenci masowo wrecz odmawiali recenzowania. Zeby bylo jeszcze dziwniej, ci najbardziej nietrafieni na ogol uwazali sie za kompetentnych i nie uchylali sie od recenzowania. Stad powszechny blady strach przed nowa procedura wsrod kandydatow na habilitowanych. Strach przed kolokwium jest strachem do oswojenia. Niekompetentna recenzja moze przekreslic wynik calej procedury. Ujawnienie tych recenzji tez niewiele pomoze, poniewaz dla niespecjalistow przypadki, w ktorych recenzent ewidentnie rozjezdza sie z rzeczywistoscia, wcale nie beda oczywiste.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 09.06.12, 14:40
    Sa jak dla mnie dwa problemy. Jeden to taki, ze niekompetentni recenzenci nie odstepuja od recenzji. Jest to nieprofesjonalne, ale niewiele mozna z tym zrobic bez wprowadzenia systemu audytujacego recenzje. ale, jak powiedzialem wczesniej, nie wierze w jego wprowadzenie. Skoro mozna zalatwic grant w NCN, to szkoda nawet gadac o habilitacjach. Druga rzecz to szczegolne przypadki niszowosci specjlanosci w PL. no to trza brac ludzi zza granicy.

    To, co mnie fascynuje, to to, ze ja naprawde mysle, ze dzisijesza procedura hbailitacyjna nie jest zle pomyslana. Mozna krytykowac spojnosc przepisow, ale to nie jest zla procedura. To, co zawodzi, to, jak zwykle, ludzie, ktorzy maja sie w tej procedurze poruszac. Pare dni temu napisalem: nie jestem fanem Kudryckiej, ale naprawde sie trudno wprowadza zmiany, ktore sa doslownie sabotowane przez ludzi, kotrych dotycza.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 09.06.12, 14:47
    może dlatego, że to w większości idiotyczne zmiany? ale może też i nie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 09.06.12, 15:02
    Nie. Powtorze wdlug mnie nowa procedura habilitacyjna jest sensowna. Nie ma powodu, zeby nie dzialala. Z wypowiedzi tutaj wygladaloby, ze dziala w stopniu umiarkowanym, mowiac optymistycznie. Co wiecej, czy ci sie ta procedura podoba czy nie, jesli nie znasz sie, powienienes odstapic od recenzji.

    Co do reszty, coz, zmiany, jak zmiany, czesc jest sensowna, czesc neutralna, czesc durna. Jednak wprowadza je sejm i rzad i nie sadze, zeby prawo polskie nie dotyczylo polskich naukowcow. Takie jest teraz prawo i czy ci sie podoba czy nie, musisz sie do niego stosowac. Nawet jesli ci sie NCN nie podoba i uwazasz go za dopust bozy, nie masz prawa pisac durnych recenzji w ramach protestu czy braku profesjonalizmu. Nie masz tez prawa zalatwiac grantow.

    Mnie oraz wiekszosci ludzi, ktorych znam, strasznie sie nie podobaja zmiany, ktore w szkolnictwie wprowadzil rzad brytyjski. Nikomu jednak nie przychodzi do glowy niestosowanie sie do nich. durak lex, sed lex.



    adept44_ltd napisał:

    > może dlatego, że to w większości idiotyczne zmiany? ale może też i nie...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 09.06.12, 15:31
    akurat pisanie durnych recenzji i załatwianie grantów to wg mnie patologia nad patologiami, chodzi mi o to, że środowisko średnio się przejmie reformami, które w 99% są idiotyczne...; i jeśli za tym stoi "powaga" sejmu i rządu... no to jeszcze trzeba zaangażować policję... i będzie ślicznie :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • 09.06.12, 15:48
    Bardzo watpie ze w 99 proc sa durne. Jednak srodowisko nie robi laski.
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • 09.06.12, 17:00
    Nie wypowiadam sie na temat tego, czy procedura jest dobra, czy zla. Ona ma dzialac w konkretnych realiach, jakie mamy. A realia sa takie, ze przede wszystkim szwankuje system recenzji i chocby wszystko inne gralo, jak w zegarku, dopoki sie tego systemu nie naprawi, dopoty cala procedura naprawde bedzie gra pozorow i innych uwarunkowan.

    Zgadzam sie z toba, ze potrzebny bylby audyt recenzji, przede wszystkim pod katem ich zgodnosci z ustawa i rozporzadzeniami, ale to wszystko, co audyt moglby sprawdzic. Uczciwosci i rzetelnosci recenzenta nikt nie sprawdzi. Upublicznianie recenzji ma te dobra strone, ze ocena recenzenta moze zostac poddana osadowi srodowiska. Obawiam sie jednak, ze to moze byc kiepski bat, gdy srodowisko jest podzielone i obfituje w indywidua, ktore takie oceny maja za nic.

    Pierwsza i kluczowa sprawa to jest odpowiedni dobor recenzenta. Mamy takie sytuacje, ze recenzuje ktos, dla kogo Peter Lang to jest dobre wydawnictwo, de Gruyter to ekstraklasa, a MM, w ktorym wyszla rozprawa, to w ogole nie liczaca sie egzotyka. Tymczasem w mojej dziedzinie de Gruyter to jest trzecia liga, a ksiazki z MM maja wiekszy rezonans niz prestizowy CUP. No i potem dzieja sie bardzo dziwne rzeczy w przewodach.


    dala.tata napisał:

    > Sa jak dla mnie dwa problemy. Jeden to taki, ze niekompetentni recenzenci nie o
    > dstepuja od recenzji. Jest to nieprofesjonalne, ale niewiele mozna z tym zrobic
    > bez wprowadzenia systemu audytujacego recenzje. ale, jak powiedzialem wczesnie
    > j, nie wierze w jego wprowadzenie. Skoro mozna zalatwic grant w NCN, to szkoda
    > nawet gadac o habilitacjach. Druga rzecz to szczegolne przypadki niszowosci sp
    > ecjlanosci w PL. no to trza brac ludzi zza granicy.
    >
    > To, co mnie fascynuje, to to, ze ja naprawde mysle, ze dzisijesza procedura hba
    > ilitacyjna nie jest zle pomyslana. Mozna krytykowac spojnosc przepisow, ale to
    > nie jest zla procedura. To, co zawodzi, to, jak zwykle, ludzie, ktorzy maja sie
    > w tej procedurze poruszac. Pare dni temu napisalem: nie jestem fanem Kudryckie
    > j, ale naprawde sie trudno wprowadza zmiany, ktore sa doslownie sabotowane prze
    > z ludzi, kotrych dotycza.
    >


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 19:11
    Tyle ze ja mam wrazenie, ze zadna procedura nie zadziala, bo zawsze bedzie cos. Co jest prostszego w zorganizowaniu kilku recenzentow?

    Nie zgadzam sie z toba co do upubliczniania recenzji. Nie przecenialbym tego, jednak mimo wszystko istnieje szansa, ze bzdury recenzentow zaczna funkcjonowac w srodowisku.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 09.06.12, 19:28
    dala.tata napisał:

    > Nie zgadzam sie z toba co do upubliczniania recenzji. Nie przecenialbym tego, j
    > ednak mimo wszystko istnieje szansa, ze bzdury recenzentow zaczna funkcjonowac
    > w srodowisku.

    One juz funkcjonuja. Beda funkcjonowac na szersza skale. Tylko daleko mi do przeceniania tego zjawiska. Jak kolejny kandydat na habilitowanego zapyta na forum, czy to prawda, ze wspolautorstwo nie liczy sie do dorobku, to bedziesz mogl przypuszczac, ze wyczytal to na stronie CK. Jak recenzent-humanista napisze, ze wprawdzie wyniki badan statystycznych przeprowadzinych przez habilitanta wskazuja na to, ze..., ale on w to nie wierzy i uwaza wnioski z rozprawy za bledne, to co najwyzej pare osob sie usmiechnie i na tym sie skonczy.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 09.06.12, 19:40
    niestety mozesz miec racje. ale zobaczymy za rok. Bez watpienia jednak moze byc tak, ze inercja tzw. srodowiska jest tak silna, ze dowolna ilosc opublikowanych recenzji nic nie zmieni.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 09.06.12, 19:45
    oczywiście - inercja środowiska... nikt się tym nie będzie przejmował... zwłaszcza, że czegokolwiek się nie zrobi, niczego to nie zmieni, układ został pięknie (m. in. nową ustawą) zabetonowany, jedni (czegokolwiek by nie robili) będą pracować, inni, zwłaszcza młodzi (czegokolwiek by nie robili) będą rotowani... w takiej sytuacji nic nie ma sensu...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 09.06.12, 17:17
    charioteer1 napisał:

    > ci najbardziej nietrafie
    > ni na ogol uwazali sie za kompetentnych i nie uchylali sie od recenzowania.

    A może ci nietrafieni, przynajmniej niektórzy, byli właśnie trzecim, czwartym wyborem, gdy inni, bardziej kompetentni, uchylili się? I dlatego w znowelizowanej ustawie znalazł się zapis, że recenzowanie jest obowiązkiem...

    > Ujawnienie tych recenzji tez niewiele pomoze

    Pomoże, ale w dłuższym czasie, gdy ludzie *uświadomią sobie*, nie tylko dowiedzą się, że recenzje są publikowane. I gdy będą czytane. I gdy te ewidentnie nietrafione spotkają się z krytyką "środowiska". Nawiasem mówiąc, być może nie ma jeszcze dostatecznie dużej statystyki, ale z tymi recenzjami habilitacyjnymi, które dotąd zostały opublikowane, nie jest aż tak bardzo źle. Choćby na tym forum - były takie, które krytykowano za ich poetykę, ale chyba tylko jedna, którą uznano za jaskrawie błędną, zawierającą niedopuszczalne sformułowania.

    Ale jakaś forma audytu recenzji - wszelkich recenzji - by się przydała.

    Co do grantów NCN, to pierwszym pomysłem, jaki przychodzi do głowy, byłoby pozostawienie czasu na odwoływanie się od recenzji. Autorzy wniosków najpierw otrzymują recenzje, odwołują się lub nie, i dopiero potem ogłaszane są wyniki. Teraz procedura postawiona jest na głowie, najpierw publikowane są wyniki, potem recenzje. Obawiam się wszakże, że w Polsce, przy naszych obyczajach i kulturze prawnej, możliwość składania odwołań byłaby nadużywana. Może więc lepiej przewidzieć czas na wewnętrzny audyt złożonych recenzji, gdzie audytor nie mógłby się odnosić do strony naukowej wniosku i recenzji, ale odrzucałby recenzje zawierające idiotyzmy, o jakich tu wspominano (np zarzut, że kierownik w konkursie dla osób bez doktoratu nie ma doktoratu, zarzut, że przewidziano wynagrodzenie za kierowanie projektem).
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • 09.06.12, 17:57
    pfg napisał:

    > A może ci nietrafieni, przynajmniej niektórzy, byli właśnie trzecim, czwartym w
    > yborem, gdy inni, bardziej kompetentni, uchylili się? I dlatego w znowelizowane
    > j ustawie znalazł się zapis, że recenzowanie jest obowiązkiem...

    W przewodach, ktorych przebieg znam dosc dobrze, tak nie bylo. Zapis o obowiazku recenzowania byl w ustawie przed nowelizacja, tu sie nic nie zmienilo.

    >
    > > Ujawnienie tych recenzji tez niewiele pomoze
    >
    > Pomoże, ale w dłuższym czasie, gdy ludzie *uświadomią sobie*, nie tylko dowiedz
    > ą się, że recenzje są publikowane. I gdy będą czytane. I gdy te ewidentnie niet
    > rafione spotkają się z krytyką "środowiska".

    Oby tak bylo. Obawiam sie jednak, ze oddolny ruch srodowiska wymagalby podpisanej przez spora grupe samodzielnych petycji w sprawie konkretnej, uwalonej habilitacji. Mysle, ze to malo realne. Przeciez my to wszystko wiemy juz teraz i wiemy, kto bez krepacji plecie androny w recenzjach.


    > Nawiasem mówiąc, być może nie ma j
    > eszcze dostatecznie dużej statystyki, ale z tymi recenzjami habilitacyjnymi, kt
    > óre dotąd zostały opublikowane, nie jest aż tak bardzo źle.

    Zdecydowanie za wczesnie, zeby cos powiedziec. W naukach humanistycznych zakonczyl sie dopiero jeden przewod, a wiekszosc wnioskow budzi spore zdziwienie. To nie jest typowy przekroj.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 19:18
    w naukach spolecznych i humanistycznych zakonczone sa dwa postepowania (na stornach CK). w obu wypadkach recenzenci (nie wszyscy) napisali bzdury.

    Podejrzewam, ze beda znaczne roznice miedzy dyscyplinami, jednak to, co widac w szerokiej humanistyce nie nastraja optymistycznie. Tyle ze nie jestem przekonany, czy problemem jest jakosc recenzji, czy moze jakosc nauki czy tez naukowca.

    Co do audytu, to od dluzszego czasu mowie o tym. Audyt moglby byc prowadzony zarowno wewnetrznie, jak i zewnetrznie. Kluczowe jednak musialoby byc to, ze audytorami sa ludzie o absolutnie niekwestionowalnym dorobku (i doswiadczeniu) miedzynarodowym.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 09.06.12, 19:35
    Poczekaj, az ci niekwestionowani napisza recenzje w nowej procedurze.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 19:43
    ale ja to widze. jednak bez jakiegos systemu audytu nigdy nie poprawimy jakosci recenzji. jesli cos jest dla mnie jasne, to to, ze nie w tzw. srodowisku jakiejkolwiek woli zmiany. Do zmian trzeba ludzi zmusic.

    charioteer1 napisał:

    > Poczekaj, az ci niekwestionowani napisza recenzje w nowej procedurze.
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • 09.06.12, 20:19
    Jedyne, co mozna w tej sytuacji wymusic, to bezwzgledny wymog publikowania w dobrych czasopismach, zeby dla wszystkich bylo jasne, ze bez recenzowanych publikacji nie bedzie ani grantow, ani awansow. Na razie jest to wymog skutecznie sabotowany przez tzw. srodowisko.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 20:20
    do niczego nie należy zmuszać :), wystarczy zaproponować sensowne zmiany i pokazać ludziom, że dzięki nim, jak się postarają, będą mieli lepiej...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 09.06.12, 20:25
    bardzo watpie, ze to wystarczy. Ci recenzenci zaczna nagle pisac sensowne recenzje? a zalatwiajacy granty nagle przestana je zalatwiac? bardzo w to watpie.

    adept44_ltd napisał:

    > do niczego nie należy zmuszać :), wystarczy zaproponować sensowne zmiany i poka
    > zać ludziom, że dzięki nim, jak się postarają, będą mieli lepiej...


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 09.06.12, 20:58
    no cóż, jak pokazuje doświadczenie - audyty się po prostu omija albo korumpuje, tyle... chyba prościej jednak jest wprowadzić normalność... jeżeli oczywiście chodzi o to, by to działało, a nie o to, by stworzyć KL...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 09.06.12, 21:11
    Mysle, ze wystarczy wprowadzic jako obowiazkowy formularz recenzji, w ktorym recenzent habilitacyjny ustosunkowuje sie do wszystkich punktow zawartych w rozporzadzeniu. A po wpisaniu tych wszystkich zer niech recenzent-humanista udowadnia, ze habilitacja sie mimo wszystko nalezy, a dorobek jest "swiatowy". Dosc perfidny sposob, ale prosty na wyjasnienie watpliwosci.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 09.06.12, 21:41
    Niestety, adepcie, szanse sa duze, ze masz racje.

    adept44_ltd napisał:

    > no cóż, jak pokazuje doświadczenie - audyty się po prostu omija albo korumpuje,
    > tyle... chyba prościej jednak jest wprowadzić normalność... jeżeli oczywiście
    > chodzi o to, by to działało, a nie o to, by stworzyć KL...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 09.06.12, 13:53
    To moje trzy grosze na ten temat. Mówiąc w skrócie, problem jest, przynajmniej do pewnego stopnia, pozorny. Recenzenci muszą mieć pojęcie o dyscyplinie, bo mają oceniać w nia wkład, a nie poszczególne badania, publikacje itd. Z pewnością w różnych dyscyplinach jest różnie, jednak potrafię wyrobić sobie zdanie na temat dorobku ludzi z mojej dyscypliny nawet jeśli nie znam się na zagadnieniach, którymi się zajmują. Oczywiście, im dalej, tym trudniej, jednak to nie są rzeczy niemożliwe.


    whiteskies napisał:

    > askoczenia paczkę materiałów, czasami bardzo na pograniczu moich kompetencji i
    > trudno mi odmawiać, bo wiem ze kolejni recenzenci będą nie bardziej kompletniej
    > niż ja.

    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 14:14
    Im bardziej scisla dyscyplina, tym latwiej to ocenic. W moim przypadku, gdy porownam wydawnictwa, ktore dla mnie sa wazne i liczace sie, z kolegami z innych specjalnosci, nie jest to wcale oczywiste.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 16:43
    habilitant2012 napisał:

    > Recenzenci muszą mieć pojęcie o dyscyplinie, bo mają
    > oceniać w nia wkład, a nie poszczególne badania, publikacje itd.

    Ty tak twierdzisz. I nie masz racji. Recenzenci nie muszą oceniać poszczególnych publikacji, ale mogą to robić. Są sytuacje, w których wręcz powinni.
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • 09.06.12, 17:41
    No jakże mógłbym mieć rację, przecież racja przychodzi po habilitacji!

    Przyjmując zatem, że nie mam racji, poproszę o przepis, który oczekuje od recenzenta oceny jakości badań czy tekstu publikacji. Tu wyliczyłem kryteria oceny habilitanta i wydaje mi się, że nie pominąłem jakości badań, ich wyników, metodologii itd. Innymi słowy jakości publikacji.

    A skoro 'czasami powinni', to kiedy to jest? Wtedy gdy recenzent uzna, że ma ochotę ocenić jakość tekstu? Jak nie przypasuje mu publikacja w Science (bo go nie zacytowano, na przykład), to ją może ocenić, a jak mu przypasuje (bo habilitant oddaje ci w niej hołd) w Acta Physica Koscierzyniensis, to nie będzie oceniać? Co to jest za procedura, w której 'czasem się powinno coś robić'? To, o czym mówisz, to nie jest procedura, to jest widzimisię. I ja wolałbym, by nie oceniano mnie według widzimisię, ani twojego, ani niczyjego innego.

    Bez wątpienia jednak masz rację w jednym: recenzenci mogą. Recenzenci mogą napisać dowolną bzdurę. I nic, żadnych konsekwencji. I jak chcą, mogą nawet ocenić ilość słów w artykule oraz ich frekwencję. Bo to są recenzenci - oni po prostu mogą. Habilitant z kolei, jak zauważyłeś - nie ma racji.


    pfg napisał:

    > habilitant2012 napisał:
    >
    > > Recenzenci muszą mieć pojęcie o dyscyplinie, bo mają
    > > oceniać w nia wkład, a nie poszczególne badania, publikacje itd.
    >
    > Ty tak twierdzisz. I nie masz racji. Recenzenci nie muszą oceniać poszczególnyc
    > h publikacji, ale mogą to robić. Są sytuacje, w których wręcz powinni.


    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 17:59
    habilitant2012 napisał:

    > przecież racja przychodzi po habilitacji!

    Niestety, habilitacja nie obdarza łaską posiadania racji. Bardzo często mylę się i błądzę, ale akurat nie w tej sprawie.
    --
    Kozak frajer
  • 09.06.12, 18:32
    Jesteś łaskawy. Jednak ja nadal proszę o ustawową wykładnię twych słów. To bowiem, że tak robisz, to, że inni tak robią jak ty, nie oznacza, że tak jest dobrze, czy że tak powinno się robić. Twoja racja nadal mi przypomina recenzenckie widzimisię, nie podparte niczym poza praktyką recenzentów, którzy robią, bo mogą.

    pfg napisał:

    > habilitant2012 napisał:
    >
    > > przecież racja przychodzi po habilitacji!
    >
    > Niestety, habilitacja nie obdarza łaską posiadania racji. Bardzo często mylę si
    > ę i błądzę, ale akurat nie w tej sprawie.


    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 20:43
    habilitant2012 napisał:

    > Jednak ja nadal proszę o ustawową wykładnię twych słów.

    Elementarne, Watsonie. Osiągnięcie habilitacyjne ma stanowić "znaczny wkład" w dyscyplinę. Znacznym wkładem nie jest sam fakt opublikowania czegoś, ale merytoryczna zawartość publikacji. Nie papier z odpowiednim nagłówkiem, ale nauka. Oczywiście recenzent może zaufać renomie wydawcy i pracujących dla niego recenzentów, ale nie musi. Nic, żaden przepis prawa, go do tego nie obliguje. Recenzent sam, na własną odpowiedzialność, podejmuje decyzję. Tym bardziej, że

    - są bardzo różni wydawcy i bardzo rózne czasopisma: świetne, mniej świetne i takie sobie. Także na oficjalnych listach. I to jest najważniejsza obserwacja: to, że praca została *gdzieś* opublikowane, nie świadczy koniecznie o tym, że jest dobra. Ponadto
    - pomyłki redakcyjne, publikowanie prac, które opublikowane nie powinny być, zdarza się wszystkim. Świetnym znacznie rzadziej niż takim sobie, ale nawet świetnym się to zdarza. Recenzenci powinni dokładać wszelkiej staranności przygotowując recenzje, cóż, nie zawsze to robią, nawet pisząc dla tych najlepszych.
    - o tym, że poważne błedy redakcyjne zdarzają się nawet najlepszym, świadczą choćby retrakcje.

    Ponadto - tak, dala - jeśli podstawą habilitacji ma być monotematyczny cykl prac, recenzent ma ocenić, czy cykl naprawdę jest monotematyczny, czy tylko habilitant tak twierdzi. A tego nie da się zrobić bez merytorycznej analizy prac.

    I proszę mnie nie epatować opowieściami w rodzaju "recenzent habilitacji odrzuca pracę z Science, bo go tam nie zacytowano". Znasz taki przypadek czy też jest to tylko taki hipotetyczny konstrukt? Jeśli znasz, to podaj.
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • 09.06.12, 21:19
    Nie, to nie jest elemntarne. To tylko ty tak to przedstawiasz.

    Jakość publikacji nie musi być i często nie jest związana z wkładem w dyscyplinę. Znam wiele świetnych publikacji, które przeszły bez żadnego echa, znam również wiele znacznie słabszych publikacji, które są powszechnie cytowane i wykorzystywane jako (również negatywna) podstawa dalszych badań. Ocena jakości w obu wypadkach jest niezwiązana z wkładem. A przykład oszustw czy pomyłek ma się nijak do problemu. Takie prace nie powinny być w ogóle przedmiotem oceny.

    Nie odpowiedziałeś na resztę mojego posta. Na jakiej podstawie recezent decyduje o ocenie jakości badań? Podejrzewam, że na podstawie swojego własnego dorobku. I recenzent piszący w Kościerzynie nie zainteresuje się lokalnym pismem, prawda? Uzna, że jest świetne. I wreszcie, proszę mi pokazać te recenzje habilitacyjne, w których jakość publikacji jest oceniana pod kątem wkładu w dyscyplinę. W rzeczywistości to, o czym mówisz, nie występuje w przyrodzie. W rzeczywistości recenzenci piszą recenzje doktorskie.

    I na koniec, czy znam przypadki żenujących ocen świetnych publikacji, bo nie uwzględniono, powiedzmy, niezwykle ważnych publikacji polskich? Znam. Oczywiście, nie podam tych przykładów.

    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 21:28
    Zaglądnąłem do recenzji w jedynym zakończonym postępowaniu w naukach fizycznych. I co? I są recenzje 'doktorskie'. Recenzenci nie skupiają się na żadnym wkładzie. Skupiają się na tym, co w badaniach zrobił habilitant.

    Nawet przyjmując, że masz rację, pfg, a myślę, że nie masz, recenzenci w rzeczywistości nie robią tego, co opisujesz,


    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 22:01
    habilitant2012 napisał:

    > Zaglądnąłem do recenzji w jedynym zakończonym postępowaniu w naukach fizycznych
    > . I co? I są recenzje 'doktorskie'. Recenzenci nie skupiają się na żadnym wkład
    > zie. Skupiają się na tym, co w badaniach zrobił habilitant.

    Zdaje się, że na stronach CK jest tylko jedno zakończone postępowanie z nauk fizycznych? Akurat przywołane niedawno przez chario. W tym wypadku (publikacje wieloautorskie, stały zestaw autorów) najistotniejsze jest to, czy wkład habilitanta miał charakter indywidualny (kolejne wymaganie ustawowe).

    > Nawet przyjmując, że masz rację, pfg, a myślę, że nie masz, recenzenci w rzeczy
    > wistości nie robią tego, co opisujesz,

    Ja nie twierdzę, że zawsze to robią. W odróznieniu od ciebie twierdzę jednak, że mogą, a niekiedy powinni.
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • 09.06.12, 22:33
    Dlatego też napisałem, że to jedyne postępowanie. Jednak na stronach CK jest już kilkadziesiąt recenzji, z których przeczytałem większość. W żadnej nie znalazłem tego, o czym piszesz. W żadnej! Co więcej, we wszystkich oceniają jakość badań itd.

    Wytłumacz mi, jak się mają te recenzje do wymogów ustawowych i oceny wkładu habilitanta w dyscyplinę. Nie wyjaśniłeś też, jak się ma jakość publikacji do wkładu w dyscyplinę.

    W rzeczywistości w recenzjach, o których mówimy, recenzenci skupili się przede wszystkim na recenzji publikacji, a nie indywidualnego wkładu. I to było najistotniejsze dla nich.

    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 23:16
    Myślę że całe nieporozumienie wynika z tego, że nie wiadomo co to jest ten mityczny "wkład w rozwój dyscypliny". Dla habilitanta2012 ten wkład to czy ktoś został dostrzeżony, a więc w uproszczeniu jak często jest cytowany. Pewnie jest to powszechne podejście w naukach przyrodniczych, ale ja się z nim nie zgadzam.
    Dla mnie wkład w rozwój dyscypliny to bardziej zrobienie dobrych, wysokojakościowych badań, które rozwiązują istotny problem badawczy (problem z oceną który jest istotny, a który nie, ale to zostawiam na boku) albo ewentualnie stworzenie takowej dobrej koncepcji teoretycznej. To może być często cytowane, ale NIE musi tak być. Ale nawet wówczas przyczynia się do rozwoju dyscypliny jako NAUKI, a nie jako PRAKTYKI SPOŁECZNEJ (dostrzegalność w środowisku czy cytowalność idzie w tą drugą stronę). I dlatego recenzent habilitacji nie może abstrahować od jakości dorobku habilitanta, musi jej dokonać. Inaczej nie trzeba by recenzentów, wystarczyłyby kalkulatory.
  • 09.06.12, 23:34
    Tyle że rozwiązanie problemu i wsadzenie tego rozwiązania do szuflady niespecjalnie jest wkładem w dyscyplinę, prawda?

    Problem dla mnie polega na tym, że ja nie wiem, co to dokładnie jest ten wkład. Jednak jeśli ma być oceniany, to niech będzie. Ja protestuję przeciwko ocenie publikacji, tak jakby to był doktorat.



    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 23:36
    habilitant2012 napisał:

    > Ja protestuję przeciwko ocenie publikacji, tak jakby to był doktorat.

    Z tym sie zgadzam. Niestety, to jest nagminne.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 23:44
    > Tyle że rozwiązanie problemu i wsadzenie tego rozwiązania do szuflady niespecja
    > lnie jest wkładem w dyscyplinę, prawda?

    Przypomnę tylko, że prace schowane do szuflady nie mogą być podstawą postępowania habilitacyjnego. Muszą zostać opublikowane.

    > Problem dla mnie polega na tym, że ja nie wiem, co to dokładnie jest ten wkład.

    No właśnie chyba nikt nie wie na pewno, bo sformułowanie ustawodawcy jest bardzo enigmatyczne. Co w tej sytuacji? Doprecyzować to muszą recenzenci. I robią to tak jak potrafią czy sobie wyobrażają.
    Ty mówisz, że nie oceniają wkładu, ja - że oceniają wkład tak jak go rozumieją. (nie zawsze sensownie, ale to inny problem)

    Ja protestuję przeciwko ocenie
    > publikacji, tak jakby to był doktorat.

    A dlaczegoż to? Czy doktorant uprawia inną naukę niż habilitant? W inny sposób?
  • 09.06.12, 23:51
    To opublikuj je w Kościerzynie i argumentuj, że to więcej niż schowanie do szuflady.

    Co do doprecyzowania. OK, niech doprecyzowują recenzenci. Problem w tym, że oni tego nie robią. Czy robią tak, jak to rozumieją? No cóż, zgodziłbym się z tym, gdyby chociaż używali słowa 'wkład' od czasu do czasu.


    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 00:40
    > To opublikuj je w Kościerzynie i argumentuj, że to więcej niż schowanie do szuf
    > lady.

    No mimo wszystko jakaś tam różnica jest. Może i niewielka, ale jest.
    Oczywiście można się domagać by każdy habilitant w PL miał monografię w Sage, ale to nie zadziała. Nie teraz, nie z tymi kadrami, nie z takimi nakładami itd. Czy tego chcemy czy nie, zmiany muszą jednak być stopniowe.
    Jeżeli zaczniemy od wytykania że nie należy raczej publikować w Wyd. Starostwa w Łukowie, to już krok w dobrą stronę ;)
  • 10.06.12, 01:04
    Nie proponuję tego. I takie wytykanie ucieszyłoby mnie.

    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 23:34
    Tak sobie mysle o historii swojej dyscypliny i wychodzi mi na to, ze najwiekszy wklad mialy prace kontrowersyjne, slabe metodologicznie i skrytykowane na 50 roznych sposobow. Jednak to byly prace pionierskie, ktore zapoczatkowaly cale tradycje badawcze i po cwiec wieku nadal sa cytowane w kazdej debacie na ten temat. Czy to znaczy, ze mamy czekac 20 lat, zeby empirycznie stwierdzic, ze wklad habilitanta w dyscypline jest faktycznie znaczny? Wymog ustawowy jest po prostu durny i niemozliwy do spelnienia, chyba ze wymagamy od recenzentow zdolnosci jasnowidzenia. Mnie wystarczy, jezeli recenzent bedzie sie na tyle znal na tematyce, by okreslic, ze badania habilitanta sa potencjalnie wazne.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 23:47
    Ha! My point exactly!

    Co do reszty, potencjalnej wagi, myślę, że to jest równie nieosiągalne.

    charioteer1 napisał:

    > Tak sobie mysle o historii swojej dyscypliny i wychodzi mi na to, ze najwiekszy
    > wklad mialy prace kontrowersyjne, slabe metodologicznie i skrytykowane na 50 r
    > oznych sposobow. Jednak to byly prace pionierskie, ktore zapoczatkowaly cale tr

    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 23:58
    habilitant2012 napisał:

    > Co do reszty, potencjalnej wagi, myślę, że to jest równie nieosiągalne.

    To mozna spoko zrobic, ale recenzenci musieliby byc miedzynarodowi. Trzech recenzentow zajmujacych sie twoja waska tematyka i zrobione.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 00:35
    tym postem zaprzeczyłeś sam sobie
    przez cały wątek domagałeś się by recenzenci oceniali "wkład", a teraz stwierdziłeś że to praktycznie niemożliwe
    co biedny recenzent ma zatem zrobić?
  • 10.06.12, 00:50
    Nie, nie zaprzeczyłem sobie. Pisałem o tym tutaj.

    fajnytoster napisał:

    > tym postem zaprzeczyłeś sam sobie
    > przez cały wątek domagałeś się by recenzenci oceniali "wkład", a teraz stwierdz
    > iłeś że to praktycznie niemożliwe
    > co biedny recenzent ma zatem zrobić?


    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 09:56
    charioteer1 napisał:

    > Tak sobie mysle o historii swojej dyscypliny i wychodzi mi na to, ze najwiekszy
    > wklad mialy prace kontrowersyjne, slabe metodologicznie i skrytykowane na 50 r
    > oznych sposobow. Jednak to byly prace pionierskie, ktore zapoczatkowaly cale tr
    > adycje badawcze

    W roku 1996 Viswanathan i inni opublikowali w Nature (Nature 381, 413, 1996) pracę, w której twierdzili, że albatrosy wykonują tak zwane loty Levy'ego. Mogę wytłumaczyć, co to, ale to nie jest takie ważne. Ważne jest, że praca była *niesłychanie* wpływowa, zapoczątkowała wielkie nurty badawcze w ekologii, biologii teoretycznej i fizyce. Po czym mniej więcej ten sam zespół autorów w 2007 (Nature 449, 1044, 2007) ogłosił, że źle przeanalizowali dane i żadnych lotów Levy'ego nie ma :-) Ale nurty badawcze pozostały, a obie prace są cały czas cytowane (pierwsza łącznie 362 razy, druga 193).

    > Mnie wystarczy, jezeli recenzent bedzie sie na tyle znal na temat
    > yce, by okreslic, ze badania habilitanta sa potencjalnie wazne.

    Ja się z tym bardzo chętnie zgodzę. Ale badania, nie fakt, że coś gdzieś wydrukowano.
    --
    Troll z habilitacją
  • 10.06.12, 10:15
    Nikt nigdy nie mówił, że chodzi o to, że gdzieś kiedyś coś wydrukowano. Chodzi o wkład publikacji na dyscyplinę. Ipso facto oznacza to również ocenę, jak konkretne badania sytuują się w kontekście dyscypliny.

    Zdecydowanie nie oznacza to oceny procedury badawczej, doboru próby, bibliografii i wszystkiego tego, co ocenia się w doktoracie. A właśnie to robią recenzenci habilitacyjni, w znacznej większości ignorując to, do czego powołuje ich ustawa.

    pfg napisał:

    > > Mnie wystarczy, jezeli recenzent bedzie sie na tyle znal na temat
    > > yce, by okreslic, ze badania habilitanta sa potencjalnie wazne.
    >
    > Ja się z tym bardzo chętnie zgodzę. Ale badania, nie fakt, że coś gdzieś wydruk
    > owano.


    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 11:13
    habilitant2012 napisał:

    > Zdecydowanie nie oznacza to oceny procedury badawczej, doboru próby, bib
    > liografii i wszystkiego tego, co ocenia się w doktoracie. A właśnie to robią re
    > cenzenci habilitacyjni, w znacznej większości ignorując to, do czego powołuje
    > ich ustawa.

    Niech recenzent ocenia to, co potrafi ocenic. Dla mnie glowny problem polega na tym, ze recenzenci bardzo czesto wypowiadaja sie autorytatywnie na tematy, o ktorych nie maja pojecia. Procedury i doboru proby najczesciej czepia sie recenzent, ktory sam nigdy w zyciu zadnego badania eksperymentalnego nie przeprowadzil. Luki w bibliografii wytyka recenzent, ktory z dana dziedzina zetknal sie ostatnio w czasie swoich studiow. Niespecjalista, w dodatku bez wgladu w prace, nie jest w stanie ocenic zasadnosci takich zarzutow, stad moj sceptycyzm co do wplywu publikowania recenzji w internecie na poprawe ich jakosci.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 12:24
    Myślę jednak, że recenzent powinien oceniać to, czego wymaga od niego ustawa i rozporządzenie. A jak nie potrafi, powinien odstąpić od oceny.

    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 12:44
    habilitant2012 napisał:

    > Myślę jednak, że recenzent powinien oceniać to, czego wymaga od niego ustawa i
    > rozporządzenie. A jak nie potrafi, powinien odstąpić od oceny.

    Tak, ale nie mozna recenzentowi zabronic oceniania metodologii, bibliografii itd. Dostaje z czasopisma artykuly do recenzji z kardynalnymi bledami w analizie i opisie wynikow. Tak sie sklada, ze pozostali recenzenci tych bledow nie widza. Recenzent ma prawo wytknac bledy, ktore umknely innym recenzentom, jezeli takie istnieja.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 12:37
    habilitant2012 napisał:

    > A właśnie to robią re
    > cenzenci habilitacyjni, w znacznej większości ignorując to, do czego powołuje
    > ich ustawa.

    Ty tak twierdzisz. Ciekawa rzecz, recenzenci in gremio tak nie twierdzą. Centralna Komisja, która ich powołuje i całą procedurę nadzoruje, tak nie twierdzi. Rady Wydziałów tak nie twierdzą. Wiceprzewodniczący CK, występując w charakterze recenzenta, tak nie twierdzi.

    Pozwolę sobie pożyczyć jeden z podpisów dala.taty, znany cytat z Lorda Protektora.
    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible that you may be mistaken
  • 10.06.12, 12:53
    pfg, na koniec naszej wymiany dwie rzeczy. Pomimo próśb nie pokazałeś mi recenzji, w której można by wskazać, iż recenzent ocenia habilitanta pod kątem wkładu. Po drugie, praktyki społeczne są czymś niezwykle silnym. I skoro 'wszyscy wiedzą', że postępują dobrze, to przekonanie ich, że tak nie jest, graniczy z cudem. Jak powiedział pewien fizyk:

    Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi.

    Najwyraźniej w CK jeszcze się taki nie pojawił. Przyznasz jednak, że argumentum ad CK jest wyrazem pewnej desperacji.

    Chętnie przyznam, że nie mam racji. Jednak do tej pory wszystko, co masz do zaoferowania to zapewnienia. A gdy pokazuję ci konkretne recenzje, wolisz to ignorować. I w tedy sposób wracamy do punktu wyjścia. W ostateczności to ty masz rację, a nie ja.

    Dziękuję za miłą dyskusję.

    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 13:15
    habilitant2012 napisał:

    > Przyznasz jednak, że argumentum
    > ad CK jest wyrazem pewnej desperacji.

    W żadnym wypadku. To jest właśnie wskazanie na praktykę społeczną. Sformułowanie ustawowe - na co już tu wiele osób wskazało - nie jest precyzyjne. Jak sądzę, jest to celowy zabieg ustawodawcy, gdyż zbyt sztywne kryterium nie byłoby korzystne (patrz ostatnie listy dala.taty i whiteskiesa). Tak więc to środowisko naukowe - w osobach recenzentów i całej komisji wyznaczonej przez CK - dokonuje faktycznej interpretacji ustawy. Nie ma w tym nic złego. I tyle. A w dodatku ja w żaden sposób nie dostrzegam ani sprzeczności praktyk recenzenckich z przepisami prawa, ani sprzeczności pomiędzy oceną wkładu w dyscyplinę a oceną poszczególnych publikacji, jeśli habilitacja jest przyznawana na podstawie cyklu prac. Obie te sprzeczności są pozorne. Wydumane.

    Powiadasz, że recenzenci nie oceniają wkładu? Ależ robią to! Recenzje pozytywne z reguły kończą się stwierdzeniami, że zdaniem recenzenta habilitant *spełnia wymogi ustawowe*; należy zatem rozumieć, że skoro spełnia, to zdaniem recenzenta wniósł znaczny wkład. Recenzje negatywne - na przykład te dyskutowane tutaj negatywne recenzje z ekonomii - kończą się stwierdzeniem, że dorobek za słaby albo w ogóle nie ma charakteru naukowego, no a skoro tak, to nie stanowi znacznego wkładu. Musisz to mieć napisane expressis verbis?

    Z jednym się zgodzę: Nie mamy sobie w tym zakresie nic nowego do powiedzenia. Pozdrawiam i życzę - jak na początku - owocnego prowadzenia bloga.
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • 10.06.12, 14:07
    Pfg, nie mam duzego doswiadczenia w pisaniu recenzji habilitacyjnych. I to, co napisalem, napisalem tak, jak pisano moje recenzje i jak pisano inne (dostalem na wzor kilka recenzji). I ja tam zadnego wplywu nie ocenialem, zadnej oceny wkladu nie widzialem tez w innych recenzjach. Najwazniejsza czesc recenzji to byla recenzja rozprawy, dokladnie taka sama, jak bym pisal recenzje doktoratu.

    Mysle, ze habilitant ma wiele racji. Piszemy recenzje tak, jak sie pisze. Byc moze tak nalezy je pisac, jednak mam malo watplwisoci, ze to, co ja napisalem, a takze to, co widzialem u innych, nie ma nic wspolnego z ocena 'wkladu w dyscypline'.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 09.06.12, 21:29
    habilitant2012 napisał:

    > Nie, to nie jest elemntarne.

    Nie upieram się, że elementarne. Ale prawdziwe.

    > Znam. Oczywiście,
    > nie podam tych przykładów.

    Jak prezes. (Lokalny wariant prawa Goodwina?)
    --
    Kozak frajer
  • 09.06.12, 21:40
    eeee tam, to, ze czegos nie widziales, nie znaczy ze nie istnieje, pfg. Kto jak kto, ale fizyk powinien to rozumiec :-)

    Dokladnie taki 'argument', jaki opisal habilitant, uslyszalem w recenzji habilitacyjnej. Dotyczyl tekstu opulikowanego miedzynarodowo. Recenzentka uznala jednak, ze publikacja nie jest wystarczajaco dobra, bo nie zawierala 2 polskich publikacji. Recenzja byla pozytywna, jednak ta czesc byla kompletnie absurdalna.

    Gdy pozniej zapytalem, co to za publikacje, juz po kolokwium, swiezo wyhabilitowany powiedzial mi, ze je zna, ale sa obok jego tekstu i najprawdopodobniej receznetnka ich nie zna (pomijajac slaba ich jakosc).

    pfg napisał:

    > > Znam. Oczywiście,
    > > nie podam tych przykładów.
    >
    > Jak prezes. (Lokalny wariant prawa Goodwina?)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 09.06.12, 21:47
    dala.tata napisał:

    > eeee tam, to, ze czegos nie widziales, nie znaczy ze nie istnieje, pfg.

    Ja odnosiłem się do konkretnego "przykładu": Negatywna recenzja habilitacyjna spowodowana tym, że habilitant w artykule w Science nie cytuje pracy recenzenta. Jeśli coś takiego się zdarzyło, chciałbym to zobaczyć. Jeśli nie, to proszę nie uzywać przesadzonych przykładów hipotetycznych.
    --
    ludzie oderwani od polskości
  • 09.06.12, 21:53
    Proszę pokazać, gdzie użyłem takiego przykładu.

    pfg napisał:

    > Ja odnosiłem się do konkretnego "przykładu": Negatywna recenzja habilitacyjna s
    > powodowana tym, że habilitant w artykule w Science nie cytuje pracy recenzenta.
    > Jeśli coś takiego się zdarzyło, chciałbym to zobaczyć. Jeśli nie, to proszę ni
    > e uzywać przesadzonych przykładów hipotetycznych.


    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 22:06
    habilitant2012 napisał:

    > Proszę pokazać, gdzie użyłem takiego przykładu.

    Tutaj.
    --
    Komentarze fizyka
  • 09.06.12, 22:24
    to ja jeszcze raz zapytam. Gdzie w tym poście piszę o

    Negatywna recenzja habilitacyjna spowodowana tym, że habilitant w artykule w Science nie cytuje pracy recenzenta.

    Bo ja napisałem, że widzimisię recenzenta w ocenach publikacji. Reszta to twoja interpretacja.

    --
    Robię habilitację
  • 09.06.12, 23:16
    I stand corrected. Wobec tego proszę mnie nie epatować opowieściami w rodzaju "recenzent habilitacji postanawia oceniać dorobek, bo go habilitant nie zacytował w Science". Znasz taki przypadek czy też jest to tylko taki hipotetyczny konstrukt? Jeśli znasz, to podaj.

    habilitant2012 napisał:

    > to ja jeszcze raz zapytam. Gdzie w tym poście piszę o
    >
    > Negatywna recenzja habilitacyjna spowodowana tym, że habilitant w artykule w
    > Science nie cytuje pracy recenzenta.

    >
    > Bo ja napisałem, że widzimisię recenzenta w ocenach publikacji. Reszta to twoja
    > interpretacja.
    >


    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • 09.06.12, 23:40
    Niczego takiego nie robiłem. Odpowiadałem na twoją tezę, że recenzent 'czasem powinien' coś robić. Mnie nie odpowiada 'czasem'. Ja chcę procedury.

    Więc: proszę mnie nie epatować recenzenckim widzimisię!


    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 12:23
    Ciekaw jestem jak będziesz argumentował recenzując. Ja mam w tej chwili poważny zgryz - recenzję osoby która ewidentnie nie powinna awansować, a spełnia, w jakimś stopniu wszystkie proceduralne kryteria. Procedura jest potrzebna ale z natury rzeczy nastawiona jest na przypadki przeciętne. Zbyt sztywna procedura grozi odrzucaniem niestandardowych przypadków bardzo dobrych, służy też miernotom które wysiłek wkładają nie w prace naukową w w spełnienie w minimalnym stopniu kryteriów formalnych.
  • 10.06.12, 12:33
    Whiteskies, nie wiem, jak będę recenzować, daleka droga do tego. Nie jestem za usztywnieniem wszystkiego. Jako że sam jestem przypadkiem 'niestandardowym', w pełni rozumiem konieczność elastyczności.

    Ja jedynie zwracam uwagę na to, że recenzenci nie oceniają tego, co powinni oceniać. I to z mojego punktu widzenia jest problem, choćby dlatego, że muszę napisać autoreferat. I mam poważny dylemat: czy pisać pod ustawę, czy pod praktyki recenzentów. Jeśli pod ustawę napiszę o wkładzie, jeśli pod praktyki recenzentów, opiszę badania. To nie jest trywialny wybór.


    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 12:49
    habilitant2012 napisał:

    > I mam poważny dylemat: czy pisać pod ustawę, czy pod praktyki
    > recenzentów. Jeśli pod ustawę napiszę o wkładzie, jeśli pod praktyki recenzentó
    > w, opiszę badania. To nie jest trywialny wybór.

    Jak chcesz opisac wklad, nie przedstawiajac problemu, ktory rozwiazales? Bedziesz podawal swoje h? To sobie recenzent moze sam sprawdzic, wiec przesadne chwalenie sie raczej nie jest zalecane. Naprawde nie widze tu sprzecznosci nie do pogodzenia.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 10.06.12, 12:55
    Opisanie problemu i usytuowanie go w kontekście dyscypliny nie jest opisem badań.

    I tym postem kończę udział w tej dyskusji. Mam habilitację do zrobienia :-)

    charioteer1 napisał:

    > Jak chcesz opisac wklad, nie przedstawiajac problemu, ktory rozwiazales? Bedzie
    > sz podawal swoje h? To sobie recenzent moze sam sprawdzic, wiec przesadne chwal
    > enie sie raczej nie jest zalecane. Naprawde nie widze tu sprzecznosci nie do po
    > godzenia.
    >
    >


    --
    Robię habilitację
  • 10.06.12, 13:11
    odnoszę wrażenie, że nieco histeryzujesz ;-), podobnie jak chario nie widzę problemu w połączeniu tych dwóch opisów...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 10.06.12, 14:36
    Ale jedno i drugie się wyklucza? Nie da się ich równocześnie umieścić w autoreferacie? Czy też może są komplementarne?
  • 10.06.12, 12:43
    Swoja droga to sa dla mnie najtrudniejsze recenzje. Recenzje, w ktorych 'sie wie' i mowie to calkiem powaznie. One sa trudne w jedna i druga strone. Osoba, ktora spelnia kryteria, ale nie powinna dostac stopnia czy pracy i na odwrot, osoba, ktora nie spelnia kryteriow, ale i tak powinna dostac stopien czy prace.

    Ja nie do konca potrafie opisac, na czym polega to przekonanie, jednak zdarzylo mi sie je juz miec. I recenzja wtedy wymaga wysokiej klasy ekwilibrystyki. :-)

    whiteskies napisał:

    > Ciekaw jestem jak będziesz argumentował recenzując. Ja mam w tej chwili poważny
    > zgryz - recenzję osoby która ewidentnie nie powinna awansować, a spełnia, w j
    > akimś stopniu wszystkie proceduralne kryteria. Procedura jest potrzebna ale z n
    > atury rzeczy nastawiona jest na przypadki przeciętne. Zbyt sztywna procedura gr
    > ozi odrzucaniem niestandardowych przypadków bardzo dobrych, służy też miernoto
    > m które wysiłek wkładają nie w prace naukową w w spełnienie w minimalnym stopni
    > u kryteriów formalnych.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 10.06.12, 13:00
    w pełni się zgadzam i istnienie tych przypadków pokazuje, że ostatecznie chodzi jednak o decyzję pozaformalną... którą podejmuje recenzent, na własną odpowiedzialność i w zgodzie ze sobą.
    --
    Louder Than Bombs...
  • 10.06.12, 14:01
    Mnie takie decyzje uwieraja i ich nie lubie. Ciesze sie, ze ich jest bardzo malo.

    Tyle ze szczegolnie w wypadku habilitacji, widze to jako duzy problem.

    adept44_ltd napisał:

    > w pełni się zgadzam i istnienie tych przypadków pokazuje, że ostatecznie chodzi
    > jednak o decyzję pozaformalną... którą podejmuje recenzent, na własną odpowied
    > zialność i w zgodzie ze sobą.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 10.06.12, 14:36
    no tak, ale ja wiele razy, po wypełnieniu formularzy i zobaczenie wyników, miałem pełne przekonanie, że to powinno wyglądać inaczej... więc pewnie dla świętego spokoju - jest lepiej, ale dla jakiegoś sensu nie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 10.06.12, 15:56
    tak, tylko jesli sie poslugujemy 'poczuciem', to konczymy z racjonalnoscia recenzji. I rownie dobrze mozemy dawac habilitacje za ladne nogi i umiesniona klate.

    Niestety, owo poczucie jest mi nieobce. i napisalem jedna czy dwie recenzje oparte na 'poczuciu'. I zupelnie nie jestem pewien, czy zrobilem slusznie. Pocieszam sie, ze to byly recenzje/referencje pozytywne. Bardzo nie chcialbym sie znalezc w sytuacji, o ktorej mowi Wodz Biala Chmura.

    adept44_ltd napisał:

    > no tak, ale ja wiele razy, po wypełnieniu formularzy i zobaczenie wyników, miał
    > em pełne przekonanie, że to powinno wyglądać inaczej... więc pewnie dla święteg
    > o spokoju - jest lepiej, ale dla jakiegoś sensu nie...


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 10.06.12, 16:21
    no ale nie ma konieczności budowania opozycji racjonalne - poczuciowe, wciągnięcie tu ładnych nóg etc. jest kompletnie nieuprawnione, nie mówimy o poczuciu związanym z estetyką, tylko z nauką... po Kuhnie to raczej nie jest jakieś odkrycie...; co więcej - jeśli jest tak, że to rubryczki prowadzą do tego, że awans otrzymuje ktoś, komu tenże się nie należy (i vice versa ;), to już w ogóle pojęcie racjonalności w takim, rubryczkowym, znaczeniu można sobie schować...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 10.06.12, 16:31
    adepcie, ale ja nie mowie o rubrykach. Ja mowie o przeniesieniu receznji/referencji w sfere poczuc, a zatem sfere poza racjonalnoscia. I w rzecywistosci, jesli akceptujemy, ze recenzja moze byc nieracjonalna, rownie dobrze mozemy dawac prace za ladne nogi. Przynajmniej w pracy estetycznie bedzie.
    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • 10.06.12, 16:44
    hm, no ale ja napisałem, że przeniesienie w sferę poczuć nie musi oznaczać nieracjonalności, dodając ponadto, że od dłuższego czasu żyjemy właśnie w takie sferze i w gruncie rzeczy nasza ocena sprowadza się do tego, czy coś ma sens, czy nie ma...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 10.06.12, 17:06
    ocenianie, czy cos ma sens, zaklada racjonalizm. Jesli mamy poczucie, przeczucie itd, to konczy sie racjonalizm, jak dla mnie. ale nie musze sie o to klocic :-)

    adept44_ltd napisał:

    > hm, no ale ja napisałem, że przeniesienie w sferę poczuć nie musi oznaczać nier
    > acjonalności, dodając ponadto, że od dłuższego czasu żyjemy właśnie w takie sfe
    > rze i w gruncie rzeczy nasza ocena sprowadza się do tego, czy coś ma sens, czy
    > nie ma...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 10.06.12, 17:10
    no a coś takiego jak rozsądek? (pominę, że racjonalizm ma wiele różnych odmian, a w twoim użyciu widzę jego twarde rozumienie); w sumie też nie muszę, po prostu burza idzie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 10.06.12, 18:13
    To w polskiej rzeczywistości problem. Habilitacja to nie tylko sprawa awansu, ale sprawa uprawnień. Chodzi o dwie sprawy:
    1) Habilitacja daje prawo prowadzenia doktoratów i "pomnażania" swojej miernoty - często kończy się to "wyślizgiwaniem" zdolnych, mądrych, niepokornych kosztem posłusznych;
    inny przypadek - przekazywanie własnej "niemocy publikacyjnej".
    2) Habiltacja daje w praktyce w Polsce prawo do oceny grantów i zasiadania w wielu władzach akademickich/instytutowych i.t.p.
    Moim zdaniem procedura oceny kandydata do stopnia w ogóle nie bierze tego pod uwagę. Można świetnie prowadzić doktoraty, oceniać innych, nie mając dorobku w rozumieniu wymagań stawianych kandydatowi, można dobrze zarządzać czy oceniać pracę innych. Ocena habilitanta jednak nie jest prowadzona z tej perspektywy, natomiast jest to rodzaj "pasowania na naukowca", w pewnym sensie pokonania bariery korporacyjnej. Rozumiem potrzebę oceny naukowej i ew. awansów (np. zaszeregowania, pensji, czy przywilejów w postaci stabilizacji) na podstawie osiągnięć naukowych, natomiast łączenie habilitacji w obecnej formie z prawem promowania i oceny innych to nieporozumienie, do tego powinien wystarczyć doktorat, ew. np. praktyka jako promotor pomocniczy.
    Ale to chyba sprawa na inny wątek....
  • 10.06.12, 21:31
    whiteskies napisał:

    > 1) Habilitacja daje prawo prowadzenia doktoratów i "pomnażania" swojej miernoty
    > - często kończy się to "wyślizgiwaniem" zdolnych, mądrych, niepokornych koszte
    > m posłusznych;

    Habilitacji do tego nie mieszaj. W polskich warunkach kazdy szef bedzie pilnowal, by zaden z podwladnych nie przycmil jego blasku.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 22:20
    charioteer1 napisał:

    > W polskich warunkach kazdy szef bedzie pilnowal,
    > by zaden z podwladnych nie przycmil jego blasku.

    Kolejna nieuprawniona generalizacja.
    --
    Ignorant schmuck
  • 10.06.12, 22:23
    pfg napisał:

    > Kolejna nieuprawniona generalizacja.

    E tam. Dopiero pierwsza dzisiaj...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 21:48
    Troche nie widze, na czym polega problem. Awans ma to do siebie, ze zwieksza uprawnienia awansowanego. Nie widze tu wiekszych problemow. Doktoraty powinni promowac sensowni promotorzy, a niestety tego habilitacja nie zalatwia.

    To, gdzie widze problem to kwestia miniow kadrowych. Habilitacja to w sposob oczywisty zysk 'kadrowy' dla jednostki. habilitacja nie jest jedynie awansem dla habilitanta. to z kolei, przynajmniej potencjlanie, jest oczywistym konfliktem interesow, przynajmniej dla lokalnych czlonkow komisji (jesli habilitant habilituje sie u siebie).

    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • 10.06.12, 22:12
    dala.tata napisał:

    > To, gdzie widze problem to kwestia miniow kadrowych. Habilitacja to w sposob oc
    > zywisty zysk 'kadrowy' dla jednostki. habilitacja nie jest jedynie awansem dla
    > habilitanta. to z kolei, przynajmniej potencjlanie, jest oczywistym konfliktem
    > interesow, przynajmniej dla lokalnych czlonkow komisji (jesli habilitant habili
    > tuje sie u siebie).

    Ale to samo mozna odniesc do doktoratow. Jezeli pomyslisz o habilitacji jako drugim doktoracie, to problem konfliktu interesow znika. Za to czesto dochodza konflikty interesow wewnatrz wydzialu, ale to tez jest na odrebny watek, o ile nie na rozmowe przy piwie.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 22:24
    nie chario. habilitowany nadal wchodzi do minimum kadrowego, co moze byc kluczowe z punktu widzenia utrzymania prawa doktoryzowania czy habilitowania.

    charioteer1 napisał:

    > Ale to samo mozna odniesc do doktoratow. Jezeli pomyslisz o habilitacji jako dr
    > ugim doktoracie, to problem konfliktu interesow znika. Za to czesto dochodza ko
    > nflikty interesow wewnatrz wydzialu, ale to tez jest na odrebny watek, o ile ni
    > e na rozmowe przy piwie.
    >


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 10.06.12, 22:50
    dala.tata napisał:

    > nie chario. habilitowany nadal wchodzi do minimum kadrowego, co moze byc kluczo
    > we z punktu widzenia utrzymania prawa doktoryzowania czy habilitowania.

    Moze, ale nie musi. Sa wydzialy, ktore maja spory naddatek habilitowanych.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 22:54
    Niektore maja, niektore nie. Co wiecej, niektore balansuja na granicy minimum kadrowego i kazdy dodatkowy habilitowany jest na wage zlota.

    charioteer1 napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > nie chario. habilitowany nadal wchodzi do minimum kadrowego, co moze byc
    > kluczo
    > > we z punktu widzenia utrzymania prawa doktoryzowania czy habilitowania.
    >
    > Moze, ale nie musi. Sa wydzialy, ktore maja spory naddatek habilitowanych.
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 10.06.12, 23:01
    dala.tata napisał:

    > Niektore maja, niektore nie. Co wiecej, niektore balansuja na granicy minimum k
    > adrowego i kazdy dodatkowy habilitowany jest na wage zlota.

    Wiem, dala. W ciagu ostatnich dwoch lat dwie panstwowe uczelnie akademickie proponowaly mi etat.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 23:09
    ano wlasnie. takie uczelnie maja wyrazny interes w tym, zeby dazyc do habilitowania swych pracownikow.

    charioteer1 napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > Niektore maja, niektore nie. Co wiecej, niektore balansuja na granicy min
    > imum k
    > > adrowego i kazdy dodatkowy habilitowany jest na wage zlota.
    >
    > Wiem, dala. W ciagu ostatnich dwoch lat dwie panstwowe uczelnie akademickie pro
    > ponowaly mi etat.
    >


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • 10.06.12, 23:35
    dala.tata napisał:

    > ano wlasnie. takie uczelnie maja wyrazny interes w tym, zeby dazyc do habilitow
    > ania swych pracownikow.

    To nie takie proste. Sciagniecie habilitowanego z zewnatrz moze sie czasami bardziej oplacac.


    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 23:42
    Ja tego nie kwestionuje chario. jednak, jak powiedzialem, widzialem przynajmniej 3 instytucje, ktore modlily sie o habilitowanych i staraly sie ich znalezc lub upchnac gdzie indziej.

    charioteer1 napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > ano wlasnie. takie uczelnie maja wyrazny interes w tym, zeby dazyc do hab
    > ilitow
    > > ania swych pracownikow.
    >
    > To nie takie proste. Sciagniecie habilitowanego z zewnatrz moze sie czasami bar
    > dziej oplacac.
    >
    >


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • 11.06.12, 01:35
    dala.tata napisał:

    > Ja tego nie kwestionuje chario. jednak, jak powiedzialem, widzialem przynajmnie
    > j 3 instytucje, ktore modlily sie o habilitowanych i staraly sie ich znalezc lu
    > b upchnac gdzie indziej.

    episkopat? nie może być...
    --
    Louder Than Bombs...
  • 11.06.12, 10:44
    3 episkopaty? A coz za szulkiniwskie dystopie po glowie ci chodza?

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 10.06.12, 22:18
    dala.tata napisał:

    > jesli habilitant habili
    > tuje sie u siebie

    Jeśli habilitant habilituje się u siebie, to znaczy, że jednostka warunki minimum spełnia - bo inaczej nie mogłaby habilitować - więc akurat tu konfliktu interesów nie ma.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • 10.06.12, 22:25
    to nieprawda. znam kilka przykladow, gdzie na gwalt habilitowano ludzi, bo czesc rady odchodzila na emeryture.

    pfg napisał:

    > Jeśli habilitant habilituje się u siebie, to znaczy, że jednostka warunki minim
    > um spełnia - bo inaczej nie mogłaby habilitować - więc akurat tu konfliktu inte
    > resów nie ma.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 09.06.12, 21:32
    Mialem nadzieje, ze do tego wrocisz, pfg, zignorowawszy mnie za pierwszym razem. Ocena poziomu monotematycznosci cyklu monotematycznego uderza mnie jako kompletny absurd.

    pfg napisał:

    > Ponadto - tak, dala - jeśli podstawą habilitacji ma być monotematyczny cykl pra
    > c, recenzent ma ocenić, czy cykl naprawdę jest monotematyczny, czy tylko habili
    > tant tak twierdzi. A tego nie da się zrobić bez merytorycznej analizy prac.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 09.06.12, 21:41
    dala.tata napisał:

    > Mialem nadzieje, ze do tego wrocisz, pfg, zignorowawszy mnie za pierwszym razem
    > . Ocena poziomu monotematycznosci cyklu monotematycznego uderza mnie jako komp
    > letny absurd.

    Zignorowałem twoją uwagę jako kompletnie absurdalną, no, chyba że jesteś skrajnym nominalistą. Chodzi o to, czy cykl jest monotematyczny, czy tylko habilitant twierdzi, że jest.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • 09.06.12, 21:45
    Pfg, dla mnie kompletnie absurdalne jest wymog cyklu monotematycznego. Skoro jednak juz on jest, ocena tego, czy habiitant ma racje co do monotematycznosci cyklu, jest kompletnym absurdem. Jak dla mnie, jesli cykl habilitanta sklada sie ze swietnych publikacji, to jesli tweirdzi sa monotematyczne, to znaczy, ze sa monotematyczne.

    Pamietaj, ze masz oceniac wklad, jak to przed chwila napisales. Bardzo watpie, ze mootematycznosc cyklu ma jakikolwiek wklad w cokolwiek.

    pfg napisał:

    > Zignorowałem twoją uwagę jako kompletnie absurdalną, no, chyba że jesteś skrajn
    > ym nominalistą. Chodzi o to, czy cykl jest monotematyczny, czy tylko
    > habilitant twierdzi
    , że jest.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 09.06.12, 21:51
    A któż to dzisiaj pisał dura lex, sed lex? Monotematyczność jest wymogiem ustawowym.

    > Jak dla mnie, jesli cykl habilitanta sklada sie
    > ze swietnych publikacji, to jesli tweirdzi sa monotematyczne, to znaczy, ze sa
    > monotematyczne.

    Znaczy, nominalista.
    --
    Kozak frajer
  • 09.06.12, 21:57
    napisalem durak lex :-)

    skoro jest taki wymog, to habilitant musi zlozyc cykl monotematyczny. I, moze poza jakimis absolutnie szczegolnymi przypadkami, nalezy uznac, ze monotematycznosc powstaje na mocy oswiadczenia o monotematycznosci habilitanta.

    pfg napisał:

    > A któż to dzisiaj pisał dura lex, sed lex? Monotematyczność jest wymogiem ustaw
    > owym.
    >
    > > Jak dla mnie, jesli cykl habilitanta sklada sie
    > > ze swietnych publikacji, to jesli tweirdzi sa monotematyczne, to znaczy,
    > ze sa
    > > monotematyczne.
    >
    > Znaczy, nominalista.


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • 09.06.12, 22:03
    dala.tata napisał:

    > monotematyczn
    > osc powstaje na mocy oswiadczenia o monotematycznosci habilitanta.

    Skrajny nominalista ;-)
    --
    Komentarze fizyka
  • 09.06.12, 23:20
    no no :-). dla ciebie najwyrazniej Pollock to facet, ktory nie zna sie na sztuce, a Mondrian co najwyzej sie nadaje na projektanta wzoru na koldry -)

    pfg napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > monotematyczn
    > > osc powstaje na mocy oswiadczenia o monotematycznosci habilitanta.
    >
    > Skrajny nominalista ;-)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 08.06.12, 15:33
    Biala Chmuro, nie tylko ty pisales o tym! Ja rowniez nie mam watpliwosci, ze podstawa naprawy procesu jest monitorowanie procesu recenzyjnego, wszystkiego tego, o czym piszesz. Powtorze: recenzje, o ktorych pisza tu ludzie, podwazaja caly proces i nie ma znaczenia, jka czeste czy rzadkie sa. W kazdym procesie moga wystepowac bledy, jednak my tu mowimy o skandalach, a nie bledach.

    Niestety, podejrzewam, ze jeszcze dlugo nikt nie postanowi oceniac recenzentow.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 09.06.12, 15:30
    Przepraszam, że w tym wątku, ale pośrednio tyczy się tematu:
    mam gotowy wniosek, wszystko napisane, ale od piątku nie działa system; chciałam już wysłać całość i... Czy takie "zawieszenia" systemu są na porządku dziennym w NCN? Pierwszym raz składam wniosek, natrudziłam się bardzo, by go napisać i przetłumaczyć na j. angielski, byłoby mi przykro, gdyby na ostatnim etapie pokonał mnie "zawieszony"system.
  • 09.06.12, 17:01
    Im blizej terminu, tym czesciej sie wiesza.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 09.06.12, 22:54
    w grudniu jak sie tak zawieszalo to przedluzyli termin skladania o tydzien. nie wiadomo jednak jak bedzie tym razem
  • 09.06.12, 23:14
    No fakt, dalej zawieszony... :(
    Jak ta głupia marnuję weekend na dokonczenie wniosku, a tu taka niespodzianka? Myslałam, ze to chwilowa awaria w pechowy piątek, ale żeby juz drugi dzień...
    No ale jakby przedłuzyli, byłoby super, bo ten wniosek do NCN to duzo więcej biurokracji niz stare do MNiSW.
    Przy okazji, jak sie zgrabnie uzasadnia badania podstawowe? Cos tam wymodziłam, ale czy z sensem?
  • 10.06.12, 09:52
    Dzwoniłam w piątek, kiedy system nie działał od trzech godzin i Pani powiedziała mi, że to chwilowe i terminu nie przedłużą z tego powodu. Tylko teraz chwila stała się ogromną chwilą...
  • 10.06.12, 10:53
    Zawieszenie, które trwa juz dwie doby, to nie zawieszenie, a paraliż. :(
    Ale wcale sie nie dziwie, skoro tu czytam, ze sytuacja się powtarza. Według mnie problem z systemem nadsyłania wniosków polega na konieczniości formatowania wniosków wyłacznie poprzez ten system. Wpisywanie treści wniosku trwa długo, bo jest duzo rubryk do wypelnienia, a na dodatek wszystko musi się zgadzać co do grosza. Więc trzeba wielokrotnie wejsc w system, by dojśc do etapu finalnego.
    Sprawnie działający system powinien zawierać formularz wniosku przeznaczony do wypelnienia na własnym komputerze, a dopiero nastepny etap to byłoby wysłanie już gotowego wniosku do systemu. I ten system by wtedy sprawdzał, czy wniosek jest kompletny. Czyli podobnie powinien działać jak systemy przyjmowania artykułow przez serwisy czasopism. Bo teraz, dla dokonania każdego wpisu lub poprawy trzeba wejść do systemu. A jaki system to wytrzyma przy tak duzej liczbie wejść?
    Tylko nie piszcie, ze mozna wniosek wysłać wczesniej unikając systemowego "korka". Czesto nie można, bo sie czeka na wyniki poprzedniego konkursu, bo sie czeka na koniec zajęć ze studentami, aby to robić w spokoju albo tez przygotowanie wniosku trwa długo z jakiś obiektywnych powodów.
  • 10.06.12, 11:36
    Przecież od czwartku trwa długi weekend (nie wspominając o EURO) pracownicy OPI i NCN mają chyba prawo do godnego gryla i pyffka przy meczu białoczerwonych ?!?
  • 10.06.12, 12:30
    Dzwoniłam do tej firmy zarządzającej OSF jeszcze w piątek rano jak dało się wejść na stronę startową (dalej się zawieszało). Pani mi powiedziała, że jest to jakaś gruba sprawa, bo koledzy którzy się tym zajmują mają "przerażenie w oczach"...

    Generalnie kiepsko to widzę, bo u nas rektor jest tylko w środę w tym tygodniu, a dziekan we wtorek... A ja praktycznie cały wniosek mam jeszcze w wordzie, bo w weekend miałam sobie wpisywać do systemu :(

    Ale cały system jest chory.... Np w miejscu PODMIOT w przypadku sekcji kierownik i wykonawcy nie chciało mi wczytać tej informacji, chociaż ściągnęło sobie z bazy OPI. Okazało się, że nie chciało wczytać, bo nie wpisałam numeru faksu ....
    --
    Mateusz ... 05.05.08 ... 3010g, 52 cm
  • 10.06.12, 12:53
    paraliż się przeciąga, więc obstawiam, że przedłużą. w grudniu awaria trwała - o ile dobrze pamiętam - półtora dnia, a przedłużyli o tydzień.

    ja mam wszystko wpisane, ale jeszcze muszę wysłać wniosek drogą elektroniczną, a to bez zalogowania się do OSF jest niemożliwe

    swoją drogą od grudnia zastanawiam się jak to możliwe, żeby takie rzeczy nie działały... tzn. nie technologicznie - mechanizm zawieszki rozumiem, ale organizacyjnie. przecież to nie są miliony jednoczesnych wejść, tych wniosków nie jest aż tak dużo - nie da się wynająć nowych serwerów czy co?...
  • 10.06.12, 14:43
    no, postawili system na nogi. ciekawe co na to ncn.
  • 10.06.12, 15:28
    No tak, postawili, ale co ze straconym czasem? Nie dośc, ze długi wymuszony weekend (wasze uczelnie też odgórnie nie pracują w takie piątki?), to awaria...
  • 10.06.12, 16:13
    Nie ładuje mi się strona, to znaczy że przenieśli system na serwery zapasowe i będzie można redagować wnioski mniej więcej tak jak za komuny oglądało się western przy trzecim stopniu zasilania. Będzie działać pod warunkiem że połowa ludzi się wyloguje
  • 10.06.12, 13:00
    > NCN ogłosił ostatnio wyniki konkursów.

    Sluchajcie, z ktorego konkursu sa te wyniki: czerwcowego, czy grudniowego? Sorry, ze zawracam glowe, ale potrzebna mi pilnie ta informacja.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 10.06.12, 13:21
    charioteer1 napisał:

    > > NCN ogłosił ostatnio wyniki konkursów.
    >
    > Sluchajcie, z ktorego konkursu sa te wyniki: czerwcowego, czy grudniowego? Sorr
    > y, ze zawracam glowe, ale potrzebna mi pilnie ta informacja.

    Hm, wrześniowego (OPUS 2, SONATA 2, PRELUDIUM 2) i grudniowego (na staże podoktorskie)? www.ncn.gov.pl/finansowanie-nauki/konkursy/wyniki
    Wyniki zeszłoczerwcowego (MISTRZ - dla doświadczonych naukowców) też niedawno ogłoszono.

    --
    ...aut digito male pertinaci
  • 10.06.12, 13:44
    Dzieki!!!!
    Wiec jednak Opus i Preludium sa czerwcowe... po dacie skladania wnioskow.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 10.06.12, 15:31
    Ostatnie wyniki Opus, Preludium i Sonata dotyczą wniosków składanych w grudniu (konkursy były ogłoszone we wrześniu).
  • 10.06.12, 16:17
    Dzieki bardzo wszystkim za pomoc! Juz mi sie to udalo rozpracowac...

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 12.06.12, 13:19
    Szczytne założenia NCN niestety legły w gruzach. Praktycznie nic się nie zmieniło od czasów KBN, kiedy to składając wniosek biegało się w poszukiwaniu znaczącego, najlepiej profesora - kierownika i kilku wykonawców ze stopniem co najmniej doktora. Teraz takowi muszą posiadać wysokie noty w WoS, która jest opóźniona w stosunku do stanu faktycznego. Ewentualnie jest osobą znaną w towarzystwie posiadającą mocno rozbudowaną książkę telefoniczną z racji pełnienia przeróżnych funkcji w wielu instytucjach badawczo-naukowych.
    Złudzeń pozbawiły mnie recenzje dwóch złożonych odrębnych wniosków, w 90% będące wynikiem działania skomplikowanej procedury: ctrl+c, ctrl+v :)
  • 12.06.12, 20:46
    jestes niesprawiedliwy(a ?) zmienilo sie

    jest system informatyczny, który dowodzi rozmiarów kompetencji tej ekipy ;)
  • 12.06.12, 21:21
    Wez... informatyke zrobila poprzednia ekipa...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • 13.06.12, 19:05
    nieumiejętnośc (niezdolnośc?) do oceny czynnikow wejsciowych jest niezlą miara kompetencji.

    BTW -

    ja naprawde nie rozumiem "mistyki padów serwerowych"...
    Na czym oni pracują? x.x Przypowiesc o "szachach automatycznych" mi sie przypomina ^^
  • 13.06.12, 19:43
    E tam, kazdy serwer padnie, jak bedzie mial dostatecznie duzo wejsc jednoczesnie... nawet rzadowy... a wyobraznia jest urzednicza, co chcesz?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • 14.06.12, 16:12
    żeby skutecznie zabić przecietny serwer komercyjny z przepustowościa malego i sredniego ruchu trzeba kilku tysiecy (kilkunastu czasem) zapytań na minutę.

    W PL nie ma tylu uczonków by to wygenerowac nawet w te trudne dni ostatnie ^^

    Ale - juz wiem - w przetargu wygrały te tańsze krasnoludki! To dlatego.
  • 15.06.12, 10:57
    w koncu pojawila sie ocena mojego wniosku do NCN. to fascynujaca lektura bo:

    1. ekspert i recenzent zdecydowanie krytkują wysokosc wynagrodzen, z tym że ekspert pisze, że za wysokie, a recenzent że za niskie

    2. ekspert krytykuje, że mam zatrudnienie na uczelni jeszcze przez rok, po czym mam przejść ocenę okresową, powiniennem mieć bezterminowe

    3. ekspert krytykuje, że chcę kupić komputer, a to oznacza, że moja jednostka nie gwarantuje mi właściwych warunków pracy, bo w przeciwnym wypadku komputer bym miał (mój błąd, powiniennem napisać, że mam, ale z procesorem pentium 2, o ile ktoś jeszcze takie pamięta)

    4. calosc recenzji to 4 strony - wchodzi w to ocena 2 ekspertow i 2 recenzentow

    z oczywistych przyczyn nie opatrze postu cytatami :)
  • 15.06.12, 11:18
    a dostałeś dofinansowanie? ;-)
  • 15.06.12, 11:29
    sluszne pytanie. tak, dostalem. co nie przeszkadza ponarzekac na ocene wniosku ;)
  • 15.06.12, 12:13
    no nie wiem, mnie wnioski, w których podstawą kosztorysu był komputer jednak dziwiły... może 15 lat temu... ale teraz?
    --
    Louder Than Bombs...
  • 15.06.12, 12:35
    Bo masz, chłopie, bo masz.
    A u mnie trwa rozpaczliwe poszukiwanie dwóch pokojów, w których jest i komputer i drukarka, a na dodatek oba czynne, żeby przeprowadzić rekrutację na dzienne i zaoczne.
  • 15.06.12, 12:45
    no to wpisujesz we wniosek grantowy - dwa pokoje i już... ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • 15.06.12, 13:08
    grant na przeprowadzenie rekrutacji, dobry pomysł ;-)
    jak jakaś jednostka nie dostaje takiego grantu to nie robi rekrutacji i czeka do następnego konkursu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.