Dodaj do ulubionych

Grant NCN - wynagrodzenie dla doktoranta

18.06.12, 22:07
Witam ponownie.

Mamy grant NCN. Proponowane przez kierownika grantu wynagrodzenia na ten rok: pracownik etatowy (tj. dr lub dr hab.) - ok. 9-14 tyś. zł na rękę (po odliczeniu narzutów i podatku; kwota roczna), doktorant (który, jak wiadomo, odwala dużo brudnej roboty) - ok. 1,3-1,5 tyś zł na rękę (jw. kwota roczna). Mi osobiście krew się trochę zagotowała jak o tym usłyszałem, ponieważ stosunek wynagrodzeń to prawie 10:1. A może to po prostu uświęcona tradycją norma?!
Edytor zaawansowany
  • whiteskies 19.06.12, 09:41
    U kierownika który sklada tego rodzaju wniosek po prostu nie warto pracowac. Bo znaczy to tylko tyle ze albo grant jest fikcją albo nie zna wartosci pracy i nie ceni sobie nawet pracy wlasnej.
  • whiteskies 19.06.12, 09:46
    Aha, zauwaz że nie chodzi tu o STOSUNEK jednych zarobkow do drugich, to zalezy od wkladu pracy, zadan do wykonania a takze od roznic w stawkach, ktore, nawet jesli duze, moga w roznych sytuacjach byc uzasadnione. Chodzi o fakt ze w podanym przypadku proponowane wynagrodzenia (powinno byc brutto!!! - netto to sprawa osobista!) sa najprawdopodobniej wyssane z palca.
  • 0_karol_0 19.06.12, 18:19
    Ten stosunek dotyczy - tak jak piszesz - zarobków, ale wg mnie jest on nieadekwatny do nakładu pracy. Poza tym problem jest taki, że zaproponowano mi rok temu uczestnictwo w tym grancie za stawkę dużo wyższą. No i zgodziłem się. W związku z czym praktycznie ja pisałem cały wniosek, a przez ten rok ja siedziałem nad badaniami zdefiniowanymi we wniosku. Wczoraj kierownik grantu zaproponował, że dostanę do ręki dużo mniejszą kwotę niż ta zdefiniowana dla mnie we wniosku, a resztę mam mu oddawać (na lewo). To nieuczciwe.

    Najogólniej tak to wygląda. Czy znacie podobne przypadki? Co wtedy powinien zrobić doktorant?
  • kardla 19.06.12, 19:07
    Gratuluje. Masz chyba gorszego promotora niz ja!

    A jak dokladnie przekazal ci ta wiadomosc? Fascynujace.
  • kramka1 19.06.12, 19:45
    Najbardziej radykalne z mozliwych posunięc to pójśc tropem afery Rywina, czyli powrót do rozmowy z dyktafonem w kieszeni. To, co proponuje promotor, to jest po prostu przestępstwo. I to nie tyle wobec Ciebie, a wobec urzędu skarbowego. Tak to należy odebrac, ze promotor jest przestepca podatkowym.

    "Podniesiono wymiar kary pozbawienia wolności z 2 do 5 lat w następujących przypadkach:

    gdy podatnik, który składając organowi podatkowemu, innemu uprawnionemu organowi lub płatnikowi deklarację lub oświadczenie, podaje nieprawdę lub zataja prawdę albo nie dopełnia obowiązku zawiadomienia o zmianie objętych nimi danych, przez co naraża podatek na uszczuplenie (art. 56 § 1)"
  • kramka1 19.06.12, 19:49
    I jeszcze jedno. gdy pójdziesz na reke kierownikowi grantu, kto wie, co jeszcze bedziesz musiał robic w przyszłości.. Z mojego osobistego zawodowego podwórka widze, ze włażenie szefowi w d... nic nie daje, bo jak szef szuja, to na koniec po wyciśnięciu pracownika jak cytryny i tak go wyrzuci na boczny tor.
  • 0_karol_0 19.06.12, 20:05
    Mniej więcej tak to było: Profesor jest biedny, a ja mam stypendium doktoranckie+naukowe, bla bla bla... ;-)
  • kardla 19.06.12, 21:06
    Heheh przeurocze.

    Ale nie poddawaj sie!
  • andr-omeda 20.06.12, 17:25
    To już jest czysta bezczelność ze strony Profesora. Takim zachowaniom należy koniecznie się przeciwstawiać. Prowadzenie finansów w ramach grantów musi być przejrzyste.

    Czy jeśli nie zgodzisz się na propozycję Profesora istnieje ryzyko, że będzie próbował Ci zaszkodzić albo usunąć Cię z projektu?
  • chilly 23.06.12, 19:32
    Nie miał w szkole lekcji etyki?
  • fajnytoster 19.06.12, 21:03
    Wczoraj kierownik grantu zaproponował, że
    > dostanę do ręki dużo mniejszą kwotę niż ta zdefiniowana dla mnie we wniosku, a
    > resztę mam mu oddawać (na lewo). To nieuczciwe.
    >

    W takim przypadku rozważyłbym powiadomienie organów ścigania (samodzielnie nie próbuj robić amatorskich nagrań/podsłuchów). I tak już chyba ci nie zależy na doktoracie, więc nawet jakby cię to spaliło w "środowisku" (ble) to olej sprawę.
    Wprawdzie pewnie prof za to siedzieć nie pójdzie, ale dym zrobi i wieść się rozniesie. A jakby był wyrok, choćby w zawieszeniu, to jest to podstawa do rozwiązania stosunku pracy (nie pamiętam czy nawet nie obligatoryjnego).
    Z takim chamstwem i cwaniactwem nie można się patyczkować.
  • dala.tata 20.06.12, 17:49
    zastanawialem, sie jak zareagowac na profesora, ktory chce, zeby mu doktorant kase z wlasnej kieszeni dawal. i nadal nie wiem, bo mi sie to tak dalece nie miesci w glowie, ze niestety nie potrafie skomentowac. i wszytsko co sie cisnie na klawiature, to slowa, za ktore musialbym sam sie wyciac.
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • 0_karol_0 23.06.12, 13:49
    Dziękuję wszystkim za wyrażenie swojej opinii i podbudowanie mnie.

    Sprawa skończyła się tak: Powiedziałem profesorowi, że sprawa mi się nie podoba. Profesor wpadł w furię. Wtedy powiedziałem, że rezygnuję z podpisania umowy. Profesor wpadł w jeszcze większą furię. Wtedy opuściłem pokój i od trzech dni nie pokazuję się na zakładzie.
  • dala.tata 23.06.12, 15:36
    Good for you!

    Podejrzewam jednak, ze doktoratu u tego pana juz nie zrobisz. Ale to raczej dobrze.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 23.06.12, 15:42
    szacun, trzeba było zamknąć drzwi na klucz od zewnątrz i zgubić klucz...
    --
    Louder Than Bombs...
  • chilly 23.06.12, 19:35
    Przyłączam się. W naszej nauce za mało jest - przepraszam za wyrażenie - ludzi z jajami (i to niezależnie od płci).
  • kardla 25.06.12, 12:47
    Jakis update?

    Mam nadzieje ze sie to tak nie skonczy...

  • 0_karol_0 25.06.12, 15:11
    Update:

    Sprawa przedstawia się następująco: teraz moja rozprawa doktorska jest w recenzji, a przede mną 3 egzaminy doktorskie + obrona.
    W tej chwili siedzę sobie w domu i rozmyślam o przyszłości... aczkolwiek będę musiał w najbliższym czasie spotkać się z profesorem i porozmawiać o sprawie. Znając porywczy charakter profesora pewnie wpadnie w furię zanim skończę wykładać moje racje.

    Profesor chciał mi "załatwiać" etat po mojej obronie (sam zwrot "załatwiać etat" jest tematem na oddzielną dyskusję), ale ja nie mam zamiaru pracować w toksycznym środowisku.

    Osobiście mam ochotę rzucić to wszystko w (tu jakieś brzydkie słowo do wyboru)...
  • kramka1 25.06.12, 16:01
    Moze nie wpadnie w furię, lecz odwrotnie-zamiecie wszystko pod dywan i uda, ze nic sie nie stało. Ale "zamiecie" też ten obiecany etat. Bo po co mu pracownik, który umie sie stawiać...
  • adept44_ltd 25.06.12, 16:27
    może całe życie szukał takiego? ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 26.06.12, 18:20
    Kapitan Ahab?!
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • pfg 23.06.12, 20:53
    0_karol_0 napisał:

    > Wczoraj kierownik grantu zaproponował, że
    > dostanę do ręki dużo mniejszą kwotę niż ta zdefiniowana dla mnie we wniosku, a
    > resztę mam mu oddawać (na lewo).

    Niewiarygodne.
    --
    Ignorant schmuck
  • ford.ka 23.06.12, 22:39
    A dla mnie znajome, choć (zastrzegam się) z drugiej ręki ale wiarygodne. Szef zażądał od podwładnego dopisania do grantu swoich doktorantów, od których, co zostało jednoznacznie powiedziane, zamierzał zgarniać kasę. Wniosek nie poszedł.
  • katia.seitz 24.06.12, 11:03
    Wiarygodne, jak najbardziej wiarygodne.
    Robienie za "słupa" zdarza się w przypadkach grantów jak najbardziej. Tutaj promotor poszedł krok dalej, bo zażądał od doktoranta wykonania sporej pracy. Ja znam - i to znam bardzo dobrze - sporo historii, iż dana osoba po prostu figurowała wśród wykonawców grantu, dokładając swój dorobek, potem zaś przy grancie nie pracowała, nie zostawała autorem publikacji itp. - ale brała na siebie umowy. Całość kasy zgarniał szef - profesor, który znaczną część roboty zrzucał na studentów - w ramach kursowych zajęć albo przysłużenia się ("dzięki temu masz większą szansę dostać się na studia doktoranckie"). Skutek jest taki, że młodsi pracownicy i doktoranci nie mieli szans na uczestnictwo w pracy naukowej zakładu (oczywiście, mogli składać - i składają - swoje wnioski, ale o wnioskach we współpracy z profesorem nie było mowy), na konto profesora szła ładna kasa, a studenci - cóż...
  • pfg 24.06.12, 12:43
    Rzygać mi się chce.

    Ja bym, ku*a, ogniem i rozpalonym żelazem chciał pogonić takich profesorów.
    --
    Ignorant schmuck
  • adept44_ltd 24.06.12, 12:51
    to ja się dołączam... (tzn. do tego drugiego...).
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 24.06.12, 12:52
    no wiesz co! jak ty brzydko mowisz!

    pfg napisał:

    > Rzygać mi się chce.
    >
    > Ja bym, ku*a, ogniem i rozpalonym żelazem chciał pogonić takich profesorów.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • fajnytoster 28.06.12, 08:59
    oj tam, oj tam, każdy orze jak może, profesor nie mnich, też musi coś do gara wrzucić, więc dorabia gdy jest możliwość ;-)
    z ciekawszych kwiatków w tym temacie mogę zapodać opowiastkę o tym, jak pewien instytut, jeszcze w dobrych czasach, postanowił wspomóc działalność naukową swoich pracowników i wyznaczył limit (było to jakieś 1000 złociszy na rok) do którego będzie zwracał im kasę za zakupioną literaturę
    clou jest takie, że pracownicy (oczywiście nie wszyscy, pewnie raczej wyjątki) łazili po mieście i szukali lewych faktur na ksiązki. mnie samego kilku samodzielnych pytało czy nie mam może kogoś znajomego w księgarni kto mógłby takową załatwić :)

    btw kiedyś czytałem, że podobno najbardziej problematycznym słowem do przetłumaczenia na angielski jest polskie "kombinować/skombinować" - w ichnim kontekście kulturowym nie da się umieścić odpowiednich subtelności znaczeniowych ;)
  • mr.mud 27.06.12, 15:02
    Eeee tam, ciesz się że coś masz, przykład z własnych doświadczeń:
    Wykonuję grant, biorę zaległy urlop i zasuwam, szef wraca po 3 miesiącach nieobecności , zbiera sprawozdania od wykonawców i dzieli "po równo" - tzn. połowa dla niego, połowa dla reszty (7 osób).

    Przed obroną doktoratu wykonywałem prace w ramach trzech projektów, za w sumie 1500 pln - kilka lat później ten sam człowiek pisał art z tych badań w których całe modelowanie matematyczne (które zresztą w tych projektach było wpisane jako główna część prac), oraz część badań (tzn 8 h/doba przez 6 miesięcy) było mojego autorstwa, gdy się zapytałem dlaczego nie jestem w stopce usłyszałem że "nie wniosłem istotnego wkładu".

    Za to w temacie "modelowanie metodami xx procesów yy" guru jest tylko jeden :)oczywiście prof. Jest już taka część społeczeństwa która lubi bujać sie na placuszkach innych czy tego chcesz, czy tez nie. Rzecz w tym żeby pamiętać o zdrowych zasadach i nimi nie przesiąkać.

    Gdy rok temu kolejny raz chciał mnie zrobić w konia i zacząłem z nim dyskutować to usłyszałem że w kwestiach spornych zwykle on jest proszony o radę i nie mam nic do gadania.

    Zaś ktoś się będzie na mnie denerwował że tak oceniam część polskich "elit" ale takich przykładów mogę mnożyć na pęczki. Ok, to w mojej branży która często polega na tym żeby cos wykonać, tzn. coś potrzebnego, sprawnie funkcjonującego i potrzebnego w jakimś tam przemyśle. W tych branżach moim zdaniem zbyt wielu jest managerów cudzej roboty. Tzn. takich Dyzm którzy nigdy nic nie wnoszą poza swoim przedrostkiem...

    Zatem - przed obrona podkul ogon, kończ i uciekaj od gościa jak jak najdalej...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka