Dodaj do ulubionych

oszczędności na UG

23.06.12, 18:13
w ramach poprawy warunków pracy i jakości kształcenia tudzież doganiania światowej nauki i dydaktyki... zwiększenie pensum i limity minimalne grup... czekam na komentarz, że jakość będzie zwiększona...

www.petycjeonline.com/sprzeciw_wobec_projektu_pensum_pracownikow_ug
--
Louder Than Bombs...
Edytor zaawansowany
  • dala.tata 23.06.12, 18:38
    symbolem rangi uczelni jest pozostawienie pensum.....ta petycja jest zalosna. Argument, ze cos robi sie zgodnie z ustawa. To jest naprawde straszne!

    Ale mam propozycje. Otoz proponuje, zebysmy wystapili z petycja. Mam kilka pomyslow:

    1. petycja, by nie pisac petycji.
    2. petycja po zajeciach z pisania petycji (zajecia z argumetnowania i retoryki moga byc zbyt zaawansowane).
    3. Petycja o pelne ujawnienie tego niesamowitego dorobku pracownikow UG, ktory jest teraz w niebezpieczenstwie. Nie jestem bowiem pewien, czy wstyd przynosza tylko studenci.

    Mam jeszcze kilka petycji w zanadrzu.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • dala.tata 23.06.12, 18:41
    zastanawiam sie, tak nawiasem mowiac, o co chodzi w tej petycji. Jest to bowiem petycja:

    ws. zwiększenia pensum dydaktycznego pracowników naukowo-dydaktycznych UG

    to im chodzi o zwiekszenie pensum czy niezwiekszenie.....bo juz nie lapie....
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.06.12, 18:48
    dlatego też niełapiący mają niżej wyjaśnione, o co chodzi, idiosynkrazja, Dala, idiosynkracja... sformułowanie w sprawie nie wymaga tego, co byś chciał ;)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 19:00
    no tak, masz racje, po co napisac tak, zeby bylo jasno.... masz racje adepcie. Mysle, ze autorzy otwieraja nowa sfere w pisaniu petycji. Tzw. petycje niejasna, choc moze by lepiej nazwac ja petycja ciemna!

    adept44_ltd napisał:

    > dlatego też niełapiący mają niżej wyjaśnione, o co chodzi, idiosynkrazja, Dala,
    > idiosynkracja... sformułowanie w sprawie nie wymaga tego, co byś chciał ;)


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 23.06.12, 19:23
    Dala, chwilunia, ale co jest niejasnego? no jest sprawa i piszą w niej..., czepiasz się ...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 19:28
    Nie, adpecie. Byc moze ja juz nie rozumiem po polsku, jednak petycja ws. zwiekszenia oznacza dla mnie, ze oni chca zwiekszenia. Gdyby nie chcieli, to napisaliby o petycji w sprawie propozycji zwiekszenia. czyz nie?

    watpie, bym sie czepial. to raczej ty jestes niezwykle lagdonego serca dzisiaj.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala, chwilunia, ale co jest niejasnego? no jest sprawa i piszą w niej..., czep
    > iasz się ...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 23.06.12, 19:33
    ja zawsze jestem łagodnego serca... niemniej, postępując za twoją logikę, nie widzę różnicy między tymi zdaniami ;-)


    w sprawie zwiększenia...

    w sprawie propozycji zwiększenia...


    oba zdania znaczą dokładnie to samo... i średnio jest się czego przyczepić w tym przypadku...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 19:35
    Adepcie, twierdzenie, ze dwa rozne wyrazenia znacza 'dokladnie to samo', jest bez sensu.i kto jak kto, ale ty powieniens to wiedziec.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 23.06.12, 19:40
    Dala, niezrozumiałe jest dla mnie, że traktujesz moje wypowiedzi jako filozoficzne uogólnienia..., nie, w tym medium nie aspiruję do tego... chodzi mi o to, że znaczą dokładnie to samo w związku z kwestią, o której mówimy... tak samo petycję w sprawie propozycji można odczytać jako petycję zgłaszającą propozycję zwiększenia pensum... zamiast zdziwienia (skądinąd, jako wiadomo, rozpoczynającego przygodę z tajemnicami uniwersum), lepiej więc przyznaj, że się czepiasz bez przyczyny :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 19:53
    no wiec, nie przyznaje. akceptuje, ze moj polski nie ma startu do twego, jednak dla mnie naglowek petycji jest niejasny i zle napisany. i tyle na ten temat.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.06.12, 19:57
    e tam... z tymi aspiracjami...
    chodzi mi tylko o to, że nie przypadkiem twoja poprawa nagłówka nic nie zmieniła w jego jasności... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 23.06.12, 18:45
    skąd wiedziałem :), czyli uważasz, że zwiększanie liczebności grup, zwiększanie obciążenia dydaktycznego tylko podwyższy poziom? to może powinniście pisać w UK petycje o takie zwiększenie? zapewne pisać z klasą niezwykłą...

    a petycja tak, jest żałosna... ale mniej więcej tak samo są żałośni piszący, jak to ku czemu zmierza obecnie system w PL...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 18:58
    Nie, adepcie, nie uwazam, ze zwiekszanie ilosci grup podwyzszy poziom, choc nie uwazam, ze go od razu obnizy. Sprawy sa skomplikowane. Co wiecej, uwazam, ze podniesienie pensum moze (choc nie musi) obnizyc dzialalnosc naukowa pracownikow. Jednak gdyby mi dano do wyboru: zamkniecie uczelni ze wzgledu na dlugi oraz te strasznosci, ktore czekaja pracwonikow UG, to wybralbym to drugie.

    W tej petycji nie ma nic pozytywnego. Nie mam pojecia, co robi rektor i czy cokowliek robi. jednak gdybym mial pisac petycje, napisalbym, co ja proponuje. Autorzy petycji po prostu tupia nozka. I przez to sa zalosni.

    A najbardziej zalosne jest to zdanie:

    Jednocześnie dotychczasowy dorobek wielu z nas uległ częściowej dewaluacji ze względu na
    zmiany kryteriów oceny pracowników (np. ze względu nowe listy punktowanych czasopism).


    Zostalo im juz tylko napisac, ze na dodatek wszystkiego wiatr im wieje ciagle w oczy i maja do pracy pod gorke. ba! pod stroma gore.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 23.06.12, 19:25
    he, he, chciałbym zobaczyć, co by się działo na twoim uni, gdyby wprowadzono tam zasady pracy z UG... grupy, pensum... myślę, że moglibyście zatracić nawet błyskotliwość w pisaniu petycji ;-)

    a mówiąc serio - nie sądzę, by mechaniczne zwiększanie obciążeń dydaktycznych, zwiększanie ilości wykładów kosztem ćwiczeń i zwiększanie liczebności grup w jakiejkolwiek perspektywie mogło się przyczynić do czegokolwiek dobrego...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 19:33
    sorry, adepcie, ale to nie jest argument. i zapewniam cie, ze gdyby na UG wprowadzon brytyjskie zasady pracy, to bysmy mieli petycje co tydzien. co wiecej, w wielkiej brytanii juz chyba kilkanascie uniwersytetow przeprowadzilo przymusowe zwolnienia grupowe. tyle ze nikt petycji nie pisal, tylko starano sie wynegocjowac jak najlpesze rozwiazanie z problemow finansowych uczelni.

    Powtarzam, autorzy petycji glownie mmaja ochoty moze nie potupac, co porozdzierac szaty. a rozdzieranie szat jest tanie, adepcie. bardzo tanie. mnie jedynie wkur.wia (pardon!)

    ja nei mam zdania na temat takiego postepowania. Moze jest jak mowisz. nie wiem. ja sie wypowiadam na temat zalosnej petycji, ktorej autorzy maja czelnosc tweirdzic, ze zwiekszenie grup cwieczeniowych wymusil na nic wiekszy wysilek. warto by zapytac ich studentow, czy zauwazyli jakies zmiany.

    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • chilly 23.06.12, 19:39
    Dala, może jednak skorzystasz z prawa do milczenia?
  • dala.tata 23.06.12, 19:52
    oj czekalem na te 'argumenta'.

    i w odpoweidzi stweirdze, ze mysle ze z prawa do milczenia powinni byli skorzystac autorzy petycji.

    wytlumacz mi, co daje taka petycja? naprawde myslisz, ze ona odniesie skutek inny od tego, ze studenci sobie pomysla, ze to do dupy uczelnia? czy nie lepeij byloby negocjowac? czy nie lepiej byloby sie wspolne zastanowic nad problemem uczelni. To jest tez ich uczelnia, do jasnej cholery.

    Zastanowiles sie, co oni mowia w tej petycji? ze ich dorobek sie dewaluuje? to co to jest za dorobek? ze musza ciezej pracowac na habilitacje? przeciez to nieprawda! zauwazyles, ze oni mowia, ze studenci sie przenosza gdzie indziej. JESZCZE PRZED ZWIEKSZENIEM PENSUM! to czyja to wina i odpowiedzialnosc? znow ministra i strasznego rektora? ze studenci sie nie chca dalej uczyc na UG?!!!?

    powotrze: rozdzieranie szat jest tanie.

    chilly napisał:

    > Dala, może jednak skorzystasz z prawa do milczenia?


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:00
    myślę, że się wyalienowałeś... ja nie twierdzę, że wszystko jest fortunne w tej petycji (choć zarazem też nie będę wyrywał z niej fragmentów dla zilustrowania swoich tez, jak to robisz), sądzę, że jeszcze kilka takich sytuacji w kilku uczelniach i skończy się pogodna atmosfera dobrowolnie poddających się rzezi owieczek... i dodam, że ja nie wiem, czy to dobrze, czy to źle, bo ja nie mam wątpliwości, że rzezi trzeba dokonać, tylko nie w ten sposób, jak się jej dokonuje... w istocie nie podejmując żadnych decyzji i żadnych sensownych decyzji...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 20:25
    jasna sprawa. ja sie wyalienowalem. adpecie, wymysl juz prosze cie co innego.

    metaforyka rzezi owieczek jest nieporozumieniem. podobnie jak nieporozumieniem jest ta petycja. co do cytownaia fragmentow - adepcie, te fragmenty tam sa. to nie ja wymyslilem stwierdzenie, ze pensum jest symboelm rangi uczelni.

    Bez wzgledu jednak na to, czy ta petycja jest sensownie czy niesensownie napisana, ona nie ma najmniejszego sensu. w najlepszym przypadku przejdzie niezauwazona, w najgorszym, negattywnie wplynie na nabor. mozna tylko pogratulwoac.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:32
    chodzi mi o sytuację na UG, tam wrze... i może być ciekawie... wczoraj rozmawiałem z osobami od nich...

    no tak to tam jest, ale jeśli Eliade w którejś książce napisze w połowie zdania, że najlepsze potrawy są ze zwolenników jakiejś tam wiary to nie weźmiesz go za kanibala... nie?
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 20:35
    adepcie, widze, ze zaczynasz byc w desperacji. Ta petycja, to nie eliade, a pensum to nie strawa. a eliade nie pisal idiotyzmow.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:40
    żadnej desperacji, to był mój ulubiony przykład na minipulację cytatem... (cytat jeszcze zniekształcony na dodatek, nie chce mi się szukać ksiązki...)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 21:14
    nie ma zadnej manipulacji adepcie. durnosc cytatu:

    Podsumowując, rozumiemy potrzebę oszczędności, ale ich granicą jest zachowanie
    rangi uczelni. Za jej symbol uważamy pozostawienie pensum na
    niezmienionym poziomie


    jest tak powalajaca, ze naprawde nie trzeba manipulowac.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 23.06.12, 21:39
    doprawdy? no patrz, to taki test Rorschacha... no i znowu coś wyjąłeś z całości... jeśli zarządzanie uczelnią polega tylko na decyzjach oszczędnościowych, to świadczy to o jej randze, w Polsce tak się zarządza wszystkimi uczelniami...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 23:14
    nie, adepcie. zaden Rorschach. ty uwazasz, ze zaimek 'jej' odnosi sie do oszczednosci. Niezwykla interpretacja. blizej w teskcie jest 'granica' oraz 'ranga'. wykaz mi, ze to ty masz racje.

    w najlepszym przypadku mamy ambiwalencje. i wracamy do zalosnosci petycji, nie? autorzy nie sa w stanie jej porzadnie napisac.

    adept44_ltd napisał:

    > doprawdy? no patrz, to taki test Rorschacha... no i znowu coś wyjąłeś z całości
    > ... jeśli zarządzanie uczelnią polega tylko na decyzjach oszczędnościowych, to
    > świadczy to o jej randze, w Polsce tak się zarządza wszystkimi uczelniami...


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 23.06.12, 23:42
    Dala, no ale po dekonstrukcji nie wierzymy już w nieistnienie ambiwalencji...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 23.06.12, 23:49
    pomijam, że nie uważam tak, ale to drobiazg :), wolę o aporii...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 23.06.12, 19:44
    he, he - to ciekawe, że nie wypowiadasz się co do sedna problemu... (w zasadzie nieciekawe, gdyż odpowiedź nań jest oczywista i nie pasująca do twojego oburzenia - bowiem takie mechaniczne zabiegi niczemu dobremu nie służą...), ciekawe też, że zobaczyłeś w petycji tylko narzekanie ludzi, że muszą więcej pracować..., kiedy to jest akurat wątek zupełnie inaczej sformułowany.... (pomijam to, że część tych pracowników, by móc sobie pozwolić na pracę na uczelni, musi pracować jeszcze gdzie indziej...), przede wszystkim w kontekście jakości...
    --
    Louder Than Bombs...
  • kramka1 23.06.12, 19:57
    "Jednocześnie dotychczasowy dorobek wielu z nas uległ częściowej dewaluacji ze względu na
    zmiany kryteriów oceny pracowników (np. ze względu nowe listy punktowanych czasopism)."
    Hm, czyżby byłą juz nowa i mniej korzystna punktacja czasopism? Bo mnie sie wydaje, ze w tej punktacji z 2010 nic złego sie nie znalazło.
    A co do meritum, zamysł władz był taki, by to, co jest obecnie płatnymi nadgodzinami, właczyc do pensum i przestać za to płacić ekstra pieniądze. Czyli nie w wiekszej liczbie godzin do przerobienia jest problem, lecz w mniejszych pieniądzach za te same godziny. Oczywiście najłatwiej utyskiwac na konflikt interesów pomiędzy nadmierną dydaktyką a uprawianiem czystej nauki, ale powiedzmy szczerze, bardziej widac tu konflikt o kase niz o dobro nauki.
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:03
    pokaż mi jakąś grupę społeczną w PL, która się zgodzi na obniżkę wynagrodzeń??? kopalnie mają niedługo stanąć, gdyż górnik zarabiający średnio 7-8 tys. plus premie domaga się premii, co mają powiedzieć ludzie, którzy mają 1500 - 2000 tys. i tnie się im nadgodziny...???


    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:06
    pomijam, że to nie chodzi o nadgodziny... (ale to już detal...).
    --
    Louder Than Bombs...
  • kramka1 23.06.12, 20:39
    Tu naprawdę chodzi o nadgodziny. Za nadgodziny uniwersytet płaci, za pensum nie. Jeżeli wciągnie sie nadgodziny w pensum, to nie bedzie potrzeby płacenia. I w ten sposób zrobi sie oszczędności. Ta droga jest prostsza niz np. zwalnianie pracowników. To jest cel tej zmiany.
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:44
    w znanym mi instytucie o nadgodzinach nie słyszeli od lat...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 23.06.12, 21:47
    adept44_ltd napisał:

    > w znanym mi instytucie o nadgodzinach nie słyszeli od lat...

    Ale w innych pewnie słyszeli, a rozwiązania mają być dla całej uczelni. Na UJ też na części wydziałów płatne nadgodziny to bajka o żelaznym wilku, a gdzie indziej owszem, są.

    --
    Troll z habilitacją
  • adept44_ltd 23.06.12, 21:54
    no właśnie - rozwiązania mają być dla całej uczelni, więc trudno mówić o nadgodzinach jako przyczynie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 23.06.12, 21:57
    Akurat to sobie mogę bardzo łatwo wyobrazić. Na jednym wydziale likwidujemy nadgodziny, a na innym przy okazji likwidujemy etat. Nb, likwidacja etatu nie musi oznaczać zwolnienia pracownika, ale blokadę zatrudnienia po opróżnieniu jakiegoś etatu.
    --
    Kozak frajer
  • flamengista 23.06.12, 20:09
    tzn. jakie jest obecne pensum i o ile ma być zwiększone.

    BTW: znowu pojawia się mit dobrowolnych nadgodzin. Mit szkodliwy, bo w wielu uczelniach - również i u mnie - nadgodziny są obowiązkowe i są prostym wynikiem oszczędności uczelni, które nie chcą zatrudniać więcej wykładowców. Taniej jest wrzucić komuś na barki dodatkowe godziny, oczywiście "za jego zgodą" i "tylko w wyjątkowych sytuacjach". Ja tą wyjątkową sytuację mam od 9 lat, najmniej wyrobiłem 300 godzin rocznie. Na ogół powyżej 400tu. Z drugiej strony są wybrańcy, którzy wyrabiają gołe pensum i na uczelnię przychodzą raz na miesiąc. Oczywiście dlatego, że mają ciocię/wujka/ojca/matkę na właściwym miejscu, a kasę trzepią gdzie indziej, za zupełnie inną stawkę.

    Tak więc teraz, jeśliby zwiększyć pensum (np. poprzez zmianę w ustawie - z obecnych max 240 do np. 300) to tylko ci bez "pleców" dostaną po z.dku, bo będą pracować tyle samo co teraz, ale za mniejsze pieniądze. A pociotków i tak się nie zwolni, mimo że nie będą wyrabiać pensum. Dla uczelni oczywiście oszczędność, tylko czyim kosztem...
    --
    you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
  • dala.tata 23.06.12, 19:59
    tam jest o jakosci? naprawde? no nie zauwazylem....moze dlatego, ze nie wierze w scieme.

    o jakosci byla tu juz kiedys mowa. nie mam pojecia, o ile sie zwieksza grupy cwieczen (autorzy przezronie nie pisza), jednak idea, ze jakosc strasznie ucierpi, jesli zwiekszysz grupe z 15 do 18 jest absurdalna. podobnie zreszta przy 30 do 35. itd itd.

    Co wiecej, adepcie, pogadaj ze studentami, posluchaj, co maja do powiedzenia na temat jakosci. I przypomnj sobie watek na temat apelu studentow wroclawskich, ktorzy apelowali o zwiekszenie jakosci zajec. i co? na tym forum glwonie dostali odpor. a ja, jak zwykle, po glowie za to, ze sie osmielilem ich bronic.

    Bo przeciez zajecia jakosciowe sa! Koniec i bomba, kto nie wierzy to zdrajca, koszmarnik i rabarbar.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:03
    Dala - ile osób liczą grupy w UK? i jakie jest pensum? mamy przecież wzorce zachodnie, nie?
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 20:20
    nie ma odpwoeidzi na takie pytanie, bo grupy cwiczeniowe sa rozne, zaleznie od kierunku. co do pensum, u mnie nie ma pensum, jest calosciowa ilosc godzin, ktora pracujesz w roku, ktorej teoretycznie nie mozesz przekroczyc. to jak to sie rozklada w indywidualnym przypadku zalezy od negocjacji z szefem departamentu. zuplenie inny system, pod wieloma wzgledami gorszy (nie da sie uciec od pewnych oboiwazkow, jesli masz miejsce), ale i lepszy - bo masz wyznaczone obowiazki na rok i one sie nie moga zmienic.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala - ile osób liczą grupy w UK? i jakie jest pensum? mamy przecież wzorce zac
    > hodnie, nie?


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:26
    ale czy są ćwiczeniowe grupy od 20 w górę?
    i ile to jest to max rocznie???
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 20:33
    oczywiscie ze sa. trudno mi powiedziec, czy na wszystkich uniwersytetach (na Oxbridge nie ma, bo maja zupelnie inny system ksztalcenia), ale nawet na najlepszych uczelniach brytyjskich sa.

    nie pamietam ile, ale to jest 40 godzin tygodniowo pomnozone przez ilosc tygodni w roku minus wakacje i ferie. Pracujemy jakies 36-37 tygodni w roku? no to masz okolo 1500 godzin pracy rocznie. tym dysponuje twoj szef i wszystko, co robisz w pracy jest ujete w tej puli godzin, od przygotowania sie na zajecia, dyzurow, do uczestwnictwa w zebraniach departmentalncyh i jakichkowliek innych. Oczywisice sprawy sa skomplikowane wiec czesto aktywnosci sa zryczaltowane (przyjmuje sie np. ryczalt godizn przygotowania do zajec, nie mozesz se powiedziec, ale ja sie na te zajecia przygotowywalem caly miesiac).



    adept44_ltd napisał:

    > ale czy są ćwiczeniowe grupy od 20 w górę?
    > i ile to jest to max rocznie???


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 23.06.12, 20:40
    czyli dydaktyka jest nielimitowana? gdzie indziej jest...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 23.06.12, 21:12
    no oczywiscie nie jest nielimitowana, jednak sa duze roznice miedzy osobami. Mozna miec kilkanascie i kilka godzin tygodniowo. Ktos mi kiedys powiedzial, ze jesli uczysz wiecej niz 10 godizn tygodniowo, to znaczy ze uczysz duzo. i to tak mniej wiecej wyglada, z naciskiem na mniej wiecej.
    .

    adept44_ltd napisał:

    > czyli dydaktyka jest nielimitowana? gdzie indziej jest...


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 23.06.12, 21:55
    dala.tata napisał:

    > jednak idea, ze jakosc strasznie ucierpi
    > , jesli zwiekszysz grupe z 15 do 18 jest absurdalna

    To zależy od kierunku. Jeżeli w pracowni masz 15 stanowisk, absurdalna jest idea, że jakość *nie* ucierpi, jeśli zwiększysz grupę do 16 osób.
    --
    Naukowy beton
  • adept44_ltd 23.06.12, 22:01
    jeśli zajęcia mają mieć charakter praktyczny, a o tym się trąbi, no to w ciągu 1, 5 godziny z grupą 30 osobą jeden ma nikłą szansę na realizację takiego zadania, jakiekolwiek zajęcia by to nie były...
    --
    Louder Than Bombs...
  • flamengista 23.06.12, 20:00
    Post poprzednika na każdym innym forum zostałby uznany za oczywisty przykład trollowania.

    Dla mnie istotna byłaby informacja, o jaką podwyżkę pensum tu chodzi. Czyli jaka była wcześniej i jaką proponuje rektor. Tej informacji niestety nigdzie znaleźć nie mogę.

    Skoro jednak UG, a więc jedna z lepszych uczelni w kraju zwiększa pensum, to w oczywisty sposób stwarza precedens, który będzie powielany przez innych. A ustawa daje możliwość max. 240-godzinnego pensum dla adiunktów i asystentów. U nas już była próba zwiększenia tego pensum, zablokowana przez Senat. Myślę jednak, że rzeczywistość wymusi ponowną próbę podwyżki.

    Niby 30 godzin to nie tak dużo, ale dla dużej katedry oznaczać to może de facto konieczność zwolnienia jednej osoby.
    --
    you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
  • kramka1 23.06.12, 20:36
    Statut:
    "W Uniwersytecie obowiązuje następujący wymiar zajęć dydaktycznych:
    1) dla profesorów zwyczajnych, profesorów nadzwyczajnych posiadających tytuł naukowy, profesorów nadzwyczajnych posiadających stopień naukowy doktora habilitowanego, docentów i adiunktów posiadających stopień naukowy doktora habilitowanego - 180 godzin dydaktycznych rocznie,
    2) dla adiunktów posiadających stopień naukowy doktora i asystentów - 210 godzin dydaktycznych rocznie,
    3) dla wykładowców i starszych wykładowców - 360 godzin dydaktycznych rocznie,
    4) dla lektorów i instruktorów - 540 godzin dydaktycznych rocznie. "

    Poza tym dla doktorantów do 90 godzin.
  • flamengista 23.06.12, 20:45
    zmiana, jak wyczytałem w forum dyskusyjnym przy tej petycji, ma polegać na zwiększeniu pensum asystentom i adiunktom o 30 godzin, do ustawowego max. czyli 240.

    Niezadowoleniu kadry się nie dziwię, protestowi też nie. Natomiast mnie interesuje coś innego.

    Czy rektor oprócz pójścia na łatwiznę - dającego szybkie oszczędności podniesienia pensum - ma jakieś dodatkowe pomysły, jak zrównoważyć przychody i koszty na uczelni?

    Ta podwyżka 30 godzin da pewnie w perspektywie 2-3 lat oszczędność 1-2 mln złotych rocznie. To trochę mało, biorąc pod uwagę dramatyczny spadek liczby studentów na niestacjonarnych. Przypomina to działania Tuska, który likwidując naszą ulgę chce pozyskać do budżetu dodatkowe 170-200 mln zł rocznie.

    Czy więc są inne propozycje, pozwalające zejść z kosztów, albo jeszcze lepiej - dać uczelni dodatkowe dochody w przyszłości?
    --
    you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
  • eni.huso 23.06.12, 22:00
    u mnie asysten i adiunkt maja po 240 godzin nie ma juz co zwiekszac....
    A w petycji nie ma zadnych danych z ilu na ile ma byc to zwiekszenie... i jakie argumenty, ze naukowo-dydaktyczni musza miec publikacje, podejrzewam ze u mnie wyslannik z petycja byly rozbity przez gromki smiech władzy .. :)
  • adept44_ltd 23.06.12, 22:21
    no fakt, jak u nas jest ciężko, to dlaczego inni nie mają tak mieć ...
    --
    Louder Than Bombs...
  • chilly 23.06.12, 23:12
    Starzy ludzie pamiętają, że naukowo dydaktyczni mieli po 270 h (niesamodzielni) lub 210 h 9samodzielni). Co nie znaczy, abym to pochwalał.
  • flamengista 24.06.12, 08:05
    to dopiero jest pensum! Po 1000 godzin i więcej, choć do niego wlicza się także konsultacje.

    A na Mołdawii ponoć jeszcze gorzej. Nie mówiąc o Afganistanie, Etiopii czy Papui Nowej Gwinei.

    --
    you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
  • chilly 24.06.12, 09:14
    I, pomimo tego, też mają drugie etaty! Tak zresztą jak i u nas na niektórych kierunkach (tyle, że z tego tysiąca 800 stanowią nadgodziny).
  • eni.huso 24.06.12, 13:23
    Ale o co Ci dokladnie chodzi?
    Moim zdaniem wszyscy powinni miec tyle samo godzin, a obecnie jest tak ze na różnych uni jest 180, 210 czy 240??
    i dlaczego ja mam miec tylko ciezko? wlasnie niech inni tez maja maxiumum, albo wszyscy minimum.
  • adept44_ltd 24.06.12, 13:37
    o nic :), to dość standardowe podejście... raczej smutne, ale nie chce mi się dyskutować na ten temat :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • eni.huso 24.06.12, 13:39
    jak nie chce Ci sie dyskutowac to po co ta uwaga?
  • adept44_ltd 24.06.12, 13:45
    no bo ona wystarczy... :), natomiast ewentualnie dyskusje na ten temat proponuję przenieść do działu Resentymenty i frustracje...
    --
    Louder Than Bombs...
  • eni.huso 24.06.12, 13:55
    oj ktos tu jest dzisiaj nie w humorze, nic tylko sie czepia.

    ja oczywiscie osobiscie chcialabym miec pensum 120 h, bo lubie dydaktyke i taka ilosc zrobie z przyjemnosc i sie wyrobie z nauka. chcialabym aby za kazdego studenta rocznie liczono mi po 5 godzin (teraz tak nie mam), chcialabym miec zajecia typu "wprowadzenie do .." studenci by odwalali za mnie brudna robote, mieli za to punkty a ja godziny. i inne przyjelabym takie fajne rozwiazania, np ze jak ktos ma grant to ma pol pensum mniej. I zeby pensum bylo co roku regulowane, opublikowales 5 artykul, masz iles godzin mniej... i na odwrot.

    Tymczasem mam 240 obowiazkowych godzin plus 60 ktore musze zrobic i musze zrobic inne rzeczy.
    w swoim poscie zadalam pytanie zalozycielowi watku, aby sprzedal nam informacje ile oni maja teraz pensum io ile chca im podwyzszyc.
    dodatkowo napislam ile pensum jest na moim uni.
    nie ma to jak dorabiac komus cos czego nie powiedzial.
  • adept44_ltd 24.06.12, 14:18
    ja to mam pecha... wczoraj obrywałem za bycie łaskawym, dzisiaj za czepianie się :), nie, jestem w humorze, jak najbardziej...
    wszystko informacje, których oczekujesz, są na zalinkowanej stronie, wystarczy poklikać :)

    co do reszty, 1) nieco narozrabiałem, gdyż nie chodziło mi bynajmniej o apologię tej petycji... tylko o przekazanie wiadomości o sytuacji, a nie znalazłem innego linka..., chodzi mi przy tym głównie o to, że uczelnia mechanicznie oszczędza i o związane z tym konsekwencje, 2) zaciekawiła mnie dyskusja (co do Dali wiedziałem, że tak będzie, choć nie sądziłem, że wątek błędnego adresu tak szybko wygaśnie ;-))... natomiast co do reszty - powiem tak: pacjent zdrowy pomyśli sobie: hm, może być lepiej (bo ja traktuję obciążenia dydaktyczne, które skądinąd lubię, zwłaszcza nieracjonalnie rozłożone - a tak jest w przypadku, w którym wszyscy mają tak samo - jako coś, co jednak może przeszkadzać w pracy naukowej... i dodam, ze spośród znanej mi sporej ilości profesorów z cywilizacji nikt nie ma tak wysokich pensów dydaktycznych, jak my) i fajnie, że ktoś o tym głośno mówi..., natomiast pacjent mniej zdrowy pomyśl: ożesz, mnie jest ciężko, a im nie? dowalić.... i jednym z problemów u nas, w naszym środowisku jest właśnie to... mnie może być gorzej, ale niech, broń Boże, lepiej nie będzie komuś innemu...

    Czy to, o czym piszę, to chciejstwo? w warunkach, w których każdy się godzi na swoje gorzej, byle bliźni nie miał lepiej, pewnie tak... no ale jakby zacząć prowadzić racjonalną politykę w pensach i tym, którzy rzeczywiście mają osiągnięcia naukowe, obniżać je... (a jeśli nam zależy na ich zajęciach, bo są świetne, studenci ich chcą - to np. płacić dodatkowo...), natomiast podwyższać tym, którzy nie mają takich osiągnięć... tylko że to nie przejdzie, bo...

    Dodam tylko, że postulat równości, o którym piszesz, wszyscy muszą mieć tak samo nijak się ma do rzeczywistości, jeśli chodzi np. o pensje... są różne i zresztą kuriozalne jest to, że akurat najwyższe na kiepskich uczelniach...
    --
    Louder Than Bombs...
  • eni.huso 24.06.12, 14:35
    adept44_ltd napisał:

    > Czy to, o czym piszę, to chciejstwo? w warunkach, w których każdy się godzi na
    > swoje gorzej, byle bliźni nie miał lepiej, pewnie tak...

    Wszystko sie zgadza ale ja nigdzie nie napisalam, ze nie chce aby blizni mial lepiej, inaczej bym miala za zle wszystkim w instytutach, ze w ogole dydaktyki nie maja.
    jesli tak wyplynelo z moich postow, to zle sie wyrazilam i tyle
  • eni.huso 24.06.12, 14:39
    z drugiej strony, nawet gdybym miała takie intencje tzn ze wg Ciebie, ci co maja gorzej musza siedziec cicho, zeby ci co maja lepiej, mieli jeszcze lepiej...
  • adept44_ltd 24.06.12, 14:43
    no ale tym postem potwierdziłaś moją diagnozę :), nie, nie mają siedzieć cicho... powinni być głośno, żeby im również było lepiej (w pełni przy tym zdaję sobie sprawę, że to "lepiej" wypada solidnie przedyskutować, niemniej chyba na tyle wyraziście opisałem, o co mi chodzi, że Dala nie powinien twierdzić, że chcę, żeby wszyscy mogli robić nic).
    --
    Louder Than Bombs...
  • eni.huso 24.06.12, 14:58
    nie wiem o jakiej diagnozie, kogo czy czego, piszesz, ale to moze ja dzisiaj przy niedzieli zresetowalam mózg ;)
  • dala.tata 24.06.12, 16:46
    Rzeczywiscie tak jest: profesorowie polscy maja z reguly wyzsze obowiazki dydaktyczne niz tutaj. Jednak jesli sie juz porownujesz, to sprobujesz zwrocic uwage, ze poziom obowiazkow administracyjnych tutejszych profesorow jest nieporownywalny z obowiazkami polskich profow. Innymi slowy, na obowiazki zamieniam sie w ciemno z kazdym polskim profesorem, szczegolnie takim pracujacym na panstwowej uczelni. W cie,no i bez pytania.



    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 24.06.12, 16:50
    to dość ryzykowne... ;-) jednak... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 24.06.12, 17:06
    nie, adepcie. powiedzialem wyraznie: na obowiazki. na cala reszte,nigdy. i dlatego jestem tu, a nie tam.

    adept44_ltd napisał:

    > to dość ryzykowne... ;-) jednak... :)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 24.06.12, 17:25
    aż jestem ciekaw, czym wy tam aż tak administrujecie?
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 24.06.12, 17:34
    adept44_ltd napisał:

    > aż jestem ciekaw, czym wy tam aż tak administrujecie?

    Grantami.
    --
    Kozak frajer
  • adept44_ltd 24.06.12, 17:44

    jeśli o to chodzi, to ciekaw jestem, czy Dala by się rzeczywiście w ciemno zamienił i wziął np. administrowanie specjalnością na kierunku...???

    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 24.06.12, 17:54
    adepcie, zmieniasz reguly, do tej pory rozmawialismy o profeurze na profesure. a nie o ludziach ktorzy maja szczegolne zadania. jednak na ptyanie czy zamienilbym administrowanie kierunkiem na adminisrtowanie kierunkiem? w ciemno.

    adept44_ltd napisał:

    >
    > jeśli o to chodzi, to ciekaw jestem, czy Dala by się rzeczywiście w ciemno zami
    > enił i wziął np. administrowanie specjalnością na kierunku...???
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 24.06.12, 18:11
    no nie zmieniam... ja mam coś takiego pod sobą... nie będę wchodził w szczegóły, ale czasem można się zirytować :), inni mają co innego itp., itd...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 24.06.12, 17:53
    gdyby granty wyczerpywaly zbiuroratyzowanie, to jeszcze mozna by z tym zyc.

    dam przyklad. Uczelnia mojej znajomej zostala pozwana do sadu za to, ze owa znajoma zrezgynowala z dokotranta. Znajmoa zrezygnowala, w pelni trzymajac sie procedury, w ramach corocznej oceny doktorantow. Jednak doktorant poszedl do sadu, twierdzac, ze nie bylo podstaw do tego, ze nie byl sotsownie promowany, dodajac, ze zmarnowano rok jego potencjalnie superowej kariery. Okazalo sie, ze znajoma nie potrafi udokumentowac nie tylko tego, ze rozmawiala z doktorantem na temat tego, ze mu nie idzie. Znajoma nie potrafila udokumetnowac, ze sie w ogole spotykala z doktorantem. Doktorant wykorzystal to wszystiio w sadzie. Sad nie jest taki glupi, zeby po prostu uwierzyc, jednak sprawy sie tocza, czas sie marnue. a to nie jest pojedynczy przypadek.

    Jak z tego jest wniosek? ano taki, ze dzisiaj kazde spotkanie z doktorantem musi zostac zaprotokolowane. Nawet zakladajac ze robi to dokotrant, musisz to przeczytac, uzgodnic zmiany itd itd. Rowniez tym administrujemy.

    to jest kompeltny idiotyzm, jednak nie zmienia to tego, ze dzisiaj w UK robimy cala mase rzeczy dla zabezpieczenia swego tylka w sadzie.


    pfg napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > aż jestem ciekaw, czym wy tam aż tak administrujecie?
    >
    > Grantami.


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • pfg 24.06.12, 18:12
    dala.tata napisał:

    > to jest kompeltny idiotyzm, jednak nie zmienia to tego, ze dzisiaj w UK robimy
    > cala mase rzeczy dla zabezpieczenia swego tylka w sadzie.

    OK, tak źle, jak z tym doktorantem, jeszcze nie ma, ale zmierzamy do tego wielkimi krokami. Na przykład NIK już zwracał uwagę, że dokumentacja dotycząca toku studiów prowadzona jest nieprawidłowo. Teraz jest tak, że - na przykład - student składa podanie o przedłużenie sesji, a ja na dole podania piszę, że przedłużam lub nie i to podanie trafia do teczki studenta. Ma być tak: Student składa podanie w dwu egzemplarzach. Sekretariat nadaje mu numer i wciąga do ewidencji. Jeden egzemplarz, potwierdzony, zwraca studentowi. Ja na osobnym piśmie (sekretariat nadaje numer i wciaga do ewidencji) przedłużam sesję lub nie. Jeden egzemplarz idzie do teczki studenta, drugi albo student osobiście odbiera (i zostawia potwierdzenie, że odebrał - numer, ewidencja, teczka), albo jest mu wysłany poleconym za potwierdzeniem odbioru (dowód nadania i potwierdzenie - numer, ewidencja, teczka). Dotąd z takimi szykanami wydawano tylko decyzje o przyjęciu na studia/skreśleniu ze studiów. Teraz ma być *wszystko*, łącznie z decyzjami o zaliczeniu/niezaliczeniu roku, wpisy warunkowe, przywrócenia terminu. Na razie lud uniwersytecki to olewa. Na razie...
    --
    Naukowy beton
  • dala.tata 24.06.12, 17:43
    dlugo by opowiadac i naprawde mi nie zalezy na tym, by zaspokajac twa ciekawosc. poziom zbiurokratyzowana uczelni wyzszych w UK jest nieporownywalny z tym, co sie dzieje w PL. to sa inne swiaty.

    adept44_ltd napisał:

    > aż jestem ciekaw, czym wy tam aż tak administrujecie?


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 24.06.12, 17:50
    spokojnie, we wszystkich patologiach waszego świata gonimy was z niezłymi skutkami :), nie gonimy tylko w bonusach...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 24.06.12, 17:55
    jestem calkiem spokojny. i bez watpienia rowniez nas dogonicie w idiotyzmach.

    adept44_ltd napisał:

    > spokojnie, we wszystkich patologiach waszego świata gonimy was z niezłymi skutk
    > ami :), nie gonimy tylko w bonusach...


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • nullified 24.06.12, 19:06
    "człowieku malej wiary"

    przegonimy i udoskonalimy ;)

    idiotyzm to zdaje się jedyna wybitna specjalizacja lokalna, tuz przed pozoranctwem.
  • pfg 24.06.12, 17:57
    dala.tata napisał:

    >poziom zbiurokratyzowana uczelni wyzszych w UK jest nieporownywalny z tym, c
    > o sie dzieje w PL.

    Spokojnie, staliśmy nad przepaścią, a uczyniliśmy wielki krok do przodu.
    Weź sobie poadministruj grantem z unijnych funduszy strukturalnych, z nakładającymi się wymaganiami unijnymi, MNiSW, NCBiR oraz idiosynkrazjami pani kwestor :-/
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • pfg 24.06.12, 15:35
    eni.huso napisała:

    > Moim zdaniem wszyscy powinni miec tyle samo godzin, a obecnie jest tak ze na ró
    > żnych uni jest 180, 210 czy 240??
    > i dlaczego ja mam miec tylko ciezko? wlasnie niech inni tez maja maxiumum [...]

    Smutne.
    --
    Troll z habilitacją
  • eni.huso 24.06.12, 15:40
    smutne to jest wycinanie z kontekstu, tylko tego co komus pasuje
  • pfg 24.06.12, 15:47
    Kontekst jest, bo twojego listu nikt nie usunął.

    Owszem, dajesz alternatywę w rodzaju "aby było sprawiedliwie, niech innym się pogorszy lub mnie poprawi". Przeraźliwie smutne jest to, że ta pierwsza możliwość w ogóle ci przyszła do głowy.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • eni.huso 24.06.12, 16:44
    przepraszam, ze taka przerażliwą smutność wywołałam.
    kontekst tez trzeba umiec czytac, dlaczego napisales "mnie poprawi" skoro tam jest "nam"?? napisalam: "wlasnie niech inni tez maja maxiumum, albo wszyscy minimum. "
    Ale o czym mowa w końcu? 240-210 godzin to jest 30, np jeden dodatkowy wyklad, czyli 2 dodatkowe godziny w tygodniu w ciągu semestru. Rzeczywiscie zaproponowalam (o ile??)niesamowite pogorszenie warunków. Wyobraz sobie ze tak straszne warunki pracy ma wiekszość naukowo-dydaktycznych na uniwersytetach w Polsce.
  • pfg 24.06.12, 17:12
    eni.huso napisała:

    > dlaczego napisales "mnie poprawi" skoro tam jest "nam"??

    A jakie to, dziecko, ma znaczenie? Innym ma się pogorszyć, byleby nie było im lepiej niż mnie/nam, a wtedy będzie sprawiedliwie i jest to rozwiązanie równie uprawnione jak to, w którym mnie/nam się poprawi.

    > Rzeczywiscie zaproponowa
    > lam (o ile??)niesamowite pogorszenie warunków.

    Nie relatywizuj.
    --
    Naukowy beton
  • eni.huso 24.06.12, 17:58
    pfg napisał:

    > A jakie to, dziecko, ma znaczenie?

    Uśmiałam sie do łez. "wszystkie dzieci nasze som lalala"

    Tak uważam , ze wszyscy powinni miec tyle samo godzin dydaktycznych (konkretna liczbe zapisana w ustawie, a nie widełki), tyle samo dla kazdego naukowo -dydaktycznego, czy on z UG czy z Rzeszowa, czy dr czy profesor.
    i to by było sprawiedliwe, i wtedy Adept nie musiałby pisać petycji.
  • adept44_ltd 24.06.12, 18:13
    1. żadnych petycji nie piszę i nie pisałem... tak wyszło, że ja mam już więcej niż jest gdzie indziej...
    2. to kompletna bzdura, że wszyscy wszędzie powinni mieć tak samo... kompletna, podobnie jak używanie w tym kontekście słowa "sprawiedliwie".
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 24.06.12, 18:14
    Smutne.

    Już tu byliśmy, prawda?
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • eni.huso 24.06.12, 18:36
    tak to jest bardzo smutne,
    najlepiej by było jakby nikt nic nie musiał robic, ani dydaktyki ani nauki, i minimum 10 tys na rękę, tak po prostu.
    A może lepiej tych z UG utrzymywać, niech oni robia po 100 godzin, a reszta świata po 450? Albo profesorzy niech maja swoj jeden wyklad 30 godzin, a adiunkci 300, albo nie - adiunkci 120, ale tylko z uniwerków, ci z politechnik niech maja po 180, a najlepiej dokopmy asystentom, niech tylko oni robia dydaktykę.
    Tak by było sprawiedliwie?
    A jak nie, to podaj konkretny przykład, kiedy by było sprawiedliwie?
  • adept44_ltd 24.06.12, 19:17
    pomyśl, please, nie pisz wcześniej :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • eni.huso 24.06.12, 19:58
    adept44_ltd napisał:

    > pomyśl, please, nie pisz wcześniej :)

    zabrakło argumentów, czy przykładów?
  • adept44_ltd 24.06.12, 20:37
    wiary :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 25.06.12, 00:39
    W starym kawale Polak i Francuz mieli po jednej krowie, a ich sąsiedzi mieli po dwie. Złapali złotą rybkę. Francuz poprosił o drugą krowę dla siebie. Polak poprosił, żeby sąsiadowi jedna krowa padła.
    --
    Naukowy beton
  • adept44_ltd 25.06.12, 00:45
    www.youtube.com/watch?v=V2sedTLIRWU
    --
    Louder Than Bombs...
  • proon 24.06.12, 10:35
    pocieszę kolegów z UG - na mojej uczelni już od paru lat samodzielny ma pensum 210, niesamodzielny 240, a wykładowca na etacie dydaktycznym 360 - da się z tym żyć (i jeszcze mieć po kilkadziesiąt ponadwymiarowych); także duże grupy ćwiczeniowe - min. 25, ale tworzy się dwie dopiero gdy liczebność grypy przekracza 50 - to dla nas chleb powszedni, nawet jak pracownia komputerowa ma 15 stanowisk, albo na sali jest 30 miejsc siedzących; czy cierpi na tym jakość kształcenia - na wykładach to obojętne, ale jak prowadzi się ćwiczenia w pracowni komputerowej, w której do każdego działającego komputera siada 2-3 osoby, to raczej o jakiejś jakości trudno mówić (podobnie, gdy w kilku 30-40 osobowych grupach ma się aspiracje zadawać eseje i referaty - które oczywiście należy sprawdzić, a bez przeczytania nie da się, bo nie mają IF); a co z pracą naukową - od dwóch lat zajmujemy się głownie ciągłymi zmianami w programach i budowaniem systemu opartego na KRK, wzory sylabusów zmieniają się corocznie, a więc corocznie robimy od nowa sylabusy wszystkich przedmiotów, które możemy prowadzić w ciągu pięcioletniego cyklu kształcenia, tak więc badania i publikacje wchodzą w grę wyłącznie u cierpiących na chroniczną bezsenność; co z tego wyniknie - niewątpliwy awans mojej uczelni do grona przodujących w pierwszej 100 rankingu szanghajskiego, przynajmniej Kudrycka tak obiecała - czego też życzę kolegom z UG
  • rudamaruda1949 24.06.12, 10:55
    Przyjaciółka z Norwegii (tzn. skąd inąd ale obecnie będąca profesorem na norweskiej uczelni) zakomunikowała mi, że mają normalny 40h tydzień pracy. I to ich przełożony decyduje, czy będzie to 40h dydaktyki czy 1h dydaktyki a reszta np. naukowa. U niej akurat decyduje ranking wewnątrz departamentu wg. osiągnięć z ostatnich kilku lat plus plany i życzenia na najbliższy rok. Można mieć sabbatical year, trwający nawet dwa lata, gdy ma się tylko obowiązki pozadydaktyczne. Realizacja grantu podobnie - obniża dyspozycyjność dydaktyczną. Do 40h tygodniowo wliczny jest czas na konferencjach włącznie z przelotem. Urlop to 45 dni rocznie z czego około 15 dni wykorzystywane jest w czasie roku akademickiego na różne "przedłużanie długich weekendów". Zarobki mają godziwe.
    Co do overboardingu w salach - to przecież i tak nie chodzą na zajęcia studenci od czasu gdy obecność na zajęciach należy do dobrych obyczajów studenckich, można założyć, że na laborkę gdzie ma być 40 zespołów laborkowych wystarczy sala z 14 stanowiskami i i tak jeszcze część będzie wolna. Oczywiście dramatycznie wygląda to na pierwszych zajęciach w semestrze - bo zazwyczaj przyjdą wszyscy ale potem? Do tego gdy ma się 80 osób na protokole, w ciemno można przyjąć, że około 45 osób będzie na erasmusach lub podobnych programach a przyjeżdżający do nas studenci erasmusa nieefektywnie mają nadal odrębne grupy, zamiast być przyłączani do naszych grup. Jest to zupełnie nieefektywne - ale może wynikać z faktu, że istnieją jeszcze anachronizmy w postaci zajęć prowadzonych po polsku zamiast po angielsku. Zwłaszcza "ważniejsi" rangą tak robią, że nadal prowadzą zajęcia po polsku i to należy zastopować, gdyż studenci sięgać muszą do jakiejś krajowej literatury pełnej zabobonów wyznawanych przez krajowców zamiast korzystać najświeższych publikacji z dziedziny.
  • proon 24.06.12, 11:40
    overboarding - jak to mundrze brzmi, godne światowego naukowca; a ten fragment "prowadzą zajęcia po polsku i to należy zastopować, gdyż studenci sięgać muszą do jakiejś krajowej literatury pełnej zabobonów wyznawanych przez krajowców zamiast korzystać najświeższych publikacji z dziedziny." - wskazuje, że mamy do czynienia z kandydatką do nobla (i to co najmniej)
  • dala.tata 24.06.12, 12:51
    jasne proon, przeciez przyjezdzajacy studenci na erasmusa do PL ppowinni wszyscy biegle po polsku nie? ba! nie powinnismy przyjmowac takich co po polsku nie mowia! bedziemy jakichs patalachow zagranicznych uczyc....

    proon napisał:

    > overboarding - jak to mundrze brzmi, godne światowego naukowca; a ten fragment
    > "prowadzą zajęcia po polsku i to należy zastopować, gdyż studenci sięgać muszą
    > do jakiejś krajowej literatury pełnej zabobonów wyznawanych przez krajowców zam
    > iast korzystać najświeższych publikacji z dziedziny." - wskazuje, że mamy do cz
    > ynienia z kandydatką do nobla (i to co najmniej)


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • proon 24.06.12, 13:02
    ależ szanowny kolega ma rację, przecież nie możemy pozwolić, by kulturalna młodzież ze świata była zmuszana do czytania krajowej literatury pełnej zabobonów; wręcz powinni z Polski wyjechać z przekonaniem, iż od wszystkiego co pachnie Polską należy trzymać się z daleka
  • dala.tata 24.06.12, 13:15
    proon, twoj bogoojczyzniono-patriotyczny ton zostaw na konteksty pozaakademickie, tudziez na internet.


    proon napisał:

    > ależ szanowny kolega ma rację, przecież nie możemy pozwolić, by kulturalna młod
    > zież ze świata była zmuszana do czytania krajowej literatury pełnej zabobonów;
    > wręcz powinni z Polski wyjechać z przekonaniem, iż od wszystkiego co pachnie P
    > olską należy trzymać się z daleka


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • nullified 24.06.12, 14:22
    oh well...

    "na mojej wsi panocku" od zawsze Erasmusy dołączane są do grup standardowych. Wychodzi to średnio. I "krajowcy" i "niekrajowcy" angielszczyzne maja opanowana w stopniu... mniej wiecej "piwnym" ;p W praktyce trza prowadzic zajęcia równoległe inaczej efektywność nie byłaby zerowa, tylko ujemna. W sumie, praktycznie rzecz ujmując robi się z tego jedna wielka ściema (też mi nowina ^^) i de facto podwójna ilość godzin za każdym razem gdy raczą przyjść (bo trzeba z nimi pracować dodatkowo).
  • wylogowan.a 24.06.12, 18:07
    Też o takich słyszałam - jednak zastanawia mnie czy nie jest prowadzona selekcja materialu wejsciowego. U mnie przyjezdzaja tylko najlepsi z najlepszych z ich uniwersytetow. Angielski slabo maja opanowany jedynie nieliczni, najczesciej mowia plynnie. Ale co uniwerek to pewnie obyczaj.
    Nie zmienia to jednak zasadnosci argumentu aby mimo to zrezygnowac z polskiego jako wykladowego na rzecz wspolczesnej laciny - przez te bole warto przejsc, jak mysle.
    nullified napisał:
    > "na mojej wsi panocku" od zawsze Erasmusy dołączane są do grup standardowych. W
    > ychodzi to średnio. I "krajowcy" i "niekrajowcy" angielszczyzne maja opanowana
    > w stopniu... mniej wiecej "piwnym" ;p W praktyce trza prowadzic zajęcia równole
    > głe inaczej efektywność nie byłaby zerowa, tylko ujemna. W sumie, praktycznie r
    > zecz ujmując robi się z tego jedna wielka ściema (też mi nowina ^^) i de facto
    > podwójna ilość godzin za każdym razem gdy raczą przyjść (bo trzeba z nimi praco
    > wać dodatkowo).
  • nullified 25.06.12, 14:01
    wylogowan.a napisał(a):

    [...]
    > Nie zmienia to jednak zasadnosci argumentu aby mimo to zrezygnowac z polskiego
    > jako wykladowego na rzecz wspolczesnej laciny - przez te bole warto przejsc, ja
    > k mysle.

    Nie miało zmieniać.
    Pomysł masowego przejścia na "angielska łacinę" jest równie dobry jak masowe odżywianie sie w KFC. Jesli jeszcze od biedy można to zrozumieć w naukach eksperymentalnych, we wszystkich "nieprobówkowych" prowadziłoby to do fatalnego zubożenia.

    Fakt - ... zubażanie jest formą "oszczedzania". Na myśleniu też.
  • adept44_ltd 25.06.12, 14:15
    "Fakt"
    --
    Louder Than Bombs...
  • wylogowan.a 25.06.12, 15:20
    jestem pod głębokim wrażeniem, jak biegle można uzasadnić zacofanie

    właśnie wszelkiej maści humanistyczne dziedziny rozpaczliwie potrzebują umiędzynarodowienia, posłużę się jednym przykładem - ale te można mnożyć - muzea.
    Nasze muzealne ekspozycje są podobno bardzo ciekawe - i co z tego? Są dostępne tylko dla polskojęzycznego klienta do tego w godzinach w którym może odwiedzić je tylko bezrobotny (czyli w porannych godzinach pracy - do 15.oo). Ta ograniczona dostępność jest wypadkową tego, że studenci społecznych/humanistycznych kierunków obsługujący te muzea, nie znają angielskiego w stopniu zapewniającym im swobodę komunikacji a próba załatania dziury śmiesznymi radyjkami z nagraną ekspozycją - to kompromitacja, gdyż radyjka najczęściej nie działają lub maj zapaskudzone słuchawki miodem z uszu.
    A w każdym kraju, zwłaszcza w krajach gdzie podstawowe potrzeby bytowe są już zaspokojone, jest pewna grupa ludzi, chętnych do odwiedzenia czegoś ciekawego w muzeach, i niestety - jak chcą sobie zrobić przeglądówkę krajów w Europie Środkowo-Wschodniej, Czechy, Słowacja, Węgry, Estonia, Łotwa, idzie gładko, a w Polsce - nic poza kryptą poległych w TU - nic się z powodu bariery językowej nie nada do zwiedzania. Całkowita niedostępność: "chcesz poznać polskie dziedzictwo, zacznij od nauki języka polskiego", a to działa odwrotnie, najpierw zachwyt dziedzictwem, potem chęć poznania tego co wytworzyło dziedzictwo.
    Dlatego raczej uważam, że jest wręcz odwrotnie - studenci kierunków ścisłych mogą sobie studiować po polsku, i tak głównie operują matematycznym lub podobnym zapisem a te pojedyncze wyrazy jakie się pojawiają mogą być nawet po mongolsku - i tak nadal po zapisie formalnym wiadomo o co chodzi. Do tego naturalną rzeczą jest, że tzw. "ścisłowcy" mogą nie mieć talentu do języków, jak to ścisłowcy. Natomiast to właśnie humaniści, którzy rzekomo mają zdolności humanistyczne w tym zdolności pięknego wyrażania się i umiejętności językowe, bez kłopotu powinni ten talent rozwijać.
  • adept44_ltd 25.06.12, 15:54
    masz rację, to trzeba zacząć w przedszkolu, właśnie widziałem, jak w warzywniaku jakiś Norweg nie mógł się dogadać w sprawia kabaczka...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 17:31
    adepcie, ale nie masz argumentow nie? a jak sie nie ma argumentow, to sie wysmiewa.

    to, co pisze wylogowana nie jest takie takie glupie. Mnie powala na kolana to, ze nie tylko wiekszosc naszych studetnow, ale wiekszosc kadry nie jest w stanie sie porozumiec w jezyku obcym. nawet po rosyjsku, ktorego jeszcze w zamierzchylych czasach sie uczyli. arguemnt proona o tym, ze maturzycisc nie sa w stanie sie uczyc po angieslku jest zwykla sciema - ich nie ma kto uczyc po angielsku!

    jestem przekonany, ze tonie tylkko przez cala ideologie kulturotworczosci poslkeij humanistyki, ale mysle, ze to rowniez dlatego. i moze zamasit wysmiewac, warto sie zastanowic nad tym, jak sa prowadzone lektoraty na uczelniach. moze warto sie zastanowic nad tym, czy do pracy nalezy przyjac kogos, kto jest w stnaie prowadizc zajecia w jezyku obcym.

    Bo widzisz problem z tym norwegiem jest taki, ze on sie jest w stanie po angieslku dogadac. w polsce zacholere nie ma z kim pogadac. i predzec z kelnerem o kabczacku pogda niz z profesorem o literaturze. ale nic to, posmiejmy sie.


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • adept44_ltd 25.06.12, 17:44
    Dala, wyświetliło ci tylko ten post? bo tylko to usprawiedliwia twoją odpowiedź do mnie, jako że napisałem w dwóch postach o uczeniu po angielsku (i nie tylko), ... a co do wylogowanej, no tak, humaniści, komuniści... itp., tak, to ma sens..., podobnie jak wizja muzeum jako wzorca dla uniwersytetu... też tak myślisz? (swoją drogą, obserwuj ten nick ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 17:46
    ja nie odzcytuje muzeum jako wizji dla uni. ja widze muzeum jako symptom tego, co sie dzieje na uni. i tak odycztalem ten post.

    adept44_ltd napisał:

    > Dala, wyświetliło ci tylko ten post? bo tylko to usprawiedliwia twoją odpowiedź
    > do mnie, jako że napisałem w dwóch postach o uczeniu po angielsku (i nie tylko
    > ), ... a co do wylogowanej, no tak, humaniści, komuniści... itp., tak, to ma se
    > ns..., podobnie jak wizja muzeum jako wzorca dla uniwersytetu... też tak myślis
    > z? (swoją drogą, obserwuj ten nick ;-)


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • adept44_ltd 25.06.12, 17:57
    a komuniści? :), jak znajdujesz???, podpisujesz się pod tym bełkotem? bo kwestię muzeum (jak tu wynika z wielu postów) wypada potraktować jako syndrom sposobu uczenia języków w ojczyźnie i od tego trzeba zacząć; natomiast propozycja, że wszystko ma być po angielsku jest durna już choćby z tego powodu, że angielski nie jest łaciną wielu dyscyplin..., o czym dobrze wiesz...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 18:08
    eee tam. dla mnie ten pierwszy post byl radykalna prowokacja, na ktora odpwoeidziales merytorycznie o sniadanku.

    Jednak jak dla mnie to nie jest belkot (ci komunisci to dla mnie zart). Polskiej humanistyce dobrze by zrobilo przewietrzenie. i solidne. czy do pensum powinny ie liczyc zajecia po angieslku? no nie, chocby dlatego, ze przyszly polonista bedzie dzieci uczyc po poslku, ale, powtarzam, to taki radykalny apel o wpuszczenie powietrza, bo pajeczyny pod pachami mozna znalezc. i jak dla mnie ten apel nie jest taki glupi.

    ty masz alergie na nowe nicki :-)


    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • adept44_ltd 25.06.12, 18:16
    widzisz, moja alergia, jak dotąd, mnie nie zawiodła... ja tu nie widzę żartu, a dość często spotykaną na forach ekspresję frustracji...

    co do odświeżenia, no jak najbardziej, to jest oczywiste, natomiast ja w tym poście nic na ten temat nie znalazłem... bo przecież zamordyzm po angielsku we wszystkich dyscyplinach nie ma nic wspólnego z odświeżeniem i to tyle ode mnie na ten temat :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 18:22
    ale ja sie z tym zgadzam, adepcie. idea, ze od dzisiaj wprowadzimy tylko angieslki na uczelnie jest bez sensu. tak jak kazdy radykalizm.

    co do nickow, to tu ostatnio duzo nowego i na razie fajnie. w razie czego damy odpor :-)
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 25.06.12, 18:25
    ba :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 25.06.12, 18:30
    dala.tata napisał:

    > to, co pisze wylogowana nie jest takie takie glupie.

    No tak, to nie jest "takie głupie". To jest piramidalnie głupie. To jest pomysł, żeby trypra leczyć przez zarażenie pacjenta kiłą.

    Bo problem jest. Nawet dwa. Po pierwsze, polska humanistyka - przy całej mojej sympatii dla adepta i tych humanistów, których znam bądź znałem w realu - jest słaba i peryferyjna. Są wyjątki, ale nieliczne. Tysiące razy już o tym tu pisaliśmy. Po drugie, Polacy na ogół bardzo słabo znają języki obce.

    Ale dlaczego nauczanie wszystkiego po angielsku miałoby raptem zmienić *poziom* humanistyki, nie wiem. Nie widzę takiego związku przyczynowo-skutkowego. Skąd wziąć tłumy ludzi, którzy przyzwoicie mówiliby po angielsku i znali się merytorycznie na tym, czego mieliby nauczać, też pozostaje zagadką - ustaliliśmy, że humanistów biegle władających angielskim jest w Polsce jak na lekarstwo, więc albo język byłby kiepski, albo poziom merytoryczny. Nauczanie polskiej literatury czy polskiej historii nie po polsku to jest poza tym kompletny nonsens. Nie chciałbym być w skórze polityka, który zgłosi taki pomysł publicznie: zostałby - całkiem słusznie, methinks - zadeptany za chęć wynarodowienia Polaków. Wreszcie nie jest prawdą, że angielski jest lingua franca współczesnej humanistyki. Tobie, z brytyjskiej perspektywy, wydaje się to dziwne, ale przecież podawano tu dowody w postaci statystyk publikowanych artykułów, z których wynikało, że Francuzi uprawiają humanistykę po francusku, Niemcy po niemiecku, Włosi po włosku i tak dalej. Naprawdę ty i wylogowan.a uważacie, że analizy sonetów Petrarki czy Fenomenologii Ducha Hegla nalezy koniecznie dokonywać po angielsku, bo po włosku czy niemiecku będzie z konieczności do bani?

    Natomiast nie protestowałbym, gdyby kierunki ścisłe wykładać w całości po angielsku - na początek przynajmniej od drugiego stopnia. Wbrew idiotycznym stereotypom głoszonym przez wylogowan.ą ścislowcy sobie poradzą.

    Sposób funkcjonowania większości muzeów i podobnych instytucji w Polsce to osobna historia. W jakiejś części jest to pochodna słabej znajomości języków obcych, w jakiejś naszej narodowej megalomanii, ale w większej - jak sądzę - społecznej inercji, niedoinwestowania, wdrukowanych schematów, a także spolecznej pogardy dla kultury. No to uczmy tej kultury po angielsku, a oddzielające Polaków od kultury mury runą, runą, runą, jak w trzeciej zwrotce.

    Na koniec, nie mam nic przeciwko "śmiesznym słuchawkom". Sam korzystałem z takowych w Londynie, Paryżu, Berlinie, Brugii, Cremonie i Bóg raczy wiedzieć, gdzie jeszcze. Nawet w Hrastovlje, czyli zagubionej w górach wioseczce w Słowenii, gdzie, traf chciał, jest kościółek z jednym z najbardziej przejmujących Dance Macabre w całej Europie. Z wymienionych tylko w Brugii nie mieli po polsku i bardzo mnie za to przepraszali.
    --
    Ignorant schmuck
  • dala.tata 25.06.12, 20:51
    Nie jest. gdybys sprobowal odcedzic te idiotyczne argumenty ideologiczne o wynaradawianiu itd, moze dojrzalbys sendo sprawy.

    Oczywiste jest jednak ze calkowite nauczanie czegokowliek po angielsku w PL nie ma wiekszego sensu, juz napisalem, ze kazdy radykalizm tego typpu nie ma sensu. rowniez w wypadku nauk scislych. argument o tym, ze scislowcy sobie 'poradza' jest z kosmosu. Jedni tak, inni nie. natomiast nawet po fizyce sa ludzie, ktorzy po prostu pojda do szkly uczyc. i musza to zrobic po polsku

    co do wprowadzenia nacuzania humanistyki po angieslku, nie masz racji, mowiac, ze to nie zmieni humanistyki. oczywisice zmieni, chocby dlatego, ze eksplicytnie pozwoli studentom nawiazywac do debat we wspolczesnejhumanistyce. Masz oczywiscie racje, mowiac, ze polska humanistyka jest slaba, fragmentami bardzo slaba. wymuszenie jest umiedzynarodowienia zrobiloby jej tylko dobrze, a studentom pozwoliloby nawiazac kontakt ze swiatem.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • pfg 25.06.12, 21:24
    dala.tata napisał:

    > Oczywiste jest jednak ze calkowite nauczanie czegokowliek po angielsku w PL nie
    > ma wiekszego sensu, juz napisalem, ze kazdy radykalizm tego typpu nie ma sensu
    > . rowniez w wypadku nauk scislych. argument o tym, ze scislowcy sobie 'poradza'
    > jest z kosmosu. Jedni tak, inni nie. natomiast nawet po fizyce sa ludzie, ktor
    > zy po prostu pojda do szkly uczyc. i musza to zrobic po polsku
    >
    > co do wprowadzenia nacuzania humanistyki po angieslku, nie masz racji, mowiac,
    > ze to nie zmieni humanistyki. oczywisice zmieni, chocby dlatego, ze eksplicytni
    > e pozwoli studentom nawiazywac do debat we wspolczesnejhumanistyce. Masz oczywi
    > scie racje, mowiac, ze polska humanistyka jest slaba, fragmentami bardzo slaba.
    > wymuszenie jest umiedzynarodowienia zrobiloby jej tylko dobrze, a studentom po
    > zwoliloby nawiazac kontakt ze swiatem.

    Moim zdaniem te dwa paragrafy są wzajemnie sprzeczne. No ale ja jestem tylko ścisłowcem, zapewne nieświadomym faktu, że debaty we współczesnej humanistyce nie muszą kierować się zasadą niesprzeczności.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • dala.tata 25.06.12, 21:32
    nie, nie sa. po prostu wymagaja kooperacji od czytelnika. Można bowiem być przeciwko nauczaniu humanistyki tylko po angielsku, mozna przy tym uznac, ze nauczanie humanistyki rowniez po angielsku ma sens. Wydawalo mi sie to dosc oczywiste, ale widac nie.

    a zatem powotrze: jestem przeciwny calkowitemu zangielszczeniu nauczania humanistyki. Jestem rowniez za wprowadzeniu angielszczyzny do nauczania humanistyki, a zatem nauczania po angieslku jej czesci. Mysle, ze to sie da sensownie powiedziec, ale moge sie mylic.




    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 25.06.12, 22:26
    dala.tata napisał:

    > Jestem rowniez za wprowadzeniu angielszczyzny do nauczania humanistyki,
    > a zatem nauczania po angieslku jej czesci.

    OK, to nie jest to samo, co poprzednio, ale przyjmuję to wyjaśnienie.
    Zachodzi wszakże pytanie: dlaczego akurat po angielsku?
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • dala.tata 25.06.12, 23:33
    przy wszystkich ograniczeniach angielszczyzny, nawet dla humanistyki to angielszczyzna jest jeztkiem podstawowym. z cala pewnoscia jest tak dla nauk spolecznych. z filozfoia pewnie bedzie inaczej. przy tych ograniczeniach, to jednak angileszczyzna jest wyborem najuniwerslniejszym.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 25.06.12, 21:40
    no ale debaty we współczesnej humanistyce rozgrywają się w kilku językach... pozostaje symultaniczne tłumaczenie .... podwójnie symultaniczne :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 25.06.12, 21:55
    co więcej Dala, tak w związku z otwarciem naszej humanistyki (jak wiesz, nie jestem jej apologetą... acz zarazem widzę, że to się wszędzie spsiło... no i że humanistyka odpowiada temu, co jest w społeczeństwie... czyli jest na poziomie reprezentacji narodowej), do rzeczy jednak - ja już wiele razy zetknąłem się z humanistami z Zachodu (Francja, Niemcy, Anglia) i to czasem z dość dużymi nazwiskami i oni byli wręcz zszkowani, że my czytamy wszystko... bo oni nie czytają, czasem jest nawet tak, że nie dość, że nie znają badań z innych krajów, ale nie znają też spoza własnego ośrodka... (i to akurat mówił jeden z większych w Europie w visual studies), więc ja cię proszę, nie wyciągaj wniosków na podstawie swojej kolebki językoznawczej... oni po prostu muszą być, jacy są, bo inaczej musieliby się przyznać, że ich trzeba rozwiązać... ale gdzie indziej to wygląda inaczej...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 22:19
    ja mysle, adepcie, ze kto czyta, ten czyta.

    bez watpienia jednak jest tak, ze anglojezyczna humanistyka jest bardzo...anglojezyczna.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 25.06.12, 22:25
    jednakowoż kto nie czyta, ten nie czyta, a nieanglojęzyczna humanistyka jest nieanglojęzyczna... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 22:17
    ale ja sie z tym zgadzam, adepcie. Jednak bez watpienia dzisiejsza lacina to angielski. i to po angielsku rozmawiaja rowniez ci, co debatuja w innych jezykach.

    adept44_ltd napisał:

    > no ale debaty we współczesnej humanistyce rozgrywają się w kilku językach... po
    > zostaje symultaniczne tłumaczenie .... podwójnie symultaniczne :)


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • pfg 25.06.12, 22:48
    dala.tata napisał:

    > Jednak bez watpienia dzisiejsza lacina to angielski.

    W naukach ścisłych i społecznych oraz w kulturze popularnej - bez wątpienia tak. W humanistyce - bez wątpienia nie, gdyż nie ma tam lingua franca.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • charioteer1 25.06.12, 23:33
    pfg napisał:

    > W humanistyce - bez wątpienia nie, gdyż nie ma tam lingua franca.

    Cala nasza kultura wyrosla z laciny, na ktora tlumaczono i Biblie, i starozytnych. Dzisiaj po angielsku komunikuja sie egiptolodzy i arabisci. To wszystko nie jest humanistyka?


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 25.06.12, 23:47
    chario, jaki fajny przykład :) Indiana Jones?
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 00:19
    Z polskim rodowodem.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 26.06.12, 00:33
    chario, ale wiesz coś więcej o archeologii? poza tym, że jak archeolodzy spotkają się na kongresie, to mówią po angielsku??? bo to lingua franca - komunikacji we współczesnym świecie?
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 09:03
    Wystarcza mi, ze sie spotykaja. To znaczy, ze maja o czym rozmawiac.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • dala.tata 26.06.12, 09:15
    a jak myslisz, w jakim jezyku mowia? bylem na paru duzych miedzynarodowych kongresach: lingwistyki, antropologii i socjologii. dominowal angieslki. Co wiecej, na swiatowym kongresie ligwistyki, gdzie obowiazywaly jezyki kongresowe, gdy ktos zaczynal mowic po francusku, ludzie wychodzili.

    Nawiasem mowiac, slyszalem Wierzbicka, ktora wlasnie na swiatowym kongresie lingwistow, notabene w Paryzu, zaczela swoj plenarny wyklad po francusku. Gdy setka osob bezceremonialnie i natychmiast wstala i ruszyla do wysjcia, ona natychmiast po angieslku powiedziala, ze bedzie mwoic po angielsku. Ludzie usiedli.

    W rzeczywisotsci nigdy nie slyszalem referatu nie po angielsku na duzej miedzynarodowej konferencji, rowniez na takiej niezdominowanej przez anglosasow.



    adept44_ltd napisał:

    > chario, ale wiesz coś więcej o archeologii? poza tym, że jak archeolodzy spotka
    > ją się na kongresie, to mówią po angielsku??? bo to lingua franca - komunikacji
    > we współczesnym świecie?


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 26.06.12, 09:33
    Dala, masz jakieś szablony odpowiedzi? jeśli tak, to podrzuć mi, proszę, dopracuję sobie do nich szablony postów... przecież piszę, że do lingua franca komunikacji, po raz któryś, nie mam żadnych wątpliwości...

    co do lingwistyki, jesteś pewien? a językoznawstwo historyczne i jego spora część tradycyjnie niemiecka?
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 09:46
    adept44_ltd napisał:

    > Dala, masz jakieś szablony odpowiedzi? jeśli tak, to podrzuć mi, proszę, doprac
    > uję sobie do nich szablony postów... przecież piszę, że do lingua franca komuni
    > kacji, po raz któryś, nie mam żadnych wątpliwości...

    Aha, i dlatego starasz sie udowodnic, ze w humanistyce lingua franca nie istnieje. Wlacz drzewko.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 26.06.12, 10:04
    chario, please, jak nie rozumiesz, to usiłujesz zrozumieć..., a nie polemizować, dokładnie napisałem w jednym z postów, o co chodzi, więc nie powinno być kłopotów.... wiesz, jak funkcjonowała łacina w humanistyce renesansowej (zakładając, że wtedy istniała "humanistyka")??? i czym to się różni od tego, że sobie rozmawiamy po angielsku??? bo kolejnym postem pokazujesz, że to dla ciebie to samo, a to nie jest to samo... i ta różnica ma swoje konsekwencje :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 26.06.12, 10:09
    a jeśli tamta różnica jest nie do pojęcia, to przynajmniej się zastanów, czy jest sens wykłócać się ze mną, jakbym był przeciwnikiem uczenia się języków, zwłaszcza obcych...


    dziękuję :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 10:13
    adept44_ltd napisał:

    > a jeśli tamta różnica jest nie do pojęcia, to przynajmniej się zastanów, czy je
    > st sens wykłócać się ze mną, jakbym był przeciwnikiem uczenia się języków, zwła
    > szcza obcych...

    Adept, czy ktos cie jeszcze rozumie poza toba samym?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 26.06.12, 10:18
    wiesz, dużo bardziej kłopotliwa byłaby sytuacja, gdybym to ja siebie nie rozumiał ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 10:29
    adept44_ltd napisał:

    > wiesz, jak funkcjonowała łacina w humanistyce renesansowej (zakładaj
    > ąc, że wtedy istniała "humanistyka")??? i czym to się różni od tego, że sobie r
    > ozmawiamy po angielsku???

    Mysle, ze nie do konca wiesz, o czym mowisz. Mysle tez, ze angielski nigdy nie bedzie odgrywal w naszym zyciu takiej roli, jaka kiedys odgrywala lacina jako:

    - jezyk akademii - nie wiem, kiedy zaczeto wykladac w jezykach narodowych, ale na pewno Kopernik studiowal po lacinie w Polsce i we Wloszech,
    - jezyk urzedowy w calej sredniowiecznej chrzescijanskiej Europie,
    - jezyk liturgii w kosciele katolickim do lat 60. ubieglego wieku.

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 26.06.12, 10:39
    no, jesteś na tropie (choć nie ryzykowałbym wtrętu o tym, że nie wiem, o czym mówię... :), rzecz w tym, że właśnie wiem :)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 10:45
    Nooo, ale tylko ty wiesz i nikt poza tym...

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 26.06.12, 10:52
    hm, to jest raczej wiedza powszechna...
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 11:04
    Cos podobnego! Projektujesz swoje mysli na niebo, jak znak Batmana? Czy telepatycznie, jak Kaszpirowski?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 26.06.12, 11:12
    czym była łacina w humanistyce i dlaczego współcześnie j. angielski nie będzie pełnił jej funkcji w humanistyce (poza f. komunikacyjną), powie ci każdy student I roku studiów, na kierunku, na którym jest mowa o renesansie...

    jak dla mnie - to tyle w tej arcyinteresującej wymianie idei :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 11:18
    Ciesz sie, ze archeologow wywaliles poza nawias humanistyki. W kupie razniej poza tym nawiasem.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • charioteer1 26.06.12, 11:19
    Ja sie ciesze :)

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • adept44_ltd 26.06.12, 11:29
    nie, nie wywaliłem, naprawdę nie bez powodu zapytałem, czy wiesz coś o archeologii... :)


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 26.06.12, 11:48
    Zaloze sie, ze tego powodu nam tu nie zdradzisz...

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • adept44_ltd 26.06.12, 11:55
    no i wygrasz, zakładam, że jeśli ktoś wskazuje na archeologię, to znaczy, że ją świetnie zna... :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 25.06.12, 23:34
    bez watpienia sie myslisz,mowiac to. jednak z cala pewnoscia sprawy sa znacznie bardziej skomplikwoane, im bardziej humanistyczna dyscyplina.

    pfg napisał:

    > W naukach ścisłych i społecznych oraz w kulturze popularnej - bez wątpienia tak
    > . W umanistyce - bez wątpienia nie, gdyż nie ma tam lingua franca.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • adept44_ltd 25.06.12, 23:47
    myślę, że złudzenie o istnieniu takiego języka można było mieć do lat 90. zeszłego wieku... choć już dużo wcześniej można się było domyśleć, że nic z tego... natomiast teraz mówienie o lingua franca w humanistyce jest pomyłką...
    natomiast mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych rzeczach - komunikować się - to jasne... i nie ma o nic sporu... natomiast czym innym są podziały tradycji badawczych wg różnych języków... i jak zajrzysz do przypisów, zobaczysz, że komunikacji nie ma... a że żyjesz na wyspach, wydaje ci się, że wszystko jest wyspą...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 26.06.12, 09:04
    juz npisalem o tym, ze trudno jest mowic o 'humanistyce'. W filozofii pewnie nie ma jednego jezyka, w lingwistyce czy antropologii jest. Angielski wkroczyl do szerokiej humanistyki. i zludzeniem jest co najwyzej twierdzenie, ze tak nie jest.


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 24.06.12, 13:03
    rudamaruda1949 napisała:

    > Co do overboardingu w salach - to przecież i tak nie chodzą na zajęcia studenci
    > od czasu gdy obecność na zajęciach należy do dobrych obyczajów studenckich, mo
    > żna założyć, że na laborkę gdzie ma być 40 zespołów laborkowych wystarczy sala
    > z 14 stanowiskami i i tak jeszcze część będzie wolna

    E, bez przesady. Typowym wymaganiem przy zaliczaniu "laborek" jest fizyczne wykonanie pewnej liczby ćwiczeń (powiedzmy, co najmniej 10 z 12 do zrealizowania w semestrze), bez względu na to, czy student był chory, czy po prostu nie chciało mu się przyjść. Fizyczne wykonanie, nie złożenie sprawozdania. To się zapowiada na pierwszych zajęciach i/lub umieszcza w sylabusie i u nas przynajmniej to działa; zawsze znajduje się kilkoro naiwnych, którzy "nie wiedzieli" - cóż, nie zaliczają i tyle. Overboarding w przypadku zajęć na pracowniach nie działa.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • rudamaruda1949 24.06.12, 13:24
    Zostałam źle zrozumiana, jeśli chodzi o laborki, myślałam o wspomnianych wcześniej laborkach z użyciem komputera - a te, w czasie gdy najtanszy laptop na allegro T43 z gwarancją to około 400 zł z pełnym softem a stacjonarny z monitorem około 130 zł, nie są w zasadzie, w żaden sposób oblegane, studenci najczęściej proszą, że zrobią więcej i trudniej ale za to bez konieczności obecności i w domu. Wersja podstawowa jest w laboratoriach, bo prowadzący musi być i z grupy - około 20% jest takich, którzy nadal są przywiązani do tradycyjnej formy.
    Sama na laborkach z fizyki, chemii, itp. miałam system restrykcyjny, że trzeba było być na 15 tematach z 25 istniejących, i każda nieobecność (bez wnikania) musiała być nadrobiona 2 tematami. Najczęstszym powodem nieobecności było nieodpowiedzenie na jedno z trzech pytań wejściowych (takich zamiast dzień dobry - sprawdzające wiedzę z całego teoretyczno-książkowego materiału objętego przedmiotem z którego była laborka). System mi się niezmiernie podobał ale chyba dziś już by nie przeszedł.

    do wypowiedzi proona:
    Czy Norwedzy/Norwegowie nie są patriotami i mają niechęć do wszystkiego co norweskie i są pełni kompleksów? Nie. A jednak wiele podobnych krajów już dawno przeszło na angielski w nauczaniu na poziomie licencjatu i magisterium, Słowenia, Chiny, Norwegia, Finlandia, Korea (ta 'gorsza'), i to jest właśnie przejaw patriotyzmu - uczyć swoich rodaków na polskich uczelniach tylko w języku o zasięgu globalnym - najłatwiej jest to robić w angielskim.
    Student nie może być uczony rzeczy przestarzałych, bo już sam fakt, że niektóre rzeczy ma na dwa lata przed otrzymaniem tytułu magistra, powoduje opóźnienie 2 letnie w stosunku do najnowszej wiedzy, do tego dochodzi opóźnienie wynikające z opóźnień wynikających z lenistwa i opieszałości wykładowców plus opóźnienie wynikające z opóźnienia w materiałach źródłowych z których się korzysta. Dlatego ja w mojej dziedzinie tylko i wyłącznie staram się używać topowych czasopism z mojej dziedziny jako źródła wiedzy i to co w nich jest, już jest z lekka starawe, bo ma czas złożenia do czasopisma first draft 2003, a wychodzi drukiem w 2012, stąd często posiłkować się należy tym co wisi na stronie czasopisma a wyjdzie drukiem lada chwila.
    Nasi studenci biorą udział w wyścigu. Nie wolno im marnować czasu przez jakieś referaty i inne tego typu niemoralne metody uczące przepisywania z pożółkłych kartek. Jeśli będziemy ich uczyć wiedzy archiwalnej - to nie zarobią na nasze emerytury i słusznie będziemy zdychać z głodu jako główni winowajcy takiego stanu rzeczy.
  • proon 24.06.12, 21:51
    jeżeli ktoś twierdzi, że wiedza dostępna w języku polskim to archiwum z pożółkłych kartek, a przyszłe polskie elity należy kształcić po angielsku mogę odpowiedzieć tylko jedno - pierd...sz głupoty
  • charioteer1 25.06.12, 01:06
    Proon, ludzkosc to ty!

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • ford.ka 25.06.12, 07:09
    Jeśli chodzi o nauki humanistyczne? W dużym stopniu. Problem widzę raczej w tym, że ani studenci ani wykładowcy nie są w stanie podjąć takiego eksperymentu na szerszą skalę.
    Jeśli chodzi o nauki eksperymentalne? Nikt, kto traktuje serio swoją pracę naukową, od dawna już nie publikuje niczego istotnego po polsku.
  • wylogowan.a 25.06.12, 08:44
    i to jest właśnie rola NBK, wziąć za mordę humanistów, komunistów i socjalistów i płacić jedynie za studentów uczących się w języku globalnym (jak ktoś chce sie uczyc w kipczackim, polskim lub innym lokalnym, niech robi to za swoje własne pieniądze, za swoja kase a nie publiczna), a juz na pewno te tzw. zamawiane powinny być tylko po angielsku, a warunkiem otrzymania kategorii A powinno być 80% zajęć w języku angielskim a kandydat na KNOW musiałby spełniać warunek 95%. Do pensum powinny sie liczyc tylko zajecia prowadzone w jezyku angielskim a te po innych narzeczach traktować jako nie mające miejsca z punktu widzenia pensum finansowanego z ministerialnych środków. Jak ktoś chciałby prowadzić za publiczne pieniądze po polsku to z programu grantowego na zasadach konkursu powinien na to uzyskać grant (np. z programu rozwoju humanistyki), ale warunkiem powinno być to, że te zajęcia po polsku byłyby tylko dla osób nieposiadających rezydencji ani obywatelstwa polskiego, tak aby faktycznie rozwijać polską humanistykę. Bo to, że obecny przyszły kafelkarz kończy polonistykę finansowaną z publicznych środków i wykładaną po polsku (jak ostatni kafelkarz sądiatki, magister polonistyki - studia skończone z wyróżnieniem, lecz kładzie kafelki w Polsce, bo angielskiego ani niemieckiego nie opanował w czasie studiów) jest marnotrawstwem, lepiej jeśli kończyłby polonistykę wykładaną w języku w którym mógłby się porozumieć z klientami, bo po polsku i tak pracy nie przyjmie - gdyż za mało płacą.
    Warunkiem koniecznym dla wszystkich nauczycieli w podstawowych, gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych (i oczywiście uniwersyteckich) powinna być certyfikatami potwierdzona znajomość angielskiego, należy wprowadzić sztywne limity, wszyscy (od nauczyciela po kuratora, i kogokolwiek gdziekolwiek w oświacie) muszą mieć certyfikat do końca 2013: A1, do końca 2014 A2, do końca 2018 C2. Brak certyfikatu w dokumentacji nauczyciela oznaczać powinien brak możliwości kontynuowania zatrudnienia.
  • adept44_ltd 25.06.12, 09:27
    he he... śniadanko zaszkodziło?
    --
    Louder Than Bombs...
  • kardla 25.06.12, 11:02
    Ja tez uwazam, ze przynajmniej w zakresie nauk scislych i przyrodniczych, nauczanie powinno byc prowadzone po angielsku; w calosci od magisterskich w gore (a i koncowce licencjackich by to nie zaszkodzilo).

    W Norwegii to dziala. Studenci znaja dobrze angielski (bo musza), latwo im wyjechac do innego kraju na praktyke lub wymiane, a uniwersytety przyjmuja tabuny studentow z zagranicy (np. kolezanka z USA byla na wymianie w Norwegii, a teraz zamierza wracac na magisterskie).
  • wylogowan.a 25.06.12, 11:32
    Tobie też (w oczach każdego "zagospodarowanego" samodzielnego, któremu się już nie chce i już nic nie musi) coś zaszkodziło :-) to chociaż sama nie jestem na oddziale dla tych co im zaszkodziło.

    Nie zgadzam się z tym aby jakakolwiek część polskiej rzeczywistości uczelnianej miała być wyłączona, a proste kryterium językowe, może otworzyć nas na odwiedziny profesorów - wolontariuszy - z całego świata. U nas było takich kilku, przyjeżdżali i przyjeżdżają i prawdopodobnie będą przyjeżdżać, nie dla pieniędzy. I choć u siebie w USA, Szwajcarii, Kanadzie, Japonii, Francji itp. są fachowcami w swoich dziedzinach (logistyka, zarządzanie produkcją, rachunkowość, bankowość) to u nas jedynie występują i występowali jako native speakerzy bo jako wykładowcy erasmusowi nie mogli z jakichś biurokratycznych powodów, i jest to marnotrawstwo - gdy się ich nazwiska wrzuci do WoS - widać po IH i innych dowodach wpływu, że chciałoby się ich posłuchać gdy prowadzą wykład ze swoich obszarów. Niestety nie ma komu słuchać bo solidarnie wszyscy wiedzą, że jeśli ktoś chciałby poprawy Rzeczpospolitej to oszołom, któremu śniadanko zaszkodziło - typowe podejście.
  • adept44_ltd 25.06.12, 11:36
    e tam, typowe... po prostu alergia na świeżo założone nicki, trollujące ze sfrustrowaną agresją na forum :)
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 25.06.12, 11:36
    pełna zgoda :) ale w tamtym poście rzecz przedstawiała się nieco inaczej... nauczanie powinno się odbywać w języku dyscypliny i tyle... (natomiast średnio wyobrażam sobie w Polsce wykłady na romanistyce po angielsku, jak by to widziała obolała wylogowan.a ;-)
    --
    Louder Than Bombs...
  • kramka1 25.06.12, 11:42
    Tyle, że efektem ubocznym nauki w jezykach obcych jest brak znajomosci terminologii polskiej. A nie mozna przeciez zapominać, ze przeważajaca wiekszośc absolwentów studiów pracowac bedzie poza nauką. I co wtedy? Przyjdzie taki anglojęzyczny biolog do szkoły i powie dziatwie, że ptak na naszej na naszej fladze to eagle? Albo diagnosta powie do pacjenta, że ma chory liver? Albo zootechnik podyskutuje z oborowym o cows with heat?
    Rozmawiałam kiedys z absolwentka licealnej klasy z wykładowym angielskim, która sie skarzyła na brak znajomosci polskich terminów matematycznych. Proponujecie powszechną praktykę nauki w języku obcym... Czarno to widze....
  • kardla 25.06.12, 12:37
    Masz racje, to moze byc problem. Sama mam problem z tym zeby opowiadac o moich badaniach po polsku (ale to glownie wynika z tego ze polskich terminow nie ma).

    Ale uwazam ze znacznie latwiej jest sie nauczyc polskich odpowiednikow niektorych terminow, koniecznych do komunikacji z 'laikami' po tym jak wszystkiego sie nauczylo po angielsku, niz odwrotnie.
  • adept44_ltd 25.06.12, 12:45
    poza tym to wszystko można pogodzić... wykład plus spis lektur po angielsku (w niektórych dyscyplinach będzie to inny język), ćwiczenia, część ćwiczeń po polsku...
    --
    Louder Than Bombs...
  • kardla 25.06.12, 12:49
    Pewnie. :)

    W Austrii na moim obecnym uniwerku zasada jest taka, ze wiekszosc zajec jest po niemiecku, chyba ze przynajmniej jedna osoba zadeklaruje na poczatku zajec ze wolalaby po angielsku. Wtedy wszyscy sie przestawiaja i nie ma ze boli :P

  • proon 25.06.12, 16:00
    dyskusja typu - ty o swoim (realia polskie) a ja o swoim (realia austriackie) może nas doprowadzić daleko ;-)
    proponowałbym uwzględnić, że procent polskich maturzystów posiadających kompetencje językowe na tyle wysokie, by studiować w języku obcym jest niewielki (w szkole stosunkowo liczne grupy, umiarkowana ilość godzin, nauczyciele angliści głównie z łapanki po licencjacie) - proponuję porównać progi punktowe na uczelniach prowadzących niektóre kierunki równolegle po polsku i po angielsku, relacje typu min. 160 pkt na kierunek po polsku a 85 na kierunek po angielsku o czymś świadczą; realia polskie są takie, że studiować po angielsku mogą głównie dzieci z rodzin dwujęzycznych, mieszkających kilka lat za granicą lub na tyle zamożnych, by stać je było na systematyczne korepetycje i zagraniczne kursy językowe; jakieś 80-85% maturzystów nie jest w stanie studiować po angielsku; robiliśmy kilkakrotne podejścia do prowadzenia części zajęć po angielsku - okazało się, że w grę wchodzi jedynie stawianie zadań wymagających przeczytania w domu krótkiego artykułu po angielsku; prowadzenie w tym języku wykładu lub polecenie przygotowania się do egzaminu prawie wyłącznie na podstawie literatury angielskojęzycznej nie wchodziło w grę i budziło duże protesty; ten stan rzeczy nie dotyczy tylko humanistyki (z wyjątkiem neofilologii), podobne problemy znam z opowiadań biologów, informatyków i pracowników politechniki
  • kardla 25.06.12, 17:06
    Przeciez nie sugeruje ze nalezaloby wprowadzic takie zmiany na "od wczoraj" i od pierwszego roku studiow.

    Ale jezeli student bedzie wiedzial, ze jak sie nie nauczy angielskiego, to na magisterskie nie ma co liczyc, to sie nagle okaze sie, ze jest sie w stanie podciagnac angielski do porzadnego poziomu w ciagu 2-3 lat.
  • kramka1 25.06.12, 17:29
    "nagle okaze sie, ze jest sie w stanie podciagnac angielski do porzadnego poziomu w ciagu 2-3 lat"
    Ciekawe te wasze opinie... Takie obok realiów... Np. te podciąganie angielskiego to byłby kolejny płatny obowiązek studenta w ramach ponoc bezplatnych studiów.
    Jeżeli chce się na powaznie mysleć o prowadzeniu studiów po angielsku, to powinno się zacząc od jezykowej edukacji na poziomie szkolnym. Czyli jak zwykle: potrzeba kasy, kasy, kasy... I to nie kasy ucznia, a kasy państwa, która powinna sie znaleźć, jeżeli takie anglojezyczne studia byłyby jakims ogólnopaństwowym interesem.
  • kardla 25.06.12, 18:26
    Comon!

    Platnym obowiazkiem studenta jest tez stawianie sie na zajecia, a bilety miesieczne sa drogie...


    Owszem, nauczyciele jezykow w wiekszosci szkol sa fatalni. Ale, zeby nauczyc sie jezyka, glownie to trzeba sie uczyc (tak, wiem to z doswiadczenia). Zeby sie uczyc trzeba miec motywacje.
  • nullified 24.06.12, 14:26
    myśmy już to przerabiali pare lat temu ^^ (od kilku lat wszystko jest wymaksowane, tak że legalnie bardziej sie nie da, to się "uoszczędnia" powiedzmy... hmmm "półlegalnie")

    jakoś nie zauwazyłem żeby sie "szanghajsko" od tego zrobiło.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka