Dodaj do ulubionych

skandaliczne recenzje

25.09.12, 09:46
porownaj:
www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-ekonomicznych/238-grandys-ewa
z tym:
www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-ekonomicznych/179-rogowski-waldemar-konrad
Mam nadzieję, że pani Grandys odwoła sie - ewidentnie ma lepszą pracę i lepszy wniosek od Rogowskiego, ale zachęcam do lektury i jestem ciekawa waszej opinii.
Obserwuj wątek
    • pfg Re: skandaliczne recenzje 25.09.12, 10:31
      nielubiepiatku napisała:

      > porownaj:

      Merytorycznie tych wniosków porównać nie umiem, bo to nie moja dziedzina, nie wiem więc, czy pani G.

      > ewidentnie ma lepszą pracę i lepszy wniosek

      od pana R. Porównanie utrudnia to, że i) nie są to te same dyscypliny, ii) inni byli recenzenci, iii) inne komisje habilitacyjne i Rady Wydziału. O ile jednak pan R. otrzymał trzy jednoznacznie pozytywne recenzje, o tyle pani G. trzy jednoznacznie negatywne. Recenzenci wskazywali na istotne zasługi, jakie pani G. miała, tym niemniej każde z trojga stwierdziło, że wskazane dzieło nie stanowi "znacznego wkładu" w rozwój dyscypliny. Dodatkowo pierwszy recenzent wypunktował pani G. liczne autoplagiaty. W tej sytuacji wynik głosowania po prostu nie mógł być inny.
      --
      ludzie oderwani od polskości
      • nielubiepiatku Re: skandaliczne recenzje 25.09.12, 11:03
        liczne autoplagiaty, które u pana R. nazwane były reutylizacjami, które są "naturalne"
        reutylizacje bez powołań przez niektórych nazywane są reutylizacjami, naturalnymi reutylizacjami, gdy się ocenianego lubi, albo wstrętnymi plagiatami gdy się chce być nieobiektywnie negatywnym

        monografia naukowa u G.
        podręcznik, który sam R. określa jako stan z czasu doktoratu, jako osiągnięcie u R.

        a dorobek...
        jest to draństwo i już.
        Mam nadzieję, że G. ma dobrego prawnika i zrobi z tym draństwem porządek.
    • charioteer1 Re: skandaliczne recenzje 25.09.12, 13:21
      Recenzje malo kiedy sa skandaliczne dla kogos, kto nie siedzi w danej dziedzinie, nie zna tematyki i dorobku habilitanta.

      Jest tam kilka kwiatkow: recenzent ocenia formalna strone wniosku, zarzuca habilitantce, ze autoreferat nie spelnia jego oczekiwan itd. Najsmieszniejsze dla mnie sa zarzuty dotyczace stosowania w publikacjach liczby mnogiej - no i co z tego? dosc powszechny zwyczaj, dziwne, ze recenzent nigdy wczesniej sie z nim nie zetknal, oraz zaliczenia Polski do Europy Wschodniej. Rozumiem oburzenie recenzenta z tego powodu, ale nie podzielam. Kwestia perspektywy.

      Zarzuty dotyczace autoplagiatu sa powazne. "Wszyscy" tak robia. Jezeli maja dobre notowania, to uchodzi im to plazem. Jezeli maja gorsze notowania, to jest kij pod reka - jak sie chce psa uderzyc itd. Btw byla kiedys na tym forum dyskusja na ten temat. Wyszlo na to, ze praktyka reutylizacji jest naprawde powszechna w naukach humanistycznych i spolecznych.

      Szanse na wygranie w sadzie z trzema negatywnymi recenzjami sa niewielkie, praktycznie zerowe. To jest zla, uznaniowa procedura, w ktorej 60-letni habilitant z nietypowa sciezka rozwoju zawodowego ma w plecy na starcie. Wiecej w tym watku.

      --
      Buty na nogi! Trzeba wiać!
    • ling-stos Re: skandaliczne recenzje 25.09.12, 21:13
      troche pokory, pani G. (gdziekolwiek Pani jest)
      habilitacja w 5 lat po doktoracie, rozprawa habilitacyjna przygotowana w 4 lata po doktoracie (liczac rok procesu redakcyjno-recenzyjnego), w tym 88 prac naukowych??? niemozliwe bez autoplagiatu...
      z innej beczki - az (!) 11 wystapien konferencyjnych w kraju i az 4 za granica na przestrzeni 26 lat...
      promotor 0 prac licencjackich (nie mowiac o magisterskich)...
      publikacje z bazy WoS - wszystkie z tego samego wydawnictwa Fibres and Textiles...
      brak wersji angielskiej dokumentow...
      mysle, ze mamy kandydata w konkursie "na najbardziej zadufanego w sobie habilitanta"...


    • flamengista polemizowałbym 25.09.12, 21:40
      1. Autoreferat odbiega od sugerowanego, modelowego wzorca. Brakuje przede wszystkim opisu dorobku naukowego, jest samo dzieło. Ciężko sobie wyrobić opinię o poziomie naukowym habilitanta. Dopiero z recenzji dowiadujemy się, że jest on bez rewelacji, choć może nie tak tragiczny jak opisano w recenzji prof. Kiełtyki. Ale czy jest to dorobek wystarczający na habilitację? 36 publikacji, w tym 24 jako jedyny autor - tylko kilka w solidnych czasopismach, w dodatku spora część o powtarzającej się treści... No, ja mam wątpliwości. W bazie BN (nie jest to decydujące kryterium, ale daje do myślenia) - habilitantka występuje zaledwie 6 razy. Niektórzy obecni doktoranci są lepiej reprezentowani. 117 punktów za wszystkie publikacje - no, to też słaby wynik.
      2. Hipotezy badawcze z książki habilitacyjnej są niestety do bani. Stwierdzam to jako wykładowca, uczący studentów metodologii nauk społecznych. Takie hipotezy nie spełniają podstawowych warunków stawianych w badaniach naukowych - do tego nie trzeba być ekspertem z zakresu zarządzania.
      - Hipoteza A: „zarządzanie produkcją wyrobów o krótkim cyklu życia to proces o zdeterminowanym czasie trwania, obejmujący cztery podprocesy przebiegające cyklicznie; cykle te są przesunięte względem siebie o stałe interwały czasu” - to miała być hipoteza opisowa, problem w tym że praktycznie nie da się jej zweryfikować.
      - Hipoteza B: „zmiany uwarunkowań realizacji procesu produkcji wyrobów o krótkich cyklach życia mają negatywny wpływ na zarządzanie produkcją, gdy powodują wydłużenie planowanego terminu zakończenia procesu” - tu hipoteza przyczynowo-skutkowa, ale tak banalna że praktycznie mamy oczywistą oczywistość. Do tego niejasna, bo co to znaczy: "zmiany uwarunkowań realizacji procesu produkcji"?
      - Hipoteza C: „badanie zmian w zarządzaniu produkcją oraz możliwość weryfikacji najdłuższej drogi procesu podczas jego realizacji pozwala ograniczać, a nawet eliminować negatywne skutki tych zmian” - znowu nie widzę możliwości weryfikacji, to raczej zdanie pasujące do wniosków końcowych.
      Tu trzeba się zgodzić z recenzentem (prof. Domańskim) - hipotezy są trudne do zweryfikowania. W konsekwencji rzutuje to niestety na ocenę całej pracy.
      3. Dzieło przedstawione jako osiągnięcie naukowe do habilitacji ma być dziełem oryginalnym. Ten warunek nie jest spełniony, bo wcześniej części książki opublikowano jako artykuły i stanowią część dorobku. Można było od biedy połączyć to w cykl z książką - ale i tak padłby zarzut powielenia tych samych pomysłów.

      Cóż, tyle stwierdziłem w ciągu 15-minutowej lektury. Moim zdaniem tu skandalu nie ma. Owszem, w pełni rozumiem rozgoryczenie i szczerze współczuję habilitantce. Taki dorobek i książka miały spore szanse przejść wg. starego modelu habilitacji. Pytanie, czemu autorka tego nie próbowała?
      --
      This world is spinning around me
      • flamengista PS dotyczy drugiego postępowania 25.09.12, 21:45
        nie mam zamiaru czytać całości, ale dla mnie początkowe informacje z autoreferatu wystarczą:

        "Mój dotychczasowy dorobek naukowo-badawczy obejmuje łącznie 92 publikacje (w tym po uzyskaniu stopnia doktora 89) o łącznej wartości 420 punktów (w tym po uzyskaniu stopnia doktora 402)."

        89 publikacji - nawet jeśli sporo to tzw. makulatura, to jednak jest to sporo i musiało zrobić wrażenie na recenzentach. Podobnie jak liczba punktów. Jednak to 4 razy więcej, niż w poprzednim postępowaniu.
        --
        This world is spinning around me
        • nowojorczyk5 Re: PS dotyczy drugiego postępowania 26.09.12, 22:02
          Przy okazji chcialbym PT Kolegom zwrocic uwage na konflikt interesow: w komisji habilitacyjnej jest jako przewodniczacy jest wiceprzewodniczacy sekcji ekonomicznej CK (pracuje w Uniwersytecie Gdanskim), jako recenzent jest sam przewodniczacy Sekcji, dwoch recenzentow jest z UG, zas wiceprzewodniczacy CK, ktory podpisal te pismo jest prorektorem ds nauki UG.

          To zapewne zbieg okolicznosci, ale jedno jest pewne: czlonkowie Prezydium CK, ktore kontroluje prawidlowosc postepowania habilitacyjnego, nie moga byc w Komisjach Habilitacyjnych bowiem powstaje sprzecznosc: "nieomylnych" nikt juz nie kontroluje...

          Na marginiesie recenzji habilitacyjnych, ktore sa dyskutowane na Forum, chcialbym zwrocic na ostatnie "Archiwum Nieuczciwosci Naukowej" z wrzesnia br. Czlonkowie Forum mocno dyskutowali nad ta habilitacja w lipcu br.

          • dala.tata Re: PS dotyczy drugiego postępowania 28.09.12, 23:26
            Zagladnalem do archiwum. I gdy czytam, ze habilitanta mowi o plagiacie:

            Ale żaden ze starszych kolegów czy też przełożonych nie zwrócił mi na to uwagi, a mnie nikt nigdy nie uczył, co trzeba robić, a czego nie można i nie powinno się robić w publikacjach naukowych. Z moich obserwacji wynikało, że taka jest powszechna praktyka. Wiele nowych rzeczy dopiero posłyszałem i zrozumiałem na II Konferencji Patologie w nauce polskiej , którą Pan Doktor zorganizował.

            nie wiem, co chodzi. ten facet za chwile ma byc profesorem! i on oczekuje, ze starsi koledzy mu powiedza, ze plagiat to cos zlego?!?! Nie mam powodu myslec, ze habilitant nie mowi prawdy. Jesli jednak ja mowi, to to jest po prostu cos przerazajacego!! ja oczekuje wiedzy o plagiacie od magistrantow!

            Chyba jednak wole myslec, ze on klamal w zywe oczy.

            --
            Doktorat - nauka - uczelnia
            Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
            • habilitant2012 Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 02:18
              Nie mieści mi się w głowie, że profesor in spe może nie wiedzieć takich oczywistości. Jeśli jednak nie wie, to może problem jest głębszy niż myśli się. Może rzeczywiście ludziom trzeba powoli i dużymi literami tłumaczyć....

              Tu mój wpis na temat. Na niebie i na ziemi




              --
              Robię habilitację
              • kramka1 Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 09:05
                NIe wiem, czy to problem powszechny, ale znam taki przypadek z własnego podwórka. W monografii autor zamieścił wyniki laboratoryjne, choc sam od lat takowych nie robi. Kto je robił? Oczywiscie magistranci. O czym oczywiscie nie ma mowy w monografii habilitacyjnej. Ale moze nie ma co sie dziwic. W tej Katedrze nazwisk magistrantów nie podaje sie wśród autorów publikacji...
              • ford.ka Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 09:53
                A mnie się nie chce pomieścić w głowie, że zakładacie, że wszyscy są tak samo mądrzy jak Wy... Najwyraźniej nie wszyscy wyssali podstawy etyki akademickiej z mlekiem matki, a jak cały czas się obracają w tym samym kółeczku wzajemnej adoracji, to nie przyjdzie im do głowy, że ich mistrzowie łamią jakieś zasady. Nie pochwalam ani nie tłumaczę, ale potrafię zrozumieć i nie mam potrzeby wyrywania włosów z głowy, że inni czegoś nie wiedzą. Nawet w kwestiach bardzo podstawowych.
                A druga rzecz jest taka, że ten przykład pokazuje, jak słabo sprawdza się habilitacja w naukach eksperymentalnych (gdzie niby miało być tak super, bierzemy kilka artykułów z dobrych journali i już). Czterech facetów (plus pewnie doktoranci i technicy) prowadzi wspólnie badania, które ewidentnie mają sens. Kto ma w to jaki wkład nie wiemy i możliwe, że nie da się tego ustalić. Robią to razem, ale w pewnej chwili dochodzi do sytuacji, kiedy trzeba "wydzielić" wkład czwartego (bo trzech już haby), żeby też dostał podwyżkę. I robi się przykro, bo "taktyka" nie zadziałała, a ja jakoś nie wierzę, że kwestia, kto się pod którym artykułem podpisze była przypadkowa, wręcz zakładam, że starsi koledzy świadomie pozwalali brać na siebie autorstwo młodszemu, żeby też miał haba. Bez akceptacji profa nic nie wysłał. A tu znalazł się recenzent, który potraktował swoje zadanie jak potraktował i biedny dr inż musi publicznie zdawać egzamin z ulubionej dziedziny prof. Hartmana.
                Wciąż mam w pamięci wpis z tego forum (ale już szukać nie będę, więc z pamięci) "ta samodzielność to przesadzona, mnie kiedyś szefowa powiedziała, że już mam dorobek na habilitację, to zrobiłam bez żadnych problemów, ale moja pozycja na uczelni w niczym się nie zmieniła". No tak to już jest, więc może bez tych westchnięć o tym, że ach, taki niesamodzielny byłby samodzielny, jak to dobrze, że system się obronił. Większość samodzielnych jest cudownie niesamodzielnych i nauka polska na tym stoi. Gdyby dr inż został dr hab inż nic by się nie stało, dalej by sobie grzebał w tych elektrycznych olejach, tyle że co miesiąc na konto wpływało by mu kilkaset złotych więcej. Może np. nie musiałby już codziennie dawać korepetycji z fizyki dla głąbów.
                • kramka1 Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 10:08
                  "A mnie się nie chce pomieścić w głowie, że zakładacie, że wszyscy są tak samo mądrzy jak Wy..."
                  Ja nawet nie zakładam, ze jestem mądra. ;) Zauważam tylko, ze w wielu dziedzinach zycia, nie tylko w nauce, nastapił upadek dobrych obyczajów, umownie to nazywając. To, co jest normą na Zachodzie albo było normą u nas przed wojną, przestało byc normą w naszej rzeczywistości. Myśle, ze dotyczy to takze wspólautorstwa publikacji. A co do procedury habilitacyjnej, o ile uczciwsze jest złozenie składanki z okresleniem udziału kazdego ze wspólauotrow, niz robienie monografii z wyników doświadczalnych, których autorów jest wielu, ale wpisany moze byc w monografii tylko jeden (habilitant).
                  • dala.tata Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 12:43
                    O ile rozumiem argument forda, to nie nastapil zaden upadek obyczajow, tylko obyczaje takie sa. Bardzo watpie, nawiasem mowiac, ze przed wojna (kiedy to zboze jak slupy telegraficzne, a zapalki na czworo sie cielo) bylo inaczej. Byly inne presje, jednak jakos mi sie wydaje, ze zaleznosci feudalne byly podobne.

                    --
                    We are the Borg. Resistance is futile
                • dala.tata Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 12:39
                  fordzie, zgadzam sie z toba, tyle ze nadal mi trudno przyjac, ze kandydat na hbailitowanego nie wie, ze to sa wszystko przekrety.

                  Jesli z kolei naprawde nie wie, to gorze nam (a wlasciwie wam), bo to znaczy, ze te wszystkie plagiaty i inne nierzetelnosci nie sa wbrew systemowi nauki w Polsce, ale wynikaja z niego, a przynajmniej z jego czesci.

                  Jednak pisze to i przypominaja mi sie profesorowie wykrozystujacy prace mgr studentow w sych ksiazkach (ba, jedna, niezyjaca juz, pani profesor, rozdawala prace mgr tak, zeby byly poszczegolnymi rozdzialami - wiedzieli o tym 'wszyscy'). ja sam pisalem artykul, ktory potem zostal dany komus innemu do wygloszenia na konferencji. I nie jestem przekonany czy profesorowie owi wiedzieli, ze robia cos niestosownego.

                  Tyle ze to bylo ponad 20 lat temu. i wydawalo mi sie, ze juz sie 'cos' zmienilo. Najwyrazniej zmienilo sie to, ze jest teraz kolumna dr. Wronskiego.

                  --
                  Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                  • fajnytoster Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 13:13
                    Jakiś argument forda to jest. O ile oczywiście trudno mi zakładać, że profesor publikujący pod własnym nazwiskiem prace studentów nie wie co czyni, to niektóre przypadki mogą prawdopodobnie wynikać z braku świadomości (co oczywiście nie może być usprawiedliwieniem).
                    Sam pamiętam wielkie ze zdziwienia oczy kilku doktorantów, którym całkiem niedawno próbowałem wytłumaczyć, że jak się jakiejś książki nie widziało/nie miało w ręku to nie można się na nią bezpośrednio powoływać w przypisach - można co najwyżej pisać "cyt. za:".
                    Oni naprawdę nie zdawali sobie sprawy, że coś może być nie tak. Przecież "wszyscy tak robią", jak twierdzili. I jeżeli taki człowiek się nie natknie po drodze na kogoś kto go uświadomi, to samo to na niego nie spłynie, choćby i z habilitacją.
                  • ford.ka Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 13:19
                    To są przekręty, jeśli upieramy się przy indywidualnej ocenie w sytuacji, kiedy nie ma mowy o indywidualnej działalności, gdzie każde wydzielenie jest z natury rzeczy sztuczne (vide CERN). Dalej skłonny jestem zakładać, że taka a nie inna polityka ("taktyka") publikacyjna zespołu była z góry zaplanowana, żeby wszyscy członkowie dostali w miarę po równo i kolejno mogli awansować. I z dwojga złego wolę, żeby wspólnie chachmęcili przy przypisywaniu poszczególnym członkom zespołu realnych zasług, niż żeby każdy siedział w swoim pokoiku i każdy produkował zmyślone zasługi, co do których indywidualnej wartości nie będzie najmniejszych wątpliwości, co jest krajową normą.
                    A najśmieszniejsze że w kraju, w którym cały system edukacji nastawiony jest na indywidualną ocenę, co skutecznie zniechęca do współpracy, powinno się noble dawać takim, którzy mimo kilkunastu lat indoktrynacji są w stanie pracować wspólnie. Od podstawówki nie jest ważne, co robimy, najważniejsze żeby się dało konkretnemu uczniowi postawić stopień.
                    Wizja, że po doktoracie trzeba robić coś innego niż przed, a to co było przed przepada, też jest durna. Jak ktoś jest np. diabetologiem, ma napisać habilitację z reumatologii, żeby było inaczej. Jakie są w sumie oczekiwania recenzenta - że habilitant na boku, w weekendy napisze książkę o okładzinach ściernych w sprzęgłach maszyn rolniczych, żeby nie było wątpliwości, że nie ma to żadnego związku z olejami i elektrycznością? I to najlepiej tak, żeby koledzy nic nie wiedzieli. Publikacje po doktoracie się nie liczą, jeśli odwołują się do badań prowadzonych do doktoratu? Czyli jak ktoś napisał doktorat o Kochanowskim, wszystko, co od tej pory opublikuje o Kochanowskim się już nie liczy, bo oczywiste jest, że korzystał z tego, co przeczytał, pracując nad doktoratem?
                    Ale jak oddzielać przypadki sensownej współpracy od wykorzystywania cudzej pracy pojęcia nie mam...
                    • dala.tata Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 17:42
                      Pojechales niezle. To sa przekrety zawsze i wszedzie. Jesli nie robiles nic przy badaniach tzn ze nie masz z nich publikacji. I zamiast narzekac na indywidualizm oceny lepiej ponarzekan na kulture zalatwiania, puszczania oka i oglnego braku profesjonalizmu.

                      Ja nie mam problemu z ocnenianirm dorobku habilit na habilitacje. W ten sam spsob nie oceniamy czego czlek sie nauczyl do mgr przy doktoracie. A to tez nie poszlo w las. Ocena calosciowegi czlowieka to niestety w harcerstwie tylko
                      --
                      Doktorat - nauka - uczelnia
                      Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                      • whiteskies Re: PS dotyczy drugiego postępowania 19.10.12, 09:21
                        A ja się z fordem.ka zgadzam. Jak rozumiem nie chodzi mu o ocenę indywidualną, bo ta była jest i będzie, ale a o kryteria.
                        Indywidualny wkład w przedsięwzięcie zbiorowe jest ważny, w najlepszych czasopismach podaje się kto jaka część opublikowana pracy wykonał. Jednak w dzisiejszej nauce ważna jest praca w zespole, jeśli ktoś świetnie pracuje w zespole i twórczo przyczynia się do tego że zespół ma osiągnięcia to jest to duży plus dla niego. Jeśli do tego potrafi zebrać wyniki zespołu i opisać je tak ze powstaje z tego dobra publikacja a on jest autorem wiodącym jest to dowodem jego dojrzałości naukowej. To powinno być wyraźnie określone w kryteriach (nie powinno też przekreślać indywidualistów, choć de facto dla nich coraz mniej miejsca, przynajmniej w szeroko rozumianych badaniach empirycznych).
                        Jeśli naukowiec potrafi twórczo rozwijać zapoczątkowany watek badań to nie powinno to być interpretowane na jego niekorzyść przy ocenie.
                        Niestety, nasza praktyka, a częściowo i przepisy takie sytuacje traktują co najmniej dwuznacznie.
                        • dala.tata Re: PS dotyczy drugiego postępowania 19.10.12, 09:51
                          Masz racje i wlasciwie nie ma sporu.

                          Jednak musimy pamietac, ze kazda procedura awansowa, wszedzie, bedzie dotyczyc indywidualnego dorobku. Tym indywidualnym dorobkiem jest rowniez umiejetnosc pracy w zespole i wklad w niego. Nie mam tez watpliwosci, ze owo 'rozwijanie', o ktorym piszesz, jest waznym dorobkiem jednostki.

                          I problemem jest w rzeczywistosci to, jak zarysujemy kryteria. Jesli idzie o polska habilitacje, to kryteria sa zarysowane nienajlepiej wg mnie, o czym tu juz rozmawialismy nie raz.

                          --
                          James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
              • dala.tata Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 21:11
                Musze powiedziec, ze nie wiem, na czym polega problem. Nie masz wkladu, nie jestes autorem. Proste jak budowa cepa. Jasne, ze sa rozne poziomy i odcienie wutorstwa. Jednak zeby byc autorem, trzeba byc autorem! I mam naprawde trudnosci z akceptacja, ze sa ludzie, ktorzy mysla, ze dopisanie kogos do artykulu nie jest przekretem. I jesli swiadomosc tego jest niska, to wlasciwie rece opadaja.

                I ja naprawde jestem w stanie zrozumiec, ze ktos chce to zrobic pomoc koledze. Ale udawac niewiedze, nieswiadomosc, ze to nieuczciwe w pale mi sie nie miesci.

                charioteer1 napisał:

                > W obu przypadkach chodzi nie o plagiat, czyli przywlaszczenie cudzego dziela, l
                > ecz o rzetelna atrybucje autorstwa. Roznica jest wyjasniona tu. Potwierdzam, ze swiadomosc tych zagadnien jest ogolnie
                > niska.
                >


                --
                I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                • charioteer1 Re: PS dotyczy drugiego postępowania 29.09.12, 21:35
                  dala.tata napisał:

                  > Nie masz wkladu, nie jestes autorem. Proste jak budowa cepa. Jasne, ze sa rozne poziomy
                  > i odcienie wutorstwa. Jednak zeby byc autorem, trzeba byc autorem!

                  Na ten temat Wronski sie nie wypowiada i mysle, ze slusznie robi. Dopoki nie porownasz publikacji z doktoratem, nie masz pewnosci, czy wymienieni autorzy nie wniesli do pracy jakiegos swojego wkladu. Zreszta, takie porownanie tez niewiele wniesie, co najwyzej moze wykluczyc udzial osob trzecich, ale to tez malo prawdopodobne. Mysle, ze mam dosc klarowny obraz mentalny tego, co tam sie zdarzylo, ale ani cienia dowodu na to, ze tak wlasnie bylo. Nie jest to plagiat, ale z cala pewnoscia doszlo do powaznego naruszenia etyki badan.

                  --
                  Buty na nogi! Trzeba wiać!
      • charioteer1 Re: skandaliczne recenzje 19.10.12, 02:00
        Co jest skandalicznego w tej recenzji poza tym, ze dorobek habilitanta nie zwalil recenzenta z nog? Recenzent ma olbrzymi dorobek, tyle ze, na moje niewprawne oko, z zupelnie innej dziedziny niz habilitant. Panski gest mial, to dal pozytywa w konkluzji do negatywnej recenzji. W koncu mogl tez przeciez napisac, ze daje pozytywa, bo sie na tym nie zna - znam recenzje z takim stwierdzeniem. W koncu sa 3 pozytywne recenzje, rada przyklepala, gdzie tu skandal? Ze habilitant ma zranione uczucia? A kogo to obchodzi? Normalka.

        --
        Buty na nogi! Trzeba wiać!
        • 1malypikus Re: skandaliczne recenzje 20.10.12, 00:41
          charioteer1 napisał:

          > Co jest skandalicznego w tej recenzji ...


          skandal polega na tym,
          że poległa Grandys, Staniec, Poteraj, Przychodzka -
          - choć mieli o niebo lepsze dorobki niż Bołoromiuk i Rogowski - skandal tym bardziej skandaliczny,
          że w tamtych recenzjach ci sami recenzenci grajacy role albo recenzentow albo czlonkow komisji tak wielkiego serca nie mieli
          stronniczosc powinna byc podstawa odpowiedzialnosci karnej i materialnej za obraze instytucji dzialajacej przy Premierze - a tu osobiscie dostrzegam silna stronniczosc i brak obiektywizmu - stad skandal wesze
          jest to kpina w żywe oczy - robienie sobie jaj z powagi instytucji i butne pokazywanie kliki, ze im wolno wszystko wedlug wlasnego widzimisie bez odniesienia sie do merytorycznej zawartosci
          • dala.tata Re: skandaliczne recenzje 20.10.12, 08:17
            Stronniczosc powinna byc karana, chocby odsunieciem od dlszego recenzowania. Niestety stronniczosc i inne typy nierzetelnosci bardzo trudno wykazac. Nie da sie udowodnic, ze recenzent nie napisal recenzji w dobrej wierze.

            natomiast nie mam watpliwosci, ze recenzje powinny podlegac kontroli i 'recenzji', a recenzenci, ktorzy pisza recenzje od czapy, bez wzgledu na intencje, powinni byc odsuwani od receenzowania. A informacje o tym powinny byc zamieszczane na stronach CK.

            --
            We are the Borg. Resistance is futile
          • charioteer1 Re: skandaliczne recenzje 20.10.12, 11:31
            Stawiasz recenzentom powazne zarzuty oskarzajac ich o stronniczosc i brak obiektywizmu. Jedyne, co masz na poparcie swojej tezy, to przekonanie, ze negatywnie ocenieni mieli lepszy dorobek. Na czym opierasz to twierdzenie? Jezeli uwazasz, ze odrzuceni byli lepsi, niz zakwalifikowani, uzasadnij swoje stanowisko. Na razie mamy tylko twoje subiektywne przekonanie przeciw stanowisku recenzentow i komisji. To za malo na tak powazne oskarzenia. Byc moze masz racje, ale z tak przedstawionymi argumentami nikogo nie przekonasz.

            Jajuga, ktorego przywolujesz w pierwszym poscie, wystepowal jako recenzent w trzech przewodach sposrod wymienionych przez ciebie: u Boltromiuka, Poteraja i Rogowskiego. Poteraj dostal negatywna konkluzje, Rogowski i Boltromiuk zostali przez Jajuge ocenieni pozytywnie. Wszystkie recenzje pisane sa wedlug tego samego schematu. Wyraznie tez widac z tych recenzji kryteria, wedlug ktorych Jajuga ocenia. Dorobek naukowy wszystkich trzech habilitantow jest zdaniem Jajugi slaby. Zdaniem Jajugi, w dorobku habilitacyjnym powinny byc przedstawione wyniki badan empirycznych i wyniki te powinny byc znaczace dla teorii. Wedle tych kryteriow, Rogowski ma wklad do teorii, Boltromiuk ma tylko wyniki badan, Poteraj nie ma ani jednego, ani drugiego.

            Patrzac na te oceny troche pod innym katem widac, ze Rogowski pisze o zarzadzaniu ryzykiem, a na tym Jajuga sie zna, wiec spodobaly mu sie nawet przegladowki. Boltromiuk przedstawil do oceny publikacje, ktore powstaly w ramach grantu finansowanego przez NCBiR. Jajuga wprawdzie uwaza te publikacje za slabe, ale nie chce podwazac oceny recenzentow NCBiR, wiec ocenil dorobek pozytywnie. Poteraj ma publikacje bardzo lokalne i bledy w statystyce, a na tym Jajuga sie zna, wiec od negatywa sie nie wybronil.

            Podsumowujac, problemu stronniczosci tu nie widze. Widze natomiast problem z recenzentem, ktory ocenia wnioski z bardzo odleglych dziedzin, w ktorych nie jest ekspertem.


            1malypikus napisał:

            > charioteer1 napisał:
            >
            > > Co jest skandalicznego w tej recenzji ...
            >
            >
            > skandal polega na tym,
            > że poległa Grandys, Staniec, Poteraj, Przychodzka -
            > - choć mieli o niebo lepsze dorobki niż Bołoromiuk i Rogowski - skandal tym bar
            > dziej skandaliczny,
            > że w tamtych recenzjach ci sami recenzenci grajacy role albo recenzentow albo c
            > zlonkow komisji tak wielkiego serca nie mieli
            > stronniczosc powinna byc podstawa odpowiedzialnosci karnej i materialnej za obr
            > aze instytucji dzialajacej przy Premierze - a tu osobiscie dostrzegam silna str
            > onniczosc i brak obiektywizmu - stad skandal wesze
            > jest to kpina w żywe oczy - robienie sobie jaj z powagi instytucji i butne poka
            > zywanie kliki, ze im wolno wszystko wedlug wlasnego widzimisie bez odniesienia
            > sie do merytorycznej zawartosci


            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
            • charioteer1 Re: skandaliczne recenzje 20.10.12, 11:34
              Jeszcze linki do analizowanych recenzji:
              www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/BoltromiukArtur/zal5.pdf
              www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PoterajJaroslaw/zal2.pdf
              www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/RogowskiWaldemar/zal5.pdf
              --
              Buty na nogi! Trzeba wiać!
          • flamengista może rozwiń to trochę 21.10.12, 19:49
            i podaj konkretne zarzuty, najlepiej w formie zestawienia ww. przypadków.

            Chyba nie oczekujesz, że będziemy przeglądać wszystkie autoreferaty i recenzje, by weryfikować twoje tezy? Naprawdę, ja mam lepsze rzeczy do roboty.

            Chętnie natomiast podyskutuję, ale na argumenty. Bo przy okazji może dowiem się czegoś nowego, również pod kątem mojej prywatnej drogi do awansu.

            Czyli: proszę o KONKRETY.
            --
            This world is spinning around me
            • klisiewitz tezy 22.10.12, 21:58
              > Chyba nie oczekujesz, że będziemy przeglądać wszystkie autoreferaty i recenzje,
              > by weryfikować twoje tezy?

              a czemu wszystkie? te linki, które zostały podane - wystarczą, a podano raptem trzy

              pod wypowiedzia dala.laty sie podpisuje - to draństwo czystej wody - taka stronniczość
              • dala.tata Re: tezy 22.10.12, 22:04
                Nie wypowiadalem sie na temat komkretnego przypadku. Nie mam zdania, nie znam sie. Mowilem raczej o mechanizmach kontroli recenzji, ktore wg mnie bylyby b pozadane.
                --
                Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                • hatt.s Re: tezy 23.10.12, 10:19
                  > Mowilem raczej o mechanizmach kontroli recenzji, ktore wg mnie bylyby b pozadane.

                  Zdecydowanie tak, ale niestety nie ma co liczyć na zmiany w tym zakresie.
                  CK od dawna stoi na stanowisku, że "recenzje są wyrazem osobistej oceny dokonanej przez recenzenta zarówno wkładu kandydata w rozwój określonej dyscypliny naukowej jak i dorobku naukowego". Zresztą nieoficjalnie wiadomo, że odwołania w przewodach (postępowaniach) habilitacyjnych nie mają szans gdy główne argumenty odwołującego dotyczą polemiki z recenzentami. Można co najwyżej łudzić się, że jawność recenzji powstrzyma niektórych od ewidentnej stronniczości.
                  • klisiewitz jakiś wkład 23.10.12, 17:29
                    dla ulubieńców wystarczy "jakiś wkład"
                    dla "oszołomów" nie wystarczy nawet wkład ani znaczny wkład
                    ale dobra tam - zamiast punktów i tańszego postępowania opartego na punktach i sztywnych kryteriach - mamy oparte na widzimisię recenzentów beleco.

                    Osobiście byłbym w recenzjach za dwustopniowością - oceną ilościową, dokonywaną przez przeszkolonego urzędnika, który kontrolowałby tabelkę ze sztywnymi nienegocjowalnymi minimalnymi kryteriami ilościowymi - minimalnymi dla każdej dziedziny, które zawierałyby takie wymogi jak np. 5 artykułów w czasopismach z JCR w tym minimum jako jedyny autor, itp. i wtedy po prostu część - w zasadzie w ekonomii niemal wszystkie, które przeszły - habilitacji w ogóle nie uruchomiłoby procesu - może przeszedłby Brzoza i Kowalewski.
                    Dopiero krokiem drugim powinien być znany z dzisiejszych czasów sąd kapturowy recenzentów oparty na ich widzimisię.
                    Oczywiście recenzentów, którzy wykazaliby się minimalnym dorobkiem ilościowym - ustalonym też dla każdej dziedziny - ale co do zasady nie mniejszym, niż minimalny dorobek ilościowy dla habilitanta.
                    W ekonomii, tylko jeden recenzent widoczny w recenzjach opublikowanych na stronach CK przeszedłby sito 5 JCR. Oczywiście jest wielu profesorów ekonomii spełniających warunek 5JCR - ale nie zaprasza się ich do recenzowania, bo nie są z klubu.
                    • charioteer1 Re: jakiś wkład 23.10.12, 21:19
                      Ja to wszystko znam ze swojej dziedziny, lacznie z problemem recenzentow, ktorych sie nie zaprasza, bo nie sa z klubu. Klub forsuje swoja dziedzine badan, a pozostali maja przechlapane. Rzecz w tym, ze powtarzanie tego po raz enty nie ma wiekszego sensu, dopoki ktos tego nie pokaze czarno na bialym na konkretnych recenzjach.

                      --
                      Buty na nogi! Trzeba wiać!
                    • hatt.s Re: jakiś wkład 24.10.12, 12:23
                      Niestety nowa procedura zupełnie uniemożliwia jakąkolwiek polemikę habilitanta z recenzentem. I jest to moim zdaniem największa wada znowelizowanej ustawy. Zakładając nawet rzetelne działanie recenzenta, może on w swojej opinii mocno się mylić - co w sytuacji, gdy nie jest specjalistą w danej tematyce wcale nie jest wykluczone - i nie ma najmniejszej gwarancji, że ktokolwiek (komisja, rada) zwróci na to uwagę.
                      • dala.tata Re: jakiś wkład 24.10.12, 16:32
                        Bralem udzial w wielu procedurach awansowych w Europie, Ameryce Pn oraz Azji. Nie przychodzi mi zadna, w ktorej recenzowany moglby polemizowac z recenzentem. Dlatego zreszta sa uniwersytety, w ktorych wymaganych jest nawet 15 referencji profesorskich - oni wszyscy nie beda sie mylic! w wiekszosci uczelni potrzeba jest 5 recenzetnow, a mniej wypadku zzewnetrznego zatrudnienia na stanowisko profesorskie.


                        --
                        We are the Borg. Resistance is futile
                        • charioteer1 Re: jakiś wkład 24.10.12, 23:49
                          W nowej procedurze zaczynaja sie juz pojawiac recenzje, w ktorych recenzenci oceniaja wedlug kryteriow z rozporzadzenia, tj. co habilitant opublikowal i gdzie, czy uczestniczyl w projektach itd. Tu nie ma z czym polemizowac. Natomiast jezeli recenzja habilitacyjna jest 10-stronicowa recenzja ksiazki, pisana przez zupelnego laika, co bylo norma w starej procedurze, raczej niz wyjatkiem, to krew zalewala przy lekturze tych wypocin. Jak dopuscili do kolokwium, to istniala jakas szansa, ze ktos o to zapyta i habilitant bedzie mogl posrednio wykazac, ze recenzent jest oslem. Jak nie dopuscili, to mozna bylo sciany gryzc i tak niczego to nie zmienialo.


                          --
                          Buty na nogi! Trzeba wiać!
                          • hatt.s Re: jakiś wkład 30.10.12, 11:29
                            Recenzenci sztywno trzymający się kryteriów rozporządzenia to jednak pobożne życzenie.
                            Nawet jak przepiszą kolejne punkty oceny to jednak własna interpretacja "znacznego wkładu" okazuje się czasem decydująca, a takowa bywa niekiedy dość osobliwa...

                            Przypomina mi się też recenzja, w której na pierwszej stronie recenzent przyznał się, że tematyki rozprawy uczył się czytając kolejne publikacje habilitanta. Nie przeszkodziło mu to zupełnie, aby na kolejnych stronach swojej recenzji krytycznie wypowiedzieć się o jakości wyników w każdej z tych prac (w większości chyba z IF)- oczywiście z ostateczną negatywną konkluzją. W tego co pamiętam, do kolkwium nie doszło, więc habilitant bronić się okazji nie miał.
    • jacus69e Re: skandaliczne recenzje 02.11.12, 21:24
      Pozwolę się dołączyć do owego wątku jako przedstawiciel dyscypliny do której należą i Pani G. i Pan R. Pana R. znam, a Pani G. niestety nie, chociaż bardzo chętnie bym poznał. A teraz ad rem...

      Ocena obu dorobków, a właściwie ich recenzji musi odbyć się w szerszym kontekście, a mianowicie w świetle wszystkich już opublikowanych w tejże dyscyplinie recenzji. Niestety ich analiza nie prowadzi do optymistycznych wniosków. Jako "samodzielny" pracownik nauki straciłem bowiem wiarę w zasadność dokonywania tego typu recenzji, nie widząc w nich (poza nielicznymi wyjątkami) ani krzty obiektywizmu czy też nawet dążenia do niego. Aby uzasadnić moje rozczarowanie musiałbym napisać esej na 30 stron więc pominę szczegółowe rozważania i postawię trzy zasadnicze pytania:

      1. Jak można oceniać czy ktoś wniósł znaczny wkład w rozwój dyscypliny wcześniej owego wkładu nie definiując? To co moje szacowne koleżanki i koledzy próbują wskazywać jako ww. wkład nie ma właściwie nic wspólnego z tym co znajdziemy w literaturze choćby naukoznawstwa. Wkład w rozwój może być bowiem: porządkujący, dokumentujący, uzupełniający, popularyzujący, dający przyczynek do nowych odkryć itd. Jeśli zaś rozumieją ów wkład jakoś inaczej to niech to w recenzji wyłożą. W przeciwnym wypadku pozostanie to ich rozumienie tylko w sferze domysłów. I cóż ten habilitant ma niby zrobić aby dorobek poprawić? Czasami jednak myślę, że recenzenci robią tak w jakimś określonym celu. Tylko w jakim?

      2. Czy dwa podobne dorobki mogą mieć dwie diametralnie różne oceny? Otóż tak, przykład nauk ekonomicznych dowodzi, że dwa analogiczne dorobki (w nieco innych obszarach) oceniane są zupełnie inaczej. Oba dorobki (w tym R.) mają bardzo duże znaczenie dydaktyczne i porządkujące. Nie ma tam wiele nowego, nie ma badań, a jeśli są to jakieś szczątkowe. Nie wiem czy one coś wnoszą do rozwoju nauki (patrz. pkt. 1) czy też nie, ale jeden habilitant dostaje laurki, drugi jest równany z ziemią. Kompletnie nie wiem dlaczego.

      3. Czy recenzje mają zależeć od nazwisk recenzentów? Zapewne w pewnej części tak - nie można bowiem całkowicie wyeliminować indywidualnego podejścia do ocenianego dorobku. Jednak recenzenci powinni starać się wypracowywać dobre praktyki i standardy recenzowania, tak aby każdy habilitant mógł liczyć na "sprawiedliwy sąd". Niczego takiego w naukach ekonomicznych nie widzę. Każdy sobie rzepkę skrobie...

      Mając na uwadze powyższe stwierdzam, że G. i R. nie zostali jednakowo ocenieni. Nie wiem dlaczego, ale jest to ewidentnie widoczne. Nie podejmuję się oceny czy oboje powinni dostać hab. czy też oboje na nią nie zasługują bowiem nie widziałem ich dokonań osobiście. Recenzje wskazują jednak na totalny chaos w ocenianiu, który z obiektywizmem niewiele ma wspólnego.
    • hatt.s Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 10:44
      Zaciekawiło mnie to postępowanie (podaję link do strony jednostki, bo na stronach CK brak jest jakichkolwiek aktualnych danych, pomimo zakończenia jeszcze w czerwcu).
      uchwała RW:
      www.mini.pw.edu.pl/tikiwiki/pdf/badania/uchwala_rw_meszka.pdf
      recenzje:
      www.mini.pw.edu.pl/tikiwiki/pdf/badania/meszka_recenzja_luczak.pdf
      www.mini.pw.edu.pl/tikiwiki/pdf/badania/meszka_recenzja_kowalik.pdf
      www.mini.pw.edu.pl/tikiwiki/pdf/badania/meszka_recenzja_grytczuk.pdf
      Mało przekonywujące wydają mi się argumenty jedynej niepozytywnej recenzji, a w szczególności zarzut "nadmiernego" wypełnienia wymogu ustawowego jednotematyczności cyklu publikacji. Moim zdaniem jest to "modelowo" odrzucona habilitacja.
      • charioteer1 Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 14:11
        Jeden recenzent pisze, ze wlasciwie to on nie wie, bo jest z innego obozu. Drugi pisze, ze wlasciwie to on nie wie, bo to jego pierwszy raz. Trzech czlonkow KH wstrzymalo sie od glosu. To co rada miala zrobic w takiej sytuacji? Jak recenzenci nie wiedza, KH w 3/7 nie wie, to kto ma wiedziec? Rada? A niby skad? No to 1/3 glosujacych wstrzymala sie od glosu i wniosek upadl.

        To postepowanie moim zdaniem wskazuje, ze z ta procedura jest cos nie tak.

        --
        Please use elevator, stairs stuck between floors.
        • pfg Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 14:41
          charioteer1 napisał:

          > To postepowanie moim zdaniem wskazuje, ze z ta procedura jest cos nie tak.

          Wydaje mi się, że problem jest innej natury. Otóż kandydat specjalizuje się w tzw. dowodach komputerowych, a sporo matematyków bardzo kręci na to nosem, uważając, że to są jakieś "gorsze" dowody. To nie jest przypadłość polska, ale ogólnomatematyczna. Nie chcę się wypowiadać po której stronie lezy racja, nie mam po temu kompetencji, po prostu stwierdzam fakt. Jeden z recenzentów - który w końcu dał konkluzję pozytywną - pisał tak:
          Cytat
          Jako recenzent mam tu mieszane uczucia. Z jednej strony wspomniane metody nie wydaja sie szczególnie głebokie matematycznie. Ponadto, zamiast opisanych powyzej heurystyk, chocby nawet bardzo pomysłowych, w kluczowych pracach w przewodzie habilitacyjnym w ramach nauk matematycznych wolałbym oceniac błyskotliwe dowody. Konstruowanie heurystyk wydaje sie podobne do wstepnej fazy konstruowania dowodu, w której mamy do czynienia z intuicjami. Z tego miejsca do prawdziwego dowodu droga jest czesto jeszcze daleka. Z drugiej strony [długie cośtam] swiadczy o tym, ze uzyte metody obliczeniowe sa niebanalne.

          W dodatku dziedzina kandydata jest dość wąska, w odczuciu wielu niezbyt ciekawa w tym sensie, że dobrze przebadana i nikt nie spodziewa się nowych rezultatów przełomowych. No i wyszło, jak wyszło.

          Nawiasem mówiąc, znów mamy brak większości bezwzględnej za wniosekiem o przyznanie stopnia, ale też brak większości bezwzględnej za odrzuceniem tego wniosku.
          --
          ludzie oderwani od polskości
          • fajnytoster Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 14:53
            >
            > Nawiasem mówiąc, znów mamy brak większości bezwzględnej za wniosekiem o przyzna
            > nie stopnia, ale też brak większości bezwzględnej za odrzuceniem tego wniosku.

            Hehe, to się robi już na tyle częsta sytuacja, że chyba w najbliższej nowelizacji ustawy należałoby wprowadzić stopień "doktora półhabilitowanego", który otrzymywać będą ci, którym wprawdzie nie przyznano habilitacji, ale też jej nie odmówiono :)
          • charioteer1 Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 15:16
            Ogolnie, to wszyscy trzej pisza, ze habilitant jest kims - wspolpracuje z najlepszymi, ma proszone referaty na konferencjach miedzynarodowych, granty, nagrody, tylko te prace to jakies takie nudne sa. Jednak jeden z pozytywnych recenzentow zaznacza, ze prace spoza cyklu zawieraja rowniez inne metody obliczeniowe, wiec nie chodzi o to, ze habilitant nie umie inaczej.

            Wlasciwie, do czytania tego rodzaju recenzji mozna zastosowac dosc prosty klucz:

            - jest zbyt monotematycznie = nie znam sie na tym i nudzi mnie to
            - w pracach zastosowano ten sam schemat przy rozwiazywaniu podobnych problemow = to naprawde nie moja dzialka i zupelnie nie rozumiem, o co mu chodzi

            To sa uwagi ogolnej natury, nie zarzuty pod adresem tych konkretnych recenzentow. Dziedzina jest mi na tyle obca, ze nie powaze sie ferowac jakichkolwiek sadow personalnych w tej sprawie.

            Jezeli recenzenci zgodnie przyznaja, ze habilitant jest kims w miedzynarodowej nauce, a habilitacja jednak pada, to bede sie upierac, ze jednak cos szwankuje z cala procedura. Wydaje mi sie, ze trzeba albo zmienic sposob wyznaczania recenzentow, albo zastanowic sie nad ograniczeniem merytorycznosci oceny.


            --
            Buty na nogi! Trzeba wiać!
            • dala.tata Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 15:41
              Niestety nigdy nie bedzie tak, ze recenzentami zawsze beda ludzie zajmujacy sie dokladnie tym samym, co habilitant. Njczesciej dobierasz ludzi siedzacych w szerokiej branzy.

              Ja bym nie komentowal monotematycznosci dorobku, ale rozumiem, dlaczego recenzent to robi. Podobnie rozumiem recenzenta, ktory pisze, ze po raz pierwszy pisze recenzje, czy takiego, ktory nie potrafi sie zdecydowac.

              Zal mi habilitanta jak cholera, jednak nie jestem pewien, czy to posteowanie jest godne napietnowania. Habilitant mial pecha, ze komisja nie potrafila sie zdecydowac. Szkoda tylko tego, ze ci, ktorzy sie wsztrzymuja od gosu, nie rorzumieja, ze glosuja przeciw.
              --
              We are the Borg. Resistance is futile
              • charioteer1 Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 16:16
                Mnie sie bardzo podoba wywazony ton tych recenzji i to, ze recenzenci otwarcie pisza o swoich ograniczeniach. Absolutnie nie zamierzam recenzentow pietnowac. Zadna procedura nigdy nie bedzie idealna, jednak cos tu jest nie tak z ta procedura. Nie rozumiem tez, po co ma byc koniecznie dzielo, albo cykl. Bez tego nie da sie ocenic? Jezeli, jak pisza recenzenci, cykl jest zbyt monotematyczny, a poza cyklem sa ciekawe prace i ocenia sie na podstawie tego, ze cos z tym cyklem nie tak, bo albo zbyt monotematyczny, albo zbyt malo cykliczny, albo jeszcze nie wiadomo co, to jaki to wszystko ma sens?

                Jak widze zarzut monotematycznosci, to zawsze przypomina mi sie pewna negatywna recenzja z naszej rady wydzialu. Jeden z najciezszych zarzutow recenzenta brzmial mniej wiecej tak: Wszystkie prace sa na jedno kopyto. Najpierw jest wstep, potem badani, potem metodologia, dalej wyniki i wnioski. To nie jest dowcip, to sie wydarzylo naprawde.


                --
                Please use elevator, stairs stuck between floors.
                • dala.tata Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 16:41
                  Z tym sie akurat zgadzam calkiem. Ja rowniez nie wiem, po co ma byc dzielo czy cykl. Czy 5 ar tykulow w Nature na rozne tematy sa rzeczywiscie jakosciowo gorsze od 5 na podobne tematy.

                  No, recenzent pisal o monotonnosci prac. O tym,ze prace sa przewidywalne. Ja bym takiego zarzutu nie postawil, ale rozumiem go. Dla mnie taki zarzut mozna bylo na piczatku postawic Wierzbickiej. Jej prace rozwijajace lingua mentalis byly potwrnie nudne i monotonne. Jednak mysle, ze ona zaslugiwala na habilitacje, pomimo monotonnosci :)

                  --
                  Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                  • charioteer1 Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 16:54
                    Mhm, ale prace eksperymentalne w naukach spolecznych w ten sposob wlasnie sie pisze. One nie musza byc ciekawie napisane, one maja zawierac ciekawe wyniki. Jak ktos tego schematu nie opanuje, to nie bedzie publikowal.

                    --
                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                    • dala.tata Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 17:00
                      mysle jednak, ze recenzenci nie odnosili sie do tego, jak sie pisze prace eksperymentalne. Podobnie ja nie odnosze sie do tego jak wierzbicka pisala swoje ksiazki. Mowie podejmowaniu tego samego problemu.

                      charioteer1 napisał:

                      > Mhm, ale prace eksperymentalne w naukach spolecznych w ten sposob wlasnie sie p
                      > isze. One nie musza byc ciekawie napisane, one maja zawierac ciekawe wyniki. Ja
                      > k ktos tego schematu nie opanuje, to nie bedzie publikowal.
                      >


                      --
                      Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                      • charioteer1 Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 17:12
                        Jak sie wejdzie w rygorystyczne paradygmaty eksperymentalne, to nie da sie uniknac podejmowania ciagle tego samego problemu w praktycznie tym samym ukladzie eksperymentalnym. Wprowadza sie tylko drobne modyfikacje, by wykluczyc zmienne zaklocajace, by stwierdzic, ze efekt jest najsilniejszy w 450 milisekundzie od prezentacji bodzca itd. itp. Dla laika, nawet z bardzo pokrewnej dzialki, jest to nudne jak flaki z olejem, ale tak wlasnie jest i nie swiadczy to o kiepskiej jakosci wynikow.

                        --
                        Buty na nogi! Trzeba wiać!
              • hatt.s Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 18:14
                > Habilitant mial pecha, ze komisja nie potrafila sie zdecydowac

                Niestety, po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że wynik bądź co bądź całkiem istotnego
                postępowania awansowego w dużej mierze zależeć może od szczęścia (czy raczej jego braku).
                Myślę, że w tym konkretnym przypadku, tj. przy takich właśnie recenzjach, fakt, że habilitant jest spoza wydziału, w którym przeprowadzone było postępowanie, nie pozostał bez znaczenia.
                • dala.tata Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 15.11.12, 19:59
                  Tego jednak nie da sie uniknac w zadnej procedurze, poza habilitacja za punkty przyznawana przez pania Zuze z CK.
                  --
                  Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                  • hatt.s Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 16.11.12, 11:09
                    Uniknąć rzeczywiście się nie da. Jednak te recenzje, które stanowią opowieść w niczym nie ograniczonej formie i zakresie, co recenzentowi się wydaje, mogą budzić wątpliwości. Ustawodawca wprowadził przecież kryteria oceny osiągnięć, których spełnienie lub nie powinno stanowić podstawy sakramentalnej konkluzji recenzji (pomijając w tym miejscu na ile tekst samego rozporządzenia cokolwiek reguluje). Inaczej doszukać możemy się na przykład polemiki recenzenta z redakcjami czasopism (niejednokrotnie najlepszych w danej dziedzinie), że praca X tak naprawdę była niewarta publikowania.
                    • pfg Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 16.11.12, 11:17
                      hatt.s napisał(a):

                      > Ustawodawca wprowadził przecież kryteria oceny osiągnięć

                      Minister, nie ustawodawca. Kryteria zresztą sprowadzają się do stwierdzenia, że np. dla fizyka liczą się tylko prace z JCR, a dla przedstawicieli innych dyscyplin - także z innych miejsc. *Nie ma kryteriów* pozwalających zakwalifikować wskazane "osiągnięcie" jako "znaczny wkład". I dobrze, że nie ma.

                      > Inaczej doszukać możemy się na przykład polemiki recenzenta z redakcjami
                      > czasopism (niejednokrotnie najlepszych w danej dziedzinie), że praca X tak nap
                      > rawdę była niewarta publikowania.

                      Jest to, moim zdaniem, dopuszczalne.
                      --
                      ...aut digito male pertinaci
                      • hatt.s Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 16.11.12, 14:44
                        > Minister, nie ustawodawca.

                        Gwoli ścisłości, kryteria jako podstawę oceny osiągnięć wprowadzł ustawodawca (art. 16 ust.4), a minister faktycznie je określił.

                        > *Nie ma kryteriów* pozwalających zakwalifikować w
                        > skazane "osiągnięcie" jako "znaczny wkład". I dobrze, że nie ma.

                        Nie wiem, czy dobrze. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby recenzje sprowadzały się do precyzyjnego ustosunkowania się recenzenta do szczegółowych, jasno określonych punktów oceny - choćby na wzór recenzji wniosków o granty.
                        • dala.tata Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 16.11.12, 15:38
                          Mysle podobnie. Obcnie recenzje glownie sie ustosunkowuja do tego, jakiej jakosci sa badania oraz publikacji. A zatem zazwyczaj recenzenci oceniaja tzw. dorobek. Z kolei prawie w ogole nie odnosze siedo wkaldu w dyscypline.

                          Pfg slusznie chce tego, by recenzent mial pole do manewru imogl miec zdanie, tyle ze recenzenci w rzeczywistosci nie wypowiadaja sie na temat wkladu w dyscypline. Byc moze dlatego, ze nie chca, byc moze dlatego, ze wkladu w znacznej wiekszosci wypadkow nie ma. Nie zmienia to tego, ze recenzje ignoruja ustawe na potege.

                          I ow znaczny wklad w rozwoj dyscypliny, bo w ustawieidzie i znaczny wklad wrozwoj, jest jedna z najwikeszych sciem legislavyjnych, jaka znam.

                          --
                          Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                      • charioteer1 Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 16.11.12, 15:55
                        pfg napisał:

                        > > Inaczej doszukać możemy się na przykład polemiki recenzenta z redakcjami
                        > > czasopism (niejednokrotnie najlepszych w danej dziedzinie), że praca X tak nap
                        > > rawdę była niewarta publikowania.
                        >
                        > Jest to, moim zdaniem, dopuszczalne.

                        Powinny jednak byc pewne granice, w jakich jest to dopuszczalne, przynajmniej tak dlugo, jak dlugo jest to stopien panstwowy, a nie tylko wewnatrzuczelniany. Dopuszczajac mozliwosc skrytykowania wszystkiego i w dowolny sposob, daje sie mozliwosc naduzyc wszelkiego rodzaju i nie mam watpliwosci, ze do takich naduzyc bardzo czesto dochodzi. Jezeli w przewodach habilitacyjnych nikt jeszcze nie zakwestionowal teorii kopernikanskiej, czy teorii ewolucji, to czysty przypadek, albo kwestia czasu. Ktos bedzie pierwszy i niewykluczone, ze uda mu sie do swoich racji przekonac chociaz czesc rady. Pozostali wstrzymaja sie od glosu i habilitacja padnie.


                        --
                        Buty na nogi! Trzeba wiać!
                    • dala.tata Re: Zbyt monotematyczny cykl publikacji 16.11.12, 11:39
                      Mielismy juz tu dyskusje na ten temat. Dla mnie jest to absurdalne. Idea, ze recenzent ma wieksza 'moc kognitywna' niz zespol recenzentow najlepszych pism miedzynaodowych, jest absurdalne (co nie znaczy, ze ci recenzenci nie moga sie mylic). Tak czy owak, recenzenci nie powinni polemizowac z zawartoscia publikacji (choc ktos dawal przyklad ksiazek humanistow wydawnych byle gdzie przez byle kogo), bo to nie ma sensu. Te publikacje sa juz faktem i nawet jesli zawieraja bledy moga stanowic znaczny wklad w rozwoj dyscypliny.

                      Natomiast, jak juz napisal pfg, kryteria oceny habilitanta zawarte w rozporzadzeniu maja sie nijak do samej ustawy, ktora mowi o znacznym wkładzie w rozwoj dyscypliny. A zatem o czyms, co, wedlug mnie, dotyczy nielicznych jednostek i z cala pewnoscia nie calej rzeszy doktorow habilitowanych.


                      hatt.s napisał(a):

                      > uje). Inaczej doszukać możemy się na przykład polemiki recenzenta z redakcjami
                      > czasopism (niejednokrotnie najlepszych w danej dziedzinie), że praca X tak nap
                      > rawdę była niewarta publikowania.


                      --
                      Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
        • pajacyk_czeka habilitant z plecami 16.11.12, 03:00
          w samym autoreferacie wymienia jako swoich zaprzyjaźnionych kolegów dwóch bardzo ważnych profesorów znanych z łatwości pisania negatywnych recenzji - jeśli nie wybiorą ich do CK, to może polegnie - chyba, że nowi wybrańcy - a na to się zanosi - będą powiązani ze starymi, tak aby się zmieniło ale niewiele
          zdaniem narzekających profesorów - dziwne rzeczy się dzieją w czasie elektronicznego głosowania - i jak zwykle, nie jest ważne, kto i jak głosuje, tylko ważne jest, kto liczy głosy
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka