Dodaj do ulubionych

Rady dla "młodego"

30.09.12, 23:07
Dostałem się właśnie na stacjonarne studia doktoranckie - jutro zaczynam z nimi przygodę. Jestem przekonany, że nauka jest to to, co chcę w życiu robić, a że chcę być spełnionym naukowcem, dlatego zależy mi, żeby to co robię było wartościowe.

Dość dużo rozumiem i widzę, wiem, że realia nie są takie jak być powinny. Wiem, że jedna rzecz to jest „robienie nauki”, a druga to sposób rozliczania z tego. Chciałbym to jakoś połączyć, żeby nauka cierpiała na tym połączeniu najmniej.

Dlatego mam prośbę do starszych kolegów. Co rodzicie młodemu adeptowi? Jak Wy pokierowalibyście swoje kariery, gdybyście posiadali obecną widzę? Na co byście zwrócili większą uwagę, staże, granty, publikacje, konferencje, coś innego? Czego unikać?

Mówi się, że mądrość to nauka na cudzych błędach, dlatego chciałbym choć raz z tego porzekadła skorzystać :)

Moja dziedzina to prawo.

PS. PFG - proszę o niewklejanie linku o sensowności robienia doktoratu :) (Pewnie i tak to zrobisz, dlatego sam sobie wklejam - link)
Edytor zaawansowany
  • fajnytoster 30.09.12, 23:40
    Nie ma rad uniwersalnych. Wszystko zależy od wielu kwestii. Od tak bardzo generalnych jak dziedzina nauki w której działasz czy ośrodek w którym zaczynasz studia (Polska vs. zagranica, mały vs. duży ośrodek, uczelnia vs. instytut badawczy itd.), do tak zindywidualizowanych jak np. predyspozycje do pracy grupowej, "smykałka" administracyjna czy jak się mają układy z promotorem. Bez ich znajomości nikt nie będzie w stanie Ci doradzić nic naprawdę sensownego.

    Od siebie mogę powiedzieć: od razu mierz jak najwyżej, nie myśl że trzeba się powoli rozkręcać. I staraj się jak najwięcej obracać wśród najlepszych, co często musi wiązać się z olaniem lokalnej "elyty".
  • dala.tata 01.10.12, 00:55
    dokladnie tak. pomysl o 'prawniczym noblu'. daz do niego. proste nie?
    --
    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
  • kardla 01.10.12, 12:23
    A w jakiej dziedzinie te studia doktoranckie?

    Moje rady sa nastepujace:
    1. Wybierz dobrego promotora, czyli takiego, ktory jest uznany w srodowisku, a jednoczesnie chce sie dzielic swoja wiedza ze studentami i nie wykorzystuje ich (ma dla nich czas, jest komunikatywny i nie kradnie wynikow). Sluchaj plotek!!!! Ja nie sluchalam, i teraz bardzo zaluje...

    2. Koniecznie jedz na konferencje miedzynarodowe i nie boj sie rozmawiac z ludzmi wazniejszymi od ciebie. Nie czekaj do trzeciego roku zeby sie pokazac na waznej konferencji, prezentuj swoja magisterke! Jezeli serio myslisz o karierze naukowej, to zainwestuj prywatne pieniadze w to zeby pojechac. Obecnie to naprawde nie jest takie drogie (tanie linie lotnicze, hostel), a kontakty zawarte w czasie konferencji beda procentowac.

    2a. Na konferencji staraj sie o to zeby nie jesc samemu lunchu ani kolacji. To kosztuje wiecej niz kolacja z biedronki, ale warto...

    3. Nie boj sie pytac, rowniez pytac mailowo, rowniez wielkich szych. Z mojego doswiadczenia wynika, ze szychy sa zwykle calkiem mile :)

    4. Nie odkladaj pisania na pozniej...

    Jak masz jakies konkretniejsze pytania, to chetnie pomoge :)


  • kardla 01.10.12, 14:05
    Tak, niedoczytalam ostatniego zdania. Wybacz :)
  • pfg 01.10.12, 12:50
    Staraj się publikować w jak najlepszych miejscach. Nie publikuj byle gdzie, byle ukazało się twoje nazwisko, nawet jeśli twój promotor będzie ci wmawiał, że "trzeba" opublikować w lokalnych zeszytach naukowych lub w pokonferencyjniaku. Nie, nie trzeba. Ucz się języków. W twojej dyscyplinie zapewne ważne będzie też zrobienie uprawnień zawodowych (aplikacji).

    > PS. PFG - proszę o niewklejanie linku o sensowności robienia doktoratu :) (Pewn
    > ie i tak to zrobisz, dlatego sam sobie wklejam - link)

    :-)

    --
    Ignorant schmuck
  • kramka1 01.10.12, 16:16
    Popieram pfg: publikuj najwyzej jak sie da. Ględzenie promotora, ze doktorant powinien zaczynac od polskiego podwórka, od razu uznaj za brednie. Im wyżej bedziesz mierzyc, tym dalej zajdziesz. To prawie jak w rzucie kulą lub oszczepem. Trzeba wybrac rozsądnie wysoką trajektorię lotu. :)
  • gruszka_wierzbowa 01.10.12, 16:31
    Kramko, publikować za granica można. Tylko pytanie kto mu opublikuje rozważania dotyczące przepisu art. 465 KPC w amerykańskim piśmie. Zapewne nikt.

    Jeśli zajmujesz się działką, która cieszy się zainteresowaniem grona międzynarodowego, próbuj publikować za granicą. Jeśli siedzisz w typowo polskich przepisach, publikuj w dobrych polskich czasopismach na początek.
  • spokojny.zenek 01.10.12, 16:38
    A na jakimż to "niepolskim podwórku" ma publikować jeden z kilkuset doktorantów pierwszego roku nauk prawnych zajmujący się najpewniej polskim prawem? Ludzie, jeśli do Was nic nie dotarło z pewnej bardzo obszernej dyskusji prowadzonej niedawno, to przynajmniej zachowajcie jakiś elementarny realizm.
  • kramka1 01.10.12, 17:44
    Realizm? A może minimalizm? Dlaczego młody prawnik nie miałby próbowac sie mierzyc z zagadnieniami światowej miary? W mojej działce tez tak słyszę. Tak jakby opisu polskiego obiektu X nie mozna było wykonac z wykorzystaniem wiedzy i metod światowych... Dlaczego w polskim prawie nie miałoby być nic interesujacego dla zagranicznego odbiorcy? Nie kumam. Badam całkowicie lokalny obiekt i publikuje na Zachodzie. Czemu mi to wydają? Bo próbuje pokazac ten lokalny obiekt w kontekscie ogólnym. Ze obiekt rózni sie od setki innych obiektów albo ze mimo, iz jest lokalny, to wnioski płynące z jego analizy moga dotyczyc także obiektów z innych krajów.
    Niedawno byłam na obronie doktoratu, którego temat był opis pewnej grupy obiektów. Doktorant sie napracował, ale ja miałam nieodparte wrażenie, ze brak w tym opisie odpowiedzi na pytanie, dlaczego te obiekty tak wygladają i dlaczego tak a nie inaczej zmieniają sie w czasie. Taka informacja byłaby interesująca i dla zagranicznych naukowców. No ale jej nie było, bo lokalny osrodek tego doktoranta myśli lokalnymi pojeciami...
  • spokojny.zenek 01.10.12, 18:38
    kramka1 napisała:

    > Realizm? A może minimalizm? Dlaczego młody prawnik nie miałby próbowac sie mier
    > zyc z zagadnieniami światowej miary?

    Właśnie takie formułowanie problemu jest wyrazem braku realizmu.

    > W mojej działce tez tak słyszę. Tak jakby
    > opisu polskiego obiektu X nie mozna było wykonac z wykorzystaniem wiedzy i meto
    > d światowych...

    Skąd przypuszczenie, że ktoś miałby tak uważać? Niby dlaczego analiza - przykładowo - przepisów kodeksu cywilnego miałaby być prowadzona za pomocą jakichś innych metod, niż "światowe"?
    Przecież problem NIE JEST w metodzie, lecz w tym, co tłumaczyła przed chwilą gruszka wierzbowa, w innym zaś wątku - długo i cierpliwie podworkowy i mn7.

  • cehaem 01.10.12, 20:35
    > Realizm? A może minimalizm? Dlaczego młody prawnik nie miałby próbowac sie mier
    > zyc z zagadnieniami światowej miary? W mojej działce tez tak słyszę.

    Bo do tego trzeba byc juz nieco opierzonym.

    > e na Zachodzie. Czemu mi to wydają? Bo próbuje pokazac ten lokalny obiekt w kon
    > tekscie ogólnym.

    Tak. Ale doktorant pierwszego roku tego zadania po prostu jeszcze nie wykona. Do tego potrzeba paruset godzin maltretowania "Hosenboden" w bibliotekach. Sztuka nie polega na "napisaniu czegos" i poboznej nadziei, ze ktos to zaakceptuje, tylko na napisaniu porzadnego tekstu. Pokonferencyjniaki i zeszyty naukowe akademii gotowania herbaty w Cwierctusku to zle miejsca, ale artykul w dobrym polskim czasopismie to dla doktoranta nie lada sukces.
  • felisdomestica 02.10.12, 18:42
    No dobrze, ale czy ktoś tu namawiał początkującego doktoranta do pisania na pierwszym roku? W żadnej dziedzinie się tak nie da, oczywiste jest, że trzeba się obczytać, zapoznać z zagadnieniem. Ale skoro już się doktorant zapozna i obczyta i ma coś do powiedzenia, to czemu ma nie mierzyć ambitnie? Jak już spadać, to z wysokiego konia. Niżej pracę zawsze można wysłać, jeśli wyżej się nie powiedzie. Wydaje mi się, że intencja porad dotyczących publikowania za granicą była taka, żeby młody prawnik nie zamykał się na świat. Praca doktorska nie musi polegać na wałkowaniu artykułu 465 KPC. Chyba można dla doktoranta wymyśleć coś ciekawszego?
  • spokojny.zenek 02.10.12, 18:59
    Dlaczego zakładasz, ze to nie jest ciekawy temat? I co masz na myśli pisząc o wymyśleniu ciekawszego? Czy ciekawszy to taki, który będzie zrozumiały dla kogoś zajmującego się inną nauką? Czy taki, z którego można zrobić tekst informacyjny i spróbować opublikować w jakimś piśmie anglojęzycznym?
    Pytasz kto namawiał. Ano ten namawiał, kto proponował, żeby taki doktorant "od razu" próbował publikować za granicą.
  • pfg 01.10.12, 23:28
    spokojny.zenek napisał:

    > A na jakimż to "niepolskim podwórku" ma publikować jeden z kilkuset doktorantów
    > pierwszego roku nauk prawnych zajmujący się najpewniej polskim prawem?

    Zenku, jeśli profesorowie mogą, to czemu doktoranci nie mieliby móc? Ja zresztą nie nastaję, że doktorant musi koniecznie w zagranicznych - ważne, żeby publikował w możliwie najlepszych dla jego tematyki; jeśli takie są polskie, niech będą polskie - ale argument "w zagranicznych to tylko profesorowie" jest kompletnie chybiony.
    --
    Kozak frajer
  • spokojny.zenek 02.10.12, 10:20
    pfg napisał:

    > Ja zresztą
    > nie nastaję, że doktorant musi koniecznie w zagranicznych - ważne, żeby publik
    > ował w możliwie najlepszych dla jego tematyki; jeśli takie są polskie, niech bę
    > dą polskie

    No wreszcie.

    > ale argument "w zagranicznych to tylko profesorowie" jest kompletnie chybiony.

    Obniżka formy pfg trwa. Przypisywanie innym jakichś twierdzeń niewypowiedzianych, jawnie bzdurnych, wygląda dość paskudnie...


  • pfg 02.10.12, 22:39
    spokojny.zenek napisał:

    > pfg napisał:
    >
    > > Ja zresztą
    > > nie nastaję, że doktorant musi koniecznie w zagranicznych - ważne, żeby
    > publik
    > > ował w możliwie najlepszych dla jego tematyki; jeśli takie są polskie, ni
    > ech bę
    > > dą polskie
    >
    > No wreszcie.

    Czy ja ci już nie radziłem kiedyś, żebyś sobie robił notatki, kto co twierdzi i konsultował je przed napisaniem czegoś publicznie? To bardzo ułatwia sensowną polemikę w wypadku problemów z pamięcią. Otóż ja *zawsze* twierdziłem, że należy publikować w miejscach możliwie najlepszych i *nie upierałem się*, że koniecznie muszą to być czasopisma zagraniczna. Skądinąd to ty twierdziłeś, że najważniejsze, najlepsze w twojej dziedzinie są pewne czasopisma zagraniczne i wielkim głosem narzekałeś na niesprawiedliwą ministerialną punktację.

    > > ale argument "w zagranicznych to tylko profesorowie" jest kompletnie chyb
    > iony.
    >
    > Obniżka formy pfg trwa. Przypisywanie innym jakichś twierdzeń niewypowiedzianyc
    > h, jawnie bzdurnych, wygląda dość paskudnie...

    Ach, ale to przecież jest tylko logiczna konsekwencja dwu *twoich* argumentów. (1) Profesorowie twierdzą, że najważniejsze są pewne czasopisma zagraniczne; zakładam, że milcząco zgadzasz się z przesłanką (1a), iż każdy powinien publikować w możliwie najlepszych czasopismach. (2) Profesor twierdzi, że doktorant (*żaden* doktorant, tu jest duży kwantyfikator, czy też, jeśli wolisz, zaprzeczony mały; nawet nie rozważasz możliwości, że OT reprezentuje akurat tę samą, co ty, dziedzinę - najwyraźniej to nie jest ważne, zaprzeczony mały kwantyfikator jest ważny) nie powinien nawet próbować w nich publikować. Stąd wniosek: profesorowie powinni publikować w najlepszych czasopismach zagranicznych, ale doktoranci nie, gdyż są doktorantami. q.e.d.

    Prawników uczą przecież logiki, więc chyba rozumiesz ten argument? Błąd polega na tym, iż przesłanka (2) nie zachodzi. Tak więc na przyszłość, zanim zarzucisz mi obniżkę formy etc, zastanów się, czy potrafisz obronić to stanowisko. (Notatki mogą pomóc, pamiętaj!)

    Możesz się oczywiście bronić, twierdząc, że nie zgadzasz się z (1a). To, istotnie, obala mój argument, ale zarazem sprawia, że nie mamy o czym rozmawiać.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • spokojny.zenek 03.10.12, 09:00
    Prawników uczą logiki, sami prawnicy niekiedy uczą logiki, stąd łatwe dla prawnika powinno być dostrzeżenie błędu w rozumowaniu opartym na założeniu, że pracownicy naukowi dzielą się wyczerpująco na "profesorów" i "doktorantów". Podobnie zresztą, jak na założeniu (Ty takiego nie czynisz, co na wszelki wypadek podkreślam), że wszelkie publikatory dzielą się wyczerpująco na "porządne pisma na JCR a przynajmniej ERIH" oraz "pokonferencyjniaki".

  • dala.tata 01.10.12, 23:33
    Pfg ma oczywiscie racje. Znam doktorantow, ktorzy spokojnie publikuja w najlepszych pismach miedzynarodowych. Podobnie jak i mlodzi doktorzy. Znam oczywoscie legion profesorow, ktorzy nawet nie maja cienia takiej publikacji. I nieustannie twierdza, ze sie nie da, ze polakow sekuja i dyskryminuja.

    Mam nadzieje, ze autor watku i wszyscy ci, ktorzy to czytaja, nie uwierza w te pierdoly o realizmie. I nie przejma sie pierwszymi niepowodzeniami.

    spokojny.zenek napisał:

    > A na jakimż to "niepolskim podwórku" ma publikować jeden z kilkuset doktorantów
    > pierwszego roku nauk prawnych zajmujący się najpewniej polskim prawem? Ludzie,
    > jeśli do Was nic nie dotarło z pewnej bardzo obszernej dyskusji prowadzonej ni
    > edawno, to przynajmniej zachowajcie jakiś elementarny realizm.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • kramka1 02.10.12, 08:50
    Kiedy przed obroną publikowałam pierwsze wyniki doktoratu, nikt mi doradził, gdzie je wysłac. Wysłałam do polskojezycznego czasopisma. Chwała redakcji, ze zaproponowała mi tłumaczenie do angielskiej wersji czasopisma. Ale ciagle było to krajowe nieimpaktowe czasopismo... Po latach przeczytałam w pewnym review tematycznym, ze ta moja publikacja była jedną z pierwszych z tej dziedziny. Czyli gdybym te wyniki posłała od razu za granicę, byłyby szanse na ich publikacje... Bo po doktoracie koncowe wyniki opublikowałam w prestizowym zagranicznym miejscu. Czyli naprawde warto zaczynam od mozliwie najwyższej pólki. Bo czasem sami nie wiemy, co mamy...
  • cehaem 02.10.12, 09:47
    kramka1 napisała:


    > ybym te wyniki posłała od razu za granicę, byłyby szanse na ich publikacje... B
    > o po doktoracie koncowe wyniki opublikowałam w prestizowym zagranicznym miejscu
    > . Czyli naprawde warto zaczynam od mozliwie najwyższej pólki. Bo czasem sami ni
    > e wiemy, co mamy...

    Jesli "nie wiesz co masz", to oznacza to, ze jestes kiepsko zorientowany. A jesli jestes kiepsko zorientowany, to oznacza to, ze raczej czegos porzadnego nie napiszesz. Przepraszam najmocniej za ostre slowa, ale ktos, kto ma mgliste pojecie o stanie badan w danej dziedzinie zglebianie tematu powinien zaczac od intensywnej lektury literatury a nie wyobrazac sobie, ze moze wcisnac sie na lamy "wielkich tytulow". Wiem, ze niektorzy tak robia, ale to tylko niechulbny przyklad deprofesionalizacji nauki.
  • spokojny.zenek 02.10.12, 10:25
    Po umasowieniu studiów doktoranckich czasopisma z dziedziny nauk prawnych przeżywają istny zalew tekstów pisanych przez początkujących doktorantów oraz studentów starszych lat studiów magisterskich, które mają dwie wspólne cechy
    1. Przekonanie autora o własnej genialności i nowatorstwie
    2. Brak odniesienia do tego, co wcześniej na dany temat pisano w Polsce (o innych krajach nie wspominam), często bardzo obszernie albo już bardzo dawno, względnie odniesienie zdawkowe i ornamentalne - do bibliografii z podręcznika.
  • pfg 03.10.12, 12:26
    spokojny.zenek napisał:

    > 2. Brak odniesienia do tego, co wcześniej na dany temat pisano w Polsce (o inny
    > ch krajach nie wspominam), często bardzo obszernie albo już bardzo dawno, wzglę
    > dnie odniesienie zdawkowe i ornamentalne - do bibliografii z podręcznika.

    Jest to merytoryczna podstawa do odrzucenia takiej pracy w recenzji. Cóż, ciężkie jest życie recenzenta... Ale gdy rozejdzie się wieść, że takie rzeczy nie przechodzą, fala opadnie. Jeśli jednak recenzje będą zdawkowe lub nie będzie ich wcale, napływ takich prac nie ustanie. To tak w ramach krucjaty recenzenckiej :-)

    Poza tym: Mam teraz piętnastominutową przerwę w zajęciach i przeczytałem tylko nagłówki innych postów. Widzę, że wątek się pięknie rozwija. Czy jeśli w tej sytuacji napiszę "panowie, panowie, dajcie spokój", zostanie to uznane za nietakt?
    --
    Ignorant schmuck
  • spokojny.zenek 03.10.12, 12:34
    pfg napisał:

    > spokojny.zenek napisał:
    >
    > > 2. Brak odniesienia do tego, co wcześniej na dany temat pisano w Polsce (
    > o inny
    > > ch krajach nie wspominam), często bardzo obszernie albo już bardzo dawno,
    > wzglę
    > > dnie odniesienie zdawkowe i ornamentalne - do bibliografii z podręcznika.
    >
    >
    > Jest to merytoryczna podstawa do odrzucenia takiej pracy w recenzji.

    Oczywiście, że tak i tak się właśnie dzieje. Nie powstrzymuje to jednak zalewu, o którym pisałem. Właśnie dlatego konieczne jest uświadomienie - przepraszam za brzydkie słowo - adeptom nauki, że jednak najpierw trzeba samemu trochę poczytać,nim się zacznie pisać.

    > Cóż, ciężk
    > ie jest życie recenzenta... Ale gdy rozejdzie się wieść, że takie rzeczy nie pr
    > zechodzą, fala opadnie.

    Na razie fala wzbiera, wraz z lawinowym przyrostem liczby studentów III stopnia. Niestety.

    > Poza tym: Mam teraz piętnastominutową przerwę w zajęciach i przeczytałem tylko
    > nagłówki innych postów. Widzę, że wątek się pięknie rozwija. Czy jeśli w tej sy
    > tuacji napiszę "panowie, panowie, dajcie spokój", zostanie to uznane za nietakt
    > ?

    Tak, bo nie jest to stosowna reakcja w sytuacji, gdy jeden z forumowiczów po raz kolejny złośliwie przekręca treść i sens wypowiedzi innego z forumowiczów.


  • adept44_ltd 03.10.12, 14:41
    Tak, bo nie jest to stosowna reakcja w sytuacji, gdy jeden z forumowiczów po raz kolejny złośliwie przekręca treść i sens wypowiedzi innego z forumowiczów.



    jeśli to zenku jest stwierdzenie, że prawo jest jak inne nauki (a nie, że jest extra), to ty jesteś indyjską tancerką ;-)

    Popieram jednak to, co napisał cehaem. Jak widać, nie bardzo sobie to uświadamiasz, ale istnieje dość poważna różnica między dziedziną, którą Ty się zajmujesz i pokrewnymi jej oraz dziedziną, która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych. Otóż w Twojej dziedzinie nie ma niczego niezwykłego w tym, że doktorant pierwszego roku (a nawet student) tworzy świetny tekst i go publikuje w świetnym miejscu. Charakter Twojej dyscypliny jest bowiem taki, że można (a tak naprawdę to nawet "trzeba") być dobrym "od razu". W dziedzinie założyciela wątku nie ma jednak takich cudów a szczyt formy następuje znacznie później (obszernie zresztą to badano i opisywano).


    a jeśli w istocie chciałeś coś innego napisać, to może naucz się artykułować swoje myśli, a nie oskarżaj o kłamanie... bo jak na razie jedynym kłamcą jest tu ten, który twierdzi, że powyższa wypowiedź zawiera przekonanie o tym, że w prawie obowiązują takie same zasady, jak w innych naukach... a tak utrzymuje zenek...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:52
    adept44_ltd napisał:


    > a jeśli w istocie chciałeś coś innego napisać, to może naucz się artykułować sw
    > oje myśli, a nie oskarżaj o kłamanie... bo jak na razie jedynym kłamcą jest tu
    > ten, który twierdzi, że powyższa wypowiedź zawiera przekonanie o tym, że w praw
    > ie obowiązują takie same zasady, jak w innych naukach... a tak utrzymuje zenek.

    Powyższa wypowiedź zawiera przekonanie o tym, że nauki społeczne różnią się od nauk ścisłych. I nie jest t pomysł żadnego zenka, lecz coś zupełnie oczywistego dla każdego, kto ma choćby pobieżna pojęcie o jednych i drugich naukach.

    A tak przy okazji - nauczenie się prawidłowego cytowania wypowiedzi innych tez cię przerasta?
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:24
    wypowiedź jest zacytowana poprawnie, odmnienność nauk przyrodniczych, ścisłych i społ. humów oczywista... nie wynika z niej to, co ty tu wciskasz regularnie na forum... (podobnie jak i nie byla ta kwestia wprost wypowiedziana w twoim poście, każdy może sprawdzić), pytanie jest jedno, dlaczego boisz się, że młodzi zaczną pisać w dobrych miejscach bez twojej zgody?
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:33
    adept44_ltd napisał:

    > wypowiedź jest zacytowana poprawnie,

    Nic podobnego, jest zacytowana w sposób rażąco niepoprawny, bez zaznaczenia, co jest cytatem a co pochodzi od ciebie.

    > dlaczego boisz się, że młodzi z
    > aczną pisać w dobrych miejscach bez twojej zgody?

    Jedno jest pewne - ty po prostu wstydu nie masz.
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:44
    Zenku, ale ja dawałem linki do twojej złotej myśli i mogę to zrobić raz jeszcze, to czego się czepiasz, nie jest cytatem... sprawdź w słowniku, co to cytat...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:50
    Nie dawałeś linków., lecz - jak masz w zwyczaju - wklejałeś całe fragmenty bez zaznaczenia, że to cytat.
    Łatwo sprawdzić. Znów...
  • adept44_ltd 04.10.12, 23:00
    spokojny.zenek napisał:

    > Nie dawałeś linków., lecz - jak masz w zwyczaju - wklejałeś całe fragmenty bez
    > zaznaczenia, że to cytat.
    > Łatwo sprawdzić. Znów...

    owszem, łatwo i w efekcie łatwo się przekonać, że kłamiesz, oto link do mojego postu, w którym dałem link do twojego, każdy może sprawdzić, zachęcam...

    forum.gazeta.pl/forum/w,87574,139274995,139331140,Re_Rady_dla_mlodego_.html?wv.x=2


    prawdę mówiąc, zaczynam się zastanawiać, czy ty się nie podszywasz pod prawnika, robiąc im krecią robotę... nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kłamał w zywe oczy i jeszcze kogoś oskarżał o kłamstwo...


    --
    Louder Than Bombs...
  • mn7 04.10.12, 15:48
    Fala wzbiera i fala będzie wzbierać. przyjmowanie tłumów na studia doktoranckie uzasadnia się tym, że to "studia III stopnia". Zarazem jednak już kandydat ma mieć dorobek publikacyjny. System jest więc nastawiony na jedno wielkie udawanie. Oczywiście nie tylko w tej kwestii.
    Co do zaś forumowicza, który urządził sobie zabawę polegającą na ciągłym przekręcaniu tego, co piszesz - na szanującym się forum zrobiono by z nim porządek. Tyle, że na tym forum to akurat jeden z moderatorów urządził sobie taką zabawę. Masz więc odpowiedź.
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:32
    Co do drugiej kwestii - jak zainteresowanemu nie wypada mi się wypowiadać. Zauważ jednak, że ofiarą był też równie obcesowo traktowany podworkowy, którego w końcu ta bezczynność innych moderatorów znudziła.
    Co do kwestii pierwszej - to wycinek większej całości. Cały ten system zaczyna być coraz bardziej na niby. A na tym forum niektórym wolno o tym pisać, gdy zaś dokładnie to samo napiszą przedstawiciele nielubianej dyscypliny - zaczyna się "jazda". Taka gmina.
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:14
    czy ty mn też uważasz, że zenek chciał nas przekonać, że młody prawnik nie powinien publikować w dobrych miejscach stwierdzeniem, że prawo jest jak inne nauki??? łaskawie proszę, nauczcie się w końcu pisać to, co chcecie wypowiedzieć, a przede wszystkim zdecydujcie się, jesteście niezwykli, czy jesteście jak reszta nauk społ.-hum., w których stwierdzenie, że młody ma terminować, zanim coś z siebie wydusi jest raczej śmieszne... to tyle w kwestii upartego przekręcenia... dla mnie jednak większym problemem nie jest analfabetyzm zenka, a jego bluzgi...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:38
    adept44_ltd napisał:

    > czy ty mn też uważasz, że zenek chciał nas przekonać, że młody prawnik nie powi
    > nien publikować w dobrych miejscach stwierdzeniem, że prawo jest jak inne nauki
    > ???

    W tej kwestii nauki prawne są jak inne nauki społeczne, co jednoznacznie podkreśliłem a mn7 potwierdza. A więc inne, niż nauki ścisłe, co równie jednoznacznie napisałem i co mn7 równie jednoznacznie potwierdziła.
    Zawsze też konsekwentnie pisałem (co łatwo sprawdzić), że publikować należy tam, gdzie toczy się dyskusja naukowa, w pismach, ocenianych w środowisku (a więc na przykład przez potencjalnych recenzentów w przewodach doktorskich i habilitacyjnych - to precyzuję teraz) jako miarodajne dla danej dyscypliny. Dlatego właśnie krytykowałem i nadal krytykuję punktację w rażący sposób oderwaną od rzeczywistej rango danego pisma, punktację, która jeszcze niedawno dawała po jednym puncie za najlepsze pisma zachodnie.


  • adept44_ltd 04.10.12, 22:47
    spokojny.zenek napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > czy ty mn też uważasz, że zenek chciał nas przekonać, że młody prawnik ni
    > e powi
    > > nien publikować w dobrych miejscach stwierdzeniem, że prawo jest jak inne
    > nauki
    > > ???
    >
    > W tej kwestii nauki prawne są jak inne nauki społeczne, co jednoznacznie podkre
    > śliłem a mn7 potwierdza. A więc inne, niż nauki ścisłe, co równie jednoznacznie
    > napisałem i co mn7 równie jednoznacznie potwierdziła.




    to, że są inne, jest oczywiste dla wszystkich, co do reszty - to ładnie, że mn7 potwierdziła, ale to wszsycy, którzy zgadzają się z tym sądem..., cała reszta, delikatnie ci mówi, ze bzdurzysz


    > Zawsze też konsekwentnie pisałem (co łatwo sprawdzić), że publikować należy tam
    > , gdzie toczy się dyskusja naukowa, w pismach, ocenianych w środowisku (a więc
    > na przykład przez potencjalnych recenzentów w przewodach doktorskich i habilita
    > cyjnych - to precyzuję teraz) jako miarodajne dla danej dyscypliny. Dlatego wła
    > śnie krytykowałem i nadal krytykuję punktację w rażący sposób oderwaną od rzecz
    > ywistej rango danego pisma, punktację, która jeszcze niedawno dawała po jednym
    > puncie za najlepsze pisma zachodnie.





    załóż sobie kajet i notuj, o czym jest rozmowa, nie ma tu mowy o punktach, punkcikach... są zachęty do młodych, by byli bardziej ambitni od ich profesorów...
    >
    >


    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:48
    adept44_ltd napisał:

    >
    > to, że są inne, jest oczywiste dla wszystkich

    Skoro oczywiste, to skąd twoja napaść na mnie?
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:56
    spokojny.zenek napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > >
    > > to, że są inne, jest oczywiste dla wszystkich
    >
    > Skoro oczywiste, to skąd twoja napaść na mnie?

    gwoli ścisłości to ty napdałes na mnie, ale to detal, pewnie sobie nie zapisałeś...

    co do reszty, popracuj nad logiką i znaczeniem swoich wypowiedzi ta znów jest jej pozbawiona - błędne w tym kontekście jest sylogistyczne wyciaganie przez ciebie wniosków...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:52
    adept44_ltd napisał:


    > załóż sobie kajet i notuj, o czym jest rozmowa, nie ma tu mowy o punktach, punk
    > cikach... są zachęty do młodych, by byli bardziej ambitni od ich profesorów...


    Oraz celne spostrzeżenia cehaem, że ambicja ambicją, ale jednak trzeba coś umieć....
    Tego oczywiście nie raczysz dostrzec.
  • adept44_ltd 04.10.12, 23:01
    spokojny.zenek napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    >
    > > załóż sobie kajet i notuj, o czym jest rozmowa, nie ma tu mowy o punktach
    > , punk
    > > cikach... są zachęty do młodych, by byli bardziej ambitni od ich profesor
    > ów...
    >
    >
    > Oraz celne spostrzeżenia cehaem, że ambicja ambicją, ale jednak trzeba coś umie
    > ć....
    > Tego oczywiście nie raczysz dostrzec.

    twoje zdanie ma sens tylko wtedy, jeśli w twojej dyscyplinie nie działa system recenzyjny i publikujecie, co tylko napisane... no ale to lepiej zacząć recenzować niż stosować falę...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:55
    "Zawsze też konsekwentnie pisałem (co łatwo sprawdzić), że publikować należy tam, gdzie toczy się dyskusja naukowa, w pismach, ocenianych w środowisku (a więc na przykład przez potencjalnych recenzentów w przewodach doktorskich i habilitacyjnych - to precyzuję teraz) jako miarodajne dla danej dyscypliny. Dlatego właśnie krytykowałem i nadal krytykuję punktację w rażący sposób oderwaną od rzeczywistej rango danego pisma, punktację, która jeszcze niedawno dawała po jednym puncie za najlepsze pisma zachodnie."

    To jest może "bzdurzenie"? I oczywiście wszyscy inni też są twojego zdania, że punktacja ministerialna to jakiś fetysz, którego nie wolno krytykować? No ale innym jakoś wolno, tylko akurat prawnikom nie wolno? A czemuż to?

  • adept44_ltd 04.10.12, 23:04
    spokojny.zenek napisał:

    > "Zawsze też konsekwentnie pisałem (co łatwo sprawdzić), że publikować należy ta
    > m, gdzie toczy się dyskusja naukowa, w pismach, ocenianych w środowisku (a więc
    > na przykład przez potencjalnych recenzentów w przewodach doktorskich i habilit
    > acyjnych - to precyzuję teraz) jako miarodajne dla danej dyscypliny. Dlatego wł
    > aśnie krytykowałem i nadal krytykuję punktację w rażący sposób oderwaną od rzec
    > zywistej rango danego pisma, punktację, która jeszcze niedawno dawała po jednym
    > puncie za najlepsze pisma zachodnie."
    >
    > To jest może "bzdurzenie"? I oczywiście wszyscy inni też są twojego zdania, że
    > punktacja ministerialna to jakiś fetysz, którego nie wolno krytykować? No ale i
    > nnym jakoś wolno, tylko akurat prawnikom nie wolno? A czemuż to?
    >


    po co zmieniasz temat? wiedząc, że w pełni zgadzam się z tym? czy was nie uczą dyskutować merytorycznie??? zmiana tematu dyskusji (przypomnę - publikowanie młodych w dobrych pismach) to strategia bezradności, popracuj nad tym! nie dajesz satysfakcji z polemiki z tobą :(

    --
    Louder Than Bombs...
  • mn7 04.10.12, 15:16
    spokojny.zenek napisał:

    > 1. Przekonanie autora o własnej genialności i nowatorstwie
    > 2. Brak odniesienia do tego, co wcześniej na dany temat pisano w Polsce (o inny
    > ch krajach nie wspominam), często bardzo obszernie albo już bardzo dawno, wzglę
    > dnie odniesienie zdawkowe i ornamentalne - do bibliografii z podręcznika.

    To pierwsze zależy chyba w głównej mierze od predyspozycji doktoranta i nie przesadzałabym z tą obawa, że się nieopierzony wykolei od tych rad. Problemem jest natomiast to drugie. Skoro już od kandydatów na studia doktoranckie wymaga się czynnego udziału w konferencjach i publikacji, to tylko niepotrzebnie generuje to teksty niedojrzałe, napisane bez znajomości stanu badań i literatury w danej dziedzinie. Chyba dla wszystkich (może oprócz "adepta") jest oczywiste, że to wspólny problem nauk społecznych, może ewentualnie nie tych, gdzie łatwo się dostać na studia doktoranckie - jeżeli takie są. Z jednej więc strony mówi się, że studia doktoranckie to po prostu studia trzeciego stopnia, z drugiej jednak strony wymusza się publikowanie, z oczywistą szkodą dla poziomu tych publikacji a tak naprawdę dla doktorantów.
  • charioteer1 04.10.12, 20:27
    mn7 napisała:

    > Skoro już od kandydatów na studia doktoranckie wymaga się
    > czynnego udziału w konferencjach i publikacji, to tylko niepotrzebnie generuje
    > to teksty niedojrzałe, napisane bez znajomości stanu badań i literatury w dane
    > j dziedzinie. Chyba dla wszystkich (może oprócz "adepta") jest oczywiste, że to
    > wspólny problem nauk społecznych,

    Jezeli mozna tu mowic o wspolnym problemie nauk spolecznych, to dotyczy on w rownym stopniu doktorantow, jak i profesorow.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:36
    To z pewnością wspólny problem nauk społecznych - o to przecież sporu nie ma. Tak, jak napisałem w innym miejscu - ot jednak aspekt szerszego problemu, coraz wyraźniejszej "nanibowości" systemu.
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:11
    nie, dla mnie jest to dość oczywisty problem akurat... jego istotą jest słabość procesu recenzyjnego... uczyć można się tylko u najlepszych i w najlepszych miejscach i ta nauka boli... no ale nie w systemie, gdzie profesór zezwala młodemu opublikować... (to nie ty piszesz, wiem... niemniej taka wizja jest żenująca), czy w systemie, w którym profesor wysyła tekst młodego do druku. Obawy, o ktorych piszecie, są związane tylko z sytuacją, w której nie działaja recenzje.
    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 02.10.12, 12:00
    cehaem napisał:

    > Jesli "nie wiesz co masz", to oznacza to, ze jestes kiepsko zorientowany. A jes
    > li jestes kiepsko zorientowany, to oznacza to, ze raczej czegos porzadnego nie
    > napiszesz. Przepraszam najmocniej za ostre slowa, ale ktos, kto ma mgliste poje
    > cie o stanie badan w danej dziedzinie zglebianie tematu powinien zaczac od inte
    > nsywnej lektury literatury a nie wyobrazac sobie, ze moze wcisnac sie na lamy "
    > wielkich tytulow".

    Znajomosc stanu badan, a umiejetnosc oceny znaczenia wlasnych wynikow, to sa dwie rozne rzeczy. Mozna byc znakomicie obeznanym w stanie badan, a mimo to stawiac trywialne pytania badawcze.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • cehaem 02.10.12, 13:04
    > Znajomosc stanu badan, a umiejetnosc oceny znaczenia wlasnych wynikow, to sa dw
    > ie rozne rzeczy. Mozna byc znakomicie obeznanym w stanie badan, a mimo to stawi
    > ac trywialne pytania badawcze.

    A jak mozna zajmowac sie tematem, nie miejac pojecia, co tak na prawde na ten temat napisano? Czy wtedy mozna wlasnie badania jakos uporzadkowac i wpisac w szersze konteksty badawcze? Nie. Czy mozna odniesc sie do bledow innych, niektore rzeczy sprostowac, a na pewno nauczyc sie na pomylkach popelnionych przez innych? Tez nie. Jesli bedziemy tak pisac, to czeka nas jeszcze wiekszy zalew wyrwanych z kontekstu przyczynkow.
    Jesli wychodzi sie na wody miedzynarodowe jest to tym bardziej potrzebne, bo niesposob nakreslic aspektu porownawczego bez doskonalego rozeznania w literaturze.

    Studia doktoranckie to wciaz studia. Tu wreszcie czlowiek ma czas na to, aby intensywnie usiasc na tylku i systematycznie ryc literature wokol swojego. Jako student mozliwosci do tego nie mial. Bo jesli tego czegos nie zrobi, urosnie prawdopodobne na kolejnego doktora, ktory zna sie na wszystkim i na niczym.
  • charioteer1 02.10.12, 17:37
    Alez ja nie kwestionujke tego, co napisales. Zwracam tylko uwage, ze znajomosc stanu badan to warunek konieczny, ale jest to jedynie warunek wstepny i niewystarczajacy.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 02.10.12, 17:48
    Z tym, że to akurat dość oczywiste. Choć najwyraźniej - nie dla wszystkich.
  • kramka1 02.10.12, 13:48
    cehaem napisał:
    "> Jesli "nie wiesz co masz", to oznacza to, ze jestes kiepsko zorientowany. A jesli jestes kiepsko zorientowany, to oznacza to, ze raczej czegos porzadnego nie napiszesz. Przepraszam najmocniej za ostre slowa, ale ktos, kto ma mgliste pojecie o stanie badan w danej dziedzinie zglebianie tematu powinien zaczac od intensywnej lektury literatury a nie wyobrazac sobie, ze moze wcisnac sie na lamy " > wielkich tytulow". "
    Mieszasz pojecia. Czy odkrywcy Ameryki wiedzieli, ze odkryli nowy kontynent czy może "jedynie" Indie Zachodnie? Nie byli zorientowani w temacie czy po prostu byli pionierami niezdajacymi sobie sparwy z rango odkrycia? Czym innym jest wpisanie sie w temat, a czym innym pionierska praca w nowym temacie, co do którego nie wiadomo, jaka go czeka przyszłość. Historia Nobla jest pełna opowiastek o pionierskich badaniach, po latach wykorzystanych w nieoczekiwanych kierunkach. Mój przypadek oczywiscie nie jest noblowski, ale co do zasady zblizony: zrobiłam cos jako jeden z pierwszych badaczy i nie zdałam sobie sprawy, ze weszłam na "główną ścieżkę ewolucji", a nie na jej ślepą odnogę. ;)
  • cehaem 02.10.12, 14:11
    Chyba sie nie rozumiemy. Mowisz o pojedynczych odkryciach, a ja mowie o nauce funkcjonujacej wg. paradygmatu. A wiec nauce, z jaka mamy do czynienia na codzien.W wiec z badaniami, ktore maja jaka przyszlosc, no bo przeciez cos kaze nam postawic takie a nie inne pytania badawcze, i dokads zmierzaja, a wiec oprocz uzupelnienia wiedzy moze "odblokuja" kolejne. Tym bardziej, jesli ktos dokonuje w laboratorium kopernikanskiego przewrotu, ten powinien tym bardziej zglebic, co na tematy podobne napisano. Juz tylko wylacznie po to, zeby sie nie osmieszac.

    Ja nikomu nie odmawiam prawa do ambicji. Ale wiem, ze w wielu dziedzinach doktorant musi najpierw sporo "terminowac" zanim zajmie sie pisaniem czegos powaznego. Jak juz napisal zenek, w tym wieku kazdy jest swiecie przeswiadczony o swoim geniuszu, tak sie zachowuje i tak pisze. A ze dzis krzykactwo w nauce zdobywa coraz to wieksze znaczenie, tym ludziom rowniez udaje sie czesciej cos osiagnac. I to nie do konca slusznie. Mlody wiek ma swoje przywileje, ale do wyksztalcenia naukowca nalezy rowniez temperowanie wlasnych pochopnych osodow. A do tego jest potrzebna szeroka wiedza z wlasnej dzialki.
  • dala.tata 02.10.12, 15:27
    Draznia mnie niepomiernie teksty o koniecznosci 'terminowania', zanim sie napisze 'cos powaznego'. Mlodzi adepci nauki pisza rzeczy powazne, niejednokrtonie powazniejsze niz ich opiekunowie i mentorowie.

    Cala idea, ze mlody nie moze jest zwyklym upupianiem. To taki dyskurs dyscyplinujacy, zeby wszyscy znali swoje miejsce w szeregu o lancuchu zywieniowym. dokotrant jest kolo dupy i nie ma prawa stamtad odejsc, bez wzgledu na to, co pisze, jak pisze i gdzie pisze.

    profesor odkrycia robi, a dokotrant moze co najwyzej miec ambicje. Dobrze jednak ze nie wiedzieli o tym ci uczeni, ktorych dokotraty stawaly sie kamieniami milowymi w nauce (dwa ktore natychmiast mi przychodza do glowy to Searle czy Willis, jestem pewien, ze jest ich znacznie wiecej). Najwyrazniej ich promtorzy i koledzy rowniez nie wiedzieli o tym, ze tylko oni maja patent na wybitnosc.

    i tak, ci doktorat, ktory jest kamieniem milowym to rzadkosc. jednak doktornat, ktory mowi rzeczy interesujace, to zdecydowanie nie jest rzadkosc. I, mowiac szczerze, trzeba miec wiele kompleksow, zeby im prawa do ciekawych tekstow odmawiac.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • cehaem 02.10.12, 17:34
    Kurde, moze jestem spaczony, ze mialem normalnego promotora, ktory nie mial mnie za chlopa panszczyznianego a jednoczesnie "wychowywal" do tego, aby najpierw sie dowiedziec, o czym mowie, a dopiero potem zabierac glos.

    Pod slowem "terminowac" rozumiem szkolic warsztat, poszerzac horyzonty i uczyc sie dystansu wobec samego siebie. Ale to dzis troche niemodne. Ostatnio slyszalem o doktoracie, w ktorym "delikwentka" opisujac dzialalnosc charytatywna pewnego rodu arystokratycznego nie zechciala poswiecic miejsca na dzialalnosc charytatywna arystokracji per se. Smell what I'm cooking?
  • spokojny.zenek 02.10.12, 17:46
    Niedługo nas w rezerwacie zamkną...
    Jeśli ktoś nie widzi groteskowości swojego pomysłu, żeby młody człowiek wysyłał swoje teksty do najlepszych pism zachodnich ZANIM opanuje warsztat swoje dyscypliny i zapozna się z tym, co w danej dziedzinie napisano wcześniej, to o czym tu dyskutować?
    Zresztą groteskowość groteskowością, ale takie "dobre rady" mogą przede wszystkim wyrządzić krzywdę ich adresatowi. I nie tylko mogą, lecz niechybnie wyrządzą, jeśli adresat z nich skorzysta...

  • charioteer1 02.10.12, 17:49
    Zenus, ty jak cos palniesz... Znam jeden licencjat opublikowany w bardzo dobrym czasopismie. Student opublikowal razem z promotorem. I co? Dziura w niebie sie zrobila?

    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • spokojny.zenek 02.10.12, 17:54
    charioteer1 napisał:

    > Zenus, ty jak cos palniesz... Znam jeden licencjat opublikowany w bardzo dobrym
    > czasopismie.

    Cały? Jako powieść w odcinkach?
    I co mianowicie wynika z tego, ze taki znasz? Ty chario jak coś palniesz...


  • charioteer1 02.10.12, 18:01
    No ze, kurde, ty to bys tak chcial, zeby w tych najlepszych pismach to tylko habilitowani, albo jeszcze wyzej... A tu widzisz, okazuje sie, ze taki szczaw bez magistra tez moze...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 02.10.12, 18:03
    charioteer1 napisał:

    > No ze, kurde, ty to bys tak chcial, zeby w tych najlepszych pismach to tylko ha
    > bilitowani

    Na dobry początek bym chciał, żebyś sobie darowała takie prymitywne chwyty, OK?


  • charioteer1 02.10.12, 18:05
    Spoko, wylaczam sie. Zajrze za pare godzin zobaczyc, co sie dzieje w watku...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • dala.tata 02.10.12, 18:34
    taaaaa. musze to powiedziec moim dokotrantom. bo jeszcze ich tez zamkna.

    Nie masz pojecia, o czym mowisz. i moze nie sadz wszystkich swoja miara.

    spokojny.zenek napisał:

    > Niedługo nas w rezerwacie zamkną...
    > Jeśli ktoś nie widzi groteskowości swojego pomysłu, żeby młody człowiek wysyłał
    > swoje teksty do najlepszych pism zachodnich ZANIM opanuje warsztat swoje dyscy
    > pliny i zapozna się z tym, co w danej dziedzinie napisano wcześniej, to o czym
    > tu dyskutować?
    > Zresztą groteskowość groteskowością, ale takie "dobre rady" mogą przede wszystk
    > im wyrządzić krzywdę ich adresatowi. I nie tylko mogą, lecz niechybnie wyrządzą
    > , jeśli adresat z nich skorzysta...
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • spokojny.zenek 02.10.12, 18:49
    No tak, do dali na studia doktoranckie trafiają od razu tacy, którym żadne studia potrzebne nie są. Ukształtowani, znający swoją dyscyplinę, z wyrobionym warsztatem. Dala przechadza się z nimi po ogrodzie i wymienia od niechcenia uwagi o tych wszystkich głupcach, którzy pracują w Kraju i niegodni są miana naukowca...

  • dala.tata 02.10.12, 19:56
    Moze sprobuj przeczytac to, co powoedzialem. I przestan gadac bzdury.

    spokojny.zenek napisał:

    > No tak, do dali na studia doktoranckie trafiają od razu tacy, którym żadne stud
    > ia potrzebne nie są. Ukształtowani, znający swoją dyscyplinę, z wyrobionym wars
    > ztatem. Dala przechadza się z nimi po ogrodzie i wymienia od niechcenia uwagi o
    > tych wszystkich głupcach, którzy pracują w Kraju i niegodni są miana naukowca.
    > ..
    >


    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • pfg 02.10.12, 23:04
    spokojny.zenek napisał:

    > Jeśli ktoś nie widzi groteskowości swojego pomysłu, żeby młody człowiek wysyłał
    > swoje teksty do najlepszych pism zachodnich ZANIM opanuje warsztat swoje dyscy
    > pliny i zapozna się z tym, co w danej dziedzinie napisano wcześniej, to o czym
    > tu dyskutować?
    > Zresztą groteskowość groteskowością, ale takie "dobre rady" mogą przede wszystk
    > im wyrządzić krzywdę ich adresatowi. I nie tylko mogą, lecz niechybnie wyrządzą
    > , jeśli adresat z nich skorzysta...

    Czyli jednak utrzymujesz, że doktorant nie powinien wysyłać niczego do najlepszych pism zachodnich, gdyż nie opanował warsztatu, nie przeczytał itd, więc mu to zaszkodzi, a profesor, który opanował i przeczytał, może. Przypomnij mi wszakże jak to było z tą obniżką formy, bo coś mi się musiało pomieszać...

    FYI, swoją pierwszą pracę opublikowałem, jako doktorant I roku, w piśmie w UK, które teraz
    ma IF 1.534 (jaki miało wtedy nie wiem). Była to praca samodzielna. Zapewne nie opanowałem wtedy i nie przeczytałem wszystkiego, ale akurat na tamten temat miałem coś do powiedzenia. I nikt mnie do tego nie zniechęcał. Wręcz przeciwnie.
    --
    Kozak frajer
  • dala.tata 02.10.12, 23:05
    jak ty tak mogles!! to po prostu jest niepowazne!!

    pfg napisał:

    > FYI, swoją pierwszą pracę opublikowałem, jako doktorant I roku, w piśmie w UK,
    > które teraz
    > ma IF 1.534 (jaki miało wtedy nie wiem). Była to praca samodzielna. Zapewne nie
    > opanowałem wtedy i nie przeczytałem wszystkiego, ale akurat na tamten temat mi
    > ałem coś do powiedzenia. I nikt mnie do tego nie zniechęcał. Wręcz przeciwnie.


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • spokojny.zenek 03.10.12, 09:20
    Nie, nie utrzymuję. Popieram jednak to, co napisał cehaem. Jak widać, nie bardzo sobie to uświadamiasz, ale istnieje dość poważna różnica między dziedziną, którą Ty się zajmujesz i pokrewnymi jej oraz dziedziną, która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych. Otóż w Twojej dziedzinie nie ma niczego niezwykłego w tym, że doktorant pierwszego roku (a nawet student) tworzy świetny tekst i go publikuje w świetnym miejscu. Charakter Twojej dyscypliny jest bowiem taki, że można (a tak naprawdę to nawet "trzeba") być dobrym "od razu". W dziedzinie założyciela wątku nie ma jednak takich cudów a szczyt formy następuje znacznie później (obszernie zresztą to badano i opisywano). Po prostu nie da się napisać niczego sensownego bez gruntownej znajomości stanu piśmiennictwa na dany temat. W ostatnich latach, po umasowieniu studiów doktoranckich (a żeby się dostać na stacjonarne, już trzeba się pochwalić jakimiś publikacjami!), jest istny zalew tekstów pisanych przez młodych ludzi, którzy zwyczajnie nie mieli czasu poczytać, co na dany temat w Polsce napisano (a wypadałoby też poczytać coś w obcych językach). Często autentycznie wydaje im się, że odkryli Amerykę, że wymyślili albo dostrzegli coś absolutnie oryginalnego, świeżego i nowatorskiego. Dochodzi do tego niechlujna albo zgoła "tramwajowa" metodologia, wnioski "od czapy" i tak dalej. Można oczywiście utwierdzać ich w przekonaniu, że są wspanialcami za jakich się mają (uwaga: aluzja erudycyjna), ale w ten sposób można im tylko wyrządzić ogromną krzywdę. Co więcej, doskonale znam takich, którzy prawidłowo prowadzeni być może wyrośliby na świetnego badacza a tak - ślad po nich zaginął.
    Oczywiście można wyznawać i przekazywać młodym spiskową teorie dziejów (to nie do Ciebie, pfg!), że to niby jacyś "profesorowie" blokują złośliwie wspaniałe kariery młodych doktorantów bo sami jakoby nie potrafią czegoś różnie wspaniałego napisać. To się jednak ma nijak do rzeczywistości, o czym zresztą Ciebie nie muszę przekonywać. Rozmawiałem o tym z różnymi kolegami i koleżankami i wszyscy mamy to samo spostrzeżenie - że niektóre spośród rzeczy, które wtedy pisaliśmy i wydawały nam się świetne dziś najczęściej chcielibyśmy gdzieś głęboko schować. Że nie ma (w każdym razie do pewnego wieku ;-)) jakiegokolwiek porównania między "nami dziś" a "nami pięć lat temu" albo "nami dziesięć lat temu". Po prostu akumuluje się pewną wiedzę, doświadczenie, zaczyna się kojarzyć rzeczy odległe, pozornie niepowiązane. Ktoś na początku drogi tego zwyczajnie nie ma. A w Twojej dziedzinie jest inaczej.
  • adept44_ltd 03.10.12, 09:59
    no tak, to kolejne aspekt odmienności twojej dziedziny, zenku, czy nie zauważasz, że jest to przynajmniej zabawne... :))), ta wizja autystycznego w istocie prawa dla prawników... (czy raczej polskiego prawa dla polskich prawników).
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 10:06
    adept44_ltd napisał:

    > no tak, to kolejne aspekt odmienności twojej dziedziny, zenku

    Nie, wiedzą dość elementarną z zakresu naukoznawstwa jest to, że nauki prawne niczym się w tej mierze nie różnią od innych nauk społecznych. Sporo na ten temat napisano i każdy na poważnie zajmujący się nauką doskonale to wie.


  • adept44_ltd 03.10.12, 10:16
    no to zdecyduj się - różnią się czy się nie różnią... bo to jest u ciebie tak, że jak ci się tu pisze o standardach w nauce, to ty stwierdzasz, że jesteście inni..., a jak ktoś wytyka, że tych standardów nie respektujecie, to się okazuje, że jesteście tacy sami... (dodam, mnie akurat podoba się ten rodzaj szaleństwa... irytuje mnie zero-jedynkowa metafizyka...).
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 10:23
    Jeśli ci się wydaje, że po raz kolejny dam się nabrać na twoje prowokacje, to jesteś grubym błędzie. Przynajmniej jednak nie kłam na temat tego co wcześniej pisałem.
  • adept44_ltd 03.10.12, 10:41
    hm...

    albo z erystyki zrozumiałeś tylko tyle, że kogoś, dla kogo nie ma się argumentów, należy obrazić... albo nie rozumiesz, co piszesz.... albo jedno i drugie...

    tak czy siak, podtrzymuję to, co napisałem... jak się pojawiają standardy powszechne w nauce prawnik Zenek (i reszta też) powiada - my jesteśmy inni, nas to nie obowiązuje... jak z kolei pojawia się zakwestionowanie takiej postawy jako naukowej - dowiadujemy się od Zenka: ależ my jesteśmy jak inne nauki...

    gdybym używał języka Zenka (ale jak już pisałem, nie jestem przyzwyczajony do chamskich debat), powiedziałbym, że to kiepskie oszustwo... ale poprzestanę na ściemie ;-)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 10:47
    adept44_ltd napisał:

    > jak się pojawiają standardy powsz
    > echne w nauce prawnik Zenek (i reszta też) powiada - my jesteśmy inni, nas to n
    > ie obowiązuje...

    Nie kłam!

  • adept44_ltd 03.10.12, 10:53
    spokojny.zenek napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > jak się pojawiają standardy powsz
    > > echne w nauce prawnik Zenek (i reszta też) powiada - my jesteśmy inni, na
    > s to n
    > > ie obowiązuje...
    >
    > Nie kłam!
    >


    czyli jesteś oszustem... idziesz w zaparte... można było to zauważyć i w poprzednich dyskusjach... nieładnie...

    przecież to ty w tym wątku powiadasz, że młodzi prawnicy nie powinni publikować w najlepszych zagranicznych pismach... bo taka jest specyfika dyscypliny....

    tu dowód...

    forum.gazeta.pl/forum/w,87574,139274995,139328455,Re_Rady_dla_mlodego_.html?wv.x=2

    dyscyplina, której profesorowie mówią takie rzeczy do młodych nie ma szans na żaden rozwój... a i jej stan raczej nie może być przy tak ciasnym horyzoncie myślowym nawet zadowalający... :)


    PS

    a może ty nie rozumiesz, co znaczy "kłamać"??? może w języku prawniczym ;-) to jest coś innego???
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 11:00
    adept44_ltd napisał:


    > przecież to ty w tym wątku powiadasz, że młodzi prawnicy nie powinni publikować
    > w najlepszych zagranicznych pismach... bo taka jest specyfika dyscypliny....

    Upominając się konsekwentnie o najlepsze czasopisma zagraniczne, za które wówczas było po jednym punkcie "powiadam, ze młodzi prawnicy nie powinni publikować w najlepszych zagranicznych pismach"...

    Twoja bezczelność przechodzi wszelkie granice.



    >
    > tu dowód...
    >
    > forum.gazeta.pl/forum/w,87574,139274995,139328455,Re_Rady_dla_mlodego_.html?wv.x=2
    >
    > dyscyplina, której profesorowie mówią takie rzeczy do młodych nie ma szans na ż
    > aden rozwój... a i jej stan raczej nie może być przy tak ciasnym horyzoncie myś
    > lowym nawet zadowalający... :)
    >
    >
    > PS
    >
    > a może ty nie rozumiesz, co znaczy "kłamać"??? może w języku prawniczym ;-) to
    > jest coś innego???
  • adept44_ltd 03.10.12, 11:08
    w tym wątku nie było mowy o żadnych punktach...

    po prostu twierdzisz, że jesteście inni, jak się wymaga od was normalności, tu po raz kolejny wklejam dowód...

    forum.gazeta.pl/forum/w,87574,139274995,139328455,Re_Rady_dla_mlodego_.html?wv.x=2
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 11:11
    przestań trollować!

    I przestań po raz kolejny kłamać. Skoro wyraźnie piszę, że NIE JEST to specyfika akurat nauk prawnych (każdy może sprawdzić), to kłamstwem jest twoje twierdzenie, jakobym twierdził coś przeciwnego.
  • adept44_ltd 03.10.12, 11:22
    czy ty człowieku jesteś tak tępy, że nie wiesz, co piszesz? czy jakiś złośliwy agregat zamulający wypowiada się za ciebie na forum???

    pozwalam sobie na tę wypowiedź - po raz pierwszy w swojej karierze forumowej - jako że rozmawiam z nickiem, który posługuje się chamskimi kłamstwami, a tu cytaty z ciebie:

    1. I przestań po raz kolejny kłamać. Skoro wyraźnie piszę, że NIE JEST to specyfika akurat nauk prawnych (każdy może sprawdzić), to kłamstwem jest twoje twierdzenie, jakobym twierdził coś przeciwnego.


    2.Popieram jednak to, co napisał cehaem. Jak widać, nie bardzo sobie to uświadamiasz, ale istnieje dość poważna różnica między dziedziną, którą Ty się zajmujesz i pokrewnymi jej oraz dziedziną, która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych. Otóż w Twojej dziedzinie nie ma niczego niezwykłego w tym, że doktorant pierwszego roku (a nawet student) tworzy świetny tekst i go publikuje w świetnym miejscu. Charakter Twojej dyscypliny jest bowiem taki, że można (a tak naprawdę to nawet "trzeba") być dobrym "od razu". W dziedzinie założyciela wątku nie ma jednak takich cudów a szczyt formy następuje znacznie później (obszernie zresztą to badano i opisywano).

    potrafisz to jakoś skomentować? czy dalej będziesz tu wypluwał obelgi spod budki z piwem? (bądź katedry karnistyki ;-)))
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 11:35

    "która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych"

    Nie zauważasz, co sam wklejasz, kłamco?
    Gdzie tu jest coś o rzekomej odrębności nauk prawnych w tej konkretnej kwestii, skoro JEDNOZNACZNIE piszę, że podział przebiega między dziedzinami ścisłymi z jednej strony a społecznymi z drugiej (także w kilku innych miejscach)?

    No i jak wyglądasz, po raz kolejny przyłapany na bezczelnym odwracaniu kota ogonem?

    Nie zamierzam już odpisywać na twoje chamskie prowokacje. Zapewne odtrąbisz to jako swoje "zwycięstwo". Trudno. Każdy może zapoznać się z moimi wypowiedziami i zobaczyć, jak kłamliwie - po raz kolejny - przekręcasz ich sens.



  • adept44_ltd 03.10.12, 11:39
    spokojny.zenek napisał:

    >
    > "która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych"
    >
    > Nie zauważasz, co sam wklejasz, kłamco?
    > Gdzie tu jest coś o rzekomej odrębności nauk prawnych w tej konkretnej kwestii,
    > skoro JEDNOZNACZNIE piszę, że podział przebiega między dziedzinami ścisłymi z
    > jednej strony a społecznymi z drugiej (także w kilku innych miejscach)?
    >
    > No i jak wyglądasz, po raz kolejny przyłapany na bezczelnym odwracaniu kota ogo
    > nem?
    >
    > Nie zamierzam już odpisywać na twoje chamskie prowokacje. Zapewne odtrąbisz to
    > jako swoje "zwycięstwo". Trudno. Każdy może zapoznać się z moimi wypowiedziami
    > i zobaczyć, jak kłamliwie - po raz kolejny - przekręcasz ich sens.
    >
    >
    >

    czyli jakich, wyjaśnij tu jakich? przedstawiciele innych nauk napisali ci, że bredzisz...
    myślisz, że w innych naukach też panuje taka tępota?

    widzisz, ja już się nawet z tobą zgadzam, że jesteście inni, i zaczynam też łapać, dlaczego prawo w ojczyźnie to jeden wielki bubel...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 03.10.12, 11:40
    i jeszcze raz - wypraszam sobie ten język... możesz sobie tak u siebie na wydziale bluzgać i bredzić, bo jesteście inni, natomiast tu łaskawie podaruj sobie...
    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 03.10.12, 11:51
    I jeszcze mało co nieco... powtarzam cytat:

    .Popieram jednak to, co napisał cehaem. Jak widać, nie bardzo sobie to uświadamiasz, ale istnieje dość poważna różnica między dziedziną, którą Ty się zajmujesz i pokrewnymi jej oraz dziedziną, która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych. Otóż w Twojej dziedzinie nie ma niczego niezwykłego w tym, że doktorant pierwszego roku (a nawet student) tworzy świetny tekst i go publikuje w świetnym miejscu. Charakter Twojej dyscypliny jest bowiem taki, że można (a tak naprawdę to nawet "trzeba") być dobrym "od razu". W dziedzinie założyciela wątku nie ma jednak takich cudów a szczyt formy następuje znacznie później (obszernie zresztą to badano i opisywano).


    to ma być stwierdzenie, że prawo nie jest idiomatyczne tylko takie jak inne dyscypliny...
    jednak agregat zamulający...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 11:54
    "dziedziną, która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych."
  • adept44_ltd 03.10.12, 12:03
    ty nie rozumiesz, co piszesz... to nie jest stwierdzenie, że prawo jest takie jak inne nauki... przecież piszesz o jego wyjątkowości... a pokrewne, no jakie, odpisałem ci...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 12:06
    Przestań łgać adepcie.
  • adept44_ltd 03.10.12, 14:37
    czy ty masz jakąś przyjemność z epatowania własną tępotą i chamstwem?


    ponieważ to jest stwierdzenie, że jesteście inni... i nie zmieni tego dodanie dyscyplin
    pokrewnych...


    .Popieram jednak to, co napisał cehaem. Jak widać, nie bardzo sobie to uświadamiasz, ale istnieje dość poważna różnica między dziedziną, którą Ty się zajmujesz i pokrewnymi jej oraz dziedziną, która zajmuje się założyciel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych. Otóż w Twojej dziedzinie nie ma niczego niezwykłego w tym, że doktorant pierwszego roku (a nawet student) tworzy świetny tekst i go publikuje w świetnym miejscu. Charakter Twojej dyscypliny jest bowiem taki, że można (a tak naprawdę to nawet "trzeba") być dobrym "od razu". W dziedzinie założyciela wątku nie ma jednak takich cudów a szczyt formy następuje znacznie później (obszernie zresztą to badano i opisywano).



    --
    Louder Than Bombs...
  • adept44_ltd 03.10.12, 14:43
    aaa, i po raz kolejny proszę cię, byś podał nam tu pokrewne dyscypliny, w których młody badacz nie może publikować w najlepszych pismach???

    nb prawo polskie musi być bardzo specjalne w swej inności, jeśli, co powoduje zgrozę innych prawników na forum - w amerykańskich pismach z jcr publikują studenci...

    zapewne cierpi na tym drastycznie poziom prawa w USA... dzięki Bogu u nas młodzi prawnicy mają terminować u zenków... uff...
    --
    Louder Than Bombs...
  • gruszka_wierzbowa 03.10.12, 11:56
    > widzisz, ja już się nawet z tobą zgadzam, że jesteście inni, i zaczynam też łap
    > ać, dlaczego prawo w ojczyźnie to jeden wielki bubel...


    Proponuję adepcie zapoznanie się z podstawami powstawania prawa w Polsce. To nie prawnicy je tworzą, robią to posłowie i ministerstwa. Owszem prawnicy mają coś do powiedzenia. Ale jak to ujął otwarcie jeden z działaczy politycznych " wy jako naukowcy możecie sobie rozważać co jest lepsze dla państwa i społeczeństwa, ale to mu tworzymy prawo i zrobimy tak jak my uważamy i słuchać was nie musimy". Proszę więc nie zarzucać pracownikom naukowym, że to z ich winy prawo w Polsce jest jakie jest.
  • adept44_ltd 03.10.12, 12:03
    ok

    ale jeśli dr hab. prawa nie rozumie, co pisze.... to wybacz... ale nawet św. Józef nie pomoże...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 03.10.12, 12:05
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > Proponuję adepcie zapoznanie się z podstawami powstawania prawa w Polsce. To ni
    > e prawnicy je tworzą, robią to posłowie i ministerstwa. Owszem prawnicy mają co
    > ś do powiedzenia. Ale jak to ujął otwarcie jeden z działaczy politycznych " wy
    > jako naukowcy możecie sobie rozważać co jest lepsze dla państwa i społeczeństwa
    > , ale to mu tworzymy prawo i zrobimy tak jak my uważamy i słuchać was nie musim
    > y". Proszę więc nie zarzucać pracownikom naukowym, że to z ich winy prawo w Pol
    > sce jest jakie jest.

    Tym bardziej, jeżeli ten "zarzut" jest nieudolną obroną trolla forumowego po raz nie wiadomo który przyłapanego na bezczelnym przeinaczaniu wypowiedzi jednego z dyskutantów.

  • mn7 04.10.12, 15:51
    Od kiedy to standardem powszechnym w nauce jest dawanie po jednym punkcie za publikacje w bezdyskusyjnie najlepszych pismach danej dziedziny, 6 za prowincjonalne zeszyty naukowe zaś 25 za takie same zeszyty naukowe, tyle, że w Ameryce? W której konkretnie dziedzinie było takie kuriozum?
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:28
    Zwięźlej bym tego nie ujął.
    Jakoś pfg i inni forumowicze nie mieli problemów ze zrozumieniem tego, co podworkowy, Ty i ja pisaliśmy. Tylko adept jakoś miał. Oczywiście przy założeniu, że naprawdę nie rozumiał, o czym toczy się dyskusja.
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:22
    oczywiście, nie zauważyłeś, że wszyscy tu twierdzą coś dokładnie odwrotnego? pukając ci się w czoło...

    a co do mnie, będę wypuntkowywał z przyjemnością wszystkie twoje ściemy, a jak będziesz sobie dalej pozwalał na chamstwo, bedziesz traktowany dokładnie tak samo...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:31
    Założenie, że naprawdę nie potrafiłeś zrozumieć tego, co pfg zrozumieć potrafił bez trudu okazuje się więc naiwne.
    Pfg rzeczywiście zrozumiał, w czym rzecz, jeszcze od siebie dodał, ze ta ewidentnie nienormalna sytuacja (co do tego w pełni się zgadzał, że ta sytuacja jest nienormalna i szkodliwa) wynika z tego, że prawnicy sobie nie "załatwili" sensownej punktacji. Co więc mieliby sobie "załatwiać" jeśli pfg uważałby jak ty, że to OK, że za najlepsze czasopisma było po jednym punkcie?
    Jeśli to dla ciebie ma być "pukanie się w czoło" to rzeczywiście wymyka się to spod komentarza.

    Podworkowy pokazał ci czarno na białym, w sposób niepozostawiający żadnej przestrzenni do odwracania kota ogonem, że w europejskich pismach z nauk prawnych standardy recenzji są o niebo wyższe, niż w amerykańskich odpowiednikach polskich prowincjonalnych zeszytów uczelnianych. Ale tobie też nie przeszkodziło to w dalszym przeinaczaniu - w żywe oczy - tego co napisał. Co było zresztą powodem jego odejścia z forum (plus bezczynność innych moderatorów, jak słusznie zauważyła mn7).

  • adept44_ltd 04.10.12, 22:42
    ale w tym wątku nie rozmawiamy ani o załatwianiu sobie punktacji, ani o standardach publikacyjnych w USA, człowieku weź się w garść i myśl, zanim piszesz...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:47
    Aha. Czyli o 10.41 wczoraj ktoś się pod ciebie znów podszył?
    Te uwago o różnych prawnikach twierdzących jakoby, ze ich nauka jest specyficzna to tak ci się chlapnęły, co?
  • adept44_ltd 04.10.12, 22:54
    spokojny.zenek napisał:

    > Aha. Czyli o 10.41 wczoraj ktoś się pod ciebie znów podszył?
    > Te uwago o różnych prawnikach twierdzących jakoby, ze ich nauka jest specyficzn
    > a to tak ci się chlapnęły, co?

    spróbuj jeszcze raz przeczytać i jeszcze raz... jak się nie uda zrozumieć, spytaj kogoś, co zostało przeze mnie napisane...


    specyfika prawa wg ciebie uniemożliwia młodym pisanie do najlepszych pism... tak to przedstawiłeś... a to, co teraz piszesz, nie ma z tamtą kwestią nic wspólnego...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 04.10.12, 22:56
    adept44_ltd napisał:

    > specyfika prawa wg ciebie uniemożliwia młodym pisanie do najlepszych pism...

    No i czemu po raz nie wiadomo który kłamiesz?
    Nie potrafisz inaczej?
    Dość tego.


  • adept44_ltd 04.10.12, 23:06
    spokojny.zenek napisał:

    > adept44_ltd napisał:
    >
    > > specyfika prawa wg ciebie uniemożliwia młodym pisanie do najlepszych pism
    > ...
    >
    > No i czemu po raz nie wiadomo który kłamiesz?
    > Nie potrafisz inaczej?
    > Dość tego.



    i znów oszukujesz i zachowujesz się po chamsku, jak zabrakło argumentów... swoją drogą, może spróbuj uargumentować swoją inwektywę pod moim adresem... ja dałem dowód niżej, że jesteś zwykłym kłamcą...
    >


    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 03.10.12, 10:24
    absolutnie, uwalajacy profesor? nieznane! duzo waniejsze jest przekazanie doktorantowi, gdzie jego miejsce.

    a pfg publikujacy? nie dosc, ze swinia, to na dodatek to sie nie liczy. nie, zenek?
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • mn7 04.10.12, 16:00
    spokojny.zenek napisał:

    > Nie, nie utrzymuję. Popieram jednak to, co napisał cehaem. Jak widać, nie bardz
    > o sobie to uświadamiasz, ale istnieje dość poważna różnica między dziedziną, kt
    > órą Ty się zajmujesz i pokrewnymi jej oraz dziedziną, która zajmuje się założyc
    > iel wątku i przedstawiciele dziedzin pokrewnych.

    Problem bierze się niestety z błędu tzw. "naturalizmu metodologicznego". Niektórym się wydaje, że nauki ścisłe i społeczne są tak naprawdę takie same i niczym się nie różnią pod względem metodologii i modelu kariery a to kompletna bzdura. W naukach społecznych dojrzewanie badacza trwa niestety nieco dłużej - oprócz wiedzy i "błysku" potrzebne jest też zgromadzenie wiedzy, na której dopiero można budować własne koncepcje. Jeśli prześledzimy kariery (nie tylko instytucjonalne, nie tylko w Polsce) przedstawicieli nauk ścisłych i społecznych to bardzo łatwo zobaczymy różnicę. W naukach ścisłych jeśli ktoś nie jest naprawdę dobry koło trzydziestki, raczej nigdy nie będzie. W naukach społecznych jest odwrotnie, owszem, zdarza się, że ktoś jest wybitny już koło trzydziestki ale najczęściej naprawdę dobrym staje się badacz nieco później. To nie ma nic wspólnego z "łańcuchem pokarmowym" (tak to się po polsku nazywa). Tak jest z karierami wszelkich badaczy, także tych, którzy mieli cieplarniane warunki.
  • charioteer1 04.10.12, 20:23
    mn7 napisała:


    > Niektórym się wydaje, że nauki ścisłe i społeczne są tak naprawdę takie same i niczym
    > się nie różnią pod względem metodologii i modelu kariery a to kompletna bzdura
    > . W naukach społecznych dojrzewanie badacza trwa niestety nieco dłużej - oprócz
    > wiedzy i "błysku" potrzebne jest też zgromadzenie wiedzy, na której dopiero mo
    > żna budować własne koncepcje.

    Bardzo prosze bez takich uogolnien, bo to dopiero jest bzdura. Dla calej armii badaczy w naukach spolecznych punktem wyjscia sa dane, a nie koncepcje budowane w oderwaniu od rzeczywistosci w zaciszach profesorskich gabinetow.


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:26
    Mn7 ma rację. Początkujący doktorant w naukach społecznych powinien właśnie zacząć od gromadzenia tych danych, nie zaś zajmować się spekulacjami oderwanymi od czegokolwiek - danych, koncepcji, nawet siatki pojęciowej danej dziedziny.
  • charioteer1 04.10.12, 20:32
    spokojny.zenek napisał:

    > Początkujący doktorant w naukach społecznych powinien właśnie zac
    > ząć od gromadzenia tych danych, nie zaś zajmować się spekulacjami oderwanymi od
    > czegokolwiek - danych, koncepcji, nawet siatki pojęciowej danej dziedziny.

    Odwazny wniosek. Mozesz pokrotce przedstawic, co stanowi dane w naukach prawnych?


    --
    Please use elevator, stairs stuck between floors.
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:33
    Sama do tego dojdź. Pytanie pomocnicze: co jest przedmiotem badania? Coś chyba jest, prawda?
  • charioteer1 04.10.12, 20:36
    Sorry, ale szkoda mi czasu na grzebanie sie w meandrach twoich sofizmatow. Albo umiesz krotko i zrozumiale odpowiedziec na pytanie, albo nie zawracaj glowy.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:37
    Oczywiście umiem odpowiedzieć, ale nie widzę powodu, by cię w tym zastępować. Zwłaszcza, ze możesz dość łatwo sobie odpowiedzieć.

  • pfg 04.10.12, 21:04
    spokojny.zenek napisał:

    > Oczywiście umiem odpowiedzieć, ale nie widzę powodu, by cię w tym zastępować.

    Ty chyba jednak po prostu lubisz tę jazdę...
    --
    Kozak frajer
  • spokojny.zenek 04.10.12, 21:11
    pfg napisał:

    > spokojny.zenek napisał:
    >
    > > Oczywiście umiem odpowiedzieć, ale nie widzę powodu, by cię w tym zastępo
    > wać.
    >
    > Ty chyba jednak po prostu lubisz tę jazdę...

    Nie, po prostu pozostałem na forum (inaczej, niż podworkowy, którego zniesmaczyła ta wasza zabawa jego kosztem), ale nie dam się już sprowokować. Proste.

  • pfg 04.10.12, 21:32
    Ale pytanie chario o to, czym są dane w naukach prawnych, jest całkiem uzasadnione. Bo ja na przykład mogę sobie wyobrazić sytuację, w której mamy dane w takim rozumieniu, jakiego używają inni przedstawiciele nauk społecznych (np. dane statystyczne dotyczące pewnych kategorii przestępstw), jak i takie, w których żadnych tego typu danych nie ma (np. gdy ktoś pisze komentarz do jakiegoś przepisu). Natomiast odpowiedź "sama sobie poszukaj" *jest* prowokacją do dalszej pyskówki.
    --
    Dum loquimur, fugerit invida aetas
  • spokojny.zenek 04.10.12, 21:41
    Prowokacją do pyskówki jest nagła "niewiedza" w kwestii, w której przy innej okazji jakoś nie okazywało się niewiedzy. Ale mniejsza o to.
    Odpowiadam:
    Jeśli chodzi o historię prawa, filozofię prawa, socjologię prawa, metodologia i przedmiot badania są zasadniczo takie same, jak w historii etc. Jeśli chodzi o kryminalistykę, to nie ma jednolitej odpowiedzi, bo to w istocie nauka "zlepkowa", dość umownie zaliczana do nauk prawnych. Jeżeli natomiast chodzi o dziedziny dogmatyczne, to przedmiotem badania jest prawo obowiązujące. Jeśli więc ktoś zaczyna "z kapelusza" wyciągać jakieś swoje interpretacje i formułuje nowe, rewolucyjne teorie nie poczytawszy sobie zawczasu, co już na ten temat pisano przed nim, to może się tylko ośmieszyć, co się zresztą zdarza.
  • pfg 04.10.12, 23:35
    spokojny.zenek napisał:

    > Prowokacją do pyskówki jest nagła "niewiedza" w kwestii, w której przy innej ok
    > azji jakoś nie okazywało się niewiedzy. Ale mniejsza o to.

    Nie rozumiem. Ale mniejsza o to :-)

    > Jeśli więc ktoś
    > zaczyna "z kapelusza" wyciągać jakieś swoje interpretacje i formułuje nowe, re
    > wolucyjne teorie nie poczytawszy sobie zawczasu, co już na ten temat pisano prz
    > ed nim, to może się tylko ośmieszyć, co się zresztą zdarza.

    To rozumiem, wszak dokładnie tak samo jest w fizyce teoretycznej czy w matematyce. Tym niemniej to, co inni "teoretycy" - jak ich zwał, tak ich zwał - napisali wcześniej na dany temat, trudno nazwać "danymi". No, chyba że określenia "gromadzić dane" użyłeś w sensie figuratywnym, mając na myśli zapoznawanie się z istniejącym stanem wiedzy. To jest także zrozumiałe, na ogół trzeba najpierw sporo wiedzieć, żeby samemu coś powiedzieć (zdarza się jednak, że ktoś raptem wpadnie na naprawdę odkrywczy pomysł lub rozwiązanie jakiegoś problemu nawet nie znając dotychczasowych prób znalezienia rozwiązania). Tym niemniej uważam, że oczekiwanie, iż człowiek koniecznie musi najpierw dowiedzieć się (prawie) wszystkiego, żeby mieć coś do powiedzenia, jest zabójcze, bo stanu (prawie) kompletnej wiedzy nigdy nie daje się osiągnąć.

    Rekapitulując, na ogół trzeba wiedzieć sporo na dany temat, żeby coś powiedzieć, ale niekoniecznie trzeba wiedzieć wszystko.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • spokojny.zenek 08.10.12, 09:42
    pfg napisał:

    > Tym niemniej uważam, że ocze
    > kiwanie, iż człowiek koniecznie musi najpierw dowiedzieć się (prawie) wszystkie
    > go, żeby mieć coś do powiedzenia, jest zabójcze, bo stanu (prawie) kompletnej w
    > iedzy nigdy nie daje się osiągnąć.
    >
    > Rekapitulując, na ogół trzeba wiedzieć sporo na dany temat, żeby coś powiedzieć
    > , ale niekoniecznie trzeba wiedzieć wszystko.

    To przecież najzupełniej oczywiste. Nikt nie oczekuje, by "młody adept" zaczynał myśleć o publikowaniu dopiero wtedy, gdy będzie wiedział "prawie wszystko". Rzecz jednak w tym, żeby pisząc na temat X miał przynajmniej w rękach to, co na temat X przed nim ktoś pisał. I żeby pisząc na temat X używał siatki pojęciowej wypracowanej wcześniej w piśmiennciwtie (no chyba że ją odrzuca i o tym jest praca, wtedy jednak powinien się jednak do niej odnieść - krytycznie). To naprawdę nie jest wygórowane wymaganie.
    Być może w Twojej dziedzinie to tak oczywiste, że to, co pisał cehaem a ja poparłem błędnie rozumiesz jako stawianie wymogu "przeczytania prawie wszystkiego". To jednak nie o to chodzi, chodzi o niewyważanie drzwi otwartych.
  • spokojny.zenek 04.10.12, 21:44
    Pfg, jak słusznie zauważyłeś, taki tekst powinien być odrzucony w recenzji. Czy jednak nie jest obowiązkiem opiekuna naukowego uświadomić to zawczasu "młodemu adeptowi"?
  • pfg 04.10.12, 23:20
    spokojny.zenek napisał:

    > Pfg, jak słusznie zauważyłeś, taki tekst powinien być odrzucony w recenzji. Czy
    > jednak nie jest obowiązkiem opiekuna naukowego uświadomić to zawczasu "młodemu
    > adeptowi"?

    I tak, i nie.

    Bez wątpienia opiekun naukowy powinien "młodego adepta" nauczyć pisać prace. Skądinąd "młody adept" powinien był się nauczyć podstaw (że bibliografia, że trzeba poszukać co inni na dany temat napisali, że nie wypada cytować wyłącznie podręczników, ewentualnie podręczników i jakiejś przypadkiem znalezionej pracy, żeby coś "docytować") już w trakcie studiów magisterskich, pisząc pracę magisterską i jakieś inne, na wcześniejszych etapach. No, ale skoro młody się nie nauczył (niech się opiekun jego pracy magisterskiej wstydzi!), opiekun naukowy powinien go tego nauczyć. Są seminaria doktoranckie, to jest właściwe miejsce.

    Ale teraz młody zabiera się do napisania swojej pierwszej pracy. Czy powinno się wymagać, aby dał tę pracę swojemu opiekunowi do akceptacji? Młody może tak zrobić, jeśli uzna to za stosowne, ale nie powinno się stawiać takiego *wymogu*. Jeśli praca jest kiepska, ale proces recenzencki rzetelny, recenzenci i tak wytkną błędy, młodego czegoś to doświadczenie nauczy i następną pracę napisze lepiej, natomiast domaganie się przez opiekuna naukowego przedstawiania mu prac do akceptacji może - nie musi, ale może - prowadzić do rozmaitych niemiłych sytuacji, zwlaszcza do oskarżeń ze strony młodych, że opiekun utrąca jego pomysły i blokuje rozwój. Nawet jeśli praca jest obiektywnie słaba, ale doktorant jest przekonany o jej wielkiej wartości, lepiej, żeby na ziemię sprowadzili go niezależni i "obcy" recenzenci. (Ciężkie jest życie recenzenta.) W skrajnym przypadku znajomy matematyk procesował się ze swoją opiekunką o kradzież wyników - opiekunka uznała, że praca młodego nie nadaje się do publikacji, po czym za chwilę opublikowała wyniki pod własnym nazwiskiem.

    Natomiast jest fatalnie, gdy młodzi (lub starzy) wysyłają kiepskie prace, ale proces recenzencki jest także kiepski i takie prace się ukazują.

    Nawiasem mówiąc, jeśli faktycznie w twojej dyscyplinie czasopisma notują zalew kiepskich prac młodych autorów, to znaczy, że albo opiekunowie nie domagają się przedstawiania im prac do akceptacji (dobrze), albo akceptują byle co (źle).
    --
    Troll z habilitacją
  • dala.tata 05.10.12, 00:37
    Jeden maly problem. Znaczna wiekszosc opiekunow naukowych, jakich znam, nigdy nie publikowala w najlepszych czasopismach. I nie jest w stanie nauczyc swych podopiecznych, jak opublikowac w nich. Co wiecej, znaczna czesc z nich bedzie odradzala im prob takich publikacji. A to z 2 wzgledow. Po pierwsze, Taka publikacja jest zagrazajaca, powiedzmy, ukladowi sil. Brdzo ciezko miec doktoranta, ktory ma wieksze osiagniecia niz promotor (widzialem zazdrosc profesorska, jest bardzo destrukcyjna). Po drugie, dlatego, bo uczciwie mysla, ze sie nie da opublikowac. Tutejsza dyskusja jest swietnym tego przykladem.

    Wszystko to jest zreszta czescia cyklu reprodukujacego miernote w polskiej nauce.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 05.10.12, 07:20
    dala.tata napisał:

    > Jeden maly problem. Znaczna wiekszosc opiekunow naukowych, jakich znam, nigdy n
    > ie publikowala w najlepszych czasopismach. I nie jest w stanie nauczyc swych po
    > dopiecznych, jak opublikowac w nich. Co wiecej, znaczna czesc z nich bedzie odr
    > adzala im prob takich publikacji. A to z 2 wzgledow. Po pierwsze, Taka publika
    > cja jest zagrazajaca, powiedzmy, ukladowi sil. Brdzo ciezko miec doktoranta, kt
    > ory ma wieksze osiagniecia niz promotor (widzialem zazdrosc profesorska, jest b
    > ardzo destrukcyjna). Po drugie, dlatego, bo uczciwie mysla, ze sie nie da opubl
    > ikowac. Tutejsza dyskusja jest swietnym tego przykladem.
    >
    > Wszystko to jest zreszta czescia cyklu reprodukujacego miernote w polskiej nauc
    > e.
    >

    nic dodać, nic ująć... po drodze wychodzi jeszcze kilka patologii, jak zalew prac młodych ambitnych i niedouczonych - system recenzencki (najlepszy na świecie! ;) nie działa...; nie rozumiem też tego założenia, że młody ma i może publikować prace gorsze... po co??? może lepiej niech popracuje nad tą jedną lepszą...??? To jest właśnie mechanizm reprodukcji miernot... i, jak się okazuje, niezgoda nań wywołuje histerię...
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:53
    pfg napisał:

    > Bez wątpienia opiekun naukowy powinien "młodego adepta" nauczyć pisać prace. Sk
    > ądinąd "młody adept" powinien był się nauczyć podstaw (że bibliografia, że trze
    > ba poszukać co inni na dany temat napisali, że nie wypada cytować wyłącznie pod
    > ręczników, ewentualnie podręczników i jakiejś przypadkiem znalezionej pracy, że
    > by coś "docytować") już w trakcie studiów magisterskich, pisząc pracę magisters
    > ką i jakieś inne, na wcześniejszych etapach. No, ale skoro młody się nie nauczy
    > ł (niech się opiekun jego pracy magisterskiej wstydzi!), opiekun naukowy powini
    > en go tego nauczyć. Są seminaria doktoranckie, to jest właściwe miejsce.

    Tu się zgadzamy. Przepraszam, przeoczyłem Twój wpis.

    > Ale teraz młody zabiera się do napisania swojej pierwszej pracy. Czy powinno si
    > ę wymagać, aby dał tę pracę swojemu opiekunowi do akceptacji? Młody może tak zr
    > obić, jeśli uzna to za stosowne, ale nie powinno się stawiać takiego *wymogu*.

    No ale to oczywisite. "Akceptacja" jest nie do przyjęcia.
    Przy jednym z pierwszych artykułów, publikowanym w niezłym miejscu, zdarzyło mi się zupełne kuriozum - pani z redakcji coś przebąkiwała (ustnie) o takiej "akceptacji", ale nie od mojego "szefa", lecz - trzymaj się mocno - od "szefa" autora, z którym polemizowałem (!!!).
    Potem wyszło, ze to niby nieporozumienie i tak dalej, no ale anegdota została :-)))

    > W skrajnym przypadku z
    > najomy matematyk procesował się ze swoją opiekunką o kradzież wyników - opiekun
    > ka uznała, że praca młodego nie nadaje się do publikacji, po czym za chwilę opu
    > blikowała wyniki pod własnym nazwiskiem.

    No a mnie się kiedyś zdarzyła kradzież wyników przez ... recenzentkę. No...
    Wszędzie - panie dzieju - złodziejstwo...

    > Natomiast jest fatalnie, gdy młodzi (lub starzy) wysyłają kiepskie prace, ale p
    > roces recenzencki jest także kiepski i takie prace się ukazują.

    Wklej to sobie do sygnaturki ;-))



    > Nawiasem mówiąc, jeśli faktycznie w twojej dyscyplinie czasopisma notują zalew
    > kiepskich prac młodych autorów, to znaczy, że albo opiekunowie nie domagają się
    > przedstawiania im prac do akceptacji (dobrze), albo akceptują byle co (źle).

    Nie wiem, czy wszystkie przeżywają, wiem, że niektóre owszem. Oczywiście masz rację, te rekomendacje są często dość zdawkowe.
  • charioteer1 04.10.12, 21:04
    Dlaczego mam sobie odpowiadac na pytania dotyczace metodologii obcej mi dyscypliny? Nie moje malpy, nie moj cyrk. Nie chcesz odpowiadac, to nie odpowiadaj. Pewnie sam nie wiesz, co stanowi twoje dane i jak je zbierac.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 04.10.12, 21:13
    charioteer1 napisał:

    > Dlaczego mam sobie odpowiadac na pytania dotyczace metodologii obcej mi dyscypl
    > iny? Nie moje malpy, nie moj cyrk. Nie chcesz odpowiadac, to nie odpowiadaj. Pe
    > wnie sam nie wiesz, co stanowi twoje dane i jak je zbierac.

    :-))))))))

  • dala.tata 02.10.12, 18:32
    niespecjalnie wiem, jak sie maja durni doktoranci do tego, ze moga byc rowniez wybitni. Zapewniam cie, ze sa rowniez durni profesorowie i moze warto o tym pamietac. I czesciej slysze durne referaty wyglaszane przez profesorow niz przez mlodych uczonych. moze dlatego ze ci mlodzi doceniaja mozliwosc mowienia i zastanawiaja sie nad tym, co maja powiedziec.

    a zatem wszystko, co gotujesz, to nadal jest chec do tego, zeby stereotypizowac i na wszelki wypadek uwalic rowniez tego dobrego dokotranta, zeby ci obrazu swiata nie psul.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • adept44_ltd 03.10.12, 07:47
    dala.tata napisał:

    > Draznia mnie niepomiernie teksty o koniecznosci 'terminowania', zanim sie napis
    > ze 'cos powaznego'. Mlodzi adepci nauki pisza rzeczy powazne, niejednokrtonie p
    > owazniejsze niz ich opiekunowie i mentorowie.
    >
    > Cala idea, ze mlody nie moze jest zwyklym upupianiem. To taki dyskurs dyscyplin
    > ujacy, zeby wszyscy znali swoje miejsce w szeregu o lancuchu zywieniowym. dokot
    > rant jest kolo dupy i nie ma prawa stamtad odejsc, bez wzgledu na to, co pisze,
    > jak pisze i gdzie pisze.
    >
    > profesor odkrycia robi, a dokotrant moze co najwyzej miec ambicje. Dobrze jedna
    > k ze nie wiedzieli o tym ci uczeni, ktorych dokotraty stawaly sie kamieniami m
    > ilowymi w nauce (dwa ktore natychmiast mi przychodza do glowy to Searle czy Wi
    > llis, jestem pewien, ze jest ich znacznie wiecej). Najwyrazniej ich promtorzy i
    > koledzy rowniez nie wiedzieli o tym, ze tylko oni maja patent na wybitnosc.
    >
    > i tak, ci doktorat, ktory jest kamieniem milowym to rzadkosc. jednak doktornat,
    > ktory mowi rzeczy interesujace, to zdecydowanie nie jest rzadkosc. I, mowiac s
    > zczerze, trzeba miec wiele kompleksow, zeby im prawa do ciekawych tekstow odmaw
    > iac.


    dokładnie tak, znam doktorantów i młodych doktorów publikujących w świetnych miejscach, a jakich ich profesorowie nie publikowali... więc może lepiej siedzieć po cichu - jak się ma z tym problem, niż odradzać ambitne traktowanie swoich publikacji...


    --
    Louder Than Bombs...
  • charioteer1 02.10.12, 17:47
    cehaem napisał:

    > Ja nikomu nie odmawiam prawa do ambicji. Ale wiem, ze w wielu dziedzinach dokto
    > rant musi najpierw sporo "terminowac" zanim zajmie sie pisaniem czegos powazneg
    > o. Jak juz napisal zenek, w tym wieku kazdy jest swiecie przeswiadczony o swoim
    > geniuszu, tak sie zachowuje i tak pisze. A ze dzis krzykactwo w nauce zdobywa
    > coraz to wieksze znaczenie, tym ludziom rowniez udaje sie czesciej cos osiagnac
    > . I to nie do konca slusznie. Mlody wiek ma swoje przywileje, ale do wyksztalce
    > nia naukowca nalezy rowniez temperowanie wlasnych pochopnych osodow. A do tego
    > jest potrzebna szeroka wiedza z wlasnej dzialki.

    Nie wiem, skad takie uogolnienia. Fakt, znam doktorantow tego pokroju. Nos wysoko w chmurach, a promotor jest skromnym dodatkiem do doktoranta i z zasady nie ma racji. Jezeli sie jednak okaze, ze promotor mial racje, upadek bywa bardzo bolesny. Jednak nie wszyscy sa tacy. Sa rowniez mlodzi ludzie, ktorych trzeba osmielac i zachecac do stawiania pierwszych samodzielnych krokow. To nie znaczy, ze ci drudzy sa mniej zdolni. Czasami ten, kto potrafi powiedziec "nie wiem", lepiej rokuje w dluzszej perspektywie niz domorosly geniusz, ktory wszystkie rozumy pozjadal. Po prostu ludzie sa rozni i nie ma uniwersalnych regul.

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 02.10.12, 17:53
    charioteer1 napisał:

    > Sa rowniez mlodzi ludzie, ktorych trzeba os
    > mielac i zachecac do stawiania pierwszych samodzielnych krokow. To nie znaczy,
    > ze ci drudzy sa mniej zdolni.

    Kto twierdzi inaczej?

    > Czasami ten, kto potrafi powiedziec "nie wiem", l
    > epiej rokuje w dluzszej perspektywie niz domorosly geniusz, ktory wszystkie roz
    > umy pozjadal.

    No chyba nie "czasami", lecz zazwyczaj.

    > Po prostu ludzie sa rozni i nie ma uniwersalnych regul.

    No jak to "nie ma"? Jest jedna: napisz coś i wyślij do najlepszego pisma zagranicznego. Lokalnymi w ogóle sobie głowy nie zawracaj. Nie trać czasu na jakieś czytanie, budowanie warsztatu. To przecież są wszystko "pierdoły" (określenie dali) i służą pokazaniu młodemu geniuszowi miejsca w szyku.

  • charioteer1 02.10.12, 18:03
    Zenek, wez przeczytaj ten watek od poczatku, bo ja nie wiem, z kim ty dyskutujesz...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 02.10.12, 18:04
    Gdybyś zadała sobie trud przeczytania wątku, wiedziałabyś z kim.
  • charioteer1 02.10.12, 18:07
    Zenek, ja nie wiem, czemu ty chcesz rozmwaiac z tym kims, posilkujac sie moimi wypowiedziami, w dodatku poszatkowanymi jak kapusta do kiszenia, ale to moze nie jest akurat najwazniejsze...

    --
    Buty na nogi! Trzeba wiać!
  • spokojny.zenek 02.10.12, 18:11
    Nie posiłkuję się twoimi wypowiedziami, lecz się do nich ustosunkowuję. Na tym polega dyskusja na forum i nie ja to wymyśliłem.
    A tak swoja drogą - już minęło te kilka godzin?

  • spokojny.zenek 02.10.12, 17:58
    dala.tata napisał:

    > Mam nadzieje, ze autor watku i wszyscy ci, ktorzy to czytaja, nie uwierza w te
    > pierdoly o realizmie.

    A ja mam nadzieję, że autor wątku zdaje sobie sprawę, że jest na początku drogi i że jeszcze musi naprawdę wiele się sam nauczyć, skoro właśnie się dostał na studia doktoranckie. I że nie skończy jak wielu innych przed nim, którzy słuchali "pierdół" (określenie dali) serwowanych przez chór wujów dobra rada.

  • adept44_ltd 03.10.12, 07:49
    spokojny.zenek napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > Mam nadzieje, ze autor watku i wszyscy ci, ktorzy to czytaja, nie uwierza
    > w te
    > > pierdoly o realizmie.
    >
    > A ja mam nadzieję, że autor wątku zdaje sobie sprawę, że jest na początku drogi
    > i że jeszcze musi naprawdę wiele się sam nauczyć, skoro właśnie się dostał na
    > studia doktoranckie. I że nie skończy jak wielu innych przed nim, którzy słucha
    > li "pierdół" (określenie dali) serwowanych przez chór wujów dobra rada.
    >

    Zeniu, jak ten młody będzie kiepski, nie opublikują... spoko... gorzej jak będzie niezły, opublikują i okaże się, że profesory są do niczego... i wadza się zachwieje...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dr_pitcher 01.10.12, 19:19
    Owszem publikacje sa najwazniejsze (i to dobre) - licz na jakosc nie na ilosc. Druga sprawa to wybor tematu - unikaj waskiej specjalizacji. Moze zabrzmi to oportunistycznie ale radze wybor tematyki "chodliwej".
  • mr.mud 02.10.12, 10:55
    1. Publikuj z rozwagą, nie czekaj z publikowaniem ale i naucz się nie publikacja za wszelką cenę wszelkich bzdur.

    2. Ucz się języka, rozmawiaj i staraj się nawiązywać kontakty.

    3. Nie pozwól się wmanewrować w dodatkowe prace proponowane przez kolegów. Na uczelniach istnieje taka zasada, że zwykle to, czego ktoś inny nie chce zrobić w żaden sposób nie procentuje w Twoim rozwoju. Robienie czegoś, za kogoś zwykle owocuje straconym czasem, i kolejną robota. Nie wierz że będziesz dzięki temu pozytywniej odbierany. Badania dowodzą że bezczelni w pracy są zwykle lepiej usytuowanych od osób spokojnych i niekonfliktowych. Co nie oznacza, że masz być bezczelnym ;).

    4. Dobrze wybierz tematykę swojej specjalizacji, dobrze = często również dobrze z punktu widzenia stosunków międzyludzkich panujących na wydziale. Np. nie ma sensu powtarzanie pracy naukowej konkurencyjnego polskiego ośrodka tylko dlatego, bo tak pasuje promotorowi.

    5. Popytaj o promotora!, sprawdź ile miał doktorantów, jakim był wykładowcą, czy ma granty i jaką role w tych grantach maja jego pracownicy.

    6. Pooglądaj publikacje ewentualnego promotora! Z doświadczenia wiem, że olbrzymi dorobek promotora o znacznej rozpiętości tematycznej w którym zawsze jest na pierwszym miejscu śmierdzi na odległość groźba zatrudnienia na etacie wyrobnika. Nie wierz, że coś, czego nie opublikujesz w trakcie wykonywania pracy opublikujesz później - potem zwykle jest coś innego do roboty.

    W trakcie pracy naukowej zobaczysz, że znaczna wydajność publikacyjna, czy też sukces w awansach zawodowych zwykle mają małe przełożenie na pracowitość. Jeżeli trafisz do fajnej jednostki - wówczas należy uzmysłowić sobie, że praca w polskiej nauce zwykle daje efekt, jeżeli się jest zorientowanym na określony cel. Np. celem doktoranta nie jest opracowywanie dobrych materiałów do zajęć czy budowanie wysokiej pozycji jako wykładowcy i nauczyciela, co stanowi specyficzny paradoks. Teraz Twoim celem jest doktorat, czego z całego serca życzę :).

    może jeszcze coś potem dopisze jeśli stwierdzę, że jest istotne...
  • ford.ka 03.10.12, 10:15
    Poezja udziela prostej odpowiedzi - nie pytaj o rady starszych, są tam, gdzie są, bo robili rzeczy, których Ty i tak nie możesz (z najróżniejszych przyczyn) zrobić - sam musisz sobie wydeptać własną ścieżkę.

    Philip Larkin - This Be The Verse

    They fuck you up, your mum and dad.
    They may not mean to, but they do.
    They fill you with the faults they had
    And add some extra, just for you.

    But they were fucked up in their turn
    By fools in old-style hats and coats,
    Who half the time were soppy-stern
    And half at one another's throats.

    Man hands on misery to man.
    It deepens like a coastal shelf.
    Get out as early as you can,
    And don't have any kids yourself.
  • salzburg 03.10.12, 11:24
    Jak bym miał coś radzić, to radziłbym zachować realizm i zdrowy rozsadek. Jeżeli uważasz (zachowując samokrytycyzm), że napisałeś coś na prawdę bardzo wartościowego, masz potwierdzenie tego innych osób, które znaja sie na tej problematyce, to wysyłaj. Bo może jesteś geniuszem, i już w młodym wieku masz coś ważnego do powiedzenia (choć łatwiej mi to sobie wyobrazić w naukach ścisłych niż humanistyce).
    Rad naszych (za i przeciw) jednak nie słuchaj - bo my kompletnie nie wiemy kim jesteś i co napisałeś. To tak jakbyśmy radzili np. młodej Marii Callas by nie aplikowała do Metropolitan Opera (wyszlibyśmy na głupków); ale ta sama rada dla Michała Wiśniewskiego byłaby już pewnie całkiem na miejscu.
  • gruszka_wierzbowa 03.10.12, 12:07
    Celna uwaga.
    Dodam od siebie pewną radę uniwersalną. Rozsądnie wybierz temat pracy, tak aby nie był zbyt szeroki. Zbyt szeroki temat to problem, który przynajmniej na moim wydziale pojawia się od jakiegoś czasu coraz częściej. Jest on dość poważnym utrudnieniem dla doktoranta z ambicjami - solidne przygotowanie materiału jest żmudne i bardzo rozwleczone w czasie. Czasem 4 lata to wówczas za mało. Pojawiają się problemy z objętością doktoratu. I co ważniejsze, okazuje się, że masz tak dużo kwestii do rozważenia, że starczyłoby ich spokojnie na książkę profesorską. Ba, czasem nawet część opracowania by starczyła na nią. Lepiej wybrać ciut węższy temat, ale zgłębić go dokładnie. Tym bardziej, jeśli całość zagadnienia jest interdyscyplinarna. I pamiętaj, że doktorat to nie jest dzieło Twojego życia. Na nie jeszcze przyjdzie czas.

    Możesz napisać do mnie na maila, z którego wydziału jesteś. Jeśli z mojego, mogę Ci udzielić parę praktycznych rad dotyczących przetrwania na samym wydziale.
  • spokojny.zenek 03.10.12, 12:30
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > Celna uwaga.
    > Dodam od siebie pewną radę uniwersalną. Rozsądnie wybierz temat pracy, tak aby
    > nie był zbyt szeroki. Zbyt szeroki temat to problem, który przynajmniej na moim
    > wydziale pojawia się od jakiegoś czasu coraz częściej. Jest on dość poważnym u
    > trudnieniem dla doktoranta z ambicjami - solidne przygotowanie materiału jest ż
    > mudne i bardzo rozwleczone w czasie. Czasem 4 lata to wówczas za mało.

    Bardzo słusznie.
    Uniknij często popełnianego błędu. Wielu doktorantów widzi przed sobą perspektywę czterech lat i wydaje im się, ze to mnóstwo czasu. Tymczasem - jak to słusznie pisano na tym forum - robienie doktoratu nie polega na napisaniu pracy. Napisanie tekstu to zwieńczenie długiego procesu. Najpierw musisz - o tym pisało tu już kilka osób - naprawdę dobrze zorientować się w tym, co w Twojej wąskiej działce napisano. Wyważanie otwartych drzwi jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie doktorant może zrobić. Zacznij to wszystko robić już dziś.
    Poza wzmianką u pfg nie pisał nikt o kwestii aplikacji. Jeśli chcesz być teoretykiem, filozofem albo historykiem, być może możesz sobie dać spokój z aplikacją. Jeśli jednak zamierzasz się zając dogmatyką albo kryminologią - aplikacja jest bezwzględnie konieczna. Jeśli wybierzesz adwokacką albo radcowską - połączysz to spokojnie z doktoratem. Jeśli jednak idziesz (a może już jesteś?) na ogólną a potem na sądową lub prokuratorską - musisz sobie zdawać sprawę, jak jest absorbująca. W roku egzaminu będziesz musiał wziąć urlop - inaczej łapałbyś dwie sroki za ogon i łatwo przewidzieć, jak by się to skończyło.

    Przyłączam się też do rady dotyczącej zakreślenia tematu - częste jest powielanie błędu popełnianego już przy pracy magisterskiej. Piszący chce "szerokiego" tematu. Potem trzeba skracać to, co się sporym niekiedy wysiłkiem napisało. Nie ma sensu. Lepszy temat zbyt wąski, niż zbyt szeroki.

    Języki: nie warto wspominać o angielskim, bo to oczywistość. Do tego - przynajmniej bierna znajomość tego, który jest "podstawowy" w Twojej dziedzinie (niemiecki? francuski?). Z tym też nie zwlekaj, jeśli potrzebujesz coś poprawić. Ostatnio coraz mniej przychylnie patrzy się na doktoraty napisane na polskim stanie normatywnym, bez tła porównawczego. I słusznie. Zresztą tło porównawcze polegające na ornamentalnym powołaniu informacji, jak jest tu i ówdzie to też stanowczo za mało. W każdym razie ja tak uważam i staram się egzekwować od doktorantów porządne odniesienia prawnoporównawcze.

    Praca nie powinna być ani "przegadana" ani "przebiegnięta". Lepsza praca stosunkowo krótka, ale treściwa.

  • pfg 03.10.12, 22:20
    Nieee, no zupełnie nie chce mi się przegryzać przez ten wątek w jego obecnym kształcie :-( Dodam wszakże - co może być jakoś istotne - że moja pierwsza publikacja, o której wspominałem, nie była moją pierwszą *próbą* publikacji. Otóż kilka miesięcy wcześniej wysłałem inny tekst do innego, ale porównywalnego pisma. No i dostałem recenzje po prostu miażdżące. Bardzo się tym przejąłem, zdenerwowałem, ale mój profesor mi wytłumaczył, żebym się zanadto nie martwił, że w życiu jeszcze wiele negatywnych recenzji dostanę (oj, dostałem), ale że powinienem te recenzje uważnie przeczytać i zastanowić się nad nimi. Otóż jedna świadczyła o tym, że recenzent nie zrozumiał moich światłych myśli, ale nie mogłem, niestety, wykluczyć, że sporą winę ponosiłem ja i mój sposób prezentacji. Druga zarzucała mi poważny błąd metodologiczny. Błąd poprawiłem, wywód postarałem się uczynić bardziej klarownym i praca jakiś czas później ukazała się w niezłym czasopiśmie wydawanym w Polsce, ale wkrótce potem doszedłem do wniosku, że choć miałem ambicję zrewolucjonizować Naukę Światową, tamta praca była po prostu słaba :-(

    Tak więc doświadczenie było bolesne, ale instruktywne i nie załamało mnie. Zapewne dlatego, że miałem wsparcie mojego profesora.
    --
    Fachowiec pseudodydaktyk
  • dala.tata 03.10.12, 23:03
    takiego profesora tylko pozazdroscic! mowie to calkiem powaznie, bez cienia zlosliwosci. Ja takich niestety nie mialem, ale moze dlatego ja staram sie byc inny. I mysle o sukcesach moich podopiecznych (a zdarzaja sie takie) jako, posrednio, rowniez moich sukcesach. co wiecej, ich sukcesy motywuja mnie do pracy. zeby mnie za szybko nie wyprzedzili. :-)


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • mn7 04.10.12, 13:57
    Rozliczany będziesz ze zrobienia doktoratu. Owszem, nie powinieneś lekceważyć dydaktyki i powierzonych Ci obowiązków organizacyjnych, ale w ostatecznym rachunku liczyć się będzie to, czy zrobisz ten doktorat. Niczego oryginalnego Ci nie doradzę - po prostu pamiętaj, że do rzeczy powinieneś się zabrać już dziś. Jeśli będziesz myślał, że masz jeszcze dużo czasu to trafisz do tych 90%, które kończą studia, potem przedłużenie i żadnego doktoratu nigdy nie bronią. No i oczywiście nie uwierz zbyt prędko, że jesteś gwiazdą. Czytaj dużo, pracuj nad własnym stylem, ucz się od lepszych.

  • mn7 04.10.12, 15:23
    Jeszcze jedno - pojedź gdzieś za granicę, ale nie żeby się przejechać, lecz żeby naprawdę skorzystać, podpatrzeć to i owo, poszerzyć swoje horyzonty, zobaczyć jak funkcjonuje nauka "w cywilizacji", gdzie np. publikacje ocenia się według ich jakości i miejsca publikacji a nie według idiotycznych punkcików przysporzonych wydziałowi, niemających się w żaden sensowny sposób do rzeczywistej rangi pisma i jego znaczenia dla danej dyscypliny.
  • spokojny.zenek 04.10.12, 20:39
    Paradoksalnie, zainteresowanie takimi wyjazdami jest dziś z różnych powodów mniejsze, niż kiedyś. A szkoda. Z drugiej strony - można dzięki temu znaleźć naprawdę świetne i kształcące okazje.
  • nieopierzony 05.10.12, 00:57
    Dziękuję wszystkim za udział w dyskusji (nie spodziewałem się jednak, że część wątków potoczy się w kierunku, którym się potoczyła), nie mnie jednak wzmożony ruch w wątku chcąc nie chcąc generuje nowe wpisy, które przemycają pewne przydatne informacje.

    Chciałbym się odnieść do niektórych tez.

    1. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rad nie można przyjmować na ślepo. Celowo nie podawałem bardziej szczegółowych informacji, chcąc zachować pewną anonimowość oraz posłuchać bardziej generalnych rad, odnoszących się do większości „nowych” w nauce – żeby też inni mogli skorzystać. Nie bez znaczenia jest fakt, że na forum tylko kilku z często piszących użytkowników przyznało się do uprawiania prawa.

    2. W mojej dziedzinie raczej nie publikuje się za granicą. Śledząc listę publikacji „najlepszych”, nie mają oni w swoim dorobku publikacji zagranicznych, a jeżeli już są, to nie są to topowe czasopisma najwyżej punktowane. Nie świadczy to też według mnie w żaden sposób o marności tej dziedziny, jest to po prostu działka, która mniej nadaje się do obrotu międzynarodowego ( w klasycznym jej ujęciu). Dowodem na to może być fakt, że ci sami profesorowie, bez międzynarodowego dorobku, mogą zajmować najwyższe funkcje w państwie i wymiarze sprawiedliwości oraz cieszyć się wielkim autorytetem.

    3. Rzeczą jasną jest, że trzeba przeczytać wszystko co napisano na dany temat, jednak wbrew pozorom, nie jest taki wielki wysiłek. Mając dostęp do dobrej biblioteki i systemu informatycznego można przeczytać wszystko na interesujący nas temat. Nie od razu trzeba pisać o rzeczach fundamentalnych, prawo jest taką dziedziną, że istnieje jeszcze wiele płaszczyzn nieodkrytych, niezagospodarowanych przez naukowców, które można eksplorować, nawet będąc studentem czy doktorantem.

    4. Nie bez racji jest też teza, że warsztat przychodzi z czasem. Jednak, jak nie inaczej nabyć ten warsztat nie pisząc? Nie wydaje mi się, że tworzenie dobrych tekstów, to kwestia geniuszu. Dla mnie bardziej to rzemiosło, które przychodzi z czasem i z kolejnymi tekstami. Elementem artyzmu jest idea, teza – a tą można mieć niezależnie od statusu na uczelni. Te myśli mogą być jeszcze nieokrzesane, ale w dalszym ciągu mogą być wartościowe. Dlatego uważam, że mając coś do powiedzenia oraz wsparcie ze strony promotora można publikować niezależnie od wieku. Kilku starszych kolegów z mojej katedry, będąc na I czy II roku studiów doktoranckich publikowało w Państwie i Prawie – najbardziej prestiżowym prawniczym czasopiśmie, nie mówiąc już o innych, mniej znanych.

    5. Co do przebywania w towarzystwie najlepszych mam to szczęście, że moja katedra jest najlepsza w swojej działce :)

    6. Co do znalezienia dobrego promotora, to mam o takie szczęście, że mój promotor to osoba bez reszty poświęcona dbaniu o rozwój nauki. Nie przepuści miernoty, wiem że mogę pokazać mu tekst, jeżeli odpowiada pewnym standardom i posiada tezy, które wnoszą coś do nauki. Wiem też, że jeżeli już on coś zaakceptuje, to śmiało mogę z tym iść do dobrych redakcji. Przykładowo, będąc na III roku, przygotowywałem swój pierwszy tekst, profesor kartował go niemiłosiernie, jednak w końcu udało się osiągnąć wystarczający poziom, żeby mógł z czystym sumieniem napisać rekomendację do druku (tekst ukazał się w czasopiśmie wtedy punktowanym).

    7. Inną kwestią jest ocena doktorantów czy przyznawanie stypendiów. Będąc na pierwszym roku, nie dostaję żadnych stypendiów. Gdybym chciał uzyskać takowe za rok, będę musiał wykazać się odpowiednim dorobkiem, a że konkurencja jest dość duża muszę pisać dużo i uczestniczyć w konferencjach. Nie chcąc, aby na ilości cierpiała jakość, muszę poświęcić na przygotowanie tekstu czy wystąpienia sporo czasu, który trzeba mieć. Istnieje pokusa pójścia po najmniejszej linii oporu – tzn. lokalne studencko-doktoranckie konferencje, a następnie publikacje pokonferencyjne, jednak nawet na tym etapie swojego rozwoju widzę, że to chyba nie o to chodzi. Konkluzja jest taka, że system „wymusza” bylejakość, bo z czysto oportunistycznego punktu widzenia pewniejszym punktem do stypendium jest wysłanie tekstu do redakcji publikacji pokonferencyjnej, niż do dobrego czasopisma, na którego odpowiedź (nie zawsze przecież pozytywną) często trzeba czekać miesiącami.
  • adept44_ltd 05.10.12, 07:44
    nieopierzony, jesteś na kursie i na ścieżce :), muszę przyznać, że twój post daje nadzieje - i w związku z prawem i w związku z dyskusjami z prawnikami na tym forum, tak trzymaj, i nie daj sobie wmówić, że możesz myśleć o najlepszych publikacjach dopiero po odrobieniu pańszczyzny!
    --
    Louder Than Bombs...
  • spokojny.zenek 05.10.12, 16:24
    nieopierzony napisał:

    > 2. W mojej dziedzinie raczej nie publikuje się za granicą. Śledząc listę
    > publikacji „najlepszych”, nie mają oni w swoim dorobku publikacji
    > zagranicznych, a jeżeli już są, to nie są to topowe czasopisma najwyżej punktow
    > ane. Nie świadczy to też według mnie w żaden sposób o marności tej dziedziny, j
    > est to po prostu działka, która mniej nadaje się do obrotu międzynarodowego ( w
    > klasycznym jej ujęciu). Dowodem na to może być fakt, że ci sami profesorowie,
    > bez międzynarodowego dorobku, mogą zajmować najwyższe funkcje w państwie i wym
    > iarze sprawiedliwości oraz cieszyć się wielkim autorytetem.

    O tym była tutaj gigantyczna dyskusja, całkiem niedawno. Jak doskonale wiesz, bierze sie to stąd, że punktacja czasopism w Twojej dziedzinie jak w żadnej innej ma się absolutnie nijak do klasy danego pisma. Bardzo dużo punktów jest za publikacje w amerykańskich pismach, często będących odpowiednikami polskich lokalnych zeszytów naukowych, zazwyczaj redagowanych przez studentów i zazwyczaj nie mających żadnego systemu recenzowania, który w Europie uznalibyśmy za akceptowalny. Zaś wspólną ich cechą jest to, że - poza marginalnymi wyjątkami - zajmują się prawem anglosaskim i z założenia nigdy nie publikują niczego "kontynentalnego", co najwyżej na zasadzie opisowej ciekawostki. Za to rzeczywiście najlepsze pisma europejskie były do niedawna punktowane po 1 pkcie, teraz po 4, co oczywiście nadal ma się nijak do chociażby wysiłku,jaki trzeba włożyć w opublikowanie tam czegokolwiek.
    Niektórzy bywalcy tego forum świetnie to rozumieją, na przykład pfg - tłumaczy on to słabą siłą przebicia środowiska naukowego prawniczego, które nie potrafiło sobie wywalczyć sensowniejsze punktacji. Inni zrozumieć nie chcą bądź nie potrafią.



    > 3. Rzeczą jasną jest, że trzeba przeczytać wszystko co napisano na dany
    > temat, jednak wbrew pozorom, nie jest taki wielki wysiłek. Mając dostęp do dobr
    > ej biblioteki i systemu informatycznego można przeczytać wszystko na interesują
    > cy nas temat. Nie od razu trzeba pisać o rzeczach fundamentalnych, prawo jest t
    > aką dziedziną, że istnieje jeszcze wiele płaszczyzn nieodkrytych, niezagospodar
    > owanych przez naukowców, które można eksplorować, nawet będąc studentem czy do
    > ktorantem.

    Tu oczywiście pełna zgoda.

    > Dlatego uważam, że m
    > ając coś do powiedzenia oraz wsparcie ze strony promotora można publikować niez
    > ależnie od wieku.

    To oczywiste. Przy czym bardzo ważna jest właśnie rola promotora (ściślej: opiekuna naukowego na tym etapie). Dobry opiekun powie Ci, co naprawdę ważne, czym warto się zająć a czym nie. Poza tym naprawdę ważne jest, żeby Twoje teksty czytał na początku ktoś kompetentny a zarazem życzliwy, kto zwróci Ci uwagę na płycizny lub nawet błędy, które na początku są nieuniknione, dlatego właśnie trzeba je eliminować już tu. Mam nadzieję, że masz takiego opiekuna, nie jest ich wcale tak mało, jak wydaje się niektórym zgorzkniałym frustratom.

    > Kilku starszych kolegów z mojej katedry, będąc na I czy II ro
    > ku studiów doktoranckich publikowało w Państwie i Prawie – najbardziej pr
    > estiżowym prawniczym czasopiśmie, nie mówiąc już o innych, mniej znanych.

    Z tym, że zapewne ktoś te ich teksty życzliwie wcześniej przeczytał i pomógł wypolerować. I o to właśnie chodzi.

    > 5. Co do przebywania w towarzystwie najlepszych mam to szczęście, że moj
    > a katedra jest najlepsza w swojej działce :)

    A Ty jesteś siedemdziesiątym pierwszym doktorantem tamże ? ;-)))))
    Jeśli tak, to wiadomo, która :-)))

    > 6. Co do znalezienia dobrego promotora, to mam o takie szczęście, że mój
    > promotor to osoba bez reszty poświęcona dbaniu o rozwój nauki. Nie przepuści
    > miernoty, wiem że mogę pokazać mu tekst, jeżeli odpowiada pewnym standardom i p
    > osiada tezy, które wnoszą coś do nauki. Wiem też, że jeżeli już on coś zaakcept
    > uje, to śmiało mogę z tym iść do dobrych redakcji. Przykładowo, będąc na III ro
    > ku, przygotowywałem swój pierwszy tekst, profesor kartował go niemiłosiernie, j
    > ednak w końcu udało się osiągnąć wystarczający poziom, żeby mógł z czystym sumi
    > eniem napisać rekomendację do druku (tekst ukazał się w czasopiśmie wtedy punkt
    > owanym).

    To właśnie to, o czym pisałem powyżej. Tak powinno być i masz szczęście, że tak jest u Ciebie.


    > Konkluzja jest taka, że system „wymusza” byleja
    > kość
    , bo z czysto oportunistycznego punktu widzenia pewniejszym punktem do
    > stypendium jest wysłanie tekstu do redakcji publikacji pokonferencyjnej, niż do
    > dobrego czasopisma, na którego odpowiedź (nie zawsze przecież pozytywną) częst
    > o trzeba czekać miesiącami.

    Otóż to. Powyżej mn7 i ja pisaliśmy sporo o tym szkodliwym zjawisku.
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 17:09
    Dorzucę kamyczek do ogródka stypendialnego.
    System przyznawania stypendiów zazwyczaj nijak nie mierzy faktycznej wartości doktoranta. Na moim wydziale do tej pory toczony jest bój o to, jak należy ich rozliczać i oceniać. Dochodziło bowiem do sytuacji, w której stypendia dostawali doktoranci, którzy przez dwa lata nie tknęli doktoratu, nikt nie wiedział jak oni wyglądają, ale mieli publikacje w Gazecie Prawnej o tym jak wypełnić PIT firmowany logo wielkiej korporacji rozliczeniowej albo 10 publikacji tylko o tym kto i gdzie wygrał wybory. Wynikało to z tego, że ludzie Ci zdobywali więcej punktów niż człowiek z jedną publikacją w PiP. Od trzech lat doktoranci czynnie uczestniczą w układaniu regulaminu przyznawania stypendiów. Powolutku zmieniany jest on na plus. Zainteresuj się tym tematem na swojej uczelni jeśli masz czas. Jeśli doktoranci mają wpływ na regulamin u was, warto pójść za zebranie i przedstawić swój punkt widzenia ponieważ w takiej sytuacji, regulamin będzie kształtowany przez tych, którzy przyjdą.
    To czego z pewnością u nas brakuje, a o co warto walczyć, to kwestia nowatorskości badań. U nas na chwilę obecną traktuje się tak samo osobę piszącą pierwszą dużą rozprawę w temacie jak i opisówkę tematu, który doczekał się już pokaźnej literatury.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 17:40
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > To czego z pewnością u nas brakuje, a o co warto walczyć, to kwestia nowatorsko
    > ści badań. U nas na chwilę obecną traktuje się tak samo osobę piszącą pierwszą
    > dużą rozprawę w temacie jak i opisówkę tematu, który doczekał się już pokaźnej
    > literatury.

    W szerszej skali jest jeszcze gorzej. W najwyżej punktowanych czasopismach anglosaskich niczego innego się nie opublikuje o polskim prawie, jak tylko prymitywną opisówkę o "ciekawostkach prawa w dalekim kraju". Utrzymując idiotyczny system punktowania de facto wręcz więc takie opisówki się promuje, kosztem rzeczy niekiedy świetnych, ale w piśmie, które decyzją urzędasa ma 2 albo 4 punkty. Choć ma double-blind review, prawie nieznany w cudownych "zeszytach prawniczych" w USA i odrzuca 90% tekstów.
    Na wydziale, z którego - jak się domyślam - pisze nieopierzony było kiedyś tak, że ówczesny rektor kupował sobie w różny sposób poparcie różnych wydziałów (np. pod kątem reelekcji, ale nie tylko). Więc skutek był taki, że na przykład stypendia należne doktorantom wydziału prawa pańskim gestem "dał" niektórym innym wydziałom. Bo tak. Bo "prawnik sobie dorobi". Co akurat w wypadku młodego doktoranta jest bzdurą - jeśli robił aplikację to nawet na porządną pracę zawodową w jakikolwiek sposób związaną z kwalifikacjami po prostu szans nie miał.

  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 18:01
    W szerszej skali jest jeszcze gorzej. W najwyżej punktowanych czasopismach angl
    > osaskich niczego innego się nie opublikuje o polskim prawie, jak tylko prymityw
    > ną opisówkę o "ciekawostkach prawa w dalekim kraju"

    I jak tu zachęcać człowieka do ambitnej pracy?
    Poziom niektórych prac czy ogólnie problem wartości pracy nadaje się na osobny wątek. Sama mam na chwilę obecną niezbyt dobre zdanie o tym, w jakim kierunku to wszystko zmierza.

    > Na wydziale, z którego - jak się domyślam - pisze nieopierzony było kiedyś tak,
    > że ówczesny rektor kupował sobie w różny sposób poparcie różnych wydziałów (np
    > . pod kątem reelekcji, ale nie tylko). Więc skutek był taki, że na przykład sty
    > pendia należne doktorantom wydziału prawa pańskim gestem "dał" niektórym innym
    > wydziałom. Bo tak. Bo "prawnik sobie dorobi". Co akurat w wypadku młodego dokto
    > ranta jest bzdurą - jeśli robił aplikację to nawet na porządną pracę zawodową w
    > jakikolwiek sposób związaną z kwalifikacjami po prostu szans nie miał.

    Zatkało mnie, autentycznie. Zresztą już sama informacja nieopierzonego, że u nich pierwszy rok nie dostaje stypendiów przyprawiła mnie o zawrót głowy. To jest patologia, z którą należy walczyć. Ciekawi mnie tak swoją drogą, jak na tę sytuację patrzą starsi pracownicy na ich wydziale, czy współczują takiemu doktorantowi, czy też mają to w poważaniu i spychają na niego i tak masę obowiązków.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 18:56
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > I jak tu zachęcać człowieka do ambitnej pracy?
    > Poziom niektórych prac czy ogólnie problem wartości pracy nadaje się na osobny
    > wątek. Sama mam na chwilę obecną niezbyt dobre zdanie o tym, w jakim kierunku t
    > o wszystko zmierza.

    Zmierza w fatalnym kierunku. Nowa lista punktowanych jest nieco lepsza od poprzedniej, ale nadal skandaliczna.

    > Zatkało mnie, autentycznie. Zresztą już sama informacja nieopierzonego, że u ni
    > ch pierwszy rok nie dostaje stypendiów przyprawiła mnie o zawrót głowy.

    No chyba żartujesz. Przecież tak było zawsze. U Ciebie jest inaczej???
    W okresie o którym wspomniałem w poprzednim poście było chyba około 70 doktorantów (dziś powiedzielibyśmy: zaledwie) a stypendia były 4.

    To jest
    > patologia, z którą należy walczyć. Ciekawi mnie tak swoją drogą, jak na tę syt
    > uację patrzą starsi pracownicy na ich wydziale, czy współczują takiemu doktoran
    > towi, czy też mają to w poważaniu i spychają na niego i tak masę obowiązków.

    Co przyjdzie doktorantowi ze współczucia? Doktorantem się orze na zajęciach (chyba, że katedra ma "niedopensum" a są takie (!) Innych obowiązków się raczej nie narzuca, w każdym razie nie w nadmiarze, bo doktorantów jest gigantyczny tłum i nie ma tylu obowiązków :-)))
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 19:24
    > No chyba żartujesz. Przecież tak było zawsze. U Ciebie jest inaczej???
    > W okresie o którym wspomniałem w poprzednim poście było chyba około 70 doktoran
    > tów (dziś powiedzielibyśmy: zaledwie) a stypendia były 4.

    70 doktorantów nie robi na mnie wrażenia, u nas przyjmowano na rok po 60-70 dziennych. Teraz jest limit 50 dziennych, reszta może studiować na niestacjonarnych. Chyba, że 70 było ale w jednej katedrze(!).
    Stypendia dla pierwszego roku są u nas przynajmniej od 2004 roku. Dostaje je od 9 do 12 doktorantów, czyli na cały wydział jest ich 40-50. Wiem, że na miejscowej politechnice stypendiów dla pierwszaków nie było, ale wydawało mi się to miejscowym wymysłem. U nas nie ma stypendiów na przedłużeniu studiów o rok. Jednocześnie przydziela się takim doktorantom grupy ćwiczeniowe ponieważ "są już doświadczeni".

    > Co przyjdzie doktorantowi ze współczucia? Doktorantem się orze na zajęciach (ch
    > yba, że katedra ma "niedopensum" a są takie (!) Innych obowiązków się raczej ni
    > e narzuca, w każdym razie nie w nadmiarze, bo doktorantów jest gigantyczny tłum
    > i nie ma tylu obowiązków :-)))

    Ano przyjdzie to, że przynajmniej co niektórzy nie mają sumienia prosić go notorycznie o zastępstwo. Są też tacy, którzy potrafią zrzucić na doktoranta bardzo dużo zajęć. I nie pytają go czy w tym czasie nie ma nic innego do zrobienia, czy ma za co dojechać na uczelnie. A rzadko który doktorant pierwszego roku ma odwagę powiedzieć starszemu pracownikowi, że nie weźmie zajęć.
    Inne obowiązki niż zajęcia to praca w sekretariacie całej katedry albo bycie osobistym asystentem od papierkologi swojego przełożonego, sporządzanie spisów książek w katedrze.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 19:38
    Nie nie, liczba 70 nie miała zrobić wrażenia, przecież zaznaczyłem, że zaledwie. Dziś aż się wierzyć nie chce, że kiedyś studia doktoranckie mogły być tak "elitarne".
    W te stypendia dla pierwszaków aż mi trudno uwierzyć, ale oczywiście nie wątpię. Kolejnym zaskoczeniem jest dla mnie ta wizja pierwszorocznego prowadzącego zajęcia. Jak to w ogóle możliwe przy takiej liczbie doktorantów?
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 19:51
    To widać trafił mi się wydział jak ślepej kurze ziarno ;)
    Szkopuł tkwi w tym, że polityka prowadzenia doktorantów to kwestia każdego profesora. Są tacy, którzy selekcjonują kandydatów i utrzymują zasadę - skoro sam nie zaproponowałem doktoratu to znaczy, że nie widzę takiej możliwości, oraz tacy, którzy przyjmują wszystkich chętnych. Stąd w jednej katedrze jest łącznie 3 doktorantów, w innej po 5 na każdym roku.
    Kiedy ja trafiłam na pierwszy rok, w katedrze było chyba właśnie 3 doktorantów, z czego tylko jeden dzienny. Z zasady szef daje w pierwszej kolejności zajęcia dziennym, niestacjonarni prowadzący cokolwiek to wyjątki. Poza tym najpierw przydziela im zajęcia, a dopiero potem nadgodziny adiunktom i starszym. Tym sposobem uczelnia oszczędza, a pierwszoroczniak może dostać zajęcia w drugim semestrze.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:14
    Oszczędzanie na nadgodzinach to jeszcze inna kwestia.
    To, o czym piszesz dotyka jeszcze innego problemu - niebywałych różnic "kultury doktoranckiej" w ramach jednego wydziału. Od katedr, w których doktoranci się fizycznie nie mieszczą, gdyby wszyscy się chcieli tam naraz wpakować do takich, gdzie jest jeden na trzy lata. Od takich, gdzie się nieprzyzwoicie orze doktorantami do takich, gdzie wystarczy się raz w roku pokazać a i to zbytki. Od takich, gdzie opiekunowie rzeczywiście poważnie traktują podopiecznych i poświęcają im mnóstwo czasu d takich, gdzie doktoranci chodzą samopas a szef robi za gwiazdę.
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 20:27
    Można by rzec, ilu ludzi tyle opinii, bo tak jest właśnie w kulturze doktoranckiej. I coś mi się wydaje, że tego się nie zmieni tak łatwo. Jedyna szansa to wymiana pokoleń i to pod warunkiem, że nowe pokolenie nie jest przekonane, że patologia to norma.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:35
    Z tą wymianą pokoleń byłbym baaaardzo ostrożny. Doświadczenie uczy, że reprodukcja elit jest silniejsza od ich wymiany. Rozejrzyj się wokoło co się z niektórymi dzieje po doktoracie, co dopiero po habilitacji...

  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 20:39
    dlatego podkreśliłam, musieliby być normalnie, a nie przekonani, że patologia to norma. I to co zauważyłeś, musieliby tacy pozostać po doktoracie i habilitacji. Trudna sprawa ;)
  • dala.tata 05.10.12, 18:25
    A o niemozliwosci publikowania wiesz z wielokrotnych recenzji w ktorych wskazywano ci, ze napisanych przez ciebie tekstow nikt nie chce, bo sa za dobre po prostu. Po prostu zawyzasz poziom i masz wyslac artykul o ciekawostkach.

    Forum cierpliwe. Kazda bzdure zniesie.
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 05.10.12, 18:52
    nieopierzony napisał:

    > żeby mógł z czystym sumieniem napisać rekomendację do druku

    Czyli mówimy o akceptowaniu tekstu przez lokalnego szefa? A nawet gorzej, o jakichś rekomendacjach, na podstawie których tekst jest drukowany?! Oj, niedobrze. Tekst zaakceptować lub odrzucić winni byli zewnętrzni recenzenci.

    > bo z czysto oportunistycznego punktu widzenia pewniejszym punktem do
    > stypendium jest wysłanie tekstu do redakcji publikacji pokonferencyjnej, niż do
    > dobrego czasopisma, na którego odpowiedź (nie zawsze przecież pozytywną) częst
    > o trzeba czekać miesiącami.

    Jeśli zależy ci na poziomie twoich publikacji, zwalcz tę pokusę oportunizmu. A P.T.Profesorowie powinni w trybie pilnym doprowadzić do zmiany regulaminu stypendialnego. To się da zrobić, szczegółowe zasady punktacji doktorantów uchwala się lokalnie, przy udziale samych doktorantów.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • spokojny.zenek 05.10.12, 19:01
    pfg napisał:

    > Czyli mówimy o akceptowaniu tekstu przez lokalnego szefa? A nawet gorzej, o jak
    > ichś rekomendacjach, na podstawie których tekst jest drukowany?! Oj, niedobrze.
    > Tekst zaakceptować lub odrzucić winni byli zewnętrzni recenzenci.

    Bez cienia złośliwości muszę Ci doradzić, żebyś się chwile zastanowił, co ma robić redakcja dostająca setki tekstów, z których większość nie nadaje się do niczego. Czy naprawdę czymś zbrodniczym jest wymaganie, by tekst PRZED skierowaniem do recenzji był zaopatrzony w jednozdaniową rekomendację kogoś poważnego (uwaga: niekoniecznie czyjegokolwiek szefa), kto rzucił okiem na tekst i gwarantuje,że nie jest to chłam? Co proponujesz w zamian? Opłaty od autorów na pokrycie kosztów recenzji? Poświęcenie się redaktora wyłącznie czytaniu tego, co przychodzi?

    > Jeśli zależy ci na poziomie twoich publikacji, zwalcz tę pokusę oportunizmu. A
    > P.T.Profesorowie powinni w trybie pilnym doprowadzić do zmiany regulaminu stype
    > ndialnego. To się da zrobić, szczegółowe zasady punktacji doktorantów uchwala s
    > ię lokalnie, przy udziale samych doktorantów.

    Słusznie. Niech sobie "załatwią" ;-))))
  • dala.tata 05.10.12, 19:07
    Pomyslec, ze na calym swiecie redakcje sobie z tym radza. Tylko znow polscy prawnicy sa specjalnej troski.

    I tak, to jest absolutny skandal, zeby szef mial cos do powiedzenia w sprawie tego, co ja napisalem.
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • spokojny.zenek 05.10.12, 19:09
    Znowu odpowiedź bez czytania na co się próbuje odpowiadać. Standard...
  • dala.tata 05.10.12, 19:41
    Moze sprobuj sie zastanowic, co piszesz. jesli piszesz 'niekoniecznie szefa', to zakladasz, ze moze byc szefa. jesli dopuszczasz 'moze byc szefa', to to jest skandal. i do tego sie odnosze. moze sprobuj sie zastanowic nad tym, co piszesz.

    co do reszty, powtarzam: wszyscy sobie radza, tylko nie polscy prawnicy. biedactwa.

    nadal tez chcialbym wiedziec, na jakiej podstawie wiesz, ze nie da sie publikowac powaznych tekstow o poslkim prawie.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 19:31
    A co jest w tym złego, że przełożony przeczyta tekst przed jego wysłaniem do redakcji i wskaże ewentualne niedociągnięcia, które na tym etapie można poprawić? Dala, my nie mówimy o poprawianiu przez niego wniosków, tylko warsztatu naukowego. Moje teksty przechodziły przez ręce szefa i nie był to dla mnie problem. Bo jak mówię - sprawdził mój warsztat, czy np. nie pominęłam jakiejś pozycji literatury, którą warto przejrzeć. Dla mnie to była nauka, a nie przytyk w moją stronę.
  • pfg 05.10.12, 19:36
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > A co jest w tym złego, że przełożony przeczyta tekst przed jego wysłaniem do re
    > dakcji i wskaże ewentualne niedociągnięcia, które na tym etapie można poprawić?

    Jak pisałem poprzednio, doktorant może dać tekst do przeczytania szefowi, jeśli uzna to za stosowne. Jednak stawianie formalnego wymogu posiadania rekomendacji szefa uważam za całkowicie niewskazane.
    --
    Komentarze fizyka
  • spokojny.zenek 05.10.12, 19:41
    pfg napisał:

    > Jak pisałem poprzednio, doktorant może dać tekst do przeczytania szefowi, jeśli
    > uzna to za stosowne.

    Jeśli zaś nie uzna - komukolwiek innemu. Co w tym złego? U Ciebie nikomu się niczego nie pokazuje przed wysłaniem? Dlaczego? Kiedyś pisałeś zresztą chyba coś całkiem innego.

    > Jednak stawianie formalnego wymogu posiadania rekomendacji szefa uważam za całkowicie niewskazane.

    No ale kto i gdzie stawia taki warunek?
  • dala.tata 05.10.12, 19:47
    TY! TY TO ROBISZ!! Napisales:

    Czy naprawdę czymś zbrodniczym jest wymaganie, by tekst PRZED skierowaniem do recenzji był zaopatrzony w jednozdaniową rekomendację kogoś poważnego (uwaga: niekoniecznie czyjegokolwiek szefa), kto rzucił okiem na tekst i gwarantuje,że nie jest to chłam?

    bardzo jestem ciekaw, jak to skomentujesz.

    spokojny.zenek napisał:
    >
    > > Jednak stawianie formalnego wymogu posiadania rekomendacji szefa uważam z
    > a całkowicie niewskazane.
    >
    > No ale kto i gdzie stawia taki warunek?


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • spokojny.zenek 05.10.12, 19:51
    No i gdzie tu jest coś o jakiejś rekomendacji jakiegoś szefa? To już tak fatalnie z tobą?
  • dala.tata 05.10.12, 19:59
    jestes najbardziej nieuczciwym dyskuntantem jakiego miaem okazje poznac. Dyskusja z toba to blad. EOT.


    spokojny.zenek napisał:

    > No i gdzie tu jest coś o jakiejś rekomendacji jakiegoś szefa? To już tak fataln
    > ie z tobą?


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 06.10.12, 01:52
    alegorio polskiego ustawodawstwa, znowu cię nie zrozumieli? co za los...
    --
    Louder Than Bombs...
  • pfg 05.10.12, 19:59
    spokojny.zenek napisał:

    > U Ciebie nikomu się ni
    > czego nie pokazuje przed wysłaniem?

    Jedni pokazują, inni nie. Ja pokazywałem. Natomiast istnieje dość sprawnie działający system seminariów doktoranckich, na których doktoranci referują i to, czego się na dany temat dowiedzieli, i własne wyniki. Jeśli te wyniki są, hm, takie sobie, spotykają się z krytyką na tym etapie.

    > > Jednak stawianie formalnego wymogu posiadania rekomendacji szefa uważam z
    > a całkowicie niewskazane.
    >
    > No ale kto i gdzie stawia taki warunek?

    Jak rozumiem, redakcje niektórych czasopism - tak wynikało i ze słów nieopierzonego, i z twoich.
    --
    Komentarze fizyka
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:08
    pfg napisał:

    > Jedni pokazują, inni nie. Ja pokazywałem. Natomiast istnieje dość sprawnie dzia
    > łający system seminariów doktoranckich, na których doktoranci referują i to, cz
    > ego się na dany temat dowiedzieli, i własne wyniki. Jeśli te wyniki są, hm, tak
    > ie sobie, spotykają się z krytyką na tym etapie.

    A jeśli liczba doktorantów dalece przewyższa liczbę możliwych terminów?
    Pfg, to jest odpowiedzialność opiekuna naukowego. Opiekun sie na to godzi przyjmując doktorantów i za to przecież bierze jakieś pieniądze (albo godziny do pensum, co na jedno wychodzi).

    > Jak rozumiem, redakcje niektórych czasopism - tak wynikało i ze słów nieopierzo
    > nego, i z twoich.

    Nie, zdarza się wymóg, by osoba jeszcze nieznana przedłożyła taką rekomendację, ale nic mi nie wiadomo, żeby gdzieś wymagano rekomendacji akurat od "szefa", cokolwiek by to miało znaczyć.
  • pfg 05.10.12, 20:25
    spokojny.zenek napisał:

    > Opiekun sie na to godzi przyjmując doktorantów i za to przecież bierze jakieś pieniądze
    > (albo godziny do pensum, co na jedno wychodzi).

    Na UJ jest górne ograniczenie na jedno i na drugie: Nie można mieć więcej niż sześciu studentów pod opieką, wliczając w to doktorantów, magistrantów etc. To znaczy, na razie można, ale opieką można rozliczyć tylko 1/3 pensum i nie można opieki nad studentami wliczać do płatnych nadgodzin. A jak mi się wydaje, któreś rozporządzenie ministra wymaga, aby Rady uchwaliły, jaka ma być maksymalna liczba doktorantów, nad którymi jedna osoba może sprawować opiekę w nowym trybie.

    > zdarza się wymóg, by osoba jeszcze nieznana przedłożyła taką rekomendację,

    To źle.

    > ale nic mi nie wiadomo, żeby gdzieś wymagano rekomendacji akurat od "szefa"

    To w praktyce będzie właśnie szef (opiekun naukowy), bo jeśli będzie ktoś inny, może to - znów: może, choć nie musi - spowodować innego rodzaju konflikty. Praktyka rekomendacji po prostu jest szkodliwa.
    -
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:33
    Co do rekomendacji - nie upieram się. Cieszę się w każdym razie, że udało się wyjaśnić to zupełnie niepotrzebne nieporozumienie co do ich koniecznego autora.
    Co do opieki - zauważ, że tak jest u Ciebie, z pewnością natomiast nie tam, gdzie są DOLNE limity seminariów magisterskich (i doktoranckich) i to cokolwiek wyższe, niż 6 :-))) A uprzedzając to, co pewnie słusznie odpowiesz, sam odpowiem cytatem z ostatniego odcinku kultowego dla Twojego pokolenia serialu: "I to się nadaje do prasy!".
    No ale gdzieniegdzie jest pół studenta na samodzielnego a gdzieniegdzie - kilkudziesięciu...
  • pfg 05.10.12, 20:53
    spokojny.zenek napisał:

    > cytatem z ostatniego odcinku kultowego dla Twojego pokolenia serialu: "I to
    > się nadaje do prasy!"

    Nie mam BLADEGO pojęcia o czym mówisz.
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:55
    No jak - nie pamiętasz kelnera zawałowca z Karwowskim w jednej sali szpitalnej? No nie żartuj :-)))
  • pfg 05.10.12, 21:15
    Czterdziestolatek? Nawet nie jestem pewien, czy oglądałem wszystkie odcinki. Kopiczyńskiego zapamiętałem przede wszystkim jako Kirkora w Balladynie (inscenizacja Hanuszkiewicza).
    --
    ...aut digito male pertinaci
  • spokojny.zenek 05.10.12, 21:22
    No jeszcze oficer w "Jarzębinie Czerwonej" ;-)))
  • dr_pitcher 06.10.12, 02:36
    no i Kopernik
  • spokojny.zenek 06.10.12, 07:06
    Co ona?
  • spokojny.zenek 06.10.12, 07:24
    dr_pitcher napisał:

    > no i Kopernik

    Nawet czterdziestki wtedy nie miał ;-)
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 19:44
    Racja, formalny wymóg zgody nie powinien funkcjonować. Zapewne nie raz posłużyłby w innych celach aniżeli naukowe.
  • dala.tata 05.10.12, 19:44
    jest roznica miedzy przeczytaniem a opiniowaniem. ja zachecam moich podopiecznych do tego, zeby dawali do czytania swe teksty.

    zenek jednak mowi o opiniowaniu. o wyslaniu do druku z rekomendacja. a to nie moja sprawa kiedy moj doktorant wysyla do druku swe teksty.

    gruszka_wierzbowa napisała:

    > A co jest w tym złego, że przełożony przeczyta tekst przed jego wysłaniem do re
    > dakcji i wskaże ewentualne niedociągnięcia, które na tym etapie można poprawić?
    > Dala, my nie mówimy o poprawianiu przez niego wniosków, tylko warsztatu naukow
    > ego. Moje teksty przechodziły przez ręce szefa i nie był to dla mnie problem. B
    > o jak mówię - sprawdził mój warsztat, czy np. nie pominęłam jakiejś pozycji lit
    > eratury, którą warto przejrzeć. Dla mnie to była nauka, a nie przytyk w moją st
    > ronę.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:18
    dala.tata napisał:

    > zenek jednak mowi o opiniowaniu. o wyslaniu do druku z rekomendacja. a to nie m
    > oja sprawa kiedy moj doktorant wysyla do druku swe teksty.

    No ale skąd to przemożna przekonanie, że taka rekomendacja miałaby koniecznie pochodzić od "szefa"???
    Tak przy okazji - tu też ujawnia się dość ciekawa różnica - widzę, że u Ciebie "szefem" nazywa się w zasadzie każdego opiekuna. Gdzie indziej to określenie rezerwuje się raczej dla kierownika katedry/zakładu, więc szef jest jeden a samodzielnych może być wielu.

  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:22
    Przepraszam, ze odpisałem, wypowiedź była rozsądna i kulturalna, więc błędnie myślałem, że pochodzi od pfg.

  • spokojny.zenek 05.10.12, 19:54
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > A co jest w tym złego, że przełożony przeczyta tekst przed jego wysłaniem do re
    > dakcji i wskaże ewentualne niedociągnięcia, które na tym etapie można poprawić?
    > Dala, my nie mówimy o poprawianiu przez niego wniosków, tylko warsztatu naukow
    > ego. Moje teksty przechodziły przez ręce szefa i nie był to dla mnie problem. B
    > o jak mówię - sprawdził mój warsztat, czy np. nie pominęłam jakiejś pozycji lit
    > eratury, którą warto przejrzeć. Dla mnie to była nauka, a nie przytyk w moją st
    > ronę.

    Tak właśnie jest w normalnych warunkach. Z tego, co pisze nieopierzony, on też na swojego opiekuna może liczyć. Ci, którzy nie mieli takiego szczęścia jak widać zazdroszczą, sam to zwyczajnie po ludzku mogę zrozumieć, no nie miałem tak dobrze, no ale takie rzeczy wypisywać na forum? Wstyd.
  • pfg 05.10.12, 19:55
    spokojny.zenek napisał:

    > Czy naprawdę czymś zbrodniczym jest wymaganie, by tekst PRZED skierowanie
    > m do recenzji był zaopatrzony w jednozdaniową rekomendację kogoś poważnego

    Zbrodniczym - nie. Potencjalnie szkodliwym - tak. Powody wymieniałem poprzednio. Nieśmiało przy tym zauważam, że skoro zalew prac bardzo słabych widać *na poziomie redakcji*, system rekomendacji od-szefowskich i tak nie działa. Po co go więc utrzymywać?

    > Co proponujesz w zamian?

    Mógłbym powiedzieć: nie moje małpy, nie mój cyrk, ale wypłacanie jakichś zryczałtowanych wynagrodzeń za wstępną recenzję redakcyjną - czy rzecz w ogóle jest warta wysyłania do recenzentów zewnętrznych - nie wydaje się nieuzasadnione. Redakcje wielu czasopism na świecie jakoś sobie radzą z zalewem prac, które do nich przychodzą, przy czym praktyka wstępnych recenzji wewnętrznych jest, jak mi się wydaje, dość powszechna. Jednak najważniejsza powinna być taka zmiana systemu, aby nie wymuszał on inflacji publikacji.

    > Słusznie. Niech sobie "załatwią" ;-))))

    No tak. Niech to załatwią, czyli spowodują, że pojawią się korzystne dla nich zmiany, bez negatywnych konotacji słowa "załatwić". Owo załatwienie polegać powinno na przekonaniu lokalnej Rady Wydziału do zmodyfikowania regulaminu oceniania doktorantów tak, aby doktoranci nie czuli się zmuszeni do laksyrki publikacyjnej.
    --
    Naukowy beton
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:04
    pfg napisał:

    > Zbrodniczym - nie. Potencjalnie szkodliwym - tak. Powody wymieniałem poprzednio
    > . Nieśmiało przy tym zauważam, że skoro zalew prac bardzo słabych widać *na poz
    > iomie redakcji*, system rekomendacji od-szefowskich i tak nie działa. Po co go
    > więc utrzymywać?

    Błąd logiczny. Zresztą juz kilka razy przecież powtarzałem, że to NIE SĄ rekomendacje "od-szefowskie". Gdyby tak było, to oczywiście byłaby to szkodliwa patologia.
    Ale przyznaję, że działa słabo. To fakt.

    > No tak. Niech to załatwią, czyli spowodują, że pojawią się korzystne dla nich z
    > miany, bez negatywnych konotacji słowa "załatwić".

    Te regulaminy się permanentnie zmieniają.
    Co zresztą też ma złe strony.

  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 20:20
    > Te regulaminy się permanentnie zmieniają.
    > Co zresztą też ma złe strony.
    >

    Ma złe strony bo doktorant nigdy nie wie, czego może się spodziewać. Do tego zmiany dyktowane są interesem tych doktorantów, którzy przyjdą na odpowiednie zebranie. Część kadry w ogóle nie interesuje się stypendiami i zasadami ich przyznawania. Zresztą, póki nie mają stypendysty, na którym im zależy, to nie ich interes. Dlatego to sam doktorant powinien zainteresować się sprawami związanymi z regulaminem i jego zmianami.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:25
    Ano właśnie.
    Z tym, że regulaminy, o których mówimy są chyba raczej wyrazem pewnej polityki wydziału a nie wyrazem życzeń doktorantów czy nawet jakiejś ich wpływowej grupy, więc jednak nie przeceniałbym możliwości tego "załatwienia bez negatywnych konotacji tego słowa" :-))

  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 20:32
    Fakt, doktoranci nie przepchną tego, co nie leży w interesie wydziału. Ale w kwestiach dość obojętnych, ich głos może być cenny i nie warto z niego rezygnować.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:38
    No ale co jest "obojętne"? A skoro jest, to kto do tego przywiązuje wagę? Oczywiście, że powinny być limity obciążeń, oczywiście, ze stypendium powinno być godziwe i być regułą, oczywiście, że powinny być mechanizmy wymuszające wywiązywanie się z obowiązków przez opiekunów. Z drugiej strony powinny być mechanizmy egzekwujące jakąś aktywność od doktorantów, bo to, co niektórzy wyrabiają woła o pomstę do nieba. Oczywiście, no ale co z tego?
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 20:50
    Jak obserwuje mój wydział, to mam wrażenie, że obojętne jest mu to gdzie i co publikują doktoranci, jak rozkłada się praca nad doktoratem przez parę lat, udział w życiu wydziału i katedry. Motorem zmian w stypendiach doktoranckich u nas była grupa doktorantów i nowy kierownik studium doktoranckiego, po tym jak okazało się, że stypendia powędrowały do ludzi, których jak to wcześniej określiłam gdzieś tu, nikt na oczy nawet nie widział, ich publikacje nic nie były warte, a doktoraty stały w miejscu.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:59
    Na innych znanych mi wydziałach niewielka liczba stypendiów nie wygenerowała takiego skandalu. To już raczej jest zdziwienie, jak to możliwe, że jedni dostają doktoranta ze średnią jak Ziobro a inni jakos nie mają takiego szczęścia. Albo że jeden z opiekunów ma liczbę doktorantów bardzo daleko przewyższającą limit, o którym wspominał pfg.


  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 21:16
    Każdy ma takiego doktoranta jakiego przyjął i jak go potem prowadzi.

    Cóż, limity należy wprowadzić. I to nie tylko ilościowe na jednego opiekuna. W chwili obecnej studia doktoranckie stały się masowe, ale już tylko niewielka część ludzi pisze doktorat i go broni. Finansowo lepiej więc zapewnić byt tym naprawdę zdolnym, niż wydawać pieniądze na utrzymanie tabunów.
  • spokojny.zenek 05.10.12, 21:21
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > Każdy ma takiego doktoranta jakiego przyjął i jak go potem prowadzi.

    Oj to jednak niezupełnie tak.


    > Cóż, limity należy wprowadzić. I to nie tylko ilościowe na jednego opiekuna. W
    > chwili obecnej studia doktoranckie stały się masowe, ale już tylko niewielka cz
    > ęść ludzi pisze doktorat i go broni. Finansowo lepiej więc zapewnić byt tym nap
    > rawdę zdolnym, niż wydawać pieniądze na utrzymanie tabunów.

    To jasne. Z tym, że "na wejściu" czasami dość trudno prognozować, z którego kandydata coś będzie.
    To, że doktorantów jest coraz więcej nie bierze się z niczego, oboje to wiemy.
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 21:38
    Tak, masz rację, uogólniłam i spłyciłam.
    Ale nie zmienię zdania co do tego, że świadome przyjęcie na doktorat studenta, który miał słabe oceny i nie błyszczy intelektem ale chciał być doktorantem, jest działaniem zmierzającym do tego, że się będzie miało zapewne słabego doktoranta.

    Bardzo trudno czasem prognozować. Może należy zatem większą wagę przyłożyć do pracy ze studentami? Albo jak jedna ze znanych mi katedr prowadzić roczny wolontariat - kandydat przychodzi przez rok na seminarium, robi coś pod okiem wyznaczonego opiekuna i decydują potem co z nim dalej?
  • spokojny.zenek 05.10.12, 21:44
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > Tak, masz rację, uogólniłam i spłyciłam.
    > Ale nie zmienię zdania co do tego, że świadome przyjęcie na doktorat studenta,
    > który miał słabe oceny i nie błyszczy intelektem ale chciał być doktorantem, je
    > st działaniem zmierzającym do tego, że się będzie miało zapewne słabego doktora
    > nta.

    I zamknie się drogę komuś dobremu.
    Miałem na myśli to, że możliwość posiadania i liczba doktorantów zależy od przeróżnych czynników.

    > Bardzo trudno czasem prognozować. Może należy zatem większą wagę przyłożyć do p
    > racy ze studentami? Albo jak jedna ze znanych mi katedr prowadzić roczny wolont
    > ariat - kandydat przychodzi przez rok na seminarium, robi coś pod okiem wyznacz
    > onego opiekuna i decydują potem co z nim dalej?

    Nie za bardzo do zrobienia w warunkach "scentralizowanego" naboru.
  • gruszka_wierzbowa 05.10.12, 21:53
    > Nie za bardzo do zrobienia w warunkach "scentralizowanego" naboru.

    A no właśnie. Pisząc poprzedni post miałam właśnie takie wrażenie, że naprawa obecnego stanu rzeczy wymaga rozwiązań systemowych, a nie tylko dobrych rad.
  • spokojny.zenek 06.10.12, 07:21
    gruszka_wierzbowa napisała:

    > A no właśnie. Pisząc poprzedni post miałam właśnie takie wrażenie, że naprawa o
    > becnego stanu rzeczy wymaga rozwiązań systemowych, a nie tylko dobrych rad.

    W sumie po to chyba jest to forum, żeby wymieniać dobre rady, zwłaszcza, gdy trolle sobie (niestety chyba tylko chwilowo) poszły i można spokojnie dyskutować. Z tej dyskusji pożytków jest kilka. Widać, że co kraj to obyczaj i w różnych ośrodkach jest bardzo różnie (choćby ta kwestia liczby i dystrybucji stypendiów). Różnie jest też w poszczególnych ośrodkach. W każdym razie nie ma czegoś takiego jak jednolity model :doktoranta" i "studiów doktoranckich". Nie ma też jednolitego interesu doktorantów, to są różne grupy o niekiedy wręcz sprzecznych interesach. Ci o których pisałaś mają interes i oczekiwania odmienne od tych, którzy są na co dzień na uczelni i angażują się w jej życie. I tak dalej.
    W każdym razie określony regulamin przyjmowania i regulamin samych studiów jest wyrazem interesu uczelni/wydziału i zawsze tak będzie. Doktorantów uczelnia/wydział ma po coś i tu jest odpowiedź na różne pytania. W ostatecznym rozrachunku wszystko zaś i tak zależy od opiekunów naukowych. Dobry opiekun sensownie pokieruje początkami kariery doktoranta a w wypadku jego ponadnormatywnych obciążeń znajdzie mu na przykład jakieś źródła dofinansowania. Marny opiekun nie będzie miał dla doktoranta czasu, nawet jeśli będzie miał jednego lub dwóch pod opieką. Albo będzie kimś takim z czarnych wizji niektórych forumowiczów (zazdrości sukcesów, zniechęca do publikowania itp) - na szczęście nikogo takiego nie spotkałem, nie wątpię jednak, że tacy mogą istnieć.
    Założyciel wątku jest pełen entuzjazmu. Jeśli rzeczywiście udało mu się trafić do tak świetnego opiekuna, to jest na dobrej drodze.

  • fajnytoster 05.10.12, 19:53
    >
    > Jeśli zależy ci na poziomie twoich publikacji, zwalcz tę pokusę oportunizmu.

    O tym łatwo pisać gdy ma się stałą, profesorską pensję. Natomiast doktorant, który jest zaganiany do pracy na uczelni i nie ma szans dorobić, chce się utrzymać w nauce i nie ma stypendium (czyli żadnych środków na życie) już takiej łatwości dokonywania wyborów nie ma.
    Ja sam miałem o tyle szczęście, że robiłem doktorat jeszcze w tych dobrych czasach, że po przyjęciu na studia miałem [nieformalnie] zagwarantowane, że będę otrzymywał stypendium przez całe 4 lata. I mogłem się zajmować tym, czym chciałem. Gdybym jednak nie miał żadnych dochodów, a jedyną szansą na stypendium byłoby wyrobienie 100 punktów parametryzacyjnych to, szczerze mówiąc, nie wiem jaki byłby mój wybór. Podejrzewam, że chciałbym żyć ;) (a poważnie mówiąc, sądzę że w takich warunkach jakie mają dziś doktoranci tych studiów bym nie skończył)
  • spokojny.zenek 05.10.12, 20:10
    W dzisiejszych warunkach to często albo kosztowne hobby albo pozorowanie zaangażowania przez kilka lat.
  • nieopierzony 07.10.12, 23:08
    Może jeszcze słowo sprostowania, bo dyskusja wynikła z niezręczności językowej.

    Niektóre czasopisma mają wymóg formalny dostarczenia wraz z tekstem opinii pracownika naukowego do tekstu. Czasami trzeba poprosić dra hab., czasami wystarczy ktoś z doktoratem. Oczywiście powyższy wymóg większości z użytkowników nie dotyczy, ale studenci muszą się do tego dostosować.

    Jest to jedynie wymóg formalny - nie gwarantuje przyjęcia tekstu do druku.
  • dala.tata 07.10.12, 23:26
    to jest tak absurdalny wymog, ze dech zapiera.

    nieopierzony napisał:

    > Niektóre czasopisma mają wymóg formalny dostarczenia wraz z tekstem opinii prac
    > ownika naukowego do tekstu. Czasami trzeba poprosić dra hab., czasami wystarc
    > zy ktoś z doktoratem. Oczywiście powyższy wymóg większości z użytkowników nie d
    > otyczy, ale studenci muszą się do tego dostosować.
    >
    > Jest to jedynie wymóg formalny - nie gwarantuje przyjęcia tekstu do druku.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 07.10.12, 23:41
    i niespotykany zazwyczaj...
    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 07.10.12, 23:46
    ale powodowany jedynie troska o najwyzsza, galaktyczna wrecz, jakosc nadsylanych artykulow. i zupelnie nie ma nic wspolnego z tworzeniem barier i praktykami 'dyscypliarnymi'. chodzi tylko o jakosc! i doktoranci powinni sie cieszyc, ze maja takich wspanialomyslnych profesorow, kotrzy im bezinteresowanie pomagaja!


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • ford.ka 07.10.12, 23:52
    Jak mi koleżanka doktor z małocentralnego uniwersytetu powiedziała, ze pewne pismo soc-hum (ERIH 10 punktów) zażyczyło sobie od niej dołączenia do artykułu recenzji samodzielnego a najlepiej belwedera, myślałem, że sobie jaja robi. Ale zapytałem przy okazji u źródła i źródło potwierdziło i aż się zdziwiło, że ja się zdziwiłem.
  • dala.tata 07.10.12, 23:59
    o takich cudach to ja juz slyszalem. artykuly przysylane sa od razu z recenzja. Tu jednak chyba nie o tym mowimy. Tu moiwmy chyba o tym, ze to rekomendacja, zeby doktorant mogl w ogole zlozyc artykul do druku

    ford.ka napisał:

    > Jak mi koleżanka doktor z małocentralnego uniwersytetu powiedziała, ze pewne pi
    > smo soc-hum (ERIH 10 punktów) zażyczyło sobie od niej dołączenia do artykułu re
    > cenzji samodzielnego a najlepiej belwedera, myślałem, że sobie jaja robi. Ale z
    > apytałem przy okazji u źródła i źródło potwierdziło i aż się zdziwiło, że ja si
    > ę zdziwiłem.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • ford.ka 08.10.12, 00:03
    Trochę nie czuję tego rozróżnienia - informacja była, że albo składa z opinią samodzielnego albo nie ma po co składać. To co za różnica czy nazywa się to recenzją czy rekomendacją? Skoro jest prostą doktorą ze wsi, to musi jakiś samodzielny zaświadczyć, że to, co napisała, w ogóle warto rozpatrywać do druku.
  • dala.tata 08.10.12, 00:08
    no dla mnie roznica jest taka, ze ty mowisz o recenzji, a zatem o pelnej analizie wartosci tekstu. rekomendacja, o kotrej mowili w watku prawnicy, pozwala zlozyc do druku, a zatem dopuscic tekst do etapu recenzji. jak jest naprawde, nie mam zielonego pojecia, nigdy nie musialem dostarczyc zaswiadczenia o recenzowalnosci tekstu, nigdy tez nie dostarczalem tekstu z recenzja (wzbudza to zreszta moja duza wesolosc).

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • pfg 08.10.12, 00:37
    dala.tata napisał:

    > nigdy tez nie dostarczalem tekstu z recenzja (wzbudza to zreszta
    > moja duza wesolosc).

    Offtopicznie, kilka razy zdarzyło mi się recenzować prace magisterskie na obcych wydziałach. Jeden promotor podesłał mi pracę magisterską wraz z "moją" recenzją, wystarczyło tylko wydrukować i podpisać. Powiedziałem gościowi, że dziękuję, ale poradzę sobie z napisaniem recenzji, zresztą praca była przyzwoita. Ale ten człowiek chyba się niczego nie nauczył, bo potem zrobił ten sam numer jednej pani adiunkt z mojego wydziału. Pech chciał, że praca była słabiutka, student arogancki ("co mi pani tu pieprzy, ja wiem lepiej, jak ma być") i kobieta chciała dać pałę. Ten promotor pisał i biegał do niej parokrotnie z gotowcem, że tylko podpis, będzie trójka i po sprawie. Ale recenzentka się uparła, w końcu student wycofał pracę, poprawił i dopiero wtedy była trójka.
    --
    Ignorant schmuck
  • spokojny.zenek 08.10.12, 12:44
    Promotorowi najwyraźniej się wydawało, że to uprzejmość wobec "zewnętrznego" recenzenta. Daje to zresztą do myślenia. Słyszałem zresztą, że gdzieniegdzie zdarza się taki tryb "recenzowania" przy pracach licencjackich. Co z jednej strony jest patologią, z drugiej jednak strony pośrednio pokazuje bezsens systemu wymuszającego (znów) prace licencjackie będące często nieudolną imitacją prac magisterskich.
  • spokojny.zenek 08.10.12, 09:34
    ford.ka napisał:

    > Trochę nie czuję tego rozróżnienia - informacja była, że albo składa z opinią s
    > amodzielnego albo nie ma po co składać.

    Gdzie mianowicie byłą taka informacja? Nieopierzony wyraźnie powtórzył, że nie ma wymogu, żeby to był samodzielny.

    > To co za różnica czy nazywa się to recenzją czy rekomendacją?

    Ano taka różnica, że nie jest ważne, jak się coś nazywa, lecz czym jest. Naprawdę nie odróżniasz recenzji od rekomendacji?

    > Skoro jest prostą doktorą ze wsi, to musi jakiś samodzie
    > lny zaświadczyć, że to, co napisała, w ogóle warto rozpatrywać do druku.

    A to z kolei gdzie wyczytałeś? Chyba wyraźnie było napisane, że nie dotyczy to żadnej doktory, ani prostej ani krzywej, ani ze wsi ani z miasta lecz studenta. A i to zapewne takiego, który coś po raz pierwszy w tym piśmie publikuje. I wyraźnie było napisane, że nie musi to być żaden samodzielny.
  • ford.ka 08.10.12, 12:18
    Mam taki postulat - spróbuj czytać posty, na które odpowiadasz.
    >> Trochę nie czuję tego rozróżnienia - informacja była, że albo składa z opinią samodzielnego albo nie ma po co składać.
    > Gdzie mianowicie byłą taka informacja? Nieopierzony wyraźnie powtórzył, że nie ma wymogu, żeby to był samodzielny.
    W moim poście była taka informacja. Nie komentowałem informacji o pismach prawniczych, napisałem, że podobne praktyki dotyczące nie tylko doktorantów stosowane są i w innych naukach, i dałem przykład, na tyle konkretny na ile mogłem.
    >> To co za różnica czy nazywa się to recenzją czy rekomendacją?
    > Ano taka różnica, że nie jest ważne, jak się coś nazywa, lecz czym jest. Naprawdę nie odróżniasz recenzji od rekomendacji?
    Ja odróżniam. Ty nie. "Recenzja" dołączona przez autora artykułu czyli napisana przez kogoś życzliwego i zgodna z oczekiwaniami autora (bo jak nie jest, to PT Autor pójdzie do kogoś innego i innego i innego, i będzie chodził tak długo, aż dostanie "właściwą" "recenzję") nie jest żadną recenzją a tylko i wyłącznie rekomendacją. Nawet jak ma 350 stron maczkiem.
    >> Skoro jest prostą doktorą ze wsi, to musi jakiś samodzielny zaświadczyć, że to, co napisała, w ogóle warto rozpatrywać do druku.
    > A to z kolei gdzie wyczytałeś? Chyba wyraźnie było napisane, że nie dotyczy to żadnej doktory, ani prostej ani krzywej, ani ze wsi ani z miasta lecz studenta.
    W swoim poście wyczytałem, który uzupełniłem po komentarzu.
    > A i to zapewne takiego, który coś po raz pierwszy w tym piśmie publikuje. I wyraźnie było napisane, że nie musi to być żaden samodzielny.
    A tu było wyraźnie powiedziane, że musi. I co mi zrobisz? Pójdziesz na kurs czytania ze zrozumieniem?
  • spokojny.zenek 08.10.12, 12:33
    Jak widać, uwielbiasz dyskutować z jakimiś fantomami.
    Zaczęło się od tego, że w dyskusji pojawiła się informacja o tym, że NIEKTÓRE pisma wymagają REKOMENDACJI pochodzącej od kogoś znanego redakcji, w wypadku, gdy ktoś NIEZNANY z publikacji przysyła po raz pierwszy jakiś tekst.
    No i się zaczęło.
    Ktoś potrafił wyczytać, że chodzi o "rekomendację szefa". Sporo czasu zajęło sprostowanie tej bzdury. Oczywiście oberwało się prostującym.
    Potem ni z gruszki ni z pietruszki pojawiło się, że ma to być rekomendacja od "samodzielnego". I znów to samo.
    Potem ktoś sobie skojarzył, że ta rekomendacja to zamiast procesu recenzyjnego. Albo że sama jest życzliwą recenzją.
    No i oczywiście martwiono się, że to dotyczy praktycznie każdego autora (żeby mu niby miejsce w szyku pokazać).
    Nie pierwszy raz się okazuje, że na tym forum nie brak chętnych do dyskusji z jakimiś fantomami wyprodukowanymi specjalnie w tym celu.
  • pfg 08.10.12, 14:16
    spokojny.zenek napisał:

    > Zaczęło się od tego, że w dyskusji pojawiła się informacja o tym, że NIEKTÓRE p
    > isma wymagają REKOMENDACJI pochodzącej od kogoś znanego redakcji, w wypadku, gd
    > y ktoś NIEZNANY z publikacji przysyła po raz pierwszy jakiś tekst.

    A ja po raz kolejny napiszę, że jest to bardzo zła i szkodliwa praktyka.
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • spokojny.zenek 08.10.12, 14:22
    Ale wypowiadasz się o praktyce w jej rzeczywistym kształcie, prawda? I bezsens dyskutowania o fantomach rozumiesz, prawda?
    A gdybyś miał jednym zdanie powiedzieć, dlaczego ta praktyka jest szkodliwa? Na przykład żeby mi dać argumenty w dyskusji z tymi, którzy uważają inaczej?
  • pfg 08.10.12, 00:25
    ford.ka napisał:

    > zażyczyło sobie od niej dołączenia do artykułu re
    > cenzji samodzielnego a najlepiej belwedera

    Może oni tak rozumieją proces recenzencki? Poważnie się pytam. No recenzje muszą być, a redakcje musiałyby się wysilać, żeby znaleźć kompetentnego recenzenta, który w dodatku mógłby odmówić, spóźniać się, a na koniec przysłać negata. Same kłopoty. A tak, autor znajduje sobie zaprzyjaźnionego samodzielnego, sam autor musi dopilnować, żeby recenzja powstała w skończonym czasie, w końcu recenzja jest, w dodatku pozytywna, redakcja nie musi się wysilać i w ogóle wszyscy są zadowoleni. A tu jacyś malkontenci na forach marudzą. Wstyd, panowie, wstyd!
    --
    I read, much of the night, and go south in the winter
  • dala.tata 08.10.12, 00:41
    Watpie, zeby tak rozumieli proces recenzencki. natomiast tak, to jest odpowiedz na to, ze musza byc recenzje.

    tuz po magisterium opublikowalem chyba trzy lub cztery artykuly po polsku. nie bylo zadnych recenzji. profeosr uznal, ze fajne, poszlo do czasopisma i tyle. jak nie bylo fajne, albo profeosr byl w zlym humorze, nie poszlo. jak przyslal jakis profesor tekst, to on po prostu szedl do druku. jak profesor napisal bzdury, to nastepowala 'redakcja techniczna', ktos z redakcji przerabial tekst (autentycznie!). i wszytko gralo, bucalo i hulalo.

    a teraz panie jakies recenzje chca. kto by sie tym mial zajmowc? profeosr? toz to abominacja! sekretrka by mogla, ale mialaby pisac do innego profeosora z prosba o recenzje? no przeciez to wieksza abominacja. to wymyslili scieme. teraz dalej hula, tylko ze moga powiedzec, ze maja pir rewju.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pfg 08.10.12, 00:45
    dala.tata napisał:

    > to wymyslili scieme. teraz d
    > alej hula, tylko ze moga powiedzec, ze maja pir rewju.

    To właśnie miałem na myśli :-/
    --
    Naukowy beton
  • spokojny.zenek 08.10.12, 09:08
    pfg napisał:

    > Może oni tak rozumieją proces recenzencki?

    Czyli nieopierzony ma jeszcze po raz kolejny powtórzyć, że to NIE ZASTĘPUJE recenzji?
  • pfg 08.10.12, 14:18
    spokojny.zenek napisał:

    > pfg napisał:
    >
    > > Może oni tak rozumieją proces recenzencki?
    >
    > Czyli nieopierzony ma jeszcze po raz kolejny powtórzyć, że to NIE ZASTĘPUJE rec
    > enzji?

    Zenku, przyłączam się do postulatu forda: Czytaj posty, na które odpowiadasz i postaraj się umieścić je we właściwym kontekście. (Przypomina, że sporządzanie notatek może pomóc.) Wtedy zauważysz, że moja wypowiedź odnosiła się do sytuacji opisanej przez forda, nie przez nieopierzonego.
    --
    Naukowy beton
  • spokojny.zenek 08.10.12, 14:23
    OK, przepraszam.
  • spokojny.zenek 08.10.12, 12:39
    ford.ka napisał:

    > Jak mi koleżanka doktor z małocentralnego uniwersytetu powiedziała, ze pewne pi
    > smo soc-hum (ERIH 10 punktów)

    Skoro chodziło o pismo z ERIH, to z pewnością nie było to żadne z pism, o których wzmiankował nieopierzony, co ustaliliśmy w innej dyskusji :-))))
  • ford.ka 08.10.12, 13:05
    Nie chodziło i nie miało chodzić.
    Ta dyskusja już dawno wyszła poza konkretny przypadek nieopierzonego. Tak, dla prawników reguły dyskusji na forach internetowych są kompletnie nie do pojęcia. A najgorsze jest to, że na koniec Wysoki Sąd nie wskazuje, kto ma rację. I jak z tym, żyć, panie premierze Gliński, jak żyć?
  • spokojny.zenek 08.10.12, 13:07
    Reguła pozwalające na nieuzasadnione przysrywanki do rodzaju wykształcenia dyskutanta jest rzeczywiście nie do pojęcia.
  • ford.ka 08.10.12, 13:40
    "nieuzasadnione przysrywanki"? Nie, mecenasie, pogłębiona refleksja oparta na licznych przesłankach ;)
  • spokojny.zenek 08.10.12, 14:05
    To właśnie przykład takiej przysrywanki. Dlaczego akurat mecenasie? Każdy, kto skończył prawo to mecenas?
    Swojej niechęci do tej grupy ludzi dawałeś wyraz mnóstwo razy i stanowczo bym sobie schlebiał, gdybym sadził, że to akurat dzięki mnie :-))).
  • ford.ka 08.10.12, 14:28
    Prawdziwy prawnik, drogi Zenku, potrafi się obrazić nawet wówczas, gdy się do niego zwrócić w sposób powszechnie uznawany za grzecznościowy a wręcz kurtuazyjny. EOT.
  • spokojny.zenek 08.10.12, 14:33
    Co post, to przysrywanka. Prawdziwy (...) tak ma.
    EOT.

  • adept44_ltd 07.10.12, 23:59
    dala.tata napisał:

    > ale powodowany jedynie troska o najwyzsza, galaktyczna wrecz, jakosc nadsylanyc
    > h artykulow. i zupelnie nie ma nic wspolnego z tworzeniem barier i praktykami '
    > dyscypliarnymi'. chodzi tylko o jakosc! i doktoranci powinni sie cieszyc, ze ma
    > ja takich wspanialomyslnych profesorow, kotrzy im bezinteresowanie pomagaja!
    >

    powiem ci, że zazdroszczę i czuję się osierocony... wszystko to musiałem robić sam... co za życie...


    --
    Louder Than Bombs...
  • dala.tata 08.10.12, 00:01
    ja rowniez! czlowiek sie od razu czuje lepiej, jak wie, ze taki wybitny megaprofesor trzyma cie ze reke. czlowiek sie jakos prostuje od razu, zaczyna kroczyc, a nie tylko isc.
    --
    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
  • herr7 06.10.12, 12:28
    Moi poprzednicy radzili Panu "bycie ambitnym i pokazywanie się" możliwie często na konferencjach naukowych (tych międzynarodowych, ma się rozumieć). Ponieważ bycie "nieambitnym" od samego początku kariery naukowej jest dla mnie trudne do zrozumienia przejdę do udziału w konferencjach. Musi Pan pamiętać, że doktorant jako osoba niesamodzielna wykonuje zwykle badania finansowane z projektu, którego kierownikiem jest opiekun i bez jego zgody wyników tych na żadnej konferencji pokazać się nie da. W sprzyjających warunkach pański opiekun opłaci Panu udział w konferencji, na której będzie Pan mógł zwrócić uwagę na siebie ze strony "wielkich tego świata", pod warunkiem że pańskie wyniki będą na to zasługiwały. Samo dosiadanie się w czasie lunchu do stolika i przedstawienie się jako "młody zdolny z Polski" niczego nie da.

    Jeżeli prowadzi Pan badania w naukach przyrodniczych radziłbym przez ten czas nabycie kilku umiejętności. Po pierwsze, planowanie pracy naukowej ściśle pod kątem konkretnej publikacji. Wymaga to zachowania dyscypliny żeby robić eksperymenty naprawdę konieczne do napisania artykułu i uniknąć zbaczania z wybranej drogi (co nie jest łatwe). Należy też zawczasu dokonać wyboru czasopisma lub czasopism wchodzących w grę - najlepiej jeszcze na samym początku pracy badawczej. Radzę się też nauczyć się trudnej sztuki pisania grantów i artykułów naukowych.

    To są porady ogólne. W rzeczywistości będzie Pan zależał od opiekuna i jego woli (lub jej braku) prowadzenia działalności naukowej. To może być bardzo frustrujące. Może się okazać, że pomimo najlepszych chęci nie będzie miał Pan wpływu na przebieg doktoratu, pisania artykułów i grantów. Może Pan jednak zaproponować napisanie przeglądówki, choćby w języku polskim.

    Warto też mieć plan na okres po doktoracie. W tym przypadku zalecam wyjazd z kraju. Jeżeli po jakimś czasie Pan powróci i zechce robić karierę naukową w Polsce dobrze jest mieć świadomość tego, że nauka w Polsce rządzi się zasadami klanowymi i osiągnięcia naukowe o ile nie są naprawdę wielkie mają znaczenie drugorzędne. Liczy się akceptacja pańskiej osoby ze strony "klanu", ale to jest już inna para kaloszy....
  • spokojny.zenek 06.10.12, 12:40
    herr7 napisał:

    > Warto też mieć plan na okres po doktoracie. W tym przypadku zalecam wyjazd z kr
    > aju. Jeżeli po jakimś czasie Pan powróci i zechce robić karierę naukową w Polsc
    > e dobrze jest mieć świadomość tego, że nauka w Polsce rządzi się zasadami klano
    > wymi i osiągnięcia naukowe o ile nie są naprawdę wielkie mają znaczenie drugorz
    > ędne. Liczy się akceptacja pańskiej osoby ze strony "klanu", ale to jest już in
    > na para kaloszy....

    Kiedyś pewien świetny uczony zachodni, znający dobrze polskie realia, powiedział mi, gdy rozmawialiśmy o zaletach i wadach wymuszonej mobilności po habilitacji:
    "No ale przecież u was i tak najważniejsze jest dobrze żyć z tymi, od których zależy twoja kariera naukowa".
  • kramka1 06.10.12, 13:06
    "Jeżeli prowadzi Pan badania w naukach przyrodniczych radziłbym przez ten czas nabycie kilku umiejętności. Po pierwsze, planowanie pracy naukowej ściśle pod kątem konkretnej publikacji. Wymaga to zachowania dyscypliny żeby robić eksperymenty naprawdę konieczne do napisania artykułu i uniknąć zbaczania z wybranej drogi (co nie jest łatwe). Należy też zawczasu dokonać wyboru czasopisma lub czasopism wchodzących w grę - najlepiej jeszcze na samym początku pracy badawczej."
    Primo, autor wątku jest prawnikiem.
    Secundo, ciekawe te Twoje rady odnosnie nauk przyrodniczych. Praca naukowa realizowana pod kątem konkretnej publikacji konczy sie jednym: z "wąskimi" wynikami nie da rady przeskoczyc w inny temat, co jest często potrzebne, gdy wyniki pokazują nowe i nieprzewidziane wczesniej aspekty.
    Wybór czasopisma na poczatku realizacji badan uważam za pomyłkę. Robic trzeba badania ważne, a na koniec, zaleznie od wagi wyników i ich kontekstu wybiera sie czasopismo, kierując sie odkrywczoscia wyników i tym, co się gdzie publikuje (nie kazde czasopismo jest skłonne przyjąc kazdy temat).
    Ogólnie, to, co radzisz w powyzszym akapicie, jest jak odgórne zadekretowanie, ze będę geniuszem i wykonam prace na miarę Nobla. No niestety najciekawsze Noble dotycza odkryc, a tych nie da się zadekretowac.
  • herr7 06.10.12, 16:06
    To prawda, że należy stawiać sobie poprzeczkę możliwie wysoko, ale wybór czasopisma na samym początku procesu badawczego wcale nie oznacza, że stawia się na czasopisma o małym znaczeniu. Nie bardzo rozumiem na jakiej podstawie wyprowadzasz taki właśnie wniosek?

    Nie ma też sprzeczności w dokładnym planowaniu z tym, że "po drodze" można dokonać naprawdę ciekawych odkryć. Należy jedynie pamiętać, że takie "niespodziewane odkrycia, o dużym znaczeniu" stanowią ułamek promila dokonań naukowych, a te oceniane są na podstawie publikacji a nie wyników trzymanych w szufladzie.

    Ostatnie zdanie jest zupełnie bez sensu. Wielu naukowców marzy o Noblu, ale w polskich realiach bardzo niewielu publikuje choćby w Nature czy Science. Nie przypominam sobie jakiejkolwiek pracy, która powstałaby całkowicie w Polsce i była w ostatnich pięciu latach opublikowana w tych czasopismach. W ostatnim Nature jest komentarz poświęcony MRC Molecular Biology Laboratory w Cambridge, którego pracownicy zdobyli dziewięć nagród Nobla. Słabość polskiej nauki wynika głównie z niedoceniania intelektu przez naszą profesurę, z której większość nie miałaby czego szukać w przeciętnym uniwersytecie stanowym w USA.
  • kramka1 06.10.12, 17:03
    "Ostatnie zdanie jest zupełnie bez sensu."
    Czyzby? Radzisz wybór czasopisma na samym początku badan. A co, jak ktos wybierze te Twoje Science? Uzyska gw... ne wyniki i ich opis tam posle, bo dawno temu wybrał Science?To dokładnie miał oznaczac mój Nobel. Nie wiem, jak robisz swoje badania, ale u mnie ciąg zdarzen jest prosty: wymyslam temat, robie wyniki, a potem sie zastanawiam, czy są na miarę najwyższej czy tylko średniej pólki. No a potem przychodzi rzecz jasna redakcyjny walec i w finale artykuł na taka półke, na której jakaś redakcja go przyjeła do druku. Jedyne, co z góry zakładam, to jest półka, na która chce posłac pierwszy manuskrypt. A tytuł jest rzeczą wtórną, bo nie ma tak, by na moich pólkach było tylko po jednym tytule.
  • dama-z-wachlarzem 11.10.12, 10:35
    Być może banalne, ale po prostu nie wiem:
    czy każdy artykuł wysłany do czasopisma naukowego winien zostać przekazany do recenzji, czy też istnieje jakiś system "przed". Tak pytam, z ciekawości. Zawodowo i prywatnie.
  • felisdomestica 11.10.12, 10:38
    Czasem artykuł odrzucany jest bez recenzji (w Nature całkiem często :-) ), przez redaktora prowadzącego, który albo uznaje, że jest za słaby/beznadziejny/ nie pasuje do profilu pisma.
  • dala.tata 11.10.12, 10:59
    zalezy od redatkora, jednak wiekszosc pism, ktore znam, ma system preselekcji i wysylaja do recenzji artykuly, ktore sa uwazane za recenzowalne. artykulow do recenzowania jest coraz wiecej, recenzenci maja ograniczony czas i ochote. 5 lat temu dostawalem jedna prosbe o recenzje na 3-4 miesiace. I chetnie to robilem. dzisiaj dostaje prosbe srednio raz na miesiac i robie to mniej chetnie i coraz czesciej odmawiam, szczegolnie na prosby jednego z czasopism, ktoremu sie chyba moje recenzje bardzo podobaja i prosza za czesto.

    Od konca sierpnia napisalem 2 recenzje, a jedna czeka na napisanie. I mi to recenzowanie uszami wychodzi.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • spokojny.zenek 11.10.12, 14:38
    dala.tata napisał:

    > zalezy od redatkora, jednak wiekszosc pism, ktore znam, ma system preselekcji i
    > wysylaja do recenzji artykuly, ktore sa uwazane za recenzowalne. artykulow do
    > recenzowania jest coraz wiecej, recenzenci maja ograniczony czas i ochote.

    (...)

    > Od konca sierpnia napisalem 2 recenzje, a jedna czeka na napisanie. I mi to rec
    > enzowanie uszami wychodzi.

    Z ty, że zwróć uwagę damo-z-wachalrzem, że dala to dala i jemu wolno tak pisać. Zaś to pismo powinno oczywiście pilnie wprowadzić lub zaostrzyć jakiś system preselekcji, żeby go już więcej na takie niedogodności nie narażać. Co innego pisma w innej dziedzinie, zwłaszcza przez dalę nielubianej. Im wolno co najwyżej taki system wstępnej selekcji zastosować, jaki on zaakceptuje. W żadnym wypadku taki, jaki stosuje.
  • spokojny.zenek 11.10.12, 14:46
    dama-z-wachlarzem napisała:

    > Być może banalne, ale po prostu nie wiem:
    > czy każdy artykuł wysłany do czasopisma naukowego winien zostać p
    > rzekazany do recenzji, czy też istnieje jakiś system "przed". Tak pytam, z ciek
    > awości. Zawodowo i prywatnie.

    Z niczego nie wynika obowiązek wysyłania każdego otrzymanego tekstu. Jeśli redakcja otrzymuje stosunkowo mało tekstów, wystarczy selekcja przez redaktora/redaktorów. Jeżeli tych tekstów jest bardzo dużo - musza stosować inne metody.
  • fajnytoster 12.10.12, 17:56
    > Z niczego nie wynika obowiązek wysyłania każdego otrzymanego tekstu.

    Gdyby taki obowiązek istniał to prędzej czy później redakcje z zapobiegliwości zaczęłyby wysyłać do recenzji kartki świąteczne otrzymane od wdzięcznych za publikację autorów ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka