• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

nic warte Noble bez habilitacji Вы с ум&

  • 23.03.13, 18:42
    CytatJeden z moich studentów - Krzysztof Markowicz bronił doktoratu kilka lat temu. Poprosiłem wtedy Paula Crutzena, wtedy już Noblistę za odkrycie CFC, żeby był recenzentem pracy Markowicza (Crutzen dobrze wiedział co robił Markowicz bo razem pracowali w Grecji nad badaniem pyłów zawieszonych). Paul się trochę zastanowił i powiedział OK. Bardzo zadowolony napisałem email do Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, że mam wybornego recenzenta. Niestety. Paul Crutzen nie ma habilitacji, w związku z tym nie mógł być w Polsce recenzentem doktoratu. Przysięgam, że prawdziwe. zrodlo: takiklimat.blox.pl/2012/03/10-marca-zmarl-Frank-Sherwood-Rowland-ktory.html
    drugie zrodlo: ekulczycki.pl/warsztat_badacza/jak-szybko-zrobic-habilitacje/

    Mam pytanie, do zwolenników habilitacji w Polsce, czy naprawdę uważacie, że habilitacja, którą nadają rady naukowe uprawnionych jednostek po opinii komisji leśnych dziadków po starych układach o łącznym numerze Hirscha = 0, jest więcej warta niż nagroda Nobla?
    Вы с ума сошли?



    Wy s uma soszli?
    Edytor zaawansowany
    • 23.03.13, 19:41
      Czy jeśli ktoś nie jest zagorzałym wrogiem habilitacji ma to oznaczać, że uważa ją widocznie za wartą więcej, niz Nobielewskaja Priemja? Z czego miałoby wynikać takowe powiązanie?
    • 23.03.13, 20:07
      hohenstauf napisała:

      > Mam pytanie, do zwolenników habilitacji w Polsce, czy naprawdę uważacie, że hab
      > ilitacja, którą nadają rady naukowe uprawnionych jednostek po opinii komisji le
      > śnych dziadków po starych układach o łącznym numerze Hirscha = 0, jest więcej w
      > arta niż nagroda Nobla?

      Po pierwsze, supozycja, iż albo nagroda Nobla, albo leśne dziadki, jest całkowicie fałszywa. I dobrze o tym wiesz.

      Po drugie, miło mi poinformować, że Art. 20 ust. 8 Ustawy o stopniach naukowych etc głosi, iż CytatPromotorem w przewodzie doktorskim oraz recenzentem rozprawy doktorskiej lub
      członkiem komisji habilitacyjnej może być osoba będąca pracownikiem zagranicznej szkoły
      wyższej lub instytucji naukowej, niespełniająca wymogów określonych w ust. 6, jeżeli rada
      jednostki organizacyjnej przeprowadzająca przewód doktorski lub, w przypadku postępowania
      habilitacyjnego, rada jednostki organizacyjnej, o której mowa w art. 18a ust. 2 lub 3 lub
      Centralna Komisja, uzna, że osoba ta jest wybitnym znawcą problematyki, której dotyczy
      rozprawa doktorska lub postępowanie habilitacyjne.

      Podobny przepis obowiązywał już w Ustawie z 2003 roku. Natomiast poprzednia ustawa, z roku 1990, wymagała polskiej habilitacji lub tytułu naukowego. Zdaje się, że dr (obecnie już hab.) Krzysztof Markowicz bronił się w ostatnich miesiącach obowiązywania starej ustawy. (Nb, Hirsch wymyślił swój indeks dopiero jakieś dwa lata później.) Wygląda więc na to, iż walczysz z nonsensem, który został już usunięty prawie 10 lat temu. Gratuluję refleksu.

      Po trzecie, być może użytkownik whiteskies uzna za stosowne skomentowanie sprawy omawianej na blogu, a w szczególności sekwencji czasowej, gdyż może on coś o niej bliżej wiedzieć.
      --
      ...aut digito male pertinaci
      • 23.03.13, 20:38
        I tu jest pies pogrzebany. Rada "moze uznac" ale rownie dobrze "moze nie uznac". Czyli rada przyslowiowego uniwersytetu w Pcimiu bedzie oceniac czy noblista rzeczywiscie ma kwalifikacje. Rzecz jasna rada musi miec powody aby "uznac" no bo jakze tak bez powodu. Przypuszczam ze na przyklad bedzie chciala zobaczyc liste publikacji rzeczonego noblisty recenzenta - ale przeciez nie wiadomo jaki jest jego wklad w dana publikacje wiec pewnie bedzie sie domagac oswiadczen od wspolautorow tak jak to robi obecnie. Moze bedzie chciala notarialnie poswiadczonej w polskim konsulacie kopii dyplomu noblisty? A ze Szwecji kopi medalu noblowskiego, co krol Szwecji bedzie musial zrobic osobiscie "bo takie som przepisy". Na koniec zazada dokumentu czy dany noblista "jest pracownikiem" (zaswiadcznie z ZUSu, KRUSu i Urzedu Skarbowego z powolaniem sie na umowe) a dodatkowo zaswiadczenie od odpowiedniego ministertwa ze uczelnia jest uczelnia dzialajaca zgodnie z wymogami odpowiedniej ustawy. Tlumaczenie ze np. w USA nie ma ani ustawy ani ministerstwa na nic sie nie zda bo to bedzie "blad formalny".

        I jeszcze caly aspekt praktyczny sprawy. Nigdy nie robi tego zadna rada. Robi to pani Krysia w dziekanacie ktora latami tonem nie znoszacym sprzeciwu cwiczyla swoje maniery na zawsze przeszkadzajacych jej studentach. W kontacie z nia wymieknie nie tylko noblista ale i sam krol.

        Cnota polskiej nauki zostanie zatem ocalona i zadna "miernota bez habilitacji" nie bedzie sie szarogesic.

        • 23.03.13, 20:48
          Ja też cię lubię, sendi. Naprawdę.
          --
          ...aut digito male pertinaci
          • 26.03.13, 10:07
            Ależ uznaje , uznaje. Od wspomnianej przez PFG modyfikacji Ustawy :)
        • 23.03.13, 21:06
          Tak tak...
        • 23.03.13, 22:40
          przepisałeś to skądś?
          --
          Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
          • 23.03.13, 23:11
            Watpisz? W praktyce to pewnie dziala tak:

            Dear King,
            We need to certify if you gave the Nobel Prize to Mr Paul Crutzen for purpose of internal proceedings at our university. Could you please send proof of statement to the address as given below.
            With kind regards,
            Krystyna X.
            administrative assistant


            --
            Please use elevator, stairs stuck between floors.
            • 23.03.13, 23:17
              Krystyna X.... hm, niemoralna propozycja...

              wątpię :), Krystyna nie posługuje się żadnym obcym językiem ;-)
              --
              Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
              • 23.03.13, 23:19
                A skad ty wiesz, kto Krystynie maile pisze?

                --
                Please use elevator, stairs stuck between floors.
                • 23.03.13, 23:22
                  no, nie wchodzę już w takie intymności...
                  --
                  Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
            • 24.03.13, 02:23
              Ale tu nawet nie chodzi o Krystynę czy kogoś innego.
              To jest z tą habilitacją sytuacja adekwatna i korespondująca do Pokojowej Nagrody Nobla i reżimów nie uznającym ich posiadaczy. Noblista powinien z ulicy móc wejść do dowolnej jednostki prowadzącej badania w jego obszarze i bez zbędnych formalności być dopuszczony w pełni praw do dowolnej dyskusji naukowej czy procedowania w czymkolwiek gdzie wiedza z danej dziedziny jest merytorycznie jedyną kompetencją kluczową.
              Ale nie, w Polsce musimy być oryginalni. Mamy swoje radzieckie procedury, centralną komisję atestacyjną, centralnie w Moskwie, Ułan Bator czy innej Warszawie na cały kraj jedno ciało rozstrzygające, kto w tym kraju jest naukowcem.
              Oszaleliście.

              Tak - faktycznie uważam, że zwolennik habilitacji, który może się otwarcie nie przyzna, bo się wstydzi, ale w rzeczywistości, noblista to żaden naukowiec o ile nie ma Polskiej habilitacji. To ta sama mentalność jaką już zaprezentowaliście w wątku założonym przez studenta, że zaliczony przedmiot na bdb u kogoś jednego u innego się nie liczy: Jak umie, to co za problem, zda jeszcze raz. A co, jak ten Noblista taki faktyczny gieroj, to monografię od ręki skrobnie i znaczny wkład wykaże, bo to musi być, wicie rozumicie, odrębna praca, gdyż ta na podstawie nobla dostał nie liczy się, nie można przedstawiać tego samego osiągnięcia do dwóch awansów, i jeśli ktoś nobla dostał za to czym się zajmował przy doktoracie - to dupa zbita, habilitacji nie będzie, bo słusznie nie należy się głupkowi jednemu....
              • 24.03.13, 07:06
                No i wlasnie to dzisiaj ustawa dopuszcza. Nie ma zbednych formalismy, po prostu musi rada to zaakceptowac. To nie sa znedne formalnosci, nie?

                Nie wyobrazamy sobie jednak, ze ze noblista moze wejsc i powiedziec, ze chce byc recenzentem, a my wszyscy powiemy, o tak efendi, bedxiesz, chociaz wybralismy juz innych.


                --
                Doktorat - nauka - uczelnia
                Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                • 24.03.13, 08:46
                  dala.tata napisał:

                  > Nie wyobrazamy sobie jednak, ze ze noblista moze wejsc i powiedziec, ze chce by
                  > c recenzentem, a my wszyscy powiemy, o tak efendi, bedxiesz, chociaz wybralismy
                  > juz innych.


                  O nie, u nas w Imperium Otomanskim to Imperator decyduje kto jest "efendi".

                  Przyklad jest z noblista, i dlatego jeszcze wywoluje jakas dyskusje bo jest drastyczny i nie do obrony. Ale noblistow jest garstka, pal ich licho, przeczekamy. Natomiast cala reszta to "miernoty bez habilitacji" o to naprawde sie tu rozchodzi. Bo naprawde rozchodzi sie o to ze nauka polska nie chce sie zintegrowac z nauka swiatowa, to znaczy widzi integracje jednostronnie - "wy nam dac granty, stypendia, zaproszenia na wyklady i wy nas publikowac" ale "my was nie uznawac jak nam sie nie chciec".

                  Pfg cytuje ustawe z 2003 roku, 14 lat cisnienia bylo potrzebne aby zrobic mala szczelinke i to w trybie warunkowym. To pokazuje jak wysoki i szczelny jest mur.

                  www.youtube.com/watch?v=aX4eZ1fpYwA
                  • 24.03.13, 09:33
                    sendivigius napisał:

                    > Przyklad jest z noblista, i dlatego jeszcze wywoluje jakas dyskusje bo jest dra
                    > styczny i nie do obrony.

                    To prawda. Tak głupi i nietrafiony przykład zdarza się rzadko, nawet tutaj ;-))

                  • 24.03.13, 11:22
                    Sendi, blagam cie, zachowajmy kontakt z rzeczywistoscia. Za chwile zaczniesz twierdzic ze w uk czy w usa recenzentami doktoratow sa sami noblisci.

                    Zapewniam cie, ze nie dosc ze tak nie jest, to na dodatek bywa, ze sie unika wybitnych badaczy w recenzpwaniu prac. Zapewniam cie, ze nawet w najlepszy, ze swiatow bywaja slabe doktoraty.
                    --
                    Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
              • 24.03.13, 08:41
                spróbuj jeszcze raz przeczytać post pfg...
                --
                Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
              • 24.03.13, 08:53
                hohenstauf napisała:

                > To ta sama mentalność jaką już zaprezentowaliści
                > e w wątku założonym przez studenta, że zaliczony przedmiot na bdb u kogoś jedne
                > go u innego się nie liczy: Jak umie, to co za problem, zda jeszcze raz.

                To jest moja teza i podtrzymuję ją z całą mocą. Twierdzę bowiem, że na studiach, czy też szerzej, w edukacji, chodzi o to, żeby studenci opanowali pewną wiedzę. Jeśli opanował, to zda, nawet nie musi być na bdb, na dst wystarczy. Jeśli nie opanował, to "przepisywanie oceny" byłoby potwierdzeniem nieprawdy. To ty i ów student reprezentujecie mentalność, jak to byłaś uprzejma napisać, radziecką: papier się liczy, nie stan faktyczny.

                Tak się przy tym składa, że ja na codzień mam do czynienia ze studentami, którzy domagają się "przepisania ocen"...
                --
                ludzie oderwani od polskości
                • 24.03.13, 09:16
                  Pfg, twoje rozumowanie to prosta droga aby 5 lat po maturze robic jej weryfikacje. Sa przypadki takich uprawnien ktore trzeba odnawiac, ale trzeba miec tu umiar, to co proponujesz to przesada. Jestes pewien ze zdalbys klasowke z biologii z 2 klasy LO ? Zabrac ci mature?
                  • 24.03.13, 09:21
                    A wiesz, jestem pewien. Nie żartuję. Z historii, geografii i paru innych przedmiotów też. Tylko z rosyjską ortografią mógłbym mieć problemy :-( Natomiast to, co wy proponujecie, to stwierdzenie, że papier się liczy. Jak w każdym, porządnym systemie biurokratycznym.
                    --
                    pisowski prowokator podszywający się
                    • 24.03.13, 09:41
                      Ja bym nie zdal i sadze ze u "mojej" biologicy tez bys nie zdal.

                      Nie rzecz w tym ze papier sie liczy, liczy sie fakt przejscia, papier tylko potwierdza to dla tych co nie wierza na slowo. Ty proponujesz wielokrotne kontrole tego samego, kontroli nigdy dosc, zawsze sie cos znajdzie. W obrocie gospodarczym, prawnym i w ogole spolecznym potrzebna jest jakas pewnosc. Zdal egzamin raz i wystarczy, byc moze mial fuksa, trudno - to tylko jeden egzamin w kolekcji 30 - 40 na studiach. Ty proponujesz (na razie tylko) studentom sytuacje ze nie znaja dnia ani godziny. Obys sie nie doczekal ministry co ci kaze co 5 lat pisac hablitacje.
                      • 24.03.13, 10:31
                        sendivigius napisał:

                        > Zdal egzamin raz i wystarczy,

                        W tym rzecz, że NIE zdał jeszcze. Dopiero ma zdawać i zamiast tego chce mieć "przepisaną" ocenę z INNEGO egzaminu.
        • 24.03.13, 09:19
          sendivigius napisał:

          > I tu jest pies pogrzebany. Rada "moze uznac" ale rownie dobrze "moze nie uznac".
          [...]
          > I jeszcze caly aspekt praktyczny sprawy. Nigdy nie robi tego zadna rada. Robi to
          > pani Krysia w dziekanacie

          Ponieważ ta gałąź wątku trwa i się rozrasta, a ja sendiego naprawdę lubię, mimo iż uczynił on swoją misją życiową udowadnianie, że polska nauka tkwi w d... ciemnej i upiera się przy tym nawet wtedy, gdy nie ma racji, odpowiem merytorycznie. Otóż przywoływany przepis Art. 20 ust. 8 Ustawy jest tak naprawdę bardzo liberalny - rada może uznać, że zagraniczny uczony, noblista lub nie, bez znaczenia, jest kompetentny do recenzowania doktoratu dokładnie w takim samym trybie, w jakim może uznać, że jakiś stuprocentowo polski i belwederski prof. dr hab. X. Y. jest kompetentny do recenzowania tegoż doktoratu. Rada i nad jednym, i nad drugim głosuje. Kropka. Rada może nie uznać kompetencji polskiego, belwederskiego prof. dr hab. I podobnie może nie uznać kompetencji uczonego zagranicznego. Ustawodawca 10 lat temu (dziesięć lat temu - ale hohenstauf tego nie zauważyła, a sendi radośnie podchwycił) uznał, że na potrzeby promowania doktoratów oraz recenzji doktorskich i habilitacyjnych uczeni zagraniczni są równi polskim samodzielnym: odpowiednia Rada rozpatruje ich kompetencje merytoryczne. Sursum corda!

          I nie, nie robi tego pani Krysia z dziekanatu. Robią to promotor i dziekan, którzy Radzie kandydatów na recenzentów proponują, a następnie muszą Radę przekonać, jeśli zajdzie taka potrzeba, że dany pan lub pani mają odpowiednie kompetencje merytoryczne. Techniczne rzecz biorąc, wymagania wobec pracowników polskich uczelni i instytucji naukowych są wyższe, niż wobec uczonych zagranicznych. Polakom sprawdza się spełnienie wymogów formalnych (habilitacja, tytuł naukowy), a zagraniczni są z tego zwolnieni. Natomiast samo spełnienie kryteriów formalnych nie wystarcza.
          --
          pisowski prowokator podszywający się
          • 24.03.13, 09:25
            "że na potrzeby promowania doktoratów oraz recenzji doktorskich i habilitacyjnych uczeni zagraniczni są równi polskim samodzielnym: odpowiednia Rada rozpatruje ich kompetencje merytoryczne. Sursum corda!"



            pfg, zaraz będzie afera po tym, co napisałeś ;-), no bo jakże to tak, rada może coś powiedzieć o bogach???
            --
            Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
          • 24.03.13, 10:06
            Oh, pfg. Rada jedno zycie drugie. Pani Krysia musi wypelnic rubryczki na formularzu przygotowanym przez ministerstwo i nie moze zostawic "blank" w miejscu gdzie trzeba wpisac tytuly recenzenta - bo "nie wskoczy" bo program ktory wytworzylo ministerstwo i ktory pani Krysia wypelnia "nie ma takiej opcji" i odrzuci jako niekompletny. Rada o tym wie i nie bedzie robic pani Krysi problemow i pisac dodatkowo do ministerstwa o nowa wersje etc, etc.

            Opowiadal mi znajomy ktory probowal sie zatrudnic w II RP po dluuuuuugim pobycie za granica, nie dalo sie bo najwazniejszym dokumentem jaki musial przedsawic byl.... uregulowany stosunek do sluzby wojskowej. Nic sie nie dalo zrobic, nominalnie bez tych papierkow byl dezerterem. Zatrudnienie nie mialo zadnego zwiazku z wojskiem, on sam byl w wieku mocno niepoborowym i wszyscy w instytucji chcieli mu isc na reke.

            Ty widzisz sprawy idealnie i legalnie. Proces przyznawania stopnia jest jednak procesem administracyjnym i jest wykonywany (niezaleznie od meritum) przez administracje. Administracja ma swoje rozporzadzenia, zarzadzenia i formularze. I jak akurat juz tak przewidziala i przygotowala formularz to przejdzie, a jak nie przwidziala (niezaleznie od tego co mowi ustawa) to d.... zbita.

            Ja przeciez nie twierdze ze w radzie nikt nie potrafi sie poznac na nobliscie - ja twierdze ze rada dziala w takim otoczeniu prawnym i praktyki administracyjnej ze nic nie zrobi jak im pani Krysia z dziekanatu (i pani Zosia z ministerstwa) tego nie zatwierdzi. A to juz zawsze jest punkt zaczepienia paru popaprancow w radzie aby podniesc sztandary jihadu przeciw "zapadnikom", wiec normalna reszta majac na uwadze swiety spokoj da za wygrana.
            • 24.03.13, 11:06
              tyle słów...i po co?;)
              Czy ktoś zna przykład jakiegoś noblisty (nawiasem mówiąc, palą się oni zapewne do recenzowania polskich doktoratów...), odrzuconego przez polską RW na przestrzeni ostatnich 10 lat?:)
              Habilitacja ma wady, ma też zalety - można o niej sensownie rozmawiać. Ale zarzuty tu obecne są typowo z.d.w. Porozmawiajmy raczej o wpływie tej procedury na wybór tematów badawczych, o charakterze kryteriów, o szkodliwym przymusie jej robienia na przestrzeni ledwie 8 lat, o przewagach i wadach upaństwowionego systemu w konkretnych realiach III RP itp.
              A co do przepisywania ocen, jestem całym sercem po stronie pfg. Na moim wydziale żądania przepisywania ocen są nagminne zwłaszcza na studiach administracji, gdzie studenci po zajęciach zwących się np. "Prawem międzynarodowym" odbytych w Wyższej Szkole Wdzięku i Uroku żądają uwzględnienia tej oceny, nie mając oczywiście zielonego pojęcia - podkreślam, zielonego pojęcia (to tak, jakby podczas klasówki z biologii - Pana przykład - napisać, że komar jest ssakiem, bo wysysa krew, albo, że fotosyntezę przeprowadzają zwierzęta, albo, że RNA występuje tylko u ryb) - o przedmiocie...
              • 24.03.13, 11:14
                podworkowy napisał(a):

                > Habilitacja ..... ma też zalety -

                Wymien, nie dla mnie bo ja te "zalety" juz znam ale dla kogos nowego na tym forum. I ja juz dyskutowal nie bede, bo powiedzialem "n" razy, ale inni sa uprzejmie zaproszeni do walenia glowa w mur.
                • 24.03.13, 11:46
                  zaleta jest jedna i fundamentalna - habilitacja eliminuje lub przynajmniej b. poważnie ogranicza możliwość zakończenia przez pracownika naukowego pracy na zrobieniu doktoratu. Jeśli ktoś sądzi, że w polskich realiach zniesienie habilitacji i zastąpienie jej uczelnianymi konkursami zaowocuje tylko poprawą jakości, a nie możliwością trwania wielu BMW do emerytury, to składam to na karb nadmiernego optymizmu lub nieznajomości polskich realiów.
                  • 24.03.13, 12:29
                    podworkowy napisał(a):

                    to składam to na karb nadmiern
                    > ego optymizmu lub nieznajomości polskich realiów.


                    A kiedy ja wytykam pfg nadmierny optymizm i nieznajomosc realiow to wyjezdza z ustawami i reszta legalizmu. No to zdecydujcie jak argumentujemy - wg tego jak jest czy wedlug tego jak stanowia prawa.
              • 25.03.13, 04:36
                ano znam, od tego zacząłem wątek:
                noblista Paul Crutzen nie ma habilitacji, w związku z tym nie mógł być w Polsce recenzentem doktoratu.
                zrodlo: takiklimat.blox.pl/2012/03/10-marca-zmarl-Frank-Sherwood-Rowland-ktory.html
                drugie zrodlo: ekulczycki.pl/warsztat_badacza/jak-szybko-zrobic-habilitacje/
                kolejni nie próbowali, bo rozniosło się, że jeśli chcą się liczyć, to muszą po noblu wziąć się wreszcie do uczciwej roboty i mieć wkład w rozwój a nie obijać się i liczyć na to, że porządny kraj, mesjasz narodów, będzie akceptował takich dyletantów bez habilitacji do poważnych procedur.
                • 25.03.13, 07:08
                  hohenstauf napisała:

                  > ano znam, od tego zacząłem wątek:
                  > noblista Paul Crutzen nie ma habilitacji, w związku z tym nie mógł być w Polsce
                  > recenzentem doktoratu.

                  Co okazało się wymysłem i bzdurą.

                  > kolejni nie próbowali, bo rozniosło się

                  To rzeczywiście problem. Jak wiadomo tematy polskie, w szczególności treść obowiązujących u nas przepisów są zawsze głównym tematem rozmów na każdy spotkaniu noblistów. A jeśli jeszcze do tego dodamy szczególnie prestiżowy charakter bycia recenzentem w Polsce, to nic dziwnego, że wrzenie w środowisku trwa do dziś...

                  • 25.03.13, 07:53
                    nie wiem, czy dostrzegł Pan, że troll zmienił płeć:)
                    • 25.03.13, 08:15
                      A i owszem. Nie chwaląc się, dostrzegłem.
                      • 25.03.13, 08:36
                        ale nadal zwraca się Pan do niej per "Pani"... Cóż za brak respektu dla prawa jednostki do swobodnego określania swej tożsamości płciowej. Czy to już przypadkiem nie zahacza o mowę nienawiści?;)
                        • 25.03.13, 17:55
                          Droga podworkowy, forum jest anonimowe, a płeć jest jedną z danych osobowych, których nie zamierzałam, nie zamierzałem i nie 'zamierzałom' ujawniać - jak na porządnego trolla i porządną trollicę przystało potrafisz zajmować się wątkami pobocznymi i argumentować do osoby, zamiast zajmować się meritum. A meritum jest takie, że to idiotyzm aby - niezależnie od popularności bycia recenzentem w Polsce - ograniczać dostęp niehabilitowanym do bycia recenzentem tylko dlatego, że dostali nagrodę Nobla przed zrobieniem Polskiej habilitacji.
                          Jeśli chcemy aby recenzowali nasze wnioski ludzie ze światowej nauki, to musimy zdjąć te kretyńskie ograniczenia, zwłaszcza, że jesteśmy nacją, która ma sporą diasporę, więcej niż połowa polskojęzycznej ludności robi kariery poza ojczyzną i są wykluczeni, nie przez niechęć do wspomagania polskiego rozwoju cywilizacyjnego, ale przez głupie przepisy - bariery bez sensu. To tak jakbyśmy się uparli, że nasze napięcie elektryczne ma być 156V a gniazdka sześciobolcowe. Po prostu sami się wykluczamy.
                          • 25.03.13, 20:11
                            Drogi anonimie płciowy, czytaj uważnie odpowiedzi rozmówców, to przestanę Cię traktować jako trolla. Zauważ, droga genderowo niejawna osobo, że przyjmuję dla Ciebie wersję korzystną, mianowicie zakładam, że trollujesz. Jeśli nie, to muszę przyjąć, że nie jesteś w stanie przeczytać kilku krótkich postów (m.in, pfg i mojego) ze zrozumieniem i powielasz zarzuty, które zostały jasno zdezawuowane jako OBECNIE nieprawdziwe oraz nie umiesz wyrażać swoich myśli ("to idiotyzm aby - niezależnie od popularności bycia recenzentem w Polsce - ograniczać dostęp niehabilitowanym do bycia recenzentem tylko dlatego, że dostali nagrodę Nobla przed zrobieniem Polskiej habilitacji" - WTF???) Jeśli prawdziwy jest drugi wariant, to rzeczywiście nie jesteś, szanowna/y hermafrodyto forumowy, trollem: jesteś funkcjonalnym/ą analfabet(k)ą.
                          • 26.03.13, 12:56
                            Co do meritum pelna zgoda. Sprawę o kto-rej piszesz znam z autopsji bo dotyczy mojego środowiska. Akurat ten problem, jak pisal PFG, od konca 2003 nie istnieje, od ~10 lat często na Wydziale i w okolicach mamy zagranicznych recenzentów doktoratów, czasem wspólpromotorów. Często jednak miewamy absurdalne problemy z recenzjami na wyższym poziomie, tak naprawdę najgorzej jest przy ocenie dorobku do tytułu profesora.
                            Poza tym według aktualnej wersji ustawy jest inny kłopot, ze współpromotorstwem (np. gdybym chciał z noblista albo kimś innym, tym razem z habilitacją, wspólnie wypromować doktoranta, np. interdyscyplinarnego na granicy naszych specjalności, to według nowych procedur nie da sie tego zrobic.
                            • 26.03.13, 14:44
                              whiteskies napisał:

                              > Poza tym według aktualnej wersji ustawy jest inny kłopot, ze współpromotorstwem
                              > (np. gdybym chciał z noblista albo kimś innym, tym razem z habilitacją, wspó
                              > lnie wypromować doktoranta, np. interdyscyplinarnego na granicy naszych specj
                              > alności, to według nowych procedur nie da sie tego zrobic.

                              Z habilitowanym nie, ale z noblista bez habilitacji chyba mozna. Bez habilitacji nie ma prawa do promowania, o ile rada nie postanowi inaczej.

                              --
                              Tu kończy się Polska
                              • 26.03.13, 22:32
                                Noblistę bez habilitacji można wziąć jako promotora pomocniczego :)
                              • 27.03.13, 09:20
                                Ch: "Bez habilitacji nie ma prawa do promowania, o ile rada nie postanowi inaczej"

                                proszę zatem pokazać w portalu nauka-polska.pl zakończony przewód o nadanie stopnia z promotorem bez habilitacji
                                • 27.03.13, 09:43
                                  Proszę zatem pokazać promotorów z krajów bezhabilitacyjnych którzy - zwabieni sławą, prestiżem i co tu dużo gadać pieniędzmi - postanowili promować swoich doktorantów akurat na sławnych polskich uczelniach.
                        • 25.03.13, 18:12
                          podworkowy napisał(a):

                          > ale nadal zwraca się Pan do niej per "Pani"...

                          Gdzie??? :-O
                          • 25.03.13, 20:12
                            "hohenstauf napisała"...
                            • 25.03.13, 20:51
                              Ale gdzie się zwracam "Pan" lub "Pani"? Per "Pan" zwracam sie tylko do Ciebie (za to konsekwentnie i bez wyjątków :-)). No i do tego, no, golibrody, nieobecnego jednego na tym forum.
                • 25.03.13, 08:47
                  "kolejni nie próbowali,"


                  no to są bez ambicji, jak nie próbowali .... ;)
                  --
                  Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
          • 24.03.13, 10:27
            Jak juz mnie tak lubisz to bonus - wytlumacze na przykladzie.

            Niektorzy twierdza ze w PRLu byla cenzura i pewne wydawnictwa byly niedostepne. Tymczasem jest to nieprawda. W twojej bibliotece UJ (i paru innych) byl (i pewnie jest) dzial zbiorow specjalnych gdzie w czasach PRLu rowno na poleczce staly wszystkie numery na przyklad paryskiej Kultury. Mozna bylo sobie poczytac - gdzie wiec ta cenzura? Ano tutaj ze aby poczytac to trzeba bylo napisac podanie, podanie potwierdzic, zatwierdzic, uzystac zgode jednego i drugiego etc. Formalnie wiec bylo to dostepne ale za wysoka bariera. Mozna wiec bronic z pozycji takiej jak ty: ze legalnie, ze formalnie, ze zawsze i wszedzie sa jakies wymagania, ze... i tak dalej. A dla wielu ludzi to byla po prostu cenzura a tlumaczenia to po prostu pic na wode. Podobnie jest wlasnie teraz. Nominalnie, formalnie i tak dalej jest wszystko ok, a jak przychodzi co do czego to wciaz jest jak jest.
          • 24.03.13, 12:38
            pfg napisał:

            a ja sendiego naprawdę lubię, mimo
            > iż uczynił on swoją misją życiową udowadnianie, że polska nauka tkwi w d... ci
            > emnej i upiera się przy tym nawet wtedy, gdy nie ma racji,


            Ja?

            No to prosze, oto fla:

            I jak zacząłem liczyć, to wyszło że bardziej "opłaca się" strategia publikowania w topowych żurnalach polskich (8-10 pkt). Tam publikuję głównie jako jedyny autor, więc dostaję "pełną pulę" punktów. W przypadku publikacji do JCR mam wielu autorów, bo najczęściej dane zebrał ktoś inny, ktoś inny robi badania a jeszcze ktoś inny zebrał literaturę.

            i reszta postu:

            forum.gazeta.pl/forum/w,87574,141311244,141542357,to_szerszy_problem.html
            Czyli co robi NBK? Przepisami zniecheca i hamuje kooperacje oraz promuje publiowanie makulatury, tworzenie pseudonauki i pseudokarier.

            Jak to nie jest ciemna d...., to czego jeszcze chcesz?
            • 24.03.13, 13:16
              pfg napisał:
              >
              > a ja sendiego naprawdę lubię, mimo
              > > iż uczynił on swoją misją życiową udowadnianie, że polska nauka tkwi w d
              > ... ci
              > > emnej i upiera się przy tym nawet wtedy, gdy nie ma racji,

              >

              Cytat:

              Dziś - prawda - znane są przypadki wyjazdów na wschód z portfelem pełnym dolarów i powrót z habilitacją...

              www.tokfm.pl/blogi/cicer-cum-caule/2013/03/kiedys_profesorowie_protegowali_kandydatow_na_studia_w_poczuciu_odpowiedzialnosci_za_to_kogo_ksztalca_jak_daleko_zaszlismy_/1#BoxSlotII3img

              Artykul w stylu "przygadywal kociol garnkowi" - juz naprawde nie wiadomo ktora d... jest ciemniejsza. Przykre to wszystko.
              • 24.03.13, 14:25
                Tak, sendi, ty jesteś jedyny sprawiedliwy, podczas gdy my wszyscy, biedni krajowcy, jesteśmy zaślepieni (jak to w d... ciemnej). Lecz nie trwóżmy się, bo ty nam ułomności polskiego systemu, których nikt z zaślepionych krajowców dostrzec nie potrafi, niestrudzenie będziesz przedstawiał - nawet wtedy, gdy nie masz racji. Czymże bowiem jest racja wobec Prawdy? Nie wahaj się ani chwili, nie przestawaj nam tłumaczyć, że to, iż jeszcze 10 lat temu obowiązywał pewien głupi przepis, dowodzi głębi naszego upadku moralnego i intelektualnego dzisiaj, gdyż ty i pani Krysia, jedynie wy, wiecie jak jest naprawdę.

                A z tą książeczką wojskową to już naprawdę jest koniec świata. Kolega właśnie składa wniosek profesorski, a we wniosku trzeba podać numer książeczki wojskowej. A on książeczki wojskowej nie ma. Czy miał, ale zgubił, czy nigdy nie miał - kolega nie pamięta. W każdym razie w wojsku nigdy nie był - tyle pamięta. No i teraz doktorant wypromowany - jest, publikacje - są, przyzwoity Hirsch - jest, recenzje pozytywne - są, uchwała Rady Wydziału - jest, książeczki wojskowej - nie ma. Tytułu nie będzie, pomyślał kolega, lecz w akcie desperacji poszedł do Wojskowej Komendy Uzupełnień. Tam mu urzędniczka poradziła, aby złożył wniosek o wydanie nowej książeczki wojskowej, który po zarejestrowaniu powoduje... wygenerowanie numeru książeczki wojskowej. Cała procedura, z wejściem do WKU, rozmową z urzędniczką i wypełnieniem wniosku, zajęła koledze 15 minut. Niebywałe! W Polsce?! Nie-do-po-myś-le-nia. Historia jest autentyczna, znam ją z pierwszej ręki i całkiem świeżutka, z zeszłego tygodnia.

                A teraz radzę się zastanowić, jak wyglądałaby kariera akademicka osoby, która nie ma "uregulowanego stosunku do służby wojskowej" i jest obywatelem Izraela lub Szwajcarii. Sendi! Nie ograniczaj się do Polski, na całym świecie jest mnóstwo zła, które musisz wskazać i napiętnować.
                --
                plut. pchor. rez. PFG
                • 25.03.13, 09:14
                  pfg napisał:

                  > gdyż ty i pani Krysia, jedynie wy, wiecie jak jest naprawdę.

                  Przez chwile poczulem jak czlonek klubu Bilderberg. Niestety, ja tylko zamieszczam wpisy na forum GW. Ile kto z tego ma, to ma, taka jest natura dyskusji.

                  Zlo jest wszedzie, a Wielkanoc to czas odkupienia - oby choc troche ;)
              • 24.03.13, 15:11
                sendivigius napisał:

                > Dziś - prawda - znane są przypadki wyjazdów na wschód z portfelem pełnym dol
                > arów i powrót z habilitacją...

                >
                > www.tokfm.pl/blogi/cicer-cum-caule/2013/03/kiedys_profesorowie_protegowali_kandydatow_na_studia_w_poczuciu_odpowiedzialnosci_za_to_kogo_ksztalca_jak_daleko_zaszlismy_/1#BoxSlotII3img

                Ach, cóż, dziś znane są przypadki profesorów, którzy bez zażenowania przyznają, że na studia dostali się po protekcji, a potem w podręcznikach swego autorstwa propagowali pogląd, że homoseksualizm jest zjawiskiem nabytym i uleczalnym (wpis z 12.03). No, ale zmądrzeli i dziś ich słowa, że "znane są przypadki", dowodzą całkowitego upadku etycznego, organizacyjnego i merytorycznego *całej* polskiej nauki A.D.2013.
                --
                I read, much of the night, and go south in the winter
    • 27.03.13, 04:59
      Nie rozumiem w czym problem.
      Na kazdej dobrej uczelni na zachodniej polkuli recenzent pracy doktorskiej musi byc zaakeptowany przez "School of Graduate Studies" (cialo uniwersyteckie okreslajace program studiow i temu podobne). Akceptuje na podstawie przedstawionego zyciorysu potencjalnego recenzenta. W Polsce czyni to Rada Wydzialu. Czyli w sumie podobnie. Sam, nie majac habilitacji (bom leniwy albo przyglupi) bylem wspol-promotorem jedenj pracy doktorskiej i recenzetem dwoch, Nobla jeszcze nie mam.
      • 27.03.13, 08:40
        Prosze Pana, o ile wiem, to wiekszosc przepisow jest w Polsce wyjatkowo dobra. Problem jest w tym, ze czasami postepowanie tych ktorzy decyduja, jest uczciwe i zgodne z przepisami, ale w wielu przypadkach nie jest.
        • 27.03.13, 09:06
          annaintheoutback napisała:
          > Prosze Pana, o ile wiem, to wiekszosc przepisow jest w Polsce wyjatkowo dobra.
          > Problem jest w tym, ze czasami postepowanie tych ktorzy decyduja, jest uczciwe
          > i zgodne z przepisami

          Czy to co napisałaś annaintheoutback, jest jakimś wyznaniem? Bo to trzeba by przyjąć na wiarę co piszesz.
          • 27.03.13, 11:25
            Re: martin.kedzior. To jest moja wlasna wiedza, na podstawie obserwacji, wiec napisalam 'o ile wiem', co oznacza, ze ograniczeniem jest moja wiedza.
        • 27.03.13, 09:08
          annaintheoutback napisała:

          > Prosze Pana, o ile wiem, to wiekszosc przepisow jest w Polsce wyjatkowo dobra.

          Akurat nie. Natomiast ten przepis, o recenzentach zagranicznych, jest w porządku. Wydaje się jednak, że on po prostu nie jest znany, jest, lecz jest rzadko stosowany. Warto więc ludzi informować o tym, że "wybitny znawca" z zagranicy może być promotorem lub recenzentem, nawet jeśli nie ma polskiej habilitacji.

          Ale i tak nie spodziewam się znacznego wzrostu liczby recenzentów zagranicznych. Z kilku powodów. Po pierwsze, działanie tego przepisu będzie ograniczone do zagadnień "międzynarodowych", a więc w praktyce do nauk ścisłych i przyrodniczych, może też medycznych i technicznych. Po drugie i ważniejsze, promowanie doktoratów i pisanie recenzji są ważnymi etapami w karierze naukowej, zwłaszcza po ostatniej zmianie przepisów. Trudno się spodziewać, że możliwość napisania recenzji zostanie "zmarnowana" na uczonego zagranicznego, podczas gdy mogłaby być wykorzystana przez kogoś z Polski, kto myśli o ubieganiu się o tytuł profesora. Koncepcja, że na recenzentów bierzemy zawsze najlepszych specjalistów, bez zwracania uwagi na ich obywatelstwo i afiliacje, jest piękna i pożądana, ale cokolwiek naiwna i idealistyczna...
          --
          Ignorant schmuck
          • 27.03.13, 09:13
            Ale to się da bardzo prosto rozwiązać.
            Wystarczy wprowadzić zasadę, że w przewodzie doktorskim jeden recenzent może być z terenu Unii Europejskiej a drugi ma być spoza Unii Europejskiej z kraju OECD.
            • 27.03.13, 09:48
              Tak, proponuje jeszcze wprowadzic zasady, ze recenzent musi miec przynajmniej 180 cm wzrostu.

              martinkedzior napisała:

              > Ale to się da bardzo prosto rozwiązać.
              > Wystarczy wprowadzić zasadę, że w przewodzie doktorskim jeden recenzent może by
              > ć z terenu Unii Europejskiej a drugi ma być spoza Unii Europejskiej z kraju OEC
              > D.


              --
              Doktorat - nauka - uczelnia
              Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
              • 27.03.13, 10:01
                dala.tata napisał:

                > Tak, proponuje jeszcze wprowadzic zasady, ze recenzent musi miec przynajmniej 1
                > 80 cm wzrostu.

                Wez, kurde, nie przesadzaj. Skad ja wezme takich recenzentow?

                --
                Tu kończy się Polska
              • 27.03.13, 12:09
                Re: dala.tata. Jezeli tak wielu naukowcow chcialoby recenzentow zagranicznych, to nie rozumiem co stoi na przeszkodzie. Sa takie przepisy, oraz sa respektowane, w niektorych krajach, z konkretnych powodow. Prosze spojrzec na moj komentarz z godz. 12.02.
                • 27.03.13, 14:51
                  No alez wlasnie ten watek jest o tym, ze niewiele stoi na przeszkodzie. Moze poza takimi rzeczami, czy ja chce pisac recenzje w przewodach polskich.

                  I jeszcze warto pamietac, ze my tu w UK nie sprowadzamy ciagle ludzi z USA i Australii, bo mamy ochote. Dobrze jest odrobine zdrowego rozsadku zachowqc.

                  annaintheoutback napisała:

                  > Re: dala.tata. Jezeli tak wielu naukowcow chcialoby recenzentow zagranicznych,
                  > to nie rozumiem co stoi na przeszkodzie. Sa takie przepisy, oraz sa respektowan
                  > e, w niektorych krajach, z konkretnych powodow. Prosze spojrzec na moj komentar
                  > z z godz. 12.02.


                  --
                  James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                  • 27.03.13, 15:32
                    re: dala.tata. Prace wysyla sie do recenzji, nie slyszalam o podrozach by recenzowac. Recenzowanie wchodzi w zakres obowiazkow kazdego naukowca.
                    • 27.03.13, 15:34
                      zdaje sie, ze mowa o doktoratach, prawda? jesli tak, to znaczy, ze recenzent musi przyjechac na obrone.

                      annaintheoutback napisała:

                      > re: dala.tata. Prace wysyla sie do recenzji, nie slyszalam o podrozach by recen
                      > zowac. Recenzowanie wchodzi w zakres obowiazkow kazdego naukowca.


                      --
                      James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                      • 27.03.13, 15:56
                        nie ma potrzeby aby recenzent był osobiście na obronie - może - ale nie musi
                        wystarczy wprowadzić regułę, że recenzent może uczestniczyć w obronie zdalnie - jak to jest przy komisjach habilitacyjnych według nowego rytu
                        • 27.03.13, 15:59
                          Proponuje, zebys sie zdecydowal, czy chcesz mowic o doktoratach czy habilitacjach. I o ile recenzent habilitacji nie musi byc na posiedzeniu komisji, jesli napisze recenzje negatywna. Zdecydowanie powinien. W wypadku doktoratow chyba musi.

                          martinkedzior napisała:

                          > nie ma potrzeby aby recenzent był osobiście na obronie - może - ale nie musi
                          > wystarczy wprowadzić regułę, że recenzent może uczestniczyć w obronie zdalnie -
                          > jak to jest przy komisjach habilitacyjnych według nowego rytu


                          --
                          Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                          • 27.03.13, 16:49
                            Re: dala.tata. Obrona doktoratu nie jest konieczna, gdyz nie jest istota nadania stopnia. Tam gdzie sa recenzje zagraniczne nie istnieje obrona doktoratu.
                            • 27.03.13, 16:51
                              annaintheoutback napisała:

                              > Re: dala.tata. Obrona doktoratu nie jest konieczna, gdyz nie jest istota nadani
                              > a stopnia. Tam gdzie sa recenzje zagraniczne nie istnieje obrona doktoratu

                              Tak jest. Stopień nadaje Pani Krysia z Sekretaratu.
                              • 27.03.13, 19:30
                                spokojny.zenek napisał:

                                > annaintheoutback napisała:
                                >
                                > > Re: dala.tata. Obrona doktoratu nie jest konieczna, gdyz nie jest istota
                                > nadani
                                > > a stopnia. Tam gdzie sa recenzje zagraniczne nie istnieje obrona doktorat
                                > u
                                >
                                > Tak jest. Stopień nadaje Pani Krysia z Sekretaratu.

                                Chodzilo mi, zeby cos konstruktywnego zaproponowac, i chyba wszystkim o to chodzi, ktorzy sie wypowiadaja, gdyz tylko w ten sposob mozna polepszyc sytuacje. System bez obrony doktoratu, nie wazne w jakim kraju, i z jakiego powodu dzialal, czy dziala, i to jest obojetnie czy to Hong Kong czy Islandia, czy teraz, czy w przeszlosci, przepisy sie zmieniaja. Na pewno jest to wykonalne. Jesli w Polsce naukowcy wola zagranicznych recenzentow, a musza byc oni na obronie doktoratu, to proponuje by nie bylo obrony. Ale moze byc i obrona, jesli jest to faktycznie konieczne, chociaz nie wiadomo dlaczego. Polska jest w centrum Europy, nawet przylot recenzentow nie jest bardzo kosztowny, a wiadomo, ze lepiej by byli zagraniczni. Ktos tez proponowal video-konferencje. No wiec sa rozwiazania, naukowcy beda zadowoleni, a poziom nauki podniesie sie. O to przeciez chodzi. Dobrze jest poszukiwac rozwiazan, wzorowac sie na innych, na tym polegaja najlepsze praktyki, po to zostaly opracowane.
                                • 27.03.13, 19:40
                                  annaintheoutback napisała:

                                  > > > Tam gdzie sa recenzje zagraniczne nie istnieje obrona doktoratu
                                  > >
                                  > > Tak jest. Stopień nadaje Pani Krysia z Sekretaratu.
                                  >
                                  > Chodzilo mi, zeby cos konstruktywnego zaproponowac

                                  Aha. Skoro tak, popracuj nad posługiwaniem się czasami gramatycznymi.
                            • 27.03.13, 16:53
                              to Pani jest chyba faktycznie z very, very, very, veeeery deep outback
                              • 27.03.13, 16:57
                                podworkowy napisał(a):

                                > to Pani jest chyba faktycznie z very, very, very, veeeery deep outback

                                Jeśli nie stamtąd, gdzie zdaniem sendiego jest polska nauka...
                                • 27.03.13, 17:00
                                  :)
                                  Ale jak mówi wikipedia, the outback is full of "feral camels, horses, pigs, foxes, cats and rabbits". Może naszą Anię ugryzł jakiś wściekły królik?
                            • 27.03.13, 17:14
                              Obawiam sie, ze juz ci napisano, ze gadasz bzdury.

                              Recenzowalem doktoraty w trzech krajach, ZAWSZE byla obrona. Co prawda, uniwersytet w Hongkongu uznal, ze obrona moze sie odbyc przez telekonferencje, jednak musze przyznac, ze bylo to nieporozumienie. I wiecej na taka recenzje bym sie nie zgodzil.

                              annaintheoutback napisała:

                              > Re: dala.tata. Obrona doktoratu nie jest konieczna, gdyz nie jest istota nadani
                              > a stopnia. Tam gdzie sa recenzje zagraniczne nie istnieje obrona doktoratu.


                              --
                              James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                              • 27.03.13, 19:04
                                re: dela.tata. Dla Hong Hongu UK to jak wlasny kraj. Recenzent stamtad moze byc uwazany za krajowego, a nie zagranicznego.
                                • 27.03.13, 19:08
                                  Wybacz, ale z pewnym poziomem ignorancji nie jestem w stanie dyskutowac.

                                  annaintheoutback napisała:

                                  > re: dela.tata. Dla Hong Hongu UK to jak wlasny kraj. Recenzent stamtad moze byc
                                  > uwazany za krajowego, a nie zagranicznego.


                                  --
                                  We are the Borg. Resistance is futile
                                • 28.03.13, 08:45
                                  To już nie jest nawet zabawne. To jest smutne.
                                  --
                                  ludzie oderwani od polskości
                            • 28.03.13, 15:31
                              annaintheoutback napisała:

                              > Re: dala.tata. Obrona doktoratu nie jest konieczna, gdyz nie jest istota nadani
                              > a stopnia. Tam gdzie sa recenzje zagraniczne nie istnieje obrona doktoratu.



                              Cóż to jest???
                      • 27.03.13, 16:41
                        Re: dala.tata. Nie ma obrony doktoratu.
                        • 27.03.13, 16:44
                          GO BACK
                          TO YOUR OUTBACK
                          OH, ANNAINTHEOUTBACK...
                        • 27.03.13, 16:46
                          annaintheoutback napisała:

                          > Re: dala.tata. Nie ma obrony doktoratu.

                          Dobrze wiedzieć. A Art. 14 ust. 2 pkt. 3 i 4 Ustawy o stopniach naukowych mówią o zbieraniu grzybów.
                          --
                          I read, much of the night, and go south in the winter
                          • 27.03.13, 16:49
                            i to halucynogennych...
                          • 27.03.13, 16:53
                            Może chodziło o to, że najlepszą obroną jest atak?
                            • 27.03.13, 16:54
                              "atak doktoratu"?;)
                              • 27.03.13, 16:55
                                O to to ;-))
                          • 27.03.13, 19:53
                            > Dobrze wiedzieć. A Art. 14 ust. 2 pkt. 3 i 4 Ustawy o stopniach naukowych mówią
                            > o zbieraniu grzybów.
                            Ale czy ustaw nie nalezy zmienic np. dostosowywac do zmieniajacych sie czasow? Powinna byc jednak dyskusja publiczna, zanim zmieni sie ustawe. Nalezy np. zobaczyc jakie dokladnie wymagania maja ci, ktorzy z niej korzystaja i czy sa zadowoleni, lub czy chca zmian. Jesli nie chca, i wola miec krajowych recenzentow, to widocznie tak jest lepiej dla polskiej nauki. Wtedy nie nalezy zmieniac ustawy. Ja zrozumialam, ze polscy naukowcy chca recenzentow zagranicznych, i nie zdziwilo mnie to, to dobry system. Jesli sie pomylilam, to przepraszam za zamieszanie, gdyz to powazna sprawa, nie chcialam przeszkodzic, lecz pomoc w dyskusji publicznej.
                            • 27.03.13, 20:06
                              annaintheoutback napisała:

                              > Ale czy ustaw nie nalezy zmienic np. dostosowywac do zmieniajacych sie czasow?

                              Czyli jednak problem z czasami...

                              > Powinna byc jednak dyskusja publiczna, zanim zmieni sie ustawe. Nalezy np. zob
                              > aczyc jakie dokladnie wymagania maja ci, ktorzy z niej korzystaja i czy sa zado
                              > woleni, lub czy chca zmian.

                              Bardzo słuszny pomysł, zacznijmy od kodeksu karnego.

                              • 27.03.13, 21:06
                                spokojny.zenek napisał:
                                > > Powinna byc jednak dyskusja publiczna, zanim zmieni sie ustawe. Nalezy np
                                > . zob
                                > > aczyc jakie dokladnie wymagania maja ci, ktorzy z niej korzystaja i czy s
                                > a zado
                                > > woleni, lub czy chca zmian.
                                > Bardzo słuszny pomysł, zacznijmy od kodeksu karnego.

                                Jak zrozumialam nie jest Pan zwolennikiem dyskusji publicznej. Ale dlaczego ma Pan takie nastawienie? Jakie sa konkretnie negatywne aspekty, ktore powoduja ze nie powinna sie odbywac? I jak inaczej, lepiej, uzyskac opinie spoleczenstwa co do istotnych zagadnien? Przepisy sa dla spoleczenstwa, powinno byc konsultowane.
                                • 27.03.13, 21:12
                                  annaintheoutback napisała:

                                  > spokojny.zenek napisał:
                                  >
                                  > Jak zrozumialam nie jest Pan zwolennikiem dyskusji publicznej.

                                  No jak, przecież piszę, że bardzo dobry pomysł. Nawet podsuwam konkretną propozycję od użytkowników której ustawy zacząć. W dalszej kolejności (co nie znaczy, że po długim czasie) można by na przykład zapytać doktorantów, czy wymóg obrony uważają za słuszny. Ciekaw jestem, co powiedzą. Myślę, że to bardzo trudno dziś przewidzieć. Notabene podobne pytanie należałoby zadać takze studentom studiów I i II stopnia. Ograniczanie sie do doktorantów byłoby przecież rażąco sprzeczne z zasadą równości, oczywiście w jej rzeczywistym brzemieniu, bo to, co TK na ten temat czasami mówi to jakiś chłam i nie ma się tym co przejmować.


                                  • 27.03.13, 21:32
                                    spokojny.zenek napisał:

                                    . Ograniczanie sie do doktorantów byłoby przecież rażąco sprze
                                    > czne z zasadą równości, oczywiście w jej rzeczywistym brzemieniu, bo to, co TK
                                    > na ten temat czasami mówi to jakiś chłam i nie ma się tym co przejmować.

                                    Nie na tym polega publiczna dyskusja. To nie jest temat, ktory naukowcy powinni lekcewazyc. Ale widoczne jest, ze to robia. Na pewno sa tego powody.
                                    • 28.03.13, 02:12
                                      Ale zaraz, trochę się już pogubiłem, obecnie doktorat pisze się w większości po Polsku, to jak mają go recenzować recenzenci z zagranicy? Jeśli natomiast jest to zszywka artykułów z zagranicznych prac, nie bał bym się o jej poziom, to i recenzent może być polski.
                                      • 28.03.13, 08:37
                                        siedemlatwtybecie napisał(a):

                                        > Ale zaraz, trochę się już pogubiłem, obecnie doktorat pisze się w większości po
                                        > Polsku, to jak mają go recenzować recenzenci z zagranicy?

                                        Bardzo dziekuje za cenna uwage. Czyli mowimy o 30% doktoratow po angielsku? Minister na pewno ma statystyke. Pewnie jeszcze 10% w innych jezykach... To dla tych latwo chyba znalezc recenzentow zagranicznych...to juz jest sensowna i konkretna propozycja.

                                        Jeśli natomiast jest
                                        > to zszywka artykułów z zagranicznych prac, nie bał bym się o jej poziom, to i
                                        > recenzent może być polski.

                                        Tej uwagi nie rozumiem, a moze byc wartosciowa, jak poprzednia.
                                        • 28.03.13, 10:13
                                          30% doktoratów po angielsku i 10% w innych językach?
                                          • 28.03.13, 15:23
                                            Jak przeczytałem te 30% to mało nie spadłem z krzesła. Ja nie za bardzo orientuję się internetowych forach - pada tu czesto hasło troll. Sprawdziłem o co chodzi w wikipedii :-) ten kawałek trochę pasuje: "Trollowanie czasem bywa stosowane przez lamera – osobę, która podkreślając swoje doświadczenie i wiedzę w danym temacie (a w praktyce jest ona bardzo niewielka), próbuje wypowiedzieć się na temat wad czegoś/kogoś, próbuje na siłę pomóc komuś w problemie etc. Kiedy dochodzi do polemiki z osobami bardziej doświadczonymi w temacie, lamer może zareagować śmiesznymi i bezsensownymi argumentami."
                                            Ale to dla mnie jakaś kosmiczna zagadka dlaczego ktoś jest takim trollem???? Co to jest za radość dla takiej osoby?? Może to strona internetowa takich wynajmuje, aby było więcej kliknięć to wtedy pewnie więcej kosztują reklamy???
                                            • 28.03.13, 15:27
                                              Przecież to jakaś gimnazjalistka.
                                              • 28.03.13, 16:35
                                                mn7 napisała:

                                                > Przecież to jakaś gimnazjalistka.

                                                Ala pytanie brzmi dlaczego?? Przecież to maks nudne. Tak jakbym zalogował się na blogu o czołgach i dyskutował czy powinny mieć długą czy krótka lufę. Ja osobiście "nie ogarniam" powodów.
                                                Ten pomysł ze ktoś takim płaci wyniknął z tego, że jedna moja koleżanka w czasach studiów dorabiała taka "tajną pracą" na jednym ze znanych czatów towarzyskich, i tam pisała że jest chętna na "danie d.y" co automatycznie zwiększało ilość osób na czacie o jakieś 100-200!! I ten portal jej za to płacił!
                                      • 28.03.13, 09:06
                                        siedemlatwtybecie napisał(a):

                                        > Ale zaraz, trochę się już pogubiłem, obecnie doktorat pisze się w większości po
                                        > Polsku

                                        Można pisać w innym języku, jeśli Rada Wydziału/Rada Naukowa się na to zgodzi. Więc jeśli ktoś chce mieć zagranicznego recenzenta, wydać swój doktorat za granicą lub choćby udostępniać go przez internet, może pisać w innym, niż polski, języku. Dla przykładu, jeżeli slawista zajmuje się poezją serbską, to jego doktorat napisany po serbsku i wydany jako książka w Belgradzie ma szanse wzbudzić znacznie większe zainteresowanie, niż ten sam doktorat napisany po polsku. Chociaż - linka...

                                        Jeśli natomiast idzie o dyscypliny ścisłe, przyrodnicze i część społecznych, gdzie publikuje się międzynarodowo, myślę, że doktoraty w formie zszywek staną się bardzo popularne, a z uwagi na język nie będzie problemu z udostępnianiem ich potencjalnym recenzentom zagranicznym.
                                        --
                                        Kozak frajer
                              • 28.03.13, 10:18
                                Tak zwany wymóg podwójnej akceptacji :-)
                        • 27.03.13, 17:12
                          Eh?

                          annaintheoutback napisała:

                          > Re: dala.tata. Nie ma obrony doktoratu.


                          --
                          I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                          • 27.03.13, 17:15
                            Podróże kształcą, nawet po australijskim interiorze.
            • 27.03.13, 10:40
              martinkedzior napisała:

              > Ale to się da bardzo prosto rozwiązać.
              > Wystarczy wprowadzić zasadę, że w przewodzie doktorskim jeden recenzent może być
              > z terenu Unii Europejskiej a drugi ma być spoza Unii Europejskiej z kraju OECD.

              Chyba powinieneś zostać ministerialnym urzędnikiem. Masz cechę, która najwyraźniej jest bardzo pożądana w tej pracy: Zdolność do wymyślania przepisów, które rozwiązując jakiś problem, zarazem tworzą setki innych. Jasne, poza krajami Unii Europejskiej są całe tłumy specjalistów od osadnictwa w Karpatach Zachodnich w XVIII wieku lub od zawiłości polskiego prawa spadkowego w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, którzy chętnie zrecenzują odpowiednie doktoraty (wymyślam te tematy z głowy, ale przypuszczam, że mogłyby takie przejść). Z tym OECD to też przedni pomysł. Powiedzmy, że jakiś doktorant na iberystyce zajmuje się literaturą brazylijską drugiej połowy XIX wieku. Teraz mógłby mieć recenzenta z Brazylii, w myśl twojej propozycji - nie mógłby, gdyż, głupia sprawa, Brazylia nie należy do OECD. A w Brazylii pracuje też sporo fizyków, niektórzy to figury naprawdę światowego formatu. Nie sądzę co prawda, aby taki Constantino Tsallis cierpiał na ataki bezsenności z powodu braku polskich prac doktorskich do zrecenzowania, ale teraz - potencjalnie - mógłby być recenzentem, a ty byś mu tego chciał prawnie zakazać.
              --
              Twierdza konserwy polskiej fizyki
              • 27.03.13, 10:46
                pfg napisał:

                > Chyba powinieneś zostać ministerialnym urzędnikiem.

                Alez ministerstwo jedynie podciaga sie pod standardy Unii Europejskiej:

                wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,13635985,Studenci_z_termosami_i_kanapkami__Unia_nie_pozwala.html#ixzz2Oj1p8ncL#LokWrocTxt

                Wkrotce podciagna sie wszyscy....
                • 27.03.13, 10:53
                  Tak się jakoś dziwnie składa, że jeśli ktoś daje pieniądze (i to spore) na budowę centrum mającego służyć dydaktyce, jego dobrym zbójeckim prawem jest zakazać wykorzystywania przez pewien okres tego budynku na cele komercyjne - na przykład zarabiania na wynajmie pomieszczeń. Coś za coś. Biorący pieniąde wiedział zresztą, na co sie decyduje.
              • 27.03.13, 11:35
                Oj tam - to były wymogi minimalne. OECD po to aby wszystkiego nie załatwiali "specjaliści" z Kiszyniowa
          • 27.03.13, 11:43
            Re: pfg. Moim wrazeniem, i dotyczy to nie tylko nauki, jest ze przepisy w Polsce sa generalnie lepsze niz w innych krajach, np. bardziej chronia srodowisko, natomiast efekty sa najczesciej gorsze, co pokazuje przyklad podany przez Pana. Ale faktycznie nie mam duzej wiedzy na temat przepisow polskich, moge sie mylic co do przepisow. Natomiast nauki spoleczne sa tak samo miedzynarodowe jak inne np. biologiczne, z pewnymi wyjatkami. Pewne zagadnienia sa bowiem lokalne, lecz wiekszosci z nich jest swiatowa.
            • 27.03.13, 12:15
              tja, już widzę te tłumy zagranicznych kompetentnych recenzentów z historii Polski, geografii Żuław, polskiego prawa spadkowego itp.
              • 27.03.13, 12:33
                podworkowy napisał(a):

                > polskiego prawa spadkowego itp.

                Hej, to był mój przykład!
                --
                ludzie oderwani od polskości
                • 27.03.13, 16:40
                  pfg napisał:

                  > podworkowy napisał(a):
                  >
                  > > polskiego prawa spadkowego itp.
                  >
                  > Hej, to był mój przykład!

                  Został przejęty na zasadzie "pytania spadkowego" na egzaminie ustnym.
                • 27.03.13, 17:11
                  pfg napisał:

                  > Hej, to był mój przykład!

                  Ej, z Zulawami to byl moj przyklad, ze problem lokalnosci wystepuje rowniez w naukach przyrodniczych! ;-) A historia jest humanistyczna, a nie spoleczna!

                  --
                  Tu kończy się Polska
                  • 27.03.13, 20:17
                    charioteer1 napisał:
                    >
                    > Ej, z Zulawami to byl moj przyklad, ze problem lokalnosci wystepuje rowniez w n
                    > aukach przyrodniczych! ;-) A historia jest humanistyczna, a nie spoleczna!

                    Jak najbardziej zgadzam sie, ze sa lokalne zagadnienia w naukach przyrodniczych. Nalezy dlatego podejmowac decyzje, ktore 'maja sens', wszystkiego przepisy nie obejma. Jest dobre dla nauki by byl wklad z oddalonych zrodel, ale nie gdy nie ma tam specjalistow. Duzo wyjatkow mozna wymieniac. To nie powinno przeszkadzac ogolnej zasadzie, ze lepiej miec wklad ktory pochodzi 'z daleka' (nie koniecznie geograficznie), a nawet jest to konieczne, inaczej nauka nie rozwija sie, i wtedy marnuja sie ludzie i pieniadze. Nie sa to bezpodstawne stwierdzenia, jest wystarczajaca ilosc badan, ktore to potwierdzaja. To sa generalne zasady, sa wyjatki od nich, to oczywiste. Dlatego nalezy wykazac 'uczciwe zamiary' przy stosowaniu przepisow.
                    • 27.03.13, 21:51
                      annaintheoutback napisała:

                      > To nie powinno przeszkadz
                      > ac ogolnej zasadzie, ze lepiej miec wklad ktory pochodzi 'z daleka' (nie koniec
                      > znie geograficznie), a nawet jest to konieczne, inaczej nauka nie rozwija sie,
                      > i wtedy marnuja sie ludzie i pieniadze.

                      Zgoda co do zasady, jednak cykl wylewow Wisly jest wazny dla ludzi, ktorzy tam mieszkaja, dla przedsiebiorcow, ktorzy tam pracuja i dla panstwa, ktore z powodu tych wylewow ponosi wymierne straty. Pieniadze i potencjal marnuje sie prowadzac kiepskie badania.

                      --
                      Buty na nogi! Trzeba wiać!
                      • 27.03.13, 22:24
                        charioteer1 napisał
                        > Zgoda co do zasady, jednak cykl wylewow Wisly jest wazny dla ludzi, ktorzy tam
                        > mieszkaja, dla przedsiebiorcow, ktorzy tam pracuja i dla panstwa, ktore z powod
                        > u tych wylewow ponosi wymierne straty. Pieniadze i potencjal marnuje sie prowad
                        > zac kiepskie badania.

                        Oczywiscie, ze badania dotyczace konkretnych problemow lokalnych sa niezmiernie wazne. Wyniki publikowane beda byc moze tez tylko lokalnie. To jest zrozumiale i sluszne.
                        • 27.03.13, 22:30
                          annaintheoutback napisała:

                          > Oczywiscie, ze badania dotyczace konkretnych problemow lokalnych sa niezmiernie
                          > wazne. Wyniki publikowane beda byc moze tez tylko lokalnie. To jest zrozumiale
                          > i sluszne.

                          Z tym, że oczywiście co do zasady wszelkie publikacje o wylewach rzek powinny być publikacjami o wszlkich wylewach, gdziekolwiek na świecie, kiedykolwiek w historii. Inne badania to zasadniczo strata czasu i pieniędzy.

                  • 28.03.13, 10:19
                    Wpływ wylewów Wisły na prawo spadkowe na Żuławach.
              • 27.03.13, 14:10
                podworkowy napisał(a):

                > tja, już widzę te tłumy zagranicznych kompetentnych recenzentów z historii Pols
                > ki, geografii Żuław, polskiego prawa spadkowego itp.


                Bo ty podworkowy nie rozumiesz co to jest kompetencja. Walka "humanistow" o to aby nie umiedzynarodowiac nauki przypomina mi najgorsze czasy obskurantyzmu i zabobonow.

                Objasnie na przykladzie, ktory sam kiedys podawales w watku o tym co sa cechy nowosci w publikacji.

                Piszesz tam, mniej wiecej tak, ze na przyklad w chemi jak dodamy czegos do czegos w kolbie i robi sie BUM, to jest to nowosc. Slusznie. Ale to nie jest publikacja naukowa. Publikacja aby przeszla przez sito recenzentow musi tlumaczyc dokladnie kiedy sie robi BUM a kiedy nie, powinna tlumaczyc dlaczego BUM sie robi NA PODSTAWIE TEGO CO WIADOMO W CALEJ CHEMII NA CALYM SWIECIE. I dobrze jest jak to przedtwai ilosciowo, POROWNA z innymi przypadkiami BUM WSZEDZIE NA SWIECIE. Tak aby ktos w Anogli, Kanadzie i Japonii mogl problem dlaczego raz BUM jest a innym razem BUM nie ma zrozumiec.

                W innym przypadku, jezeli tego nie ma, to NIE jest to publikacja naukowa - to jest sprawozdanie z niedzielnego kolka chemikow, ktorzy pisza: Kazio cos wlal a Marysia zamieszala i zrobilo sie raz BUM a drugi raz nie i nikt nie wiec dlaczego ani o co chodzi.

                Takie wlasnie wyglada publikacja z polskiego prawa spadkowego. Jesli to ma byc publikacja naukowa to musi przedstawiac podobny problem WSZEDZIE NA SWIECIE i W KAZDYM CZASIE i tym swietle to dyskutowac. A nie tylko - Sejm wydal ustwaet Dz. U. nr... i ja uwazam ze to znaczy to i siamto.

                Wiec dlatego wlasnie zagraniczny recenzent bedzie mial problem z ocena polskiej publikacji bo nie jest ona naukowa, a nie dlatego ze ona jest polska.
                • 27.03.13, 14:56
                  jeśli Pan tak sądzi, no to o.k. (nie zamierzam debatować kolejny raz o tym, czym jest nauka, choć z 2 strony to my, prawnicy, byliśmy na uniwerkach pierwsi, a nie nuworysze z nauk ścisłych i przyrodniczych;)...), pod jednym warunkiem: mianowicie musi Pan uznać, że NIGDZIE nie uprawia się nauk prawnych w opisany przez Pana sposób, tj. nie przedstawia problemu "WSZEDZIE NA SWIECIE i W KAZDYM CZASIE" (z wyjątkiem pewnych - ale też nie wszystkich - prac z zakresu filozofii prawa), także i w Harvard Law Review.
                  • 27.03.13, 16:38
                    Dla ustawienia przedmiotu dyskusji we właściwych proporcjazch warto przypomnieć (a niektórym chyba niestety uświadomić), że przytłaczająca większość autorów publikujących w Harvard LR (i podobnych niedoscigłych wzorach prawdziwej umiędzynarodowionej naukowosci) nie ma nawet najbledszego pojecia, jak w ogóle wygląda prawo w systemach nieanglosaskich, większość zaś - jak wygląda poza USA.
                • 27.03.13, 16:29
                  sendivigius napisał:

                  > Takie wlasnie wyglada publikacja z polskiego prawa spadkowego. Jesli to ma byc
                  > publikacja naukowa to musi przedstawiac podobny problem WSZEDZIE NA SWIECIE i W
                  > KAZDYM CZASIE i tym swietle to dyskutowac.

                  O Jezu....
                  :-))))))))))
                • 27.03.13, 20:44
                  >
                  > Takie wlasnie wyglada publikacja z polskiego prawa spadkowego. Jesli to ma byc
                  > publikacja naukowa to musi przedstawiac podobny problem WSZEDZIE NA SWIECIE i W
                  > KAZDYM CZASIE i tym swietle to dyskutowac.

                  Tak faktycznie powinna wygladac publikacja z prawa polskiego, i sa takie publikacje w Europie. Podobnie jest z innymi dziedzinami nauki, obojetne czy scisle, biologiczne, humanistyczne, czy spoleczne. Kryterium jest, by w istotny sposob zmienic stan wiedzy, a nie by tylko cokolwiek zmienic. Istotnosc zmian pokazuje sie przez porownania, ktore moga inni zrozumiec, ocenic, oraz docenic, bo publikacja jest po to by upowszechniac wiedze. Czyli dla innych, by czegos sie dowiedzieli, co jest dla nich istotne. Tak rozwija sie nauka, a my mamy do tego sie przyczyniac naszymi publikacjami.
                  • 27.03.13, 20:59
                    annaintheoutback napisała:

                    > >
                    > > Takie wlasnie wyglada publikacja z polskiego prawa spadkowego. Jesli to m
                    > a byc
                    > > publikacja naukowa to musi przedstawiac podobny problem WSZEDZIE NA SWIEC
                    > IE i W
                    > > KAZDYM CZASIE i tym swietle to dyskutowac.
                    >
                    > Tak faktycznie powinna wygladac publikacja z prawa polskiego, i sa takie publik
                    > acje w Europie. Podobnie jest z innymi dziedzinami nauki, obojetne czy scisle,
                    > biologiczne, humanistyczne, czy spoleczne. Kryterium jest, by w istotny sposob
                    > zmienic stan wiedzy, a nie by tylko cokolwiek zmienic. Istotnosc zmian pokazuje
                    > sie przez porownania, ktore moga inni zrozumiec, ocenic, oraz docenic, bo publ
                    > ikacja jest po to by upowszechniac wiedze. Czyli dla innych, by czegos sie dowi
                    > edzieli, co jest dla nich istotne. Tak rozwija sie nauka, a my mamy do tego sie
                    > przyczyniac naszymi publikacjami.

                    he he... dawno nie było tu takiej zabawy :)
                    --
                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                    • 27.03.13, 21:07
                      adept44_ltd napisał:

                      he he... dawno nie było tu takiej zabawy :)

                      annaintheoutback napisała:

                      Ale moze byc i obrona, jesli jest to faktycznie konieczne, chociaz nie wiadomo dlaczego.

                      :-))
                  • 27.03.13, 21:03
                    annaintheoutback napisała:

                    > Tak faktycznie powinna wygladac publikacja z prawa polskiego, i sa takie publik
                    > acje w Europie.

                    Co z tymi nazwiskami? Czemu każesz nam tak długo czekać? Sypnij tymi nazwiskami, tym bardziej że teraz będziesz musiała jeszcze podac jakieś przykłady tych "publikacji, które są w Europie". :-))))

                    • 27.03.13, 21:21
                      spokojny.zenek napisał:

                      > annaintheoutback napisała:
                      > > Tak faktycznie powinna wygladac publikacja z prawa polskiego, i sa takie
                      > publik
                      > > acje w Europie.
                      > Co z tymi nazwiskami? Czemu każesz nam tak długo czekać? Sypnij tymi nazwiskami
                      > , tym bardziej że teraz będziesz musiała jeszcze podac jakieś przykłady tych "p
                      > ublikacji, które są w Europie". :-))))

                      Przepraszam, nie pamietam autorow, musialabym dlugo szukac. Ale pamietam uzasadnienie, ktore mowilo, ze polskie prawo w zakresie spraw majatkowych jest wazne, z powodu mobilnosci w Unii, oraz ze istnieje brak zgodnosci miedzy roznymi krajami Unii, co powoduje komplikacje. Byly podane propozycje jak zmniejszyc problemy zwiazane z 'balaganem' w Unii, oraz opisane byly negatywne aspekty konkretnych ustaw w Polsce, prawdopodobnie takze pozytywne aspekty, nie pamietam dobrze tych publikacji. Sadze, ze dla znawcow prawa nie sa trudne do odszukania te lub podobne. Nie widzialam tych publikacji w wersji polskiej.
                      • 27.03.13, 21:28
                        annaintheoutback napisała:

                        > Przepraszam, nie pamietam autorow, musialabym dlugo szukac.

                        Trochę szkoda. Prawdę jednak mówiąc, nie spodziewałem sie niczego innego.

                        A te tajemnicze publikacje, o których nas Pani informuje w dalszej części swojego postu - jaki one w ogóle mają związek z kuriozalnym pomysłem (popartym przecież przez Panią energicznie) tworzenia tekstów o wszelkim prawie gdziekolwiek w jakimkolwiek czasie?
                        • 27.03.13, 23:11
                          spokojny.zenek napisał:

                          > annaintheoutback napisała:
                          >
                          > > Przepraszam, nie pamietam autorow, musialabym dlugo szukac.
                          >
                          > Trochę szkoda. Prawdę jednak mówiąc, nie spodziewałem sie niczego innego.
                          >
                          > A te tajemnicze publikacje, o których nas Pani informuje w dalszej części swoje
                          > go postu - jaki one w ogóle mają związek z kuriozalnym pomysłem (popartym przec
                          > ież przez Panią energicznie) tworzenia tekstów o wszelkim prawie gdziekolwiek w
                          > jakimkolwiek czasie?

                          Przeciez taka dyskusja nie ma wiekszego sensu. Mozna znalezc te lub inne, podobne publikacje, jesli sa faktycznie wyjatkowe, nie mysle ze tak jest, ale to nie moja dziedzina, nawet trudno byloby mi szukac bo nie jest to slownictwo ktorego uzywam. Po co tego szukac? Uczciwe podejscie jest konieczne by byl sens w dyskusji. Takze co do tego co stanowi publikacje w specjalistycznych, waskich dziedzinach, a co w bardziej popularnych. Przeciez naukowcy to wszystko wiedza, bo jak moga inaczej publikowac?
                          • 27.03.13, 23:45
                            annaintheoutback napisała:

                            > Przeciez taka dyskusja nie ma wiekszego sensu.

                            Większość dyskutantów już to dość dawno zauważyła, niektórzy nawet w różny sposób dali temu wyraz.

                            > Mozna znalezc te lub inne, podob
                            > ne publikacje, jesli sa faktycznie wyjatkowe,

                            Nie są wyjątkowe, nie mają natomiast nic wspólnego z kuriozalnym pomysłem, który Pani poparła.

                            > nie mysle ze tak jest, ale to nie
                            > moja dziedzina, nawet trudno byloby mi szukac bo nie jest to slownictwo ktoreg
                            > o uzywam. Po co tego szukac?

                            Ano na przykład po to, żeby Pani twierdzenia nie były absurdalnie gołosłownymi. No ale rzeczywiście - szkoda czasu na szukanie, bo takich tekstów, któe traktowałyby o prawie spadkowym "w ogóle", gdziekolwiek na świecie i kiedykolwiek w historii po prostu nie ma. W ten sposób się nauki nie uprawia. Co podworkowy już dość dawno wskazał.

              • 27.03.13, 15:28
                re: pgf. Z polskiego prawa spadkowego sa prace takie prowadzone poza Polska.
                • 27.03.13, 16:38
                  nazwiska poproszę tych wybitnych zagranicznych znawców polskiego prawa spadkowego....
                  • 27.03.13, 16:42
                    Mnie wystarczyłyby nazwiska tych "prowadzących badania", nie muszą być koniecznie wybitni.
                    • 27.03.13, 16:48
                      depresyjne jest to, że przy takich postach okazuje się, że nawet np. z capo.di.tutti,cappi więcej mnie łączy niż dzieli...BRRR....
          • 27.03.13, 12:02
            Re: pfg. Jeszcze jeden komentarz do Pana uwag. Jak najbardziej warto przypominac o istnieniu przepisu, ze recenzenci moga byc zagraniczni, gdyz inaczej bedzie 'martwy'. Nalezy nawet dawac im pierwszenstwo przed polskimi gdyz rozwoj nauki w duzym stopniu polega na tym by nie bylo tzw. zjawiska kazirodztwa. Czyli jesli jeden recenzent jest z zagranicy, to w przypadku, gdy poziom recenzentow jest podobny, jest szansa ze zagraniczny wniesie cos nowego, co pozwoli doktorantowi na wiekszy rozwoj. W niekorych krajach, np. zbyt malych, lub oddalonych geograficznie od duzych osrodkow naukowych, jest przepis, ze recenzenci moga byc TYLKO ZAGRANICZNI. To jest oczywiste wymaganie.
            • 27.03.13, 14:05
              No tak:
              CytatW niekorych krajach, np. zbyt malych, lub oddalonych geograficznie od duzych osrodkow naukowych, jest przepis, ze recenzenci moga byc TYLKO ZAGRANICZNI. To jest oczywiste wymaganie.
              oczywiście teraz już jasne, jesteśmy wielkim krajem i potęgą naukową, jesteśmy samowystarczalni i w ogóle same z nas debeściaki.

              Właśnie nie.
              Jesteśmy naukową prowincją, a większość naszych najlepszych uprawnionych do recenzji to piąta liga w Eurazji. I dlatego powinni być tylko i wyłącznie recenzenci zagraniczni. Podobno nawet w UK polonistykę i historię Polski mają lepsze niż nasza w Polsce oferta.
              • 27.03.13, 14:29
                Ha, wszyscy nasi promotorzy to piąta liga, ale wystarczy sprowadzić recenzentów z zagranicy i doktoraty będą ekstraklasa. O, naiwności...
                Dobre doktoraty nie biorą się z próżni. Ktoś musi zwykle je prowadzić i pokazywać co jest OK, a co nie. Niewielu jest doktorantów-geniuszy, którzy sami wszystko wyciosają i to jeszcze na najwyższym poziomie. I metoda kija tu nic nie zmieni. Proste rozwiązania zwykle rodzą największe komplikacje.
              • 27.03.13, 14:36
                Podobno nawet w UK polonistykę i historię Polski mają lepsze niż nasza w Polsce oferta...


                he he, no to masz problem, podobno...
                --
                Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
              • 27.03.13, 15:03
                to jest chyba najgłupszy post ever na tym forum... Ja rozumiem, że można zasadnie zarzucać polskim historykom - co czyni np. habilitant - niechęć do dostrzeżenia, że problemy lokalne mają wymiar międzynarodowy, że można (tu się akurat nie do końca zgadzam) kwestionować celowość zajmowania się dziejami parafii w Pcimiu, mieć pretensje o niechęć do upowszechniania swych badań międzynarodowo itp., ale twierdzić, że anglosascy historycy Polski są lepsi od polskich - szczyt ignorancji:)
                • 27.03.13, 16:02
                  Czytałem niewiele prac historyków, ale znam kilku maniaków, którzy historię znają, zaczytują się wszystkim i ich opinia jest dla mnie bardziej miarodajna - bo ich znam osobiście jako znających się. I oni twierdzą, że Davies jest lepszym historykiem Polski niż nasi polscy podwórkowi twórcy. A poza Daviesem jest cała plejada rosyjskich, niemieckich, szwedzkich historyków zajmujących się historia Polski.
                  Zupełnie podobnie jest z polonistyką. Choć to też opinia z drugiej ręki oparta na świadectwie znajomych.
                  • 27.03.13, 16:30
                    martinkedzior napisała:

                    > Czytałem niewiele prac historyków, ale znam kilku maniaków, którzy historię zna
                    > ją, zaczytują się wszystkim i ich opinia jest dla mnie bardziej miarodajna - bo
                    > ich znam osobiście jako znających się. I oni twierdzą, że Davies jest lepszym
                    > historykiem Polski niż nasi polscy podwórkowi twórcy. A poza Daviesem jest cała
                    > plejada rosyjskich, niemieckich, szwedzkich historyków zajmujących się histori
                    > a Polski.
                    > Zupełnie podobnie jest z polonistyką. Choć to też opinia z drugiej ręki oparta
                    > na świadectwie znajomych.

                    bzdura na kółkach... :), niemniej możesz poszperać po wydziałach i dać tu linki do dzieł...
                    --
                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                    • 27.03.13, 16:32
                      Przy okazji poproszę o nazwiska innych niż Davies anglosaskich historyków zajmujących sie Polską, wybitniejszych niż krajowcy. Nie potrzebuję wszystkich - tak ze 20 na dobry początek...
                  • 27.03.13, 16:31
                    martinkedzior napisała:

                    > Zupełnie podobnie jest z polonistyką. Choć to też opinia z drugiej ręki oparta
                    > na świadectwie znajomych.

                    No ja w ogóle uważam, że polonistyki z założenia nie powinno się uprawiać w Polsce (ani też po polsku) bo do uprawiania prawdziwej nauki potrzebny jest odpowiedni dystans :-)
                  • 27.03.13, 16:32
                    martinkedzior napisała:

                    > Zupełnie podobnie jest z polonistyką.

                    Nie mam najmniejszej wątpliwości, że profesorowie Harvarda, Wiktor Weintraub i Stanisław Barańczak, profesor Berkeley Czesław Miłosz czy profesor Stony Brook Jan Kott byli wybitnymi polonistami.

                    Zaraz, zaraz - o to chodziło, prawda?
                    --
                    Kozak frajer
                    • 27.03.13, 17:27
                      Jest sporo zachodnich historyków zajmujących się dziejami Polski by wymienic tylko Ch. Klesmanna z Niemiec, czy P. Kenneya ze Stanów. Gdyby byli polskimi historykami należeliby do I ligi. Ale twierdzenie, że są lepsi od polskich historyków zajmujących się historią Polski takich jak Stola, Jarosz, Friszke, Paczkowski, Żarnowski, Długoborski to głupota.
                • 28.03.13, 08:42
                  podworkowy napisał(a):

                  > to jest chyba najgłupszy post ever na tym forum... ... ., ale twierdzić, że anglosascy historycy Polski są lepsi od polskich - szczyt
                  > ignorancji:)

                  Mimo ze (srednio) lepsi sa anglosascy fizycy, chemicy, biolodzy, biochemicy, chirurdzy, inzynierowie materialowi, inzynierowie informatyczni, matematycy i wszyscy inni ktorych prace da sie wymierzyc i porownac miedzynarodowo, to akurat prawnicy, historycy i socjolodzy sa najlepsi w Polsce. Hm... to bylby temat na prace habilitacyjna, ktora napisze ktos "wybitny" oczywiscie w Polsce bo Anglosasi, coz, kiepscy byli w te klocki "ever".
                  • 28.03.13, 08:56
                    Czepiasz się, sendi. Z kontekstu jasno wynikało, że nie chodzi o historyków w ogóle, ale o historyków Polski. Więc żeby nie było wątpliwości: uważam, że w Polsce jest dużo - zbyt dużo - kiepskich historyków, zajmujących się historią Polski lub nie, i oni stanowią problem. Natomiast jestem przekonany, że najlepsi historycy Polski są Polakami. Ditto poloniści.
                    --
                    pisowski prowokator podszywający się
                    • 28.03.13, 09:31
                      pfg napisał:

                      > Czepiasz się,


                      Nie czepialbym sie gdyby sie sprawa na tym konczyla, ale sprawa sie od tego zaczyna.

                      Najlepszy na swiecie historyk Polski jest Polakiem. OK (Na potrzeby tego postu), ale jest tez Polak fizyk. Czy jest najlepszym na swiecie fizykiem. No nie. Czyli jest gorszy! Powinien mniej zarabiac i w ogole ogon pod siebie. A drugi najlepszy na swiecie historyk Polski tez jest Polakiem. A drugi najlepszy fizyk? No, Polakiem nie jest. A najlepsze czasopismo dotyczace polonistyki jest wydawane przez polskie wydawnictwo. A ktore w kolejnosci na swiecie jest najlepsze polskie czasopismo o fizyce? Czyli wicie-rozumicie pfg ta fizyka nie jest za duzo warta, tak w zasadzie to pewnie nic jest nie warta jako ze w innych dzidzinach, wezmy polskie prawo spadkowe na 1o najlepszych na swiecie jest Polakami, a wy pokazcie 10 polskich noblistow z fizyki. I jaki jest wasz dorobek naukowy? Ja, najlepszy na swiecie specjalista od polskigo prawa spadkowego mam 20 publikacji w najlepszym na swiecie journalu dotyczacym polskiego prawa spadkowego i to samodzielnych a wy ile macie samodzielnych w najlepszym na swiecie czasopismie fizycznym? Jestescie... (przez grzecznosc pomine popularna fraze) nie naukowiec, nie rozwojowy, zaraz was wyrotujemy.
                      • 28.03.13, 09:38
                        and Your point is?;)
                      • 28.03.13, 11:56
                        sendivigius napisał:

                        > Ja,
                        > najlepszy na swiecie specjalista od polskigo prawa spadkowego mam 20 publikacj
                        > i w najlepszym na swiecie journalu dotyczacym polskiego prawa spadkowego i to s
                        > amodzielnych a wy ile macie samodzielnych w najlepszym na swiecie czasopismie f
                        > izycznym?

                        Hipotetycznie mogłoby się tak zdarzyć. Coś podobnego dzieje się na poziomie uczelni, ale tam chodzi o liczbę studentów: Wydział Popularnych Dyscyplin Masowych ma 5000 studentów, z czego połowa płaci, a Wydział Matematyki ma 500, więc matematycy *muszą* przyjąć uregulowania dotyczące organizacji dydaktyki właściwe Wydziałowi Masowemu i w ogóle powinni się cieszyć, że im jeszcze nie zabierają etatów, żeby dodać Masowym. (Thinking of which, tak właśnie dzieje się w najlepszym z możliwych światów, czyli w Stanach, oraz w drugim na liście najlepszych, czyli w UK.) Natomiast na poziomie oceny samych dyscyplin i rozdziału (marnych) panstwowych pieniędzy na naukę, sytuacja jest dokładnie odwrotna. To humaniści i społeczni krzyczą w trwodze, że im się narzuca obce im standardy, obcina finansowanie i deprecjonuje jako nic nie znaczących. Natomiast ja, czysto po ludzku, nie chcę po raz kolejny demonstrować arogancji fizyka, więc przyznaję, że są zagadnienia lokalne (Żuławy, prawo spadkowe, osadnictwo w Karpatach itd), które mają znaczenie duże, choć tylko lokalne, więc warto się nimi zajmować, pod warunkiem, żeby robić to dobrze. Lokalność tematyki nie może być usprawiedliwieniem dla uprawiania słabej nauki. Ja nie wiem jak zapewnić ową "dobroć" we wszystkich możliwych dyscyplinach, ale wierzę, że to się da zrobić. Dlatego na przykład przy każdej okazji nawołuję do rzetelnego recenzowania publikowanych tekstów.

                        Ale w tej gałęzi wątku chodziło o coś jeszcze innego: Postawiono tezę, że polska nauka jest taka kiepska, że nawet badania nad historią Polski i polską literaturą prowadzi się w krajach anglosaskich lepiej, niż w Polsce. A to jest bzdura - nawet jeśli przyznaję, że w Polsce jest sporo osób, które robią to w sposób substandardowy.
                        --
                        ...aut digito male pertinaci
                        • 28.03.13, 13:28
                          nic dodać, nic ująć. No, może jedno dodać, jako reprezentant dziedziny rynkowo popłatnej. Otóż ja jestem konsekwentnie przeciwny deprecjonowaniu rzeczonych matematyków (ale także np. niderlandystów), co niestety rzeczywiście robi część moich kolegów, z powodu niedostatecznej liczby płatnych studentów. Uważam, że na uniwersytecie powinno znaleźć się miejsce dla wszystkich. Dlatego np. absolutnie nie przeszkadza mi, że na niektórych naszych kierunkach ścisłych do uruchomienia seminarium wystarczy 3 kandydatów, a u nas potrzebnych jest ośmiu. Live and let live (sorry felisdomestica...)
                          • 28.03.13, 14:53
                            Tylko 8? No to ma Pan luksusowe warunki, ciekawe jak długo jeszcze.
                        • 28.03.13, 13:34
                          pfg napisał:

                          > Coś podobnego dzieje się na poziomie ucz
                          > elni, ale tam chodzi o liczbę studentów: Wydział Popularnych Dyscyplin Masowych
                          > ma 5000 studentów, z czego połowa płaci, a Wydział Matematyki ma 500, więc mat
                          > ematycy *muszą* przyjąć uregulowania dotyczące organizacji dydaktyki właściwe W
                          > ydziałowi Masowemu i w ogóle powinni się cieszyć, że im jeszcze nie zabierają e
                          > tatów, żeby dodać Masowym. (Thinking of which, tak właśnie dzieje się w najleps
                          > zym z możliwych światów, czyli w Stanach, oraz w drugim na liście najlepszych,
                          > czyli w UK.) Natomiast na poziomie oceny samych dyscyplin i rozdziału (marnych)
                          > panstwowych pieniędzy na naukę, sytuacja jest dokładnie odwrotna. To humaniści
                          > i społeczni krzyczą w trwodze, że im się narzuca obce im standardy, obcina fin
                          > ansowanie i deprecjonuje jako nic nie znaczących. Natomiast ja, czysto po ludzk
                          > u, nie chcę po raz kolejny demonstrować arogancji fizyka, więc przyznaję, że są
                          > zagadnienia lokalne (Żuławy, prawo spadkowe, osadnictwo w Karpatach itd), któr
                          > e mają znaczenie duże, choć tylko lokalne, więc warto się nimi zajmować, pod wa
                          > runkiem, żeby robić to dobrze.

                          Z ta roznica, ze w takiej Botswanie o zagadnieniach lokalnych pisze sie do czasopism o zasiegu miedzynarodowym. Wrzucam jeszcze raz:
                          www.orc.ub.bw/publications.html#ref_journal

                          --
                          Buty na nogi! Trzeba wiać!
                          • 28.03.13, 13:49
                            nie spodziewałem się po Pani tak perfidnej manipulacji:(
                            Przeczytałem wykaz za rok 2012 - proszę wskazać mi jeden artykuł humanistyczno-społeczny zamieszczony w czasopiśmie z listy A...
                            • 28.03.13, 14:38
                              Uprzejmie prosze mnie nie wpuszczac w maliny. Z cala premedytacja i odpowiedzialnoscia pisze wyzej, ze jest to lista publikacji w czasopismach o zasiegu miedzynarodowym z jednego osrodka w Botswanie. Nie mam pojecia, ile z tych czasopism jest na jakichkolwiek listach uznawanych przez nasze ministerstwo.

                              Z nauk spolecznych z afiliacja Okavango Research Institute, University of Botswana, Botswana na szybko mamy:
                              www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/02601370.2011.627473
                              www.alternative.ac.nz/journal/volume8-issue2/article/dialectics-indigenous-knowledge-community-views-botswana


                              --
                              Buty na nogi! Trzeba wiać!
                              • 28.03.13, 18:23
                                żadnego z tych czasopism nie ma w JCR (co oczywiście z mojej perspektywy nic nie znaczy, ale dla parametryzatorów uznających tę listę za wyrocznię jakości, chyba ma znaczenie? Ciekawe, że jak afrykański socjolog pisze w "International Journal of Indigenous People", to mamy wielkie halo, a jak polski politolog napisałby coś do jakiegoś "Eastern European Review of Politics and Society, to nie spotkałby się z entuzjastycznym przyjęciem znacznej części forumowiczów...)
                                • 28.03.13, 18:39
                                  Przynajmniej jeden jest na ERIH. ale niech by wszyscy polscy pedagodzy publikowali w Routledge! I mysle, ze Eastern European itd., jak juz bedzie na ERIHu, to znajdzie nasze uznanie. Jak bedzie na JCR, to znajdzie uznanie wieksze.

                                  Mysle, ze sie laskawy Pan teraz czepia na calego.

                                  --
                                  Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                  • 28.03.13, 21:18
                                    ale czy Polacy nie publikują w ERIH?? Może ja się zgubiłem, ale naprawdę nie wiem, czemu ma służyć podanie przykładu botswańskiego??
                                    • 28.03.13, 22:39
                                      Wydawalo mi sie, ze nie jest to podwatek o 'Polakach', ale o polskich pedagogach, nie?

                                      podworkowy napisał(a):

                                      > ale czy Polacy nie publikują w ERIH?? Może ja się zgubiłem, ale naprawdę nie wi
                                      > em, czemu ma służyć podanie przykładu botswańskiego??


                                      --
                                      I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                      • 28.03.13, 22:42
                                        o botswańskich pedagogach?;)
                                        • 28.03.13, 22:46
                                          podworkowy napisał(a):

                                          > o botswańskich pedagogach?;)

                                          w końcu coś ciekawego...
                                          --
                                          Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                        • 28.03.13, 23:08
                                          No najwyrazniej maja wiecej do powiedzenia niz nasi :-)

                                          podworkowy napisał(a):

                                          > o botswańskich pedagogach?;)


                                          --
                                          Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                          • 28.03.13, 23:18
                                            heh, nasi też mają sporo do powiedzenia, nie wiem, czy Pan czytał recenzję habilitacji sporządzoną przez Prof. Ped.-a:
                                            www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/LisowskaElzbieta/zal3.pdf
                                            Strona 8, pkt. 10.
                                            Możemy powiedzieć, ze forum ma wymierny sukces edukacyjny
                                            • 28.03.13, 23:30
                                              zuch recenzent!
                                              --
                                              Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                            • 28.03.13, 23:37
                                              czytalem te recenzje i zauwazylem te odmiane. Jednak to chyba jedyna pozytywna czesc tej recenzji. Nie podobala mi sie ona. Rozumiem, ze recenzent chce sie pochwalic, ze zna rozporzadzenie, jednak wydawaloby mi sie, ze ma on dokonac osadu (judgement), a nie wymieniac wszystkie kryteria. chocby dlatego, ze gdyby tak je wymieniac wszystkie, cos mi sie wydaje, ze recenzent nie wypadlby najlepiej w takiej recenzji



                                              --
                                              James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                              • 28.03.13, 23:43
                                                zgadzam się.
                                                Ale mimo wszystko, kiedy zobaczyłem, ze przekonaliśmy Prof.Ped-a w kwestii prom.-pom-a, to autentycznie się wzruszyłem. Ostatnio podobne emocje przeżyłem kilka lat temu, kiedy moje dziecko słysząc słowo 'koń" pokazało poprawnie po raz pierwszy właściwy obrazek w książeczce...
                                                • 28.03.13, 23:58
                                                  Mnie wzrusza kazda obecnosc profesora, a szczegolnie jego interpretacje (zworcil juz na to uwage habilitant na swym blogu). Idea, ze artykul oparty na rozprawie doktorskiej nie moze byc wliczany do dorobku (nie osiagniecia!) podoktorskiego jest tak karkolomna, ze trudno nawet z nia ddyskutowac.


                                                  --
                                                  Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                                              • 29.03.13, 00:02
                                                bez wątpienia recenzent powinien być biografem... rozminął się z powołaniem...
                                                --
                                                Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                • 28.03.13, 18:53
                                  Z calym szacunkiem, ale to sa bardzo czesto czasopisma wydawane przez renomowane wydawnictwa naukowe i indeksowane w bazach czasopism. Recenzuje artykuly dla czasopism z JCR i dla najrozniejszych, ktore w JCR sie nie mieszcza i zapewniam szanownego rozmowce, ze miedzy tymi slabszymi czasopismami miedzynarodowymi a czasopismami o lokalnym, polskim zasiegu jest przepasc. Jezeli polski politolog opublikuje w niepunktowanym Eastern European Review of Politics and Society, to i tak wlozy w te publikacje wiecej wysilku niz w monografie z CSP, czy podobnego wydawnictwa, ktore bierze wszystkie konferencyjniaki jak leci, nawet bez korekty wydawniczej. Problem w tym, ze polscy socjolodzy (przepraszam czlonka CK, ktory jest chlubnym odstepstwem od tej reguly) i politolodzy w tych czasopismach nie publikuja i nawet w marzeniach nie siegaja dalej niz zagraniczny pokonferencyjniak.

                                  --
                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                  • 28.03.13, 21:16
                                    (jak rozumiem, recenzuje Pani społ-humy i zna Pani poziom czasopism międzynarodowych JCR i nie-JCR, poziom czasopism nieanglojęzycznych, poziom lokalnych czasopism polskich w politologii, socjologii, pedagogice itp.... O.K., gratuluję, ja takim omnibusem nie jestem - ale nie o tym chce dyskutować w tym wątku).
                                    Proszę się zdecydować, czy w podanym linku chodziło w końcu o społ-humy czy też nie. Powtarzam - zalinkowała Pani materiał, w którym olbrzymia większość tekstów to nauki przyrodnicze jako kontrast dla...no właśnie nie wiem dla czego, czy dla nauki polskiej w ogóle, czy dla polskich społ-humów...W obu przypadkach jest to absurd.
                                    Ja nie zamierzam ponownie wdawać się w dyskusję nt. jakości polskich społ-hum., ale wnioskowanie o przewadze afrykańskich społ-hum. nad polskimi na podstawie podanych przez Panią danych jest - delikatnie mówiąc - bezpodstawne.
                                    • 28.03.13, 21:44
                                      Gratuluje niezachwianie dobrego samopoczucia!

                                      > ale wnioskowanie o przewadze afrykańskich społ-hum. nad polskimi na podstawie
                                      > podanych przez Panią danych jest - delikatnie mówiąc - bezpodstawne.

                                      A wnioskowac moze sobie drogi, szanowny interlokutor, co chce. Ja na to nie mam wiekszego wplywu. Kontekst, stanowiacy podstawe do wnioskowania, jest tu:
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,87574,143426881,143537106,Re_nic_warte_Noble_bez_habilitacji.html

                                      --
                                      Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                      • 28.03.13, 22:01
                                        no dobrze, to w takim razie uznaję, żem wybitnie niedomyślny, i uprzejmie proszę o wyjaśnienie, do jakich wniosków uprawnia zalinkowany materiał (w kontekście postu pfg, dotyczącego podejścia polskich społ-hum-ów, krzyczących w trwodze o narzucaniu im obcych standardów). Jeśli czegoś nie pojąłem, to pokornie odszczekam krytykę.
                                        • 28.03.13, 22:15
                                          Tu nie ma sie czego domyslac. Jest napisane czarno na bialym:

                                          pfg: "przyznaję, że są zagadnienia lokalne (Żuławy, prawo spadkowe, osadnictwo w Karpatach itd), które mają znaczenie duże, choć tylko lokalne, więc warto się nimi zajmować, pod warunkiem, żeby robić to dobrze."

                                          chario: "Z ta roznica, ze w takiej Botswanie o zagadnieniach lokalnych pisze sie do czasopism o zasiegu miedzynarodowym."


                                          --
                                          Tu kończy się Polska
                                          • 28.03.13, 22:37
                                            Z podanego przez Panią linku wynika zasadniczo tyle, że afrykańscy przyrodnicy publikują po angielsku w przeważnie nie JCR-owskich pismach. Podejrzewam, że z polskimi przyrodnikami jest o wiele lepiej, jeśli nie tak samo... Przecież nikt przytomny nie kwestionuje faktu (a już na pewno ani ja, ani pfg), że przyrodnicy mogą publikować po angielsku w rożnych czasopismach o różnych lokalnych fenomenach (np. o żubrach...).
                                            Natomiast napisała Pani w kolejnym poście:
                                            "Polskie spol-humy sa generalnie slabe i bardzo slabe. Tlumaczenie, ze kontekst lokalny i najwieksi specjalisci od Polski sa w Polsce, to jest odwracanie kota ogonem. Prace lokalne są potrzebne, ale lokalnosc tematyki nie musi byc przeszkoda w miedzynarodowym publikowaniu. Przeszkoda jest mentalne odciecie sie polskich spol-humow od wszystkiego, co gdzie indziej na swiecie. To sa wymowki".
                                            Dlatego też jeszcze raz powtarzam, że tekst zalinkowany przez Panią W ŻADEN SPOSÓB nie uzasadnia takich twierdzeń. On wręcz uzasadnia tezę, ze także w Botswanie obowiązują inne zwyczaje publikacyjne dla scjentystow i społ-hum-ów...;) (z czego zresztą nic dla nas nie wynika)
                                            • 28.03.13, 23:59
                                              > "Polskie spol-humy sa generalnie slabe i bardzo slabe. Tlumaczenie, ze kontekst
                                              > lokalny i najwieksi specjalisci od Polski sa w Polsce, to jest odwracanie kota
                                              > ogonem. Prace lokalne są potrzebne, ale lokalnosc tematyki nie musi byc przesz
                                              > koda w miedzynarodowym publikowaniu. Przeszkoda jest mentalne odciecie sie pols
                                              > kich spol-humow od wszystkiego, co gdzie indziej na swiecie. To sa wymowki".
                                              > Dlatego też jeszcze raz powtarzam, że tekst zalinkowany przez Panią W ŻADEN SPO
                                              > SÓB nie uzasadnia takich twierdzeń.

                                              Drogi Panie, trafic na tekst Polaka z Polski i z polska afiliacja w czasopismie miedzynarodowym ze spol-hum, to jak los na loterii, wiec uprzejmie prosze mi kapitalikami po oczach nie walic. Co do przyrodnikow, to mam problem, bo troche nie jestem w temacie, ale mam wrazenie, ze ci lokalni raczej publikuja po polsku, w odroznieniu od kolegow z Botswany.
                                              --
                                              Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                              • 29.03.13, 00:24
                                                Chodzi mi tylko o to, że link botswański nie ma się w żaden sposób do społ-hum-ów, co najwyżej do przyrodników. A czy polscy przyrodnicy publikują międzynarodowo - nie mam zielonego pojęcia, ale byłbym zszokowany, gdyby tego nie robili, po tylu pomyjach wylewanych także przez nich na społ-hum-y...
                                                • 29.03.13, 00:37
                                                  podworkowy napisał(a):

                                                  > Chodzi mi tylko o to, że link botswański nie ma się w żaden sposób do społ-hum-
                                                  > ów, co najwyżej do przyrodników.

                                                  W botswanskim linku jest wszystko, chyba poza matematyka i fizyka, od wypasu bydla po jezyki obce.

                                                  > A czy polscy przyrodnicy publikują międzynarod
                                                  > owo - nie mam zielonego pojęcia, ale byłbym zszokowany, gdyby tego nie robili,
                                                  > po tylu pomyjach wylewanych także przez nich na społ-hum-y...

                                                  Jedni publikuja, inni nie. Od zawsze powtarzam, ze problem lokalnosci przedmiotu badan jest problemem sztucznie rzdmuchiwanym przez humanistow. Przyrodnikow ten problem rowniez dotyczy, ale przyrodnicy jakos z tego powodu nie dra szat i nie krzycza, ze ich dyskryminuja.


                                                  --
                                                  Tu kończy się Polska
                                                  • 29.03.13, 01:07
                                                    Społ-humy protestują przeciwko narzucanym przez ministerstwo kryteriom, wysuwając szereg argumentów. Przykład botswański ich nie falsyfikuje. Po 1, publikacje Botswańczyków ze społ-hum-ów nie są (z małymi, ale naprawdę małymi, wyjątkami) JCR-owskie (proszę nie udawać, że nie wie Pani, że jest to główny punkt sporu z ministerstwem, podnoszony przez wielekroć tu linkowanych Walickiego, Modzelewskiego i innych). Po 2, w Botswanie angielski jest językiem urzędowym; zatem link ma się nijak do kwestii publikowania prac ze społ.-hum. w językach narodowych (kolejny punkt sporu).
                                                    Krotko mówiąc, bostwańscy humaniści zasadniczo publikują swoje teksty w nieJCR-owskich pismach w swoim języku urzędowym... Gdzie jest różnica z Polakami?;)
                                                  • 29.03.13, 09:03
                                                    To jest Pana spor, Pana hipotezy i Pana argumenty, nie moje. Ja pisze wyraznie o lokalnosci tematyki badawczej, a Pan upiera sie, by dyskutowac na zupelnie inny temat. Ok, nie ma sprawy, ale ne udawajmy, ze ta dyskusja ma cokolwiek wspolnego z moim oryginalnym postem i w jakikolwiek sposob podwaza zawarte w nim stwierdzenia.


                                                    podworkowy napisał(a):

                                                    > Społ-humy protestują przeciwko narzucanym przez ministerstwo kryteriom, wysuwaj
                                                    > ąc szereg argumentów. Przykład botswański ich nie falsyfikuje. Po 1, publikacje
                                                    > Botswańczyków ze społ-hum-ów nie są (z małymi, ale naprawdę małymi, wyjątkami)
                                                    > JCR-owskie (proszę nie udawać, że nie wie Pani, że jest to główny punkt sporu
                                                    > z ministerstwem, podnoszony przez wielekroć tu linkowanych Walickiego, Modzelew
                                                    > skiego i innych).

                                                    Tu mamy temat gleboki jak rzeka i zupelnie obok glownego tematu dyskusji. Swiat zachodni nie zna pojecia tzw. listy filadelfijskiej w spol-humach. Poza psychologia, ktora ma sporo czasopism o wysokim impakcie, w spol-humach przy ocenie pracownika bierze sie na ogol pod uwage publikacje w peer-reviewed journals, w domysle: o zasiegu miedzynarodowym. Juz wyjasnialismy, ze mimo braku wyroznienia w JCR, to sa na ogol czasopisma wydawane przez liczacych sie miedzynarodowych wydawcow. Na liscie wyroznionych nie mieszcza sie, poniewaz albo maja zbyt niski impact factor, co jest zrozumiale, poniewaz czasopisma spol-hum z reguly maja niskie IF, albo sa to czesto czasopisma mlode, ktore nie maja jeszcze ustalonej pozycji na rynku. W tej kategorii Botswanczycy z Okavango bija Polakow na glowe.

                                                    > Po 2, w Botswanie angielski jest językiem urzędowym; zatem li
                                                    > nk ma się nijak do kwestii publikowania prac ze społ.-hum. w językach narodowyc
                                                    > h (kolejny punkt sporu).

                                                    Ja sie w ogole nie odnosze do kwestii jezyka publikacji. Poza nielicznymi wyjatkami, jezyk angielski jest miedzynarodowym jezykiem nauki i nikogo nie obchodzi, czy autor posluguje sie tym jezykiem od urodzenia, czy moze jest filologiem angielskim. W wielu krajach od naukowcow wymaga sie publikacji o zasiegu miedzynarodowym i jest oczywiste, ze nawet w przypadku francuskojezycznego romanisty pracujacego we Francji beda to publikacje w jezyku angielskim. Ta sama zasada obowiazuje w anglojezycznej Botswanie i nieanglojezycznym Iranie.

                                                    > Krotko mówiąc, bostwańscy humaniści zasadniczo publikują swoje teksty w nieJCR-
                                                    > owskich pismach w swoim języku urzędowym... Gdzie jest różnica z Polakami?;)

                                                    Gwoli scislosci, ja tam w ogole nie widze humanistow, ale to jest drobiazg, biorac pod uwage zasieg razenia Panskich armat. W odroznieniu od Polakow ze spol-humow, ktorzy publikuja glownie lokalnie, naukowcy z Okavango publikuja w czasopismach miedzynarodowych. Taki jest po prostu standard przyjety w wiekszosci krajow, lacznie z tzw. trzecim swiatem, z ktorym tak bardzo bysmy sie nie chcieli porownywac.

                                                    --
                                                    Tu kończy się Polska
                                          • 29.03.13, 07:22
                                            charioteer1 napisał:

                                            > chario: "Z ta roznica, ze w takiej Botswanie o zagadnieniach lokalnych pisze si
                                            > e do czasopism o zasiegu miedzynarodowym."

                                            Lokalnych, głównie PRZYRODNICZYCH
                                            • 29.03.13, 09:06
                                              spokojny.zenek napisał:

                                              > charioteer1 napisał:
                                              >
                                              > > chario: "Z ta roznica, ze w takiej Botswanie o zagadnieniach lokalnych pi
                                              > sze si
                                              > > e do czasopism o zasiegu miedzynarodowym."
                                              >
                                              > Lokalnych, głównie PRZYRODNICZYCH

                                              I spolecznych. Tam jest sporo czasopism, ktore maja w tytule tourism i raczej nie koncentruja sie na atrakcjach przyrodniczych rejonu.

                                              --
                                              Tu kończy się Polska
                                              • 29.03.13, 10:31
                                                Tu mamy temat gleboki jak rzeka i zupelnie obok glownego tematu dyskusji. Swiat zachodni nie zna pojecia tzw. listy filadelfijskiej w spol-humach

                                                mała korekta... świat ten nie zna tego pojęcia, bo ono poza Polską nie istnieje, natomiast pisma społ-hum istnieją na tejże liście - tak JCR, jak i zwłaszcza ISI Master Journal List, Arts & Humanities Citation Index. Jak już kiedyż pisałem, na liście są np, dwa polskie pisma literaturoznawcze Teksty II i Pamiętnik Literacki (i kilka innych humanistycznych).
                                                --
                                                Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                • 29.03.13, 10:38
                                                  Są też dziedziny - o czym była już tu wiele razy mowa - które nie mają na tych listach żadnych pism. I mieć nie będą. A nie jest to akurat problem pism polskich.
                                                  • 29.03.13, 10:40
                                                    tak, a na Marsie wodę znaleźli ;-)
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 10:56
                                                    Nie było może o tym mowy? Z bardzo konretnymi przykładami?
                                                  • 29.03.13, 11:04
                                                    z przykładami na to, że czegoś nie ma?

                                                    była, zgadzam się :)
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 11:07
                                                    Z przykładami na to, że pewne dziedziny nie mają ani jednego pisma na cudownych listach. Nie ani jednego polskiego - ani jednego w ogóle. Nie było takiej dyskusji? Łaskawy Pan nie uczestniczył w niej z wielkim zaangażowaniem?
                                                  • 29.03.13, 11:11
                                                    spokojny.zenek napisał:

                                                    > Z przykładami na to, że pewne dziedziny nie mają ani jednego pisma na cudownych
                                                    > listach. Nie ani jednego polskiego - ani jednego w ogóle. Nie było takiej dysk
                                                    > usji? Łaskawy Pan nie uczestniczył w niej z wielkim zaangażowaniem?

                                                    ale ja tu w ogóle nie dyskutuję o tym...; średnio mnie to obchodzi, post nie był do ciebie, tylko do chario i był pewną korektą, tyle... więc ciąg dalszy - jak z tą wodą na Marsie ;-)
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 11:19
                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > ale ja tu w ogóle nie dyskutuję o tym...; średnio mnie to obchodzi, post nie by
                                                    > ł do ciebie, tylko do chario i był pewną korektą, tyle... więc ciąg dalszy - ja
                                                    > k z tą wodą na Marsie ;-)

                                                    Spoko, adept. Nie odpowiadam na to, bo tylko prawnikom sie wydaje, ze spol-humy to jakis monolit, ktory ma reprezentowac ich partykularne interesy.

                                                    --
                                                    Tu kończy się Polska
                                                  • 29.03.13, 11:21
                                                    luzik, odpowiedział Zenek ;-)
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                              • 29.03.13, 10:55
                                                Ja wiem jedno, jak chce się psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie...
                                                Najpierw rąbie się społ-hum-y za brak publikacji JCR (lista A), potem rąbie się społ-hum-y za brak publikacji w prestiżowych czasopismach niezależnie od list (ten zarzut jest zapewne w dużej mierze słuszny, tyle tylko, że nikt przytomny nie uważa, że nie należy publikować w dobrych czasopismach...), no a teraz rąbie się za niepisanie po angielsku, zestawiając Polaków pejoratywnie z Botswaną, bo tamtejsi uczeni napisali kilka artykułów w szekspirowskiej mowie do pism poświęconych turystyce.
                                                A wszystko oczywiście bez rzetelnych danych, bez znajomości problematyki, bez narzędzi pozwalających ocenić jakość tekstów, bez wiedzy nt. poziomu czasopism w poszczególnych działkach, bez wiedzy na temat strategii publikacyjnych w innych krajach (tak, jak z proonem się zwykle nie zgadzałem, tak nikt nie zakwestionował przywołanych przez niego danych nt. językowej lokalności nauk humanistycznych everywhere), bez zastanowienia się nad sensem publikowania po angielsku vs. w języku lokalnym (Polak z Polakiem będzie debatował po angielsku nt. zgwałcenia w polskim kodeksie karnym?), ba, bez posiadania prawdopodobnie w ręku żadnego polskiego i zachodniego pisma historycznego, politologicznego czy prawnego, za to z niezmąconym niczym przekonaniem o posiadaniu ostatecznie prawdziwej wiedzy, jak nauki humanistyczne, społeczne i moje prawne uprawia cały świat.
                                                O.K., niech Pani będzie, jesteśmy za Botswaną - mnie się już nie chce o tym pisać.
                                                Wesołych Świąt:)
                                                • 29.03.13, 10:57
                                                  Traił Pan ostatnimi dwoma postami w samo sedno.
                                                  Wesołych Świąt :-))
                                                • 29.03.13, 11:08
                                                  O ja piernicze, nie ma to jak czubek wlasnego nosa! Czy ja twierdze gdziekolwiek, ze na liscie publikacji z Okavango jest choc jeden artykul na temat gwaltow w mowie szekspirowskiej? No ale zawsze mozna mi przywalic za brak danych, narzedzi i metodologii!


                                                  podworkowy napisał(a):

                                                  > Ja wiem jedno, jak chce się psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie...
                                                  > Najpierw rąbie się społ-hum-y za brak publikacji JCR (lista A), potem rąbie się
                                                  > społ-hum-y za brak publikacji w prestiżowych czasopismach niezależnie od list
                                                  > (ten zarzut jest zapewne w dużej mierze słuszny, tyle tylko, że nikt przytomny
                                                  > nie uważa, że nie należy publikować w dobrych czasopismach...), no a teraz rąbi
                                                  > e się za niepisanie po angielsku, zestawiając Polaków pejoratywnie z Botswaną,
                                                  > bo tamtejsi uczeni napisali kilka artykułów w szekspirowskiej mowie do pism poś
                                                  > więconych turystyce.
                                                  > A wszystko oczywiście bez rzetelnych danych, bez znajomości problematyki, bez n
                                                  > arzędzi pozwalających ocenić jakość tekstów, bez wiedzy nt. poziomu czasopism w
                                                  > poszczególnych działkach, bez wiedzy na temat strategii publikacyjnych w innyc
                                                  > h krajach (tak, jak z proonem się zwykle nie zgadzałem, tak nikt nie zakwestion
                                                  > ował przywołanych przez niego danych nt. językowej lokalności nauk humanistyczn
                                                  > ych everywhere), bez zastanowienia się nad sensem publikowania po angielsku vs.
                                                  > w języku lokalnym (Polak z Polakiem będzie debatował po angielsku nt. zgwałcen
                                                  > ia w polskim kodeksie karnym?), ba, bez posiadania prawdopodobnie w ręku żadneg
                                                  > o polskiego i zachodniego pisma historycznego, politologicznego czy prawnego, z
                                                  > a to z niezmąconym niczym przekonaniem o posiadaniu ostatecznie prawdziwej wied
                                                  > zy, jak nauki humanistyczne, społeczne i moje prawne uprawia cały świat.
                                                  > O.K., niech Pani będzie, jesteśmy za Botswaną - mnie się już nie chce o tym pis
                                                  > ać.
                                                  > Wesołych Świąt:)


                                                  --
                                                  Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 29.03.13, 11:10
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > O ja piernicze, nie ma to jak czubek wlasnego nosa! Czy ja twierdze gdziekolwie
                                                    > k, ze na liscie publikacji z Okavango jest choc jeden artykul na temat gwaltow
                                                    > w mowie szekspirowskiej?


                                                    Przecież to jest jakaś totalna kompromitacja :-(((

                                                  • 29.03.13, 11:14
                                                    Ze co, ze nie ma, czy ze odmawiam podjecia rekawicy i dyskutowania o wszystkim, co boli prawnikow w kontekscie porownania z Botswana? Na bole uogolnione nic nie poradze.

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                • 29.03.13, 11:43
                                                  Profesorze podworkowy, naprawde Pan mysli, ze polskie nauki spolecznei i humanistyczne wypadaja blado, bo nie znamy metodologii? Ale naprawde? O lat czytam literature miedzynarodowa, w ktorej polska nauka ma przedstawicieli. Potrafie wymienic jedna osobe pracujaca w Polsce, ktora na dobre zaistniala w tej literaturze. Powiem inaczej, w swych ksiazkach od lat prawie nie cytuje polskich uczonych w swych publikacjach. Nie dlatego, ze nie chce, ich po prostu nie ma!

                                                  Z tego nie wynika, ze nie ma uczonych w Polsce na poziomie miedzynarodowym. Ozywiscie ze sa. Tyle ze ich jest malo, bardzo malo. Dlaczego? Z roznych skomplikowanych powodow.

                                                  --
                                                  I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                                                  • 29.03.13, 12:18
                                                    mnie naprawdę chodziło tylko o to, że niekoniecznie (a przynajmniej nie na podstawie tych danych) wypadamy blado na tle Botswany:)
                                                    Co do generalnej marności naszych społ-hum-ów (uwzględniając liczbę pracowników naukowych w Polsce) nie musi mnie Pan przekonywać, także i w mojej działce jest mnóstwo pozoranctwa naukowego. I także mnie trafia z tego powodu szlag, gdy np. widzę człeka stąpającego pewnie po tytuł profesorski, który w swej działalności naukowej nie skaził się choćby jedną oryginalną myślą, publikował teksty wyłącznie w pokonferencyjniakach recenzowanych przez znajomych, a którego monografie "stopniowe" uzyskały pozytywne recenzje jedynie z uwagi na pozycję promotora/opiekuna.
                                                    Różnica między nami dotyczy przede wszystkim tego, że Pan często mierzy tę marność poprzez kryteria parametryczno-formalne, a ja poprzez jakościowe. Ponieważ w poście, na który odpowiadam Pan tego nie zrobił, to w ogóle nie widzę problemu.
                                                    Jak już kiedyś pisałem, nie różni nas diagnoza, różni nas recepta, a właściwie wiara w skuteczność i uniwersalną adekwatność narzędzi parametrycznych i kryteriów formalnych (np. język publikacji).
                                                    A co do wiedzy i jej braku, ja tu słyszałem już na forum tyle dziwnych tez nt. sposobu uprawiania nauk prawnych na świecie (zostanę przy mojej działce), że z pełną świadomością i odpowiedzialnością za słowo mogę stwierdzić, iż absolutna niewiedza nt. rzeczy, o których napisałem w poprzednim poście, częstokroć nie przeszkadzała dyskutantom formułować absurdalnych tez (np. o wprowadzeniu konieczności posiadania publikacji JCR do habilitacji, co w świetle kształtu tej listy i sposobu prowadzenia badań przez Francuzów, Niemców, Włochów, Skandynawów, a także - jak mniemam - Botswańczyków, jest postulatem niebywale oryginalnym)
                                                  • 29.03.13, 12:48
                                                    podworkowy napisał(a):

                                                    > mnie naprawdę chodziło tylko o to, że niekoniecznie (a przynajmniej nie na pods
                                                    > tawie tych danych) wypadamy blado na tle Botswany:)

                                                    No to jeszcze raz. Teza, ktora Pana tak bardzo oburzyla, brzmiala: w Botswania, w odroznieniu od Polski, o zagadnieniach lokalnych publikuje sie w obiegu miedzynarodowym. Pan, jako prawnik, mogl jedynie zauwazyc, ze nie dotyczy to nauk prawnych, poniewaz na linkowanej liscie nie ma z tej dziedziny ani jednej publikacji. Wniosek, ze pod jakims wzgledem nie wypadamy blado na tle Botswany jest nieuprawniony. Tu bylo jedno jedyne kryterium, ktore raczy Pan konsekwentnie ignorowac: publikacje w czasopismach o zasiegu miedzynarodowym.

                                                    Btw, wlasnie przed chwila czasopismo bez IF przyslalo mi email z prosba o recenzje artykulu na temat bardzo lokalny z Iranu. Temat mnie sredniawo interesuje, ale abstrakt jest bardzo dobrze napisany i czas poswiecony na czytanie tego tekstu z cala pewnoscia nie bedzie czasem straconym. Przyjmuje recenzje. Z Polski mi nie przysylaja, bo z Polski tak dobrze napisane teksty zdarzaja sie rzadko i bardzo rzadko.

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 29.03.13, 13:25
                                                    a ja - bez specjalnej nadziei - również jeszcze raz. Liczba zalinkowanych przez Panią anglojęzycznych botswańskich publikacji ze społ-hum-ów (pomińmy kwestię JCR) jest tak niewielka, że pod żadnym pozorem nie upoważnia do postawienia tezy, ze pod kątem publikacji o zasięgu międzynarodowym (pomińmy też kwestię tematyki i jakości czasopism, bo tu żadne z nas nie ma pewnie wiedzy) Botswańczycy są lepsi od Polaków (pomińmy również sensowność tego kryterium jako miernika naukowej jakości - toż w końcu i nasz ukochany Migaś ma tekst w jakimś anglojęzycznym czasopiśmie...).
                                                    Jakby zestawiła mi Pani dane dot. publikacji anglojęzycznych np. uczonych pracujących na KUL (UMCS, UO, którymkolwiek z poważniejszych polskich ośrodków naukowych, bynajmniej nie chcę UJ czy UW) i porównała z tym ośrodkiem botswańskim, to przynajmniej dysponowałaby Pani twardymi danymi. A tak, to zestawia Pani - powiedzmy - 4 publikacje po angielsku w roku 2012 ze społ-hum-ów z Botswany i wyciąga na tej podstawie zgeneralizowany wniosek: w Botswanie publikuje się międzynarodowo o rzeczach lokalnych, a Polsce nie.
                                                  • 29.03.13, 13:33
                                                    publikacje w obcych językach, nawet w j. angielskich to nie muszą być publikacje międzynarodowe...

                                                    co do reszty - istnieje różny stopień umiędzynarodowienia różnych dziedzin w społ-humach, niemniej podejrzewam, że u nas jest on bliski zera nawet w tych dziedzinach, które rzeczywiście funkcjonują międzynarodowo... vide lingwistyka, o której pisze Dala...
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 13:42
                                                    dodam, że przykładu Botswany, bez gruntownej analizy, a na taką raczej nikogo tu nie stać, nie używałbym do tych rozważań. Mamy do czynienia z krajem postkolonialnym, wyrastającym z imperiium i ten stan rzeczy przekłada się na wiele zjawisk, również tych związanych z publikacjami.
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 13:46
                                                    Adept, wez, to by znaczylo, ze mielismy pecha, bo trafilismy na kiepskiego okupanta. To juz tlumaczy, ze bylismy kiepscy, jestesmy kiepscy i kiepscy pozostaniemy.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 29.03.13, 14:00
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > Adept, wez, to by znaczylo, ze mielismy pecha, bo trafilismy na kiepskiego okup
                                                    > anta. To juz tlumaczy, ze bylismy kiepscy, jestesmy kiepscy i kiepscy pozostani
                                                    > emy.
                                                    >

                                                    dokładnie tak... :), przecież to widać tu znakomicie na forum... prędzej czy później o tym napiszę ;-))), co do pointy - wg mnie możemy z tego wyjść... ale warunkiem jest zerwanie z obiema skrajnościami tu reprezentowanymi...
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 14:04
                                                    swoją drogą, to zupełnie jak z polską piłką... najlepsi piłkarze Bundesligi tu przyjeżdżają i coś tam w bombki strzela, natychmiast... ;-)))
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 13:38
                                                    Gratuluje uporu, ale linkowana strona nie przedstawia produkcji calego uniwersytetu, ale jedynie wybranej na chybil-trafil jednostki tego uniwersytetu - Okavango Research Institute. Stosujac te sama metodologie na gruncie rodzimym, mamy:
                                                    isrig.wgsr.uw.edu.pl/index.php?page=publikacje
                                                    Informacje o publikacjach w czasopismach sa na tyle skutecznie ukryte, ze pozwole sobie darowac sporzadzanie zestawienia, ktorego nie chcialo sie robic nawet autorom strony. Pokazali, co uznali za najwazniejsze.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 29.03.13, 13:47
                                                    :)...
                                                    No tak, bo my podłe spol-hum-y dalej uznajemy - ceteris paribus - monografie za ważniejsze od artykułów. No, ale jeśli ktoś uznaje pisanie książek za produkcję makulatury, jak Pani była kiedyś uprzejma napisać, to cóż, pewnie faktycznie Botswana nas bije na głowę, przynajmniej w kategorii niemarnowania papieru.
                                                    A swoja droga ciekawa ta struktura nauki w Botswanie, gdzie w ramach jednego Instytutu mamy biologów, turystykologów (?) i socjologów.
                                                  • 29.03.13, 13:49
                                                    No coz, nie da sie ukryc, ze publikowanie w wydawnictwie UW o problemach Meksyku, to nie jest publikowanie w obiegu miedzynarodowym.

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 29.03.13, 14:02
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > No coz, nie da sie ukryc, ze publikowanie w wydawnictwie UW o problemach Meksyk
                                                    > u, to nie jest publikowanie w obiegu miedzynarodowym.
                                                    >

                                                    nie da się ukryć, że nie jest :), choć np. jeśli polski polonista publikuje w PL w dobrym piśmie (ewentualnie w książce autorskiej, znane mi przypadki dotyczą takich sytuacji) po polsku i jest czytany i cytowany w kilku krajach, no to jest w obiegu międzynarodowym, czy nie? ;-)))
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 14:10
                                                    Ale to troche inna para kaloszy, nie?

                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 29.03.13, 14:12
                                                    tak, ta jest różowa ;-))), to było tylko tak w odniesieniu do skomplikowania formuły publikacji międzynarodowej.
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 14:08
                                                    czytam ten wątek i w 100% zgadzam się z podwórkowym. Porównywanie z Botswaną - w wypadku może mniej społ. a bardziej hum. (historia, archeologia, jezyk polski) jest bez sensu. Przecież z założenia dyscypliny badające własną kulturę (czyli hum.) muszą być nakierowane na własne podwórko, bo je znają najlepiej. Jeśli sami nie będziemy (oczywiście na jak najwyższym poziomie) badać własnych korzeni to lepiej tego nikt za nas nie zrobi.

                                                    A co do książek - Pani chyba nie rozumie, że są dyscypliny gdzie monografia może dosłownie niemal wyczerpać temat i pozostawać aktualna przez nawet i sto lat. Są one zupełnie niewspółmierne do artytykułów np. z dziedzin technicznych gdzie rozwój danej dyscypliny sam wymusza deaktualizowanie wielu stwierdzeń w krótkim okresie czasu.
                                                  • 29.03.13, 14:12
                                                    sambor7 napisał(a):

                                                    > czytam ten wątek i w 100% zgadzam się z podwórkowym. Porównywanie z Botswaną -
                                                    > w wypadku może mniej społ. a bardziej hum. (historia, archeologia, jezyk polski
                                                    > ) jest bez sensu. Przecież z założenia dyscypliny badające własną kulturę (czyl
                                                    > i hum.) muszą być nakierowane na własne podwórko, bo je znają najlepiej. Jeśli
                                                    > sami nie będziemy (oczywiście na jak najwyższym poziomie) badać własnych korzen
                                                    > i to lepiej tego nikt za nas nie zrobi.


                                                    akurat co do Botswany - jest inaczej, dlatego zresztą pisałem, że to średni przykład. Humaniści z tego kraju mogą się zajmować kwestiami, o których publikuje się najbardziej topowych pismach, zwłaszcza anglosaskich (głównie USA), myślę o wspomnianym wątku postkolonialnym. Humaniści u nas, zamiast szukać - a jeszcze lepiej tworzyć - ważne teorie, wolą opisywać kościółki w Pcimiu...

                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 14:16
                                                    Kolejne nozyce sie odezwaly. Na linkowanej stronie nie ma nic z historii, archeologii, ani jezyka ojczystego. Jezeli mowimy o lokalnosci tematyki badawczej, to prosze uprzejmie pamietac, z e jest cos jeszcze poza wlasnym, lokalnym podworkiem. Jest duzo roznych lokalnych podworek i zasaday obowiazujace na jednym nie zawsze daje sie generalizowac na wszystkie z nich.

                                                    --
                                                    Tu kończy się Polska
                                                  • 29.03.13, 14:18
                                                    chario, uderzasz w stół i masz wątek ;-)))
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 14:23
                                                    Nosz kurcze. Tyle ludzi sie odezwalo, ze wcale nie jestesmy od nich gorsi...

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 29.03.13, 14:26
                                                    no bo jakże to tak, moglibyśmy być gorsi od nich...;) oni są nam potrzebni po to, byśmy byli lepsi... ;-))), a tu trraach..., no, zawsze pozostaje San Marino...
                                                    --
                                                    Realne występuje we wszystkich możliwych światach...
                                                  • 29.03.13, 15:50
                                                    Na jakim "lokalnym podwórku" mieliby publikować ci badacze z OKACOM gdyby byli tak mało ambitni?
                                                  • 29.03.13, 16:00
                                                    Okavango Interdisciplinary Research Quarterly?

                                                    --
                                                    Tu kończy się Polska
                                                  • 29.03.13, 16:14
                                                    Pytam poważnie.
                                                    Na jakim "lokalnym"? Beczuańskim? Namibijskim? Angolańskim?
                                                  • 29.03.13, 13:44
                                                    podworkowy napisał(a):

                                                    > A tak, to zestawia Pani - p
                                                    > owiedzmy - 4 publikacje po angielsku w roku 2012 ze społ-hum-ów z Botswany i wy
                                                    > ciąga na tej podstawie zgeneralizowany wniosek: w Botswanie publikuje się międz
                                                    > ynarodowo o rzeczach lokalnych, a Polsce nie.

                                                    Pozwole sobie zauwazyc, ze oryginalna teza nie dotyczyla spol-humow. Do spol-humow zawezil ja szacowny interlokutor.

                                                    --
                                                    Tu kończy się Polska
                                                  • 29.03.13, 17:30
                                                    Drogi kolego podworkowy, otoz wielokrotnie pisalem, ze nie cechuje mnie wiara w skutecznosc i uniwersalnosc narzedzi parametrycznych. W przeciwienstwie do Pana jednak nie odrzucam ich.

                                                    Nie oczekuje by polski socjolog publikowal wylacznie w czasopismach miedzynardoowych, oczekuje jednak, by w nich publikowal. Oczekuje tez, by publikowal TYLKO w czasopismach z porzadnym systemem recenzejnym (odrzucam calkowicie idee 'rekomendacji'). Akceptuje to, ze brytyjskiemu socjologowi jest latwiej w takich czasopismach publikowac, glownie ze wzgledu na jezyk, jednak nie przecenialbym wagi tegoz ulatwienia.

                                                    Akceptuje rowniez, ze w naukach spol-hum. wydajemy ksiazki i one musza sie liczyc w dorobku publikacyjnym owego hipotetycznego socjologa. Jednak oczekuje, ze ten socjolog bedzie publikowal w 'dobrych' wydawnictwach (mozemy sie klocic dlugo o definicje dobrego wydawnictwa, jednak w ostatecznym rachunku wszyscy potrafimy wskazac takie, podobnie jak potrafimy wskazac te zle).

                                                    Ktos, kto publikuje jedynie w lokalnych czasopismach, wydaje wywadwnictwach powiatowych, nie uprawia nauki i szczerze mowiac, nie wiem, co uprawia. Takich naukowcow w Polsce jest duzo za duzo.

                                                    --
                                                    James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
                                                  • 29.03.13, 20:38
                                                    Akceptuje to, ze brytyjskiemu socjologowi jest latwiej w takich cz
                                                    > asopismach publikowac, glownie ze wzgledu na jezyk, jednak nie przecenialbym wa
                                                    > gi tegoz ulatwienia.

                                                    Mam wrazenie, ze wieksze znaczenie niz jezyk moze miec to, to ze w naukach spolecznych preferuje sie obecnie publikowanie analiz iloscowych,co chyba zwiazane jest z moznoscia ubiegania sie o ogromne granty z NIH, dla celow ktorego to jest bardziej przydatne.
                                                  • 29.03.13, 22:27
                                                    Musze przyznac, ze nie wiem, co brytyjski socjolog ma wspolnego z amerykanskim NIH, ale spoko.

                                                    annaintheoutback napisała:

                                                    > Mam wrazenie, ze wieksze znaczenie niz jezyk moze miec to, to ze w naukach spol
                                                    > ecznych preferuje sie obecnie publikowanie analiz iloscowych,co chyba zwiazane
                                                    > jest z moznoscia ubiegania sie o ogromne granty z NIH, dla celow ktorego to jes
                                                    > t bardziej przydatne.


                                                    --
                                                    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                                                  • 29.03.13, 23:00
                                                    annaintheoutback napisała:

                                                    > Mam wrazenie, ze wieksze znaczenie niz jezyk moze miec to, to ze w naukach spol
                                                    > ecznych preferuje sie obecnie publikowanie analiz iloscowych,co chyba zwiazane
                                                    > jest z moznoscia ubiegania sie o ogromne granty z NIH, dla celow ktorego to jes
                                                    > t bardziej przydatne.

                                                    Tak, z pewnością. Stąd zresztą te 30% doktoratów po angielsku w Polsce. W Wielkiej Brytanii ten odsetek jest zresztą jeszcze wyższy.
                                              • 29.03.13, 11:01
                                                Co miałoby wynikać z tego, że jacyś autorzy zatrudnieni w Botswanie opubilowali w SWOIM języku także jakiś teksty o turystyce? Jak się to ma do Polski i polskich społ-humów?
                                                • 29.03.13, 11:04
                                                  spokojny.zenek napisał:

                                                  > Co miałoby wynikać z tego, że jacyś autorzy zatrudnieni w Botswanie opubilowali
                                                  > w SWOIM języku także jakiś teksty o turystyce? Jak się to ma do Polski i polsk
                                                  > ich społ-humów?

                                                  A opublikowali? Ja nic na ten temat nie wiem.

                                                  --
                                                  Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 29.03.13, 11:05
                                                    Ktoś tu coś pisał, że niektóre o turystyce...
                                                  • 29.03.13, 11:12
                                                    No ale byl zarzut, ze w SWOIM jezyku publikowali. Bardzo przepraszam, ale bardzo mocno watpie, ze autorzy z Botswany uwazaja jezyk urzedowy za SWOJ, w sensie, ze jest to jezyk, w ktorym sie rozmawia w domu przy garach i przy dziecku.
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Botswana#Language
                                                    --
                                                    Please use elevator, stairs stuck between floors.
                                                  • 29.03.13, 13:09
                                                    Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem, Uczelnie są zdominowane przez ludzi mających kontakty z poprzednią metropolią, zwłaszcza, że wystąpili z Wspólnoty w 1966 roku. I chyba wyjście z klubu w którym jest Kanada i UK, nie przysłużyło im się:
                                                    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/50/Life_expectancy_in_some_Southern_African_countries_1958_to_2003.png
                                                    Na pewno Botswana jest na wyższym poziomie rozwoju naukowego niż Polska, i to tylko kwestia czasu, że ten wykres spodziewanej długości życia u nas będzie w 2026 wyglądał nie lepiej i od Botswańczyków musimy nauczyć się choć jednej przydatnej umiejętności:
                                                    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/81/BushmenSan.jpg/800px-BushmenSan.jpg
                                                    oczywiście u nas będziemy zawsze "wyżej sr@li niż d#pę mamy" i nasz stan jest przecudowny i przewspaniały - jesteśmy niesamowici
                                                  • 29.03.13, 15:33
                                                    charioteer1 napisał:

                                                    > No ale byl zarzut, ze w SWOIM jezyku publikowali. Bardzo przepraszam, ale bardz
                                                    > o mocno watpie, ze autorzy z Botswany uwazaja jezyk urzedowy za SWOJ, w sensie,
                                                    > ze jest to jezyk, w ktorym sie rozmawia w domu przy garach i przy dziecku.

                                                    Ktoś najwyraźniej próbuje z forum zrobić kabaret...
                                                  • 29.03.13, 16:04
                                                    spokojny.zenek napisał:

                                                    > Ktoś najwyraźniej próbuje z forum zrobić kabaret...

                                                    Stanowczo sobie wypraszam. Tu jest lista pracownikow Okavango Research Institute:
                                                    www.orc.ub.bw/staffcat/staff_catalog.php
                                                    Uprzejmie prosze o probe wyliczenia wszystkich jezykow, w jakich pracownicy ORI rozmawiali ze swoimi rodzicami przed ukonczeniem 3 roku zycia. Z gory gratuluje.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 29.03.13, 16:15
                                                    Ba, nawet konsekwentnie trzyma się tej kabaretowej konwencji...
                                                  • 29.03.13, 16:18
                                                    Zenku, mozesz na rozne sposoby dowodzic swojej ignorancji. Przypomne ci tylko, ze rowne 100 lat temu jezykiem urzedowym w Warszawie byl rosyjski.

                                                    --
                                                    Buty na nogi! Trzeba wiać!
                                                  • 29.03.13, 16:26
                                                    Dlaczego zwracasz się do siebie samej (samego?) imieniem "zenku" i w ogóle dlaczego rozmawiasz z samą (samym?) sobą?
                            • 28.03.13, 16:24
                              Bez takich śmiesznych uwag - przecież to jest jasno na białym, jak robią badanie o Okawango to nie publikują w Zeszytach Naukowych Gaborone (to stolica, sprawdziłem, nie wiedziałem ;-) , a jak w Polsce o Żuławach to koniecznie trzeba publikować w Gdańskim Kwartalniku Naukowym i zaraz lament, bo kto o tym zechciałby przeczytać za granicą! Przecież to temat lokalny!

                              A odpowiadając na pytanie - 3 z brzegu temat to nauki społeczne - Cassidy, L. and G. D. Barnes. 2012. Understanding Household Connectivity and Resilience in Marginal Rural Communities through Social Network Analysis in the Village of Habu, Botswana. Ecology and Society 17 (4): 11. [abstract], 40 pkt wedle naszej listy.
                              • 28.03.13, 16:33
                                No coz, tak dzisiaj geografii ucza.... Warto jeszcze wiedziec, ze czyta sie przez 'h' na poczatku, a wiec [haboroni], wlasciwie to powienienem napisac, ze 'ch', ale dzisiaj roznica miedzy 'h' i 'ch' zanikla i juz nie mozna mowic z bledami ortograficznymi....

                                siedemlatwtybecie napisał(a):

                                > Bez takich śmiesznych uwag - przecież to jest jasno na białym, jak robią badani
                                > e o Okawango to nie publikują w Zeszytach Naukowych Gaborone (to stolica, spraw
                                > dziłem, nie wiedziałem ;-) , a jak w Polsce o Żuławach to koniecznie trzeba pub

                                --
                                Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
                                • 28.03.13, 16:39
                                  Nie wydaje mi się aby znajomość wszystkich stolic państw afrykańskich była do czegoś potrzebna, i nie wiem czy to przez zmianę systemu nauki tego nie wiem, ale jeśli tak to bym nawet to pochwalił - jeśli w zamian nauczy się na geografii jakiś relacji przyczynowo-skutkowych.
                                  • 28.03.13, 16:42
                                    Wyluzuj!

                                    siedemlatwtybecie napisał(a):

                                    > Nie wydaje mi się aby znajomość wszystkich stolic państw afrykańskich była do c
                                    > zegoś potrzebna, i nie wiem czy to przez zmianę systemu nauki tego nie wiem, al
                                    > e jeśli tak to bym nawet to pochwalił - jeśli w zamian nauczy się na geografii
                                    > jakiś relacji przyczynowo-skutkowych.


                                    --
                                    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                                    • 28.03.13, 18:12
                                      To był taki też żart, spokojnie :-)
                                      W ogóle moje pisanie ludzie jakoś odbierają bardziej nerwowe niż jest - normalnie jak gadam raczej się nie podniecam i cały czas jestem wyluzowany :-)

                                      dala.tata napisał:

                                      > Wyluzuj!
                                      >
                                      > siedemlatwtybecie napisał(a):
                                      >
                                      > > Nie wydaje mi się aby znajomość wszystkich stolic państw afrykańskich był
                                      > a do c
                                      > > zegoś potrzebna, i nie wiem czy to przez zmianę systemu nauki tego nie wi
                                      > em, al
                                      > > e jeśli tak to bym nawet to pochwalił - jeśli w zamian nauczy się na geog
                                      > rafii
                                      > > jakiś relacji przyczynowo-skutkowych.
                                      >
                                      >
                              • 28.03.13, 18:14
                                rzeczywiście ma Pan rację co do Ecology and Society, nie dostrzegłem tego - mea culpa. Ale generalnie i tak olbrzymia większość z tych publikacji to nauki przyrodnicze. Używanie tej statystyki, by walić młotkiem społ-humy, że są 100 lat za Murzynami (no offence), wydaje mi się absurdalne - a taki był wszak kontekst odpowiedzi chario na post pfg, który ewidentnie traktował o społ-hum. Statystyka botswańska nie nadaje się również zapewne do krytykowania polskiej nauki generalnie, bo nie sądzę, aby nasi przyrodnicy musieli z jej powodu wpadać w kompleksy.
                                P.S. Przykład geografii Żuław nie dotyczył przecież tego, czy można na jej temat opublikować test w czasopiśmie międzynarodowym (pewnie, że można), ale wyrażenia wątpliwości, czy za granicą są tłumy specjalistów od tej problematyki lepszych od polskich badaczy - a taka padła tu teza, również odnośnie do prawa spadkowego i historii POLSKI (duże litery specjalnie dla sendivigiusa)
                                • 28.03.13, 18:39
                                  podworkowy napisał(a):

                                  > Używanie tej statystyki, by walić młotkiem społ-humy, że są 100 lat
                                  > za Murzynami (no offence), wydaje mi się absurdalne - a taki był wszak kontekst
                                  > odpowiedzi chario na post pfg, który ewidentnie traktował o społ-hum.

                                  Bardzo przepraszam, ale taki kontekst mogl powstac jedynie w umysle czytajacego. Polskie spol-humy sa generalnie slabe i bardzo slabe. Tlumaczenie, ze kontekst lokalny i najwieksi specjalisci od Polski sa w Polsce, to jest odwracanie kta ogonem. Prace lokalne sa potrzebne, ale lokalnosc tematyki nie musi byc przeszkoda w miedzynarodowym publikowaniu. Przeszkoda jest mentalne odciecie sie polskich spol-humow od wszystkiego, co gdzie indziej na swiecie. To sa wymowki, ktore maja usprawiedliwic, dlaczego polscy socjolodzy, politolodzy, pedagodzy, lingwisci i cala masa innych nie publikuje nigdzie poza lokalnymi zeszytami i czasopismami o wojewodzkim zasiegu. Polskie spol-humy sa na najlepszej drodze, by znalezc sie 100 lat za murzynami, poniewaz ci murzyni rozumieja, ze nauka jest miedzynarodowa i publikowac nalezy w obiegu miedzynarodowym, a nie lokalnie. Nawet jezeli publikuja w smiesznych pisemkach spoza listy wyroznionych przez JCR, to i tak publikuja lepiej niz spora rzesza polskich naukowcow, ktorych nie stac na nic wiecej niz kfc.


                                  --
                                  Buty na nogi! Trzeba wiać!
                        • 28.03.13, 14:59
                          Z drugiej strony Wydział Masowy musi akceptować pewne rozwiązania ogólnouczelniane, narzucane przez Wydział Elitarny. I skutek jest taki, że połowa studentów na koniec studiów zostawia sobie przedmioty, które powinny być zdane na początku. Coś za coś.
                          • 28.03.13, 17:39
                            mn7 napisała:

                            > połowa studentów
                            > na koniec studiów zostawia sobie przedmioty, które powinny być zdane na początku.

                            Hm. Rozwiązaniem jest sekwencyjny system zaliczania.
                            --
                            I read, much of the night, and go south in the winter
                    • 28.03.13, 09:38
                      nie tyle z kontekstu, co expressis verbis z postu, ale cóż, nie wymagajmy od sendiego zbyt wiele
                      • 28.03.13, 10:07
                        podworkowy napisał(a):

                        ale cóż, nie wymagajmy od sendiego zbyt wiele


                        Wieksza jest szansza ze stanie przed toba UFO i ci zaproponuje objecie posady "Galaxy Law Review" niz ta ze bedziesz mogl ode mnie cos wymagac.

                        Poza tym zycze Wesolych Swiat i przypominam ze nie takie grzeczy byly odkupione.
                        • 28.03.13, 10:26
                          no i właśnie nie wymagam, jesteś dla mnie jak retarded cousin w starej angielskiej rodzinie arystokratycznej - I love You and all, ale nie traktuję Cię poważnie, zwłaszcza po Twoich sugestiach a'propos uniwersalizacji nauki...
                          • 28.03.13, 10:52
                            podworkowy napisał(a):

                            > no i właśnie nie wymagam, jesteś dla mnie jak retarded cousin w starej angielsk
                            > iej rodzinie arystokratycznej - I love You and all, ale nie traktuję Cię poważn
                            > ie, zwłaszcza po Twoich sugestiach a'propos uniwersalizacji nauki...

                            Ah, to ty jestes ten Dyzma co studiowal ze mna na Oxfordzie ?
                            • 28.03.13, 11:19
                              Panowie, nie mam wiekszych trudnosci z tym, zebyscie sobie troche podowalali personalnie, ile wlezie. Ale moze po jakiejs chwili warto zaprzestac?

                              --
                              I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
                          • 28.03.13, 12:31
                            Ja przepraszam, że tak nie na temat, ale czy ty masz jakis problem z językiem polskim? Co drugie słowo wtrącasz angielskie idiomy. I to humanista, który broni jak Troi prawa do publikowania po polsku :-).
                            Czytanie takiego tekstu jest męczące i irytujące.
                            • 28.03.13, 13:16
                              kein Problem... używam wtrąceń, gdy angielski ekwiwalent subiektywnie brzmi mi "lepiej" niż polski - "retarded cousin" brzmi mi lepiej niż "upośledzony kuzynek", a "and Your point is?" brzmi mi lepiej niż "ale o co Ci chodzi?". Przykro mi, że Pani to przeszkadza. Mogę zaproponować umowę - jak Pani zmieni nick z "felis domestica" na "domowy kocur", to ja radykalnie pohamuję angielskie wtrącenia;)
                              P.S. Przynajmniej nikt na forum nie twierdzi, ze nie piszę do JCR-owskich czasopism, bo nie znam angielskiego;) No, ale ten skutek już chyba osiągnąłem...
                              • 28.03.13, 14:41
                                Gdyby tak jeszcze Pan przestal pisac 'your' z duzej litery.....po angielsku nie ma to zadnego sensu.

                                --
                                Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
                      • 28.03.13, 10:16
                        Nie wymagajmy. Zwłaszcza, że frustracja nie służy dobrze jego jasności myślenia.
                  • 28.03.13, 09:23
                    sendivigius napisał:

                    > Mimo ze (srednio) lepsi sa anglosascy fizycy, chemicy, biolodzy, biochemicy, ch
                    > irurdzy, inzynierowie materialowi, inzynierowie informatyczni, matematycy i wsz
                    > yscy inni ktorych prace da sie wymierzyc i porownac miedzynarodowo, to akurat p
                    > rawnicy, historycy i socjolodzy sa najlepsi w Polsce. Hm... to bylby temat na p
                    > race habilitacyjna, ktora napisze ktos "wybitny" oczywiscie w Polsce bo Anglosa
                    > si, coz, kiepscy byli w te klocki "ever".

                    Sa publikacje Unii, poszczegolnych krajow, World Bank, UN, itd na ten temat od wielu lat , powszechnie dostepne. Pomiar jest obarczony duzym bledem, oczywiscie, np 5 przedzialow moze byc tylko, gdzie 3=poziom rowny swiatowemu, 5-duzo wyzszy niz swiatowy, 1-duzo ponizej. Wyniki roznia sie niewiele w zaleznosci od autorstwa. Czasami kolorami jest oznaczone by szybko przegladac wyniki. O ile pamietam, Polska ma dobry poziom IT, moze to bylo nawet 4, nie zauwazylam innych dziedzin wyrozniajacych sie. Ale ocena nie bierze pod uwage waskich dziedzin, ani pojedynczych naukowcow. Chodzi o ilosc tez, tzn jesli tylko dwoch naukowcow jest poziomu 5, to nie bardzo chyba sie licza. Metody oceniania sa opublikowane, wszystko jest latwo dostepne. Nie ma tutaj na forum potrzeby oceniac, lepiej przejrzec jedna czy dwie publikacje. USA ma prawie w kazdej dziedzinie 5, mniejsze kraje, typu Norwegia, Holandia, NZ, w czesci dziedzin osiagaja 5, reszta 4 lub 3. Jesli te kraje polaczyc, to wynik bedzie jak dla USA. Takie porownania sa robione chociazby dlatego, ze jesli jakis kraj w IT ma poziom 3, to bedzie staral sie o recenzentow do doktoratu z kraju gdzie poziom jest 4 lub 5. Takze by wiedziec ktorym krajom pomagac, itd.
              • 27.03.13, 15:22
                Re: martinkedzior. Jak najbardziej to dobry powod by byli zagraniczni recenzenci. To nie dyskryminacja polskich naukowcow, lecz normalny proces weryfikacji naukowej.
      • 27.03.13, 09:16
        Byłeś recenzentem polskiego doktoratu? Załóżmy, że wierzę. Proszę pokazać w portalu nauka-polska.pl jedno dowolne postępowanie o nadanie stopnia z recenzentem bez habilitacji. Oczywiście nie musi to być z Pana udziałem - szanujmy anonimowość
        • 27.03.13, 09:52
          No ale nie musisz wierzyc, nie? Skoro pitcher mowi, to tak bylo i juz. Ja rowniez znam takie postepowanie czy dwa, tyle ze habilitacyjne.

          martinkedzior napisała:

          > Byłeś recenzentem polskiego doktoratu? Załóżmy, że wierzę. Proszę pokazać w por
          > talu nauka-polska.pl jedno dowolne postępowanie o nadanie stopnia z recenzentem
          > bez habilitacji. Oczywiście nie musi to być z Pana udziałem - szanujmy anonimo
          > wość


          --
          We are the Borg. Resistance is futile
          • 27.03.13, 10:03
            Problem polega na tym, ze jeszcze niedawno można było mieć tytuł profesora bez habilitacji. Mój promotor był profesorem zwyczajnym a habilitacji nie miał (było to w latach dziewiećdziesiątych). Jeszcze teraz mimo, że ma ponad 85 lat bywa recenzentem przy doktoratach i habilitacjach. Dodam tylko, ze jest całkowicie sprawny intelektualnie i właśnie wczoraj pojechał z referatem na konferencje do Niemiec.
            Co do recenzentów z zagranicy to zjawisko dość częste - zwłaszcza jak uczelnia prowadzi studia doktoranckie dla cudzoziemców, sam byłem współrecenzentem z prof. z zagranicy i nikt o habilitacje na RW nie pytał.
        • 27.03.13, 14:26
          Prrosze bardzo, przykład recenzenta z zagranicy bez habilitacji :
          nauka-polska.pl/dhtml/raporty/praceBadawcze?rtype=opis&lang=pl&objectId=253928
          To przykład pierwszy z brzegu i nie z mojej jednostki.
          U nas bylo trochę takich, ale nie mam czasu szukać. Aha, bylem tez 2x oficjalnym współpromotorem z kolegami z zagranicy, którzy habilitacji nie mieli (nie maja).

          P.S. Zdarzyło mi się 2 razy recenzować doktoraty w Niemczech gdzie wymaganiem było posiadanie habilitacji przez recenzenta :).
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.