Dodaj do ulubionych

Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Polskiej

13.04.15, 13:43
Pytanie: Dlaczego polscy naukowcy nie są mobilni?

Odpowiada Prezio: Na przeszkodzie stoją przede wszystkim względy praktyczne. Aby przenieść się do innego miasta, naukowiec musi wynająć mieszkanie, zapewnić byt rodzinie, znaleźć miejsce w przedszkolu i pracę dla ewentualnego partnera. Tymczasem placówka go przyjmująca oferuje mu pensję w wysokości 2–3 tys. zł miesięcznie. Brak mobilności hamuje naukę. Trzeba zatem ją wymusić. W praktyce polegałoby to na tym, że między placówkami naukowymi (uczelniami i instytutami PAN) dokonywałaby się wymiana naukowców. W środowisku naukowym potrzebny jest ferment. Za tym powinno iść dodatkowe wsparcie, m.in. finansowe.

Jak wymusić taki ferment?

Poza zbudowaniem systemu zachęt dla naukowców, przyznawania znaczącego wsparcia, chociażby na przeprowadzkę do innego miasta, można uwzględnić w ocenie placówek naukowych dodatkowy czynnik. Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych (KEJN) mógłby przyznawać punkty dla ośrodków, które uczestniczą w ruchu kadrowym. I nie chodzi mi tylko o zintensyfikowanie ruchu badaczy pomiędzy krajowymi instytucjami naukowymi. Jednostki powinny być motywowane do pozyskiwania badaczy z zagranicy.

Mamy zatem poprawnie postawiony problem, po którym następuje propozycja rozwiązania. Są problemy? No to wymusimy. Najpierw zrobimy ferment. Potem może jakieś wsparcie, ale bez konkretów, bo przecież wymuszenie i ferment zawsze wystarczały. To znaczy, nigdy nie wystarczały, ale tym razem będzie inaczej. Albo nie będzie. Raczej nie będzie. Tak jak nie będzie wsparcia.

Dla najtwardszych jest więcej: serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/864945,nowy-prezes-pan-w-polskiej-nauce-potrzebny-jest-przewrot-kopernikanski.html
Obserwuj wątek
    • dworzec Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 13:53
      oj już widzę ten ferment - wymiana na linii Łódź-Warszawa lub Kraków-Katowice, gdzie żadnej przeprowadzki nie trzeba i bez problemu można dojechać sobie pociągiem raz na tydzień, a kasa na przeprowadzkę leci za zgodą dziekana na wydawanie nowych KFC lub bez niczyjej zgody od razu do kieszeni
    • pan.toranaga Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 15:36
      >Aby przenieść się do innego miasta, naukowiec musi wynająć mieszkanie, zapewnić byt rodzinie, znaleźć miejsce w przedszkolu i pracę dla ewentualnego partnera. Tymczasem placówka go przyjmująca oferuje mu pensję w wysokości 2–3 tys. zł miesięcznie. Brak mobilności hamuje naukę.

      Tylko stare, wygodnicko-filisterskie przyzwyczajenia nam w tym przeszkadzają. Ja widzę to tak: mój wydział podpisuje umowę z innym wydziałem. Zmieniamy się z kolegą stamtąd, tzn. on się wprowadza do mnie, a ja wskakuję z moim dzieckiem do jego przedszkola, wprowadzam się do jego mieszkania, w którym mieszka jego "ewentualna partnerka", bo przecież musi zostać tamże, bo u mnie pracy dla niej brak. Po kilku wszystko wraca do normy, tzn. on do siebie, ja do siebie i do mojej zasadniczej "ewentualnej partnerki".
      • dobrycy Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 16:07
        pan.toranaga napisał:

        > >Aby przenieść się do innego miasta, naukowiec musi wynająć mieszkanie, zap
        > ewnić byt rodzinie, znaleźć miejsce w przedszkolu i pracę dla ewentualnego par
        > tnera. Tymczasem placówka go przyjmująca oferuje mu pensję w wysokości 2–
        > ;3 tys. zł miesięcznie. Brak mobilności hamuje naukę.
        >
        > Tylko stare, wygodnicko-filisterskie przyzwyczajenia nam w tym przeszkadzają. J
        > a widzę to tak: mój wydział podpisuje umowę z innym wydziałem. Zmieniamy się z
        > kolegą stamtąd, tzn. on się wprowadza do mnie, a ja wskakuję z moim dzieckiem
        > do jego przedszkola, wprowadzam się do jego mieszkania, w którym mieszka jego "
        > ewentualna partnerka", bo przecież musi zostać tamże, bo u mnie pracy dla niej
        > brak. Po kilku wszystko wraca do normy, tzn. on do siebie, ja do siebie i do mo
        > jej zasadniczej "ewentualnej partnerki".
        No a i ile to urozmaicenie wniesie do życia rodzinnego i do pożycia !
        Same zalety. Aż dziw że tego wcześniej nie zadekretowali. Mam
        jeszcze pytanie - co jak ktoś nie ma żony albo dzieci ?
        I czy wymiana jest 1:1, a co z teściowymi ?

      • detektor01 Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 14.04.15, 09:23
        Nie doceniacie Szanowni Państwo potencjału jaki tkwi w tym pomyśle (z wymianą partnerek przypisanych do lokalu) na poprawę polskiej demografii. Tymczasowa partnerka/partner, nawet nie do końca w typie tymczasowo zasiedlającego lokal może stanowić pewną atrakcję i coś się może z tego urodzić. Trzeba myśleć o tym kto będzie pracował na nasze emerytury - Prezes już pomyślał.
    • herr7 Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 17:26
      Jeżeli na tym ma polegać program nowego prezesa to nie dziwi mnie poczucie humoru tutaj piszących. W związku z tą "zamianą" przypomina mi się stary kawał. Pewna kobieta spotyka sąsiada i mówi mu, że jego żona i jej mąż robią razem to czego nie powinni. Swój "donos" kończy zapytaniem - może się im zrewanżujemy? Sąsiad spogląda na ową panią i spokojnie odpowiada, że nie należy do mściwych.
      • czlowiek.z.makulatury Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 18:08
        Ale może można opracować odpowiedni wzór parametryczny, który z odpowiednimi wagami zrekompensuje niedostatki urody? Żeby był stały punkt odniesienia można urodę partnera, odległość do pracy i warunki pracy, uciążliwość dzieci przeliczyć na odpowiednią ilość kudryków.

        --
        If I have seen further it is by standing on ye sholders of my own maculature.
    • czlowiek.z.makulatury Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 18:17
      Swoją drogą to mnie fascynuje jedna sprawa.

      Otóż bardzo ciężko pracowałem i na czymś się znam. Taki papiórek plus nawpychanie się starych sałatek na krzywy ryj u prezydenta o tym świadczy. Ok, przyjmując nawet, że głównie pogłębiałem swoją niewiedzę, to jednak coś tam wiem. Zatem jestem specjalistą.

      Dlaczego jednak miałby się znać na zarządzaniu nauką polską? Na papiórku jest napisane dokładnie na czym się znam, a na czym się nie znam. Dlaczego zatem biochemik (równie dobrze fizyk, medyk, ekonomista) nagle siedzi sobie w pokoju, bada tam te swoje mitochondria, równanie pi czy inne syfilisy, co poza trzema osobami na tym łez padole nie obchodzi i nagle wielkie pierdut. Niebo się rozstępuje i rzeczona osoba nagle uznaje, że jest autorytetem nie tylko w swojej wąskiej jak sik węża dziedzinie, ale posiadł wiedzę ogólnonardową i teraz będzie REFORMOWAŁ. Dzwoni do dziennikarzy, dziennikarze spijają jak z dzióbka oświecone rady już nie biochemika, fizyka, medyka, ekonomisty, tylko wielkiego REFORMATORA. Jak to się dzieje?

      To materiał co najmniej na habilitację. W psychiatrii.

      --
      If I have seen further it is by standing on ye sholders of my own maculature.
      • dobrycy Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 18:29
        czlowiek.z.makulatury napisał(a):

        > jak sik węża dziedzinie, ale posiadł wiedzę ogólnonardową i teraz będzie REFOR
        > MOWAŁ. Dzwoni do dziennikarzy, dziennikarze spijają jak z dzióbka oświecone rad
        > y już nie biochemika, fizyka, medyka, ekonomisty, tylko wielkiego REFORMATORA.
        > Jak to się dzieje?
        >
        > To materiał co najmniej na habilitację. W psychiatrii.
        >
        To akurat jest proste. Ogromny wkład przekraczający habilitacje w dziedzine
        w praktyce jest niedostrzegalny dla kogolwiek np z zagranicy. Albo dla bardzo nielicznych.
        A w pewnym wieku chce się po sobie coś pozostawić. Taka reformacja wpłynie na życie
        wielu i juz każdy bedzie wiedział jaki był z reformatora herbatnik, to sposób na sławe.
        A jesli przy tym dojdzie do wojen religijnych to tym lepiej. Bardziej ciekawe
        jest skąd ludzie wiedzą co reformować i jaki ma być stan docelowy. Tutaj
        narazie łatwy do zaobserwowania był jeden kierunek - bo tak jest na Zachodzie
        to ma być tak i u nas. Nie ż ma to służyć jakiemuś celowi, co to to nie.
        Jak na zachodzi mają mobilność to i u nas ma być mobilność.
        • herr7 Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 18:37
          Ja to sobie tłumaczę w ten sposób, że taki prezes PAN posiada ciut więcej wiedzy na temat stanu rzeczywistego państwa (i nauki) i stoi przed dylematem, że albo zrobi "reformę", albo będzie miał jeszcze mniej pieniędzy, lub jak PIS dojdzie to władzy to PAN mu rozwiążą. Dla mnie jest to taka "gra wstępna" będącą zapowiedzią lat chudych. Obecnie mamy lata tłuste w nauce, a w końcu możemy mieć to co na Ukrainie.
          • trzy.14 Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 13.04.15, 19:18
            herr7 napisał:

            > Ja to sobie tłumaczę w ten sposób, że taki prezes PAN posiada ciut więcej wiedz
            > y na temat stanu rzeczywistego państwa (i nauki)

            A niby z jakiej paki? Za cztery lata - zgoda, ale teraz, tuż po wyborach?

            > i stoi przed dylematem, że alb
            > o zrobi "reformę", albo będzie miał jeszcze mniej pieniędzy, lub jak PIS dojdzi
            > e to władzy to PAN mu rozwiążą. Dla mnie jest to taka "gra wstępna" będącą zapo
            > wiedzią lat chudych.

            Myślenie magiczne - że jak ktoś jest kierownikiem, to patrzy szerzej.

            > Obecnie mamy lata tłuste w nauce,

            Faktycznie, z 10 lat nie daję korepetycji! Ale czy to znaczy, że nie dorabiam?

            > a w końcu możemy mieć to, co na Ukrainie.

            Czyli Ukraińską Akademię Nauk?

            ==========

            Gościa wybrali starcy z PAN nie po to, by zrobił z nim porządek, tylko by z nimi nie zrobiono porządku. Dlatego jego program sprowadza się do trzech liter i jednego znaku interpunkcyjnego: DAJ! W wersji rozszerzonej: DAJCIE!

            • herr7 może wyjaśnię 14.04.15, 08:46
              "Starcy" o których piszesz żadnych zmian się nie muszą obawiać, gdyż na ich dodatki do pensji zawsze starczy. Tych 300 członków rzeczywistych i członków-korespondentów nie jest brzemieniem, którego państwo nie może udźwignąć. Z racji wieku, wielkich zmian też się nie muszą obawiać.

              Mamy obecnie lata "tłuste" ale jedynie na tej zasadzie, że wiele na to wskazuje, że czekają nas lata "chude". Czyli, że będzie gorzej niż jest obecnie. Państwo ma coraz większe problemy z finansowaniem swoich zobowiązań, a nauka nigdy nie należała do priorytetów, bez względu na to, kto by Polską nie rządził.
    • flamengista ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 18:16
      Pomijając już kwestię finansową, skąd ten pogląd że mobilność zwiększy efektywność nauki i produktywność naukowców?

      Zapomina się, że nawet w najlepszych warunkach mobilność wiąże się też z kosztami. I nie chodzi tu o nasze koszty finansowe - ale o czas na tzw. adaptację. Nawet na Harvardzie musimy sobie wyrobić identyfikator, zarejestrować się w bazie, poznać rozkład kampusu i pewne procedury biurokratyczne. W przypadku polskich uczelni oznaczać to może żmudne wydeptywanie ścieżek "na nowo" w poszukiwaniu Ziutka który wyrobi kartę biblioteczną, Józia który podepnie nam komputer do neta oraz Basi która wyrobi nam kartę dającą dostęp do kluczy na portierni.

      Biorąc pod uwagę, że wśród krążących w ministerstwie pomysłów dominował ten o rocznym obowiązkowym stażu poza macierzystą uczelnią - przed dalszym awansem zawodowym - to przełoży się to na ewidentnym spadku produktywności:) Zanim naukowiec zacznie coś produkować sensownego w nowym miejscu będzie musiał wracać. A pierwszy kwartał (w najlepszym wypadku) zmarnuje na adaptację.

      Dodatkowo pozostaje kwestia tego gdzie można być bardziej produktywnym... Generalnie tak się może (choć nie musi) stać wtedy, gdy przeniosę się do lepszego ośrodka i będę miał lepsze wzorce do naśladowania. W przypadku polskiej ekonomii oznacza to w najlepszym wypadku przeprowadzkę do Warszawy. Co mają jednak robić ci z UW, a nawet SGH? Dla nich przeprowadzka do Krakowa, Gdańska czy Poznania niekoniecznie musi oznaczać możliwość rozwoju.

      Zmierzam do tego, że mobilność miałaby od biedy sens (znowu - na razie nawet nie mówimy o kosztach tego rozwiązania!) gdyby polscy naukowcy mieli program wspierający staże zagraniczne w lepszych uczelniach zachodnich. Wtedy faktycznie mogliby się czegoś od lepszych od siebie nauczyć. Jednak siłą rzeczy taki program nie mógłby być masowy, bo przecież naukowcy z Harvardów i Oksfordów wcale z wytęsknieniem nie wypatrują tabunów polskich naukowców, których mieliby nauczyć uprawiania nauki na światowym poziomie.

      Niby to takie proste, a jakoś nowy Prezes wcale tej kwestii nie podnosi...

      --
      Live by the code, die by the sword
      • dobrycy Re: ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 18:28
        flamengista napisał:

        > Pomijając już kwestię finansową, skąd ten pogląd że mobilność zwiększy efektywn
        > ość nauki i produktywność naukowców?
        No jak to dlaczego. Bo tak jest na Zachodzie a wszystko co dobre stamtąd pochodzi.
        A nasz reformatolskie kurze móżdżki umieją tylko kopiować jak nie ze wschodu
        to z zachodu.
        >
        > Zapomina się, że nawet w najlepszych warunkach mobilność wiąże się też z koszta
        > mi. I nie chodzi tu o nasze koszty finansowe - ale o czas na tzw. adaptację. Na
        > wet na Harvardzie musimy sobie wyrobić identyfikator, zarejestrować się w bazie
        > , poznać rozkład kampusu i pewne procedury biurokratyczne. W przypadku polskich
        > uczelni oznaczać to może żmudne wydeptywanie ścieżek "na nowo" w poszukiwaniu
        > Ziutka który wyrobi kartę biblioteczną, Józia który podepnie nam komputer do ne
        > ta oraz Basi która wyrobi nam kartę dającą dostęp do kluczy na portierni.
        >
        Na zachodzie administracja działa w większości o rzędy wielkości bardziej efektywnie, i przede
        wszystkim nie będą robić pod górke bo tak. U nas latami człowiek sobei wyrabia gębe
        u Pani Basi oraz Pani Zdizisi dzięki czemu może dać radę prostą sprawe załatwić w tydzień a nie
        w miesiąc lub wcale. W tych realiach mobilność oznacza sprowadzenie efektywności do zera.
        No chyba że Panie Zdizise i Panie Basie też będą przenoszone razem z rodzinami, ale to już
        logistycznie wcale prosto nie wychodzi. No chyba że cały UW przeniesemy do Zielonej Góry a UJ
        do Rzeszowa. To faktycznie mogłoby przynajmniej wyleczyć
        część kompleksu wyższości niektórych pracowników uczelni.


        > Biorąc pod uwagę, że wśród krążących w ministerstwie pomysłów dominował ten o r
        > ocznym obowiązkowym stażu poza macierzystą uczelnią - przed dalszym awansem zaw
        > odowym - to przełoży się to na ewidentnym spadku produktywności:) Zanim naukowi
        > ec zacznie coś produkować sensownego w nowym miejscu będzie musiał wracać. A pi
        > erwszy kwartał (w najlepszym wypadku) zmarnuje na adaptację.
        >
        E, gdzie tam. W polskich realiach to jedyne co to da, to to że sie z kimś na miejscu
        młody człowiek wódki napije, i pozna nowe tricki na dymanie systemu.


        > Dodatkowo pozostaje kwestia tego gdzie można być bardziej produktywnym... Gener
        > alnie tak się może (choć nie musi) stać wtedy, gdy przeniosę się do lepszego oś
        > rodka i będę miał lepsze wzorce do naśladowania. W przypadku polskiej ekonomii
        > oznacza to w najlepszym wypadku przeprowadzkę do Warszawy. Co mają jednak robić
        > ci z UW, a nawet SGH? Dla nich przeprowadzka do Krakowa, Gdańska czy Poznania
        > niekoniecznie musi oznaczać możliwość rozwoju.
        >
        No bez jaj. Jak zamiana to uczciwa UW<-> Zielona Góra w obie strony, niech
        panicze wiedzą ze na prowincji nie ma lekko. Może wreszcie wtedy niektórzy pierwszy
        raz poznają prof. Mariana.

        > Zmierzam do tego, że mobilność miałaby od biedy sens (znowu - na razie nawet ni
        > e mówimy o kosztach tego rozwiązania!) gdyby polscy naukowcy mieli program wspi
        > erający staże zagraniczne w lepszych uczelniach zachodnich. Wtedy faktycznie mo
        > gliby się czegoś od lepszych od siebie nauczyć. Jednak siłą rzeczy taki program
        > nie mógłby być masowy, bo przecież naukowcy z Harvardów i Oksfordów wcale z wy
        > tęsknieniem nie wypatrują tabunów polskich naukowców, których mieliby nauczyć u
        > prawiania nauki na światowym poziomie.
        No jak nie jak tak. Każdy polski habilitowany wnióśł ogromny wkład do nauki światowej
        a profesor nawet znacznie więcej. To nie byle co. Ide o zakład że nie można tego powiedzieć
        o każdym z oksfordu czy cambridge

        >
        > Niby to takie proste, a jakoś nowy Prezes wcale tej kwestii nie podnosi...
        >
        Wszystko jest proste, jak nie trzeba tego zrobić samemu...

      • dala.tata Re: ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 18:42
        W pelni zgadzam sie z flamengista.

        Dodalbym, ze mobilnosc to jakis sztuczny problem wymyslony po to, zeby go zaczac rozwiazywac, a przy okazji nie rozwiazywac innych problemow. Mobilnosc nie jest i nie powinna byc celem samym w sobie.

        A idea uczelni wymieniajacych sie kadra jest tak glupia, ze glowa boli. Najwyrazniej prezesowi nie przyhodzi do glowy, z emoga byc studenci , ktorzy ida na uczelnie, zeby studdiowac u Iksa czy Igreka. ale prezes stwierdzi, ze w tym roku Iksa nie bdzie, bo bedzie u konkurencji. co za kompletna bzdura.


        --
        James while John had had had had had had had had had had had a better effect on the teacher.
        • nullified Re: ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 21:03
          dala.tata napisał:

          > W pelni zgadzam sie z flamengista.
          >
          > Dodalbym, ze mobilnosc to jakis sztuczny problem wymyslony po to, zeby go zacza
          > c rozwiazywac, a przy okazji nie rozwiazywac innych problemow. Mobilnosc nie je
          > st i nie powinna byc celem samym w sobie.
          >
          > A idea uczelni wymieniajacych sie kadra jest tak glupia, ze glowa boli. Najwyra
          > zniej prezesowi nie przyhodzi do glowy, z emoga byc studenci , ktorzy ida na uc
          > zelnie, zeby studdiowac u Iksa czy Igreka. ale prezes stwierdzi, ze w tym roku
          > Iksa nie bdzie, bo bedzie u konkurencji. co za kompletna bzdura.

          omg... w szlachetnej historii tego forum chyba po raz pierwszy się z Tobą zgadzam i to w "całej jego rozciągłości" :D Idea "musomobilności" jest tak kretyńska, że aż głupota w szwach trzeszczy.

          Trza to opić. Czekolada?

          --
          never make girl a promise you cannot keep (Cortana)
          • flamengista pewnie że tak 14.04.15, 21:57
            i dlatego staram się być maksymalnie mobilnym. Bo chcę się rozwijać, nawiązywać kontakty i przede wszystkim uczyć od lepszych od siebie.

            Ale nie potrzebuję do tego dekretu czy zarządzenia z ministerstwa.

            Z zarządzoną odgórnie mobilnością będzie dokładnie tak samo jak z pisaniem w czasopismach anglojęzycznych. Zamiast starać się pisać do Quarterly Journal of Economics cwaniacy stworzą własny tytuł o podobnej nazwie. Więc zamiast pouczających staży w solidnych zachodnich uczelniach masa przeciętniaków będzie udawała mobilność w sąsiednich ośrodkach, wymieniając się ze znajomymi miejscami pracy. My z KRK z kolegami z Katowic, Wrocław z Poznaniem, Warszawa z Łodzią, etc.
            --
            Live by the code, die by the sword
          • dala.tata Re: ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 23:10
            ze tez te matolki z oxfordu i cambridge o tym nie wiedza.....

            adept44_ltd napisał:

            > hm, no może, może..., ale jednak uważam, że siedzenie całe życie w jednym miejs
            > cu to kalectwo i niebezpieczeństwo wielu groźnych chorób...


            --
            Beauty is in the eye of the beholder. Mental illnes is in the eye of the controller. (Peter Breggin)
        • piotrek-256 Re: ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 21:57
          Akurat wymiana kadry nie jest zła. W nauce tworzą się grupy i tak np. w Krakowie mają chyba mocną analizę matematyczną i równania różniczkowe, w poznaniu matematykę dyskretną, w Warszawie Algebrę...

          Idea, że profesor jedzie dać wykład monograficzny na innej uczelni na jeden semestr studentów nie boli, bo
          a) w tej działce, którą eksportujemy i tak mamy nadmiar profesorów
          b) to jest wyjazd na semestr, a cykl studiów magisterskich to 4 semestry jak student kocha jednego profesora to i tak wszystko zdąży się nauczyć w 3 semestry, poza tym taki wykład eksportowy może trwać miesiąc intensywnej nauki a nie cały semestr.
          • flamengista to tylko potwierdza moją tezę:) 14.04.15, 22:04
            1. podałeś przykład dyscypliny, w której nie jesteśmy tacy słabi i nawiązujemy do solidnego poziomu międzynarodowego. W dodatku jest kilka solidnych ośrodków, więc w ramach krajowej mobilności można coś podpatrzyć i się nauczyć.
            2. podałeś także przykład krótkiej cyrkulacji połączonej z dydaktyką - to coś zupełnie innego niż wymuszony wyjazd na zadekretowany okres (min. 12 miesięcy, o czym mówiła nawet NBK)

            Przede wszystkim: gdyby u nas odejść od tego nieszczęsnego wymogu semestralnego i konieczności prowadzenia zajęć przez 15 tygodni na rzecz zajęć modułowych po 2-3 tygodnie, to taką krótkoterminową mobilność można by zorganizować bez większego problemu i małym nakładem kosztów.

            Naukowiec X jechałby na 2 miesiące do ośrodka Y, przez pierwszy miesiąc prowadziłby intensywny kurs, przez drugi - intensywne badania. 2 miesiące poza domem można spokojnie wytrzymać, wynająć tanią kwaterę i coś z tego wynieść. A nawet napisać przez ten czas 1 artykuł z kolegami z innego ośrodka.

            Tylko takie wyjazdy musiałyby być organizacyjnie solidnie przygotowane, by przez pierwsze 2 tygodnie delikwent nie musiał aplikować o dostęp do internetu.
            --
            Live by the code, die by the sword
            • dobrycy Re: to tylko potwierdza moją tezę:) 14.04.15, 22:18
              flamengista napisał:

              > 1. podałeś przykład dyscypliny, w której nie jesteśmy tacy słabi i nawiązujemy
              > do solidnego poziomu międzynarodowego. W dodatku jest kilka solidnych ośrodków,
              > więc w ramach krajowej mobilności można coś podpatrzyć i się nauczyć.
              > 2. podałeś także przykład krótkiej cyrkulacji połączonej z dydaktyką - to coś z
              > upełnie innego niż wymuszony wyjazd na zadekretowany okres (min. 12 miesięcy, o
              > czym mówiła nawet NBK)
              >
              > Przede wszystkim: gdyby u nas odejść od tego nieszczęsnego wymogu semestralnego
              > i konieczności prowadzenia zajęć przez 15 tygodni na rzecz zajęć modułowych po
              > 2-3 tygodnie, to taką krótkoterminową mobilność można by zorganizować bez więk
              > szego problemu i małym nakładem kosztów.
              >
              Wyobrażasz sobie prace dyrektora dydaktycznego i jego pomocników wtedy. Przecież w naszych
              realiach z rozmonożonymi kierunkami i specjalnościami i ilościa studentów których idze
              na palcach policzyć to by dostał oczopląsu. A spać to by przestał w ogóle.
            • piotrek-256 Re: to tylko potwierdza moją tezę:) 14.04.15, 22:20
              Mobilność jest szeroko rozumiana. Możesz to zrobić głupio, np. wysyłać naukowców na wykopki. Możesz też szukać sposobów na realizowanie tej koncepcji tak, żeby były z tego korzyści.

              W tym momencie, mobilność jest postrzegana jako bat na leśnych dziadów, układy i nepotyzm i w tym kontekście wiele osób chce ją wdrażać, nie zastanawiając się jak to wpłynie na całą resztę...

              Sąd problemy i cała dyskusja, to tyle.
              • dobrycy Re: to tylko potwierdza moją tezę:) 14.04.15, 22:31
                piotrek-256 napisał:

                > Mobilność jest szeroko rozumiana. Możesz to zrobić głupio, np. wysyłać naukowcó
                > w na wykopki.
                To akurat może zostac podchwycone, bo bedzie aplauz a nie trzeba pieniedzy

                Możesz też szukać sposobów na realizowanie tej koncepcji tak, żeb
                > y były z tego korzyści.
                >
                a to nie bo na odwrót


                > W tym momencie, mobilność jest postrzegana jako bat na leśnych dziadów, układy
                > i nepotyzm i w tym kontekście wiele osób chce ją wdrażać, nie zastanawiając się
                > jak to wpłynie na całą resztę...
                >
                Niby jak to ma zaszkodzić leśnym dziadom. Przeca cały czas jest mowa o młodych. Niezmiennikiem reform, niemal całką ruchu jest to że
                kije dotyczą wyłacznie młodych, a reformy starych. No dobra
                z wyjątkiem stypendiów dla doktorantów gdzie rzucono bez składu i ładu
                troche doktorantom

                > Sąd problemy i cała dyskusja, to tyle.
                Dyskusja to powinna być an temat czemu np górnicy, urzednicy albo politycy
                nie mają być mobilni za 2000 zł
                • piotrek-256 Re: to tylko potwierdza moją tezę:) 14.04.15, 22:57
                  Już tłumaczę jest wiele płaszczyzn.

                  1) To do czego mobilność powinna służyć i co dawać.

                  2) To jaka retoryka jest uprawiana w mediach. Tu widzimy hasła "mobilność, robić ferment, rozruszać towarzystwo itd. "

                  3) To jak mobilność jest wdrażana. Mobilni doktoranci za 2000 zł jak piszesz....
                  • flamengista ja właśnie cały czas o tym pierwszym 15.04.15, 07:51
                    CytatTo do czego mobilność powinna służyć i co dawać

                    Odnoszę wrażenie, że ktoś powiedział Słowacki wielkim poetą był i nie ma z tym dyskusji. Czyli mobilności jest za mało w polskiej nauce, a mobilność jest dobra. Koniec, kropka.

                    A ja twierdzę: guzik prawda. Tak chwalona wszędzie multikulturowość i różnorodność pracowników wcale nie zawsze przyczynia się do wzrostu produktywności, przynajmniej takie wnioski można wysnuć z analizy wyników badań nad przedsiębiorczością w różnych krajach. Czyli jest to dogmat, którego prawdziwość właśnie się podważa.

                    Tak samo mobilność naukowców. Ona ma sens tylko wtedy, jak naukowiec jedzie w określonym celu i do ośrodka w którym ma szanse na rozwój. Więc w Polsce mobilność ma sens wtedy, gdy umożliwi się (w sensie: ułatwi, nie zmusi) najzdolniejszym z Kielc, Radomia, Zielonej Góry czy Gorzowa Wielkopolskiego na wyjazdy do Warszawy, ew. kilku innych silniejszych ośrodków (zależnie od specyfiki dyscypliny).

                    Samo administracyjne wymuszenie cyrkulacji między ośrodkami wywoła jedynie chaos i doprowadzi do spadku produktywności. W dodatku ludzie zaczną obchodzić przepisy i poświęcać więcej swojej energii na to, by było po staremu.

                    I najważniejsze: zamiast wysyłać najlepszych studentów na Zachód za pieniądze podatnika o wiele lepiej byłoby wysyłać tam naszych naukowców. Oczywiście wpisując w te stypendia zapis o konieczności powrotu do Polski (np. konieczność odpracowania 3 lat w polskiej uczelni po zakończeniu stypendium - lub jego zwrot). Najzdolniejsi studenci i tak już jeżdżą i korzystają ze stypendiów dla obywateli UE - są łakomym kąskiem w dobie niżu demograficznego w Europie. Natomiast naukowiec jak wróci do Polski może uczyć tysiące studentów w znacznie lepszy sposób, albo prowadzić innowacyjne badania które wpłyną na życie setek tysięcy.

                    Te pieniądze powinny być wydane mądrzej. A więc nie na studentów, którzy jak zahaczą się na Zachodzie to już nie wrócą, czy doktorantów którzy po zrobieniu stopnia nie mają do czego wracać. Nie, powinno się głównie promować młodych adiunktów tuż przed lub tuż po habilitacji, by jechali na góra rok-dwa w ramach wcześniej ustalonego programu badawczo-dydaktycznego. I mieli zagwarantowany powrót na stare śmieci. Wtedy będzie selekcja pozytywna do tego programu, aplikować będą faktycznie najzdolniejsi i to tacy, którzy będą później mieli realną zdolność do (powolnej) zmiany systemu od środka.
                    --
                    Live by the code, die by the sword
                    • ewa_65 Re: ja właśnie cały czas o tym pierwszym 15.04.15, 12:14
                      o wiele lepiej byłoby wysyłać tam naszych naukowców. Oczywiście ...wpisując w te stypendia zapis o konieczności powrotu do Polski (np. konieczność odpracowania 3 lat w polskiej uczelni po zakończeniu stypendium - lub jego zwrot). ...
                      Dobry żart. Ja tak byłam. Nazywa się to stypendium Marii Curie. Problem w tym, że wróciłam za mądra. I chciałam kogoś coś nauczyć. Przejęłam się ideą. A u nas nikt nie chce być uczony. A szczególnie nie chcą ci, którzy mają bardziej niż znaczący wkład w naukę światową. Jak to, ktoś śmie sugerować, że nie umieją i bzdury gadają?? Szybko sprowadzono mnie na właściwą drogę.
                      • flamengista dobry żart, ale w innym sensie 15.04.15, 13:05
                        w całym wcześniejszym budżecie unijnym za lata 2007-2013 wyjechało w ramach tego stypendium 650 polskich naukowców - wychodzi mniej niż 100 rocznie. Podobna liczba wyjechała z Holandii czy Portugalii w tym samym okresie, a więc państw wielokrotnie od Polski mniejszych.

                        To kropla w morzu potrzeb, szansa na dostanie tego stypendium jest bardzo mała. Proszę nie żartować, stypendium Marii Curie nie załatwi mobilności polskich naukowców!

                        Bardzo mi przykro, że Panią tak potraktowano po powrocie, ale widocznie stało się tak dlatego że nie miała Pani sojuszników, popierających nowe pomysły i sugestie zmian. A to z kolei wynika z faktu, że takich rodzynków jest na naszych uczelniach i w naszych instytutach ciągle za mało.
                        --
                        Live by the code, die by the sword
                        • dobrycy Re: dobry żart, ale w innym sensie 15.04.15, 16:24
                          flamengista napisał:
                          >
                          > Bardzo mi przykro, że Panią tak potraktowano po powrocie, ale widocznie stało s
                          > ię tak dlatego że nie miała Pani sojuszników, popierających nowe pomysły i suge
                          > stie zmian. A to z kolei wynika z faktu, że takich rodzynków jest na naszych uc
                          > zelniach i w naszych instytutach ciągle za mało.
                          I znowu ktoś z matrixa kto nigdy nie widział na własne oczy prof Mariana...
                          A Panią potraktowano tak jak się traktuje wszystkich młodych na nierynkowych
                          kierunkach, im zdolniejszych tym w polsce bardziej takiego trzeba wdepnąć w glebe
                          aby leśne dziadostwo żyło długo i dostatnio i sie nie potykało o młodego mędrka.
                          Dobrycy też to ma za sobą.

      • charioteer1 Re: ale na serio: po co ta mobilność? 14.04.15, 19:23
        Jest jeszcze dodatkowy aspekt. Tego rodzaju mobilnosc to moze byc niezly biznes dla uczelni, ktora stazystow przyjmuje. To sie zaczelo jakis czas temu w medycynie. Sa osrodki, ktore przyjma kazdego stazyste, na dowolnie dlugo, ale za staz trzeba zaplacic i to slono.

        Czy pan prezes przewidzial juz srodki w budzecie na oplacenie tego rodzaju stazy dla tabunow stazystow z Polski?

        --
        THE WHEEL
      • trzy.14 Re: ale na serio: po co ta mobilność? 15.04.15, 19:08
        flamengista napisał:

        > Pomijając już kwestię finansową, skąd ten pogląd że mobilność zwiększy efektywn
        > ość nauki i produktywność naukowców?

        Ależ to proste, drogi Watsonie!
        Jeśli byliśmy na tyle mądrzy, by wysłać młodego człowieka za dobrą granicę w ramach stosunku pracy lub naszych studiów doktoranckich, to wraca on (lub nie) z publikacjami, które za dużym prawdopodobieństwem mają też naszą afiliację. Jeśli taki mobilny wraca, to z kontaktami, które oznaczają wspólne publikacje z ośrodkiem zagranicznym co najmniej przez kilka kolejnych lat. Tamci te publikacje sobie rozliczają na 100% i my tak samo. Proste?

        Spójrzmy na problem z innej strony. Mój szef w kraju nie miał żadnego pomysłu na pracę naukową, ja byłem młody i równie wyprany z pomysłów, natomiast szef na post-docu miał tyle pomysłów, że tego kopa praktycznie do mojej habilitacji starczyło.

        Poza tym praca tam i tu niczym się nie różniła, poza jakimiś szczegółami, jak brak dydaktyki czy dostęp do biblioteki 24/24.
      • nullified Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 14.04.15, 21:04
        dobrycy napisał:

        > A jeszcze co do mobilności to ja proponuje aby starcy zaczeli od siebie - od mo
        > bilności
        > na emeryture, bez dojenia jednostki do której sie chodziło do pracy.

        łagodniejesz... (czyli pewnie lat Ci przybyło znów ;p ) już myślałem, że będziesz glosowac za mobilnością "na cmentarz" ;)

        --
        never make girl a promise you cannot keep (Cortana)
        • dobrycy Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 14.04.15, 22:26
          nullified napisał:

          > dobrycy napisał:
          >
          > > A jeszcze co do mobilności to ja proponuje aby starcy zaczeli od siebie -
          > od mo
          > > bilności
          > > na emeryture, bez dojenia jednostki do której sie chodziło do pracy.
          >
          > łagodniejesz... (czyli pewnie lat Ci przybyło znów ;p ) już myślałem, że będzie
          > sz glosowac za mobilnością "na cmentarz" ;)
          >
          Oj Nully, czytasz w moich myślach :-)
          Ale genezą mojej irytacji nie jest wiek reformatorów tylko pewne nastawienie, pewien zestaw cech który powoduje że czasem mi się krew w żyłach gotuje. Akurat koincydencja z wiekiem jest taka że to nastawienie
          było indukowane troche sytuacją a potem tak sie jakoś zakonserwowało.
          I będąc obecnie mianowanym 60-70 latkiem łatwo niezauważyć
          że większość marchewki w nauce znikła a ostały sie jeno kije.
          No i tutaj ktoś proponuje kijaszkiem do mobilności pogonić.


            • czlowiek.z.makulatury Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 15.04.15, 11:50
              W ideologii Czerwonych Khmerów jest wiele pociągających koncepcji, które na pewno spodobają się reformatorskim zwolennikom kija. Ot, chociażby koncepcja roku zerowego, czyli wygnanie wszystkich i powrót do sprawiedliwszego jakoby społeczeństwa agrarnego. Oprócz tego koncepcja samowystarczalności, równie płodna, pozwoliła wyeliminować jednostki potrzebujące jedzenia i leków do życia. Słuszną linię ma nasza partia.

              --
              If I have seen further it is by standing on ye sholders of my own maculature.
              • dobrycy Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 15.04.15, 16:28
                czlowiek.z.makulatury napisał(a):

                > W ideologii Czerwonych Khmerów jest wiele pociągających koncepcji, które na pew
                > no spodobają się reformatorskim zwolennikom kija. Ot, chociażby koncepcja roku
                > zerowego, czyli wygnanie wszystkich i powrót do sprawiedliwszego jakoby społecz
                > eństwa agrarnego. Oprócz tego koncepcja samowystarczalności, równie płodna, poz
                > woliła wyeliminować jednostki potrzebujące jedzenia i leków do życia. Słuszną l
                > inię ma nasza partia.
                >
                Nie od rzeczy jest też zauważyć że Pol Pot studiował na zachodzie i wrócił,
                czyli podobnie jak nasi mesjasze-reformatorzy.
                • czlowiek.z.makulatury Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 16.04.15, 09:18
                  No i promowanie mobilności - poprzez przymusową ewakuację.

                  To jest dobra koncepcja. Ogłosi się w radiu, że Ruscy będą bombardować uczelnie i wszyscy sami uciekną z budynku. Opornych ewakuuje się siłą. A jak uciekną, to drzwi się zatrzaśnie. Wyjątkowo natarczywym się okulary połamie.

                  --
                  If I have seen further it is by standing on ye sholders of my own maculature.
    • trzy.14 Re: Nowy prezes PAN rozwiązuje problemy Nałki Pol 15.04.15, 18:51
      Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu.
      Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
      wtem staje - rdza zżera starego opla
      śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi

      Jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
      Których by nie dościgły źrenice sokoła;
      Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
      Słyszę ministry mej wezwanie!

      "Bądź mobilny!" - Lecz jak rozumieć te słowa?
      Czyżby obok podwyżki - nowa gablota?

      • flamengista może tak trochę optymistyczniej... 16.04.15, 07:46
        [Na uczelni]Pusto wszędzie, głucho wszędzie,
        Co to będzie, co to będzie?

        Naukowe duszeczki!
        W jakiejkolwiek Polsce stronie:
        Czyli która w Gdańsku siedzi,
        Czyli inna w Opolu biedzi,
        Czy w Warszawie, czy w Krakowie,
        Dusze nasze, nie ma rady,
        Każda spieszcie do gromady!
        Gromada niech się tu zbierze!
        Oto święto mobilności!
        Idźcie, proście swoich gości,
        Zstępujcie w święty przybytek;
        Jest jałmużna, są pacierze,
        I jedzenie, i napitek.

        Mówcie, komu czego braknie,
        Kto z was pragnie, kto z was łaknie.

        Panie Guślarzu, kaski na mobilność brak.
        Sorry, taki klimat.
        --
        Live by the code, die by the sword

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka