Dodaj do ulubionych

Dla kogo ta reforma?

  • 23.12.17, 11:02
    Czytam właśnie wywiad z młodym-gniewnym, acz niestrudzonym reformatorem, czyli z Piotrem Müllerem, dyrektorem Biura Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowanym w Forum Akademickim.

    Przypomnę, że projekt 2.0 zaczął się od diagnozy, że szkolnictwo wyższe szczególnie w zakresie nauk społeczno-ekonomicznych poszło na ilość nie jakość, co dodatkowo bardzo negatywnie odbiło się na badaniach.

    Czytam więc wywiad z 28-letnim dyrektorem z ministerstwa i oczom nie wierzę. Otóż ten Pan sam chwali się, że był Przewodniczącym Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz członkiem Prezydium Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Czy jako członek tych szacownych gremiów protestował przeciwko dramatycznej jakości studiów w Polsce? Nie przypominam sobie niestety żadnej wypowiedzi w tym duchu. Wręcz przeciwnie: Parlament Studentów w tym czasie koncentrował się głównie na walce z opłatami dla studentów za powtarzanie roku i przedmiotów oraz lansował postulat, by studia można było kończyć bez pracy dyplomowej.

    Co więcej, pan Piotr Müllerem ma też ambicje naukowe - jest doktorantem na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW. Poszukiwania jego dorobku na WoS i Google scholar wykazały okrągłe 0 (zero) rezultatów. Niemniej można Pana Müllera uznać za przedstawiciela owych "zaniżających poziom polskiej nauki" społ-humów.

    Znajdując więc takie kwiatki, zastanawiam się dla kogo i przez kogo jest pisana taka reforma? Pomijając już grzech hipokryzji, jak ci dzielni reformatorzy widzą się na uczelniach po wejście w życie ustawy 2.0? Przecież zarówno Pan Muller, jak i dr Dardziński mają dorobek "bezużyteczny" z punktu widzenia nowych kryteriów, ergo: jako "nieproduktywni" powinni zostać docelowo usunięci z UW i UJ.

    A skoro oni się tych nowych porządków nie boją, czy to oznacza że kryteria nie będą równe dla wszystkich? Aż wierzyć się w to nie chce:)

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • piotrek-256 23.12.17, 13:08
    Rady uczelni 😊, ci ludzie zajmowali się zarządzaniem i polityką, jak obecni rektorzy bawili się podchody ze studentami.
  • dystansownik 23.12.17, 14:13
    A powiedz mi szczerze, czy naprawdę wierzysz, że jakakolwiek reforma jest pisana przez ludzi mających jakiekolwiek pojęcie praktyczne o problemie, którym się zajmują?
  • trzy.14 23.12.17, 14:34
    Dla kogo ta reforma?

    Za wikicytatami:

    Gromada chamowatych, spoconych w pogoni za władzą mężczyzn.
    Autor: Andrzej Celiński
    Opis: o otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego.
    Źródło: „Gazeta Wyborcza”, 31 października 1990


    wpolityce.pl/polityka/267062-nasz-wywiad-piotr-muller-czas-na-przedstawicieli-mlodego-pokolenia-w-sejmie-a-slupsk-pod-rzadami-biedronia-wyglada-inaczej-niz-to-pokazuje-tvn
  • trzy.14 23.12.17, 14:45
    istotnie.pl/piotr-muller-z-ministerstwa-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego-reforma
    Moim marzeniem jest, aby np. Warszawski Uniwersytet Medyczny połączył się z Uniwersytetem Warszawskim. I to bynajmniej nie dla wyższej lokaty w rankingach – to drugorzędna sprawa. Chodzi o to, aby na styku fizyki, biologii, chemii i medycyny prowadzono dobre badania naukowe.


    I to jest moim skromnym zdaniem całkowity odjazd. Sens przyłączenia (a nie połaczenia) WUM do UW jest taki, że dzięki temu można TANIO uruchomić "interdyscyplinarne" kierunki STUDIÓW. To jest to, na czym my się potknęliśmy, bo zajęcia prowadzone przez pracowników naszego UM były 3-4 razy bardziej kosztowne niż w przypadku wymiany wewnętrznej i w efekcie kierunek studiów uległ likwidacji.

    To, czy na mojej uczelni jest jakiś wydział czy go nie ma nie ma ŻADNEGO przełożenia na możliwość prowadzenia badań naukowych. Co więcej, te wspólne badania łatwiej się prowadzi z ludźmi z zagranicznicy niż z ludźmi z piętra niżej, niezaleznie czy z mojego wydziału, z wydziału obcego czy z obcej uczelni,

  • trzy.14 23.12.17, 14:53

    Chcieliśmy przywrócić relację mistrz-uczeń, a aby to zrobić konieczne było zbilansowanie liczby studentów przypadających na jednego nauczyciela akademickiego. Dotychczas funkcjonujący algorytm zachęcał uczelnie do bezrefleksyjnego przyjmowania dużej liczby studentów. Od stycznia wprowadziliśmy zasadę, że gdy na uczelni jest więcej niż 13 studentów na jednego nauczyciela akademickiego, to uczelni przestaje się opłacać przyjmować kolejnych – tzn. za każdego kolejnego dostają mniej pieniędzy. Dotychczas zdarzały się kierunki studiów, na których ta relacja wynosiła 1 do 50. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie kierunki wymagają tak wielkiego zindywidualizowania, dlatego przelicznik dotyczy całej uczelni a nie konkretnych wydziałów. Co więcej, uzależniliśmy część środków przekazywanych na dydaktykę od tego jaki poziom naukowy reprezentuje dana uczelnia w określonych dyscyplinach. W ten sposób chcemy sprawdzić, czy osoby prowadzące zajęcia reprezentują odpowiedni poziom naukowy. Z jednej strony dajemy impuls do tego, aby dbać o rozwój badań naukowych, z drugiej dokładamy wszelkich starań, aby podnieść jakość dydaktyki.


    Czy on naprawdę nie widzi, że ta argumentacja się kupy nie trzyma?
    Gdyby chciał odtworzyć relację mistrz-uczeń, musiałby ssr liczyć w skali wydziału, a najlepiej KIERUNKU studiów. Po drugie, wg moich obserwacji: im ktoś jest bardziej zaangażowany w naukę, tym mniej czasu poświęca dydaktyce, a więc wiążąc poziom dydaktyki z poziomem nauki (co to znaczy?) ministerstwo doprowadzi do jeszcze większej deprecjacji dydaktyki i jeszcze większego obniżenia jej poziomu!!!

    Cele deklaratywne w tej wypowiedzi nie są celami faktycznymi.
  • s3r3nity 23.12.17, 14:55
    Pomijając już co myślę o reformie to dobór autorytetów i źródeł pierwsza klasa. No i ten cytat... wypowiedział polityk co zapewne nigdy w życiu za władzą nie gonił. Chyba jestem stuknięty że piszę takie rzeczy na forum "Gazety...", jeszcze sobie kłopotów narobię.
  • flamengista 23.12.17, 16:19
    Tak, to jest bełkot. Ale jak przez całe studia robiło się politykę a teraz w wieku 28 lat napisało projekt ustawy to nic innego po autorze nie można się spodziewać. Ten chłopak nie ma pojęcia jak funkcjonuje uczelnia a bierze się za reformowanie. A był elitą elit - najważniejszym działaczem studenckim w największym polskim uniwersytecie. Jego wiedza o tym jak wygląda sytuacja poza Warszawą jest znikoma.

    Najśmieszniejsze jednak, że on nawet nie próbuje wykorzystać doświadczenia które musi mieć jako szef PS. Ten projekt jest żenująco skromny jeśli chodzi o sprawy studenckie. W zasadzie o studentach prawie tu mowy nie ma, poza 1 miejscem w radzie powierniczej dla kolegów Piotra.

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • dystansownik 23.12.17, 16:20
    trzy.14 napisał:
    > To, czy na mojej uczelni jest jakiś wydział czy go nie ma nie ma ŻADNEGO przeł
    > ożenia na możliwość prowadzenia badań naukowych. Co więcej, te wspólne badania
    > łatwiej się prowadzi z ludźmi z zagranicznicy niż z ludźmi z piętra niżej, niez
    > aleznie czy z mojego wydziału, z wydziału obcego czy z obcej uczelni,

    Ciekawe, bo również mam takie same odczucia. Za to z kim chce się prowadzić badania odpowiadają bardziej osobiste kontakty niż formalne uwarunkowania. Współpracy nie da się wymusić.
  • flamengista 23.12.17, 16:21
    Nie wierzę. Niemniej 28-letni wieczny działacz studencki jako reformator polskiej nauki to jednak wyższy poziom absurdu. Słowo daję, większe kompetencje ma młody Janniger.

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • flamengista 23.12.17, 16:21
    No te rady to oczywiste konfitury dla działaczy regionalnych. Ale to już wiadomo od samego początku.

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • sendivigius 23.12.17, 17:04
    flamengista napisał:

    > Tak, to jest bełkot. Ale jak przez całe studia robiło się politykę a teraz w wi
    > eku 28 lat napisało projekt ustawy to nic innego po autorze nie można się spodz
    > iewać.

    "po pierwszym zawale działacze studenccy"

    Piosenka O Drugiej Polsce - Jan Krzysztof Kelus:

    www.youtube.com/watch?v=_Br1GQmyqAQ

    40 lat minelo a reformatorzy tacy sami.
  • zitterbewegung 23.12.17, 18:13
    A czemu UW? Że UW chce to wiadomo od dekady+. Działacz studencki rzeczywiście młody może nie znać długiej już historii sondowania w tej sprawie, za każdym razem WUM już na wstępie informuje dosyć stanowczo, że to nie UW a PW jest dla nich partnerem.
  • flamengista 23.12.17, 18:46
    Dobre:) Choć to śmiech przez łzy. Mechanizm ludzkiego działania faktycznie niewiele się zmienił.

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • trzy.14 23.12.17, 22:18
    Co łączy dyrektora Piotra Müllera z Rafałem Więckiewiczem, redaktorem naczelnym chyba niezbyt znanego portalu istotnie.pl, w którym ukazał się wywiad z Müllerem, z dopiskiem
    Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017 ?

    instytutip.org.pl/faculty/rafal-wieckiewicz/
    piotrmuller.pl/
    istotnie.pl/piotr-muller-z-ministerstwa-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego-reforma
  • flamengista 24.12.17, 08:58
    Jesteś złośliwy. Zamiast rozmawiać sam z sobą jednak zatrudnił kolegę. Być może nawet kilka pytań zadano spontanicznie. Miał być dialog, jest dialog!

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • trzy.14 24.12.17, 09:51
    Piotr Mueler już w 2011 roku startował w wyborach do Sejmu i miał nawet miejsce przed (chyba tym znanym z mediów) Melakiem. Jest więc przede wszystkim politykiem. Facetem spoconym z żądzy władzy. Z punktu widzenia Gowina - młodym i głodnym sukcesu. Z jednej strony nieuwikłanym, ale drugą stroną medalu jest - wiernym (póki co).

    Masz więc odpowiedź na swoje pytanie: reformy są dla kariery politycznej takich ludzi jak Gowin czy Mueller.

    Cokolwiek by dziś nie Mówić o Kudryckiej czy Kolarskiej-Bobińskiej, to ja w nich takiego parcia do władzy nie dostrzegałem. A ich doradcy przynajmniej mówili z sensem. Tu zaś mógłbyś równie dobrze porozmawiać z Ryśkiem Czarneckim. Albo z obrazem.
  • flamengista 24.12.17, 12:21
    Ale ja z sentymentem patrzę na NBK. To była wersja light reform, zasadniczo w dobrym kierunku. A reforma habilitacji wręcz jej się powiodła. Zaryzykuję nawet tezę, że była to najlepsza reformatorka nauki od 1989 roku.

    Co do Kolarskiej-Bobińskiej to po prostu była bezbarwna, ale nic nie zdążyła zaszkodzić. Natomiast koszty reformy Gowina już odczuwamy. A chaos który powstanie po opublikowaniu listy czasopism? To dopiero będzie apokalipsa;)

    Na pewno żyjemy w ciekawych czasach.

    --
    But Yossarian knew he was right, because, to the best of his knowledge he had never been wrong.
  • trzy.14 24.12.17, 13:05
    flamengista napisał:

    > Ale ja z sentymentem patrzę na NBK. To była wersja light reform, zasadniczo w d
    > obrym kierunku. A reforma habilitacji wręcz jej się powiodła.

    A to ciekawa teza, bo akurat ten aspekt reform Kudryckiej jest najbardziej krytykowany. Ludziom tęskno za kolokwium i żeby habilitanta zobaczyć, i żeby zapytać go o zeszłoroczną nagrodę Nobla, i żeby znieść "8 lat".

    Z mojej perspektywy: ja nie chcę wzywać habilitanta na żadne egzaminy, nie chcę szopki, jaką było kolokwium, natomiast wymóg 8 lat powinien być *wewnętrzną* sprawą uczelni mających aspiracje "badawcze" i tylko tych.

    > Zaryzykuję nawet
    > tezę, że była to najlepsza reformatorka nauki od 1989 roku.

    To z pewnością. Co więcej - moim zdaniem była dotąd jedyną reformatorką, choć przyznaję że ekscesy wcześniejszych ministrów zupełnie mnie nie interesowały, więc mogłem coś przegapić.
  • czlowiek.z.makulatury 24.12.17, 13:54
    Bo są dwa punkty widzenia na każdą reformę w Polsce.

    Pierwszy prof. Mariana, to kiedyś to było, kurła kiedyś to było, się wódkę piło i się nic nie robiło i było dobrze, a Einstein też Impact Factora nie ma. Z tego też płynie krytyka braku kolokwium oraz 8 lat, bo kiedyś tak było, kurła, kiedyś tak było, podaj no śledzik, rybka lubi pływać, hehehhee. Jedyny argument za tym podejściem ma charakter życzeniowy i nie przystający do realiów dzisiejszej nauki.

    Drugi z kolei zakłada, że każdy może mieć tłuste impact factory, taki międzynarodowy wow, takie cytowania, zrobimy, że każdy w nauce będzie miał przejabane jak żółtek bez życia w USA, który zapracowuje się na śmierć kursując bez umowy o pracę pomiędzy uniwerkami. Dlatego Kudrycka była zła, bo nie biła naukowców kołkiem po głowie tak długo, aż tłuste impact factory zaczęłyby spływać po schodach uczelni. Oczywiście za płace takie, że wstyd przed znajomymi się przyznać. To podejście ignoruje prosty fakt, że światowa nauka ma charakter plotki. Im częściej powtarzana (cytowana) plotka tym lepsza plotka, pomimo iż z reguły najczęściej powtarzane plotki (żona ostatnio mi przyniosła urban legend o kobicie ogolonej na łyso w centrum handlowym, której coś pobrali z głowy do badań i okazało się, że każdy tę plotkę słyszał, pomimo iż nikt w tej sprawie nic nigdzie nie napisał - czarna Wołga). Wejść w sieci plotek nie mamy szans, bo są one dawno ustalone. Jesteśmy mniej więcej jak uczeń dopisany do 8 klasy szkoły podstawowej, wiadomo, że z nikim się już nie zaprzyjaźni i nawet jakby go bić kołkiem. Tym bardziej, że uczeń biedny jak myśl kościelna (pun intended) i ani szczególnie mądry, czy fajny - nic. Importować naukowców też nie możemy, bo może jeszcze muslim, ciapaty terrorysta albo żyd (Jezusmaria!).

    Jak widać, są to podejścia całkowicie wykluczające jakiekolwiek spójne oceny dotychczasowej sytuacji a także zatem i reformy tej sytuacji.

    --
    "Kiedy pewna miara staje się celem regulacyjnym, przestaje być dobrą miarą." Charles Goodhart
  • dystansownik 24.12.17, 14:21
    flamengista napisał:
    > A chaos który powstanie po opublikowaniu listy czasopism? To dopiero będzie apokalipsa;)

    A wiadomo cokolwiek już na ten temat? Czy lista B wylatuje całkowicie? Bo zmiany rzędu +/- 5 pkt na czasopismach to nie będzie żadna zmiana, ale jak kwiat polskiej profesury nie będzie miał gdzie publikować, to będzie strasznie. :)
  • dystansownik 24.12.17, 14:24
    Problem w tym, że może trzeba, jak na zachodzie, patrzeć na naukę jak na każdy normalny biznes, którym trzeba umieć zarządzać. Chcesz naukę, zatrudnij ludzi, którzy są w stanie ją robić, a w tym celu płać im ile trzeba.
  • trzy.14 24.12.17, 14:29
    czlowiek.z.makulatury napisał(a):

    > Jak widać, są to podejścia całkowicie wykluczające jakiekolwiek spójne oceny do
    > tychczasowej sytuacji a także zatem i reformy tej sytuacji.

    Obserwując prace nad Ustawą 2.0 mam wrażenie, że były one sponsorowane przez Laputan. Dla niewtajemniczonych – to naród uczonych z Podróży Guliwera , których zmysł inżynierski sprowadzał się do prób budowy domu od dachu. Otrzymaliśmy bowiem projekt ustawy, którego uzasadnienie jest pełne bardzo kategorycznych stwierdzeń o stanie polskiej nauki i szkolnictwa wyższego, z których niemal żadne nie zostało jednak poparte twardymi danymi. Ba, dostępne dane, jak choćby peer review nauki polskiej, albo zostały opublikowane równolegle z projektem, albo już po jego prezentacji, jak wyniki kontroli NIK dotyczącej działalności Centralnej Komisji czy kształcenia nauczycieli, albo, jak kolejne kontrole, są dopiero w przygotowaniu. Co więcej, nawet tam, gdzie dane były dostępne, często interpretowano je bezrefleksyjnie, by nie rzec – opacznie. Przykładowo, niską pozycję polskich uczelni w międzynarodowych rankingach tłumaczono wyłącznie niekompetencją i lenistwem uczonych, nie pytając, czy mogą na nią wpływać także inne czynniki. Raport NIK, w którym zwrócono uwagę, że na skutek niefrasobliwości ustawodawcy przepisy o studiach doktoranckich nie działają tak, jak powinny, został przedstawiony opinii publicznej jako miażdżąca krytyka jakości doktoratów.

    prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2017/12/na-zachodzie-bez-zmian/
    (swoją drogą tytuł felietonu Steca mocny, a sam felieton godny lektury)
  • trzy.14 24.12.17, 14:32
    dystansownik napisał:

    > Problem w tym, że może trzeba, jak na zachodzie, patrzeć na naukę jak na każdy
    > normalny biznes, którym trzeba umieć zarządzać. Chcesz naukę, zatrudnij ludzi,
    > którzy są w stanie ją robić, a w tym celu płać im ile trzeba.

    No właśnie, czy nauka to biznes? R&D w biznesie to biznes - zgoda, ale w uczelniach publicznych też? Na pewno? Jaka jest główna główna misja uczelni publicznej?

    Czy istnieje na świecie sprawny system nauczania oparty na modelu biznesowym?
  • sendivigius 24.12.17, 19:36
    czlowiek.z.makulatury napisał(a):

    ...Jesteśmy mniej więcej jak uczeń dopisany do 8 klasy szkoły podstawowej
    > , wiadomo, że z nikim się już nie zaprzyjaźni i nawet jakby go bić kołkiem. Tym
    > bardziej, że uczeń biedny jak myśl kościelna (pun intended) i ani szczególnie
    > mądry, czy fajny - nic.

    To bardzo obrazowa metafora, obawiam sie ze dotyczy nie nie tylko nauki ale calego kraju. Obawiam sie tez ze jest to prawda, a jesli tak to dobrze wyciagnac wnioski. Powiem metafora hydrauliczno-poetycka: sa takie rury ktorych sie nie da odetkac. Strategia takiego ucznia jest oczywista. Szukac kumpli wsrod tych z ktorymi i "elita" kolegowac sie nie chce ale jednoczesnie takich ktorzy juz sa na tyle rozgarnieci aby tez wiedziec ze do "elity" sie nie wepchaja. Nie chce nic politycznie sugerowac bo to nie to forum.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.