Dodaj do ulubionych

Dobra zmiana dociera do instytutów badawczych

08.01.19, 21:44
Reforma uczelni już odtrąbiona wielkim sukcesem, teraz czas zabrać się za instytuty:

www.gov.pl/web/nauka/premier-morawiecki-powolal-pelnomocnika-rzadu-ds-reformy-instytutow-oraz-drugiego-sekretarza-stanu-w-mnisw
Instytuty powinny stać się istotnym zapleczem naukowym i kompetencyjnym dla małych i średnich przedsiębiorstw. Umożliwi to skuteczniejsze poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań wykorzystywanych w ich działalności biznesowej.
A ja naiwny myślałem, że najbardziej innowacyjna będzie współpraca z dużymi.

Dodatkowo zracjonalizowane zostaną koszty związane z zarządzaniem infrastrukturą badawczą oraz komercjalizacją wyników badań.
Już widzę oczami wyobraźni jak zwalniają tych misiewiczów, którzy obsadzili przeróżne stołeczki w instytutach.
Edytor zaawansowany
  • trzy.14 09.01.19, 00:49
    Jakim cudem państwowe instytuty badawcze, których celem jest przecież dupochron, mogą się stać zapleczem badawczym prywatnych przedsiębiorstw? Chyba że pan premier miał na myśli małe i średnie przedsiębiorstwa państwowe? Może jeden holding takich firm? Proponuję nazwę: ZREMB.
  • dystansownik 09.01.19, 06:40
    W sytuacji, gdzie instytuty badawcze (nie tylko mające status -PIB) w praktyce realizują prace wyłącznie na zasadzie zleceń komercyjnych, często dla przedsiębiorstw czy innych instytucji państwowych (niekiedy podległych nawet pod te same ministerstwa co dany instytut), to jest bezsens. Współpracy póki co nie ma, bo się ona nie opłaca. Nie będzie jej też, bo kiedy pracownicy instytutów mają realizować prace ku chwale innowacyjnej ojczyzny, jak mają z jednej strony generować kudryki/gowinki, a z drugiej sami zarobić na swoje utrzymanie?
    W przypadku wielu instytutów, 80-90% budżetu pochodzi z działalności komercyjnej. Nic dziwnego, że ich nadrzędnym celem jest wtedy "dupochron".
  • trzy.14 09.01.19, 07:18
    dystansownik napisał:

    > W sytuacji, gdzie instytuty badawcze (nie tylko mające status -PIB) w praktyce
    > realizują prace wyłącznie na zasadzie zleceń komercyjnych, często dla przedsięb
    > iorstw czy innych instytucji państwowych (niekiedy podległych nawet pod te same
    > ministerstwa co dany instytut), to jest bezsens.

    Ale z enuncjacji prasowych wyłania się nawet ciekawszy obraz: że PIB-y, instytuty panowskie i uczelnie będą generować pomysły, które następnie skomercjalizują polskie, koniecznie polskie przedsiębiorstwa. To jest ta "koncepcja", której sensu zupełnie pojąć nie mogę. A jak przypomniałeś o tych gowinkach, to tylko mnie dobiłeś.
  • lemon_style 09.01.19, 10:38
    Jestem zdania, że jeśli już instytuty wygenerują jakieś pomysły, ogólnie rzecz ujmując, to nic prostszego tylko same powinny je skomercjalizować. Wszak kto, jak nie instytuty znają się na tym najlepiej. Małe i średnie firmy poradzą sobie same, tutaj bym się nie obawiał.
    Całą tę koncepcję jakoby instytuty [i ludzie tam pracujący!] miały być zapleczem naukowym i kompetencyjnym MSP można między bajki włożyć. Tutaj chodzi o wyciagnięcie pieniędzy z MSP na rzecz tych instytutów. Strumień pieniędzy będzie płynął z innego kierunku i nie będzie to kasa Państwa. Po pierwsze ktoś musiałby zachęcić MSP do współpracy z instytutami, a po drugie przekonać je aby chciały zainwestować własny kapitał. Aktualnie współpraca z instytutami jest trudna, rzekłbym bardzo trudna, no chyba, ze chodzi o zlecenie standardowych badań w labie akredytowanym, ale nie o tym tutaj mowa. Koszty badań/testów/współpracy są często nieakceptowalne znając ceny sprzętu, materiałów, nakładu pracy itd. Wszędzie piętrzą się problemy, problemy problemów itd. Administracja jest jakby z poprzedniej epoki, na wszystko musi być papier z mnóstwem pieczątek. W MSP załatwia się to wszystko zupełnie inaczej. Na końcu otrzymuje się raport z niepewnymi wynikami, z którymi tak na prawdę nie wiadomo co zrobić.
    Reasumując: instytutu powinny same generować pomysły, same je wdrażać w warunkach rynkowych i na tym zarabiać.
  • loleklolek_pl 09.01.19, 14:22
    "Administracja jest jakby z poprzedniej epoki"
    Nie jest z poprzedniej epoki. Jest właśnie z epoki bieżącej, gdzie instytuty, jako jednostki publiczne obowiązują te wszystkie prawa zamówień publicznych, a finansowane publicznie granty rozlicza się tonami papieru z milionami pieczątek.

    Co do podziału prac zgoda. Reformatorskie pomysły na rozdzielenie procesu na wiele różnych podmiotów bez wyraźnej potrzeby są kuriozalne już z perspektywy podstaw zarządzania.
  • dystansownik 09.01.19, 19:28
    Z administracją problem jest taki, że oni uważają realizację większości zleceń (za których realizację sami nie odpowiadają, ale są z nich utrzymywani) jako problem i lubią rzucać kłody pod nogi innym. Ostatnio przeprowadziłem sobie pewien eksperyment myślowy zadając sobie samemu pytanie, jak zmieniłaby się moja praca, gdyby nagle moja dyrekcja i większość administracji wyparowała. Doszedłem do wniosku, że byłoby lżejsze i łatwiej byłoby mi realizować prace, którymi mam się zajmować.
  • lemon_style 10.01.19, 12:50
    W jednym z instytutów zapytałem z ciekawości jakie są u nich płace, warunki zatrudnienia dla osób po dr. Okazało się, że właściwie proponują coś powyżej najniższej krajowej [+dodatki za wysługę lat, i dr, ale zupełnie pomijalne, no chyba, że ktoś ma staż pracy 30 lat], a resztę musiałbym sobie zorganizować sam w postaci grantów, zleceń itd. Jeśli zatem jest się w zespole, który ma aparaturę, lab akredytowany i ma takie zlecenia, to pewnie nie ma problemu, ale w przypadku jeśli trafi się do zespołu, który cienko przędzie, to płaca minimalna. Mimo tego jacyś ludzie tam pracują, więc domyślam się, że nie wygląda to jednak tak źle, jak mi przedstawiono. Podejrzewam, że wiele osób instytutach trzepie fuchy na lewo, tylko trzeba mieć dojście. Jeśli nie potrzebuje papieru, to po co mam płacić 100%, jak mogę zrobić to za 25% ceny i zapłacić człowiekowi, który ma dostęp do aparatury.
    Nie ma oczywiście żadnych gwarancji zatrudnienia, bo "nowy misiu" może zwolnić w każdej chwili, np. za brak wyników, publikacji lub likwidacja stanowiska. Inaczej sprawy się mają w przypadku administracji. Tutaj nie ma żadnych wymagań, więc jeśli jest się referentka ds. tego i owego, to można do emerytury.
  • dystansownik 10.01.19, 19:37
    lemon_style napisał:
    > W jednym z instytutów zapytałem z ciekawości jakie są u nich płace, warunki zat
    > rudnienia dla osób po dr. Okazało się, że właściwie proponują coś powyżej najni
    > ższej krajowej [+dodatki za wysługę lat, i dr, ale zupełnie pomijalne, no chyba
    > , że ktoś ma staż pracy 30 lat], a resztę musiałbym sobie zorganizować sam w po
    > staci grantów, zleceń itd.

    U nas po dr to jakieś 3-5k zł brutto podstawy według widełek. Gdzie dokładniej w tych widełkach się ląduje to zależy jakie dobre ma się układy z kierownictwem (bynajmniej nie od kwalifikacji). Do tego dodatki funkcyjne (głównie dla samych swoich), stażowy (max 20% podstawy po 20 latach pracy), premie uznaniowe (średnio na kwartał: 1-2k brutto dla plebsu, 10-20k dla swoich) i premie kwartalne zależne od przyniesionego zysku z grantów lub zleceń, uzależnione od tego ile się zrobi ponad wymagane minimum (na rok wchodzi to już zauważalnie w kwoty sześciocyfrowe).

    > Jeśli zatem jest się w zespole, który ma aparaturę,
    > lab akredytowany i ma takie zlecenia, to pewnie nie ma problemu, ale w przypadk
    > u jeśli trafi się do zespołu, który cienko przędzie, to płaca minimalna.

    Dokładnie. Może tylko nie płaca minimalna, ale ciągnięcie na podstawowej pensji. Za to jak ktoś dobrze trafił to na samych premiach kwartalnych może wyciągać w roku ze 150k zł.

    > Mimo t
    > ego jacyś ludzie tam pracują, więc domyślam się, że nie wygląda to jednak tak ź
    > le, jak mi przedstawiono.

    Wygląda mniej więcej tak źle. Są jednak tacy którym to pasuje. Dobra robota na start, żeby się wybić po paru latach i iść do komercji już z doktoratem. Dobra dla naukowców którym się nie widzi dydaktyka. Dobra dla kobiet, które chcą sobie narobić dzieci i mieć wygodny etat w instytucji w której nikt na to nie będzie kręcił nosem tak jak w prywatnej firmie.

    > Podejrzewam, że wiele osób instytutach trzepie fuchy
    > na lewo, tylko trzeba mieć dojście.
    > Jeśli nie potrzebuje papieru, to po co mam
    > płacić 100%, jak mogę zrobić to za 25% ceny i zapłacić człowiekowi, który ma do
    > stęp do aparatury.

    Każdy ma podpisaną lojalkę o zakazie konkurencji. Przyłapią Cię na fuszce za 2k zł bez wymaganej zgody dyrekcji i masz dyscyplinarkę. "Swój" oczywiście zgodę dostanie bez problemu i są tacy co mają prywatne firmy w których konkurencje instytutowi. Szeregowemu pracownikowi nie wolno.
    W tym samym czasie, koledzy z niektórych uczelni robią te same roboty co my, za te same pieniądze, a po odpaleniu 20-30% uczelni cała reszta trafia do ich kieszeni. Niektórzy nie muszą nawet inwestować w sprzęt i oprogramowanie, bo używają uczelnianego, często kupionego z grantów.

    > Nie ma oczywiście żadnych gwarancji zatrudnienia, bo "nowy misiu" może zwolnić
    > w każdej chwili, np. za brak wyników, publikacji lub likwidacja stanowiska.

    Jak się człowiek nie narazi to nie zwolnią tak szybko, chyba, że ma się naprawdę już marne wyniki. "Misiu" zwykle nie ogarnia za wiele i niestety potrzebuje kadrę wyrobniczą, bo inaczej sam odpadnie od koryta.
  • dobrycy 11.01.19, 15:57
    trzy.14 napisał:

    > Ale z enuncjacji prasowych wyłania się nawet ciekawszy obraz: że PIB-y, instytu
    > ty panowskie i uczelnie będą generować pomysły, które następnie skomercjalizują
    > polskie, koniecznie polskie przedsiębiorstwa.

    O to, to. Mam nadzieję, że w końcu będzie ta ustawa która zobliguje każdego polskiego
    przedsiębiorce (może być takiego z firmą większą niż 5 osób) do zatrudnienia jednego
    polskiego naukowca. Firmy powyżej 20 osób koniecznie dr hab. , a powyżej 100 prof.
    Innowacyjność i poziom naukowy polskich firm oczywiście wzrośnie (bo naukowcy w
    firmach będą musieli zbierać gowienka).
  • lemon_style 15.01.19, 15:55
    Ja proponuje odwrócić porządek rzeczy: prof. w każdej firmie, nawet jednoosobowej!
  • loleklolek_pl 09.01.19, 14:12
    Dobra zmiana dotarła do instytutów badawczych na długo przed uczelniami (wymiana dyrektorów). Teraz to jest już co najmniej lepsza zmiana.
  • dystansownik 09.01.19, 19:33
    Zależy na jakiego "misia" się trafiło. U nas dali figuranta, który co prawda praktycznie nic kompetentnego nie robi choć przytula te swoje kilkadziesiąt tysi miesięcznie ale jednak się nie miesza aż tak bardzo do funkcjonowania instytutu (chyba, że mu patron z ministerstw coś nakazał). No i potworzył tylko parę dodatkowych stołeczków dla mniejszych "misiów".
    Za to u jednego mojego kolegi w innym instytucie od razu zaczęli robić czystkę na wszystkich levelach i instytut jest już chyba na skraju upadku w tej chwili.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.