Dodaj do ulubionych

Generalne_zastanowienie

30.01.19, 00:25
Taka myśl mnie nachodzi co pewien czas – a co, jeżeli ekosystem nauki jest zdegenerowany i chory do cna?. Nie do zmiany, choroba uniemożliwia pozytywny wpływ na otoczenie społeczno – gospodarcze, degeneruje i zamyka drogę innowacji i postępowi i nie da się tego zmienić bez wycięcia raka? Bo kolesie, bo ręka rękę, bo na miarę naszych możliwości i udowodnijmy niedowiarkom i spiszmy potem protokół zniszczenia… , bo Pareto, bo Parkinson… A co jeżeli drobnymi kroczkami mrówczych Marianów stworzono bufor szczelnie oklejający rządzących od wiedzy o rzeczywistych potrzebach rozwoju i uniemożliwiający inwestowanie w zdolne jednostki będące w stanie podźwignąć ten padół? Ba – uniemożliwiający inwestycję w zdolnych i rzeczywistą konkurencję najwybitniejszych do kreatywności i generującą pozytywną selekcję nie tylko w nauce. A co jeżeli ktoś tam, gdzieś u góry ten problem widzi, i wie, że oficjalnie ni da się zakomunikować „zamykamy bajzel i jedziemy od nowa? " . Bo to może i jakieś wytłumaczenie tego, co widzę , że się dzieje :).
Edytor zaawansowany
  • trzy.14 30.01.19, 01:06
    piotrek786 napisał(a):

    > A co jeżeli drobnymi kroczkami mrówc
    > zych Marianów stworzono bufor szczelnie oklejający rządzących od wiedzy o rzecz
    > ywistych potrzebach rozwoju i uniemożliwiający inwestowanie w zdolne jednostki
    > będące w stanie podźwignąć ten padół?

    Jesteś pewien, że motorem tego wstecznictwa są Marianowie a nie ci, których zwiesz "rządzącymi"?
    Komu w Polsce potrzebna jest rzetelna wiedza ekspercka?
    Gdyby władzy, po cholerę byłaby jej punktoza i grantoza?

    Na poprawę humoru w radiu puścili mniej więcej to: www.youtube.com/watch?v=2Tx3dof2ALE
  • sammy_the_salmon 01.02.19, 22:01
    Czy punktoza i grantoza to nie jest po prostu kalka z Zachodu? Na zasadzie - nic lepszego niż oni tam i tak nie wymyślimy, więc skopiujmy ich rozwiązania, nawet jeżeli mają wady.
  • behavior_science 02.02.19, 09:38
    sammy_the_salmon napisał:

    > Czy punktoza i grantoza to nie jest po prostu kalka z Zachodu? Na zasadzie - ni
    > c lepszego niż oni tam i tak nie wymyślimy, więc skopiujmy ich rozwiązania, naw
    > et jeżeli mają wady.

    60+, 70+ to nie jest staf aby wymyślił coś dobrego www.youtube.com/watch?v=VT2O2VB3Xxc
  • trzy.14 30.01.19, 01:21
    Dobry car, źli bojarzy? Nie, nie kupuje tego.
  • dystansownik 30.01.19, 10:07
    piotrek786 napisał(a):
    > Taka myśl mnie nachodzi co pewien czas – a co, jeżeli ekosystem nauki jest zdeg
    > enerowany i chory do cna?

    To, że taki jest to już dawno wiadomo. Wynika to jednak z tradycyjnego polskiego podejścia do wszystkiego, charakteryzującego się niemiłosierną bylejakością i kumoterstwem na wszystkich szczeblach oraz brakiem jakichkolwiek umiejętności przywódczych wśród kadry zarządzającej w instytucjach naukowych. Działania rządowe tylko wspierają te patologie.
  • piotrek786 30.01.19, 18:27
    Cholewa , ale co zrobić, żeby to zmienić?. Bo to, że "to łone winni" to już w kraju rytuał..Ale to jednak nie do końca tak, tym bardziej, że "ci łoni" na górze widzą przepływy finansowe i widzą tę studnię bez dna. Jakiś tak się złożyło, że i uczestniczyłem w kilku wielkich krajowych programach, i pisałem lub dawałem wkład. Do tych wielomilionowych też. I nie piszcie mi, że to łonie tylko są winni, bo te 20 na 80 a często, gęsto 5 na 95 to jest zasada.
  • bob-budowniczy 30.01.19, 23:31
    To różnie wygląda w różnych dziedzinach, instytucjach...a ministerium myśli że jedną ustawą da się to załatwić i potem już będzie tylko bonanza i szczyty rankingów (to główny cel)...
  • dystansownik 03.02.19, 17:03
    Gdyby jeszcze myśleli, że coś załatwią, to już byłby jakiś sukces. W obecnej formie, po wykastrowaniu z finansowania i radykalnych rozwiązań (np. likwidacja habilitacji), ustawa ma na celu tylko zamieszanie w kotle, które pozwoli odtrąbić obiecany sukces. Jak za parę lat okaże się, że nic nie wyszło, zwali się winę na komuchów, politycznych wichrzycieli i niesfornych naukowców opierających się "dobrej" zmianie Ustawy 2.0. Wątpię czy ktokolwiek w ministerstwie jeszcze wierzy w tą ustawę.
  • lemon_style 31.01.19, 09:39
    Co to znaczy 20/80 i 5/95?
  • piotrek786 31.01.19, 15:10
    Ogólnie "Zasada Pareto". W krajowych warunkach rozszerza się imo z 20/80 do 5/95
  • lemon_style 31.01.19, 16:06
    Dzięki! Jasne!
  • dystansownik 03.02.19, 16:59
    piotrek786 napisał(a):
    > Do tych wielomilionowych też. I nie piszcie mi, że to łonie tylko są w
    > inni, bo te 20 na 80 a często, gęsto 5 na 95 to jest zasada.

    Gdyby było właśnie 20/80 to jeszcze można byłoby się zastanawiać czy jakoś tego nie połatać. Na zachodzie też jest 20/80 i jakoś działa. W momencie, gdy przeskoczyliśmy już próg 5/95, jedyną sensowną opcją wydaje się wysadzenie systemu w powietrze i zbudowanie czegoś nowego na zgliszczach.
  • loleklolek_pl 03.02.19, 18:14
    Na zachodzie też był swego czasu próg 5/95. Wysadzenie wszystkiego spowoduje jedynie wysadzenie wszystkiego, bo do "odbudowy" rzuci się masa z tych 95. Za to wielu z tych 5 zwyczajnie nie będzie chciało, bo ułoży sobie życia gdzieś indziej. Oczywiście wysadzenie wszystkiego w powietrze to obecnie realizowana polityka, zapowiedziana przez ministra na samym początku rządów. Zdaje się, że akurat na przykładzie gender studies.

    To co trzeba zrobić i w zasadzie wszyscy o tym wiedzą, to zacząć na poważnie traktować kwestie mobbingu i plagiatów wśród kadry. Niestety ani obecna władza, ani poprzednia niezbyt miała to w planach. Poprzednia budowała kraj przyjazny biznesowi, a nie pracownikom, więc nie chciała być zbyt ostra w kwestiach mobbingu. Jeśli chodzi o obecną to wystarczy rzucić okiem na afery okołoplagiatowe.

    W efekcie mamy co najwyżej pozorowanie rozwiązywania problemów, które objawia się jakimiś systemami antyplagiatowymi, których jedynym zastosowaniem jest jest chyba tylko zwiększenie poziomu biurokracji obron dyplomów studenckich. Tak biorąc pod uwagę dużą liczbę fałszywie pozytywnej kwalifikacji tekstów jako plagiat i to, że ów system nie sprawdza nic poza tekstem. No ale jest wskaźniczek ilościowy, więc zapewne decydentom wydaje się, że to świetne i mądre narzędzie.
  • dystansownik 03.02.19, 21:54
    Kwestie mobbingu i plagiatów to nie są podstawy problemów, ale tylko objawy. Podstawowym problemem jest degradacja wartości którymi powinna się kierować praca naukowa. Niestety uczciwość, etyka i pracowitość, to cechy, które już rzadko są spotykane w naszym środowisku. Teraz liczą się znajomości, kombinowanie i realizacja prywatnych celów (zarabianie pieniędzy, zdobywanie stanowisk, itp.). Nie bez powodu, wszelkie wybory do różnych organizacji, rad, czy nawet często same awanse naukowe, to bardziej konkurs popularności niż wynik obiektywnej oceny kandydata.

    Nie ma co mówić o kwestiach antyplagiatów w momencie, gdy ktoś kto się podejmuje plagiatu nawet często nie ma poczucia, że zrobił coś niemoralnego, a samo środowisko nie zastosuje wobec niego ostracyzmu. Dla wielu, jest to po prostu droga do celu, np. kolejnego awansu naukowego, w momencie, w którym na to obiektywnie nie zasługują. Sami jednak na pewno są w stanie to zracjonalizować i żyją w przekonaniu o swojej wyższości.
    Znam przypadek pewnego naukowca, który potrafił sobie przypisać wyniki pewnej pracy, mocno wierząc, że ma do nich pełne prawo pełniąc funkcję kierowniczą i będąc trochę zaangażowanym na początku przy ustalaniu programu badań. I choć jego realny wkład oscylował może w okolicach 5%, on naprawdę wierzy, że bez niego dana praca nigdy nie mogłaby być wykonana, więc w swojej opinii, miał pełne prawo do przywłaszczenia sobie jej wyników.
  • loleklolek_pl 05.02.19, 17:24
    1. Nie rozumiem żalu o to, że jakoby etos naukowca upadł, bo ludzie chcą godnie zarabiać, zamiast składać śluby ubóstwa. Rozumiem, że na znaczące podwyżki może nie być funduszy, ale rolą decydenta jest budowa atrakcyjności zawodu innymi metodami niż wynagrodzeniem.
    2. To że jakiś złodziej cudzych autorstw nie ma poczucia, że robi coś źle nie ma dla mnie większego znaczenia. Znaczenie ma to, jakie narzędzia mają inni, którzy mogli by chcieć się takiego delikwenta pozbyć. Dostarczenie takich narzędzie powinno być priorytetem decydentów myślących o realnej poprawie sytuacji.
    3. W kraju, w którym nawet PIP stwierdza, że tak w zasadzie to spraw o mobbing nie ma co zakładać, takich narzędzi zwyczajnie nie ma. A bez takich narzędzi, to nawet jak się z kłamcą, moberem i złodziejem pożegnasz, to wróci zaraz po wygraniu sprawy w sądzie pracy. Bo żadne zarzuty nie zostały formalnie udowodnione, więc nie może być to podstawa do pożegnania.
  • czlowiek.z.makulatury 31.01.19, 12:03
    Dlaczego to problem ma być w nauce, uczelniach i naukowcach?

    Państwowe instytucje, które są w normalnym państwie odbiorcą analiz społeczno-ekonomicznych i wiedzy eksperckiej wolą zatrudnić prostytutki i "twarze rajstop" na stanowiskach dyrektorskich, jako prezesów zatrudnić księgowego ze szpitala, zamiast zapłacić komuś edukowanemu, żeby z zewnątrz pomyślał.

    Tak samo największe polskie firmy (przypomnę, że praktycznie cały WIG30 to firmy państwowe oraz ponad 50% kapitalizacji całej GPW też), wolą w obecnej sytuacji rządowej kraść i zatrudnić swoje rodziny, zamiast inwestować w know how.

    Wydaję mi się, że dodatkowym problemem jest kwestia ogólnej niechęci i braku zaufania polskiego społeczeństwa do każdego, kto ma więcej niż jedną szarą komórkę (kujon? złodziej?).

    --
    "Kiedy pewna miara staje się celem regulacyjnym, przestaje być dobrą miarą." Charles Goodhart
  • whiteskies 31.01.19, 15:07
    Też tak to w znacznej mierze postrzegam... No bo po co głupiemu nauka? O już swoje wie.W sumie jako specjalista w dziedzinie z pewnym obyciem w nauce poza naszym grajdołem jestem bez przerwy pouczany czym mam się zajmować i jakie wnioski przekazywać bo tak jest OK z punktu widzenia zainteresowanego.
  • piotrek786 31.01.19, 15:33
    Też tak to widzę. Generalnie diagnoza jest konieczna po to, by może kiedyś ktoś coś chciał zmienić i być może wiedział od czego zacząć. Bo to przecież ma fundamentalne znaczenie - dla naszego rozwoju i przyszłości. Chyba, że wszystko nam jedno, przyszłość to totalne wymieszanie a Niemcy, Francja i inne kraje UE nie stosują patriotyzmu gospodarczego i tzw. ssania (;)) . Przenikanie się "elit" z pseudoprzemysłu z nauką to fakt. Jakoś tak u nas szczytem kariery dla wielu profesorów jest nic-nie-robienie i obsadzenie kilku stanowisk, rad i rad nadzorczych. Szczytem kariery dla wielu managerów (zwłaszcza pseudo) jest nic nie robienie i obsadzenie podobnych gremiów. Ostatnio stworzono świetne warunki do przenikania się pseudonaukowców z pseudoprzemysłowcami. Pseudo, bo cy, którzy ryzykują swoje nie maja czasu na takie podrygi, rady, zsiadania itp… Tutaj naturalnym ekosystemem dla tych podobieństw jest system pseudorynkowy . Ekosystem który mamy i na uczelniach i w państwowych molochach.
    W sumie można dojść do konstatacji, że państwo daje pewnej grupie niezłe warunki do "tańca" , za to niewiele wymaga akurat od tej grupy i nie ma ani mechanizmów ani kadry, która byłaby w stanie odsiać ziarno od plew. Czyżby te zaszłości historyczne i tę naturalną inteligencję udało się unicestwić , zaś reszta wyemigrowała (w tym i wewnętrznie)?. I znów wracam do opisanej kiedyś zasady sprężenia zwrotnego , która powinna obowiązywać.

    Sam wychowany na śląskim placu i po podstawówce / średniej przygotujących do "fedrowania" i "fajlowania" chyba nie jestem w pełni tego ocenić. Trochę sobie myślę, że skoro „ktoś mi dał (albo sobie zapracowałem) ten chleb, więc do teatru już chcę iść sam”. Węc interesuje mnie coś więcej , niż tylko opisywanie , że „jest fajnie” i ekstrapoluję pewne sytuacje i możliwości w przyszłość. I widzę, ze tracimy grunt pod nogami… Może kiedyś taki prąd w pewnym sensie mentalnej ewolucji to coś, czego brakuje w Polsce... No chyba, że mamy być Kentucky Europy. Ale jeżeli tak, to imho teraz, po 89 r. to już sami sobie na to pracujemy.

  • piotrek786 31.01.19, 15:36
    przepraszam, strumień myśli poraził logikę powyższego tekstu hehe, btw - w forum gazety nie doszli jeszcze modzi, że czasem powinna być możliwość moderacji tego, co się napisało ?
  • trzy.14 31.01.19, 16:48
    Diagnoza?

    Póki ktoś nam naprawdę nie zagrozi skopaniem tyłka, nic się nie zmieni.

    Wszechświatowa punktoza i grantoza to efekt bezradności rządzących: oni widzą, że świat rozwija się w zawrotnym tempie, ale jakoś nie u nas. To "u nas" to nie tylko Polska. No więc trzeba system wpawić w ruch, by móc powiedzieć, że COŚ SIĘ ROBI.

    Nie wiem, jaką można podać receptę. Dla mnie jest nią ściślejsza wspołpraca technologiczna w ramach UE. Jezeli nie wierzymy w bez[pośrednie zagrożenie ze strony Putina, a rozwałka wojska tego dowodzi, to może zamiast wywalać dzisiąyki miliardów w patrioty, dogadajmy się z DE i FR, SE, IT, etc i zróbmy swoje?

    Wtedy byłby jasny cel, świadomość, że rozwiązanie istnieje oraz potrzebne na jego opracowanie środki. I nikogo nie interesowałoby, czy i za ile da się to opublikować.

    W końcu pierwsze mikrofalówki posiadały generatory wyjete z wojskowych radarów.

    Nie mówię, że to musi być wojsko, ale coś, ktoś, komu będzie zależało na realnym rozwiązaniu realnego problemu a nie na wypełnieniu rubryk w tabelkach.
  • behavior_science 31.01.19, 19:03
    piotrek786 31.01.19, 15:33
    >Też tak to widzę. Generalnie diagnoza jest konieczna po to, by może kiedyś ktoś coś chciał zmienić i być
    > może wiedział od czego zacząć

    Od czego zacząć - od tego samego co ci którym się udało, od dobrego systemu wartości: praca jest wartością, prawda jest wartością, itd.
    Nieprzydatnych Makulaturowych od propagandy mamy nadmiar, nie należy zakładać że będą bezczynnie się przyglądać jak zabiera się im synekurę.

    trzy.14 napisał:

    > Diagnoza?
    > Póki ktoś nam naprawdę nie zagrozi skopaniem tyłka, nic się nie zmieni.
    >...
    > ... No więc trzeba system wpawić w ruch, by móc powiedzieć, że COŚ SIĘ ROBI.

    Nikt nam nie będzie zagrażał, kiedyś ktoś stwierdzi że jeśli polska nauka nie posiada osiągnięć to jest nieprzydatna. Jeśli jest nieprzydatna to po co ponosić koszty ?
    "Coś się robiło od wieków", coś robienie nie wystarczy.
    Od wieków byli ludzie którzy próbowali coś dobrego zrobić i ludzie których celem było żerowanie na pracy innych. Proporcja decydowała o losach cywilizacji.
  • trzy.14 01.02.19, 01:00
    behavior_science napisał:

    > trzy.14 napisał:
    >
    > > Póki ktoś nam naprawdę nie zagrozi skopaniem tyłka, nic się nie zmieni.

    Mnie chodziło o to, że nam = Polsce, a w węższym sensie - klasie rządzącej.

    Izrael, Tajwan, Korea Pd. Groźba wyrzucenia do morza, nie jakiś tam żołnierzy na foncie, ale nas samych, nasych rodzin, dzieci, zdziałała cuda.
  • behavior_science 01.02.19, 09:43
    trzy.14 napisał:

    > Nie wiem, jaką można podać receptę. Dla mnie jest nią ściślejsza wspołpraca te
    > chnologiczna w ramach UE.

    Z mojego doświadczenia najwięcej w tym względzie do działania mają ekonomiści, rynek dawno jest jest podzielony na strefy wpływów, nie należy zakładać że towarzystwo korporacyjne wpuści intruza z lepszym produktem, który zabierze część zysków. Wydaje mi się że należałoby zacząć negocjować, argumentem może być potencjał, do ustalenia z kim podzielić się zyskami. UE to pochodna polityki korporacyjnej, takie coś nie określonego do odwracania uwagi.
  • s3r3nity 02.02.19, 18:18
    Jeśli nastawienie jest tego typu: co by tu zrobić żeby móc powiedzieć że coś się robi to zazwyczaj są to działania pozorne, lokalne, krótkodystansowe. Żeby opracować wspólną długofalową strategię działania np. paru uczelni i jakiegoś ośrodka przemysłowego w celu osiągnięcia jakiegoś celu to myślę że nawet pieniądze nie byłyby kluczowe ale to by wymagało niesamowitej pracy, zaangażowania i różnych zmian systemowych, które nie leżą w interesie osób mających moc sprawczą, bo te osoby ze względu na swoją pozycję są beneficjentami systemu.
    Ale można zacząć od czegoś prostego np. ograniczenie biurokracji. Chyba się rozmarzyłem, nie da się.
  • dystansownik 03.02.19, 17:29
    trzy.14 napisał:
    > Wszechświatowa punktoza i grantoza to efekt bezradności rządzących: oni widzą,
    > że świat rozwija się w zawrotnym tempie, ale jakoś nie u nas. To "u nas" to nie
    > tylko Polska. No więc trzeba system wpawić w ruch, by móc powiedzieć, że COŚ
    > SIĘ ROBI.

    Pierwszy problem jest taki, że oni nie widzą mechanizmów, które napędzaj te zmiany. Tam, gdzie na zachodzie widzi się danie komuś większej swobody aby stymulować jego kreatywność, u nas widzi się potrzebę zaostrzenia kontroli, aby próbować sztucznie podnieść produktywność.
    Drugim jest to, że polityk myśli w perspektywie czasowej ograniczonej do jednej, max dwóch kadencji. A nie daj Boże, żeby "owoce" pozytywnych efektów miała zjeść konkurencja polityczna. Dlatego stosuje się krótkoterminowe zabiegi mające na celu podbijanie statystyk, a nie realną poprawę sytuacji.

    > Nie wiem, jaką można podać receptę. Dla mnie jest nią ściślejsza wspołpraca te
    > chnologiczna w ramach UE. Jezeli nie wierzymy w bez[pośrednie zagrożenie ze str
    > ony Putina, a rozwałka wojska tego dowodzi, to może zamiast wywalać dzisiąyki m
    > iliardów w patrioty, dogadajmy się z DE i FR, SE, IT, etc i zróbmy swoje?

    Tym bardziej, że jesteśmy na z góry straconej pozycji. Wiele instytucji z zachodniej Europy współpracuje pomiędzy sobą od dekad. My nie potrafimy się dogadać nawet pomiędzy swoimi jednostkami naukowymi. Niektórzy widzą jako problem np. fakt, że Polscy naukowcy nie są zbyt często cytowani w dobrych journalach. Żeby zrozumieć czemu, wystarczy tylko zajrzeć do jakichkolwiek artykułów z większości dziedzin. Naukowiec np. z Francji zacytuje swoich kolegów z Niemiec czy Włoch, a już na pewno tych ze swojego kraju, nawet jeśli 50% cytowań dałoby się spokojnie wyrzucić. Polak rzadko zacytuje Polaka z poza swojej jednostki.

    > Nie mówię, że to musi być wojsko, ale coś, ktoś, komu będzie zależało na realny
    > m rozwiązaniu realnego problemu a nie na wypełnieniu rubryk w tabelkach.

    Niedawno interesowałem się racjonalnością zakładania startupów (na przykładzie tych z Doliny Krzemowej). Podstawowa zasada jest taka, że zakładając jakiś, powinien on rozwiązywać jakiś realny problem, który nie tylko istnieje, ale który również nie jest już rozwiązany. Tymi samymi zasadami powinno się kierować w nauce. Niestety na szczeblu ministerialnym nikt chyba nie myśli o zidentyfikowaniu i rozwiązaniu realnych problemów, tylko właśnie na podbiciu statystyk publikacji. Czym się to kończy, łatwo zobaczyć. Niemcy w dużej mierze stawiają na praktyczność badań i przodują gospodarczo i w innowacjach. Za to kraje takie jak Hiszpania czy Grecja wyspecjalizowały się w punktozie i grandozie, dzięki czemu mają dużo uznanych naukowców i publikacji, ale nie przekłada się to w żaden sposób na siłę ich gospodarki.
  • trzy.14 31.01.19, 16:51
    I jeszcze jedna myśl. Czego oczekujemy od klinicystów: rozwoju metod diagnostyki i leczenia czy "tylko" umiejętności importowania tych najnowszych technik do Polski.

    Przenieśmy teraz to pytanie na inne nauki.
  • piotrek786 31.01.19, 17:37
    tylko, ze nawet takie konflikty "chwilowe" w skali 1000 lat historii są "incydentem", jak widać pewne procesy się powtarzają (patrz " Dzieje głupoty w Polsce" Bocheńskiego...). tutaj raczej mam zastanowienie, jak wejść na inne tory.
  • dystansownik 03.02.19, 17:48
    trzy.14 napisał:
    > I jeszcze jedna myśl. Czego oczekujemy od klinicystów: rozwoju metod diagnostyk
    > i i leczenia czy "tylko" umiejętności importowania tych najnowszych technik do
    > Polski.
    >
    > Przenieśmy teraz to pytanie na inne nauki.

    Importowanie wiedzy też jest niezbędne, ale z tym w większości przypadków przemysł sobie radzi sam. Jeśli naszą ambicją jest tylko i wyłącznie zbliżenie się do zachodnich kolegów, ale nadal pozostanie w tyle za nimi, to ok. Jeśli byśmy chcieli ich wyprzedzić, to nie tylko musielibyśmy zmienić podejście i nastawić się na rozwój (bo i tak będziemy na straconej pozycji), ale przyjąć jakąś rewolucyjną strategię.
    Wystarczy zobaczyć co się dzieje w biznesie. Jeśli jakaś firma ma dominującą pozycję na rynku, to można przyjąć strategię:
    a) Ewidentnego kopiowania ich rozwiązań.
    b) Kopiowania ich modelu biznesowego, ale rozwijanego po swojemu.
    c) Odrzucenia statusu quo i radykalną zmianę strategii.
    Model a) sprawdzi się dobrze jak nie mamy wielkich oczekiwań i możemy konkurować np. tanią siłą roboczą. W naszych realiach naukowych racjonalność tego modelu się wyczerpała, choć było to powszechne jeszcze parę lat temu. Model b) to właśnie to co nieudolnie próbuje się nam wcisnąć od jakiegoś czasu i tylko wzmocnić Ustawą 2.0. Tylko model c) dałby nam szansę na jakiś realny postęp, ale do końca nie wiadomo jak miałby wyglądać. Na pewno trzeba byłoby odrzucić myślenie kategoriami "musimy pokonać konkurencję", a należałoby się skupić na podejściu "musimy skupić się na dostarczaniu jak największej wartości dodanej".

    Na koniec polecam obejrzeć ten filmik z YT, choćby kawałek od 7:50. Dotyczy to głównie prowadzenia biznesu, ale analogia do naszej nauki nasuwa się sama.
  • trzy.14 03.02.19, 20:51
    Pisząc o klinicystach miałem też na myśli koszty. Zupełnie inny jest koszt dokonania pierwszego przeszczepu nerki w Polsce, inny - pierwszego w świecie. Fizycznie nie stać nas na autarkię medyczną. Więc powstaje pytanie, czy to się tyczy tylko medycyny? Naprawdę wszędzie i wszystko musimy popychać sami? I od samego popychania nabędziemy jako społeczeństwo wszechstronnych komperencji, które pokryję potrzeby tegoż społeczeństwa?

    Więc chodzi mi o to, że może wystarczy, by wiedzę "w istotny sposób" (WTF?) próbowała kreować część kadry, natomiast większość miała postawione znacznie skromniej postawione cele?

    Gościu, który uczy elektroniki na studiach inżynierskich, powinien być po prostu dobrym elektronikiem z aktualną wiedzą i świadomością przynajmniej części głównych trendów w branży. Taką świadomość mogłaby dawać w miarę stała współpraca z przemysłem. Taki "współpracujący" miałby prawdopodobnie więcej do powiedzenia niż "tworzący postęp" w niezwykle wąskiej, mocno wysublimowanej, zapewne też przeteoretyzowanej działce elektroniki akademickiej.

    Ale to tylko intuicja.
  • dystansownik 03.02.19, 21:38
    trzy.14 napisał:
    > Pisząc o klinicystach miałem też na myśli koszty. Zupełnie inny jest koszt doko
    > nania pierwszego przeszczepu nerki w Polsce, inny - pierwszego w świecie. Fizy
    > cznie nie stać nas na autarkię medyczną. Więc powstaje pytanie, czy to się tycz
    > y tylko medycyny? Naprawdę wszędzie i wszystko musimy popychać sami? I od sameg
    > o popychania nabędziemy jako społeczeństwo wszechstronnych komperencji, które p
    > okryję potrzeby tegoż społeczeństwa?

    Podstawowe pytanie jest inne. Czy potrzeby naszego społeczeństwa są takie same jak potrzeby społeczeństw zachodnich? W wielu dziedzinach nie. W zagadnieniach dyfuzji innowacji rozróżnia się pojęcia najlepszego produktu i najbardziej odpowiedniego produktu (może nie do końca dobre tłumaczenie z angielskiego). Produkt, który obiektywnie będzie najlepszy i w wysokorozwiniętej gospodarce się sprawdzi, w gospodarce rozwijającej się może już nie koniecznie i może zostać wyparty przez produkt obiektywnie gorszy, ale o relatywnej przewadze w danych warunkach (np. niższa cena w biedniejszym kraju). W przypadku medycyny, mogą to być np. zamienniki leków.

    Z tego względu, dążenie do innowacji w innym rozumieniu niż szukanie czegoś doskonalszego niż obecnie, może byłoby dla nas lepszym rozwiązaniem. Może zamiast próbować odkryć nowy, lepszy lek na raka, lepiej skupić się na tańszej produkcji leków już istniejących, aby po prostu zwiększyć ich dostępność (w wywodzie logicznym, dla uproszczenia, pomijam kwestie ukrytych interesów korporacji, które do tego nigdy by nie dopuściły).

    > Więc chodzi mi o to, że może wystarczy, by wiedzę "w istotny sposób" (WTF?) pró
    > bowała kreować część kadry, natomiast większość miała postawione znacznie skrom
    > niej postawione cele?

    Też tak sądzę. Dlatego uważam, że lepiej byłoby się skupić nie na zwiększaniu produkcji gowinków i rozliczaniu głównie z tego, ale na tym jak uczelnie kształcą, a instytutu badawcze prowadzą działalność doradczo-konsultingową, czyli głównych elementach z których te instytucje żyją i którymi wspierają rozwój gospodarczy kraju.
  • trzy.14 05.02.19, 19:41
    dystansownik napisał:

    > Podstawowe pytanie jest inne. Czy potrzeby naszego społeczeństwa są takie same
    > jak potrzeby społeczeństw zachodnich?

    Nie są. Dlatego np. nie widzę dobrego powodu, dla którego NCN miałby powielać strukturę ERC, poza tym, że jest to jakiś wzorzec, którego istnienie zwalnia nas z myślenia i groźby wewnętrznych kłótni.
  • piotrek-256 05.02.19, 10:25
    Fajny wywiad.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.