Dodaj do ulubionych

Ustawa 2.0 - habilitacja - jakie korzyści?

20.03.19, 22:56
Witajcie. Jakie "korzyści" może uzyskać doktor po zrobieniu habilitacji - zgodnie ze zmianami jakie są i nadchodzą wielkimi krokami? Innymi słowy - czy i w jakim stopniu zrobienie habilitacji jest opłacalne (względem już posiadanego doktoratu)?
Edytor zaawansowany
  • srebronaglowie 20.03.19, 23:32
    Ludzie, macie JEDNO (JEDNO JEDNO dla niekumatych) życie...chce wam się tracić to w tym dziadostwie które dopiero zastanawia się co to znaczy robić naukę i które rozkminia czy zostawić habilitację lub nie? Ludzie, życia wam nie starczy, A ŚWIAT IDZIE DO PRZODU (NAUKOWO) hahahahhaaahahahahahahahahahah
  • dobrycy 21.03.19, 07:06
    Można sie dużo więcej napracować (wykłady, komisje, administracja) za tyle samo. Jeżeli ktoś jest społecznikiem to jest duża zaleta. W końcu dewizą reform jest wycisnąć jak najwięcej za jak najmniej od tych od których idzie wycisnąć. Generalnie najpierw zmuszono ludzi do robienia habilitacji (tym samym dzwigając ich ilość), a teraz likwidowane są dla tych ludzi jakiekolwiek wynikające z niej korzyści (zarówno na poziomie Ustawy 2.0, jak i statutów uczelni). Ponadto emeryci mogą teraz siedzieć
    na etatach w nieskończoność (biorąć emeryture + pensje i blokując etaty).
    Inteligentna osoba powinna z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski. Podpowiem, spierzać z g* zwanego
    polską nauką póki jest dobra koniunktura na rynku i jest się na tyle młodym że jeszcze człowieka gdziekolwiek chcą.
  • sambor7 21.03.19, 07:45
    Święte słowa. Habilitacja obecnie będzie dawać przede wszystkim trzy literki „hab.” W tytule przed nazwiskiem. Niedostępne dr Wylizuchowi...
    Jeszcze gorzej jest jak się zgłasza na konferencje za granica bo tam zrost „PhD, DSc” często nie jest zrozumiały. Zwłaszcza gdy trzeba wytłumaczyć jaką to „science” uprawia ks. Prof. od dawna stan taki boli to prof. Mariana...

    A poważniej – podejrzewam, że Habilitacja będzie miała znaczenie, dla zwiększenia szans w postępowaniu o tytuł profesorski. Tym bardziej, że rada doskonałości naukowej będzie mogła z o wiele większą dowolnością przesiewać wnioski o tytuł. Swoją drogą ciekawe, czy utrze nowy zwyczaj tytułowania członków rady „wasze ekscelencje”.
  • piotrek786 27.03.19, 16:31
    Z tymi emerytami to bym trochę bardziej uważał - bo znam przypadku, w których bez eksperta i pasjonata emeryta to siedmioosobowy "jadący" na jego zasługach nie byłby potrzebny do niczego. I to w każdej sytuacji emeryt pisze publikacje, wykonuje 90 procent robót i trzyma pracę w ryzach...
  • megaborsuk2000 21.03.19, 21:46
    Promowanie, recenzowanie, zasiadanie (w komisjach) - a to konfitury, jeśli kto lubi. I jeśli się z prof. Marianem dobrze żyje, bo jak nie to, prof. nie zaprosi na herbatkę z konfiturami.
  • trzy.14 21.03.19, 23:03
    megaborsuk2000 napisał:

    > Promowanie, recenzowanie, zasiadanie (w komisjach) - a to konfitury, jeśli kto
    > lubi. I jeśli się z prof. Marianem dobrze żyje, bo jak nie to, prof. nie zapros
    > i na herbatkę z konfiturami.

    Na prowincji te luksusy zapewni już doktorat.
  • trzy.14 21.03.19, 23:02
    shinee5 napisała:

    > Witajcie. Jakie "korzyści" może uzyskać doktor po zrobieniu habilitacji - zgodn
    > ie ze zmianami jakie są i nadchodzą wielkimi krokami? Innymi słowy - czy i w j
    > akim stopniu zrobienie habilitacji jest opłacalne (względem już posiadanego dok
    > toratu)?

    Po kilku-kilkunastu latach, gdy z-emerycą się tabuny kudryckich doktorów habilitowanych, o ile do tego czasu nie zostanie zniesiona przez jakiś tatarski czambuł, habilitacja przejmie rolę minimów kadrowych - będzie niezbędna do prowadzenia szkół doktorskich. Szkoły doktorskie będą zaś podstawowym wyróżnikiem uczelni "badawczych". To z kolei tym dużym uczelniom zapewni władzę miękką nad prowincją. Taki Uniwersytet Opolski dalej będzie z nawy uniwersytetem, jednak jego faktyczna ranga będzie podobna do tej, jaką miała Opolska Wyższa Szkoła Pedagogiczna.

    Za 5 lat o habilitację będzie znacznie trudniej niż 5 lat temu. 5 lat temu poprzeczka była zawieszona na poziome gwarantującym reprodukcję a nawet ekspansję kadrową w całej PL. Za 5 lat ta potrzeba ograniczy się wyłącznie do kilku uczelni "badawczych", a i tam do stosunkowo niewielkiego liczebnie grona "trzymającego szkołę doktorską".
  • js.c 23.03.19, 08:56
    Też mi się wydaje, że "nowa" habilitacja może stać się jakąś przepustką do elity, której znaczenie i benefity będą jednak dodefiniowane później (ot, taka hipoteza). Nie bardzo widzę akurat szkół doktorskich w roli katalizatora tej kluczowej roli habilitacji, bo do funkcjonowania szkoły doktorskiej potrzeba śladowych ilości habilitowanych (od biedy wystarczy nawet 2-3 na dyscyplinę, a może i jeden, który będzie firmował wszystkie doktoraty), chyba, że - właśnie - pojawią się jakieś minima kadrowe typu: 8 habilitowanych na dyscyplinę, a do nadawania habilitacji jeszcze więcej (czyli powrót do przeszłości). Wcale bym tego nie wykluczał, zwłaszcza, że średni poziom habilitowanych za kilkanaście lat może być znacznie wyższy niż teraz, co ułatwi takie decyzje i da im dobre uzasadnienie. Ale kto tam może wiedzieć, co będzie za 15-20 lat? Chociaż.... Jak popatrzeć wstecz, to tego typu okres wydaje się całkiem krótki i bardzo niewiele się tak naprawdę zmieniało (wyjąwszy komercjalizację dydaktyki w latach 90-tych i obecną rewolucję, bo chyba jednak ona przetrwa długo - nie widać zbytnio jej politycznych wrogów, co najwyżej w samym PiS, ale im głupio będzie tak od razu skręcać o 180 stopni, nawet gdyby mieli chęć).
  • shinee5 22.03.19, 15:07
    Podsumowując wasze głosy - korzyści z habilitacji:
    - udział w komisjach,
    - funkcje w administracji (np. funkcja dyrektora - o to chodzi? - prestiż, większa pensja, poczucie władzy...?)
    - trzy literki przed nazwiskiem - prestiż ???
    - zwiększenie szans w postępowaniu o tytuł profesorski,
    - promowanie, recenzowanie doktoratów, czyli realnie możliwość dodatkowego zarobku i wzrost znaczenia naukowca w środowisku,
    - hab. niezbędna do prowadzenia szkół doktorskich - w związku z tym będą się szkoły bardziej starały o habilitowanych niż doktorów?
    - INNE ARGUMENTY? jakie jeszcze?
    Wielka prośba o komentarze do tego, co powyżej.

  • dobrycy 22.03.19, 16:45
    shinee5 napisała:

    > Podsumowując wasze głosy - korzyści z habilitacji:
    > - udział w komisjach,
    To jest korzyść? Weź pod uwagę że przed habilitacją omija Cie masa gównianej roboty
    którą potem musisz ciągnąć najcześciej za darmo. Koordynowanie kierunków, różne KRK,
    bycie przewodniczącym w przewodach doktorskich.
    Za kase są komisje habilitacyjne i recenzje w doktoratach oraz komisje rekrutacyjne. Zobacz sobie za jaką kase.

    > - funkcje w administracji (np. funkcja dyrektora - o to chodzi? - prestiż, więk
    > sza pensja, poczucie władzy...?)
    Przecież pisze że pensja nie jest większa! Ustawa 2.0 zrównała habów ze zwykłymi adiunktami, a hab na stanowsku prof to u nas prawie nie ma.

    > - trzy literki przed nazwiskiem - prestiż ???
    O to największa korzyść. Można już nie odpowiadać plebsowi dzień dobry.

    > - zwiększenie szans w postępowaniu o tytuł profesorski,
    > - promowanie, recenzowanie doktoratów, czyli realnie możliwość dodatkowego zaro
    > bku i wzrost znaczenia naukowca w środowisku,
    Znaczenie w środowisku nie zależy od hab, tylko od GTW i pleców.

    > - hab. niezbędna do prowadzenia szkół doktorskich - w związku z tym będą się sz
    > koły bardziej starały o habilitowanych niż doktorów?
    > - INNE ARGUMENTY? jakie jeszcze?
    > Wielka prośba o komentarze do tego, co powyżej.
    >
    Faktyczny argument, gdyby na uczelni rzeczy działy się zgodnie z logiką jest taki, że skoro
    dr i dr hab. kosztują tyle samo, a hab. ma więcej funkcji, to przy odchudzaniu jednostek
    bez studentów wyrzucić w pierwszej kolejnosci należy tych bez hab, bo kosztują tyle samo
    a mogą mniej. W ogóle najlepiej wyrzucać regularnie wszystkich po doktoracie a przed habilitacją co nie mają grantów, bo po co dopłacać do młodych doktorów, najlepiej niech finansują sie sami. A potem najlepszych ewentualnie można od czasu do czasu zostawić, jak ktoś z habów czy profów pójdzie na emeryture. W końcu ktoś musi na geriatrię pracować.
  • charioteer1 23.03.19, 20:30
    shinee5 napisała:

    > Podsumowując wasze głosy - korzyści z habilitacji:
    > - udział w komisjach,
    > - funkcje w administracji (np. funkcja dyrektora - o to chodzi? - prestiż, więk
    > sza pensja, poczucie władzy...?)
    > - trzy literki przed nazwiskiem - prestiż ???
    > - zwiększenie szans w postępowaniu o tytuł profesorski,
    > - promowanie, recenzowanie doktoratów, czyli realnie możliwość dodatkowego zaro
    > bku i wzrost znaczenia naukowca w środowisku,
    > - hab. niezbędna do prowadzenia szkół doktorskich - w związku z tym będą się sz
    > koły bardziej starały o habilitowanych niż doktorów?
    > - INNE ARGUMENTY? jakie jeszcze?
    > Wielka prośba o komentarze do tego, co powyżej.
    >

    A propos sasiedniego watku o statutach, to wszystko zalezy od lokalnych ukladow i konfiguracji. W pracach nad nowym statutem widze przede wszystkim wysilek, aby mlodych habow z rozdania Kudryckiej nie dopuscic do konfitur, jednoczesnie wpychajac gdzie sie da swoich zaufanych doktorow.

    --
    "Profesor to jest jednak ten, kto ma tytuł profesorski, już niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć."
    Michał Seweryński
  • lightsmyth 23.03.19, 08:42
    Jeżeli ktoś się zastanawia nad "korzyściami" habilitacji, to w ogóle powinien przestać nazywać siebie naukowcem. Habilitacja to możliwość bycia promotorem doktoratów, czyli możliwość tworzenia zespołu, czyli możliwość dalszego rozwoju naukowego. Jak chcesz do końca życia kisnąć w pełnym pensum dydaktycznym i raz na 4 lata wys*ać z siebie g*wnoartykuł za 70 pkt to lepiej zajmij się czymś innym, zamiast konsumować pieniądze podatników.
  • dobrycy 23.03.19, 17:07
    lightsmyth napisał(a):

    > Jeżeli ktoś się zastanawia nad "korzyściami" habilitacji, to w ogóle powinien p
    > rzestać nazywać siebie naukowcem.
    To jest tylko Twoja opinia. Moja jest taka że tacy co sie mało nad czymkolwiek zastanawiają
    to są debile, albo w lżejszej formie ludzie ograniczeni. I faktycznie takich jest za dużo na
    polskich uczelniach, na których wystarczyło zawsze tylko włazić w d* przełożonemu i przytakiwać
    aby przewegotować do emerytury.

    Habilitacja to możliwość bycia promotorem dok
    > toratów, czyli możliwość tworzenia zespołu, czyli możliwość dalszego rozwoju na
    > ukowego.
    Co ma piernik do wiatraka. Zespół naukowy, to eufemistyczna nazwa naciągania młodych ludzi, którzy
    nie wiedzą że od przynajjmniej 2 dekad model nauki (zwłaszcza na zachodzie) to model piramidki Amwaya.
    Rotowani doktoranci i postdocy zasuwają za miskę ryżu i tracą młodość na jakiś Marianów.
    Różnica jest taka że na zachodzie za jałmużne z uczelni przynajmniej idzie wynająć mieszkanie i się utrzymać,
    a jak się jest na dobrej uczelni czy w dobrym zespole to czegoś nauczyć. W polsce to nie występuje.
    W tak zwanych "dobrych" zespołach czyli spółdzielniach można co najwyżej nazbierać punktów i być dopisanym do
    iluśtam papierów. Na szczęście malejąca liczba dających sie nabrać doktorantów pokazuję że ta spalarnia
    talentów zwana polską nauką pomału sie wali.

    Jak chcesz do końca życia kisnąć w pełnym pensum dydaktycznym i raz na
    > 4 lata wys*ać z siebie g*wnoartykuł za 70 pkt to lepiej zajmij się czymś innym
    > , zamiast konsumować pieniądze podatników.
    Pieniądze podatników przychodzą za dydaktykę a nie za punkty. Punkty tylko powodują wzrost ego, największy u tych których dopisali do jakiegoś dobrego artykułu np. za mycie próbowej na postdocu czy zamiatanie podłogi w cernie.
  • sendivigius 23.03.19, 22:20
    dobrycy napisał:

    Zespół naukowy, to eufemistyczna nazwa naciągania mł
    > odych ludzi, którzy
    > nie wiedzą że od przynajjmniej 2 dekad model nauki (zwłaszcza na zachodzie)

    Od dwoch pokolen chciales rzec.

    to
    > model piramidki Amwaya.

    Dielo w tom, czto Amway is the only show in town.
  • lightsmyth 25.03.19, 08:53
    > Pieniądze podatników przychodzą za dydaktykę a nie za punkty.
    NCN, NCBiR to nie pieniądze podatników?
    Zespół naukowy to eufemizm? Jak zrobiłem habilitację, to założyłem zespół. Wziąłem trzech doktorantów, dwóch postdoków, i paru studentów. Tym pierwszym płacę z grantu 4000 zł stypendium (plus te 2000 co mają z uczelni), a postdokom ok. 8000 na rękę. Dodam, że nie w Warszawie, tylko na prowincji. Czy to jest miska ryżu? Czy jestem jakimś mitycznym Marianem? Nie sądzę. Czy byłoby to możliwe bez habilitacji? Na pewno nie, bo nikt by mi tych pieniędzy bez haba nie dał, nie miałbym też jak być promotorem doktorantów (musiałbym szukać "słupa" profesora).
    Polecam więc wziąć się za robotę, a nie siedzieć i pierdzielić jak to do dupy w Polskiej nauce jest.
  • dobrycy 25.03.19, 16:01
    lightsmyth napisał(a):

    > > Pieniądze podatników przychodzą za dydaktykę a nie za punkty.
    > NCN, NCBiR to nie pieniądze podatników?
    Otóż to że nie, kiedyś na pewno nie teraz muszę poszukać.

    > Zespół naukowy to eufemizm? Jak zrobiłem habilitację, to założyłem zespół. Wzią
    > łem trzech doktorantów, dwóch postdoków, i paru studentów. Tym pierwszym płacę
    > z grantu 4000 zł stypendium (plus te 2000 co mają z uczelni), a postdokom ok. 8
    > 000 na rękę. Dodam, że nie w Warszawie, tylko na prowincji. Czy to jest miska r
    > yżu? Czy jestem jakimś mitycznym Marianem? Nie sądzę.
    Ciekawe ile tak pociągniesz, i ile ten zespół się utrzyma, bo to jak rozumiem pierwszy czy drugie grant.
    Czy byłoby to możliwe bez
    > habilitacji? Na pewno nie, bo nikt by mi tych pieniędzy bez haba nie dał,
    To ciekawe. Sonaty czy Sonaty BIS są na podobne pieniądze i haba nie trzeba mieć.
    Znam ludzi co dostali takie hajsy. Problem w tym że zwykle po pierwszym opusie czy sonacie woda sodowa uderza do głowy.
    nie > miałbym też jak być promotorem doktorantów (musiałbym szukać "słupa" profesora)
    > .
    > Polecam więc wziąć się za robotę, a nie siedzieć i pierdzielić jak to do dupy w
    > Polskiej nauce jest.
    Moim dorobkiem kilka grantów rozliczono. I mam na ten temat swoje przemyślenia.

  • lightsmyth 25.03.19, 16:18
    Ile tak pociągnę? Do emerytury, a ile? Tak działa system. Pracuję na uczelni 10 lat i do tej pory ani złotówka mojego etatu nie pochodziła z dotacji (utrzymuję się tylko z grantów). Pierwsze co zrobię, jak doktoranci się obronią, to wykopię ich na post-doki za granicę. Zachowuję ciągłość grupy przez pozyskiwanie ok. 1 doktoranta rocznie. Model zachodni. Nie ma żadnego zostawania w ciepłym ku*widołku po obronie.
    NCN/NCBiR są finansowanie z budżetu państwa, zatem wiadomo z czego. Czasem hajsy idą z UE (np. POIR), no ale to wciąż publiczne pieniądze.
    Oczywiście, można dostać sonatę czy sonatę bis bez habilitacji. Been there, done that. Ale z trzema literkami inaczej na Ciebie patrzą, uwierz mi (jestem w panelach ncn, ncbir, itd.).
    Aha - żeby była jasność: jestem zwolennikiem ZLIKWIDOWANIA habilitacji. Uważam to za zbędny etap w tzw. "karierze". A o tym, czy ktoś może być promotorem doktoratów powinno decydować finansowanie - jak na zachodzie. Masz kasę - masz doktoranta i jesteś jego promotorem (nie musisz być profesorem).
    Ale skoro już jest, i jej nie zlikwidują, a jej brak blokuje rozwój (bo nie można być promotorem doktorantów), no to trzeba ją zrobić, to chyba naturalne.
  • dobrycy 25.03.19, 17:25
    lightsmyth napisał(a):

    > Ile tak pociągnę? Do emerytury, a ile? Tak działa system. Pracuję na uczelni 10
    > lat i do tej pory ani złotówka mojego etatu nie pochodziła z dotacji (utrzymuj
    > ę się tylko z grantów).
    O ile kojarze to NCN powstał w 2010, pierwsze granty były chyba w 2011.
    Chyba nie od razu była możliwość finansowania swojego etatu z grantu, jak to robiłeś wcześniej?
    Rozumiem, że nie masz zajęć dydaktycznych? To po co Ci w ogóle uczelnia, nie lepiej założyć
    sobie jakieś centrum naukowe i nie pracować na darmozjadów którzy nie umieją zdobywać grantów?

    Pierwsze co zrobię, jak doktoranci się obronią, to wyko
    > pię ich na post-doki za granicę. Zachowuję ciągłość grupy przez pozyskiwanie ok
    > . 1 doktoranta rocznie. Model zachodni. Nie ma żadnego zostawania w ciepłym ku*
    > widołku po obronie.
    To dobrze czy źle? Pewnie jesteś z jakiejś medycyny/biofizyki/chemii leków
    i patrzysz na całą naukę przez pryzmat swojej dziedziny (tzn wszędzie powinno być tak jak u Ciebie).

    > NCN/NCBiR są finansowanie z budżetu państwa, zatem wiadomo z czego. Czasem hajs
    > y idą z UE (np. POIR), no ale to wciąż publiczne pieniądze.
    > Oczywiście, można dostać sonatę czy sonatę bis bez habilitacji. Been there, don
    > e that. Ale z trzema literkami inaczej na Ciebie patrzą, uwierz mi (jestem w pa
    > nelach ncn, ncbir, itd.).
    > Aha - żeby była jasność: jestem zwolennikiem ZLIKWIDOWANIA habilitacji. Uważam
    > to za zbędny etap w tzw. "karierze". A o tym, czy ktoś może być promotorem dokt
    > oratów powinno decydować finansowanie - jak na zachodzie. Masz kasę - masz dokt
    > oranta i jesteś jego promotorem (nie musisz być profesorem).
    Habilitacja była obowiązkowa, to ja zrobiłem. Sporo przed czasem. Obowiązkowość habilitacji
    była uzasadniana nieszczelnością systemu i podniesieniem poziomu. Model grantowy (ala USA
    bo nie wszedzie jest tak samo), ma być podobnym remedium.


  • trzy.14 26.03.19, 06:27
    dobrycy napisał:

    > Pewnie jesteś z jakiejś medycyny/biofizyki/chemii leków
    > i patrzysz na całą naukę przez pryzmat swojej dziedziny

    To wygląda nie tylko biol-chem, ale i Warszawę. Typowy polski habilitowany jak ujrzy jednego doktoranta w swojej karierze, to powinien uznać, że złapał pana Boga za nogi. U nas z tego powodu zanosi się na zerwanie odwiecznej tradycji, że warunkiem na prof. uczelnianego jest wypromowanie (wersja sprzed 10 lat) czy choćby otwarcie przewodu (wersja obowiązująca od ok. 3-4 lat).


    > Obowiązkowość habilitacji
    > była uzasadniana nieszczelnością systemu i podniesieniem poziomu. Model grantow
    > y (ala USA
    > bo nie wszedzie jest tak samo), ma być podobnym remedium.

    Nie. O granty występuje kilka procent uczonych, a dostaje 10% tych, którzy występują. Stąd oparcie systemu na grantach przy nieprzejrzystej procedurze konkursowej to tworzenie nowych oligarchii w nauce i nic więcej. Kto ma granty, ten ma siłę roboczą i sam nie musi dorabiać poza uczelnią, a kto ma siłę roboczą i więcej czasu, ten ma większy dorobek - pętla się zamyka.
  • dobrycy 26.03.19, 15:59
    trzy.14 napisał:

    > dobrycy napisał:
    >
    > > Pewnie jesteś z jakiejś medycyny/biofizyki/chemii leków
    > > i patrzysz na całą naukę przez pryzmat swojej dziedziny
    >
    > To wygląda nie tylko biol-chem, ale i Warszawę. Typowy polski habilitowany jak
    > ujrzy jednego doktoranta w swojej karierze, to powinien uznać, że złapał pana B
    > oga za nogi.
    Bardziej mi to wygląda na typowego kolesia ze spółdzielni wyłudzania grantów, gdzie dawniej oligarchia
    uczelniana (prof Marian) wyhodowała młodszego lidera, pod którego podwiesiła się druga generacja młodych cwaniaczków, którzy szybko porobili habilitacje i teraz muszą zakładać swoje zespoły. Przerasta ich pojmowanie że model piramidki jest niestabilny i oparty jest na doktorantach i postdocach.
    A sensowny postdoc nie przyjedzie na zadupie do podrzędnego zespołu bo musi kalkulować
    co bedzie robił potem (a nie jest taki głupi jak młody hab ze spółdzielni, bo chociażby musiał gdzieś kiedyś wyjechać) , więc przyjadą jedynie odpadki z indii.
    I cały ten biznes sie zawali po jednej lub dwóch iteracjach grantów, wątpie aby forumowicz był dalej niż po rozliczeniu pierwszego opusa.
    Największe kuriozum to to że osoba pracująca na uczelni uważa dydaktykę za zajęcie jej niegodne - to świadczy
    o poważnym problemie ze zrozumieniem po co jest uczelnia i po co są pracownicy uczelni. Cieszy mnie natomiast
    jedno - niesamowita arogancja młodych grantowych cwaniaczków która zjednuje im wszędzie wrogów w tempie znacznie szybszym niż ich stan konta.

    >
    > > Obowiązkowość habilitacji
    > > była uzasadniana nieszczelnością systemu i podniesieniem poziomu. Model g
    > rantow
    > > y (ala USA
    > > bo nie wszedzie jest tak samo), ma być podobnym remedium.
    >
    > Nie. O granty występuje kilka procent uczonych, a dostaje 10% tych, którzy wyst
    > ępują. Stąd oparcie systemu na grantach przy nieprzejrzystej procedurze konkurs
    > owej to tworzenie nowych oligarchii w nauce i nic więcej. Kto ma granty, ten ma
    > siłę roboczą i sam nie musi dorabiać poza uczelnią, a kto ma siłę roboczą i wi
    > ęcej czasu, ten ma większy dorobek - pętla się zamyka.
    Granty z NCN miały być oryginalnie na rozruch zespołów, które będą sie w przyszłosci starały o fundusze europejskie.
    Moim zdaniem trzeba spowodować że w karierze można będzie mieć tylko 1 góra 2 granty z NCNu i potem trzeba sie starać o europejski. W ten sposób spółdzielnie wyłudzaczy grantów z NCNu musiałyby zrobić miejsce reszcie tych co nie mieli, natomiast ci co z NCNu już mieli granty mogliby sie dalej rozwijać dostając granty europejskie (bo nauczyli sie
    na krajowych jak to sie je pozyskuje). Tylko że typowy polski cwaniaczek ze spółdzielni wyrywającej kase z NCNu
    na forum choćby europejskim nie istnieje, bo zajmuje się wyłącznie hurtowym tworzeniem takich samych publikacji
    w spółdzilni. Takie prace na jedno kopyto, nie rozwiązują rzadnych problemów naukowych a służą tylko pompowaniu wskaźników - indeksu h i cytacji, czyli tego za co komisje NCNowe dają granty.





  • sendivigius 25.03.19, 22:29
    lightsmyth napisał(a):

    > Polecam więc wziąć się za robotę, a nie siedzieć i pierdzielić jak to do dupy w
    > Polskiej nauce jest.

    Zniesiono obowiazakowa sluzbe wojskowa i przez to wiele osob nie odrobilo waznej zyciowej lekcji. W wojsku sie mozna nauczyc ze cos mozna zrobic dobrze, zle albo po wojskowemu.

    Tak samo w polskiej nauce nie jest ani dobrze ani zle tylko po wojskowemu. Przyklad:

    Tym pierwszym płacę
    > z grantu 4000 zł stypendium (plus te 2000 co mają z uczelni), a postdokom ok. 8
    > 000 na rękę.
  • trzy.14 26.03.19, 07:13
    sendivigius napisał:


    > Tym pierwszym płacę
    > > z grantu 4000 zł stypendium (plus te 2000 co mają z uczelni), a postdokom
    > ok. 8
    > > 000 na rękę.

    znajomy też płacił grant + stypendium z grantu. Po zakończeniu grantu jeden doktorant z nauki zniknął w ciągu ok. 3 miesięcy, drugi wytrzymał pół roku. Rynkowa cena człowieka z przemysłowym doświadczeniem w IT zaczyna się na kwocie 10 tys. brutto. Paradoksalnie, takie doświadczenia można zdobyć np. realizując grant z firmą i spófinasowany przez NCBiR. W tej chwili jeden z tych doktorantów ma własną firmę, drugi poszedł na "samozatrudnienie dla korpo" (WTF?) za ponad 15 tys. tys/miesiąc. Powyższy paradoks - nie jedyny - polega na tym, że pieniądze z NCBiR w sposób trwały wyciągają z systemu ludzi, którzy są w orbicie zainteresowań MNiSW i NCN. Oni nigdy nie wrócą do Akademii.

    Polska po otwarciu rynków unijnych znalazła się w interesującej pozycji kompletnego światowego zadupia, w którym zniesiono feudalne przywiązanie do ziemi. Po pierwsze, jest gdzie zarobić - zarówno za granicą, co na zadupiu zawsze było oczywistym wyborem, jak i w kraju, co jest miłą nowością. Po drugie, posady państwowe stały się dramatycznie wręcz nieatrakcyjne (stąd też pewnie zapowiadany strajk nauczycieli). Dlatego nieustanne reformowanie nauki w poszukiwaniu tobakowego Graala, który zapewni nam "właściwą pozycję w świecie", będzie trwać dłuuuuuugie lata.

    Bez zdrowego przemysłu lub saudyjskich złóż surowców Polski nie stać będzie na "uczelnię w pierwszej setce", z drugiej strony taka uczelnia jest warunkiem sine qua non dorobienia się takiego przemysłu. Tylko i wyłącznie ta zależność powinna być punktem wyjścia dla wszelkich pogowinowych reformatorów.
  • piotrek786 27.03.19, 20:51
    Dobrze trafiłeś. Ja po napisaniu kilku doktoratów, wyliczeniu / zmierzeniu kilku habilitacji, zaprojektowaniu kilkunastu innowacyjnych duperszwanców i zrealizowaniu kilkunastu podobno trudnych tematów/ projektów, w tym takich, na których do dzisiaj wozi się instytut dałem sobie spokój z nauką. Z moim dorobkiem i doświadczeniami mam prawo se ponarzekać! A co! ;). Niestety daje to i bezczelność w obyciu z typowym pisarzem polskiej nauki.
  • charioteer1 23.03.19, 20:32
    Kpisz, czy o droge pytasz?

    --
    "Profesor to jest jednak ten, kto ma tytuł profesorski, już niezależnie od tego, z jakich powodów i na podstawie jak mierzonych osiągnięć."
    Michał Seweryński
  • dobrycy 24.03.19, 08:33
    lightsmyth napisał(a):

    > Jeżeli ktoś się zastanawia nad "korzyściami" habilitacji, to w ogóle powinien p
    > rzestać nazywać siebie naukowcem. Habilitacja to możliwość bycia promotorem dok
    > toratów, czyli możliwość tworzenia zespołu, czyli możliwość dalszego rozwoju na
    > ukowego. Jak chcesz do końca życia kisnąć w pełnym pensum dydaktycznym i raz na
    > 4 lata wys*ać z siebie g*wnoartykuł za 70 pkt to lepiej zajmij się czymś innym
    > , zamiast konsumować pieniądze podatników.
    Już jest nowa oficajlna lista punktów? Bo wolałbym "wys*ać z siebie" artykuł
    za więcej punkt a nie wiem gdzie nas*ac!
  • piotrek-256 27.03.19, 05:59
    Sama ustawa dużo nie mówi, kluczowe będą statuty uczelni i zdaje się tu możesz mieć dowolne kwiatki.
    Np. uczelnia może powiedzieć, że promotorem nie może być nikt bez haba.
    Albo w ekstremalnym przypadku wykładu nie można prowadzić bez habilitacji. Środowisko jest przywiązane do tytułów i rozróżniania doskonałości naukowej ludzi, więc takie tendencje mogą być silne. Zatem musisz się dowiedzieć co cię czeka w twoim miejscu pracy, zapewne nie będzie wiadomo do września.

    Jeśli się mylę to proszę wyprowadzić mnie z błędu...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.