Dodaj do ulubionych

Plagiat w autoreferacie??

28.07.19, 00:54
Witajcie, właśnie zauważyłem, że pewna znana mi osoba wrzuciła do autoreferatu kilka moich rysunków ze wspólnych publikacji. Problem w tym, że habilitant "podszedł" mnie i do jednej z prac podłożył mi oświadczenie, w którym przypisuje sobie analizę, dyskusję itp. Dosłownie tego samego dnia zaniosłem tej osobie nowe oświadczenie, skorygowane, w którym wyszczególniłem mój wkład (nr rysunków, dyskusja itd), prosiłem o zwrot lub zniszczenie starego oświadczenia (nie dopilnowałem). Teraz patrzę, że ta ameba z pokolenia tzw. millenialsów, skompilowała autoreferat z samych cudzych rysunków, może trzy na dwadzieścia wiem, że pochodzą od tej osoby. Wiem, że nie ma jeszcze pełnej komisji, przeszła jedynie przez radę wydziału. Jakieś pomysły?
Edytor zaawansowany
  • sendivigius 28.07.19, 21:16
    alien_disclosure napisał(a):

    > Witajcie, właśnie zauważyłem, że pewna znana mi osoba wrzuciła do autoreferatu
    > kilka moich rysunków ze wspólnych publikacji.

    A nie mowilem....

    Czyli wracamy do starej dyskusji. I po raz drugi a nie mowilem. Gdzie wtedy byles gdy Kudrycka wprowadzala te glupoty? Ah,.. nie jestem Zydem, po mnie nie przyjda. Przyszli.

    Idzie o to ze w prawie cywilnym wspolwlasnosc moze byc solidarna albo w czesciach. Solidarna jest wtedy gdy jestes wspolwlascicielem calego artykulu. Nie rozroznia sie czyje jest czyje. Tak jak dziecko jest matki i ojca a nie watroba matki a nerki ojca etc. Ok? Kudrycka zmienila te formule na formule w czesciach. Jam jest wlascicielem pewnych czesci publikacji i co wiecej to wycenia sie w procentach. Wylano morze atramentu i terabity tekstu elektronicznego. I nic nie dalo.

    Jesli ty mu zabronisz, on potem zabroni tobie. Albo kto inny.

    Ostatecznie moze zrobic swoje rysunki (jesli rzecz nie dotyczy np, architektury) na podstawie twoich wnioskow albo swoich wnioskow. Nie da sie was rozsadzic. Zadan sad nie pomoze bo to nie ma sensu. Wezel gordyjski nalezy przeciac.



  • alien_disclosure 28.07.19, 23:01
    Czyli jest ok jeżeli ktoś do autoreferatu wrzuca w sposób dowolny wkład indywidualny 20 współautorów? Konkretnie wyniki, rysunki i wnioski z kilku metod badawczych o których nie ma zielonego pojęcia?
  • sendivigius 28.07.19, 23:43
    alien_disclosure napisał(a):

    > Czyli jest ok jeżeli ktoś do autoreferatu wrzuca w sposób dowolny wkład indywid
    > ualny 20 współautorów? Konkretnie wyniki, rysunki i wnioski z kilku metod badaw
    > czych o których nie ma zielonego pojęcia?

    Nie mamy tu danych aby sie odniesc, ale jesli artykul jest wspolny to widac jakies pojecie ma, jakis rodzaj wspolpracy musial byc i zapewne byl on niezbedny, bo w przeciwnym razie czemu kazdy nie publikowal swoje i tylko swoje?

    Nie postponowalbym tez swoich wspolautorow. Jesli to taki duren i kanalia to po co z nim pisac razem. Jezeli odpowiesz ze taka jest logika tego systemu to ja odpowiem ze nie da sie tu znalezc rozwiazania bo ono w tej logice (lub raczej nielogice) nie istnieje. Koncept ze wspolny artykul sklada sie z indywidualnych wkladow poszczegolnych autorow jest bledny. Tu jest pies pogrzebany.

    Twoj problem to kwadratura kola. Stworszyla go NBK i teraz spijasz to piwo. Ale ja wcale sie nie ciesze, ja tylko konstatuje ze jest zle.
  • alien_disclosure 29.07.19, 09:41
    Przeważnie jest tak, że "indywidualny wkład habilitanta" w danej publikacji można określić poprzez oświadczenia współautorów. W przypadku nauk przyrodniczych jest to niezwykle proste i oczywiste bo w oświadczeniach współautorzy wpisują numery rysunków, a także wskazują konkretne części pracy dotyczące danej techniki eksperymentalnej. Tak jest w mojej dziedzinie. Z millenialsem oczywiście nie będzie już następnych prac. Zastanawiam się tylko co mogę w tej sytuacji zrobić. Czy to coś da jeśli wyślę do CK i Rady Wydziału ponowne oświadczenie współautora?
  • piotrek786 29.07.19, 14:24
    ok, jesteś doktorantem, albo młodym doktorem "współpracującym" ze starszymi, od których w praktyce zależy wszystko , co robisz, albo co możesz zrobić. Taka mafia potrafi skutecznie "umilić" życie i to pomimo faktu, ze ty wciąż pracujesz na ich rachunek. Podsuwają Tobie w pewnym momencie oświadczenie , z którego wynika, że 90% publikacji, które napisałeś sam jest Twoja w 30 procentach no bo oni muszą. I co robisz?
    Bo ja po takich sytuacjach wolałem odejść z nauki. Zaś panowie w liczbie czterech sztuk są obecnie profesorami, piąty właśnie poprosił mnie (tzn. szacunek do niego, że w ogóle spytał) o możliwość skopiowania 200 stron z 450 stron mojego opracoania w trakcie którego 10 osobowy zespoł zrobił projekt (sprawozdanie fizycznie w 50 % mojego autorstwa). Pisze to, bo oczywiste jest , ze asertywność, ze dążenie do swojego, że należy wykazać samodzielność. W praktyce ci samodzielni i asertywni to najczęściej osoby z najsilniejszymi plecami. Bo dla mnie to się skończyło pracą po nocach i , co już tutaj wielokrotnie pisałem permanentnym rozżaleniem i wqrwem na instytucje naukowe. Tak , swoim życiem, również obecnym dorobkiem wykazałem swoje kompetencje, ale co z tego, jak w tym kraju jest naprawdę mega negatywna selekcja. Ci sami panowie obecnie już nie pamiętają, w swoich gronostajach zasiadają, czasem na jakimś spotkaniu ze swej profesorskiej wyższości dadzą do zrozumienia, że oni są ponad tym, i że ja głupi ciołek wciąż zaczynam robić coś nowego, czego jeszcze nikt albo mało kto nie zdołał - to w tym systemie jest głupota.
  • alien_disclosure 29.07.19, 14:31
    piotrek786 napisał(a):

    > ok, jesteś doktorantem,...

    Dałbym Tobie lajka gdyby to był fejsbook. Szanuję twoją determinację. Odszedłeś z tej patologii i pokazałeś wszystkim środkowy palec. Nauka straciła. Wiedz jednakże jedno, miellenialsi są wszędzie, nie tylko na uczelniach. Ukradną każdy projekt, wejdą na każde plecy. Pozdrawiam i życzę szczęścia.
  • piotrek786 29.07.19, 15:00
    A dzięki :). Z 2 strony immanentnym składnikiem powszechność stopni naukowych jest coraz mniejsza indywidualizacja i związane z nią ptologie. Trochę to tak, jak w tym kolorowym zadziobanym ptakiem. Czarnych wron więcej i od wielu lat mają wpływ na wszystko co w nauce, mało tego już przejęły rządy.

    Wspominam sobie pewną bezczelną studentkę , która na zajęciach miała problem z dodawaniem ułamków (wtedy jej 4 rok studiów) . Ale odpowiednie nazwisko był i wybitny doktorat w 2,5 roku. Potem stypendia, top fajw handred innowejtorsy, granty, granty, publikacje obecnie już pani profesor kształtująca "dobre obyczaje w nauce". Nikt nigdy nie uzyskał i ni uzyska pewnie żadnej wartościowej informacji od tej pani bo nie wypowiada się. Przychodzi i zarządza. Jest ponad tym. Sami stworzyliśmy taki system. Takie osoby przede wszystkim zwalczają tych, co wiedzą i potrafią. Idealnie ugruntowując istniejącą patologię.
  • dystansownik 29.07.19, 20:00
    piotrek786 napisał(a):
    > Z 2 strony immanentnym składnikiem powszechność stopni naukowych j
    > est coraz mniejsza indywidualizacja i związane z nią ptologie. Trochę to tak, j
    > ak w tym kolorowym zadziobanym ptakiem. Czarnych wron więcej i od wielu lat ma
    > ją wpływ na wszystko co w nauce, mało tego już przejęły rządy.

    Dlatego wszystko od hab w górę powinno zostać zlikwidowane. Problemy są dwa:
    1) Niskie kryteria "wejścia" na hab/prof, gdzie większą rolę odgrywa kogo się zna niż jaki ma się realnie dorobek. Chyba każdy zna choć jeden przykład kogoś kogo "osiągnięciem" prowadzącym do uzyskania habilitacji jest tak naprawdę posiadanie profesora w rodzinie.
    2) Fikcyjna ocena pracowników naukowych i praktycznie brak konsekwencji nieprowadzenia żadnej działalności naukowej po uzyskaniu hab, a tym bardziej prof.

    Do czego to prowadzi? Do tego, że najbardziej opłaca się dobić do hab po jak najmniejszej linii oporu (nawet przez plagiat i dupoliztwo). Potem nic już nie ma znaczenia poza umiejętnym uprawianiem polityki.
  • upsapparel 28.07.19, 21:26
    całkiem mozliwe choć lipa
  • dobrycy 29.07.19, 00:01
    Przeczytaj nową, obowiązującą ustawę i postrasz milenialsa że tego nie odpuścisz.
  • dystansownik 29.07.19, 10:37
    Jeśli nie przeszkadza Ci wyjście na "pieniacza" (a w sumie w czym by miało?), to narób smrodu wokół sprawy na radzie wydziału. Po pierwsze, pewnie nie jesteś jednym, którego gość wyrolował. Po drugie, teraz próbuje się przepchać kogo popadnie, co paradoksalnie powinno spowodować, że "śmierdzącego" plagiatem habilitanta rada wydziału może nie przepuścić. Za dużo już osób z marnym dorobkiem przeszło i jest jeszcze więcej do przepchnięcia na starych zasadach, zanim poprzeczka pójdzie w górę. Rada raczej nie pozwoli sobie na przepychanie "smroda" ryzykując narażenie się CK.
  • alien_disclosure 29.07.19, 11:14
    dystansownik napisał:

    > Po drugie, teraz próbuje się przepchać kogo pop
    > adnie, co paradoksalnie powinno spowodować, że "śmierdzącego" plagiatem habilit
    > anta rada wydziału może nie przepuścić. Za dużo już osób z marnym dorobkiem prz
    > eszło i jest jeszcze więcej do przepchnięcia na starych zasadach, zanim poprzec
    > zka pójdzie w górę. Rada raczej nie pozwoli sobie na przepychanie "smroda" ryzy
    > kując narażenie się CK.

    Millenialsi doskonale się odnajdują w obecnym systemie naukowym. Świetnie wiedzą o co chodzi w punktozie i najwyższą dbałością podchodzą do gromadzenia dorobku naukowego. Wiedzą co jest modne, gdzie publikować, do kogo pojechać na staż, u kogo zrobić doktorat, kto ma za nich wytworzyć wyniki badań, jak zdobyć grant w oparciu o napisany przez kolegę projekt. Na papierze są świetni ale to nie naukowcy tylko menadżerowie badań naukowych. Sam osobiście znam kilku, których niekończący się sukces (NCN, FNP) został zdeterminowany przez świetnie cytowane prace promotorów. Ci ludzie nie nauczyli się pracować naukowo, nauczyli się natomiast, że pracę świetnie wykonują inni.
  • vg.est 29.07.19, 11:33
    Czym różni się naukowiec od menadżerowie badań naukowych?
  • alien_disclosure 29.07.19, 11:49
    Menedżer, planuje, zarządza, organizuje i kontroluje. Naukowiec jest ekspertem od metody naukowej, prowadzi samodzielne badania, wyciąga samodzielne wnioski, pisze publikacje naukowe. Menadżer badań naukowych przeważnie jest specjalistą od realizacji projektu, stawia się w pozycji osoby planującej badania, prosi o wykonanie i analizę badań, często płacąc za to z własnego grantu. Wyciąga od pozostałych naukowców wyniki badań wraz z opisem, kompiluje draft publikacji po czym rozsyła ją do pozostałych współautorów z prośbą o poprawki, będąc często jedyną osobą, która nie zrobiła w pracy niczego merytorycznego. Menadżer następnie kompiluje "cover letter" i wysyła pracę do czasopisma. Menedżera rozpoznasz po słowotoku i bełkocie naukowym, lub przemożnej chęci spychania dyskusji na z góry ustalone ścieżki, takie w których ma coś do powiedzenia. Tak zgadzam się, że tacy też się przydają ale tylko pod warunkiem, że tematyka, którą promują jest nowatorska. Niestety w praktyce tak nie jest i bardzo często jest to pokłosie doktoratów, ich nieudolna kontynuacja.
  • vg.est 29.07.19, 13:01
    Czy naukowiec potrafi wykonać zadania, które menedżer badań naukowych wykonuje?

    Jeśli tak, to po co menedżer jest zapraszany do zespołu, jeśli nie, to naukowiec (pewnie profesor baby boomer) stworzył menadżera (millenialsa) kompensując swoje braki.
  • trzy.14 29.07.19, 13:23
    vg.est napisał(a):

    > Czy naukowiec potrafi wykonać zadania, które menedżer badań naukowych wykonuje?

    Z reguły - nie. W drugą stronę - z reguły też nie, ale tylko częściowo: menedżer powinien potrafić zastąpić kilka osób z zespołu, ale nie każdego z wykonawców.


    > Jeśli tak, to po co menedżer jest zapraszany do zespołu, jeśli nie, to naukowie
    > c (pewnie profesor baby boomer) stworzył menadżera (millenialsa) kompensując sw
    > oje braki.

    To menedżęr zaprasza do zespołu. Dla mnie menedżer nauki to ktoś, kto potrafi zorganizować wielomilionowy projekt europejski lub krajowy wieloośrodkowy. Chyba nikt nie jest tak naiwny, by myśleć, że papiery do programu Horyzont składa się po to, by *samodzielnie* wykonywać prace badawcze?
  • alien_disclosure 29.07.19, 14:18
    vg.est napisał(a):

    > Czy naukowiec potrafi wykonać zadania, które menedżer badań naukowych wykonuje?
    >
    > Jeśli tak, to po co menedżer jest zapraszany do zespołu, jeśli nie, to naukowie
    > c (pewnie profesor baby boomer) stworzył menadżera (millenialsa) kompensując sw
    > oje braki.

    Nie menadżer tylko "pirat". Wyniki są zbierane na zasadzie "słuchaj czy potrafisz zrobić to albo to?". Zespół de facto nie istnieje. Liczą się tylko schematyczne powielane prace quasinaukowe. Teraz jest tyle czasopism, że opublikowanie w zasadzie każdej pracy z listy SCI jest możliwe. Fakt, prace odbijają się nawet 10 razy.
  • alien_disclosure 29.07.19, 14:22
    alien_disclosure napisał(a):

    > vg.est napisał(a):
    >
    > > Czy naukowiec potrafi wykonać zadania, które menedżer badań naukowych wyk
    > onuje?

    Oczywiście, że naukowiec potrafi wykonywać pracę menedżerską. Problemem są panele NCN, które nie dają szansy większości dobrych naukowców na realizację projektu. Orzeczenia wydawane są "z dupy", wbrew zaleceniom ekspertów. Wystarczy H<10 i w zasadzie nie mamy szans na Opusa.
  • piotrek786 29.07.19, 14:29
    to ja tak czytam i widzę większość obecnie znanych mi młodych profesorów stała się nimi, bo była menedżerami. Lepiej wszak napisać , ze urządzenie ma robić to i to dawać takie dane, a wynajęte biuro projektowe i kilku tzw. freaków technologicznych zagadnienie rozwiąże. Ja np , co tu pisałem już poza nauką takie zagadnienia rozwiązuję. Np obecnie projektuję i modeluję coś, co zgodnie zamysłem 3 sztuk profesorów miało lewitować (no bo odpowiedź na pytanie, jak to sfunkcjonalizować żeby "innowacja" działała to już poza ich godnością.
  • trzy.14 29.07.19, 13:18
    vg.est napisał(a):

    > Czym różni się naukowiec od menadżerowie badań naukowych?

    Menedżer ma do dyspozycji większe pieniądze, Choćby dzięki wspomnianym tu NCN i FNP. Te instytucje doprowadziły do sytuacji, w której jej kontrahentami nie sa naukowcy, tylko właśnie menedżerowie nauki.
  • vg.est 29.07.19, 13:24
    No dobra, ale obaj chyba robią naukę? Czy mówimy tutaj o czymś więcej niż o efekcie?
  • trzy.14 29.07.19, 13:32
    vg.est napisał(a):

    > No dobra, ale obaj chyba robią naukę?

    Tak.
  • trzy.14 29.07.19, 13:30
    alien_disclosure napisał(a):

    >Sam osobiście znam kilku, których n
    > iekończący się sukces (NCN, FNP) został zdeterminowany przez świetnie cytowane
    > prace promotorów. Ci ludzie nie nauczyli się pracować naukowo, nauczyli się nat
    > omiast, że pracę świetnie wykonują inni.


    O! Celem twórców NCN i FNP było przeoranie polskiego systemu prof.-hab., uczynienie go "obsolete" i przygotowanie gleby pod "amerykanizację" polskiej nauki. Z tego, co piszesz - udało się! Hosanna!

    W szczególności udało się paru gwiazdom NCN-FNP ominąć system prof.-hab., mający w założeniu jeden podstawowy cel: weryfikację umiejętności prowadzenia prac badawczych w sposób samodzielny. Tymczasem instytucje finansujące naukę w Polsce złożyły samodzielność na ołtarzu efektywności finansowej liczonej w kudrykach na 100 tys. złotych. Teraz liczy się samodzielność nie w prowadzeniu badań, lecz w zdobywaniu funduszy.
  • vg.est 29.07.19, 14:00
    Patrząc z perspektywy millenialsa, nieznającego świata sprzed Kudryckiej, ale będącego wychowankiem starszych profesorów, wydaje mi się, że nie ma innej drogi niż przełożenie ciężaru samodzielność w zdobywaniu funduszy.

    W mojej małej dziedzinie, samodzielność w prowadzeniu badań (przez profesorów nadzwyczajnych i niesamowitych) oznaczała robienie nauki dla nauki. Tylko nieliczni coś użytecznego zrobili. Dlatego też, uzależnienie badań od funduszy zewnętrznych chyba jest niezbędne żeby nie marnować pieniędzy. W mojej jednostce (jedna z lepszych w dziedzinie w kraju), jest wielu zwyczajnych, którzy od 10 lat nie opublikowali żadnego artykułu, a pieniądze na badania dostają.
    Wnioski grantowe są oceniane przez niby-ekspertów, których się niby-znają i mogą określić, czy dana tematyka jest niby-potrzebna.

    Dla mnie te zmiany są niezbędne, że odsiać osoby pracuję na uczelniach 'hobbystycznie', na trzy etaty itp. Aczkolwiek pewnie to potrwa z 20 lat.

    Czy źle to postrzegam?
  • alien_disclosure 29.07.19, 14:15
    vg.est napisał(a):

    > Patrząc z perspektywy millenialsa, nieznającego świata sprzed Kudryckiej, ale b
    > ędącego wychowankiem starszych profesorów, wydaje mi się, że nie ma innej drogi
    > niż przełożenie ciężaru samodzielność w zdobywaniu funduszy.

    Jest tylko jeden problem. Zdobywanie funduszy w większości przypadków odbywa się poprzez indeks Hirscha, cytowania, a także poprzez udokumentowanie zdobycia innych grantów. Poziom merytoryczny spada na dalszy plan. W rezultacie czego NCN i FPN promuje quasinaukowe projekty badawcze, rozliczane kiepskimi publikacjami w czasopismach ze średniej półki (IF<5).
  • trzy.14 29.07.19, 15:03
    alien_disclosure napisał(a):


    > w czasopismach ze średniej półki (IF<5).

    Mysl globalnie, działaj lokalnie.
    Dla matematyków już IF=2 to Mt Everest.
  • alien_disclosure 29.07.19, 15:09
    trzy.14 napisał:

    > alien_disclosure napisał(a):
    >
    >
    > > w czasopismach ze średniej półki (IF<5).
    >
    > Mysl globalnie, działaj lokalnie.
    > Dla matematyków już IF=2 to Mt Everest.

    Fakt. Trochę to regulują punkty MNiSW ale tak jakby nikt ich nie bierze pod uwagę w przypadku indywidualnej oceny.
  • dystansownik 29.07.19, 20:19
    alien_disclosure napisał(a):
    > Jest tylko jeden problem. Zdobywanie funduszy w większości przypadków odbywa si
    > ę poprzez indeks Hirscha, cytowania, a także poprzez udokumentowanie zdobycia i
    > nnych grantów. Poziom merytoryczny spada na dalszy plan.

    A czy nie podobnie jest też przy ewaluacji dorobku na potrzeby awansu (czy to hab czy prof)?
    W niektórych dziedzinach już H=3 daje hab co jest po prostu śmieszne. Potem wielki pan dr hab prof czegoś tam ocenia proposale na granty i prace naukowe innych osób.
  • alien_disclosure 30.07.19, 09:47
    Znam ludzi z dużym dorobkiem w danej dziedzinie, nikt ich nie cytuje bo nikt tego nie robi. Każdy przypadek należy analizować indywidualnie. Niemniej jednak H=3 to trochę mało. Wciąż są naukowcy tacy, którzy nie idą z modą.
  • dystansownik 30.07.19, 12:11
    alien_disclosure napisał(a):
    > Znam ludzi z dużym dorobkiem w danej dziedzinie, nikt ich nie cytuje bo nikt te
    > go nie robi. Każdy przypadek należy analizować indywidualnie. Niemniej jednak H
    > =3 to trochę mało. Wciąż są naukowcy tacy, którzy nie idą z modą.

    Pytanie jak ten dorobek wygląda i jest zdefiniowany. Jak kogoś nikt nie cytuje, to oznacza dwie rzeczy:
    1) Jego badania nie mają wielkiego lub praktycznie żadnego znaczenia.
    2) Nie jest zbyt rozpoznawalny i szanowany w środowisku naukowym.
    Czy w takim wypadku kwalifikuje się na otrzymanie haba? Moim zdaniem nie.

    Można zdefiniować dorobek również jako doświadczenie praktyczne (pomijając już fakt niezgodności czegoś takiego z wymaganiami ustawy). Znam paru ludzi (już z hab obecnie) o których można rzeczywiście powiedzieć, że mają spory praktyczny dorobek, głównie "konsultingowy", bo w pewnym momencie kariery postawili na trzepanie fuch zamiast dalszy rozwój naukowy, pomimo pracy na uczelni. Daje im to jakieś fachowe doświadczenie, stawiające ich trochę ponad "plebsem". Znów pojawia się jednak pytanie, czy fakt, że ktoś woli klepać fuchy dla kasy pracując na uczelni zamiast prowadzenia badań powinien być nagradzany habilitacją? Śmiem wątpić.
  • trzy.14 29.07.19, 15:00
    vg.est napisał(a):

    > Patrząc z perspektywy millenialsa, nieznającego świata sprzed Kudryckiej, ale b
    > ędącego wychowankiem starszych profesorów, wydaje mi się, że nie ma innej drogi
    > niż przełożenie ciężaru samodzielność w zdobywaniu funduszy.
    >
    > W mojej małej dziedzinie, samodzielność w prowadzeniu badań (przez profesorów n
    > adzwyczajnych i niesamowitych) oznaczała robienie nauki dla nauki. Tylko nielic
    > zni coś użytecznego zrobili. Dlatego też, uzależnienie badań od funduszy zewnęt
    > rznych chyba jest niezbędne żeby nie marnować pieniędzy. W mojej jednostce (jed
    > na z lepszych w dziedzinie w kraju), jest wielu zwyczajnych, którzy od 10 lat n
    > ie opublikowali żadnego artykułu, a pieniądze na badania dostają.
    > Wnioski grantowe są oceniane przez niby-ekspertów, których się niby-znają i mog
    > ą określić, czy dana tematyka jest niby-potrzebna.
    >
    > Dla mnie te zmiany są niezbędne, że odsiać osoby pracuję na uczelniach 'hobbyst
    > ycznie', na trzy etaty itp. Aczkolwiek pewnie to potrwa z 20 lat.
    >
    > Czy źle to postrzegam?

    Tak.
    W tej chwili celem nie są odkrycia naukowe, tylko pieniądze. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Co więcej, projekty NCN/FNP z użytecznością nigdy nie miały i z założenia nie miały mieć niczego wspólnego z "użytecznością". I teraz argument o wadze kamienia nagrobnego dla obecnego systemu: cały czas obracamy się w obrębie funduszy publicznych. Kiedyś dostęp do nich szedł przez system hab.-prof., dziś przez system grantowy. Oba są równie, choć inaczej, podatne na degenerację. Oba są nieefektywne z punktu widzenia interesu społecznego. Oba mają swoje dobre uzasadnienie, chć są wzajemnie niekompatybilne.

    Konkursowy system finansowania badań wymyślono w USA jako sposób na wpompowanie do uczelni stanowych kosmicznych (DODATKOWYCH!) funduszy federalnych w erze powojennej, w czasach zimnej wojny i marzeń USA o uzyskaniu statusu Jedynego Mocarstwa. Niemniej, rosjanie bez podobnego systemu jako pierwsi wystrzelili swój sputnik etc. - bo nie mieli takich ograniczeń, jak federalny ustrój USA.

  • piotrek786 29.07.19, 14:32
    Czasem myślę, ze ten system był wprowadzony (ale raczej nie z zamysłem, ot kilku pożytecznych głupców ucieszyło się na rady i szkolenia "top fajw handred inowejtors", gdzie im "pokazywano" , jak ta nauka ma wyglądać./ Co ciekawe na szkolenia rzeczywiści innowatorzy nie jechali ale raczej osoby, które mają wpływ na zarządzanie naszą nauką. Ich działała skutecznie przygotowały nas do absorpcji cudzej wiedzy i wyparcia resztek technologicznego backgroundu z uczelni i instytutów. Wszakże zamiast technika - spawacza magika z zacięciem jak DaVinci lepszy jest spawacz z certyfikatem B2 publikujący ctrl c - ctrl p masowo.
  • piotrek786 29.07.19, 14:35
    To też doszła jeszcze jedna przemiana - z tzw. "Szkół naukowych" nie współpracujących ze sobą i pracujących często na zasadzie poufności wprowadzono intensywną wymianę myśli, prac, poglądów. To wymaga trochę innego rodzaju inteligencji i na pewno osoby wychowane wcześniej mają obecnie problem z tym, ze osoba bez gruntownej wiedzy w danej dziedzinie ma osiągnięcia w tejże i to wyłącznie poprzez odpowiednie połączenia i kontakty.
  • alien_disclosure 29.07.19, 14:53
    piotrek786 napisał(a):

    > To też doszła jeszcze jedna przemiana - z tzw. "Szkół naukowych" nie współpracu
    > jących ze sobą i pracujących często na zasadzie poufności wprowadzono intensywn
    > ą wymianę myśli, prac, poglądów. To wymaga trochę innego rodzaju inteligencji i
    > na pewno osoby wychowane wcześniej mają obecnie problem z tym, ze osoba bez gr
    > untownej wiedzy w danej dziedzinie ma osiągnięcia w tejże i to wyłącznie poprz
    > ez odpowiednie połączenia i kontakty.

    W zasadzie w sedno. Pytanie dlaczego jest to możliwe? Znam faceta zza granicy H>40, który F2F jest naukową amebą, nie można się z nim normalnie porozumieć, jest indolentny i widać, że jego jedynym celem jest pójście na skróty i wyprodukowanie kolejnej podobnej publikacji. Tak jak mówiłem wcześniej, dzisiaj da się opublikować wszytko, przy tej ilości czasopism, system peer-review upadł na przysłowiowy ryj. Polska właśnie weszła na ta niechlubną ścieżkę poprzez wprowadzenie systemu slotów.
  • piotrek786 29.07.19, 15:10
    Moim zdaniem im wcześniej zrozumie się, ze to norma i pójdzie do przodu patrząc tylko przez pryzmat własnych potrzeb (niestety) tym szybciej się będzie wolnym i najprawdopodobniej bliżej sukcesu. Ja to zrozumiałem w wieku 40 lat - oczywiści za późno. Dodam tylko tyle, ze rzeczywistość typowa jest najprawdopodobniej jeszcze gorsza, niż myślisz :). Tutaj mógłbym dać kilka ciekawych przykładów . Być może - kapitalizm jest bardziej bezwzględny w niewyrównywaniu nierówności i to zwłaszcza w środowiskach bardziej egalitarnych. Jakiś publicysta dowodził swego czasu , ze klasyczna inteligencja to sztuczny twór charakterystyczny dla Kraju Rad i Polski . Być może po prostu u nas jeszcze nie ma wykształconego szacunku do ludzi uczciwych i skrupulatnych. Do odpowiednich zachowań i to wymaga lat. Albo już nigdy takiego szacunku się nie dorobimy.
  • alien_disclosure 29.07.19, 15:31
    piotrek786 napisał(a):

    > Moim zdaniem im wcześniej zrozumie się, ze to norma i pójdzie do przodu patrząc
    > tylko przez pryzmat własnych potrzeb (niestety) tym szybciej się będzie wolnym
    > i najprawdopodobniej bliżej sukcesu.

    Co nie znaczy, że mamy pozwalać się okradać. O ile jedną, dwie publikacje można przeżyć, o tyle habilitacja zrobiona z menedżerii nie powinna mieć miejsca. Patologia pójdzie wyżej bo delikwent zostanie profesorem, na takiej zasadzie, że przejmie już odchowanego doktoranta. Najczęściej spadają tacy tuż przed emeryturą innego profesora. Dalsza kariera to już czysta pseudonauka i błądzenie w chmurach.
  • piotrek786 29.07.19, 15:58
    Ktoś bardziej mądry ode mnie napisał, ze wszystko to g.... oprócz moczu. Niestety. Furtka do nominalnego bycia naukowcem już dawno uchyliła się za bardzo. Obecnie standardy już zostały określone przez hochsztaplerów. Nie warto tracić czasu. Moim zdaniem a wiem to z własnego doświadczenia odporu nie stawisz. Zmienić w Polsce otoczenie trudno. Zwłaszcza w niszach. Rokowania moje są smutne. Rób swoje. Olej to. Bo pewnie jest jeszcze to 2 dno, którego nie widzisz i jest jeszcze gorsze....
  • alien_disclosure 29.07.19, 17:48
    Nie psuje mi to samopoczucia ale martwi mnie to, że decydenci są krótkowzroczni.
  • trzy.14 29.07.19, 15:13
    piotrek786 napisał(a):

    > osoba bez gruntownej wiedzy w danej dziedzinie ma osiągnięcia w tejże i to wyłącznie poprz
    > ez odpowiednie połączenia i kontakty.

    Znam osoby bez gruntownej wiedzy podstawowej, które coś tam, np. profesurę belwederską osiągnęły, jednak nie podpisałbym się pod tym, że *wyłącznie* dzięki kontaktom. Niemniej, to są osoby ekstrawertyczne, bardzo łatwo nawiązujące kontakty i to bardzo, bardzo pomogło im w karierach. Plus odpowiednie urodzenie w rodzinie, która zapewniła naukowy "dopalacz" na start. Typowy naukowy "introwertyk", cjhoć by nie wiem jak się z nimi siłował, szans wielkich nie ma.

  • piotrek786 29.07.19, 15:24
    Zapewne to i uproszczenie. Ale obserwuję kilka sytuacji, w których taka osoba wiedziała przede wszystkim co od kogo wymagać a często i miała silnego protektora, który w odpowiednim momencie groźba, prośba, synekurą zadziałał :). Koło bazy naukowej to nie leży a raczej zarządzania. Ale efekt jest.
  • dystansownik 29.07.19, 20:25
    piotrek786 napisał(a):

    > Zapewne to i uproszczenie. Ale obserwuję kilka sytuacji, w których taka osoba
    > wiedziała przede wszystkim co od kogo wymagać a często i miała silnego protekto
    > ra, który w odpowiednim momencie groźba, prośba, synekurą zadziałał :). Koło ba
    > zy naukowej to nie leży a raczej zarządzania. Ale efekt jest.

    Problem się zaczyna kiedy posiadanie odpowiedniego "protektora" staje się najważniejsze, nie tylko na etapie doktoratu, ale również i habilitacji.
  • alien_disclosure 30.07.19, 09:49
    Zdecydowanie zbyt mało nagłaśnia się w środowisku zasady etyki naukowej. Nie obraziłbym się gdyby był taki przedmiot dla doktorantów. Kto wie czy od tego nie należy zacząć. Środowisko musi naprawić się samo.
  • dystansownik 30.07.19, 12:16
    alien_disclosure napisał(a):
    > Zdecydowanie zbyt mało nagłaśnia się w środowisku zasady etyki naukowej. Nie ob
    > raziłbym się gdyby był taki przedmiot dla doktorantów. Kto wie czy od tego nie
    > należy zacząć.

    I co by to dało? Gwarantuję Ci, że najlepsze oceny z tego przedmiotu miałby największy kombinator w grupie, który po prostu potrafi rozszyfrować system i wpisać się w jego zasady dla maksymalizacji korzyści własnych.

    > Środowisko musi naprawić się samo.

    Z tym się absolutnie zgadzam, ale wymaga to aby większość chciała naprawić ten system. Niestety w obecnym systemie mamy selekcję głównie negatywną, gdzie idealistów odstrzela się najwcześniej, a najszybciej karierę robią ci co wiedzą jak ograć system. Bez rewolucyjnych zmian (np. wywalenie wszystkiego ponad dr i regularne ewaluacje), nie da się nic naprawić.
  • dystansownik 29.07.19, 20:08
    alien_disclosure napisał(a):
    > Na papierze są świetni ale to nie n
    > aukowcy tylko menadżerowie badań naukowych.

    Ale czy nie takich (choć sam tego nie popieram) właśnie promuje obecny system i "namaszcza" na przyszłość Polskiej nauki? Naukowiec menadżer rządzący na każdej uczelni to mokry sen MNiSW.

    > Ci ludzie nie nauczyli się pracować naukowo, nauczyli się nat
    > omiast, że pracę świetnie wykonują inni.

    Czyli naśladuje produktywne wzorce zachodnie. W mojej działce topowi zachodni "naukowcy" tak się dorobili profesur i produkują dzięki temu (oraz armii 20-30 doktorantów) nawet po 50 wysoko punktowanych artykułów rocznie. Nasze kochane ministerstwo tylko marzy o posiadaniu takich "osobistości".
  • dobrycy 30.07.19, 00:34
    dystansownik napisał:

    > alien_disclosure napisał(a):
    > > Na papierze są świetni ale to nie n
    > > aukowcy tylko menadżerowie badań naukowych.
    >
    > Ale czy nie takich (choć sam tego nie popieram) właśnie promuje obecny system i
    > "namaszcza" na przyszłość Polskiej nauki? Naukowiec menadżer rządzący na każde
    > j uczelni to mokry sen MNiSW.
    >
    > > Ci ludzie nie nauczyli się pracować naukowo, nauczyli się nat
    > > omiast, że pracę świetnie wykonują inni.
    >
    > Czyli naśladuje produktywne wzorce zachodnie. W mojej działce topowi zachodni "
    > naukowcy" tak się dorobili profesur i produkują dzięki temu (oraz armii 20-30 d
    > oktorantów) nawet po 50 wysoko punktowanych artykułów rocznie. Nasze kochane mi
    > nisterstwo tylko marzy o posiadaniu takich "osobistości".

    Z obserwacji - stary system to odwrócona piramida, mnóstwo profesorów, cześć
    mająca jednego doktoranta albo dwóch, czasem jakiegoś pracownika technicznego , często też nikogo. Najcześciej doktoranci i techniczni produkowali wyniki, które profesor "sprzedawał"
    pod sowim nazwiskiem na konferencjach i w publikacjach. Każdy profesor z ego jak stąd
    do plutona, za to numeryczne wskaźniki typu h czy ilość prac po 40 latach pracy gorsze od
    przeciętnego postdoca na zachodzie.
    Obecny system - teraz wahadło odbiło w drugą skrajność i liczą sie tylko wskaźniki.
    Troche to jest model zachodni ale bardziej jego karykatura.
  • dystansownik 30.07.19, 06:43
    dobrycy napisał:
    > Każdy profesor z ego jak stąd
    > do plutona, za to numeryczne wskaźniki typu h czy ilość prac po 40 latach pracy
    > gorsze od przeciętnego postdoca na zachodzie.

    Gorzej, znam profesorów z gorszymi wskaźnikami (Scopus) niż niż niektórych obecnych doktorantów w Polsce. Często te profesury realnie były przyznawane za znajomości, a formalnie za napisanie skryptu dla studentów (zwanego u nas dumnie monografią).
    Jeden taki (h = 2, ledwie kilka cytowań na Scopus) wymądrza się co konferencję i ma najwięcej do powiedzenia oceniając dorobek doktorantów czy habilitantów. Chyba tylko jeden jedyny raz inny profesor mu wytknął, żeby się zamknął, bo sam nie ma czym się pochwalić.

    > Obecny system - teraz wahadło odbiło w drugą skrajność i liczą sie tylko wskaźn
    > iki. Troche to jest model zachodni ale bardziej jego karykatura.

    Nie wiem. Podobne karykatury są w krajach zachodnich, tylko w różnej formie. Model piramidy połączony z szeroką siecią wzajemnego wsparcia (cytowanie, recenzowanie, itp.) to standardowe narzędzie budowania pozycji naukowej. Chyba jedynie Niemcom udaje się unikać (ale mówię o dziedzinie nauk technicznych, bo w nich siedzę) grubych patologii, bo są rzeczywiście zorientowani na wsparcie przemysłu, a nie gonienie za publikacjami i grantami.

    Chyba we Włoszech jest system najbliższy temu do czego dąży MNiSW. Tam aby zostać profesorem trzeba mieć bodajże statystki (cytowania, h-index i coś tam jeszcze) wyższe niż 50% obecnej kadry profesorskiej. Z zastrzeżeniem, z tego co wiem, że ktoś z mniejszym dorobkiem nie może oceniać twojego dorobku. Prowadzi to do ostrej patologii autocytowań, towarzystw wzajemnego cytowania, itd., ale jednocześnie naprawdę zwiększyło publikacyjność naukowców z tego kraju. To, że nie ma to realnego przełożenia na stan i innowacyjność gospodarki to już kwestia drugorzędna.
    U nas próbuje się robić coś w podobnym stylu, ale bardziej otwartym na subiektywną "ocenę dorobku", żeby zostawić trochę miejsca dla wszechobecnego kolesiostwa. Do tego, brakuje "zaworu bezpieczeństwa" w postaci ograniczenia kto może kogo oceniać.

    Niestety inne kraje nie są wcale wolne od patologii. USA to również system piramidy. Podobnie wiele uniwerków w wychwalanej Szwajcarii. Nawet UK mający wiele uznanych uniwerków też ma swoje patologie. Poza samym faktem istnienia piramidek, wystarczy się przyjrzeć w jakich journalach publikują doktoranie i postdocy z ich uniwerków. Dziwnym trafem, bardzo często, w tych w których ich "patron" jest szefem editorial board, a przynajmniej w nim zasiada (i mówię tu o journalach z względnie wysokimi IF, a nie lokalnymi uczelnianymi gazetkami jak u nas).
  • alien_disclosure 30.07.19, 09:50
    dystansownik napisał:

    > Czyli naśladuje produktywne wzorce zachodnie. W mojej działce topowi zachodni "
    > naukowcy" tak się dorobili profesur i produkują dzięki temu (oraz armii 20-30 d
    > oktorantów) nawet po 50 wysoko punktowanych artykułów rocznie. Nasze kochane mi
    > nisterstwo tylko marzy o posiadaniu takich "osobistości".

    Znam to.
  • sendivigius 30.07.19, 18:43
    Z obozu wydostał się Kagan do szaraszki dzięki niezwykłej bystrości umysłu i dowcipowi. W trudnej chwili, kiedy przepędzano go ze stanowiska „zastępcy blokowego” i zaczęto gwałtem posyłać na wyręb lasu, Kagan napisał list adresowany na ręce przewodniczącego rady ministrów, towarzysza Stalina. Z listu wynikało, że jeśli rząd stworzy mu, to jest Izaakowi Kaganowi, odpowiednie warunki, to niżej podpisany podejmie się rozwiązać problem kierowania przez radio kutrami torpedowymi.

    Była to słuszna kakulacja. U nikogo w rządzie serce nawet by nie drgnęło, gdyby Kagan napisał po ludzku, że jest mu bardzo, ale to bardzo źle i że błaga o ratunek. Ale ważny wojenny wynalazek wart był tego, by autora natychmiast sprowadzić do Moskwy. Kagana przywieziono do Marfina i rozmaici wyżsi oficerowie z błękitnymi i granatowymi galonami przyjechali na rozmowy z nim i żądali, aby czym prędzej wcielił swój śmiały techniczny pomysł w życie, nadając mu kształt gotowej konstrukcji. Jedząc już jednak biały chleb z masłem, Kagan wcale się nie spieszył. Z całą zimną krwią odpowiadał, że nie jest osobiście specjalistą od torped i - rzecz jasna - musi mieć kogoś takiego pod ręką. Po dwóch miesiącach przysłano mu specjalistę od torped (zeka). Ale tutaj Kagan oznajmił rezolutnie, że osobiście nie jest wcale mechanikiem okrętowym i że naturalnie ktoś taki jest mu koniecznie potrzebny . Po następnych dwóch miesiącach sprowadzono z kolei mechanika okrętowego (zeka). Kagan westchnął i przypomniał, że to nie radiofonia jest jego specjalnością. Inżynierów-radiowców w Marfinie było wielu i jednego z nich natychmiast odkomenderowano do pomocy Kaganowi. Kagan zebrał wszystkich tych współpracowników razem i oznajmił zupełnie spokojnie, tak że nikt nie mógł zarzucić mu nawet cienia szyderstwa: „A więc drodzy przyjaciele, skoro nareszcie zgromadzono was tu wszystkich razem, to będziecie mogli wspólnym wysiłkiem i bez niczyjej pomocy wynaleźć te zdalnie kierowane kutry. Jakże bym ja śmiał doradzać wam, specjalistom, jak to właściwie zrobić?!” Istotnie, tych trzech wysłano wkrótce do szaraszki pracującej dla marynarki wojennej, Kagan zaś zdążył już przez ten czas urządzić się w stacji akumulatorów i wszyscy się do niego przyzwyczaili.

    A. Sołżenicyn. "Krąg pierwszy" tłum. J. Pomianowski
  • piotrek786 30.07.19, 21:56
    swoją drogą poczytaj na jakimkolwiek z brzegu portalu przetargowym zleceń ze słowem kluczowym : "innowacyjny", albo "prototyp" to zobaczysz, ze właśnie za państwowe pieniążki ew. dotacje unijne leci kilkadziesiąt "działań" z takimi Kaganami w roli szefa firmy ew. kierownika katedry czy inny równoważnik współczesnego Dyzmy. A na końcu Pan Mietek i tak tę innowację wdroży. Podobno w czasach powojennych taki Profesor, czy w biurze projektowym - szef pracowni to były "łby nie od parady", które siediały i sprawdzały pracę innych , służąc radą. Bo mieli z czego. U nas 30 letni "młody innowator" z odpowiednimi rodzinnymi koneksjami wprowadzając do systemu majątek magiczni wyszacowany na dwa miliony dostaje dotację do innowacyjnego labu za 15 milionów (sytuacja z życia). Dzięki czemu sobie rozbudowuje firmę. W radzie projektu znajduje się jego promotor doktoratu, która jakimś trafem zasiada w radzie naukowej instytucji, gdzie ten robi doktorat. Za nim cała armia ludzi z układami politycznie poprawnymi w czasach rządów każdej przewidywanej opcji politycznej. A Kagan siedzi i młody wybitny "w ścisłej współpracy z przemysłem" wyrasta. Po projekcie urządzenia na złom, innowacji nie ma (o przepraszam potwierdzana licznym i wystąpieniami konferencyjnymi i patentami, ale jakoś nikt nie sprawdza jednego - czy to działa. Jeżeli szukać jakiegoś wytrycha do naszej , krajowej sytuacji , który miałby nam pomóc w zmianie systemu to przede wszystkim wszyscy powinniśmy bezwzględnie oddzielić prywatę od pracy. W przeciwnym przypadku taki Kagan zawsze z jakiegoś powodu nie będzie poddany "sprawdzam". Zacznijmy chociażby od głośnego mówienia na konferencjach o bzdurze wypowiadanej przez koledze po imieniu. Trochę to się możne kłóci z moją radą dla Autora wątku. Ale inaczej sytuacja wyglądałaby , gdyby ruch "sprawdzam" był masowy a inaczej przy kilku Don Kichotach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka