Dodaj do ulubionych

you know who cd.

  • dala.tata 16.02.09, 01:23
    tak sobie pomyslalem ze mozna by zrobic nowy program tv: HABILITACJE. program
    polegalby na telewizyjnym kolokwium hablilitacyjnym, po kotrym widzowie mogliby
    glosowac czy przyznac hbilitacje czy nie. ci nieprzyznani mogliby potem odbywac
    'prawdziwe' kolokwium, a ci ktorym widzowie daliby stopien, mogliby po koncy
    serii brac udzial w glosowaniu ktory dostanie profesure belwederska. zabawa
    bylaby po pachy!!!

    prezenterem moglby byc dr (cholera wiec czy) hab. Migalski


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • luxe.calme.volupte 16.02.09, 01:48
    Moim zdaniem, jeśli by to miało być w telewizji publicznej, to program powinien
    prowadzić ktoś spoza środowiska. Widzę dwóch kandydatów:

    1. czołowy intelektualista telewizyjny Krzysztof Ibisz

    2. przenajobiektywniejszy Jan Pospieszalski

    --
    Chcesz mieć dobrze wychowane dzieci? Ożeń się z nauczycielką.
  • petrucchio 16.02.09, 08:10
    luxe.calme.volupte napisał:

    > Moim zdaniem, jeśli by to miało być w telewizji publicznej, to program powinien
    > prowadzić ktoś spoza środowiska. Widzę dwóch kandydatów:
    >
    > 1. czołowy intelektualista telewizyjny Krzysztof Ibisz
    >
    > 2. przenajobiektywniejszy Jan Pospieszalski

    3. Kamil Durczok (20 min przed kolokwium: "Gdzie, k***, woda mineralna dla
    recenzentów? Przygotowałaś tej j*** projektor? Ściągnijcie tu jeszcze, k***,
    kogoś, bo nie mamy p*** quorum!")

    --
    Penguyn! Penguyn! Looming bright
    In the long Antarctic night!
  • luxe.calme.volupte 16.02.09, 08:28
    A to nie Lis taką puścił?

    4. Dworcowa zapowiadaczka z Torunia Kasia Dowbór. Prezenterem oprawy oczywiście
    Maciej Dowbór.

    --
    Niskie ma Pani o mnie mniemanie. Nie jest mi w głowie tylko dumanie.
  • petrucchio 16.02.09, 09:44
    luxe.calme.volupte napisał:

    > A to nie Lis taką puścił?

    On też. Mogą prowadzić obaj, skoro Kurek i Kamiński, niestety...


    --
    To my, pingwiny!
  • adept44_ltd 16.02.09, 09:39
    1. Bogusław Wołoszański (prześwietlona zostanie wojenna przeszłość kandydata),
    2. Bronisław Wildstein (prześwietlona zostanie ubecka przeszłość kandydata),
    3. Elżbieta Jaworowicz (trudno powiedzieć, co zostanie prześwietlone, ale będzie
    rwało za serce)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • luxe.calme.volupte 16.02.09, 10:03
    A nogi Jaworowicz podniosą oglądalność.

    --
    Niskie ma Pani o mnie mniemanie. Nie jest mi w głowie tylko dumanie.
  • adept44_ltd 16.02.09, 10:08
    ale ponoć to są nogi tej pani z wielkiej gry...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • flamengista 16.02.09, 08:47
    Prowadzącym mogą być tylko bracia Mroczkowie, ew. Kinga Rusin.

    Natomiast pierwszym kandydatem do telewizyjnej habilitacji powinien być właśnie
    Krzysztof Ibisz. Doktorat już ma i to niestety nie jest żart.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • petrucchio 16.02.09, 09:51
    flamengista napisał:

    > Krzysztof Ibisz. Doktorat już ma i to niestety nie jest żart.

    Naprawdę? z czego? (w bazie ludzi nauki ani nawet tu nic o tym nie ma.

    Chyba że jest to ibisz czczony, święte zwierzę z definicji równe statusem
    doktorom, a nawet pomniejszym bóstwom.

    --
    Może to wszyćko bez te atomy,
    Że waryjota... momy.
  • luxe.calme.volupte 16.02.09, 10:06
    Ja bym był bardziej zainteresowany nie z czego a przez kogo jest doktoryzowany.

    --
    Tolerancja tak - równouprawnienie nie.
  • adept44_ltd 16.02.09, 10:07
    może jest lekarzem... i stąd ta pogłoska ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • flamengista 16.02.09, 11:59
    Może się rozmyślił. W jakimś wywiadzie wspomniał, że właśnie pisze - a było to
    jakiś czas temu.

    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • luxe.calme.volupte 16.02.09, 10:04
    Kinga nie, ale Jola Rutowicz tak!
    --
    Tolerancja tak - równouprawnienie nie.
  • flamengista 16.02.09, 08:46
    i było to wiadome od początku.

    Artykuł jest jednak skandaliczny. Na podstawie anonimowego (jednego)
    informatora, autor stwierdza że Iwanek co prawda Migalskiego nie cierpi, ale nie
    zablokowałby jego habilitacji.:
    "Paradoksalnie Migalski, rezygnując z robienia habilitacji na UŚ, strzelił sobie
    w stopę. Tutaj na pewno przyjęto by jego wniosek, może kazano by coś
    przeredagować, ale ostatecznie do habilitacji by doszło. Bo Iwanek wie, że jeśli
    Migalski by tutaj przepadł, byłby pierwszym podejrzanym. Zrobiłby więc wszystko,
    żeby Marek dostał tytuł"

    Do tego cytat:
    "Sam profesor Iwanek twierdzi, że powinna być, ale powszechna, z ujawnieniem
    całej zawartości teczek" - wszystko pięknie, ale przed ujawnieniem swojej teczki
    i faktu współpracy (w tym i pobierania za donosy wynagrodzenia) prof. Iwanek był
    radykalnym przeciwnikiem lustracji pod jakąkolwiek postacią. O tym w artykule
    ani słowa.

    I jeszcze to: "Przez lata Migalski nie miał możliwości ani pomysłu, jak załatwić
    Iwanka" - rozumiem, że 30-kilkuletni adiunkt przez lata myśli o tym, jak uwalić
    szefa instytutu. To już totalne science-fiction.

    Generalnie po GW nic innego w sprawie Migalskiego się nie spodziewałem. Ale i
    tak zaskakuje mnie, jak słabo (pod względem sztuki dziennikarskiej) ten artykuł
    jest napisany.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • tocqueville 16.02.09, 09:23
    czemu się dziwisz - artykuł jest ewidentnie w stylu GW.
    Ewidentnie pisany pod tezę.
    Dlatego przestałem kupować to pismo.
  • charioteer1 16.02.09, 11:07
    Caly artykul jest o tym co sie o panu MM mowi na US. Zaczyna sie od: "mówi były
    kolega Migalskiego ... ale zastrzega: przysięgnijcie, że nie opublikujecie
    mojego nazwiska", a konczy sie konkluzja: "uśmiecha się złośliwie koleżanka z
    instytutu".

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • dala.tata 16.02.09, 12:56
    zupelnie nie rozumiem na cyzm polega skandalicznosc tego artykulu. no przeciez
    wiesz, jakie sa zrodla. wolalbys, zeby napisal: ludzie mowia; wszyscy mowia itd
    itd. w tym artykule nie ma mowy o calej masie rzeczy i faktow: na tym wlasnie
    polega dziennikarstwo. jest to klasyczny tekst ktory jest kolejnym w serii. ci,
    ktoryhc interesuje, przeczytaja i najprawdpodobniej maja za soba czytanie
    poprzednich. ci, ktorzy olewali, olewaja dalej. i spoko.

    Migalski zaczal swoj przewod medialny, ma dokladnie to, co chcial. przyznam, ze
    jest we mnei taki maly demonek, ktory mowi, ze im bardziej tendencyjne teksty,
    tym lepiej. moze nastepni delikwenci nie zechca juz robic habilitacji w gazetach
    i telewizji.

    a juz teksty o slabosci sztuki dziennikarskiej...fla: wez wyluzuj. gatunkowo ten
    tekst jest publicystyka, a nie wiadomoscia, dziennikarz ma prawo napisac to ze
    swojego punktu widzenia - inteligentny czytelnik jak ty, powinien to widziec i
    zrozumiec.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • flamengista 16.02.09, 13:49
    ale jeszcze jacyś naiwni gotowi są faktycznie uwierzyć, że szef instytutu bojąc
    się posądzenia o stronniczość gotów był ciągnąć Migalskiego i za uszy, by ten
    zrobił habilitację;)

    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • dala.tata 16.02.09, 13:55
    ja mysle ze tego typu wiara, w porownianiu z cala masa innych wierzen i
    przekonan, nie spedza mi snu z powiek.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • dr.trefny 16.02.09, 08:47
    Dzieki - dosc ciekawe. Ja zas wyjezdzam z Polski, wiec olewam te
    nadwislanskie nostryfikacje i habilitacje oraz to polskie zatechle
    piekielko akademickie. A tam, gdzie jade, czyli na zachod Europy,
    nie wymagaja nostryfikacji australijskich doktoratow i nie maja
    habilitacji...
    I zachecam kazdego polskiego nauokowca, kto moze to zrobic to, co
    ja, tez do wyjazdu na Zachod. Jesli ktos zna jezyki obce (minimum
    dobry angielski) to polecam nastepujace witryny do szukania pracy na
    Zachodzie:
    Jobs.ac.uk
    oraz
    www.career.edu.
    Powodzenia!
    Kagan
    lech.keller@gmail.com
  • dr.trefny 16.02.09, 09:03
    "Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i
    durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszył
    przełożonego"
    Ukaz cara Piotra I z dnia 9 grudnia 1708 roku.
  • adept44_ltd 16.02.09, 09:51
    to mi się spodobało:

    "Takie są moje poglądy. Mam do nich prawo. I proszę oddzielać moją działalność
    publicystyczną od naukowej - mówi nam."

    Tylko zapomniał, że komentuje jako dr, politolog z UŚ, bo jako M. M. mógłby
    sobie komentować w domu...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 16.02.09, 09:59
    a tak swoją drogą, pojawiły się tu nowe informacje - bo do tej pory przebąkiwał,
    że we Wrocławiu odmówiono mu (ktoś powiedział - daj se spokój), a tu się
    okazuje, że było 3 recenzentów, 2 orzekło, że się nie nadaje, a 3 też krytyczny,
    że może być i odrzucono...
    coraz mniej podoba mi się tych "pięciu ekspertów profesorów z UJ"...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 16.02.09, 11:17
    Adept, mnie w tej sprawie zadziwia coraz wiecej. We Wroclawiu bylo trzech
    recenzentow, ale nie bylo formalnej odmowy wszczecia przewodu, bo na UJ
    stwierdzili, ze nie ma przeszkod proceduralnych, zeby MM robil habilitacje na u
    nich.

    Tak sobie mysle, na UWr byly 2 recenzje negatywne i jedna pozytywna, na UJ
    komisja 5-osobowa byla jednoglosnie za, to mamy 6 za i 2 przeciw. Na UJ bylo tez
    glosowanie i 16 za, 16 przeciw lub wstrzymujacych. Jak to dodamy, to jest 22 :
    18, albo 17 : 18, zeby nie bylo, ze podwojnie cos licze, chociaz mysle, ze
    wstrzymujace sie nie powinny byc liczone. Dalej proponuje audiotele.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • charioteer1 16.02.09, 12:20
    Kurcze, ja ci tu daje dwa wyniki, zebys se wybral, ktory ci sie bardziej podoba,
    22:18 czy 17:18, a ty jeszcze niezadowolony? ;-)


    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • adept44_ltd 16.02.09, 12:24
    no wiesz, bo to jak z tą gołą babą od chłopaków ze star treka...

    a serio - to ktoś tu znowu oszukuje... bo skąd się wzięli ci recenzenci z
    Wrocławia??? GW ich wymyśliła??? Bo jeśli nie, to znaczy, że oni mają taką
    procedurę (mają ją i inne wydziały) poprzedzającą powołanie komisji... I Pan M.
    M. tudzież B.W. zapomnieli nas o czymś poinformować (nie po raz pierwszy
    zresztą...). I cały czas w złym świetle stawia to tych pięciu panów (?) z
    komisji z UJ...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 16.02.09, 12:36
    Dla mnie w zlym swietle przede wszystkim stawiaja sie dziennikarze gazety,
    ktorzy pisza taki tekst:

    "I tłumaczy, że Migalski sam sobie napytał biedy, składając wniosek we
    Wrocławiu. Tamtejszy instytut politologiczny uchodzi za jeden z najlepszych w
    kraju, więc gdy recenzenci pracy, profesorowie Ryszard Herbut i Wiesława Jednaka
    (uważani za znakomitych znawców systemów politycznych), uznali, że nie nadaje
    się ona na habilitację, klamka zapadła."

    To sie dowiedzielismy, co jakis anonimowy ktos powiedzial dziennikarzowi,
    podajac autentyczne nazwiska. Przepraszam, jacy recenzenci? To we Wroclawiu
    otwarto mu przewod i powolano recenzentow? A jezeli tak, to jakim cudem dwoje z
    tej samej rady?

    Dalej mamy:

    "Krytyczna też była opinia prof. Andrzeja Antoszewskiego z tej samej uczelni.
    Choć zakończył ją pozytywną konkluzją, wskazał na liczne uchybienia
    metodologiczne oraz brak dostatecznie rozbudowanej części prezentującej teorię
    systemów partyjnych."

    A to przypadkiem nie byl recenzent wydawniczy? Od kiedy recenzja wydawnicza
    liczy sie do czegokolwiek w przewodzie?

    Obstaje przy audiotele.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • adept44_ltd 16.02.09, 12:47
    albo ich rozmówców, choć z drugiej strony znam autorkę tego tekstu...

    a co do sedna, to zobacz, co napisałem, to nie było rozpoczęcie procedury,
    niektóre instytuty, wydziały mają jeszcze wcześniejszy etap, żeby właśnie
    podziękować delikwentowi i tyle...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 16.02.09, 12:57
    Ale, o ile sie nie myle, a nie chce mi sie drugi raz czytac tego tekstu, zaden
    rozmowca nie wystapil pod nazwiskiem. Taki tekst to ja ci moge napisac na jutro
    na dowolny temat. Jak ladnie poprosisz, to moze byc na dzis wieczorem.

    Co do sedna, to ja mam jakies takie niejasne poczucie, ze ci z Wroclawia
    postawili sie tutaj w nie najlepszym swietle. Rada powolala komisje, komisja
    ocenila negatywnie i co? Skoro byl wniosek, komisja i ocena, to trzeba bylo
    przeglosowac, uwalic i zamknac sprawe definitywnie. Skoro z ta sama praca
    poszedl do innej rady, to znaczy, ze glosowania nie bylo.

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 16.02.09, 13:07
    dziad swoje, baba swoje

    toż piszę, że z tego wynika, że nie powoływali żadnej komisji, zrobili wstępne
    rozpoznanie (po raz n-ty to piszę...) i nie zgodzili się na zaczęcie procedury...

    no to napisz... tylko weź pod uwagę, skąd ta anonimowość - z nagonki uprawianej
    przez pana M. M....
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 16.02.09, 13:24
    Nosz rany, jakie wstepne rozpoznanie? Jak to bylo takie sobie wstepne
    rozpoznanie i zadnej procedury nie bylo, to nie nalezalo tych 'recenzji'
    publicznie cytowac. A moze to nie byly recenzje, tylko odreczne notatki?

    Mnie wkurza takie roztrzasanie na wszystkie strony, co jedna pani powiedziala
    drugiej pani, a tamta pani powiedziala dziennikarzowi, ale tylko pod warunkiem,
    ze nie opublikuje jej nazwiska.

    A co do anonimowosci i nagonki, tradycyjnie pozwole sobie na zdanie odrebne. W
    tym tekscie nawet zwolennicy Migalskiego wola pozostac anonimowi. Z ta nagonka
    to moze byc tak, jak w dowcipie o partyzantach - nie wiadomo, kto kogo i za co
    naprawde goni:

    Z dziennikia partyzanta: Poniedzialek. Gonimy Niemcow. Wtorek. Niemcy gonia nas.
    Sroda. Znowu gonimy Niemcow. Czwartek. Niemcy znowu nas gonia. Piatek. Lesniczy
    sie wkur...l i pogonil nas wszystkich z lasu.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • prawdziwamm2009 16.02.09, 13:17
    Właśnie. I dobrze dla kandydata, że mają taką procedurę. W razie
    odmowy może próbować szczęścia gdzie indziej. W wypadku
    niepomyślnego głosowania sprawa jest zamknięta i w myśl
    obowiązującej procedury trzeba pisać nową książkę. Chyba, że
    ministerstwo zmieni procedurę.
  • prawdziwamm2009 16.02.09, 13:14
    Gwoli ścisłości: w Komisji na UJ była też pani (a więc nie pięciu
    panów).
  • flamengista 16.02.09, 13:51
    Możliwe, że to komisja zawaliła, dając niezasłużoną rekomendację. A rady
    wydziału przywróciła normalność.

    Mam nadzieję, że tak było - ale smród pozostał. Wolałbym, żeby była jasność, że
    Migalski jest po prostu cienki, a nie było podejrzeń o drugie dno w tej sprawie.

    Na razie uczciwie stwierdzam, że ciągle coś w tej sprawie nie gra.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • adept44_ltd 16.02.09, 13:55
    tak, mnie brakuje jasnego zajęcia stanowiska przez UJ, ale to wynika z
    nieradzenia sobie w świecie mediów... i przekonania (kiepskiego), że nie muszą
    wyjaśniać...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 16.02.09, 14:03
    zgadzam sie, lecz nie dziwie sie. Migalski postawil ich w sytuacji koszmarnej. o
    przewodach nie gada sie w mediach do cholery!
    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • flamengista 16.02.09, 14:47
    zajęła, pisząc list w obronie Migalskiego. Na tej liście są znane nazwiska, do
    tego osoby o umiarkowanych poglądach - fanatyczni pisowcy stanowią mniejszość.

    Nie wiem tylko, na ile osoby podpisujące się pod listem znają szczegóły sprawy.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • dala.tata 16.02.09, 17:30
    ja tez nie wiem i mam to w nosie. przewody habilitacyjne nie powinny byc
    rozstrzygane za pomoca listow protestacyjnych. do cholery jasnej, jak pieprzony
    Migalski uwaza ze mu sie krzywda dzieje, to niech pisze odwolanie. a jak nie
    podoba mu sie CK, to niech idzie do NSA.

    chyba ze uwazamy ze oni wszyscy sa przeciw Migalskiemu? cala ta debata jest
    idiotyczna po prsotu.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 16.02.09, 17:40
    Ja sie zgadzam z dalatata. Roztrzasanie publiczne wszystkich detali tej sprawy
    bez wgladu w stosowne dokumenty i granie na emocjach zwolennikow i przeciwnikow
    Migalskiego nie ma nic wspolnego z nauka.


    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • petrucchio 16.02.09, 18:03
    dala.tata napisał:

    > ja tez nie wiem i mam to w nosie. przewody habilitacyjne nie powinny byc
    > rozstrzygane za pomoca listow protestacyjnych. do cholery jasnej, jak pieprzony
    > Migalski uwaza ze mu sie krzywda dzieje, to niech pisze odwolanie. a jak nie
    > podoba mu sie CK, to niech idzie do NSA.

    I to jest głos rozsądku. Od przewodów habilitacyjnych są rady, od
    interpretowania przepisów, kontrolowania procedury i ewentualnego pouczania rad
    jest CK, od ostatecznych odwołań jest NSA. Koniec, kropka. Nikt inny nie ma
    prawa się do tego mieszać ani mobilizować opinii publicznej lub "znanych
    nazwisk" za Migalskim czy przeciw Migalskiemu. Można sobie na ten temat mieć
    prywatną opinię, ale ja poczekam z wyrażeniem swojej, aż sprawę rozstrzygną ci,
    do których to należy.

    --
    Penguyn! Penguyn! Looming bright
    In the long Antarctic night!
  • adept44_ltd 16.02.09, 19:04
    ech Petrucchio, no idziesz na łatwiznę, wtedy to już wszystko będzie wiadomo... ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • petrucchio 16.02.09, 21:00
    adept44_ltd napisał:

    > ech Petrucchio, no idziesz na łatwiznę, wtedy to już wszystko będzie wiadomo...
    > ;-)

    Mówiąc poważnie, nie lubię też np. przewidywać wyniku toczącego się procesu
    sądowego i kibicować którejś ze stron. Od tego są sędziowie, żeby wysłuchiwać
    świadków, oceniać dowody, wydawać orzeczenia i *broń Boże* nie sugerować się
    "oczekiwaniami społecznymi".

    --
    M[----]mmm!
  • tocqueville 16.02.09, 21:05
    czyżbyś był wrogiem demokracji? :)
  • charioteer1 16.02.09, 21:15
    tocqueville napisał:

    > czyżbyś był wrogiem demokracji? :)

    Run, O. J. Simpson, run!


    --
    Penguin flight
  • petrucchio 16.02.09, 21:49
    tocqueville napisał:

    > czyżbyś był wrogiem demokracji? :)

    Demokracji "ludowej" (instynkt ludu ważniejszy niż kompetencje, każda kucharka
    może być ministrem) -- owszem ;)

    --
    Gaudeamus igitur
  • luxe.calme.volupte 16.02.09, 10:10
    > bo jako M. M. mógłby sobie komentować w domu...

    Albo na Plotku. Chociaż w sumie to chyba był artykuł z gazety wyborczej? A to
    już dawno to samo co Plotek.

    --
    Zakupy to tyle radości, wystarczy pamiętać, co będzie potem.
  • niewyspany77 16.02.09, 10:16
    Heh, znowu.
    Skroce zatem: dorobek cienki, rozprawa habilitacyjna slaba, linia obrony - bo to
    zemsta komuchow.
    Zieew, i do tego staaare.
  • dr.trefny 16.02.09, 11:17
    ... to mozna powiedziec o okolo 90% polskich dr hab.
  • prawdziwamm2009 16.02.09, 13:22
    A gdzie mogę się zapoznać ze szczegółami prowadzonych przez Ciebie
    badań nad grupoą polskich doktorów habilitowanych?
  • flamengista 16.02.09, 13:47
    Problem polega na tym, że najpierw szacowna komisja powołana przez jeszcze
    szacowniejszy UJ bada dorobek. I mówi, że dorobek jest ok, wystarczający do
    wszczęcia procedury (ale jeszcze nie przyznania habilitacji!).

    A następnie rada wydziału, mimo rekomendacji komisji wniosek odrzuca.

    Tak więc:
    a) jest to pewnego rodzaju kompromitacja UJ - albo zawaliła komisja, albo rada
    wydziału
    b) istnieje podejrzenie, że były naciski na radę, by podjęła "właściwą" decyzję
    mimo rekomendacji

    Gdyby komisja od razu odrzuciła dorobek Migalskiego, nie byłoby takiej afery.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • prawdziwamm2009 16.02.09, 13:51
    Zdarza się, że prace odrzucone w lepszych ośrodkach są przyjmowane w
    słabszych. Powtarzam: w problematyce, którą zajmuje się M. Migalski,
    ośrodek wrocławski może się poszczycić wybitnymi specjalistami
    (trzymającymi poziom międzynarodowy).
  • adept44_ltd 16.02.09, 13:53
    istnieją podejrzenia??? kolejny z audiotele...

    1) komisja pracowała miesiąc, nie była więc w stanie rzetelnie opiniować...
    2)w komisji wodził rej ideologiczny kolega M. M.
    3) rozkład głosów sugeruje przypadkowość... a nie naciski
    4) zastrzeżenia wniesione przed głosowaniem są jednak fundamentalne i myślę,że
    wszędzie obaliłyby to...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 16.02.09, 14:17
    Adept, sam jestes z audiotele...

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 16.02.09, 14:01
    fla, z calym szacunkiem ale pieprzysz. rada wydzialu nie ma zadnego obowiazku
    przyjac rekomendacji komisji. gdyby tak bylo, to nie bylaby potrzebna. rada moze
    sobie robic co jej sie podoba. mozemy sie zastanawiac nad motywacjami, ale
    zarzut ze rada nie robi to co komisja mowi jest zupelnie idiotyczny.

    co wiecej, jak zasiadziesz juz w radzie jednej czy drugiej, co nie mam
    watpliowsci, nastapi, to zrozumiesz, dlaczego tak wlasnie czasem jest.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dr.trefny 16.02.09, 14:20
    dala.tata napisał: jak zasiadziesz juz w radzie jednej czy drugiej,
    co nie mam watpliowsci, nastapi, to zrozumiesz, dlaczego tak wlasnie
    czasem jest.
    - Tyle, ze jak w niej zasiadziesz, to bedzie twoj koniec jako
    naukowca i poczatek twej kariery jako biurokrata...
    ___________
    "Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i
    durnowaty tak, aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy przełożonego nie
    peszyć" - Ukaz Cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 roku.


  • thersites 16.02.09, 20:44
    Tym razem we właściwym miejscu (chyba):
    www.aktualnosci.uj.edu.pl/index.php/rzecznik/pokaz/id/73
  • jurny_jerzy 16.02.09, 23:05
    Witam wszystkich.

    Dla mnie afera z Migalskim dowodzi słabości polskiego systemu przede wszystkim
    dlatego, że pokazuje do czego prowadzi brak przejrzystości procedury
    habilitacyjnej. Problem polega bowiem na tym, że teraz niezależnie od
    rozwiązania sprawy pozostaną wątpliwości i smród. Jeśli Migalski jakimś cudem
    się habilituje, zawsze pozostaną tacy, którzy będą mówić, że mu się nie
    należało, bo jest kiepski. Jeśli zaś mu się nie uda, zawsze będzie można coś
    powiedzieć na temat zemsty Ubekistanu. Dala.tata tu gdzieś pisał, że o
    przewodach habilitacyjnych nie dyskutuje się publicznie, co trudno jest mi
    pojąć. Ostatecznie chodzi o instytucje państwowe, finansowane z kieszeni
    podatnika oraz o nadawanie stopni dających konkretne uprawnienia w przestrzeni
    publicznej. Co więcej, jedynym chyba środkiem skutecznego zakończenia całej
    afery byłoby pełne ujawnienie odnośnej dokumentacji przez UWr i UJ, bo wtedy
    byłaby szansa na dowiedzenie się czy facet jest cienki czy to faktycznie zemsta
    komuchów, która w naszym kraju wcale nie musi być taka nieprawdopodobna.
    Ogólnie obserwuję u siebie, między innymi pod wpływem tej sprawy, ewolucję
    poglądów. Jako zdeklarowany liberał (patrz "kompas polityczny" :) ) bardzo
    krzywo z reguły patrzę na wszelkie centralne instytucje. W przypadku CK jednak
    sprawa nie jest chyba aż taka prosta, co wynika z patologii naszego systemu.
    Mianowicie wydaje mi się, że uniwersytety często źle korzystają bądź nadużywają
    własnej autonomii, albo też kryją za nią działalność różnych sitw, co może w
    jakimś stopniu powstrzymywać tylko CK. Stanowi ona też tamę przed zalewem stopni
    naukowych nadawanych przez będące często na katastrofalnym poziomie małe
    uniwersytety powstałe chyba głównie jako balsam na zbolałe dusze samorządowców
    zgodnie z PRLowską zasadą "w każdej wsi WSI". W sprawie Migalskiego zasadnicza
    nieprzejrzystość problemu wynika moim zdaniem właśnie z opacznie pojętej
    autonomii uniwersytetu, choć pewnie nie tylko.
  • charioteer1 16.02.09, 23:31
    Transparentnosc nie moze oznaczac tego, co stalo sie w przypadku Migalskiego.
    Migalski przewodu nie otworzyl, a my wszyscy wiemy, co on opublikowal a czego
    nie opublikowal, o czym nie napisal, kogo nie zacytowal i co skad skopiowal.

    Ja sie obawiam, ze z bizantyjskiej ornamentyki popadnie to wszystko w
    skretyniala prostote, a zaden powazny problem nie zostanie w ten sposob rozwiazany.

    --
    March of the penguins
  • adept44_ltd 16.02.09, 23:37
    ale co zamiast??? bo ideałem byłaby instytucja, z którą się dyskutuje (tzn. wie
    się, że ona jest ok i ma rację), ale ja podejrzewam, że Migalski i tak by
    znalazł jej korzenie w UB...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 16.02.09, 23:47
    Nie wiem, co zamiast. Instytucja, z ktora sie dyskutuje z cala pewnoscia bylaby
    idealem, a CK, ktora wie lepiej i arbitralnie wyznacza recenzentow z cala
    pewnoscia takim idealem nie bedzie.

    Z tego, co do tej pory rozumiem, to najpierw ma byc limit punktow, potem
    recenzje. Jak punkty beda liczone na dotychczasowych zasadach, to humanisci beda
    pisac cokolwiek, byle wiecej, bo obecny system punktowy premiuje ilosc, a nie
    jakosc.

    Recenzenci z kapelusza moga sie sprawdzic w innych okolicznosciach, ale przy
    ocenie dorobku juz nie koniecznie. Ja jednak wole, zeby mnie recenzowal ktos,
    kto jako tako zna sie na tym, czym sie zajmuje.


    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • wujo_mike 19.02.09, 23:18
    Cytujac znajomego politologa "Dorobek jest taki sobie, ale bywaja gorsze".

    Najprawdopodobniej to dzialalnosc medialna adiunkta in question, wypowiadane przez niego poglady i sposob postepowania utracaja kwestie habilitacji. Gdyby nie to moze by sredniaka przepuscili przez sito...

    --
    suffer little children
  • niewyspany77 23.02.09, 22:27
    wyborcza.pl/1,75968,6309845,Prezes_stanal_pod_jablonia.html
    "Jako prosty doktor historii - który musiał odsiedzieć swoje w archiwum -
    żałuję, że nie zająłem się politologią. Wygląda na to, że politolodzy mają
    łatwiej. Wystarczy, że wróżą z fusów"
  • eeela 23.02.09, 22:32
    Nie znam gościa, ale dobrze prawi ;-P


    --
    - Jak reagujecie, kiedy podrywa was brzydki facet?
    - Mówię: 'precz, poczwaro!' i uciekam z wrzaskiem.
    (by Bertrada, forum Kobieta)
  • tocqueville 23.02.09, 22:54
    jak widzę kampania trwa nadal - Migalskiego trzeba ośmieszyć, nieważne jak, ale
    coś się znajdzie, a przynajmniej zasugeruje
    zauważcie jak pisze ten Leszczyński - jaki jest target jego tekstu?
  • dala.tata 23.02.09, 23:04
    tocq, przesadzasz z kampania. to ze paru dziennikarzy napisalo ze Migalski jest
    do kitu, to jeszcze nie jest kampania.

    to jest komentarz dziennikarza, gatunek dziennikarski w ktorym polemika jest nie
    dosc ze sotoswana, to jeszcze pozadana. w Rzepie bedzie tez taki koemntarz tylko
    w druga storne, tylko ze ty sie nie zachniesz, nie?

    a target to czytelnicy GW. najwazniejsze jest jednak to: nei chcesz, nie czytasz.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • tocqueville 23.02.09, 23:06
    jeśli target to czytelnicy GW, to chyba autor nie ma o nich najlepszego zdania -
    brak tu choć odrobiny finezji, parę pojęć jak cepy, składnia pozbawiona urody
    koniunktiwu
  • eeela 23.02.09, 23:18
    Dzisiaj się już nie pisuje z finezją. Nigdzie. Nie zauważyłeś? Styl prasowy jest
    właśnie taki, jak widzisz, i nie ma co się tu burzyć. Targetem prasy codziennej
    i internetowej są masy, a masy nie potrzebują finezji.

    Jak przychodzi ci urzadzać pogadankę dla licealistów, to też w finezję się
    bawisz? :-P

    --
    - Jak reagujecie, kiedy podrywa was brzydki facet?
    - Mówię: 'precz, poczwaro!' i uciekam z wrzaskiem.
    (by Bertrada, forum Kobieta)
  • tocqueville 23.02.09, 23:20
    tak, staram się im pokazać różne aspekty danego zagadnienia
    raczej zasiewam wątpliwości niż daję proste odpowiedzi
    traktuję ich poważnie, za dużo mają wokół papki medialnej - dlatego staram się
    im wyryć w głowach hasło sapere aude, myślcie samodzielnie
  • tocqueville 23.02.09, 23:33
    a co lepiej, żebym im kładł do głowy jakieś slogany?
    eeela - tabloidów nie przebiję
  • eeela 24.02.09, 00:02
    Tabloidów nie przebijesz, ale też w pogadankach dla licealistów nalezy brac pod
    uwagę profil słuchaczy - i przedstawiać im zagadnienia proste, prostymi słowami
    wytłumaczone, a zagadki badawcze wygłaszać tonem Wołoszańskiego, inaczej nikt
    nie zajarzy, że demonstrujesz zagadkową kwestię.

    Facet z podlinkowanego artykułu w sposób prosty, dobitny i nieco hasłowy, acz
    niepozbawiony dozy humoru, demonstruje swój punkt widzenia. Bez przesady z tą
    wieczną żądzą finezji i skomplikowania. Sapkowski be, prosty komentarz
    polityczny be, to co jest cacy? Jedynie fizyka kwantowa czy metrum w poezji Abu
    Nuwasa?


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • tocqueville 24.02.09, 00:09
    naprawdę uważasz, że nie da się mówić o młodzieży językiem innym niż mieszanką
    Sapkowskiego i Migalskiego? Jeśli tak, to dla mnie jest to bardzo smutne -


    a propos Sapkowskiego: czytałem chyba wszystko co napisał i trudno nie zauważyć,
    że im dalej pisał, tym bardziej staczał się w stronę tabloidalną - w mieczu
    przeznaczenia było coś więcej niż pierdu-pierdu, w "Narrentum" już tego nie
    dostrzegłem.
  • eeela 24.02.09, 00:25
    Ja poza sagę o wiedźminie nie wyszłam wcale. Zaczęłam 'Narrenturm', ale po
    dosłownie kilku stronach odpadłam - w sumie do dziś nie wiem, czy miałam zły
    dzień, czy to było takie rozczarowujące od pierwszych słów, dawno to było i już
    nie pamiętam. Ale Wiedźmina, i sagę, i opowiadania, bardzo sobie cenię, za
    prostotę właśnie, za humor, za zgrabny, wartki język i celne i wcale nie dla
    wszystkich oczywiste, jakby się mogło zdawać, spostrzeżenia co do prawidłowości
    rządzących światem.

    A wracając do młodzieży i rozmawiania z nią - zależy, z jaką młodzieżą się ma do
    czynienia. Ale podczas pogadanki w liceum należy starać się docierać do możliwie
    najszerszego grona, więc też dostosowywać poziom dyskursu do jak najszerszego
    odbiorcy. To normalne, naturalne i nic w tym strasznego, groźnego, smutnego czy
    świadczącego o upadku. Wręcz przeciwnie, świadczy to o rozwoju i postępie
    ludzkości, bo kiedyś pan dochtór z uczelni nie prowadził pogadanek we wszystkich
    szkółkach jak leci i nie miał jak docierać ze swoją wiedzą do ludu, w sposób
    uproszczony czy nie.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • tocqueville 24.02.09, 00:30
    "Ale podczas pogadanki w liceum należy starać się docierać do możliwie
    najszerszego grona, więc też dostosowywać poziom dyskursu do jak najszerszego
    odbiorcy".

    ło, matko! przerażasz mnie - trudno będzie wykładać leżąc na podłodze
    ja dotąd myślałem, że uczeń powinien starać się dorównać mistrzowi, teraz widzę,
    że mistrz musi równać do najsłabszego ucznia

  • eeela 24.02.09, 01:26
    Prezentujesz staroświecki stosunek do sprawy. Nie to, żebym miała coś z
    założenia przeciwko staroświeckości - jedne rzeczy mi się takie podobają, inne
    nie. Twój stosunek mi się nie podoba. Uczeń nie jest dla nauczyciela, tylko
    nauczyciel dla ucznia. To jego zadaniem jest dotrzeć do słuchacza. Taki
    stosunek, jaki prezentujesz, ma prawo mieć miejsce między doktorantem a
    promotorem, ale nie między zwykłym uczniem czy studentem a jego nauczycielem.
    Taki stosunek do sprawy przypomina mi takiego jednego starego dziadka, co to do
    niego na wykład monograficzny chodziłam przez jeden semestr. Dziadka
    najwyraźniej nie obchodziło, czy dociera z tym, co mówi, do studentów, czy nie -
    mówił dla siebie, napawając się swoją mądrością. Studenci zazwyczaj przysypiali,
    ale jemu było to doskonale obojętne.

    Nauczyciel ma obowiązek włożyć staranie w to, aby dotrzeć z wiedzą do swoich
    uczniów. Instytucja nadętej chodzącej encyklopedii się przeżyła, dziś ta
    encyklopedia nie ma prawa być nadęta, natomiast ma obowiązek być interaktywna -
    i ja te zmiany całym sercem popieram.


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • thersites 24.02.09, 01:34
    Glos rozsadku, jakich niewiele w swiecie, w ktorym dydaktyke robi sie z wielkiej
    laski ;)
  • thersites 24.02.09, 01:42
    eeela: Glos rozsadku, jakich niewiele w swiecie, w ktorym dydaktyke robi sie z
    wielkiej
    laski ;)
  • tocqueville 24.02.09, 08:18
    eeela napisała:

    > Prezentujesz staroświecki stosunek do sprawy.

    Jeżeli staroświecki = wymagający i nie schlebiający gustom mas, to przyznaję -
    jestem staroświecki.

    > Uczeń nie jest dla nauczyciela, tylko nauczyciel dla ucznia.

    Czyli jeśli uczeń przyjdzie i powie: "wpisz mi stary trójkę", to mam mu wpisać?
    Bo nauczyciel jest DLA UCZNIA? Mam nadzieję, że nie rozumiesz tego w ten sposób?

    > To jego zadaniem jest dotrzeć do słuchacza.

    Tak, ale taka zasada stosowana nazbyt dosłownie prowadzi do infantylizacji
    wiedzy, którą już dzisiaj obserwuję. W podręcznikach więcej obrazków niż
    tekstów, rebusiki, krzyżówki, język na poziomie dobranocek - Te metody zawodzą,
    nie wiem czy czytałaś "Zabawić się na śmierć" Postmana. Daje dobrą diagnozę.
    Obserwuję ewidentne obniżanie poziomu edukacji i ograniczenie wiedzy ogólnej.


    > Taki stosunek, jaki prezentujesz, ma prawo mieć miejsce między doktorantem a
    promotorem, ale nie między zwykłym uczniem czy studentem a jego nauczycielem.

    Wybacz, ale jak on ma dojrzeć do bycia doktorantem, kiedy będziemy mu wszystko
    ułatwiać, zamiast stawiać wyżej poprzeczkę?

    > Taki stosunek do sprawy przypomina mi takiego jednego starego dziadka, (...)
    mówił dla siebie, napawając się swoją mądrością.

    To skrajny przypadek, ja nie mówię o antydydaktykach

    > Studenci zazwyczaj przysypiali

    A może przysypiali, bo ich przyzwyczajono do tego że zdobywanie wiedzy ma być
    łatwe i przyjemne. Czy dziadek miał zacząć rapować, żeby zyskać ich poklask?


    > Nauczyciel ma obowiązek włożyć staranie w to, aby dotrzeć z wiedzą do swoich
    uczniów.

    Z wiedzą! - nie z jej substytutem w postaci spreparowanej papki na wzór tabloidów.

    Kiedyś rozmawiałem, że studentem który był zachwycony wykładowcą Z. Kiedy
    zapytałem co było takiego interesującego, student opowiedział, że wykładowca
    cały czas opowiada dowcipy, anegdotki, trzyma luz itd.
    Ale kiedy zapytałem: a co konkretnego wyniosłeś z tych zajęć, jak poszerzyła się
    twoja wiedza - popatrzył na mnie trochę dziwnie.
    Nie jestem wrogiem prostej formy, ale nie może ona pokrywać braku treści.


    > Instytucja nadętej chodzącej encyklopedii się przeżyła, dziś ta
    > encyklopedia nie ma prawa być nadęta, natomiast ma obowiązek być interaktywna
    - > i ja te zmiany całym sercem popieram.

    ja jestem bardzo interaktywny (na wykładach mam prezentacje, filmy, nagrania,
    zdjęcia, aluzje itd.) - tylko coraz częściej zadaję sobie pytanie - czy to coś
    naprawę daje...
  • dala.tata 24.02.09, 00:26
    tocq, no historyk to pisal, czego oczekujesz :-)

    tocqueville napisał:

    > jeśli target to czytelnicy GW, to chyba autor nie ma o nich najlepszego zdania
    > -
    > brak tu choć odrobiny finezji, parę pojęć jak cepy, składnia pozbawiona urody
    > koniunktiwu


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • eeela 24.02.09, 02:03

    > tocq, no historyk to pisal, czego oczekujesz :-)
    >
    > tocqueville napisał:
    >
    > > jeśli target to czytelnicy GW, to chyba autor nie ma o nich najlepszego z
    > dania

    Ja tam raczej wnoszę z tego, że historycy mają trochę większą wrażliwość
    społeczną, na to czego społeczeństwo potrzebuje - i nie gorszą się ani nie
    wstydzą ujmować rzeczy prosto i dla przeciętnego czytelnika zrozumiale.

    Na wykładach czy konferencyjnych wystąpieniach Modzelewskiego zawsze sale są
    pełne. Wcale nie z powodu jego sławy politycznej - w świecie polityki mało się
    interesują jego badaniami. Sale są pełne, bo Modzelewski nie zważając na to, czy
    za słuchaczy ma grupkę studentów, czy szerokie grono wielce ważnych profesorów,
    mówi zawsze tak, aby każdy całkiem przeciętnie inteligentny i kompletnie
    niezorientowany w temacie człowiek coś z jego wypowiedzi wyniósł, jakąś wiedzę.
    Taki stosunek do sprawy okazuje się sprawiać, że wygłoszenia Modzelewskiego są
    niesamowicie popularne wśród licealistów, studentów wszelkiego stopnia, doktorów
    i profesorów - bo wreszcie gada ktoś, komu zależy, żeby coś komuś naprawdę
    WYJAŚNIĆ. I nie certoli się przy tym, że obniża poziom. Facet jest historykiem
    najwyższej klasy, ale gdyby przyprowadzić do niego na seminarium gimnazjalistów,
    on zadbałby o to, by wyszli z tego seminarium z jakąś wiedzą - i zrobiłby to
    skutecznie. I to jest klasa, a nie roszczeniowa postawa w stosunku do uczniów
    ('jak mnie nie rozumiecie, toście głąby').


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • adept44_ltd 24.02.09, 09:39
    hm.... chyba jest jakaś pośrednia droga między wami i odnoszę wrażenie, że nie
    do końca się spieracie...
    bo absolutnie tak - dotrzeć do odbiorcy... tylko w pewnym momencie (a taką
    granicę postawiłbym na studiach) pojawia się specjalistyczny język, siłą rzeczy
    wykluczający odbiorcę nieprzygotowanego (z różnych powodów - bo nie chciało mu
    się, bo nie da rady...) i tu już nie ma mowy, by mówić zrozumiale dla każdego
    (co nie znaczy, że nie należy mówić ciekawie...). Bo jeśli tendencja na studiach
    jest taka, że powoli rodzi się oczekiwanie, że ja przyniosę studentowi na
    zajęcia tekst, przeczytam na głos (kilka razy) i skomentuję (kilka razy), a on
    będzie siedział i kręcił głową, mówiąc - za bardzo skomplikowane (nic nie
    przesadzam), no to są jaja, a nie studia...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 10:17
    wiesz, studenci mi się czasem żalą, że u mnie zaliczeniu jest trudno wymagam
    m.in. znajomości bardzo trudnych pojęć... te strasznie trudne pojęcia to rzeczy
    w stylu "relatywizm", "paternalizm", "kolektywizm", "permisywizm", "empiryzm" itd.
    jeżeli ktoś przychodzi na studia bez elementarnej wiedzy to dla mniego
    rzeczywiście wykłady będą uchodzić za skomplikowane (nie bedzie rozumiał połowy
    użytych słów)

  • eeela 24.02.09, 12:20
    Kiedy przyjechałam po raz pierwszy do Belfastu jako Erasmus, na początku
    seminarium (zajęcia dla 3, ostatniego roku studiów) z moją obecną promotorką
    dostaliśmy listę pojęć, które miały być często używane na zajęciach, lista dla
    mnie przynajmniej była zbliżona do twoich przykładów. Wszystkie owe pojęcia były
    mi od dawna, znane, miejscowym studentom natomiast nie.

    A mimo to właśnie spośród tych miejscowych studentów rekrutują się moi koledzy
    doktoranci, od których wcale nie jestem lepsza w swojej pracy. I jak to wyjaśnisz?

    Jak masz za zadanie uczyć, to masz robić to możliwie najlepiej. Jeśli dostajesz
    absolwentów szkoły średniej nie wiedzących, co to jest relatywizm, to musisz ich
    tego nauczyć. Nie ma zmiłuj się. I ja NIGDZIE nie pisałam o tym, że masz
    postępować tak, jak uczeń ci powie, bo to ma się nijak do tego, że nauczyciel
    powinien byc dla ucznia. Nauczyciel powinien być dla ucznia, ŻEBY GO CZEGOŚ
    NAUCZYĆ, a nie żeby spełniać jego kaprysy, i ja swoje stanowisko w tej sprawie
    przedstawiłam jasno, nie widzę więc powodu do używania takiej niskiej i nic nie
    mającej do rzeczy retoryki.

    Jasne, że najwygodniej to by sie pracowało z młodymi rozbuchanymi
    intelektualistami, którzy Kopalińskiego czytywali w liceum do poduszki, a
    głównym ich obecnym zajęciem jest chodzenie za tobą i błaganie o nowe wyzwania
    intelektualne. Ale tak nie jest. Jak żeś dochtór czy inny pracownik naukowy, to
    znaczy, że wykraczasz poważnie ponad przeciętną jeśli chodzi o różne IQ i inne
    oczytania, ale to w żaden sposób nie upoważnia cię do tego, by oczekiwać, że
    twoi uczniowie jak jeden mąż będą tobie podobni. Wręcz przeciwnie, od człowieka
    o wysokim IQ możnaby było oczekiwać zrozumienia rzeczywistości w tym stopniu,
    aby zdawał on sobie sprawę z ogólnego poziomu intelektualnego ludzkości i
    rozumiał, że jest to sprawa normalna i naturalna, że ten poziom jest jaki jest,
    i nie robił z tego powodu zbędnego rabanu, tylko wykonywał swoją pracę jak należy.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • tocqueville 24.02.09, 12:38

    > A mimo to właśnie spośród tych miejscowych studentów rekrutują się moi koledzy
    doktoranci, od których wcale nie jestem lepsza w swojej pracy.

    Właśnie "spośród" - myślę, że rekrutują się akurat spośród tej garstki, która
    jednak znała te pojęcia.


    > Jak masz za zadanie uczyć, to masz robić to możliwie najlepiej. >Jeśli
    dostajesz absolwentów szkoły średniej nie wiedzących, co to >jest relatywizm, to
    musisz ich tego nauczyć.

    I uczę. Tylko zastanawia mnie dlaczego po kilkunastu latach edukacji muszę im
    przekazywać podstawową wiedzę, bez której trudno zrozumieć wiadomości TV, nie
    mówiąc o tekstach naukowych.


    > Nie ma zmiłuj się. I ja NIGDZIE nie pisałam o tym, że masz
    > postępować tak, jak uczeń ci powie, bo to ma się nijak do tego, że nauczyciel
    powinien byc dla ucznia. Nauczyciel powinien być dla ucznia, ŻEBY GO CZEGOŚ
    NAUCZYĆ, a nie żeby spełniać jego kaprysy>

    a jak on się nie może nauczyć? to co? obniżamy kryteria, poprzeczkę dostosowując
    się do najsłabszych? Zaliczamy za 20% poprawnych odpowiedzi?

    > Jasne, że najwygodniej to by sie pracowało z młodymi rozbuchanymi
    > intelektualistami, którzy Kopalińskiego czytywali w liceum do poduszki, a
    głównym ich obecnym zajęciem jest chodzenie za tobą i błaganie o nowe wyzwania
    intelektualne.

    - nie popadaj z jednej skrajności w drugą. Człowiek kończący szkołę średnią
    powinien być wyposażony w narzędzia zdobywania wiedzy na poziomie wyższym.


    > Ale tak nie jest. Jak żeś dochtór czy inny pracownik naukowy, to
    > znaczy, że wykraczasz poważnie ponad przeciętną jeśli chodzi o różne IQ i inne
    oczytania, ale to w żaden sposób nie upoważnia cię do tego, by oczekiwać, że
    twoi uczniowie jak jeden mąż będą tobie podobni.

    Nie oczekuję, że wszyscy będą podobni. Ale na pewno nie będę dostosowywał
    wykładu do tych najsłabszych.


    > Wręcz przeciwnie, od człowieka o wysokim IQ możnaby było oczekiwać zrozumienia
    rzeczywistości w tym stopniu, aby zdawał on sobie sprawę z ogólnego poziomu
    intelektualnego ludzkości i rozumiał, że jest to >sprawa normalna i naturalna,
    że ten poziom jest jaki jest, i nie >robił z tego powodu zbędnego rabanu, tylko
    wykonywał swoją pracę jak >należy.

    Czyli jak rozumiem mam się dostosować do ogólnego poziomu intelektualnego, co
    więcej uwzględniać że niektórzy są niestety wyraźnie poniżej średniej i starać
    się mówić do nich językiem zrozumiałym.
    >
  • adept44_ltd 24.02.09, 13:58
    mam zgryz, ale jestem przeciw demokratyczności edukacji, studia nie są dla
    wszystkich i jak się nie spełnia kryteriów, to... sio... ale oczywiście, jestem
    od uczenia...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 14:08
    tak oczywiście jesteśmy od uczenia - ale od uczenia na poziomie wyższym
    ja nie mam czasu robić kursu powtórkowego z poziomu gimnazjum
    jak ktoś chce uczestniczyć w zajęciach, musi sam nadrobić zaległości
  • adept44_ltd 24.02.09, 14:18
    ja mam na takie sytuacje przykład z obcymi językami, bo uczenie się jakiejś
    dyscypliny, to jakby uczenie się obcego języka, no a w tym przypadku narzekanie,
    że słowa są inne jest absurdalne...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 14:25
    wiesz ale ja naprawdę idę na rękę - na początku zajęć prezentuję zestaw pojęć,
    których opanowanie uznaję za niezbędne do zrozumienia materiału, co więcej
    dostarczam "ściągę", która w przystępny i krótki sposób wyjaśnia ich znaczenie.
    Jeśli po pół roku, dalej ktoś ma problemy z "językiem" to trudno - sam się za
    nich tego nie nauczę.
  • adept44_ltd 24.02.09, 14:36
    ale ja się tu nie spieram, myślę w związku z tą kwestią podobnie... :-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • eeela 24.02.09, 15:44

    > mam zgryz, ale jestem przeciw demokratyczności edukacji, studia nie są dla
    > wszystkich i jak się nie spełnia kryteriów, to... sio... ale oczywiście, jestem
    > od uczenia...

    Możemy sobe być za czy przeciwko, wiele to nie zmieni, bo we współczesnym
    świecie jest takie zapotrzebowanie na ludzi ze studiami pierwszego stopnia,
    jakie jest, i koniec. To zapotrzebowanie wymusza demokratyzację, studia nie są i
    już nie będą niczym elitarnym, przynajmniej na pierwszym etapie, a na drugim i
    trzecim ta elitarność będzie mniejsza. Buntowanie się przeciwko tym zmianom to
    jak zawracanie kijem rzeki. Zamiast buntowania się ja postuluję adaptację -
    czyli wykonywanie swoich obowiązków jak najlepiej można w danej rzeczywistości.
    Nie wiąże się to przecież z obniżaniem wymagań co do uprawiania badań, wiąże się
    to natomiast z pewnością ze stosowaniem przystępniejszego języka, metodologii
    nauczania, materiałów. Dobry dydaktyk nie adresuje materiału do garstki zdolnych
    uczniów, tylko stara się dotrzeć do wszystkich - poświęcając uwagę zarówno
    najsłabszym, jak i najlepszym, odpowiednio do ich potrzeb.

    --
    - Jak reagujecie, kiedy podrywa was brzydki facet?
    - Mówię: 'precz, poczwaro!' i uciekam z wrzaskiem.
    (by Bertrada, forum Kobieta)
  • tocqueville 24.02.09, 16:41
    obserwując kryzys można postąpić na dwa sposoby:
    - ustawić poprzeczkę na odpowiednio wysokim poziomie i skłonić do sięgania do
    niej, albo
    - obniżyć loty dostosowując (adaptując) się do słabeuszy (na czym stracą najlepsi)
    ja wybieram model numer jeden, mam nadzieję, że większość robi tak samo

    "dotarcie do wszystkich", nachalny egalitaryzm, to dla mnie utopia
    to nie ja mam się dostosować do najsłabszych, to oni powinni starać się sięgnąć
    ustawionego przeze mnie pułapu
  • eeela 24.02.09, 16:48
    Tocqueville, ale edukacja nie powinna być dobrem dla jakiejś wąskiej grupy
    ludzi, tylko dobrem powszechnie dostępnym, a współczesne realia są takie, że
    jest zapotrzebowanie na to, aby ok. 40% społeczeństwa miało ukończone studia 1
    stopnia. Społeczeństwo PŁACI CI za wykonanie pewnej usługi na jego rzecz, i
    niemoralne jest wykręcanie się od tego za pomocą argumentów przebrzmiałego już i
    nieaktualnego elitaryzmu.

    Zresztą, powtarzam się już, chyba powinniśmy ogłosić pat, bo się nie przekonamy.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:18
    ale skąd ty wzięłaś te współczesne realia??? one istnieją na papierze
    urzędników.... po co komu absolwent 1 stopnia studiów??? toż wystarczy podnieść
    poziom szkoły średniej i będzie... to wszystko t o jest jedynie obniżanie
    poziomu, w perspektywie doktorat - jako matura.... tylko po co??? żeby
    abiturientów nazywać doktorami???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:28
    w PL, w ofertach pracy one nie istnieją...!!!i ja przyznam się nie za bardzo
    wiem, co może robić licencjat różnych kierunków... bo sama idea 3+2 jest
    poroniona.... prędzej sobie wyobrażam oferty pracy dla absolwenta
    specjalistycznych szkół zawodowych, nawet wyższych, ale takich z kolei tu nie
    ma... chyba???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 17:27
    "Społeczeństwo PŁACI CI za wykonanie pewnej usługi na jego rzecz"

    oj nie - społeczeństwo nic mi nie płaci. Płacą mi konkretni studenci.
    Nie pobieram pensji z budżetówki.
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:32
    to mocno współczuję, bo ja kiedyś w takiej sytuacji, od panny, która studiowała
    polonistykę na prywatnej uczelni i nie umiała czytać po polsku, usłyszałem, że
    ona płaci i wymaga... - by jej nie zadawać i nie sprawdzać, czy coś wie...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 17:36
    ależ oczywiście płaci i ma prawo wymagać:
    - punktualności
    - obecności
    - dostępności na konsultacjach
    - rzetelności
    - szacunku
    ja kompletnie tego nie postrzegam w kategoriach klient-pan
    to jest typowa wymiana usług między równorzędnymi podmiotami
    ja mam swoje zasady a student jeśli chce to wchodzi ze mną w umowę
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:39
    no tak, ale nie o tym, to są zasady, które obowiązują nas w sposób podstawowy...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:40
    a równorzędnym podmiotem przestaniesz być, jak się okaże, że u ciebie dostaje
    się niższe oceny niż u twojego kolegi prowadzącego ten sam przedmiot bądź, co
    gorsza, jak się okaże, że u ciebie oblewa się egzaminy...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 17:44
    adept - oblewam dużo, jestem raczej w czołówce oblewających
    nie miałem z tego powodu żadnych problemów
    mogliby wprawdzie studenci napisać na mnie skargę, ale co by w niej napisali -
    że za dużo wymagam, trochę dziwne to by było mimo wszystko
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:49
    no to jednak masz fajnie... moje doświadczenia z prywatnymi są inne. Teraz np.
    są dwie grupy z metodologii - jedną prowadzi osoba, która robi z nimi coś
    anachronicznego, niepotrzebnego i daje im 5 i 4 (a do mnie klnie co za idioci i
    że nic innego by nie zrozumieli), ja robię nowoczesną, aktualną i trudną teorię,
    którą oni trochę łapią (trochę, bo wcześniej na studiach nikt im nie pokazał
    nawet, że coś takiego istniej...) i u mnie mają raczej 3 i 4 czasem i to w dużej
    mierze w związku z oceną kontekstową, że tak to nazwę - to znaczy, ze
    świadomością, że oceniam porównawczo wobec innych, a nie tylko w stosunku do
    tego, co umieją. No i jest powszechne niezadowolenie...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 17:42
    "edukacja nie powinna być dobrem dla jakiejś wąskiej grupy ludzi, tylko dobrem
    powszechnie dostępnym"

    ależ zgadzam się!
    każdy powinien mieć prawo do nauki - ale to nie jest równoznaczne z prawem do
    otrzymania dyplomu za nic
    inaczej: masz prawo do uczenia się, do sięgania do poziomu wyznaczonego przez
    nauczyciela :)
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:45
    swoją drogą przyszedł mi do głowy przykład drastyczny, więc go łagodzę i
    zamieniam na stomatologa... po licencjacie... dlaczego się nam wydaje, że to coś
    gorszego niż np. historyk po licencjacie...??? :-)
    bo mniej boli i straty są niewidoczne?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:13
    no ale są pewne granice.... a ja nie będę jednak adapt ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:14
    a po chwili namysłu - jeśli jest jakieś zapotrzebowanie na ludzi po 1 stopniu
    (myślę, że sztuczne), to i tak nie zmienia to faktu, że nie powinni być debilami...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • eeela 24.02.09, 17:25
    Nie. I to jest twoje zadanie jako dydaktyka, żeby debilów z uniwersytetu nie
    wypuszczać - robić wszystko, by ze studenta wykrzesać trochę pomyślunku, uwalić
    w ostateczności, jesli się naprawdę wykrzesać niczego nie da. Proste :-)

    --
    - Jak reagujecie, kiedy podrywa was brzydki facet?
    - Mówię: 'precz, poczwaro!' i uciekam z wrzaskiem.
    (by Bertrada, forum Kobieta)
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:30
    no, proste (i ja naprawdę zbyt długo pracuję, by mi to tłumaczyć), ale to o czym
    tu mówimy prowadzi do sytuacji, kiedy jest to niemożliwe, gdyż taki pacjent od
    szkoły podstawowej jest przyzwyczajany do tego, że nic nie musi... poza
    otrzymaniem promocji dalej...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.02.09, 17:59
    tak czytam eeela co mowisz i mysle ze chrzanisz na potege, to jest taka
    zbastradyzowana wersja tego co sie dzieje w UK. otoz proces dydaktyczny na
    studiach sklada sie z 2 elementow: z teaching i z learning. to jest partnerstwo.
    ja nie przeczytam za studenta biblioteki, nie strezcze mu tego co ma przeczytac.
    i w UK mowi sie nieustannie o active learners, o partnerstwie, o kontrakcie. i
    powinno sie mowic.

    problem w tym ze praktyka jest inna. prkatyka jest taka ze jako ze nie mamy
    wplywu na to co robia studenci, a grozba ze odzrezygnuja jest wielka i bardzo
    dotlkiwa jesli zrealizowana, udajemy, tak jak ty robisz, jakby sie skladal tylko
    z teaching. wykladowca ma to, to to to i jeszcze to. jak power point nie
    zadziala to masz miec slajdy, a jak nie zadziala ma zatanczyc. bo studenta
    trzeba zachecic, zmotywowac i bog wie co jeszcze. student nasz pan. i
    przpuszczamy wszystkich kotrych sie da przepuscic. im gorszy uni tym bardziej. i
    analbfabeci maja licencjat.

    nie moge nikogo nauczyc jesli on tego nie chce. jestem dobrym wykladowca, bardzo
    dobrym. i nawet ja tego nie zrobie. jak ktos nie chce, to nie chce.

    eeela napisała:

    > Nie. I to jest twoje zadanie jako dydaktyka, żeby debilów z uniwersytetu nie
    > wypuszczać - robić wszystko, by ze studenta wykrzesać trochę pomyślunku, uwalić
    > w ostateczności, jesli się naprawdę wykrzesać niczego nie da. Proste :-)
    >


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • eeela 24.02.09, 19:40
    Ależ ja nie mówię o zmuszaniu ludzi, którzy nie chcą. Nie chcą, to nie skończą
    studiów, kasę wydadzą na marne i nikt im tego nie zwróci. Ja mówię o tych,
    którzy są tak sobie raczej mniej zdolni niż bardziej i nie uzyskali pewego
    zestawu koniecznej wiedzy na poprzednich etapach edukacji - o nich należy się
    troszczyć i starać się zapewnić im możliwość aktywnego uczenia się i rozumienia
    tego, czego się od nich chce później wymagać na egzaminie!


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • adept44_ltd 24.02.09, 19:44
    ok, więc zapewniam, że cała ta troska może nic nie dać...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 19:56
    >>Ja mówię o tych, którzy są tak sobie raczej mniej zdolni niż bardzieji nie
    uzyskali pewnego zestawu koniecznej wiedzy na poprzednich etapach edukacji - >>

    to niech zażalenia składają do poprzedniej instytucji kształcącej


    <<o nich należy się troszczyć i starać się zapewnić im możliwość aktywnego
    uczenia się i rozumienia tego, czego się od nich chce później wymagać na
    egzaminie!>>

    no wybacz! studia to nie przedszkole!
    mają możliwość studiowania to dla nich przywilej - to im powinno należeć, żeby
    nie odpaść
    żartujesz z tym "troszczeniem się"? :)
  • dala.tata 24.02.09, 20:04
    tak, tylko problem jest w tym, ze czesc tych ludzi nie powinna byc na studiach

    zgodzimy sie mysle ze studiowac powinni ci, ktorzy moga skorzystac ze studiow?
    tak? jesli tak, to ja mysle ze przyjmujemy na studia czesc ludzi, kotra nie jest
    w stanie skorzystac z tego. i ja nie jestem pewien czy mamy obowiazek wobec nich.

    natomiast swiat jest okrutny i choc akceptuje to, ze wykladowca powionien byc
    zaangazowany itd itd., to niestety jest czesc ludzi, kotra musi pracowac bardziej.

    ja mam inteligentne dzieci. i ciagle slysze o tym, ze szkola musi pomagac tym
    slabszym. a dlaczego nie ma zachecac i pomagac w rozwoju tym najlepszym? ja
    bylem wielokortnie w szkole proszac o to zeby nauczcyiele rzucili wyzwanie moim
    dzieciom.i co? i nic. bo musza pomagac tym slabszym. i robia to swietnie. jednak
    mnie szlag trafia, bo ja bym chcial zeby oni rowniez zaciekawili moje dzieci.
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 24.02.09, 20:07
    ja myślę, że to by można rozwiązać, zmieniając system kształcenia, niech
    powstają szkoły, które uczą fachu na poziomie ponadlicealnym, nie wszyscy muszę
    mieć tytuł z uniwersytetu czy akademii i nic w tym złego...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 24.02.09, 17:34
    O to, by nie byli debilami, powinni postarac sie przede wszystkim profesorowie
    licealni, technikalni itp. Nie jestem natomiast pewny, czy chodzi o elitaryzm.
    Raczej o aktualizacje starego, dobrego toposu "laudator temporis acti". W mojej
    jednostce co roku po spotkaniu z "nowym narybkiem" psioczy sie na poziom
    studentow, bo po gimnazjum, bo nieoczytani (w domysle: jak my), bo bierni, bo
    roszczeniowi... Tymczasem wydaje mi sie, ze jest kilka wzorow kariery naukowej,
    a uniwersytecki jest tylko jednym z nich: mozna byc profesorem PAN-owskim, mozna
    tez robic bezkompromisowa nauke w swojej samotni, nocami, nie narazajac sie na
    kontakt z barbarzyncami i liczac na uznanie po smierci, na zycie zarabiajac za
    dnia, w autsorsingowej firmie ksiegowej. Ale to glebszy problem: dlaczego jakis
    de Beaugrande we wstepie do swojej ksiazki pisze, ze swoje tezy testowal na
    studentach, jesli wiec wyraza sie niezrozumiale, ponosi za to odpowiedzialnosc
    on, a nie niezbyt rozgarniety czytelnik? W naszych podrecznikach prozno szukac
    rekapitulacji tez pomieszczonych w przydlugim rozdziale: czyzby juz to zdawalo
    sie byc ustepstwem na rzecz nieuctwa czytelnika-studenta?
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:38
    no ale to, co piszesz, jest oczywiste... i my tu zeszliśmy głębiej, ze
    świadomością, że ma być, jak piszesz... ale to czasem (często) nie wystarcza...
    i w sumie trzeba by chyba przełożyć naukę na komiks i to i tak niezbyt
    skomplikowany, więc???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 23.02.09, 23:11
    no ale to pacholę się samo ośmiesza... w tv też zresztą...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 23.02.09, 23:14
    kurczę, nie oglądam TV :)
    ale zgoda, człowiek sam sobie szkodzi - nie jest facetem z mojej bajki, on też
    gardzi koniunktiwem
  • adept44_ltd 23.02.09, 23:29
    no, czasami można się ubawić... dla mnie problem jest tylko jeden - on nie
    występuje jako M. M., facet prywatny, który sobie bredzi na swoje konto (bo
    takiego nikt by nie chciał), tylko jako dr, politolog z UŚ, więc wykorzystując
    instytucję do budowy autorytetu, który to "autorytet" narusza reguły
    instytucji... w sumie tyle...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 23.02.09, 23:56
    W calej smutnej histori dr M. zawsze najbardziej zastanawiała mnie kwestia, o
    ktorej wspomnial adept, mianowicie: czy - poza banalami o wolnosci badan itp. -
    pracownika naukowego obowiazuje kodeks pracy? Jesli tak: jak ma sie dzialanie na
    niekorzysc pracodawcy do instytucjonalnego obligu poszukiwania prawdy ;) A na
    marginesie pytanie czleka nieobytego: czy ktos z Was zna politologa, ktory nie
    bredzilby jak telewizyjni "eksperci", niezaleznie - z lewej czy z prawej, a
    ktorego diagnozy sytuacji politycznej w naszym pieknym kraju bylyby cokolwiek
    subtelniejsze niz wypociny byle dziennikarzyny?
  • adept44_ltd 24.02.09, 00:00
    coś w tym jest, bo to w sumie jest symulakrum autorytetu... i w 30 sekundowej
    wstawce się nie da inaczej (da się już w jakiejś rozmowie) i wtedy funkcjonuje
    nie tyle przekaz, ile właśnie marka dr, uniwersytet... no ale w ten sposób coś
    się autoryzuje, ponadto bohater tego wątku wybitnie myli funkcję politologa z
    funkcją oficera politycznego...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 24.02.09, 00:09
    Z jednej strony uni uprawomocnia jego sady, z drugiej - MM wplywa na wizerunek
    uni. Wlasciwie przy tej okazji zdalem sobie sprawe, ze nie mamy chyba jeszcze za
    soba powaznej dyskusji o: 1. "politycznosci" akademii: co uchodzi, co mniej? 2.
    statusie medialnych ekspertow. Niezbyt wygodnie mi tez - zaczadzonemu oparami z
    lam GW - z mysla, ze moze MM jest - w jakims sensie "whistle-blower"... Gdyby
    tylko jego jeremiady nie byly pojekiwaniami frustrata, pewnie moglby za wh-bl
    uchodzic.
  • adept44_ltd 24.02.09, 00:22
    to pierwsze wiąże się chyba z dwoma sprawami: 1) udawaniem, że nauka jest czystą
    epistemologią, 2)lękiem i nieumiejętnością wyjścia poza akademię...
    a co do wh-bl, to jeden z moich ulubionych numerów MM pokazuje styl owej
    wrażliwości.
    TVN
    1. sprawa Karnowskiego
    2. Tusk mówi, że Karnowski powinien podać się do dymisji
    3. MM mówi: Tusk nie domaga się dymisji Karnowskiego, pewnie Karnowski ma haki
    na całą wierchuszkę PO; i możemy się tylko spodziewać, co się stanie, jak ujawni
    swoją wiedzę...

    subtelne, erudycyjne, wrażliwe etc...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.02.09, 00:29
    to jest dobra uwaga - Migalski rzeczywiscie staje sie twarza uniwersytetu w
    mediach, nauki. i to jest czarny PR. jeszcze paru miglaskich i ludzie wezma cepy
    i na uniwersytety pojda, rozpirzyc w pi....
    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • thersites 24.02.09, 00:54
    Cos w tym jest, ale casus Migalskiego jest bardziej zlozony: 1. jest klasycznym
    "ekspertem telewizyjnym": objasnia rzeczywistosc jezykiem rownie subtelnym jak
    ten, ktorego mam okazje uzywac, gdy ze znajomymi psioczymy na PiS, PO i co tam
    jeszcze (podobnie zreszta wszelkiej masci psychologowie spoleczni i nie- sa
    naukowo przygotowani i oferuja egzegezy, jakich nie powstydzilby sie przecietny
    czytelnik rubryki psychologicznej w teletygodniu). 2. jest politycznie
    zaangazowany, jak wielu podobnych mu medrkow: prof. Kik, dr od wsi
    Fedyszak-Radziejowska itd., tzn. zaprzecza możliwości istnienia politologii
    choćby udającej obiektywizm. Na marginesie: co to znaczy dzis "politycznosc"
    akademii? Amerykanie mają podobne dyskusje za sobą, my wciaz mamy problem z
    lekcja politycznej poprawnosci, ktora jawi sie niczym okowy dla intelektualnej
    wolnosci. Jednym slowem: ech.
  • adept44_ltd 24.02.09, 01:00
    wcale nie myślałem o politycznej poprawności, tylko o takim dwuznacznym statusie
    akademii u nas. Bo ja mam wrażenie, że ogólnie się udaje, że akademia to czyste
    poznanie (profesjonalizm, fachowość, autorytet wiedzy) i jest mur oddzielający
    tę świątynię od świata i zarazem ci święci objawiają w tym świecie prawdy... z
    uprawomocnieniem tej świątyni. A nauka jest przecież zjawiskiem
    światopoglądowym, ideologicznym, politycznym, etycznym w końcu (do Dalataty -
    nie chodzi mi o lustrację ;-), tylko np. o wpisany w naukę etos liberalny). I to
    trzeba mówić głośno...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 24.02.09, 01:07
    Co do dwuznacznego statusu: to tylko kwestia teoretycznego niedoinformowania,
    slabego statusu badan nad historia dziedzin. A co do: "etosu liberalnego" - tu
    gleboko wzdycham i wydaje z siebie przeciagle "hmmmmm" ;)
  • adept44_ltd 24.02.09, 01:10
    ja bym to raczej widział w kategoriach psycho-socjologicznych (ale oczywiście
    owo niedoinformowanie też jest) i raczej mówił o lęku przed wyjściem poza
    akademię (mającym różne przyczyny, bo u nas to też lęk przed
    upolitycznieniem.... tego, co i tak polityczne), a etos był przykładem...
    historycznym.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 24.02.09, 01:16
    Oczywiście - lęk przed wyjściem poza czystą naukę - przy czym np. seksistowskie
    dowcipy studenci powinni uznac za ekspresje osobowosci kostycznego kaplana
    wiedzy ;P Cale szczescie, ze wspomniales o historycznosci etosu liberalnego. To
    mowilem ja, thersites, mn.w. -5/-5 w niedawnym tescie dala.taty ;)
  • dala.tata 24.02.09, 10:51
    oczywiscie ze jest tym wszystkim nauka, ale to nie znaczy ze 'wszystko wolno' i
    ze mamy ja zaangazowa dla potrzeb partii politycznych. poilitycznosc nauki jest
    przez male p.
    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • tocqueville 24.02.09, 10:54
    nie ma niczego złego w upolitycznieniu nauki (przecież wszyscy działamy w ramach
    polis=państwa)
    szkodliwe natomiast jest niewątpliwe zideologizowanie i upartyjnienie
    (ufrakcyjnienie) - z tym trzeba walczyć
  • adept44_ltd 24.02.09, 10:57
    nie, nie znaczy, ale jak udajemy dziewice w tym względzie, to tym mocniej
    manipulujemy... bo ludzie myślą, że to neutralny autorytet, a taki nie istnieje...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.02.09, 13:22
    oczywiscie ze taki nie istnieje....tyle ze w BBC ja widze komentatorow, ktorych
    pogladow za cholere nie znam. ni dudu. nic. to sa ludzie ktorzy rownie dobrze
    atakuja wszystkich politykow, wytykajac im luki, bledy itd itd.

    czy oni sa polityczni? tak! oni sa politycznie w sesnie akceptowania
    demokrtycznego porzadku rzeczy i kontrolnej roli mediow w tym porzadku. i to
    jest polityka BBC, mnie ona odpowiada w najwyzszym stopniu. i takich programow
    publicystycznych jakie widzialem na BBC (legendarna Newsnight na przyklad -
    mistrzostwo swiata w dziennikarstwie politycznym) nie widzialem nigdzie.

    gazety sa oczywisice inne i tak powinno byc.

    co do naukowcow, naukowiec wystapeujacy jako naukowiec powinien byc 'neutralny'
    w sensie takim ze powinna go intersowac jakosc komentarza dawanego ludziom o
    roznych pogladach. powinien tez swoje poglady ukrywac, przy przezorczystosci
    zalozen, ktore czyni. Migalski, i nie tylko zreszta, jest baaaardzo daleki od
    takiego modelu.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • dala.tata 24.02.09, 10:31
    no zawsze wszystko jest bardziej zlozone. jednak jak widze tutejszych dyzurnych
    politologow w tv, taki ANthony King, to wszystko co moge powiedziec, to czapka z
    glowy. nie mam zielonego pojecia jakie on ma poglady polityczne. analizy sa
    proste, do rzeczy i bez zaangazowania politycznego. i tego oczekuje od naukowca.

    i to poziom kotrego migalski nie jest w stanie osiagnac

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 24.02.09, 10:39
    tylko pozazdrościć... acz fenomen Migalskiego (oczywiście tylko w części
    bzdurzenia, bez sprawy poglądów politycznych) jest opisany przez Baudrillarda
    jako jeden z aspektów współczesnych mediów.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.02.09, 10:41
    :-) oczywiście, nie na przykładzie naszego dzielnego komentatora...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.02.09, 10:47
    tak mi przyszlo do glowy, ze druga debate Obamy i McCaina widzialem w CNN na
    zywo. i potem byli komentatorzy. i oni byli podzieleni na neutralnych i na
    zaangazowanych. i to bylo bardoz ciekawe. choc ci zaangazowani byli zawsze jakos
    zwiazani z kampania (choc i tak mowili ciekawe rzeczy), zaden nie byl zwiazany z
    uniwersytetem.

    tak jak mowilem, to tylko przyprawia gebe politologii i nauce.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • thersites 24.02.09, 16:35
    Poza wszystkim (tzn. poza wulgarna prezentacja preferencji wyborczych), nauka
    jest polityczna, bo polityczne sa - przynajmniej w humanistyce - wybory
    metodologiczne, obieranie problemow badawczych itp., a to z kolei scisle wiaze
    sie z, jak to nazywam, tenure-ologia, ktora kwitnie na Zachodzie, a ktora
    slabawa jest u nas, sadzacych naiwnie, ze o kwalifikacji tematow, przydzielaniu
    grantow czy wyksztalceniu sie szkol metodologicznych decyduja talent,
    inspirujaca idea itp. ;) A co do poprawnosci politycznej: nie moge sie juz
    doczekac jej terroru, podobnie jak - a propos dyskusji eeeli i tocqueville'a -
    nie moge doczekac sie czasow, gdy i u nas jakikolwiek wplyw na obsade katedr
    miec beda studenci...
  • dala.tata 24.02.09, 16:51
    a dalczego niby tylko w humanistyce? i decyzja by ladowac milardy w badania nad
    farmakologicznym a nie 'slownym' leczeniem chorob psychicznym to niby nie jest
    polityczne? badania genetyczne nie sa polityczne? a badania klimatologiczne?

    i wreszcie w kazdej nauce mamy tryndy i mody. wybory dostosowujace sie do nich
    sa rowiez polityczne. humanistyka bynajmniej nie jest tu szczeoglnie polityczna


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • thersites 24.02.09, 17:00
    Zgadzam sie w zupelnosci, ale chyba przyznasz, ze w przypadku humanistyki to
    jakos bardziej e-widentne. Swoja droga kazdy zna Sokala, niewielu slyszalo o
    Bogdanov twins ;)
  • dala.tata 24.02.09, 17:18
    chyba nie przyznam. ale o tych blizniakach to bym sie dowiedzial chetni.e
    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • thersites 24.02.09, 17:05
    Alez przeprowadza sie. I na tym sie zwykle konczy ;) Pewnie wciaz wiekszosc
    kadry uwaza, ze ocena studenta jest ocena niepelnowartosciowa: bo czy doceni?
    Jest w tym pewnie nieco racji, bo, jak mysle, nasi studenci (ale i uczniowie
    itp.) wciaz nie do konca potrafia korzystac z demokratycznych narzedzi (o czym
    swiadczy chocby nedzna frekwencja w wyborach samorzadu), ale - tego jestem pewny
    - to takze nasze zadanie, by ich tego nauczyc i uswiadomic im, ze maja prawo
    wymagac od nas tak, jak my mamy prawo wymagac od nich. Nawiazujac do Twojej
    dyskusji z tokewijem: poza nielicznymi przypadkami, gdy traktowac studenta
    powaznie, odwdzieczy sie tym samym.
  • tocqueville 24.02.09, 17:29
    > Miałam wrażenie, że już się przeprowadza ewaluację nauczycieli akademickich
    przez ich studentów

    oj, zaraz będzie kolejny punkt sporny w imię elitaryzmu
    już kiedyś była dyskusja, w której argumentowałem, że nie każdy powinien mieć
    prawo oceniania :)
  • thersites 24.02.09, 17:41
    Cala rzecz w tym, by nauczyc studentow oceniac tak, jak bysmy sobie tego zyczyli :)
  • adept44_ltd 24.02.09, 17:43
    nauczyłeś kiedyś??? np. na 1 roku?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 17:48
    jak widzę, że grupka studentów stawia mi najniższą notę w kategorii "obecność na
    zajęciach", choć nie opuściłem żadnych - to jak mam to traktować? dla mnie to
    odwet za oblany egzamin
  • thersites 24.02.09, 17:57
    Adepcie, pewnie nie nauczylem, ale staram sie uczyc. Dlaczego zreszta
    20-letniemu czlowiekowi wolno decydowac w wyborach o losie tego kraju, a nie
    wolno o poziomie Twoich zajec? Musi dojrzec, by dostrzec subtelnosc Twojej
    argumentacji? Za czasow moich studiow (a bylo to - ho, ho - jakies 3 lata temu
    ;) dydaktyka byla na zenujacym poziomie, przynajmniej, jesli mowic o tzw.
    seniorach. Wyklad cedzony przez zeby, seksistowskie uwagi, zupelny brak
    zainteresowania studentem i jego potrzebami. I pewnie stad w moim tonie ta
    przymieszka egzaltacji. Oczywiscie, nie da sie uniknac ocen niesprawiedliwych,
    ale od tego jest korelacja ankiety z postepem studenta w nauce i dlatego tez -
    przynajmniej na UJ - pod uwage bierze sie oceny nie-skrajne.
  • tocqueville 24.02.09, 18:02
    "Dlaczego zreszta 20-letniemu czlowiekowi wolno decydowac w wyborach o losie
    tego kraju, a nie wolno o poziomie Twoich zajec?"

    oj mógłbym tu rzucić cytatem z Tocqueville'a (oryginała)
    jest to w ogóle ciekawe zjawisko 20letniego człowieka uważa się za na tyle
    dojrzałego, aby mógł decydować o losie kraju a jednocześnie odmawia mu się
    wolności w szeregu drobnych spraw (uważając za smarkacza) - paradoksy demokracji
  • adept44_ltd 24.02.09, 18:08
    ależ ja nigdzie nie napisałem, że nie wolno mu decydować... tylko jest pewien
    problem (analogie są zwodnicze, zresztą teraz powinny nas zaprowadzić do debaty
    na temat demokracji...), powiedziałbym - paragraf 22 - bo jak ma decydować o tym
    ktoś, kto się nie nadaje... hę, a jeśli takich jest większość??? to cierpi na
    tym mniejszość, która się nadaje... demokracja tak by tu działała...

    co do reszty, no właśnie, stale apeluję - popatrzmy trochę szerzej, poza własne
    doświadczenia... to, o czym napisałeś, to żenada i powinna być tępiona...
    ale ja ci podam przykład z moich studiów (gdzie dzięki bogu nie spotkałem tego,
    co piszesz, ale to było nieco dawniej) - był na 1 r. adiunkt killer - dobre
    zajęcia z nieco nudnego przedmiotu, wysoki poziom, i spory procent ostatecznie
    oblewanych, no trzeba było harować, zresztą przedmiot ważny. I o nim ówcześni
    studenci (a to jednak było coś jakościowo innego) zaczynali mówić dobrze na 5
    roku... wcześniej by go usunęli z pracy, gdyby mogli... Ale ja do dzisiaj
    pamiętam teksty, którymi nigdy później się nie zajmowałem, a upłynęło 20 lat...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.02.09, 18:21
    to, o czym mówimy ma dużo szerszy kontekst, bo nie byłoby tego problemu, gdyby
    był normalny rynek pracy... i w efekcie rynek edukacji bądź (a najlepiej i)
    płatne studia, przy tym chciałbym zwrócić uwagę, że jest różnica między dużymi
    ośrodkami (których jest jednak mniejszość) i całą resztą, gdzie dekują się
    ludzie, którzy nie wiedzą, po co studiują...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 18:24
    "gdzie dekują się ludzie, którzy nie wiedzą, po co studiują... "

    myślę, że takich jest pełno niezależnie od wielkości miasta, czy statusu uczelni
    (prywatna/państwowa) :)
  • adept44_ltd 24.02.09, 18:26
    z doświadczeń - stawiam, że przewagę mają małe uczelnie i prywatne,
    dobrzy,wiedzący czego chcą idą do dużych, państwowych (dodam, że już
    przedyskutowaliśmy to ;-))). Oczywiście, są wyjątki...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 24.02.09, 18:30
    być może masz trochę racji
    ale ja często widzę postawę: "dostać się byle gdzie, aby to była państwowa
    uczelnia, bo nie trzeba płacić, a co będzie dalej - się zobaczy" - jak masz
    zaryzykowac trochę swojego grosza na edukację to już jest inaczej
  • tocqueville 24.02.09, 18:40
    zatem kończąc - myślę, że rynek najbardziej psują małe państwowe (cztery
    literki), bo te najczęściej wybiera się na przeczekanie (to nic nie kosztuje) a
    dopiero potem małe prywatne, ale to już napraaaaawdę koniec
  • adept44_ltd 24.02.09, 18:46
    ok, ale pozwolisz, że przewrotnie powiem - zgoda, bo 1) robią to też duże
    prywatne... 2) ja widziałem ogłoszenia o pracy, w których wskazywano - tylko nie
    po... i wymieniano prywatną..., więc ona już nic nie mogła zepsuć. I jeszcze -
    jeśli pracujesz na dużej (w miarę) prywatnej w dużym mieście, to nie masz
    najmniejszego pojęcia o czym mówisz... mnie się zdarzyło pracować i na takich, i
    na takich - podobnie z państwowymi...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 24.02.09, 18:29
    Masz platne studia w UK i co to zmienia? Tak samo, slaba uczelnia przyciaga
    slabych studentow, lepsza uczelnia przyciaga lepszych studentow. Z wielkoscia
    uczelni to tez jest jakos skorelowane.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • tocqueville 24.02.09, 18:32
    chario, stop, finito - nie będe tu dyskutował o naszym ulubionym wątku :) -
    koniec z dyskusją o państwowych/prywatnych
  • charioteer1 24.02.09, 18:34
    Tocq, przeciez ja nawet nie wymieniam tych dwoch brzydkich slow...

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 24.02.09, 18:37
    no tak, to by obalało moją tezę... więc wracam do marzeń o rynku...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 24.02.09, 18:30
    Kurcz: zgadzam sie i nie zgadzam :) Rozumiem Twoje argumenty. Kiedys, pod
    wrazeniem blyskotliwych esejow cudownego dziecka jednego z wydzialow, wybralem
    jego kurs dla 1-roczniakow (sam bedac na roku chyba 3): subtelny ten eseista
    sial postrach wsrod swoich studentow. Zadnych wstepow, zadnej propedeutyki
    dziedziny, tylko: co, nie czytala pani Dantego w oryginale? co pani robi na tych
    studiach? nie wie pan kto zacz Celan? zal mi pana itd.itp. Podziwialem jego
    ksiazki, docenialem glebie, rozumialem aluzje i bylo mi ... niedobrze. Pewnie,
    najbystrzejsi zechca mu dorownac, szara masa bedzie sie bala, moze gardzila. I
    co z tego, ze za 5 lat beda mieli poczucie, ze zetkneli sie z persona? Uczelnia
    to nie kosciol, zajecia nie tajemny ryt. I tyle. Na niekomunikatywnosc pozwolic
    sobie moga najwieksi, ale i najwieksi zwykle z tego przywileju nie korzystaja.
  • adept44_ltd 24.02.09, 18:35
    ty swoje, ja swoje... tylko, że ja już dawno napisałem, że nie chodzi o
    niekomunikatywność - jak ktoś jest niekomunikatywny nie powinien pracować ze
    studentami i tyle... ja mówię o sytuacji, w której delikwent jest zszokowany
    faktem, że ma coś przeczytać... i potem umieć coś na ten temat powiedzieć...
    tyle... bo już w takim miejscu jesteśmy...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • thersites 24.02.09, 19:05
    Dobra. Na zmiane trywializuje i dziele wlos na czworo. To przez pogode ... :)
    Tymczasem zarzucam cytat z klasyka i klaniam sie. "To właśnie cała logika
    instytucji szkolnej opartej na pracy pedagogicznej typu tradycyjnego i
    gwarantującej, w ostateczności, „nieomylność" mistrza, która przejawia się w
    profesorskiej ideologii „marności" studentów, będącej mieszaniną najwyższych
    wymagań oraz pełnej rozczarowań pobłażliwości, skłania profesora do traktowania
    wszystkich niepowodzeń w komunikowaniu, nawet najmniej nieoczekiwanych, jako
    części składowych stosunku wywołującego już z samej swej natury zły odbiór
    najlepszych przekazów przez najgorszych odbiorców."
  • adept44_ltd 24.02.09, 19:16
    no ale klasyk nie zawsze musi mieć rację? nie? :-))) to znaczy nie musi być
    "nieomylny" ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 26.02.09, 23:16
    TVP 2 Warto rozmawiać

    o prześladowaniu Migalskiego, Cenckiewicza, Nowaka, niezła zabawa...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 26.02.09, 23:52
    ktorego Nowaka? jerzego roberta czy andrzeja?


    adept44_ltd napisał:

    > TVP 2 Warto rozmawiać
    >
    > o prześladowaniu Migalskiego, Cenckiewicza, Nowaka, niezła zabawa...


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • adept44_ltd 26.02.09, 23:57
    Jerzego Roberta...
    masakra... jakoś sporo informacji w imię prawdy prowadzący zapomniał przekazać...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 27.02.09, 01:00
    jurus robus tez jest fajny.
    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 27.02.09, 08:57
    ba, tam byli sami fajni i prześladowani przez Gazetę Wyborczą i Niemców i
    domagali się prawdy, wolności badań i uniwersytetu dla siebie..., ale np.
    prowadzący po bardzo wzruszającej rozmowie z młodym (sic!, bo chyba z 50
    -letnim) doktorem wywalonym we Wrocławiu (chyba zresztą z umowy-zlecenia),
    zapomniał dodać, że tenże prześladowany badacz przegrał proces z prof. Miodkiem,
    którego oskarżył o współpracę... w sumie chyba ksiądz Isakowicz-Zaleski nie
    pasował mi do tego towarzystwa, no ale tak go spozycjonowała rzeczywistość.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka