Dodaj do ulubionych

Czego brakuje polskim naukowcom?

18.02.09, 15:56
Prof. Dietl, jedyny zeszloroczny zwyciezca w unijnym programie Ideas z polska
afiliacja, powiedzial o polskich naukowcach:

"Myślę, że nie mamy zawziętości, ambicji ani wiary w siebie. Narzekanie na
brak możliwości w znacznej mierze nas ogranicza. Tak naprawdę niewielu
polskich naukowców ma pomysł - także ci, którzy widzą jedynie problem w
pieniądzach - co mogliby z pieniędzmi zrobić, gdyby już się pojawiły."

To czego nam najbardziej brakuje: pieniedzy, ambicji, zawzietosci, wiary w siebie?


--
March of the penguins
Edytor zaawansowany
  • eeela 18.02.09, 16:07
    Mnie brakuje dyscypliny i sily charakteru.

    Natomiast jak mam mowic o swoich nauczycielach czy kolegach z
    Polski, to pewnie brakuje im pieniedzy, ale jakos to sie nie
    przeklada na gorsze wyniki czy brak kreatywnosci. Jasne, sa lepsi i
    gorsi, wybitni i przecietniacy, ale na brak aktywnosci w moim dawnym
    instytucie narzekac nie mozna.

    Jednej istotnej rzeczy tam (mi) brakuje - porzadnej strony
    internetowej z prezentacja aktualnych informacji w swiecie nauki. To
    jest zgroza po prostu, ze jesli nie pojdzie sie na drugie pietro i
    nie stanie pod tablica informacyjna z papierowymi swistkami, to
    czlek nijak nie moze sie dowiedziec, co sie aktualnie dzieje.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dala.tata 18.02.09, 16:13
    wszystkim brakuje sily i dyscypliny. ja zamiast kodowac dane dzisiaj nie robie
    nic, bo mi sie nie chce. jednak jak tak bedzie na dluzsza mete to przestane byc
    profesorem bo moj uni nie bedzie chcial placic mi tyle, jesli sie bede obijal.
    no to pracuej.

    co do reszty, to jakos nie wierze ze w to ze historykom brakuje duzej forsy
    nabadania.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • eeela 18.02.09, 16:28
    Ksiazki. Ksiazki historyczne, nie wiedziec czemu, kosztuja fortune.
    Jeszcze w Polsce to wcale nie jest tak zle, mozna sobie na nie od
    biedy pozwalac. Ale tutaj? Kiedy srednia cena ksiazki potrzebnej mi
    do pracy to £60? SREDNIA, podkreslam, sa takie co kosztuja po 150.
    Kurrrna, jak mnie to denerwuje.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dala.tata 18.02.09, 16:34
    eeeela, ja naprawde o tym wiem. ja przez to przechodzilem piszac prace mgr i dr.
    w czasach zamierzchlych. mnie dzisiaj stac na kupowanie ksiazek i z przerazeniem
    ogladam moje billingi z kart kredytowych.....

    ty jednak masz biblioteke. kledzy w polsce nie zawsze. dlatego oni maja problem.
    jednak jezdzi sie coraz czesciej i mozna pojsc do biblioteki i skserowac.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • charioteer1 18.02.09, 16:47
    dala.tata napisał:

    > jednak jezdzi sie coraz czesciej i mozna pojsc do biblioteki i skserowac.

    Jezeli ten strasznie niski kurs zlotowki utrzyma sie dluzej, to skonczy sie
    jezdzenie. Takie "wyjechac i skserowac" to tez czysta glupota, bo zamiast
    finansowac turystyke, naprawde bardziej oplaca sie kupic i miec u siebie w
    bibliotece. Wiecej osob skorzysta. Nie mowiac juz o porzadnie dzialajacym
    systemie wypozyczen miedzybibliotecznych.

    --
    March of the penguins
  • dr.trefny 18.02.09, 21:27
    Jaki 'niski kurs PLN'? To jest kurs REALNY. Jaka gospodarka, taka
    waluta...
  • eeela 18.02.09, 16:57
    Ja tak wlasnie robilam za czasow magisterskich, ani magisterki, ani
    projektu doktoratu nie napisalabym bez tego jezdzenia. A kurs
    zlotowki byl wowczas o wiele gorszy niz dzis. Rodzice moi od ust se
    odejmowali na moje fanaberie :-) A biblioteki w Polsce to
    rzeczywiscie zaloba, ludziom nie pozostaje nic innego niz jezdzic,
    kserowac albo kupowac w ksiegarniach wysylkowych na koszt wlasny. Sa
    oczywiscie fundusze biblioteczne, ale ubogie bardzo.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dr.trefny 18.02.09, 21:26
    A kto dzis czyta ksiazki (poza studentami i dzielami klasykow)?
    Dziewczyno! Dzis mamy XXI wiek. Jedyne papierowe rzeczy, ktore
    powinny cie interesowac, to dokumenty zrodlowe, a nie cudze
    opracowania, czyli dane z drugiej albo nawet i trzeciej reki...
  • eeela 18.02.09, 21:36
    W mojej dziedzinie obowiązkowe jest, aby znac obecny stan badań w obrębie
    wybranych przez siebie zagadnień badawczych. W przeciwnym razie swoje badania
    bez wiedzy o innych można o kant dupy potłuc - a jeśli by sie przypadkiem
    jeszcze coś powtórzyło, co ktos inny już powiedział, to od razu oskarżenie o
    plagiat.

    Prawdą jest, że historyk zaczyna pracę od czytania źródła, starając się to robić
    'na czysto', bez uprzedniego wczytywania się w opracowania danym źródłom
    poświęcone. Ale z innymi pracami w którymś momencie zapoznać się trzeba, nie ma
    innego wyjścia.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dr.trefny 18.02.09, 21:44
    Aby dowiedziec sie, co X napisal na temat Y, nie trzeba zaraz
    kupowac ksiazki X'a, a tylko ja przeczytac w bibliotece...
    Rozumiem, ze mieszkasz w UK, wiec co za problem? Slyszalas moze o
    British Library w Londynie? Tam swe studia przeprowadzali m. in. K.
    Marx i B. Malinowski...
  • eeela 18.02.09, 21:54
    Owszem, korzystam w bardzo dużej mierze z usług bibliotecznych.

    Są jednak takie książki, i jest ich dużo, które potrzebne mi są na stałe, jako
    bardzo ważne źródła referencyjne. Potrzebuję je mieć cały czas pod ręką. W tym
    momencie nie jest źle, bo mogę trzymać do 30 książek z biblioteki praktycznie
    przez cały czas, ale to się może niedługo zmienić. Poza tym moja lista
    podstawowych źródeł referencyjnych mieści zdecydowanie więcej niż 30 pozycji.


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dr.trefny 18.02.09, 22:04
    Slyszalas moze o skanerze i fotokopiarce? I co to za praca naukowa
    polegajaca na przepisywaniu z cudzych ksiazek?
    Jedyne ksiazki, ktore kupuje, to podreczniki, z ktorych ucze w
    Polsce. Na Zachodzie zas takie podreczniki otrzymuje za darmo od
    wydawcow. Z pozostalych ksiazek korzystam zas w bibliotekach...
    Tyle, ze ja opieram sie glownie na danych zrodlowych, a nie na
    cudzych pomyslach i wiedzy z drugiej/trzeciej/czwartej reki...
    Pozdr. :)
  • eeela 18.02.09, 22:14
    Kopiowanie całych książek to łamanie prawa, czyżbyś namawiał mnie do tego?
    Co do przepisywania z cudzych książek - gdybyś był uprzejmy pofatygowac się i
    przeczytać moje wykłady z metodologii historii w wątku o definiowaniu
    humanistyki, może by coś do ciebie dotarło, po co historykowi potrzebne jest
    stałe odwoływanie się do innych badań. Wybacz, powtarzać wszystkiego specjalnie
    dla ciebie mi się nie chce, zwłaszcza że i tak nie liczę na zbytnie zrozumienie
    - do tego trzeba jednak chłonnego umysłu.


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dr.trefny 18.02.09, 22:29
    1. Lamanie prawa? Lamaniem prawa jest odbieranie komus dostepu do
    wiedzy dla zaspokojenia swych wlasnych, egoistycznych korzysci
    finansowych.
    2. I odkad to historia jest nauka (science) i odkad ma ona swa
    metodologie? I o jakiej historii tu mowimy? O historii Polski
    takiej, jaka byla ona za czasow PRLu, czy tez o tej obecnej, czyli
    IPNowskiej? A moze o historii Europy Srodkowej uprawianej w Polsce,
    czy tez o tej uprawianej w Rosji, na Ukrainie, w Niemczech, czy moze
    na Litwie? Albo na przykladzie W. Brytanii - o historii Imperium
    Brytyjskiego pisanej przez brytyjskich kolonialistow, czy tez tej
    pisanej np. w Afryce przez ofiary owego brytyjskiego kolonializmu?
    3. I daruj sobie te ciagle ataki ad personam... Ja atakuje nie
    Ciebie, a twe poglady, ty zas atakujesz mnie jako osobe... :(
  • dr.trefny 18.02.09, 23:16
    1. Lemologia to moje hobby. Na Zachodzie uwazana zrezta za powazna
    galaz nauki...
    2. To czemu mamy tak diametralnie odmienne historie Polskiego Ruchu
    Oporu? Czemu ocena AK, AL i GL, a szczegolnie NSZ sie tak
    diametralnie zmienila po roku 1989?
    3. Nazywajac mnie trollem, narazasz sie na proces o znieslawienie...
  • tocqueville 18.02.09, 23:20
    "To czemu mamy tak diametralnie odmienne historie Polskiego Ruchu
    Oporu? Czemu ocena AK, AL i GL, a szczegolnie NSZ sie tak
    diametralnie zmienila po roku 1989?"

    A co do interpretacji Lema wszyscy się zgadzają?
    Wszyscy odczytują go tak samo?
    jest jedna możliwa interpretacja Lema?
  • dr.trefny 18.02.09, 23:26
    1. Zachodni Lemolodzy (Kandel, Suvin, Rottensteiner) uznaja jego
    wielkosc jako pisarza. Maja czasem zastrzezenia co do jego
    osobistych dzialan (Rottensteiner), ale nikt go za grafomana nie
    uwaza, podobnie jak i w Polsce czy w Rosji.
    2. Zas NSZ awansowala po roku z 1989 z bycia faszystowskimi,
    antysemickimi bandami do roli bohaterow narodowych, zas AL/GL z roli
    boahaterow zdegradowano do roli terorystow i PPR (Platnych Pacholkow
    Rosji)...
  • tocqueville 18.02.09, 23:30
    dr.trefny napisała:

    > 1. Zachodni Lemolodzy (Kandel, Suvin, Rottensteiner) uznaja jego
    > wielkosc jako pisarza. Maja czasem zastrzezenia co do jego
    > osobistych dzialan (Rottensteiner), ale nikt go za grafomana nie
    > uwaza, podobnie jak i w Polsce czy w Rosji.
    > 2. Zas NSZ awansowala po roku z 1989 z bycia faszystowskimi,
    > antysemickimi bandami do roli bohaterow narodowych, zas AL/GL z roli
    > boahaterow zdegradowano do roli terorystow i PPR (Platnych Pacholkow
    > Rosji)...

    jak dziecko
    naprawdę nie rozumiesz mechanizmu?
    w Rosji leninowskiej wycięto Puszkina z kanonu a w stalinowskiej przywrócono i
    uczyniono wiodącym
    dzisiaj docenia się Eliota, a za Stalina nazywano go piszącym szympansem
    Za Stalina pluto na Orwella, a dzisiaj go się wielbi

    - czy to wszystko świadczy, że literaturoznwstwo nie jest nauką?
  • dr.trefny 18.02.09, 23:45
    Sam wlasnie dowiodles tego, ze zarowno historia jak i
    literaturoznawstwo nie są nauką (science)...
  • tocqueville 18.02.09, 23:49
    dla mnie nie są "science" - nigdy nie twierdziłem że są
    po historii dostajesz "magister of art"
  • dr.trefny 18.02.09, 23:55
    Po naszemu "magister sztuk" (Master of Arts, MA), ale dopiero po 2
    latach extra studiow, nstepujacych po uzyskaniu stopnia "licencjata
    sztuk" (Bachelor of Arts, BA)...
  • tocqueville 18.02.09, 23:54
    Kagan, ja już nie wiem jakiej ty tezy bronisz,
    o ile pamiętam zaczeło się od tego, że sugerowałeś, że lemologia
    (literaturoznawstwo) jest nauką a historia nie jest
    teraz piszesz, że obie nie są naukami - tak szybko zmieniasz zdanie czy tobie
    też już się wszystko pomieszało
  • dr.trefny 18.02.09, 23:58
    1. To nie ja sprowadzilem dyskusje na manowce. Ja staram sie pisac
    na temat tego watku.
    2. Nigdzie nie twierdzilem, ze interdysyplinarna z definicji
    lemologia jest "hard science", a tym bardziej, ze literaturoznawstwo
    jest nauka ("science").
    3. To tobie sie pomieszalo, bo zaczales atakowac mnie osobiscie, a
    nie moje poglady...
  • dala.tata 18.02.09, 23:00
    do niczego cie nie namawiam. jednka nie mam trudnosci wielkich z tym, ze ludzie
    beda kopiowac moje ksiazki. ostatnia kosztuje 50 funtow (jest tylko hardback).
    sam bym jej za tyle nie kupil, co nie znaczy ze nie uwazam ze jest dobra -
    uwazam :-). jednak cena jest zupelnie szalencza.

    eeela napisała:

    > Kopiowanie całych książek to łamanie prawa, czyżbyś namawiał mnie do tego?
    > Co do przepisywania z cudzych książek - gdybyś był uprzejmy pofatygowac się i
    > przeczytać moje wykłady z metodologii historii w wątku o definiowaniu
    > humanistyki, może by coś do ciebie dotarło, po co historykowi potrzebne jest
    > stałe odwoływanie się do innych badań. Wybacz, powtarzać wszystkiego specjalnie
    > dla ciebie mi się nie chce, zwłaszcza że i tak nie liczę na zbytnie zrozumienie
    > - do tego trzeba jednak chłonnego umysłu.
    >
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • eeela 18.02.09, 23:07
    Problem z książkami kopiowanymi jest taki, że są one kiepskiej jakości i mało
    wytrzymałe. Nie lubię ich nieporęcznych formatów, a bindowanie rozwala się po
    kilku miesiącach intensywnego użytkowania.

    Mam cichą nadzieję, że jednak kiedyś uda mi się znaleźć pracę, w której będę
    otrzymywać fundusz na takie zakupy, i tyle :-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dr.trefny 18.02.09, 23:16
    Nadzieja matka glupich...
  • dala.tata 18.02.09, 23:20
    alez ja sie z tym wszystkim zgadzam. to ja tez bede czekal na prace z funduszem
    na ksiazki. nie widzialem jeszcze czegos takiego. wszystkie ksiazki kupuje sam z
    wlasnej forsy. i zawsze jest konieczneosc wyboru, albo atak serca przy czytaniu
    billingu VISA.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • dr.trefny 18.02.09, 23:22
    Nie kupuj nic na karty kredytowe. VISA w Austrtalii wciaz liczy
    rocznie prawie 20% za kredyt, przy oficjalnej stopie inlfacji ok.
    1%...
  • eeela 19.02.09, 01:15

    > alez ja sie z tym wszystkim zgadzam. to ja tez bede czekal na prace z funduszem
    > na ksiazki. nie widzialem jeszcze czegos takiego. wszystkie ksiazki kupuje sam
    > z
    > wlasnej forsy.


    Moja promotorka ma taki fundusz, wnoszę więc, że jest to możliwe :-)

    Ale ona jest Wielce Ważną Personą. Pwnie trzeba na takie coś długo czekać ;-)

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • dala.tata 19.02.09, 01:18
    i ona te ksiazki do domu bierze? to sa jej ksiazki? bo ja moge kupowac ksiazki
    ale do biblioteki. ale chyba wiem co to jest. u nas na uni w ogole takiego
    czegos nie ma - bez wzgledu jak wazna persona sie jest.


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • eeela 19.02.09, 02:59
    Tak. Ja zresztą też dostałam na poczśtku studiów mały fundusz, ale tylko na
    słowniki - łacińsko-angielskie, angielsko-łacińskie, angielsko-polskie i
    polsko-angielskie. Wszystko najlepsze, co mozna dostac na rynku, razem jakieś
    £300. Więcej mnie jako marnemu studenciakowi nie dali, ale jako pracownik
    naukowy wystarczy, że udokumentujesz, że sa to rzeczy kluczowe dla twojego
    researchu, i masz fundusz, oczywiście w ramach rozsądku. Więcej nawet, jeśli
    przeżywasz przeprowadzkę, masz specjalny fundusz od pracodawcy na
    przeprowadzanie 'warsztatu pracy', czyli biblioteki - nie musisz sam za to
    płacić. Takie są benefity warsztatu historycznego :-)


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • adept44_ltd 19.02.09, 01:28
    w dużym uproszczeniu to chyba jest tak, że szkolnictwo wyższe do sensownego
    działania potrzebuje:
    1) sensownego systemu,
    2) sensownej tradycji sensownego funkcjonowania (zwyczajów, sławy etc.),
    3) sensownego otoczenia (polityka państwa, rynek pracy, rynek edukacji),

    i tego wszystkiego nam potrzeba.... nawet, jeśli się nam uda zbudować to 1. (to
    jedyne, co możemy mieć..., no ewentualnie można by sobie liczyć na politykę
    państwa ;-) jeszcze), to i tak sporo będzie brakowało, ale od czegoś czego zacząć,
    dobranoc
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dr.trefny 18.02.09, 23:10
    Nie mam nic przeciwko temu, aby kopiowano me publikacje. Np.
    ostatnio w Polsce opublikowalem artykuly w pismie, ktore na rynku
    kosztuje 150 zl za 1 wydanie:
    • Szynowy transport miejski w Polsce (Tramways, Metro Systems and
    Urban Railways in Poland) In: Transport Szynowy Number 2 of April
    2008
    • Polityka zakupu tramwajów w Polsce po roku 1989 (Policy of
    Tramways Procurement in Poland after Year 1989) In: Transport
    Szynowy Number 2 of April 2008
  • matmis 21.03.09, 11:00
    "na rynku" to można je dostać spiracone za 5 złotych ;-)
  • dr.trefny 18.02.09, 22:11
    Ksiazki to jest poboczny temat na tym watku. Raz jeszcze wracam do
    tego, ze polskiej nauce brakuje glownie OTWARCIA NA SWIAT. Bez
    automatycznego uznawania zagranicznych dyplomow doktorskich, i to
    obecnie jako habilitacji (mowa tu dyplomach z uznanych uczelni, np.
    z czolowki rankingow typu THES), a w niedalekiej przyszlosci
    zniesienia takich iscie feudalnych instytucji jak np. habilitacji i
    dozywotnich, belwederskich profesur i skonczenia z modelem kariery
    typu "od studenta do rektora na tej samej uczelni", to polska nauka
    nie ma najmniejszych szans...
  • charioteer1 18.02.09, 22:32
    Sorry, Kagan. Czytam sobie wlasnie ksiazke wydana przez powazne miedzynarodowe
    wydawnictwo (New York/London, 2008), w ktorej cytowana jest praca mojej
    kolezanki, opublikowana na rok przed jej doktoratem w Polsce.

    Dlatego uwazam, ze automatyczne uznawanie PhD za habilitacje szybko
    doprowadziloby do obnizenia poziomu habilitacji w Polsce. Skoro tobie sie nalezy
    habilitacja z automatu, to jej sie nalezala juz 15 lat temu za ten doktorat.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • dr.trefny 18.02.09, 22:42
    1. Jestem za zniesieniem habilitacji.
    2. Gratulacje dla kolezanki.
    3. Nie chce niz "z automatu". Uwazam, ze poniewaz australijski PhD
    jest najwyzszym stopniem naukowym, to dopoki w PL jest habilitacja,
    to aglosaski PhD powinien byc w PL uznawany za habilitacje. To by
    tylko PODWYZSZYLO poziom polskich habilitacji.
    4. I jak pisalem - z braku uznania w PL mego PhD, wyjezdzam znow na
    Zachod, takze i dla tego, ze nie widze najmniejszych szans na
    naprawe polsiej nauki przez jej obecne kadry...
  • charioteer1 18.02.09, 22:47
    Kaganku, ona ma h=2 tylko za prace sprzed doktoratu w Polsce, a ty nawet tyle
    nie masz. To latwo sprawdzic, bo po doktoracie wyszla za maz i zmienila nazwisko.

    Czemu od razu nie zazadasz tytulu profesora za swoje PhD? Nie badz minimalista...

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 18.02.09, 22:51
    Chario, obstawiamy, jak szybko Kaganka wyleją???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 18.02.09, 22:55
    Adept, nie badz zlosliwy...

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • adept44_ltd 18.02.09, 22:57
    jak czytam ten bełkot, nic innego mi nie pozostaje, zwłaszcza, że znam doktorat
    Lesia... i nie przepuściłbym czegoś takiego u swojego doktoranta. Tyle...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 18.02.09, 23:00
    mi wystarczyłoby przeczytanie postów na forum, żeby unikać podań o nostryfikację
    i przyjęcie - zaczynam rozumieć dziekana UJ
  • dr.trefny 18.02.09, 23:11
    Wdze, ze sadzisz me poglady polityczne, a nie jakosc mego
    doktoratu...
  • tocqueville 18.02.09, 23:18
    O, nie o poglądy chodzi tylko o podejście do rzeczywistości.
    Wszędzie widzisz spiski, węszysz układy, pajęcze sieci burżujów i złych
    decydentów, jesteś owładnięty "teorią spisku". Dzięki temu wszystko pięknie
    składa ci się w całość i jednocześnie zyskujesz usprawiedliwienie dla swoich
    kłopotów. A może rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, a wina nie leży
    tylko po jednej stronie.

  • dr.trefny 18.02.09, 23:20
    To jest twoja intepretacja twych pogladow. Jak wiec wytlumaczysz to,
    ze na zachod od Odry "cudownie" uznaja moj australijski stopien PhD,
    a miedzy Odra a Bugiem to juz nie? Co konkretnie mi zarzucasz?
    Pisanie prawdy?
  • dr.trefny 18.02.09, 22:53
    1. I co ztego, ze ma h=2? Miala szczescie, ze ja zacyowano w
    odpowiednich pismach. A ile opublikowala prac poza Polska? I jak ja
    mam to zweryfikowac, skoro nie znam jej nazwiska i specjalnosci?
    Ja do dzis nie wiem jaki mam ten "h", bowiem mam zbyt pospolite
    nazwisko i nie mam czasu na szukanie siebie wsrod setek Kellerow...
    2. Jestem przeciwko belwederskiej, dozywotniej panstwowej profesurze.
    3. I podaj wreszcie swe nazwisko, abym mogl zweryfikowac twoj
    dorobek. Bo na razie, to z dostepnych mi danych szacuje go na h=0,
    number of papers=0...
  • charioteer1 18.02.09, 22:57
    Kaganku, jeden artykul cytowany 40 razy, opublikowany za granica. Nie miala
    szczescia, tylko napisala dobry artykul. Uwierz na slowo.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • dr.trefny 18.02.09, 22:59
    1. A jak sie ona nazywa?
    2. Prosze o tytul tego artykulu i o linki do recenzji tegoz.
    3. Na slowo, to wierza tylko skonczeni glupcy... W nauce nikomu i
    nigdy sie nie wierzy 'na slowo'...
  • charioteer1 18.02.09, 23:01
    A ty widziales kiedys recenzje artykulu w internecie? Hmmm...

    --
    Penguin flight
  • dr.trefny 18.02.09, 21:23
    Jak na bardzo mizerne wyniki swej pracy, to polscy naukowcy
    otrzymuja od polskich podatnikow za duzo pieniedzy...
  • dala.tata 18.02.09, 16:11
    to jest dobre pytanie, choc zle postawione. bo ja mysle ze niczego nam nie
    brakuje - a zatem nie ma nic takiego w brytyjskich naukowcach czego nie maja
    polscy. ja problem widze w systemie, a nie w osobach, bo narzekanie wedlug mnie
    to jest alibi na to nierobienie.

    a zatem: dopoki bedziemy tolerowac nierobow, bedziemy pisac nierzetelne recenzje
    ustawiac konkursyi zamykac sie w srodowiskowych grajdolkach widzac ludzi, ktorzy
    nie chca w nich byc jako zagrzenie, dopoty bedzie nam 'brakowalo czegos'.

    to nie ma nic wspolnego z habilitacja, z tytulem profesorskim, czy jakoscia
    doktoratow. nie ma nawet wiele wspolnego z brakiem pieniedzy (choc niewatpliwie
    latweij sie pracuje za 2 razy wiecej) czy wieloetatowoscia (jak kots ma sile i
    ochote i nie narusza zasad konkurencji niech se pracuje na 100 etataach). ma
    wszystko wspolne z tolerowaniem lenistwa, kolesiostwa, upolitycznienia (tak,
    tak: lustracja rowniez) i wreszcie zwyklego dupiastego zarzadzania kadrami,
    pieniedzmi itd itd.

    w Polsce mozna robic nauke na dobrym miedzynarodowym poziomie (kiedys bylo to
    duzo trudniejsze przez brak dostepu do literatruy, dzisiaj jest coraz wiekszy).
    liczenie na to, ze naukowcy beda to robic boo lubia nie ma sensu, nawet za duze
    pieniadze. takich bedzie czesc. reszte trzeba zmusic, a jak sa oporni, to zwolnic.

    coraz bardziej odkrywam w sobie zadatki na ministra :-)

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 18.02.09, 17:06
    Tak mi sie wydaje, ze troche upraszczasz. Zreszta trudno na tym poziomie
    ogolnosci uniknac uproszczen. Streszczajac twoj post: system promuje lenistwo,
    nierzetelnosc, kolesiostwo. Jako recepte proponujesz pogonic kijem do roboty, a
    leni zwolnic. To zalatwia sprawe lenistwa, a co z nierzetelnoscia i
    kolesiostwem? Skad wiadomo, ze nierzetelni kolesie nie napisza leniowi
    pozytywnej recenzji? Taka nierzetelnosc jest praktycznie nie do wykrycia poza
    ewidentnymi przypadkami, kiedy ktos pisze od razu dwie recenzje - jedna
    pozytywna, a druga negatywna.

    A swoja droga, to ja i tak bardziej wierze w skutecznosc marchewki, niz w
    skutecznosc kija.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 18.02.09, 17:35
    no ja juz sie wypowiadalem wielokrotnie na ten temat. ja uwazam ze polska nauka
    dawno jest poza mozliwoscia samonaprawy, samoregulacji. a zatem tylko dobrze
    zorganizowany radykalny system kontroli moze zlikwidowac te patologie.

    w takim systemie kontroli podelga kazdy element procesu akademickiego, wszelkie
    recenzje, protokoly z rady itd itd. wedlug mnie wystarczy zrobic kilkanasscie
    sepktakulatnych, szeroko zakrojonych kontroli osrdowkow akademickich, zeby
    recenzenci zaczeli sie zastanawiac nad swoimi recenzjami. wszystkie receznje
    habilitacyjne powinny byc audytowane (zaczatki takiego audytu istnieja dzisiaj).
    przecwistawne recenzje powinny byc audytowane w sposob szczegolny - bo choc
    wyobrazam sobie kontekst dla takcih recenzji, jest to kontekst niezwykle rzadki,
    a receznja musialaby byc dobrze umotywowana.

    taki system kntroli mialby na celu rowniez zmiane kultury pracy.

    co wiecej, wypieprzenie leni samo w sobie bedzie presja na uczciwosc. nie mowiac
    juz o tym, ze finansowe zaintersowanie kierownictwa jednostek w dorbych wynikach
    w miedzynarodowych ocenach dorobku, rowniez bedzie presja na rzetelnosc. jak dyr
    intsytutu pol pensji dostanie zaleznie od wynikow paramteryzajci, zobaczysz jak
    pogoni pracownikow.

    i zeby bylo jasne. ja nie wierze ze mozna wypelnic nieuczciwosc w 100 proc. to
    jest niemozliwe. jednak dzisiaj w Polsce nie ma nikogo w nauce kto nie zna
    przepuszczonego knota, naukowcow zbijajaych baki itd itd. tu chodzi o wyrazne
    przechylenie szali.

    i na koniec. ja w polsce w marchewke nie wierze. od czasu mojego wyjazdu zmiany
    w nauce polskiej jesli idzie o finanse i warunki pracy sa dramatyczne. wam jest
    o niebo lepiej niz bylo nam jak bylem w polsce. i co? i nic. marchweka? moze,
    ale z mozliwoscia dobrego wylojenia dupy.

    --

    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • charioteer1 18.02.09, 18:12
    Ja nie lubie takiego wartosciowania wam-nam. Mnie jest bez porownania lepiej niz
    x lat temu i te dramatyczne zmiany w otoczeniu widac w cv.

    Nie wiem, jak sobie wyobrazasz audyt recenzji. Jezeli w internecie trafiam na
    slad pracy doktorskiej obronionej na prowincjonalnym uniwersytecie i od razu po
    tytule wiem, ze ani promotor, ani zewnetrzny recenzent nie maja na ten temat
    bladego pojecia, to jednak bez przeczytania tej pracy nie jestem w stanie
    jednoznacznie stwierdzic, ze recenzje byly nieuczciwe.

    Dlatego nie wierze w skutecznosc zelaznej kontroli - bo kontrolujacych musialoby
    byc co najmniej tylu co kontrolowanych, a i tak pewnie znalezliby sie tacy,
    ktorych nikt nie wazy sie skontrolowac.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:20
    no wystarczyłoby zacząć od zmiany sposobu doboru recenzentów... i już w
    większości przypadków po kłopocie...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 18.02.09, 18:55
    ja tez nie wierze ze osiagniemy 100 procent satysfakcji. ale wole to niz nic. a
    gdyby w procesie recenzyjnym istnial tylko problem tego ze recenzenci nie sa
    scislymi specjlaistami, byloby fajosko w Polsce.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • flamengista 18.02.09, 18:40
    dzisiaj na forum wkroczył Dala.tata wojujący;)

    Generalnie się zgadzam, ale wolałbym by więcej było marchewek. Nawet bardzo
    prostych i topornych.

    Przykładowo: 1 publikacja w Journal of Development Economics czy w American
    Economic Review - nagroda rektora w wysokości 5 tys. złotych.

    5 takich publikacji w ciągu 5 lat - dodatek badawczy od rektora w wysokości 20
    tys. złotych. Do wydania na cele naukowe (książki, aparatura, wyjazdy
    konferencyjne, staże).

    Celowo podałem w sumie "śmieszne" kwoty, bo marchewka ta jest całkiem realna.
    Więc do wprowadzenia.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • charioteer1 18.02.09, 18:46
    Ja sie zgodze chocby na obnizenie pensum o 15% zamiast nagrody rektora... Nie
    to, ze sie skarze, ale zeby tak mniej rzeczy rozpraszalo...

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • flamengista 18.02.09, 18:48
    i to chyba nawet łatwiejsze do załatwienia, bo tańsze. Przynajmniej łatwiejsze
    do przełknięcia dla władz. Zamiast płacić kasę, zmniejszyć obciążenia.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:56
    powiem tak - naukowcom prawdziwym, których spotkałem nie brak w istocie niczego,
    to znaczy w takim sensie, że nie są w niczym gorsi od kolegów i koleżanek ze
    świata. Jeśli czegoś brak, to 1) dobrej płacy za dobrą pracę i 2) sensownego
    systemu, takiego, w którym jest jasne w sposób czysto merytoryczny, o co
    chodzi... a reszcie - no to brakuje hm, no wiadomo czego ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 18.02.09, 18:58
    czyzbym ostatnio nie byl wojujacy? starzeje sie cholera.

    nagorda 5 tys. nie jest smieszna. na SWPS wprowadzono system nagordo pienieznych
    za kazdy artykul za >10 pkt.
    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • carnivore69 18.02.09, 20:09
    Nasi poludniowi sasiedzi, czyli Czesi, placili $15,000 (przynajmniej w 2003
    roku) za publikacje z gornej polki w jednym z aspirujacych osrodkow.

    Pzdr.
  • eeela 18.02.09, 19:09
    > Przykładowo: 1 publikacja w Journal of Development Economics czy w American
    > Economic Review - nagroda rektora w wysokości 5 tys. złotych.
    >
    > 5 takich publikacji w ciągu 5 lat - dodatek badawczy od rektora w wysokości 20
    > tys. złotych. Do wydania na cele naukowe (książki, aparatura, wyjazdy
    > konferencyjne, staże).


    Przepraszam, ale mnie to się nie do końca mieści w głowie. Publikowanie (na
    możliwie najwyższym poziomie) powinno być w obowiązkach pracowniczych, i tyle.
    Publikujesz - masz pracę, nie publikujesz - nie masz pracy. I tyle. Dopłacać
    specjalnie do tego, żeby ktoś był łaskaw wykonywac swoje obowiązki? Nie rozumiem.

    Zwiększone nakłady na badania - to tak, bo skoro się widzi, że opłaca się
    finansować badania delikwenta, bo dostarcza on rezultaty wysokiej jakości, to
    wszystko OK. Ale wpychanie dodatkowych pieniędzy do kieszeni po to, aby BYŁ
    ŁASKAW coś opublikować - no to już przesada.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • flamengista 18.02.09, 19:14
    I nie chodzi tu o to, by dopłacać dodatkowe pieniądze za to, by ktoś "był łaskaw
    coś opublikować".

    Tylko o nagrodę dla najlepszych.

    Oczywiście można to też załatwić w ten sposób, że zamiast obecnych 24 punktów za
    publikację w AER czy JDE będzie 100, a za Zeszyty Naukowe - 1 (za Ekonomistę,
    Gospodarkę Narodową - 3).

    Tylko że taka terapia będzie szokowa i zmiecie większość jednostek naukowych z
    powierzchni ziemi, wtrącając również ambitnych i pracowitych tam zatrudnionych w
    rolę nauczyciela akademickiego, pracującego wyłącznie dydaktycznie.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • adept44_ltd 18.02.09, 19:15
    no, masz absolutną rację... ale z drugiej strony jest to (w istniejących w PL
    warunkach) sensowny pomysł na różnicowanie zarobków, bo przyznasz - równe dla
    wszystkich to też skandaliczny pomysł, nie???
    poza tym, ja to traktuję, że jest to kasa za to, że się jest dobrym i tyle...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • eeela 18.02.09, 19:24
    I już widzę, jak w rzeczywistości tego całego kolesiostwa, które opisujecie, ci
    bardziej zasłużeni z wyrobioną marką, piszący do tych pięciotysięcznonagrodowych
    pism, wspierają swoich młodych uczniów w pomysłach, aby ubiegać się tam również
    o publikację, gdy wiedzą, że będą musieli się nagrodami z nimi podzielić, bo że
    budżet sztywny na nie byłby corocznie, to nie wątpię.

    Swoich dawnych nauczycieli o coś takiego bym nie podejrzewała, ale co się
    naczytałam już opowieści, to moje, i wystarczy mi do tego, aby pozostać sceptyczną.

    Dobrych można promowac wyższymi zarobkami, owszem - na podstawie oceny dorobku z
    całego roku można zadecydować, czy przyznać mu podwyżkę, czy nie. Ale nie płacić
    bezpośrednio za opublikowanie jakiegos materiału, bo to moim zdaniem jest
    demoralizujące - publikowanie badań powinno się odbywać w ramach obowiązków
    służbowych, i tyle, nie widzi mi się to zupełnie, żeby za to jeszcze odrębnie
    płacić.


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • carnivore69 18.02.09, 19:35
    Eeeela, mowa tu o publikacjach jakie ukazuja sie jedna na piec lat w skali
    kraju. Jesli wrzucic ow wymog do obowiazkow sluzbowych, to liczba ekonomistow na
    uczelniach skurczylaby sie o 99%.

    Pzdr.
  • adept44_ltd 18.02.09, 19:38
    wrzucić, oj wrzucić...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • carnivore69 18.02.09, 20:04
    Tez tak uwazam, ze wrzucic cos bardziej konkretnego trzeba. Inaczej owo 'dead
    wood' zaczyna powstawac sie juz w roku obrony doktoratu.

    Pzdr.
  • eeela 18.02.09, 19:46
    Ja mówię, że w obowiązkach służbowych leży publikowanie materiału jak najlepszej
    jakości i w możliwie jak najlepszych miejscach.

    Jeżeli się komuś przydarzy taka cześć i honor o jakich mówicie, to super - przy
    następnym rocznym rozliczeniu mamy zdecydowanego kandydata do otrzymania
    podwyżki. Dalej twierdzę, że płacenie za sam fakt opublikowania materiału w
    czasopiśmie naukowym mija się z etyką zawodową.

    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • carnivore69 18.02.09, 20:06
    > podwyżki. Dalej twierdzę, że płacenie za sam fakt opublikowania
    > materiału w czasopiśmie naukowym mija się z etyką zawodową.

    A journal =/= The journal. Co do reszty - zgoda.

    Pzdr.
  • niiikaa 19.02.09, 22:12
    carnivore69 napisał:

    >Jesli wrzucic ow wymog do obowiazkow sluzbowych, to liczba ekonomistow na uczelniach skurczylaby sie o 99%.
    >

    Dlaczego tylko ekonomistów?

  • dala.tata 18.02.09, 19:35
    jak im sie uda tam opublikowac, niech pisza ile chca. problem w tym ze im sie
    nie udaje. jak zaczna pisac sami, to wsparcie sie znajdzie.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • niiikaa 19.02.09, 20:33
    W kwestii "marchewki":

    Istnieje w Polsce coś takiego jak tzw. listy ministerialnej (KBN-owskiej) czasopism.
    Niejednokrotnie mój szef zastanawiał się poważnie czy wysłać artykuł do lepszego pisma, które nie jest na tej liście czy do gorszego, które na liście jest.Jak pismo jest na liście to instytut, a więc i zakład, dostanie za to kasę, jak nie ma to nie :(

    Swoja drogą - ciekawa jestem co decyduje o wpisaniu na taka listę?
  • adept44_ltd 19.02.09, 21:01
    są odpowiednie kryteria, ale jak widzę niektóre zjawiska na tej liście, to
    obawiam się, że nie są zawsze respektowane...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 19.02.09, 22:13
    Dzizas, ja to znam... Wyslac do lepszego czasopisma za smieszne punkty, czy do
    gorszego za wiecej?


    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:16
    bo to musi być solidny kij...
    jak ja widzę teraz kolektyw w moim instytucie, który przelicza sobie jedną
    punktowaną pracę (recenzowaną, po 9 latach pracy) publikację i rozważa, jak to
    będzie z habilitacją, a to są ci aktywniejsi, to mi się kij sam do ręki garnie...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dr.trefny 18.02.09, 21:33
    Takze brakuje je OTWARCIA NA SWIAT! Ostatni wybitni polscy
    ekonomisci to byli Lange i Kalecki, a dzialali oni w znacznie
    gorszych warunkach niz dzis, ale byli oni otwarci na swiat, a nie
    zamknieci przed nim. Moje perypetie z nostryfikacja australijskiego
    PhD dokladnie pokazuja gdzie jest pies pogrzebany: w tym strachu
    przed otwarciem sie na swiat i dopuszczeniem na polskie wyzsze
    uczelnie osob wyksztalconych na Zachodzie. No coz, dzieki temu, ze
    mnie nie chca w Polsce, bede miec lepsze warunki na Zachodzie, a
    straci na tym polska nauka, ktora ze swym feudalnym wrecz systemem
    habilitacji oraz belwederskich, dozywotnich profesur i nieuznawaniem
    zachodnich kwalifikacji, stanie sie skansenem zeszlowiecznej nauki
    umieszczonym w samym srodku Europy XXI wieku... :(
  • niewyspany77 18.02.09, 18:06
    narzekanie ze kasy malo to generalnie, w moim mniemaniu, narzekanie na niskie
    pensje. ok, sa niskie. tylko pozostaje pytanie, czy godzina (45 minut) tzk
    zwanego wykladania jest rzeczywiscie warta ~stowe, i czy to jest tak malo?
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:18
    no ale 100 to ma profesor... a przede wszystkim praca na uczelni to nie jest
    tylko (zwłaszcza tak zwane) wykładanie... zresztą i jakość owego wykładania
    zależy od oczytania, a książek nowych nie ma w bibliotekach, więc trzeba nabywać
    na własną rękę itd. itp.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 18.02.09, 18:23
    Przygotowanie jednego wykladu to jest dzien pracy, wiec stowa to chyba nie jest
    tak malo. Nawet jezeli ma sie ten sam kurs przez kilka lat pod rzad, to to
    trzeba regularnie updejtowac.

    I nie chodzi o pieniadze na place, choc te tez sa wazne, ale o pieniadze na
    badania, bo juz ustalilismy, ze nawet historyk potrzebuje na ksiazki i na delegacje.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • niewyspany77 18.02.09, 18:27
    > trzeba regularnie updejtowac.

    aham, raz na 30, jak sie pokolenie zmiena?
  • charioteer1 18.02.09, 18:35
    Ja widze, ze kurs, ktory prowadze od jakichs 3-4 lat wymaga gruntownej
    rewolucji, a nie malego updejtu. O innych nie bede sie wypowiadac.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:46
    no dzień, ale przed wykładem, a pozostałej pracy nie liczysz??? ponadto przecież
    pensję nie dostaje się tylko za wykłady... natomiast pojawił się wątek pensji,
    to piszę (dodam, że same wyższe pensje nic nie załatwią, potrzebny jest jeszcze
    sensowny system dystrybuowania pensji...), poza tym, jeśli historyk nie ma
    pieniędzy na badania, to kupuje z własnych książki, nie?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 18.02.09, 18:57
    Wiesz, ja nawet nie chce tego liczyc. Sa trzy konferencje, na ktore po prostu
    musze jechac w tym roku. Przy tym, co sie dzieje z kursami walut i przy cieciach
    w budzetowce, dobrze bedzie, jak mi starczy finansowania na poltorej...

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • niewyspany77 18.02.09, 18:26
    wlasnie. wiec nie ma mowy o wzroscie nakladow na nauke jesli maja to zezrec
    podwyzki pensji. a przeciez wiekszosci o to chodzi, ze jak niby dostana te 200%
    wiecej to beda niby 200% lepiej. a ja ym zaryzykowal, ze jakby coniektorym z 30%
    obciac, to by sie reszta zaczela bardziej przykladac. dlatego sie zgadzam -forsa
    jest problemem, ale najpierw pogadajmy o tym, kto i na co ma ja dostac. bo na
    obecna chwile mozesz wpompowac w nauke polska kazdy szmal, a efekty beda
    najpewniej jedynie li troche lepsiejszowate, ze tak to nazwe.
  • flamengista 18.02.09, 18:47
    Mamy dokładnie ten sam problem co w służbie zdrowia. Obecnie nawet wpompowanie
    5% PKB w naukę nie spowoduje, że choćby zaczniemy publikować tyle w topowych
    journalach co Hiszpanie.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:48
    ależ jak najbardziej się pod tym podpisuję... płacić za dobrą robotę...
    tylko, że obecny system sankcjonuje tandetę i ma tandetę... i w tym jest pies
    pogrzebany...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • flamengista 18.02.09, 18:45
    Do niedawna miałem 35 złotych. A przecież za zamiatanie ulicy się dostanie 5
    złotych za godzinę. Tyle że do zamiatania nie spędza się kilku godzin na
    przygotowaniach. Bierzesz miotłę i robisz.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • niewyspany77 18.02.09, 19:07
    stowa, u prywaciarza, adiunkt, dosc powszechne zjawisko. Ty jestes dopiero mgr,
    w dodatku z idealami.
  • adept44_ltd 18.02.09, 19:12
    no ale to zupełnie inna historia, no i tylko w niektórych firmach tego typu
    (rzadko) wymaga się pracy naukowej, ale to, powtarzam,zupełnie inna historia.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • flamengista 18.02.09, 18:28
    1. brak zawziętości - mój dobry kolega, który pisze bardzo wartościowe rzeczy
    już na wstępie zrezygnował z aplikowania o grant KBN. Bo trzeba się napracować
    nad wnioskiem, "a i tak nie dostanę". Tymczasem w mojej ocenie na grant
    promotorski szanse w zeszłorocznej edycji były między 30 a 40%. A więc całkiem
    spore.

    2. brak ambicji - znam u mnie sporo ludzi, którym zupełnie nie przeszkadza to,
    że praktycznie tylko prowadzą zajęcia i to te same od ładnych paru lat. Nie
    jeżdżą na konferencje, niewiele publikują. I są szczęśliwi z tego, co mają.
    Etatu na publicznej uczelni i ew. dodatkowych fuch w prywatnych.

    3. brak wiary w siebie - to zjawisko wszechogarniające, mnie również ono
    dotyczy. Co chwile zadaję sobie pytanie - po co aplikuję o to czy tamto, po co
    składam ten artykuł - przecież jestem za słaby i to i tak odrzucą. Na szczęście
    w miarę jak zaczynam jeździć na konferencje międzynarodowe, trochę nabieram
    pewności. Bo wcale nie dzieli mnie aż taka przepaść od elity, jak myślałem.
    Odsetek przyjęć mam na poziomie jakiś 10-20% (na razie dotyczy to konferencji,
    stypendiów i grantów - na wysłanie artykułu do dobrego journala ciągle się nie
    odważyłem;) ale moim zdaniem to i tak dobrze rokuje na przyszłość.

    4. narzekanie na brak możliwości - wielu moich kolegów niemal czeka, aż szef sam
    przyjdzie i im powie - masz tu 10 tys., tu są dwie konferencje, pojedź na nie i
    powiedz to i tamto. Generalnie straszna bierność, oczekiwanie że im się wszystko
    załatwić. W ciągu ostatnich 5 lat strasznie spadła liczba wniosków o granty KBN.
    Strach pomyśleć, co będzie teraz - przecież za rok zabraknie statutowych.

    5. brak pomysłów - to jest chyba najgorsze. Niektórzy od 10 lat klepią dokładnie
    to samo. Nie wiem, z czego to dokładnie wynika. Pewnie z braku czasu na lekturę
    naukową - przecież tylko, jak się dużo czyta, to pojawiają się pomysły. Ale to
    byłoby zbyt proste. Myślę, że sporo osób po prostu minęło się z powołaniem i nie
    lubi swojej pracy.

    Ale brak pieniędzy też robi swoje. Stypendia z FNP są strasznie trudno dostępne
    - po prostu jest ich za mało. Podobnie z grantami KBN. A żeby mieć szanse na
    granty unijne, trzeba się najpierw wykazać niezłym dorobkiem. A w tym celu
    trzeba najpierw zainwestować w naukowca w kraju - żeby trochę pojeździł na staże
    i konferencje, żeby miał odpowiedni sprzęt.

    Przy czym wyposażenie mnie w odpowiedni sprzęt to kwota ok 8-9 tys. zł. Tyle
    kosztuje dobry laptop z pełnym officem i dobrym programem ekonometrycznym. Do
    tego dochodzi jakieś 1000 zł rocznie na książki. Czyli bardzo tanio;)

    A co ma powiedzieć biedny biolog, chemik czy fizyk...

    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • adept44_ltd 18.02.09, 18:50
    mało coś tych książek ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 18.02.09, 19:03
    Mnie na ksiazki tyle wystarczy. Inna sprawa to sa artykuly, bo tu sie zaczynaja
    schody. Powiem tylko, ze nie udalo mi sie do tej pory zakupic normalna droga,
    tj. przez uczelnie, ani jednego artykulu z czasopisma, ktore nie jest dostepne w
    zadnej polskiej bibliotece. Nie da sie. No nie da sie i juz.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 18.02.09, 19:33
    1. zawzietosc? jaka zawzietosc - nie skladasz podania, dostajesz podwojne pensum
    dydaktyczne. od razu sie zawzietosc pojawi.
    2. brak ambicji? j.w.
    3. brak wiary w siebie? kazdy instytutu powineien miec etatowego trzymacza za
    reke. biedactwa. ocieram lzy.
    4. narzekanie? alibi na pierdzenie w stolek

    cos sie nie zgadza?


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 18.02.09, 19:59
    W kontekscie wypowiedzie Dietla, z ta ambicja raczej chodzi o cos wiecej. U nas
    ambitny jest ten, kto chce byc pierwszym kogutem na swoim wlasnym, malym
    podworku. Zeby zalapac sie na IDEAS to nie wystarczy. Trzeba miec ambicje, aby
    na trwale zmienic oblicze dyscypliny, zbadac cos, czego jeszcze nikt nie zbadal,
    odkryc cos zupelnie nowego. To jest taki rodzaj ambicji:
    www.motifake.com/-demotivational-poster-41141.html
    Troche to ironiczne, ale chodzi o ten wybor - albo wsrod gwiazd, albo w otchlani
    zapomnienia. Jasne, ze za granica wiekszosc tez jest tej ambicji pozbawiona, ale
    u nas albo wystepuje ona w szczatkowej postaci, albo brakuje warunkow do
    realizacji takich ambicji.

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • adept44_ltd 18.02.09, 20:04
    to chyba jest jeszcze bardziej skomplikowane, bo
    1) u nas ambicja to słowo, które się źle kojarzy... (i zresztą to dominujący typ
    ambicji, robienie "kariery"),
    2) system nie lubi ambitnych, bo oni mu zagrażają, pokazują, że reszta jest
    mierna bądź najwyżej mizerna.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • flamengista 19.02.09, 08:52
    Znam takiego ambitnego. Studia 5 letnie zrobił w 3 lata, doktorat w 2. Teraz, w
    niecałe 3 lata po doktoracie podchodzi do habilitacji.

    W międzyczasie naprodukowane mnóstwo publikacji, z czego większość to zeszyty
    konferencyjne, czasem słabsze czasopismo z dawnej listy B. Zero publikacji na
    LF, nie wiem nawet czy jakakolwiek po angielsku.

    Ja piszę o tym bez zbędnej ironii czy zawiści - naprawdę, chłopak jest ambitny i
    szalenie pracowity. Tyle że ta ambicja jest ukierunkowana na jak najszybsze
    "zrobienie stopnia", a nie na faktyczny rozwój naukowy.

    Z punktu widzenia maksymalizacji zwrotu z inwestycji facet postępuje słusznie -
    wykorzystuje w 100% możliwości naszego systemu. Tyle że równocześnie obnaża jego
    prowincjonalizm i minimalizm. Bo jeśli do zostania elitą naukową wystarczy po
    prostu dużo i szybko pisać (ale co i gdzie - to już mniej istotne) i mieć
    przychylność środowiska - to trochę mało.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • niewyspany77 19.02.09, 09:07
    A ze tak z ciekawosci spytam - dziela tego pana sa cytowane?
  • flamengista 19.02.09, 09:13
    przecież nie ma bazy cytowań polskich naukowców. Musiałbym te papierowe wydania
    "top-journali" przeglądać bez końca, a to nie jest w ogóle moja dziedzina.

    Ale szczerze wątpię, bo po prostu od czasu jego pierwszej publikacji do obecnego
    momentu minęło bardzo mało czasu.

    I żeby nie było: ja chłopaka nie potępiam, uważam że po prostu wykorzystuje
    swoją szansę. Cały problem polega na tym, że system nauki polskiej wymusza na
    nim takie działanie, które uważam za marnowanie czasu i papieru. On powinien
    publikować 3-4 świetne publikacje rocznie, w tym jedną po angielsku (którą
    próbowałby wcisnąć do dobrego journala). Tymczasem produkuje 8-9 słabych publikacji.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • niewyspany77 21.02.09, 10:57
    proste, wlacz pop i scholar, i sprawdz czy cytuja, jestem ciekaw :)
  • adept44_ltd 19.02.09, 09:20
    tja, to jeden z modeli robienia kariery, chyba wkurza mnie bardziej niż robienie
    nic...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • flamengista 19.02.09, 09:23
    Przecież facet reaguje pozytywnie na bodźce...

    To nie jego wina, że banan (marchewka) jest noszony przed nim na kijku w takim
    kierunku, że on z przewodnikiem idą na manowce.

    To przede wszystkim wina systemu. On sobie w tym systemie świetnie radzi.
    Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby system był inny, również byłby wyróżniającym
    się naukowcem.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • adept44_ltd 19.02.09, 09:30
    no właśnie - bo reaguje... zamiast tworzyć...

    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 19.02.09, 09:54
    ale teraz to juz sie przypieprzasz rowno adept. napisalismy juz dziesiatki
    tysiacy slow na temat leni smierdzacych. i jak ktos pisze to tez zle? chcesz
    stworzyc model kariery a la adept, zeby bylo 'naprawde dobrze'. bardzo dobrze:
    niech pisze ile chce. mam tylko nadzieje ze to pisanie sie znudzi i bedzie
    chcial napisac w czyms lepszym.

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 19.02.09, 10:46
    a pewnie, co tam, tylko tobie wolno się przypieprzać??? ;-)))

    tylko, że ja myślę o dość konkretnym typie, nie chciałem tego ciągnąć, gdyż z
    opisu wyglądało, że w tym przypadku jest inaczej. Ja mówię o typie, który tak
    sobie ściele gniazdko, produkując tony makulatury, wydawane na dodatek we
    własnych książkach zbiorowych bądź we własnych pismach... tyle... jak napisałem
    na w innym wątku, najbardziej irytuje mnie udawanie i to jest właśnie to.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 18.02.09, 19:48
    Dla mnie odpowiedź jest prosta: kasy, kasy, kasy.
    to z braku finansów biorą się patologie - wieloetatowość, chałtury,
    przeładowanie godzinami, utrzymywanie fikcyjnych szkółek służących TYLKO jako
    miejsce do dorobienia, 30 osobowe grupy seminaryjne, brak czasu na badania
    naukowe i publikacje, brak dostępu do najnowszych książek itd.
  • dala.tata 18.02.09, 19:52
    i tak z reka na sercu uwazasz ze jak juz podwoimy pensje to nagle wszyscy (no
    wiekszosc) zacznie pisac i publikowac na LF? naprawde tak uwazasz?


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • tocqueville 18.02.09, 20:01
    uważam, że w dużej liczbie przypadków brak kasy hamuje rozwój naukowy
    Kiedy człowiek myśli głównie o tym, czy mu starczy do pierwszego (co ja piszę -
    myśli żeby się zmieścić w limicie debetu na koncie) nie ma czasu na myślenie o
    badaniach (w mojej dyscyplinie wymagają długich, czasochłonnych analiz
    źródłowych) i szuka możliwości dorobienia.
    Im więcej dorabia, tym mniej ma czasu i koło się zamyka

    Ale może masz rację: potrzeba kasy i systemu motywacyjnego - nie każdemu równo,
    ale każdemu według pracy (a ściślej - efektów tej pracy).
  • dala.tata 18.02.09, 20:03
    nie odpowiedziales mi na pytanie. czy uwazasz ze podwojenie pensji spowoduje ze
    wiekszosc polskich naukowcow zacznie publikowac na LF.
    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • tocqueville 18.02.09, 20:06
    nie dzisiaj, może nie jutro - ale za jakiś czas na pewno (po prostu to
    przyciągnie ambitnych, zdolnych ludzi)

    poza tym dla mnie LF nie jest optymalnym wskaźnikiem, przynajmniej w mojej
    dyscyplinie (tu zgadzam się z eeelą)
  • dala.tata 18.02.09, 20:18
    ale ty juz w rzeczywistosci nie mowisz o pensji, tylko systemie wymiany kadry.
    ja zostaje przy swoim. jesli nie stwarzasz systemu w ktorym warto sie starac,
    nie ma znaczenia ile ludzie zarabiaja. widac to rowniez w UK. jest jakas ilosc
    slabszych uni, na ktorych ludzie rownie dobrze zarabiaja, jednak uczelnie nie
    wymagaja publikacji. i co? ludzie nie publikuja. proste.

    wczoraj zapytala mnie nowa dziekan. dlaczego ludzie nie skaldaja podan o granty?
    ja ja zpaytalem, a dlaczego mieliby to robic? i ona nie potrafila odpoweidziec.
    proste? proste jak drut.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • tocqueville 18.02.09, 20:23
    "jesli nie stwarzasz systemu w ktorym warto sie starac,
    nie ma znaczenia ile ludzie zarabiają"

    i tu wypada mi się zgodzić
    system motywacyjny dla mnie to podstawa
    dopóki X (z przyzwoitym dorobkiem naukowym) będzie zarabiał mniej niż Y z małym
    dorobkiem (bo Y dorabia na 2 innych uczelniach, wyrabiając 5 pensów, a X nie ma
    na to czasu) dopóty będzie jak jest


  • dr.trefny 18.02.09, 21:39
    Jak juz pisalem - polska nauka dostaje ZA DUZO kasy od polskich
    podatnikow, jako iz w kapitalizmie placi sie za wyniki pracy, a nie
    za jej formalne swiadczenie, jak to bylo w PRLu. A wyniki to polska
    nauka ma bardzo mizerne, i nie bedzie miala lepszych, jesli sie nie
    otworzy na swiat, jesli nie zacznie uznawac zachodnich doktoratow (i
    to jako habilitacje w przypadku anglosaskich PhD) i jesli nie
    skonczy z systemem: od studenta do rektora w jednej i tej samej
    uczelni...
  • flamengista 19.02.09, 09:00
    Owszem, pieniędzy jest za mało. Ale te, które są - generalnie i tak są
    marnotrawione.

    Nie uwierzysz, jak u nas były wydawane pieniądze z badań statutowych. Jedni
    wypłacali sobie honoraria - za to samo, co i tak publikowali w zakładowych
    zeszytach. Inni - jeździli na grupowe, egzotyczne wycieczki zagraniczne (czytaj:
    wyjazd konferencyjny, południe Europy w lecie, po 8 tys. od łebka - bez
    wygłoszenia referatu). Jeszcze inni co roku kupowali sobie nowy, wypasiony laptop.

    A i tak u nas jest jakaś kontrola, czasem komuś po takim wyskoku nie przyznano
    środków na rok następny. Strach pomyśleć co się działo w słabszych,
    peryferyjnych uczelniach. Kto wie, może po prostu boss wszystko przejadał.

    Generalnie idea Kudryckiej z konkursami jest słuszna. Boję się tylko jak wyjdzie
    w praktyce - część jednostek jest za słaba i na starcie szans na środki zostanie
    pozbawiona. Obawiam się też, by pieniądze nie trafiły wg. klucza towarzyskiego,
    zamiast merytorycznego.

    Ale chyba tak dalej być nie może. Nie można dawać lekką ręką pieniędzy de facto
    za nic. A wbrew pozorom nie są to małe pieniądze. U nas każda mniejsza katedra
    (do 10 osób) dostaje z automatu ok. 30 tys. Większe - więcej, czasem z rozbiciem
    na poszczególne zakłady.


    Więc najpierw wypadałoby poprawić wykorzystanie obecnych funduszy, a dopiero
    potem zwiększyć finansowanie. Jesteśmy równie niewydolni jak system służby
    zdrowia. Żadne pieniądze nie poprawią radykalnie sytuacji, bo to system źle działa.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • niewyspany77 19.02.09, 09:28
    >Żadne pieniądze nie poprawią radykalnie sytuacji, bo to system źle działa.

    dokladnie tak. pompowanie kasy powinno pojsc na koncu, a nie na poczatku.
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 20:18
    Parę wyników wyszukiwania:

    Wymieniany w ub. roku wśród kandydatów do Nagrody Nobla w dziedzinie chemii
    prof. Krzysztof Matyjaszewski

    Jedną z najbardziej prestiżowych nagród świata - nagrodę Templetona otrzymał
    Polak , ks. Michał Heller. Nagroda przyznawana jest za "przerzucanie mostów
    pomiędzy religia a nauką"

    Dr Piotr Chomczyński święci obecnie triumf, który jest jego osobistym sukcesem,
    ale także sukcesem dla polskiej nauki i dla Polonii. Trzeba pamiętać, ze
    obecnie, gdy tak głośno o odczytaniu zapisu ludzkiego genomu, zapotrzebowanie na
    słynną metodę polskiego naukowca będzie jeszcze większe, gdyż wymagać jej będą
    badania nad genami składającymi się na ludzki genom.

    Można? można.

    --
    She is a Lady
  • dala.tata 18.02.09, 20:20
    z prestizowoscia Templetona to pojechales niezle.

    ale my wiemy ze mozna. napisalem to juz. problem jak zrobic zeby tak bylo.
    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 20:37
    No jak zrobić, żeby było? Przecież jest!
    Czy w takim USA to każden jeden naukowiec z każdego jednego prowincjonalnego
    uniwersytetu (co to musi baseny pływackie budować by studentów ściągnąć) -
    kandyduje do Nobla?...
    Na Templetonie czy genetyce to ja się nie znam, pojechałem tym, co mówi Internet.


    --
    Zakupy to tyle radości, wystarczy pamiętać, co będzie potem.
  • charioteer1 18.02.09, 20:41
    Nic nie jest. Matyjaszewski i Chomczynski siedza w Stanach, wiec nic nie
    udowodniles poza tym, ze Polacy nie sa genetycznie wybrakowani.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 20:44
    Siedzą w Stanach... Pewnie mamusia im to załatwiła?

    --
    Niskie ma Pani o mnie mniemanie. Nie jest mi w głowie tylko dumanie.
  • charioteer1 18.02.09, 20:53
    Chodzi o to, ze ich sukcesy licza sie a konto ich amerykanskich uczelni, a nie a
    konto ich genetycznej polskosci. Maria Curie byla francuska uczona, choc
    genetyczna Polka, a my rozmawiamy o polskich naukowcach, a nie o polskich genach.


    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 22:21
    Maria Curie byla francuska uczona? Dla francuzów może.
    A i Kopernik jest przecież Niemcem dla niektórych; kobietą też.

    Gdzie jest powiedziane, że polski naukowiec jest wielkim polskim naukowcem tylko
    wtedy, gdy pracuje w Polsce?
    To mi przypomina jak PRLu ktoś stwierdził że co tam z naszego szefa za
    specjalista, on może i na te zagraniczne konferencje jeździ ale na krajowych to
    go nie bardzo widać.

    --
    She is a Lady
  • adept44_ltd 18.02.09, 22:29
    przyjmijmy (tak po Andersonowsku), że polski uczony to taki, który uznaje się za
    polskiego uczonego; jedno pozostaje faktem - radzą sobie i jak pisze Dalatata,
    rosną im skrzydła... poza granicami kraju...
    swoją drogą właśnie oglądałem taki filmik nakręcony przez młodych ludzi i mający
    być parafrazą Gadających głów Kieślowskiego, jeden z pierwszych głosów,
    odpowiadających na pytanie: "o czym marzysz?" - o wyjeździe z tego kraju...
    ale ja myślę, że część nie marzy o ty, bo wie, że tylko tu będzie dostawało kasę
    za nic... i niestety w tym potoku bredni Lesia jest sporo racji...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 22:34
    Ej, a nie siedzi ciągle w Tobie ta PRL-owska idealizacja "na Zachodzie nie do
    pomyślenia"? Układy, dopisywanie do publikacji, blokowanie awansu - o tym już
    słyszałem. Od stypendystów przebywających w różnych krajach.
    Weź mi powiedz czy na przykład w Twojej dziedzinie jest jakiś wybitny francuski
    naukowiec. Bo w mojej nie ma. Co nie przeszkadza francuzom czuć się w każdym
    projekcie pępkami świata.

    --
    Chair of Multimedia Telecommunications is one of my current affiliations.
  • dr.trefny 18.02.09, 22:45
    Akurat ja Zachodu nie idealizuje, ale Zachod ma jednak o wiele
    wieksze osiagniecia w nauce niz polska nauka z jej habiltacjami,
    dozywotnimi profesurami typu belwederskiego, nieuznawaniem stopni
    PhD oraz modelem kariery typu "od studenta do rektora na jednej i
    tej samej uczelni"...
  • dr.trefny 18.02.09, 22:35
    Marie Curie w Polsce byla by do konca zycia najwyzej guwernantka.
    Byla wiec, bez watpienia, uczona francuska, tyle ze pochodzenia
    polskiego.
    Kopernik byl za Niemcem, ale jednoczesnie polskim uczonym, bowiem
    dzialal w Polsce i byl lojalnym podddanym polskiego krola.
  • dala.tata 18.02.09, 23:01
    nie chce mi sie zaczynac dyskusji na temat narodowosci uczonych. jestem Polakiem
    i brytyjskim naukowcem. jest to dla mnie oczywiste. i wlasciwie nie ma o czym
    gadac za bardzo.
    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • dr.trefny 18.02.09, 23:12
    Dalatato mily, byles Polakiem, uczonym ani Brytyjczykiem zas nigdy
    nie bedziesz, najwyzej pracownikiem naukowym w UK...
  • dala.tata 18.02.09, 20:55
    nie!!! ale wlasnie chodzi o to, zeby Polacy w Polsce jeszcze mieli takie
    osiagniecia. w mojej waskiej dziedzinie jest kilkoro wybitnych Polakow. zaden
    nie mieszka w Polsce. w szerszej dziedzinie, tez mi trudno wymienic Polakow z
    Polski ktorych uznalbym za liczacych sie na rynku miedzynarodowym. a jak
    wyjezdzaja nagle im skrzydla rosna.

    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 22:27
    Powtórzę - no to co, ze nie mieszka, a dokładniej - pracuje?
    Czy Kubica przestał być polskim zawodnikiem, skoro jeździ dla niemieckiego teamu?

    --
    "Pisać do Ciebie to jak stąpać po cienkim lodzie."
  • tocqueville 18.02.09, 22:30
    widzę, że nie rozumiesz
    Zatem raz jeszcze: czego brakuje polskim naukowcom na polskich uczelniach (że
    nie odnoszą tutaj sukcesów) - może lepiej zmienić na: czego brakuje polskim
    uczelniom
  • dr.trefny 18.02.09, 22:37
    Polskim uczelniom tez brakuje:
    1. OTWARCIA NA SWIAT.
    2. Uznawania zagranicznych, szczegolnie zachodnich kwalifikacji.
    3. Rezygnacji z feudalnych instytucji typu:
    - habilitacji,
    - dozywotniej, 'belwederskiej' profesury oraz
    - modelu kariery 'od studenta do rektora na tej samej uczelni'.
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 22:51
    Jak to nie rozumiem?
    czego brakuje polskim uczelniom
    to zupełnie inny temat niż
    czego brakuje polskim naukowcom

    --
    Chcesz mieć dobrze wychowane dzieci? Ożeń się z nauczycielką.
  • charioteer1 18.02.09, 22:54
    Polski naukowiec to naukowiec pracujacy na polskiej uczelni. Period. Full stop.
    Kropka.


    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 18.02.09, 22:56
    gwoli ścisłości - to jest naukowiec w Polsce... ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 23:14
    jak to było?
    Einstein był Żydem dla Niemców, Niemcem dla Amerykanów i wielkim naukowcem dla
    reszty świata.
    Wolszczan jak widzę jest pół-Amerykaninem dla Polaków i wielkim Polakiem dla świata.

    No, a Kubica jest jednak Niemcem.

    --
    "Pisać do Ciebie to jak stąpać po cienkim lodzie."
  • dr.trefny 18.02.09, 23:18
    Zgoda. A teraz wrocmy do tematu tego forum...
  • dala.tata 18.02.09, 23:30
    to znaczy nostryfikacji doktoratu Kellera, mafii profesorskiej, rui i porobstwa
    nauki polskiej. good luck.

    dr.trefny napisała:

    > Zgoda. A teraz wrocmy do tematu tego forum...


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • dr.trefny 18.02.09, 23:42
    1. Nostryfikcja mego australijskiego PhD mi jest dzis w Polsce tak
    potrzebna, jak przyslowiowe piate kolo do wozu, albowiem wyjezdzam
    wkrotce na zachod, do kraju "starej" Unni, gdzie uznaja
    automatycznie australijskie PhD.
    2. Dopoki mafia profesorska w Polsce bedzie blokowac dostep na
    polskie wyzsze uczelnie osob z zachodnimi kalifikacjami, dopoty
    polska nauka bedzie prowincjonalna, zasciankowa i sto lat+ do tylu
    wzgledem nauki na zachod od Odry i Nysy Luzyckiej...
  • dala.tata 18.02.09, 23:27
    Luxe, ppowiem ci wprost: upierdliwy jestes. Bardzo watpie ze Wolszczan jest dla
    swiata czymkowliek, bo swiat ma go w nosie. dla tej garstki ktora go zna jest
    amerykaninem, jak dobrze pojdzie amerykaninem polskiego pochodzenia.

    pwoiem ci jeszcze cos. moj 15-letni syn czytal wiedze i zycie i mu sie podobalo.
    az zaczal czytac New Scientist. i nagle zaczal pluc na WiZ. i powiedzial tak (w
    streszceniu): mam w dupie (tak powiedzial) co polscy naukowcy zrobili, o tym
    ciagle pisze WiZ. ja sie chce dowiedziecc co zrobili naukowcy. obojetne mi czy
    sa polscy, chinscy czy argentynscy. mnie interesuje nauka i to daje NS.

    bylem dumny z mojego syna, a WiZ wlasnie traci subskrypcje. mam zawsze wrazenie
    ze to Polacy sa strasznie czuli na punkcie tego kto kim jest.


    luxe.calme.volupte napisał:

    > jak to było?
    > Einstein był Żydem dla Niemców, Niemcem dla Amerykanów i wielkim naukowcem dla
    > reszty świata.
    > Wolszczan jak widzę jest pół-Amerykaninem dla Polaków i wielkim Polakiem dla św
    > iata.
    >
    > No, a Kubica jest jednak Niemcem.
    >


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • dr.trefny 18.02.09, 22:57
    A tu zgoda.
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 23:05
    No popatrz, swego czasu pracował u nas niejaki Abbas. W sumie był fajny, ale
    nigdy nie podejrzewałem, że jest polskim naukowcem.

    Czego brakuje polskim uczelniom? Miotły, która wymiecie zaściankowe myślenie.
    Czyli takich jak Ty.

    --
    Chcesz mieć dobrze wychowane dzieci? Ożeń się z nauczycielką.
  • charioteer1 18.02.09, 23:10
    Sorx. Zascianek to wlasnie chwalenie sie polskimi naukowcami za granica.
    Przeczytaj post dalataty.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 18.02.09, 23:20
    w pelni sie z tym zgadzam!!!

    charioteer1 napisał:

    > Sorx. Zascianek to wlasnie chwalenie sie polskimi naukowcami za granica.
    > Przeczytaj post dalataty.
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 18.02.09, 23:27
    ze swoim własnym postem ;-)))? ekscentryczne stanowisko!
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 18.02.09, 23:38
    No lasy jest na cytowania. Dziwisz sie?

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 23:27
    no tak, Sobieski marny król, jakiś tam Wiedeń odbijał
    w Koziej Wólce było z rodakami pić.

    --
    Niskie ma Pani o mnie mniemanie. Nie jest mi w głowie tylko dumanie.
  • dr.trefny 18.02.09, 23:29
    Odbil Wieden, aby ulatwic Austriakom rozbiory RP.
  • luxe.calme.volupte 18.02.09, 23:25
    "szlachta zaściankowa" - wygooglaj sobie co to znaczy.

    --
    Czuję Wilkiem, Dzika mam w herbie.
  • tocqueville 18.02.09, 22:59
    jaby ci to napisać, żebyś zrozumiał, hmmm
    może: "czego brakuje naukowcom w Polsce"? ok?
  • dr.trefny 18.02.09, 22:32
    Kubica od dawna repezentuje nie Polske, ale firmy, dla ktorych
    pracuje - obecnie jest to BMW, podczas II Wojny Swiatwej producent
    m. in. silnikow lotniczych do samolotow, z ktorych atakowano m. in.
    Polske i smochodow uztwanych m. in. przez funkcjonariuszy takich
    instytucji, jak SS, SD, Gestapo i RHSA...
  • dr.trefny 18.02.09, 21:22
    A przede wszystkim:
    1) Wiedzy, w tym znajomosci jezykow obcych.
    2) Inteligencji.
    3) Uczciwosci.
    4) Pracowitosci.
    A za duzo maja:
    1) Pieniedzy od podatnikow.
    2) Czasu wolnego.
    3) Wladzy na uczelniach i w PAN.
    4) Dobrego samopoczucia.
  • flamengista 19.02.09, 09:07
    a teraźniejszość. Co więcej, pisząc przyszłość sugerujesz, że to tendencja
    powszechna.

    Tymczasem ten mój kolega to rodzynek, człowiek wyjątkowo utalentowany i
    pracowity. Tyle że moim zdaniem źle ukierunkowany w swojej ambicji.

    Inny przykład: mój drugi kolega przy obronie doktoratu miał blisko 50
    recenzowanych publikacji (!). Z czego tylko kilkanaście w liczących się polskich
    czasopismach. I znowu - zero w czasopismach z LF. Znam go, to naprawdę uczciwy i
    ciężko pracujący facet. Do tego zdolny, zna języki (więc nie ma bariery, by
    publikować po ang.).

    Niemniej zupełnie niepotrzebnie wyprodukował przed doktoratem tonę makulatury.
    Zupełnie nie wiem po co, te publikacje w najlepszych polskich czasopismach w
    zupełności wystarczały. Mógł też opublikować 10% z tego, ale za to spróbować coś
    wrzucić na LF. Tyle, że to nie jego wina - pewnie szef mu zasugerował taką drogę
    rozwoju naukowego.

    I znowu - to nie jest strategia głupia w naszym systemie, gdzie ilość bublikacji
    przekłada się nad jakość. On na tym wygra, jestem o tym przekonany.
    --
    Child has grown, the dream is gone...
  • niewyspany77 19.02.09, 09:24
    przede wszytkim szybko przyznawalnego grantu o niewielkiej wielkosci(max 5000 zl).
    wyobrazam sobie to tak:
    - delikwent wymysla zadanie, bez rozbudowanej czesci teoretycznej (powiedzmy,
    limit wniosku 5000 znakow czyli +- 3 strony worda).
    - wniosek jest wysylany do Instytucji Zarzadzajacej, ktra wysyla go anonimowo do
    recenzenta, recenzentowi daje sie 5 stow za recenzje, musi zrecenzowac w 2 tygodnie.
    - jak na nie to do kosza, mozliwa aplikacja ponowna po uwzglednieniu zarzutow
    recenzenta.
    - jak na tak to droga otwarta.
    - krotki czas realizacji, gora 6 miesiecy.
    - publiczna informacja o wnioskodawcy, rezultatach grantu.
    - z Instytucja Zarzadzajaca wnioskodawca rozlicza sie za pomoca a) faktur lub
    rachunkow (czesc fiskalna, deadline 6 mc) b) szczegolowy raport dla Instytucji
    (deadline 9 mc) lub publikacja w czasopismie recenzowanym lub monografii
    (deadline 24 mc). poki sie nie rozliczy - ban na jakiekolwiek finansowanie w
    ramach srodkow na nauke.

    takie 5 milionow zlotych polskich wystarczalby na 1000 grantow.
    oczywiscie sobie majacze ale czy tak by sie nie dalo? jestem przekonany ze przy
    pi razy oko podobnie skonstruowanych zasadach dla 'szybkich niskich grantow'
    zdzialalibysmy wiecej niz pompujac miliardy w obecny system, gdzie na wynik
    grantu czeka sie pol roku lub rok, sam wniosek o grant to krowa, po prostu
    krowa, a kwota czasem opiewa sie na kilka tysi...
  • adept44_ltd 19.02.09, 09:31
    to jest dobry pomysł, myślę, że takie granty powinny być na wydanie książki i w
    ten sposób przyznawane.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • niewyspany77 19.02.09, 09:36
    niekoniecznie wydanie ksiazki, ale na cokolwiek sensownego co wg recenzenta jest
    spokomaroko. oczywiscie recenzja wniosku wraz z nazwiskiem recenzenta - publiczna.
  • dala.tata 19.02.09, 09:58
    nie powinno byc zadnych grantow na wydanie ksiakzi :-)

    adept44_ltd napisał:

    > to jest dobry pomysł, myślę, że takie granty powinny być na wydanie książki i w
    > ten sposób przyznawane.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • niewyspany77 19.02.09, 10:04
    dlaczego???
    przepraszam, a te 10 kafli ktore ode mnie zada wydawnictwo za wydanie dziela to
    co to jest? pikus?
  • adept44_ltd 19.02.09, 10:47
    ok, więc nie będzie książek, koniec kropka, wracamy do nagle przerwanego
    wątku??? ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 19.02.09, 10:51
    tylko jeśli tak, to proponuję zacząć od miejsca, gdzie przerwaliśmy, by nie
    powtarzać się i dodam (tonem ruskiego budzika) - tu jest PL... nie UK... ze
    wszelkimi tego konsekwencjami dla wydawania książek..., przypomnę konsekwencjami
    niezwiązanymi jedynie ze stanem nauki, naukowców...
    zresztą w świecie (!) też wydaje się książki za pieniądze spoza wydawnictw...
    a takie granty na książki - w typie, o którym pisał Niewyspany - mogłyby ukrócić
    produkcję niepotrzebnej makulatury, na którą daje się pieniądze na poziomie
    uczelni...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 19.02.09, 11:13
    Tak, Adept, tylko u nas te ksiazki ida w 95% przez wydawnictwa uczelniane. To
    jest model, ktory w USA obowiazywal w latach 40. i 50. XX wieku. Nie bedzie
    komercyjnego rynku ksiazki naukowej bez obciecia tej kasy.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 19.02.09, 11:18
    no ale to właśnie napisałem, nie??? czy dzisiaj jest światowy dzień
    nierozumienia postów na forum...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 19.02.09, 11:26
    Jak ja nie lubie czytac komus w myslach... ;-)))

    Pisales o grantach na wydawanie ksiazek... Ja pisze o tym, ze ma byc komercyjny
    rynek, a uczelnia moze finansowac co najwyzej wydawanie wybitnych doktoratow i
    nic ponad to. Tak samo z zeszytami uczelnianymi - prace studentow i doktorantow...

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • adept44_ltd 19.02.09, 13:26
    może to i dobrze ;-)))

    tylko, że ja to napisałem na forum... 1) komercyjny rynek oznaczałby
    natychmiastowy upadek wydawnictw naukowych (one pomimo tego, że wydają z grantów
    i tak cienko przedą...), 2) taki system grantów, o którym pisał Niewyspany, w
    zastosowaniu do książek, ukróciłby publikowanie dla publikowania, odbywające się
    na uczelniach...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 19.02.09, 14:47
    niespecjalnie widze logike. w jaki to sposob system grantow ukroci
    publikowanie dla publikowania? jesli publikujesz bez jakiegokowliek
    wzgledu na to rynek, cyzli na to kot bedize kupowal, to na czym
    mialoby polegac publikowanie? bez uwzglednienia rynku zawsze
    publikujesz dla publikowania.


    adept44_ltd napisał:

    > może to i dobrze ;-)))
    >
    > tylko, że ja to napisałem na forum... 1) komercyjny rynek
    oznaczałby
    > natychmiastowy upadek wydawnictw naukowych (one pomimo tego, że
    wydają z grantó
    > w
    > i tak cienko przedą...), 2) taki system grantów, o którym pisał
    Niewyspany, w
    > zastosowaniu do książek, ukróciłby publikowanie dla publikowania,
    odbywające si
    > ę
    > na uczelniach...


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • adept44_ltd 19.02.09, 15:09
    ukróci w ten sposób, że byłby tu rzetelny proces recenzyjny. Dajmy na to dwóch
    recenzentów recenzuje anonimowy wniosek... a nie jak teraz, że 90 % książek
    idzie do recenzji do znajomych, wokół których się biega 5 lat wcześniej, proste
    nie???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 19.02.09, 18:56
    zupelnie nie widze na czym polegac mialoby urkocenie nierzetelnego procesu
    recenzyjnego przy grancie, a przy recenzjach wydawniczych nie.

    za kazdym pobytem w Polsce widze stosy tomow pokonferencyjnych, bez ladu, bez
    skladu, ogolnie szkoda papieru. jednak to sie drukuje, sa publikacje. czytaja
    autorzy i ich studenci (bo musza). szlag mnie trafia. tego nikt nigdy nie
    powinien opublikowac. i granty niczego nie zmienia.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 19.02.09, 19:02
    ale ja to napisałem... kilka razy...

    recenzje wydawnicze najczęściej wyglądają tak, że autor od kilku lat włazi w
    tyłek potencjalnemu recenzentowi albo ma np. kolegę recenzenta i już.
    a ja widzę system, w którym sprawdzeni obiektywni i rzetelni recenzenci będą
    recenzować anonimowe wnioski.

    Nie ma różnicy???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 19.02.09, 11:24
    a komercyjnego rynku książki nie będzie u nas, dopóki potencjalni czytelnicy nie
    będę mieli na nie pieniędzy, a to nie zależy od nas...
    ja ci powiem, jak wyglądają biblioteki moich znajomych z pracy - u tych
    młodszych jest to jeden mały regał, u tych starszych jest to spora ilość książek
    do lat 80... tyle, nic dodać, nic ująć i nasze wymądrzanie się tu nic nie zmieni
    w tym zakresie...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 19.02.09, 11:32
    Mnie zaskoczylo kiedys odkrycie w pewnej bazie bibliotecznej, ze powazne,
    cytowane, miedzynarodowe czasopisma maja naklad rzedu 100-200 egzemplarzy.
    Ksiazka naukowa w Polsce rozchodzi sie w podobnych nakladach i dalej bedzie sie
    rozchodzila, nawet jezeli jej cena wzrosnie dwukrotnie. Komercyjnemu wydawcy
    oplaca sie drukowac pojedyncze egzemplarze na zadanie, u nas jak jest naklad
    wyczerpany, to jest wyczerpany.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 19.02.09, 13:31
    żeby opłaciło się wydać komercyjnemu wydawcy książkę w nakładzie 200
    egzemplarzy (weź pod uwagę jeszcze, choć to detal w całokształcie, że trochę
    idzie też darmowych), to książka powinna kosztować w okolicach 100 zł... (tak
    średnio podają, np. taka, którą teraz wydaję - 80...), powtarzam, kto to kupi???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 19.02.09, 13:58
    Adept, ksiazka naukowa jest droga. Ja za tyle kupuje i to sa te tansze ksiazki
    za 100 zl, a raczej byly jeszcze niedawno...

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 19.02.09, 15:05
    wiesz, jakoś wiem, że tak jest... tylko jeżeli powiadasz, że 1000 zł rocznie ci
    wystarczy na książki, to mogę tylko pozazdrościć... aby nikogo nie irytować, nie
    powiem, jak to jest u mnie...
    I ja nie przeciw temu, że książka naukowa jest droga.... tylko w związku z tym,
    że jak ktoś ma np. 1200 na miesiąc, by przeżyć, to jak sądzisz, ile książek
    nabędzie???? więc nie wykręcaj mi tu kota ogonem.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 19.02.09, 14:49
    a przepraszam kto kupi ksiazke w harbacku za 50 funtow? a tak sie
    wlasnie dzisiaj publikuje. wiekszosc monografii badawczych publikuje
    sie po to zeby kupily biblioteki. podejrzewam ze czytelnictwo
    ksiazek akademickich w Polsce jest wyzsze niz na swiecie. tylko
    wygodniej jest dostac grant i nie martwic sie o to, zeby ktos kupil.


    adept44_ltd napisał:

    > żeby opłaciło się wydać komercyjnemu wydawcy książkę w nakładzie
    200
    > egzemplarzy (weź pod uwagę jeszcze, choć to detal w całokształcie,
    że trochę
    > idzie też darmowych), to książka powinna kosztować w okolicach 100
    zł... (tak
    > średnio podają, np. taka, którą teraz wydaję - 80...), powtarzam,
    kto to kupi?
    > ??


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 19.02.09, 15:13
    Dalatata, nie rozśmieszaj mnie, to są twoje podejrzenia. Biblioteki w PL nie
    mają kasy na książki. Ja np. najchętniej korzystam z biblioteki IBL PAN,
    księgozbiór przyzwoity do 1993 r., potem dziury... (jasne Biblioteka Narodowa ma
    wszystko, do skorzystania na miejscu...), wybacz, ale to ja znam tę
    rzeczywistość... i się z nią stykam i to, co się dzieje w UK - za ile się
    sprzedaje i za ile kupuje, mało mnie obchodzi, bo żyję w PL. Żeby było jasne -
    ja nie narzekam, bo akurat zarabiam i wydaję na książki: polskie i zagraniczne
    dużo, nawet bardzo dużo - ale u mnie w instytucie (40 osobowym) jako jedyna
    osoba.... reszty z pensji w okolicach 2ooo zł po prostu na to nie stać.
    Przekonaj mnie, że w takiej sytuacji ruszy rynek książki...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 19.02.09, 15:20
    powiedzmy sobie szczerze zdecydowana większość młodych pracowników naukowych
    stoi przed dylematem kupić książkę czy pieluszki dla dziecka
  • dala.tata 19.02.09, 18:52
    ale to jest zupelnie inny argument. to ze biblioteki nie maja pieniedzy na
    ksiazki to zupelnie co innego niz ludzie nie majacy forsy. zaden mlody pracownik
    nauki tu w UK nie kupi mojej ksiazki za 50 funtow. nie ma takiej mozlwiosci. czy
    kupia biblioteki? kilkanascie w UK i reszta na swiecie.

    wiem, po angielksu jest inaczej niz po polsku, nieporowynywalny rynek. jednak ja
    i tak uwazam ze ksiazki nalezy wydawac dlatego ze ktos chce je przeczytac, a nei
    dlatego ze ty chcesz je opublikowac. i byc moze urynkowwienie na 100 proc. to
    jest zly pomysl, moze, jednak ppo prostu publikowanie nie jest metoda. od tego
    sa czasopisma.




    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • adept44_ltd 19.02.09, 18:58
    no, ale to już jest inna rozmowa... :-)
    różnica polega na tym, że, jak piszesz, rynek angielski jest większy, książki
    kupują biblioteki i jednak siła nabywcza średniego zainteresowanego książką jest
    większa niż w PL... i to jest rynek...
    oczywiście,jak zauważasz, w przypadku książki rynek nie powinien działać w 100%...
    Ale, biorąc pod uwagę PL, uważam, że wspomniane granty na szczeblu centralnym
    poprawiłyby sytuację... i wcale nie pisałem, że to perspektywie, w której ja
    chcę wydawać, a rynek nie chce ja... zapewniam, że jest wiele autorów w PL,
    którzy będą kupowani... Ale punkt wyjścia to jest pieniądz...
    Przykład - jedno z najlepszych wydawnictw naukowych (a najlepsze
    humanistyczno-społeczne) pomimo zredukowania kosztów i jechania na grantach
    balansuje na granicy opłacalności, od jakiegoś czasu... a wydaje rzeczy, które
    wszyscy zainteresowani chcieliby mieć...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • wissarionowicz 19.02.09, 12:48
    Przede wszystkim brakuje nam odpowiedniej polityki naukowej. Po
    pierwsze to nie wolno nam pod zadnym pozorem dopuszczac do polskiej
    nauki swiezej krwi, szczegolnie zas nalezy stwarzac
    nieporzezwyciezalne bariery w zatrudnianiu w RP naukowcow z
    zagranicznymi kwalifikacjami poprzez uniemozliwienie nostryfikacji w
    Polsce zachodnich stopni i tytulow naukowych, jako obcych naszej
    polskiej tradycji.
    Trzymac sie tez nalezy, i to za wszelka cene, modelu z :
    1. Habilitacja, aby spowolnic kariere mlodych naukowcow i uzaleznic
    ich bardziej od obecnej, post-PRLowskiej profesury, utrzymujac tym
    samym obecna, jakze wysoka jakosc naszej polskiej nauki, jak wiadomo
    przodujacej na swiecie.
    2. Dozywotnim tytulem profesora "belrwederskiego", aby mlodzi
    naukowcy wiedzieli, ze dopiero po szescdziesiatce mozna w Polsce
    zostac naprawde samodzielnym naukowcem - jak bowiem wiadomo nikt
    jeszcze nic nie wymyslil nowego w wieku ponizej 55-60 lat.
    3. Nie uznawac (po zadnym pozorem) doktoratow (PhD)z krajow
    aglosaskich (USA, UK, Australii, Kanady etc.) a takze nie uznawac
    doktoratow z Niemiec, Francji, Skndynawii i ogolnie z tzw. Zachodu,
    ale uznawac automatycznie doktoraty z takich poteg naukowych jak
    Slowacja czy Libia, albowiem Zachod, jak wiadomo, jest zgnily i
    imperialistyczny.
    4. Popierac model kariery typu "od studenta do rektora na jednej i
    tej samej uczelni", bo tylko wtedy mamy pewnosc, ze ktos przypadkowy
    i nam nieznany nie zrobi naukowej kariery w Polsce i nie obnizy nam
    jakze wysokiego dzis poziomu nauki polskiej.
  • wissarionowicz 19.02.09, 12:58
    Założenia polityki naukowej RP - propozycja

    Przede wszystkim brakuje nam dziś w Polsce odpowiedniej polityki
    naukowej. A wiec po pierwsze, to nie wolno nam, i to pod żadnym
    pozorem, dopuszczać do polskiej nauki świeżej krwi, szczególnie zaś
    należy stwarzać nieprzezwyciężalne bariery w zatrudnianiu w RP
    naukowców z zagranicznymi kwalifikacjami poprzez uniemożliwienie
    nostryfikacji w Polsce zachodnich stopni i tytułów naukowych, jako
    obcych naszej polskiej, sarmackiej tradycji.

    Trzymać się tez należy, i toteż za wszelka cenę, modelu z:
    1. Habilitacją, aby spowolnić karierę młodych naukowców i uzależnić
    ich bardziej od obecnej, post-PRLowskiej profesury, utrzymując tym
    samym obecna, jakże wysoka jakość naszej polskiej nauki, jak wiadomo
    przodującej na swiecie.
    2. Dożywotnim tytułem profesora „belwederskiego”, aby młodzi
    naukowcy wiedzieli, ze dopiero po sześćdziesiątce można w Polsce
    zostać naprawdę samodzielnym naukowcem - jak bowiem wiadomo, to nikt
    jeszcze nie wymyślił nic nowego w wieku poniżej 55-60 lat.
    3. Nie uznawać (i to także po żadnym pozorem) doktoratów (PhD) z
    krajów anglosaskich (USA, UK, Australii, Kanady etc.) a także nie
    uznawać doktoratów z Niemiec, Francji, Skandynawii i ogólnie z tzw.
    Zachodu, ale uznawać automatycznie doktoraty z takich potęg
    naukowych jak Słowacja czy Libia, albowiem Zachód, jak wiadomo, jest
    zgniły i imperialistyczny.
    4. Popierać wszelkimi siłami model kariery typu „od studenta do
    rektora na jednej i tej samej uczelni”, bo tylko wtedy mamy pewność,
    ze ktoś przypadkowy i nam nieznany nie zrobi naukowej kariery w
    Polsce i nie obniży nam tym samym jakże wysokiego dziś poziomu nauki
    polskiej.

    Lech Keller-Krawczyk
    Czwartek, 19 lutego 2009

  • wissarionowicz 19.02.09, 13:09
    I to nie jest wojna o habilitacje, ale wojna przeciw reformie
    PAN, przeciw jakimkolwiek probom zobiektywizowania zasad oceny
    dorobku naukowego, przeciw miedzynarodowym recenzjom (dodal bym tez,
    ze contra uznawaniu w PL dyplomow z USA, Australii czy Kanady - LK).
    Przeciw wszystkiemu, co mogloby zagrozic dotychczasowym przywilejom,
    ktore bardzo czesto nie sa zasluzone i nie maja przelozenia na zaden
    dorobek naukowy poza popularonaukowa publicystyka.
    Ma racje Tusk - Norman Davies nie moglby byc w Polsce promotorem
    pracy doktorskiej. A co by bylo, gdyby takiemu Davisowi odbilo i
    stanolby do udzialu w konkursie na dyrektora instytutu PAN? Zgroza!!!
    Zebralo sie grono starcow i wrzeszczy - prosze nie otwierac okna, bo
    sie przeziebie.
  • adept44_ltd 19.02.09, 13:33
    ja tylko jedna powiem i nie będę dyskutował z tym programem do wyrażania bzdur

    W POLSCE NOSTRYFIKUJE SIĘ ZACHODNIE DYPLOMY, CO WIĘCEJ, DLA WIELU UCZELNI
    POSIADANIE TAKIEGO PRACOWNIKA Z TAKIM DYPLOMEM JEST KOLOSALNYM BONUSEM W ŚWIETLE
    OBOWIĄZUJĄCYCH PRZEPISÓW. A ZATEM DOŚĆ TEGO TRUCIA...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • wissarionowicz 19.02.09, 13:53
    Daj konkretne przyklady: gdzie, komu i za ile...
    A na razie:
    Skład Prezydium Centralnej Komisji do Spraw Stopni I Tytułów na PoP
    (Harzing’s Publish or Perish)
    • Przewodniczący Tadeusz Kaczorek – papers=0, h=0
    • Zastępca Wojciech Noszczyk – papers=0, h=0
    • Zastępca Tadeusz Szulc – papers=0, h=0
    • Sekretarz Osman Achamtowicz - papers=0, h=0
    Przewodniczący sekcji:
    • Stanislaw Gajda - papers=0, h=0
    • Krzysztof Jajuga - papers=0, h=0
    • Andrzej Dubas - papers=0, h=0
    • Stanislaw Czekalski - papers=0, h=0
    • Jan Stankowski - - papers=0, h=0
    • Jakub Siemek - papers=0, h=0
    • Zygmunt Strent - papers=0, h=0
  • tocqueville 19.02.09, 13:58
    u mnie na uczelni się nostryfikuje
    i z tego co wiem - nieodpłatnie (choć mogę się mylić)
  • wissarionowicz 19.02.09, 14:02
    Jaka to uczelnia, jaki wydzial i komu sie nostryfikuje i jakie
    dyplomy?
  • tocqueville 19.02.09, 14:07
    no na pewno nie nostryfikują ci PhD na habilitację
  • wissarionowicz 19.02.09, 14:11
    A po co mi habilitacja na zachodzie Europy? Przeciez tam wystarczy
    mi moj australijski PhD...
  • niewyspany77 19.02.09, 14:09
    > • Przewodniczący Tadeusz Kaczorek – papers=0, h=0

    scholar.google.pl/scholar?num=100&hl=pl&lr=&q=T+Kaczorek&btnG=Szukaj
    Wyniki 1 - 100 spośród około 5,480

    Two-dimensional linear systems T Kaczorek - Springer Cytowane przez 264

    To ze PoP ma jakis atak padaki to o niczym nie swiadczy.
  • wissarionowicz 19.02.09, 14:15
    Dla "Tadeusz Kaczorek" PoP wyrzuca ZERO i ZERO!
    A dla "Stanislaw Lem" daje papers=189, h=9.
    No i jak to moze byc? Przeciez Lem to niepowazny temat na doktorat...
  • niewyspany77 19.02.09, 14:36
    Stephen Hawkins - na PoP 0
    Paul Krugman - PoP 0
    Gerhard Ertl - Pop 0

    (dwaj ostatni to noblisci). Ignorant jestes i tyle.
  • ulyanoff 19.02.09, 18:15
    Who is "Stephen Hawkins"?
    Slyszalem o fizyku zwacym sie "Stephen William Hawking", ale nigdy
    jeszcze o Hawkinsie. Jakie sa osiagniecia tegoz "Hawkinsa"?
    www.filmweb.pl/o412023/Stephen+Hawkins
  • niewyspany77 19.02.09, 18:46
    ok, popelnilem literowke.
  • ulyanoff 19.02.09, 18:52
    Literówke mówisz? To dla ciebie nie ma różnicy między Einsteinem a
    Eisensteinem?
  • niewyspany77 19.02.09, 21:40
    moje najszczersze gratulacje,wlasnie otrzymujesz posade vice-czepialskiego
    glownego forumowego, zaraz po dr nikoszernym, trefnym czy kim tam on jest, moze
    nawet samym ulyanoffem.
    eot z mojej strony.
  • adept44_ltd 19.02.09, 22:25
    to ten sam...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 19.02.09, 15:06
    tylko, że doktor Keller dobrze o tym wie, bo już kiedyś wyjechał z takimi danymi
    i został skasowany na forum... więc mniej więcej można sobie wyobrazić, z jakim
    typem ma się do czynienia...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • wissarionowicz 19.02.09, 13:57
    I jakim "bonusem"? Phd liczy sie dzis w Polsce gora tylko
    jako 'zwykly' doktorat, a wiec posiadacz nawet nostryfikowanego w
    Polsce australijskiego PhD nie liczy sie do kwoty doktorow
    habilitowanych, nie moze byc promotorem prac doktorskich ani tez w
    pelni samodzielnym profesorem zwyczajnym...
    Wiec nie pisz bzdur... I nie pisz DUZYMI LITEERAMI, bo to
    nieladnie...
  • sendivigius 24.02.09, 20:53
    To czego brakuje polskiej nauce to polityka kadrowa. Juz od ponad
    dwoch pokolen panuje tam selekcja negatywna i chow wsobny. To musi
    przyniesc takie rezultaty jakie sa.

    Dalatata pisze powyzej w sposob sprzeczny. Z jednej strony
    argumentuje ze nie wierzy, i slusznie, w mozliwosci samonaprawy i
    samooczyszczenia a z drugiej strony pisze ze w nauce potrzeba bata,
    tymczasem zaden bat tu nie pomoze, bicie zdechlego konia nie skloni
    go do galopu.

    Tzw. pracownicy naukowi w Polsce po 89 roku zdolali sie zadekowac i
    skutecznie torpedowali wszelkie proby reform. Kolejne rzady zajete
    pilniejszymi problemami nauke odpuszczaly i nigdy nie postawily na
    stanowisku ministra osoby przynajmniej kompetentnej, nie mowiac juz
    o zacieciu reformatorskim. Uchowal sie wiec skansen PRLu. Wlasciwie
    nic, tylko sprzedawac bilety, jak do zoo.

    Na problemy fundamentalne naklada sie polska megalomania. Wmawia
    sie, i to tez juz od pokolen, bajki o rzekomo wysokim poziomie
    ksztalcenia w Polsce, ktorej bajki to pochodna ma byc podswiadomy
    wniosek, ze widac i nauczyciele tez sa na poziomach najwyzszych. Jak
    ja sobie przypomne czasami czego i w jaki sposob mnie uczono na
    studiach w Polsce to ogarnia mnie pusty smiech. Projekcja tej samej
    megalomanii byloby odczytywanie wypowiedzi pana Dietla (ktory nawet
    nie moze byc przyslowiowa jaskolka, bo nalezy do starszego
    pokolenia, ktore jeszcze cos reprezentowalo), ze jakoby polskim
    naukowcom brakuje JEDYNIE odwagi i ambicji, bowiem profesor juz w
    nastepnym zdaniu kontruje ze TAK NAPRAWDE to brak im pomyslow. Otoz
    to! Jak sie stoi na skraju przepasci robienie kroku naprzod nie jest
    odwaga tylko glupota. Polska megalomania zaklada ze rzeczy dzieja
    sie prosto. Jedzie taki biedak na zachod i po powrocie zaczyna jak
    trzyletni chlopczyk - ze gdybym tylko chcial to napewno bym skoczyl
    wyzej, ale mi sie nie chce bo dlubie w nosie. Tymczasem ani nie jest
    latwo stworzyc dobra i nieskorumpowana policje, jesli tak latwo to
    czemu jej 20 lat po upadku komuny nie ma; ani nie jest tak latwo
    zorganizowac transport w miecie, ani zbudowac autostrady, ani
    obmyslec system pomocy spolecznej ktory nie wynaturzy sie w swoja
    karykature jak renty w Polsce. I tak dalej. Nie jest wiec tez latwo
    zbudowac konkurencyjny system nauki, bo ludzie w na przyklad Ameryce
    wcale nie sa ulepieni z innej gliny. Nie mam zadnych watpliwosci ze
    wstawieni w polski rezim zachowywali by sie tak samo, podobnie
    Polacy co pracuja w USA pracuja tam po amerykansku. A naukowcy w
    Polsce wciaz swoje - "dajcie nam wiecej pieniedzy".

    Kolejna pochodna problemu polityki kadrowej, czyli marnej jakosci
    materialu ludzkiego jest koniecznosc znajdowania zastepczych metod
    ocen. Habilitacja jest jednym komicznym wynaturzeniem, ale w
    ostatnich latach wyrasta inne - chyba jeszcze gorsze - to
    publikomania. Pisze o tym w poscie powyzej flamengista. Takie osoby,
    czyli punkciarze sa jeszcze wiekszym nieszczesciem niz zwyczajne
    lenie i plagiatorzy. Ci ostatni przynajmniej rozumieja tyle, ze
    nalezy siedziec cicho aby sprawy sie nie wydaly. Punkciarze beda sie
    obnosic ze swoja zadrukowana makulatura, bo to premiuje system, i w
    momencie kiedy stanie sie ich wiekszosc przyjma taka metode pracy
    jako regule obowiazujaca wszystkich innych. Stad juz tylko prosta
    droga do debat ile diablow miesci sie na koncu szpilki. Nie watpie,
    ze oryginal tej mysli bije indeksem "h" i cytatami wszystkie inne
    sensowne prace.

    Czasami mysle ze Lenin mial jednak racje - kadry decyduja o
    wszystkim, a jakby spraw nie krytykowac to nauka radziecka taka
    najgorsza nie byla. Bo system, mimo ze wyrastajacy z oblednej
    ideologii, byl wewnetrznie spojny. Mial kary, nagrody i metody
    kontroli z tej samej prarafii. Po upadku komunizmu w 89 roku
    wszystko sie rozprzeglo. Pozostalosci wykonuja agonalne drgawki
    ktore niewtajemniczeni biora za oznaki zycia naukowego.
  • dala.tata 24.02.09, 23:51
    1. nie widze sprzecznosci w stweirdzeniu ze niemozliwa jest samonaprawa
    srodowiska, a zatem nalezy sily z zewnatrz, w tym miedzynarodowej.

    2. zupelnie nie widze wynaturzenia habilitacji. skoro system jest niewydolny i
    nieuczciwy, co za roznica czy jest habilitacja czy nie. to jest taki klasyczny
    straw man - zlikwidujmy habilitacje i juz bedzie jak w Ameryce, co? bzdura na
    kolkach i to z przerzutka. zlikwidowanie habilitacji niczego nie zmieni. system
    bedzie tak samo niewydolny tylko na innych poziomach. frustracja sendi?

    3. co do megalomanii to ja sie troche zgadzam troche nie, ale to jest na
    sasiedni watek

    4. najbardziej mi sie nie podoba myslenie ze jak przeszczepimy system
    amerykanski, to juz bedzie cacy. wszyscy zaczna produkowac na poziomie
    amerykanskim, laboratoria beda tak wyposazone i UJ nazwiemy the Krakow Harvard
    Uni. to sa turbobujdy.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • eni.huso 24.02.09, 22:51
    z mojego otoczenia: to niestety muszę stwierdzić, ale większość nie ma ambicji.
    Wiare to mają, a nawet przerost wiary w siebie. Nic nie robią, ale nie dlatego
    że nie mają pomysłu, tylko dlatego że im się nie chce, bo tak im wygodniej, a
    pieniądze? Te by przepultali niezgodnie z celem, na który by je dostali. Ale po
    co się starać o pieniadze, nie ma sensu - przecież i tak ich nie dostaną, a
    jakby dostali, to jeszcze by musieli pracować i coś zrobić.
    Straszne to i bardzo smutne :(.
  • dala.tata 24.02.09, 23:52
    to jest smutne. ale chetnie sie dowiem od sendiego jak zniesienie habilitacji
    przywroci im ambicje i chec do czegokolwiek.


    eni.huso napisała:

    > z mojego otoczenia: to niestety muszę stwierdzić, ale większość nie ma ambicji.
    > Wiare to mają, a nawet przerost wiary w siebie. Nic nie robią, ale nie dlatego
    > że nie mają pomysłu, tylko dlatego że im się nie chce, bo tak im wygodniej, a
    > pieniądze? Te by przepultali niezgodnie z celem, na który by je dostali. Ale po
    > co się starać o pieniadze, nie ma sensu - przecież i tak ich nie dostaną, a
    > jakby dostali, to jeszcze by musieli pracować i coś zrobić.
    > Straszne to i bardzo smutne :(.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • sendivigius 25.02.09, 01:33
    Wiele razy przy roznych okazjach pisales ze jestem sfrustrowany. Byc
    moze i jestem ale to nic nie ma do rzeczy bo sfrustrowani tez moga
    miec racje. Czy juz nadmienialem ze tez jestem lysy?

    Nie stawiam nigdzie tezy ze zniesienie habilitacji to panaceum. Jest
    to jedno z pociagniec koniecznych acz niewystarczajacych. Chodzi tez
    troche o to ze od czegos trzeba zaczac. Naprawde trzeba zrobic
    wreszcie pierwszy krok a ten nadaje sie wyjatkowo dobrze bo rozbija
    istniejaca siatke wspolzaleznosci i ukladow. To tyle co uwolnienie
    chlopow panszczyznianych, choc wiemy ze nie wszyscy sie kwalifikuja
    do szlachty. Demokracja nie polegala na nadaniu wszystkim chlopom
    tytulow szlacheckich ale wogole na zniesienie koncepcji panstwa
    feudalnego i klasowego. Tu lezy istota.

    Chec i ambicje do czegokolwiek nie da sie przywrocic obecnemu
    materialowi ludzkiemu zaludniajacemu polskie uniwersytety bo on
    nigdy takich nie posiadal. Dobor kadry odbywal sie wedlug zlych
    kryteriow, co nie oznacza ze przypadkowo nie mogli sie tam znalezc
    ludzie uzdolnieni i pracowici. Ale poniewaz to mogl byc tylko
    przypadek to takich jest po prostu malo. Kadry wiec nalezy wymienic
    i aby to sie moglo stac ruch kardrowy w obu kierunkach musi byc dosc
    latwy, czyli nie moze byc duzych barier, a wiec znowu wracamy do
    problemu habilitacji.

    Tak czy inaczej system nalezy dostosowac do realiow wspolczesnego
    swiata. Na te realia miedzy innymi sklada sie wymiana miedzynarodowa
    ludzi. Nastepnie rynkowosc wyksztalcenia i zwiazanie z tym istnienie
    szkol prywatnych. Nastepnie fakt ze dziedziny maja swoja specyfike i
    rozliczanie wynikow i szczegolowych warunkow zatrudnienia tez
    powinno miec (popatrz co sie dzieje na Akademiach Medycznych). Nie
    chce mi sie dawac pelnej listy, ale jeszcze raz podkresle ze
    zasadniczym problem jest to, ze obecny system jest od sasa do lasa,
    przez dziury w nim wyleje sie kazda ilosc pieniedzy ktore sie tam
    wpompuje.
  • dala.tata 25.02.09, 02:14
    o frustracji pisalem tylko raz, o ile pamietam. a pisze, bo choc habilitacja nie
    jest panaceum, jest w centrum twoich zainteresowan. nie rzetelnosc receznji czy
    ocen dorobku, czy konkursow, nie wprowadzenie miedzynarodowych krtyteriow takich
    ocen, ale hablitacja. niby nie panaceum, ale jakby tak troche. trudno nie
    widziec pewnej obsesji habilitacyjnej.

    1. chetnie uslysze dlaczego zniesienie hablitacji w Polsce jest konieczne, a w
    Szwajcarii (ktora w niektorych naujach wyprzezda USA w poziomie cytowalnosci).
    zniesienie habilitacji nie ma nic wspolnego z uwolnieniem czeogkowliek. jesli
    juz nastapi dewaluacja profesury.

    2. kadry trzeba wymieniac, to znaczy dokladnie jak? jutro zwalniamy 10 procent?
    ale to pol biedy, nie rozumiem jak mamy gonic swiat nie stawiajac wyraznych
    etapow do osiagniecia, wyraznych i trudnych do osiagniecia (tak zeby knoty nie
    przechodzily). ale wiem, to nie sa wyzwania, to sa bariery? to moze dokotrat to
    tez niepotrzebna bariera?

    3. nie wiem co to sa realia wspolczesnego swiata. ktore to realia? ze USA i
    Polska sa nieporownywalne? ze system w USA zostal wypracowany przez lata prob i
    bledow? ze struktura wlasnosci nauki w USA i w Polsce jest nieporowywalna? ze
    Polski nie stac na bycie globalnym graczem w nauce swiatowej? ktore to realia, n
    aktorych ty bys sie skupil?

    4. i ja wiem ze uslysze ze sie myle pod kazdym wzgledem, jednak przypomne ze
    przejscie na tenure w USA i polska habilitacja sa funkcjonalnie (powtarzam:
    funkcjonalnie, bo strukturalnie roznia sie nieco) podobne. sa etapem w karierze
    czlowika pare lat po dokotracie. ale jak wiadomo, w skoro w USA, to jest cacy, a
    skoro w Polsce to jest be.

    5. a co do feudalizmu na uczelniach polskich. zgadzam sie, trzeba walczyc.
    jednak zniesienie habilitacji nie ma nic wspolnego z ograniczeniem feudalizmu. i
    zeby pociagnac metafore. to wlasnie zniesienie hablitacji spowoduje, ze nagle 80
    proc adiunktow (w tym 100 proc wiecznych i dobrze ustosunkowanych) zsotanie
    profesorami. to bedzie efekt zniesienia hablitacji. ot panaceum. nie dosc ze
    zalatwimy to, ze bedzie w Polsce najwiecej profesorow na dowolna jednostke
    przeliczeniowa, zalatwimy rowniez problem dorobku - nie bedzie potrzebny.

    dobranoc.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 25.02.09, 09:04
    Nie porownuj habilitacji do tenury, bo takie porownanie nie ma sensu. Wszystko
    zmierza ku temu, by funkcjonalnym odpowiednikiem tenury byl tytul.
    Funkcjonalnie, habilitacja ma range wyzszego doktoratu, teraz jeszcze ma byc
    przed pozauczelniana komisja panstwoawa.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • adept44_ltd 25.02.09, 09:26
    1. raczej nie... ;-)
    2. tak czy siak - rozmowę trzeba zacząć w takiej sytuacji od poziomu doktoratów...
    3. a to ostatnie (niezwiązane z wątkiem...) może mieć swoje plusy :-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 25.02.09, 09:30
    Ty do mnie z tymu punktami? ;-)

    3. swoje minusy tez...

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • sendivigius 25.02.09, 19:18
    Mysle ze zgodzimy sie jesli chodzi o ponizsze punkty

    1. Wysmazenie 200 stronnicowego gniota jak sie ma rezultaty to zaden
    praktyczny problem.

    2. Zniesienie habilitacji nie oznacza zniesienia jakiejkolwiek oceny
    przy awansie.


    Na Szwajcarii sie nie znam, pisze o tym co widze w Polsce. Nie
    uwazam tez ze zniesienie habilitacji jest najwazniejszym problemem,
    ale powtorze - jak mowi chinskie przyslowie - "kto zrobil pierwszy
    krok to przeszedl juz polowe drogi".

    Zniesienie habilitacji jest konieczne gdyz:

    - daje niezaleznosc w sensie naukowym, bywa ze to znaczy nielwiele
    ale bywa tez wiele. Osoba po doktoracie jest typowo w pod 30 tke.
    Mowienie ze taka osoba nie wie co ma robic jest smieszne,
    niedorzeczne i wogole sprowadza dyskusje poza zasieg zdrowego
    rozsadku. W armii taka osoba czesto dowodzi 100 czolgami.
    - daje niezalezosc w sensie towarzysko-administracyjnym, splaszcza
    strukture zarzadzania. Tu chodzi o wiele praktycznych spraw
    codziennych. Naukowiec ma miec glowe do myslenia o nauce a nie do
    intryg dworskich.
    - otwiera mury uczelni dla polonii naukowej
    - otwiera mury dla przeplywu ludzi miedzy przemyslem, malym
    biznesem, administracja i akademia. Otwiera tez drzwi w obu
    kierunkach, wiele osob boi sie wyjsc z akademii bo bez habilitacji
    nie ma powrotu. W wielu, wielu dziedzinach to zupelnie bez sensu.
    - daje niezaleznosc kadrowa malym osrodkom i szkolom prywatnym,
    likwiduje nacisk na wieloetatowosc.

    ad.2 No wlasnie, jest powyzej. Kadry nalezy wyminiac tak jak to sie
    dzieje w kazdym biznesie i w kazdym dziale budzetowki. Aby to sie
    dzialo drzwi musza byc otwarte w obie strony. Obecnie uczelnie sa
    okopane, produkuje to system od studenta do profesora w jednym
    miejscu. Haslo "aby knoty nie przechodzily" moze zostac spelnione
    jak osoba oceniajaca nie ma zobowian ani interesu w tym aby dac taka
    czy inna ocene, to moze byc spelnione jak jest wystarczajaco duzo
    osob niezaleznych, czyli znowu wracamy do problemu habilitacji. Jak
    inaczej to zrobic? Modlitwa?

    ad3. Realia wspolczesnego swiata sa takie ze jest wiek XXI a nie
    wiek XVIII. Uczelnie to sa duze biznesy, wiele z nich to po prostu
    zwykle szkoly pomaturalne. Pracownik naukowy to juz nie nobliwy
    medrzec z dluga siwa broda, tubalnym glosemi i standardami etycznymi
    z epoki. Ilosc pracy wymaganej i sposoby rozliczania jej musza byc
    dostosowane do masowosci wyzszego ksztalcenia. Jak profesorow mozna
    bylo liczyc na palcach to mozna bylo recznie kontrolowac czy sie
    zachowuja poprawnie czy nie, mozna bylo recznie kontrolowac czy ktos
    jest na bakier z etyka czy nie, golym okiem bylo widac czy ktos jak
    nie jest w pracy to robi fuche czy tez wlasnie mysli nad waznym
    problemem. Dzis sie tak nie da. Dzis metody kontroli spolecznej
    ktora kiedys byla mieszczanska etyka nie dzialaja. Musza byc
    zastapione innymi. Ja jako podatnik sie buntuje przeciwko istnieniu
    etatow budzetowych gdzie jedynym obowiazkiem pracownika jest
    odlepanie dwoch godzin zajec tygodniowo i to tez tylko w roku
    szkolnym, a reszte obowiazkow mozna "zabajerowac", gdzie placone z
    budzetu miejsce pracy sluzy do naganiania klientow do prywatnej
    praktyki, do robieniu fuch na zlecenia, do wynoszenia praw
    autorskich (= tego samego wykladu w szkolach prywatnych) i tak
    dalej. Tu potrzebny jest zwyczajny kapitalistyczny nadzor
    wlascicielski. Potrzebna jest mocna pozycja ministerstwa.
    Niezaleznosc uniwersytetow publicznych jest jedynie w
    dziedzinie "mysli" ale nie w dziedzinie "pracy".

    ad 4. Oczywiscie ze tenure ma cos z habilitacji ale wlasnie
    funkcjonalnie jest czyms innym, bo jest przywilejem lokalnym danej
    szkoly. Dzieki temu wymagania na tenure sa inne w Springfild
    Community Colege i na Stanfordzie. To umozliwia szkolom roznicowanie
    sie, umozliwia jednym wzrost a innym znalezienie swojej niszy
    rynkowej. Nie ma w Stanach "Cetralnej Komisji Tenure" - ktora
    zapewnia "aby knoty nie przechodzily". Wielkosc knota ktory moze
    przejsc jest determinowana lokalnie i to jest wlasnie wielka roznica
    i wielka zaleta systemu amerykanskiego.

    Widzisz, dala.tata, w USA moze nie wszystko jest "cacy" ale jednak
    nauka jest i wiele innych dziedzin jest. W Polsce natomiast co jest
    to kazdy widzi. Porownaj na przyklad program budowy autostrad przez
    admistracje Eisenhowera i to co sie w tej sprawie dzieje w Polsce.
    Dlaczego nie chcesz zaakceptowac dowodu eksperymetalnego ale
    wymyslasz emocjonalne argumenty przeciw w stylu "nie bedzie Jankes
    plul nam w twarz".

    ad 5. Nie mam zadnego problemu z tym ze 80% adjunktow zostanie
    profesorami. W liceum do kazdego nauczyciela mowi sie "profesor" i
    swiat sie nie wali. Profesor to nie tytul szlachecki to nazwa
    zawodu, nie przymierzajac tak jak "key accout manager". Natomiast
    rozliczanie pracy i awanse to zupelnie inna bajka.

    Ta dyskusja jest o tym czego brakuje polskim naukowcom. Ja twierdze
    ze pytanie jest troche zle postawione, to znaczy wiadomo czego
    brakuje ale nie da sie tego im "dac" bo ze wzgledu na to kim sa i
    tak nie sa w stanie tego przyjac. Ten caly system nalezy odbudowywac
    na zdrowych zasadach. Gdyby sie wzieto za to w 89 roku to juz byloby
    z gorki, a tak jest ciagle puste gadanie o knotach, co przechodza.
    Tak na marginesie teoria knotow jest juz dobrze rozpracowana:

    en.wikipedia.org/wiki/Knot_theory
    Polskich nazwisk tam nie widze, nie ma co odkrywac Ameryki piec
    wiekow po Kolumbie.
  • dala.tata 27.02.09, 10:40
    1.zupellnie nie widze tej niezaleznosci po zniesieniu habilitacji. niezaleznosc
    od pracowania chyba? skoro w polskiej nauce problemem jest niepracowanie, jak
    rozwiaze ten problem usuwanie jednej z motywacji? nie wiem.rownie dobrze mozna
    jeszcze usunac doktorat, bo to tez ogranicza.
    2. polonia (he he) ma droge otwarta - habilitacja nic do tego nie ma, choc tu
    mozna by rzeczywiscie uproscic rzeczy.przypominam jednak ze jest stanowisko
    profesora zagranicznego - bez habilitacji. bylem na takim zatrudniony przez chwile.
    3. sorry, ale argumenty o tym ze zyjemy w jakims tam wieku i to w spoosob
    konieczny cos oznacza sa fajne retoryczne, a mialkie.co ma do tego tez
    habilitacja nie wiem. natomiast, mowie od jakiegos czasu ze gdyby dyrektorzy
    instytutow byli zainteresowani finansowo w wynikach swych placowek, zmieniloby
    sie wiele.
    4. ja naprawde nie widze problemu z ta habilitacja i tenure. problem jest w
    rzetelnosci, a nie w statusie habilitacji.
    5. no wiec ja mam problem ze 80 proc. adiunktow zostnaie profesorami. bo w
    rzeczywisitosci doprowadzi to do koniecznsoci wyksztalcenia sie kasty 'lepszych
    profesorow', po drugie, nagrodzimy lenistwo, po trzecie, wedle mnie najwiekszym
    problemem w Polsce jest 'korupcja akademicka' - to bedzie najlepszy sposob na to
    zeby przepchnac wszystkich swoich, miernych, ale wiernych. tak, mnie to
    przeszkadza.
    6. nie te knoty.


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • winoman 27.02.09, 11:05
    dala.tata napisał:

    > 1.zupellnie nie widze tej niezaleznosci po zniesieniu habilitacji. niezaleznosc
    > od pracowania chyba? skoro w polskiej nauce problemem jest niepracowanie, jak
    > rozwiaze ten problem usuwanie jednej z motywacji?

    Szczerze powiem, że ja motywację straciłem po zderzeniu się ze ścianą
    habilitacji. Miałem granty wewnętrzne, własny grant KBN, grant NATO (jeszcze
    zanim Polska weszła do NATO), publikację w piśmie, o którym zdecydowana
    większość polskich matematyków może tylko marzyć, ale nawet stypendium
    habilitacyjnego nie dostałem. To wtedy dotarło do mnie, że jest tyle innych
    możliwości spędzenia życia i że może nie chcę reszty życia spędzić w tym
    środowisku (kilka lat w radzie wydziału też zrobiło swoje :-) ).

    > 2. polonia (he he) ma droge otwarta - habilitacja nic do tego nie ma,

    To dlaczego Wolszczan po cichu robił habilitację w Polsce, zanim dostał etat na
    UMK? Dlaczego mój przyjaciel z Bostonu nie mógł dostać drugiego etatu w Polsce
    i wybrał Włochy?

    > 6. nie te knoty.

    Akurat w tych knotach z wiki polskie nazwiska mogłyby się pojawić, Józef
    Przytycki i Paweł Traczyk odegrali ważną rolę w rewolucji w teorii węzłów w
    latach 80.

    Pozdrawiam!
  • adept44_ltd 27.02.09, 12:06
    1. nie zderzyłeś się z habilitacją, tylko z radą wydziału, poza tym jak miałeś
    dorobek to, co za problemem było napisać hab. bez stypendium???
    2. no tak było za starej ustawy o szkolnictwie, ta nowa od 2005 promuje uczelnie
    mające zagranicznych profesorów...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • winoman 27.02.09, 12:37
    > 1. nie zderzyłeś się z habilitacją, tylko z radą wydziału, poza tym jak miałeś
    > dorobek to, co za problemem było napisać hab. bez stypendium???

    Pewnie niewielki (choć o ile pamiętam, stypendium wiązało się z urlopem, co
    zawsze jest przydatne), poza tym podczas samej habilitacji zderzyłbym się z tym
    samym murem, ale przede wszystkim zarówno to doświadczenie, jaki i kilka innych,
    sprawiło, że przestało mi zależeć.

    Pozdrawiam!
  • adept44_ltd 27.02.09, 12:39
    ok, ale powtarzam - zderzyłeś się ze źle działającym systemem, a nie z
    habilitacją... zniesienie habilitacji nie zmieni ludzi z tej rady wydziału, nie?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • winoman 27.02.09, 13:27
    > ok, ale powtarzam - zderzyłeś się ze źle działającym systemem, a nie z
    > habilitacją... zniesienie habilitacji nie zmieni ludzi z tej rady wydziału, nie
    > ?

    Jeśli system źle działa, to może jednak coś złego tkwi w samej jego istocie?

    Jeśli habilitacja jest istotnym składnikiem źle działającego systemu, to może
    jednak zastąpienie jej czymś innym pomoże?

    Dla mnie w każdym razie zabrakło miejsca w tym systemie (i nie tylko lokalna
    specyfika i ludzie na konkretnym wydziale o tym zdecydowali.

    Niestety muszę się teraz oddalić do moich obowiązków, pozdrawiam!
  • adept44_ltd 27.02.09, 13:31
    co do zmiany systemu i wymiany części ludzi ja nie mam żadnej wątpliwości, ale z
    powodów, które wyłuszczam (co za dziwne słowo) obok habilitacja jest tematem
    zastępczym...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 27.02.09, 13:32
    również z pozdrowieniami!
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 27.02.09, 13:34
    habilliacja zostala wymyslona jako powazny problem. glwonie przez masy
    adiunktow, ktorzy nie sa w stanie jej zrobic. bo ksiazke trzeba napisac, bo
    publikowac trzeba, bo tysiac roznych rzeczy. pewnie upraszczam, ale nie za bardzo.

    czy habilitacja jest batem? no jest, ale kazdy awans jest batem. kazdy awans
    jest bramka, ktorej strzga gate-keeperzy. to nie jest tak, ze tenury daja za
    darmo w USA. a gdyby polskich habilitowanych ocenic wedle kryteriow
    amerykanskiej tenury, wiekszosc by nie dostala habilitacji. czy to jest bat? no
    jest. szczegolnie ze rowniez studenic sie wypowiadaja. czy to jest presja by
    oceniac wyzej - no jasne ze jest.

    zniesienie habilitacji nie zmieni niczego poza tym, ze banda leni i przydupasow
    zostanie profesorami.

    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • dala.tata 27.02.09, 13:24
    winomanie, kazdy z nas ma swoje opowiesci. mi blokowano z czystej zlosliwosci
    profesure belwederska. bo tak, bo mozna. nikogo nie interesuje to, ze stracilem
    potencjalnie prawie lata wyzszej pensji. prezia to tez nie intersuje, gdy ociaga
    sie z podpisaniem.

    czy to znaczy ze nalezy profesure zniesc? wedle mnie nie.

    nie potrafie odpwoeidziec na twoje pytania. problem jjednak nie polegga na
    istnieniu habilitacji, ale raczej na tym, ze saa ludzie ktorzy lubia utrudnic,
    wola szaraka, a nie kogos wybijajacego sie. znasz w poolsce powiedzenie 'zawyzac
    poziom'? masz odpowiedz na swoje pytania,

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • charioteer1 27.02.09, 11:18
    Gardlo mnie boli i nie mam ochoty na bicie piany. Jezeli habilitacja jest jedyna
    motywacja do pracy i po jej zniesieniu juz nic nikomu sie nie bedzie chcialo, to
    znaczy, ze to wszystko jest chore, a utrzymywanie habilitacji tuszuje problem
    zamiast go rozwiazac.

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • adept44_ltd 27.02.09, 12:10
    chario - a jednak ją bijesz... bo najwyżej sensowne jest dyskutowanie, jak ją
    przyznawać i nic więcej (zwłaszcza jeśli pełni podobne funkcje, jak inne reguły
    za granicą). Jeśli ktoś ma dorobek, to habilitacja nie powinna być dla niego
    żadnym problemem (jeśli chcesz tu na mnie nakrzyczeć - to wróć do p. 1. -
    dyskutować o zasadach przyznawania), a jeśli nie ma - to nie będzie miał hab.,
    tylko po co, o kimś takim dyskutować??? na tym forum???

    no, system jest chory, habilitacja trzyma jakiś poziom, choć paradoksalnie
    utrzymuje system, bo bez niej myślę, że na obecnych zasadach to wszystko by
    runęło, a studenci słusznie powyrzynaliby swoich doktorów profesorów...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 12:13
    Adept, nie bede krzyczec, bo mnie gardlo boli!!!
    <tupie noga>

    Przeciez w drugim akapicie sie ze mna zgadzasz, to o co chodzi???
    ;-)

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • adept44_ltd 27.02.09, 12:23
    o pierwszy najprawdopodobniej... i o bicie piany...
    bo wszyscy mówią o zniesieniu habilitacji, a nie o wymogach na bycie nowym
    profesorem bez habilitacji...
    ja jestem przekonany, że doktor może być profesorem, ale ja u siebie w
    instytucie nie widzę nikogo takiego (a dyszą do zniesienia hab.), a ogólnie
    podejrzewam, że to będzie najwyżej 10 %??? a ci sobie po prostu zrobią hab. i po
    kłopocie... ;-). Bo ja myślę, że na tę nową profesurę to trzeba będzie coś
    pokazać: mieć świetne publikacje, książkę... no i ja to mam gdzieś, jak to
    nazwiemy - hab. czy profesurą bez hab... po prostu wmanewrowujemy się w
    pseudoproblem, który ponadto grozi w naszych warunkach uprofesorowieniem
    (zwłaszcza na małych uczelniach bądź prywatnych) stada nierobów, tyle...
    a jest też tak, jak mówi Dalatata - pozostaną "prawdziwi" profesorowie i ci bez
    hab....
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 12:34
    To wrocilismy do punktu wyjscia i ani odrobine nas to nie posunelo do przodu.
    Ci, co maja motywacje, zrobia hab., a jak zniesiemy hab., to oni tez nie beda
    mieli motywacji, zeby robic cokolwiek. Nierozwiazywalny problem - zeby nie bylo
    hab. i zeby byla motywacja...

    --
    March of the penguins
  • adept44_ltd 27.02.09, 12:38
    ???
    bardzo prosto rozwiązywalny... (a poza tym nie rozumiem, dlaczego wykręcasz to,
    co napisałem, jak nie będą mieli motywacji, to trzeba ich zwalniać... i tyle,
    też prosto) - wystarczy precyzyjnie określić, na czym polega kariera naukowa,
    jakie wymogi stawia się przed profesorem cert. i później, no i przestrzegać tych
    wymogów. Ale dla mnie właśnie znamienne jest to, że wszyscy biją pianę - znieść
    habilitację, znieść habilitację, a nie rozmawiają, jak podnieść poziom, bo to
    już nie jest ich problem...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 12:49
    adept44_ltd napisał:

    > wystarczy precyzyjnie określić, na czym polega kariera naukowa,
    > jakie wymogi stawia się przed profesorem cert. i później, no i przestrzegać tych
    > wymogów.

    Nooo. Jak dla mnie, to wystarczy to nawet okreslic w obrebie uczelni, ale juz
    wiecej boje sie pisac...

    > Ale dla mnie właśnie znamienne jest to, że wszyscy biją pianę - znieść
    > habilitację, znieść habilitację, a nie rozmawiają, jak podnieść poziom,

    A jak bija piane, zeby nie znosic, to zakladaja, ze poziom jest, jaki jest i
    wyzszy juz byc nie moze?

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • adept44_ltd 27.02.09, 13:04
    1. tylko widzisz - nie ma żadnego rynku - ani pracy, ani edukacji, ani nauki
    (chodzi o sensowne finansowanie badań) w PL, więc wszystko się robi jak
    najtaniej, więc uczelnie będą chciałby mieć jak najtańszych profesorów... i jak
    najwięcej
    2.no jeśli uważają, że poziom jest wysoki i już wyższy nie będzie, to się sami
    dyskwalifikują i nie ma o czym gadać, nie???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 13:15
    Ad. 1: Bo habilitacja jest batem na pracownikow i na uczelnie. Innych
    mechanizmow regulujacych nie ma, albo sa malo skuteczne.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • adept44_ltd 27.02.09, 13:19
    nooo....
    więc ja proponuję zacząć od kwestii tych mechanizmów, a potem się okaże, że
    znoszenie hab. nie jest potrzebne... albo, że będziemy mieli zamiast niej
    profesury (chociaż sam wolę być hab. niż cert. ;-), ale to już czysto estetyczny
    pogląd),

    uffff :-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 13:25
    Co ufff? Mam czesciej noga tupac? ;-))))

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 27.02.09, 13:26
    nie, to nie, bo mi fiszki z biurka spadają...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 13:30
    Dobra, juz nie bede :-)))

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 27.02.09, 13:25
    chario, tak jest chore. a habilitacja nie ma z tym nic wspolnego.

    charioteer1 napisał:

    > Gardlo mnie boli i nie mam ochoty na bicie piany. Jezeli habilitacja jest jedyn
    > a
    > motywacja do pracy i po jej zniesieniu juz nic nikomu sie nie bedzie chcialo, t
    > o
    > znaczy, ze to wszystko jest chore, a utrzymywanie habilitacji tuszuje problem
    > zamiast go rozwiazac.
    >


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • charioteer1 27.02.09, 13:28
    Nastepny... Przeciez ja pisze, ze to wszystko jest chore, lacznie z moim
    gardlem, to w czym ty sie ze mna nie zgadzasz?

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • sendivigius 27.02.09, 17:09
    Dala.tata, widze ze nie chcesz zrozumiec pewnych argumetow, trudno,
    sprobuje przeformulowac, ale bez wiekszej nadziei.

    ad1. Ja i wielu innych widza. Niezaleznosc od pracowania po
    habilitacji to wlasnie problem obecny. Habilitacja jest
    pseudomotywacja, owszem moze motywowac do pracy ale akurat nie
    takiej jaka jest potrzebna. Motywuje do produkji makulatury i
    gniotow, ale poniewaz doba ma 24 godziny to efektem ubocznym jest
    brak pracy merytorycznej.

    ad2. Wszyscy wiemy ze nie ma. Osoby ktore byly wczesniej zwiazane ze
    struktura nauki w Polsce robia pokatne habilitacje w swoich bylych
    alma mater, czym i jak za to placa to ani sie domyslam, przynajmniej
    zaciagaja potezne dlugi wdziecznosci. Pozostaja tez ci co nigdy w
    Polsce w nauce nie pracowali.

    ad3. Ten argument sie sprowadza do tego ze biznesem rodzinnym
    zarzadza sie inaczej niz wielka korporacja. To nie jest mialki
    argument tylko pokazuje dlaczego system sie pruje w szwach.

    ad4. Zarzucajac nierzetelnosc, powiedz jak ja naprawic? Pytalem czy
    masz zamiar zrobic to modlitwa czy tez moze cudem tuskowym? Bo ja
    proponowalem wzrost liczebny zbioru niezaleznychosob zdolnych do
    dawania opiini.

    ad5. Zauwaz ze w USA nie tylko nie ma habilitacj ale tez NIGDY jej
    nie bylo. Nie ma tez dyskusji ze habilitacje nalezy wprowadzic bo
    uniwersytety sa zaludnione przez leniow i nierobow. Mimo BRAKU
    habilitacji te problemy nie wystepuja. Korupcja akademicka i upadek
    najgorszych wydzialow to problem ktory rozwiazywac powinien rynek.
    Harvard jest dobrym uniwersytetem nie dlatego ze jakas komisja go
    pilnowala aby sie nie rozpil tylko dlatego ze SAM na to pracowal i
    Springfild Community College tez zapracowal na to ze z Harvardem
    nikt go nie myli.
  • adept44_ltd 27.02.09, 17:42
    jeśli można się wtrącić -
    1. sformułowania typu ja i inni, albo wszyscy nic nie znaczą w merytorycznej
    dyskusji, więc po co one??? zwłaszcza są inni ja i inni jego inni, którzy widzą
    inaczej!!!, no a wszyscy - to jakaś kosmiczna bzdura.
    2.skąd te informacje o produkcji gniotów??? no, takie też powstają, ale
    powstają i cenne książki, więc argument się sypie (znów, jak wszystkie rzędu:
    zawsze, wszędzie etc.), swoją drogą pierwsze zdanie ad1. niezrozumiałe. Jeśli
    powstają gnioty, to powinno się je uwalać na kolokwiach i to jedyne, co można na
    ten temat powiedzieć.
    ad2 - domyślam się, że chodzi o zatrudnianie zagranicznych naukowców z
    zagranicznym doktoratem czy polskich naukowców ze świata? pisałem, jak to
    wygląda w świetle ustawy o szkolnictwie wyższym, więc uparcie powtarzasz bzdury.
    ad5 - no tak, ale w tych mitycznych USA istnieje nie tylko Harvard, ale i
    mnóstwo kiepskich małych uczelni, zresztą nawet na tych dużych debatuje się o
    upadku nauki, więc może to nie jest wzór do naśladowania, poza tym to nie brak
    habilitacji sprawił, że w USA rozwinęła się nauka lepiej niż w PL (wybacz ale
    ten pomysł jest absurdalny)
    co do reszty - powtarzam, dopóki nie ma w PL rynku pracy, edukacji i nauki...
    wszystkie pomysły o "wolności" stopni i różnych typów biznesów można sobie
    wsadzić w kapcie.
    A dodam do tego jeszcze jedną sprawę - likwidacja habilitacji w obecnym stanie
    rzeczy doprowadziłaby do zamknięcia drogi awansu, to znaczy - do obniżenia
    płac... pojawiłoby się mnóstwo profesorów, szczęśliwych, że mogą dalej pracować
    za 2 tys....
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • sendivigius 27.02.09, 18:44
    adept44_ltd napisał:

    > 1. sformułowania typu ja i inni, albo wszyscy nic nie znaczą w
    merytorycznej dyskusji, więc po co one??? zwłaszcza są inni ja i
    inni jego inni, którzy widzą inaczej!!!, no a wszyscy - to jakaś
    kosmiczna bzdura.

    ad1. argumenty merytoryczne sa takie ze indeksy cytowan sa ogolnie
    dostepne. Czytaj i szukaj tak polakow pracujacych w POlsce. Albo
    lepiej wez setny amerykanski unwersytet i dziesiaty polski, wez
    jakis wydzial i porownaj co wyprodukowal. Widac bedzie golym okiem i
    dlatego wlasnie pisze ze widze.


    > 2.skąd te informacje o produkcji gniotów??? no, takie też
    powstają, ale powstają i cenne książki, więc argument się sypie
    (znów, jak wszystkie rzędu: zawsze, wszędzie etc.), swoją drogą
    pierwsze zdanie ad1. niezrozumiałe. Jeśli powstają gnioty, to
    powinno się je uwalać na kolokwiach i to jedyne, co można na ten
    temat powiedzieć.

    ad2. To co sie powinno a to co sie robie to dwie rozne rzeczy. Nie
    robi sie tego co sie powinno z powodow jak zawsze -
    niemerytorycznosci ocen.

    > ad2 - domyślam się, że chodzi o zatrudnianie zagranicznych
    naukowców z zagranicznym doktoratem czy polskich naukowców ze
    świata? pisałem, jak to wygląda w świetle ustawy o szkolnictwie
    wyższym, więc uparcie powtarzasz bzdury

    W swietle ustawy wyglada to tragicznie. A do ustawy trzeba dodac
    mentalnosc - "chlop zywemu nie przepusci" i "nie bedzie Jankes plul
    nam w twarz". Bardzo mi przykro ale nie ma w calej POlsce jednej
    osoby ktora potrafi merytorycznie ocenic moje prace. Tak jest, nie
    ma ani jednej! A tu potrzebna jest cala komisja. Co wiec zrobi
    komisja. Ano bedzie prace pozorowac, bedzie patrzec czy jak u
    Migalskiego lista literatury jest taka jak trzeba, czy prace sa
    cytowane, i wogole czy robi ona dobre wrazenie. Tak moze byc, tyle
    ze ja z wiekiem stalem sie osoba powazna i w takie zabawy w gluchy
    telefon nie mam sie ochoty bawic. Nie to nie.


    > ad5 - no tak, ale w tych mitycznych USA istnieje nie tylko
    Harvard, ale i mnóstwo kiepskich małych uczelni, zresztą nawet na
    tych dużych debatuje się o upadku nauki, więc może to nie jest wzór
    do naśladowania, poza tym to nie brak habilitacji sprawił, że w USA
    rozwinęła się nauka lepiej niż w PL (wybacz ale ten pomysł jest
    absurdalny) co do reszty - powtarzam, dopóki nie ma w PL rynku
    pracy, edukacji i nauki... wszystkie pomysły o "wolności" stopni i
    różnych typów biznesów można sobie wsadzić w kapcie. A dodam do tego
    jeszcze jedną sprawę - likwidacja habilitacji w obecnym stanie
    rzeczy doprowadziłaby do zamknięcia drogi awansu, to znaczy - do
    obniżenia płac... pojawiłoby się mnóstwo profesorów, szczęśliwych,
    że mogą dalej pracować za 2 tys....

    Oczywiscie ze w USA jest mnostwo przecietnych szkol i bardzo dobrze,
    i wlasnie na tym polega rynek! Nieszczesciem polskiego podejscia do
    tej sprawy jest chec aby wszystkie szkoly reprezentowaly ten sam
    poziom. To ani niemozliwe ani niepotrzebne. To po prostu zawracanie
    Wisly kijem.

    Oczywiscie ze to nie prosty brak habilitacji to sprawil, sprawila to
    niezaleznosc i swoboda pracy nadana duzej grupie ludzi a nie tylko
    tym na godzine przed emerytura.

    W Polsce nie ma rynku pracy w edukacji i nauce bo istniejacy system
    sabotuje powstanie tego rynku. Jednym z elementow tego sabotazu jest
    utrzymywanie habilitacji.

    I aby podsumowac. Moj drogi, jak ktos chce sobie gnic i sie pyzic to
    mu wolno. Moze to robic nawet caly kraj. Naukowcy to nie jedyna w
    Polsce grupa spoleczna ktora ma podejscie do panstwa "po nas potop".
    No to potop bedzie. A w zadadzie juz jest. Minelo 20 od upadku
    komuny i co?
  • adept44_ltd 27.02.09, 19:01
    1. widzisz, jeżeli coś jest tak w twoim przypadku, to nie znaczy, że w każdym i
    jako naukowiec powinieneś to wiedzieć... (zresztą znam podobny przypadek do
    twojego - nie ma kto recenzować - i został rozwiązany zupełnie inaczej niż piszesz)
    2. w Polsce nie prowadzi się indeksów cytowań, więc szukaj sobie... wiatru i
    możesz tę "merytoryczność" pominąć (sądziłem, że o poważnych sprawach -
    rozmawiamy poważnie)
    hm, niemerytoryczność ocen - no pewnie trochę tak, ale ja myślę, że problem jest
    w tym, że się nie wykorzystuje istniejących mechanizmów ocen...
    3. wygląda to tragicznie... - bzdura, na kółkach... Menis obecnie punktuje
    uczelnie posiadające takich profesorów i sam widziałem na własne oczy polowanie
    na nich (a w jednym brałem udział) - wykreślamy ten "argument"
    4.w PL nie ma takiego rynku, bo w PL nie ma rynku pracy.... i my go nie
    wytworzymy, tu się zaczyna problem...
    5. co do podsumowania, drogi mój, to ja tam nigdzie nie chcę gnić, ale gadanie o
    zniesieniu habilitacji jest tematem zastępczym - należałoby mówić o wprowadzeniu
    kryteriów oceny i to by było coś.
    A habilitacja obecnie martwi tych, co nic nie robią, bo nagle się okazało, że
    nie można być adiunktem do emerytury.... jak ktoś pracuje, nie ma problemu (i
    nie ma co więcej obowiązku pisania gnioty, może przedstawić wyniki swoich badań,
    nie???).
    Problem, jak już wiele razy pisałem, tkwi w kasie i w kontrakcie na
    nieuczciwość, leżącym u podstaw systemu: mało płacimy i nie wymagamy - mało
    pracujemy i wszystko trwa...

    pełna zgoda co do tego, że nie wszystkie uczelnie muszą być najlepsze... ale
    dodałbym - nie wszystkie też muszą być takie same (kierunki, programy itd.), ale
    to inna kwestia.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 27.02.09, 20:06
    adept, w Niemczech, Luksemburgu i UK tez sie nie prowadzi indeksow cytowan.
    wlasnie dlatego ze ttakie indeksy nei maja sensu lokalnie. rownie dobrze mozna
    by robic indeksy cytowan w Warszawie, Krakowie i Wroclawiu. tylko po co? swiat
    nauki uznal ze jedeyne sensowne odniesienie jest miedzynarodowe.

    nie wiem co to znaczy brak rynku pracy. profesorski jest z cala pewnoscia.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 27.02.09, 20:21
    hm, no ale wyjaśnij mi, co to znaczy indeks międzynarodowych cytowań, hę???, to
    znaczy, że jak ktoś mnie cytuje w PL, to się nie liczy jako cytowanie? albo jak
    w Szwajcarii, Somalii etc.??? a mówiąc inaczej (byśmy nie toczyli zbędnej
    dyskusji) - jak ktoś mnie cytuje w książce, a nie w międzynarodowym żurnalu, to
    nie cytuje,tak???
    co do reszty - ja pisałem, nie pierwszy raz - o rynku pracy w PL, bo tu jest
    początek problemu, gdyby w PL ważne były dyplomy i wykształcenie przy szukaniu
    pracy, to ja bym zostawił uczelnie i niech se robią, co chcą... - wtedy byłyby
    weryfikowane... podobnie, gdyby istniało to, co nazwałem rynkiem nauki - jest
    kasa na badania i ona jest rozdzielana w uczciwych konkursach dla dobrych
    badaczy. Ale u nas jest odwrotnie: pracę (z pewnymi wyjątkami oczywiście)
    dostajesz, jak znasz pana Zdzicha, a nie jak masz dobry dyplom dobrej szkoły.
    Podobnie z grantami (z wyjątkami zapewne) - jest mało kasy i dostają znajomi
    królika.
    Może być???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 27.02.09, 20:26
    albo jeszcze inaczej - jak nie cytuje po angielsku, to nie cytuje, tak???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 27.02.09, 23:30
    uwielbiam jak sprowadzasz wszystko do absurdu, ale sprobuje ci to wyjasnic, bo
    to jest dosc proste. w opracowaniu takiego indeksu, przyjmujemy pewne zalozenia,
    co wejdzie do niego - nie da sie zebrac wszystkiego, nawet gdybysmy zrobili
    tylko indeks warszawski - bo cytuja cie na przyklad na prezentacjach PP i my o
    tym nie wiemy i nie bedziemy wiedziec, choc z cala pewnoscia sa to cytaty.

    i na przyklad szanse sa ze nie wezmeimy pod uwage somalii i szwecji, ale tez
    lokalnego pisma w Manccsterze, wlasnie dlatego ze jest lokalne. i na przyklad
    mozemy wziac pisma tylko takie, ktore maja jakis stopien dywersyfikacji tesktow
    - a zatem na przyklad nie mniej niz, na przyklad, 50 proc wszystkich tekstow
    jest spoza kraju, w ktorym miesci sie czasopismo. do tego mozemy wziac pisma
    ktore maja miedzynarodowe rady naukowe, odpowiednie procedury recenzyjne itd itd.

    no wiec, jak juz ustalimy (z pelna swiadomsocia, ze nie bedzie to wybor idealny,
    jednak, jak poweidzialem, zindeksowac wszystkiego sie nie da) co bierzemy na
    swiecie pod uwage, to zaczynamy indeksowac. i rzezcywiscie moze byc tak, ze w
    somalii jestes znany i cytowany, a my o tym nie wiemy. i bedziemy musieli z tym
    zyc.

    co do rynku pracy to sie nie zgadzam. to jest rynek pracy, tylko ze on jest inny
    niz ten w UK. uczciwych konkursow nie ma i jeszcze dlugo nie bedzie w Polsce.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 28.02.09, 00:19
    a ja uwielbiam, jak pomijasz różne rzeczy... ;-)))

    no to jeśli tak, to ten indeks sobie można trzymać w słoiczku... i sam w sobie
    jest absurdalny...jeśli on nie ujmuje cytowań w książkach... a zgodnie z tym, co
    napisałeś, nie obejmuje... więc stworzono coś, co nie jest miarodajne...

    no i uwielbiam też, jak ja o jedynym, a ty o drugim (dobrze, że twój post był
    krótki,bo wyszedłby z tego jakiś poemat-wyznanie)....

    bo ja nie pisałem o żadnych konkursach, tylko pisałem, że nie ma rynku pracy w
    Polsce, zdrowego, na którym to absolwent z dobrym dyplomem dobrej uczelni
    dostaje pracę prędzej niż kuzyn pani Zosi... (oczywiście jako że nie lubię taki
    uogólnień, zastrzegłem że to statystycznie), więc twoja odpowiedź była
    odpowiedzią do wewnętrznego adepta ;-)

    na wszelki wypadek wklejam link:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=87574&w=91545298&a=91998555
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 28.02.09, 01:20
    nie. bo ksiazki to zupelnie inna bajka. ksiazki sa wydawane po to zeby kupilo
    ich jak najwiecej ludzi, w tym niespecjalistow. to w czasopismach dzieje sie to
    co najnowsze i najwazenijesze w nauce. tak po prostu jest. i trzeba z tym zyc.

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 28.02.09, 10:21
    no ale to nie ma kompletnie sensu...
    poza tym znów, mam wrażenie, ta odpowiedź jest dialogiem z wewnętrznym adeptem...
    bo ta odpowiedź byłaby zrozumiała, gdybym pytał o cytowania książek (zresztą
    przecież nie wszystkie są popularnonaukowe), a nie o cytowaniu w książkach... -
    no bo
    co - jak zacytują w książce, to się nie liczy??? przecież to absurd!!!t i w
    takim razie nie jest to miarodajny indeks.... tylko taki umowny....
    i to nie ja tu absurdyzuję.... ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 28.02.09, 11:52
    jak zacytuja w ksiazce to sie liczy, tylko rozumiemy ze toma inny status.

    poza tym, skoro wszystkich cytowania badamy tylko w czasopismach, no to wszyscy
    jedziemy na tym samym wozku. co prawda ludzie ktorzy sa znacznei czesciej
    cytowani w ksiazkach niz w czsaopismach moga istniec, no niestety traca na
    tym.nie sadze jednak by bylo ich strasznie duzo.

    wiesz, do tego wszsytkiego dochodzi czysto logistyczna strone. wieksosc jeli nie
    wszystkie porzadne czasopisma maja wersje elektroniczna. stowrzenie indeksu
    cytowan jest prostsze w ten sposb niz bawienie sie przeszukiwanie ksiazek.

    nie ma systemu idealnego, to jest dla mnie oczywiste. wszystko co mozemy zrobic,
    to wziac czasopisma miedzynarodowe i zobaczyc co sie w nich dzieje. daje nam to
    pewien poglad na rzeczywistosc. tak samo jak daje nam poglad na rzeczywistosc
    PoP. nie mam watpliwosci ze ulomny, ale jakis. i poza pewnie szczeoglnymi
    wyypdkami, ci o ktorych myslimy ze powinni miec wysokie h, maja je.

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 28.02.09, 12:23
    no jakoś tak mam, że zawsze szukam wyjątku niepozwalającego mi (jak ja nie
    znoszę tej nowej ortografii) uznać danej reguły za sensowną ;-)))
    (i znajduję, nieskromnie dodam) ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 27.02.09, 19:59
    1. jak to, ze ze habilitacje sa do kitu, zostanie uzdrwoione przez zlikwidowanie
    habilitacji? rozumiem, ze likwidujemy tez doktoraty, bo ja widuje takie ze mi
    zal gardlo sciska. to jest argument za rzetelnosca recenzji.
    4. ja juz pislaem o tym wielokrotnie. jakosc i rzetelnosc recenzji mozna tylko
    wymusic. ja bym wzmocnil CK. nie wierze w samoregulacje polskiej nauki. tu
    trzeba bata.
    5. w USA jest przejscie na tenure. dlaczego USA nie ma takich problemow, no
    miedzy innymi dlatego ze ni mial komunizmu, ktory przez 'wicie rozumicie'
    zniszczyl rzetelnosc. poza tym, kulturowo Polacy lubia krecic, omijac,
    zalatwiac. system umozliwia, no to krecimy. zlikwidowanie habilitacji spowoduje
    przeniseinie krecenia na inne poziomy.

    i moze ja nie chce zrozumiec, jednak ty nie chcesz tej prostej rzeczy zrozumiec:
    zniesienie habilitacji nie zalatwi nic. korupcja akademicka skupi sie glownie na
    dokotratach i na promocjah profesorskich. zabierasz sie do naprawy od, za
    przeproszeniem, du.py strony. jak juz beda wszyscy pisac rzetelne recenzje i jak
    juz beda uczciwe konkursy, to po 10 latach takiego stanu rzeczy mozna rozwazyc
    zniesienie habilitacji. tyle ze wtedy dla nikogo nie bedzie to jakimkowliek
    priorytetem.

    jeszcze raz, habilitacja nie ma nic wspolnego z jakoscia - Szwajcaria sobie
    swietnie radzi. podobnie jak i inne kraje z habilitacja. ale to trzeba troche
    popatrzec, a nie upierac sie przy tym, ze habilitacje sa be. to zrobmy tak zeby
    byly swietne, do cholery.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • charioteer1 27.02.09, 20:46
    Habilitacja nie ma nic wspolnego z jakoscia i brak habilitacji tez nie ma nic
    wspolnego z jakoscia.

    O Szwajcarii mam niewiele do powiedzenia - przyklad z Austrii:

    Jedna z najbardziej znanych miedzynarodowo osob sredniego pokolenia z mojej dzialki.

    doktorat - 1991
    habilitacja - 2006
    h wg PoP = 11

    Ksiazka habilitacyjna wydana miedzynarodowo, ale w mniej znanym wydawnictwie. W
    mojej ocenie typowa ksiazka habilitacyjna - napisana, bo trzeba bylo napisac
    rozprawe. Uklad ksiazki typowo doktoratowy, czyli obszerna czesc teoretyczna +
    czesc empiryczna. U nas tez sie takie pisze, tylko zdecydowanie grubsze.

    A teraz prosze mnie przekonac do zalet systemu z habilitacja, bo osobiscie dalej
    nie widze...

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 27.02.09, 20:54
    Chario, teraz ja tupnę...bowiem:
    1. co ma piernik do wiatraka??? i chyba nie chcesz twierdzić, że biedaczyna
    została zmuszona do napisania kiepskiej książki hab... (niedługo się okaże, że
    po prostu nie wolno pisać dobrych książek hab., nie?),
    2. nikt tu nie pisze o zaletach systemu z habilitacją... tylko o roli hab.
    obecnie u nas i o tym, że ma więcej plusów niż minusów, argumenty, jeśli chcesz
    poczytać, są rozrzucone po forach z ostatniego roku, więc po co powtarzać...
    (chyba że się chcesz pokłócić - ale wydaje mi się, że zgodziliśmy się na to, że
    to spór jałowy... i wszystko jedno jak zwać, tak zwać - chodzi o coś zupełnie
    innego).
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 21:01
    A se tup ;-)))

    Dalatata podaje Szwajcarie jako przyklad kraju habilitacyjnej szczesliwosci.
    Szwajcarow zbyt wielu nie znam, wiec podaje przyklad z Austrii. To tyle w
    kwestii piernika...

    Jezeli kazesz mi sie bawic w recenzenta, to prosze bardzo... Jej poprzednia
    ksiazka, w mojej ocenie, byla zdecydowanie wazniejsza, ale to ksiazka
    kontrowersyjna i na habilitacje sie zdecydowanie nie nadawala. Jezeli o to
    pytasz, to tak, ta z 2006 to dla mnie typowy habilitacyjny gniot - grzeczny,
    uladzony i wtorny...

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • adept44_ltd 27.02.09, 21:05
    setup...

    no patrz, to w świecie jeszcze gorzej niż u nas, ja tam nie pisałem uładzonej... ;-)
    a serio, no dalej nie wiem, co to ma do toczonej tu dyskusji... (pomijając to,
    skąd możesz wiedzieć, jak tam z nią było...)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 21:09
    No, rozmawiamy wlasnie o zaletach i wadach habilitacji. Kazales mi recenzowac,
    to recenzuje...

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 27.02.09, 21:13
    nic ci nie kazałem...
    a rozmawiamy o kimś tam w Austrii i powiem, że twoja hipoteza jest dla mnie
    równie prawdopodobna, jak to, że kosmici jej podmienili szczotki w wydawnictwie
    ;-)))
    ja znam trochę Niemców i ich habilitacje i znam też habilitację Polaka w
    Szwajcarii i nie powiem czegoś takiego, co ty... więc???
    przede wszystkim wrócę jednak do początku - chodzi o wieloaspektową rolę hab. u
    nas, teraz... a nie o system z hab... i jego pierwszeństwo w galaktyce... nb. u
    Niemców są dwie drogi - z hab. (nieobowiązkowa) i bez i trwa tam dyskusja, czy
    ta druga to nie była pomyłka...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 21:29
    Adept, to nie jest hipoteza, tylko konkretne habilitacja konkretnej osoby, ktora
    i bez tej ksiazki ma bardzo duzy dorobek miedzynarodowy. W moim odczuciu jest to
    ksiazka przecietna. Przeglad literatury jest poprawny, ale podobne mozna znalezc
    w publikacjach innych autorow. Czesc empiryczna to material na jeden dobry
    artykul i akurat ta osoba juz wczesniej kilka podobnych artykulow opublikowala.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • adept44_ltd 27.02.09, 21:36
    no przyjąłem to do wiadomości już wcześniej, ale co z tego? no nie wyszło jej,
    raz jeszcze powiem, co to ma do toczonej tu dyskusji???
    ale w sumie nie wkręcam się dalej ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 21:48
    Wyszlo, bo to nie jest calkiem zla ksiazka. To jest ksiazka przecietna. Sporo
    publikuje sie ksiazek przecietnych, a ta jednak trafila do miedzynarodowego
    obiegu i z pewnoscia zbierze swoja porcje cytowan, bo autorka jest bardzo znana.

    Ja wole jednak ksiazki, ktore pisze sie z potrzeby napisania ksiazki, a nie
    dlatego, ze potrzebny jest jakis finis, ktory coronat opus, a takie sa ksiazki
    habilitacyjne.

    Nie widzisz postawienia sprawy na glowie? Nie wystarczy byc slawnym, trzeba
    jeszcze miec habilitacje. Tak jest w Austrii.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 27.02.09, 21:59
    Chario? niepokoisz mnie... kto ci kazał pisać książkę na habilitację...
    ja tam pisałem książkę i to się dla mnie liczyło...
    a poza tym - tą logiką to za chwilę będziemy znosić doktorat, bo wiesz - to jest
    postawione na głowie - trzeba go napisać...
    nie, ja już dziękuję za tę dyskusję (i proszę o inne), bo niestety ale ocierasz
    się o absurd...
    jeszcze raz powtórzę - gdzie tu jest problem? masz dorobek, pracujesz, piszesz
    książkę (albo przedstawiasz cykl artykułów), masz habilitację... i co to za
    problem w ogóle???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 22:12
    Aaaa, to rozmawiamy o mojej habilitacji? Mnie sie wydawalo, ze caly czas mowie o
    austriackiej...

    > jeszcze raz powtórzę - gdzie tu jest problem? masz dorobek, pracujesz, piszesz
    > książkę (albo przedstawiasz cykl artykułów), masz habilitację... i co to za
    > problem w ogóle???

    Wiesz, na h=11 (osoba, o ktorej rozmawiamy) to jednak trzeba miec sporo tych
    publikacji + ksiazke jednak. Co to za problem? Zaden, tylko 15 lat pracy (od
    doktoratu w 1991 do habilitacji w 2006).

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 27.02.09, 22:24
    no, nie wiem, o czym rozmawiamy, bo mówisz, że trzeba pisać gniota, nie? no to
    skąd to wiesz??? ktoś cię do tego zmusza? no jeśli tak, to jego trzeba
    zlikwidować, a nie habilitację... a jak nikt cię nie zmusza, to, o czym mówisz,
    co to za argument??? wyssany z palca (bo tak mówią... ja też słyszałem mnóstwo
    historii), ja powiedziałem - mnie nikt do tego nie zmuszał!
    i nie rozumiem tych rozważań o tej austriackiej nieszczęśnicy, bo co o niej
    wiesz? (ja już pomijam, że raz twierdzisz, że jej wyszło, raz, że nie wyszło) i
    co z tymi 15 laty? że długo??? - 1) no może nie były to jej najlepsze lata, 2)
    może nie chciało jej się, a nie musiała zarazem, 3) a może warto było 15 lat
    pisać tę książkę. Co to za argumenty??? niby co mają dowieść i jak???


    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 22:35
    Adept, w cholere nie rozumiesz, az rece opadaja, hihihi...

    Ta austryjacka nieszczesnica jest jedna z lepiej rozpoznawanych osob na swiecie
    w tym, co robi...

    Dalatata powiedzial, ze habilitacja nie ma nic wspolnego z jakoscia i od tego
    sie zaczela cala dyskusja (to na wypadek, gdybys zapomnial ;-)). Daje przyklad,
    ze faktycznie jest, jak mowi dalatata - habilitacja z jakoscia nie ma nic
    wspolnego. Tylko w tej dyskusji zapominamy, czemu ta habilitacja ma wlasciwie
    sluzyc - w ogole, jak chcesz, to moze byc nawet w galaktyce...

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • dala.tata 27.02.09, 23:40
    habilitacja jest po to, zeby byl stopien kariery. wszedzie takie stopnie sa.
    jest doktorat i jest drugi stopien. w Polsce nazwano to hablitacja, podobnie jak
    w innych krajach.

    zkaladajac ze zniesienmy habilitacje i tak trzeba bedzie wprowadzic stopien
    'profesorski'. jesli zostawimy to uczelniom dzisiaj, zrobi sie syf jak stad do
    ksiezyca. po to jest nam habilitacja. nie ma nic wspolnego z jakoscia nauki.
    dzisiaj w Polsce jest po to, by co drugi wierny adiunkt nie zostal profeosrem.

    proste? proste. jak juz osiagniecie pelna uczciwosc systemu, to mozecie zniesc
    habilitacje. ale na jpierw potrzeban jest uczciwosc.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 28.02.09, 00:22
    hm - jeśli habilitacja nie ma nic wspólnego z poziomem, to "co drugi wierny
    adiunkt" i tak może zostać profesorem, bo co to za problem dla niego...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 28.02.09, 00:24
    no, przepraszam, ale to ty zapominasz... od dłuższej chwili usiłuję ci
    przypomnieć, a ty się rozczulasz nad losem badaczki z Austrii... ;-)
    poza tym - ja się nie zgadzam z tezą, że hab. nie ma nic wspólnego z poziomem,
    gdyby tak było, wszyscy mieliby po cztery...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 28.02.09, 00:39
    Bo nie ma... U nas habilitacje na takim poziomie praktycznie sie nie zdarzaja...

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 28.02.09, 00:45

    co to znaczy nie ma??? a definiujesz, czym jest poziom???
    nie!!! ale przesz w zaparte... nie???, pomijając to, co napisałem. Zgoda -
    absurdalnie - ale to nie przeze mnie wymyślony absurd...
    bo jeśli nie ma, to jakim cudem jest blokadą dla wielu nierobów???
    no i z faktu, że u nas się praktycznie nie zdarzają (jak mniemam, znasz
    wszystkie habilitacje PL, gratuluję) na takim poziomie wynika tylko to, że
    należy podwyższyć poziom...

    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 28.02.09, 00:55
    Adept, nie rozczulaj mnie ;-) Nie znam nikogo, kto w Polsce podchodzilby do
    habilitacji z h~10. Moze fizycy tak maja, ale nie znam ;-)

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 28.02.09, 01:01
    robię, co mogę :-), ale twoja wypowiedź ma sens tylko, jeśli pominiesz pierwszą
    część mojej wypowiedzi tudzież cały kontekst tej rozmowy i jeszcze parę innych
    danych,więc ogólnie rzecz biorąc jest nierelewantna dla problemu zniesienia
    habilitacji w PL.

    Poddaję się, idę wywalić tubę, dobranoc! bo nie ma sensu rozmowa, która dotyczy
    bardzo wąskiej sprawy, a kończy się nieograniczoną semiozą i szaleńczym
    nomadyzmem...

    jutro zajmiemy się doktoratami, dobra??? itd... zaczyna mi się to podobać...
    choć z dyskusją na temat nie ma to nic wspólnego!!!
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 28.02.09, 01:09
    Adept, swietnie ci idzie. Ja wlasciwie tylko caly czas powtarzam to samo, a ty
    mnie tylko odwolujesz od rozumu... Co do problemu zniesienia habilitacji w PL,
    to chyba juz uzgodnilismy wspolne stanowisko wczoraj, ale jezeli chcesz, to
    mozemy je jeszcze jutro zmienic. To juz bedzie tylko krotka wycieczka, a nie
    zaden nomadyzm ;-)

    Milych snow :-)


    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • adept44_ltd 28.02.09, 10:15
    ja jakoś mam wrażenie, że jest dokładnie odwrotnie ;-))) ale już nie debatuję na
    ten temat
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 28.02.09, 01:21
    adept mylisz poziomy. chario i ja mowimy o poziomie nauki, a nie o poziomie
    Ziutka Zupy, ktory nie jest w stanie napisac habilitacji.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 28.02.09, 10:14
    dobra, następnym razem uruchomię 27 zmysł, by dotrzeć do tego, o czym mówicie,
    bo z postów to wcale nie wynika ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 27.02.09, 21:34
    A gdyby u nas zniesc habilitacje, to jeszcze za 40 lat bedzie placz nad upadkiem
    obyczajow i nad tym, jak to z habilitacja bylo dobrze... Zale Niemcow mnie
    specjalnie nie wzruszaja, bo nie chodzi o to, zeby zniesc dla samego zniesienia.
    Przynajmniej ja tego tak nie widze.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • dala.tata 27.02.09, 23:35
    nie. dalatata mowi, ze hiobowosc habilitacji jest po prostu bujda na kolkach.
    habilitacja nie jest w zadnej mierze przeszkoda w tym, zeby system mogl dzialac
    dobrze.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • dala.tata 27.02.09, 23:33
    chario, ale ja caly czas to mowie: habilitacja nie ma nic wspolnego z jakoscia.
    jednak rezygnacja z habilitacji dzisiaj i nieuczciwosci polskiego systemu, moze
    miec negatywne skutki.

    powtarzam: jak juz bedzie wszystko pieknie i beda rzetelne receznje, prawdziwe
    konkursy, obecnosc habilitacji bedzie nierelewantna. i nikt nie bedzie sie ani
    nia oburzal ani podniecal
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 27.02.09, 23:39
    dala.tata napisał:

    > chario, ale ja caly czas to mowie: habilitacja nie ma nic wspolnego z jakoscia.

    Ok, to wlasnie wykazuje wyzej adeptowi w siedmiu postach.

    > powtarzam: jak juz bedzie wszystko pieknie i beda rzetelne receznje, prawdziwe
    > konkursy, obecnosc habilitacji bedzie nierelewantna.

    W Austrii nadal jest relewantna, choc roznica w jakosci jest znaczna. O
    pozostalych warunkach nie wiem.

    Zgoda co do reszty.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • eni.huso 25.02.09, 23:33
    > 1. chetnie uslysze dlaczego zniesienie hablitacji w Polsce jest konieczne,

    nie wiem czy konieczne czy nie, ale na razie wszyscy ciagna byle do hab., bo
    potem mozna sie rozsiasc wygodnie i pierdziec w stolek. Zamiast hab. powinna byc
    zewnetrzna komisja oceniajaca dorobek i wystawiajaca ocene, np w punktach, jesli
    ktos nie zdobedzie minimum - to do widzenia.

    > 2. kadry trzeba wymieniac, to znaczy dokladnie jak? jutro zwalniamy 10 procent?

    dokladnie tak.
    ale to tez nie mozliwe bo wszyscy sa zaprzyjaznieni i trudno koledze zwolnic kolege.

    > 3. nie wiem co to sa realia wspolczesnego swiata. ktore to realia?
    polskie realia są takie ze administracja jest tak rozbudowana, ze czlowiek
    zamiast zajmowac sie tym do czego zostal zatrudniony wypisuje papierki a kupno
    czegokolwiek bez przetargu jest niemozliwe.

    > zeby pociagnac metafore. to wlasnie zniesienie hablitacji spowoduje, ze nagle
    80 proc adiunktow (w tym 100 proc wiecznych i dobrze ustosunkowanych) zsotanie
    profesorami. to bedzie efekt zniesienia hablitacji.

    o to bym sie nie bała, uczelnie nie maja kasy na profesorskie stanowiska.
  • dala.tata 27.02.09, 10:42
    uwielbiam forumowiczow kotrzy lekka reka zwalniaja pare tysiecy osob. brawo.
    podejrzewam ze gdyby ciebie to dotyczylo, to nagle, za przerposzeniem, strach by
    ci du.pe scisnal i nie szafowalabys ludzkimi losami. nei widze powodow dla
    kotrych nalezy wyrzucac ludzi, ktorzy zacowywali sie racjonalnie w danym systemie.

    pieniadze na profesury zawsze sie znajda. szczegolnie dla tych wiernych.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 27.02.09, 12:04
    a ja widzę taką potrzebę, bo część z nich się nie nadaje do żadnego systemu...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 25.02.09, 09:20
    ale ten pierwszy krok to zarazem uwolnienie kiepskich, nic od dawna nie
    robiących doktorów...
    poza tym z twojej wizji wynika, że nikomu się nie chce i nikt nie ma ambicji, a
    to to sobie osobiście wypraszam (pomijam już to, że takiej wypowiedzi nie można
    sformułować, chcąc pozostać w zgodzie z prawdą... )
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 25.02.09, 09:27
    Adept, a skad sie biora tacy doktorzy? Bo mnie sie zdaje, ze bez rzetelnej
    odpowiedzi na to pytanie nie da sie sensownie dalej rozmawiac.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • adept44_ltd 25.02.09, 09:55
    he, he, - nie wiem... może ich skądś importują? (np. z kraju Nicka Cave'a)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • mirusz 27.02.09, 08:32
    Czego brakuje naukowcom to pochodna tego, czego brakuje polskiej nauce.
    Ja tam bym nie szukał przyczyn w ludziach, a w systemie, który takich ludzi
    wybiera, zatrudnia, utrzymuje i kieruje do pracy takiej, a nie innej.
    Premiowanie zachowań patologicznych, brak motywacji i jasnych zasad, brak
    strategii polskiej nauki i edukacji wyższej, brak koncentracji na obszarach
    ważnych i efektywnych. A to powoduje trwonienie pieniędzy na "bzdury" zamiast
    wspierania tego co obiecujące.
  • charioteer1 27.02.09, 09:49
    A kto tobie dal prawo decydowania, co jest bzdura, a co nie? Jakie kryteria
    stosujesz, uznajac, ze cos jest wazniejsze i bardziej obiecujace od czegos
    innego? Pieniadze sa marnowane tam, gdzie brak przejrzystych kryteriow
    wydatkowania i to by byl wlasciwie koniec dyskusji. Jako przyklad podam dwa
    wydzialy podobnie sklasyfikowane w ocenie parametrycznej, wiec teoretycznie
    dysponujace podobnymi kwotami na badania wlasne na zatrudnionyy leb. Na jednym
    wydziale pracownicy z tych pieniedzy korzystaja, na drugim na wszystko brakuje.
    Zadna narodowa strategia rozwoju nauki tego nie zalatwi. Wspierac trzeba po
    prostu dobra nauke, a nie zabierac dobrym, bo cos jest "wazniejsze".

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 27.02.09, 09:57
    podobnie sklasyfikowane nie muszą mieć takiej samej kasy, to wynika później z
    punktów za publikację, co do reszty zgoda, też mnie irytują ci, którzy nie
    wyszli poza swój kajet, ale wiedzą, że wszystko jest bzdurą ;-))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • mirusz 27.02.09, 14:11
    charioteer1 napisał:
    > Pieniadze sa marnowane tam, gdzie brak przejrzystych kryteriow
    > wydatkowania i to by byl wlasciwie koniec dyskusji.

    Po prostu jedni nie mogą trwonić pieniędzy na kolejne laptopy i inne "narzędzie
    potrzebne do badań", a innym brakuje na podstawowe wydatki.

    >Jako przyklad podam dwa
    > wydzialy podobnie sklasyfikowane w ocenie parametrycznej, wiec teoretycznie
    > dysponujace podobnymi kwotami na badania wlasne na zatrudnionyy leb. Na jednym
    > wydziale pracownicy z tych pieniedzy korzystaja, na drugim na wszystko brakuje.

    Dokładnie tak.

    > Zadna narodowa strategia rozwoju nauki tego nie zalatwi.

    Ja nie twierdzę, że załatwi. Ale przepraszam, jakieś cele trzeba wytyczać, a nie
    tylko na bieżąco przeciągać kołderkę. Ja tu nie mówię, że jakieś dyscypliny
    finansowo likwidować, ale chociaż zachować zharmonizowany i porównywalny rozwój.
    Poza tym przecież nauka czemuś służy. I nie mam tu na myśli jedynie badań
    stosowanych, ale podstawowe też. Jednak jakieś cele perspektywiczne się stawiać
    powinno, ktoś kto jest dysponenetem i rozdziela środki musi się na czymś
    opierać, a nie tylko na tym kto więcej i głośniej wykrzyczy.

    >Wspierac trzeba po
    > prostu dobra nauke, a nie zabierac dobrym, bo cos jest "wazniejsze".

    Moim zdaniem problematyka określania co jest dobrą nauką jest równie trudna jak
    to co jest ważną nauką. Dwie jednostki mające tą samą liczbę punktów wcale nie
    muszą być tak samo dobre. Ba... w ogóle nie muszą być dobre na tyle, na ile
    wskazują punkty. O ile ocena jest konieczna, to ciągle dochodzę do smutnego
    wniosku, że systemy zaczynają żyć po prostu swoim własnym życiem. Wyuczają po
    prostu jak tu nie tyle spełniać cele, do których owa ocena miała prowadzić, a
    motywują do stosowania różnego rodzaju sztuczek, aby w niej dobrze wypaść.
    Oczywiście konieczności oceny nie neguję.
    Poza tym system finansowania na podstawie wyników historycznych ma tę
    niedoskonałaść, że w zasadzie dyskwalifikuje jednostki naukowe czy zespoły nowe,
    bądź te, które utraciły aktywność.
  • dala.tata 27.02.09, 10:43
    chetnie uslyszalbym definicje obszaru waznego i efektywnego.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • dr_pitcher 28.02.09, 04:01
    SKROMNOSCI
  • charioteer1 28.02.09, 11:47
    dr_pitcher napisał:

    > SKROMNOSCI

    O!

    --
    March of the penguins
  • adept44_ltd 28.02.09, 11:56
    ja by,m powiedział raczej - odwagi... teraz panuje moda na skromność... (choć
    oczywiście jest sporo nieskromnych).
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 28.02.09, 12:03
    Tez.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • hajda-maka 01.03.09, 09:06
    Tego, co ukrainskim. Zerwania z komunistyczna przeszloscia i otwarcia na swiat.
  • adept44_ltd 01.03.09, 10:19
    Jezu, jaką komunistyczną przeszłością???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • wycofany 21.03.09, 11:27
    Tej życiowej, rozumienia współczesnego świata, dopasowania do
    twardych praw kapitalizmu, popytu i podaży. Inaczej dalej będzie się
    w Polsce produkować tysiące bezrbotnych politologów, historyków i
    zarządaczy-marketingowców (?) na zmywak w Anglii.
  • adept44_ltd 21.03.09, 11:38
    myślenia???
    bo to nie jest tak, że się ich produkuje... taki jest popyt...
    więc ja bym prosił "reformatorów" o sztukę myślenia...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • tocqueville 21.03.09, 14:14
    hehehe - tam zamienić społeczeństwo w zbiór robotów nakręconych na osiąganie
    zysku - to nawijanie o prawach kapitalizmu, popytu i podaży kojarzy mi się z
    marksizmem a rebours

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka