Dodaj do ulubionych

Dyskusja o habilitacji czy kto zgasi światło?

22.03.09, 19:42
Porozmawiałem ostatnio z moim nieco młodszym kolegom zatrudnionym na
stanowisku lektora (mamy takie, bo dydaktyki sporo, a doktoranci nie
nastarczą), który wytłumaczył mi, dlaczego nie zamierza pisać
doktoratu. Bo razem z żoną odkładają na mieszkanie i za dwa lata
powinni mieć już na wkład własny, a doktorat by to skutecznie
uniemożliwił. Nie mógłby uczyć prywatnie, bo jednak czytanie,
pisanie itd zajmuje czas i środki (lingwista, więc przynajmniej
eksperymentów za wiele nie robi, ale sprzęt, oprogramowanie i trochę
drogich książek potrzebuje), a może zarobić, bo uczy języka i robi
tłumaczenia, potencjalne korzysci z osiągnięcia doktoratu są zaś
śmieszne.
Wydało mi się to dość skrajne, ale popytałem dalej i dowiedziałem
się, że takie podejście jest powszechne. Kwestia mieszkania okazała
się zasadnicza w większej ilości przypadków - kto odziedziczył lub
dostał mieszkanie (a przynajmniej może mieć na to nadzieję), może
rozpatrywać karierę naukową, reszta nie. Mówimy o Warszawie,
zaznaczam, gdzie pensje są najniższe a ceny mieszkań najwyższe.
A potem poszedlem do szefa i dowiedziałem się, że może jednak
dostanę pieniądze na konferencję, bo na około sto (100)
osób "niesamodzielnych" w jednostce należę do czworga (4), które
cokolwiek robią. Nie LF, IF czy jakieś inne F - COKOLWIEK. Reszta
dała sobie spokój.
I tak dotarło do mnie, że możemy sobie dyskutować o reformie, bronić
habilitacji (a nikt tak pięknie nie pogrąża habilitacji jak jej
obrońcy vide prof. Tazbir, więc nawet atakować nie warto) ale już
jest po herbacie. Przyszło pokolenie, które żyje na wolnym rynku,
gdzie satysfakcję można kłaść na tej samej szali co dochód. Oni
przyglądają się nam w czasie studiów i mogą nawet przezimować kryzys
na studiach doktoranckich, ale nic więcej, bo to nie ma sensu. Tam
gdzie da się żyć poza nauką, żyje się poza nauką, uczelnia ma sens
głównie dlatego, że płaci ZUS, jeśli jeszcze płaci. Godziny pracy są
elastyczne, co cenią sobie młode matki. Innych zalet brak. Być może
nie dotyczy tych, dla których trwanie w nauce jest jedynym sposobem
na życie, bo poza nauką mogą zatrudnić się jako kasjerki w Tesco
czyli filologów klasycznych czy fizyków jądrowych.
Moment kiedy, pracując w nauce, osiąga się poziom minimum dorosłego
człowieka(można założyć rodzinę, kupić mieszkanie, spłacać kredyt,
płacić rachunki i zostaje na jedzenie - w DUŻYM MIEŚCIE, bo tylko w
takich są uniwersytety) jest odsunięty w czasie tak daleko, że
faktycznie nie istnieje z punktu widzenia dwudziestokilkulatka.
Habilitacja przed czterdziestką? I wtedy już będzie można wyjechać z
dziećmi na wakacje albo wymienić okna? A nie, bo trzeba będzie
jeszcze dwa lata poczekać na etat profesora, a i wtedy dostaje się
nieco większą zapomogę. Co więcej warunki jego osiągnięcia są tak
niejasne i niekonkretne, że normalnie myślący człowiek w ogóle nie
będzie w to wchodził. Bo i po co?
Od ponad roku trwa debata nad zlikwidowaniem habilitacji. Jak to
zwykle w Polsce po jednej stronie mamy dinozaury broniące świętej
sowieckiej tradycji, po drugiej nieudolnych adiunktów, którzy chcą
jeszcze bardziej nic nie robić, bo tak się postrzegają obie strony.
A ja się zastanawiam już tylko nad tym, kiedy będzie można zgasić
światło i zamknąć cały ten kramik.
Tak mi przyszło do głowy, bo siedzę sobie wśród stosów ciekawych
książek w zielonym UK i w końcu mogę myśleć i pisać, a nie biegać z
kąta w kąt, i dotarło do mnie, że moi młodsi koledzy tu nigdy nie
przyjadą. Nie dlatego, że nie potrzebują. Nie dlatego, że nie
potrafią jak ja się zaprzeć i wyprodukować dorobek, który pozwala na
zdobycie stypendium. Bo ja z dwóch etatów adiunkta mogłem uskrobać
tyle, żeby płacić za mieszkanie i tu i tam (stypendium na takie
fanaberie nie pozwala, a przecież mieszkania na trzy miesiące nie
sprzedam), bo ja mam etaty i mam dokąd wrócić, a oni kiedy
zrezygnują ze swoich kursów, mogą ich nie odzyskać. Zresztą i tak
jest to stan przejściowy, bo pani minister chce mi właśnie ten drugi
etat odebrać, ale nie wspomniała nawet słowem o tym, że spłaci mój
kredyt. "To są moje prywatne sprawy, prywatne zobowiązania",
nieprawdaż?
To ja już przepraszam i znikam.
Edytor zaawansowany
  • sendivigius 22.03.09, 20:55
    ford.ka napisał:

    "... Innych zalet brak. Być może nie dotyczy tych, dla których
    trwanie w nauce jest jedynym sposobem na życie, bo poza nauką mogą
    zatrudnić się jako kasjerki w Tesco czyli filologów klasycznych czy
    fizyków jądrowych."

    I to jest najbardziej przykre w tej sprawie. Tak obecna sytuacja jak
    i proby jej reformy uderza najsilniej w twarda nauke czyli tam gdzie
    sie jeszcze cos dzieje; "europeistyka" i "gender studies" maja sie
    dobrze.

    "... Bo ja z dwóch etatów adiunkta mogłem uskrobać
    > tyle, żeby płacić za mieszkanie i tu i tam (stypendium na takie
    > fanaberie nie pozwala, a przecież mieszkania na trzy miesiące nie
    > sprzedam), bo ja mam etaty i mam dokąd wrócić, a oni kiedy
    > zrezygnują ze swoich kursów, mogą ich nie odzyskać. Zresztą i tak
    > jest to stan przejściowy, bo pani minister chce mi właśnie ten
    drugi
    > etat odebrać, ale nie wspomniała nawet słowem o tym, że spłaci mój
    > kredyt. "To są moje prywatne sprawy, prywatne zobowiązania",
    > nieprawdaż?..."

    Widzisz, ford, ty masz bo oni nie maja. Wieloetatowosc ma wlasnie
    tez i taka strone.
  • charioteer1 22.03.09, 21:10
    Sendi, pozwol, ze zapytam. Czy ty dokladasz z wlasnych poborow do wykonywanej
    pracy? Bo ja i wiele innych osob wypowiadajacych sie na forum - tak. Bez
    prywatnych nakladow na literature i wyjazdy konferencyjne nie bylibysmy tam,
    gdzie jestesmy teraz. Wiec nie mow mi laskawie, ze ja mam cos, czego inni nie
    maja, bo moze mnie trafic szlag i za skutki nie recze...

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • dala.tata 22.03.09, 22:04
    a co ma piernik do wiatraka? chario, nie doplacaj!! nie mecz sie!
    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 22.03.09, 22:15
    a ja jakoś inaczej popatrzyłem na wypowiedź forda, i nie narzekam, jak wiesz, i
    nie bumeluję, jakoś tak wyszło, ani przed hab., ani po... ale stwierdzenie - nie
    męcz się, zwolnij się - z jednej strony rozsądne, tylko widzisz, jak się
    pozwalniają ci, którzy coś robią (a raczej tacy tu debatują), to będzie
    kompletna kicha...
    I wiesz, ja sobie tak zdałem sprawę, że my tu trochę się zachowujemy jak cyborgi
    (skądinąd w dobrej sprawie), a punkt wyjścia jest jednak taki, że człowiek po
    studiach potrzebuje gdzieś mieszkać i za coś żyć i realia są takie, że
    przynajmniej do profesury jest z tym średnio. Domagamy się standardów, to niech
    one będą we wszystkim - w płacy i pracy.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 22.03.09, 22:20
    adept44_ltd napisał:

    > Domagamy się standardów, to niech
    > one będą we wszystkim - w płacy i pracy.

    To jeszcze dodam tylko - niech bedzie za co pracowac, zeby nie trzeba bylo do
    tego interesu dokladac.


    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • dala.tata 22.03.09, 23:37
    wszedzie sie doklada. nie masz pojecia jak wielu naukowcow 'z zachodu' jezdzi na
    knferencje za wlasna forse (w tym ja rowniez). nie na wszystkie,nie zawsze. i
    nie, nie na wszystkie nas stac.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 22.03.09, 23:48
    OK. Ja nie mam powodu, zeby narzekac na swoja uczelnie, ale pamietam czasy, kiedy cala literature do prac magisterskich trzeba bylo magistrantom skserowac, bo inaczej oni nie mieliby z czego tych prac magisterskich napisac. Na wielu wydzialach dalej tak jest, albo produkuje sie prace, ktore tematycznie i metodologicznie tkwia gleboko w XX wieku. I to juz mi sie nie podoba, bo to jest kwestia nakladow na dzialalnosc dydaktyczna uczelni.

    I jezeli Sendi mi mowi, ze ja cos mam, bo ktos inny nie ma, to mnie szlag trafia, bo mnie to bardzo duzo kosztowalo, zeby to miec.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • adept44_ltd 23.03.09, 00:20
    no to ciężko jest... ;-)

    ale jest i jedna różnica: w PL adiunkt ze swojej jednej pensji nie dołoży do
    niczego... profesor nadzw. będzie odkładał na jeden wyjazd zagraniczny itd...
    proporcja, proporcja...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 25.03.09, 11:35
    Jestem polskim adiunktem i jakos mam z czego dokladac do mych
    wyjazdow na zagraniczne (i nie tylko) konferencje naukowe czy na
    zakup literatury. Tyle, za jestem ekonomista, i oprcz jezykow obcych
    znam rowniez cos wiecej, co moge zaprezentowac na owych
    konferencjach...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • dala.tata 22.03.09, 23:33
    adept, ty dobrze wiesz, caj mysle o tobie, wiec sie ciesz ;-)

    natomiast, ja akceptuje, ze jak wsszyscy odejda....ale moze jak wszyscy odejda
    to przyjda innni. nie wiem. natomiast, mnie drazni ciagle narzzekanie.
    habilitacja zla, publikacje zle, pieniedzy za malo. i ciagle zle. i mnie to
    wkurza, szczegolnie ze jak przyjezdzam do PL, to ja tych adiunktow nie widuje na
    uczelni poza swoimi zajeciami.i jakos zawsze maja czas na dodatkowa fuche, na
    drugi etat itd itd. wiem, ze trzeba zyc, wiem, ze nie jest latwo. ale
    przynajmniej do ciezkiej cholery niech nie udaja ze ciezko pracuja za te psie
    grosze. i nie, nie uwazam ze ppdwojenie wszystkim pensji rozwiazaloby cokowliek.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • dala.tata 22.03.09, 23:35
    a co do tych standardow: kurde, na te standardy zgodziles sie podpisujac z
    wlasnej i nieprzymuszonej woli kontrakt. nie podoba sie, spadaj na etat
    dydaktyczny z podwojnym pensum.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • adept44_ltd 23.03.09, 00:17
    no tak, ale takie gadanie nas nigdzie nie zaprowadzi. Bo przecież chodzi o to,
    żeby ludzie pracowali i mieli wyniki, nie? a nie żeby wypełniali kontrakty,
    prawda? Bo w nienormalnych warunkach to nie jest to samo..., a w skrajnej
    sytuacji po prostu się nie da wypełniać tego kontraktu uczciwie...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 22.03.09, 23:36
    mialo byc 'co ja', cos mi klawiatura bezprzewodowa szwankuje.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 23.03.09, 00:14
    ale
    1.myślę, że przyjdą gorsi... bo to ci lepsi sobie znajdą miejsce gdzie indziej...
    2.ja wprowadzam tylko jedno narzekanie... i w poście forda też było tylko jedna:
    z czegoś trzeba żyć,
    3.ale wiesz, my tu mówimy o systemie, a nie o tych adiunktach co się opieprzają.
    Ja jestem optymistą jednak trochę - może to daleka analogia, ale zobacz w 89
    zmieniono Polakom system i nagle okazało się, że potrafią pracować, więc trzeba
    go zmienić i oczywiście z narzędziami kontroli,
    4. ja też nie uważam, że podwojenie pensji wszystko zmieni i wiele razy o tym
    mówiliśmy - podwojenie plus wymogi... ale wtedy ci którzy potrafią pracować,
    będą pracować, a tych, którzy nie potrafią - wywali się,
    5. ford pisał o bardzo prostej sprawie - uprawianie nauki to w PL albo
    bumelanctwo albo hobby ludzi, którzy mają jakiś sponsoring, no i pewnie jest
    jeszcze trzecia grupa - harujących ponad miarę i w pewien sposób, jak pisze
    Chario, dokładających do interesu - no ale wszystkie te trzy rozwiązania są
    nienormalne i nie sprzyjają rozwojowi... nie?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 00:31
    moze gorsi, moze nie. ford jak dla mnie glwonie narzeka i pokazuje gorke.

    ja niestety nie jestem optymista. ale mam nadzieje ze to ty masz racje.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 23.03.09, 00:39
    bo ta górka jest... i można jej nie widzieć, ale to nas nigdzie nie doprowadzi...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 00:58
    adepcie, alez jasne ze jest. tyle ze ja mam ciagle wrazenie ze rozmawiamy o tym
    ze jest gorka, a w ogole nie chcemy rozmawiac o tym, jak na nia wejsc, nie
    mowiac juz o tym, zeby ja zniwelowac.

    postulat 'dajcie nam wiecej forsy' jest powszechny i kretynski. ja pierwszy jako
    podatnik bym zaprotestowal przeciw temu. to byloby wyrzucanie forsy w bloto.

    adept44_ltd napisał:

    > bo ta górka jest... i można jej nie widzieć, ale to nas nigdzie nie doprowadzi.
    > ..


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.03.09, 01:05
    ale bo ty traktujesz każdą wypowiedź o górce jako jojczenie, a ja uwzględniam
    górkę jako fragment rzeczywistości, którego nie można prześlepiać, bo inaczej
    się na nią nie wejdzie tak naprawdę.
    I po przeczytaniu posta Forda zobaczyłem, że my tu od roku tak naprawdę mówimy
    (przynajmniej w gronie które zostało na tym forum) o tym, jak mają wyglądać
    standardy uprawiania nauki, a nie mówimy o związanych z tym standardach życia.
    Nie wchodzę w resztę, bo, jak kiedyś pisałem, rozpędziłbym to towarzycho jakimś
    tępym narzędziem..., interesuje mnie system i to, o czym tutaj mówimy.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 01:14
    bo my nie jestesmy od standardow zycia. to inne ministerstwo. i tak, dl amnie
    kazda wypwoiedz o tym ze jest zle, bez programu jak zrobic zeby towarzycho
    ropirzyc, nie ma sensu. jest jojczeniem.

    ide poczytac. dobranoc.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • herrkagan 25.03.09, 11:39
    Zamiast narzekac na brak kasy, poszukajcie sobie dodatkowej roboty
    poza uczelnia... Etat adiunkta to w moim przypadku gora jakies 8
    godzin zajec na tydzien i 3 miesieczne wakacje, wiec macie 4, jak
    nie 5 wolnych dni w tygodniu na inne zajecia!
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 25.03.09, 11:50
    Lesio, nie jesteś w składzie pracowników żadnej uczelni, którą podajesz za
    swoją, nie masz doktoratu, nie jesteś żadnym adiunktem, pracujesz na uz jako
    dydaktyk i możesz sobie robić co chcesz, poza pracą... my tu zajmujemy się
    nauką, chłopcze, więc już nie truj.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 23.03.09, 01:05
    Postulaty nie sa kretynskie. Kretynskie moze byc co najwyzej uzasadnienie. Mnie
    wkurza na przyklad to, ze szukajac oszczednosci w budzecie, tnie sie
    bezsensownie wydatki na komputeryzacje uczelni. To oznacza rowniez, ze nie
    bedzie zakupu baz danych, a to jest najtanszy sposob zwiekszenia dostepu do
    literatury praktycznie dla wszystkich zatrudnionych.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • dala.tata 23.03.09, 01:19
    nie chario: postulat jest kretynski. bo oznacza, albo podniesienie podatkow,
    albo, na przyklad, rozpieprzenie ZUSu i KRUSu, co akurat by sie bardzo przydalo,
    ale poki co jest nierealistyczne.

    a zeby nawiazac do sasiedniego watku: to miedzy innymi dzielna dzialalonosc IPN
    powoduje, ze przecietny obyuwatel ma alergie na slowo 'uniwersytet', po
    uslyszeniu, ze mialby placic wiecej, zeby dac lepsza forse, poplulby sie z
    wszcieklosci.

    jest taka forsa jaka jest. sprobujcie do cholery zrobic cos sensownego z nia. na
    przyklad wypeiprzyc polowe leserow, leni, opierdalaczy, a drugiej polowie
    dowalic pensum dydaktyczne po zboju. ot spowowduje ze tym produktywnym
    zwiekszycie pensje i obnizycie pensum dydaktyczne. proste? proste jak drut! czy
    ktos to zrobi? za chiny nie zrobi. wiec przestancie biadolic ze jest malo pieniedzy.

    jest, ale trzeba z tym zyc. i to jest mozliwe, tylko trzeba chciec.

    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 23.03.09, 01:27
    Przecietny obywatel nie bardzo rozroznia miedzy nauka a nauczaniem. Ja akurat
    uwazam, ze powinno byc wiecej na nauke, ale, jak zauwaza tez Zyczkowski w
    tekscie, do ktorego linkuje w innym watku, w Polsce nie zawsze sa one efektywnie
    wydawane, przynajmniej w porownaniu z innymi krajami o podobnej wysokosci nakladow.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 23.03.09, 10:21
    toz wlasnie o tym mowie.zamist pieprzyc nie ustannie ze malo forsy, wolalbym
    uslyszec, jak sprobowac zorbic cos sensownego z tym, co jest.
    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • ford.ka 23.03.09, 13:02
    miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34941,6408602,Naukowcy_z_US__taka_dotacja_to_dyskryminacja.html
    A teraz kilka przypadkowych cyfr rzucanych z kapelusza.
    567 milionów funtów na wszystkie uniwersytety w Polsce.
    Wg wikipedii (na forum chyba wolno cytowac) budżet Cambridge 4,1
    miliarda, Oxford 3,9 miliarda funtów - dane za rok 2006. Szacuje
    sie,ze 1/3 z tego to finansowanie bezposrednio od rzadu UK, 1/3 to
    granty od tegoz rzadu, z czesnego i dofinansowania ze źródeł
    prywatnych ok. 1/4. W sumie finansowanie państwowe to minimum po
    ok. 2,7 miliarda funtów na każdy czyli na te dwa uniwersytety
    państwo daje dziesięć razy więcej niz idzie na całą edukację wyższą
    w Polsce.
    W roku akademickim 2006/2007 Cambridge mialo 11,824 studentów.
    Szczecin twierdzi, ze bylby szczesliwy, gdyby na 31 tysięcy
    studentów miał 30 milionów funtów, a dostał 19 milionów.
    Rozumiem, ze Cambridge jest najbogatszym uniwersytetem w UK (bo na
    swiecie to koncowka pierwszej dziesiatki, w US maja bogatsze), ale
    jeśli całe szkolnictwo wyższe sporego europejskiego kraju ma się
    utrzymać za 1/7 tego, co wydaje jeden uniwersytet w sumie niewielki
    choć niewątpliwie należący do najlepszych na świecie, to chyba jest
    to trochę mało. Ale oczywiście wszelkie uwagi na temat, że forsy w
    Polsce jest mało to pieprzenie.
    Gdybyś data-lato potrzebował szczegółowych objaśnień - rozumiem, że
    Cambridge i Szczecin to inna liga, ale jest tak również dlatego, że
    Cambridge ma na jednego studenta 0,35 miliona funtów, a Szczecin nie
    może się doprosić tysiąca i musi mu wystarczy 700 (czyli równo 500
    razy mniej). Bo te zależności działają w obie strony n.p. tak że
    najlepsi studenci i pracownicy idą tam, gdzie jest kasa.
    U nas coraz bardziej wygląda na to, że państwo działa jak ów słynny
    Cygan, który odzwyczajał swojego konia od jedzenia. Z tą jedną
    różnicą, że nam się dodatkowo wmawia, że jesteśmy darmozjady i
    obżartuchy. Przypominam, że Cygan był bliski sukcesu, niestety tuż
    przed zakończeniem eksperymentu inkryminowany koń zdechł.
  • dala.tata 23.03.09, 14:23
    niespecjalnie wiem o co chodzi w tym poscie. porownywanie Oxbridge
    ze szczecinem to nieporozumienie, te uniwerstytety roznia sie
    wszystkim (podobnie zreszta Oxbridge rozni sie od reszty uni w UK,
    ma zupelnie inny system nauczania i organizacji, nie mowiac o
    posiadlosciach). porownaj szczecin z Bradford i zobacz co ci wtedy
    wyjdzie.

    zajzyj sobie rowniez na storny HEFCE i zobaczysz ze rzad zminil
    formy rozliczania uniwersytetow i kilkadziesiat uczelni jest obecnie
    w dlugach i to powaznych. moj uni rowniez i sprawy sa bardzo dalekie
    od zabawnych, bo bedziemy mieli zwolnienia grupowe. przestan wiec mi
    ciagle pieprzyc, jak to w Polsce jest zle. powiedz mi, kiedy
    ostatnio polski uniwersytet zwalnial grupowo pracwonikow
    akademickich.

    gdybys jednak wyciagnal wnioski z tego co przeczytales, to zamiast
    narzekac, pytalbys rektora co konkrentnie robi w tej sprawie. ile to
    podan o fundusze napisal do UE, ile partnerstw z biznesem podjal,
    jakie srodki podjal, zeby sobie poradzic z tym co sie dzieje. a pan
    rektor potrafi glownie wypowiadac sie i marudzic ze bidusia nie
    dostal tyle, co rzeszow, a jemu sie przynalezy.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • ford.ka 23.03.09, 14:40
    Poczytaj coś kiedyś o retoryce. Daje się takie przykłady, które
    robią wrażenie na czytelniku ;)
    Jak porównam Szczecin z Bradford to co mi wyjdzie? Że różnica nie
    jest 500 razy tylko 50? 25? Czyli że jesteśmy bogaci?
  • dala.tata 23.03.09, 14:49
    drogi fordzie.ka, nie mialem wielu watpliwosci, ze jak zwykle nie
    odniesiesz sie do tego, co mowie. wiem, wiem, ja analfabeta, ty
    stosujjesz 'retoryke milczenia'.

    rozumiem tez ze twoje zestawienie US z Cambridzge bylo retorycznie
    udatne :-). no, ale skoro gadasz z analfabeta, to moze kupi, nie?

    no juz wiem, masz najgorzej, w Polsce nic sie nie da, a za pisanie
    ksiazek i artykulow, adepta nalezy zamknac.



    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • adept44_ltd 23.03.09, 15:02
    ja tu nie jestem dobrym przykładem, bo ja to lubię robić nałogowo, ale żeby mieć
    na życie (normalne i z dużą ilością książek), to to była praca k...ska i to nie
    jest normalne, że tak to musi wyglądać... no i w pewnym sensie klasztor (w
    pewnym...), a ja myślę, że naukowiec powinien spokojnie sobie żyć (z rodziną) i
    spokojnie pracować.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 15:13
    nie dosc ze pracus, to jeszcze skromny. jeszcze dodaj ze zawyzasz
    poziom i sie naprawde wkurze.


    adept44_ltd napisał:

    > ja tu nie jestem dobrym przykładem, bo ja to lubię robić nałogowo,
    ale żeby mie
    > ć
    > na życie (normalne i z dużą ilością książek), to to była praca
    k...ska i to nie
    > jest normalne, że tak to musi wyglądać... no i w pewnym sensie
    klasztor (w
    > pewnym...), a ja myślę, że naukowiec powinien spokojnie sobie żyć
    (z rodziną) i
    > spokojnie pracować.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • adept44_ltd 23.03.09, 18:57
    kurde, klasyka misreading...jak już ustaliliśmy onegdaj skromności nie można mi
    zarzucić, chodziło mi o to, że nauka w Polsce, jak się chce ją dobrze robić, to
    obóz przetrwania...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • ford.ka 23.03.09, 15:05
    Tylko nie zamykać! Bo i ja się nie obronię...
    A co mam komentować? Że takie cudowne brytyjskie uniwersytety nie są
    w stanie zrobić tego, do czego się zobowiązały? Że jak ktoś daje
    prawdziwą kasę to może wymagać? Od pani rektor dzieli mnie coś ze
    dwa tysiące km, wiec chwilowo nie mogę do niej wpaść na herbatkę.
    Ale jak się spotkamy, nie omieszkam zapytać!
  • dala.tata 23.03.09, 15:16
    Fordzie.ka, ja nie mowie o tym, zebys ty poszedl i zapytal. ja mowie
    o pewnym porzadku dyskursnym. o tym jak sie mowi o takich rzeczach.

    a co do brytyjskich uniwersytetow, to ja po prostu proponuje zebys
    zachowal proporcje i umiar.


    ford.ka napisał:

    > Tylko nie zamykać! Bo i ja się nie obronię...
    > A co mam komentować? Że takie cudowne brytyjskie uniwersytety nie

    > w stanie zrobić tego, do czego się zobowiązały? Że jak ktoś daje
    > prawdziwą kasę to może wymagać? Od pani rektor dzieli mnie coś ze
    > dwa tysiące km, wiec chwilowo nie mogę do niej wpaść na herbatkę.
    > Ale jak się spotkamy, nie omieszkam zapytać!


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • ford.ka 23.03.09, 16:20
    Jak stale jedziesz off topic, to ja też mam prawo.
    Na zasadniczy temat wiele nie masz do powiedzenia, głównie skupiasz
    się na tym, że ja nie pisze habilitacji, co z tej stronu ekranu jest
    całkiem zabawne. Jestem tu Twoim strawmanem, bo prawdziwi wieczni
    adiunkci mają wiele ciekawszych rzeczy w życiu od wypowiadania się
    na forach internetowych o nauce. No to gram z Tobą w odbijanie
    piłeczki, ale ze świadomością, że żaden tenis to nie jest. Nawet
    ping-pong nie.
    Zresztą niewielu tu ma coś do powiedzenia, bo to jest dyskusja panów
    na etapie mid-life crisis, a nie ludzi świeżo po studiach, o których
    napisałem na początku i o których chciałem pisać. Bo swoje problemy
    jakoś rozwiązuje, a ich nie jestem w stanie i trochę mnie to męczy.
  • dala.tata 23.03.09, 16:30
    fordzie.ka, nigdy przenigdy nie napisalem o tym czy pisesz czy nie
    pisesz habilitcji. mysle sobie, ze gdyby wszyscy mieli taki dorobek
    jak ty, nauka polska bylaby lepsza.

    napisalem jednak wielokrotnie o tym, ze marudzisz i ze cala twoja
    reformatorska idea polega na tym, zeby dac duzo forsy, bo jest
    ciezko. i z tym sie fundamentalnie nie zgadzam. a jelsi ci tak
    ciezko, to powienienes zrezygnowac z pracy i poszukac innej.
    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • ford.ka 23.03.09, 17:07
    Nie, nic takiego nie napisałem. Napisałem, że na początku jest
    ciężko (nie mnie i jasno to napisałem) i zapytałem, jak można to
    zmienić. Nie dowiedziałem się, a dyskusja przeszła w przekomarzanki
    o wyższości/niższości habilitacji i jakości mojego miejsca pracy.
    Parę osób dowiedziało się przy okazji o przywróceniu docentur, więc
    dyskusja miała charakter edukacyjny.
    Napisałem też, że pieniędzy w systemie jest za mało. Nie pisałem, że
    trzeba je ładować w pensje, ale że trzeba stworzyć system, w którym
    pojawi się realna marchewka, nagroda za pracę i to w realnym czasie
    a nie na starość, bo tak jak jest tylko odstraszamy potencjalnych
    młodych naukowców. Biorąc pod uwagę, że jednym z podstawowych zadań
    uniwersytetu jest przygotowywanie młodej kadry, znaczy to że się nie
    sprawdzamy w swojej robocie, choćbyśmy mieli po milion publikacji na
    głowę.
    Jestem marnym naukowcem, potrafię jednak zbierać fakty i
    przedstawiać je do analizy innym. Cambridge ma do dyspozycji 500
    razy wiecej pieniedzy na studenta niz Szczecin. Oxbridge razem
    zgarnia panstwowych funduszy na kwote 10 razy wieksza niz wszystkie
    uniwersytety w Polsce. To nie sa moje prywatne opinie, to wyniki
    dzielenia. Moja prywatna opinia jest taka, ze po uwzglednieniu
    wszelkich uwarunkowac wynika z tego, ze polska nauka jest
    niedofinansowana. Z tym mozesz sie nie zgodzic, ale podaj jakieś
    argumenty wykraczające poza tym, że się wszyscy tutaj opierdalamy.
    Serio uważasz, że jeśli jest mi ciężko, bo nie potrafię pomóc swoim
    młodszym kolegom, to powinienem zmienić pracę? Przecież wystarczy,
    że przestanę próbować, jak większość dookoła. Zaraz mi będzie lżej.
    A na zmianę posady jest już za późno - moja koleżanka dr psycholog
    dawno już stwierdziła, że zmiany w mózgu nauczyciela po siedmiu
    latach pracy są nieodwracalne.
  • dala.tata 23.03.09, 19:00
    mysle ze nie masz zadnych dowodow na to ze pieniedzy jest malo.jak bys
    zaprowadzil porzadki w finansowaniu uczelni i ludzi, to moglibysmy pogadac. poki
    co, polskie uczelnie to dziury bez dna, a o value for money nie mozna nawet marzyc.

    to ze nie mozesz pomoc swoim kolegom i ze cie to dotyka jest chwalebne. czy
    rzeczywisicie nie mozesz pomoc, bo jest za malo pieniedzy, jest czyms, czego
    niestety nie wykazales.

    a Cambridge ma neiporonywalnie wiecej pieniedzy niz Huddersfield, Thames Valley
    czy Worcester UC.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • dala.tata 23.03.09, 19:02
    naotmiast w pelni sie zgadzam z tym, ze mloda kadre tak ogolnie zawodzimy i to
    na calego. jednak zupelnie nie jestem przekonany ze to przez forse.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pr0fes0r 24.03.09, 12:59
    Jak najbardziej na temat - właśnie się dowiedziałem, że ministerstwo ścięło nam
    tegoroczny budżet na badania własne o 60%.

    To o czym my tu mówimy? O jakiejś konkurencyjności i porównywalności do krajów
    Europy Zachodniej i USA?
  • adept44_ltd 24.03.09, 13:20
    przy czym temu ścięciu nie towarzyszy żadna racjonalizacja wydatków... (zresztą
    co tu racjonalizować przy tych kwotach...)

    i jeszcze z własnych obserwacji - podstawą demoralizacji jest system. Jak
    zacząłem pracować w obecnym miejscu BW dostawało się na ryja (czyli ryj
    funkcyjny i stopniowy dostaje więcej niż inne), te pieniądze dostawali wszyscy w
    jakiś śmiesznych kwotach, ja jako nowy z zewnątrz dostawałem 200 zł więcej niż
    miejscowi... i dawało to z 900 zł... (profesor dostawał 1500); wówczas w całym
    instytucie publikowałem ja i jeszcze dwie osoby.... Po dwóch latach zmieniono
    to, pieniądze dostaje się za wypracowane punkty, na początku była awantura
    (wyszło np., że w instytucie kasę dostaję ja i te dwie osoby, ja koło 10
    tys...), po dwóch latach ludzie widząc, że jest, o co walczyć, zaczęli pracować.
    Nie jest to sielanka, bo w większości produkują po jakiś konferencyjniakach, no
    ale system im to dotuje. Mnie chodzi o to, że wystarczy wprowadzić zasady (teraz
    dodać, że za byle co, byle gdzie - się nie płaci) i finansować pracujących i to
    wszystko zacznie działać; a opierdalacze nie będą się już mogli chować za
    narzekania, że nie mają pieniędzy...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.03.09, 13:24
    Dodam jeszcze, że świat nauki nie jest tu ekstra fenomenem pod tym względem...
    Może brutalna analogia, ale chyba adekwatna. Liga piłkarska: w świecie w drużynę
    wkłada się kupę kasy i zarabia się na tym kupę kasy; u nas nie wkłada się tych
    pieniędzy i wszyscy kombinują; a z zachodnimi drużynami nie mamy szans... No ale
    gdyby tak np. BMW obcięło o 60% budżet na bolid Kubicy, to co by z tego było???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.03.09, 13:59
    drogi pr0fes0rze, nie rozumiem. to tu chodzi o konkurowanie budzetem z takim UK?
    ja myslalem ze chodzi o powazna rozmowe, jak zrobic, zeby zaczac stosowac choc w
    jakims stopniu standardy, ktore stosuje sie na swiecie.wiesz, zeby recenzje
    pisac porzadnie, na zajecia chodzic przygotowanym, zeby leserow wywalac na zbity
    pysk, zeby dawac ludziom motywacje do tego, zeby chcialo im sie byc dobrym
    naukowcem.

    powtarzam: co z tego, ze bedziesz mial o te 60 proc. wwiecej, jesli - mowie
    ogolnie, rzecz jasna, a nie o tobie - jesli zostana rozparcelowane bez
    sensownego i rzetelnego konkursu, bez rzetelnego rozliczenia sie itd itd. jako
    podatnik, wole zeby tych pieniedzy bylo mniej, mniej zostanie zmarnowanych.


    pr0fes0r napisał:

    > Jak najbardziej na temat - właśnie się dowiedziałem, że ministerstwo ścięło nam
    > tegoroczny budżet na badania własne o 60%.
    >
    > To o czym my tu mówimy? O jakiejś konkurencyjności i porównywalności do krajów
    > Europy Zachodniej i USA?


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • pr0fes0r 24.03.09, 14:50
    dala.tata napisał:

    > drogi pr0fes0rze, nie rozumiem. to tu chodzi o konkurowanie budzetem z takim UK
    > ?
    > ja myslalem ze chodzi o powazna rozmowe, jak zrobic, zeby zaczac stosowac choc
    > w
    > jakims stopniu standardy, ktore stosuje sie na swiecie.

    Bez finansów o stosowaniu standardów możesz zapomnieć. Właśnie siedzę trzecią
    godzinę nad planami swojego zakładu na 2009, kasując ludziom wyjazdy na
    konferencje (i owszem, jak najbardziej prestiżowe, zagramaniczne, z referatami)
    oraz skracając o połowę listę zamówień dla biblioteki. Sorry, ale w bandyckich
    czasach trudno wymagać dżentelmeńskiej postawy.

    Poza tym, i o tym pisze ford_ka, jeżeli tak drastycznie chlaśniemy po finansach,
    to nawet jeśli zastosujemy standardy i wywalimy 80% obiboków i bumelantów, to na
    ich miejsce chyba będziemy ludzi z łapanek ulicznych i z psychiatryków
    rekrutować, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się chciał w takie żebracze
    bagno pchać.

    Nawiasem mówiąc, teraz już rozumiem, czemu drugi miesiąc nie ma ostatecznej
    decyzji i umowy do podpisania na moje granty z RN, tylko ciekaw jestem, jaki
    ochłap z pierwotnej sumy zostanie mi ostatecznie rzucony, żebym się zamknął.

    I nawiasem mówiąc po raz drugi, już widzę za rok dumne opowieści ministerstwa,
    jak to nakłady na naukę w 2010 wzrastają o rekordowe 12%, tylko że bez
    wspomnienia o tym, że w porównaniu z poziomem ściętym rok wcześniej o jakieś
    75%, bo jest to już druga redukcja dotacji na BW w tym roku.
  • dala.tata 24.03.09, 17:16
    pr0fes0rze, ale ty rowniez wszystko co powiedziales, to cieciu wyjazdow na
    konferencje. ja sie spoedziewalem ze jzu po badaniach, juz po publikacjach, juz
    po sprzecie, po projektach. budzet na pensje tna na potege, zwalniac beda! a tu
    sie okazuje ze nie ma wyjazdow. Wow!!!!!!!!! rzeczywiscie czarne chumry zebraly
    sie na Polska. prosze wybaczyc, drogi Pr0f, wiesci hiobowe to nie sa.

    a co do obibokow, to najpierw trzeba by bylo to przeliczyc, bo poki co,
    pr0fes0rze, zapewniasz i niewiele wiecej. ja bym bardzo chcial zobaczyc
    konkretne wyliczenia: co by sie stalo z budzetem, gdybysmy wywlili X, Y, Z.
    dowalili zajecia A,B, C. za dlugo zyje w systemie, w ktorym ciagle 'brak
    pieniedzy' (tak, brak ze studia w UK sa platne juz) i ciagle jakos udaje sie z
    tym kryzyssow wyjsc.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • pr0fes0r 24.03.09, 21:38
    dala.tata napisał:

    > pr0fes0rze, ale ty rowniez wszystko co powiedziales, to cieciu wyjazdow na
    > konferencje. ja sie spoedziewalem ze jzu po badaniach, juz po publikacjach, juz
    > po sprzecie, po projektach. budzet na pensje tna na potege, zwalniac beda! a tu
    > sie okazuje ze nie ma wyjazdow. Wow!!!!!!!!! rzeczywiscie czarne chumry zebraly
    > sie na Polska. prosze wybaczyc, drogi Pr0f, wiesci hiobowe to nie sa.

    Wybacz, ale ta wypowiedź to zasługuje w zależności od preferowanego dyskursu na
    picarda albo baranka, nic więcej.

    Po pierwsze, jakże zgrabnie pominąłeś część mojej wypowiedzi o równoległej
    redukcji wydatków na książki i czasopisma.

    Po drugie, wnioski aparaturowe składane są w okolicy czerwca, o czym z
    angielskiej perspektywy możesz nie wiedzieć, ale ignorance is no excuse - to
    inny portfel, który zapewne czeka dokładnie takie samo odchudzanie.

    Po trzecie, nie mówię o konferencjach dla starych pryków, tylko dla doktorantów
    i ludzi 1-2 lata po doktoracie, których staramy się właśnie w celach naukowych
    jak i towarzyskich wysyłać na najważniejsze w skali GLOBALNEJ (nie wiem, jak
    inaczej to podkreślić, żeby do Ciebie dotarło, że nie mówię o popołudniówce w
    Pcimiu Mniejszym) konferencje z ich dziedziny. Jak według Ciebie bez tych
    wyjazdów mają te kontakty naukowe nawiązywać, przez Second Life?

    I przepraszam, że teraz będzie tak bardziej a'la kagan i osobiście, ale skoro
    przedstawiasz mnie jako takiego pomniejszego kretyna, co to płacze, że sobie
    towarzysko po świecie nie pojeździ z kumplami, to też sobie pozwolę. Coś mi się
    wydaje, że albo za rzadko bywasz w Polsce, albo obracasz się po bardzo
    specyficznych zakątkach polskiego świata nauki, bo odnoszę wrażenie, że nie
    bardzo masz pojęcie, o czym mówisz.
  • dala.tata 25.03.09, 00:04
    moze nie mam. ksiazki i czasopisma mi umknely, choc pewnie dlatego ze nie
    rozumiem, co zaklad twoj, pr0fes0rze, ma do zakupow bibliotecznych. ale sypie
    glowe popiolem. syp syp.

    natomiast co do konferencji dla dokotrantow i mlodych prac.naukowych, to akurat
    sie zgadzam. to jest jedyna kategoria pracownika ktorego warto wysylac na
    kofnerencje w celach naukowych.

    no wiec sypie dalej popiol i chyle czola.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 25.03.09, 00:08
    1. zupełnie jak w ustawie Rywina,
    2. trzeba znów szykować szuflę do odkopywania Dalataty...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 25.03.09, 11:47
    Chyba im nie zabraniasz jechac na te konferencje za ich wlasne
    pieniadze? Ja na wiekszosc konferencji jezdze za swoje, a nie cudze
    pieniadze albo jako zaproszopny gosc ktorego koszta pokrywa
    organizator... Czesto zawiadam ma alma mater o takim wyjedzie
    dopiero post factum, i tylko po to, aby sobie dopisali do
    sprawozdan...
    Przyklad:
    LECH KELLER presented a paper entitled ‘The Decline of Stanislaw
    Lem’ at the BASEES Contemporary Literature Study Group meeting that
    held at Mansfield College, Oxford on 17-18 September 2008.
    See www.basees.org.uk/sg20.shtml
    lech.keller@gmail.com

    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • charioteer1 24.03.09, 15:31
    dala.tata napisał:

    > powtarzam: co z tego, ze bedziesz mial o te 60 proc. wwiecej, jesli - mowie
    > ogolnie, rzecz jasna, a nie o tobie - jesli zostana rozparcelowane bez
    > sensownego i rzetelnego konkursu, bez rzetelnego rozliczenia sie itd itd. jako
    > podatnik, wole zeby tych pieniedzy bylo mniej, mniej zostanie zmarnowanych.

    Dalatata, na NFA jest gosc, ktory sie podpisuje Podatnik i zazwyczaj pieprzy bez sensu. Robisz wszystko, zeby mu dorownac.

    Nie o 60% wiecej, ale o 60% mniej niz w zeszlym roku. Radio Erewan?

    Dla mnie to oznacza, ze na absolutnie konieczne wydatki konferencyjne bede potrzebowac w tym roku rownowartosc dwoch pensji i pewnie te dwie pensje wydam z wlasnej kieszeni. Pewnie, moge nie jechac. Moge sie odizolowac od swiata i uprawiac "nauke polska" w swoim zacisznym zakatku. Co mi tam jakas reszta swiata bedzie bruzdzic i przeszkadzac w uprawianiu powaznych badan?

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • dala.tata 24.03.09, 17:04
    drogi chario, skoro sie cepiasz, czytaj uwazniej. rozumiem ze MNIEJ. ja pytam co
    by bylo, gdyby je mial, czyli gdyby mial o 60 proc WIECEJ niz teraz. rozumiesz?

    Pr0fes0r napisal to samo: o konferencjach. nie mam watpliwosci ze to bardzo
    wazna czesc dzialanosci naukowej (i mowie bez przekasu), jednak ograncziajaca
    sie do sfery towarzyskiej (juz o tym bylo).

    jesli konsekwencje obnizki o 60 proc. oznaczaja ze chario nie pojedzie na
    konferencje, to z calym szacunkiem, ale nie sa to hiobowe wiesci dla nauki polskiej.

    i prosze nie chrzan o izolacji. publikuj, to sie liczy. konferencje ci do tego
    sa niepotrzebne.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • charioteer1 24.03.09, 17:34
    Temat konferencji juz przerabialismy. Mniej pieniedzy na konferencje to rowniez
    mniej pieniedzy na ksiazki. Dociera, czy nie bardzo? Z ksiazkami jestem w tej
    chwili na biezaco, wiec na nowosci z 2009 moge odrobine poczekac. Doktorant nie
    poczeka, bo nie ma czasu na czekanie.

    Co do konferencji, to na te istotne dla mnie ze wzgledow towarzysko-naukowych i
    tak pojade - za swoje. To sa, drogi dalatato, konferencje, na ktore po prostu
    musze jechac w tym roku i basta. Te bardziej turystyczno-naukowe juz spadly z
    planu wydatkow.

    Zebysmy sie dobrze zrozumieli. Jak sie nie ma nazwiska, ale za to ma sie polska
    afiliacje, to sie w pewnych miejscach nalezy pokazac.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • dala.tata 24.03.09, 18:20
    ale nie denerwuj sie. na pewno nie dociera, ale o ksiazkach w czesciej nie bylo.
    nie widze zwiazku konferencje i ksiazki, ale z pewnoscia jakis jest.

    wybacz chario, ale budzet nauki oparty na tym, gdzie ci sie 'wypada' pokazac
    mnie bardzo nie odpowiada.

    i jeszcze dam darmo jedna rade: wyrob sobie nazwisko.


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 24.03.09, 18:41
    dala.tata napisał:

    > nie widze zwiazku konferencje i ksiazki, ale z pewnoscia jakis jest.

    Przeczytaj post pr0fes0ra, to zrozumiesz. Tutaj to bylo:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=87574&w=93067024&a=93159702

    > wybacz chario, ale budzet nauki oparty na tym, gdzie ci sie 'wypada' pokazac
    > mnie bardzo nie odpowiada.

    Nie 'wypada', tylko 'trzeba'. Drobna semantyczna roznica. Moze w twojej
    dziedzinie nie ma takich konferencji, na ktorych spotyka sie cale srodowisko
    zajmujace sie dana tematyka. W mojej sa.

    > i jeszcze dam darmo jedna rade: wyrob sobie nazwisko.

    Staram sie. Wiesz, i konferencje to jest swojego rodzaju marketing, bo tu nie
    chodzi o publikacje, tylko o cytowania. Nie mamy takiego Nature czy Science,
    ktore wszyscy czytaja. Moje ostatnie prezentacje konferencyjne oparte byly na
    rzeczach, ktore juz sa w druku. Skoro juz proszono mnie o ppt tych prezentacji,
    to mam skromna nadzieje, ze kiedys sie uda.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • dala.tata 24.03.09, 20:06
    chario, chrzanisz na potege. to czy pojedziesz na konferencje czy nie, nie
    bedzie mialo zadnego przelozenia na to czy publikujesz. nie wiem po co ci ten
    marketing. co do ksiazek, akceptuje, ty jednak piszesz o konferencjach, a nie o
    ksiazkach. i o tym ze te turystyczne juz zarzucone.
    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • charioteer1 24.03.09, 20:10
    Zauwaz, ze ja nie pisze ani slowa o zwiazku miedzy jezdzeniem na konferencje a
    publikowaniem. Zupelnie o co innego chodzilo.

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • adept44_ltd 23.03.09, 14:57
    trochę się gryzłem ze sobą przed napisaniem tego posta... bo mój obraz nauki
    polskiej jest inny, ale z danych przytoczonych przez forda wynika, że mamy
    najlepszą naukę, i że gdyby zrobić ranking uniwersytetów, uwzględniając input i
    output, to zdystansujemy cały świat...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 25.03.09, 11:41
    Oxbridge to olbrzymie kombinaty, z pelna politechnika i naukami
    scislymi oraz medycyna, a te, jak wiadomo, sporo kosztuja...
    I pomysl lepiej, jak SAMEMU zarobic na swa dzialnosc naukowa...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • sendivigius 23.03.09, 04:00
    charioteer1 napisał:

    > Sendi, pozwol, ze zapytam. Czy ty dokladasz z wlasnych poborow do
    wykonywanej
    > pracy?

    Owszem, pare stowek rocznie deficytu zawsze jest bo sa limity tego
    co mozna rozliczyc.

    Nauka, chariot, to jest zakon. Nalezy zlozyc sluby czystosci i
    ubostwa. Choc sa i tacy ktorzy twierdza ze jest to sekta. I chyba
    maja racje.

    Nowe pokolenie narzuci inne, nowe standardy. Ja to widze, krok po
    kroku, rok za rokiem. NIe wypada juz zadawac na egzaminach
    publicznych trudnych pytan. Odpowiedzia jest na ogol wzrok "co sie
    ten staruch czepia". To juz jest nowy paradygmat. Ja tez nie
    wszystko wiedzialem w swoim czasie ale przynajmniej wiedzialem co
    wiedziec powinienem i jak mnie na niewiedzy przylapali to bylo mi
    wstyd. Dzis wstydzic sie ma ten kto pyta. Jola Rutowicz rulez.
  • charioteer1 23.03.09, 04:10
    sendivigius napisał:

    > Owszem, pare stowek rocznie deficytu zawsze jest bo sa limity tego
    > co mozna rozliczyc.

    Limity tego, co mozna rozliczyc? Z wielkim wysilkiem udalo mi sie zrozumiec, co
    masz na mysli. W PL juz chyba malo kto o takich ekstrawagancjach pamieta.

    Koncze prace, bo jutro musze jeszcze wpasc do pracy na chwile...

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • bumcykcyk2 24.03.09, 02:24
    Przebrnąłem przez cały wątek - jest niezły zarówno ze względu na
    trafną diagnozę rzeczywistości forda.ka, jak i zabawne wypowiedzi
    dalataty, który święcie wierzy - podobnie jak jeden tłusty profesor
    ode mnie z wydziału- że mięsa armatniego na uczelniach nigdy nie
    zabraknie. I można płacić nawet 800 zł netto, albo zgoła nic, a
    chętni się i tak znajdą, bo to mocium
    panie, "prestiż", "samorealizacja" i ch.. wie co jeszcze.

    Ford.ka zauważył smutną prawdę, że młodzieży naukowej na uczelniach
    już nie ma. Być moze na części wydziałów inaczej to wygląda, ale u
    mnie jest dokładnie tak jak u niego czyli ZERO MŁODYCH ADEPTÓW
    NAUKI. Ten tłusty profesor straszy nas więc ściąganiem jakiś ludzi z
    prowincji, którzy chcieliby się przenieść do dużego miasta, być może
    zacznie wkrótce straszyć Ukraińcami, a potem Hindusami z
    Bangladeszu...

    Ja się zgadzam z Dalatatą, że obecnie nikt nic nie robi, to jest
    absolutna prawda, zgadzam się też, że pompowanie środków w obecny
    system nigdy nic nie da, ale NIE ZGADZAM się z Jego tradycyjnym
    gromkim pokrzykiwaniem "róbcie, róbcie, a jak nie, to wypierdalać" ,
    bo ford.ka metodycznie udowodnił, że tak się nie da. To idealizm
    niemożliwy do realizacji, no chyba że mamy zamknąć całą humanistykę
  • dala.tata 24.03.09, 10:23
    no pieknie pokazales moje poglady bumcykcyku, bede zyl w uludzie, ze sa nieco
    barddziej skomplikowane, a dumania forda.ka sa glebokim namyslem nad stanem
    polskiej nauki (i dajcie wiecej forsy).

    tak, czy owak, wszystko co chce powiedziec to to, ze narzekajacy moga odejsc, bo
    nich nie trzyma. a sypniecie forsa niczego nie zmieni. i moze zamkniecie, a
    przynajmniej resetowanie, calej humanistyki nie byloby w ostatecznym rachunku
    takie zle.

    dla mnie pewna idea jest wypelnianie tego, co jest napisane w kontrakcie, ale,
    jak rozumiem, to sa kolejne banialuki tradycyjnego dalataty.

    PS. nie jestem tlusty.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 24.03.09, 10:43
    jak odpowiesz na jedno pytanie, to mogę publicznie zaświadczyć, że nie jesteś
    tłusty ;-)

    1. czy obecnie uważasz, że nauka może funkcjonować bez pieniędzy???

    Bo ja rozumiem wypowiedź forda w ten sposób - za takie pieniądze nie da się tego
    robić - sensownie i w perspektywie całości nauki, bo się nie da... i możesz
    tutaj mnie powoływać na przykład (ciesząc moje narcystyczne ego), ale gdyby nie
    fuchy (zazwyczaj było to pisanie sprzedających się książek), 2 etat (a
    zgodziliśmy się, że to nie są dobre rozwiązania dla nauki...), to ja bym nie
    miał gdzie mieszkać i nie miał swojej biblioteki, a to dwie podstawy, które
    umożliwiają mi pracę. To w sprawie pensji (nie będę dalej rozwijał, ale chyba
    jest oczywiste, że pracownik, który ma na życie, a asystent nie ma, adiunkt ma
    średnio) lepiej pracuje?
    W sprawie badań - wróć do danych Forda, jak dla mnie są porażające... i tak jak
    napisałem, w perspektywie ekonomii wyjdzie, że nasze uniwersytety biją inne na
    głowę... i Oxford z budżetem UJ wylądowałby poza rankingiem... I chyba jest
    oczywiste, że bez pieniędzy UJ nie będzie Oxfordem.

    Odnoszę natomiast wrażenie, że ty u wszystkich widzisz intencję
    narzekalno-proszalną. Ale na tym forum ja nie widzę twojego zabielacza nauki
    polskiej, tylko ludzi, którzy coś robią, myślą, czegoś chcą i zdają sobie
    sprawę, że trzeba zmienić system - od wynagrodzeń po granty i to jest taka
    oczywistość.

    A porady - zwolnij się, jak pisałem gdzie indziej - rozsądne, ale gdzie nas
    zaprowadzą???
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • bumcykcyk2 24.03.09, 14:04
    dala.tata napisał:

    > moze zamkniecie, a przynajmniej resetowanie, calej humanistyki nie
    > byloby w ostatecznym rachunku takie zle.

    Myśl światła, tylko kto ją wykona? :-)

    > dla mnie pewna idea jest wypelnianie tego, co jest napisane w
    > kontrakcie, ale, jak rozumiem, to sa kolejne banialuki
    > tradycyjnego dalataty.

    Nie są to banialuki, ale Polska pełna jest osób -przynajmniej w budżetówce-,
    które co prawda żadnych kontraktów nie wypełniają a wręcz zgoła nie pracują, ale
    za to trwają na z góry upatrzonych pozycjach. Dając świadectwo tego że są. ;-)

    Tradycyjnie powiem, że z Twoimi poglądami co do meritum się zgadzam, natomiast w
    kategoriach środków naprawczych do praktycznej realizacji uważam je niestety za
    idealistyczną fantasmagorię. No chyba, że popadniemy wszyscy w kolejny zabór i
    jacyś importowani "oni" zrobią to za nas.

    > PS. nie jestem tlusty.

    Tego nie sugerowałem ;-) Zważywszy na temperament polemiczny w dyskusji sądzę,
    że jest wręcz odwrotnie ;-)
  • ford.ka 23.03.09, 10:23
    W zakonie masz zagwarantowany wikt i opierunek. Chyba że masz na
    myśli zakony żebracze. Ale tam też masz pewny dach nad głową.
  • dala.tata 23.03.09, 10:32
    dokladnie jak na polkisch uczelniach. czy sie robi, czy sie lezy, niezla pensja
    sie nalezy.

    ford.ka napisał:

    > W zakonie masz zagwarantowany wikt i opierunek. Chyba że masz na
    > myśli zakony żebracze. Ale tam też masz pewny dach nad głową.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • herrkagan 25.03.09, 11:49
    Do zakonu czesto wstepowali calkiem zamozni ludzie...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 23.03.09, 10:27
    parę stówek? (nawet jeśli to dobra waluta) - niewiele...
    no ale teraz to ja rozumiem twój resentyment i żółć, ci w zakonie tak mają...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 25.03.09, 11:32
    Ja zawsze dokladalem do tego interesu, np. ostatnio bylem na
    konferencji w Oxfordzie na swoj koszt 9w 100%):
    LECH KELLER presented a paper entitled ‘The Decline of Stanislaw
    Lem’ at the BASEES Contemporary Literature Study Group meeting that
    held at Mansfield College, Oxford on 17-18 September 2008.
    See www.basees.org.uk/sg20.shtml
    A zakupy ksiazek, komputerow czy oprogramowania z wlasnej kasy to
    dla mnie normalka. Ja jestem szczesliwy, gdy uczelnia zwraca mi za
    dojazdy na zajecia i jakies 50% za hotel... Ale ja pracuje na
    uczelni dla przyjemnosci, a nie dla kasy - prawdziwa kasa jest
    bowiem zupelnie gdzie indziej... Jesli ktos pracuje na uczelni dla
    kasy, to znaczy, ze zabiera miejsce komus, kto sie lepiej do tej
    pracy nadaje!

    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 25.03.09, 11:36
    w kieszeni australijskiego podatnika??? ;-) przestań chłopie pieprzyć te
    farmazony...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 25.03.09, 12:22
    Pamietaj, ze ja przez ponad 20 lat placilem w Australii spore
    podatki, po 20 i wiecej tys. AUD na rok... Szacuje, ze do kasy CoA
    wplacilem conajmniej jakies pol miliona AUD (ponad milion PLN)...
    Tax Returns z Oz do dzis przechowuje!
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 22.03.09, 21:15
    gratuluję zdolności wyrozumienia z tekstu Forda, iż to gender, europeistyka i
    drugoetatowcy są przyczyną zła w kosmosie, przyznam, że nie mogę wyjść ze zdumienia,
    twarda, nauka, zaiste...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • ford.ka 22.03.09, 21:23
    Nie mają, bo doktoratów nie mają. Przechodzimy do dyskusji o
    minimach czy o likwidacji asystentur?
    Moja "drugoetatowa" szkoła potrzebuje jeszcze kilku doktorów
    (habilitowani też mogą być!) - na mnie co jakiś czas
    spada "przyjemność" ich szukania w ramach mojej działki. Kandydatów
    brak i na etat i na godziny. Za oferowane pieniądze nie ma
    zainteresowanych. Ostatnio potrzebny był chociaż magister, byle się
    zgodził (i może lepiej potrafił) do uczenia literatury i historii.
    Nie było łatwo takiego znaleźć.
    Znani mi "genderysci" albo zabawiaja sie "genderowaniem" w chwilach
    wolnych od innych obowiazkow zawodowych, albo w najlepszym razie
    uczą na godziny (o doktorach mówię) bo na zatrudnienie nie mają co
    liczyć. Nie słyszałem o żadnym miejscu w Polsce, gdzie gender
    studies miałyby się dobrze. O takim gdzie miałyby się przeciętnie
    też nie. Czasem trafią się im jakieś pieniądze z obcych fundacji ale
    wyłącznie na konferencje czy publikacje. To mit, czcigodny kolego. O
    europeistykach wypowiadać się nie będę, bo nic o nich nie wiem.
  • dala.tata 22.03.09, 22:02
    szczerze powiedziawszy, to troche nie wiem co nam chce poweidziec ford.ka. no
    rzeczywiscie jest ciezko. i ja wirtualnie forda.ka trzymam za reke, szczegolnie
    ze nam blizej do siebie, skoro on we wiosennym UK. co wiecej, ostatnim hipokryta
    bym byl, gdybym nie przyznal mu racji, ze jest ciezko - wszak sam za skibka wina
    wyjechalem do UK.

    ale mam taki jeden maly problem. skoro jest tak zle, skoro tak zle placa i tak
    sie meczysz na dwoch etatach. skoro robienie doktoratu to taka absolutny maks,
    na ktory stac tych mlodych wolnorynkowych to.... zrezygnujcie wszyscy z pracy.
    NIE MECZCIE SIE!!!! idzcie to tych swietnie platnych, wolnorynkowo
    uwarunkowanych prac, ktore wam pozwola zyc fantastycznie, nie dosc ze
    mieszkanie, to jeszcze i beema sie wam trafi.

    pomyslcie o tym sobie: nie dosc, ze wam bedzie lepiej, to jeszcze na wasze
    miejsce przyjda te wszystkie jelenie, ktore chca zrobic habilitacje przed 40tka
    (debile, rzecz jasna, ale pozwolmy im byc debilami). powiem wprost: fordzie.ka
    drogi, nie mecz sie! na pewno na ciebie czekaja z otwartymi rekami i porzadnym
    garniturem intytucje globalne, swiatowe i fantastyczne ogolnie.

    na wypadek gdyby tak nie bylo i nie ma gdzie pojsc i dwie cieple posadki jednak
    sa swietnym rozwiazaniem, nie smedz fordzie.ka o problemach mlodych wilczkow,
    tylko zacznij sie martwic o hablilitacje. i modl sie, zeby twoj dziekan wreszcie
    nie wkur.wil sie raz a porzadnie i was wszystkich biednych z rozetrkami typu
    habilitacja czy okna, za wszarz nie wyrzucil z roboty. moze wtedy, gdyby sie
    wlasnie tak stalo (wiem, szanse zerowe, bo dziekan pewnie robi dokladnie tyle
    samo, tylko za wiecej pieniedzy, bo ma hablitacje), docenilibyscie, jak bardzo
    wam dobrze bylo na tych cieplych posadkach, ktore toleruja inne cieple posadki.

    i wiem, w Polsce jak zwykle jest pod gorke. zawsze zle. ale ty naprawde mozesz
    zmienic prace! mozesz tez pojechac do UK, to Nigerii lub do Emiratow Arabskich i
    sobie zarobic wiecej.

    i ja i moze i habiltacja to komunistyczny przezytek (glupi Szwajcarzy o tym nie
    wiedza), ale zniesienie habilitacji, fordzie.ka, nie ma polegac na tym, zeby
    adiunkt po dokotracie niedosc ze mogl nic nie robic, to na dodatek mogl sie tym
    nie stresowac. a to przeciez o to chodzi nie? zniesienie hablitacji to przeciez
    usuniecie stresora, usuniecie ostatniej szansy, zeby doktor mogl sobie spokojnie
    jak panisko ogladnac telewizje. i tylko bardzo prosze mi nie mowic o
    obciazeniach dydaktycznych. ja jestem za satry zeby myslec, ze to jest dla
    zdolnego adiunkta jakikowliek problem.

    poklocimy sie, nie?

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • charioteer1 22.03.09, 22:14
    Mnie sie nawet nie chce tego tematu rozwijac, bo to, co ford pisze o swoim
    wydziale renomowanego, bylo nie bylo, uniwersytetu, to mi sie w glowie nie miesci.

    --
    Penguin flight
  • dala.tata 22.03.09, 23:28

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 22.03.09, 23:37
    Przede wszystkim nie miesci mi sie, ze maja 4 na 100 niesamodzielnych, ktorzy
    robia cokolwiek. Nawet jezeli 95% niesamodzielnych jest na stanowiskach
    dydaktycznych, to to jest szkolka, a nie uniwersytet.

    Wladze wydzialu uwazaja prace naukowa za dobra wole zatrudnionych?

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 22.03.09, 23:39
    mnie sie to zupelnie miesci w glowie. i na penwo wszyscy sa wolnorynkowi,
    pokrzywdzeni i w ogole nie moga zrobic habilitacji.


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 22.03.09, 23:50
    Habilitacja to zawracanie glowy, ale z zupelnie innych powodow, niz wymienione.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • dala.tata 23.03.09, 00:33
    nei chce mi ie o tym gadac. jednak, na moj rozum i wyczucie, za zniesieniem
    habiltacji optuja glownie ci, ktorzy nie potrafia, nie chca czy nie chce im sie
    jej zrobic. i ich to uwiera, bo wola ogladac tv bez wyrzutow sumienia.

    charioteer1 napisał:

    > Habilitacja to zawracanie glowy, ale z zupelnie innych powodow, niz wymienione.
    >


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • charioteer1 23.03.09, 00:37
    Znam kilku profesorow (tytularnych, z Polski), ktorzy rowniez sa za zniesieniem,
    ale jezeli taka opinie sobie wyrobiles na podstawie belkotu na NFA, to wypada
    sie z toba zgodzic.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 23.03.09, 00:56
    i jak ci tytularni sa zniesieniem, to juz jest dobrze? a niech se beda za czym
    chca. ja znam pare osob, w tym magistrow, ktorzy sa za utrzymaniem habilitacji.
    i w tym wypadku mysle ze to jest duzo bardziej relewantne.

    charioteer1 napisał:

    > Znam kilku profesorow (tytularnych, z Polski), ktorzy rowniez sa za zniesieniem
    > ,
    > ale jezeli taka opinie sobie wyrobiles na podstawie belkotu na NFA, to wypada
    > sie z toba zgodzic.
    >


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • charioteer1 23.03.09, 01:02
    No super, a ciekawe, na czym owi magistrowie opieraja swoje przekonanie?


    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • dala.tata 23.03.09, 01:12
    moze maja swoje dobre powody, nie? czy uwazasz ze jak magister jest za
    utrzymaniem habilitacji, to znaczy ze go popieprzylo?

    moze tez patrza na swoich starszych kolegow i nie chca korzystac z ukladow,
    ukladzikow, tylko wierza w swoje sily: jak sie ma dorobek na wysokim poziomie,
    habilitacja nikomu niestraszna.



    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • charioteer1 23.03.09, 01:22
    Jak magister jest za utrzymaniem habilitacji, to znaczy, ze nie wie, o czym
    mowi. Niech najpierw zrobi doktorat, a potem popracuje wystarczajaco dlugo, by
    sie przekonac, ile ten doktorat byl wart.

    Odpowiednia wysokosc poziomu zawsze zalezy od oceniajacego.

    Czy habilitacja straszna, czy nie, to nie ma nic do rzeczy. Raczej wytlumacz mi:
    (a) po co ona jest i (b) czy tego samego celu nie mozna osiagnac w
    efektywniejszy sposob?


    --
    Penguin flight
  • dala.tata 23.03.09, 10:19
    nie mam waptliwosci ze tylko wieczny adiunkt naprawde wie co mowi, gdy wypowiada
    sie przeciwko habilitacji. nikt inny tak nie docenia tego wielkiego bolu
    zwiazanego z napisaniem czegokowliek.

    badania? precz poczwaro przebrzydla.....by strawestowac bertrade....

    mowilem o tym ze 100 razy. habilitacja nie jest niezebdna do niczego. jednak
    zlikwidowanie jej dzisiaj spowoduje ze nowy system zostanie skompromitowany
    jeszcze szybciej niz stary. i znajdziemy sie z reka w baaaaardzo glebokim
    nocniku. zanim bedzie mozna pomyslec o zniesieniu habilitacji, najpierw trzeba
    wymusic rzetelne recenzje i uczciwe konkursy. a jak juz one pohulaja przez 10
    lat, bedize mozna pomyslec o zniesieniu habilitacji. tyle ze wtedy nikomu nie
    bedzie sie chcialo. bo to bedize nierelewantne.

    myslac optywnistycznie, zniesc habilitacje bedzie mozna za 20 lat.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 23.03.09, 11:09
    dala.tata napisał:

    > tyle ze wtedy nikomu nie
    > bedzie sie chcialo. bo to bedize nierelewantne.
    >
    > myslac optywnistycznie, zniesc habilitacje bedzie mozna za 20 lat.

    Czyli jednak model szwajcarski w dluzszej perspektywie? Mnie sie na pewno za 20
    lat nie bedzie chcialo.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 23.03.09, 11:27
    no ale jeśli system działa dobrze, to kwestia habilitacji to rybka... nie?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 23.03.09, 11:38
    Co by ci na to powiedziec? Jakos malo znam tych habilitowanych Szwajcarow i
    Austriakow, ale to w koncu male kraje...

    --
    Penguin flight
  • adept44_ltd 23.03.09, 11:41
    konfundujesz mnie... bo ja nic o Szwajcarach i Austriakach nie mówiłem... tylko
    tyle, że jak system będzie działał ok, to habilitacja sobie może być albo nie
    bądź - może sobie być i nie być...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 23.03.09, 12:00
    Bo uzywasz magicznego slowa - system. Jaki system? Habilitacja to podstawa
    dzialania systemu - minima kadrowe i takie tam inne. Jakby ja dzisiaj zniesc, to
    by sie caly system posypal jak domek z kart. Zeby zniesc habilitacje, to trzeba
    system zmienic od fundamentow.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • adept44_ltd 23.03.09, 12:07
    jak to magicznego, nie mówimy o systemie fonologicznym scs, ani o systemie
    znaków drogowych w Albanii, ani o systemie podatkowym w UK, ani o systemie
    wymiany symbolicznej w świecie nowoczesnym, ani o systemie społecznym w
    Argentynie, ani o systemie kulinarnym wg L.-S., ani o systemie mody w latach 50
    w USA, ani... ;-)))
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 23.03.09, 12:10
    Ale moze byc system z habilitacja albo bez habilitacji. A to sa zupelnie rozne
    systemy ;-)

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • adept44_ltd 23.03.09, 12:14
    do diaska! przecież napisałem, że jak system będzie dobrze działał - to rybka,
    pikuś, chrabąszczyk, makrela - czy będzie hab., czy nie...
    - bo jak będzie, no to po prostu będzie się wiązać z klasą naukową delikwenta i
    tyle - ma klasę w wieku 30 lat - ma hab. (proszę mnie tylko nie ciągać za
    słówka, klasa to nie tyle obyczaje, ile dorobek),
    - a jak nie będzie - to będą inne mechanizmy, dobrze działające...

    amen czyż nie tak?
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 23.03.09, 12:22
    adept44_ltd napisał:

    > - a jak nie będzie - to będą inne mechanizmy, dobrze działające...
    >
    > amen czyż nie tak?

    No nie amen, bo my o tych mechanizmach wlasciwie nie rozmawiamy...

    --
    March of the penguins
  • adept44_ltd 23.03.09, 12:26
    aproksymując, około miliarda postów wygenerowaliśmy w ciągu ostatniego roku na
    ten temat ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 23.03.09, 12:27
    kurde, muszę już skończyć ten referat, bo piszę niegramotnie na forum...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 23.03.09, 12:31
    To ja ide do pracy ;-)

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • dala.tata 23.03.09, 14:01
    ja tak wlasnie mysle. bo habilitacja nie jest celem w sobie. jesli
    habilitacja bedzie rzetelna ocena dorobku badawczego delikwenta,
    podparta rzetelnymi konkursami na stanowisko, to co za roznica czy
    ona bedzie. mozemy sobie zrobic polska tenure. mozemy tez nie miec
    nic, bo konkurs zalatwi nam to, tak jak i i wewnetrzna orpcdure
    promocyjna. i juz.

    adept44_ltd napisał:

    > konfundujesz mnie... bo ja nic o Szwajcarach i Austriakach nie
    mówiłem... tylko
    > tyle, że jak system będzie działał ok, to habilitacja sobie może
    być albo nie
    > bądź - może sobie być i nie być...


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 23.03.09, 14:07
    orpcdura mi się podoba, może jednak:
    1. trwać za długo,
    2. wyłaniać mądrych inaczej ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 14:24
    no wiec jesli bedzie rztelnie, nie powinno sie tak zdarzac. ale do
    tego nam daleko.

    adept44_ltd napisał:

    > orpcdura mi się podoba, może jednak:
    > 1. trwać za długo,
    > 2. wyłaniać mądrych inaczej ;-)


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • dala.tata 23.03.09, 13:58
    patrze, jak to sie znajomi rozkladaja. bo u mnie jest odwrotnie.i
    nie narzekaja.

    charioteer1 napisał:

    > Co by ci na to powiedziec? Jakos malo znam tych habilitowanych
    Szwajcarow i
    > Austriakow, ale to w koncu male kraje...
    >


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • dala.tata 23.03.09, 13:48
    mam w nosie, chario, czy ci sie bedzie chcialo czy nie. pytasz o
    zniseienie habilitacji, to ci odpowieadam co mysle. dowolna reforma
    dzisiaj w wprowadzona w polsce padnie, legnie w gruzach. a to
    oznacza ze wiara w to, ze warto cos robic, ze warto opublikowac, a
    nie tylko narzekac i trzaska 400 godzin nadliczbowych, bedzie
    jeszcze mneijsza. i bedziecie sie coraz bardziej kurczyc. a ford. ka
    bedzie opowiadac nam jak to strasznie ciezko jest i dlaczego pod
    zadnym pozroem nie da sie zrobic habilitacji.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • ford.ka 23.03.09, 14:34
    Oświadczam uroczyście, że w tej chwili w zrobieniu habilitacji
    najbardziej przeszkadza mi niejaki dala-tata, wypisujac bzdury i
    odrywajac mnie od lektury artykulow z bazy uniwersyteckiej.
  • dala.tata 23.03.09, 14:37
    nie mam watplwiosci, ze CK uzna to zazalenie i da ci czas
    nieograniczony na jej zrobienie. i juz wreszcie bedizesz mogl sie
    zaangazowac w 'czyste narzekanie'. :-)

    ford.ka napisał:

    > Oświadczam uroczyście, że w tej chwili w zrobieniu habilitacji
    > najbardziej przeszkadza mi niejaki dala-tata, wypisujac bzdury i
    > odrywajac mnie od lektury artykulow z bazy uniwersyteckiej.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • herrkagan 25.03.09, 11:54
    NFA to dzis tragedia: dr Wieczorek z jednej strony wiesza psy na UJ,
    a z drugiej pragnie byc tam znow zatrudniony... :(
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • ford.ka 23.03.09, 00:43
    Poprawka - "niesamodzielni" uzylem w znaczeniu "wszyscy, ktorzy nie
    maja habilitacji" a nie "doktorzy na etacie adiunkta czyli naukowo-
    dydaktycznym". W tej setce jest wiekszosc lektorow, doktorantow,
    wykładowców, starszych wykładowców i docentow. Adiunktow jest
    poniżej 20 (to i tak żenujące, wiem....)
  • charioteer1 23.03.09, 00:52
    Macie docentow bez habilitacji? Tak tylko z ciekawosci pytam.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • adept44_ltd 23.03.09, 00:57
    nowa ustawa - docent to jeszcze starszy wykładowca...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 01:00
    i myslisz fordzie,ka, ze odpoweidzia jest wiecej forsy? a drugie, wazniejsze
    pytanie, to jak zrobic zeby oni zaczeli pracowac? a moze warto by bylo 30 proc
    wywalic i forse podzielic miedzy tych, ktorzy pracuja?
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • ford.ka 23.03.09, 02:03
    Nie i nic takiego nie pisałem.
    Pisałem, że moi młodsi koledzy nie mają żadnej nadziei na to, że
    zajmowanie się nauką kiedykolwiek pozwoli im na w miarę normalne
    życie. I mają rację, bo takiej nadziei nie ma a wszelkie toczące się
    dyskusje tylko ten wniosek potwierdzają.
    Dla Ciebie dojście do profesury oznaczało zmianę statusu
    materialnego i społecznego, dla mnie będzie to podwyżka w granicach
    800-1000 złotych na rękę i od cholery roboty, przed którą chroni
    mnie brak habilitacji. Łapiesz?
    Ale dyskusja oczywiście zjechała w stronę sensowności habilitacji,
    bo to jest najważniejsza kwestia, która decyduje o tym, kto się
    zaczepia na uczelni po studiach. Więc idę spać.
  • dala.tata 23.03.09, 10:24
    z calym szacunkiem fordzie.ka, jezdze na wyklady do Polski na uczelnie, ktora
    dobremu doktorowi habilitowanemu daje od reki 8000 zlotych. nie chrzan wiec o
    800 zlotych podwyzki, bo zal sie robi na te bzdury.nie, nie wszyscy tak maja,
    jendak jesli ty si eupierasz pracowac na uczelni, ktora ci po habilitacji da 800
    zlotych, to jest twoja sprawa. masz dokladnie to, co chcesz.

    a co do tego kto ma racje. no jasne: bo przeciez dyskusja ma polegac na tym, ile
    wiecej forsy podatnik ma dac na, oszczednie liczac, 60-70 proc polskich
    uczonych, ktorym nie przyszloby nawet do glowy napisac cokowliek.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.03.09, 10:31
    to niezupełnie tak - idiotyzm polega, że dwie najlepsze uczelnie dają właśnie po
    500 -800 podwyżki... i to po odczekaniu na profesury... ta, o której piszesz,
    płaci w skali kraju wyjątkowo, ale wszyscy tam nie będą pracować (choćby z braku
    wielu kierunków...).
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 23.03.09, 10:34
    adept, to niech te dwie najlepsze uczelnie te podwyzki sobie wsadza w swoje
    najlepszouczelniane dupy. im szybciej ludzie przestana chceic tam pracowac, tym
    lepiej.

    ja wiem ze nie wszyscy tam beda pracowac, jednak to jest mozliwe. trzeba byc
    lepszym niz inni. tyle ze lepszy niz inni u forda.ka to anatema: przeciez
    wszysyc powinni dostac po rowno, najlepiej po duzo.

    spadam do pracy :-)

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 23.03.09, 10:40
    co do pierwszego - jestem podobnego zdania...tylko co z tego???
    co do drugiego - w pełni się zgadzam - trzeba,
    co do trzeciego - nie zauważyłem takiej myśli u forda,


    nie spadam, bo siedzę przy pracy.... ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • ford.ka 23.03.09, 11:29
    Potwierdzam, że oskarżenia o propagowanie urawniłowki rzucane w moją
    stronę nie opierają się na prawdzie ;)
    Dala-tata ma ten problem, że wszystko widzi jednostkowo. Jemu jest
    dobrze, jemu się udało, więc reszta to debile, bo im nie wychodzi.
    Przecież na jego przykładzie widać jak na dłoni, że można. No i jako
    pół-Anglik odczuwa estetyczne obrzydzenie, że ktoś może się na
    cokolwiek skarżyć zamiast carry on regardless.
    Dla systemu nic nie wynika z tego, że jedna uczelnia w Polsce daje
    dobrym dr habom 8000. Nic zupełnie, bo zatrudnia tych dr habów tylu,
    ile musi mieć w minimum kadrowym. Ani jednego więcej, bo to przecież
    byłoby marnotrawstwo.
    Jeśli to uczelnia, którą mam na myśli, to realną dydaktykę prowadzi
    się tam siłami UW na godziny za umiarkowane stawki, ostatnio
    obniżone, bo płacenie dala-tacie i innym równie dobrym (oraz ich
    żonom i przyjaciołom) najwyraźniej rozwaliło im budżet wyskalowany
    na większą ilość studentów, którzy nie raczyli się pojawić mimo
    zatrudnienia licznych dobrych dr habów.
    Jest to także uczelnia, w której wypłata wynagrodzenia za
    prowadzenie seminarium licencjackiego uzależniona została (po jego
    zakończeniu) od ilości wypromowanych absolwentów. Nie mówię o
    dodatkowych pieniądzach za promocje, mówię o stawce za przepracowane
    zajęcia. W umowie tego nie było, dziekan raczył podjąć taką decyzję
    (pewnie w chwilach wolnych od szukania srajtaśmy). Miodzio, po
    prostu.
  • dala.tata 23.03.09, 13:57
    no wiec oderzucam zupelnie kalumnie forda na temat mojej
    krotkowzrocznosci. mnei sie udalo to reszta debile - pokaz fordzie
    gdzie to widac. jest cala masa ludzi ktorym sie w Polsce udaje
    (adept tego dobrym przykladem - zaraz mnie opieprzy za to).

    co do samej szkly, jest bzdura na kolkach ze zatrudnia tylko tyle
    ile bezwzglednie musi. wlasnie prowadzilem negocjacje z 2
    profesorami, ktorych szkola nie 'potrzebuje'. ale ich chce, bo maja
    swietne cv.

    i powiedialem ci juz kilkukrotnie: ja wcale nie chce zebys ty robil
    dalej w nauce bez wzgledu na warunki. zwolnij sie do chlery z pracy!
    nikt cie nie zmusza do tego zebys byl adiunktem, mial 5 lt do
    habilitacji i sie meczyl, bidusia, na tych 2 ettach. to jest zeszta
    to, do czego ty sie uparcie nie odniesiesz. nie podoba ci sie, idz
    pracowac gdzie indziej.

    i nie, nie cuzje zadnego obrzydzenia. powiedialem to juz wiele razy:
    mnie bawi to, ze wszystko co potrafisz powiedziec to to, ze nauka
    jest niedoinwestowana. nie to, ze pieniadze sa marnotrwaione, nie to
    ze pieniadze sa wydawane na posozytow, ale to ze pieniedzy jest
    malo.

    i po raz kolejny: po co sie skarzyc? skoro nie odpowiadaja ci
    warunki pracy, zrezygnuj z niej. a jesli nie chcesz, to musisz z tym
    zyc i nie marudzic.



    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • adept44_ltd 23.03.09, 14:03
    gdybyś dokładniej sprecyzował, za co mam cię opieprzyć, to zaraz się postaram...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 23.03.09, 10:36
    dodam, że pomimo rozkręcającej się kłótni, wcale nie musicie mieć sprzecznych
    stanowisk...
    bo rzeczywiście, Dalatata, kupa kasy jest marnowana i można by ja podzielić
    (zabrać nierobom, dać pracujący, o co zresztą już przestałem walczyć u siebie,
    bo mnie i mojego kolegę głoszącego podobne poglądy, zaczęto traktować jak
    debili, a skutek był żaden...), ale wtedy -
    1) jeśli wszyscy zaczną pracować - i tak trzeba dorzucić dużo,
    2) jeśli część odejdzie, to na wielu kierunkach nie będzie miał kto uczyć...
    3) pointa jest i tak jedna - sensowny system wydawania pieniędzy i sporo ich
    zainwestowanych...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • bumcykcyk2 24.03.09, 01:36
    charioteer1 napisał:

    > Przede wszystkim nie miesci mi sie, ze maja 4 na 100
    > niesamodzielnych, ktorzy robia cokolwiek. Nawet jezeli 95%
    > niesamodzielnych jest na stanowiskach dydaktycznych, to to jest
    > szkolka, a nie uniwersytet.

    To akurat jest szczera prawda najprawdziwsza. A ford.ka dotknął
    istoty sprawy. Tak na marginesie, ja mam ten komfort, że u mnie już
    nie ma żadnych 'młodych wilków', bo nikogo młodego się na cały etat
    nie zatrudnia. Ci nieszczęśnicy którzy kiedyś uwierzyli w karierę
    naukową, po paru latach corocznie odnawianej połówki etatu za 1200
    zł netto, idą sobie w pizdu głośno złorzecząc, niezależnie od tego
    czy zrobili doktorat czy nie. Nikt nic nie robi i nikogo nie
    wywalają. Mniemam, że jedynie ewentualnie pogłębiony niż
    demograficzny w okolicy 2013 roku może to zmienić.
  • ford.ka 23.03.09, 00:30
    A o co się mamy kłócić? Twoja wypowiedź nie ma żadnego związku z
    niczym, co do tej pory napisałem. Jak zwykle.
    Zaczynamy?
    Ja się nie skarżę na swój los - resztę sam sobie dośpiewaj. Jestem
    dumny jak cholera, ze wszyscy udalo mi sie tak poukladac, zeby
    najpierw dostac porzadne stypendium, a potem móc na nie wyjechac bez
    katastrofy finansowej. Pewnie tego nie łapiesz, bo tutaj nie wypada
    być z niczego dumnym.
    Może Twój uniwersytet zaprasza sierotki Marysie z Polski, tu gdzie
    jestem, musiałem się pochwalić sporą bibliografią i projektem, ktory
    pasuje do miejscowych dzialan artystycznych. Ale to taka wioskowa
    Sorbona z pierwszej 25 na swiecie.
    Na habilitacje mam jeszcze minimum piec lat, wiec nigdzie mi sie nie
    spieszy, a dorobek mi sie pieknie z roku na rok powieksza, wiec
    pozwole sobie na interdyscyplinarna. Materialy zrodlowe juz wydalem
    w UK rok temu, teraz trzeba dokonczyc krytyke.
    Nie spieszy mi sie jakos szczegolnie też z tego powodu, ze chcialbym
    sie najpierw dowiedziec, jakie mnie obowiazuja reguly. Taka
    fanaberia, chcialbym wiedziec, czy gram w bierki czy w rugby.
    Jak mnie za niewyparzona gebe wywalili z poprzedniej roboty, to w
    ramach przestoju przygotowalem do druku doktorat (wydalem u Langa,
    syf, nie? nawet bys do reki nie wzial) i napisalem i wydalem druga
    ksiazke za pieniadze, wiec pewnie bez cieplych posadek tez bym sobie
    jakos poradzil. Teraz mam rozdlubane cztery nastepne, bo mam takie
    naukowe ADHD.
    Nie mecze sie na dwoch etatach, z roznych opcji zarabiania na
    chlebek ta mi akurat najbardziej odpowiada. Mam tez inne opcje i
    czasem z nich korzystam, ale bez przesady bo jestem leniem i
    potrafie sobie powiedziec dosc. Tyle ze naleze do ostatniego rzutu,
    ktory mial mozliwosc tak wygodnie sie ustawic i pisalem nie o sobie
    ale o tych, ktorzy powinni przyjsc po mnie.
    Jedziemy dalej.
    Wiekszosc tych, ktorzy maja szanse na wolnorynkowe posady
    blyskawicznie na nie uderza i sympatycznie czesto dostaje. Chcesz
    przyklad? Jak Ci sie w oyczyznie naszej zachce nagle szkockiej
    whisky, a nie masz zapasu z UK, to o to, zebys znalazl ja w sklepie,
    stara sie moj magistrant. Az mi chwilami zal, ze nie cierpie tego
    kartonu moczonego w wodce ;)Ma bardzo fajny garnitur, wiem, bo sie w
    nim zaprezentowal na obronie. Ostatnio mi doniósł, że jest
    współautorem słownika, w którym wykorzystał kawałki magisterki.
    Te jelenie, ktore niby przebieraja nozkami, zeby zajac miejsca,
    ktore blokujemy ja i niektorzy moi mlodsi koledzy, nie istnieją. To
    my jestesmy tymi jeleniami, ktore wciaz udaja, ze wierza, ze zrobia
    do czterdziestki habilitacje i wtedy zaczna normalnie zyc. Innych
    kandydatow nie ma. I nie opowiadaj, ze ich przyslesz z UK.
    Ludzi, o ktorych pisalem, dziekan bedzie po rekach calowac, jak ich
    spotka, zeby tylko dalej prowadzili zajecia, kiedy nie jest im w
    stanie zaplacic. Bo nie zauwazyles, ze pisze o tym, ze te mlode
    wilczki w ogole nie podejmuja zadnej kariery naukowej. Oni sie
    zatrudniaja (albo zakladaja firmy i co miesiac przynosza rachunki
    dla wydzialu) jako pracownicy dydaktyczni, bo ich na zabawe w nauke
    nie stac - w znaczeniu "to afford" a nie "to be able to". I
    zapierdalaja po 20-30 godzin w tygodniu (n.p. tlumaczenia pisemne -
    to trzeba jeszcze potem sprawdzic i to raczej nie w piec minut).
    Takich ktorzy by sie pchali na studia doktoranckie nie ma, wiec
    instytucja nie ma wyboru, zreszta moze to i lepiej, bo ci co sa do
    badan sie nie pchaja, ale przynajmniej znaja sie na tym, czego ucza.
    O czym wiem od studentow, bo u nas ocene ankietowa przeprowadza
    niezaleznie od uczelni samorzad i dostajemy tylko wyniki do wgladu.
    No a skoro robia za dydaktykow, to tylko dydaktyke mozna oceniac.
    A teraz mi wytlumacz, ze nic nie rozumiem, bo wszystko jest zupelnie
    inaczej. Zawsze Ci to super wychodzi ;)
  • dala.tata 23.03.09, 00:54
    fordzie.ka najdorzszy, ales spersonalizowal. ja ci serdecznie gratuluje ze ci
    sie udalo poukladac. czy pter Lang to syf? nie publikowalem i pewnie nie
    opublikuje tam, ale ja sie na powiesciach nie znam, wiec sie nie wypowiadam,
    szczegolnie ze akurat bym ci tego ruchu pogratulowal. wiec sie nie ma co jezyc.

    powiem ci teraz cos: otoz tu rowniez mlode wilki nie ida na uniwersytet. bo na
    etacie mlodego wykladowcy jest naprawde ciezko zyc. wiem cos o tym z
    doswiadczenia. pierwszych pare lat tu bylo tak ciezkie ze mnie nie bylo stac na
    gazety, nie mowiac o winie. kupowalem sobie raz w miesiacu butelke i saczylem.
    szlag mnie trafia, jak slysze o tym, jak nam jest tu dobrze. mnie jest tu dobrze
    teraz, na pensji profesorskiej, na ktora zapierdalem jak maly samochodzik.

    czy nic nie rozumiesz? a bo ja wiem. ja mysle ze zaczynasz rozmowe od zlej
    strony. bo jak juz powiedzialem, ja bym zaczal rozmowe nie od tego jak strasznie
    jest ciezko i jak malo pieniedzy zarabiamy, ale od tego, jak malo robimy.
    szczerze powiedziawszy, gdybym zostal ministrem nigdy przenigdy nie zaczynalbym
    od tego, ze nauce polskiej nalezy dac wiecej forsy. tak, nalezy, ale tym, ktorzy
    zaczna pracowac, a nie udawac, ze pracuja. tylko niestety nikt sie nie odwazy i
    nie zdecyduje na to, zeby wywalic 30 proc. magistorw, ktorzy przez 10 lat
    doktratu nie moga zrobic, adiunktow z kilkunastoletnim stazem i publikacjami w
    postaci swego blogu.

    szkoda ze o tym nie mowisz. szkoda ze nie widzisz tego, o czym chario pisze, ze
    nie ubolewasz. ja jako podatnik bardzo nie chce placic forsy na tych ludzi.

    i ja nie wiem co to znaczy znac sie natym czego uczysz na uniwersytecie, jesli
    nie robisz badan. to jest dla mnie nieporozumienie zupelne. to jest liceum, a
    nie uniwersytet. nie mylmy moze tych instytucji co?

    i na koniec, na mnie naprawde nie robi wrazenia jeczenie o tym, jak jest zle. bo
    ja to mam za soba - tu w UK, nie w PL. dla mnie jednak odpoweidzia bylo to, zeby
    zostac profesorem. i bylem najmlodzszy w historii mego uni.

    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • ford.ka 23.03.09, 10:08
    U mnie (ani nigdzie indziej na neofilologiach) nikt nikogo nie
    wywali za naukowe nieróbstwo, bo jakby wywalić tych
    niepublikujących, to na pozostałych przypadałoby nie podwójne pensum
    ale poczwórne (dzienne, zaoczne i wieczorowe są do obrobienia -
    zajęcia na dwóch ostatnich płatne oddzielnie) i mogliby nie tylko
    przestać publikować, ale jeszcze zrobić jaką rewolucję.
    Wyciągasz jakieś wnioski z tego, że liczba studentów wzrosła
    czterokrotnie a kadry nie? Jakieś wnioski z tego, że dotacja
    ministerialna pokrywa w porywach 90% kosztów stałych, a na resztę
    trzeba sobie dorobić płatnymi studiami, na których ktoś musi uczyć i
    nie da się wszystkiego przerobić na wykłady, jak to zrobili
    prawnicy? Zadanie domowe - co ma zrobić dziekan, który dostaje
    środki na pensje do września włącznie, a resztę ma sobie znaleźć?
    Rozwiązania prosimy przesyłać do dowolnego dziekanatu na terenie RP.
    W przychodach dla uczelni najważniejsza w obecnym systemie jest
    dydaktyka, bo pieniądze idą za studenta, nie za jakieś tam śmieszne
    publikacje. Jak ktoś na serio mówi o publikacjach swojej jednostki i
    ich znaczeniu, to nie znaczy, że jest nowoczesny i światowy, tylko
    że nie ma kandydatów na studia w ilości pozwalającej na obsadzenie
    wszystkich wolnych miejsc i przepchnięcie ich na drugi rok (bo
    dopiero wtedy dostaje się za nich kasę) czyli ma problemy z
    domknięciem budżetu większe niż średnia krajowa.
  • dala.tata 23.03.09, 10:31
    witamy w prawdziwym swiecie! w najlepszych uczelniach w UK, prawie polowa
    pracownikow jest na etatach tymczasowych zwiazanych z grantami. co roku, dwa,
    rzadko trzy, oni wszscy trzesa dupa czy znajda sie nastepne pieniadze na ich
    zatrudnienie. sa ludzie, wcale nie tak malo, ktorzy tak pracuja kilkanascie lat.
    niedawno byl artykul o kobiecie ktora pracowala tak prawie 30 lat. prosze, nie
    mow mi o biednych dzikanach, ktorzy maja sobie cos znalezc. oni nie sa wstanie
    znalezc srajtasmy w toalecie.

    co do nierobow, gdybys choc raz przeczytal uwaznie to co pisze to zauwazylbys ze
    mowie o wywaleniu polowy i podwojeniu pensum drugiej polowie nerobow. nie maja
    ochoty? to na zielona trawke? nie mam zadnych watplwiosci, ze cala masa tych
    pasozytow, pardon, uczonych, skwapliwie bedize uczyc dalej. bo ma stala posadke,
    czas na robienie wszystkiego innego na co tylko maja ochote, brak stresu w pracy.

    ja wiem, to jest moja mitologia. przeciez trzeab dac wiecej forsy! koniecznie
    duzo i jeszcze zniesc habilitacje, zeby sie nikt nie stresowal

    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • ford.ka 23.03.09, 11:04
    Wspominałem już, że analfabeta?
    Jakie granty? O czym Ty w ogóle mówisz? Tutaj forsa jest za
    dydaktykę, granty to bardzo mała wisienka na wielkim placku z
    zakalcem. I to cholernie wysoko umieszczona.
    Zatrudniają za pieniądze z grantów, żeby prowadzili zajęcia??? To
    jest wszystko prawda, co piszesz o UK, ale statystycznie. Weź
    poprawkę, że to nie dotyczy humanistyki tylko nauk ścisłych -
    rzeczywiście, zatrudniają ludzi, żeby dwa lata siedzieli w
    laboratorium i coś tam odkryli. Mogą mieć kontakt ze studentami,
    jeśli takowi biorą udział w badaniach.
    Moim nierobom chcesz podwoic? Zamiast 600 godzin rocznie mają mieć
    1200? No to na pewno się rzucą do publikowania...
  • dala.tata 23.03.09, 13:45
    drogi fordzie, ja z pewnoscia jestem analfabeta, nigdy w zyciu nie
    dorownam tobie w pisaniu, czytaniu i wszystkim innym. pozwol mi
    jeszcze tylko dwa slowa od analfabety.

    otoz nie, cala masa wykladowcow (takich co ucza) rowniez ma kontakty
    oparte na grantach - tak, tak, naprawde, wiem ze to sie w glowie
    polskiej nie miesci. ich jest duuuuuzo mniej nizbadaczy na
    kontaktach (ktorzy rowniez ucza zreszta), ale oni istnieja i maja
    sie srednio.

    pomijam juz ze im lepszy uniwersytet tym rzadziej sa stale kontrakty
    i jak nie masz dorobku badawczego, to cie po prostu wywalaja na
    zbity pysk, albo ci dwoalaja podwojne pensum.

    jesli dla ciebie granty rzedu 1 mln euro to wisienka o kotra nie
    warto sie wychylic, bo przeciez trudno, to jest twoja sprawa.wiem,
    pod gorke jest, takie podanie o grant to trzeba nie dosc ze napisac,
    to jezcze sie rozliczac z niego. a co rusz ktos mowi ze przeciez nie
    da sie dostac tych grantow. usiadzmy i potrzymajmy za rece.

    pensm w wysokosci 600 godzin? wolne zarty. to sa nadgodziny, inaczej
    platne zreszta. no wiem. katatstrofalnie ciezko jest. i nie, oni nie
    zaczna publikowac imam w nosie to.ja bym chcial dac szanse tym,
    ktorzy maja jeszcze ambicje i chca miec dorobek. reszta powinna na
    nich harowac.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • ford.ka 23.03.09, 14:21
    1. U nas takich grantów z których dałoby się zatrudniać ludzi do
    dydaktyki wg mojej wiedzy nie ma. Nie słyszałem tez o pomysłach,
    żeby je robić, więc dalsza dyskusja jest bez sensu. W UK jezdza po
    lewej stronie i co z tego? U nas nie i to tez sie nie zmieni.
    2. Nie ma tez u nas paru tysiecy ludzi z kwalifikacjami, ktorych by
    mozna zatrudnic na miejsce tych nierobow. Jedyny znany mi bezrobotny
    doktor to Józef Wieczorek, bo nawet Kagan-Keller sie gdzies
    zaczepil. Teraz sobie zaszaleje, ale moim zdaniem jest tak - na 100%
    ludzi ktorzy maja minimalne kwalifikacje (formalne i intelektualne)
    i potencjalne zainteresowanie (w tym brak innego lepszego
    satysfakcjonujacego miejsca pracy) do pracy akademickiej około 75%
    już pracuje w szkolnictwie, 15% w zadnym wypadku nie powinno
    pracowac w szkolnictwie (n.p. problemy psychiczne ale nieróbstwo
    też - zwykle jeśli ktoś spełnia warunki formalne, a nie pracuje, to
    znaczy, że ktoś go wywalił i to zwykle z poważnych powodów, bo
    niełatwo jest u nas kogoś wywalić tak sobie), 5% nie jest w stanie z
    przyczyn obiektywnych (bo zdrowie, bo rodzina, bo dzieci itd), a 5%
    ewentualnie mogłoby i chciało - przy czym zwykle są to ludzie
    niedługo po magisterium bez wyższych kwalifikacji, więc trudno
    liczyć, że jak wkroczą na uniwersytety, to je z miejsca zmienią.
    Pozniej czlowiek jakos sobie zycie organizuje i traci
    zainteresowanie nauka.
    3. Na co mi grant na milion euro? Mam kupowac oryginalne
    sredniowieczne manuskrypty i inkunabuły? Czytać je potem w
    specjalnie wynajętym penthousie? Latac prywatnym odrzutowcem co rano
    do British Library? Czy moze z grantu sobie kupic mala wille w
    Konstancinie z duzym ogrodem? Na ostatnia ksiazke (z badaniami w
    Londynie) wystarczylo 15 tys. zlotych, a i to nie bylo latwo wyrwac.
    4. Dowiedz się może w końcu kto to jest lektor i jakie ma pensum,
    OK? Na wypadek gdybys nie umial znalezc: 540 godzin rocznie. W
    przypadku takim jak moj, pensum to pensum a teaching load to
    teaching load. Robiac tylko to co musze (czyli pensum na dziennych
    plus tylko te zajecia na wieczorowych i zaocznych, ktorych nie mam
    komu oddac, bo jestem jedynym specjalista) mam srednio 350-400
    godzin rocznie (tylko na UW, nie licze tu drugiego etatu) i uchodze
    za nieroba, bo malo ucze. W tym promuje do trzydziestki magistrantow.
    5. Co Ty mnie tak ustawicznie chcesz trzymac za reke? Jakies
    problemy emocjonalne?
  • dala.tata 23.03.09, 14:29
    1. jeszcze nie ma. wymyslicie je. u nas tez nie bylo, az dpe ieda
    scisla.
    2. ja tez nie znam, bo wszyscy pracuja sobie na uczelniach
    prywatnych. i tam sobie niech pracuja ile chca.
    3. no to moze ci milion euro jest potrebne do tego, ze zrobic
    wiekszy projekt, z wieksza iloscia osob i zebys mogl dac prace dwom
    innym badaczom. ale to przeciez ja mysle indywidualnie i
    personalnei. ty jestes za tym, zeby wspomagac wszystkich nie?
    4. lektor to jest etat czysto dydaktyczny, czyz nie? nie rozumiem,
    po co nich mowimy.
    5. ja? projektujesz!

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • sendivigius 23.03.09, 18:08
    "Nie ma tez u nas paru tysiecy ludzi z kwalifikacjami, ktorych by
    mozna zatrudnic na miejsce tych nierobow. Jedyny znany mi bezrobotny
    doktor to Józef Wieczorek, bo nawet Kagan-Keller sie gdzies
    zaczepil. Teraz sobie zaszaleje, ale moim zdaniem jest tak - na 100%
    ludzi ktorzy maja minimalne kwalifikacje (formalne i intelektualne)
    i potencjalne zainteresowanie (w tym brak innego lepszego
    satysfakcjonujacego miejsca pracy) do pracy akademickiej około 75%
    już pracuje w szkolnictwie, 15% w zadnym wypadku nie powinno
    pracowac w szkolnictwie (n.p. problemy psychiczne ale nieróbstwo
    też"

    Ja was moje dzieci pogodze ale pod warunkiem ze posluchacie co
    nastepuje.

    Uniwersytet probuje polaczyc ogien i wode i coraz bardziej widac ze
    mu sie to nie udaje. Ten ogien i woda to diametralnie rozne
    dziedziny aktywnosci - ich roznosc wynika z udzialu naukowosci w
    calej dziedzinie, czyli ile jest cukru w cukrze. Wez wspomniana
    fizyke jadrowa, w niej jest np. 90% nauki i 10% praktycznych
    (=rynkowych) zastosowac. Wez prawo i masz 3% nauki a 97% rynku. Dla
    prawnika kancelaria adwokacka to i zawodowo i finansowo lepszy deal,
    dla fizyka jadrowego praktycznie poza systemem nauki nie ma pracy.

    Jasne? No wiec.

    Sa dzidziny, jak fizyka, w ktorych nacisk na posade na uczelni jest
    gigantyczny i sa takie, jak prawo, gdzie jest prawie zaden. Pierwsze
    opedzaja sie od potencjalnych kandydatow i stawiaja im
    nierealistyczne wymagania, w tych drugich, ktora jak mysle ty
    reprezentujesz - wszyscy co chca sa zatrudnieni i jakby wywalic
    leniow to nie byloby komu uczyc.

    Nie da sie was pogodzic, trzeba zreformowac system uniwersytetow,
    trzeba rozroznic szkoly naukowe i dydaktyczne i adekwatnie do tego
    limitowac nabory i ustalac obciazenia kadry. Ale to idzie wbrew
    wszelkim reformom ktore sa wlasnie za "trzymaniem standardow".
    Probujac utrzymac ten sam standard w Pcimiu co w Krakowe - efekty sa
    jakie sa. c.b.d.o.
  • bumcykcyk2 24.03.09, 01:50
    ford.ka napisał:

    > Te jelenie, ktore niby przebieraja nozkami, zeby zajac miejsca,
    > ktore blokujemy ja i niektorzy moi mlodsi koledzy, nie istnieją.
    > To my jestesmy tymi jeleniami, ktore wciaz udaja, ze wierza, ze
    > zrobia do czterdziestki habilitacje i wtedy zaczna normalnie zyc.
    > Innych kandydatow nie ma.

    Tak właśnie jest :-(
  • jolix 24.03.09, 09:00
    Pracuję w dziwnym miejscu ... u nas studenci na 4. roku krążą i
    roztaczają wizje swojej świetlanej przyszłości naukowej, epatują
    liczbami konferencji, w których już uczestniczyli (z referatem),
    wkurzają dociekaniem, czy w katedrze jest miejsce dla doktoranta-
    stypendysty, i oczywiście mają już ustalone (przez siebie) tematy
    doktoratów, habilitacji etc.

    A ja mam 33 lata, kredyt hipoteczny do emerytury, półtora etatu i
    długie polskie noce, żeby pisać artykuły. Do habilitacji 6 lat :D

  • dala.tata 24.03.09, 10:25
    I to na dodatek w nudnym temacie historii jezyka :-)

    jolix napisał:

    > Pracuję w dziwnym miejscu ... u nas studenci na 4. roku krążą i
    > roztaczają wizje swojej świetlanej przyszłości naukowej, epatują
    > liczbami konferencji, w których już uczestniczyli (z referatem),
    > wkurzają dociekaniem, czy w katedrze jest miejsce dla doktoranta-
    > stypendysty, i oczywiście mają już ustalone (przez siebie) tematy
    > doktoratów, habilitacji etc.
    >
    > A ja mam 33 lata, kredyt hipoteczny do emerytury, półtora etatu i
    > długie polskie noce, żeby pisać artykuły. Do habilitacji 6 lat :D
    >


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • ford.ka 24.03.09, 15:48
    Myślisz, że u mnie takich nie ma? Oczywiście, że są. Dlatego
    zapytałem publicznie, co mamy im do zaoferowania i dlaczego
    zajmujemy się wyłącznie sobą i swoimi przepychankami. I napisałem o
    takich, którym się udało zaczepić i teraz się zastanawiają co dalej.
  • charioteer1 23.03.09, 11:25
    "- Obecnie struktura zatrudnienia w uczelniach w Polsce pokazuje, że
    odnotowujemy stosunkowo małą grupę nauczycieli akademickich w przedziale
    wiekowym 35-45 lat, a grupa profesorów w wieku przedemerytalnym, czyli przed 65
    lub 70 rokiem życia, jest bardzo duża - mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu nauki."
    www.dziennik.krakow.pl/Artykul.100+M58baa8cbf5d.0.html

    Nie wiem, czy tak jest, ale skoro tak mowi rzecznik ministerstwa, to widocznie
    tak jest. Ktos sie zastanawial, gdzie sie ci 35-45-latkowie podziali?

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • niiikaa 23.03.09, 20:29
    Uciekli.

    I nie jest to żart.

    W naukach "doświadczalnych " - biologii, chemii etc. trzeba poświecić sporo czasu na wykonanie doświadczenia. Praktycznie niemożliwym jest aby w czasie doktoratu dorobić. Chyba, że na nocnej zmianie w TESCO albo na infolinii. Chociaż to pewnie też jest dużą sztuką po trzeba jeszcze poczytać i popisać a doba ma tylko 24 godziny.

    Wśród moich znajomych, którzy chcieli pracować naukowo zauważyłam generalnie dwie drogi kariery.
    Pierwsza: zaczęli doktorat w Polsce, znaleźli możliwość wyjazdu zagranicę na staż i zostali , i robią (zrobili) doktorat za granicą. Opcjonalnie - pojechali na postdoc'a i zostali. Nieliczni wrócili i chcą wyjechać znowu.
    Druga: zrobili doktorat w Polsce. Dopadła ich proza życia - chcą mieć własne mieszkanie, rozmnożyć się i do tego żyć na przyzwoitym poziomie. Z doktoratem w ręku odeszli do firm komercyjnych zajmujących się odczynnikami, badaniami medycznymi i.in. albo nie pracują w zawodzie.

    Czasem jakaś koleżanka ( kolega rzadziej) ma szczęście i mąż zarabia na tyle dobrze, że ona może robić doktorat i mogą spłacić kredyt na mieszkanie. Znam 1 sztukę :(

    Dla ludzi w wieku 35-45 lat zazwyczaj chęć bycia naukowcem rozbija się o chęć mienia przyzwoitych zarobków i w miarę stabilnej pracy. Mam 30 lat. I miałam ogromny dylemat czy rozpoczynać doktorat po raz drugi czy odpuścić. Mam tez ogromnego farta - odziedziczyłam mieszkanie (odpada problem kredytu), mama jest na emeryturze i zajmuje się moim dzieckiem (odpada problem niani), jestem jedynaczką i rodzice mogą mi pomóc.

    Zrobię wszystko by w 4 lata skończyć doktorat i ... chyba niestety wyjechać albo odejść do firmy komercyjnej. Z 2 podstawowych i prostych powodów. Po pierwsze - bo nie ma jasnych zasad przyjmowanie na stanowiska asystenta/adiunkta. Niby jest konkurs ale zazwyczaj nie wygrywa najlepszy tylko naj - szwagier pana docenta z sąsiedniego zakładu :( Po drugie - brak skutecznego mechanizmu weryfikacji - podania jasnych powodów dlaczego pani A może zostać a pani B ma odejść mimo, że obie nic nie robią.

    Pocieszam się , że może przez 4 lata coś się zmieni. Albo ten chory system się zawali albo się uzdrowi. I proszę mi tej nadziei nie odbierać! :)
  • niiikaa 23.03.09, 20:39
    I przypomniałam sobie paskudny dowcip o profesorach w wieku przedemerytalnym:

    Obrona pracy magisterskiej. Magistrant męczy się strasznie w krzyżowym ogniu pytań. Raz lepiej raz gorzej ale jakoś mu się udaje dobrnąć do końca. Komisja uznaje, że zdał. Jeden z profesorów mówi niezbyt dyskretnym szeptem " denerwują mnie magistranci są jak g..no, kiepsko pływa ale pływa". Nowo uzyskany magister już przy wyjściu zwraca się do owego profesora " a mnie denerwują profesorowie - są jak wielkie g..na , które osiadły na wyspie z tabliczka profesor i robią duże fale, żeby małe g..na z napisem magistrant nie mogły dopłynąć na ich wyspę".

    Od razu przepraszam wszystkich urażonych - wiem, że nie każdy profesor tak się zachowuje.
  • charioteer1 23.03.09, 20:47
    Znamy, znamy, w troche innej wersji, ale znamy ;-)

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • oluuu 23.03.09, 11:27
    Coś w tym jest.
    Widzę, jacy dziś kandydaci (jeśli w ogóle) przychodzą na uczelnie. Szkoda
    komentować.

    Problem w tym, że jeśli trzydziestoletni adiunkt z rodziną (dr lub dr inż.)
    zarabia połowę zasiłku dla bezrobotnych w Danii i niewiele więcej niż stypendium
    dla studentów w Portugalii, to czego oczekiwać.

    Nikt o normalnych potrzebach z jednej uczelni dziś nie wyżyje.

  • sendivigius 23.03.09, 21:48
    oluuu napisał:

    > Coś w tym jest.
    > Widzę, jacy dziś kandydaci (jeśli w ogóle) przychodzą na uczelnie.
    Szkoda
    > komentować.
    >
    > Problem w tym, że jeśli trzydziestoletni adiunkt z rodziną (dr lub
    dr inż.)
    > zarabia połowę zasiłku dla bezrobotnych w Danii i niewiele więcej
    niż stypendiu
    > m
    > dla studentów w Portugalii, to czego oczekiwać.
    >
    > Nikt o normalnych potrzebach z jednej uczelni dziś nie wyżyje.
    >

    Niech wiec szanowny adiunkt pojedzie sobie do Danii i tam postara
    sie o posade. Wielce sie zdziwi ze nie wystarczy w tym celu byc
    zieciem dziekana ale jeszcze trzeba miec osiagniecia i plan naukowy.

    Prosze podaj mi ile wynosi stypendium dla studentow w Portugalii i
    co sie wymaga zeby je uzyskac, czy znajomosc portugalskiego jest
    konieczna? No i najwazniejsze czy od studenta sie wymaga
    przychodzenia do szkoly i jak czesto? Czy tez mozna byc studentem na
    czeterech roznych uczelniach, a jesli nie to dlaczego?

    Jedna z dobrych cech systemu amerykanskiego jest wzgleda uczciwosc
    konkursow w przycieciu nowych kandydatow. Proponuje aby wszyscy
    niedowartosciowani materialnie adjunkci sie zglaszali na konkursy w
    USA, zreszta w UK tez sa posady i tez przyjecia sa w miare uczciwe.
    Dla bardziej tradycyjnych posady oferuja panstwa Zatoki Perskiej,
    placa nawet lepiej niz w USA. Kazdy ma paszport w szufladzie. Droga
    wolna. Nauka nie zna granic.
  • charioteer1 23.03.09, 23:47
    sendivigius napisał:

    > Dla bardziej tradycyjnych posady oferuja panstwa Zatoki Perskiej,
    > placa nawet lepiej niz w USA.

    Wiec dlaczego nie siedzisz w panstwie Zatoki Perskiej?

    Wybacz Sendi, ale powiedziales wlasnie Olemu cos takiego:

    Gowno ta twoja nauka warta, wiec ciesz sie, ze w ogole ci jeszcze za nia placa.

    Byc moze pierwsza czesc tego zdania jest prawdziwa, ale ja tu widze przede
    wszystkim resentymenty emigranta, ktore wie, ze w Polsce jest zle i nie moze byc
    lepiej.

    I jeszcze raz powtorze, zeby nie bylo zadnych niejasnosci. Sprawe wynagrodzen
    uwazam za wazna, ale nie najwazniejsza. Ja po prostu chce miec za co pracowac.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • sendivigius 24.03.09, 03:32
    Mily chariot, ile jest warta nauka olema to nie jest tutaj tematem.
    To jest oddzielny temat.

    Tematem jest ile na polskim uniwersytecie mozna zarobic w kontekscie:

    1. innych zarobkow w budzetowce
    2. innych przywilejow pozaplacowych
    3. bezpieczenstwa zatrudnienia
    4. zaakumulowanych zarobkow przez caly okres kariery
    5. ilosci faktycznego wysilku wymaganego w pracy
    6. mozliwosci fuch, drugich etatow, zlecen etc.
    7. i tak dalej

    Biorac to wszystko pod uwage uniwersytety w Polsce placa dobrze.
    Trudno mi podac inne miejsce pracy gdzie stosunek praca/placa bylby
    rownie korzystny. Jak znasz to mnie oswiec.

    To ze placa mniej niz w Zatoce Perskiej to chyba jasne dlaczego,
    zwaz jednak ze placa mniej wszystkim. Jezeli chodzi zas o USA, to
    relacja placy w nauczyciela liceum do placy na uniwersytecie jest
    znacznie badziej na korzysc nauczyciela. Podobnie ma sie sytuacja z
    kierowca TIRa czy hydraulikiem.

    Jak sie pojawia wakaty to bedzie problem. Wakaty pozornie istnieja,
    ale wlasnie pozornie bo sa powodowane na przyklad slynna habilitacja
    ktora jest wymagana aby wykladac wstep do geografi polski albo cos
    rownie zaawansowanego naukowo. (to jest kolejny dowod na to ze
    habilitacja w dzisiejszych czasach i w dzisiejszych realiach
    masowego ksztalcenia nie ma sensu). I tyle.
  • jolix 24.03.09, 09:05
    > Tematem jest ile na polskim uniwersytecie mozna zarobic w
    kontekscie:
    >
    > 1. innych zarobkow w budzetowce
    > 2. innych przywilejow pozaplacowych
    > 3. bezpieczenstwa zatrudnienia
    > 4. zaakumulowanych zarobkow przez caly okres kariery
    > 5. ilosci faktycznego wysilku wymaganego w pracy
    > 6. mozliwosci fuch, drugich etatow, zlecen etc.
    > 7. i tak dalej


    1. Administracja zarabia wiecej niż ja, nauczyciel w szkole zarabia
    więcej niż ja
    2. nie rozumiem - prezenty od studentów????? nie praktykuję
    3. ok, do wybicia czasu przewidzianego umową pracy
    4. nie rozumiem
    5. mnóstwo czasu i wysiłku - chyba że się nie publikuje, nie
    redaguje, na konferencje nie jeździ, do zajęć nie przygotowuje, prac
    nie sprawdza itd.
    6. w kontekście 5. - owszem
    7. tzn.???
    --
    JX
  • niewyspany77 24.03.09, 10:19
    jolix napisał:

    > 1. Administracja zarabia wiecej niż ja, nauczyciel w szkole zarabia
    > więcej niż ja

    no ale za to Ty masz o polowe mniej godzin i jakies perspektywy, ktore mozesz
    wykorzystac. typowy belfer po 10 latach pracy osiaga wszystko co moze osiagnac w
    zawodzie, Ty po 10 latach powinienes intensywnie pracowac nad habilitacja. no
    ale fakt, przez krotki czas zarabia nieco wiecej. jesli masz jakies nadgodziny
    to bez problemu powinienes tego przykladowego belfra finansowo dogonic.
  • adept44_ltd 24.03.09, 10:28
    o jaką połowę mniej godzin??? he, he ;-)
    odkąd pracuję na uczelni - po studiach doktoranckich mój dzień pracy wynosi
    kilkanaście godzin (i wiem, nauczyciel też przygotowuje się do lekcji, poprawia
    kartkówki itd., ale jednak się regularnie pisze książki i dużo artykułów i
    jeszcze przygotowuje do zajęć, to jest to NIEPORÓWNYWALNIE więcej...).
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • niewyspany77 24.03.09, 10:49
    placone masz per godziny dydaktyczne, belfer podobnie. tak samo moze nie robic
    nic, a moze pracowac po kilkanascie godzin dziennie.
  • adept44_ltd 24.03.09, 10:53
    myślałem, że mówimy poważnie, a nie o opierdalaniu się... (a jeśli o nim, to
    przy obecnych warunkach w wielu miejscach w PL wylecę po 4 latach, więc i tak
    twoja konstrukcja pada...; a nauczyciel przetrwa), poza tym płacone mam za
    dydaktykę i naukę, tak jest zapisane w przepisach, a to że ludzie się
    opierdalają, to już inna sprawa i ja tego nie traktuję jako normalne...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • niewyspany77 24.03.09, 10:59
    no nie bardzo mi sie to widzi, akurat jesli chodzi o wylatywanie, to ja nie
    widze roznicy miedzy szkola wyzsza a nizsza ;) i tu i tu nie da sie z
    pracownikiem nic zrobic, choc akurat uczelnie maja bat czyli ocena po 4 latach,
    tylko, jakby to powiedziec, czemu moich uczniow zaczynaja uczyc ci sami ludzie,
    ktorzy uczyli mnie, ktorzy na adiunkcie pracuja juz co najmniej 15 lat? dorobek
    zerowy, sledze uwaznie...
  • adept44_ltd 24.03.09, 11:03
    patologia...
    u mnie zaczyna się wylatywać - zatrudnienia są na 4 lata (oczywiście, zdarzają
    się ciągle święte krowy, no ale patrz punkt 1.;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.03.09, 09:52
    1. piszesz cały czas o perspektywie bumelanta i zgoda taki zarabia za dużo i
    pieniądze na niego są marnowane, ale
    2. nie wszyscy są tacy (chario pisze np., że pracuje kilkanaście godzin dzień w
    dzień, ja mam podobnie i znam jeszcze trochę takich),
    3. my tu piszemy o perspektywie, o tym jak to powinno wyglądać (może to dotrze w
    końcu), nie wylewamy naszych gorzkich żali i frustracji z Polski - chodzi o to,
    że przy takiej płacy zawsze będzie syf i kilka pracujących jednostek, które
    wiosny nie uczynią i jeśli ciężko ci to zrozumieć, to zaczynam powątpiewać, czy
    kiedykolwiek miałeś cokolwiek wspólnego z nauką.
    Co do reszty - zarobków w budżetówce itd., to ja powiem, że to średnio wygląda i
    nie bierzesz podstawowej sprawy pod uwagę - naukowiec to wysoko wykwalifikowany,
    kształcący się całe życie pracownik i porównanie z resztą budżetówki trzeba by
    zacząć od tego - i po prostu państwa wg mnie nie stać na marnowanie tego
    potencjału, a jest on marnowany, m.in. przez niskie płace (ale jakbyś poczytał
    na forum, to zobaczysz, że wg trzeba zmienić cały system i dopiero dać kasę, nie
    domagam się wpompowania jej do tego, co jest teraz). Dalej: przywileje
    pozapłacowe - jakie?, bezpieczeństwo zatrudnienia - skończyło się, zakumulowane
    zarobki przez cały okres pracy - o co chodzi??? (może asystent z tysiakiem sobie
    akumuluje coś???), ilość faktycznego wysiłku wymaganego w pracy - miałeś wyżej
    napisane (a opierdalacze mnie nie interesują, ja bym ich zwolnił po prostu),
    możliwości fuch - no tak, ale ja bym wolał dostawać odpowiednią płacę na 1
    etacie niż robić fuchy (za które np. kupuję niezbędne mi do pracy książki, przez
    ostatnie lata wydając na to spore sumy, a więc dopłacając do etatu, gdyż tych
    książek nie ma w bibliotekach - i na tym korzystam ja pisząc i moi studenci,
    wiedząc co się dziej), itd.

    Zacznij w końcu czytać, co ludzie piszą, a nie brzęczeć jak dziecko autystyczne
    skrzywdzone w PL
    końcówka na temat słynnej hab. pokazuje, że swoje informacje czerpiesz z forów
    frustratów - doktorzy wykładają również...

    no to tyle i chciałbym przypomnieć, że dyskusja w stylu Leppera, powtarzającego
    swoje mantry jest skuteczna w przypadku dyskutantów na podobnym poziomie.
    miłego dnia!
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.03.09, 10:33
    adept: tyle ze wlasnie o to idzie, ze bumelanci i opierdalacze nie sa wywalani i
    dlugo nie beda. i cala nasza dyskusja na temat finansowego stanu nauki wlasnie
    od tego sie powinna zaczac:

    jak sensownie rozliczac pracownikow z ich obowiazkow, jakie to maja byc
    obciazenia (jeden tekst? dwa? w humanistyce ksiazka raz na 5 lat?). jakie
    procedury wprowadzic, zeby pracownikow rozliczac i zwalniac?

    bo ja wiem, ze jaka placa taka praca, tylko ze to latwo mozna obrocic na jaka
    praca taka placa. i problem polega ze ta niepracujaca wiekszsoc demoralizuje te
    pracujaca mniejszosc. i nagle sie okazuje, ze jak pracujesz to sam jestes tym
    kretynem ktory sie wysila. a przeciez po co?

    co do zarobkow, to ja bym nie odrzucal tego co mowi sendi. gdzie jeszcze poza
    praca na uczelni mozesz bezkarnie i bez wysilku miec drugi etat, ktory ci daje
    druga pensje? rzad nie placi, ale pozwala na dwuetatowosc, czyz to nie jest
    sposob na finansowanie nauki?


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • adept44_ltd 24.03.09, 10:50
    a tuś mi panie motylu... ;-)

    pełna zgoda - na początku, ale myśmy to wszystko już przedyskutowali i ja myślę,
    że dla nas na tym forum to jest oczywiste, a jeśli uważasz, że nie, to
    doprecyzowuj w swoich wypowiedziach, tłumaczący je system założeń, inaczej
    wychodzi młócka

    ale - to,co zaproponowałeś w tym poście to jest w istocie KONSERWACJA obecnego
    systemu, bo
    1. zdajesz sobie sprawę z hasła - jaka płaca - tak praca... tak ludzie myślą i
    mają rację, gdyż nie ma możliwości odwrócenia tego... i od tej możliwości trzeba
    zacząć,
    2. (zwłaszcza ważne) - trafiasz w sedno - to jest sposób rządu na finansowanie
    nauki, ale ten sposób podtrzymuje patologie...ja naprawdę nie chcę 2 etatu,
    jeśli na pierwszym będę zarabiał za swoją pracę (a jeśli z niej wychodzi prawie
    połowa dorobku instytutu, to powinienem zarabiać około 12 więcej niż obecnie, nie?)

    ergo

    dopóki będzie takie finansowanie, to wszystko będzie trwało dokładnie w takim
    stanie jak jest...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.03.09, 11:03
    skoro zgoda co do poczatku, to reszta nie ma znaczenia.

    co do reszty - ja nie propobuje tego jako rozwiazania. ja uwazam ze dwuetatwosc
    jest zla, wiec wolalbym zeby nie bylo jej. natomiast taki sposob finansowania
    nauki jest patologia. mowie tylko, ze twierdzenie ze pracownicy naukowe slabo
    zarabiaja jest problematyczne.

    i wcale nie ma takiego ergo. finansowanie powinno byc wynikiem grunotwnych zmian
    w kontraktach pracownikow naukowych. to jest poczatek. zaczynannie od
    finansowanie nie ma najmniejszego sensu. ak nawiasem mowiac, powtarzam, o tym
    nikt nie chce rozmawiac: lepiej pieprzyc o tym, ze nauka jest niedofinansowana,
    a tego nikt jeszcze nie wykazal





    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • adept44_ltd 24.03.09, 11:08
    ech, bo nie zaświadczę o twej szczupłości... nie odpowiedziałeś...

    co do początku zawsze była zgoda, tylko - powtarzam - zresztą sam widzisz, że
    takie finansowanie to patologia, która - i tego już nie chcesz widzieć -
    konserwuje inne patologie. Nie da się wprowadzić standardów bez wprowadzania
    kasy... bo to będzie przemalowanie trabanta...

    twierdzenie takie jest problematyczne, bo należałoby zapytać - którzy... ci,
    którzy nic nie robią - mają za dużo, pozostali - za mało... no ale tych
    pierwszych powinniśmy wyeliminować... tylko że z tego nie polepszy się
    radykalnie drugim, bo na miejsce pierwszych najczęściej trzeba będzie kogoś
    zatrudnić.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.03.09, 14:01
    drogi adpecie, nie czytasz co pisze. zanim wprowadzisz kase, musisz miec system
    ktory umie ja sensownie przerobic. musisz miec struktury zarzadzania ta forsa,
    struktury jej dystrybucji. jak to bedziesz mial, wtedy mozesz dac forse. dzisiaj
    zostanie zmarnowana.


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • adept44_ltd 24.03.09, 14:07
    ośmielę się czcigodny Dalatato stwierdzić, że to ty nie czytasz tego, co piszę,
    w związku z czym przyjąłem to, co przyjąłem odnośnie twoich postów. Bo i ja
    przecie zakładam i głoszę, iż bez zmiany systemu, nie warto inwestować... I nie
    sądzę, by ktokolwiek szczycący się posiadaniem rozumu mógł twierdzić coś innego.
    Nie sądzę w związku z tym, że np. Ford twierdzi coś innego, dlatego też
    przyjąłem, iż zakładasz, że fundusze szkodzą nauce ;-)
    I sporo tych nieporozumień wynika ze skrótowości komunikacji forumowej...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • pr0fes0r 24.03.09, 14:54
    adept44_ltd napisał:

    > Bo i ja
    > przecie zakładam i głoszę, iż bez zmiany systemu, nie warto inwestować...

    To będę ten głupek wioskowy, bo powiem, że imo jest odwrotnie - bez inwestycji
    nie ma sensu zmieniać systemu. Zagwarantujmy finansowanie i wtedy wymagajmy.
    Narzucenie wymagań bez jednoczesnego dofinansowania to jakby budowlańca
    rozliczać z długości wykopanego rowu, jednocześnie obiecując mu, że jak będzie
    uczciwie pracował i odpowiednią ilość rowometrów wykopie, to się mu kupi łopatę,
    a może nawet i nowoczesną koparkę od Waryńskiego.
  • adept44_ltd 24.03.09, 15:23
    z całym szacunkiem pr0fes0rze, ale musisz spróbować raz jeszcze, by zasłużyć
    sobie na miano głupka wioskowego, przecież w istocie mówisz to samo...:
    wymagania i kasa... (a kolejność wydania dekretów jest obojętna, to musi iść w
    parze...)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 24.03.09, 15:41
    pr0fes0r napisał:

    > Narzucenie wymagań bez jednoczesnego dofinansowania to jakby budowlańca
    > rozliczać z długości wykopanego rowu, jednocześnie obiecując mu, że jak będzie
    > uczciwie pracował i odpowiednią ilość rowometrów wykopie, to się mu kupi łopatę

    A poki co, niech przyniesie do pracy swoja. A jak mu sie nie podoba, to se moze
    ryc te ziemie pazurami. To jest istota rozwiazania proponowanego przez Sendiego
    i Dalatate.

    --
    March of the penguins
  • charioteer1 24.03.09, 16:27
    charioteer1 napisał:

    > pr0fes0r napisał:
    >
    > > Narzucenie wymagań bez jednoczesnego dofinansowania to jakby budowlańca
    > > rozliczać z długości wykopanego rowu, jednocześnie obiecując mu, że jak będzie
    > > uczciwie pracował i odpowiednią ilość rowometrów wykopie, to się mu kupi
    > łopatę
    >
    > A poki co, niech przyniesie do pracy swoja. A jak mu sie nie podoba, to se moze
    > ryc te ziemie pazurami. To jest istota rozwiazania proponowanego przez Sendiego
    > i Dalatate.

    Jeszcze dodam tyle. Sa tacy, co probuja ryc pazurami, bo ich na wlasna lopate nie stac. Tylko po wykopaniu jednego metra daja sobie spokoj, a potem juz tylko grzebia w ziemi i udaja, ze cokolwiek robia. A pracodawcy to toleruja, bo na lopaty dla wszystkich i tak nie starczy. Ot, i caly sekret opierdalactwa w polskiej nauce.


    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
  • dala.tata 24.03.09, 17:18
    do pr0fa i chario: bardzo prosze nie porownywac dzialalnosci lingwisty z tak
    wazna i spolecznie przydatna funkcja, jak budowlanca kopiacego rowy. :-)

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • sendivigius 24.03.09, 16:20
    Adepcie, jak ognia unikasz odpowiedzi - gdzie jest lepiej. No
    smialo, wal. Przyklady konkretne, czekam z utesknieniem.

    (i to adepcie ostatni twoj post na ktory odpowiadam, dopoki nie
    udowodnisz czynem pisanym ze umiesz dystkutowac bez wycieczek
    osobistych)
  • adept44_ltd 24.03.09, 16:30
    a cieszę się, ale żadnego pytania mi nie postawiłeś???
    a jeśli ono brzmi - gdzie jest lepiej, to znaczy, w jakich warunkach ja bym
    wolał pracować, to z moich postów możesz to wyczytać... jasne możesz mi w
    związku z tym powiedzieć, żebym sobie wyjechał na Zachód, ale to rozwiązanie w
    stylu Kononowicza, które skaże PL na getto intelektualne, poza tym tak wyszło,
    że uprawiam dyscyplinę w zasadzie nie istniejącą na Zachodzie... Przede
    wszystkim jednak nie dyskutujemy tu o moich czy jeszcze paru osób wyborach,
    tylko o stanie nauki i jego przyczynach.
    wycieczek osobistych, wybacz, ale nie podejmuj dictum kagana, nie znam cię i
    mało mnie obchodzi twoja osobistość, piszę o tym, co czytam w twoich postach -
    kompletnej twojej niezdolności do rozmowy i krańcowym ignorowaniu faktów, jeśli
    cię to dotyka, to jedyne, co mogę zasugerować - pomyśl nad sobą...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 24.03.09, 10:24
    tak mnie aż dziw bierze, że nie przyszło ci do głowy (co byłoby naturalną
    konsekwencją twojego myślenia) zacząć przekonywać Angoli, że ich uniwersytety
    mogą działać za promil tych pieniędzy, za który działają obecnie i będzie
    wszystko ok... - a pomysł ten przecież - jak napisałem - wynika z twojego
    myślenia i jest również absurdalny jak to, co piszesz o działaniu uniwersytetów w PL
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • dala.tata 24.03.09, 10:36
    w warunkach, ktore pare razy widzialem w Polsce angielskie uniwersytety by
    umarly. z naszej perspektywy to jest partyzantka i to po wybuchu nuklearnym, w
    ktorym nie ma zadnej infrastruktury.

    z drugiej jednak strony, gdyby polskie uniwersytety byly obciazane takimi
    wymogami biurokracji jak w UK, blokady drog, wylewanie atramentow z kalamarzy na
    stacjach kolejowych bylyby tymi lagodnymi formami protestu. bo standardem byloby
    tworzenie uzbrojonych po zeby bojowek adiunkckich, komando profesorskich i
    plutonow asystenckich

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 24.03.09, 15:45
    dala.tata napisał:

    > w warunkach, ktore pare razy widzialem w Polsce angielskie uniwersytety by
    > umarly. z naszej perspektywy to jest partyzantka i to po wybuchu nuklearnym, w
    > ktorym nie ma zadnej infrastruktury.

    A polityka rzadu zmierza do tego, zeby wydusic tych, ktorzy zdolali zalazki tej
    infrastruktury stworzyc. Niech se dorobia na drugim etacie, to im sie odechce
    fanaberii i jakiejs tam nałuki.

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • dala.tata 24.03.09, 10:27
    sendi: nie podales zadnego dowodu na to, ze habilitacja nie ma sensu.
    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • oluuu 24.03.09, 12:42
    Nie chce mi się przerzucać argumentami, gdzie nauka jest większa. Są dyscypliny,
    w których oczywiście mniejsza jest w Polsce, a są dyscypliny, gdzie jednak jest
    niezły poziom w porównaniu do bajek i badanek tworzonych na
    niby-to-dobrych-zagranicznych uniwersytetach.

    Nie to było treścią mojego postu powyżej.

    Chodziło mi o to, że za średnią pensję adiunkta w tym kraju trudno wyżyć. I
    naprawdę nie obchodzi mnie, ile zarabia urzędnik w Wydziale Komunikacji, czy
    referent w urzędzie miejskim. Im też, jak sobie, życzę dobrze, i nie cieszę się,
    że mam więcej, choć i tak za mało na 2 fakultety, doktorat, wykorzystywanie tej
    wiedzy na co dzień, pracę ze studentami, kształtowanie nie tylko
    encyklopedycznej wiedzy, ale i postaw itp. I wcale nie mam wyrzutów sumienia, że
    czasami może pracuję mniej intensywnie na uczelni, niż robiłbym to w normalnym
    kraju.

    A propo: stypendium w Portugalli 3 lata temu dla Polaka wynosiło 400-500Euro. I
    trzeba było tylko chcieć być studentem uczelni w Porto. Sam się nad tym
    zastanawiałem, bo zawsze lepiej się uczyć, niż uczyć innych.
  • charioteer1 24.03.09, 16:03
    Jak was czytam, tzn. Sendiego z Dalatata, to mi sie noz w kieszeni otwiera.
    Niewatpliwie moim przywilejem socjalnym jest wydac 1/12, a moze nawet 1/6
    rocznych dochodow na sfinansowanie wlasnej dzialalnosci zawodowej. Z podatku
    sobie tego nie odlicze - nie ma takiej mozliwosci. Bezpieczenstwo socjalne mam
    jak jasna cholera.

    Z waszych wypowiedzi wynika, ze ja w ogole jestem jakas anomalia, bo wszyscy
    inni sie opierniczaja i przeciez nikt nic nie robi, tylko wszyscy ogladaja Mode
    na sukces w tv. Tylko moze wezcie kochani poprawke na to, ze instytuty i katedry
    sa bardzo rozne i nie wszedzie jest tak rozowo i mozna sobie Jole Rutowicz
    ogladac do woli na szklanym ekranie. Jezeli wy tylko takie instytuty znacie, to
    wasza strata, ale przestancie moze te swoje wizje projektowac na wszystkie
    uczelnie i wydzialy w kraju.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • dala.tata 24.03.09, 17:21
    nie mam pojecia chario czy ty jestes anomalia czy nie. natomiast jesli jestes ta
    pracujaca maszyna, to jestes ofiara systemu, ktorym a. nie docenia sie takich
    ludzi, b.traktuje sie ich jak popieprzonych c. nie robi sie nic z tymi, ktorzy
    sie opierdalaja na potege. bardzo mi przykro ze tak jest, jednak wszystko co
    potrafisz powiedziec to, ja inni zreszta: dajcie wiecej pieniedzy. ty dodajesz:
    bo na konferencje nie pojade.

    mnie rece opadaja jak to slysze.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • adept44_ltd 24.03.09, 17:29
    z konferencjami to jest tak, że to jest plaga i ja się tu zgadzam, choć
    częściowo, bo jest kilka takich, które coś tworzą naukowo (ale tam jest niewiele
    osób...bo się nie łapią). Tylko to jest trend, który nam zapodało ministerstwo,
    gdyż te pieniądze nie starczą na nic innego - jest ich za mało na sensowne duże
    projekty i marnuje się je na turystykę (z wyjątkami). Podobnie było z
    organizacją konferencji, na to była kasa, niewielka, bo niewielka, ale prawie z
    automatu, na duże, kosztochłonne projekty nie było... I to też jest dowód na to,
    że winny jest brak kasy... to góra zaczęła udawać, że finansuje, a ludzie się
    dopasowali, tyle...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • charioteer1 24.03.09, 17:45
    Mnie wszystko jedno, co tobie w tej chwili opada.

    > potrafisz powiedziec to, ja inni zreszta: dajcie wiecej pieniedzy. ty dodajesz:
    > bo na konferencje nie pojade.

    Czytaj ze zrozumieniem. Pojade za swoje, poniewaz dla mojej pracy naukowej i dla
    mojej obecnej wspolpracy z kolegami z innych osrodkow te konferencje (a
    zwlaszcza jedna, ale droga) sa zbyt wazne, zeby je odpuscic. Nawet w
    dzisiejszych czasach nie wszystkie sprawy zalatwia sie przez email.

    Jak osobe popieprzona i anomalie systemowa traktujecie mnie ty i sendi.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • dala.tata 24.03.09, 18:26
    z calym szacunkiem, w dobie emaila twierdzenie ze ty MUSISZ sie spotkac jest
    zartem. pamietaj, ze mozesz jeszcze zadzwonic. co wiecej, przed chwila bylo o
    tym, ze towarzyskie konferencje odpadaja. a teraz znow sie okazuje ze jedziesz
    sie spotkac. wez sie zdecyduj.

    a ja sie postaram czytac ze zrzumieneim, bo na pewno mi to nie idzie. na razie
    rozumiem, ze swiat sie zawali, jesli nie spotkasz sie z paroma osobami na
    jakiejs konferencji, a jesli sie nawet nie zawali, to nauka polska poniesie
    niepowetowane straty.

    i moglibysmy sparafrazowac mistrza Jana:

    jedna malutka konferencyja tak wiele ubylo....

    zachecam forumowiczow do kontynuowania trenu na utrate funduszy konferencyjnych.


    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 24.03.09, 18:51
    To juz dyskutowalismy. Ty na konferencje jezdzisz nie po to, zeby siedziec na
    nudnych referatach, tylko zeby w tym czasie pojsc z przyjaciolmi na piwo. U mnie
    jest tak, ze mali i duzi siedza plackiem i sluchaja referatow, a po konferencji
    jest wspolne spotkanie, a dopiero potem wspolne piwo.

    > jedna malutka konferencyja tak wiele ubylo....

    Nie dalatatku. Tym razem chodzi o ta jedna, najwazniejsza w Europie... Sa
    Konferencje (wielka litera) i konferencyjki, na ktore szkoda czasu.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • dala.tata 24.03.09, 20:08
    ona i moze byc najwieksza na swiecie. nie ma to najmniejszego znaczenia. zeszta
    im wieksza konferencja, tym mniej warto na nia jechac, ale to co innego. jednak
    z punktu widzenia i twej kariery inauki w ogole, to czy pojedziesz na nia czy
    nie, nie ma najmniejszego znaczenia.

    a to po co ja jezdze na konferencje nie jest teraz przedmiotem dyskusji.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • charioteer1 24.03.09, 20:14
    Nie, nie jest najwieksza. Jest najwazniejsza. Masz dzisiaj problemy z
    rozumieniem slowa pisanego?

    > a to po co ja jezdze na konferencje nie jest teraz przedmiotem dyskusji.

    Widac jezdzisz po co innego niz ja. W takim razie nie tobie sadzic, czy mnie ta
    konferencja potrzebna do szczescia i dalszej kariery, czy nie.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • dala.tata 25.03.09, 00:01

    rozumiem: charioteer zyje w swiecie rownoleglym i konferencje chario sa jakies
    dramatycznie inne niz cala reszta. i kariera chario zalezy od jednej
    konferencji. co prawda, na calym swiecie konferencje licza sie glownie do
    obliczania budzetu konferencyjnego jednostki wysylajacyej na konferencje, ale
    nie w wypadku chario. tu sprawy sa kluczowe. po co publikowac, najwazniejsze
    pojechac na NAJWAZNIEJSZA KONFERENCJE EUROPEJSKA.

    chario masz moj glos: piszemy do min. Kudryckiej, poziom finansowania jest nie
    do zaakceptowania!

    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • charioteer1 25.03.09, 01:03
    Pierniczysz na calego. Przeczytaj jeszcze raz wczesniejsze posty, moze
    zrozumiesz, o czym byla dyskusja. Mnie sie tlumaczyc nie chce w kolko tego
    samego, ale innymi slowami.

    Moze tylko jedno dodam, choc juz boje sie, ze to ci bardziej zaciemni niz
    rozjasni, ale trudno. Wsrod moich kolegow i kolezanek, a znam calkiem sporo osob
    w kraju i za granica, tylko jedna osoba dobrze publikuje, choc na zadne
    konferencje nie jezdzi z zasady.

    No ale ty jestes juz na tym etapie, ze jak ci nie proponuja wykladu plenarnego,
    to na konferencje nie jedziesz, wiec w ogole nie rozumiesz, o co mnie sie rozchodzi.

    Dobranoc!

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • dala.tata 25.03.09, 10:34
    moze i piernicze. jednak wlasnie takie podejscie do konferencji jest w UK.
    referaty nie licza sie do niczego, a wyjazdy konferencyjne to 'academic tourism'
    i networking. jesli chcesz miedzynarodowych standardow, to zacznij je stosowac.

    a moze mi jeszcze wykazesz zaleznosc miedzy konferencjami i publikowaniem.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • charioteer1 25.03.09, 15:54
    Pierniczysz, bo caly czas zarzucasz mi, ze mowie cos, czego nie mowie.

    Nie, referaty na konferencjach nie licza mi sie do dorobku. Czasami na
    konferencjach prezentuje cos, co przed konferencja zostalo oddane do druku, albo
    cos co jest in progress, ale NIE zamierzam tego oddac do druku w tomie
    pokonferencyjnym, choc taki tom jest planowany. Usatysfakcjonowany?

    W Polsce, przynajmniej w mojej rzeczywistosci, konferencje to 'wspolpraca
    naukowa z zagranica' albo 'odbycie konsultacji naukowych'. Tak mi to ostatnio
    wychodzilo w sprawozdawczosci - autorstwo tych pieknych terminow NIE jest moje.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • herrkagan 25.03.09, 17:30
    Sam sobie strzelasz w noge. Ja na konferencji prezentuje
    czesto "work in progress", wiec z jednego tematu mam od razu dwie
    albo trzy publikacje: jako "working paper" przed konferencja,
    pozniej to samo, ale z poprawkami w tomie pokonferencyjnym i
    wreszcie na koniec wersja "ostateczna" jako samodzielny artykul badz
    rozdzial w ksiazce...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • ford.ka 25.03.09, 18:36
    Jesli to nie podpucha, to naprawde trudno sie dziwic, ze nie chca Ci
    tego doktoratu nostryfikowac. To jest smiecenie, a nie zadna
    publikacja. Az dziwne ze nie wpadles na to, zeby to pozniej
    przetlumaczyc na slowacki i ukrainski, i wydac u naszych kochanych
    sasiadow. Mialbys piec publikacji z jednej z tego co najmniej dwie
    zagraniczne.
  • dala.tata 25.03.09, 18:44
    przeciez caly czas mowie, ze jedziesz sie spotykac z ludzmi. referaty sie nie
    licza, nie publikujesz w tomie pokonferencyjnym, to po co jedziesz na te
    konferencje? no to mowie dalej, ze jak nie pojedziesz, to sie nic waznego nie
    stanie. po prostu nie spotkasz sie z nimi osobiscie, ale tylko przez email.

    i rozdzieranie szat na obciecie budzetu nauki dlatego ze nie pojedziesz na
    'konsultacje....' (zdecyduj sie czy jedziesz na konsultacje czy na konferencje,
    co?) jest dla mnie bez sensu. a konferencja jako wspolpraca mnie przyprawia o
    wesolosc tylko.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • charioteer1 25.03.09, 19:14
    Z emaila korzystam w pracy codziennie. Sa sprawy na email i sa sprawy, ktore
    lepiej zalatwiac osobiscie. To juz jest dyskusja o wyzszosci komunikacji
    elektronicznej nad bezposrednia wzglednie vice versa.

    Nie rozumiem, o co drzesz szaty. Przeciez juz ustalilismy, ze pojade za swoje.
    Tak cie martwi stan moich osobistych finansow?

    Co do 'wspolpracy' i 'konsultacji', polemizujesz z jezykiem sprawozdan, wiec nie
    podejmuje rekawicy.

    --
    How do you know but ev'ry Penguyn that cuts the airy way,
    Is an immense world of delight, clos'd by your senses five?
  • herrkagan 25.03.09, 19:53
    PS: Nie oczekujcie, ze wam ktos da cos za nic - chcecie cos, to
    zapracujcie na to...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • charioteer1 26.03.09, 22:09
    Skoro moderacja tego nie wyciela, to na to odpowiem, bo mnie to oburza. Kagan w
    swoich bezmyslnie powtarzanych bredniach nie ma wcale na mysli wynikow
    naukowych, ale zarobienie na to, zeby swoje badania sfinansowac. W badaniach
    podstawowych zarobic mozna jedynie uczac na drugim etacie.

    Do dalataty: To ja decyduje, na co w jakim momencie potrzebne mi sa pieniadze -
    na literature, kwerende, aparature, oprogramowanie, konferencje, czy moze na
    wynagrodzenia. Wiem tylko jedno - przy takim finansowaniu przygotowanie nowego
    projektu badawczego zajmie mi nie rok, ale kilka lat. Jest jeszcze inna
    mozliwosc. Z kilku mozliwosci wybiore nie ten temat, ktory daje mozliwosc
    uzyskania lepszych wynikow, ale ten, ktory jest tanszy do realizacji.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 27.03.09, 00:06
    to o tych projektach.

    na stronach NFA bylem moze ze 2-3 razy. raz po tym, jak jakis polski profesor
    mowil o tym, ze nauka prowadzona na podstawie konkurencji o granty jest
    idiotyczna, bo to uczony powinien decydowac o tym, co robi. no to mu na stornach
    NFA przywalono, ze jest zasciankowy itd itd., bo przeciez prawdziwa nauka to
    granty, grantami popychane. o tym sie dzieje w nauce decyduja grantodawcy, a nie
    uczeni.

    twoje narzekanie na projekty realizowalne, a nie ciekawe, z lepszymi wynikami
    (cokolwiek to oznacza) my tu przerabiamy od lat. welcome to the real world
    (prawie, bo ty mowisz o badaniach finansowanych przez departament, a nie przez
    granty, a o takie pieniadze tu trudno).



    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 27.03.09, 00:37
    A ja nie do konca rozumiem, o czym ty wlasciwie mowisz. Mozna prosic jasniej?

    Mnie chodzilo o polskie realia. Zeby dostac grant zewnetrzny, musze przygotowac projekt. Zeby zwiekszyc swoje szanse na zewnetrzne finansowanie, najlepiej miec jakies wstepne wyniki. Zeby miec wstepne wyniki, trzeba zainwestowac. Przy drastycznych cieciach na badania wlasne (dla uczelni), caly ten proces mi sie wydluza.

    Mowiac o "lepszych" wynikach, mam na mysli tematyke, ktora jest w tej chwili aktualna, a nie badanie bedace przyczynkiem do przyczynku. Mowiac o projektach "realizowalnych" chodzilo mi glownie o projekty realizowalne przy minimalnych nakladach.

    Jak mowie o grantach, to mam na mysli projekty wlasne, w ktorych to ja decyduje o tematyce badania. Prawdopodobnie tu tkwi zrodlo nieporozumienia. Mnostwo europejskich pieniedzy jest marnowane przez sztywno okreslona tematyke, ale ten temat znam glownie z opowiadan znajomych.

    --
    March of the penguins
  • dala.tata 27.03.09, 00:53
    ale co chcesz jasniej?

    twoje narzekanie znane jest na calym cywilizowanym swiecie. i dlatego mowie:
    welcome to the real world. u nas czegos takiego jak badania wlasne praktycznie
    (podkreslam: praktycznie, bo to zalezy od wielu rzeczy - na przyklad sa uczelnie
    kotre daja forse mlodym badaczom na maly rozruch) nie ma. rzadowe pieniadze na
    badania ida glownie na pensje, troche na konferencje i ewentualnie jakies drobne
    wydatki. mowie o naukach spolecznych, jak jest na fizyce nie wiem.

    dzis w UK nie ma czegos grantow na badania, ktore bys sobie chcial. w naukach
    splecznych wlasciwie jest jedna fundacja, ktora jeszcze daje forse dlatego bo
    jest fajny i intelektualnie stymulujacy projekt. reszta ma thematic priorities -
    niby nie maja wplywu, ale..... czy to jest marnowanie? kwestia dyskusji. mozna
    uznac, ze badania realizuja polityke badawcza panstwa i skoro to sa panstwoe
    pieniadze, to realizujemy. co wiecej, coraz rzadziej w naukach spolecznych
    (badan nie znam, mowie o tym, co sie mowi) sklada sie granty o projekty
    trzyletnie na przyklad. dominuja projekty roczne, dwuletnie. dlaczego? bo sa
    tansze. czy to ma wplyw na to, co sie da zrobic, co sie robi: no jasne. do tego
    jest jeszcze aspekt polityczny badan (co wypada robic: wiadomo ze badania wsrod
    kobiet sa lepsze niz wsrod mezczyzn itd itd).

    wiec jeszcze raz: narzekasz na rzeczy, ktore my w UK znamy od lat. wiec zacznij
    sie przyzwyczajac. bedzie tylko gorzej.

    --
    Czuizm wiecznie zywy! Czuisci wszystkich krajow laczcie sie!
  • charioteer1 27.03.09, 01:07
    Widzisz, tylko roznica jest taka, ze w UK uczelnie maja jakas infrastrukture. W
    Polsce z ta infrastruktura jest ogolnie zle. U nas te rzadowe pieniadze ida
    glownie na konferencje i literature. Na nic wiecej praktycznie nie starcza. Jak
    bede miec taki kaprys, zeby sobie sprowadzic niepublikowana prace doktorska z
    Kalifornii, albo ksiazke wydana przez University of Iowa w malym nakladzie, to
    moge to sfinansowac jedynie z grantu. To samo dotyczy zakupow w Amazonie i
    kupowania artykulow w internecie, bo przepisy sa kretynskie. BTW artykulu w
    internecie do tej pory mi sie nie udalo kupic - jedynie prywatna karta kredytowa.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • dala.tata 27.03.09, 01:12
    masz troche racji, ale tylko troche. bo uczelnie sa rozne: kwadratowe i
    podluzne, jednak rzeczywiscie wiekszosc bedzie mialo wypozyczalnie
    miedzybiblioteczna, ktora sprowadzi ci te ksiazke z U of Iowa Press, jesli sie
    juz uprzesz (nie wiem troche po co, bo jako ktos publikuje w U of Iowa, to
    najprawodopodobniej nie chciano mu opublikowac nigdzie indziej i zamiast do
    vanity press, poszedl do Iowa).

    a niepublikowanej pracy z Kalifornii to chyba mi tez nie sprowadza. dodam
    jednak: i bardzo slusznie! sa granice sciagania badziewia nawet w UK. jesli
    bedzie wystarczajaco dobra, to autor ja opublikuje.

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • charioteer1 27.03.09, 01:22
    Masz troche racji, ale tez nie do konca. TA konkretna praca doktorska byla
    cytowana wiele razy, choc nigdy jej nie opublikowano. TA konkretna ksiazka z
    University of Indiana to byl tez doktorat. Obie prace byly przelomowe i
    pionierskie. Obie mam dzieki uprzejmosci kolegow pracujacych za granica.

    --
    Penguin flight
  • herrkagan 27.03.09, 10:17
    A co zlego widzisz w tym, ze naukowiec sam finansuje swe badania,
    przynajmniej na poczatku. Taki np. Nicola Tesla, (ktory jest, i na
    100% slusznie, posiadaczem amerykanskiego patentu na radio, i
    ktoremu proponowano, i to nie raz, nagrode Nobla), na poczatku
    naprawial w USA silniki elektryczne (wowczas to byla nowosc), aby
    zarobic na swe badania nad pradem zmiennym wysokiego napiecia. Nie
    pytaj sie co Polska moze Ci dac, ale co TY mozesz dac dla Polski!
    Pozdr. :)
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • pr0fes0r 27.03.09, 10:37
    Pięknie powiedziane.
    A tak a propos tego dawania dla Polski - to kiedy wyjazd?
  • herrkagan 27.03.09, 10:49
    Wyjezdzam w lecie, gdyz niestety, ale nie ma dla mnie miejsca w
    mojej Ojczyznie. Wyjade jak kiedys wyjechal z Polski Jozef Schmidt -
    bez entuzjazmu, z koniecznosci... Boleje nad upadkiem polskiej
    nauki, ale sam jej przeciez nie naprawie, szczegolnie przy
    takiej "czestochowskiej" obronie habilitacji i profesur
    belwederskich...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • dala.tata 27.03.09, 13:02

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • petrucchio 27.03.09, 13:58
    Podwiniemy rękawy, zaciśniemy zęby i będziemy dalej pchać ten, panie dzieju,
    kamień Syzyfa. I z daleka będziemy spoglądać z zawiścią na rozkwit nauki
    cypryjskiej/australijskiej (niepotrzebne skreślić) pod energetyzującym wpływem
    kaganowskich impulsów intelektualnych. Ale od czego Internet? Nasz pocieszny
    mały troll przybędzie choćby z antypodów, żeby plątać się pod nogami
    forumowiczów i zabawiać nas jękami.


    --
    Penguyn! Penguyn! Looming bright
    In the long Antarctic night!
  • herrkagan 27.03.09, 14:40
    Uwazasz, ze krytyka habilitacji, belwederskiej profesury i
    nieuznawania w Polsce zachodnich doktoratow to trollowanie? No coz,
    mozna i tak...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • ford.ka 27.03.09, 14:42
    Z treścią się często zgadzamy, ale z formą nigdy nie. Tacy jesteśmy
    esteci ;)
  • herrkagan 27.03.09, 23:23
    No coz, mam wiodac inne poglady na estetyke niz wy... ;)
    Pozdr. :)
    ford.ka napisał(a/o): Z treścią się często zgadzamy, ale z formą
    nigdy nie. Tacy jesteśmy esteci ;)

    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • herrkagan 27.03.09, 14:39
    Dawaliscie sobie rade dotad, to i pociagniecie dalej. Tyle, ze nikt
    was za granica powaznie traktowac nie bedzie...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 27.03.09, 20:16
    zbierać truskawki? ponoć nędzne rokowania na to lato... ;-)
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 27.03.09, 23:24
    A czemu nie np. pomidory albo winogrona?
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • petrucchio 28.03.09, 11:16
    adept44_ltd napisał:

    > ależ proszę bardzo!

    Byle nie malinki. Od malinek wara.

    --
    Żołnierze Ksenofonta: -- Thalatta! Thalatta! (Morze! Morze!)
    Marynarze Kolumba: -- ¡Tierra! ¡Tierra! (Ziemia! Ziemia!)
  • herrkagan 28.03.09, 13:53
    Jeszcze raz powtarzam, ze polska nauka potrzebuje przede wszystkim:
    1) Prywatyzacji politechnik, akademii rolniczych i medycznych oraz
    uczelni ekonomicznych.
    2) Zniesienia dozywotniej, belwederskiej profesury.
    3) Zniesienia habilitacji.
    4) Uznawania dyplomow zagranicznych nie wedlug krajow, a wedlug
    uczelni...
    Pozdr. :)
    lech.keller@gmail.com

    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • herrkagan 28.03.09, 18:02
    Powtarzam oczywiste postulaty, poniewaz tylko ta droga moge trafic
    do zakutych lbow decydentow z rzadu (rozumianego szeroko - nie tylko
    jako gabinet, czyli premier z ministrami, ale tez i wszyscy poslowie
    rzadzacej koalicji)...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • ford.ka 28.03.09, 21:58
    Powtarzasz oczywiste bzdury. Co ma znaczyć "sprywatyzować"? Oddać
    udziały profesorom za darmo czy sprzedać za kasę?
    Jeśli wybierasz sprzedaż za kasę, kto miałby ją wyłożyć? Myślisz, że
    na szkolnictwie wyższym można zarobić tyle, żeby utrzymać najdroższe
    możliwe studia, bo takie właśnie chcesz prywatyzować? Myślisz, że to
    zbieg okoliczności, że wszystkie prywatne szkoły wyższe uczą
    języków, politologii, zarządzania, europeistyki i innych pierdół, do
    których wystarcza kreda i tablica?
    Będą się utrzymywać za czesne? Jaki bank pożyczy przyszłemu
    lekarzowi na czesne przy dzisiejszych płacach w ochronie zdrowia?
    Mam jeszcze parę podobnych pytań w zanadrzu ;) Wszystkie są
    oczywiste.
  • herrkagan 28.03.09, 22:21
    Sprywatyzowac, czyli sprzedac na aukcji temu, kto da najwiecej,
    oczywiscie ponad cene rezerwy (minimalna). Oczywiscie obecna
    profesura z definicji nie mogla by brac udzialu w tej aukcji, gdyz
    to ona doprowadzila polska nauke do stanu upadku.
    Na szkolnictwie wyszym mozna zarobic, i to dobrze. Wystarczy, aby
    kase dostawali od panstwa i sektora prywatnego studenci i badacze, a
    nie uczelnie, jak to sie dzis dzieje.
    Obecnie w Polsce nie ma dobrych wyszych szkol prywatnych, bo kasa
    idzie na panstwowe dinozaury. Uczelnie prywatne beda sie zas
    utrzymywac z pieniedzy wpalcanych za studia od studentow, a wiec z
    czesnego, ktore studenci beda otrzymywac na ten cel od panstwa w
    formie pozyczki oddawanej po rozpoczeciu pracy (np. podobnie jak
    australijski HECS). I chetnie odpowiem bardziej szczegolowo i na
    wiecej pytan,o ile moj post nie zniknie, ale w poniedzialek, bo
    jutro mam zajecia ze studentami zaocznymi (studia inzynierskie, jak
    bys sie pytal)... I lekarze zarabiaja dzis w PL krocie, oczywiscie
    nie z panstwowych etacikow, ale z praktyki prywatnej...
    Pozdr. :)
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • ford.ka 29.03.09, 00:25
    > Sprywatyzowac, czyli sprzedac na aukcji temu, kto da najwiecej,
    oczywiscie ponad cene rezerwy (minimalna). Oczywiscie obecna
    profesura z definicji nie mogla by brac udzialu w tej aukcji, gdyz
    to ona doprowadzila polska nauke do stanu upadku.
    I kto wezmie udzial w tej aukcji? Oczywiscie, w innym celu niz
    pozbycie sie gruntow w dobrym punkcie miasta.
    > Na szkolnictwie wyszym mozna zarobic, i to dobrze. Wystarczy, aby
    kase dostawali od panstwa i sektora prywatnego studenci i badacze, a
    nie uczelnie, jak to sie dzis dzieje.
    Jakies przyklady takich, co zarobili na inwestycjach w szkolnictwo
    wyzsze? Takie z medycyna, polibuda, fizyka itd. czyli takimi, ktore
    kosztuja.
    > Obecnie w Polsce nie ma dobrych wyszych szkol prywatnych, bo kasa
    idzie na panstwowe dinozaury. Uczelnie prywatne beda sie zas
    utrzymywac z pieniedzy wpalcanych za studia od studentow, a wiec z
    czesnego, ktore studenci beda otrzymywac na ten cel od panstwa w
    formie pozyczki oddawanej po rozpoczeciu pracy (np. podobnie jak
    australijski HECS).
    W teorii sie zgadzam. Ale praktyce byloby tak - robimy skok na kase
    panstwowa z dodatkowymi kosztami zorganizowania systemu
    stypendialnego. W USA ludzie bankrutuja pod ciezarem kredytow
    studenckich. Bedziemy mieli wreszcie USA u siebie.
    > I lekarze zarabiaja dzis w PL krocie, oczywiscie nie z panstwowych
    etacikow, ale z praktyki prywatnej...
    W PL trafiaja sie lekarze, ktorzy bardzo dobrze zarabiaja. Zwykle w
    duzych miastach i w dochodowych specjalnosciach. Niestety, nie
    przeklada sie to na to ze "lekarze zarabiaja krocie". Dochodowa
    praktyka prywatna to nie jest cos, co sie dostaje razem z dyplomem.
    Wiekszosc nie dochodzi do tego nigdy n.p. anestezjolodzy moga sie
    zalapac tam i sam ale nie ma ani jednego anatomopatologa z prywatna
    praktyka ;)
  • herrkagan 29.03.09, 19:17
    1) Kto zarobil na szkolach wyzszych? A chocby wlasciciele
    renomowanych amerykanskich uniwerytetow. Jesli pracodawcy sa gotowi
    placic wiecej absolwentom dobrych uczelni (bowiem wtedy maja
    gwarancje, ze przyjmuja do pracy kogos, kto ma nie tylko dyplom, ale
    takze i wiedze, z ktorej potrafi korzystac), to taka dobra uczelnia
    moze wymagac wyzszego czesnego, a banki dadza wtedy pozyczki
    studentom takich dobrych uczelni.
    2) Mowa byla o pozyczkach glownie z PANSTWOWYCH bankow, np. Banku
    Gospodarstwa Krajowego, na rozsadny procent i o splatach takich, aby
    bylo na nie stac tychze absolwentow.
    3) Oczywiscie nie zyjemy na idealnym swiecie, i niektorzy
    lekarze "naturalnie" zarabiaja lepiej niz inni. Ale sprawa reformy
    sluzby zdrowia to osobna sprawa - w skrocie powiina byc ona
    nastawiona glownie na profilaktyke i leczenie pacjentow, ktorzy
    rokuja szanse na wyleczenie. Moim zdaniem bezsensowne jest np.
    leczenie raka u nalogowych palaczy tytoniu (bardzo kosztowny
    przypadek Religi) czy tez leczenie oczywiscie beznadziejnych
    przypadkow, gdyz za pieniadze wyrzucone na nieskuteczne z gory
    leczenie jednego takiego beznadziejnego przypadku typu Religi, mozna
    by na 100% wyleczyc wiele osob, ktore obecnie nie maja szansy na
    dostanie sie do porzadnego lekarza, bo nie sa znanymi profesorami
    medycyny i nie maja na tyle ciekawej choroby, ze za jej leczenie
    mozna by sie np. habilitowac...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • herrkagan 29.03.09, 19:20
    PS: nabywca musialby podpisac cyrograf, ze nie sprzeda gruntow, nie
    wynajmie budynkow i bedzie prowadzic uniwersytet, i to na dobrym
    poziomie (ocena np. na podstawie bezrobocia i plac absolwentow)...
    Firmy sie zas znajda, np. istniejace zachodnie dobre uniwersytety...
    Jesli oddalismy Zachodowi nasze banki i nasz przemysl, to czemu
    mielibysmy nie oddac uniwerytetow tym, ktorzy potrafia nimi lepiej
    zarzadzac?
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • giov-anni 29.03.09, 00:39
    znajac z linkow w AustLII twoja tam historie to raczej tego HECS-u nie
    zdazyles splacic,tak ze nie pisz bzdur o oplacalnosci tego rodzaju businesu,
    wiesz doskonale,ze uczelnie australijskie utrzymuja sie glownie z
    pelnoplatnych studentow azjatyckich,znajdziesz u nas w Kraju takie liczne
    zaplecze $$$$ platne z gory? Na HECS-e to oni tam wychodza jak Zablocki,
    wlasnie ty o tym powinienes wiedziec najlepiej;),tym bardziej,ze zaczynasz ja
    splacac bardzo niskimi ratami(bez %) dopiero kiedy osiagniesz zarobki powyzej
    Au$41,595.Wytlumacz w warunkach polskich jak to zrobic,moze ty wylozysz ta
    kase?Bo banki raczej nie.Wiem,ze twoja specialnosc to SF ale nie przesadzaj....

    www.ato.gov.au/individuals/content.asp?doc=/content/8356.htm&pc=001/002/046/002/013&mnu=&mfp=&st=&cy=1
  • herrkagan 29.03.09, 19:27
    Znow ad personam? Ja placilem w Australii po kilkadziesiat tysiecy
    dolarow podatku rocznie (marginalna stawka ponad 50%) przez prawie
    20 lat. I nie uwazam, ze model australijski jest idealny, ale ma tez
    swe dobre strony, np. ow HECS.
    A kase u nas wyloza banki, tyle ze panstwowe, np. Bank Gospodarstwa
    Krajowego (BGK), ktory otrzyma ja od rzadu - rzad po prostu wplaci
    te kase, ktora dzis jest marnowana na polskich wyzszych uczelniach,
    do BGK, ktory bedzie z kolei finansowac nie uczelnie, a studentow i
    naukowcow.
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • charioteer1 29.03.09, 19:35
    Krotko mowiac, idea kaganowych reform jest taka, ze ta sama panstwowa kasa
    bedzie przekladana z jednej kieszeni do drugiej po to, zeby zarobil prywatny
    wlasciciel.

    Nasz ekonomista-fantasta nie rozumie, ze uniwersytet nie jest spolka akcyjna,
    ktora placi dywidendy.

    Ford, o ile dobrze rozumiem, twoj watek jest o tym, ze przy takim finansowaniu
    to juz wlasciwie za chwile nie bedzie czego reformowac. Jezeli kaganowe pomysly
    na cudowne rozmnozenie kasy ci odpowiadaja, to OK. Jezeli nie, to nie dawaj
    wiecej zajecia naszemu etatowemu reformatorowi od wszystkiego. Sam sobie zajecie
    znajdzie, nie trzeba go do tego specjalnie zachecac.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • herrkagan 29.03.09, 20:03
    1) Nie, pieniadze na nauke maja byc pozyczane z banku, a nie
    otrzymywane, jak dzis, za nic i bez potrzeby rozliczenia sie z nich.
    A to wszystko po to, aby zwiekszyc odpowiedzialnosc naukowcow i
    studentow za te fundusze, ktore otrzymuja oni od podatnikow. Student
    bedzie musial odpracowac koszt studiow, a naukowcom umorzy sie
    pozyczke, gdy beda mieli oni konkretne rezultaty (chyba, ze sami
    zarobia na ekspertyzach i sprzedazy patentow i know how).
    2) Uniwersytet ma zas przynosic dochody tylko jako calosc - wiadomo,
    ze historia sztuki sie raczej sama nie utrzyma, ale utrzymac sie
    moze i powinna medycyna, farmacja, nauki scisle (fizyka, chemia,
    geologia) oraz utrzymac sie powinna sama ekonomia czy zarzadzanie
    oraz oczywiscie prawo.
    3) I czemu uniwerytet nie mial by przynosic spoleczenstwu wymiernych
    korzysci? Uniwersytet jest dla calego spoleczenstwa, a nie tylko dla
    jego studentow i pracownikow!
    4) I czemu boisz sie merytorycznej dyskusji ze mna?
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • herrkagan 29.03.09, 20:05
    Charioter, rozumiem, iz uwazasz, ze obecny system jest dobry, i nie
    nalezy go psuc. Tylko czemu polska nauka sie nie liczy dzis na
    swiecie?
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • charioteer1 29.03.09, 20:16
    Kaganku,

    1. zeby merytorycznie dyskutowac, trzeba sie trzymac faktow, a ty nie umiesz.

    2. Co ja uwazam, to bylo na tym forum w innych watkach.

    EOT z mojej strony.

    --
    Xena: Warrior Princess
    www.asherasarchive.com/xenagladmask2.jpg
  • herrkagan 29.03.09, 21:00
    Brak ci kontrargumentow i tyle, a wiec rejterujesz...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • starywiarus 30.03.09, 15:10
    herrkagan napisało:

    > Znow ad personam? Ja placilem w Australii po kilkadziesiat tysiecy
    > dolarow podatku rocznie (marginalna stawka ponad 50%) przez prawie
    > 20 lat.


    Po kilkadziesiąt tysięcy dolarow rocznie płaciłeś, niepoprawny
    fantasto? Marginalna stawka ponad 50%? Opowiedz to w ATO jak
    przyjedziesz następnym razem, może śmiech ich obezwładni i zdołasz
    się wymknąć tylnymi drzwiami.

    ===================================================
    Tax Rates 2004/05
    0 - $6,000
    Nil
    $6,001 - $21,600
    17c for each $1 over $6,000
    $21,601 - $58,000
    $2,652 plus 30c for each $1 over $21,600
    $58,001 - $70,000
    $13,572 plus 42c for each $1 over $58,000
    Over $70,000
    $18,612 plus 47c for each $1 over $70,000
    ===================================================
    Tax rates 2005-06
    $0 – $6,000
    Nil
    $6,001 – $21,600
    15c for each $1 over $6,000
    $21,601 – $63,000
    $2,340 plus 30c for each $1 over $21,600
    $63,001 – $95,000
    $14,760 plus 42c for each $1 over $63,000
    Over $95,000
    $28,200 plus 47c for each $1 over $95,000
    ===================================================
    Tax rates 2007-08
    $1 – $6,000
    Nil
    $6,001 – $30,000
    15c for each $1 over $6,000
    $30,001 – $75,000
    $3,600 plus 30c for each $1 over $30,000
    $75,001 – $150,000
    $17,100 plus 40c for each $1 over $75,000
    $150,001 and over
    $47,100 plus 45c for each $1 over $150,000
    ===================================================
    Tax rates 2008-09
    Taxable income
    Tax on this income
    $0 – $6,000
    Nil
    $6,001 – $34,000
    15c for each $1 over $6,000
    $34,001 – $80,000
    $4,200 plus 30c for each $1 over $34,000
    $80,001 – $180,000
    $18,000 plus 40c for each $1 over $80,000
    $180,001 and over
    $58,000 plus 45c for each $1 over $180,000
    ===================================================
    Znaczy, te kilkadziesiąt tysięcy rocznie to od płac z tych posad?
    Śmiechu kupa.

    - Rachman & Stoltzmann International (Melbourne) Consultant (since
    2001)
    - University of Western Sydney – Researcher (1999-2000)
    - Compaq Computer (Melbourne and Minneapolis) Consultant (1998-2000)
    - Monash University (Melbourne) - Lecturer (1995-1998)
    - The University of Melbourne Researcher (1993-1995)
    - SBS Radio 3EA (Melbourne) Journalist (1991-1992)
    - Australian Eagle Insurance (Melbourne and London) Project Leader
    (1989-1991)
    - ANZ Bank (Melbourne) Business Analyst (1986-1989)
    - Telecom Australia (Melbourne) Project Leader (1985-1986)
    - Logical Computer Systems (Melbourne & Sydney) Consultant (1984-
    1985)
    - Witwatersrand University (Johannesburg) Lecturer (1982-1984)
    - Datapoint Corporation (Cologne & Johannesburg) Systems Analyst
    (1982-1983)
    - Fletcher Challenge Group (Auckland) Business Analyst (1981-1982)
    - Impexmetal (Warsaw) Dataprocessing Manager (1980-1981)
    - Institute of Organisation and Management (Warsaw) Researcher
    (1976-1980)
    - Warsaw School of Economics Research Assistant (1972-1976)

    NB: Zanim zaczniesz szaleć, wołać o pomstę do nieba i pisać skargi:
    Twoje CV jest twego własnego pióra. Pochodzi z twojej własnej
    website, gdzieś je opublikował w celu autopromocji.

    mywebpage.netscape.com/ljkel2/aboutme.html

  • herrkagan 30.03.09, 17:57
    Otoz to, moj mily wiarusie. Przytoczyles dane za lata 2004-2009,
    kiedy to mnie juz od dawna nie bylo w Australii...
    Placilem zas te marginalna stawke ponad 50%, kiedy pracowalem w Oz w
    nastepujacych firmach (co zreszta sam raczyles zauwazyc):
    - University of Western Sydney – Researcher (1999-2000)
    - Compaq Computer (Melbourne and Minneapolis) Consultant (1998-2000)
    - Monash University (Melbourne) - Lecturer (1995-1998)
    - The University of Melbourne Researcher (1993-1995)
    - SBS Radio 3EA (Melbourne) Journalist (1991-1992)
    - Australian Eagle Insurance (Melbourne and London) Project Leader
    (1989-1991)
    - ANZ Bank (Melbourne) Business Analyst (1986-1989)
    - Telecom Australia (Melbourne) Project Leader (1985-1986)
    - Logical Computer Systems (Melbourne & Sydney) Consultant (1984-
    1985)
    I ps: podawaj aktualne linki:
    Dear AOL Hometown user, We're sorry to inform you that as of Oct.
    31, 2008, AOL® Hometown was shut down permanently. We sincerely
    apologize for any inconvenience this may cause.
    Sincerely,
    The AOL Hometown Team
    ___
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • starywiarus 31.03.09, 11:50
    herrkagan napisała:

    > Otoz to, moj mily wiarusie. Przytoczyles dane za lata 2004-2009,
    > kiedy to mnie juz od dawna nie bylo w Australii...

    Wyjechałeś dopiero w 2005, kiedy sąd nakazał ci wpłacić AUD 4520
    kaucji na pokrycie kosztów dalszego pieniaczenia się z Monash Uni,
    któremu usiłowałeś udowodnić, bez powodzenia, żeś był jego
    pracownikiem. Szczegóły w AUSTLII.

    > - University of Western Sydney – Researcher (1999-2000)
    Marginalna stawka 1999-2000 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
    ponad AUD50001 p.a.

    > - Compaq Computer (Melbourne and Minneapolis) Consultant (1998-
    2000)

    Marginalna stawka 1998-1999 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
    ponad AUD50001 p.a.

    > - Monash University (Melbourne) - Lecturer (1995-1998)

    Nigdy nie byleś etatowym wykładowcą Monash Uni, to już ustalono w
    sądzie,szczegóły w AUSTLII. Marginalna stawka 1997-1998 wynosiła 47%
    i naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001 p.a. Marginalna stawka
    1996-1997 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001
    p.a. Marginalna stawka 1995-1996 wynosiła 47% i naliczano ją od
    nadwyżki ponad AUD50001 p.a.

    > - The University of Melbourne Researcher (1993-1995)

    Marginalna stawka 1994-1995 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
    ponad AUD50001 p.a. Marginalna stawka 1993-1994 wynosiła 47% i
    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001 p.a.

    > - SBS Radio 3EA (Melbourne) Journalist (1991-1992)

    Marginalna stawka 1991-1992 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
    ponad AUD50001 p.a.

    > - Australian Eagle Insurance (Melbourne and London) Project Leader
    > (1989-1991)

    Marginalna stawka 1990-1991 wynosiła 47% i naliczano ją od nadwyżki
    ponad AUD50001 p.a. Marginalna stawka 1989-1990 wynosiła 48% i
    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD50001 p.a.

    > - ANZ Bank (Melbourne) Business Analyst (1986-1989)

    Marginalna stawka 1988-1989 wynosiła 49% i naliczano ją od nadwyżki
    ponad AUD35001 p.a. Marginalna stawka 1987-1988 wynosiła 49% i
    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD35001 p.a

    Marginalna stawka 1986-1987 wynosiła 57.08% i naliczano ją od
    nadwyżki ponad AUD35001 p.a - bingo, ale ostatnio w 1986 roku...

    50% stawki marginalnej lub powyżej od zarobku powyżej AUD 35000
    mogłeś płacić nie później niż w roku finansowym 1986-87. AUD 35000
    mógł ewentualnie wtedy zarabiać szef twojego szefa...

    Źródło: www.bendzulla.com/ref8.html
  • herrkagan 31.03.09, 23:00
    I znow PUDLO, wiarus: wyjechalem z Oz dokaldnie na jesieni roku
    2003, gdyz dostalem wowczas oferte objecia stanowiska Visiting
    Professor na UMCSie w Lublinie, po czym otrzymalem po roku podobna,
    ale finansowo ciekawsza oferte ze Szczecina (projekt LAMA - sam
    sobie sprawdz na lama.edu.pl/sz/?a=f0f37).
    A ze sądy pracy w Australii to tzw. Kangaroo Courts, to wie kazde
    australijskie dziecko...
    I sam napisales, ze marginalna stawka 1988-1989 wynosiła 49% i
    naliczano ją od nadwyżki ponad AUD35001 p.a. Marginalna stawka 1987-
    1988 wynosiła 49% i naliczano ją od nadwyżki ponad AUD35001 p.a.
    Marginalna stawka 1986-1987 wynosiła 57.08% i naliczano ją od
    nadwyżki ponad AUD35001 p.a ... Solidna robote wykonales, wiarus,
    ale jako bezrobotny na brak czasu przeciez nie narzekasz!
    Tak wiec zdarzylo sie mi wtedy zarobic nieco ponad te 35K brutto.
    Otrzymalem bowiem premie z okazji konca roku i Xmas w wysokosci AUD
    ok. 1000, z czego ponad polowe zjadl podatek.
    A co do Monash: bylem etatowym pracownikiem naukowym Monash
    University, tyle ze na kontrakcie "od-do", a nie na tzw. "tenure" i
    tylko to ustalil sąd pracy...
    A kiedy ja zarabialem w ANZ ok. 35K, to moj szef zarabial na pewno
    jakies min. 5K wiecej, a jego szef wiecej od niego o jakies
    conajmniej natepne 5K, jak nie wiecej.
    Jak widac wiarus, nigdy nie pracowales w Australii na stanowisku
    wyzszym niz kierownik zmiany w tzw. restauracji firmy McDonald's...
    Pozdrowka! :)
    Kagan, twe nemezis ;)
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • ford.ka 01.04.09, 16:56
    Pytanie dla porządku: jaki związek ma ta radosna pyskówka z tematem
    dyskusji? Czy moglibyście Panowie wziąć swoje maczugi, wyjść na
    zewnątrz i załatwić sprawę jak mężczyźni - do krwi ostatniej?
  • herrkagan 01.04.09, 17:05
    To nie ja ja to zaczalem. Ja tylko przedtawilem swe tezy na temat
    koniecznych reform polskiej nauki. Atak ad personam to nie ja
    zaczalem...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 01.04.09, 17:28
    wierzę mu, dwa razy powtórzył to samo i jeszcze się zająknął, jest szczery
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 01.04.09, 17:47
    Znow nie na temat... :(
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • tocqueville 24.03.09, 08:33
    muszę się zgodzić z fordem.ka
    więcej nie napiszę, bo pewnie uderzyłbym w tony narzekanctwa
    i rzeczywiście zauważyłem, że o doktoracie myślą (a w każdym razie go zdobywają)
    osoby o pewnej ustabilizowanej pozycji, w której posiadanie mieszkania stanowi
    warunek podstawowy
  • herrkagan 25.03.09, 11:26
    A moja uczelnia zatrudnia na etacie zasadniczo tylko doktorow...
    Fordka napisala: Porozmawiałem ostatnio z moim nieco młodszym
    kolegom zatrudnionym na stanowisku lektora (mamy takie, bo dydaktyki
    sporo, a doktoranci nie nastarczą), który wytłumaczył mi, dlaczego
    nie zamierza pisać doktoratu. Bo razem z żoną odkładają na
    mieszkanie i za dwa lata powinni mieć już na wkład własny, a
    doktorat by to skutecznie uniemożliwił. Nie mógłby uczyć prywatnie,
    bo jednak czytanie, pisanie itd zajmuje czas i środki (lingwista,
    więc przynajmniej eksperymentów za wiele nie robi, ale sprzęt,
    oprogramowanie i trochę drogich książek potrzebuje), a może zarobić,
    bo uczy języka i robi tłumaczenia, potencjalne korzysci z
    osiągnięcia doktoratu są zaś śmieszne.

    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • niewyspany77 25.03.09, 12:04
    bzdura. imho i subiektywnie, ale mysle ze za habiltacja sa tacy jak ja: krotko
    po doktoracie i staraja sie cos robic, mimo ze ciagle w oczy wieje i wieje, a
    nawet nie zamierza przestac wiac. bo widzisz kagan, my nie chcemy profesorow
    doktorow bez dorobku ale z duzym stazem pracy akademickiej.
  • herrkagan 25.03.09, 12:12
    Ja mam dporobek naukowy po doktoracie, wiec mnie twe ataki chyba nie
    dotycza. Wystarczy np. odroznic Research Professors od Senior
    Lecturers, jak np. w Australii: pierwsi prowadza glownie badania, i
    zarabiaja wiecej, a drudzy, ze relatywnie mniejsza kase prowadza
    glownie dydaktyke...
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • niewyspany77 25.03.09, 12:15
    nie atakuje nikogo tylko mowie, dlaczego sie z toba nie zgadzam.
  • charioteer1 25.03.09, 15:57
    niewyspany77 napisał:

    > bzdura. imho i subiektywnie, ale mysle ze za habiltacja sa tacy jak ja: krotko
    > po doktoracie i staraja sie cos robic

    To sie pokrywa z moimi obserwacjami. Mysle, ze druga liczna grupa to osoby
    krotko po habilitacji.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, profesorów...
  • herrkagan 25.03.09, 17:34
    Mozna bardzo wiele zrobic BEZ habilitacji! Ilu noblistow z fizyki,
    chemii, medycyny czy ekonomii mialo ostatnio habilitacje? Chyba
    ostatni dr hab., ktory cos naprawde znaczacego zrobil dla postepu
    nauki to byl niejaki Albert Einstein... ;) Po naszemu Olbracht
    Jednokamieniec.
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • adept44_ltd 25.03.09, 12:32
    lesio, no to był skrót, nie masz go w PL, więc nie możesz pracować jako adiunkt,
    a jeśli pracujesz to poproszę o link do informacji o tym...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 25.03.09, 12:34
    lesio, to nie są ataki ad personam, one dotyczą twoich poglądów, bo u ich
    podstaw znajduje się the great swindle (no może nie rock and roll...). Bo to co
    tu piszesz, to może pisać albo ktoś, kto nie ma pojęcia, o czym pisze..., albo
    ktoś, kto se jaja robi...
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • adept44_ltd 25.03.09, 12:45
    dobra, lesiu, ja tam z tobą się nie będę kłócił, mnie to już wystarczy do
    zweryfikowania twoich poglądów, miłego dnia, choć zimno dziś jakoś.
    --
    forum dla doktorantów, doktorów, a nawet profesorów!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=87574
  • herrkagan 25.03.09, 12:47
    Moje poglady sa ma prywatna sprawa. Moge je otwarcie glosic, gdyz
    gloszac je nie naruszam w niczym ani prawa, ani zasad moralnych
    obowiazujacych w PL czy w UE...
    Tez "have a nice day".
    --
    Wyznanie Starego Kloszarda:
    „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
    i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
    nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
  • charioteer1 25.03.09, 16:40
    Pare cytatow:
    wyborcza.pl/1,75248,6421966,Atak_na_place.html

    "Związki zawodowe Kompanii Węglowej - 16 kopalni, 40 tys. pracowników - domagają się podwyżek pensji o 8 proc. To średnio 464 zł brutto na górnika. Koszt: 372 mln zł."

    Prosze policzyc, ile srednio zarabia gornik i porownac z pensja profesorska.

    "Zarząd proponuje nam wzrost pensji tylko o 4,6 proc. Pod warunkiem że wykonamy plany wydobycia - narzeka Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce. - Uważamy, że podwyżka nam się należy, bo koszty życia rosną."

    "W PGNiG chcą wzrostu pensji o 11 proc. Przeciętne wynagrodzenie wynosi tu 4,5 tys. zł. W KGHM dwa największe związki chcą 8-procentowych podwyżek - 300-350 zł dla każdego pracownika. Przeciętna płaca: 7,9 tys."

    "O podwyżki walczy też branża energetyczna. W dwóch spółkach gdańskiej grupy Energa władze już zgodziły się na 8-procentowy wzrost płac. Średnia pensja to 4,5 tys. brutto. Do tego dochodzą gwarancje pracy i płacy do 2017 r., 80 proc. zniżki na prąd, deputat węglowy, trzynastka i bony świąteczne."

    "resort planuje jednak dofinansowanie kopalń w tym i przyszłym roku kwotą 859 mln zł. Jak wynika z projektu rozporządzenia, pieniądze mają pójść na inwestycje. Ministerstwo tłumaczy, że pomoc jest potrzebna, bo kopalnie nie dostają kredytów z banków - mają zbyt niską płynność finansową.
    - Tylko w 2009 r. górnictwo potrzebuje na inwestycje ok. 3 mld zł, by ludzie mieli pracę w kolejnych latach - przekonuje Szejnfeld."

    "- Inwestycje kopalnie powinny realizować ze swoich zysków - przekonuje Jeremi Mordasewicz z organizacji pracodawców PKPP Lewiatan. - Skoro zyski przeznaczają na podwyżki, pieniądze musi dać państwo, czyli my wszyscy. I rząd się na to godzi."

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • herrrkagan 02.04.09, 20:17
    Chcecie wiecej kasy od podatnikow? A co im w zamian mozecie UCZCIWIE
    zaoferowac?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka