Dodaj do ulubionych

Wiatraki - budować, nie budować, wiedzieć warto!!!

19.03.09, 18:31
Jeszcze raz (tutaj pierwszy) o wiatrakach.

Skopiowane z Forum Bircza:
" Artykuł o wiatrakach
Autor: galileo11 07.03.09, 00:50
Dodaj do ulubionych
Odpowiedz
Witam.
Jeśli mowa o wiatrakach m.in. na Mazurach na Kuźmińskiej Górze, to pan P.M. z
Lublina co się pobudował tam, będzie miał "dobre" sąsiedztwo, zresztą sądzę, że
sam jest też zainteresowany nimi.
Ale niestety z tymi wiatrakami to nie jest tak dobrze do końca - po pierwsze,
jak zauważył Pan fumba, straszne zeszpecenie krajobrazu na tak pięknej górze, po
drugie kręcące się śmigła wytwarzają infradźwięki, które wpływają b.
niekorzystnie na system nerwowy wszelkich, żywych stworzeń - po prostu wszelkie
robactwo, ptaki wynoszą się z najbliższego sąsiedztwa wiatraków, a tam na
dłuższą metę robi się "niewidzialna" pustynia. Po trzecie energia elektr. z
wiatraków jest jedną z droższych wbrew rozreklamowanym mitom. Ponadto ze strony
technicznej nasza energetyka w ok. 90% oparta jest na energetyce węglowej - a
więc nie można zmienić z godziny na godzinę, a nawet z dnia na dzień wielkości
produkowanej energii - tutaj idealne do tandemu są wodne elektrownie
pompowo-szczytowe, m.in. Solina no i potężna na kilka godzin pracy w Żarnowcu
(ok. 680 MW mocy), które w razie potrzeby mogą odebrać nadwyżkę energii z
elektrowni cieplnych - są to po prostu potężne akumulatory energii elektrycznej.
Ale niestety z tymi wodnymi też mamy ograniczone możliwości. Natomiast
elektrownie wiatrowe to jest tak: raz wiatr wieje, za chwilę b. słabo i gdyby
np. doszło do tego, że w naszym systemie energetycznym byłoby zainstalowanej od
20 do 30% mocy z tych elektrowni to mogłoby grozić straszną niestabilnością
systemu w przypadku wystąpienia warunków krańcowych (niekorzystnych), np.
rozkołysaniem częstotliwości f=50Hz - a to już przyczynek do strasznej katastrofy.
Oczywiście należy korzystać z tej energii, ale nie należy sprawiać wrażenia, że
jest to jedyne antidotum na jej niedobór - to jest po prostu bzdura. To co by
było gdyby tak 50% energii pochodziło z wiatru - i tak np. wszelkie zakłady
produkcyjne przez 1 godz. działałyby pełną parą a następnie nieokreślony
przestój bo zmienił się stopień zasilania ze względu na pogodę.
Tutaj w dużym stopniu kłania się lobby wiatrakowe różnych posłów, pociotków
żerujących na tym, zakłady wytwarzające cały osprzęt do tego też mają w tym swój
udział - po prostu różna kombinacja prawno-finansowa.
Proszę Państwa z wierzbą też miało tak być różowo, a globalnie to jest jeden
wielki niewypał - tutaj oczywiście pomijam Wasze sąsiedztwo z P. S - K z
Leszczawy Dolnej - to są w sumie szczątkowe ilości tej rośliny (za Putiem i nad
Leszczawką).
Jeśliby kogoś to interesowało jestem w stanie przytoczyć w pełni naukowe dowody
na fiasko tej inicjatywy, oczywiście w wymiarze globalnym.
Podobnie wypada pełna analiza matematyczno-finansowo-społeczna z biopaliwami -
niekorzystnie. Oczywiście tam gdzie jest nadwyżka tych produktów, ale ta
prawdziwa a nie sztuczna, należy je stosować. Ale oczywiście o pełnym
ekwiwalencie z tej strony i przy braku roztropności w oszczędzaniu z drugiej
należy zapomnieć.
Na razie tyle."
Edytor zaawansowany
  • galileo11 19.03.09, 19:06
    Dalszy ciąg.
    Elektrownie wiatrowe w korelacji z naszą energetyką są "trochę" trudne do
    regulacji w przypadku zainstalowania dostatecznie dużej mocy z wiatru. I tutaj
    idealne do tego są elektrownie pompowo-szczytowe, które mogą zakumulować
    (zmagazynować) nadwyżkę energii z elektrowni wiatrowych w chwili gdy wieją
    korzystne (odp. mocne) wiatry. Ale niestety z tymi wodnymi elektrowniami
    pompowo-szczytowymi u nas też jest deficyt. W takim przypadku, ażeby system
    zachował stabilność energetyczną, należy z tym coś zrobić - i tak, same
    elektrownie cieplne węglowe (także atomowe, gdyż od wytworzenia pary, dalej
    technologia jest podobna)są niewystarczające do pełnej regulacji takiego systemu
    (z dużą liczbą elektrowni wiatrowych). W tych elektrowniach nie można po prostu
    skokowo zmieniać wielkości produkowanej energii (mocy), a w węglowych to już w
    ogóle cykl taki jest b. długi. I tutaj w sukurs z dwojga złego mogą przyjść
    elektrownie gazowe, ale nie te z klasycznymi turbinami (silnikami) parowymi lecz
    z silnikami turboodrzutowymi (turbośmigłowymi), podobnie jak w samolotach,
    zasilanymi gazem ziemnym. I taką elektrownię można w przypadku deficytu energii
    elektr. (przestaje wiać wiatr) załączyć b. szybko, podobnie jak wodną
    pompowo-szczytową (są to dosłownie minuty)- po prostu nie trzeba podgrzewać
    kotła z wodą, a później schładzać tej wody. tylko rozgrzewa się silnik gazowy,
    synchronizuje generator prądu z siecią i już prąd płynie.
    Oczywiście są też negatywne strony tego, zwłaszcza finansowe i tutaj może więcej
    na ten temat w przytoczonym materiale, cytuję:

    "Energetyka wiatrowa skłonna pokryć koszty budowy elektrowni szczytowych

    Pomysł zmuszenia inwestorów z branży energetyki wiatrowej do pokrycia części
    kosztów budowy elektrowni szczytowych pochodzi z innej epoki - mówi Jarosław
    Mroczek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
    Jak Pan ocenia projekt zmuszenia inwestorów z branży energetyki wiatrowej do
    uczestnictwa w kosztach budowy źródeł szczytowych?

    - Źle - to pomysł z innej epoki. Jednak każdy pomysł można rozważać. My się
    przed nimi nie chowamy, ale wszystko musi mieć swój wymiar ekonomiczny. Jeżeli
    źródło energii opartej o generację z gazu pozwoli regulować system
    elektroenergetyczny w taki sposób, że można przyłączyć 500 czy 1000 MW nowych
    mocy w energetyce wiatrowej, to prawdopodobnie koszty na tyle dadzą się
    podzielić, że być może będzie to dla inwestorów do zaakceptowania. Wpierw
    wszystko trzeba dokładnie policzyć, nie można nic robić na zasadzie, że komuś
    się coś wydaje.

    Gdyby inwestorzy zostaliby zmuszeni do uczestnictwa w kosztach budowy mocy
    szczytowych to czy nastąpi spowolnienie w rozwoju sektora energetyki wiatrowej?

    - Jeżeli w wyniku nałożenia tego obowiązku, wiążącego się z koniecznością
    poniesienia dodatkowego kosztu, inwestowanie w energetykę wiatrową przestanie
    być opłacalne to inwestorzy przestaną inwestować. Poza tym nie rozumiem terminu
    "zmuszeni". W wolnorynkowej działalności gospodarczej nie widzę takiej możliwości.

    Można spotkać opinie, że obecnie inwestowanie w energetykę wiatrową jest tak
    opłacalne, że powstał nawet rynek handlu warunkami przyłączenia farm wiatrowych
    do sieci.

    - To już jest historia. Energetyka wiatrowa była w pewnym momencie beneficjentem
    umocnienia się złotówki wobec euro. Przeliczając uzyskiwane ze sprzedaży energii
    i praw majątkowych złotówki na euro, uzyskiwało się przychody pozwalające na
    realizowanie opłacalnych inwestycji nawet w trudnych warunkach. Teraz jest
    zupełnie inaczej, proszę zobaczyć jak kursy walut się zmieniły, a wszystkie
    turbiny wiatrowe instalowane do tej pory w Polsce zostały wyprodukowane w
    strefie euro. Wobec tego trzeba je kupować za euro a spłacać za słabą złotówkę.
    Dzisiaj ta relacja jest niekorzystna i gwarantuję, że nie pozwala podejmować
    łatwych decyzje inwestycyjnych.

    Czy słyszał Pan o handlu warunkami przyłączeń?

    - Słyszałem o wielu kontraktach i umowach pomiędzy dwoma podmiotami, gdzie jeden
    ma coś do sprzedania, np. jakieś dobra związane z tym, że przygotował zmiany w
    planie zagospodarowania przestrzennego, wydzierżawił grunt czy zbadał zgodność
    posadowienia elektrowni wiatrowej na tym gruncie, a ktoś próbuje to kupić. To
    naturalny proces. Tylko w poprzedniej epoce tego rodzaju działalność była
    traktowana pejoratywnie, nazywano to spekulacją. Obecnie sprzedawanie wartości
    dodanej jest działaniem pozytywnym, nie widzę w tym nic zdrożnego.

    Rozmawiał: Dariusz Ciepiela wnp.pl (Dariusz Ciepiela)"
  • galileo11 19.03.09, 20:18
    "Energetyka wiatrowa krytykuje zasady wsparcia zielonej energii.

    Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej krytycznie ocenia program wsparcia
    inwestycji w odnawialne źródła energii i obiekty wysokosprawnej kogeneracji na
    lata 2009 - 2012 przedstawiony przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i
    Gospodarki Wodnej.
    Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w dniu 15 stycznia 2009
    roku na swoich stronach internetowych przedstawił program wsparcia finansowego
    sektora odnawialnych źródeł energii. Celem całego programu NFOŚiGW jest
    dofinansowanie dużych inwestycji wpisujących się w cele zobowiązań wynikających
    z Traktatu Akcesyjnego, Dyrektywy 2001/77/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z
    27 kwietnia 2001 roku w sprawie wspierania produkcji na rynku wewnętrznym
    energii elektrycznej wytwarzanej ze źródeł odnawialnych energii. Budżet całego
    programu został ustalony na kwotę 1,5 mld zł, z czego 25 proc. przewidziano na
    inwestycje w elektrownie wiatrowe, co stanowi 375 mln zł do wydatkowania w
    latach 2009 – 2012.

    - Naszym zdaniem główne założenia programu nie są w stanie w znaczący sposób
    wpłynąć na zmianę sytuacji, w której znajduje się obecnie sektor. Program
    zakłada udzielanie pożyczek na preferencyjnych warunkach, z możliwością
    umorzenia do 50 proc. ich wartości dla inwestycji najmniej rentownych. W naszej
    ocenie jest to działanie całkowicie sprzeczne z obowiązującą zasadą
    konkurencyjności, która przyświecała m.in. wprowadzeniu obowiązku umarzania
    określonej ilości świadectw pochodzenia przez przedsiębiorstwa handlujące
    energię elektryczną – czytamy w oświadczeniu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki
    Wiatrowej (PSEW).

    Zdaniem PSEW wydatkowanie publicznych pieniędzy na inwestycje deficytowe jest
    niezgodne z obowiązującym w Polsce modelem gospodarki rynkowej, w której powinno
    wspierać się inwestycje dobrze zaplanowane i przynoszące dochód. Stowarzyszenie
    zgadza się z potrzebą wspierania inwestycji w technologie niszowe, takie jak na
    przykład fotowoltaika, ale musi być to działanie dobrze zaplanowane, obarczone z
    góry określonymi warunkami do spełnienia. W opinii PSEW nierozsądne wspieranie
    inwestycji deficytowych ze środków funduszu, na pewno nie przyczyni się do
    szybkiego wzrostu wykorzystania energii pochodzącej z OZE w Polsce.

    Zdaniem PSEW kolejnym dyskusyjnym punktem programu jest zasada finansowania
    inwestycji, czyli tak naprawdę wkraczanie w obszar działalności banków.
    Pomysłodawcy programu tłumaczą to niechęcią banków do udzielania kredytów w
    dobie obecnego kryzysu finansowego. PSEW przekonuje, że nie ma potrzeby
    wyręczania banków poprzez angażowanie ogromnych środków finansowych na
    udzielanie pożyczek.
    - Prostym i skutecznym sposobem rozwiązania tego problemu byłoby udzielanie
    gwarancji inwestorom ubiegającym się o kredyt. Udzielanie gwarancji pozwoliłoby
    bankom na odblokowanie akcji kredytowej. Jednocześnie na kontach NFOŚiGW
    pozostałyby znaczne środki, które można by spożytkować na znoszenie barier w
    szybkim rozwoju OZE, chociażby takich jak brak możliwości podłączania nowych
    źródeł do sieci elektroenergetycznej – przekonuje Stowarzyszenie.

    Zgodnie z obecnym projektem zmian w ustawie z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo
    Ochrony Środowiska nowe brzmienie otrzymuje art. 401, ust. 9 i 10, czyli zapisy
    dotyczące wykorzystania środków z NFOŚiGW, ustawodawca jednoznacznie wskazuje
    cele na jakie mogą być wykorzystane wyżej wymienione środki, czyli wspieranie
    odnawialnych źródeł energii lub budowę sieci elektroenergetycznych służących
    przyłączaniu tych źródeł. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej w pełni
    podziela słuszność tego zapisu. Bariery związane z przyłączaniem nowych źródeł
    wytwarzania energii do sieci elektroenergetycznej stanowią jedne z
    najpoważniejszych przeszkód w rozwoju OZE. Uzyskanie finansowania na
    modernizację i rozbudowę sieci elektroenergetycznej na rynku jest praktycznie
    niemożliwe. Sieci same w sobie nie przynoszą zysku, więc nie ma chętnych na
    finansowanie ich budowy. Dlatego też, według PSEW, środki pochodzące z NFOŚiGW
    powinny być w głównej mierze wykorzystane właśnie na modernizację i rozbudowę
    sieci elektroenergetycznej, czyli wspieranie tych obszarów wymagających
    inwestycji, których nikt inny nie chce finansować.

    - Równie ważnym argumentem przemawiającym za takim właśnie wykorzystaniem
    pieniędzy z NFOŚiGW jest nierównomierne rozłożenie kosztów obecnie podejmowanych
    modernizacji sieci. Za rozbudowę sieci, służącą na przykład przyłączeniu nowego
    źródła na danym terenie, płacą lokalni odbiorcy. Z energii wyprodukowanej w tym
    źródle korzystają wszyscy odbiorcy w kraju. Tą rażącą niesprawiedliwość można
    zlikwidować poprzez użycie środków z NFOŚiGW na wspomnianą rozbudowę i
    modernizację sieci – podkreśla PSEW.

    PSEW zastanawia się, czy cel jaki postawili sobie pomysłodawcy programu, czyli
    przyspieszenie rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce zostanie osiągnięty.
    Stowarzyszenie ocenia, że propozycja w takim kształcie nie jest w stanie
    istotnie wpłynąć na panującą rzeczywistość.
    - Marnotrawienie środków z funduszu na inwestycje deficytowe czy wyręczanie
    banków w ich działalności nie jest dobrym sposobem wspierania rozwoju inwestycji
    w OZE. Cel produkcji 15 proc. energii elektrycznej pochodzącej z OZE do 2020
    roku może okazać się w naszym kraju trudny do spełnienia, bo nawet w przypadku
    dużych inwestycji w budowę odnawialnych źródeł energii nie będzie gdzie tych
    źródeł przyłączać. Dlatego modernizacja sieci elektroenergetycznej powinna stać
    się priorytetem we wszystkich działaniach mających na celu wspieranie rozwoju
    odnawialnych źródeł energii – podsumowuje PSEW. wnp.pl (Dariusz Ciepiela)"
  • galileo11 25.03.09, 13:11
    Lubelskie: mieszkańcy Rogoźniczki nie chcą wiatraków.

    Za Dziennikiem Wschodnim:

    "Jak podaje Dziennik Wschodni, dwudziestu mieszkańców wsi protestuje przeciwko
    budowie elektrowni wiatrowej w ich miejscowości.
    Delegacja protestujących złożyła pismo w Urzędzie Gminy w Międzyrzecu Podlaskim.
    Mieszkańcy oraz właściciele działek położonych w obrębie planowanej inwestycji
    sprzeciwiają się budowie wiatraka, który ma mieć wysokość 110 metrów i wirnik o
    średnicy 90 metrów.

    - Jest fatalnie. Przestraszyłem się, kiedy wczytałem się w projekt umowy, który
    wcześniej zostawiła mi firma z Inowrocławia zainteresowana moją działką.
    Odrzuciłem propozycję jej wydzierżawienia. Ale sąsiad umowę podpisał i teraz
    śmigło od elektrowni niemal będzie dotykać mego pola. Na dodatek 400 metrów od
    wiatraka mieszkają ludzie, a strefa ochronna to 500 m – powiedział Dziennikowi
    Wschodniemu Tadeusz Kosieradzki.

    Obaw nie kryją też inne osoby, które złożyły pismo protestacyjne w gabinecie wójta.

    - To zamach na prawa właścicieli gruntów w pobliżu wiatraka. Inwestycja wpłynie
    ujemnie na życie w naszej miejscowości. Nastąpi wyniszczenie pól i upraw oraz
    zmniejszą się dochody wielu rolników - powiedział w rozmowie z Dziennikiem
    Wschodnim jeden z protestujących.

    - Dużo osób z naszej wsi nic nie wiedziało o tych przygotowaniach. Nie wiemy,
    kto będzie korzystać z tej inwestycji. Teraz czekamy, aż wójt oficjalnie, na
    piśmie ustosunkuje się do naszego protestu - powiedziała Dziennikowi Wschodniemu
    pani Anna, sprzeciwiająca się inwestycji.

    Jak czytamy w Dzienniku Wschodnim, rolnicy obawiają się, że elektrownia wiatrowa
    spowoduje spadek wartości ich działek, wyjałowienie pól i wyginięcie zwierząt
    pożytecznych dla rolnictwa. Ich zdaniem wiatraki będą mieć także zły wpływ na
    zdrowie mieszkańców. Boją się szkodliwych ultradźwięków i hałasu o dużym
    natężeniu, który będzie słyszalny aż 3 km od wiatraka.

    - Mieszkańcy nie rozumieją zasad administracji. Firma "Windpol” wystąpiła o
    wydanie decyzji środowiskowej na lokalizację wiatraków. Oficjalnie wszcząłem
    postępowanie administracyjne. Podałem o tym wiadomość na tablicy Urzędu Gminy i
    na naszej stronie internetowej. Właściciele gruntów, na których w Rogoźniczce i
    Zaściankach staną wiatraki, zrobią dobry interes. Jeśli wydzierżawią ziemię V i
    VI klasy na 25 lat, mogą spać spokojnie do końca życia - powiedział w rozmowie z
    Dziennikiem Wschodnim Roman Michaluk, wójt międzyrzeckiej gminy."
  • galileo11 27.03.09, 01:29
    Tym razem może coś dla mieszkańców np. Kamiennej Górki, Kieczorów i Mazur na
    Kuźmińskiej Górze - na Mazurach nikt nie mieszka, chyba, że uwzględnimy pana z
    Lublina (to troszeczkę poniżej). Mowa o małych przydomowych elektrowniach
    wiatrowych.<wesoly>

    W tej klasie siłowni wiatrowych rozróżniamy elektrownie poziome i pionowe -
    podział ten jest ze względu na to czy oś śmigła (śmigieł) i generatora
    elektrycznego jest w poziomie czy też w pionie. Te wszystkie duże elektrownie
    wiatrowe o masztach 90 czy 100 metrowych są systemu poziomego.
    Natomiast małe elektrownie, no powiedzmy od kilkudziesięciu W do kilku kW mogą
    być i takie i takie. Poziome wymagają wyższych masztów i bardziej szpecą. Zaś
    pionowe wymagają niższych masztów, no i można je wkomponować w otoczenie tak
    żeby jak najmniej szpeciły.
    I tutaj jako ciekawostkę podam z pamięci, nie chce mi się szukać, że taka mała
    elektrownia o mocy znamionowej 400W i przy wiejących wiatrach znamionowych
    (chyba ok. 12m/s) potrafi wyprodukować na dobę ok. 9 kWh energii. Tutaj energię
    buforuje się (magazynuje) w akumulatorach, podobnych jak Państwo używacie w
    samochodach. I tak w tym przykładzie moc generatora wynosi tylko 400W (Wat).
    Przy takich mocach są to najczęściej generatory prądu stałego (ma się rozumieć,
    że są jednofazowe) na napięcia: 12V; 24V; 36V; 48V. Wiąże się to po prostu z
    tym, że przy takich mocach i zmiennym wietrze trudno byłoby uzyskać odpowiednią
    prędkość synchroniczną a więc i częstotliwość dla alternatorów trójfazowych -
    trudność w regulacji, związana też z kosztami. A tak wytwarza się prąd stały,
    którym na bieżąco ładuje się akumulatory, a z nich przy pomocy przetwornic DC/AC
    (prąd stały/prąd zmienny) przetwarza się ten prąd stały na zmienny
    jedno/trójfazowy (230/400V), 50Hz, a więc taki jaki mamy w sieci domowej.
    W podanym przykładzie mamy moc prądnicy 400W/=12V, ale dorywczo możemy pracować
    z dużo większą mocą np. 3kW, to zależy od mocy zainstalowanych akumulatorów - w
    tym przypadku musiałyby dawać prąd znamionowy ok. 250A/12V, to daje tę moc: 12 x
    250 =3kW. Oczywiście tutaj pominąłem sprawność i straty. Tutaj chodzi tylko o
    zobrazowanie zagadnienia. Także czas pracy z taką mocą związany jest z bilansem
    energii - w tym przykładzie, przy dobrze dobranych akumulatorach moglibyśmy
    pracować z taką mocą dorywczą ok. 3h. Ale w normalnym domu ten pobór jest dużo
    niższy, powiedzmy od 2-5kWh /dobę. Chciałem tylko pokazać, że przez chwilę można
    i coś pospawać i trochę drzewa porżnąć, już przy tak małej mocy wejściowej jak 400W.
    Ten pan na Mazurach będzie instalował taką siłownię na 3kW (chyba przy 36 lub 48V).
    I taka elektrownia na 400W (kompletna), bez akumulatorów kosztuje ok. 2500zł,
    oczywiście bez masztu. Koszt podnoszą trochę akumulatory (co kilka lat trzeba je
    wymieniać).
    Dla chętnych podaję odnośniki - można coś poczytać:
    energysolution.buildingsolution.pl/pl/strona-turbiny.html
    energysolution.buildingsolution.pl/pl/1-grupa.html
  • galileo11 23.04.09, 23:30
    W Niemczech powstanie pierwsza na świecie elektrownia hybrydowa.

    Jak poinformowała Informacyjna Agencja Radiowa, Kanclerz Angela Merkel
    wmurowała w Pranzlau w Brandenburgii kamień węgielny pod budowę elektrowni
    hybrydowej, pierwszej tego typu na świecie. Elektrownia ma rozpocząć pracę w
    przyszłym roku.

    Elektrownia ma na zmianę wytwarzać energię z wiatru i masy biologicznej. W
    okresach bezwietrznych energia ma być wytwarzana z masy biologicznej. Natomiast
    gdy wiatr będzie zbyt silny, nadmiar energii ma być wykorzystywany do produkcji
    wodoru, który będzie używany w nowatorskich silnikach wodorowych. W ten sposób
    ma być rozwiązany problem stałego zaopatrzenia odbiorców w energię z elektrowni
    wiatrowych.

    IAR
  • galileo11 24.05.09, 22:24
    Tymczasem pewien tajwański hodowca twierdzi, że zlokalizowana w pobliżu jego gospodarstwa farma wiatrowa poważnie przetrzebiła jego stado kóz.
    Za serwisem BBC.

    "Jak twierdzi Kuo Jing-shan, 450 z jego 700 kóz zdechło od momentu, gdy przed czterema laty w pobliżu jego pastwiska firma Taipower zainstalowała osiem tu rbin wiatrowych. Jego zdaniem, zwierzęta padły z wycieńczenia, ponieważ hałas z elektrowni wiatrowej nie dawał im spać. - Kozy były wychudzone, lecz nie chciały jeść. Pewnej nocy poszedłem do obory i kozy stały, nie spały - relacjonuje 57-letni hodowca.

    Inspektor z tajwańskiego ministerstwa rolnictwa przyznał, że turbiny wiatrowe mogły rzeczywiście być przyczyną śmierci zwierząt. Natomiast spółka Taipower, choć wątpi w swoją winę, zaoferowała Kuo Jing-shanowi pomoc finansową przy relokacji fermy.
  • galileo11 28.07.09, 01:34
    Autor: Krzysztof Losz

    W Polsce jesteśmy świadkami boomu na elektrownie wiatrowe. Powstało ich na razie co prawda stosunkowo niewiele, ale inwestorzy mają bardzo ambitne plany zakładające wybudowanie siłowni o mocy kilkudziesięciu tysięcy megawatów. Jeszcze kilka lat temu takie informacje byłyby zapewne przyjmowane z entuzjazmem, ale teraz, gdy wiemy, co ze sobą niosą wiatraki, entuzjazmu już nie słychać. Coraz częściej bowiem dochodzą do nas głosy o negatywnych skutkach ekologicznych i gospodarczych budowy siłowni wiatrowych.

    Okazuje się, że nie jest to wcale panaceum na rozwiązanie kłopotów z dostawami energii, a wręcz przeciwnie - siłownie wiatrowe niosą ze sobą nowe problemy. Warto więc poważnie się zastanowić nad sensem wspierania przez państwo i samorządy lokalne tego typu inwestycji.
    Energia z wiatraków jest uznawana za zieloną energię, ale i ten pogląd jest coraz częściej kwestionowany, gdyż koszty ekologiczne ich budowy przewyższają ewentualne korzyści. W dodatku pod znakiem zapytania staje ekonomiczny i gospodarczy sens instalowania farm wiatrowych w Polsce. Przede wszystkim wbrew temu, co głoszą zwolennicy energii z wiatru, nie spowoduje ona wyłączenia ani jednej elektrowni węglowej, co więcej - trzeba budować zapasowe nieduże elektrownie gazowe, które będą pracować w bezwietrzne dni i zastępować wiatraki. Poza tym prąd z siłowni obracanych siłą wiatru jest o wiele droższy niż z tradycyjnych źródeł, dla gospodarstw domowych oznacza to w takim razie podwyżki kosztów utrzymania. Pamiętajmy też o tym, że w krajach, gdzie budowane są takie siłownie, potrzebne jest ogromne wsparcie finansowe państwa dla inwestorów. W Polsce musiałoby być podobnie, tylko skąd wziąć na to pieniądze?

    Lobby ma wielką siłę
    Jeszcze do niedawna krytykom czy nawet sceptykom dostrzegającym pewne niebezpieczeństwa związane z ekspansją elektrowni wiatrowych trudno było się przebić ze swoimi argumentami do społeczeństwa. Zalewani bowiem byliśmy swoistą propagandą, jakie to ogromne korzyści odniesie nasz kraj, gdy zainwestuje w ujarzmienie wiatru. Energia, której źródłem były ruchy mas powietrza, miała zapewnić nam bezpieczeństwo dostaw prądu dla gospodarstw i przemysłu, dzięki wiatrakom mieliśmy zrezygnować z części trujących środowisko elektrowni węglowych. Jednym słowem, zyskać miały i środowisko, i gospodarka. Na szczęście nie wszyscy w Polsce ulegli tej propagandzie i zaczęło pojawiać się coraz więcej głosów kwestionujących zasadność stawiania w naszym kraju ogromnych wiatraków, gdyż są one nieopłacalne.
    Dlaczego jednak ten biznes się kręci? Na razie w Polsce moc zainstalowanych siłowni wiatrowych wynosi około 550 MW, czyli odpowiada to jednemu średniemu blokowi energetycznemu w elektrowni węglowej. Jednak jak wynika z oficjalnych danych instytucji państwowych, lawinowo rośnie zainteresowanie inwestorów budową farm wiatrowych. O ile do końca grudnia ubiegłego roku wystąpili oni o warunki przyłączenia do sieci dla farm wiatrowych o mocy prawie 7 tys. MW, o tyle teraz jest to już 12 tys. MW. Ale plany inwestorów są jeszcze ambitniejsze, ponieważ cały czas zgłaszane są nowe projekty. Gdyby w przyszłości wszystkie je zrealizować, mielibyśmy energię z wiatru o mocy ponad 70 tys. MW - czyli znacznie więcej niż wynosi nasze roczne zapotrzebowanie na prąd (!). Wiadomo, że nie wszystkie projekty zostaną sfinalizowane, ale już te powyższe dane świadczą o tym, że koncerny energetyczne zwietrzyły niezły interes w wiatrakach. Jeśli bowiem pojawiła się okazja do zarobienia grubych pieniędzy na ekologii, to one po prostu w to wchodzą, licząc na to, że rząd dołoży im sporo pieniędzy do budowania "alternatywnych źródeł energii". Dodatkowo lobby wiatrowe prowadzi zakrojone na szeroką skalę działania lobbingowe, aby przekonać władze wszystkich szczebli i społeczeństwo, jakie to odniesiemy korzyści z postawienia na prąd z wiatru. Jesteśmy wręcz szantażowani, że np. tylko dzięki wiatrakom najszybciej zrealizujemy zobowiązania unijne dotyczące pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. Ale oczywiście lobbyści mniej mówią, czy nawet wcale nie mówią, o kosztach związanych z tymi inwestycjami.

    Pomalowane na zielono
    Jeszcze do niedawna elektrownie wiatrowe miały zagorzałych zwolenników wśród organizacji ekologicznych, ale i one zaczynają się powoli wycofywać z popierania budowy wiatraków w Polsce. Nie mówią już, że wiatraki to zielona energia, ale tylko energia "pomalowana na zielono". Tak się bowiem składa, że akurat w naszym kraju takie instalacje można stawiać głównie w pasie północnym - nad morzem i w rejonie mazurskiej Krainy Wielkich Jezior, czyli na niezwykle cennych przyrodniczo terenach. Tam po prostu są najlepsze warunki przyrodnicze, ponieważ wiatr wieje z odpowiednią siłą, i co najważniejsze - liczba wietrznych dni w ciągu roku jest najwyższa. A to oznacza, że wiatraki będą najefektywniej pracować właśnie tu. To rodzi jednak określone konsekwencje dla przyrody.
    Profesor Piotr Jaroszyński, kierownik katedry Filozofii Kultury KUL, wskazuje na zniszczenie naturalnego krajobrazu przez wielkie wiatraki. Mają one często po 100-150 metrów i po prostu dominują nad krajobrazem, niszcząc - jak podkreśla prof. Jaroszyński - wspaniały pejzaż nadmorskich czy mazurskich przestrzeni. Przykładem takiego niebezpieczeństwa jest choćby Suwalski Park Krajobrazowy nazywany "polską Szwajcarią". Co prawda żaden wiatrak nie stanie na terenie samego parku, ale mogą się one pojawić w jego otoczeniu, na okolicznych wzgórzach. Skandalem, według profesora, jest planowanie postawienia na tym terenie setek wiatraków. - Ten park przestanie być parkiem i stanie się wielką elektrownią - mówi prof. Jaroszyński. - Turyści i wczasowicze będą omijać to miejsce z daleka - podkreśla. I trudno nie przyznać mu racji, bo co to za atrakcja turystyczna oglądać wiatraki.
    Ale nie chodzi tylko o zniszczenie krajobrazu. Przyrodnicy, ornitolodzy wskazują na szereg innych zagrożeń dla środowiska naturalnego, które powoduje sąsiedztwo farm wiatrowych. Olbrzymie skrzydła są śmiertelną pułapką dla ptaków. Okazuje się, że np. w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, gdzie stoją już tysiące wiatraków, giną co roku setki rzadkich ptaków drapieżnych, innych ptasich ofiar nikt już nawet nie liczy. Wydzielane przez śmigła dźwięki, hałas, powodują, że ptaki uciekają z tych miejsc, przenoszą swoje gniazda gdzie indziej. Co więcej, te dźwięki mogą być także szkodliwe dla ludzi, badania medyczne robione za granicą przynoszą coraz więcej dowodów na istnienie tego zagrożenia. Dlatego mieszkanie w pobliżu farm wiatrowych jest niebezpieczne dla człowieka. To prawda, że kiedyś polska wieś była pełna wiatraków pracujących jako młyny lub małe elektrownie. Ale nie porównujmy kilku-, kilkunastometrowych najwyżej budowli, doskonale wkomponowanych w krajobraz, z monstrualnymi betonowymi i stalowymi budowlami, jakie teraz nam się funduje.
    W dodatku koszty ekologiczne inwestowania w wiatraki to nie jedyne straty, z jakimi będziemy mieli do czynienia. Ten rodzaj energetyki jest zwyczajnie nieopłacalny finansowo i gospodarczo.

    Za drogo
    Eksperci od dawna polemizują ze zwolennikami energii wiatrowej właśnie na gruncie gospodarczym. Podkreślają, że czerpanie energii z siły wiatru nie rozwiąże naszych problemów energetycznych, nie zapewni nam także dostępu do taniej energii. Wynika to po prostu ze specyfiki tego sektora.
    Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że wiatr to nieprzewidywalny żywioł. Nie zawsze można z niego skorzystać. Nawet na najbardziej wietrznych terenach zdarzają się ciche dni, a wtedy elektrownie nie pracują i nie dostarczają prądu. Znowu, gdy wiatr wieje zbyt mocno, trzeba wyłączyć wiatraki, aby nie zostały uszkodzone ich śmigła.
  • galileo11 28.07.09, 01:35
    Niemcy, gdzie jest najwięcej farm wiatrowych w Europie, wydali na nie grube miliardy euro, a wiatraki zapewniają tylko 3 proc. krajowego zapotrzebowania na energię, bo są nieefektywne - teoretycznie, biorąc pod uwagę moc wiatraków, powinny zapewniać 15 proc. energii. - To jest podstawowy problem z energią wiatrową: wiatr nie zawsze wieje tam, gdzie akurat potrzeba prądu - podkreśla prof. Wolfgang Pfaffenberger z Bremen Energy Institute. Podaje przykład lata w 2003 r., gdy upalna, ale bezwietrzna pogoda wstrzymała na wiele dni pracę turbin wiatrowych w całej Europie Zachodniej i trzeba się było ratować dostawami prądu z siłowni węglowych i atomowych. To wtedy nawet część niemieckich ekologów uznała, że warto wstrzymać się z zamykaniem elektrowni atomowych do czasu, aż nie zastąpią ich inne odnawialne źródła energii niż wiatr. Z drugiej strony, gdy są dogodne warunki do produkcji energii, nie udaje się wykorzystać całej siły wiatru, bo nie ma możliwości magazynowania nadmiaru prądu. Nikt bowiem nie wymyślił technologii budowy np. wielkich akumulatorów.
    Jak w takiej sytuacji można mamić Polaków obietnicami, że oto gdy postawimy turbiny wiatrowe, to będziemy mogli zamknąć elektrownie węglowe i dzięki temu nasze środowisko będzie czystsze, gdyż do atmosfery nie trafi dwutlenek węgla i inne gazy? Co więcej, stawiając wiatraki, musimy inwestować w tradycyjne siłownie! - Jeżeli nadal tak szybko jak obecnie będzie rosło zainteresowanie inwestorów budową wiatraków, konieczne będzie wybudowanie zwykłych elektrowni zastępujących je przy bezwietrznej pogodzie - mówi bez ogródek Stefania Kasprzyk, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Operator zarządzających wszystkimi sieciami przesyłowymi w naszym kraju. Prezes Kasprzyk pokazuje prostą zależność: gdyby w naszym kraju powstały farmy wiatrowe o mocy "tylko" 8 tys. MW, to trzeba będzie postawić także zwykłe elektrownie rezerwowe o mocy prawie 2 tys. MW (!). To zaś oznacza ogromne koszty rzędu 7-8,5 mld zł i to zakładając, że stawiamy tańsze siłownie na gaz, a nie na węgiel. PSE Operator już projektuje takie elektrownie. Kto sfinansuje te inwestycje? Firmy energetyczne, czyli faktycznie odbiorcy prądu, my wszyscy, gdyż wątpliwe jest, aby budżet państwa wyłożył na to pieniądze. Specjaliści od energetyki wskazują na jeszcze inny aspekt. Takie rezerwowe elektrownie nie będą pracowały przecież cały rok, dlatego prąd, jaki będziemy z nich otrzymywać, będzie musiał być bardzo drogi, aby inwestycja się zwróciła. I znowu zobaczymy te koszty na swoich rachunkach za prąd. Gdzie w takim razie jest ta tania energia wiatrowa?
    Docent Andrzej Strupczewsk i i inni specjaliści wskazują na to, że koszt wytworzenia prądu z wiatru jest w tej chwili najdroższy nie tylko w Polsce, ale i w krajach zachodnich. Państwowa Izba Kontroli (The National Audit Office) w Wielkiej Brytanii podała w swoim raporcie, że rozwijanie energetyki wiatrowej "jest najdroższym ze znanych sposobów redukcji poziomu dwutlenku węgla w atmosferze". Dlaczego, skoro wydaje się, że budowa jednej siłowni nie jest droga? Chodzi właśnie o wspomniane wyżej koszty wytwarzania prądu przy pomocy siły wiatru. Niemcy twierdzą przy okazji, że "sen o przyjaznej środowisku energii zmienia się w wysoko dotowaną z kasy państwowej dewastację krajobrazu" ("Der Spiegel"). Bo gdyby stosować rynkowe zasady wobec energii wiatrowej, to nikt rozsądny nie chciałby jej kupować, skoro jak wspomnieliśmy wyżej, jest ona kilka razy droższa od konwencjonalnej. We Francji Électricité de France płaci trzy razy więcej za energię wiatrową niż pochodzącą z siłowni atomowych, podobne relacje w innych państwach dotyczą elektrowni węglowych. W Niemczech planowana jest budowa dużej elektrowni wiatrowej na morzu. Kilowat energii, która będzie z niej pochodziła, ma kosztować ponad 9 eurocentów, a cena za prąd z innych źródeł jest trzy razy niższa. Dopiero za 10-12 lat cena ma spaść do 6 eurocentów.

    Bez dotacji ani rusz
    I tu wkracza państwo, dotując prąd z wiatru. Tylko dzięki tym dopłatom opłaca się go kupować zakładom energetycznym i odsprzedawać potem klientom. Bogate Niemcy, gdzie od lat silne było lobby ekologiczne i partia Zielonych, na to było stać, choć już teraz widzą, jakie to stanowi obciążenie dla ich finansów. Ale Polska jest na to za biedna. Jeśli jednak ktoś już postawi w Polsce wiatrak, PSE musi od niego kupować wytworzoną energię. Potem będzie ją "mieszać" z prądem z elektrowni węglowych i sprzedawać gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom. W tej sytuacji wzrosną na pewno ceny prądu. Część ekspertów jest nawet przekonana, że to może dobić naszą gospodarkę, ponieważ drastycznie wzrosną koszty, spadnie też konsumpcja, bo więcej pieniędzy będziemy wydawali na zakup energii. Recesja - i to o wiele większa niż teraz - murowana.
    I jeszcze jeden ekonomiczny argument, który powinien działać na wyobraźnię choćby rolników czy innych osób gotowych wydzierżawiać lub sprzedawać swoją ziemię pod farmy wiatrowe. Wszędzie, na całym świecie, prowadzą one do ogromnych spadków wartości gruntów w pobliżu wiatraków. Nikt bowiem nie chce budować domów, sklepów czy innych zakładów pracy w pobliżu gigantycznych śmigieł, ponieważ to za bardzo uciążliwe sąsiedztwo.
  • galileo11 04.08.09, 22:37
    Skopiowane z forum Nowin Rzeszowskich, a odnoszące się do artykułu: Budowa farmy wiatrowej w rękach radnych gminy Łańcut z dnia 04.08.2009,
    tutaj jest odnośnik do całego artykułu www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090804/REGION00/567383468

    Inwestorem jest koncern IBERDROLA (zyski co zrozumiałe idą do Hiszpanii). Spółka Elektrownie Wiatrowe "Galicja" jest powołana tylko jak spółka celowa (sic!) do realizacji tego projektu. Nazwa nie jest przypadkowa. Ludziom którym dzień i noc bedzie towarzyszył - mający cudowne właściwości lecznicze - szum 34-metrowych 6-tonowych łopat wirników Gamesy G87 wydaje się, że zyski zasilą lokalny rynek no bo przecież sama nazwa spółki na to wskazuje... NIC BARDZIEJ MYLNEGO!
    Co ciekawe firma koncern IBERDROLA wykazuje w tym względzie niebywałą skromność i nie chce się zbytni przyznawać do tego że to on za tym stoi i gdzie trafiają pieniążki...
    Wszystkich którzy są tak bardzo za rozwojem zapraszam w okolice farm wiatrakowych na Pomorzu... Tamtejsi mieszkańcy byli najpeirw bardzo za myśląć, że 200MW farmy wpłyną li tylko pozytywnie na ich lokalne budżety. Teraz okazuje się, że dzięki tym farmom przestali odwiedzać tamet rejony turyści i... ptactwo. Efektem czego jest plaga robactwa, które nie gnębione przez naturalnych wrogów (ptaki) odnosi największe korzyści obok główniego inwestora czyli hiszpańskiej IBERDROLI...
  • wiatrak244 27.08.09, 18:23
    witam ? ludzie czy wam sie popierdoliło ? co wy chcecie od wietraków? czy dym z wegla z elektrowni jest zdrowy? w dzisiejszych czasach nic nie jest zdrowe !!!!!!!!!!!!!!!!! wszystko nas truje i tak umrzemy !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • galileo11 16.10.09, 19:05
    Moc przyszłych farm wiatrowych, które potencjalni inwestorzy chcieliby przyłączyć do krajowego systemu energetycznego, ponad dwukrotnie przewyższa obecną moc samego systemu - podała w środę 23 września 2009 wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska.

    To jest paranoja.

    Wywiad pani minister:
    "Przedstawiciele ministerstwa są jednak przekonani, że duża część tych, którzy złożyli wnioski o wydanie warunków przyłączenia do sieci, wcale nie ma zamiaru budować elektrowni wiatrowych, ale sprzedać teren wraz z dokumentami, pozwalającymi na budowę wiatraków i dostęp do sieci.

    Resort chce ukrócić taką praktykę, wprowadzając opłaty już na etapie składania wniosków. Jej wysokość nie może przekroczyć opłaty za samo przyłączenie. Szacuje się, że będzie to ok. 1-2 proc. nakładów na budowę wiatraka.

    Podczas środowej konferencji w Katowicach, poświęconej przyszłości górnictwa i energetyki, wiceminister ujawniła, że złożone wnioski w sumie dotyczą budowy wiatraków, dających ok. 76 tys. megawatów mocy, przy ok. 36 tys. megawatów mocy całego systemu. Liczba wniosków wciąż rośnie.

    „To wnioski teoretycznych inwestorów, którzy deklarują budowę wiatraków i przyłączenie ich do sieci elektroenergetycznej (..). Wynika to z faktu, że stworzył się rynek obrotu uprawnieniami do przyłączenia. Z wnioskami występują ludzie, którzy nie mają środków na takie inwestycje, chcąc +zaklepać+ sobie miejsce w systemie, po czym proponują sprzedaż tego miejsca” - wyjaśniła wiceminister.

    Zapowiedziała, że Ministerstwo Gospodarki stara się tak zmienić procedury, by wnioski dotyczyły przede wszystkim realnych inwestycji w odnawialne źródła energii. Temu ma służyć nowelizacja prawa energetycznego, wprowadzająca opłatę przy składaniu wniosku.

    „Mamy nadzieję, że stworzy to pewną barierę finansową, która urealni te ilości” - oceniła Strzelec-Łobodzińska.

    Przypomniała, że obecnie energetyka wiatrowa w Polsce dysponuje mocą ok. 350 megawatów. „Wydaje nam się, że energetyka wiatrowa da ok. 1-1,5 tys. megawatów w perspektywie 2-3 lat” - uważa wiceminister.
    /* ©AdOcean 2003-2009, Przestrze_ reklamowa.Cire.pl.Serwis_informacyjny.Serwis_informacyjny_300x250 */ ado.slave('adoceanadmmjjeogubw', {myMaster: 'Fq1BdCMHvF_QGTx.o5oU8NcekasA.qbuN2_9QDuvSR..e7' }); if(typeof adoceanadmmjjeogubw=='function') {adoceanadmmjjeogubw();}

    Proces przyłączenia wiatraków do sieci jest długotrwały i kosztowny. Trzeba m.in. porozumieć się z właścicielami gruntów, przez które będą przebiegać linie i przyłącza, zaprojektować i wybudować linie. Ważne jest także to, by po przyłączeniu wiatraków w systemie elektroenergetycznym była odpowiednia rezerwa tzw. elastycznej energii, najlepiej gazowej, którą trzeba uruchomić w sytuacji, gdy wiatraki są mniej wydajne z powodu słabego wiatru.

    Polska polityka energetyczna do 2030 roku zakłada, że w 2020 r. udział energii odnawialnej w krajowym bilansie energetycznym osiągnie - zgodnie z wymogami unijnymi - 15 proc., a w ciągu kolejnych 10 lat wzrośnie do ok. 18,8 proc. 36 proc. energii ma wówczas pochodzić z węgla kamiennego, a 21 proc. z brunatnego (dziś oba te nośniki dają ok. 96 proc. energii). 15,7 proc. ma dać energia jądrowa, a 6,6 proc. gaz ziemny.

    Jak mówiła Strzelec-Łobodzińska, strategia zakłada, że wśród energii odnawialnej najwięcej, bo aż 45 proc., ma pochodzić właśnie z wiatru, 29,3 proc. z biomasy, 17,4 proc. z biogazu (na ukończeniu jest specjalny program wsparcia lokalnych biogazowni, np. rolniczych), a 8,1 proc. w wody.

    O inwestycjach w odnawialne źródła energii, przede wszystkim w budowę wiatraków, myśli m.in. grupa energetyczna Tauron. Jej wiceprezes Krzysztof Zamasz zwrócił jednak uwagę, że przygotowanie takiego procesu nie jest łatwe, a przy tym kosztowne, podobnie jak wyprodukowana z wiatru energia, znacznie droższa od konwencjonalnej.

    „Ogłosiliśmy już kilka otwartych postępowań, służących wyłonieniu partnerów do projektów związanych z farmami wiatrowymi. Z ośmiu złożonych projektów, dotyczących ok. 300 megawatów, po analizie prawnej i biznesowej jedynie dwa stały się przedmiotem dalszych rozmów biznesowych” - powiedział Zamasz.

    Plany budowy farmy wiatrowej ogłosił także giełdowy Kopex, który już wcześniej zapowiedział budowę sieci biogazowni. Na razie są lokalizacje sześciu z nich, docelowo ma ich być 30. Natomiast farma wiatrowa ma powstać w centralnej Polsce, między Łodzią a Piotrkowem Trybunalskim i mieć moc 20 megawatów, co oznacza 10 wiatraków. Rozpoczęcie projektu zależy od pozyskania jego finansowania."
  • galileo11 26.10.09, 20:46
    Witam wszystkich!

    Proszę Państwa, dla zainteresowanych zamieszczam ciekawe odnośniki n.t.
    wiatraków, jest tam m.in. wywiad z prof. Szyszko i nie tylko:

    www.stopwiatrakom.eu/ Co wiesz o turbinach wiatrowych?

    www.farma-wiatrowa.info/krajobraz.htm Zeszpecenie krajobrazu i nie tylko,

    www.tv-trwam.pl/index.php?section=syndrom Kontakt ze słowem żywym.

    Życzę przyjemnej lektury.

    P.S. Dociekliwym proszę jeszcze zajrzeć na dwa fora z najbliższego sąsiedztwa,
    gdzie idzie batalia za i przeciw na powyższy temat.
    Chodzi o Strachocinę k/Sanoka i okolice Radymna.
    forum.nowiny24.pl/index.php?showtopic=22087&pid=116579&st=0&#entry116579
    forum.nowiny24.pl/120-turbin-wiatrowych-ma-powstac-w-trzech-farmach-pod-Radymnem-t20922-s20.html
  • onioni 06.12.09, 01:59
    > Proszę Państwa, dla zainteresowanych zamieszczam ciekawe odnośniki
    n.t.
    > wiatraków, jest tam m.in. wywiad z prof. Szyszko i nie tylko:

    - dawno nie czytałem większych bzdur.
    Ty chyba nigdy pod wiatrakami nie byłeś?
    Filmy wyssane z palca.
    Jakis film, gdzie ktoś pokazuje hałas w domu mierząc go PODCZAS
    ROZMOWY!
    To przeciez jakas kpina.
    Tutaj masz hałas:
    wiatrowa.eu.interia.pl/foto/pomiar_halas_db.jpg
    - 200 m od wiatraków jest dokładnie taki sam "hałas" jak na środku
    pola w miejsach gdzie nie ma wiatraków.
    Dlaczego? Bowiem naturalny poziom hałasu to właśnie okolice 40 dB!
    To poziom jaki dociera do nas z otoczenia (ze wsi, miast, dróg,
    lasu, ptaków, wiatr itd).

    Syndrom? Przeciez tam ludzie kłamia jak z nut, ktoś tam pokazuje
    pseudo badania, gdzie ludzie narzekają na cień z wiatraków mimo, że
    mieszkaja 15 km od wiatraków. To jakiś absurd, ludzie.

    Bardziej szodliwe sa przeciez samochody, miasto - a mimo to ludzie
    tam żyją! W mieście jest 85 dB, drżenie, infradźwięki itd. a jakoś
    każdy się tam pcha.

    Polecam lepiej fakty:
    wiatrowa.xn.pl
  • galileo11 06.12.09, 12:25
    Głos Wielkopolski - Małgorzata Linettej, Paweł Mikos

    Miał być znakomity interes na budowie elektrowni wiatrowych. Wielkie zyski dla
    rolników za wydzierżawienie ziemi pod obiekty energetyczne. Na razie jednak
    wyszedł z tego wiatr w polu, sporo nerwów i strachu o majątek oraz zapowiedź co
    najmniej kilku pozwów do sądu o unieważnienie niekorzystnych umów.
    Pozwy dla kilku rolników spod Grudziądza przygotowuje Roman Sklepowicz, prezes
    działającego w Poznaniu Stowarzyszenia Pokrzywdzonych przez System Bankowy.

    Gdyńska spółka Nowa Energia z rozmachem projektuje budowy licznych farm
    wiatrowych. Jak na razie działa w Polsce północno-środkowej. Podpisuje z
    rolnikami umowy na dzierżawę ziemi na 30 lat, zapewnia krociowe zyski: 2400 euro
    za jeden megawat energii wyprodukowanej przez "wiatrak", gdy już osiągnie pełną
    moc. Szkopuł w tym, że elektrownie te nie wiadomo kiedy powstaną.

    - Umowy te są skrajnie niekorzystne dla właścicieli ziemi - mówi Roman
    Sklepowicz. - Na dobrą sprawę dzierżawca może z gruntami robić wszystko, łącznie
    z wzięciem pod ich zastaw dowolnych kredytów, a rolnik jest skrępowany licznymi
    drakońskimi warunkami. Nie może na przykład odstąpić od umowy, nawet
    przedwstępnej, bo jeśli to zrobi, będzie musiał zapłacić odszkodowanie 900
    tysięcy złotych. Taka sama sankcja grozi, gdy rada gminy nie uchwali planu
    zagospodarowania przestrzennego z winy właściciela gruntu. Także 900 tys.
    złotych zapłaci rolnik, jeśli ujawni treść umowy osobom trzecim! - wylicza
    Sklepowicz. - Te umowy można potraktować jako próbę wyłudzenia i powinna się
    nimi zająć prokuratura.

    Z tymi zarzutami nie zgadza się Marek Trepka, dyrektor ds. rozwoju i sprzedaży w
    Nowej Energii. - Jeżeli ktoś zawarł umowę, to sądzę, że ją przeczytał i
    zaakceptował - mówi Marek Trepka. - Ale rolnik jest naszym partnerem i jeśli nie
    odpowiadają mu jakieś zapisy to jesteśmy do jego dyspozycji. Możemy wyjaśnić lub
    skorygować niektóre aspekty umowy, tak aby była ona kompromisem między obiema
    stronami.

    Zapewnia także, iż za ujawnienie treści umowy nie ma takiej samej kary jak za
    złamanie jej warunków. Jednak rolniczka spod Grudziądza woli się o tym nie
    przekonywać i nie chce ujawniać swojego nazwiska, opowiadając o kłopotach z
    umową dzierżawną.

    - Dwa lata temu nagle pojawił się u nas młody, przystojny, wygadany mężczyzna -
    opowiada Barbara W.  - Dokładnie już wiedział, które grunty należą do nas, w
    ilu kawałkach. Miał już gotową umowę, w której trzeba było tylko wpisać numery
    działek z księgi wieczystej. Mówił, że na naszej ziemi postawią elektrownie
    wiatrowe i że to znakomity dla nas interes.

    Nie od razu państwo W. podpisali umowę, za drugim razem jednak przedstawiciel
    Nowej Energii był tak przekonujący, że podpis uzyskał. Jak mówi Barbara W.,
    spółka była tak skuteczna, że okoliczni rolnicy oddali w dzierżawę około 1200 ha
    gruntów, jednak podkreśla, że do dane szacunkowe, bo wszystko objęte jest tajemnicą.

    - Gdy po pewnym czasie ochłonęliśmy, dotarło do nas, jak niebezpieczną dla nas
    umowę podpisaliśmy. Zamierzamy złożyć sprawę do sądu, by ją unieważnić - mówią W.

    - Jeżeli te grunty nie będą nam niezbędne do wykonania inwestycji, to nie widzę
    problemu, aby rozwiązać takie umowy. Natomiast jeżeli okażą się potrzebne, to
    już nasi prawnicy będą rozstrzygać te sprawy - mówi dyrektor Nowej Energii.

    Wyjaśnia również, że tak wysokie kary umowne są związane z nakładami potrzebnymi
    na uruchomienie farmy wiatrowej. - Jedna siłownia to koszt rzędu 12 mln zł, a
    samo przygotowanie inwestycji to kolejne wysokie wydatki. Tak wysokie kary
    umowne są zabezpieczeniem dla naszej firmy, aby po postawieniu farmy wiatrowej
    rolnik nie chciał zmieniać umowy na niekorzystną dla nas - wyjaśnia Marek Trepka.

    Jednak nie to budzi największe obawy rolników. - Najbardziej boimy się tego, że
    nasza ziemia będzie zastawem pod kredyt, którym my w ogóle nie będziemy mogli
    dysponować. Pismo uprzedzające nas o takiej możliwości właśnie dostaliśmy. Jeśli
    coś się nie uda, możemy stracić majątek.
    W Wielkopolsce do tej pory jeszcze nie doszło do tego typu transakcji.
    Wypowiedzi dyrektora NE, mimo naszych starań, nie udało się autoryzować.
    www.gloswielkopolski.pl/aktualnosci/139120,magia-czystej-energii-czyli-wiatr-w-oczy-rolnikowi,id,t.html
    P.S. Duszniki Wlkp. Piotr 09.07.09, 07:20:20
    Podobny problem zaczyna nabrzmiewać w gminie Duszniki Wielkopolskie.
    Podejrzewam, że zastosowane zostały podobne chwyty, do tych przedstawionych w
    artykule. Mnie najbardziej zszokowała opinia firmy, która będzie stawiała
    wiatraki: "na terenie nie występują PTAKI" (!) Nakłamią w żywe oczy, byle tylko
    postawić na swoim! Niby wiatraki są źródłem czystej energii, a tak na prawdę
    również szkodzą środowisku naturalnemu: zabiją i przepędzją ptaki (kto ma
    problem z owadami i gryzoniami - ten wie o co chodzi) oraz są źródłem
    niebezpiecznych dla zdrowia i życia człowieka fal o b. niskiej częstotliwości
    (Infradźwięków). W dodatku rolnicy muszą mieć świadomość ograniczenia prawa do
    ICH ziemi w promieniu pół kilometra od masztu a władze gminne - że z tymi
    podatkami to wcale nie będzie tak różowo i wpływy będą małe... Kto na tym przede
    wszystkim zarobi? Oczywiście właściciele wiatraków mieszkający baaardzo daleko
    od nich.
  • galileo11 26.01.11, 18:45

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka